Dość duży choć szczupły, lekko zbudowany kocur o gładkiej sierści. Oczy zadziwiające, niezwykłe, o głęboko orzechowej barwie. Lekko postrzępione prawe ucho i cienka długa blizna ciągnąca się po prawym boku od kręgosłupa, poprzez żebra aż do brzucha. Wyraźne oznaki siwizny widoczne na pyszczku i świadczące o zaawansowanym wieku kota przed śmiercią. Futro miedziano rude poprzecznie prążkowane czarnym pigmentem. Wierzch głowy, grzbiet oraz pyszczek wyraźnie ciemniejsze- czarna pręga wzdłuż kręgosłupa oraz końcówka ogona. Spód ciała nieco jaśniejszy.
To typ który nigdy nie mówi niczego wprost. Jest tajemniczy, małomówny, stoicko spokojny i cierpliwy. Nie ma sposobu rozszyfrowania go, a tym bardziej wyciągnięcia z niego jakiejkolwiek informacji.
Pofałdowany teren rozciągający się pomiędzy Siedliskiem Koni a znajdującymi się na terenach klanu Gromu Strzelistymi Sosnami; nie jest on szczególnie rozległy, nie znajduje się tu nawet nic ciekawego poza tym, że grunt jest lekko pagórkowaty. Wzniesienia porasta trawa, która potrafi zakryć niższe koty w całości.
Mistrz: Życie Płeć: kocur Matka: Splątane futerko [NPC] Ojciec: Waniuszka [NPC] Trwałe urazy: Blizny: Lewy policzek :: Naderwane lewe ucho :: Lewa Łapa :: Lewy bok :: Ogon
Rudy pręgowany kocur o sporej masie, barczystej budowie i zarysowanych pod futrem mięśniach. Futro ma kolor płomienno-pomarańczowy, o klasycznym pręgowaniu i widać częściowo po jego stanie trudności jakie go spotkały w życiu. W okolicach pyska, piersi, łap i końcówki ogona pojawiają się jaśniejsze odcienie, przechodzące nawet w biel. Oczy kocura są koloru zieleni. Ciało Dyni pokryte jest licznymi bliznami z walk. Najbardziej widoczne znajdują się na lewym policzku, urwanym kawałku prawego ucha, lewej przedniej łapie, jednej stronie żeber i ogonie. Na ciele dyni także zaczęły się pokazywać efekty jego wieku, w postaci nielicznych srebrnych włosów na futrze.
Kocur jest zahartowany przez trudne warunki. Jest poniekąd znieczulony na brutalną rzeczywistość i dość cyniczny. Nie łatwo także otwiera się przed obcymi, póki nie zdobędą jakoś jego zaufania lub szczególnej fascynacji. Jednakże Dynia pozostał kotem o dużej determinacji i specyficznej osobowości. Ceni sobie lojalność i determinację u innych. Ceni sobię także różnorodność wiedzy, jaką zyskał przez własne doświadczenia i pozostaje przy zdaniu że każdy kot może wnieść coś wartościowego.
Mrucząca Łapa [KW], Powojnik [KG]
Ten spacerek okazał się być o wieeeeleeee dłuższy, niż mogłoby się wydawać. A miał tylko przejść się do granicy...będzie fajnie mówili...
Nie wiedział już ile czasu minęło, nim zostawił stare tereny za sobą. Gorycz jaką wtedy czuł, gdy odnalazł stare ziemie, bez śladu jakiegokolwiek kota, nadal wywoływała w nim mdłości. Był skazany na samotne tułanie się, z okazjonalnym zamienieniem słów z innymi kotami. To nie było tak, że on sobie po prostu odszedł, bo chciał. Jego orientacja w terenie nie była nigdy najlepsza. Ale przynajmniej miał jakąś wymówkę, gdyby jednak się udało. Liczył na to że kiedyś się uda. Że kiedyś spotka jakiś znajomy pyszczek. W końcu nie może się tułać przez wieki, prawda? Wygląda na to że udało mu się znaleźć wyjście na nowe, nieznane mu tereny, jednak kompletnie nie wiedział czego się spodziewać. Jeden z miastowych, mających w sobie odrobinkę życzliwości, nie wypranej życiem na ulicy, wskazał mu jakiś bardzo ogólny kierunek, gdzie ostatnio widziano większą grupę kotów, pachnących lasem. Jednak przeprawa przez całe miasto trwała długo. Potem dotarł do mniej zabudowanych terenów, gdzie z daleka widział jakieś zwierzęta, o których do tej pory nie słyszał. Takie bardzo duże, z gęstymi grzywami i ogonami. Chyba był to jakiś rodzaj trzymany przez dwunogi...
Opuścił Siedliska kopytnych, jednak nadal nie wiedział gdzie szukać. Zmęczony i nieco zrezygnowany usiadł na pagórku, obserwując okolicę zielonymi oczyma.
/Ktoś z Cienia...pls... :') Dynia nie zna dokładnego położenia klanów i nawet nie jest pewny jak blisko są. Można raczej tylko uznać że ledwie wyszedł z terenów zamieszkanych przez ludzi./
Najmniejsza kotka w całej okolicy ( trust me, coś mniejszego nie byłoby w stanie się urodzić ), bardzo niska, o nieproporcjonalnie długim tułowiu i lodowobłękitnych ślepiach, w dodatku pokryta puchatą, śnieżnobiałą sierścią. Wibrysy ma lekko uniesione ku górze na samych ich końcach, uszy bardzo malutnkie, zaś nos i poduszki łap - jasnoróżowe. Natura nie mogła chyba wymyślić czegoś o bardziej urokliwym i niewinnym wyglądzie.
Radość! Radość i miłość dla wszystkich o dobrych i czystych serduszkach - czyli dosłownie dla każdego! Trzeba być miłym, nie wolno sprawiać nikomu przykrości, trzeba nawiązywać rozmowę i łączyć niemożliwe do połączenia dla większości fakty, na wszystkie zadane szybko pytania bądź też pytania, na które powinno odpowiadać się wieloma zdaniami reagując jednym gigantycznym, przepełnionym entuzjazmem głosikiem wiecznie podekscytowanej kotki. A jeśli ktoś rzuca się na cienistego, albo w ogóle na innego kota, jeśli oboje nie są cienistymi, to trzeba go zwyzywać i zagrozić mu tym, że urwie się mu ogon i wsadzi się go w jedno ucho, tak, żeby wyszedł drugim - nawet, jeśli jest jakimś tam psem, który ogona nie posiada!
No i pamiętajcie, każdemu, dosłownie każdemu, trzeba ufać, bo każdy jest przyjacielem! A już zwłaszcza cieniści!
W okolicy zamajaczył kształt białej kotki, która szła sobie beztrosko, podziwiając piękno wszelakich kwiatków. Kiedy nadszedł moment, kiedy ona sama przestała się AŻ tak bać po tym wszystkim, czego naopowiadał jej Chmielograb, kiedy ułożyła sobie sprawy z Bagienną Trzciną i kiedy akurat trafiła się jej DŁUGA chwila wolnego czasu, z uśmiechem na pyszczku wyruszyła sobie na długi spacer. Po pierwsze chciała znaleźć te całe stokrotki, o ktorych opowiedziala jej terminatorka z Klanu Wichru, którą poznała podczas spaceru... nie, podczas ucieczki. Wtedy to banda cienistych wtrąciła się do jej kłótni z mistrzynią, zmieniając ją w... w coś złego. Bardzo złego. Nie chciała o tym myśleć. Nie. Wybrała się na spacer, żeby na chwilę zostawić to wszystko za sobą, przemyśleć wszystko to, co powiedził jej Motylek i co powiedział jej Chmielograb, oraz żeby ochłonąć - myśl o tym, że cały klan cienia ją oszukiwał i fakt, że mogła zawieść swoją mistrzynię, która nigdy by jej nie wybaczyła, stresował ją TAK BARDZO, że wyraźnie wychudła, jedząc dość mało. Była jak niski patykokotek pokryty dużą ilością futra, ale powoli zaczynała jednak trochę przybierać na wadze po tym, gdy wznowiła swoje treningi. Powoli, bo przecież ona sama była bardzo maleńka, więc zbędne kilogramy nietrudno było nadrobić. Teraz zaś nadrabiała swoje zaległości w wiedzy botanicznej - chyba znalazła te kwiatki, o których mówiła jej przyjaciółka! Miały żółty środek i białe płatki i były takie... takie piękne! Uśmiechnęła się szeroko, wskakując pomiędzy nie i biegnąc przed siebie, co chwila zawracając i biegnąc znowu, zupełnie, jak mały kociak - to miejsce było TAKIE PIĘKNE! Niestety, nie zauważyła Dyni, jednakże ona sama była bardzo łatwa do zauważenia - niewielka, szybko poruszająca się biała plamka skacząca między kwiatkami gdzieś w niewielkiej odległości od pagórka.
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
Mistrz: Życie Płeć: kocur Matka: Splątane futerko [NPC] Ojciec: Waniuszka [NPC] Trwałe urazy: Blizny: Lewy policzek :: Naderwane lewe ucho :: Lewa Łapa :: Lewy bok :: Ogon
Rudy pręgowany kocur o sporej masie, barczystej budowie i zarysowanych pod futrem mięśniach. Futro ma kolor płomienno-pomarańczowy, o klasycznym pręgowaniu i widać częściowo po jego stanie trudności jakie go spotkały w życiu. W okolicach pyska, piersi, łap i końcówki ogona pojawiają się jaśniejsze odcienie, przechodzące nawet w biel. Oczy kocura są koloru zieleni. Ciało Dyni pokryte jest licznymi bliznami z walk. Najbardziej widoczne znajdują się na lewym policzku, urwanym kawałku prawego ucha, lewej przedniej łapie, jednej stronie żeber i ogonie. Na ciele dyni także zaczęły się pokazywać efekty jego wieku, w postaci nielicznych srebrnych włosów na futrze.
Kocur jest zahartowany przez trudne warunki. Jest poniekąd znieczulony na brutalną rzeczywistość i dość cyniczny. Nie łatwo także otwiera się przed obcymi, póki nie zdobędą jakoś jego zaufania lub szczególnej fascynacji. Jednakże Dynia pozostał kotem o dużej determinacji i specyficznej osobowości. Ceni sobie lojalność i determinację u innych. Ceni sobię także różnorodność wiedzy, jaką zyskał przez własne doświadczenia i pozostaje przy zdaniu że każdy kot może wnieść coś wartościowego.
Mrucząca Łapa [KW], Powojnik [KG]
Za równo jego stan nie był idealny. Widocznie schudł żyjąc przez ostatnie tygodnie, praktycznie na resztkach z koszy. W sumie mógłby próbować zdobyć pożywienie od dwunogów, jednak za bardzo bał się dziwnych stworzeń, by aż tak zbliżyć się do nich. Nie chciał być zatrzymany przez kolejne księżyce w jednym miejscu. Więc zjadał resztki, nie raz nie najlepszej świeżości. Okazjonalnie udawało mu się coś upolować. Odkąd wybrnął z szarych zabudowań, sytuacja wyglądała nieco lepiej. Tu zwierzyny było znacznie więcej, nawet w otoczeniu struktur dwunogów. Jednak nadal musiał się wiele nauczyć, jeżeli chodzi o polowanie.
Z znużeniem przyglądał się okolicy, zastanawiając się czy to w ogóle był właściwy kierunek. Możliwe że już dawno stracił trop i poszedł w zupełnie inną stronę. Jednak coś nagle zwróciło jego uwagę. Wzdrygnął się, słysząc że nie jest sam w okolicy, spodziewał się kolejnego samotnika, próbującego przepędzić intruza ze swojego terytorium. Jednak zauważył coś innego. Biała plama, śmigająca od krzaka do krzaka. Coś wydawało mu się znajome, jakby kiedyś już ją widział. Rozpoznał że to musi być kot...choć przez chwilę zastanawiał się nad jakimś dziwnym, białym zającem. Los sprawił, że wiatr przesunął zapach w jego kierunku, wtedy poczuł znaną woń. Klan! Klan Cienia! Bardzo znana mu woń, zasadniczo to jedyna znana mu woń! Oprócz smrodu Osiedli! Wtedy wreszcie powiązał obraz z kotem. Kocur ruszył w stronę nad aktywnej kuli futra, napełniony nadzieją. Co prawda nawet nie wiedział co się stanie. Co ma niby powiedzieć? I w ogóle jak kocica na niego zareaguje? Jednak schodząc w pośpiechu ze zbocza, potknął się i stoczył niczym duża piłka...prosto na pędzącą Króliczą Łapę. Świat zawirował, kocur nie wiedział nawet co się stało. W jednej chwili biegł ku niej, a w drugiej leżał na niej. Mieli szczęście że wylądowali w trawie, która nieco zamortyzowała upadek, inaczej byłoby źle.
Po chwili zamroczenia ocknął się i panicznie podniósł na łapy. - AJAJAJAJAJ! Przepraszam, nie chciałem! - Wybełkotał w pośpiechu. Miał trochę czasu, by przyjrzeć kotce. Wygląda na to że się nie pomylił, bo kojarzył ją. Nie znali się tak bezpośrednio, ale nie raz się mijali w obozie. - Um...Króliczkowa Łapa...? - Zapytał, nie dokładnie pamiętając jak miała na imię. Pamiętał że tylko coś związane z małymi uszastymi futrzaczkami.
Najmniejsza kotka w całej okolicy ( trust me, coś mniejszego nie byłoby w stanie się urodzić ), bardzo niska, o nieproporcjonalnie długim tułowiu i lodowobłękitnych ślepiach, w dodatku pokryta puchatą, śnieżnobiałą sierścią. Wibrysy ma lekko uniesione ku górze na samych ich końcach, uszy bardzo malutnkie, zaś nos i poduszki łap - jasnoróżowe. Natura nie mogła chyba wymyślić czegoś o bardziej urokliwym i niewinnym wyglądzie.
Radość! Radość i miłość dla wszystkich o dobrych i czystych serduszkach - czyli dosłownie dla każdego! Trzeba być miłym, nie wolno sprawiać nikomu przykrości, trzeba nawiązywać rozmowę i łączyć niemożliwe do połączenia dla większości fakty, na wszystkie zadane szybko pytania bądź też pytania, na które powinno odpowiadać się wieloma zdaniami reagując jednym gigantycznym, przepełnionym entuzjazmem głosikiem wiecznie podekscytowanej kotki. A jeśli ktoś rzuca się na cienistego, albo w ogóle na innego kota, jeśli oboje nie są cienistymi, to trzeba go zwyzywać i zagrozić mu tym, że urwie się mu ogon i wsadzi się go w jedno ucho, tak, żeby wyszedł drugim - nawet, jeśli jest jakimś tam psem, który ogona nie posiada!
No i pamiętajcie, każdemu, dosłownie każdemu, trzeba ufać, bo każdy jest przyjacielem! A już zwłaszcza cieniści!
Biegała sobie, oglądając kwiatki i ciesząc się słoneczkiem, które ogrzewało jej grzbiet, było tak pięknie, tak słonecznie, podskoczyła, zamierzając wskoczyc między stokrotki, kiedy...
Cos łupnęło w nią, przez co zamiast upaść na cztery łapy pośród kępy kwiatków spadła na swój bok, czując, że coś zabiera jej całe powietrze z płuc i że jej ciało robi dziwny obrót po trawie, zupełnie, jakby się turlała, ale nie z własnej woli... to było okropne! Co się działo? Ktoś ją zaatakował? Chciał ją zabić? CZY NIE ZAUWAŻYŁA DZIKA, KTÓRY WŁAŚNIE POSTANOWIŁ JEJ PRZYWALIĆ SWOIM WIELKIM NOSEM?
Spróbowała unieść się na trzęsących się ze strachu łapach i przewróciła się ponownie, czując, że strach odbiera jej możliwość panowania nad własnymi łapami. Była bardzo daleko od swojego klanu, och, tak daleko, nie mówiąc już o tym, że straszliwie się bała, zaraz coś ją ZJE, a ona nawet nie miała swojego dorosłego imenia, nie miała rodziny, nie urodziła żadnych kociąt... i już nie zdąży! Przerażone, rozbiegane oczy bialej wodziły wszędzie wokół niej, rejestrując jedynie rozmazany krajobraz i rudą plamę pośród niego. RUDĄ! TO NIE DZIK, TO LIS! Łapy Króliczej drżały z przerażenia, podobnie, jak i jej całe ciało, podczas, gdy jej wola miotała się wewnątrz niego, spróbując zmusić go do ucieczki. Na nic. TAK BARDZO SIĘ BAŁA.
Ale nie, stop. Ten lis potrafił mówić! Coś do niej powiedział, ale przez cały ten strach i miotanie się wewnątrz samej siebie nie mogła właściwie zrozumieć, co próbował jej przekazać. Na pewno jednak nie był lisem, skoro był w stanie posługiwać się względnie artykułowaną mową... - C-c-co - zaczęła się jąkać, trzęsąc się jeszcze bardziej, kiedy stres odchodził z jej ciala. - P-p-orzestraszyłeś m-mnie, n-nie u-u-usły-yszaałam - wydukała z siebie, absolutnie przerażona, zamglonym wzrokiem gwałtownie rozglądając się wokół siebie i czując zapach kocura, który ewidentnie nie pachniał klanem.
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
Mistrz: Życie Płeć: kocur Matka: Splątane futerko [NPC] Ojciec: Waniuszka [NPC] Trwałe urazy: Blizny: Lewy policzek :: Naderwane lewe ucho :: Lewa Łapa :: Lewy bok :: Ogon
Rudy pręgowany kocur o sporej masie, barczystej budowie i zarysowanych pod futrem mięśniach. Futro ma kolor płomienno-pomarańczowy, o klasycznym pręgowaniu i widać częściowo po jego stanie trudności jakie go spotkały w życiu. W okolicach pyska, piersi, łap i końcówki ogona pojawiają się jaśniejsze odcienie, przechodzące nawet w biel. Oczy kocura są koloru zieleni. Ciało Dyni pokryte jest licznymi bliznami z walk. Najbardziej widoczne znajdują się na lewym policzku, urwanym kawałku prawego ucha, lewej przedniej łapie, jednej stronie żeber i ogonie. Na ciele dyni także zaczęły się pokazywać efekty jego wieku, w postaci nielicznych srebrnych włosów na futrze.
Kocur jest zahartowany przez trudne warunki. Jest poniekąd znieczulony na brutalną rzeczywistość i dość cyniczny. Nie łatwo także otwiera się przed obcymi, póki nie zdobędą jakoś jego zaufania lub szczególnej fascynacji. Jednakże Dynia pozostał kotem o dużej determinacji i specyficznej osobowości. Ceni sobie lojalność i determinację u innych. Ceni sobię także różnorodność wiedzy, jaką zyskał przez własne doświadczenia i pozostaje przy zdaniu że każdy kot może wnieść coś wartościowego.
Mrucząca Łapa [KW], Powojnik [KG]
No do lisa było mu daleko w posturze. Raczej miniaturowy dzik w kolorze lisa. Albo bardzo mały rudy ryś. Tylko że z puchatym ogonem. Dynia Patrzył zmieszany na trzęsącą się ze strachu terminatorkę. - Nic ci nie jest? Ja nie chciałem... - Chciał jeszcze coś powiedzieć, jednak ta zabrała głos i wydukała coś bardzo szybko. - Przepraszam, nie chciałem. Przewróciłem się... - Pochylił uszy w niepewności. Dał kotce chwilę czasu na dojście do siebie. Miał nadzieję że nic się jej poważnego nie stało. - Um...jestem Dynia. Znaczy się...J-Jelenia Łapa. - Przedstawił się cicho, był trochę poobijany. Choć ciężko powiedzieć czy Króliczek nie bardziej.
Najmniejsza kotka w całej okolicy ( trust me, coś mniejszego nie byłoby w stanie się urodzić ), bardzo niska, o nieproporcjonalnie długim tułowiu i lodowobłękitnych ślepiach, w dodatku pokryta puchatą, śnieżnobiałą sierścią. Wibrysy ma lekko uniesione ku górze na samych ich końcach, uszy bardzo malutnkie, zaś nos i poduszki łap - jasnoróżowe. Natura nie mogła chyba wymyślić czegoś o bardziej urokliwym i niewinnym wyglądzie.
Radość! Radość i miłość dla wszystkich o dobrych i czystych serduszkach - czyli dosłownie dla każdego! Trzeba być miłym, nie wolno sprawiać nikomu przykrości, trzeba nawiązywać rozmowę i łączyć niemożliwe do połączenia dla większości fakty, na wszystkie zadane szybko pytania bądź też pytania, na które powinno odpowiadać się wieloma zdaniami reagując jednym gigantycznym, przepełnionym entuzjazmem głosikiem wiecznie podekscytowanej kotki. A jeśli ktoś rzuca się na cienistego, albo w ogóle na innego kota, jeśli oboje nie są cienistymi, to trzeba go zwyzywać i zagrozić mu tym, że urwie się mu ogon i wsadzi się go w jedno ucho, tak, żeby wyszedł drugim - nawet, jeśli jest jakimś tam psem, który ogona nie posiada!
No i pamiętajcie, każdemu, dosłownie każdemu, trzeba ufać, bo każdy jest przyjacielem! A już zwłaszcza cieniści!
Dla panikującej Króliczej Jeleń mógł być nawet łosiem, który na podkulonych nogach zjechał z pagórka i uderzył w nią, kiedy sobie podskakiwała. Kotka miała tendencje do popadania ze skrajności w skrajność, co w sumie było już rzeczą powszechnie wiadomą. Przez to chociażby taki Wiewiórczy uznawał ją za wariatkę, a ona po prostu... zbyt emocjonalnie reagowała na każdą sytuację, która się jej przytrafiała. - N-nie, nic mi nie jest, naprawdę nic, tylko mi się nie martw, że mi coś zrobiłeś, czułabym się bardzo źle, gdybym się dowiedziała, że przeze mnie się tak zdenerwowałeś, jeszcze by cię przez to brzuch rozbolał, albo głowa, nie, naprawdę nic mi nie jest - jedynie bardzo się przestraszyła i grzmotnęla na ziemię, ale na szczęście porastała ją miękka trawa, a biała nie miała daleko od ziemi - cała jej reakcja była jedynie paniką i histeryzowaniem. Teraz jedynie mrugała gwałtownie, próbując zogniskować wzrok na mówiącej do niej plamie, która stawała się coraz wyraźniejsza. Wydawało się jej, że przypominała kogoś, kogo kiedyś znała z widzenia! A kiedy się przedstawił, to już w ogóle nie miała wątpliwości co do tego, kim jest kocur. - Tak, wiem, pamiętam cię z ceremoni, wróciłeś wtedy do klanu i zamiast Dyni zostałeś Jelenią Łapą, pamiętam, zawsze pamiętam takie rzeczy, kochany, ale... - spróbowała chwiejnie podnieść się z ziemi - z powodzeniem - i stała tak, na chwiejnych łapach, by po chwili usiąść, choć lekkie drżenie nadal nie opuściło jej ciała. - potem w ogóle cię nie widziałam, coś się stało, że zniknąłeś, ktoś cię porwał, ktoś chciał ci zrobić krzywdę? - rudy mimo wszystko swego czasu był cienistym, a Królicza nie sądziła, że uciekłby z własnej woli z klanu tuż po tym, jak postanowił do niego wrócić, na pewno nie, w końcu był z jej klanu, a jej klan był d o b r y i wszyscy w nim również byli dobrzy, choć część z nich próbowali oczywiście ukrywać to pod maską obojętności, powagi i innych pseudoatrybutów dobrego "wojownika". Dynia był z klanu cienia, więc był dobry. I jako takiego właśnie traktowała go Królicza.
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
Mistrz: Życie Płeć: kocur Matka: Splątane futerko [NPC] Ojciec: Waniuszka [NPC] Trwałe urazy: Blizny: Lewy policzek :: Naderwane lewe ucho :: Lewa Łapa :: Lewy bok :: Ogon
Rudy pręgowany kocur o sporej masie, barczystej budowie i zarysowanych pod futrem mięśniach. Futro ma kolor płomienno-pomarańczowy, o klasycznym pręgowaniu i widać częściowo po jego stanie trudności jakie go spotkały w życiu. W okolicach pyska, piersi, łap i końcówki ogona pojawiają się jaśniejsze odcienie, przechodzące nawet w biel. Oczy kocura są koloru zieleni. Ciało Dyni pokryte jest licznymi bliznami z walk. Najbardziej widoczne znajdują się na lewym policzku, urwanym kawałku prawego ucha, lewej przedniej łapie, jednej stronie żeber i ogonie. Na ciele dyni także zaczęły się pokazywać efekty jego wieku, w postaci nielicznych srebrnych włosów na futrze.
Kocur jest zahartowany przez trudne warunki. Jest poniekąd znieczulony na brutalną rzeczywistość i dość cyniczny. Nie łatwo także otwiera się przed obcymi, póki nie zdobędą jakoś jego zaufania lub szczególnej fascynacji. Jednakże Dynia pozostał kotem o dużej determinacji i specyficznej osobowości. Ceni sobie lojalność i determinację u innych. Ceni sobię także różnorodność wiedzy, jaką zyskał przez własne doświadczenia i pozostaje przy zdaniu że każdy kot może wnieść coś wartościowego.
Mrucząca Łapa [KW], Powojnik [KG]
Obserwował bezradnie panikę kotki, nie wiedząc czy powinien coś zrobić, czy czekać. - Oddychaj...oddychaj... - Próbował uspokajać. Tylko ciężko powiedzieć czy Króliczkową Łapę, czy samego siebie. Jednak po chwili został zaskoczony przez ścianę monologu, z którą zderzył się jak z taranem. Chciał coś powiedzieć, jednak nie zdołał, nie mogąc praktycznie znaleźć przerwy między słowami kotki. Jednak mimo tego zrozumiał co powiedziała. A przynajmniej większość jej wypowiedzi. - Tak, bo ja urodziłem się w Klanie Cienia. Tylko wtedy razem z moim rodzeństwem wyszliśmy z obozu. I w zasadzie nie mogłem od tak wrócić, bo pewnie coś by mnie zeżarło. Ale wtedy Wężowa Gwiazda mnie przyjął z powrotem i... - Próbował zatamować potok słów kotki, swoim. - Dopiero zacząłem trening z Żołędziowym Grzbietem i podczas polowania... - Wziął oddech, szybko kombinując co zamierzał powiedzieć. Głupio było mu mówić, że zwyczajnie się zgubił. Jaki normalny kot się gubi!? Poza tym zbyt ciężko byłoby wyjaśniać całą historię, czym są autobusy i tak dalej. - I porwał mnie dwunóg. Uciekłem, ale gdy udało mi się wrócić, już was nie było. I długo was szukałem. - Powiedział. Czy to kłamstwo? Traktował to jako półprawdę, bo rzeczywiście ich szukał. I chciał wrócić! I pachniał psem...musiał mieć na to jakieś wytłumaczenie, a te było najlepsze, jakie mógł znaleźć. I w sumie całkiem logiczne i wiarygodne. - Nic mi nie jest. Byłem trzymany z psem. Był dość namolny, ale nie zrobił mi krzywdy...chyba chciał się bawić. Tylko teraz śmierdzę. - Skrzywił się, wystawiając język z nadmiernym, udawanym obrzydzeniem. Zasadniczo to było najlepsze, co go tu spotkało i nie wiadomo czy by przeżył do tej pory, gdyby nie ten zbieg okoliczności. Wałęsał się z tą dziwną obstawą przez co najmniej kilka tygodni, jak nie księżycy.
Najmniejsza kotka w całej okolicy ( trust me, coś mniejszego nie byłoby w stanie się urodzić ), bardzo niska, o nieproporcjonalnie długim tułowiu i lodowobłękitnych ślepiach, w dodatku pokryta puchatą, śnieżnobiałą sierścią. Wibrysy ma lekko uniesione ku górze na samych ich końcach, uszy bardzo malutnkie, zaś nos i poduszki łap - jasnoróżowe. Natura nie mogła chyba wymyślić czegoś o bardziej urokliwym i niewinnym wyglądzie.
Radość! Radość i miłość dla wszystkich o dobrych i czystych serduszkach - czyli dosłownie dla każdego! Trzeba być miłym, nie wolno sprawiać nikomu przykrości, trzeba nawiązywać rozmowę i łączyć niemożliwe do połączenia dla większości fakty, na wszystkie zadane szybko pytania bądź też pytania, na które powinno odpowiadać się wieloma zdaniami reagując jednym gigantycznym, przepełnionym entuzjazmem głosikiem wiecznie podekscytowanej kotki. A jeśli ktoś rzuca się na cienistego, albo w ogóle na innego kota, jeśli oboje nie są cienistymi, to trzeba go zwyzywać i zagrozić mu tym, że urwie się mu ogon i wsadzi się go w jedno ucho, tak, żeby wyszedł drugim - nawet, jeśli jest jakimś tam psem, który ogona nie posiada!
No i pamiętajcie, każdemu, dosłownie każdemu, trzeba ufać, bo każdy jest przyjacielem! A już zwłaszcza cieniści!
Uspokoiła się już nieco, jednakże mięśnie jej łapek nadal drżały lekko, podczas, gdy Króliczka z wyraźnym zaniepokojeniem obserwowała kocura. Zaniepokojenie to jednak zniknęło, kiedy tylko zorientowała się, że oboje się znają, wiedzą z kim są i tak dalej, toteż nie było żadnych obaw ku temu, że sytuacja zakończy się jakkolwiek niebezpiecznie dla którejkolwiek z rozmawiających stron. W tej chwili rozmawał głównie Dynia, zaś Królicza siedziała w ciszy, słuchając go z wyraźnym zaciekawieniem, ale i niepokojem, bo przecież porwania są bardzo groźne i... coś mogło mu się stać! Szkoda tylko, że ją oszukał, ale o tym oczywiście nie miała pojęcia - była naiwna i miała duże problemy z odróżnianiem kłamstwa od prawdy. Zazwyczaj wierzyła w słowa każdego kota, trzymając się tej prawdy, którą usłyszała jako pierwszą. Z nielicznymi wyjątkami.
Uspokoiła się już nieco, jednakże mięśnie jej łapek nadal drżały lekko, podczas, gdy Króliczka z wyraźnym zaniepokojeniem obserwowała kocura. Zaniepokojenie to jednak zniknęło, kiedy tylko zorientowała się, że oboje się znają, wiedzą z kim są i tak dalej, toteż nie było żadnych obaw ku temu, że sytuacja zakończy się jakkolwiek niebezpiecznie dla którejkolwiek z rozmawiających stron. W tej chwili rozmawał głównie Dynia, zaś Królicza siedziała w ciszy, słuchając go z wyraźnym zaciekawieniem, ale i niepokojem, bo przecież porwania są bardzo groźne i... coś mogło mu się stać! Szkoda tylko, że ją oszukał, ale o tym oczywiście nie miała pojęcia - była naiwna i miała duże problemy z odróżnianiem kłamstwa od prawdy. Zazwyczaj wierzyła w słowa każdego kota, trzymając się tej prawdy, którą usłyszała jako pierwszą. Z nielicznymi wyjątkami. - Och, no tak, bo przecież zmieniliśmy tereny, bo wiesz, był na nich ryś i podobno mieli je zająć dwunodzy, musiałeś być przerażony, gdy to zobaczyłeś, kochany, całe szczęście, że cię tutaj spotkałam, teraz już nic, no, prawie nic nam nie grozi, a już na pewno nie ryś, bo jego w tej okolicy nie ma, musiałeś być bardzo przerażony, kiedy odkryłeś, że nikogo nie ma, och, i jeszcze ten pies... ale wracasz, prawda, kochany, powiedz, że wracasz! - niczym naiwny kociak proszący wojownika o wyjście z obozu kontynuowała Królicza.
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
Mistrz: Życie Płeć: kocur Matka: Splątane futerko [NPC] Ojciec: Waniuszka [NPC] Trwałe urazy: Blizny: Lewy policzek :: Naderwane lewe ucho :: Lewa Łapa :: Lewy bok :: Ogon
Rudy pręgowany kocur o sporej masie, barczystej budowie i zarysowanych pod futrem mięśniach. Futro ma kolor płomienno-pomarańczowy, o klasycznym pręgowaniu i widać częściowo po jego stanie trudności jakie go spotkały w życiu. W okolicach pyska, piersi, łap i końcówki ogona pojawiają się jaśniejsze odcienie, przechodzące nawet w biel. Oczy kocura są koloru zieleni. Ciało Dyni pokryte jest licznymi bliznami z walk. Najbardziej widoczne znajdują się na lewym policzku, urwanym kawałku prawego ucha, lewej przedniej łapie, jednej stronie żeber i ogonie. Na ciele dyni także zaczęły się pokazywać efekty jego wieku, w postaci nielicznych srebrnych włosów na futrze.
Kocur jest zahartowany przez trudne warunki. Jest poniekąd znieczulony na brutalną rzeczywistość i dość cyniczny. Nie łatwo także otwiera się przed obcymi, póki nie zdobędą jakoś jego zaufania lub szczególnej fascynacji. Jednakże Dynia pozostał kotem o dużej determinacji i specyficznej osobowości. Ceni sobie lojalność i determinację u innych. Ceni sobię także różnorodność wiedzy, jaką zyskał przez własne doświadczenia i pozostaje przy zdaniu że każdy kot może wnieść coś wartościowego.
Mrucząca Łapa [KW], Powojnik [KG]
Uważał to za nieszkodliwe kłamstwo. Widocznie jednak odziedziczył coś od ojca. Może krętactwo? Ale puki miało to sens, to jaki mieli dowód, na to że nieco nagiął prawdę. W końcu chodziło jedynie o niego. Poczuł niepokój, dowiadując się o wszystkich tych sprawach. W sumie słyszał jakieś plotki, ale nie miał pewności co do tego, czy są prawdziwe. -Ryś... - Powtórzył głucho. Pojawiały się jeszcze pogłoski o rysiach, zanim się zgubił, jednak nie sądził że sytuacja była tak poważna. Ale w sumie to już było po wszystkim, prawda? -Tak! Chcę wrócić! - Powiedział głośno, ignorując wcześniejsze słowa kotki. Nie miał ochotę na pogadankę o uczuciach. - Chcę wrócić i wznowić trening. Coś się jeszcze stało, od tego czasu? - Zastanawiał się jak zareaguje Żołędziowy Grzbiet, na powrót niedorobionego terminatora. Jeżeli Wężowa Gwiazda w ogóle zechce go z powrotem.
Najmniejsza kotka w całej okolicy ( trust me, coś mniejszego nie byłoby w stanie się urodzić ), bardzo niska, o nieproporcjonalnie długim tułowiu i lodowobłękitnych ślepiach, w dodatku pokryta puchatą, śnieżnobiałą sierścią. Wibrysy ma lekko uniesione ku górze na samych ich końcach, uszy bardzo malutnkie, zaś nos i poduszki łap - jasnoróżowe. Natura nie mogła chyba wymyślić czegoś o bardziej urokliwym i niewinnym wyglądzie.
Radość! Radość i miłość dla wszystkich o dobrych i czystych serduszkach - czyli dosłownie dla każdego! Trzeba być miłym, nie wolno sprawiać nikomu przykrości, trzeba nawiązywać rozmowę i łączyć niemożliwe do połączenia dla większości fakty, na wszystkie zadane szybko pytania bądź też pytania, na które powinno odpowiadać się wieloma zdaniami reagując jednym gigantycznym, przepełnionym entuzjazmem głosikiem wiecznie podekscytowanej kotki. A jeśli ktoś rzuca się na cienistego, albo w ogóle na innego kota, jeśli oboje nie są cienistymi, to trzeba go zwyzywać i zagrozić mu tym, że urwie się mu ogon i wsadzi się go w jedno ucho, tak, żeby wyszedł drugim - nawet, jeśli jest jakimś tam psem, który ogona nie posiada!
No i pamiętajcie, każdemu, dosłownie każdemu, trzeba ufać, bo każdy jest przyjacielem! A już zwłaszcza cieniści!
Krolicza nieszczególnie wiedziała, kiedy dokładnie tamten opuścił klan i jakich informacji nie posiadał, a o jakich już wiedział, a o ona sama na pewno nie miała absolutnej pewności na temat tego, czy wolno jej o tym wszystkim mówić, czy nie... ale też po akcji z Gburkiem nie została zbyt wyraźnie upomniana, że nie powinna mówić samotnikom niczego, co dzieje się w klanie, więc nie widziała ku temu żadnych przeciwwskazań. Tamten był miły i cienisty - bo przecież miał wrócić! - więc automatycznie stawał się jej rodziną i jednym z wielu Najlepszych Przyjaciół. - Och, to cudownie, że chcesz wrócić, chodź, wstawaj i idziemy porozmawiać z Wężową Gwiazdą, na pewno się ucieszy, twoi rodzice też, bo wiesz, masz rodzeństwo, a jak się dowiedzą, że oprócz tego jeszcze wrócił ich porwany syn, to na pewno będą bardzo szczęśliwi, nie mogę się doczekać, aż wszyscy cię zobaczą, a co do tego, co się działo, chodź, porozmawiamy po drodze... - tu urwała na chwilę, tuptając przed siebie na swoich krótkich łapkach, licząc na to, że kocur pójdzie za nią i nie będzie musiała go ponaglać - i zacznę od tego, co jest chyba najsmutniejsze, Żołędziowego Grzbietu od dawna nikt w klanie nie widział... - urwała na chwilę, kontynuując marsz w milczeniu, by przerwać je, żeby nie dać tamtemu czasu na rozmyślanie o tym tragicznym fakcie. - Oprócz tego to jeszcze Mrówcza Łapa i Krogulczy Szpon urodziły kocięta, Wiewiórczy Ogon musiał mieć pszczoły w mózgu żeby w ogóle pomyśleć o zostaniu ojcem, toż to skończony mysi móżdżek, nie żyje też Wieczorna Łapa, z klanu wygnano Płomień, nie wiem, czy ją kojarzysz, czy nie, to córka Świerkowej Igły, Traszkowy Grzbiet umarła w trakcie przeprowadzki przez rany, jakiś gang ją złapał w zasadzkę, walczyła dzielnie, ale była w tak okropnym stanie, że nie wygrała ze śmiercią, oby jasno świeciła na Srebrnej Skórce, Ciemna Łapa, córka Świerkowej Igły, została wojowniczką, tak samo jak Markiz, ten pieszczoch, teraz jest Słodkim Językiem, a Jesion, córka Drobnego Ptaka, jest teraz Jesionową Korą, kocięta mojego brata są już terminatorami, Ciernisty Kwiat, moja siostra, medyczka, wybrała sobie nową terminatorkę, którą jest Ćmia Łapa, moja bratanica, kociak, którego znalazł nasz zastępca, jest już terminatorem, Jaśniejącą Łapą, Olchowa Łapa i Korzenna Łapa też dostali swoich mistrzów i... to by było chyba na tyle, mój drogi - zakończyła swój monolog, dalej tuptając w kierunku terytorium swojego klanu.
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
Mistrz: Życie Płeć: kocur Matka: Splątane futerko [NPC] Ojciec: Waniuszka [NPC] Trwałe urazy: Blizny: Lewy policzek :: Naderwane lewe ucho :: Lewa Łapa :: Lewy bok :: Ogon
Rudy pręgowany kocur o sporej masie, barczystej budowie i zarysowanych pod futrem mięśniach. Futro ma kolor płomienno-pomarańczowy, o klasycznym pręgowaniu i widać częściowo po jego stanie trudności jakie go spotkały w życiu. W okolicach pyska, piersi, łap i końcówki ogona pojawiają się jaśniejsze odcienie, przechodzące nawet w biel. Oczy kocura są koloru zieleni. Ciało Dyni pokryte jest licznymi bliznami z walk. Najbardziej widoczne znajdują się na lewym policzku, urwanym kawałku prawego ucha, lewej przedniej łapie, jednej stronie żeber i ogonie. Na ciele dyni także zaczęły się pokazywać efekty jego wieku, w postaci nielicznych srebrnych włosów na futrze.
Kocur jest zahartowany przez trudne warunki. Jest poniekąd znieczulony na brutalną rzeczywistość i dość cyniczny. Nie łatwo także otwiera się przed obcymi, póki nie zdobędą jakoś jego zaufania lub szczególnej fascynacji. Jednakże Dynia pozostał kotem o dużej determinacji i specyficznej osobowości. Ceni sobie lojalność i determinację u innych. Ceni sobię także różnorodność wiedzy, jaką zyskał przez własne doświadczenia i pozostaje przy zdaniu że każdy kot może wnieść coś wartościowego.
Mrucząca Łapa [KW], Powojnik [KG]
Kocica wydawała się nie mieć cierpliwości by czekać. Od razu ruszyła w stronę, gdzie zapewne był klan, poganiając Dynię. Ale chyba powinni się spieszyć, bo nie było powodu by za nadto przeciągać wszystko. Mimo tego że w końcu szli do domu, czuł się poddenerwowany. Nie wiedział nawet ile się zmieniło, nim Królicza Łapa zaczęła swój bogaty monolog. Miał wątpliwości co do tego, by Wężowa Gwiazda był zbytnio entuzjastyczny. Co innego Splątane Futerko, matka z pewnością będzie szczęśliwa widząc syna ponownie, niezależnie od sytuacji. A Czosnek...sam nie wiedział czego się spodziewać. I sam nie wiedział czy bardziej bał się przywódcy...czy jej...
Ruszyli w drogę i biała terminatorka w końcu wspomniała o Żołędziowym Grzbiecie. Kocur poczuł się niekomfortowo, przez ten fakt. Nikt nie był pewny co się stało? Znaczy...wiedział że tak czasami bywa. Tylko wiedział już, że za pewnie się nie spotkają. - Szkoda... - Powiedział trochę smutnym głosem. Gdy szli dalej, pojawił się temat Wiewiórczego Ogona i Krogulczej Łapy. W zasadzie ledwie ich kojarzył, więc pozostawił to bez komentarza. Wolał nie wywoływać jakiejś zażartej dyskusji, mówiąc coś nieodpowiedniego. Nie kojarzył nawet wygnanej kotki. Skinął głową, słysząc o Traszkowym Grzbiecie. Jednak także nie odezwał się na jej temat, woląc zachować szacunek. Ciężko było mu w sumie odnieść się pozytywnie do kocicy, a jeżeli nie mógł powiedzieć nic miłego, lepiej by nie mówił nic. Zwłaszcza że nie powinno się mówić źle o zmarłych. - Markiz...pamiętam go z tego dnia, gdy ktoś go przyprowadził. Widocznie poradził sobie całkiem nieźle. - Skomentował z delikatnym uśmiechem. Został wojownikiem szybciej niż on. Reszta imion nie wiele mu mówiła. Czyli w zasadzie nic dużego, poza tym. Może i lepiej.
Najmniejsza kotka w całej okolicy ( trust me, coś mniejszego nie byłoby w stanie się urodzić ), bardzo niska, o nieproporcjonalnie długim tułowiu i lodowobłękitnych ślepiach, w dodatku pokryta puchatą, śnieżnobiałą sierścią. Wibrysy ma lekko uniesione ku górze na samych ich końcach, uszy bardzo malutnkie, zaś nos i poduszki łap - jasnoróżowe. Natura nie mogła chyba wymyślić czegoś o bardziej urokliwym i niewinnym wyglądzie.
Radość! Radość i miłość dla wszystkich o dobrych i czystych serduszkach - czyli dosłownie dla każdego! Trzeba być miłym, nie wolno sprawiać nikomu przykrości, trzeba nawiązywać rozmowę i łączyć niemożliwe do połączenia dla większości fakty, na wszystkie zadane szybko pytania bądź też pytania, na które powinno odpowiadać się wieloma zdaniami reagując jednym gigantycznym, przepełnionym entuzjazmem głosikiem wiecznie podekscytowanej kotki. A jeśli ktoś rzuca się na cienistego, albo w ogóle na innego kota, jeśli oboje nie są cienistymi, to trzeba go zwyzywać i zagrozić mu tym, że urwie się mu ogon i wsadzi się go w jedno ucho, tak, żeby wyszedł drugim - nawet, jeśli jest jakimś tam psem, który ogona nie posiada!
No i pamiętajcie, każdemu, dosłownie każdemu, trzeba ufać, bo każdy jest przyjacielem! A już zwłaszcza cieniści!
Dreptała dalej w kierunku klanu, mając na uwadze to, że podróż do obozu powinna im zająć co najmniej z pół dnia, zwłaszcza, że ona przecież była malutka i robiła małe kroczki. Oczywiście nie chciała przeciągać tej wędrówki i dreptała cały czas przed siebie tak szybko, jak tylko mogła, poruszając się prędko jak na taką kruszynkę. Doceń to, Dynia, zobacz, jak Królicza stara się dla ciebie, dla twoich rodziców i dla swojego własnego klanu. Dla siebie w sumie trochę też, bo przecież jako cienisty Jelenia Łapa był jej rodziną. - Tak, też go pamiętam, był wtedy taki mały, i zagubiony, nazwał mnie Króliczym Żołędziem - w tym momencie zaśmiała się cicho - ale teraz wyrósł i skończył już trening, odnalazł się w swojej roli lepiej, niż ja, a przecież ja już od urodzenia byłam cienistą, co zaś do ciebie, to mam nadzieję, że dostaniesz jakiegoś dobrego i wyrozumiałego mistrza, skoro Żołędzia już z nami nie ma i że też prędko dostaniesz nowe imię, mógłbyś być na przykład Jelenim Rogiem, Jelenim Futrem albo Jelenim Rykiem, och, to ostatnie brzmi wyjątkowo dostojnie, nie sądzisz? - paplała sobie, drepcząc. - Tam o - machnęła łąpką w kierunku gromowej granicy - jest granica gromu, dlatego nie możemy sobie skrócić drogi i pójść sobie prosto w kierunku obozu, musimy najpierw minąć ich tereny i dojść do naszych, są o w tamtą stronę - znowu machnęła łapką - więc czeka nas jakieś pół dnia drogi, ale jak nie my, to kto da radę, tam, za terenami gromu, jest klan Rzeki, a między nami a terenami klanu Rzeki, o tam - ostatnie już machnięcie łapką - jest wicher, co prawda na treningu na pewno nie będziesz omawiał tego stąd, ale przynajmniej może trochę zaskoczysz mistrza i będziesz miał łatwiej na starcie, wiesz, na tych nowych terenach podoba mi się to, że po środku jest takie niewielkie miejsce, w którym mogą się spotykać koty ze wszystkich klanów bez tych wszystkich gadek o granicach i chlastania się swoimi pazurami, tak jest o wiele lepiej, niż stanie na granicy z myślą błądzącą z tyłu głowy, która ciągle mówi ci, że ten ktoś może chcieć wbiec na twoje tereny i że będziesz musiał ich bronić - urwała na chwilę, uśmiechając się do niego delikatnie i ponownie podejmując dialog, bo przecież dreptanie przez pół dnia w całkowitej ciszy było bardzo nudne. - Miałeś w cieniu kogoś takiego bardzo wąznego, w sensie oprócz rodziny albo rodzeństwa, takiego kogoś, kogo byś tak bardzo, bardzo, ale to bardzo lubił, albo nawet kochał, Jelonku, kogoś, komu będę musiała przekazać tą radosną nowinę, kiedy ty będziesz rozmawiał z Wężową Gwiazdą, żeby dowiedział się o tym jak najszybciej, bo twoim rodzicom i rodzeństwu oczywiście pobiegnę to powiedzieć od razu, hmm? - spytała się tamtego. Miała nadzieję, że odpowiedź tamtego będzie twierdząca i że Królicza otrzyma możliwość dalszego drążenia tematu.
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
Mistrz: Życie Płeć: kocur Matka: Splątane futerko [NPC] Ojciec: Waniuszka [NPC] Trwałe urazy: Blizny: Lewy policzek :: Naderwane lewe ucho :: Lewa Łapa :: Lewy bok :: Ogon
Rudy pręgowany kocur o sporej masie, barczystej budowie i zarysowanych pod futrem mięśniach. Futro ma kolor płomienno-pomarańczowy, o klasycznym pręgowaniu i widać częściowo po jego stanie trudności jakie go spotkały w życiu. W okolicach pyska, piersi, łap i końcówki ogona pojawiają się jaśniejsze odcienie, przechodzące nawet w biel. Oczy kocura są koloru zieleni. Ciało Dyni pokryte jest licznymi bliznami z walk. Najbardziej widoczne znajdują się na lewym policzku, urwanym kawałku prawego ucha, lewej przedniej łapie, jednej stronie żeber i ogonie. Na ciele dyni także zaczęły się pokazywać efekty jego wieku, w postaci nielicznych srebrnych włosów na futrze.
Kocur jest zahartowany przez trudne warunki. Jest poniekąd znieczulony na brutalną rzeczywistość i dość cyniczny. Nie łatwo także otwiera się przed obcymi, póki nie zdobędą jakoś jego zaufania lub szczególnej fascynacji. Jednakże Dynia pozostał kotem o dużej determinacji i specyficznej osobowości. Ceni sobie lojalność i determinację u innych. Ceni sobię także różnorodność wiedzy, jaką zyskał przez własne doświadczenia i pozostaje przy zdaniu że każdy kot może wnieść coś wartościowego.
Mrucząca Łapa [KW], Powojnik [KG]
Słuchał. Głównie słuchał, gdyż ciężko było mu się wedrzeć w potok słów. W sumie czasami ciężko było mu nawet ją zrozumieć. O czym mówiła. - Nazwał cię tak. Ale króliki raczej nie jedzą Żołędzi, z tego co wiem. - Podsumował. Kocurek wydawał się wtedy bardzo ekscentryczny, ale nie przeszkadzało mu to. Był jednym z tych, którzy się wstawili za nim...no tak jakby. Nie krzyczał, po prostu okazał życzliwość. - Szybko. Mi to pewnie trochę zajmie. Poluję i chyba walczę już trochę lepiej niż wtedy, jednak nadal nie jestem w tym jakoś szczególnie dobry. - Dodatkowo Dynia unikał otwartych konfrontacji, które mogłyby prowadzić do poważnych ran. Tym bardziej gdy nie miał medyka do dyspozycji.
Czyli Klan Cienia był dalej, może dobrze że tu się spotkali. Nie chciałby przypadkowo wplątać się w jakiś konflikt z Klanem Gromu. A to pewnie byłoby możliwe, gdyby przez niewiedzę, wszedł im na tereny. - Z pewnością pokażą mi nowe granice na treningu. No i nawet jeżeli nie, to mógłbym je same zobaczyć, jeżeli będę ostrożny. A po środku pewnie jest aktualne miejsce Zgromadzeń. Coś tam o nich kiedyś słyszałem. - Wspomniał, rozglądając się po okolicy. Potrząsnął ogonem, ciesząc się że nareszcie miał przyjazną mordkę u swojego boku. Brnął przed siebie, jedynie obserwując czy kocica nie zmienia kierunku. Gdy Królicza zadała dość...dziwne pytanie. Kogoś specjalnego? Ale nie rodzinę? - Ja...nie wydaję mi się. Znaczy, w klanie spotkałem sporo miłych kotów...jak Lampart, Tygrys, Markiz, Ty...i mniej miłych. Jednak ciężko mi wskazać kogoś "specjalnego" - Powiedział zgodnie z prawdą. Dynia wydawał się jeszcze zbyt niedojrzały na to by znaleźć sobie kogoś. Po prawdzie to jeszcze nie wydawał się do tej pory wyrażać zainteresowania kotkami...ani w sumie kocurami. I tak naprawdę nawet nie wiedział jak robi się kociaki. Wiedział że biorą się z brzucha kotek, jednak nie wiedział zbyt wiele na temat "procesu tworzenia".
Najmniejsza kotka w całej okolicy ( trust me, coś mniejszego nie byłoby w stanie się urodzić ), bardzo niska, o nieproporcjonalnie długim tułowiu i lodowobłękitnych ślepiach, w dodatku pokryta puchatą, śnieżnobiałą sierścią. Wibrysy ma lekko uniesione ku górze na samych ich końcach, uszy bardzo malutnkie, zaś nos i poduszki łap - jasnoróżowe. Natura nie mogła chyba wymyślić czegoś o bardziej urokliwym i niewinnym wyglądzie.
Radość! Radość i miłość dla wszystkich o dobrych i czystych serduszkach - czyli dosłownie dla każdego! Trzeba być miłym, nie wolno sprawiać nikomu przykrości, trzeba nawiązywać rozmowę i łączyć niemożliwe do połączenia dla większości fakty, na wszystkie zadane szybko pytania bądź też pytania, na które powinno odpowiadać się wieloma zdaniami reagując jednym gigantycznym, przepełnionym entuzjazmem głosikiem wiecznie podekscytowanej kotki. A jeśli ktoś rzuca się na cienistego, albo w ogóle na innego kota, jeśli oboje nie są cienistymi, to trzeba go zwyzywać i zagrozić mu tym, że urwie się mu ogon i wsadzi się go w jedno ucho, tak, żeby wyszedł drugim - nawet, jeśli jest jakimś tam psem, który ogona nie posiada!
No i pamiętajcie, każdemu, dosłownie każdemu, trzeba ufać, bo każdy jest przyjacielem! A już zwłaszcza cieniści!
Zaśmiała się cicho, dalej brnąc przed siebie - mieli całkiem niezłe tempo, jak tak dalej pójdzie, to ani się obejrzą, a będą na cienistej granicy. Szkoda, że nie mogli się tam dostać w ciągu kilku uderzeń serca, jednakże skoro teleportowanie się po całej mapce jest zabronione, to... jest. Nie zamierzała na to narzekać, w końcu dzięki temu mogła sobie porozmawiać z byłym - i przyszłym - cienistym, poznać go lepiej i spróbować zrobić jakieś postępy w kwestii zadania, jakie dał jej Chmielograb. Zagroziła co prawda swojemu braciszkowi, że pójdzie prosto do niego i to jemu zada te pytanie, ale przecież... dostała misję i nie mogła zawieść tamtego. - Och, na pewno jesteś w tym lepszy ode mnie, w walce jestem ostatnią nogą, chociaż Bagienna Trzcina naprawdę bardzo się stara, o, a propos Bagiennej Trzciny z resztą, Soplowa Łapa, jej córka, wróciła ostatnio do klanu, spotkałam ją wtedy na granicy tak jak ciebie teraz, no i jest już cienistą, a co do polowania, to z niego to w ogóle jestem beznadziejna i w sumie nie lubię tego robić, więc hej, na pewno radzisz sobie z tym lepiej niż ja i nie jesteś taki najgorszy, głowa do góry, kochany rudzielcu - stwierdziła z łagodnym uśmiechem, w oddali widząc już drzewa klanu cienia. Byli coraz bliżej - cudownie! Nie mogła się doczekać, aż przekaże rodzinie rudego radosną nowinę. - Ach, bo wiesz, ja po prostu miałam nadzieję, ż-że... - zająknęła się tu i przez chwilę szła w ciszy. Czego tu się spodziewać? Wyznania miłości? Stwierdzenia "podobasz mi się" po tym, jak rozmawiali już jakiś czas? Nie. Nie od Króliczej. - że będziesz kogoś takiego miał i że dzięki temu mi odpowiesz na moje pytanie, bo wiesz, cały klan przez dłuuugi czas wmawiał mi, że kocięta się biorą z miłości, i dopiero niedawno ktoś mi uświadomił, że tak nie jest, nie, nie był z klanu, a teraz wszyscy ukrywają przede mną jakiekolwiek inne informacje, nikt nie chce mi czegokolwiek powiedzieć i każdy robi z tego jakąś tajemnicę - wygięła pyszczek w podkówkę, wyraźnie smutniejąc, nie dodała jednak już nic więcej, brnąc w stronę drzew, które powoli robiły się większe, choć nadal mieli do nich kawałek drogi.
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.