Logo Artemidy
Wyprawa Szałwii i Krzykliwej Mewy
#1
Ruszyli. Pomimo problemów, pomimo przeciwności, które sam klan im tworzył, ruszyli - on, i Krzykliwa Mewa. Wyszli z obozu, a on w głowie na nowo powtarzał przebieg ceremonii, wszystkie słowa, pretensje. Omdlenie Borsuka. Martwił się. Martwił się o cały klan, o to, jak sobie poradzą bez niego; bał się ich zostawiać. Nie chciał znowu, by klan był zdany sam na siebie, pozbawiony medyka. Tym razem jednak nie pozostawali kompletnie bez pomocy - w obozie była wciąż Pstra Chmura, jego mistrzyni, która, pomimo ich wrogości i nienawiści, potrafiła leczyć. Była do ich dyspozycji. To jednak od nich zależało czy w ogóle zechcą z tej pomocy skorzystać. Jeśli nie, to... Nie mogli obwiniać jego. Sami byliby winni swojej niechęci do przełamania negatywnych uczuć, do skorzystania z pomocy kogoś, kogo nie trawili. Bał się także zabierać ze sobą Mewę. Bał się, że coś mogło jej się stać; była już... Stara, krótko mówiąc, nie była już wojowniczką. Co, jeśli i ją straci podczas takiej wyprawy? Tak samo, jak Pstrą? Nie chciał tego.
Naprawę wolałby iść sam.
— Niech Gwiezdni rozjaśniają nam drogę — wymamrotał pod nosem, do samego siebie i do Mewy, kiedy przekroczyli wyjście z obozu. — I niech nas prowadzą na spotkanie z nimi — dodał po ułamku uderzenia serca, rozglądając się niepewnie. Gdzie mieli iść? Bursztynową Grotę pozostawili daleko, daleko za sobą. Liczył, że Gwiezdni naprawdę pokażą im drogę, wskażą nowe miejsce spotkania z nimi. Przełknął ślinę. Denerwował się, naprawdę się denerwował. Wszystkim - całą ideą spotkania z przodkami, wszystkimi sprawami, jakie do nich miał, ich potencjalnymi słowami. Co, jeśli w ogóle nie uda im się znaleźć miejsca? Nie. Nie chciał w ogóle brać pod uwagę takiej możliwości. Poza tym... Nigdy nie widział Gwiezdnych. Nie było mu dane to nawet na jego własnym mianowaniu. Przymknął oczy. Czy naprawdę został wtedy medykiem? Nie czuł tego. Nie akceptował. Wciąż był zwykłym terminatorem. Szałwiową Łapą. Czy dopiero teraz miał się stać prawdziwym medykiem?
Zamrugał parę razy, rozejrzał się. Spojrzał na Mewę, upewniając się, że jest tuż obok. I ruszyli. Nie wiedząc gdzie, nie wiedząc w którą stronę. Ale ruszyli. I mieli zamiar tam dotrzeć.
x
jak .dużo '.niebo .może .znieść
gdy modlę się, .gdy .modlę 'się
ile ptaków, .ile burz
nie ma blizn, skąd wiedzieć już
czy .moje .łzy ..udźwignie .też?
x
LVL 4 160 / 300
MedLVL 9 1451 / 1500
6
Siła
S
11
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#2
Stara, ale jara, dokładnie taka była, pfff, czy coś takiego, w każdym razie nie powinien się o nią bać, była jeszcze sprawna, a poza tym wiedziała jedno - Niebo był cały czas z nią, tak samo jak Opieniek, była święcie przekonana, że oni ich nie opuszczą, że ich poprowadzą i nie bała się ani trochę, była pogodzona ze wszystkim, nawet z tym, że jej czas nadchodził, o czym głośno nie mówiła, bo chciała jeszcze czerpać radość z życia, widzieć, jak dorastają jej wnuki, jak wszystko się zmienia na lepsze, nie była jednak na tyle głupia, by nie zdawać sobie sprawy z prostego faktu, że czas na tym świecie nieubłaganie jej się kończył, biegł przed siebie i nie zamierzał za nic zawracać, nie mogła cofnąć się już do chwili, kiedy miała dwadzieścia księżyców, ani czterdzieści czy sześćdziesiąt, musiała iść na przód, a przed nią była po prostu śmierć i czas, w który wstąpi na Srebrną Skórkę; młodzi tego nie rozumieli, nie dostrzegali i nie pojmowali, że przemijanie z czasem staje się oczywistością z jaką się godzisz, tym bardziej, że pomimo, iż miała tu rodzinę i przyjaciół, to spora część jej bliskich znajdowała się już daleko stąd, a ona naprawdę chciała się z nimi zobaczyć.
- Będą, jestem pewna! Niebo, NIEBO, słyszysz mnie? Postaraj się, bo inaczej nie będę się jeszcze bardziej do ciebie spieszyła, słyszysz? - rzuciła pogodnie, ale minę miała zdecydowanie zdeterminowaną, jakby postanowiła sobie, że nie opuści tego świata dopóki nie będzie pewna, że Klan jest bezpieczny, że Szałwia do niego powróci cały i zdrowy, bez problemów, może spokojniejszy, może pewniejszy wszystkiego, dopóki nowy przywódca nie wyruszy na spotkanie Gwiezdnych i nie przyjmie nowego imienia i nie wybierze zastępcy, który będzie godny zaufania całego Klanu, nie, nie zamierzała się do tej pory poddawać, a teraz patrzyła na niebo czekając, aż jej partner faktycznie da znak, bo wierzyła, że tam jest, on, Niebo, Opieniek, a może nawet ciocia Poranna, która powinna teraz ją poprzeć, gdy zbuntowała się przeciwko Gradowi wiedząc, co jest właściwe, może jej rodzice, może Biała, może całe mnóstwo innych kotów, jakie zostawiła za sobą, a one chciały teraz pomóc.
[Obrazek: 4i9Eyy2.png]

[ you'll remember me when the west wind moves ]xxxxx
» upon the fields of barleyxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
» you can tell the sun in his jealous skyxxxxxxx
» when we walked in fields of g o l dxxxxxxxxxx
LVL 7 585 / 500
MedLVL 1 31 / 200
13
Siła
S
18
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#3
Ruszyli.
Czy może raczej należałoby powiedzieć: w końcu ruszyli, bowiem rozmaite wydarzenia sprawiły, że najpierw Gradowy Podmuch, a potem sam medyk nie mógł opuścić Wichrowego obozu, rozdzieranego odgłosami kłótni. W końcu jednak uczeń Pstrej Chmury zdecydował się zabrać ze sobą należącą do starszyzny białą kocicę. Droga do Bursztynowej Groty była zbyt daleka, by tam się udać, więc trzeba było odnaleźć nowe miejsce, gdzie być może dymny kocur odnajdzie wskazówki, a gdzie przyszły przywódca klanu później uda się po swoje nowe imię i dar dziewięciu żyć. Ale czy Niezapominajkowe Serce i Krzykliwa Mewa mieli w ogóle jakikolwiek pomysł na to, gdzie się udać po przekroczeniu Kolczastego Łuku? Czy musieli szukać na ślepo, czy może Gwiezdni im pomogą? Na razie była to jedna wielka niewiadoma. Nawet jeżeli starsza kocica wołała w stronę nieba, grożąc swojemu partnerowi… nic się nie działo. Mogli iść. Ale dokąd? Okolice obozu wydawały się ciche. Wręcz za ciche, szczególnie, gdy porównać je z wrzawą, która jeszcze przed chwilą przetoczyła się przez Cień Drzewa… Na razie nic nie wskazywało na to, jaki jest właściwy kierunek, więc musieli sami się na jakiś zdecydować.
LVL 8 400 / 500
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
21
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#4
I oby Bezchmurne Niebo nad nimi czuwał, bowiem nie miał pojęcia, co teraz zrobić. Spoglądał co i rusz na Krzykliwą Mewę, jakby miała nagle wyparować, zniknąć i zostawić go samego, tak, jak Pstra Chmura. Tego nie chciał. Naprawdę; bardzo, bardzo nie chciał, by teraz, skoro już tutaj była, zniknęła i pozostawiła medyka samego sobie. Przymknął oczy. Przynajmniej ona miała dobry humor i była pogodna, w przeciwieństwie do dymnego kocura, który miał wrażenie, że zaraz pożre go stres. Zatrzymał się na moment, pozwalając wiatrowi zmierzwić jego futro. Przymknął ślepia, zastanowił się. Nie znał jeszcze tak dobrze terenów ani własnego klanu, ani tym bardziej tych, które znajdowały się poza jego granicami. Oblizał wargi, nerwowo, otwierając oczy, by spojrzeć na swoją towarzyszkę. Przyjaciółkę.
— Nie mam pomysłu, dokąd możemy iść — przyznał po chwili milczenia, na moment kładąc po sobie uszy. — Bursztynowa Grota jest poza naszym zasięgiem, wątpię, żeby Gwiezdni oczekiwali od nas tak dalekich wypraw, by się z nimi spotkać. Musi być jakieś nowe miejsce, które sobie obrali. Tylko... Gdzie? — wymamrotał wreszcie, postępując parę kroków w przód niepewnie, by po chwili na nowo wrócić do marszu. Póki co miał zamiar iść po prostu przed siebie, nie tracić czasu na stanie w miejscu.
Naprawdę wierzył, że Gwiezdni im pomogą.
x
jak .dużo '.niebo .może .znieść
gdy modlę się, .gdy .modlę 'się
ile ptaków, .ile burz
nie ma blizn, skąd wiedzieć już
czy .moje .łzy ..udźwignie .też?
x
LVL 4 160 / 300
MedLVL 9 1451 / 1500
6
Siła
S
11
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#5
Mewa nie wiedziała do końca, jak wygląda sprawa z tym wybieraniem miejsca na spotkanie z przodkami i jakoś chyba nigdy się nad tym poważnie nie zastanawiała, teraz jednak na słowa Szałwii nieco zwolniła i przymknęła powieki zastanawiając się nad tym, dokąd powinni się udać, potem zaś pomyślała o grocie, nieco odosobnionej i spokojnej, ciemnej i cichej i usilnie zaczęła szukać miejsca, do którego mogliby się udać, starając się przypomnieć sobie cokolwiek, co mogłoby być dla nich podpowiedzią, potem zaś spojrzała w stronę nieba, jakby podświadomie wołała ponownie do Bezchmurnego, by wskazał im, który z wyborów, jaki zaraz poda, może być słuszny, potem zaś odchrząknęła i nabrała głęboko powietrza starając się wydobyć z siebie znowu pewny głos, jak na zebraniu, musiała działać.
- Myślę, że miejsce spotkań nie może być jakoś daleko i raczej gdzieś gdzie jest dość bezpiecznie, gdzieś gdzie nie trzeba by daleko chodzić, myślałam o okolicach Szorstkich Skał, ale to jakoś mi nie odpowiada i... nie wiem, czy powinnam sugerować drogę za Grzmiącą Ścieżkę, ale pomyślałam o Wrzosowiskach, bo są takie, no, tajemnicze i mają w sobie chyba coś, co mogłoby być właściwe, z drugiej strony są za Grzmiącą Ścieżką i to mnie nie przekonuje, ale gdzie można by jeszcze iść, może za Czarny Ogon, wiesz, tam za granicą jest takie dziwne drzewo - zakomunikowała nieco się przyduszając, bo chciała przekazać za wiele informacji na jeden raz, ale naprawdę starała się pomóc i zdecydować prędko, dokąd powinni się udać, czy może dostaną teraz jakiś znak? - w końcu tu się liczył czas!
[Obrazek: 4i9Eyy2.png]

[ you'll remember me when the west wind moves ]xxxxx
» upon the fields of barleyxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
» you can tell the sun in his jealous skyxxxxxxx
» when we walked in fields of g o l dxxxxxxxxxx
LVL 7 585 / 500
MedLVL 1 31 / 200
13
Siła
S
18
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#6
Koty szły, nieco niepewnie stawiając kolejne kroki, w przypadkowym na razie kierunku. Nie było podstaw, by iść w jakąś konkretną stronę. W czasie tego marszu dotarli do pierwszych Wysokich Drzew. Ich korony były delikatnie poruszane przez powiewy wiatru, które muskały również futro Niezapominajkowego Serca i Krzykliwej Mewy, jednak poza tym las był równie cichy, co okolica nieopodal wyjścia z wichrowego obozu. Gwiezdni wciąż nie dawali o sobie znać, jak gdyby chcieli, by koty same odgadły – jednak czy to nie było jak szukanie konkretnej świerkowej igły w leśnym poszyciu? W końcu okoliczne ziemie były spore, a na dodatek w większości niezbyt dobrze poznane przez klanowe koty…
Nagle coś trzasnęło w górze, gdzieś w połowie czy już bliżej końca chaotycznej nieco wypowiedzi białej kocicy.
Gdyby któreś z nich zerknęło w tamtą stronę, dostrzegłoby, że jedna z gałęzi drzewa porusza się lekko, jak gdyby coś po niej właśnie przebiegło – zapewne wiewiórka, tych bowiem było sporo w każdym lesie. Ewentualnie właśnie poderwał się do lotu jakiś ptak, wcześniej na niej siedzący? Co bardziej istotne, z gałęzi tej spadła szyszka, która uderzyła w ziemię niedaleko medyka i starszej kotki, po to tylko, by potoczyć się dalej, bardziej w stronę Świszczących Traw. Tam zaś, na ziemi leżała… rzecz trochę nietypowa: kępka szarawoczarnej sierści z paroma białymi włosami. Zdecydowanie nie była to sierść kota; włosy miały intensywny, nieprzyjemny zapach, który raczej świadczył o tym, że przynależały do innego gatunku zwierzęcia. I to nie takiego, na które się poluje. Jakiego więc? I czy to w ogóle miało jakiekolwiek znaczenie?
LVL 8 400 / 500
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
21
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#7
Trudno było decydować, dokąd właściwie iść, skoro nikt nie kwapił się, żeby postawić im drogowskaz, a zgadywanie, zastanawianie się i strzelanie w ciemno było bardzo, ale to bardzo niemądre, o czym należało pamiętać, jednak chwilowo wydawało się być jedyną właściwą drogą i możliwością, przynajmniej dopóki do ich uszu nie doleciało trzaśnięcie, czy cokolwiek tam było; wtedy też Mewa uniosła wzrok, by spojrzeć na gałąź, jaka wskazywała konkretny kierunek, na Świszczące Trawy, które ciągnęły się przecież aż do granicy, do Szarych Topoli, za którymi krył się Rów, a dalej Grzmiąca Ścieżka, Krzykliwej zaś nie chciało się wierzyć, żeby miejsce spotkań miało znajdować się tuż za ich płotem i kiedy miała już wyrazić nieco swoich wątpliwości, poczuła nieprzyjemny zapach kojarzący się jej z pewnym drapieżnikiem, z którym miała już kiedyś do czynienia, a obecnie odebrała to jako swoisty żart, a może uwagę od Nieba, który nie był zbyt zadowolony z tego, co się działo, zaraz jednak wzięła się w garść dochodząc do wniosku, że przodkowie nie robiliby takich numerów Szałwii, jedynemu kotu naprawdę przez nich wybranemu.
- To chyba futro borsuka i chociaż bardzo mi się to nie podoba, bo co jak takiego spotkamy, to chyba chcą nam zasugerować, żeby iść za nim, czyli gdzieś w stronę granicy i, hm, zaraz, obok Wrzosowisk są też te Pagórki Borsuków, więc może faktycznie coś jest na rzeczy, a jakby na to nie patrzeć, to musielibyśmy iść do tego miejsca dokładnie na wprost... Jak myślisz, Szałwio? - wyrzuciła więc z siebie.
[Obrazek: 4i9Eyy2.png]

[ you'll remember me when the west wind moves ]xxxxx
» upon the fields of barleyxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
» you can tell the sun in his jealous skyxxxxxxx
» when we walked in fields of g o l dxxxxxxxxxx
LVL 7 585 / 500
MedLVL 1 31 / 200
13
Siła
S
18
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#8
Nie mogło być daleko. Taką miał nadzieję; że nie będą musieli długo iść, że nie zostawią klanu na bardzo, bardzo długo. Nie chciał tego. Nie chciał, by znowu musieli przeżywać to, co przeżywali wcześniej. Wciągnął powietrze do płuc, odetchnął głęboko, rozglądając się. Wrzosowiska? Grzmiąca Ścieżka? To nie napawało z pewnością optymizmem, jednak... Może coś w tym było. Czy jednak Gwiezdni chcieli ich tak bardzo narażać? Analizował wszystko, co mówiła do niego Mewa, kiwając przy tym raz po raz łbem. Cieszył się, iż wziął ją ze sobą. Była zdecydowanie bardziej doświadczona i obeznana, niż on, podawała mu wiele pomysłów, które miały sens, więcej, niż byłby w stanie sam wymyślić. Uniósł delikatnie kąciki ust ku górze, aż... Aż coś trzasnęło. Zamrugał szybko, przekręcił łeb w kierunku odgłosu. Dostrzegł poruszającą się gałąź, a zaraz także i szyszkę. Borsuk.
— Borsuk? — wymamrotał pod nosem, marszcząc na ułamek sekundy łuki brwiowe. Czy Gwiezdni chcieli tym samym coś przekazać? Odniesienie do tego, iż zostawił nieprzytomnego Borsuka w obozie, że źle postąpił? Albo... Albo coś innego? Pagórki Borsuków. — Pagórki Borsuków? C-ach, tak, tak. Skierujmy się tam, skoro Gwiezdni zsyłają nam takie znaki — odparł po chwili, najpierw motając się, nim powrócił do neutralnego, spokojnego stanu. Borsucze Pagórki, Wrzosowisko. Skoro tak - tak miał zamiar zrobić. Zaczął kierować się w we wspomniane miejsce, nieświadomie nieco przyspieszając. Im szybciej, tym lepiej. Łapa za łapą, krok za krokiem; miał nadzieję, że Gwiezdni nad nimi czuwają i pozwolą im bezpiecznie dotrzeć na miejsce.
x
jak .dużo '.niebo .może .znieść
gdy modlę się, .gdy .modlę 'się
ile ptaków, .ile burz
nie ma blizn, skąd wiedzieć już
czy .moje .łzy ..udźwignie .też?
x
LVL 4 160 / 300
MedLVL 9 1451 / 1500
6
Siła
S
11
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#9
Wiatr roznosił nieprzyjemny zapach drapieżnika po okolicy, ale samego zwierzęcia, które zgubiło futro, nie było widać w pobliżu – i całe szczęście, bo to było ostatnie, czego w tym momencie potrzebowali Niezapominajkowe Serce i Krzykliwa Mewa. Koty zgodnie doszły do wniosku, że to futro borsuka. Czy istotnie był to znak od Gwiezdnego Klanu, wskazujący, gdzie powinni się udać? Szczerze powiedziawszy, w tym momencie to było jedyne, co mieli, jedyna dostępna wskazówka, więc może chwycenie się jej było rozsądnym posunięciem. Pozostawało tylko mieć nadzieję na to, że pojawienie się borsuczego futra to faktycznie znak, a obrany przez nich kierunek jest właściwy.
Medyk i starsza maszerowali całkiem sprawnie. Świszczące Trawy były równie ciche, co Wysokie Drzewa, całkiem jakby całe tereny klanu Wichru zamarły pod wpływem wydarzeń w obozie. Nad głowami kotów przelatywały tylko świergoczące ptaki, jednak ich trele i szum skrzydeł były jedynym, co przerywało tę nienaturalną wręcz ciszę. Podróż była pozbawiona wrażeń, a przynajmniej na razie, i dwójka kotów szybko stanęła pomiędzy Szarymi Topolami. Przejście przez nie trwało niemalże chwilę, a wtedy koty znalazły się nad Rowem – zagłębieniem w ziemi o głębokości około lisiej długości. Szczęście im sprzyjało: w dole nie stała woda, bowiem ostatnio raczej nie padał deszcz. Trzeba jednak było się przez niego przeprawić, a od razu za Rowem czekała na nich Grzmiąca Ścieżka.
LVL 8 400 / 500
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
21
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#10
Trudno, jeśli nie mieli nic więcej musieli zadowolić się dokładnie tym, nie dało się w końcu tak po prostu tego wszystkiego zignorować, to znaczy Mewie wydawało się, że to zbyt wiele, by było jedynie zrządzeniem przypadku, trzaskające gałęzie, szyszki, futro borsuka, wskazywanie kierunku, nie, nie dało się tego w żaden sposób obejść, tak więc postanowili faktycznie wyruszyć ku Grzmiącej Ścieżce, a dalej - Borsuczym Pagórkom i Wrzosowiskom, pośród których mogły kryć się tajemnice wprost ze Srebrnej Skórki, na co Krzykliwa bardzo liczyła, bo w końcu wierzyła, że jednak z Klanem będzie dobrze, że stanie na łapach i wszystko pójdzie na przód, to było dla niej chyba obecnie najważniejsze, miała również nadzieję, że Grad ostatecznie nie uzyska błogosławieństwa przodków, bo jeśli tak, to ona chyba oficjalnie postanowi umrzeć, bo to nie będzie miało dla niej najmniejszego już nawet sensu, na razie jednak musiała skupić się na tym, żeby gdziekolwiek dotrzeć, a zatem tam, gdzie spodziewali się znaleźć miejsce do rozmów z kotami, które już odeszły.
- Zejdę powoli na dół, pierwsza, bo tak byłoby lepiej, a tam, o, jest dość cicho, ale chyba musimy chwilę zaczekać, żeby wiedzieć, czy możemy iść, na naszych ziemiach kiedyś to zrobiłam, poszłam do siedlisk dwunożnych i dość długo czekałam aż będzie bezpiecznie - zakomunikowała Mewa, a później faktycznie zsunęła się nieco w dół, by znaleźć się w rowie, do którego nie zamierzała wpadać; wcześniej zresztą uważnie go obwąchała, jakby obawiała się, czy coś tam będzie i całkiem spokojnie wspięła się na drugą stronę, by znaleźć się przy Grzmiącej Ścieżce i zaczęła uważnie się rozglądać nastawiając uszu, by słyszeć lepiej.
[Obrazek: 4i9Eyy2.png]

[ you'll remember me when the west wind moves ]xxxxx
» upon the fields of barleyxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
» you can tell the sun in his jealous skyxxxxxxx
» when we walked in fields of g o l dxxxxxxxxxx
LVL 7 585 / 500
MedLVL 1 31 / 200
13
Siła
S
18
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#11
Smród drapieżnika wwiercał się w jego nozdrza, sprawiając, iż od czasu do czasu rozglądał się panicznie na boki, jakby coś zaraz miało wyskoczyć prosto na nich, na Mewę; bo to o nią martwił się bardziej, niż o samego siebie, nauczony wydarzeniami z jego poprzedniej, pierwszej w życiu, wyprawy. Miał wrażenie, że życie, los, specjalnie pozostawiały go bezpiecznego, raniąc wszystkich dookoła. Tak, jakby jemu nic nie mogło się stać, by musiał patrzeć na cierpienie innych, na ich ból, jednocześnie nie mogąc nic z tym zrobić. Drgnął. Wierzył, iż to był znak od Gwiezdnych - wszystko na to wskazywało. Ciężko było mu uwierzyć w przypadek. A nawet jeśli; to było jedyne, czego mogli się trzymać, co dawało im kierunek drogi. Czy bez tego kręciliby się głupio, ostatecznie obierając za swój cel złe miejsce? Możliwe.
Szybko znaleźli się nad Rowem. Mewa przemówiła, a on spojrzał na nią i kiwnął krótko łbem. Pozwolił jej ruszyć pierwszej, po czym sam poszedł w jej ślady, gotów ewentualnie pomóc jej we wspinaczce. Czego, zresztą, nie potrzebowała - nawet jak na swój wiek była niemalże równie sprawna, co wojownik. Bez słowa sam się wspiął i zamarł tuż przy Grzmiącej Ścieżce, rozglądając się na boki, uważnie, wypatrując przy tym jakichkolwiek potworów. Zależało mu na jak najszybszym spotkaniu z Gwiezdnymi, lecz absolutnie nie miał zamiaru z tego względu ryzykować życia swojego i Mewy. Dlatego czekał, czekał na odpowiedni moment, który pozwoliłby im bezpiecznie przejść na drugą stronę i ruszyć w dalszą drogę.

sigh
x
jak .dużo '.niebo .może .znieść
gdy modlę się, .gdy .modlę 'się
ile ptaków, .ile burz
nie ma blizn, skąd wiedzieć już
czy .moje .łzy ..udźwignie .też?
x
LVL 4 160 / 300
MedLVL 9 1451 / 1500
6
Siła
S
11
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#12
Rów był suchy, jednak wciąż trzeba było przezeń się przedostać na drugą stronę, to znaczy na sam skraj Grzmiącej Ścieżki. Starsza kocica, a zaraz po niej także medyk, zsunęli się w dół, po czym zaczęli w milczeniu się wspinać po dość stromym wzniesieniu. Krzykliwej Mewie nie szło to ani najlepiej, ani najszybciej, oczywiście, ale nawet jeśli zsunęła się delikatnie raz czy dwa, to w końcu stanęła przy krawędzi ulicy. W panującej wokół ciszy dało się usłyszeć wątły, odległy jeszcze nieprzyjemny odgłos potwora. Dźwięk wydawał się jednak inny niż zwykle, a i zbliżał się tak szybko, jak zawsze, jednak jeżeli koty zerknęłyby w swoją prawą stronę, to ujrzałyby zbliżający się pojazd. Był on znacznie mniejszy i węższy, niż normalne potwory, a i było widać siedzącego na nim dwunoga z czymś dziwnym, przypominającym jakby kamień, na głowie. Człowiek nie zauważył przyczajonych kotów i po prostu je wyminął, by pojechać dalej, w stronę Łanu Rzepaku i Wysokich Traw. Poza nieprzyjemnym brzęczeniem i rykiem pojazdu, który ich minął, nie dało się usłyszeć nic innego – a więc droga wolna. Borsucze Pagórki czekały po drugiej stronie, senne i milczące… a być może, kto wie, kryjące także pewną tajemnicę.
LVL 8 400 / 500
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
21
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#13
Mewa musiała przyznać, że taka wspinaczka nie była aż tak łatwa jak sobie wyobrażała, ale też jakoś bardzo się na tym nie skupiała uważając, że kwestia jej nieco zmęczonych łap jest drugorzędna, nie była aż tak zmaltretowana, jak podejrzewali inni zarzucający jej niedołęstwo i inne tego typu bzdury; miała dostatecznie dużo siły, żeby pomimo cichego przeklinania pod nosem wydostać się z rowu, a później usiąść przy Grzmiacej Ścieżce i czekać na to, co się wydarzy, ukradkiem oddychała również nieco głębiej nabierając sól przed dalszą podróżą, niezbyt miła, ale wcale nie taką straszną jk wydawało się niektórym młodym nie mającym pojęcia, jak powinni sobie radzić w życiu - gdyby teraz zaczęła panikowac, wszystko skończyłoby się dla nich gorzej niż tragicznie, dlatego dzielnie przeyrzymała tego niesamowitego potwora, którego nigdy nie widziała na oczy, po czym dała Szałwii zdecydowany znak i ruszyła pędem przed siebie, tak jak kiedyś, niczym wicher, co po drugiej stronie przypłaciła dwoma głębokimi wdechami, jakie nie zrobiły na niej aż takiego wrażenia; a gdy byli już razem uznała, że czas na wypoczynek się skończył i zdecydowanie ruszyła w stronę borsuczych legowiska zaklinjąc w myśli Niebo, żeby to nie był jakiś mało śmieszny żart, czy coś podobnego.
[Obrazek: 4i9Eyy2.png]

[ you'll remember me when the west wind moves ]xxxxx
» upon the fields of barleyxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
» you can tell the sun in his jealous skyxxxxxxx
» when we walked in fields of g o l dxxxxxxxxxx
LVL 7 585 / 500
MedLVL 1 31 / 200
13
Siła
S
18
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#14
Zesztywniał i zniżył się do ziemi, kiedy w jego wrażliwe uszy wwiercił się ryk potwora; źrenice rozszerzyły się, spojrzenie wlepił w nadciągającego dwunoga. Błagał w głowie Gwiezdnych, by ten ich wyminął i nie zauważył i... Dokładnie tak się stało. Już niedługo medyk mógł odetchnąć z ulgą, rozluźnić nieco mięśnie. Dostrzegł znak od Krzykliwej Mewy i razem z nią ruszył pędem przed siebie, z bijącym z całych sił sercem, pełnym nerwów i nadziei. Martwił go fakt, że miejsce do spotkań z Gwiezdnymi prawdopodobnie znajdowało się za niebezpieczną, Grzmiącą Ścieżką. To sprawiało, iż takie wyprawy w przyszłości mogły okazać się zdecydowanie bardziej niebezpieczne, niż wcześniejsze wyprawy do Bursztynowej Groty. Przywódcy, medycy, zwykłe koty mogły częściej nie wracać z powrotem, niż na poprzednich terenach. Jednak to było jedyne, co mieli. Wyprawa na stare tereny nie wchodziła w grę.
— Mewo — mruknął do niej cicho, kiedy wreszcie odsapnął po biegu, dając tym samym znak, że mogli jak najbardziej ruszać. Czego nawet nie musiał robić, bowiem starsza kocica doskonale wiedziała co robić. Dlatego razem ruszyli w stronę Borsuczych Pagórków, zaś medyk uważnie przeglądał okolicę, jakby w poszukiwaniu zarówno znaków, jak i potencjalnych zagrożeń. Wciągnął powietrze, zerknął kątem oka na towarzyszkę, wypuścił je. — Wiem, że nie uważasz Grada za dobry materiał na przywódcę — zaczął wolno, zerkając co chwila na córę Liliowego Płatka. Oblizał nerwowo wargi, nim kontynuował. — Co jeśli, mimo wszystko, Gwiezdni wskażą jego jako zastępcę Kruczej Gwiazdy? — zapytał wreszcie, a w jego głosie pojawił się na moment ból i żal, kiedy wymieniał imię dotychczasowego przywódcy. Sam się tego nie bał. Ufał bratu, naprawdę ufał, czuł jednak, że musiał wybrać się do Gwiezdnych, wysłuchać ich słów. Dla całego klanu.
I szli tak, a on nasłuchiwał i rozglądał się, jednocześnie chcąc usłyszeć odpowiedź Mewy.
x
jak .dużo '.niebo .może .znieść
gdy modlę się, .gdy .modlę 'się
ile ptaków, .ile burz
nie ma blizn, skąd wiedzieć już
czy .moje .łzy ..udźwignie .też?
x
LVL 4 160 / 300
MedLVL 9 1451 / 1500
6
Siła
S
11
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#15
Dziwny, wąski, brzęczący potwór pojechał dalej, a Grzmiąca Ścieżka była pusta i stała otworem przed dwójką kotów, idących w nieznane. Zapewne każdy podczas takiej przebieżki przez ulicę czuł napięcie i przede wszystkim strach, że zaraz pojawi się kolejny potwór, ale na szczęście nic podobnego nie spotkało Wichrzaków – bezpiecznie dotarli na drugą stronę, a po ponownym przedarciu się przez Rów (tym razem zupełnie bez problemów) bardzo szybko znaleźli się pomiędzy falistą ziemią Borsuczych Pagórków. Pojedyncze krzewinki i miękkie kłosy traw, gęstych, acz nieco przyschniętych po dłuższym czasie bez opadów, tańczyły, poruszane delikatnymi podmuchami wiatru. Przez chwilę wydawało się, że to jedyny ruch w całej okolicy, ale… nagle z otworu w ziemi, dosłownie dwie lisie długości od Krzykliwej Mewy, wyskoczył dość pulchny królik, który zapewne usłyszał zbliżające się koty. Nie oglądając się za siebie, popędził byle dalej od Niezapominajkowego Serca i jego towarzyszki, głębiej w Borsucze Pagórki.
LVL 8 400 / 500
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
21
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości