Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Faktycznie, wyglądało na to, że Pajęcza Łapa miał do czynienia z kimś wyjątkowo wręcz opanowanym. Nie znał Postrzępionej Łapy, nie wiedział więc czy to u niego typowy stan, czy trafił po prostu na taki dzień w życiu kocura, że ten ma go gdzieś... Ale tak lekceważące podejście rzeczniaka sprawiło, że wichrowy terminator mimowolnie wysunął na moment pazury, szurając nimi po szarej skale. Wpatrzył się w swojego towarzysza rozmowy swoimi lodowatymi oczami i przyglądał się mu, zapewne niekomfortowo długo, marszcząc lekko nos.
A potem, po wysłuchaniu słów Strzępka, Pajęczyna przewrócił oczętami dramatycznie. Ah, to ten typ kota.
- Dogadałbyś się z moją, Gwiezdni ratujcie, siostrą. Oboje kochacie skarżyć na innych kotom wyżej postawionym w randze, zamiast radzić sobie z problemami samodzielnie... Kiedy ja mam problem, wolę zdzielić go po pysku pazurami. To czyni mnie prawdziwym wojownikiem, a nie jakimś pieszczochem udającym odważnego. - wyszczerzył na moment zęby w mieszance grymasu i brzydkiego uśmiechu. Trzepnął ogonem we frustracji, obejmując wzrokiem najbliższe otoczenie, starając się nie dać ponieść emocjom. - W dodatku... gdybym chciał cię skrzywdzić, nie miałbyś szansy nikomu o tym powiedzieć. - dodał spokojnie, mrużąc oczy... a potem westchnął cicho i skupił się na kolejnym temacie. - Nasze tereny? Co cię to interesuje? Chyba nie chcesz nas odwiedzić...? Nawet jeśli, to powiem tyle... trawa, trawa, pagórki i jeszcze raz trawa. Jeśli do nas faktycznie przyjdziesz, to będzie ostatnim co zobaczysz. Miło, prawda?
Księżyce: 108 Mistrz: Kamienne Serce Płeć: kotka Matka: Drobny Płatek Ojciec: Krzywy Skok Trwałe urazy: delikatna blizna ciągnąca się od czoła do nosa kotki; małe blizny ukryte pod futrem na łapie i boku; brak połowy lewego ucha oraz brak połowy prawego ucha;
Księżyce: 108 Mistrz: Kamienne Serce Płeć: kotka Matka: Drobny Płatek Ojciec: Krzywy Skok Trwałe urazy: delikatna blizna ciągnąca się od czoła do nosa kotki; małe blizny ukryte pod futrem na łapie i boku; brak połowy lewego ucha oraz brak połowy prawego ucha;
Potężnej budowy długowłosa czarna szylkretka pozbawiona całkowicie bieli. W miejscach gdzie widoczny jest rudy kolor można dostrzec pręgowanie ticked. Największe rude plamy znajdują się na prawej stronie pyska, oraz na grzebiecie. Ślepia kotki przybrały kolor żółty. Krok Lisicy mimo wszystko nie należy do ociężałych. Porusza się dość zgrabnie, pochylając często przy tym łeb.
Ciekawa świata kotka, nie bojąca się zadawania pytań. Uwielbia rozmawiać i nie ma problemu z dostosowaniem się do rozmówcy, mimo tego jednak często jedno mówi, a drugie robi i myśli. Nie wie co to posłuszeństwo. Dlatego też nie zamierza wierzyć, w takie bujdy jak Gwiezdni..
Bez wątpienia można ją określić mianem inteligentnej, o czym niewątpliwie można się już przekonać w pierwszych chwilach rozmowy z nią.
Bobrzy Bór (KC)
Znowu przybyła pod Cztery Dęby, chciała kogoś spotkać, kogoś nowego z kim mogłaby normalnie porozmawiać jak kot z kotem. W Klanie Gromu zdawało się być mało dobrego towarzystwa, choć były wyjątki jak Nurt, Askeladd czy nawet głupiutka Żbik.
Westchnęła ciężko, gdy po dojściu do celu nikogo nie było. Cóż bywało, ułożyła się pod Pękniętym Głazem i patrzyła w niebo. Pora się zmieniała, ściemniało się szybciej i mimo chłodnego powietrza świat wyglądał piękniej. Sklepienie zdawało się przybierać innych kolorów, a gwiazd pojawiało się jakby więcej. Mimo, że nie bardzo wierzyła w Przodków na Srebrnej Skórce to nikt nie mógł jej zabronić zachwycania się widokiem mnóstwa migoczących iskierek na ciemnym tle.
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Unikałam wychodzenia z lecznicy z oczywistych względów. Po czasie jednak duchota Ziołowego Wzgórza zaczęła mnie męczyć, a przewietrzenie się w obozie pełnym wrogich spojrzeń nawet nie wchodziło w grę. Postanowiłam więc udać się na spacer wzdłuż granic, uznając że tak naprawdę nic nie mam do stracenia. Któż będzie płakał, gdy coś mnie rozszarpie? Prawdopodobnie nikt, otóż to. Dlatego więc powolutku, kuśtykając, spacerowałam sobie, aż dotarłam do Czterech Dębów, gdzie to kilka księżyców temu doszło do tragedii. Spojrzałam na ogromne drzewo i poczułam jak nieprzyjemny dreszcz przechodzi mnie wzdłuż kręgosłupa. Chciałam jak najszybciej stąd odejść.
Księżyce: 108 Mistrz: Kamienne Serce Płeć: kotka Matka: Drobny Płatek Ojciec: Krzywy Skok Trwałe urazy: delikatna blizna ciągnąca się od czoła do nosa kotki; małe blizny ukryte pod futrem na łapie i boku; brak połowy lewego ucha oraz brak połowy prawego ucha;
Księżyce: 108 Mistrz: Kamienne Serce Płeć: kotka Matka: Drobny Płatek Ojciec: Krzywy Skok Trwałe urazy: delikatna blizna ciągnąca się od czoła do nosa kotki; małe blizny ukryte pod futrem na łapie i boku; brak połowy lewego ucha oraz brak połowy prawego ucha;
Potężnej budowy długowłosa czarna szylkretka pozbawiona całkowicie bieli. W miejscach gdzie widoczny jest rudy kolor można dostrzec pręgowanie ticked. Największe rude plamy znajdują się na prawej stronie pyska, oraz na grzebiecie. Ślepia kotki przybrały kolor żółty. Krok Lisicy mimo wszystko nie należy do ociężałych. Porusza się dość zgrabnie, pochylając często przy tym łeb.
Ciekawa świata kotka, nie bojąca się zadawania pytań. Uwielbia rozmawiać i nie ma problemu z dostosowaniem się do rozmówcy, mimo tego jednak często jedno mówi, a drugie robi i myśli. Nie wie co to posłuszeństwo. Dlatego też nie zamierza wierzyć, w takie bujdy jak Gwiezdni..
Bez wątpienia można ją określić mianem inteligentnej, o czym niewątpliwie można się już przekonać w pierwszych chwilach rozmowy z nią.
Bobrzy Bór (KC)
Bluszczyca no cóż odpoczywała, myślała i jakoś tak czas jej mijał w dość dobrym nastroju. Nagle jednak wyczuła czyiś zapach, z Klanu Wichru, a gdy tylko spojrzała w stronę granicy zobaczyła znajome białe futro, nie... to nie był Pajęczyna, a dużo starsza kotka, którą miał okazję zobaczyć każdy kto był na ostatnim zgromadzeniu. - Lśniąca Sadzawko? - zapytała zrywając się na cztery łapy i zobaczyła jak starsza kuśtyka. Grymas pojawił się na czarno rudym pysku, ale szybko zmienił się w uprzejmy uśmiech, dokładnie taki sam gdy chciało się wymienić mech starszyźnie, gdy było się jeszcze terminatorem - Dobrze się czujesz? Z całym szacunkiem ale nie wydajesz się... być w najlepszym stanie - powiedziała miło z troską w głosie robiąc dwa kroki w stronę medyczki. - Wybacz, nie znamy się. Bluszczowa Jagoda jestem, z gromu... - dodała orientując się, że no właśnie. Wichrzaczka jej nie zna.
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Nie spodziewałam się nikogo, wpatrzona w Cztery Drzewa gdy z zamyślenia wyrwał mnie czyjś głos. Naturalnie się wzdrygnęłam.
- W moim wieku, po takim intensywny, życiu nie da się wyglądać lepiej. Doceniam jednak troskę, dziecino. - odpowiedziałam. Nie miałam za bardzo ochoty tu być mając w głowie wszystkie złe wspomnienia, jednak nie mogłam pozwolić na to, by jakaś ledwie opierzona wojowniczka z Gromu stwierdzała, że nie wydaję się być w najlepszym stanie. Dawno nie byłam w lepszym.
Księżyce: 53 Mistrz: kamienisty brzeg [*] Płeć: kocur Matka: ostry kwiat [*] Ojciec: polny chwast (gwiazda) [*] Trwałe urazy: spora blizna po wyrwanym płacie skóry na karku; ślady po lisich zębach na prawej tylnej łapie; odgryziona połowa lewego ucha; długa blizna na szyi; drobna blizna na lewym łuku brwiowym; postępująca zaćma w lewym oku
Księżyce: 53 Mistrz: kamienisty brzeg [*] Płeć: kocur Matka: ostry kwiat [*] Ojciec: polny chwast (gwiazda) [*] Trwałe urazy: spora blizna po wyrwanym płacie skóry na karku; ślady po lisich zębach na prawej tylnej łapie; odgryziona połowa lewego ucha; długa blizna na szyi; drobna blizna na lewym łuku brwiowym; postępująca zaćma w lewym oku
Dość przeciętnych rozmiarów osobnik, niezbyt wysoki, będący gdzieś w okolicach standardowej kociej wielkości. Dzięki regularnym patrolom i polowaniom wyrobił sobie mięśnie i jego sylwetka przestała być tak nijaka, wyraźnie przybierając na masywności. Sierść jest mlecznobiała, upstrzona jaskrawymi, rudymi plamami, na których rysują się tygrysie pręgi. Najwięcej owych plam znajduje się na jego lewym boku, w postaci czterech nieregularnych owali, na prawym boku natomiast rudy wkrada się tylko w okolicy łopatki i na zadzie, zalewając w całości puszysty ogon, na głowie pojawia się na karku, uszach, łukach brwiowych i skroniach. Kolor jego oczu oscyluje gdzieś pomiędzy żółcią i zielenią, w zależności od światła, poza tym odziedziczył po ojcu wystającą między palcami sierść i dość małe, okrągło zakończone uszy.
Nikt tak naprawdę nie wie, co chodzi mu po głowie, z pewnością jednak można stwierdzić, że jest… inny. Często pojawiający się uśmiech zniknął z pyska wojownika i pojawia się okazyjnie, dość słabo w dodatku. Wciąż pozostał jednak wierny obowiązkom i nie zaniedbuje ich, ba, można by rzec, że narzuca na siebie coraz więcej, bo stara się udowodnić, że radzi sobie ze wszystkim, co go spotyka i nie daje się złamać następną życiową tragedią, bo prawdziwi mężczyźni przecież nie płaczą, a już na pewno nie załamują się i nie narzekają na swoje życie. Być może jest to zwykłe okłamywanie samego siebie, ale Niedźwiedź, przekonany o swoim wiecznym pechu, nie potrafi działać inaczej, w końcu jego bratu, Psu, udało się zajść w życiu wysoko, jego starszej siostrze również, dlaczego więc on jest inny? Dlaczego jemu nie dane jest dostąpić podobnych zaszczytów? Być może po prostu na nie nie zasługuje i nigdy nie zasłuży, ale dobrze jest wierzyć, że może być inaczej, nawet, jeśli każdy kolejny dzień daje mu z liścia w pysk. Mnóstwo podobnych myśli przebiega mu przez głowę i nie daje odpocząć, ale iskra nadziei z beztroskich czasów wciąż gdzieś tam się tli i utrzymuje całe jestestwo Niedźwiedzia w ryzach.
XXXXNiedźwiedzi Ryk, dla odmiany, postanowił odwiedzić tereny Czterech Dębów i spędzić tam trochę czasu w nadziei, że spotka kogoś, kto wybrał się tam z tego samego powodu, co on - chęci poznania kogoś nowego. Nie liczył na jakieś szczególnie przyjacielskie relacje, w końcu wciąż były to zupełnie obce koty, potencjalni wrogowie w razie konfliktu, ale teraz był pokój, a on był z natury dość towarzyskim kotem, stąd jego ciekawość i otwartość na nowe znajomości. XXXXWskoczył jednym, zwinnym susem na dość spory, pęknięty w pół głaz, po czym przeciągnął się na nim, usiadł i zaczął niespiesznie czyścić przednią łapę, przejeżdżając kilka razy szorstkim językiem po swoim nadgarstku. Miał trochę czasu, nie spieszyło mu się.
Skała
KLESZCZE, WĘŻE, SZERSZENIE na suche, spękane serce rozkołysz te myślina wietrze NOWYPUŚĆJEWRESZCIE
「 ja wiem jak ciężko zapomnieć 」 wykastrować głowę ze wspomnień musisz to wyżuć i wypluć za siebie ZANIM TO WYŻUJE I WYPLUJE CIEBIE
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Jeśli wskakiwało się na skały, można było się spodziewać, no cóż, Skał.
Na szczęście dla Niedźwiedzia, jego nadzieja została spełniona, przynajmniej połowicznie. Bo o ile w pobliżu pojawił się nieznany mu kocur, to jego powód przyjścia pod Cztery Dęby był nieco inny. Treningu w ten dzień akurat nie miał, a siedzenie w Obozie niezbyt mu odpowiadało, więc wybrał się na samotny patrol. Co nie byłoby niczym szczególnym, gdyby w całej historii nie pojawiał się jeszcze jeden element. Nawet jeśli ominęła go ceremonia, do uszu terminatora zdążyły dotrzeć plotki, że jedna z jego kuzynek nie tylko nie pojawiła się na swoim własnym mianowaniu, ale i zdołała uciec z klanu całkowicie, a ostatnim razem była widziana mniej więcej w tych okolicach. I o tyle ta część historii wydawała się być dość dobrze ustalona, z informacjami o tym, czy ostatecznie ktoś ją znalazł było trochę gorzej.
Osobiście tego sprawdzać nie zamierzał, bo nie darzył Śliwki jakimikolwiek pozytywnymi uczuciami i jeśli wróciła, to zdecydowanie wolał jej nie widzieć. Co jeśli jednak nie? Nawet, jeżeli była wyjątkowo irytująca, wciąż była kotem należącym do jego klanu oraz rodziny. Małym, słabym kotem, którego w każdym momencie mógł dopaść jakiś drapieżnik, a jeśli on znajdował się w pobliżu, absolutnie nie zamierzał do tego dopuścić. To był właśnie powód, dla którego w trakcie swojej wędrówki postanowił zahaczyć o Cztery Dęby, gdzie jednak dostrzegł kota zupełnie mu nieznanego. Przez moment zastanowił się nad tym, czy po prostu go nie zignorować, ale ostatecznie wygrała opcja zawierająca w sobie nawiązanie kontaktu. - Cześć.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
Księżyce: 53 Mistrz: kamienisty brzeg [*] Płeć: kocur Matka: ostry kwiat [*] Ojciec: polny chwast (gwiazda) [*] Trwałe urazy: spora blizna po wyrwanym płacie skóry na karku; ślady po lisich zębach na prawej tylnej łapie; odgryziona połowa lewego ucha; długa blizna na szyi; drobna blizna na lewym łuku brwiowym; postępująca zaćma w lewym oku
Księżyce: 53 Mistrz: kamienisty brzeg [*] Płeć: kocur Matka: ostry kwiat [*] Ojciec: polny chwast (gwiazda) [*] Trwałe urazy: spora blizna po wyrwanym płacie skóry na karku; ślady po lisich zębach na prawej tylnej łapie; odgryziona połowa lewego ucha; długa blizna na szyi; drobna blizna na lewym łuku brwiowym; postępująca zaćma w lewym oku
Dość przeciętnych rozmiarów osobnik, niezbyt wysoki, będący gdzieś w okolicach standardowej kociej wielkości. Dzięki regularnym patrolom i polowaniom wyrobił sobie mięśnie i jego sylwetka przestała być tak nijaka, wyraźnie przybierając na masywności. Sierść jest mlecznobiała, upstrzona jaskrawymi, rudymi plamami, na których rysują się tygrysie pręgi. Najwięcej owych plam znajduje się na jego lewym boku, w postaci czterech nieregularnych owali, na prawym boku natomiast rudy wkrada się tylko w okolicy łopatki i na zadzie, zalewając w całości puszysty ogon, na głowie pojawia się na karku, uszach, łukach brwiowych i skroniach. Kolor jego oczu oscyluje gdzieś pomiędzy żółcią i zielenią, w zależności od światła, poza tym odziedziczył po ojcu wystającą między palcami sierść i dość małe, okrągło zakończone uszy.
Nikt tak naprawdę nie wie, co chodzi mu po głowie, z pewnością jednak można stwierdzić, że jest… inny. Często pojawiający się uśmiech zniknął z pyska wojownika i pojawia się okazyjnie, dość słabo w dodatku. Wciąż pozostał jednak wierny obowiązkom i nie zaniedbuje ich, ba, można by rzec, że narzuca na siebie coraz więcej, bo stara się udowodnić, że radzi sobie ze wszystkim, co go spotyka i nie daje się złamać następną życiową tragedią, bo prawdziwi mężczyźni przecież nie płaczą, a już na pewno nie załamują się i nie narzekają na swoje życie. Być może jest to zwykłe okłamywanie samego siebie, ale Niedźwiedź, przekonany o swoim wiecznym pechu, nie potrafi działać inaczej, w końcu jego bratu, Psu, udało się zajść w życiu wysoko, jego starszej siostrze również, dlaczego więc on jest inny? Dlaczego jemu nie dane jest dostąpić podobnych zaszczytów? Być może po prostu na nie nie zasługuje i nigdy nie zasłuży, ale dobrze jest wierzyć, że może być inaczej, nawet, jeśli każdy kolejny dzień daje mu z liścia w pysk. Mnóstwo podobnych myśli przebiega mu przez głowę i nie daje odpocząć, ale iskra nadziei z beztroskich czasów wciąż gdzieś tam się tli i utrzymuje całe jestestwo Niedźwiedzia w ryzach.
XXXXJak się okazało, nie musiał długo czekać na pojawienie się kogoś, i to nie byle kogo, bo przedstawiciela Klanu Rzeki, których na dobrą sprawę rzadko kiedy widywał, więc czuł lekkie podejscytowanie tym faktem. Położył umytą już łapę na głazie i spojrzał na dymnego przyjaźnie. Wyglądał ciekawie, takie umaszczenie było dość niespotykane, ciekawe, czy w tej Rzece mieli więcej takich kolorowych kotów. XXXX– Witam Rzeczniaka – zawołał żywo, od razu rozpoznając znajomy, rybi zapach, który znaczył każdego pojedynczego kota, który należał do Klanu, z którym Cień akurat niestety nie graniczył bezpośrednio, a spotkanie z nimi było możliwe jedynie właśnie tutaj. Z jednej strony, trochę do dołujące, bo otoczeni byli przez Wicher, który gustował w królikach i zającach, a z drugiej strony mieli ten cały silny Grom, choć taki on był silny, jak nowonarodzony kociak. Rzeka jednak interesowała go głównie z powodu ich zamiłowania do wody, pływania i łowienia ryb, to było coś innego i niespotykanego. XXXX– Niedźwiedzi Rryk, a ty to...? – na oko nieznajomy był w podobnym wieku, co on, ale wcale nie oznaczało to, że już był wojownikiem, może wciąż tkwił w randze terminatora i po prostu był przerośnięty gabarytowo, wolał się więc kulturalnie i grzecznie zapytać. Niektórzy zupełnie wybijali się wzrostowo ponad innymi, nawet w młodym wieku, przykładem mógł być choćby Pies, który górował nad nim odkąd pamiętał. Nie, żeby Niedźwiedziowi to jakoś przeszkadzało oczywiście, nie od niego zależało to, jak wyglądał.
KLESZCZE, WĘŻE, SZERSZENIE na suche, spękane serce rozkołysz te myślina wietrze NOWYPUŚĆJEWRESZCIE
「 ja wiem jak ciężko zapomnieć 」 wykastrować głowę ze wspomnień musisz to wyżuć i wypluć za siebie ZANIM TO WYŻUJE I WYPLUJE CIEBIE
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Był to już drugi kot z innego klanu, jakiego miał okazję spotkać w ostatnim czasie, który wydawał się być całkiem radosny i entuzjastyczny, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Nie, żeby w Rzece takich nie mieli, przecież nawet Szpona można by do takiej grupy zwykle zaliczyć, jednak na pewno nie byli tacy wszyscy. Czy życia w Cieniu albo Wichrze były aż tak szczęśliwe? Czy po prostu akurat ci z takim usposobieniem chętniej nawiązywali znajomości na granicach? Pewnie to drugie, pierwsza opcja wydawała się mu być dość nieprawdopodobna. - Skalista Łapa. - odpowiedział. Jakaś jego niewielka część miała ochotę opowiedzieć Niedźwiedziowi, że on także skończył już trening i mógłby być wojownikiem, a jego jedyny powód dla którego jeszcze nie jest, to jego własna decyzja, która zresztą pewnie zmieni się przed kolejną ceremonią... Jednak większość miała wrażenie, że brzmiałoby to zdecydowanie bardziej głupio od po prostu przyznania, że wciąż pozostawał terminatorem. Reszta opowieści tym bardziej miała pozostać tylko dla niego, nie miał ani czasu się nią dzielić, ani też zamiaru robić tego przed całkowicie obcym kotem. - Co tu robisz? - spytał następnie, uznając, że może nie najlepiej pytać od razu, czy nie widział w okolicy jakichś zagubionych kociąt. Gdyby widział, to pewnie nie siedziałby na kamieniu całkiem sam, a także zupełnie spokojny. Dla pewności jednak rozejrzał się, żeby sprawdzić, czy w zasięgu wzroku nie znajdują się na pewno żadne koty poza nimi. Albo chociaż nic nie ruszało się w żadnych pobliskich zaroślach.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
Księżyce: 53 Mistrz: kamienisty brzeg [*] Płeć: kocur Matka: ostry kwiat [*] Ojciec: polny chwast (gwiazda) [*] Trwałe urazy: spora blizna po wyrwanym płacie skóry na karku; ślady po lisich zębach na prawej tylnej łapie; odgryziona połowa lewego ucha; długa blizna na szyi; drobna blizna na lewym łuku brwiowym; postępująca zaćma w lewym oku
Księżyce: 53 Mistrz: kamienisty brzeg [*] Płeć: kocur Matka: ostry kwiat [*] Ojciec: polny chwast (gwiazda) [*] Trwałe urazy: spora blizna po wyrwanym płacie skóry na karku; ślady po lisich zębach na prawej tylnej łapie; odgryziona połowa lewego ucha; długa blizna na szyi; drobna blizna na lewym łuku brwiowym; postępująca zaćma w lewym oku
Dość przeciętnych rozmiarów osobnik, niezbyt wysoki, będący gdzieś w okolicach standardowej kociej wielkości. Dzięki regularnym patrolom i polowaniom wyrobił sobie mięśnie i jego sylwetka przestała być tak nijaka, wyraźnie przybierając na masywności. Sierść jest mlecznobiała, upstrzona jaskrawymi, rudymi plamami, na których rysują się tygrysie pręgi. Najwięcej owych plam znajduje się na jego lewym boku, w postaci czterech nieregularnych owali, na prawym boku natomiast rudy wkrada się tylko w okolicy łopatki i na zadzie, zalewając w całości puszysty ogon, na głowie pojawia się na karku, uszach, łukach brwiowych i skroniach. Kolor jego oczu oscyluje gdzieś pomiędzy żółcią i zielenią, w zależności od światła, poza tym odziedziczył po ojcu wystającą między palcami sierść i dość małe, okrągło zakończone uszy.
Nikt tak naprawdę nie wie, co chodzi mu po głowie, z pewnością jednak można stwierdzić, że jest… inny. Często pojawiający się uśmiech zniknął z pyska wojownika i pojawia się okazyjnie, dość słabo w dodatku. Wciąż pozostał jednak wierny obowiązkom i nie zaniedbuje ich, ba, można by rzec, że narzuca na siebie coraz więcej, bo stara się udowodnić, że radzi sobie ze wszystkim, co go spotyka i nie daje się złamać następną życiową tragedią, bo prawdziwi mężczyźni przecież nie płaczą, a już na pewno nie załamują się i nie narzekają na swoje życie. Być może jest to zwykłe okłamywanie samego siebie, ale Niedźwiedź, przekonany o swoim wiecznym pechu, nie potrafi działać inaczej, w końcu jego bratu, Psu, udało się zajść w życiu wysoko, jego starszej siostrze również, dlaczego więc on jest inny? Dlaczego jemu nie dane jest dostąpić podobnych zaszczytów? Być może po prostu na nie nie zasługuje i nigdy nie zasłuży, ale dobrze jest wierzyć, że może być inaczej, nawet, jeśli każdy kolejny dzień daje mu z liścia w pysk. Mnóstwo podobnych myśli przebiega mu przez głowę i nie daje odpocząć, ale iskra nadziei z beztroskich czasów wciąż gdzieś tam się tli i utrzymuje całe jestestwo Niedźwiedzia w ryzach.
XXXXCzekał na jakieś słowa z jego strony, jakiekolwiek poza imieniem i zapytaniem, co tu robi. Ale te nie nadeszły. No cóż, najwyraźniej trafił na marudę, aaalbo jakiegoś cichego typa. Szkoda. XXXX– Pierwszy rraz rrozmawiasz z kotem z innego Klanu, żeś taki małomówny? – zagaił, przekrzywiając lekko łeb na bok. – Nie no, wybacz, niemiło trrochę, nie to, że cię zmuszam do gadania – przeprosił szybko, wstrząsając białą kryzą i strzepując kilka kropelek rosy, która przez wilgoć osiadła się na jego futrze. XXXX– Co tu rrobię, hmm, pomyślałem, że przyjdę, poleżę, a może ktoś zdecyduje się ze mną pogadać, zawsze to jakaś odskocznia od tych samych kotów w obozie, co? – odpowiedział mu, przeciągając się na skale, ziewając cicho, aby po chwili podnieść się ze swojego miejsca i wyprostować kończyny, jedna po drugiej. – A ty? Bez urrazy, ale nie wyglądasz na kogoś, kto aż się rrwie do zawierrania nowych znajomości, może przyszedłeś spotkać się z kimś konkrretnym, ale ci przeszkodziłem – odbił piłeczkę, mierząc go uważnym wzrokiem, który zdradzał jedynie żywą ciekawość. Nie był wścibski, nie chciał, aby tak go odbierano, ale należał do dość ekspresywnych kotów, które nie lubiły kijów w zadach i płytkich rozmów o czymkolwiek, żeby tylko mówić.
KLESZCZE, WĘŻE, SZERSZENIE na suche, spękane serce rozkołysz te myślina wietrze NOWYPUŚĆJEWRESZCIE
「 ja wiem jak ciężko zapomnieć 」 wykastrować głowę ze wspomnień musisz to wyżuć i wypluć za siebie ZANIM TO WYŻUJE I WYPLUJE CIEBIE
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
- Nie. - odpowiedział krótko, teraz już właściwie robiąc to specjalnie. Może i rozmawiał wcześniej tylko z jedną terminatorką z Wichru, ale to zrobił. A poza tym nawet i w Rzece nie odzywał się jakoś szczególnie często. Rozmawiał ze Szponem, ale poza tym? Niewiele było kotów, z którymi spędzałby więcej czasu. Więc Niedźwiedzi Ryk, nawet jeśli nie miał o tym pojęcia, nie powinien myśleć, że Skała go jakoś wyjątkowo nie lubił. Raczej taktował w sposób podobny, jak prawie wszystkich, poza drobnymi wyjątkami.
Czyli może i nie odzywał się zbyt wiele, ale gdyby dowiedział się, że mogło mu się stać coś złego, być może wybrał by się kawałek dalej niż zwykle, żeby ewentualnie móc go uratować. Dokładnie tak, jak to robił w tym momencie, w sprawie swojej małej kuzynki. - Sprawdzam, czy nie ma tu kogoś innego. - Co było inną sytuacją, niż szukanie kogoś. Szukanie oznaczałoby, że przeszedł tę całą drogę jedynie w tym jednym celu, a przecież jedynie zapuścił się tu, skoro i tak już podszedł w miarę niedaleko. Nie było to aż tak ważne zadanie, nie było to właściwie żadne zadanie, bo nikt mu tego nie zlecił, były do tego wyznaczone specjalne patrole. Może i on byłby w któryś z nich, gdyby przyszedł na ceremonię, a nie dowiadywał się o wszystkim dopiero później, z plotek krążących po Obozie - Nie widziałeś tu żadnego kota? Poza nami. - Była tylko jedna odpowiedź, której się spodziewał, ale może warto było zapytać mimo to. Pewnie gdyby nawet Niedźwiedź spotkał tu Śliwkę i tak zdążyłaby się popłakać i uciec gdzieś dalej, więc może istniały jednak jakieś minimalne szanse, że wojownik jednak ją spotkał.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
Księżyce: 53 Mistrz: kamienisty brzeg [*] Płeć: kocur Matka: ostry kwiat [*] Ojciec: polny chwast (gwiazda) [*] Trwałe urazy: spora blizna po wyrwanym płacie skóry na karku; ślady po lisich zębach na prawej tylnej łapie; odgryziona połowa lewego ucha; długa blizna na szyi; drobna blizna na lewym łuku brwiowym; postępująca zaćma w lewym oku
Księżyce: 53 Mistrz: kamienisty brzeg [*] Płeć: kocur Matka: ostry kwiat [*] Ojciec: polny chwast (gwiazda) [*] Trwałe urazy: spora blizna po wyrwanym płacie skóry na karku; ślady po lisich zębach na prawej tylnej łapie; odgryziona połowa lewego ucha; długa blizna na szyi; drobna blizna na lewym łuku brwiowym; postępująca zaćma w lewym oku
Dość przeciętnych rozmiarów osobnik, niezbyt wysoki, będący gdzieś w okolicach standardowej kociej wielkości. Dzięki regularnym patrolom i polowaniom wyrobił sobie mięśnie i jego sylwetka przestała być tak nijaka, wyraźnie przybierając na masywności. Sierść jest mlecznobiała, upstrzona jaskrawymi, rudymi plamami, na których rysują się tygrysie pręgi. Najwięcej owych plam znajduje się na jego lewym boku, w postaci czterech nieregularnych owali, na prawym boku natomiast rudy wkrada się tylko w okolicy łopatki i na zadzie, zalewając w całości puszysty ogon, na głowie pojawia się na karku, uszach, łukach brwiowych i skroniach. Kolor jego oczu oscyluje gdzieś pomiędzy żółcią i zielenią, w zależności od światła, poza tym odziedziczył po ojcu wystającą między palcami sierść i dość małe, okrągło zakończone uszy.
Nikt tak naprawdę nie wie, co chodzi mu po głowie, z pewnością jednak można stwierdzić, że jest… inny. Często pojawiający się uśmiech zniknął z pyska wojownika i pojawia się okazyjnie, dość słabo w dodatku. Wciąż pozostał jednak wierny obowiązkom i nie zaniedbuje ich, ba, można by rzec, że narzuca na siebie coraz więcej, bo stara się udowodnić, że radzi sobie ze wszystkim, co go spotyka i nie daje się złamać następną życiową tragedią, bo prawdziwi mężczyźni przecież nie płaczą, a już na pewno nie załamują się i nie narzekają na swoje życie. Być może jest to zwykłe okłamywanie samego siebie, ale Niedźwiedź, przekonany o swoim wiecznym pechu, nie potrafi działać inaczej, w końcu jego bratu, Psu, udało się zajść w życiu wysoko, jego starszej siostrze również, dlaczego więc on jest inny? Dlaczego jemu nie dane jest dostąpić podobnych zaszczytów? Być może po prostu na nie nie zasługuje i nigdy nie zasłuży, ale dobrze jest wierzyć, że może być inaczej, nawet, jeśli każdy kolejny dzień daje mu z liścia w pysk. Mnóstwo podobnych myśli przebiega mu przez głowę i nie daje odpocząć, ale iskra nadziei z beztroskich czasów wciąż gdzieś tam się tli i utrzymuje całe jestestwo Niedźwiedzia w ryzach.
XXXXRzucił krótkie "mhm" na "nie" Skalistej Łapy, który chyba ewidentnie z nim pogrywał, ale niezbyt mu to przeszkadzało, nie zamierzał go ciągać za język, czy coś. Nastawił jednak uszu, słysząc jego następną wypowiedź. Inetresujące, czyli nie przyszedł na pogaduszki, a w jakimś konkretnym celu. Tak przynajmniej wywnioskował z jego słów. XXXX– Jestem tu od niedawna i... w sumie to nie, byłem sam, dopierro ty pierrwszy przyszedłeś – odpowiedział, pewnie niszcząc mu wszystkie nadzieje. – Aaaale, jeśli ktoś wam się zgubił, czy coś, to mogę się rrozejrzeć po moich terrenach, tylko muszę najpierrw wiedzieć, kogo szukać – dodał zaraz potem, spoglądając na niego z ciekawością wymalowaną na pysku i zielono-żółtych ślepiach, które teraz wlepiał w Skalistą Łapę. Nie było problemu w tym, żeby zaraz ruszył na poszukiwania, ewentualnie wziął kogoś ze sobą, żeby było raźniej, ale musiał wiedzieć, o co chodziło, chociaż jakieś luźne strzępki informacji, jak ten kot wygląda, w jakim jest wieku i jak to się stało, że zaginął, to też było ważne, bo mogły porwać go dwunożni, choć to średnio możliwe w okolicy Czterech Dębów, tak mu się przynajmniej wydawało. Na logikę. Już bardziej prawdopodobny był atak jakiegoś drapieżnika.
KLESZCZE, WĘŻE, SZERSZENIE na suche, spękane serce rozkołysz te myślina wietrze NOWYPUŚĆJEWRESZCIE
「 ja wiem jak ciężko zapomnieć 」 wykastrować głowę ze wspomnień musisz to wyżuć i wypluć za siebie ZANIM TO WYŻUJE I WYPLUJE CIEBIE
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Czy mogła trafić aż na tereny Cienia? Miał nadzieję, że nie byłaby aż tak głupia, żeby zapuszczać się na ziemie innego klanu. Przecież chyba umiała wyczuć zmianę zapachu, a to, że granic nie można było przekraczać powinno być zasadą oczywistą dla każdego, nawet, jeśli nie rozpocząć treningu. Przynajmniej on nie wyobrażał sobie, żeby jakiś kot mógł przeżyć tyle czasu bez tak podstawowej wiedzy.
Poza tym, czy powinien mu o tym mówić? Czy nawet jeśli jakiś kociak w Rzece byłby w stanie gdzieś uciec i nie został jeszcze odnaleziony, należało się do tego przyznawać? To była ich sprawa, nawet jeśli ten wojownik miał dobre zamiary, nie można było zdradzać mu każdej informacji. - Nie, raczej nie będzie to konieczne. - uznał więc, właściwie tracąc też nadzieję na to, że znajdzie jakikolwiek jej ślad w tej okolicy. Może ktoś zrobił to już dawno przed nim, może nie było w ogóle czego szukać - Ale dzięki za chęci.
Na znak, że czymkolwiek się zajmował, nie było to aż tak pilne, zdecydował się ostatecznie usiąść i skupić wzrok bardziej w stronę Niedźwiedzia, zamiast szukać czegoś po krzakach. - To... jak tam się żyje w klanie Cienia?
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
Księżyce: 53 Mistrz: kamienisty brzeg [*] Płeć: kocur Matka: ostry kwiat [*] Ojciec: polny chwast (gwiazda) [*] Trwałe urazy: spora blizna po wyrwanym płacie skóry na karku; ślady po lisich zębach na prawej tylnej łapie; odgryziona połowa lewego ucha; długa blizna na szyi; drobna blizna na lewym łuku brwiowym; postępująca zaćma w lewym oku
Księżyce: 53 Mistrz: kamienisty brzeg [*] Płeć: kocur Matka: ostry kwiat [*] Ojciec: polny chwast (gwiazda) [*] Trwałe urazy: spora blizna po wyrwanym płacie skóry na karku; ślady po lisich zębach na prawej tylnej łapie; odgryziona połowa lewego ucha; długa blizna na szyi; drobna blizna na lewym łuku brwiowym; postępująca zaćma w lewym oku
Dość przeciętnych rozmiarów osobnik, niezbyt wysoki, będący gdzieś w okolicach standardowej kociej wielkości. Dzięki regularnym patrolom i polowaniom wyrobił sobie mięśnie i jego sylwetka przestała być tak nijaka, wyraźnie przybierając na masywności. Sierść jest mlecznobiała, upstrzona jaskrawymi, rudymi plamami, na których rysują się tygrysie pręgi. Najwięcej owych plam znajduje się na jego lewym boku, w postaci czterech nieregularnych owali, na prawym boku natomiast rudy wkrada się tylko w okolicy łopatki i na zadzie, zalewając w całości puszysty ogon, na głowie pojawia się na karku, uszach, łukach brwiowych i skroniach. Kolor jego oczu oscyluje gdzieś pomiędzy żółcią i zielenią, w zależności od światła, poza tym odziedziczył po ojcu wystającą między palcami sierść i dość małe, okrągło zakończone uszy.
Nikt tak naprawdę nie wie, co chodzi mu po głowie, z pewnością jednak można stwierdzić, że jest… inny. Często pojawiający się uśmiech zniknął z pyska wojownika i pojawia się okazyjnie, dość słabo w dodatku. Wciąż pozostał jednak wierny obowiązkom i nie zaniedbuje ich, ba, można by rzec, że narzuca na siebie coraz więcej, bo stara się udowodnić, że radzi sobie ze wszystkim, co go spotyka i nie daje się złamać następną życiową tragedią, bo prawdziwi mężczyźni przecież nie płaczą, a już na pewno nie załamują się i nie narzekają na swoje życie. Być może jest to zwykłe okłamywanie samego siebie, ale Niedźwiedź, przekonany o swoim wiecznym pechu, nie potrafi działać inaczej, w końcu jego bratu, Psu, udało się zajść w życiu wysoko, jego starszej siostrze również, dlaczego więc on jest inny? Dlaczego jemu nie dane jest dostąpić podobnych zaszczytów? Być może po prostu na nie nie zasługuje i nigdy nie zasłuży, ale dobrze jest wierzyć, że może być inaczej, nawet, jeśli każdy kolejny dzień daje mu z liścia w pysk. Mnóstwo podobnych myśli przebiega mu przez głowę i nie daje odpocząć, ale iskra nadziei z beztroskich czasów wciąż gdzieś tam się tli i utrzymuje całe jestestwo Niedźwiedzia w ryzach.
XXXX– Jak chcesz. Jeśli ten ktoś znalazł się na terrenach Klanu Cienia, to pewnie prrędzej, czy później znajdzie go jakiś patrrol – albo drapieżnik, bo to też było jak najbardziej możliwe. Wystarczył jeden przeklęty puchacz i byłoby po kocie. – Powiadomimy was, jeśli znajdziemy jakiegoś zabłąkanego Rzeczniaka – zapewnił go, bo w sumie co innego miał zrobić? Powinni byli sobie pomagać, nawet w takich aspektach i może szczególnie w takich. XXXX– Stabilnie, choć jeszcze niedawno mieliśmy sporro prroblemów z puchaczami. Atakowały wszystko, co się rrusza, ale, dzięki Gwiezdnym, udało nam się z nimi porradzić bez żadnej strraty w klanowiczach – stwierdził. Ostatnio obecność tych wielkich ptaków jakby zmalała, może w końcu zrozumiały, że nie powinny były przylatywać w to miejsce, bo roiło się od kotów, którym było to nie na łapę i nie bały się stawić im czoła. – A jak w Rzece? Mieliście z nimi potyczki, czy tylko nas się uczepiły? – zagaił, będąc ciekawym, jak sytuacja miała się po drugiej stronie Czterech Dębów, bliżej terenów rzecznych i jeziornych, może puchacze takowych nie lubiły i preferowały te zadrzewione i zacienione? Miałoby to całkiem sporo sensu, ale może się mylił, dlatego wolał dopytać dymnego terminatora.
KLESZCZE, WĘŻE, SZERSZENIE na suche, spękane serce rozkołysz te myślina wietrze NOWYPUŚĆJEWRESZCIE
「 ja wiem jak ciężko zapomnieć 」 wykastrować głowę ze wspomnień musisz to wyżuć i wypluć za siebie ZANIM TO WYŻUJE I WYPLUJE CIEBIE
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
- Dzięki. - mruknął tylko, dziwnie czując się z propozycją jakiejkolwiek pomocy. Niby miało to sens, ale jednak był zbyt przyzwyczajony do uznawania, że powinien radzić sobie ze wszystkim sam, żeby spodziewać się czegoś takiego, czy tym bardziej oczekiwać podobnego zachowania od innych kotów. - U nas był przynajmniej jeden jastrząb. Puchaczy nie spotkałem. - przyznał z pewną niechęcią, chociaż teraz już nie dlatego, że uznawał, że jest to wiedza, jakiej nie powinien podawać kotom z innych klanów, tylko z powodu wspomnień, które budziła. A całkiem możliwe, że też inne drapieżniki, widział przecież opatrunki na części swojego rodzeństwa nie tak dawno temu. Jednak nie spytał nigdy, z czym dokładnie przyszło im walczyć, chyba wolał nie wiedzieć, skupić się na tym, że udało im się przeżyć, a nie wyobrażaniu sobie, że mogło być inaczej.
Zresztą właśnie, to był Cień. Miał kto ich tam w ogóle leczyć po tych atakach puchaczy? Pamiętał z treningu, że byli jedynym klanem bez w pełni wytrenowanego medyka, a nie słyszał, żeby zdążyło się to w ostatnim czasie zmienić. Chociaż może to tak naprawdę oni coś ukrywali przed nim, a nie na odwrót? - I kto was leczył po tych wszystkich atakach? Macie już medyków? - Czy może byli na tyle silni, żeby pozbyć się drapieżników bez otrzymania zupełnie żadnych ran? Albo byli w stanie zagoić każdą z nich bez nakładania ziół czy pajęczyn? Szczerze, sam też by pewnie próbował takiej metody, o ile nie czułby się naprawdę bardzo źle.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be