Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
Dalekie wycieczki znów zrobiły się mu obce, więc dobrym byłoby do nich wrócić, tak raz na jakiś czas chociaż, hm? Stąd też dziś, po poinformowaniu Dymu, że wyjdzie - faktycznie to zrobił. Doszedł… niespecjalnie daleko, bo jedynie do czterech dębów, ale było to już jakąś wycieczką. Wziął głęboki oddech, przyglądając się Dębowi, bo na Boga - jeśli kiedykolwiek sam miałby na nim zasiąść, chyba by wpierw wykitował, patrząc na to jak wspaniale idą same ceremonie. Po tej krótkiej myśli, przeniósł się ciut dalej, siadając - a później kładąc się - na jednym z kamieni. Miły, spokojny dzień.
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Przeciętnego wzrostu, umięśniona, czarna kocica o zielonych ślepiach. Jej sierść często jest w nieładzie.
Głośna, onomatopeje to jej nieodłączni towarzysze, chaotyczna, wszędzie jej pełno, posiada jednak poszanowanie do zasad, lubi wyzwania, pełna entuzjazmu nawet w niesprzyjających momentach, potrafi jednak zachować powagę, jeśli jest to konieczne, prosta w obyciu
Nudziło jej się. Co prawda miała teraz na głowie dwóch terminatorów, ale jednego uparcie nie mogła znaleźć, a drugi był już odhaczony na jej liście zadań. Korzystając więc z czasu wolnego postanowiła wybrać się na przechadzkę w stronę Czterech Dębów. - O! Nie wiedziałam, że Zajęcze Ucho zgubił kocię! Urwie ci uszy, gdy się dowie, że uciekłeś z obozu, na twoim miejscu zrobiłabym w tył zwrot. -Rzuciła rezolutne w stronę liliowego kocura, którego zastała na miejscu. Miał typowe dla wspomnianego wojownika duże uszy i szeroki pysk. Co prawda daleko było mu do świeżo mianowanego terminatora. Ba, wyglądał na starszego od niej! Nie stało to jednak na przeszkodzie do rzucenia żartem, tym bardziej, że nieznajomy pachniał gromem, a gromoacy z reguły byli całkiem mili. (Spotkała jednego, ale to nie ważne).
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
Oho!! Na towarzystwo nie trzeba było mu długo czekać. Do jego uszysk wpadł głośny krzyk, o jakimś wojowniku… co rzecz jasna, było żartem. I nawet nie śmiał myśleć, że było inaczej. Od razu uśmiechnął się nieco szerzej, rozglądając szybko na boki. - Weź, cicho! Bo jeszcze usłyszy, że się tu zapuściłem i będę miał przez tyłek! - rzucił, nieco głośniejszym szeptem. - A tak na poważnie, nie wiem czy w ogóle go znam! No, i jaki staruszek musiałby z niego być, żebym był jego synem… chociaż kto go tam wie?! Może faktycznie mam Wichrową krew! Wężowa Gwiazda, miło poznać.
Zamruczał, delikatnie pochylając łeb. Lubił Wichrzaków. Chyba nie trafił na takiego, z którym się nie zaprzyjaźnił, czy chociaż nie dogadał.
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Przeciętnego wzrostu, umięśniona, czarna kocica o zielonych ślepiach. Jej sierść często jest w nieładzie.
Głośna, onomatopeje to jej nieodłączni towarzysze, chaotyczna, wszędzie jej pełno, posiada jednak poszanowanie do zasad, lubi wyzwania, pełna entuzjazmu nawet w niesprzyjających momentach, potrafi jednak zachować powagę, jeśli jest to konieczne, prosta w obyciu
Tak jak się spodziewała, gromiak nie miał kija w zadzie. W przeciwieństwie do cienistych wojowników. Uniosła kąciki pyszczka zadowolona z jego odpowiedzi. - No nie wiem, nie wiem. Jako dobry współklanowicz powinnam mu powiedzieć, ale masz szczęście. Nie jestem paplą. -Zamknęła pyszczek, jakby miała go nigdy więcej nie otworzyć. Na wiele to się jednak nie zdało, bowiem otworzył się zaraz potem, w niemym zaskoczeniu.- Oh! No to on to by się przechwalał, gdyby jego syn został przywódcą. To chyba jednak cię z kimś pomyliłam. Ale ten, powinnam się ukłonić? Przynieść piszczkę? Lawendowej Gwieździe się nie kłaniam, ale nie wiem jak to tam w innych klanach działa. -Pierwszy raz spotkała Gwiazdę z innego klanu i nie bardzo wiedziała jak powinna się zachować. Kot jak każdy inny, ale może jednak nie do końca.
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
- Po stokroć dzięki! Bo inaczej, ojejuniu, co to by się działo. Chyba bym wtedy SERIO nie miał po co wracać, bo inaczej zostałby ze mnie taki tyci kłaczek tylko… - chociaż, może nie? Nie znał kocura. Trudno było przewidzieć, co ten by zrobił, gdyby się okazało, że kociak mu uciekł, a potem był znaleziony! Tuż po tym, cicho się zaśmiał. - Gromowym zwyczajem, na widok Przywódcy, jest odgryzanie sobie uszu, bo jak się rozgadam, to aż głowa boli.
Odrzucił w żarcie. Oczywiście, nie było… żadnego zwyczaju. Ba, powątpiewał, że którykolwiek z Klanów miał takowy, że na widok przywódcy coś się robi. Ale, kto wie! Śpiewającej Gwiazdy, chociażby, osobiście nie znał w ogóle - Ale pozwolę ci te twoje zachować, póki co. Spróbuję mówić umiarkowanie dużo i mądrze, żebyś nie cierpiała zbyt bardzo… Bo faktycznie, ten mój tata jeszcze mnie znajdzie i mi da po tyłku, że współklanowiczów terroryzuję.
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Przeciętnego wzrostu, umięśniona, czarna kocica o zielonych ślepiach. Jej sierść często jest w nieładzie.
Głośna, onomatopeje to jej nieodłączni towarzysze, chaotyczna, wszędzie jej pełno, posiada jednak poszanowanie do zasad, lubi wyzwania, pełna entuzjazmu nawet w niesprzyjających momentach, potrafi jednak zachować powagę, jeśli jest to konieczne, prosta w obyciu
Położyła łapę na uchu.- No nie wiem, czy dałabym radę. Wydrapać to jeszcze owszem, ale moja szyja nie wykręca się na tyle, żebym mogła dosięgnąć pyskiem do uszu. Wasza przywódczość musi albo mi wybaczyć, albo dopomóc. -Bo kurczę musiała by być jakimś rodzajem sowy, żeby mogła wygiąć szyję pod pasującym kątem. - Ale ja lubię rozmawiać, więc spokojna twoja rozczochrana, możemy pogadać. Tylko nie zaczynaj mi tutaj nic skomplikowanego, bo ja to liczyłam na fajny spacer, co nie. To jak tam u was w tym Gromie, przejąłeś kijek po Żubrzej Gwieździe i też wyrywasz wąsy? - Zagadała, chwilowo porzucając żart o uciekającym kocięciu. Zajęcze Ucho sam będzie musiał sprowadzić go do obozu. O!
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
- Nie dasz rady sama…? No to pech! Teraz to nie tylko nie okazujesz mi szacunku, ale mnie obrażasz! Co to za przyznawanie się do słabości!! Ech, ech, maniery w tych czasach….! - zacmokał cicho. Oczywiście, do powagi było mu daleko, chyba że jego zagrywki aktorskie przekonywały Krzyk do jego rzekomych uczuć. Nie rzucił się w każdym razie na nią, nie skrzywdził jej, nie miał zamiaru nawet opuszkiem palca tknąć. Zaraz nawet zachichotał, gdy ta rzuciła o wyrywaniu wąsów. - Jeszcze nie! Czasem muszę tupnąć, żeby się Klan uspokoił, ale nie dopuszczam się takich wąsowych kradzieży. Na szczęście! Nie chciałbym, żeby w Klanie kiedykolwiek panował taki chaos. Wydaje mi się, że nikomu by to nie dało żadnych pozytywów… I liczę na to, że nadchodzące ceremonie będą jak najspokojniejsze.
Gwiezdni, błagam, oby. - A jak tam u was? Ostatnio gadałem z Korzenną Wonią, mówił coś o tym, że też była jakaś afera na ceremonii… - chyba. Nie pamiętał do końca, mówili głównie o byłej medyczce. - Mam nadzieję, że teraz jest już u was lepiej i nie kradniecie naszych wspaniałych tradycji?
To zaś było jedynie zaczepnym żartem. Oczywiście, zwyczajnie, życzył im żeby mieli spokój i jak najmniej stresu w Klanie…!
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Przeciętnego wzrostu, umięśniona, czarna kocica o zielonych ślepiach. Jej sierść często jest w nieładzie.
Głośna, onomatopeje to jej nieodłączni towarzysze, chaotyczna, wszędzie jej pełno, posiada jednak poszanowanie do zasad, lubi wyzwania, pełna entuzjazmu nawet w niesprzyjających momentach, potrafi jednak zachować powagę, jeśli jest to konieczne, prosta w obyciu
- No sory no, tak jakoś wyszło. Mój tata to w ogóle nie miał szyi, a ja to wzięłam i odziedziczyłam. Musi mi wasza przywódczość wybaczyć tą bezczelność. W zamian mogę odgryźć sobie ogon. Zawsze chciałam upodobnić się do królika, ale uszy takie za krótkie... -Westchnęła przygnębiona. Oczywiście, że załapała żart, właśnie dlatego postanowiła dodać coś od siebie. Szczerze wątpiła, żeby szanujący się kot wymagał od drugiego niemożliwego, nawet przywódca nie ma do tego prawa. - O! To widzę, że rządzisz nieco łagodniejszą łapą. To tam powodzenia z tymi spokojniejszymi ceremoniami. -Poruszyła ogonem zaintrygowana.- A to było dawno. Jak na złość to mnie przy tym nie było nawet! Ale było coś o tym, że Lśniąca Sadzawka nie szanuje Lawendowej Gwiazdy i takie tam rzeczy. U nas to raczej nudno jest, mianują terminatorów, wojowników i tyle. Czasem to bym się zamieniła z waszymi ceremoniami, bo wrażeń muszę szukać poza obozem. Znasz jakiegoś kota z cienia bez kija pod ogonem? -Zapytała nagle bez kontekstu. Bo raczej nie mogła wypytać kocura o szczegóły ich dramatów, bo to zbyt prywatne informacje, a samej nie miała co opowiadać, już nawet ugryzła się w język i nie wspomniała o obecności gwiezdnego w obozie.
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
- O, a to przepraszam z całego serca, bo jeszcze bym ci uszkodził twoje marzenie bardziej. Jak chcesz być królikiem, to ci uszy możemy naciągnąć, a ogon odgryźć! Brzmi uczciwie, co nie? - uśmiechnął się do niej, wesoło poruszając wąsami. Wyobrazić sobie, że Krzyk wyszła kotem, a wróciła rasowym królikiem… i nawet nie narzekałaby na obrażenia, a pawiłaby się tym, że wygląda jak kicek!
Machnął głową w podzięce, w duszy dziękując Gwiezdnym, że i w Wichrze jest spokojnie. Nawet jak… jej to przeszkadzało? Ha! A był pewien, że koty właśnie chcą jak największego spokoju! - Wiesz, że chyba nie znam nikogo z Cienia? Raz, jak byłem ledwo mianowany, to było zgromadzenie i gadałem z… Pestką, jakąś Pestką. Nie dużo, ledwo moment, ale było coś. A poza tym, to nie wiem nic o nich! Aj, aj… trzeba by to nadrobić kiedyś, faktycznie - kiedyś. Bo jak długo żył, tak trzymał się Rzeki-Wichru, a sąsiedzi… no, jakby nie istnieli! Nie, żeby to jakoś przeszkadzało… komukolwiek chyba, ale aż dziwne, że znał więcej samotników niż Cieniasów! - Dziwi mnie jednak, że brakuje ci emocji… bo zazwyczaj to koty chyba ich unikają, a nie chcą mieć jakieś niesamowite nie-wiadomo-co, szczególnie na ceremoniach!
Wyszedł na spacer. Owszem, tak, teraz miał łapy pełne roboty, nenene. Mało co go to obchodziło. Trening nie ucieknie, kocięta nagle nie znikną (oby, bo to jednak jest możliwość), ani nic złego się nie stanie, jeśli moment pomyśli o sobie, a nie o innych. Właściwie, faktycznie, jak myślał o sobie to było wszystko okej. A teraz? A teraz nie robił tego w ogóle. I nagle świat stał się żałosny. Może to najlepsza pora, by wrócić do starych zwyczajów bo… bo właściwie, co mu zależało. Serio.
Księżyce: 103 Mistrz: Bzycząca Polana Płeć: nb (afab) Matka: Agrestowy Krzew Ojciec: Zmarznięty Nos Trwałe urazy: Brak ojca
Typ budowy europejski; długie klasycznie pręgowane futro o maści czekoladowej; biały na piersi, brzuchu i łapach; na jednej łapie beżowa plama; na pyszczku znajduje się ruda plamka; oczy żółto-zielone; niewysoki, wydaje się być masywny;
Wyszedł na spacer, chcąc korzystać, póki jeszcze mógł. Nie był jeszcze na tyle okrągły, lecz już obawiał się, że przyjaciel mógłby zakazać mu wychodzenia z obozu, a może nawet z kociarni. Na to Szyszka nie mógł się zgodzić, bo przecież do porodu zostało mu jeszcze pół księżyca! No może nie całe pół, ale wciąż dużo.
Nim spostrzegł, łapy zaniosły go ku granicy, gdzie postanowił zrobić sobie odpoczynek. Mimo wszystko przez dodatkowy ciężar musiał w każdy krok włożyć więcej wysiłku, przez co męczył się szybciej, niż zazwyczaj. Zbliżając się do celu swojej wycieczki, dostrzegł jakąś białą sylwetkę. Pająk? Pomyślał, marszcząc brwi. Miał nadzieję, że jednak się pomylił. -Szukasz kolejnego kocura do swoich romansów?- Zapytał, podchodząc, lecz kiedy wyczuł zapach białego, westchnął cicho. -Przepraszam, pomyliłam cię z pewnym przyjemniaczkiem z Gromu.- Wytłumaczył się już znacznie łagodniej i uśmiechnął przyjaźnie. -Cześć. Jestem Sosnowa Szyszka, a ty?
⋆⁺₊⋆☀︎⋆⁺₊⋆ 'causeI just wannaswing likeSinatra singinglikeI can't stop 'causeI canneverrock like aRolling Stone I just wantto livelike theones before,yeah and maybeI couldplay guitar likeHendrix or savethe worldor end it,and xx and maybethey'llremember mewhen I'm gone that's all I could everwant
☾
W pierwszej chwili nawet nie spodziewał się, że zostanie przywitany, a tym bardziej - w taki sposób. W końcu obcy kotek tutaj, to wiadomo, można się zignorować i mieć się gdzieś... ale takie zaczęcie rozmowy?? Szpon zwrócił głowę w stronę postaci nieopodal i nastawił uszu. - Znowu!! Jak ja nawet z jednym nie zacząłem kręcić, bo nawiał!! - odpowiedział, niby to wielce obrażony. No, będąc szczerym, ze swoim podejściem? Samego siebie mógłby podejrzewać o bycie zbyt miłym dla paru kocurów. Ale brońcie Gwiezdni, nie szukał romansu z nikim. Bo nadal nie był do końca nawet pewien, po co mu to jest w życiu potrzebne. - No, a o to to chyba się już serio obrażę. Żeby ktoś był tak śliczny jak ja? Dobre sobie...
Zacmokał cicho. Oczywiście, nadal nie był zły. Chociaż w tym wypadku, może odrobinę urażony! - Ostry SZPON. Miło poznać! Ja to przyjemniaczek z Rzeki - ciekawe na jak długo...
Księżyce: 103 Mistrz: Bzycząca Polana Płeć: nb (afab) Matka: Agrestowy Krzew Ojciec: Zmarznięty Nos Trwałe urazy: Brak ojca
Typ budowy europejski; długie klasycznie pręgowane futro o maści czekoladowej; biały na piersi, brzuchu i łapach; na jednej łapie beżowa plama; na pyszczku znajduje się ruda plamka; oczy żółto-zielone; niewysoki, wydaje się być masywny;
Próbował uśmiechnąć się, słysząc żarty nieznajomego, jednakże nieświadomie wyszło mu krzywo. Czy wszystkie białe kocury były tak pewne siebie i uważały się za najpiękniejszych? Szyszka nie mógł zrozumieć takiej logiki, uznając ich futra za... nudne. Nic się na nich nie działo, były kompletnie jednolite. -Z Rzeki...- Powtórzył cicho, próbując sobie przypomnieć, czy kiedykolwiek wcześniej spotkał jakiegoś kota z rybnego klanu, ale niestety nic nie przychodziło mu do głowy. -Chyba jesteś pierwszym kotem od nich, jakiego poznałem. Co tam słychać w Rzece? Zwierzyna dopisuje?- Zapytał z czystej uprzejmości.
// WYGASZONE PO ODPISIE SZPONA
⋆⁺₊⋆☀︎⋆⁺₊⋆ 'causeI just wannaswing likeSinatra singinglikeI can't stop 'causeI canneverrock like aRolling Stone I just wantto livelike theones before,yeah and maybeI couldplay guitar likeHendrix or savethe worldor end it,and xx and maybethey'llremember mewhen I'm gone that's all I could everwant
☾
Zaś Szpon, słysząc tę myśl, pewnie by zareagował kolejnym żartem. Potem by powiedział, że ma rację. Bo miał. A to, że Szyszka ma inny gust to sprawa Szyszki. Samego siebie uznawał za ślicznego, i to było dla niego najważniejsze. Myślą jednak nie mógł się podzielić, bo nigdy nie została wypowiedziana. Może to i lepiej, bezpieczniej dla Szyszy! - A powiem ci, że całkiem całkiem! No, bywało lepiej, nie ukrywam, niektóre sprawy się dzieją w najgorszy możliwy sposób, ale wiadomo, każdy czasem ma się gorzej. No, i lepiej się skupiać właśnie na takich rzeczach, jak mówisz - zwierzyny mamy od groma! Nie spotkałem się chyba z patrolem, z którego wróciłem z pustymi łapami. No, i Łabędzia Gwiazda się ma dobrze -oby jak najdłużej, dodał sobie w myślach. Uśmiech na jego mordzie nieco się poszerzył. - A u was, jak tam leci? Jakiś czas temu spotkałem jednego z waszych, Niedźwiedzia? No, i Grada. Ale to tam-- macie mniej rozmokłe tereny? Czy nadal jest ryzyko, że ktoś w błocie utonie?
Tutaj zapytał ze swego rodzaju troską. Bo jakkolwiek głupi by nie był, nigdy nie życzyłby drugiemu kotu źle.
Zaczynając więc od samej góry - na czubku jej czarnych uszu znajdują się delikatne, subtelne, białe pędzelki. Następnie wcześniej wspomniane czarne antenki, które od środka przybrały różową barwę. Prawa część pyska pokryta jest niemalże całkowicie białą barwą. Wyjątek stanowi jedynie mała plamka, która nachodzi na różowy nos kotki. Lewą część natomiast w większości zakrywa czarna łata. Jej oczy zabarwiły się na dwa różne kolory - prawe oko na lodowobłękitną, a lewe na zieloną barwę.
Szyję kotki zdobi przepiękna, puchata, biała kryza, przez co może nieco przypominać lwa - podobnie jak Porzeczkowa Pestka. Sama kocica jest również jedną z wyższych w klanie, co umożliwiają jej długie, dobrze zbudowane łapy. Dzięki temu również jej ciało jest niezwykle proporcjonalne i jednocześnie eleganckie. Przechodząc dalej, na grzbiecie kotki można zaobserwować ciekawą, czarną plamę, która wyglądem przypomina nieco motyla. W oczy łatwo rzucić się może również ogromny, puszysty, czarny ogon, który również zawdzięcza genom matuli.
Charakterem zdecydowanie przypomina swoją prababcię, dziadka, ojca i pewnie wielu innych swoich przodków, których można znaleźć w jej drzewie genealogicznym. Egocentryczka, przekonana tylko o tym, że świat powinien kręcić się tylko i wyłącznie wokół niej. Nie potrafi również zrozumieć, że inne koty mogą mieć nieco inne poglądy niż ona i nie zgadzać się z nią dosłownie ze wszystkim. Nie zwraca uwagi po ilu trupach będzie musiała przejść, aby dojść do swojego celu. Jej cel i TYLKO jej cel jest najważniejszy. Jeśli czegoś chce to zrobi wszystko aby to zdobyć - uczciwie czy też nie, liczą się efekty, a nie to jak zostały zdobyte. Jeśli czegoś chcę, to zrobi wszystko, aby to dostać.
Pierworodna córka Tnącej Zawiei jest również straszną zazdrośnicą. Nienawidzi gdy ktoś jest od niej w czymś lepszy, bądź szybciej się czegoś nauczy. Zaczęła więc kierować się prostą zasadą - kiedy pojawi się ktoś ważniejszy to należy się go pozbyć. To, że nienawidzi być gorsza od innych już wiadomo - ale kiedy już coś robi, to musi to od razu robić perfekcyjnie. Szybko się denerwuje, gdy coś nie wychodzi bądź nie wygląda tak, jakby chciała. Nie dopuszcza do siebie myśli, że potrzeba czasu na naukę - ona MUSI być idealna JUŻ. Potrafi wtedy naprawdę dostać ataku agresji, w którym oberwać może drzewo, kamień, zwierzę bądź, co gorsza, kot.
Ciernista Łapa była na treningu, więc nie miałam nic dużego do roboty. Sprawdzałam stan Króliczej Łapy, który z dnia na dzień wyglądał coraz lepiej. Leczenie przynosiło efekty, mógł powoli rozpocząć trening z Bzyczącą Polaną - przynajmniej ten teoretyczny. Uznałam, że mogę więc bezpiecznie się oddalić i nie zyskać miana medyka, który ma pod ogonem swoich pacjentów. Owszem, miałam - czy jednak ktoś musiał o tym wiedzieć? Zdecydowanie nie.
Wskoczyłam na Pękniętą Skałę. Od jakiegoś czasu zastanawiałam się nad poszerzeniem swoich znajomości o inne klany. Liczyłam, że dzięki temu będę miała szansę na zostanie bardziej rozpoznawalną postacią - już teraz znano moje imię, ale wyłącznie jako jedynego z medyków Klanu Cienia. Położyłam się, nie tracąc jednak czujności. Liczyłam, że jednak ktoś zdecyduje się pojawić. Jeśli nie, to zmarnowałam czas.