Dość duży choć szczupły, lekko zbudowany kocur o gładkiej sierści. Oczy zadziwiające, niezwykłe, o głęboko orzechowej barwie. Lekko postrzępione prawe ucho i cienka długa blizna ciągnąca się po prawym boku od kręgosłupa, poprzez żebra aż do brzucha. Wyraźne oznaki siwizny widoczne na pyszczku i świadczące o zaawansowanym wieku kota przed śmiercią. Futro miedziano rude poprzecznie prążkowane czarnym pigmentem. Wierzch głowy, grzbiet oraz pyszczek wyraźnie ciemniejsze- czarna pręga wzdłuż kręgosłupa oraz końcówka ogona. Spód ciała nieco jaśniejszy.
To typ który nigdy nie mówi niczego wprost. Jest tajemniczy, małomówny, stoicko spokojny i cierpliwy. Nie ma sposobu rozszyfrowania go, a tym bardziej wyciągnięcia z niego jakiejkolwiek informacji.
Płynąca ze strony Osiedla Dwunogów Grzmiąca Rzeka w różnych miejscach jest szersza i węższa. Kawałek przed tym, jak się rozszerza tuż nad terytorium Gromu, jej nurt jest dość wąski. Gdy po którejś z burz przewaliło się rosnące na jednym z brzegów potężne drzewo, pniem uderzyło o drugi brzeg, w ten sposób tworząc dość stabilną kładkę, która umożliwia przejście nad Grzmiącą Rzeką bez moczenia sobie futra – o ile tylko jest się wystarczająco ostrożnym.
Uwaga: Powalone Drzewo znajduje się kawałek poza mapą, nie zaś w pobliżu terenów klanu Gromu.
Kormoran to kocur zbudowany z długich linii, wysoki i postawny, osadzony na szczupłych, atletycznych łapach. Ma ciało sportowca, pozbawione grama tłuszczu, ale za to całe obleczone w wyćwiczone mięśnie, skrywane pod krótkim, jednolicie czarnym futrem. Jedynym odstępstwem od tej barwy jest niewielka plamka bieli na piersi oraz kilka białych wąsów, a także intensywnie zielone ślepia w kształcie migdałów. Skórę kocura rysuje kilka mniejszych i większych blizn, w tym najbardziej widoczna ciągnie się po skosie przez grzbiet od wystającej łopatki po linię żeber.
Jak go zobaczysz, pomyślisz - żartowniś i bajarz. Zwodzi i czaruje, uśmiecha się miło, czasem wymknie mu się drobna złośliwość - ale to tak z sympatii. Karmiąc półprawdami, zdobędzie twoje zaufanie i pokaże idealnie odegraną, jasną stronę swojego charakteru, zamykając na klucz drzwi do ciemnego serca. Potrafi być szarmancki, gdy tego chce i okrutny, gdy wymaga tego sytuacja. Jak zajdzie taka potrzeba zostanie twoim przyjacielem - ale uważaj, bo możesz się kiedyś obudzić z pazurami na gardle. Bowiem wyznaje zasadę - trzymaj swoich przyjaciół blisko, ale jeszcze bliżej trzymaj swoich wrogów - a za tego pierwszego nie uważa nikogo.
Śliski Brzeg (KC), Konik (KR)
Mróz ściął okoliczne ziemie, wiatr przywiał zimowy chłód, a tymczasem Kormoran kontynuował swoje wakacje w głuszy. Może i nie była to najlepsza pora, ale skoro miał czas na urlop to z niego korzystał, chociaż szron osiadał mu na wąsach. Poruszył nimi, patrząc jak odbicie w rzece mu wtóruje. Siedział wyprostowany na powalonym drzewie i zastanawiał się, czy pomarznąć w tym miejscu jeszcze chwilę, czy może pójść poszukać towarzyszy konwersacji i chłodu przy granicach z Klanami. Z tego miejsca miał dość blisko do Gromu i przeszło mu przez myśl by zawleść się tam, zapukać w drzewo i zapytać czy zastał Skrzący Płomień. Zdziwił się, że kocica od dłuższego czasu nie zaplątała się w okolice osiedla, bo wydawało mu się, że miejskie życie zafascynowało ją i będzie wpadać na wakacje. Zeżarło ją coś? Czy jednak uwiązali ją w tym Gromie na łańcuchu jak kiedyś Piorunopręgę? Kocur znowu poruszył wąsami. Czort ich tam wiedział. Jeszcze nie zestarzał się tak bardzo, by tęsknić za konkretnymi pannami, skoro, jak to mówią, w jeziorze pełno było ryb. Zwyczajnie się zastanawiał.
// ringo!
♠️ ♦️ pragnę burz które gdzieś w oddali szarpią noc w żyłach cwału marzeń lęków co się zdarzyć ma niezdeptanych ścieżek które pierwszy przebyć mam ♥️ ♣️
Niebieska, pręgowana kotka z miodowymi oczami (kp)
Charakter Ringo nie uległ jakimś wielkim zmianą. Kotka nadal jest szczęśliwa i pełna optymizmu, próbująca zawsze znaleźć wyjście nawet z najtrudniejszej sytuacji. Uwielbia opowiadać wiele wymyślonych historyjek, lecz czasami są niezbyt trafne. Lubi pocieszać innym i dodawać im otuchy, przez co czasami nieświadomie zaniedbuje samą siebie. Ceni swojego ''brata'' ponad wszystko i jest zdolna wskoczyć za nim w ogień. Niezbyt lubi wspominać dawne czasy, które trochę boleśnie wspomina, ale mimo tego zależy jej na tym, aby żyć teraźniejszością, nawet jeśli może się okazać gorsza niż przeszłość. Nie przejmuje się zbytnio swoim wyglądem, dlatego często chodzi brudna, z piaskiem w swoim futerku i krwią zmieszaną z futrem swojego jedzenia między pazurami. Rzadko jej coś przeszkadza i toleruje nawet najgorsze zachowanie i dość mocną pogardę, obiecując, że się poprawi. Nie lubi wdawać się w kłótnie i bardzo często ich unika, zmieniając temat na przyjemny i wesoły. Jest nadopiekuńcza i nie potrafi mieć złego zdania o innych, stara się oceniać tylko ich dobrą stronę, reagując na wszelakie zaczepki z uśmiechem. Zawsze marzyła i do tej pory marzy o założeniu rodziny i nienawidzi samotności, dlatego obecność jej brata podnosi ją zawsze na duchu.
Kulka; Czekoladka {GK} ||
Oj głupia ty, głupia ty! Kolejne przechadzki o tak zimnej porze? W końcu dostaniesz zielonego kaszlu, tak jak mówiła matka. Albo kaktus ci na języku wyrośnie, jak dalej będziesz robić sobie taką samowolkę. W sumie była samotnikiem i mogła sobie pozwolić na właśnie taką samowolkę w dowolnych ilościach - nigdy nie za dużo, nigdy nie za mało. Ale jednak była jedna osoba, która wiązała Ringo do jednego konkretnego miejsca jak psa do budy... A no właśnie, brat. Przemierzała chłodne równiny, lekko marszcząc nos, gdy potwornie ją zabolał, pokazując przy tym łobuzersko zęby. Równe przebieranie łapami w końcu zaczęło się zgrywać z jej rytmem serca, który przy dość dużym wysiłku fizycznym zaczęło grać jej walca, aby ''umilić'' wycieczkę. Ale chwileczkę, po kiego grzyba ona tak łazęgowała? Odpocząć raczej nie, pozbierać myśli... Mam prawo wątpić, że zaprząta sobie głowę czymś takim jak ''racjonalne myślenie''. Brat poluje, a ona... Albo idzie nażreć się na mieście, albo podbiera mu każdy ciężko złapany kęs zwierzyny. Jak się jest ''samotnikiem alfa'' z towarzyszem u boku to tak jest, chociaż z taką marną masą mięśniową do grupy owych samotników się nie zaliczała i o dziwo była za... Miła, aby posiąść tytuł bezwzględnego i zdziczałego samotnika, który widzi jedynie koniuszek swojego nosa. Największą wadą czasami też było to, że nie potrafiła dobrać emocji do odpowiednich sytuacji i często... Zachowywała się, jakby wcale jej nie było, a jej rozmówca mógł się poczuć, jakby rozmawiał z rybą, bo przecież ''koty i ryby głosu nie mają'', zgadza się? Gdy Ringo przemierzała taki kawał drogi na swoich dość króciutkich, ale za to pięknie przyozdobionych tłuszczykiem i grubym, puszystym, długim, zimowym futrem, które można porównać do zimowego futra niektórych zwierząt, które zrzucają futro na zimę. A co to za dziwny zapach i znajome ziemię? I pstryk; lampeczka w głowie Ringo jak na komendę się zaświeciła. Przecież tędy zaprowadził ją jej brat do... Oh, terenów klanu Gromu, z których wróciła jako świeżo upieczona samotniczka z kompanem, który teraz postanowił na nią wrzeszczeć o jej zwykłe (i nierozważne) przechadzki. Świetnie. Ale zostało jeszcze jedno zmartwienie - do kogo należał ten dziwny zapach? Trzeba sprawdzić; jak to mówią - raz kozie śmierć. Gdy w końcu zauważyła powalone drzewo i... Kogoś, trochę się rozpędziła, by potem niezgrabnie wskoczyć na pień drzewa, przy okazji uderzając pazurami o oszronioną korę, zostawiając za sobą białe pasy, na pierwszy rzut oka przypominające tor. Wstała na równe łapy, przez chwile próbując utrzymać równowagę i cóż - z delikatnym uśmiechem zmierzyła wzrokiem nieznajomego kocura, wypuszczając parę z pyska, co mogło również wnioskować nierównym i długim oddechem kotki.
- Dzień dobry! - przywitała się melodyjnym tonem głosu, wypinając klatkę piersiową wysoko do góry, jakby chciała powiedzieć, że to zaszczyt otrzymania od niej zwykłego... ''Dzień dobry''?... Nie był to co prawda powód do chwalenia się, no ale Ringo widocznie uważała inaczej. W sumie nawet miłym gestem było to, że w ogóle się przywitała, a nie wyskoczyła do niego z gębą jak każdy potencjalny samotnik™. Zapowiada się nawet dobrze, o ile któremuś z nich nie odbije.
Kormoran to kocur zbudowany z długich linii, wysoki i postawny, osadzony na szczupłych, atletycznych łapach. Ma ciało sportowca, pozbawione grama tłuszczu, ale za to całe obleczone w wyćwiczone mięśnie, skrywane pod krótkim, jednolicie czarnym futrem. Jedynym odstępstwem od tej barwy jest niewielka plamka bieli na piersi oraz kilka białych wąsów, a także intensywnie zielone ślepia w kształcie migdałów. Skórę kocura rysuje kilka mniejszych i większych blizn, w tym najbardziej widoczna ciągnie się po skosie przez grzbiet od wystającej łopatki po linię żeber.
Jak go zobaczysz, pomyślisz - żartowniś i bajarz. Zwodzi i czaruje, uśmiecha się miło, czasem wymknie mu się drobna złośliwość - ale to tak z sympatii. Karmiąc półprawdami, zdobędzie twoje zaufanie i pokaże idealnie odegraną, jasną stronę swojego charakteru, zamykając na klucz drzwi do ciemnego serca. Potrafi być szarmancki, gdy tego chce i okrutny, gdy wymaga tego sytuacja. Jak zajdzie taka potrzeba zostanie twoim przyjacielem - ale uważaj, bo możesz się kiedyś obudzić z pazurami na gardle. Bowiem wyznaje zasadę - trzymaj swoich przyjaciół blisko, ale jeszcze bliżej trzymaj swoich wrogów - a za tego pierwszego nie uważa nikogo.
Śliski Brzeg (KC), Konik (KR)
Wypuścił nosem obłoczek pary i już był zdecydowany do opuszczenia posterunku, gdy biorąc ponowny oddech, wraz z powietrzem wciągnął nową nutę zapachową. Nieznacznie przymrużył oczy, w subtelny sposób rozglądając się wkoło i próbując namierzyć jego źródło. Obrana przez niego miejscówka gwarantowała, że dostrzeże nosiciela woni zanim ten na dobre się zbliży - chyba, że płynął on wraz chłodnym, mało wartkim nurtem poniżej - jednak nie spodziewał się, że pojawi się on tak otwarcie i... gwałtownie. Wstał, kiedy rozpędzona, acz trochę niezdarna kula zaczęła zmierzać ku niemu, a mięśnie pod czarnym futrem spięły się w stanie nienachalnej gotowości. Nie było to specjalnie potrzebne, ponieważ przybysz, a właściwie przybyszka, sama nieomal się znokautowała swym skokiem, a potem walką o równowagę. Kormoran przyglądał się temu z nieodgadnionym wyrazem pyska, z pewnym trudem powstrzymując ironiczne uniesienie brwi. Nie wiedział z kim ma do czynienia, ani jak dużą stabilność emocjonalną ten ktoś wykazuje, dlatego nie zamierzał zdradzać się ze swoim delikatnym zażenowanym rozbawieniem. Koty różnie reagowały jak się z nich nabijało, niektórzy bardzo gwałtownie. Co prawda, nieoczekiwany towarzysz konwersacji obdarzył go milutkim uśmiechem i melodyjnym przywitaniem, ale z samotnikami to nigdy nie wiadomo, jak im wiatr zawieje. - Witam. - Odpowiedział tym samy, przekuwając wcześniejsze rozbawienie w uprzejmy uśmiech. - Czy to tylko kurtuazja, czy mijający dzień naprawdę jest dla ciebie łaskawy? - Kontynuował miękko, wykorzystując ten czas do szybkich oględzin. Prześlizgnął się wzrokiem po jej sylwetce jeszcze zanim otworzyła pyszczek, ale kiedy stała nieruchomo lepiej widać było nieco "męskie" rysy mordki i krępą sylwetkę, dodatkowo objętościowo zwiększoną przez długie futro. Jednak sprawiała wrażenie sympatycznej, na co Kormoran od razu zaczął się zastanawiać, jak bardzo się na tym pierwszym wrażeniu przejedzie. Tak jak ona pazurami po powalonym pniu?
♠️ ♦️ pragnę burz które gdzieś w oddali szarpią noc w żyłach cwału marzeń lęków co się zdarzyć ma niezdeptanych ścieżek które pierwszy przebyć mam ♥️ ♣️
Księżyce: 82 Mistrz: Brak Płeć: kocur Matka: Daisy Ojciec: ?
Znacząco różni się od typowego leśnego kota. Największą i najbardziej rzucającą się w oczy cechą jest jego umaszczenie - żółtawo-brązowe futro pokrywają ciemnobrązowe, niemal czarne, marmurkowe pręgi (niesymetryczne po obu stronach), a od policzków do brzucha ciągnie się biały pasek futra, jedynie tuż pod szyją przecinany przez dwie bardzo charakterystyczne, stykające się pręgi. Ważną do wspomnienia rzeczą jest również przejaśnienie na czubku nosa zwężające się ku górze. W zależności od oświetlenia kolor jego oczu waha się pomiędzy żółtym, zielonym a niebieskim, chociaż raczej z przewagą zielonego. Na jego szyi niemal zawsze zobaczyć można drogą, czerwoną obrożę z niewielkim dzwonkiem. Dzwonek jest dość irytującym atrybutem, jednak kot nauczył się już poruszać tak, by robić jak najmniej hałasu. No i zdarzają się okazje, że Właściciele jednak mu ją zdejmują, ale to raczej rzadkość.
Kocur lubujący się w czarnym humorze i pogaduszkami z bezdomnymi kotami. Jest nieco poważniejszy niż jego brat, ale za to wredniejszy. Zdarza się mu więc rzucać kąśliwe uwagi wobec kotów, które uważa za zbyt głupie by mogły je zrozumieć. Lubi swoje życie pieszczoszka i nie kłopocze się kwestiami takimi jak honor - jego życie jest dla niego najważniejsze i zrobi wszystko co możliwe, by je chronić. Zaraz po życiu własnym w jego hierarchii wartości stoją życia osób dla niego ważnych - Piktograma i ich właścicieli. Niżej stoją inne koty domowe, a pod nimi na równi znajduje się cała reszta świata.
...Dniami z ciepłej pogody korzystałem głównie drzemiąc na parapecie domu lub we wnętrzu woliery mającej blokować mnie od zewnętrznego świata. Noce spędzałem jednak głównie na zewnątrz. Nie było już wtedy tak ciepło, ale zimowe mrozy również mi nie zagrażały, była to więc idealna pora na spacer. Gospodarze spali a ja wystarczająco się naspałem za dnia, byłem więc pełen energii. Zdążyłem już przyzwyczaić się do samotnych wędrówek, więc wspomnienia brata nawet szczególnie mi przeszkadzały. Był a teraz go nie ma, no cóż. Nie miałem innego wyjścia niż się z tym pogodzić, nieprawdaż? ...Tego dnia wybrałem się nad rzekę. Całkiem niedaleko od pastwiska i mojego domu powalone drzewo tworzyło naturalny most. Zauważyłem to poprzedniej nocy, ale wtedy było już za późno na dalszą inwestygację, więc zostawiłem ją sobie na później. Było coś pełnego uroku w przyrodzie nieświadomie naśladującej ludzkie kreacje. ...Ogon miałem uniesiony w górze i zbliżyłem się do powalonego drzewa pospiesznym krokiem. Spojrzałem na całość "konstrukcji". Naprawdę mi się podobało to miejsce. Z gracją wskoczyłem na górę, balansując ogonem by nie stracić równowagi. Most był całkiem stabilny, nie chwiał się pod moimi łapami. Stamtąd rozejrzałem się dookoła, po czym usiadłem. I tak siedziałem w ciszy zakłócanej jedynie przez kojący szum rzeki. Rozkoszowałem się chwilą, bo czyż nie była piękna?
Mistrz: Jaskółczy Śpiew Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Śpiew Partner: słodka jak agrest, cierpka jak bez
Te czasy gdy Pustułka była malutką minęły. Stała się wielką, umięśnioną kocią, o średniej wielkości szaro niebieskich oczach o kształcie migdałów. Jest wysoka, ma krępa łapy. Cały efekt masywności dopełnia kupa jedwabistego, bardzo długiego futra, które otula jej ciało. Owa sierść ma rudoczarny kolor, który dopełnia sporej wielkości biały pysk.
Towarzysz do browara
Źródlana Łapa [KC] Modliszka [KW] Ryk [KG]
Kolejny dzień nie było Brzozy. A ona nie zamierzała tak czekać aż straci okazje na chociałby pożegnanie. Na ostatnie przytulenie się do szorstkiego futra partnerki. Do spokoju, i zaprzestania martwienia się o nią. Czy ma co jeść, czy nie jest jej zimno. Czy nie tęskni. Nie. Nie tęskni. Zostawiła ją, zupełnie samą, jak jakąś rzecz, dziecięcą zabawkę. Czuła się źle, bardzo źle. Musiała ją odnaleźć. Przynajmniej po to by ją znienawidzić, i nie cierpieć tak już. Nie aż tak.
Wygramoliła się sennie z legowiska pod szczelną osłoną nocy. Wymsknęła się z obozu, i zaczęła podążać za ledwo wyczuwalną Brzozową wonią. Za wonią jej ukochanej. I szła tak- dosyć długo. W pewnym momencie przeszła na tereny niczyje, by przypadkiem nie pozostawić śladu zapachowego na terytorium klanu Wichru. Pałętała się wręcz. Była zgarbiona i okropnie chuda. Odkąd partnerka odeszła nawet kęs ryby wchodzi jej z trudem. Świt ją zastał- niebo nieco rozjaśniało, zrobiła się nieco cieplej. Kroczyła jak jakaś bestia, z obnażonymi kłami i pazurami, oczekując ataku z czyjejś strony. Potrzebowała teraz tego pożądnego sparingu, dla wyładowania emocji. Jednakowoż zanim wyczuła potęcialnego wroga poczuła intensywny zapach pieszczocha. Nigdy dotąd się z ową wonią nie spotkała, więc była prawie że pewna iż to piecuch. Przecież to oczywiste, nie?
Po tym kolejno zauważyła powalony pień i dziwnie umaszczonego kota na nim. Nosił obrożę, z tego co widziała czerwoną.
Słyszała szum rzeki, tak bardzo potężny, tak bardzo jak nigdy. Ale to jej mózg to wyolbrzymiał. W końcu duchem była prawie martwa.
-Kto.- spytała gardłowym warkotem. Jej oczy błyskały determinacją. Tyle straciła. A teraz.. musi to odzyskać. Mimo wszystko.
»Dziejesięzem n ącośbardzop i ę k n e g o«
≡
Śnimisięzamieć
Księżyce: 82 Mistrz: Brak Płeć: kocur Matka: Daisy Ojciec: ?
Znacząco różni się od typowego leśnego kota. Największą i najbardziej rzucającą się w oczy cechą jest jego umaszczenie - żółtawo-brązowe futro pokrywają ciemnobrązowe, niemal czarne, marmurkowe pręgi (niesymetryczne po obu stronach), a od policzków do brzucha ciągnie się biały pasek futra, jedynie tuż pod szyją przecinany przez dwie bardzo charakterystyczne, stykające się pręgi. Ważną do wspomnienia rzeczą jest również przejaśnienie na czubku nosa zwężające się ku górze. W zależności od oświetlenia kolor jego oczu waha się pomiędzy żółtym, zielonym a niebieskim, chociaż raczej z przewagą zielonego. Na jego szyi niemal zawsze zobaczyć można drogą, czerwoną obrożę z niewielkim dzwonkiem. Dzwonek jest dość irytującym atrybutem, jednak kot nauczył się już poruszać tak, by robić jak najmniej hałasu. No i zdarzają się okazje, że Właściciele jednak mu ją zdejmują, ale to raczej rzadkość.
Kocur lubujący się w czarnym humorze i pogaduszkami z bezdomnymi kotami. Jest nieco poważniejszy niż jego brat, ale za to wredniejszy. Zdarza się mu więc rzucać kąśliwe uwagi wobec kotów, które uważa za zbyt głupie by mogły je zrozumieć. Lubi swoje życie pieszczoszka i nie kłopocze się kwestiami takimi jak honor - jego życie jest dla niego najważniejsze i zrobi wszystko co możliwe, by je chronić. Zaraz po życiu własnym w jego hierarchii wartości stoją życia osób dla niego ważnych - Piktograma i ich właścicieli. Niżej stoją inne koty domowe, a pod nimi na równi znajduje się cała reszta świata.
...Dlaczego zawsze muszę trafiać na takie koty? Westchnąłem cicho, gdy zauważyłem kątem oka zbliżającą się dzikuskę. To, że była to dzikuska, nie pozostawiało wątpliwości. Wychudzona, brudna a do tego kroczyła jak wściekła. Hieroglifa nagle ukuła igiełka strachu. Może faktycznie miała wściekliznę? Zerwał się na cztery łapy i wyprężył grzbiet. I tak nie wyglądał zbyt imponująco, ale nie chciał, naprawdę bardzo nie chciał, by nieznajoma dalej się zbliżała. ...Pytanie szylkretki nieco zmąciło mi w głowie. Czy chory kot zadawałby jeszcze jakiekolwiek pytania, czy całkowicie straciłby resztki swojej normalności? Nie miał w tej kwestii wiele doświadczenia. Osobiście jeszcze nigdy nie widział zwierzęcia chorego na wściekliznę, ale dużo się o niej nasłuchał w domu i u weterynarza. Co prawda ludzie mówili, że w tej części świata została już prawie całkiem wyeliminowana... ale to "prawie" czyniło dla niego ogromną różnicę. A jeśli rozpowszechni się to u klanowców? To byłaby epidemia! ...- Nikt! Odejdź - odparłem głośno, starając się, by głos mi się nie załamał. Niestety nie do końca mi wyszło. Cofnąłem się przy tym na moście z drzewa. Może nie ośmieli się przez niego przejść, bo koty z wścieklizną boją się... wody? Zerknąłem w dół. W takim razie chyba nie podchodziłaby tak blisko do rzeki? - Ojezu - wyszeptałem z ulgą. A potem rzuciłem się do ucieczki. ...Wścieklizna czy nie, miałem już dość bycia zabaweczką do bicia dzikusów. Tym razem nie miałem nawet odpowiedniej wymówki dla moich gospodarzy. W domu nie było już brata, który mógłby mnie stłuc. Albo jakimś cudem pobiłem się sam, albo udało mi się uciec z woliery... i pewnie będą bardziej skłonni uwierzyć w tą drugą opcję. Ha, jeżeli w ogóle przeżyję! Bieg dodał mi sporo adrenaliny i mimo, że sytuacja była nieciekawa, miałem ochotę się śmiać. To było takie głupie.
Mistrz: Jaskółczy Śpiew Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Śpiew Partner: słodka jak agrest, cierpka jak bez
Te czasy gdy Pustułka była malutką minęły. Stała się wielką, umięśnioną kocią, o średniej wielkości szaro niebieskich oczach o kształcie migdałów. Jest wysoka, ma krępa łapy. Cały efekt masywności dopełnia kupa jedwabistego, bardzo długiego futra, które otula jej ciało. Owa sierść ma rudoczarny kolor, który dopełnia sporej wielkości biały pysk.
Towarzysz do browara
Źródlana Łapa [KC] Modliszka [KW] Ryk [KG]
Kotka widząc jak kocur jej ucieka powolnie do niego podeszła, stawiając uszy na stroc. Jej nos lekko drgnął.
-Ej!-zawołała za pieszczochem. Mógł w końcu wiedzieć coś o ucieczce Brzozy. Zatrzymała się w końcu i spojrzała na niego błagalnie. Nie może jej uciec!-Nic ci nie zrobię.-miauknęła łagodnie, lecz hardo i stanowczo dając sygnał że lepiej jej słuchać.-Ja po prostu kogoś szukam. Takiej srebrnej niskiej kotki w czarne cętki. Widziałeś tutaj kogoś takiego? To naprawdę bardzo ważne dla mnie.-powiedziała starając się biec za kocurem. Cóż, nigdy nie była olimpijczykiem jeśli mowa o bieganiu, jednak najgorsza też nie jest. Przystanęła w końcu dysząc. Była smutna. Czy naprawdę zaniedbała się aż tak że nawet pieszczochy przed nią uciekają? Uh, to nie komfortowe. I to bardzo nie komfortowe.
»Dziejesięzem n ącośbardzop i ę k n e g o«
≡
Śnimisięzamieć
Księżyce: 82 Mistrz: Brak Płeć: kocur Matka: Daisy Ojciec: ?
Znacząco różni się od typowego leśnego kota. Największą i najbardziej rzucającą się w oczy cechą jest jego umaszczenie - żółtawo-brązowe futro pokrywają ciemnobrązowe, niemal czarne, marmurkowe pręgi (niesymetryczne po obu stronach), a od policzków do brzucha ciągnie się biały pasek futra, jedynie tuż pod szyją przecinany przez dwie bardzo charakterystyczne, stykające się pręgi. Ważną do wspomnienia rzeczą jest również przejaśnienie na czubku nosa zwężające się ku górze. W zależności od oświetlenia kolor jego oczu waha się pomiędzy żółtym, zielonym a niebieskim, chociaż raczej z przewagą zielonego. Na jego szyi niemal zawsze zobaczyć można drogą, czerwoną obrożę z niewielkim dzwonkiem. Dzwonek jest dość irytującym atrybutem, jednak kot nauczył się już poruszać tak, by robić jak najmniej hałasu. No i zdarzają się okazje, że Właściciele jednak mu ją zdejmują, ale to raczej rzadkość.
Kocur lubujący się w czarnym humorze i pogaduszkami z bezdomnymi kotami. Jest nieco poważniejszy niż jego brat, ale za to wredniejszy. Zdarza się mu więc rzucać kąśliwe uwagi wobec kotów, które uważa za zbyt głupie by mogły je zrozumieć. Lubi swoje życie pieszczoszka i nie kłopocze się kwestiami takimi jak honor - jego życie jest dla niego najważniejsze i zrobi wszystko co możliwe, by je chronić. Zaraz po życiu własnym w jego hierarchii wartości stoją życia osób dla niego ważnych - Piktograma i ich właścicieli. Niżej stoją inne koty domowe, a pod nimi na równi znajduje się cała reszta świata.
..."Nic ci nie zrobię". Takim tekstem jeszcze nigdy nikt go nie obdarował, ale coś podpowiadało mu, że może niekoniecznie warto w to wierzyć. Chociaż zmiana tonu głosu nieznajomej była ogromna. W biegu jednak nie słyszałem jej zbyt wyraźnie, więc może tylko mi się wydawało? Kiedy odezwała się ponownie, zdałem sobie sprawę, że za mną biegła. Nie miałem zamiaru się oglądać, więc o takich niuansach informowały mnie jedynie bodźce dźwiękowe, znacznie przygłuszone własnym hałasem. Ale udało mi się usłyszeć i zrozumieć słowa szylkretowej dzikuski. Szukała kogoś? Super. Ja nikogo nie widziałem. Natomiast opis poszukiwanej osoby wydał się na tyle znajomy, że aż powinęła mi się łapa. I poleciałem do przodu, prawie zagrzebując przy tym głowę pod ziemią jak struś. Jęknąłem, po czym spróbowałem wstać. Słysząc o srebrnym w czarne cętki, oczywiście stanął mi przed oczami mój brat. Ale Pikto nie był wcale niską kotką-dzikuską, pomyślałem kwaśno. Przewróciłem się na nic. ...Spojrzałem nieufnie na szylkretową kotkę. W obecnej sytuacji chyba zostanę i odpowiem na te jej pytania, ale byłem gotowy do dalszego biegu jeżeli znowu zacznie się szczerzyć i warczeć. Tak się ze mną nie rozmawia. Mam... powiedzmy, że traumę. Chociaż w realiach tych okolic lepiej byłoby to zwyczajnie nazwać zdrowym rozsądkiem. ...- Nie widziałem - burknąłem wreszcie, po czym westchnąłem i odezwałem się ponownie, głosem już znacznie łagodniejszym. Albo znowu ktoś się ze mną bawił, albo trafiłem na desperatkę. W tej chwili nie było różnicy. - Ale szukałaś na osiedlu? Jak jest rasowa, to pewnie wróciła do właściciela albo znalazła sobie nowego. Jak zamieszkała w budynku to jej już raczej nie znajdziesz, ale możesz się pokręcić przy domkach jednorodzinnych
Mistrz: Jaskółczy Śpiew Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Śpiew Partner: słodka jak agrest, cierpka jak bez
Te czasy gdy Pustułka była malutką minęły. Stała się wielką, umięśnioną kocią, o średniej wielkości szaro niebieskich oczach o kształcie migdałów. Jest wysoka, ma krępa łapy. Cały efekt masywności dopełnia kupa jedwabistego, bardzo długiego futra, które otula jej ciało. Owa sierść ma rudoczarny kolor, który dopełnia sporej wielkości biały pysk.
Towarzysz do browara
Źródlana Łapa [KC] Modliszka [KW] Ryk [KG]
Nieznajomy się przewrócił, co mocno ułatwiło Pustułce pogoń. Spojrzała na pieszczocha smętnie. Połowy jego słów nie rozumiała, ale nie miała zamiaru tego dociekać. To nie miało wikszego sensu, zważając na to co Ptaszyna planowała.
-mhm.- rzuciła tylko już normalnym niskim tonem i uniosła uszy ku górze. Z racji że nie chciała by owy uciekł stanęła na jego ogonie, na tyle delikatnie by nie wywołać bólu, ale przytrzymać nieznajomego.
-Słuchaj bury. Jesteś mi bardzo potrzebny, bądź tu czasem. Mam dla ciebie propozycje nie do odrzucenia.-miauknęła i strzepnęła ogonem. To raczej tyle, od kocurka nie dostanie znaczących informacji. Odwróciła się na pięcie i ruszyła z powrotem w stronę terenów rzecznych. Przewróciła ukradkiem oczyma i już pełnym pędem pognała do domu. Musi porozmawiać po swojej ceremonii z liderką. To ważne.
-Do zobaczenia!-wykrzyczała i nie przerwała biegu. Ma tyle spraw do załatwienia. Tak wiele.
//zt, dzięki za sesje!
»Dziejesięzem n ącośbardzop i ę k n e g o«
≡
Śnimisięzamieć
Mistrz: ostatecznie nie był potrzebny. Płeć: Kocur Matka: Czajkowy Lot Ojciec: Wilgotny Nos
Kocur o atletycznej budowie, półdługim biało-niebieskim futrze i pomarańczowych oczach.
Niebo odnalazł nie tylko satysfakcję, ale także dużo lepiej poznał samego siebie w swojej wędrówce w nieznane. Prawdę mówiąc nie zmienił się szczególnie mocno, może jest tylko trochę bardziej pewny siebie, ma dużo jaśniej sprecyzowane poglądy na wiele tematów, ale zasadniczo pozostał Niebem, którego zna jego rodzina. Częściej śmieje się bez skrępowania, mówi głośniej, odważniej. Można zwyczajnie odnieść wrażenie, że Niebo kocha życie i czerpie z niego tyle, ile się da, ciesząc się każdym oddechem i każdym uderzeniem serca.
Nie zmieniło się jednak to, że jest wrażliwy na krzywdę innych, odczuwa wielką potrzebę ochrony słabszych i mniejszych i niesienia pomocy. Wciąż rażą go niesprawiedliwość i okrucieństwo, wobec których ma odwagę się sprzeciwiać.
Mimo wszystko ma w sobie dużo spokoju i cierpliwości, rzadko ulega emocjom, unosi się, czy krzyczy, znajdując o wiele więcej satysfakcji ze spokojnej rozmowy i rozwiązywania konfliktów poprzez dyplomację.
Dzwonek, Szuwar, Sianko (nieaktywni)
Nie planował spędzić na rodzinnych ziemiach tak wiele czasu. Kręcił się tutaj już od trzech księżyców, mimo że początkowo planował po kilku dniach ruszyć w dalszą drogę. Tymczasem czyjaś szara mordka, żółte oczy i powalający uśmiech nie pozwalały mu odejść na dłużej niż księżyc, na dalej niż dzień drogi stąd. Ten stan zawieszenia prawdę mówiąc nie przeszkadzał mu jakość szczególnie. Właściwie to był swego rodzaju złotym środkiem pomiędzy życiem wolnego kota, które kochał i byciem blisko rodziny, za którą tęsknił i z którą nie potrafił się na dobre rozstać.
Więc włóczył się w tę i z powrotem, póki co ciesząc się, że może poznać lepiej ziemie, na których przyszedł na świat. Dlatego teraz zdecydował się zakręcić w okolicy Siedliska Koni, które to lubił obserwować. Dowiedział się o ich istnieniu dopiero po opuszczeniu szeregów Klanu Wichru, co było dla niego kolejnym dowodem na to, jak wąskie miał horyzonty, będąc Podniebną Łapą. Zdarzało mu się myśleć, że gdyby kiedykolwiek przyszło mu posiadać potomstwo, nazwałby jedno ze swoich dzieci Koniem. To piękne zwierzęta, chciałoby się powiedzieć, że wolne, mimo że całe swoje życia spędzają za ogrodzeniem z martwych drzew.
Usiadł na pniu zwalonego drzewa, kiedy już wracał z Siedliska Koni. Patrzył na płynącą w dole rzekę. Wziął głęboki oddech. W powietrzu wyczuł zapach wolności.
//Musza Łapa
i.n a w e t.kiedybędę .s a m nie zmienię się,to.n i e.mój świat przede.m n ą.droga którą.z n a m którą.j a.w y b r a ł e m.sam
Widać po niej przynależność do rodu rzecznej 'arystokracji', posiada cechy, którymi charakteryzowali się jej przodkowie - jest niezwykle wysoka, zapewne przewyższa większość kotów zarówno w Klanie, jak i w całym lesie. Mimo nieprzeciętnie wysokiego wzrostu jest dość lekko zbudowana - smukła, harmonijna sylwetka z zachowanymi proporcjami. Jej łapy są niebotycznie długie, patykowate. Posiada ona trójkątny pysk o regularnych rysach i duże, lekko skośne (podobne do kształtu oczu jej matki - Czerwonej Gwiazdy), złociste oczy, które uznać można za cechę charakterystyczną Muchy. Jej sierść jest jednolicie czarna, krótka, lśniąca i gładko przylegająca do ciała. Uszy są spiczaste, a ogon - długi, cienki, biczowaty. Nos Muszej Łapy jest prosty, nie przypomina tego, który posiada jej matka, za to szyja - długa i smukła. Nie ma również żadnych blizn, czy zadrapań, samotnicze życie najwyraźniej szczędziło jej okazji do wdawania się w potyczki.
w KP
Nie miała w zwyczaju częstych powrotów do znanych jej miejsc, zawsze fascynowało ją to, co nowe i dlatego też obszary, na których w danej chwili przebywała, były jej nieznane i w mniemaniu młodej kotki - interesujące. Swoją niekończącą się energię i ciekawość musiała zaspokoić, wędrówka w nieznane więc była jedną z lepszych opcji, tym bardziej, kiedy wokół działo się tak wiele, a Pora Nowych Liści była w pełni. Szybko obmyśliła zarys kierunku podróży i chociaż nie do końca była pewna, dokąd zmierza, dokąd ta droga prowadzi, to pewnie szła przed siebie.
Syna Wilgotnego Nosa można by było określić mianem wolnego ducha czy włóczykija, lubił to i właśnie to z pewnością nieco wycisnęło piętno na jego osobowości. Wnuczka Łabędziej Pieśni również czuła się wolna i spędzała sporo czasu na poznawaniu tego, co nowe. Ceniła sobie swój indywidualizm i niezależność, które zawsze z nią były, ale jednak to nie było do końca zgodne z jej osobowością, to nie to co ją charakteryzowało i wyróżniało spośród innych. Jasne, lubiła wszystko, co żywe i nieznane, ale styl życia włóczykija nie do końca do niej pasował. Bo kogo mogłaby przekonywać o swoich racjach, komu mogłaby przewodzić, gdzie mogłaby podejmować się coraz to nowszych wyzwań, z kim mogłaby dzielić swoje emocje, nieważne czy te negatywne, czy pozytywne? A emocjonalność to jedna z ważniejszych cech, które ją tworzyły.
W końcu dotarła do celu swojej podróży. Malował się przed nią widok Grzmiącej Rzeki i ogromne, powalone drzewo umożliwiające łatwiejsze przejście na drugą stronę. Do jej nozdrzy dotarł zapach obcego jej kocura. Nie była tu sama, co właściwie kompletnie jej nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie.
Bogatka o ile kiedy się urodziła to była przeciętna to teraz jest ciut mała. Nie odbiega jakoś strasznie dużo wzrostem, ale jednak. Jej łapy są wiotkie i chude, a z sylwetki jest po prostu szczupła i zgrabna. Ma normalnej długość uszy, które są stożkowate i szpiczaste. Pyszczek ma sliczniutki i malutki, który podkreśloby jest noskiem niczym różowy guziczek. Oczy ma raczej zwyczajne, ani duże, ani małe. Koloru nie zmieniły. Nadal są niebieskie, tylko trochę bardziej intensywne. Jej futro jest jedwabne i dobrze zadbane, krótkiej długości. Jej matka ma wspaniałe geny, które przekazała swoim pociechą. Bogatka jest Seal Lynx Pointem lub inaczej Snow Lynx Pointem. Oznacza to, że jest wspaniałym kotem bengalskim. Jest cała wręcz biała z typowymi rozetami w kolorze szarym, lekko brązowym. Ma też typowe dla pointów cieniowania, na pyszczku, uszach, łapach i ogonie. Jak już o ogonku mowa to jest on lekko długi. Pazurki ma drobne, ale za to ostre jak ciernie. Ma bliznę na grzbiecie.
Oj. Bogatka się bardzo zmieniła. Od kiedy się zgubiła na całe dwa księżyce już nie jest taka sama. Już nie jest taka odważna i pewna siebie. Czuła się zagubiona i stracona. Teraz trzyma się niczym kleszcz strasznego matki i rodzeństwa. Już zaczęła bać się świata. Nadal będzie się starać trzymać swojego zdania, ale wystarczy jedno zaprzeczenie. Jedno słowo, a ona już jest potulna jak baranek. W końcu sama wpakowała się w kłopoty i tyle bładziła. Gdyby się słuchała tak by nie było. Właśnie dla tego teraz jest takim lepem. Czuję się z każdej strony otoczona i zagrożona. Może kiedyś, ale na pewno nie w niedalekiej przyszłości, ale wróci do siebie. Ale są na to małe szanse.
A co tutaj jest? Bogatka wysunęła swoją drobną główkę spomiędzy źdźbeł wysokich traw, zwabiona tajemniczym szumem którego źródłem była rzeka. Spacerowała ze swoim bratem Modrzewiem, lecz gdy usłyszała ten dźwięk od razu skierowała się w jego stronę, dając bratu jedynie krótki komunikat żeby poszedł za nią.
Gdy zaś zobaczyła to miejsce aż otworzyła pyszczek w zdumieniu. Ile wody! I jak ona się szybko rusza! A kto postawił to drzewo tak jakoś nie tak, one powinny stać pionowo, a to sobie leżało!
-Ej, Modrzew, Patrz, drzewo wywalone! - Zawołała podekscytowanym głosikiem, nieco z niedowierzaniem.
-I musisz to zobaczyć, taka wieelka szybka woda! - Nie tak jak kałuże czy strumyki, o nie, to tutaj zjawisko było na prawdę godne podziwu. Śmiało podeszła do brzegu rzeki, który na szczęście nie był stromy, nie było więc żadnego ryzyka pośliźnięcia się. Sięgnęła w stronę płynącej wody jedną przednią łapką i pacnęła ją, chlapiąc nieco. Zaśmiała się wesoło i plusnęła łapką o powierzchnię wody jeszcze raz. Tym razem jednak mocniej tak że woda postanowiła ją trochę ochlapać... Pisnęła zaskoczona, jaka ta woda była zimna jak jej kropelka znalazła się na jej nosku. A może to ona była za ciepła i tak jej się wydawało?
Potrząsnęła lekko główką strzepując kropelkę i spojrzała za siebie czy braciszek do niej dołączył.
<table>
<tr>
<td>
»E v e r y o n e' spushing« Everyone'sfighting STORMSareapproaching
There'sn o w h e r etohide
IfIs a ytheWRONGthing ORIwearthewrongoutfit They'llt h r o wmerightovertheside
Modrzew jest kotem bengalskim o umaszczeniu srebrnym charcoal. Jest wysoki i ma bardzo dobrze zbudowaną klatkę piersiową. Wiadomo już teraz, że nie będzie żadnym chuderlawym i wątłym kotem. Jednak jego ciało nie jest pozbawione bengalskiej gracji, która podkreśla jego wspaniałą budowę.
Umaszczenie jest u niego srebrne niczym rtęć. Kiedy kocur wygrzewa się na słońcu, widać jak srebrne futerko delikatnie się błyszczy. Tak samo jak matka ma on czarne rozety na sobie, które są charakterystyczne dla jego wyjątkowej rodziny. Posiada też czarną pręgę, która rozciąga się wzdłuż kręgosłupa do samego czubka pręgowanego ogona.
Najbardziej przyciąga uwagę innych kotów jego pyszczek. Jest on smukły i ma dość ostre rysy. Jego nosek jest calutki czarny jednak same policzki są srebrne, tak jak cała reszta ciała. Ma też jasne obwódki dookoła swoich pięknych błękitnych oczu. Reszta pyska jest smagana czarnymi płomieniami na rtęciowym tle, które dają efekt maski na jego pyszczku.
Modrzew jest już od urodzenia bardzo ambitnym kociakiem. Chce udowodnić wszystkim, że jest godnym przyjacielem, ale też przeciwnikiem. Ma też zamiar pokazać, że jego rodzina jest idealna w każdej swojej wadzie. Swoje rodzeństwo i matkę ochroni za wszelką cenę. Uważa, że ma taki obowiązek. Modrzew nie jest ideałem, ma swoje wady a największą z nich jest łatwość wytrącenia z równowagi. Najłatwiej to zrobić poprzez powiedzenie chodź jednego złego słowa o członku jego rodziny. Taka sytuacja skutkuje najczęściej bójką, oczywiście bez pazurów. Modrzew, jak każde iglaste drzewo potrafi być dość kłujący i uszczypliwy. Kocurek nie uważa siebie za ideał, ale za to jego rodzinę za taki uważa i zrobi wszystko, aby ją ochronić.
Szepcząca Łapa {KW} Pstrąg {KR}
Bogatka zawsze jest taka wesoła. Czasami mam wrażenie, że niczym się nie przejmuje. Zazdroszczę jej trochę tego.
Zaprowadziła nas do na prawdę osobliwego miejsca. Jest tam ogromne drzewo, a raczej było drzewo teraz to jest wielkie powalone coś.
-Faktycnie, wyjawlone dzijewo- nadal nie potrafię tak ładnie mówić jak Bogatka. Pewnie siostra tak ładnie mówić po mamie.
Następnie mała siostra pokazała mi szybką wodę, jak to sama określiła.
Nie jestem pewien czy to mądre wchodzenie do niej.
Nagle usłyszę pisk Bogatki:
-Bogatko nic Ci nie jest?!- od razu pobiegłem do niej. Wziąłem ją za kark i odsunąłem ją o trzy kroki do tyłu od tego czegoś.
-Nic Ci nie jest? Jesteś cała? Boji Cię gdzijeś?- Nic jej nie jest prawda? Co się teraz stanie? Umrze?
RUNboyr u n!ThisworldISnotmadef o rYOU RUNboyrun!They’ret r y i n gTOcatchYOU RUNb o yrun!RUNNINGisAVICTORY RUNb o yrun!BeautyLAYSbehindtheHILLS RUNboyrun!THEsunwillbeg u i d i n gYOU RUNb o yrun!they’redyingtoSTOPYOU RUNboyrun!ThisraceISaprophecy RUNboyrun!Breako u tFROMsociety TOMORROWisanotherday ANDyouwon’thavetohideaway You’llBEaman,boy! BUTforNOWit’stime TOr u n,it’sTIME TORUN!
Bogatka o ile kiedy się urodziła to była przeciętna to teraz jest ciut mała. Nie odbiega jakoś strasznie dużo wzrostem, ale jednak. Jej łapy są wiotkie i chude, a z sylwetki jest po prostu szczupła i zgrabna. Ma normalnej długość uszy, które są stożkowate i szpiczaste. Pyszczek ma sliczniutki i malutki, który podkreśloby jest noskiem niczym różowy guziczek. Oczy ma raczej zwyczajne, ani duże, ani małe. Koloru nie zmieniły. Nadal są niebieskie, tylko trochę bardziej intensywne. Jej futro jest jedwabne i dobrze zadbane, krótkiej długości. Jej matka ma wspaniałe geny, które przekazała swoim pociechą. Bogatka jest Seal Lynx Pointem lub inaczej Snow Lynx Pointem. Oznacza to, że jest wspaniałym kotem bengalskim. Jest cała wręcz biała z typowymi rozetami w kolorze szarym, lekko brązowym. Ma też typowe dla pointów cieniowania, na pyszczku, uszach, łapach i ogonie. Jak już o ogonku mowa to jest on lekko długi. Pazurki ma drobne, ale za to ostre jak ciernie. Ma bliznę na grzbiecie.
Oj. Bogatka się bardzo zmieniła. Od kiedy się zgubiła na całe dwa księżyce już nie jest taka sama. Już nie jest taka odważna i pewna siebie. Czuła się zagubiona i stracona. Teraz trzyma się niczym kleszcz strasznego matki i rodzeństwa. Już zaczęła bać się świata. Nadal będzie się starać trzymać swojego zdania, ale wystarczy jedno zaprzeczenie. Jedno słowo, a ona już jest potulna jak baranek. W końcu sama wpakowała się w kłopoty i tyle bładziła. Gdyby się słuchała tak by nie było. Właśnie dla tego teraz jest takim lepem. Czuję się z każdej strony otoczona i zagrożona. Może kiedyś, ale na pewno nie w niedalekiej przyszłości, ale wróci do siebie. Ale są na to małe szanse.
-Aj, ai! - Zaprotestowała piskliwie wymachując ogonkiem kiedy Modrzew złapał ją za kark i zaczął odsuwać, jednak na nadopiekuńczego braciszka nie było siły... aż w końcu usiadła na brzegu, bo tak będzie ją ciężej ciągnąć, o!
-Niee, tylko ta woda mi niespodzianke zrobiła! O tak! - Roześmiała się i uniosła przednią łapkę by delikatnie jednym paluszkiem dotknąć braciszka w nos, obracając się przy okazji! Ale dotknąć, nie uderzyć, bo krzywdy mu nie chciała zrobić.
Miał i rację, że Bogatka się w ogóle nie przejmowała. Bo skoro żyli tak długo i było im dobrze to dlaczego mieliby zaraz przestać przez cokolwiek? Skoro te gadki że życie w klanie jest takie fajne i bezpieczne się nie sprawdziły, bo tamten gburowaty biało szary kocur mówił że wszyscy byliby niemili dla mamy i dla nich, to może to z tym że życie poza klanem było takie niebezpieczne też było bzdurą?
Po tym wszystkim co usłyszała od tamtego klanowego przywódcy kiedy przepytywał mamę to cieszyła się że tam nie poszli. I nie rozumiała dlaczego mama chciałaby żeby tam szli nawet jak ten kocur mówił że nie będą ich tam lubić.
-E! A myślisz że w takiej wodzie to sie chodzić da? - Zapytała Modrzewia entuzjastycznie wskazując łapką na rzekę. Po takich płytkich małych wodach jak kałuże się dało, tylko mokre łapki były od tego, a tutaj? Cała byłaby mokra?