Mistrz: Życie Płeć: kocur Matka: Splątane futerko [NPC] Ojciec: Waniuszka [NPC] Trwałe urazy: Blizny: Lewy policzek :: Naderwane lewe ucho :: Lewa Łapa :: Lewy bok :: Ogon
Rudy pręgowany kocur o sporej masie, barczystej budowie i zarysowanych pod futrem mięśniach. Futro ma kolor płomienno-pomarańczowy, o klasycznym pręgowaniu i widać częściowo po jego stanie trudności jakie go spotkały w życiu. W okolicach pyska, piersi, łap i końcówki ogona pojawiają się jaśniejsze odcienie, przechodzące nawet w biel. Oczy kocura są koloru zieleni. Ciało Dyni pokryte jest licznymi bliznami z walk. Najbardziej widoczne znajdują się na lewym policzku, urwanym kawałku prawego ucha, lewej przedniej łapie, jednej stronie żeber i ogonie. Na ciele dyni także zaczęły się pokazywać efekty jego wieku, w postaci nielicznych srebrnych włosów na futrze.
Kocur jest zahartowany przez trudne warunki. Jest poniekąd znieczulony na brutalną rzeczywistość i dość cyniczny. Nie łatwo także otwiera się przed obcymi, póki nie zdobędą jakoś jego zaufania lub szczególnej fascynacji. Jednakże Dynia pozostał kotem o dużej determinacji i specyficznej osobowości. Ceni sobie lojalność i determinację u innych. Ceni sobię także różnorodność wiedzy, jaką zyskał przez własne doświadczenia i pozostaje przy zdaniu że każdy kot może wnieść coś wartościowego.
Mrucząca Łapa [KW], Powojnik [KG]
On lepszy? Zagubiony bękart, którego los stoi nadal pod znakiem zapytania? Mimo tego że zwykle był optymistą, to ciężko było mu uwierzyć, że Wężowa Gwiazda stwierdzi że wszystko jest w porządku i będzie się zachowywać jakby nic nigdy się nie stało.
A w walce? Nie miał w sumie szczególnego doświadczenia, jednak można powiedzieć że miał jakieś predyspozycje. Z pewnością nie należał do słabych wypłoszy. Ale był skromnym kocurem, więc nic nie powiedział. - Ja też nie jestem zbyt dobry. Ale powiedzmy że musiałem, odkąd uciekłem od dwunogów, by mieć siłę, żeby was szukać. - Mruknął.
Idąc zastanawiał się co kocica miała na myśli. W dodatku nie miał czasu by przysiąść i zastanowić się dobrze, bo marsz był szybki, a Królicza co chwila zasypywała go słowami.
Aż normalnie zwolnił, zauważając coś. - Zaraz? Nie z miłości? To niby z czego się biorą? - Zapytał zszokowany, z niedowierzaniem. Przecież to oczywiste że jak kot i kotka bardzo się kochają, to magicznym sposobem w brzuchu pojawiają się kociaki. No bo jak inaczej możliwe byłoby, żeby oni powstali. Tylko wielka miłość ich rodziców, mogła przeciwstawić się więzom klanowym, nie pozwalającym na takie rzeczy.
Najmniejsza kotka w całej okolicy ( trust me, coś mniejszego nie byłoby w stanie się urodzić ), bardzo niska, o nieproporcjonalnie długim tułowiu i lodowobłękitnych ślepiach, w dodatku pokryta puchatą, śnieżnobiałą sierścią. Wibrysy ma lekko uniesione ku górze na samych ich końcach, uszy bardzo malutnkie, zaś nos i poduszki łap - jasnoróżowe. Natura nie mogła chyba wymyślić czegoś o bardziej urokliwym i niewinnym wyglądzie.
Radość! Radość i miłość dla wszystkich o dobrych i czystych serduszkach - czyli dosłownie dla każdego! Trzeba być miłym, nie wolno sprawiać nikomu przykrości, trzeba nawiązywać rozmowę i łączyć niemożliwe do połączenia dla większości fakty, na wszystkie zadane szybko pytania bądź też pytania, na które powinno odpowiadać się wieloma zdaniami reagując jednym gigantycznym, przepełnionym entuzjazmem głosikiem wiecznie podekscytowanej kotki. A jeśli ktoś rzuca się na cienistego, albo w ogóle na innego kota, jeśli oboje nie są cienistymi, to trzeba go zwyzywać i zagrozić mu tym, że urwie się mu ogon i wsadzi się go w jedno ucho, tak, żeby wyszedł drugim - nawet, jeśli jest jakimś tam psem, który ogona nie posiada!
No i pamiętajcie, każdemu, dosłownie każdemu, trzeba ufać, bo każdy jest przyjacielem! A już zwłaszcza cieniści!
Westchnęła cichutko, z lekkim niedowierzaniem subtelnie kręcąc przecząco głową. Jak on w ogóle mógł porównywać się do niej, największej porażki spośród trenujących obecnie terminatorów? Miała z trzydzieści dwa księżyce i nadal płakała nad każdym zabitym zwierzątkiem, woląc zjadać dżdżownice, pomimo, że już kiedyś dostała zatrucia pokarmowego. Z drugiej strony... może nastąpiło ono z nerwów? Mimo wszystko brzuch zaczął ją boleć, gdy uciekła z terenów treningowych podczas całkiem sporej kłótni, nie mówiąc już o tym, że ona sama odkryła, że cieniści ją o k ł a m a l i. A to było chyba najgorsze, co mogli jej zrobić... dawać jej fałszywą nadzieję. - Ach, gdybyś widział, jak próbuję trafić Bagienną Trzcinę, a ona odskakuje bez żadnego większego problemu, to wcale byś tak nie twierdził, ale może w sumie i dobrze, że tego nie widziałeś, kochany, bo to w sumie miłe, gdy chociaż jeden kot ma o tobie taką dobrą opinię, nawet, jeśli w ogóle nie jest zasłużona i tamten tylko chce być miły... - urwała, dreptając. Byli coraz bliżej terenów klanu cienia. Jeszcze trochę, i... - No właśnie nie, całe życie myślałam, że z miłości, ale potem się dowiedziałam, to znaczy się całkiem niedawno w sumie, że wcale tak nie jest, ale nikt nie powiedział mi niczego większego, a podobno to całkiem podstawowa wiedza, ha, podstawowa, a nam niczego o tym nie mówili, słuchaj, będziesz musiał mi pomóc z tymi całymi poszukiwaniami odpowiedzi na to pytanie, ale podobno słowa klucze to ślina, romantyczność i coś z ciałem, hmm, ciel...esność, czy coś takiego, o, o, o, patrz, patrol! - nagle zmieniła temat Królicza, przez chwilę zapominając o swojej rozmowie z kocurem i biegnąc w kierunku swojego ojca i Drapiącego Gardła, którzy wchodzili w jego skład. - Tatotatotatotato - zaczęla podekscytowana - musisz zawołać Wężową Gwiazdę, pamiętasz pewnie Dynię, to znaczy Jelenią Łapę, porwali go, ale wrócił, widzisz, wrócił, o tam stoi (!) - machnęła łapką w kierunku rudego kocura - i trzeba zawołać przywódcę, żeby mógł go przyjąć do klanu, proszę, tato, zrób to dla mnie, proooszę, a Drapiące Gardło może pójść z tobą albo z nami zaczekać, albo zapolować, albo pójść dalej, chociaż to może być niebezpieczne, ale to jak wolisz, to znaczy się, jak on woli, czy tam jak oboje wolicie, ale proszę, pójdź po Gwiazdę! - zakończyła uradowana, uśmiechając się do własnego ojca i machając łapką w kierunku Jelenia, żeby ten do niej podszedł. Teraz pozostawało im tylko czekać.
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
Przede wszystkim - ten wojownik Klanu Cienia przewyższa większość wojowników nie tylko w swoim klanie, ale także w całym lesie. Należy po prostu do tego gatunku kotów, których gabaryty świadczą o przewyższającej inne atuty sile. Ciało Wężowookiego jest mocno zbudowane, trzymające się na potężnych filarach łap. Pokrywająca go sierść jest krótka, gęsta, zapewniająca ciepło nawet w najsroższe zimy. Do tego jest bura, jak u większości cienistych kotów. Zachowana w ciepłych odcieniach, jak brązy i delikatne rudości, poprzecinana ciemniejszymi pręgami. Jedynym jasnym - beżowo białym akcentem, jest broda wojownika, a także nieznaczny fragment znajdujący się pod nią. Kocur ma duże oczy, o zwykle badawczym, przenikliwym wyrazie, barwy intensywnej żółci.
Matka natura obdarzyła Wężowego siłą i proporcjonalnym co do tego ciałem, jednak na szczęście oszczędziła mu topornego umysłu, który szedłby w parze z mięśniami. Myśli burasa zwykle krążą szybko, zagłębiając się często w miejsca kłopotliwe i trudno dostępne. Kocurek całym sobą chłonie wszelkie informacje jakie płynął od innych; słowa, gesty, mimikę, drobne niedopowiedzenia, tembr głosu i stara się je analizować na bieżąco by następnie umieścić w odpowiedniej szufladce w swojej głowie. Uwielbia posiadać i zdobywać informacje. Sprawia mu to niemałą satysfakcję, gdy może rozwiać wątpliwości innych, odpowiadać na ich pytania, ale także pokazywać w ten sposób, że jest od nich lepszy. Nie znaczy to jednak, że jest bezmyślną gadułą. Mówi co chce i co uważa w danej sytuacji za stosowne. Dostosowuje słowa, gesty i wszelkie drobnostki do rozmówcy, nie chcąc pozwolić sobie na spontaniczność mimo, że takie wrażenie sprawia.
Jest niezwykle empatyczny - zarówno pod względem emocjonalnym jak i poznawczym - potrafi z większą łatwością wyczuwać panujące nastroje i orientować się w najdelikatniejszych ich zmianach. Wykorzystuje to jednak na swój sposób; dąży do uzyskania korzyści i zaprezentowania sobą tego, czego dana osoba potrzebuje.
Jest niezwykle łasy na pochwały, a przez to niezwykle dumny. Ewidentnie pragnie pokazać wyższość nad innymi, a porażka dla niego nie wchodzi w grę.
Drapiące Gardło spełnił swoja powinność - ruszył do Obozu Klanu Cienia w poszukiwaniu Wężowej Gwiazdy i prawdę powiedziawszy - oboje uwinęli się z tym szybko i sprawnie. Przywódca po jakimś czasie wyłonił się spomiędzy zarośli, a za nim szedł wojownik, który wybrał się na przebieżkę po niego. Buras skinieniem głowy powitał Chrzanowy Korzeń, który postanowił zostać ze swoją córką i synem Splątanej.
- Jelenia Łapo, dawno cię nie widziałem. - rzucił w kierunku rudego kocura, uśmiechając się do niego obojętnie. Wężowooki miał jedną zasadę, jaką kierował się przyjmując do klanu jego zgubionych członków; mieli zwykle jedną szansę. A Jelenia Łapa już jedną taką dostał i buras nie do końca chciał o tym zapominać.
Mistrz: Życie Płeć: kocur Matka: Splątane futerko [NPC] Ojciec: Waniuszka [NPC] Trwałe urazy: Blizny: Lewy policzek :: Naderwane lewe ucho :: Lewa Łapa :: Lewy bok :: Ogon
Rudy pręgowany kocur o sporej masie, barczystej budowie i zarysowanych pod futrem mięśniach. Futro ma kolor płomienno-pomarańczowy, o klasycznym pręgowaniu i widać częściowo po jego stanie trudności jakie go spotkały w życiu. W okolicach pyska, piersi, łap i końcówki ogona pojawiają się jaśniejsze odcienie, przechodzące nawet w biel. Oczy kocura są koloru zieleni. Ciało Dyni pokryte jest licznymi bliznami z walk. Najbardziej widoczne znajdują się na lewym policzku, urwanym kawałku prawego ucha, lewej przedniej łapie, jednej stronie żeber i ogonie. Na ciele dyni także zaczęły się pokazywać efekty jego wieku, w postaci nielicznych srebrnych włosów na futrze.
Kocur jest zahartowany przez trudne warunki. Jest poniekąd znieczulony na brutalną rzeczywistość i dość cyniczny. Nie łatwo także otwiera się przed obcymi, póki nie zdobędą jakoś jego zaufania lub szczególnej fascynacji. Jednakże Dynia pozostał kotem o dużej determinacji i specyficznej osobowości. Ceni sobie lojalność i determinację u innych. Ceni sobię także różnorodność wiedzy, jaką zyskał przez własne doświadczenia i pozostaje przy zdaniu że każdy kot może wnieść coś wartościowego.
Mrucząca Łapa [KW], Powojnik [KG]
To czy kłamstwo miało szansę wyjść na jaw, zobaczymy w przyszłości. W jego umyśle Jelenia Łapa przecież nie robił nikomu tym krzywdy. Zamiarów złych nie miał i chciał wrócić do klanu...stać się wojownikiem. Nie przewidywał by klan straciłby na tym cokolwiek. Więc zasadniczo, dla niego było to dość niewinne nagięcie prawdy. Jak jest jednak w rzeczywistości, to już zupełnie ina sprawa. Jest wiele rzeczy i scenariuszy, o których nawet pojęcia nie miał.
Zmrużył oczy, zmieszany, słuchając prób wyjaśniania ze strony Króliczej Łapy. Co!? Ślina? Romantyczność? Ciało? Znaczy rozumiał pojęcie miłości, jako platonicznej miłości. I od biedy dałoby się pd to podpiąć romantyzm. Jednak reszta byłą jakaś dziwna, obca, a jednocześnie...tak naturalnie znajoma. Tak naprawdę chyba każdy kot ma automatycznie zakodowane w sobie informacje o procesie, tylko trzeba odpowiedniego czynnika i warunków, by dały o sobie znać. W każdym razie Dyniek nie miał czasu nad zastanawianie się, gdy natknęli się na wojownika. To już granica. Teraz pozostało im tylko czekać na przywódcę. Nie minęło za wiele czasu, przez który Królicza Łapa za pewne nadal prowadziła monolog, zasypując go lawiną słów. - Wężowa Gwiazda! - Odwzajemnił uśmiech, uważając to za dobry znak, mimo że mogło okazać się to bardzo zwodnicze. Fakt. Minęło wiele księżycy i nie zdziwiłby się, jeżeli przywódca raczej nie jest nazbyt ufny w stosunku do niego. - Wiem. Zostałem siłą porwany przez dwunogów. Udało mi się uciec, jednak jak chciałem wrócić, nikogo już nie było. Szukałem klanu dłuższy czas. - Część dotycząca szukania nowych terenów była w stu procentach prawdą. Było po nim widać że jest lekko nerwowy, świadczyły o tym lekko odchylone uszy. Ale jednocześnie nie wskazywało to na nic konkretnego. Mógł równie dobrze czuć się poddenerwowany całą sytuacją, jak i okresem czasu, kiedy nie było go w klanie. Prawda?
Przede wszystkim - ten wojownik Klanu Cienia przewyższa większość wojowników nie tylko w swoim klanie, ale także w całym lesie. Należy po prostu do tego gatunku kotów, których gabaryty świadczą o przewyższającej inne atuty sile. Ciało Wężowookiego jest mocno zbudowane, trzymające się na potężnych filarach łap. Pokrywająca go sierść jest krótka, gęsta, zapewniająca ciepło nawet w najsroższe zimy. Do tego jest bura, jak u większości cienistych kotów. Zachowana w ciepłych odcieniach, jak brązy i delikatne rudości, poprzecinana ciemniejszymi pręgami. Jedynym jasnym - beżowo białym akcentem, jest broda wojownika, a także nieznaczny fragment znajdujący się pod nią. Kocur ma duże oczy, o zwykle badawczym, przenikliwym wyrazie, barwy intensywnej żółci.
Matka natura obdarzyła Wężowego siłą i proporcjonalnym co do tego ciałem, jednak na szczęście oszczędziła mu topornego umysłu, który szedłby w parze z mięśniami. Myśli burasa zwykle krążą szybko, zagłębiając się często w miejsca kłopotliwe i trudno dostępne. Kocurek całym sobą chłonie wszelkie informacje jakie płynął od innych; słowa, gesty, mimikę, drobne niedopowiedzenia, tembr głosu i stara się je analizować na bieżąco by następnie umieścić w odpowiedniej szufladce w swojej głowie. Uwielbia posiadać i zdobywać informacje. Sprawia mu to niemałą satysfakcję, gdy może rozwiać wątpliwości innych, odpowiadać na ich pytania, ale także pokazywać w ten sposób, że jest od nich lepszy. Nie znaczy to jednak, że jest bezmyślną gadułą. Mówi co chce i co uważa w danej sytuacji za stosowne. Dostosowuje słowa, gesty i wszelkie drobnostki do rozmówcy, nie chcąc pozwolić sobie na spontaniczność mimo, że takie wrażenie sprawia.
Jest niezwykle empatyczny - zarówno pod względem emocjonalnym jak i poznawczym - potrafi z większą łatwością wyczuwać panujące nastroje i orientować się w najdelikatniejszych ich zmianach. Wykorzystuje to jednak na swój sposób; dąży do uzyskania korzyści i zaprezentowania sobą tego, czego dana osoba potrzebuje.
Jest niezwykle łasy na pochwały, a przez to niezwykle dumny. Ewidentnie pragnie pokazać wyższość nad innymi, a porażka dla niego nie wchodzi w grę.
To wspaniale, że wiesz, Jelenia Łapo. Mam nadzieję, że to się nigdy więcej nie powtórzy - zdawał się mówić chłodny wzrok przywódcy Klanu Cienia. Nazwanie Dyni Jelenią Łapą było swoistym przytykiem w kierunku Splątanego Futerka, który też jasno mówił, że doskonale pamiętał kto był jej ojcem. Zaczynał jednak żałować, bo w żaden sposób nie chciał, żeby sytuacja z Jeleniem się kiedykolwiek powtórzyła i nawet jeśli rudemu synowi Waniuszki brakowało animuszu jego dziadka, to Gwieździe wybitnie nie podobał się fakt, że kocur z taką beztroską właśnie się prezentuje. Zero skruchy.
Wyraz burego pyszczka stwardniał, ale czy to tak na prawdę robiło różnicę na i tak pozbawionej wyrazu, zmęczonej facjacie Wężowookiego? Chyba raczej nie.
- Dostałeś już jedną szansę i zniknąłeś. Trzeciej nie przewiduję. - rzucił w kierunku rudego kocura. - Witam z powrotem w klanie Cienia, Jelenia Łapo.
I jeśli to było wszystko, buras po prostu odwrócił się i ruszył w kierunku obozu.
Najmniejsza kotka w całej okolicy ( trust me, coś mniejszego nie byłoby w stanie się urodzić ), bardzo niska, o nieproporcjonalnie długim tułowiu i lodowobłękitnych ślepiach, w dodatku pokryta puchatą, śnieżnobiałą sierścią. Wibrysy ma lekko uniesione ku górze na samych ich końcach, uszy bardzo malutnkie, zaś nos i poduszki łap - jasnoróżowe. Natura nie mogła chyba wymyślić czegoś o bardziej urokliwym i niewinnym wyglądzie.
Radość! Radość i miłość dla wszystkich o dobrych i czystych serduszkach - czyli dosłownie dla każdego! Trzeba być miłym, nie wolno sprawiać nikomu przykrości, trzeba nawiązywać rozmowę i łączyć niemożliwe do połączenia dla większości fakty, na wszystkie zadane szybko pytania bądź też pytania, na które powinno odpowiadać się wieloma zdaniami reagując jednym gigantycznym, przepełnionym entuzjazmem głosikiem wiecznie podekscytowanej kotki. A jeśli ktoś rzuca się na cienistego, albo w ogóle na innego kota, jeśli oboje nie są cienistymi, to trzeba go zwyzywać i zagrozić mu tym, że urwie się mu ogon i wsadzi się go w jedno ucho, tak, żeby wyszedł drugim - nawet, jeśli jest jakimś tam psem, który ogona nie posiada!
No i pamiętajcie, każdemu, dosłownie każdemu, trzeba ufać, bo każdy jest przyjacielem! A już zwłaszcza cieniści!
Zły na Jelenia, czy nie zły, Wężowa Gwiazda przyjął rudego do klanu, na co Królicza mogła odpowiedzieć jedynie radosnym uśmiechem skierowanym ku jej ojcu. Udało się! Jej nowy przyjaciel - na szczęście - stał się cienistym! A ona chyba powinna dość szybko wracać do kociarni, bo przecież nie było jej prawie calusieńki dzień! Kiedy zdała sobie z tego sprawę, naprawdę bardzo mocno się zaniepokoiła, jednakże przecież siedzenie non stop w kociarni nie było jej obowiązkiem. Robiła to, bo chciała, taka była prawda. Nie miała rangi matki, a jedynie status terminatorki. Niemniej jednak... miała wrażenie, że powinna prędko znaleźć się w kociarni, toteż pędem, na jaki stać było najniższego kota w całej większej okolicy ruszyła w kierunku obozu. Miała nadzieję, że pod jej nieobecność nie stało się nic złego i że matki nie potrzebowały wtedy zbytnio pomocy w momencie, w którym jej nie było. Teraz z pewnością im to wynagrodzi, żeby tamte mogły odpocząć od pisków i krzyków! Oby faktycznie tak było.
z/t
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
Czarno-biały kwiat, który już od jakiegoś czasu rozkwitał i rósł na coraz to większą i większą. Białe plamy zasłaniające czarne futro układają się nieregularnie, granice między bielą a czernią, wędrowały krętą drogą, tworząc zawijasy i ciekawą kompozycję. Największa z owych plam, zaczyna się tuż na prawej stronie pyszczka, ciągnie się przez dolną szczękę, omijając mały element na brodzie z tego oto powodu na brodzie koteczki znajduje się czarne futerko. Biała nieregularna plama ciągnie się przez brzuch aż do wewnętrznej strony ud, ostatecznie jednak wchodzi na zewnętrzną stronę lewego uda, a tam spływa już w dół tworząc swego rodzaju krzywą skarpetkę. Białe skarpetki zostały nałożone również i na pozostałe łapy, na każdej jednak różnej długości. Na pyszczku osadzone żółte oczy. Na jej karku widnieje duża blizna, pamiątka po walce z rzeczną terminatorką. Brak 3/4 małżowiny lewego ucha. Na szyi obroża z pudroworóżową apaszką.
Ze wszystkich sił stara się zaistnieć w oczach wymagającego ojca, nie chce zawieść jego zaufania, ani sprawić, że będzie się jej wstydził. Po długim czasie spędzonym z ojcem zaczęła od siebie sporo wymagać i oczekuje tego również od rodzeństwa. Kwiatuszek nie ma czasu na głupie zabawy - ona jest poważnym kotem - a jeśli już zaplątała się w jakąś zabawę, starała się wyciągnąć z niej coś pożytecznego, coś co przyniesie jej potrzebną wiedzę i umiejętności. Jak na tak młody wiek jest bardzo ambitna i pewna swoich racji, a jej ogromna pewność siebie tylko to pogłębia.
Pilnujcie jej żeby nie uciekła. Och, jak bardzo Kwiatek teraz chciała zrobić na złość siostrze. Nie jest już kociakiem, znaczy nie rangą, a ta potraktowała ją jak niesforne dziecko. Więc skoro została tak potraktowana, to zachowa się jak taki niesforny kociak. Siedziała w legowisku terminatorów dość długo. Czekała kiedy wszystko przycichnie, a koty pójdą zająć się swoimi obowiązkami, wtedy przestaną zwracać uwagę na taką Kwiatek, która wymknie się z obozu. Wystawiła nos z legowiska uczniów i rozejrzała się po obozie. Nie widzi Wichury, ani nikogo kogo mogłaby zainteresować jej osoba. Jedna łapa, druga łapa i wyskoczyła z legowiska, a następnie skierowała swoje kroki w stronę wyjścia z obozu. Przyśpieszyła kroku kiedy była już blisko, a kiedy tylko opuściła bezpieczny obóz, przyśpieszyła jeszcze bardziej. Czy ma zamiar opuścić klan? Może. Choć wcześniej zdecydowała, że da gromiakom jeszcze jedną szansę. Uznajmy, że jest to taki spacer, może wróci, może nie. Minęła Złocistą Równinę i właśnie wkraczała między sosny. Z każdym krokiem zbliżała się do granicy. W planach miała wkroczenie na Ziemie Niczyje, właściwie to tereny gromu opuściła tylko raz, było to jednak przy Czterech Dębach i los zarządził, że postawi na jej drodze jakąś cienistą terminatorkę. Tym razem znów napotka jakiegoś cieniasa? Jak już ma kogoś spotkać, to oby to nie był kot z rzeki! Oficjalnie zaświadcza iż pała nienawiścią do tego klanu i wszystkich, którzy się z niego wywodzą! Oglądała się co jakiś czas za siebie, kto wie czy taka Wichura nie wpadnie na genialny pomysł by leźć za Kwiatek i pilnować jej ogona, zupełnie jakby nie miała czegoś lepszego do roboty. Przyśpieszyła krok do truchtu. Minęła właśnie granice, oficjalnie wkraczając na Ziemie Niczyje. A dokładniej na zwykły, lekko pagórkowaty teren. Nie ma co kryć, sądziła, że jest tutaj ciekawiej. Tym czasem okazało się, że są to tereny... zwykłe, niemalże nudne. Zatrzymała się, rozglądając na boki. Na obecną chwilę nikogo nie było i bardzo dobrze. Usiadła więc i zajęła się myciem swojej łapy.
Zdążył już dorosnąć. Zrobił się postawny i największy z kociąt Chabrowego Pąku, choć pomiędzy nim a Osikową Łapą nie ma znacznej różnicy. Z puszystej, okrągłej kulki stał się teraz sporym kocurem o długich, a także zwinnych łapach i pokaźnym ogonie, który często nosi wysoko uniesiony z nonszalancko opadającą końcówką. Ślepia kocura wybarwiły się na złocisty odcień. Może i bokobrody Pochmurnego nie są tak wydatne jak te u Osiki, ale bujnością kryzy go zdecydowanie przewyższa. Sierść na jego brodzie jest trochę dłuższa, co sprawia, że ma małą kozią bródkę. Samą brodę ma mocną i szeroką, aczkolwiek nie tak pokaźną jak ta Osiki. Bura sierść pokryta czarnymi, klasycznymi pręgami kontrastuje z białymi wstawkami na kufie, brodzie, kryzie, a także na przednich i tylnych łapach, gdzie sięgają one aż do pięt. Spomiędzy palców wyrastają mu pęczki sierści.
Wycofany, nonszalancki, spokojny. Raczej się nie emocjonuje. Częściej charakteryzuje go stoicki spokój. Jest co prawda ciekawy świata, jednak nie pokazuje tego za bardzo. Ma naturę samotnika i nie jest gadatliwy. Właściwie to w ogóle nie mówi. Przynajmniej do innych.
Od paru wschodów słońca kręciłem się w okolicy grądów, zarówno małego jak i dużego, w oczekiwaniu na nastanie terminu spotkania z Jesionową Korą, na które byłem już wcześniej umówiony. Być może tym razem rzeczywiście wyruszymy na osiedle, jak to mieliśmy w planach, na czym mi w tym momencie wyjątkowo zależało. Po moim ostatnim spotkaniu z Cienistą nie wyszedłem bogatszy o wiedzę, a wręcz przeciwnie w mojej głowie pojawiło się mnóstwo pytań, na które odpowiedzi jeszcze w większości nie poznałem. Z drugiej strony musiałem nieustannie migrować, żeby nie utknąć w jednym miejscu.
Krążyłem akurat po pagórkach nazywanych Wietrznym Wzniesieniem na lekko ugiętych łapach i z wiatrem wiejącym mi w pysk. Planowałem szybkie polowanie w celu zabicia czasu, ale jednak to nie zwierzyna zwróciła moja uwagę. Poczułem woń kocicy z Klanu Gromu. Z tym klanem znałem się najmniej. Jedynie dwa razy spotkałem terminatorki, które do niego należały, lecz nic z tych rozmów nie wyniknelo, toteż nie byłem z tych spotkań zadowolony. Podniosłem głowę znad ziemi i wyprężyłem pierś do przodu. Postanowiłem podejść do czarno-bialej kocicy, której sylwetka wyraźnie odznaczala się w okolicy. Swoją drogą, to już drugie spotkanie z czarno-bialym kotem z tego klanu. Ciekawe z czego wynikała ta jednolitość barwna. Przypadek, a może kryło się za tym coś więcej?
- Nie boisz się tutaj tak samotnie leżeć? - zapytałem, pewnym krokiem zbliżając się do obcej kocicy. Była już dorosła i na pierwszy rzut oka mogłem przypuszczać, że jest już wojowniczką, choć nie byłem tego pewny w stu procentach.
jestemPiotr,ale mówiąnamnieŁ O T R dosyćdługomamten alias,aleniewiemwsumieskąd (znajdziesz go)wszędziegdziezapachperfumi szlugówswąd aw dziewczęcychsercachwciążgasłyświatłaipsułsięprąd
Czarno-biały kwiat, który już od jakiegoś czasu rozkwitał i rósł na coraz to większą i większą. Białe plamy zasłaniające czarne futro układają się nieregularnie, granice między bielą a czernią, wędrowały krętą drogą, tworząc zawijasy i ciekawą kompozycję. Największa z owych plam, zaczyna się tuż na prawej stronie pyszczka, ciągnie się przez dolną szczękę, omijając mały element na brodzie z tego oto powodu na brodzie koteczki znajduje się czarne futerko. Biała nieregularna plama ciągnie się przez brzuch aż do wewnętrznej strony ud, ostatecznie jednak wchodzi na zewnętrzną stronę lewego uda, a tam spływa już w dół tworząc swego rodzaju krzywą skarpetkę. Białe skarpetki zostały nałożone również i na pozostałe łapy, na każdej jednak różnej długości. Na pyszczku osadzone żółte oczy. Na jej karku widnieje duża blizna, pamiątka po walce z rzeczną terminatorką. Brak 3/4 małżowiny lewego ucha. Na szyi obroża z pudroworóżową apaszką.
Ze wszystkich sił stara się zaistnieć w oczach wymagającego ojca, nie chce zawieść jego zaufania, ani sprawić, że będzie się jej wstydził. Po długim czasie spędzonym z ojcem zaczęła od siebie sporo wymagać i oczekuje tego również od rodzeństwa. Kwiatuszek nie ma czasu na głupie zabawy - ona jest poważnym kotem - a jeśli już zaplątała się w jakąś zabawę, starała się wyciągnąć z niej coś pożytecznego, coś co przyniesie jej potrzebną wiedzę i umiejętności. Jak na tak młody wiek jest bardzo ambitna i pewna swoich racji, a jej ogromna pewność siebie tylko to pogłębia.
Kierunek wiatru sprawił, że Kwiatek nie wyczuła woni Chmielograba. Właściwie nawet nie była świadoma iż właśnie ktoś zmierza w jej stronę. Nie powinno jej zdziwić, że po Ziemiach Niczyich szlajają się samotnicy, jednak nie ma co kryć, miała nadzieję, iż tym razem żaden nie napatoczy się przed jej nos i będzie mogła w spokoju posiedzieć i zająć się pielęgnacją swojego futerka. Jej uszy drgnęły niespokojnie, wyłapując głos kocura. Od razu postawiło ją to na łapy, podniosła się i jeżąc futro na grzbiecie, mierzyła w przybysza ostrym spojrzeniem. - Czego niby miałabym się bać? - wydukała, odsuwając się od samotnika, gdy ten tylko podszedł bliżej. Bezpieczna odległość musi zostać zachowana. Woń, jaka dawała od kocura nie była jej znana. Nie miał zapachu żadnego konkretnego klanu, co naprowadziło Kwiatek na to, iż ma do czynienia raczej z samotnikiem. Odsunęła się jeszcze trochę, po takich nie wiadomo czego się spodziewać, w końcu nie obowiązuje ich Kodeks Wojownika, który skutecznie ogranicza możliwości klanowych kotków.
Zdążył już dorosnąć. Zrobił się postawny i największy z kociąt Chabrowego Pąku, choć pomiędzy nim a Osikową Łapą nie ma znacznej różnicy. Z puszystej, okrągłej kulki stał się teraz sporym kocurem o długich, a także zwinnych łapach i pokaźnym ogonie, który często nosi wysoko uniesiony z nonszalancko opadającą końcówką. Ślepia kocura wybarwiły się na złocisty odcień. Może i bokobrody Pochmurnego nie są tak wydatne jak te u Osiki, ale bujnością kryzy go zdecydowanie przewyższa. Sierść na jego brodzie jest trochę dłuższa, co sprawia, że ma małą kozią bródkę. Samą brodę ma mocną i szeroką, aczkolwiek nie tak pokaźną jak ta Osiki. Bura sierść pokryta czarnymi, klasycznymi pręgami kontrastuje z białymi wstawkami na kufie, brodzie, kryzie, a także na przednich i tylnych łapach, gdzie sięgają one aż do pięt. Spomiędzy palców wyrastają mu pęczki sierści.
Wycofany, nonszalancki, spokojny. Raczej się nie emocjonuje. Częściej charakteryzuje go stoicki spokój. Jest co prawda ciekawy świata, jednak nie pokazuje tego za bardzo. Ma naturę samotnika i nie jest gadatliwy. Właściwie to w ogóle nie mówi. Przynajmniej do innych.
Gesty. Jak zawsze zwracałem na nie ogromną uwagę, większą niż ktokolwiek inny. Przynajmniej tak mi się zawsze wydawało. Niespokojne drgnięcie obu uszu zdradzało już sporo, wywołując u mnie poczucie satysfakcji. Natomiast zjeżone futro było jedynie wymownym dodatkiem, po którym mniej bystry widz zorientowałby się, co jest na rzeczy.
- Zwykle koty boją się nieznanego - powiedziałem zdawkowo. Była nerwowa i przesadnie ostrożna. Przynajmniej o tyle lepsza w porównaniu do mojej córki, która nierozsadnie zaczepiala obcych samotnikow daleko od granicy własnego klanu. Podniosłem oczy znad zmruzonych powiek i spojrzałem prosto na moją nową znajomą. Jej strach sprawiał, że robiłem się ciekawy. Czyżby w Klanie Gromu bardziej przestrzegali przed samotnikami niż gdziekolwiek indziej? A jeśli faktycznie, to jaki był tego powód? Nie wiedziałem, a niewiedza bardzo mnie pobudzała.
- Widzę, że owym nieznanym dla ciebie jestem ja - mruknąłem po krótkiej przerwie, a mój puszysty ogon powiewal na lekkim wietrze uniesiony ku górze z nonszalancko opadająca końcówka.
jestemPiotr,ale mówiąnamnieŁ O T R dosyćdługomamten alias,aleniewiemwsumieskąd (znajdziesz go)wszędziegdziezapachperfumi szlugówswąd aw dziewczęcychsercachwciążgasłyświatłaipsułsięprąd
Czarno-biały kwiat, który już od jakiegoś czasu rozkwitał i rósł na coraz to większą i większą. Białe plamy zasłaniające czarne futro układają się nieregularnie, granice między bielą a czernią, wędrowały krętą drogą, tworząc zawijasy i ciekawą kompozycję. Największa z owych plam, zaczyna się tuż na prawej stronie pyszczka, ciągnie się przez dolną szczękę, omijając mały element na brodzie z tego oto powodu na brodzie koteczki znajduje się czarne futerko. Biała nieregularna plama ciągnie się przez brzuch aż do wewnętrznej strony ud, ostatecznie jednak wchodzi na zewnętrzną stronę lewego uda, a tam spływa już w dół tworząc swego rodzaju krzywą skarpetkę. Białe skarpetki zostały nałożone również i na pozostałe łapy, na każdej jednak różnej długości. Na pyszczku osadzone żółte oczy. Na jej karku widnieje duża blizna, pamiątka po walce z rzeczną terminatorką. Brak 3/4 małżowiny lewego ucha. Na szyi obroża z pudroworóżową apaszką.
Ze wszystkich sił stara się zaistnieć w oczach wymagającego ojca, nie chce zawieść jego zaufania, ani sprawić, że będzie się jej wstydził. Po długim czasie spędzonym z ojcem zaczęła od siebie sporo wymagać i oczekuje tego również od rodzeństwa. Kwiatuszek nie ma czasu na głupie zabawy - ona jest poważnym kotem - a jeśli już zaplątała się w jakąś zabawę, starała się wyciągnąć z niej coś pożytecznego, coś co przyniesie jej potrzebną wiedzę i umiejętności. Jak na tak młody wiek jest bardzo ambitna i pewna swoich racji, a jej ogromna pewność siebie tylko to pogłębia.
Nigdy nie zwracała tak szczególnej uwagi na jakieś mniej ważne gesty. Ruch uszu był zwykłym nieważnym szczegółem, który niezbyt – według niej – wpływał na cokolwiek, no chyba że było to jedyne co jej rozmówca miałby to zaoferowania. Na przykład ta terminatorka z rzeki. Jej uszy były takich pokaźnych rozmiarów, że najmniejszy ruch nimi, stawał się widoczny z drugiego końca granicy.
Czarne futro na grzbiecie zaczynało stopniowo opadać. Kotka stwierdziła iż na obecną chwilę samotnik raczej jej nie zagraża. Albo dobrze grał, albo rzeczywiście nie ma w planach morderstwa z zimną krwią. Jej brwi drgnęły na stwierdzenie kocura. Miał racę, nie można się kłócić. Jednak w przypadku Kwiatek, nieznane ją bardziej intryguje, aniżeli przeraża. Nic nie odpowiedziała, jedynie kiwnęła, niezauważalnie głową, na słowa burasa. - Najwyraźniej - burknęła, nie odwracając ani na chwilę wzroku od samotnika. Koty z innych klanów, z którymi dotąd miała do czynienia, wydawały się być agresywne. Były nastawione raczej w negatywny, niż w pozytywny, sposób. Przykładem tego jest Zachodząca Łapa z rzeki. Głupia terminatorka, która na zbyt wiele sobie pozwoliła. Po dziś dzień Kwiatek nosi na karku bliznę, po niej pozostawioną. Kolejnym tego typu kotem jest cienista terminatorka. Głośna i raczej nie należąca do inteligentnych. Córka Gorejącego Krzewu jest niemal pewna, że wszystkie cztery klany słyszały jak szylkretka darła mordę i prychała co chwila. Więc skąd mogła wiedzieć, że kocur nie jest również takim... okazem. Głośny, agresywny, a jednocześnie i głupi. Na obecną chwilę jedynie zaintrygował Kwiatek swoim zachowaniem. Niby samotnicy są tacy groźni i nieprzewidywalni, a w tym momencie wydawał się być dość spokojny. W tym momencie, żeby nie było.
Zdążył już dorosnąć. Zrobił się postawny i największy z kociąt Chabrowego Pąku, choć pomiędzy nim a Osikową Łapą nie ma znacznej różnicy. Z puszystej, okrągłej kulki stał się teraz sporym kocurem o długich, a także zwinnych łapach i pokaźnym ogonie, który często nosi wysoko uniesiony z nonszalancko opadającą końcówką. Ślepia kocura wybarwiły się na złocisty odcień. Może i bokobrody Pochmurnego nie są tak wydatne jak te u Osiki, ale bujnością kryzy go zdecydowanie przewyższa. Sierść na jego brodzie jest trochę dłuższa, co sprawia, że ma małą kozią bródkę. Samą brodę ma mocną i szeroką, aczkolwiek nie tak pokaźną jak ta Osiki. Bura sierść pokryta czarnymi, klasycznymi pręgami kontrastuje z białymi wstawkami na kufie, brodzie, kryzie, a także na przednich i tylnych łapach, gdzie sięgają one aż do pięt. Spomiędzy palców wyrastają mu pęczki sierści.
Wycofany, nonszalancki, spokojny. Raczej się nie emocjonuje. Częściej charakteryzuje go stoicki spokój. Jest co prawda ciekawy świata, jednak nie pokazuje tego za bardzo. Ma naturę samotnika i nie jest gadatliwy. Właściwie to w ogóle nie mówi. Przynajmniej do innych.
Kładąca się sierść na grzbiecie Gromiaczki dała mi do zrozumienia, że trochę się uspokoiła i nie uznała mnie za zagrożenie. Czy słusznie? To się jeszcze okaże. Na razie nie miałem wobec niej niecnych zamiarów. Zamiast tego ciekaw byłem skąd taki strach w jej sercu przed obcymi i czy to normalne w Klanie Gromu. Kozicza Łapa w końcu też się bała, ale nie okazała tego tak dobitnie, jak czarno-biała, na którą się dzisiaj natknąłem. Inna sprawa, że minęło sporo czasu od mojego ostatniego kontaktu z kotami z owego klanu. Wykazywałem niewielkie zainteresowanie tym klanem. Zobaczmy, czy po dzisiejszym dniu się to zmieni.
- W Klanie Gromu straszą was bardziej przed obcymi, niż w innych klanach? - zapytałem nie spuszczając z niej wzroku. Przechyliłem głowę na bok, ponieważ zauważyłem bliznę ciągnącą się przez jej kark. Wyglądała paskudnie. Kocica musiała stoczyć jakąś poważną walkę. Mi się nigdy nie zdarzyło nabyć żadnej blizny, a nie można powiedzieć, abym stronił od walki. Interesujące. Moja ciekawość się pobudziła, a umysł zaczął rozmyślać jak do tego doszło i co spowodowało szkaradną ranę. Postanowiłem podejść do niej o parę kroków, żeby zobaczyć, czy zaufała mi już na tyle, abym mógł obok niej usiąść. Im bliżej kocicy byłem, tym łatwiej się rozmawiało. Zazwyczaj.
jestemPiotr,ale mówiąnamnieŁ O T R dosyćdługomamten alias,aleniewiemwsumieskąd (znajdziesz go)wszędziegdziezapachperfumi szlugówswąd aw dziewczęcychsercachwciążgasłyświatłaipsułsięprąd
Czarno-biały kwiat, który już od jakiegoś czasu rozkwitał i rósł na coraz to większą i większą. Białe plamy zasłaniające czarne futro układają się nieregularnie, granice między bielą a czernią, wędrowały krętą drogą, tworząc zawijasy i ciekawą kompozycję. Największa z owych plam, zaczyna się tuż na prawej stronie pyszczka, ciągnie się przez dolną szczękę, omijając mały element na brodzie z tego oto powodu na brodzie koteczki znajduje się czarne futerko. Biała nieregularna plama ciągnie się przez brzuch aż do wewnętrznej strony ud, ostatecznie jednak wchodzi na zewnętrzną stronę lewego uda, a tam spływa już w dół tworząc swego rodzaju krzywą skarpetkę. Białe skarpetki zostały nałożone również i na pozostałe łapy, na każdej jednak różnej długości. Na pyszczku osadzone żółte oczy. Na jej karku widnieje duża blizna, pamiątka po walce z rzeczną terminatorką. Brak 3/4 małżowiny lewego ucha. Na szyi obroża z pudroworóżową apaszką.
Ze wszystkich sił stara się zaistnieć w oczach wymagającego ojca, nie chce zawieść jego zaufania, ani sprawić, że będzie się jej wstydził. Po długim czasie spędzonym z ojcem zaczęła od siebie sporo wymagać i oczekuje tego również od rodzeństwa. Kwiatuszek nie ma czasu na głupie zabawy - ona jest poważnym kotem - a jeśli już zaplątała się w jakąś zabawę, starała się wyciągnąć z niej coś pożytecznego, coś co przyniesie jej potrzebną wiedzę i umiejętności. Jak na tak młody wiek jest bardzo ambitna i pewna swoich racji, a jej ogromna pewność siebie tylko to pogłębia.
Podjęła się próby odczytania zamiarów samotnika. Nic jednak nie nakierowało ją na jednoznaczny tor. Niby wydaje się być miły i nie groźny, a jednak jego postura wskazuje iż nie należy do kotów słabych. Napewno stanowi zagrożenie, nie należy tego lekceważyć i w dalszym ciągu zachować środki ostrożności, nawet jeśli były przesadne. W końcu, przezorny zawsze ubezpieczony. - Nie wiem co mówią o samotnikach w innych klanach - jej powieka drgnęła gdy tylko kocur przechylił głowę. Mogła się domyśleć, że teraz przygląda się jej bliźnie. Swoimi czasy się nią szczyciła. Chodziła z wysoko uniesioną głową, z satysfakcją oglądając jak współklanowicze przyglądają się jej, a dokładniej łysemu plackowi, który tkwił za jej głową. Blizny i wszelakie rany w pewnym stopniu ją zachwycały, w końcu za każdą kryje się jakaś historia. A taka pamiątka tylko pokazuje jak wiele przeszedł dany kot, i że byle co go nie pokona. Sama jednak na pewno nie chciałaby stracić ucha, inne blizny by zniosła, ale ucho to już przesada. Zresztą, jak innym to nawet pasowało, tak jej na pewno nie do pyszczka z takim ubytkiem.
Pierwszy odruch, jaki chciała zastosować, to było odsunięcie się. Zrezygnowała jednak z tego, uważniej obserwując ruchy samotnika, który zdecydował się do niej podejść. Oczywiście jeszcze nie pozwoliła mu zbliżyć się na tyle, by mógł bez skrupułów obok niej usiąść. Na razie pozwoliła jedynie zmniejszyć dzielącą ich odległość, a kiedy stwierdziła, że jest za blisko, po prostu cofnęła się o krok.
Zdążył już dorosnąć. Zrobił się postawny i największy z kociąt Chabrowego Pąku, choć pomiędzy nim a Osikową Łapą nie ma znacznej różnicy. Z puszystej, okrągłej kulki stał się teraz sporym kocurem o długich, a także zwinnych łapach i pokaźnym ogonie, który często nosi wysoko uniesiony z nonszalancko opadającą końcówką. Ślepia kocura wybarwiły się na złocisty odcień. Może i bokobrody Pochmurnego nie są tak wydatne jak te u Osiki, ale bujnością kryzy go zdecydowanie przewyższa. Sierść na jego brodzie jest trochę dłuższa, co sprawia, że ma małą kozią bródkę. Samą brodę ma mocną i szeroką, aczkolwiek nie tak pokaźną jak ta Osiki. Bura sierść pokryta czarnymi, klasycznymi pręgami kontrastuje z białymi wstawkami na kufie, brodzie, kryzie, a także na przednich i tylnych łapach, gdzie sięgają one aż do pięt. Spomiędzy palców wyrastają mu pęczki sierści.
Wycofany, nonszalancki, spokojny. Raczej się nie emocjonuje. Częściej charakteryzuje go stoicki spokój. Jest co prawda ciekawy świata, jednak nie pokazuje tego za bardzo. Ma naturę samotnika i nie jest gadatliwy. Właściwie to w ogóle nie mówi. Przynajmniej do innych.
Udzieliła mi wymijającej odpowiedzi. Najwyraźniej będę zmuszony zadać bardziej bezpośrednie pytanie, żeby uzyskać informację, która mnie interesowała. Kocica wydawała się być wycofana i ostrożna, choć nie umknęło mi, że nieco spuściła z tonu, mimo wszystko pozostając czujną. Właściwie owa przezorność zasługiwala na słowa uznania.
- A jak mówią w twoim? Mnie nigdy tak nie przestrzegali przed obcymi - mruknąłem krótko, podejmując nieco ryzykowny temat. Jednocześnie miałem już plan i wiedziałem w jaki sposób mam się do tego zabrać. Inspirację do tej postaci czerpałem z bardzo bliskiego mi źródła. Przynajmniej jeśli mowa o pokrewieństwa. Po tych słowach obserwowałem ją jeszcze uważniej niż wcześniej. Udało mi się do niej podejść, ale gdy znalazłem się zbyt blisko dała mi jasny sygnał, że mam nie podchodzić, toteż się zatrzymałem.
- Kto ci to zrobił? - Kiwnąłem głową na bliznę na jej karku, której wcześniej się przyglądałem, a co na pewno zauważyła, ponieważ się z tym w ogóle nie ukrywałem.
jestemPiotr,ale mówiąnamnieŁ O T R dosyćdługomamten alias,aleniewiemwsumieskąd (znajdziesz go)wszędziegdziezapachperfumi szlugówswąd aw dziewczęcychsercachwciążgasłyświatłaipsułsięprąd
Czarno-biały kwiat, który już od jakiegoś czasu rozkwitał i rósł na coraz to większą i większą. Białe plamy zasłaniające czarne futro układają się nieregularnie, granice między bielą a czernią, wędrowały krętą drogą, tworząc zawijasy i ciekawą kompozycję. Największa z owych plam, zaczyna się tuż na prawej stronie pyszczka, ciągnie się przez dolną szczękę, omijając mały element na brodzie z tego oto powodu na brodzie koteczki znajduje się czarne futerko. Biała nieregularna plama ciągnie się przez brzuch aż do wewnętrznej strony ud, ostatecznie jednak wchodzi na zewnętrzną stronę lewego uda, a tam spływa już w dół tworząc swego rodzaju krzywą skarpetkę. Białe skarpetki zostały nałożone również i na pozostałe łapy, na każdej jednak różnej długości. Na pyszczku osadzone żółte oczy. Na jej karku widnieje duża blizna, pamiątka po walce z rzeczną terminatorką. Brak 3/4 małżowiny lewego ucha. Na szyi obroża z pudroworóżową apaszką.
Ze wszystkich sił stara się zaistnieć w oczach wymagającego ojca, nie chce zawieść jego zaufania, ani sprawić, że będzie się jej wstydził. Po długim czasie spędzonym z ojcem zaczęła od siebie sporo wymagać i oczekuje tego również od rodzeństwa. Kwiatuszek nie ma czasu na głupie zabawy - ona jest poważnym kotem - a jeśli już zaplątała się w jakąś zabawę, starała się wyciągnąć z niej coś pożytecznego, coś co przyniesie jej potrzebną wiedzę i umiejętności. Jak na tak młody wiek jest bardzo ambitna i pewna swoich racji, a jej ogromna pewność siebie tylko to pogłębia.
- Że jesteście nieprzewidywalni i nie obowiązuje was Kodeks Wojownika - odpowiedziała. Temat samotników nigdy nie wydawał jej się interesujący. Za to od zawsze ciągnęło ją do tematów walki, polowań i ogólnie do rzeczy, przy których mogłaby się wykazać. Tak, by inni mogli dostrzec jaka to ona jest dobra, a Kwiatek zostałaby skomplementowana przez ojca słowami: ”Jestem z ciebie dumny”. A teraz jedyne na co mogła liczyć z jego strony to zawód w oczach, gdy tylko na nią spojrzy - nie jesteś pierwszym kotem spoza gromu, którego spotykam - do tej pory takie spotkania nie należały do przyjemnych. Więc jej ostrożność jest w pewnym stopniu wytłumaczona.
Pierwszy raz od przybycia kocura, oderwała od niego wzrok. Spojrzała w tył, próbując dojrzeć choć odrobinę blizny. - Jakaś rzeczna wywłoka - powróciła żółtymi ślepiami do postaci samotnika. Z każdą chwilą odczuwała coraz mniejsze zagrożenie z jego strony. A czy słusznie? Nie wiadomo.