Księżyce: 76 Mistrz: Ostry Szpon Płeć: płeć w płynie [amab] Zaimki: on/jego, ona/jej Matka: Przepiórcza Pieśń Ojciec: Nocny Szkwał Trwałe urazy: blizna na szyi, asymetryczny chód (nierówne zrośnięcie prawej, przedniej łapy), bóle lewego oka i męty po lewej stronie pola widzenia
Księżyce: 76 Mistrz: Ostry Szpon Płeć: płeć w płynie [amab] Zaimki: on/jego, ona/jej Matka: Przepiórcza Pieśń Ojciec: Nocny Szkwał Trwałe urazy: blizna na szyi, asymetryczny chód (nierówne zrośnięcie prawej, przedniej łapy), bóle lewego oka i męty po lewej stronie pola widzenia
Od początku widać, że prawdopodobnie odziedziczył budowę ciała po rodzinie ze strony ojca, gdzie wiele było dużych, silnych kotów. I on ma zadatki na wyrośnięcie na takiego w przyszłości, chociaż na razie pozostaje jedynie dość okrągłą kluseczką, której objętości dodatkowo dodaje puchate, długie futro. Jeśli chodzi o jego kolor, po samych narodzinach można było je uznać za całkiem białe, jednak po kilku dniach zaczęło nabierać innych barw, biel pozostawiając jedynie na stopach wszystkich łap, szyi oraz pyszczku, gdzie tworzy jakby kształt trójkąta z czubkiem znajdującym się między oczami. W innych częściach zaczęło przyjmować przede wszystkim odcienie szarości, w różnym natężeniu, ciemniejsze przede wszystkim na głowie, nogach oraz ogonie, na których widoczne są również pręgi. Wchodząc w bardziej dokładne określenia, Kałużę można nazwać niebieskim srebrnym pointem. Całego obrazu kociaka dopełniają jeszcze okrągłe, niebieskie oczy, które pozostaną również w podobnym kolorze, gdy będzie już starszy.
Zapowiada się na urocze, miłe stworzenie, które nie powinno sprawiać swoim rodzicom większych problemów. Jest wesoły i bardzo optymistyczny, pozytywnie podchodzi do wszystkich napotkanych kotów. Mówi całkiem dużo, o wszystkim co akurat ją zainteresuje, a interesuje i ekscytuje ją właściwie większość rzeczy, chociaż zdarza się jej również zamyślić i przestać się odzywać całkowicie. Poza tym jest też dość niezdarny i zapominalski, wydaje się mieć trudności ze skupieniem się przez dłuższy czas na jednym zadaniu. Jak na razie jednak nie przejmuje się tym zbytnio, wierząc, że w przyszłości zostanie świetnym wojownikiem. Kocha całą swoją rodzinę, w tym oczywiście również rodziców, których stara się słuchać najlepiej jak potrafi. Wolałaby przecież nie łamać żadnych zasad i nie powodować kłopotów. Chociaż czy zawsze wychodzi jej to idealnie, to już inna sprawa.
Uśmiechnął się trochę szerzej, słysząc, że powód przybycia tu Ośmiookiego był całkiem podobny do jego własnego. Chociaż nie była to zbyt dziwna informacja, akurat Kałuży nikt w życiu nie powiedział, by nie miał przyjaźnić się z kotami spoza Rzeki i nigdy nawet nie pomyślał, że ktoś mógłby tak uważać. Zaśmiała się, słysząc przekonanie Cienistego wojownika o tym, że mieliby chodzić cały czas mokrzy. To byłoby całkiem zabawne. - Tak. Umiem pływać, ale chodzenie z mokrym futrem, póki nie jest bardzo ciepło nie należy do najprzyjemniejszych. Więc jednak łatwiej mi było przejść teraz po kamieniach i się nie moczyć. Ale ogólnie to całkiem przyjemne, wy w ogóle tego nie robicie? I nie jecie ryb? Nie wiecie co tracicie. – Z perspektywy kogoś wychowanego w Rzece brzmiało to wręcz niemożliwe, jak można było tak żyć? Przecież były to równie naturalne elementy istnienia w lesie, jak chociażby polowanie, czy bieganie po swoich terenach. Jedyne dalsze przedłużenie wszystkiego, co można było zrobić i tylko jeden klan z czterech miałby się tym zajmować? Zresztą po prostu było to wręcz konieczne w niektórych przypadkach – co by się stało gdyby ktoś taki jak Ośmiooki wpadł do zbiornika wodnego? Chyba też musieli mieć jakieś na swoich terenach. – A wy w Cieniu co umieć robić specjalnego? – zdecydowała się spytać, uświadamiając sobie, że nie wiedziała o tym zbyt wiele. Ze wszystkich klanów ten zawsze wydawał się być najbardziej tajemniczy, aż trudno było stwierdzić o nim cokolwiek.
Love run,love run,love run,love run For all the things you wished you'd done
Run for all you know that’s coming
Run to show love's worth running to
- Nie no tak szczerze, to wyglądanie jak mokry szczur mnie nie kręci. I śmierdzący oddech od ryb też nie - wzruszył ramionami. Jakoś mu nie brakowało tych brudnych, rzecznych aktywności, brzmiały tragicznie i Pająk nie wyrywał do tego, żeby się nauczyć. Dajcie spokój, na samą myśl się wzdrygnął, że miałby śmierdzieć jak ten... koleżka obok niego. Ale mu tego nie powiedział, żeby nie było! Przecież się nie chciał narazić, był tu całkowicie z dobrym nastawieniem. - I lubisz to, że jak wyjdziesz z wody to się klei do ciebie cały piach, żwir i w ogóle? Bo nie brzmi jak rozrywka pierwszej klasy - dodał, bo nie wyobrażał sobie chodzić z tak drażniącymi czynnikami poprzyklejanymi dookoła. Nie nie nie, dajcie spokój. Cieszył się, że urodził się w czystym i pięknym cieniu. - No nie wiem, to zależy jaka jest twoja definicja słowa 'specjalne'. Myślę, że samo bycie mega super kozakiem już jest specjalne - zażartował, uśmiechając się krótko. - Ale myślę, że w wspinaczce pokonałbym cię bez problemu. I w polowanie na jaszczurki czy inne węże też, bo u nas jest tego pełno.
••• EverywhereI GO, BITC―Salwaysknow, That Charliescene hasgot aWEENIEthat heloves to SHOW!
Lets getthisPARTYstarted, •LETSkeepthem 40sPOPPIN,(What?!)• So just getBUZZEDand stayFUC―D up, WE WILLkeep themPANTIESdroppin!
Na pierwszy rzut oka: z Lasem nie ma nic wspólnego. Na drugi: do lasu jej daleko, ależ jaka to gratka dla oka! Mgławica, w przeciwieństwie do brata, jest filigranowej budowy, osadzona na długich, cienkich łapkach, lecz to dopiero początek różnic między nimi. Istotnie: została obdarzona nie lada urodą: wysublimowaną, finezyjną, wręcz egzotyczną, niespotykaną i tak dalej... Lśniące, starannie wypielęgnowane i gładko przylegające do wysmukłego ciała srebrne futerko - zdaje się - odbija słoneczne promienie lepiej od wodnej tafli. Przyozdobione jest zaś licznymi czarnymi rozetami o regularnym, acz iście fantazyjnym kształcie - zachowując przy tym pełnię harmonii. Urodziwy pysk o prostym nosie (zawsze uniesionym wysoko) w ceglastej barwie, a do pary - para oczu o migdałowatym kształcie, nie mniej niespotykanych, co ich właścicielka. Lewemu - w kolorze jadeitu, towarzyszy drugie błękitne, coby jednak nie było zbyt zwyczajnie - przyprószone jest ono zielonkawymi plamami (heterochromia sektoralna). Jej wysmukła, łabędzia wręcz szyja przyozdobiona jest zaś turkusową obróżką - niezwykle gustowną zresztą! Z kolei subtelność jej kroku jest idealnym wręcz dopełnieniem całej elegancji jej postaci. W dużym skrócie: mieszanka fikuśnych cech tworząca zwięzłą, poukładaną całość. I to jakiej klasy!
Damulka. Pełna egzaltacji panienka z dobrego domu. Kotka z zauważalnie wyższych sfer o nienagannych manierach, o ile wszystko dzieje się zgodnie z jej wolą. Posługuje się nad wyraz wyrafinowanym, wyszukanym słownictwem. Jak zadziera nosa - to najwyżej jak tylko potrafi. Nie stroni od pełnych uprzejmości i frazesów pogawędek, czy niewinnego plotkowania. Imponuje jej piękno, które to samo w sobie jest jej celem; tym, czym jest ona sama i czym się otacza. Ulotna i nieuchwytna. Tylko trochę kapryśna i wcale nienadmiernie próżna. Uosobienie klasy i szukająca podobnego, godnego jej towarzystwa. Swą niezwykłość lubi eksponować i posługiwać się nią na własną korzyść - najlepiej tak, by nie ubrudzić sobie przy tym łapek, czy oleiście połyskującego futerka. Obraca się tylko w godnym jej towarzystwie osiedlowej elity. Bywa nieco histeryczna i cóż, ma skłonności do dramatyzowania, ale jakże łatwo jej to wybaczyć! Mimo wszystko nie można odmówić jej sprytu, czy zaradności. Jest bystra i ciekawa otaczającego ją świata (nierzadko na tyle ciekawska, by wściubiać nos w nieswoje sprawy...). Żyje w swoim własnym, pięknym i wyidealizowanym świecie. Świecie skrojonym pod nią - perfekcyjnym pod każdym względem i może tylko trochę plastikowym. Arystokratka a pełną gębą - nawet jeśli dotyczyłoby to tylko jej osiedla!
Bażancia Łapa, Psia Gwiazda, Zimno [Cień]
***
Na swym osiedlu, rzecz jasna, była wielką damą. Wielką damą się jednak nie bywało - było się nią cały czas i pewnego dnia Mgławica uznała w końcu, iż nawet całe dziesiątki setek kroków od swej willi, nadal będzie wywoływała piorunujące wrażenie. Nie ukrywała, iż nieszczególnie lubiła odczuwać pod łapkami cokolwiek innego niż miękkość dywanów, czy śliskość jedwabnych poduszek obecnych w swym domu, acz - gdy w grę wchodziło odkrywanie świata - była na takie poświęcenia gotowa.
Toteż pewnego dnia, upewniwszy się wcześniej, iż na jej nieskazitelnym futerku nie osiadł ni najmniejszy pyłek kurzu, wyruszyła na nieco dalszą pieszą wędrówkę, nucąc sobie przy tym znane melodie.
Wysoki cwaniak. Puchaty ale chudawy kocur. Zdobi go długa, srebrna kryza z nutką bieli na szyi i brzuchu. Ma czarne tygrysie pręgi, szpiczaste uszy, puchaty ogon. Jego oczy są wąskie i w kolorze zieleni.
Towarzyski, rozmowny, kąśliwy, cwaniak, leń, lis vibe [dokładniej w KP]
Dymiący Staw [KG], Wąż [KC] & trupki
Co prawda, ostatnio Wężowa Gwiazda znacznie się wkurzał o długie spacerki poza obóz ale pfff! Lisa to nie tyczyło. Czemu? Bo nie był głupi i nie robił wypadów, które ciągły się cały dzień czy coś. Doskonale wiedział, że jak wróci kiedyś nocą do obozu to albo rodzice go ochrzanią albo właśnie władza klanowa. Dlatego na Ziemie Niczyje wpadał raz na ruski rok. Tak żeby mieć lepszą orientację w terenie o! Każda wiedza to dobra wiedza.
Poza tym… Liczył, że poza gromowymi terenami spotka kogoś lub coś zjawiskowego. Poszukiwał czegoś co mogłoby urozmaicić jego futro. Kwiaty, liście i piórka były w porządku ale… Chciał coś mieć ponad to. Niestety na ten moment nie znalazł niczego a słyszał plotki, że czasem na ziemiach niczyich można było coś znaleźć.
Dlatego więc tutaj był. Jak zawsze jego futro było pięknie ułożone i połyskiwało w słońcu. Szedł z gracją niczym młody jelonek i rozglądał się na boki.
Nagle usłyszał czyiś głos. Dziwne było to, że był taki um… melodyjny? Jak śpiewanie ptaków ale nie do końca… Musiał należeć do kota ale dziwne, że ktoś potrafił coś takiego.
Zaczął iść za głosem i w pewnym momencie ukazała mu się piękna kocica. Lis zamrugał kilka razy oczyma bo jeszcze nigdy nie widział kogoś takiego. Jej futro było… zjawiskowe. Te prążki… Nigdy nie dostrzegł podobnych na innym kocie.
Powoli wyszedł za krzaków, robiąc przy tym szum by nieznajoma się przypadkiem nie przestraszyła. Nie chciał by mu ktoś taki teraz uciekł. – Witam szanowną i jakże zachwycającą, nieznajomą. Co taką kotkę sprowadza w tę strony? – zapytał po czym skinął trochę łeb. – Uszanowanie. Mam na imię Nurkująca Łapa ale dużo kotów mówi na mnie również Lis. – powiedział spokojnym i szarmanckim tonem głosu.
ㄑ ꔠ ⋮ ZAPRASZAM CIEBIE NA TO SPOTKANIE ୭ ! ✦ . . . . .I wtedywrócisz tudo domupo dziesiątej . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .(ale nic ci się nie stanieuwu) Czyty się zgodzisz?. . . . . . . . . . . . . . . . . . ˏˋ°•*⁀➷ja tego nie wiem.¯\_(ツ)_/¯
To「 nienormalne i nachalne 」z mojejstrony ✧*̥˚alebędzienam jak w niebie*̥˚✧
Na pierwszy rzut oka: z Lasem nie ma nic wspólnego. Na drugi: do lasu jej daleko, ależ jaka to gratka dla oka! Mgławica, w przeciwieństwie do brata, jest filigranowej budowy, osadzona na długich, cienkich łapkach, lecz to dopiero początek różnic między nimi. Istotnie: została obdarzona nie lada urodą: wysublimowaną, finezyjną, wręcz egzotyczną, niespotykaną i tak dalej... Lśniące, starannie wypielęgnowane i gładko przylegające do wysmukłego ciała srebrne futerko - zdaje się - odbija słoneczne promienie lepiej od wodnej tafli. Przyozdobione jest zaś licznymi czarnymi rozetami o regularnym, acz iście fantazyjnym kształcie - zachowując przy tym pełnię harmonii. Urodziwy pysk o prostym nosie (zawsze uniesionym wysoko) w ceglastej barwie, a do pary - para oczu o migdałowatym kształcie, nie mniej niespotykanych, co ich właścicielka. Lewemu - w kolorze jadeitu, towarzyszy drugie błękitne, coby jednak nie było zbyt zwyczajnie - przyprószone jest ono zielonkawymi plamami (heterochromia sektoralna). Jej wysmukła, łabędzia wręcz szyja przyozdobiona jest zaś turkusową obróżką - niezwykle gustowną zresztą! Z kolei subtelność jej kroku jest idealnym wręcz dopełnieniem całej elegancji jej postaci. W dużym skrócie: mieszanka fikuśnych cech tworząca zwięzłą, poukładaną całość. I to jakiej klasy!
Damulka. Pełna egzaltacji panienka z dobrego domu. Kotka z zauważalnie wyższych sfer o nienagannych manierach, o ile wszystko dzieje się zgodnie z jej wolą. Posługuje się nad wyraz wyrafinowanym, wyszukanym słownictwem. Jak zadziera nosa - to najwyżej jak tylko potrafi. Nie stroni od pełnych uprzejmości i frazesów pogawędek, czy niewinnego plotkowania. Imponuje jej piękno, które to samo w sobie jest jej celem; tym, czym jest ona sama i czym się otacza. Ulotna i nieuchwytna. Tylko trochę kapryśna i wcale nienadmiernie próżna. Uosobienie klasy i szukająca podobnego, godnego jej towarzystwa. Swą niezwykłość lubi eksponować i posługiwać się nią na własną korzyść - najlepiej tak, by nie ubrudzić sobie przy tym łapek, czy oleiście połyskującego futerka. Obraca się tylko w godnym jej towarzystwie osiedlowej elity. Bywa nieco histeryczna i cóż, ma skłonności do dramatyzowania, ale jakże łatwo jej to wybaczyć! Mimo wszystko nie można odmówić jej sprytu, czy zaradności. Jest bystra i ciekawa otaczającego ją świata (nierzadko na tyle ciekawska, by wściubiać nos w nieswoje sprawy...). Żyje w swoim własnym, pięknym i wyidealizowanym świecie. Świecie skrojonym pod nią - perfekcyjnym pod każdym względem i może tylko trochę plastikowym. Arystokratka a pełną gębą - nawet jeśli dotyczyłoby to tylko jej osiedla!
Bażancia Łapa, Psia Gwiazda, Zimno [Cień]
Mieli zatem podobne oczekiwania względem własnych spacerów - natrafić na coś (na kogoś?) wyjątkowego!
Wcale nie musiała na to długo czekać, wszak momentalnie jej oczom ukazał się widok... czyiś widok. I cóż, skłamałaby mówiąc, iż zastany stan rzeczy jej nie odpowiadał... A tym bardziej nie miałaby nic przeciwko słówkom podobnym do tych, którymi uraczył ją srebrny kocur. Do tego była przecież przyzwyczajona!
- Och, jest pan zbyt miły! - zawołała - Choć nie śmiałabym zarzucić panu kłamstwa... Jak tu tak zwyczajnie... poszukuję czegoś równie zjawiskowego, o tak! Ot, zwykły spacerek.
Uraczyła Gromiaka promiennym uśmiechem, jak to zresztą miała w zwyczaju.
- Mgławica, jakże miło poznać, najdroższy Lisie!- przedstawiła się uprzejmie - Co zaś sprowadza tutaj ciebie, miły? Czyżby podobne poszukiwania?
Nie można mu było zarzucić braku dobrych manier, czy wyczucia. Sprawiał wrażenie towarzystwa godnego damy z osiedla, toteż zajęła miejsce niedaleko niego. Mogła liczyć na obiecującą konwersację, czyż nie?
Wysoki cwaniak. Puchaty ale chudawy kocur. Zdobi go długa, srebrna kryza z nutką bieli na szyi i brzuchu. Ma czarne tygrysie pręgi, szpiczaste uszy, puchaty ogon. Jego oczy są wąskie i w kolorze zieleni.
Towarzyski, rozmowny, kąśliwy, cwaniak, leń, lis vibe [dokładniej w KP]
Dymiący Staw [KG], Wąż [KC] & trupki
Trochę się zdziwił na słowo "pan" ale tylko na chwilę. Kocica najwidoczniej pochodziła z pewnego miejsca gdzie się zwraca do innych trochę inaczej. Czyżby możliwe, że była Pieszczoszką? W sumie mówiłaby o tym jej obroża na szyi.
Uśmiechnął się do niej ciepło gdy ta mu odpowiedziała. - W takim wypadku świetnie, że na siebie natrafiliśmy! Jeszcze nigdy nie spotkałem kota z tak zjawiskowym futrem. Po prostu uczta dla oka. - powiedział ćwierkajaco. Lis uwielbiał być blisko ładnego towarzystwa jak i ładnych rzeczy. Czuł się wtedy sielsko.
Po chwili poznal jej imię i było bardzo oryginalne.
Jej dalsze słowa były niczym kojący śpiew ptaków. Ah... Jak dobrze czasem być w lepszym towarzystwie. - Twoje słowa wielce mnie radują. Wręcz schlebiasz mi, nazywanie mnie najdroższym. Chociaż wszystko jeszcze przed nami! - zaśmiał się lekko. - Oczywiście. Dlatego cieszę się z naszego spotkania. Chyba doskonale rozumiesz jak niekiedy kot pragnie rozmowy z kimś bardziej... fascynującym. Poza tym jestem bardzo ciekawskim kotem, który uwielbia świeże doznania i nowinki.
ㄑ ꔠ ⋮ ZAPRASZAM CIEBIE NA TO SPOTKANIE ୭ ! ✦ . . . . .I wtedywrócisz tudo domupo dziesiątej . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .(ale nic ci się nie stanieuwu) Czyty się zgodzisz?. . . . . . . . . . . . . . . . . . ˏˋ°•*⁀➷ja tego nie wiem.¯\_(ツ)_/¯
To「 nienormalne i nachalne 」z mojejstrony ✧*̥˚alebędzienam jak w niebie*̥˚✧
Na pierwszy rzut oka: z Lasem nie ma nic wspólnego. Na drugi: do lasu jej daleko, ależ jaka to gratka dla oka! Mgławica, w przeciwieństwie do brata, jest filigranowej budowy, osadzona na długich, cienkich łapkach, lecz to dopiero początek różnic między nimi. Istotnie: została obdarzona nie lada urodą: wysublimowaną, finezyjną, wręcz egzotyczną, niespotykaną i tak dalej... Lśniące, starannie wypielęgnowane i gładko przylegające do wysmukłego ciała srebrne futerko - zdaje się - odbija słoneczne promienie lepiej od wodnej tafli. Przyozdobione jest zaś licznymi czarnymi rozetami o regularnym, acz iście fantazyjnym kształcie - zachowując przy tym pełnię harmonii. Urodziwy pysk o prostym nosie (zawsze uniesionym wysoko) w ceglastej barwie, a do pary - para oczu o migdałowatym kształcie, nie mniej niespotykanych, co ich właścicielka. Lewemu - w kolorze jadeitu, towarzyszy drugie błękitne, coby jednak nie było zbyt zwyczajnie - przyprószone jest ono zielonkawymi plamami (heterochromia sektoralna). Jej wysmukła, łabędzia wręcz szyja przyozdobiona jest zaś turkusową obróżką - niezwykle gustowną zresztą! Z kolei subtelność jej kroku jest idealnym wręcz dopełnieniem całej elegancji jej postaci. W dużym skrócie: mieszanka fikuśnych cech tworząca zwięzłą, poukładaną całość. I to jakiej klasy!
Damulka. Pełna egzaltacji panienka z dobrego domu. Kotka z zauważalnie wyższych sfer o nienagannych manierach, o ile wszystko dzieje się zgodnie z jej wolą. Posługuje się nad wyraz wyrafinowanym, wyszukanym słownictwem. Jak zadziera nosa - to najwyżej jak tylko potrafi. Nie stroni od pełnych uprzejmości i frazesów pogawędek, czy niewinnego plotkowania. Imponuje jej piękno, które to samo w sobie jest jej celem; tym, czym jest ona sama i czym się otacza. Ulotna i nieuchwytna. Tylko trochę kapryśna i wcale nienadmiernie próżna. Uosobienie klasy i szukająca podobnego, godnego jej towarzystwa. Swą niezwykłość lubi eksponować i posługiwać się nią na własną korzyść - najlepiej tak, by nie ubrudzić sobie przy tym łapek, czy oleiście połyskującego futerka. Obraca się tylko w godnym jej towarzystwie osiedlowej elity. Bywa nieco histeryczna i cóż, ma skłonności do dramatyzowania, ale jakże łatwo jej to wybaczyć! Mimo wszystko nie można odmówić jej sprytu, czy zaradności. Jest bystra i ciekawa otaczającego ją świata (nierzadko na tyle ciekawska, by wściubiać nos w nieswoje sprawy...). Żyje w swoim własnym, pięknym i wyidealizowanym świecie. Świecie skrojonym pod nią - perfekcyjnym pod każdym względem i może tylko trochę plastikowym. Arystokratka a pełną gębą - nawet jeśli dotyczyłoby to tylko jej osiedla!
Bażancia Łapa, Psia Gwiazda, Zimno [Cień]
- Pełna zgoda! - odparła miękko - Choć nadal uważam, iż jesteś zbyt miły, Lisie! Uczta dla oka... och, skłamałabym, gdybym powiedziała, iż takie komplementy nie są miodem na me serce! Nieprawdą byłoby również powiedzieć, iż sama odpowiednio wcześniej o nie nie zadbałam - piękno wymaga przecież tyle czasu!
Prędko nawiązali nić porozumienia. Łączyło ich uwielbienie piękna. Preferencja do spędzania czasu w znakomitym towarzystwie, czy równie urokliwej scenerii. Umiłowanie do wysublimowanego języka, potrzeba doznawania estetyki w każdej jej postaci. A tak się przynajmniej młodej srebrzystej kotce zdawało - iż natrafiła na kogoś swojego, choć spoza osiedlowych bram.
- Jakże doskonale się składa - odparła - Iż łączy nas tak wiele... i to za sprawą przypadkowego spotkania! Och, chyba niewłaściwym byłoby to nazwać wyłącznie przypadkiem!
Spojrzała prosto w oczy gromowego rozmówcy.
- Świeże nowinki...? - zapytała - Czy w takim razie zasłyszałeś o czymś interesującym w ostatnim czasie? Skąd przychodzisz, drogi? Mam wrażenie, nigdy wcześniej nie spotkałam cię na osiedlu... A to wielka szkoda! Z pewnością to miejsce przypadłoby ci do gustu.
Ot, niewinne plotki, wymiana informacji. Dla uprzejmości - z potrzeby wymiany spostrzeżeń. Nie było w tym przecież nic złego, prawda? Wyłącznie nowinki i nowości.
Wysoki cwaniak. Puchaty ale chudawy kocur. Zdobi go długa, srebrna kryza z nutką bieli na szyi i brzuchu. Ma czarne tygrysie pręgi, szpiczaste uszy, puchaty ogon. Jego oczy są wąskie i w kolorze zieleni.
Towarzyski, rozmowny, kąśliwy, cwaniak, leń, lis vibe [dokładniej w KP]
Dymiący Staw [KG], Wąż [KC] & trupki
Nie mógł powstrzymać kiwania głową na każde wypowiedziane słowo Mgławicy. Jak dobrze, że ktoś na tym świecie go rozumiał! Cudownie! Wręcz bajecznie! - Myślisz, że nasze ścieżki się ze sobą złączyły za sprawą... przeznaczenia? - zapytał. Kto wie, może faktycznie tak było! A nawet Gwiezdni mogli maczać w tym palce.
Piękna kocica zaczęła go obsypywać różnymi pytaniami. Lis ledwo złapał je wszystkie. - Spokojnie moja droga, już Ci odpowiadam. - mruknął. - Pewnie to Cię zdziwi, ale nie pochodze z osiedla. Wręcz pierwszy raz słyszę o tym miejscu. - odpowdział jej wpierw na pytanie o jego pochodzeniu. - Należę do pewnego klanu, zwanym Klanem Gromu. To tam żyje wraz z innymi kotami. - powiedział jaśniej. - Co do nowinek to mam ich pełno ale wydaje mi się, że sam fakt skąd pochodzę mógł być dla ciebie nie lada sensacją. - odpowiedział na kolejne pytanie. - Jeżeli mogę spytać... Czemu osiedle by mnie zaciekawiło? Macie tam takie cudne...ozdoby? Takie jak na twojej szyi? - zapytał po czym wskazał łapą na obroże Mgławicy. - Uwielbiam różne błyskotki i inne ładne rzeczy, które mogłyby przyozdobić mi futro. - uśmiechnął się delikatnie.
ㄑ ꔠ ⋮ ZAPRASZAM CIEBIE NA TO SPOTKANIE ୭ ! ✦ . . . . .I wtedywrócisz tudo domupo dziesiątej . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .(ale nic ci się nie stanieuwu) Czyty się zgodzisz?. . . . . . . . . . . . . . . . . . ˏˋ°•*⁀➷ja tego nie wiem.¯\_(ツ)_/¯
To「 nienormalne i nachalne 」z mojejstrony ✧*̥˚alebędzienam jak w niebie*̥˚✧
niska, szczupła, długowłosa biało-niebieska cętkowana kotka o niebieskich oczach
Jej imię zdecydowanie nie oddaje istoty jej charakteru. Woda nie należy do najspokojniejszych kotów - ciężko jej siedzieć w jednym miejscu, gdy może robić tyle innych rzeczy! Podejmie wszelkie wyzwanie o ile ktoś najedzie jej na ambicje tekstem typu "na pewno nie dasz sobie rady!" albo "ah tak? a jeże zaczną latać". Mimo, iż jest dopiero kociakiem, już teraz widać, że zaczyna mówić, co myśli... a to nie zawsze jest pozytywne. Z reguły raczej nie jest pozytywne, gdyż marudny charakter jej ojca, przeszedł na nią. Potrafi również się odgryźć, jeśli ktoś skieruje wobec niej nieprzyjemny komentarz. Szybciej robi niż myśli i potrzebuje obok siebie kogoś, kto będzie ją hamować w przeróżnych, głupich pomysłach.
Tak jak uzgodniłam z Nocnym Szkwałem - zamierzałam znaleźć Migoczącą Łapę i z nią porozmawiać. Chciałam wiedzieć, jak Ogień się przy niej zachowuje. Czy jest bardziej pewny siebie przy niej, a może nie? Jeśli ona byłaby bodźcem do tego, aby Ogień przestał myśleć o sobie tak negatywnie, to byłam gotowa nawet ją porwać i zaciągnąć do Klanu Rzeki siłą.
Dlatego też znalazłam się przy Czterech Dębach, wskakując na wielki głaz, który znajdował się jakoś po środku. Może będę miała na tyle szczęścia i kotka tu przyjdzie? Oby.
Księżyce: 58 Mistrz: Kozia Gwiazda, Błękitne Bajorko Płeć: Kocur Zaimki: twoja/stara Matka: Jaskółka by chance, Kozia Gwiazda by choice Ojciec: Bolinoga - bio dad, Kudłaty Obłok - dad who stepped up Partner: łobuz kocha najbardziej Trwałe urazy: blizna po dziobnięciach nad okiem, blizna na prawym policzku, ślady po lisich kłach na szyi, odgryziony kawałek ucha; częsty zanik czucia w łapie po złamaniu, brak możliwości poruszania kostką, ból nadgarstka przy zmianie pogody oraz ból przy dużym wysiłku; rozdarta skóra na czubku głowy - ZAKOLE Urazy mechaniczne: -2Zr, -2Sz na stałe (powód: złamanie nadgarstka)
Księżyce: 58 Mistrz: Kozia Gwiazda, Błękitne Bajorko Płeć: Kocur Zaimki: twoja/stara Matka: Jaskółka by chance, Kozia Gwiazda by choice Ojciec: Bolinoga - bio dad, Kudłaty Obłok - dad who stepped up Partner: łobuz kocha najbardziej Trwałe urazy: blizna po dziobnięciach nad okiem, blizna na prawym policzku, ślady po lisich kłach na szyi, odgryziony kawałek ucha; częsty zanik czucia w łapie po złamaniu, brak możliwości poruszania kostką, ból nadgarstka przy zmianie pogody oraz ból przy dużym wysiłku; rozdarta skóra na czubku głowy - ZAKOLE Urazy mechaniczne: -2Zr, -2Sz na stałe (powód: złamanie nadgarstka)
Jaki z charakteru, taki i z wyglądu lisi. Po tacie.
Wyrósł chłopak wysoki jak dąb, nieprzeciętnie wręcz - no właśnie - tyczkowaty, bo objętości wszerz to mu natura poskąpiła - orientalna budowa. Na ciele Paliwody dopatrzyć się można przebijającego się przez skórę zarysu kręgosłupa, czy kości miednicy, dobrze, że tę kocią marność długie futro przykrywa, bo całość wychodziłaby dość zaostrzona i kanciasta. I to jakie futro! Jak anielskie włosy... jasne, z paluszkiem prawej łapy skąpanym w bieli; tylko pyszczek ma ognisty, płomienisty, rudy - gdzie też ujawniają się jego tygrysie pręgi, jak pioruny na wzburzonym niebie, okalające całość (flame lynx point). Płomienie te i rudość sięgają również jego uszu oraz łap. Z tego klinowatego pyszczka, o nosie szlachetnie prostym i wyraźnie zarysowanych kościach jarzmowych, spoglądają oczy... och, i jakież to ślepia! Łagodne, poczciwe, o kształcie migdału i w pięknym szafirowym kolorze... każdy w końcu widzi to, co chce widzieć. Harmonię tylko te pokrzywione jak antenki stojące wąsy nieco psują, mała fabryczna wada, ot co - uroku tylko dodaje. Postawione na sztorc uszy, trójkątne i górujące jak u nietoperza, ogon jak lisia ruda kita. Grzbiet wyciągnięty, łapy niebotycznie długie. Krok za to ma dziarski, pełen energii, werwy i żywiołu. Na pierwszy rzut oka widać, że to takie narwane. A na drugi to już nie ma co do tego wątpliwości, dobrze, że tym uroczym szczurzym pyskiem nadrabia za całe zło świata!
Imię zobowiązuje. Paliwoda to... istny paliwoda. Kot w gorącej wodzie kąpany, narwany taki, choleryczny trochę, ale chłopak dobry, potrafi 'dzień dobry' powiedzieć i przez ruchliwą drogę przeprowadzić, o ile takie przedsięwzięcie w jakikolwiek sposób mu się opłaca, wszak samotnicze życie nauczyło go merkantylnego podejścia do codzienności. Street smart, bystry, sprytny, ale też i przebiegły, wycwaniony, cyniczny, osiedlowy filozof, jak mu się zachce coś od serca powiedzieć. I tak samo, jak Pędziwiatr, niekiedy maniery to ma nienaganne, potrafi czarować, łagodne spojrzenie, miły uśmiech i słówka jak miód słodkie... ale z reguły to pluje pod łapy i plag egipskich życzy. Bywa gwałtowny, porywczy, ale i lekkomyślny. Lekkoduch z niego jak mało kto. Najtrafniej jednak byłoby nazwać go małym łotrzykiem, nieszkodliwym takim, co najwyżej mysz ci zwędzi. Trochę blagier, trochę łgarz, ale, musicie dać wiarę, chłopak w sercu niewinny jak jagnię, tylko taki... niesforny trochę. Z problemami, dzieciństwo miał trudne. Z wiekiem mu przejdzie.... miejmy nadzieję!
Ktoś tam, jakiś typ, imienia nie pamiętał, ale tę mordę taką bez wyrazu już tak, mu kazał iść w prawo. No to poszedł w lewo, a co. Grzeczniej się nie dało poprosić?
No i poszedł... gdzieś. Chyba się kręcili tu w okolicy raz, jak z Kozią Skarpą tam był. Doborowe towarzystwo, nie ma co. W każdym razie nawet jak się za wiele w głowie nie miało, to mięśnie pamiętały. Do domu wróci, raczej. Prędzej, czy później.
Może by i teraz tam trafił, ale zamiast tego napotyka kogoś. Kobietę jakąś, niebieską, jak z wody wyjętą, ale i wodą cuchnącą. Z wody ją dopiero wyciągnęli, czy co? Jakby się uprzeć, to on też był, trochę niby woda, ale i ogień, bo pali. Ale to taka dygresja.
- BUUU. - mówi - Pewnie myślała, że to duch jakiś, a to ja tylko.
Siada niedaleko. Bez zaproszenia, bo sie wprasza.
- A co ty tak ten, sama siedzisz? - pyta - Znaczy teraz już nie sama, nie? Dziękować mi za to powinnaś. Dobre towarzystwo masz teraz.
Narzekać nie mogła. A on siedzi i myśli. Tylko jej uśmiech posyła. Pokraczny trochę.
niska, szczupła, długowłosa biało-niebieska cętkowana kotka o niebieskich oczach
Jej imię zdecydowanie nie oddaje istoty jej charakteru. Woda nie należy do najspokojniejszych kotów - ciężko jej siedzieć w jednym miejscu, gdy może robić tyle innych rzeczy! Podejmie wszelkie wyzwanie o ile ktoś najedzie jej na ambicje tekstem typu "na pewno nie dasz sobie rady!" albo "ah tak? a jeże zaczną latać". Mimo, iż jest dopiero kociakiem, już teraz widać, że zaczyna mówić, co myśli... a to nie zawsze jest pozytywne. Z reguły raczej nie jest pozytywne, gdyż marudny charakter jej ojca, przeszedł na nią. Potrafi również się odgryźć, jeśli ktoś skieruje wobec niej nieprzyjemny komentarz. Szybciej robi niż myśli i potrzebuje obok siebie kogoś, kto będzie ją hamować w przeróżnych, głupich pomysłach.
Aż wyciągnęłam pazury, kiedy to znikąd pojawił się nieznajomy, młodszy kocur. Zaraz potem jednak szybko je schowałam, starając się wygładzić futro na piersi. Okropne. Nie chciałam wyjść na tchórza przed nieznajomym z... Klanu Cienia. Sądząc po tym, jak pachniał. Moczary, bagna... Trochę śmierdzący odór.
- Cześć, Duchu - miauknęłam, delikatnie przekrzywiając głowę w bok i starając się brzmieć w miarę miło, mimo... Niechęci, jaką poczułam przez tą niezwykle niemiłą niespodziankę z początku. - Liczyłam, że spotkam tutaj znajomą. Migocząca Łapa się nazywa. - dodałam, jeszcze - Jestem Płotkowy Potok, bardzo mi miło. - wymyśliłam imię. Nie chciałam, aby Duch przekazał to Migoczącej Łapie, a ona by zdążyła przekazać to Ogniowi. Od razu by wiedział, kim jest Wodny Wir! - No, a ty? Co tutaj robiłeś sam, bez mojego towarzystwa?
Księżyce: 58 Mistrz: Kozia Gwiazda, Błękitne Bajorko Płeć: Kocur Zaimki: twoja/stara Matka: Jaskółka by chance, Kozia Gwiazda by choice Ojciec: Bolinoga - bio dad, Kudłaty Obłok - dad who stepped up Partner: łobuz kocha najbardziej Trwałe urazy: blizna po dziobnięciach nad okiem, blizna na prawym policzku, ślady po lisich kłach na szyi, odgryziony kawałek ucha; częsty zanik czucia w łapie po złamaniu, brak możliwości poruszania kostką, ból nadgarstka przy zmianie pogody oraz ból przy dużym wysiłku; rozdarta skóra na czubku głowy - ZAKOLE Urazy mechaniczne: -2Zr, -2Sz na stałe (powód: złamanie nadgarstka)
Księżyce: 58 Mistrz: Kozia Gwiazda, Błękitne Bajorko Płeć: Kocur Zaimki: twoja/stara Matka: Jaskółka by chance, Kozia Gwiazda by choice Ojciec: Bolinoga - bio dad, Kudłaty Obłok - dad who stepped up Partner: łobuz kocha najbardziej Trwałe urazy: blizna po dziobnięciach nad okiem, blizna na prawym policzku, ślady po lisich kłach na szyi, odgryziony kawałek ucha; częsty zanik czucia w łapie po złamaniu, brak możliwości poruszania kostką, ból nadgarstka przy zmianie pogody oraz ból przy dużym wysiłku; rozdarta skóra na czubku głowy - ZAKOLE Urazy mechaniczne: -2Zr, -2Sz na stałe (powód: złamanie nadgarstka)
Jaki z charakteru, taki i z wyglądu lisi. Po tacie.
Wyrósł chłopak wysoki jak dąb, nieprzeciętnie wręcz - no właśnie - tyczkowaty, bo objętości wszerz to mu natura poskąpiła - orientalna budowa. Na ciele Paliwody dopatrzyć się można przebijającego się przez skórę zarysu kręgosłupa, czy kości miednicy, dobrze, że tę kocią marność długie futro przykrywa, bo całość wychodziłaby dość zaostrzona i kanciasta. I to jakie futro! Jak anielskie włosy... jasne, z paluszkiem prawej łapy skąpanym w bieli; tylko pyszczek ma ognisty, płomienisty, rudy - gdzie też ujawniają się jego tygrysie pręgi, jak pioruny na wzburzonym niebie, okalające całość (flame lynx point). Płomienie te i rudość sięgają również jego uszu oraz łap. Z tego klinowatego pyszczka, o nosie szlachetnie prostym i wyraźnie zarysowanych kościach jarzmowych, spoglądają oczy... och, i jakież to ślepia! Łagodne, poczciwe, o kształcie migdału i w pięknym szafirowym kolorze... każdy w końcu widzi to, co chce widzieć. Harmonię tylko te pokrzywione jak antenki stojące wąsy nieco psują, mała fabryczna wada, ot co - uroku tylko dodaje. Postawione na sztorc uszy, trójkątne i górujące jak u nietoperza, ogon jak lisia ruda kita. Grzbiet wyciągnięty, łapy niebotycznie długie. Krok za to ma dziarski, pełen energii, werwy i żywiołu. Na pierwszy rzut oka widać, że to takie narwane. A na drugi to już nie ma co do tego wątpliwości, dobrze, że tym uroczym szczurzym pyskiem nadrabia za całe zło świata!
Imię zobowiązuje. Paliwoda to... istny paliwoda. Kot w gorącej wodzie kąpany, narwany taki, choleryczny trochę, ale chłopak dobry, potrafi 'dzień dobry' powiedzieć i przez ruchliwą drogę przeprowadzić, o ile takie przedsięwzięcie w jakikolwiek sposób mu się opłaca, wszak samotnicze życie nauczyło go merkantylnego podejścia do codzienności. Street smart, bystry, sprytny, ale też i przebiegły, wycwaniony, cyniczny, osiedlowy filozof, jak mu się zachce coś od serca powiedzieć. I tak samo, jak Pędziwiatr, niekiedy maniery to ma nienaganne, potrafi czarować, łagodne spojrzenie, miły uśmiech i słówka jak miód słodkie... ale z reguły to pluje pod łapy i plag egipskich życzy. Bywa gwałtowny, porywczy, ale i lekkomyślny. Lekkoduch z niego jak mało kto. Najtrafniej jednak byłoby nazwać go małym łotrzykiem, nieszkodliwym takim, co najwyżej mysz ci zwędzi. Trochę blagier, trochę łgarz, ale, musicie dać wiarę, chłopak w sercu niewinny jak jagnię, tylko taki... niesforny trochę. Z problemami, dzieciństwo miał trudne. Z wiekiem mu przejdzie.... miejmy nadzieję!
Patrzy, jak łapy tamtej falują i momentalnie na ich końcach pojawiają się ostrza. Pazury. No to nieźle.
Niby ich stary uczył, jak się bić, ale z jakim skutkiem. Z takim, że pierwszy umarł. W sensie... nie z powodu walki, ale to chyba nie przypadek. Jak mu taka lala nakopie, to wstyd się później w okolicy pokazywać. Dobre sobie, że go baba pokonała. Miał błagać o wybaczenie, pokazać swoje powykrzywiane kły, pyskować, uciekać, ale w końcu ta schowała narzędzie potencjalnej zbrodni, a on odetchnął z ulgą. I tak można rozmawiać.
- A tam duch zaraz, przesadzasz. Ale czaisz, tam w tym Klanie mają takiego no, nie ducha. Zjawę jakąś? Widmo, Marę? No, czaisz, coś w tym typie. Śmieszne, nie? Łazi nawet jak takie nie z tego świata. Strasznie dziwny typ. Ale ja jestem swój kot, Bażant, Paliwoda, jak ci się widzi, lala.
A że tamta przyjazna, to i on bliżej zasiada. Pewniej się czuje, od razu lepiej. I tak ma być.
- Migocząca Łapa? Aaa, nie znam chyba, a kto to? Jak nie przyszła, to jakaś taka słaba koleżanka, nie? Do takiej kotki, to i ja bym przyszedł. No, z chęcią nawet. Płotkowy Potok... no, Rybcia. Ma sens, śmierdzisz wodą, nie? W sensie... w dobrym sensie. No, miło poznać też. Bardzo miło.
Patrzy na rozmówczynię i posyła jej uśmiech. Miły nawet, bo i ona miła, to czemu nie?
- A ja sobie tak... przyszedłem, no i tyle. Bo mi taki jeden typ, Orli Szpon, kazał iść w tę stronę, to se poszedłem w drugą. Nie będzie mi byle szczur warunków dyktować, bo tak. Bo nie i tyle, co nie? A skąd ty jesteś w ogóle? Gdzieś tu mieszkasz, w okolicy? Ładna pogoda, no nie?
O wszystkim można pogadać, pogawędzić. I dzień od razu lepszy, milszy się staje. I tak ma być.
niska, szczupła, długowłosa biało-niebieska cętkowana kotka o niebieskich oczach
Jej imię zdecydowanie nie oddaje istoty jej charakteru. Woda nie należy do najspokojniejszych kotów - ciężko jej siedzieć w jednym miejscu, gdy może robić tyle innych rzeczy! Podejmie wszelkie wyzwanie o ile ktoś najedzie jej na ambicje tekstem typu "na pewno nie dasz sobie rady!" albo "ah tak? a jeże zaczną latać". Mimo, iż jest dopiero kociakiem, już teraz widać, że zaczyna mówić, co myśli... a to nie zawsze jest pozytywne. Z reguły raczej nie jest pozytywne, gdyż marudny charakter jej ojca, przeszedł na nią. Potrafi również się odgryźć, jeśli ktoś skieruje wobec niej nieprzyjemny komentarz. Szybciej robi niż myśli i potrzebuje obok siebie kogoś, kto będzie ją hamować w przeróżnych, głupich pomysłach.
- Lala? - mruknęłam, przekrzywiając głowę w bok. Nie wiedziałam co to znaczy, ale nie brzmiało jakoś bardzo... pozytywnie. Nie podobało mi się. Czułam się nie komfortowo z tym, jak do mnie mówił, ani gdy usiadł nieco bliżej mnie. Napięłam się cała. Matka mnie ostrzegała przed takimi, a ja nie zamierzałam pozwolić na to, abym skończyła jak Mucha! Nie będę rodzić żadnych kociąt.
- Pachniesz jak ona. W sensie, Klanem Cienia. Nie znasz kotów z własnego klanu? - zapytałam nieco zdziwiona i zaintrygowana. Jak tak można było nie znać członków klanu. Nawet jeśli ze wszystkimi w Klanie Rzeki nie rozmawiałam, to znałam chociaż ich imiona. Nie zareagowałam na to, że śmierdzę wodą. Inne klany tego po prostu nie rozumiały.
- A, czyli jesteś typem buntownika. - zaśmiałam się lekko, starając się nieco wyluzować. Dobra, on mi nic przecież nie zrobi - Z Klanu Rzeki. Tu, po drugiej stronie. I no, ładna. Ale zaraz się zrobi zimniej. Pewnie na jakiś czas zrezygnuję z polowań, aby łowić ryby.
Księżyce: 58 Mistrz: Kozia Gwiazda, Błękitne Bajorko Płeć: Kocur Zaimki: twoja/stara Matka: Jaskółka by chance, Kozia Gwiazda by choice Ojciec: Bolinoga - bio dad, Kudłaty Obłok - dad who stepped up Partner: łobuz kocha najbardziej Trwałe urazy: blizna po dziobnięciach nad okiem, blizna na prawym policzku, ślady po lisich kłach na szyi, odgryziony kawałek ucha; częsty zanik czucia w łapie po złamaniu, brak możliwości poruszania kostką, ból nadgarstka przy zmianie pogody oraz ból przy dużym wysiłku; rozdarta skóra na czubku głowy - ZAKOLE Urazy mechaniczne: -2Zr, -2Sz na stałe (powód: złamanie nadgarstka)
Księżyce: 58 Mistrz: Kozia Gwiazda, Błękitne Bajorko Płeć: Kocur Zaimki: twoja/stara Matka: Jaskółka by chance, Kozia Gwiazda by choice Ojciec: Bolinoga - bio dad, Kudłaty Obłok - dad who stepped up Partner: łobuz kocha najbardziej Trwałe urazy: blizna po dziobnięciach nad okiem, blizna na prawym policzku, ślady po lisich kłach na szyi, odgryziony kawałek ucha; częsty zanik czucia w łapie po złamaniu, brak możliwości poruszania kostką, ból nadgarstka przy zmianie pogody oraz ból przy dużym wysiłku; rozdarta skóra na czubku głowy - ZAKOLE Urazy mechaniczne: -2Zr, -2Sz na stałe (powód: złamanie nadgarstka)
Jaki z charakteru, taki i z wyglądu lisi. Po tacie.
Wyrósł chłopak wysoki jak dąb, nieprzeciętnie wręcz - no właśnie - tyczkowaty, bo objętości wszerz to mu natura poskąpiła - orientalna budowa. Na ciele Paliwody dopatrzyć się można przebijającego się przez skórę zarysu kręgosłupa, czy kości miednicy, dobrze, że tę kocią marność długie futro przykrywa, bo całość wychodziłaby dość zaostrzona i kanciasta. I to jakie futro! Jak anielskie włosy... jasne, z paluszkiem prawej łapy skąpanym w bieli; tylko pyszczek ma ognisty, płomienisty, rudy - gdzie też ujawniają się jego tygrysie pręgi, jak pioruny na wzburzonym niebie, okalające całość (flame lynx point). Płomienie te i rudość sięgają również jego uszu oraz łap. Z tego klinowatego pyszczka, o nosie szlachetnie prostym i wyraźnie zarysowanych kościach jarzmowych, spoglądają oczy... och, i jakież to ślepia! Łagodne, poczciwe, o kształcie migdału i w pięknym szafirowym kolorze... każdy w końcu widzi to, co chce widzieć. Harmonię tylko te pokrzywione jak antenki stojące wąsy nieco psują, mała fabryczna wada, ot co - uroku tylko dodaje. Postawione na sztorc uszy, trójkątne i górujące jak u nietoperza, ogon jak lisia ruda kita. Grzbiet wyciągnięty, łapy niebotycznie długie. Krok za to ma dziarski, pełen energii, werwy i żywiołu. Na pierwszy rzut oka widać, że to takie narwane. A na drugi to już nie ma co do tego wątpliwości, dobrze, że tym uroczym szczurzym pyskiem nadrabia za całe zło świata!
Imię zobowiązuje. Paliwoda to... istny paliwoda. Kot w gorącej wodzie kąpany, narwany taki, choleryczny trochę, ale chłopak dobry, potrafi 'dzień dobry' powiedzieć i przez ruchliwą drogę przeprowadzić, o ile takie przedsięwzięcie w jakikolwiek sposób mu się opłaca, wszak samotnicze życie nauczyło go merkantylnego podejścia do codzienności. Street smart, bystry, sprytny, ale też i przebiegły, wycwaniony, cyniczny, osiedlowy filozof, jak mu się zachce coś od serca powiedzieć. I tak samo, jak Pędziwiatr, niekiedy maniery to ma nienaganne, potrafi czarować, łagodne spojrzenie, miły uśmiech i słówka jak miód słodkie... ale z reguły to pluje pod łapy i plag egipskich życzy. Bywa gwałtowny, porywczy, ale i lekkomyślny. Lekkoduch z niego jak mało kto. Najtrafniej jednak byłoby nazwać go małym łotrzykiem, nieszkodliwym takim, co najwyżej mysz ci zwędzi. Trochę blagier, trochę łgarz, ale, musicie dać wiarę, chłopak w sercu niewinny jak jagnię, tylko taki... niesforny trochę. Z problemami, dzieciństwo miał trudne. Z wiekiem mu przejdzie.... miejmy nadzieję!
- A ty co taka napięta, hę? - rzuca w przestrzeń, ale w sumie to nie chce wiedzieć. - Że taki ja jestem wyględny, że się wstydzisz, czy jak? No, nic nowego, jeśli o mnie chodzi, ale zluzowałabyś, nie ma co, co nie? Kija ci chyba nikt nigdzie nie wpakował, w sensie, nie życzę ci tego, czy coś. I w ogóle nikomu, nic przyjemnego pewnie, nie?
Po co się było denerwować? Po nic chyba. Złość piękności szkodziła, rozumowi też. A on się rzadko wpieniał i efekty były widoczne, namacalne.
- No, no wiem. Czujesz, nie? - mruczy, nawet nieco z siebie dumny. Cienias jak nic, nikt mu tego nie odbierze. - Ale co to ja jestem, że każdego znać mam? Może i jest taka, kto wie. Jak ją znasz, to co ona, sławna jakaś? Ale co trzeba, to zrobię, na równego chłopa trafiłaś. Przekazać coś mam, czy jak?
Uśmiecha się szelmowsko i lustruje tamtą wzrokiem od łap do czubka głowy. On to miał gadane, nie ma co. Każdą rybkę złowi, choć niedosłownie.
- No, można tak powiedzieć. - przechwala się - Ale dla ciebie, mała, mogę być każdym typem. Nawet twoim, no. A co wy tam robicie w tym Klanie Rzeki? Ciekawego coś? Ty, a wiesz, że ja umiem pływać?! Ha, a ty? Zazdrościsz, co? Nie no, żartuję tak sobie tylko... nie?
Uśmiecha się szerzej.
- I łowić umiem! Może połowimy, co? Kiedyś, razem, czy coś. A może ja złowię taką rybkę, jak ty, co, hę?? Nie no, żartuję se tylko, czaisz? Może innym razem... No, a wracając do tej Migoczącej Łapy, to o co cho? Skąd się znacie, czy coś... hę?
Łowić i pływać już potrafił, a w innych sztukach musiał się jeszcze podszkolić... ale chyba szło mu całkiem nieźle, prawda?
Księżyce: 54 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: kocur Matka: Płochy Świetlik, Krokusowy Pląs Ojciec: nie robimy tego tutaj
Kocur wielkości nieco powyżej przeciętnej. Dobrze zbudowany, atletyczny, o eleganckich ruchach. Ma długie, płowe, tygrysio pręgowane futro. Zawsze zadbane, bez kołtunów i wplątanych patyczków czy innych brudów, choć często lekko potargane. Ma zwyczajnej długości pysk i okrągłe, dobre oczy, posiadające jasno-niebieski kolor, odziedziczony wprost po matce, Krokusowym Pląsie. Jego futro ma białe znaczenia widoczne tylko na stopach tylnych łap.
Sympatyczny, energiczny, pełen zapału, śmieszek, odważny, empatyczny ale: wybuchowy, mściwy, łatwo wpada w gniew, bardzo uparty. Więcej w KP.
Wykorzystał nieco okazję na spędzenie czasu samemu. Nie sądził, że może się to udać, ale podczas patrolu poprosił o możliwość obejrzenia dokładniej Czterech Dębów i wojownik, z którym na tym patrolu był, o dziwo się zgodził, obiecując Paziową Łapę z tego miejsca odebrać, kiedy będzie wracał. Może też chciał trochę pochodzić sam ze swoimi myślami, bez rozgadanego terminatora wiecznie u swojego boku. Całkiem możliwe, pomyślał płowy śmiejąc się w duchu.
Wskoczył gładko na skałę i machnął energicznie ogonem, rozkoszując się odrobiną wolności, którą rzucił mu los. Było jeszcze dość wcześnie rano (patrol, do którego go przydzielono, był pierwszym tego dnia), a pogoda wyjątkowo dopisywała: nie wiało, a z nieba nie padał ani deszcz ani śnieg, co łącznie z nienajgorszą temperaturą sprawiło, że można było poczuć się całkiem swobodnie. Cieszył się, że udało mu się nie poślizgnąć, wskakując na skałę. A nuż ktoś obserwował go z daleka? W takiej sytuacji mógł po prostu stać, obserwując okolicę.
Chciał kogoś spotkać. Bardzo liczył, że w tym czasie, który dał mu wojownik, będzie w stanie przeprowadzić jakąś ciekawą rozmowę i nawiązać nową znajomość. Może nawet taką, która pozwoli na jakiś czas odgonić uporczywe myśli o Ślimaczej Łapie?