Średniej wielkości, krótkowłosy rudy kocur o pręgowaniu tygrysim. Ma mocne, długie łapy. Ciało rudego ma atletyczną budowę. Charakterystycznym dla niego są ciemne, niemal czarne plamki na nosie i na łapach. Na brodzie i na policzkach ma ciut dłuższe, poczochrane futerko. Jego oczy są zimno niebieskie, niemal szare.
Buntowniczy; w imię pokoju wywołałby wojnę; rodzina ponad wszystko. Bóg na ziemi (a przynajmniej tak o sobie myśli). Dumny jak nikt.
Ach, no tak - zapomniał, że może go tutaj nie być w razie gdyby Orion faktycznie miał wrócić. Ryży chwilę pozwolił sobie się zastanowić. - W tej okolicy. Słyszałeś kiedyś o Klanie Gromu? Tam żyję póki co. Jeśli jednak tam mnie nie znajdziesz... Planuję przenieść się na teren za rzeką i uczynić go własnym, razem z moim... bratem. Są szanse, że wtedy będę tam - mruknął łagodnie, uśmiechając się do samego siebie na tę myśl. Uczynić teren własnym, żyć tam! Mało zgodne z prawdą, ale nadal mógł marzyć o tym, że kiedyś tak będzie, że osiągnie TAK wiele w życiu. - Chyba, że wrócisz wiele, wiele księżyców później. Wówczas... nie wiem, gdzie mnie będzie można spotkać. Niemniej, skrośmy się spotkali teraz - wierzę, że i w przyszłości los pozwoli nam spotkać się na tej samej drodze.
Lub nie, ale nie o tym teraz. Kamień chciał pozostać chociaż trochę optymistyczny wobec tego, co go otacza. Szczególnie, że chodziło rzeczy TAK ważne, jak spotkanie wędrowca, który mógłby wskazać mu miejsce godne rudzielca. Gdyby faktycznie się spotkali - a Kamień miałby predyspozycje do władania czymkolwiek - być może by tam przeniósł swoje ziemie!
Gdy wspominał mu o górach, nastawił uszu z ciekawością. Gdy wspomniał o strumyku przy Cieniu, uniósł na moment brew do góry - nie widział go nigdy. Nie mógł jednak tego kwestionować, wierzył na słowo. Więc należy iść wzdłuż niego i by dotarł... Zapewne miejsce to było o wieki oddalone od Gromu, a wycieczka tam zajęłaby mu co najmniej księżyc. Odpadała w najbliższym czasie. - Dzięki. Jak będę mieć więcej czasu, a pogoda będzie bardziej dopisywać, chętnie się tam wybiorę... Pozdrowię twoich rodziców, jeśli ich spotkam - mruknął cicho, zerkając we wspomnianą przez kocura stronę. Pójdzie tam. Kiedyś, kiedy będzie mógł, pójdzie. Zupełnie sam, bo nie narazi na wycieczkę Krzyżaka, zaś Puchacz może nie chcieć zostawić rodziny ani Klanu. Chyba, pewien być nie mógł. - Wiem, że brzmi to jak coś, co każdy widział chociaż raz w życiu - powtórzył moment po nim, ruchem głowy i krótkim przymknięciem oczu sygnalizując, że nie poczuł się urażony i przeprosiny są zbędne. - Stąd pytam - inaczej byś mnie nazwał? Gdybyś mógł, abym nie był zwykły. Miejscowy.
Doprecyzował, teraz zamieniając się w słuch. Oczywiście; jako że był chodzącym pół-bogiem, chciał wiedzieć czy mógł być specjalniejszy. A jeśli mógł - musiał o tym wiedzieć.
✦ ✮ ✦ I'm alive but I'm D E A D hear my voice up in your head watch it fill you full of dread TILL YOU GO POW
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
- Ach, klan Gromu, jasne, zdążyłem poznać... chyba od tej gorszej strony, myślę. - wykrzywił pysk w kwaśnym uśmiechu na wspomnienie napotkanych gromowych kotków. Zdecydowanie wypadały najsłabiej spośród wszystkich wszystkich klanów. Najmniej gościnnie, ot. Orion nie był wielkim fanem pozostawiania wszystkiego w łapkach losu, bo chociaż ten był dla niego zwykle łaskawy, wciąż odbierał to jako częściową utratę autonomii, uzależnianie od kapryśnych sił. Niemniej jednak, teraz jedynie uśmiechnął się uprzejmie i mruknął coś na zgodę. Niech i tak będzie.
- Matkę. - poprawił kocura. - Ojca nie poznałem. - dopowiedział jeszcze, bo jakkolwiek dorabianie aż tak zaawansowanej ideologii do swojego imienia nie było dla niego problemem, tak pojawiał się zgrzyt, gdy do tego obrazka fałszywie wykreowanej przeszłości miał jeszcze dołączyć nieistniejący ojciec. Nie, dla niego nie było tam miejsca.
Z następnymi słowami zamyślił się na moment, odchylając nieco w tył i spod przymrużonych powiek obserwując rudą mordkę. Dopiero po kilku sekundach zapadł ostateczny werdykt.
- Zależy. - jeden rabin powie tak, drugi powie nie. A Orion powie, że to zależy i wniesie do rozmowy tyle samo co pozostała dwójka. - Może gdybym ciebie lepiej poznał to znalazłbym jakieś bardziej niezwykłe, pasujące imię. Ale w obecnym momencie? Ciężko o coś ponad ładne, ale, w ostatecznym rozrachunku, niewiele znaczące imię. Rozumiesz. - wyjaśnił swoje stanowisko. Jasne, był w stanie na coś wpaść już teraz, ale efekt byłby niesatysfakcjonujący. Dla orientala głównie, bo wiedział, że stać by go było na coś lepszego, gdyby tylko nie miał tak ograniczonych danych. -Zresztą jeśli odpowiada ci obecne imię to nie ma sensu szukać nowego. - dodał jeszcze z lekkim wzruszeniem barkami.
Średniej wielkości, krótkowłosy rudy kocur o pręgowaniu tygrysim. Ma mocne, długie łapy. Ciało rudego ma atletyczną budowę. Charakterystycznym dla niego są ciemne, niemal czarne plamki na nosie i na łapach. Na brodzie i na policzkach ma ciut dłuższe, poczochrane futerko. Jego oczy są zimno niebieskie, niemal szare.
Buntowniczy; w imię pokoju wywołałby wojnę; rodzina ponad wszystko. Bóg na ziemi (a przynajmniej tak o sobie myśli). Dumny jak nikt.
Gorszej? Uniósł pytająco brew do góry, niemo prosząc o jakieś wyjaśnienia. Miał też nadzieję, że gorzkie pierwsze spotkanie nie przekreśli ich relacji. Kamień nie był w końcu byle Gromiakiem. Ba, był pewien że aż zbyt się różni od większości kotów w swoim Klanie. - Oczywiście. Zapamiętam. Ja miałem dwie mamy od zawsze - wspomniał, uznając że takim szczegółem mógłby się podzielić. Dwójka matek to nic dziwnego, w końcu Puchacz miała tak samo... Ale mimo wszystko, czuł wewnętrzną potrzebę powiedzieć o tym Orionowi. - Wyglądała podobnie do ciebie?
Musiał też to wiedzieć. To jest, jak jego mama wyglądała, kogo będzie szukał! A jej wygląd, choćby krótki opis, mógłby bardzo mu ułatwić poszukiwania odpowiedniego kota. Jego rodzice wyglądali zupełnie inaczej, żadna z matek nie była ruda... a ojciec, nie wiedział jak wygląda. Kim jest, jak ma na imię.
Słysząc werdykt, w moment poczuł wielki zawód, a tuż po tym ogarnęła go ekscytacja. Gdyby lepiej go poznał? To nie problem! - Poznamy się lepiej. Nie od razu, ale za jakiś czas, wówczas będę liczył na prezent w postaci imienia - uśmiechnął się cwanie, mając w tym podwójną korzyść. Ciekawy znajomy, poczucie specjalności. Wszystko co dobre! - Skąd wiesz, co przyniesie nam przyszłość. Kamieniem mogę przestać być wraz z humorem Przywódcy, który uzna że nie lubi mojego imienia.
To jest... matka pewnie mu go nie zmieni, ale jeśli ten drugi uzna że czemu by nie? I uzna go jakoś... byle jak? Nie było opcji. Zapas będzie dobry.
✦ ✮ ✦ I'm alive but I'm D E A D hear my voice up in your head watch it fill you full of dread TILL YOU GO POW
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Widząc zdziwioną minę tylko pokręcił łbem z przepraszającym uśmiechem. – To opowieść na inny raz myślę. – wyjaśnił jeszcze. Miło się rozmawiało, więc po co psuć humor opowieściami o dzikusach co atakują, bo tak? Co gorsza Kamień mógłby odczuć nagły przypływ solidarności względem pobratymców i już w ogóle byłoby... niekorzystnie.
– Hm, to chyba fajnie tak? Brzmi fajnie, w każdym razie. – mruknął w zamyśleniu, próbując zestawić jeszcze drugą matkę koło swojej. Nie było to zbyt łatwe bez jakiegokolwiek... szablonu postaci, jak taka miałaby wyglądać i zachowywać, ale na podstawie swoich wspomnień z tą jedną, własną, prawdziwą, zakładał, że to musiało być... miłe. Ocknął się, słysząc pytanie i na wstępie pokręcił przecząco łbem. – Nie, w zasadzie to... nie. Ma krótkie futro, takie... hmm... – opisałby ten kolor jako zbliżony do bułki kajzerki, ale przecież to żadna informacja dla leśnego kota. – Kremowe, można powiedzieć. Ale też ma dłuższy pysk i chyba jest wysoka jak na kotkę. – co do ostatniego nie miał pewności w sumie. W jego pamięci była wysoka, bo ostatni raz ją widział, gdy sam był młodym szczylem. I gdyby nie to, że go rudy najpierw wybił z rytmu informacją o dwóch matkach to by może inaczej rozegrał opis swojej. Mniej... rzeczywiście. Odwróciłby kota ogonem, zaczął wyjaśniać, że w żadnym stopniu nie są podobni, a wręcz na tyle różni, że w dniu orionowych narodzin zaczęła płakać, że nigdy mu nie dorówna. Ale jakoś tak wyszło szczerzej.
– Dobra, to jesteśmy umówieni. – zgodził się z uśmiechem, z góry uznając to... oświadczenie, za propozycję kolejnego spotkania w nieokreślonej przyszłości. I fajnie, też był zadowolony z takiego obrotu spraw. I wziął to też za sygnał do myślenia o rozejściu się, pogoda nie sprzyjała przesiadywaniu w jednym miejscu.
– Mówisz, że przywódca wedle kaprysu zmieniać wasze imiona? No... nieżle, nawet bym o tym nie pomyślał. – odparł lekko zdziwiony, na wieść o takich praktykach. I się na to godzili? Żadnego sprzeciwu wobec takich praktyk? Zimny dreszcz przeszedł go wzdłuż kręgosłupa, chociaż spowodował go raczej podmuch wiatru niż nagła refleksja nad klanowym życiem. No właśnie, pogoda...
– Na mnie już pora. Jak zmierzałeś w jakieś konkretne miejsce przed spotkaniem to mogę ciebie odprowadzić kawałek, a jak nie to... hm, do następnego? – nie żeby czekał teraz z niepewnym spojrzeniem, oczekując potwierdzenia kolejnego spotkania (przecież już byli umówieni), ale dobrze by było dowiedzieć się czy ich drogi się rochodzą już w tym miejscu czy nie. Podniósł się na cztery łapy i strzepnął śnieg osiadły na sierści.
Średniej wielkości, krótkowłosy rudy kocur o pręgowaniu tygrysim. Ma mocne, długie łapy. Ciało rudego ma atletyczną budowę. Charakterystycznym dla niego są ciemne, niemal czarne plamki na nosie i na łapach. Na brodzie i na policzkach ma ciut dłuższe, poczochrane futerko. Jego oczy są zimno niebieskie, niemal szare.
Buntowniczy; w imię pokoju wywołałby wojnę; rodzina ponad wszystko. Bóg na ziemi (a przynajmniej tak o sobie myśli). Dumny jak nikt.
Na inny raz...? Niech będzie. Wdzięczny był jednak za opis kotki, której miałby szukać. Kremowa, z długim pyskiem. Żadnych znaków szczególnych, jedynie to że jest wysoka. Super, skreśliło to jakąś jedną czwartą z wszystkich orientali na całym świecie, jeśli nie mniej. Grunt jednak, że podpowiedział mu cokolwiek, bo w innym wypadku... no, byłoby tylko trudniej ją znaleźć. - Tak szybko?... - otworzył szerzej oczy. Owszem, spędzili razem dłuższy moment, ale - ach. Najchętniej spędziłby u jego boku jeszcze co najmniej pół dnia. - W zasadzie to... tak. Możemy iść razem.
Rzucił zaraz tym obrzydliwym kłamstwem. Nie miał planów dokąd szedł, szedł przed siebie i najpewniej, jeśliby nie rzucił propozycji wspólnego spaceru, wróciłby teraz do domu. Skoro jednak chciałby go gdzieś odprowadzić, czemuby nie korzystać z takiej okazji?...
//zt?
✦ ✮ ✦ I'm alive but I'm D E A D hear my voice up in your head watch it fill you full of dread TILL YOU GO POW
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Wspaniale. – rzucił z zadowoleniem na potwierdzenie, że jeszcze nie muszą rozchodzić się w różne strony. Ale nie wyczuł podstępu, był przekonany, że Kamień rzeczywiście miał plany na dzisiaj, więc zaraz zadał następne, spodziewane pytanie. – To dokąd idziesz?
I po uzyskaniu konkretnej informacji, czy chociaż ogólnego kierunku skinął łbem i ruszył, uprzednio zaczepiając rudy bok końcówką ogona. Oczywiście nie zamierzał maszerować w milczeniu, więc gdy tylko kocur zrównał z nim krok, zarzucił jakimś tematem dotyczącym głupotek.
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxxOch, cóż za nudy! Poszukiwania były męczące... a może to jej się trochę nie chciało? W końcu głupek zostawił ją tak o! I to jeszcze ona go zaczęła szukać... czy ona ma w ogóle godność? Nie no, oczywiście, że ma. Ona miałaby nie mieć? Ha! Ale trochę jej się nie chciało, prawda. xxxxWracając jednak do nudy... zazwyczaj jej sposób działał jak czary, czemu tym razem miałoby tak nie zadziałać, prawda? I tak czuła mocny odór z jednej strony, jakby co najmniej komuś się chciało codziennie - a nawet nie jednemu komuś - wychodzić i sikać po krzakach. Onyks była jedynie ciekawa przez to trzech rzeczy: po co? dlaczego? ile im płacą? Ale skoro czuła zapach to znaczyło, że ktoś tam mieszka, a skoro ktoś tam mieszka to w końcu ją usłyszy! xxxx– Och, niebiosa! – wykrzyknęła przeraźliwie przygotowując się do płaczu... była połowicznie aktorką nie mogłaby tylko udawać - to musiało być z głębi! Z głębi! – Pomocy! Pomocy! Umieram! Ach! Pomocy! – krzyczała raz po raz, aż ktoś zjawiłby się na ratunek damie w opałach. W końcu żaden szanujący się dżentelmen, by jej tutaj nie zostawił, gdy tak bardzo potrzebuje pomocy, prawda? Och, jakie to by było dramatyczne... umierać wiedząc, że nikt nie chce pomóc... no i poszło! Rozpłakała się! Z głębi! Łzy zasłaniały jej pole widzenia, ale widziała jakąś rudą plamę... czyżby zadziałało?
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Średniej wielkości, krótkowłosy rudy kocur o pręgowaniu tygrysim. Ma mocne, długie łapy. Ciało rudego ma atletyczną budowę. Charakterystycznym dla niego są ciemne, niemal czarne plamki na nosie i na łapach. Na brodzie i na policzkach ma ciut dłuższe, poczochrane futerko. Jego oczy są zimno niebieskie, niemal szare.
Buntowniczy; w imię pokoju wywołałby wojnę; rodzina ponad wszystko. Bóg na ziemi (a przynajmniej tak o sobie myśli). Dumny jak nikt.
Wyjścia Kamienia poza obóz, nie, poza tereny Klanu nie były niczym dziwnym. Stopniowo, konsekwentnie robił to coraz częściej na coraz dłużej. Wpierw służyć miało to jedynie poznawaniu tego co obce i poszukiwaniu miejsc lepszych, teraz było to za równo unikanie matki, jak i przygotowywanie... siebie, przed zniknięciem na dłużej. Lub na zawsze.
Wietrzne Wzniesienia nie były przypadkowym miejscem. Nie przyszedłby tu bez powodu. Sentyment, lub wiara że znów spotka tu swojego przyjaciela, bo zwykłym znajomym nazywać go nie chciał, przyciągała go tu jak magnes. Orion nie był mu bliski. Znali się od dawna - bo odkąd byli w zasadzie bardzo młodzi - ale z drugiej strony nie widywali się dziennie. Ba, wręcz bardzo rzadko. A mimo to, zimnooki go lubił. Ufał mu, dbał o niego, poniekąd się martwił. Uczucia bywają dziwne. Nie rozumiał ich i nigdy nie zrozumie.
Z oddali widział znajomą sobie orientalną sylwetkę. Nie była to jednak ta Oriona, jasna, ładna, ale... czarna. Równie ładna, ale paskudnie głośna. I najpewniej by tę ominął, gdyby nie wołania o pomoc. Nie przybiegał - nie był rycerzem, który miał się zjawiać na każde wezwanie. Szedł wolno, bacznie jeżdżąc wzrokiem z boku na bok, szukając zagrożenia. Brak. Wpadła w sidła ludzi...? Nie. Mógł określić to już po chwili, gdy znalazł się bliżej i nie czuł woni krwi... Dziwne. Teraz szedł jeszcze bliżej, by dosłownie zrozumieć co się dzieje. - Co się stało, że tak krzyczysz? - mruknął, znajdując się może lisią odległość od niej. Nie był durny, nie zbliżyłby się bardziej nieproszony. Nie wiedział co się dzieje, nie chciał sam wpaść w jakieś sidła... Położył uszy do tyłu, widząc kłębiące się łzy. Nie mógł być słaby i temu ulegać. Była obca. Nie powinien się zbyt przejmować. Przełknął ślinę. - Skrzywdził cię ktoś? Wdepnęłaś w kolec?... Jak ci pomóc?
Dodał na koniec. Wyraźnie prosiła o pomoc chwilę wcześniej. Może będzie w stanie jej udzielić... jakoś.
✦ ✮ ✦ I'm alive but I'm D E A D hear my voice up in your head watch it fill you full of dread TILL YOU GO POW
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxxUdało się. Chociaż nie było to dla niej zdziwieniem, przecież zawsze działało. Nie mogła się jednak oprzeć myśli, że rycerz w lśniącej zbroi; dżentelmen był dla niej chłodny! Tak jakby chciała mu zrobić krzywdę? Jakby chciała go... złapać w swoje sidła? Och! Jak idealnie, nie miała do czynienia z typowym frajerem. xxxx – Krzyczę ponieważ czekam na kogoś kto mi pomoże i Ty och! Och Ty! Przyszedłeś. – wypowiedziała smutna i otarła łzy ogonem, następnie podbiegając, delikatnie stawiając łapki. Jakby była zbudowana z powietrza. Widziała sceptyczność rudego dlatego też zachowała odpowiednią odległość, mimo iż osaczała powoli, okrążając go, by przyjrzeć się z każdej strony. – Jako, że już przybiegłeś, a na... mało myślącego nie wyglądasz, może nawet na bystrego... dlatego powiem szczerze. Zwabiłam Cię po informację. Szukam przyjaciela, ale również wyjaśnienia na smród dobiegając z tamtej strony, której przyszedłeś. Czemu jest to tak... oznakowane? – zapytała i uśmiechnęła się słodziutko. Miała nadzieję, że urok osobisty i szczerość będą idealnie pomocne w tym momencie. Łzy zostały już zapomniane przez Onyks i jedynie można zobaczyć w jej oczach spokój. Ciekawość. Ekscytacja. Cudownie.
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Średniej wielkości, krótkowłosy rudy kocur o pręgowaniu tygrysim. Ma mocne, długie łapy. Ciało rudego ma atletyczną budowę. Charakterystycznym dla niego są ciemne, niemal czarne plamki na nosie i na łapach. Na brodzie i na policzkach ma ciut dłuższe, poczochrane futerko. Jego oczy są zimno niebieskie, niemal szare.
Buntowniczy; w imię pokoju wywołałby wojnę; rodzina ponad wszystko. Bóg na ziemi (a przynajmniej tak o sobie myśli). Dumny jak nikt.
Oczywiście, że nie był typowym frajerem. Jeśli tak by go nazwała na głos, obraziłaby go na wieki. Uważał się wszak za boga stąpającego po ziemi, z darami jakich nie miał nikt! Daleko mu od bycia kimś typowym.
Ale był też w rzeczywistości jedynie kotem. I jak widział to, co się dzieje, nie rozumiał nic. Czekała aż ktoś jej pomoże? Jeśliby nie zjawił się on, siedziałaby i płakała dniami i nocami? Zacisnął usta, łeb zaraz odchylił delikatnie w tył, później siadł zaś prosto. Podziwia go? Słusznie. Niech obserwuje go, niech zapamiętuje każdy jego prążek, każdą kropkę na nosie, każdy odstający włos z łba. Schlebiało mu to, a serce radowało co nie miara. Lubił być podziwiany. Lubił być w centrum uwagi. I choć jej nie rozumiał, był w stanie przyjmować niewerbalne pochwały.
Ale nie wyciąganie informacji, których nie robiła już dyskretnie, a szukała ich wprost. Otworzył szerzej ślepia na moment, później zmarszczył brwi. A mogło być tak idealnie, przyjemnie i miło. - To teren Klanu. Jeśli przejdziesz granicę, masz szanse skończyć z paroma bliznami na tym pięknym pyszczku - nie żartował. Pochlebiając jej przekazywał fakt. Choć były na to małe szanse, to im bardziej w głąb Klanu... widział, co matka mogła zrobić z Jenotem. I jeśliby nie było przy tym Kamienia, co by się stało? Zabito by go? - Kogo szukasz?
Bezpośrednio. Teraz jego chłodne spojrzenie spojrzało się z tym jej, spokojnym. Dwa zupełnie różne światy. Oblizał pysk, poruszył wibrysami. Jak urok osobisty działał, tak bezpośredniość wyjątkowo była dla niego sygnałem, że należy uważać. Nie obchodził go Grom... ale póki byli tam wszyscy jego bliscy, wolał nie przesadzać i nie być zbyt otwartym. W głowie miał przepowiednię Szkiełka. - Nie jesteś stąd. Pachniesz inaczej, masz gładsze futro, lśniące. Ktoś cię wziął na spacer i zostawił? - na to delikatnie się uśmiechnął. Brzmiało to lepiej, niż jakby sugerował, że się zgubiła sama z siebie.
✦ ✮ ✦ I'm alive but I'm D E A D hear my voice up in your head watch it fill you full of dread TILL YOU GO POW
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxxWidziała jak połechtała ego, widziała jak podoba mu się bycie w centrum uwagi, napawało ją to radością. Pewność siebie była najczęściej kluczem do sukcesu! Nie ma potrzeby być skromnym, nie ma co udawać, jeśli ma się słodki pyszczek powinno się brać z tego jak najwięcej. Jest mnóstwo możliwości i rzeczy, które można dzięki temu zyskać, jednak... to rozmowa na inny czas, nie zostawiłaby tego tematu jednak. Szczególnie w momencie, gdy widzi potencjał. xxxx– Klan? A cóż to takiego? – zapytała, ostrożnie podchodząc bliżej, chciała przejąć władzę nad konwersacją, zdominować rozmówcę, zawsze lubiła gdy się zawstydzali... Chociaż bardziej porywające były rozmowy, gdy trzeba było walczyć o to. Ciekawiło ją jaka będzie ta. Nie mogła przestać okrążać dżentelmena, co jakiś czas zmieniała miejsce, w którym stała. Trudno jej było usiedzieć, gdy tyle się działo! – Blizny nie są mi obce, chociaż wolę, gdy to inni posiadają je dzięki moim pazurom... Czasami uznawałam to za sztukę – powiedziała słodko się uśmiechając. Nie biła się. Oczywiście, że nie! Nie stroniła od tego, ale... wolała zadawać ciosy nieuczciwie. Było to zabawniejsze. Lepsze. Bardziej fascynujące. – Przyjaciela! Już mówiłam, głuptasku – wymruczała podnosząc ogon, by przejechać nim pod szczęką rudzielca. Lekki flirt nigdy nie jest zły, prawda? Poza tym to jedna z możliwości wykorzystywania pewności siebie. xxxxZaśmiała się uroczo na stwierdzenie kocurka, był przeuroczy. Usiadła w końcu pierwszy raz od podejścia, idealnie naprzeciwko niego, przyjrzała się zimnemu spojrzeniu. Niebieskim oczom. Przecudowne. Nie uznałaby ich za unikatowe, ale pasowały do tego pyszczka pełnego słów. Zimne, stanowcze, a zarazem takie tajemnicze. Na jak długo? xxxx– Wyprowadzam się sama od bardzo dawna, jeśli aż tak Cię to ciekawi, ale prawda dbam o futro jak najlepiej. Miło, że zauważyłeś – wypowiedziała delikatnie. – Twoje oczka wyglądają jak zamarznięte jezioro... a ja bardzo lubię niebezpieczne sytuację – dodała na zachętę. Nie oczekiwała szczególnie dużo, nie miała zamiaru doprowadzać do jakiś dziwnych sytuacji, ale jak mogłaby odmówić wypowiedzenia takiego komplementu?
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Średniej wielkości, krótkowłosy rudy kocur o pręgowaniu tygrysim. Ma mocne, długie łapy. Ciało rudego ma atletyczną budowę. Charakterystycznym dla niego są ciemne, niemal czarne plamki na nosie i na łapach. Na brodzie i na policzkach ma ciut dłuższe, poczochrane futerko. Jego oczy są zimno niebieskie, niemal szare.
Buntowniczy; w imię pokoju wywołałby wojnę; rodzina ponad wszystko. Bóg na ziemi (a przynajmniej tak o sobie myśli). Dumny jak nikt.
Nieśmiałość z jego strony? Ktokolwiek o tym by mógł myśleć, był albo głupcem, albo... znał go na tyle dobrze, że umiałby tknąć jakieś słabe punkty w nim, które wywołałyby rumieniec na kamiennej mordzie. Był śmiały. Wiedział co robi. Jeśli nie wiedział, stawał się uparty i tym dalej było mu od czerwienienia się. Niemniej i tak - zamilkł. Pytanie było... trudne. Czym miał być Klan? - Miejsce, gdzie trzymają się koty... Będące rodziną. Tak jakby. Nie wiem, jak to wyjaśnić - przyznał, na moment odsuwając wzrok na bok. Nie mógł uznać Klanu za rodzinę. Owszem, była to jego rodzina, ale nie czuł się jej częścią. Nie czuł się, jakby miał być częścią tej rodziny. Po chwili znów podniósł spojrzenie. Nie myślałby, że go zdominowała. Jedynie ruszyła jego myśli. - Nie jest to nic, co jest godnym uwagi. Nie pozwoliliby wejść obcemu, jak mówiłem...
Wspominała o bliznach. Uniósł na moment uszy, czując rosnące zaciekawienie. Nie sądził, by blizny miały być sztuką. Pamiątką, dowodem odwagi, dowodem głupoty, nie sztuką. Zależy... jakie. Zależy jak na to spojrzeć. Zamilkł, pogrążając się w tej myśli. Czy mogły być sztuką? Jeśliby ktoś się uparł, tak. Cienkie rozcięcia na futrze... mogły być, jak najbardziej. Nic więcej. Pozostałe blizny traktował jak trofea. Nie odpowiedział jej nic. Zaciekawionym spojrzeniem suwał za nią, gdy ta znajdowała się w zasięgu jego wzroku.
Teraz. Teraz go zupełnie zatkała na moment. Wymruczane słowa były dla niego... no, nie wiedział jak zareagować. Nie wiedział jak się czuł. Oburzony, jak najbardziej, nazwała go głupim! Z drugiej strony, zrobiła to w taki sposób, że nie czuł się bezpośrednio źle. Przed gniewem uratował ją też ten gest przejechania mu pod brodą. Kamień jednak był sobą, więc naturalnym dlań było przekrzywić łeb na bok, zmarszczyć brwi i... i kontynuować niewiedzę jak się czuje. Ścisnął na sekundę kły, wziął głęboki oddech. Wzrokiem wrócił do niej. Słyszał jej śmiech. Ładny. - Kto jest twoim przyjacielem. Jeśli mam pomóc ci kogoś znaleźć, muszę wiedzieć jak ma na imię lub jak wygląda... cokolwiek - odpowiedział w końcu, przerywając ciszę ze swojej strony. Patrzyła się mu w oczy. On, choć starał się tego na długo unikać, w końcu odwzajemnił spojrzenie. Nie myślał nic. Wiedział, że jeśli zacząłby się zastanawiać nad jej wyglądem, straciłby zupełnie wątek ich rozmowy, bo po prostu by ją chwalił... jak Oriona. Cholerni samotnicy, wszyscy są śliczni. - Trudno nie zauważyć. Nie przypominam sobie, by ktokolwiek z bliskich mi kotów wyglądał choć w połowie zadbanie jak ty. Nie, żeby byli brudni, ale...
Zamknął mordę, słysząc komentarz. Chyba pierwszy raz usłyszał jaki ma kolor oczu. A to ciekawe! Ciekawym było też, że lubiła niebezpieczne sytuacje. Zapisać, zapamiętać. - ...Dzięki. Twoje też są... ładne. Przypominają mi o dzieciństwie - co, nawet jeśli nie brzmiało, było komplementem na skalę światową. Młodość dlań była w końcu najlepszym z wszystkich okresów w jego życiu.
✦ ✮ ✦ I'm alive but I'm D E A D hear my voice up in your head watch it fill you full of dread TILL YOU GO POW
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxxWsłuchała się z uwagą w słowa rdzawej mordki, była to w końcu ważna informacja, nie mogła jej pominąć. Koty będące rodziną brzmiały... poważnie. Powinna uważać? Podejść je? Przyłączyć się? Wszystkie opcje wydawały się ekscytujące. Poczuła jak po grzbiecie przechodzi ją dreszcz. Wybornie. Spojrzała na łapy młodego dżentelmena, były brudne, zresztą jak on sam... było to dla niej lekko zabawne. Wyglądał jakby był w jej wieku, ale przypominał dzieciaka, który dopiero co wyszedł spod matki. Ona nie miała takich dogodności. xxxx– Och... Nie pozwoliliby obcym wejść na tereny... ale są rodziną. Czyli... nie tak jak śmieciarze w miastach? Jesteś bardziej... zgrani? Powiedź mi słodziutki – zaczęła nachylając się leciutko w końcu... rzadko kiedy koty były wyższe od niej. – Macie tam jakąś hierarchię? Czy jesteście wszyscy równi? Na ulicy... jesteś popychadłem lub przewodzącym... Oczywiście zależy od bandy, ale najczęściej bywa tak. To jak jest w tych cały... klanch? – zapytała udając niedbałość. Nie mogła pokazać, że jej zależy... przynajmniej nie teraz, gdy dopiero dostawała szczątkowe informacje. Pozwoliła zaś pomyśleć rudemu, że jest to informacja za informację, mogło zadziałać... nie musiało. Zbyt wiele razy była oszukiwana i zbyt wiele razy sama była ofiarą... jedyną różnicą było to, że ona nie chce zrobić krzywdy. xxxx– Podobny do mnie, znasz kogoś takiego? – zapytała wesoło nadal nie odpowiadając jednoznacznie. Czasami dawanie imion i opisywanie znajomych mogło przynosić przeciwne skutki do zamierzonych, a ona nie zamierzała wrzucać Oriona na głęboką wodę. Wystarczyło, że sama chciała mu nakopać... lekko mówiąc. – Hmm, no teraz to mi schlebiasz – zachichotała słodko. Czy naprawdę odczuwała to za komplement? Ani trochę, uważała jednak, że skoro jest podziwiana to powinno tak zostać. Zawsze o to chodziło. Musiała lśnić. xxxx– O dzieciństwie? A czemu akurat o... dzieciństwie? – zapytała szczerze ciekawa i przyjrzała się mordce dzieciaka przed sobą. Mogła nazwać się dorosłą? Pewnie przez przeżycia jak najbardziej... chociaż tęskniła za beztroskimi dniami... może dlatego szukała cynamonowego idioty?
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Średniej wielkości, krótkowłosy rudy kocur o pręgowaniu tygrysim. Ma mocne, długie łapy. Ciało rudego ma atletyczną budowę. Charakterystycznym dla niego są ciemne, niemal czarne plamki na nosie i na łapach. Na brodzie i na policzkach ma ciut dłuższe, poczochrane futerko. Jego oczy są zimno niebieskie, niemal szare.
Buntowniczy; w imię pokoju wywołałby wojnę; rodzina ponad wszystko. Bóg na ziemi (a przynajmniej tak o sobie myśli). Dumny jak nikt.
Jego brew dźwignęła się do góry na wieść o "śmieciarzach z miast". Dziwne określenie, do którego najpewniej za jakiś czas wróci. Było to bowiem coś, co zdecydowanie może mu się przydać za jakiś czas, kiedy pójdzie szukać zaginionego brata. Być może się zgubił i... jest takim śmieciarzem...? - Och - wykrzywił mordę w uśmiechu na to określenie. Słodziutki. Daleko mu do słodkości, ale jeśli tak go postrzega... - Mamy, do równości nam daleko. Nie jesteś do nikogo popychadłem, ale mogę cię zapewnić, że nikt cię nie zauważy, jeśli nie jesteś ważny. Choćbyś zmarła, choćby cię zraniono i księżycami byś się leczyła, wszyscy mieliby to gdzieś. A być może tylko ja mam szczęście trafiać na tak przyjemne koty.
Przesadzał, oczywiście. W Kalnie bywały takie wypadki, gdzie nikt o zmarłych nie mówił, a o zaginionych tym bardziej - ale nie było takiej tragedii. W jego pustym łbie wyglądało to inaczej. Było o niebo gorzej, o wiele straszniej i nie dało się tam żyć. Nikt nie wmówi mu, że jest inaczej. Gdyby ktoś próbował, pewnie by przytaknął, byleby tylko dano mu spokój i mógł pogłębiać się w swoich przekonaniach. - Mmm... paru - nie skłamał. W samym Klanie było trzech, do tego ten z Rzeki i Orion... To już paru. Żadne z nich czarne nie jest, ale byli podobni. - Coś więcej?
Na to, że jej schlebia uśmiechnął się ciut szerzej. Oczy przymknął, łbem przytaknął - poniekąd taki był zamiar. Chociaż nadal pozostawał na neutralnym, chłodnym gruncie, powoli, powolutku mógł jej prawić komplementy. Drobne, nie tak jak Orionowi czy Krzyżakowi. I padło pytanie. Wyraz jego pyska wrócił do poprzedniego, mniej śmiałego, chłodniejszego. - Bo było wtedy ciepło, nie tak jak teraz. Nudno i martwo - choć przynajmniej ciut cieplej, co znaczyło że niedługo powinno znów się zielenić. - Ale wracając - jak było ciepło, wszędzie było pełno zieleni. Na drzewach, ziemi, krzakach... Było milej.
Co za tym szło, jej oczy uznawał za miłe. Kolejny subtelny komplement.
✦ ✮ ✦ I'm alive but I'm D E A D hear my voice up in your head watch it fill you full of dread TILL YOU GO POW
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxxOch? Kto by pomyślał, że takie koty „będące rodziną” są na siebie tak obojętne, że nawet śmierć nie jest czymś wartym ich uwagi. Rdzawa mordka opowiadał to wszystko z taką obojętnością, a zarazem z lekką gorzkością, wydawało się jakby dotykało go to... prywatnie? Czyżby temat, na który lepiej nie gadać... no chyba, że jesteś Onyks? Haha! xxxx– Czy... miałeś takiego kota, który nie był ważny i zmarł? – wypowiedziała te słowa z jak największą troską. Zawsze lubiła stąpać po cienkim lodzie, a rozmowy z obcymi kotami mogły doprowadzić do wielu ciekawych rzeczy. Najczęściej ratowała się swoim urokiem osobistym, ale prawdą było, że czasami trzeba było uciekać jak najszybciej, by nie stracić nieskazitelnej skóry. xxxxNie mogła nazywać się jednak przebiegłą manipulantką i inteligentną kocią, jeśli chciała wierzyć tylko jednemu słowu. Mógł kłamać na temat wszystkiego i trochę zagotowała się wewnętrznie, że nie pomyślała o tym wcześniej. Zewnętrznie nadal pozostawała spokojną kocią o idealnym uśmiechu, podchodziła jednak teraz do wszystkich informacji... sceptyczniej. Potrzebowała więcej informacji. O wiele. Od wielu innych kotów. Może młody dżentelmen nie wyglądał na tak inteligentnego, by wymyślić wszystko, ale nadal mógł zostać tego nauczony. Widziała co potrafią zrobić koty, jeśli dobrze się je wyszkoli, a potrafi zrobić to nawet człowiek. Obrzydzenie, to właśnie czuła. xxxx– Paru? No teraz to mnie zaciekawiłeś... opowiedz mi coś o nich, a ja też Ci opowiem, wszystko co byś tylko chciał... Jak to jest w mieście... Jak to jest podróżować i widzieć mnóstwo niesamowitych rzeczy – wymruczała przybliżając się lekko do kocura o lodowym spojrzeniu. Musiała się bardziej postarać, by wydobyć informacje, a to było czasami męczące... Chociaż zawsze sprawiało jej niesamowitą frajdę. Nie mogła zaprzeczyć, że było to coś... ciekawego. Każdy reagował inaczej, miał inne podejście do jej osoby, wszystko musiała wymyślać sama. Ekscytujące. xxxx– Och, rozumiem w takim razie dziękuję za tak miłe porównanie – odpowiedziała wesoło. Cóż za przekochane dziecko! Któremu bliżej było do dorosłego, ale w oczach Onyks nie był nikim innym, niż następną dozą informacji.
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle