Logo Artemidy
Pęknięta Skała
Skinął krótko głową, strzygąc uszami i rozglądając. Dał Lśniącej Sadzawce wolną łapę, zresztą, sam byłby kompletnie nieprzydatny, pewnie nawet jakby dała mu zadanie, by oczyścił ranę, to coś by skiepścił. No i, może i był mężnym kocurem i w ogóle, ale widok oderwanego ogona i tego, jak lała się stamtąd krew jeszcze uderzenie serca temu... sprawiało, że lekko zakręciło mu się w głowie. Przywykł do ran, sam nie miał ich mało, no ale dużo też nie, ale ten oderwany ogon... uch. Wolał się skupić na rozglądaniu, chwilowej przerwie, nim nie zabierze się do zakopania zwłok i upewnienia, że jakiś jaszczur nie napadnie ich, gdy siedzieli tu sobie w glorii i chwale, odpoczywając po ciężkiej walce.
- W porządku - oznajmił medyczce. - Ja nie jestem tak poważnie ranny, dojdę do obozu o własnych siłach - dodał, poruszając lekko ogonem. Ucho mu nie krwawiło, rana na boku też chyba zaczynała zasklepiać, bo nie czuł już, jak litry krwi się z niej wylewają, więc było w porządku. Skinął jeszcze w podzięce głową medyczce, a następnie skinął głową do przywódcy. Tak, wiedział, że trzeba to zakopać.
- Poczekaj, zrobię to - rzucił, dając tym samym jeszcze chwilę Polnemu na dojście do siebie. Następnie podszedł do ciała jaszczura, by obok wykopać dość potężną dziurę i wrzucić go do niej, a następnie zakopać. Zajęło mu to trochę czasu, a mówiąc trochę, to jak powiedzieć za mało. Był to jednak potężny gad, a Wirek mimo wszystko był nieco osłabiony po walce. Na pewno nie tak, jak przywódca, który przecież stracił życie, ale jednak.
- Niedługo. Zanim zdążyłem się zorientować co się stało zacząłeś znów oddychać - powiedział, nie wspominając nic o tym, że nawet nie zauważył, że jego własny przywódca wyzionął ducha. Więc... nie wiedział ile dokładnie, ale również nie skłamał - nim się zdążył zorientować, że bok Polnego się nie rusza ten wziął haust powietrza. Korciło, by zapytać jak to konkretnie jest, tak sobie umrzeć i znów odumrzeć, ale powstrzymał się od pytań. Może jak to nie będzie świeża sprawa, to spyta, ale póki co - siedział cicho, podchodząc tylko bliżej burego przywódcy, w razie, jakby ten miał jakieś problemy z poruszaniem się, by posłużyć mu pomocnym barkiem.

[zt]
[Obrazek: v3KIHAQ.png]
LVL 7 335 / 500
MedLVL 0 0 / 100
23
Siła
S
12
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Niejeden na pewno byłby w szoku, widząc Raniuszka tak daleko od obozu. Zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że terminator ten nie omówił jeszcze z nikim walki, ani nawet polowania, więc gdyby natrafił na większego od siebie drapieżnika… na pewno skończyłoby się to dla niego śmiercią… ale! Ranna Łapa zdecydowanie o tym teraz nie myślał, a raczej starał się nie myśleć, przedzierając się przez tereny Klanu Rzeki, aż zapach granicznych oznaczeń stał się bardzo mocny… a potem zaczął zanikać. To tutaj były Cztery Dęby, prawda? Ziemie Niczyje, miejsce, w którym mogły spotykać się koty z różnych Klanów bez przekraczania niepotrzebnie granic przeciwnych sobie Klanów… Czyli właściwie idealne miejsce na spotkanie kogoś z innego Klanu, na przykład Gromu, prawda?
To nie był pierwszy raz, gdy srebrzysty terminator znalazł się w tym miejscu, prawdę mówiąc. Nie znał jeszcze do końca trasy dojścia tu, ale kojarzył najbliższą okolicę - i jak zawsze, znalazłszy się na miejscu, z niewielkim trudem wspiął się na jakąś dużą skalę która stała gdzieś na uboczu. Usiadł, i rozglądnął się uważnie, węsząc w powietrzu… na co miał nadzieję? Czy naprawdę był takim mysim móżdżkiem, że wmawiał sobie iż Chwastowa Łapa tutaj przyjdzie, również go szukając? …Tak. Dokładnie tak było i choć Raniuszek nikomu o tym nie mówił, a raczej starał się nie wygadać, to może było to nieco zawstydzające. Głupi terminator Rzeki, zakochany w Gromowym terminatorze, teraz czeka na niego na Ziemiach Niczyich choć nawet się nie umawiali…! Brzmiało to słabo, ale Ranna Łapa wiedział jedno - chciał zobaczyć znów Chwasta. Stęsknił się za jego energią, za jego błyszczącymi oczami i uśmiechem, za tym, jak mówił… za wszystkim. Co innego miał zrobić? Miał resztę dnia dla siebie, po treningu - mógł czekać.

//Chwast!!
[Obrazek: 6UFwxox.png]
LVL 3 50 / 200
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
W ostatnich księżycach Chwast dosyć często przemierzał granicę z Klanem Rzeki. Nie zamierzał nawet udawać, że nie miało to nic wspólnego z pewnym srebrzystym kocurkiem, którego udało mu się poznać. Ale czy ktoś mógłby go za to winić? Na Ranną Łapę przyjemnie się patrzyło, jego towarzystwo było przyjemne, a zawstydzanie go i flirtowanie z nim było zabawne. Poza tym Chwast obiecał mu wspólną przygodę i miał zamiar słowa dotrzymać, chociaż mniej z powodu samego Rannej Łapy, a bardziej dla siebie samego; od dawna chciał wybrać się na jakiegoś rodzaju Wyprawę, ale ciężko było mu zabrać się za to bez towarzystwa. To, że Ranna Łapa również zobaczy przy tym kawałek świata było tylko miłym dodatkiem.
Ostatnio częstotliwość jego spacerów po granicy zmniejszyła się, z tego prostego powodu, że Chwast zwyczajnie zaczął się nudzić. Ileż można było chodzić w tę i z powrotem, bez żadnego efektu? Nie miał jednak zamiaru odpuszczać całkowicie, nie w momencie, gdy perspektywa kolejnego spotkania z rzecznym terminatorem była jedną z niewielu ekscytujących rzeczy w jego życiu. A więc wytrwale chodził. I tak się akurat złożyło, że tego dnia zaszedł trochę dalej, do Czterech Dębów. No i proszę bardzo, trafił idealnie.
Uśmiechnął się szeroko i przyspieszył kroku, gwałtownie hamując przed skałą, na której umościł się Ranna Łapa.
— Tu jesteś, gwiazdko! — zawołał zadzierając głowę. — Musiałeś mi spaść z nieba, bo akurat cię szukałem. — Roześmiał się.
BABY, WE'RE THE NEW ROMANTICS
come on,__ come along__ with me
heartbreak is the national anthem
WE______ SING____ IT _____ PROUDLY

we are too xx busy dancing
to get knocked off our feet
the best people in life are free
LVL 1 75 / 100
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
6
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
I tak siedział, i siedział. Zdawało mu się, że już strasznie długo i już zaczęły pojawiać się wątpliwości, myśli, że marnował czas. Ale nie! Jego serce mówiło coś innego. To żadna strata czasu gdy chodziło o spotkanie z kimś, na kim mu zależało! A choć z Chwastem widzieli się tylko raz, to co do jednej rzeczy wątpliwości nie miał - między nimi zaiskrzyło. Ranna Łapa nie potrafił przestać myśleć o dwukolorowym kocurku, a zawsze gdy zagłębiał się w te myśli, czuł jak jego serce bije szybciej, a uszy robią się ciepłe jakby nagrzało je słońce. Tęsknił, najmormalniej w świecie, za kimś kto zdawał się go lubić i kto mówił mu takie rzeczy, które sprawiały iż było mu miło gdzieś w sercu… Chciał zobaczyć tego Gromowego terminatora i nie zamierzał się łatwo poddawać. Mógł w tym czasie odsypiać po treningach, ale starał się o tym nie myśleć, choć gdy tak siedział na tej skale i grzał się w promieniach słońca, to robiło mu się trochę sennie… A oczy zaraz zaczęły się przymykać, oddech stał się spokojniejszy…

Wzdrygnął się wyraźnie słysząc głos, prawie wystraszony, już prawie przekonany że został znaleziony przez kogoś wrogiego, ale zaraz zrozumiał że zna ten głos i namierzył jego właściciela, tuż pod skałą na której siedział.
Gwiazdko… Ah, za każdym razem gdy to słyszał, czuł jakby jego serce się rozpływało! Przez kilka uderzeń serca nie wiedział co powiedzieć, nie mogąc uwierzyć w swoje szczęście i to, że faktycznie ma przed sobą swojego Gromowego przyjaciela.

- Chwastowa Łapo…! - wydusił z siebie w końcu, otwierając szeroko swoje zielone oczy i patrząc w jego - dwukolorowe, błyszczące. - Pozwól, że- um… - zaczął dosyć niezdarnie schodzić ze skały, starając się nie przewrócić i nie zrobić z siebie skończonej niezdary na oczach kogoś tak ważnego.
Znalazłszy się na ziemi, obok drugiego terminatora, bez zawahania zrobił kilka kroków w jego kierunku i przytulił się do jego boku, mrucząc cicho.
- Naprawdę mnie szukałeś? - wyszeptał. Chwast widzieć tego nie mógł, ale oczy srebrnego błyszczały.
[Obrazek: 6UFwxox.png]
LVL 3 50 / 200
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Pozwolił Rannej Łapie przytulić się do siebie, samemu korzystając z okazji, by wtulić pysk w jego puszystą kryzę. Zdążył już zapomnieć, jak miękki i puszysty był rzeczny terminator. Ciekawe, czy pozwoliłby Chwastowi zabrać kilka kłębków swojego jasnego futerka, by mógł uszczelnić nimi legowisko. Z pewnością byłyby niezwykle przydatne w czasie Pory Nagich Drzew, kiedy wszystko ścina mróz.
— Ależ oczywiście, że cię szukałem — odparł. Odstąpił na krok od Rannej Łapy, obrzucając uważnym spojrzeniem jego jasny pyszczek i skośne, zielone oczy. — Nie po to znajduje się skarby, by później zostawić je gdzieś w trawie, czyż nie? — Mrugnął. Zastanawiał się, jak Ranna Łapa zareaguje na tę zaczepkę. Lubił te jego pensjonarskie rumieńce; były zabawne.
— No, Ranna Łapo, więc jak tam się życie toczy w tym waszym Klanie Rzeki? — zagadał, bo o czymś chyba rozmawiać powinni, a to było dobrym początkowym tematem. Cofnął się jeszcze o krok i usiadł, elegancko oplatając łapy ogonem.
BABY, WE'RE THE NEW ROMANTICS
come on,__ come along__ with me
heartbreak is the national anthem
WE______ SING____ IT _____ PROUDLY

we are too xx busy dancing
to get knocked off our feet
the best people in life are free
LVL 1 75 / 100
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
6
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Zamruczał głośno i głęboko, czując oddech Chwasta na swoim futrze. Ah, jak on się stęsknił! Odczuwał to już wcześniej, ale w tej chwili dopiero zdał sobie z tego sprawę w pełni! Teraz miał wrażenie, że chyba by się popłakał gdyby nie miał przed sobą tego konkretnie kota... Chwastowa Łapa naprawdę był wyjątkowy, skoro wywoływał w rzecznym terminatorze takie uczucia! I, oh, gdyby tylko gromowy kocurek poprosił o kłębek jego futra... Ranna Łapa zgodziłby się bez zawahania! W tej chwili zrobiłby dla niego wszystko. I cieszyłby się z możliwości ogrzania czarno-białego, bo oh, on przecież ma tak krótkie futro! Musi marznąć! To idealna wymówka, aby przytulali się tak jeszcze więcej!
Również się nieco odsunął, choć niechętnie, i spojrzał na Chwasta z lekkim uśmiechem na pyszczku. Wyraźnie... wzruszony? Tak, chyba można to tak nazwać. Wyglądał nieco jakby miał zaraz wybuchnąć płaczem, ale oczywiście w takim pozytywnym sensie. Tym bardziej odetchnął drżąco na słowa gromiaka o skarbie - czy naprawdę został właśnie nazwany skarbem? Przymknął na moment oczy, chyba starając się nie eksplodować emocjami na miejscu.
- Ah, Chwast... tak się za tobą stęskniłem! Bałem się, że już się nie zobaczymy, bo nie umówiliśmy się na kolejne spotkanie- i- przychodziłem tutaj z nadzieją- i się udało! Tak się cieszę, Chwast! - wyrzucił z siebie wyjątkowo szybko i radośnie jak na siebie, patrząc w oczy terminatora swoimi, błyszczącymi ze szczęścia. - Myślałem o naszym kolejnym spotkaniu każdego dnia... sama jego wizja była jak promyczek światła w trakcie wszystkiego, co się wydarzyło... - wymruczał, uciekając wzrokiem tylko na moment... przypominając sobie śmierć ojca. I choć Raniuszek miał w zwyczaju dramatyzować i jęczeć gdy tylko miał jakiś problem - tym razem wyjątkowo nie chciał mówić o żadnych negatywnych rzeczach. Chciał cieszyć się tym momentem wraz ze swoim gromowym przyjacielem, bo wreszcie odnowili swój kontakt!
- Cóż... Chciałem spytać cię o to samo, ale w takim wypadku... może opowiem pierwszy... - uśmiechnął się i zorientował, że może sam powinien usiąść... więc właśnie tak zrobił, choć szurał łapami po ziemi jakby miał ochotę biegać naokoło. - Wygląda na to, że będziemy mieć nowego przywódcę... a ja na ostatniej ceremonii dostałem nowego mistrza, własnego brata! Sroczy Ogon jest... jest bardzo dobrym mistrzem, i dogadujemy się dobrze. Cieszę się, że mam jeszcze kontakt z członkami rodziny, tymi którzy mi zostali... Poza tym, um... Poza tym... Niedawno straciłem ojca, ale- ah, Chwast... tak się cieszę, że cię widzę! - uśmiech powrócił na jasny pyszczek. Ranna Łapa pochylił się minimalnie do przodu, jakby chciał przyjrzeć się Chwastowi dokładniej. - Ale proszę, opowiedz mi czy u ciebie coś się wydarzyło... Jak wygląda teraz życie w Klanie Gromu?
[Obrazek: 6UFwxox.png]
LVL 3 50 / 200
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Trochę zaskoczyła go ilość emocji, która zdawała się wręcz tryskać z Rannej Łapy, chociaż przecież nie powinna. W końcu już w trakcie ich pierwszego spotkania kocur był dosyć wylewny, nawet jeśli nieśmiały. Teraz nawet tej nieśmiałości zdawało się być odrobinę mniej, całkowicie zastąpiona przez zupełnie szczere wyznania. Było to miłe chociaż też odrobinę przerażające. Dla Chwastowej Łapy całe życie było teatrem — grał, przesadzał, bawił się słowami. Nie był przyzwyczajony do rzeczy, które były prawdziwe. Nie miał pojęcia, czy w ogóle chciał się przyzywczajać. Babranie się z prawdziwymi uczuciami wydawało się mu zbyt... skomplikowane, męczące.
— A, uh, co się wydarzyło? — zapytał, pomimo obaw, że doprowadzi to do jeszcze więcej emocji i rozbrajającej szczerości, i zaraz zostanie na lodzie, nie mając pojęcia, jak sobie z tym wszystkim poradzić. Jego przeklęta ciekawość postanowiła tym razem wygrać.
— To cieszę się, że dogadujesz się ze swoim mistrzem. Może w takim razie niedługo naprawdę będziemy mogli udać się na naszą przygodę, co? — Szturchnął Ranną Łapę w bark. Co prawda on sam nie był szczególnie bliżej zdobycia wszystkich tych praktycznych umiejętności niezbędnych do przeżycia w lesie i o ile wcześniej nie przeszkadzało mu to szczególnie, tak teraz zaczynał się odrobinę niecierpliwić. Dobrze byłoby wiedzieć, jak samemu się nakarmić czy obronić przed drapieżnikami. — A... co się stało z Kosową Gwiazdą? — zapytał jeszcze, nieznacznie unosząc brew. Z tego co pamiętał, Rzeka dopiero relatywnie niedawno zmieniła przywódcę, a tu proszę, kolejne zmiany. Musieli tam mieć niezłe zawirowania.
— A, no wiesz. W Gromie to w gruncie rzeczy nic ciekawego. Dalej ta sama przywódczyni, dalej wszystko to samo. — Chciałby móc opowiedzieć Rannej Łapie jakąś wielką i ciekawą historię klanowych dramatów, ale cóż, rzeczywistość wyglądała tak, że nie bardzo miał co opowiadać. Jego Klan zdawał się być pogrążony w sennym letargu i chyba nie bardzo chciał się z niego wybudzić.
BABY, WE'RE THE NEW ROMANTICS
come on,__ come along__ with me
heartbreak is the national anthem
WE______ SING____ IT _____ PROUDLY

we are too xx busy dancing
to get knocked off our feet
the best people in life are free
LVL 1 75 / 100
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
6
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Jeśli Ranna Łapa był w czymś dobry, to właśnie w bardzo szczerych wyznaniach, no i użalaniu się nad sobą i swoimi problemami. Teraz przez chwilę zdawał się robić obie te rzeczy, ale wesoły wyraz pyszczka bardzo szybko powrócił i kocurek zdawał się znów być pogodny i uradowany. Nie miał pojęcia o przemyśleniach Chwastowej Łapy, ani nie zdawał sobie sprawy z tego, że mógł swoją otwartością nieco kolegę… wystraszyć?
Uśmiechnął się na słowa Chwastowej Łapy o ich wspólnej przygodzie. Myślał o tej sprawie bardzo często, nie mógł się doczekać. Choć nie chciał zostawić przyjaciół i rodziny w Klanie Rzeki, to wiedział, że cały świat stoi przed nim i Chwastem otworem i tylko czeka, aż ta dwójka wyruszy w wielką podróż, razem!
- Moż-może nareszcie tak! Zdecydowanie jesteśmy tego coraz bliżej… - odwrócił na moment wzrok, onieśmielony samymi myślami na ten temat. W końcu czuł się tak wyjątkowo! Chwast chciał iść na przygodę akurat z nim…
- Kosowa Gwiazda… - zmieszał się na moment, niezbyt pewien czy powinien wyjawiać coś takiego komuś spoza Klanu… ale przecież nie chodziło o kogoś byle jakiego, tylko o Chwastową Łapę! Przyjaciele nie powinni mieć przed sobą tajemnic. - Zniknęła z życia Klanowego i… prawdę mówiąc, sam nie wiem co się z nią stało. Nikt chyba nie wie. Dlatego zostaliśmy zmuszeni wybrać nową Gwiazdę i… wiesz, że nasza zastępczyni dostała wizję o tym? O tym kto ma być kolejnym przywódcą?! To… niebywałe! - powiedział nieco żywszym tonem, bo choć wciąż nie mógł w to uwierzyć to fakt że był w pewnym sensie świadkiem tego objawienia u zastępczyni… to też sprawiało, że poczuł się nieco wyjątkowo. Co prawda poza nim była przy tym większość Klanu, ale wciąż…

Pokiwał głową słuchając o tym, że w Gromie nie działo się nic takiego. Brzmiało to faktycznie nieco nudno, dlatego srebrzysty nie dziwił się swojemu koledze że ten mógł nie być z tego zadowolony. Nie dziwne, że szukał przygód poza obozem… choć w tym przypadku Raniuszek miał ukrytą nadzieję na to, że czarno-biały nie przyszedł tu tylko z nudów.
- Cóż… w takim razie chyba dobrze, że znów się spotkaliśmy, nie? - uśmiechnął się i pochylił by trącić Chwasta nosem w pierś, jakby w pocieszającym geście. - Możemy porozmawiać, zrobić razem coś fajnego, żeby w twoim życiu wydarzyło się coś nowego. - co prawda, póki co nie wiedział jeszcze co takiego mogliby robić… ale uważał, że sama rozmowa była już czymś przyjemnym. W każdym razie dla niego… Bo to nie tak, że mogli razem zapolować!
[Obrazek: 6UFwxox.png]
LVL 3 50 / 200
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Lubił te swoje wycieczki, czuł się wtedy bardzo swobodnie, bez ograniczeń. Tym razem zdecydował się ruszyć w kierunku Czterech Dębów. Kiedy przekroczył linię oznaczeń zapachowych Klanu Rzeki, zaczęły go boleć łapy. Uznał, że dobrym pomysłem będzie zatrzymanie się gdzieś tutaj. Rozejrzał się dokładnie, poszukując czegoś, co mógłby nazwać chwilowym legowiskiem. Jego uwagę przykuł masywny głaz. Będzie dobrym punktem obserwacyjnym.
Okrążył skałę szukając najprostszej ścieżki na szczyt. Wydawało mu się, że z jednej strony widzi dostęp powinien być względnie łatwy. Ostrożnie stawiając łapy, wdrapał się na jej czubek. Widać było stamtąd cały obszar między granicami klanów. Promienie słońca przyjemnie raziły Postrzępioną Łapę. Zmrużył oczy. Dało się usłyszeć jedynie cichy, senny szum wiatru. Odpłynął.

//Pajęczyna :D
LVL 1 35 / 100
MedLVL 0 0 / 100
3
Siła
S
6
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Pajęcza Łapa spędził ten dzień niezwykle pracowicie. Jego ceremonia zbliżała się coraz bardziej z każdym dniem, dlatego kocur trenował bardzo intensywnie aby się wykazać. Widział, że ma już uznanie swojej mistrzyni, ale nie zaszkodzi postarać się na zapas. Po treningu był właśnie z tego powodu zmęczony bardziej, niż normalnie. Słońce niemiłosiernie prażyło jego grzbiet, a mimo to kocur nie mógł znieść towarzystwa klanowiczów. Musiał wybrać się na spacer, bo w obozie ciągle ktoś czegoś od niego chciał.
Choć jego mięśnie trochę bolały po treningach, książę znalazł się aż przy Czterech Dębach, gdzie czasami lubił przebywać. To miejsce było ciekawe, bo choć zazwyczaj nikogo tu nie spotykał, to była też możliwość natknięcia się na kota z innego Klanu… i dopóki nie był to ktoś z Rzeki, dla Pajęczyny wydawało się to trochę ekscytującą opcją. Trzeba poznać wroga i takie tam.
Spacerował w okolicach skały, zupełnie nie zdając sobie sprawy z tego, że leży na niej jakiś inny kot. Dopiero gdy zbliżył się do obiektu wyróżniającego się w tej okolicy, poczuł jak zaleciało jakimiś rybami. To go pobudziło, biały kocur uniósł łeb i zaczął się rozglądać, aż nie ujrzał nad sobą wylegującego się rzeczniaka.
Pajęczynka skrzywił się nieładnie, niezależnie od tego czy został już zauważony przez towarzysza, czy jeszcze nie.
- Myślałem, że w taką pogodę wolicie taplać się w wodzie albo łapać ryby, a nie… spać. - odezwał się, starając się nie pokazać po sobie przejęcia, ale prawdę mówiąc Pająk wyglądał na wręcz oburzonego samym istnieniem drugiego terminatora w tym terenie. - To moje miejsce. - skłamał ostrym tonem, kładąc przednie łapy na powierzchni rozgrzanej skały.
LVL 5 225 / 400
MedLVL 0 0 / 100
15
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Coś wyrwało go ze snu. Zerknął w dół, jeszcze nie do końca rozbudzony. To coś okazało się być kotem. Co on tam gadał? Chyba coś o rybach... teraz Strzępek chętnie zjadłby rybę. Jego brzuch wydał potwierdzający odgłos. Podniósł się i powoli przeciągnął, ziewając przy tym. Wrócił do siebie, kiedy tylko zobaczył dziwnie wykrzywiony pysk kota. Co to było, obraza czy złość? A może po prostu miał coś nie tak z twarzą, bez różnicy. Usiadł wyprostowany, cały czas spoglądając na nieznajomego.
- Jesteś z Klanu Wiatru, czy może samotnikiem? - Zapytał się kocura. Ze wszystkich klanów, nie znał tylko zapachu Klanu Wiatru. - Nazywam się Postrzępiona Łapa, jestem z Klanu Rzeki - poinformował go spokojnie. Szybko ocenił ewentualne zagrożenie, gdyby tamtemu wpadł do głowy pomysł, żeby go zaatakować. Był wielki to trzeba przyznać, ale wyglądał i brzmiał na młodszego od Strzępka.
- Co mówiłeś? Przepraszam, ale Cię nie usłyszałem - miauknął szczerze.
LVL 1 35 / 100
MedLVL 0 0 / 100
3
Siła
S
6
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Istota, która wyrwała go ze snu wyglądała na bardzo zniecierpliwioną. Biały książę stał tak, oparty przednimi łapami o skałę i patrzył intensywnie na drugiego terminatora, szukając jakichkolwiek oznak zmieszania bądź strachu. Nic takiego jednak nie znalazł, choć wydawało mu się że zabrzmiał dosyć ostro i stanowczo. Nieznajomy usiadł, a Pajęczynka zmrużył lekko oczy i trzepnął uchem.
- To pierwsze. - prychnął, jakby oburzony tym że mógł zostać uznany za jakiegoś samotnika. A choć nazwanie jego klanu Wiatrem było interesujące, to biały kot zrozumiał o co drugiemu chodzi.
Nie mylił się. Jasne, że się nie mylił - miał do czynienia z członkiem Rzeki, i miał ochotę rzucić się na drugiego terminatora tylko z tego powodu. Ten Klan nie zrobił dla niego nigdy nic dobrego, przeciwnie - sprawiał, że Pajęcza Łapa miał ochotę warczeć i syczeć na samą myśl! Ale pamiętał też rozmowę z mamą. Powinien umieć nad sobą panować, prawda? Przynajmniej teraz, póki Postrzępiona Łapa nie działał mu na nerwy zbyt mocno.
- Pajęcza Łapa z Klanu Wichru. Syn Lśniącej Sadzawki. - przedstawił się, bo skoro drugi kocur nie usłyszał co on powiedział za pierwszym razem, to jemu nie chciało się już powtarzać… a przynajmniej tak mu się wydawało, ale zazdrość o tak dobre miejsce do obserwacji wygrała. - Co robisz na mojej skale? - spytał, niby nieprzejęty. Nie chciał kolejnej walki z rzeczniakiem, nieważne jak kuszące to było. Nie chciał zawieść matki.
LVL 5 225 / 400
MedLVL 0 0 / 100
15
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Kocur chyba naprawdę był podirytowany, ciekawe o co mu chodziło. I jeszcze prychał? O co mu chodzi?
Strzępek nigdy nie czuł żywił negatywnych emocji do klanu Wiatru. Wichru, jak oświadczył właśnie nieznajomy. W sumie jedno i to samo, ale nie ma co go prowokować. Nie chciał szukać sobie nowych problemów. Dlatego uznał, że zignoruje zaczepki od strony wiatraka.
Dobra, o to mu chodziło. Spojrzał powątpiewająco na białego kota. Jeżeli ten kamień był jego, to Strzępek był właścicielem lasu. Pfff.
- Nie widzę ani nie czuję niczego, co mogłoby świadczyć o tym, że ten głaz jest Twój, przyjacielu - zripostował. Nie powinno się przywłaszczać wspólnych terenów. - To miejsce nie należy do żadnego klanu, ale jeśli byś chciał, zmieścimy się tu we dwójkę - powiedział, to ostatnie dodając niezbyt pewnie, nie wierząc, że nieznajomy przyjmie ofertę. Teraz już stał wyprostowany, bacznie obserwując względnego przeciwnika.
LVL 1 35 / 100
MedLVL 0 0 / 100
3
Siła
S
6
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Niestety, Postrzępiona Łapa natrafił dzisiaj na wyjątkowo marudnego, nieprzyjemnego kota. Ale czym to było, jak nie osobistym urokiem wichrowego księcia? Przecież Pajęcza Łapa sam doskonale wiedział, że koty aż do niego ciągnie! Znał swoją wartość, dlatego traktował inne koty w taki sposób. Musiał im pokazywać, kto tu rządzi. A teraz biały kocur słuchał swojego nowego rzecznego kolegi i otwierał lekko pysk w niedowierzaniu. I ten śmierdzący rybojad chciał się jeszcze kłócić? Phi!
- Jest mój dlatego, że tak powiedziałem. - burknął marudnie w odpowiedzi, ale faktycznie upomniał się o tym, że nie powinien chyba wszczynać bójki. Nawet jeśli był przekonany, że by taką wygrał. Ale słysząc dalsze słowa drugiego kocura, Pajęczynka faktycznie obszedł skałę dookoła i znalazłszy odpowiednie miejsce, zaczął się na nią wspinać. I rozgościł się na kamieniu, usiadł wyprostowany, owijając łapy swoim puszystym ogonem. A potem uśmiechnął się do Postrzępionej Łapy... a jego uśmiech wyraźnie nie świadczył o niczym dobrym.
- A co mądrego powiesz na to, że mógłbym cię teraz zepchnąć? - spytał, ciekaw reakcji na taką groźbę. W jego oczach pojawił się błysk.
LVL 5 225 / 400
MedLVL 0 0 / 100
15
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Jeśli biały kocur myśli, że uda mu się wytrącić go z równowagi, to jest w dużym błędzie. Strzępek był tego dnia wyjątkowo opanowany i nie chciał, żeby jakiś nieznajomy zepsuł mu humor. Uśmiechnął się pod nosem i stłumił chichot, po odpowiedzi kota, typu „bo tak”. Denerwowały go persony, które nie potrafiły wystawić chociaż jednego logicznego argumentu. Jednak tego dnia odpuścił i postawił, że porozmawia z arogantem. Kiedy usłyszał skierowaną do niego groźbę, nieco się zdenerwował i już miał prychnąć coś niemiłego, ale w porę się opanował i rzucił kotu cierpliwe spojrzenie.
- Rzeczywiście mógłbyś mnie teraz zepchnąć, ale to chyba zły pomysł. Nie jest tu tak wysoko, więc pewnie bym przeżył, a wtedy nie byłoby już tak wesoło, bo mógłbym zgłosić przywódcy, że Klan Wichru mnie napastuje - zripostował bez zbędnych nerwów. Używał błędnej formy specjalnie, chcąc lekko zirytować tamtego. - Ale po co tak gdybać… A jak w ogóle wyglądają wasze tereny? Nigdy u was nie byłem.
LVL 1 35 / 100
MedLVL 0 0 / 100
3
Siła
S
6
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości