Dzięcioł jest przeciętnej wielkości kociakiem o szczupłej sylwetce. Może teraz tego nie widać z powodu kocięcego tłuszczyku, ale w przyszłości kocur będzie mógł poszczycić się dobrze zbudowanym ciałem o widocznych dobrze zarysowanych mięśniach Całe ciało młodzika pokryte jest krótką, gładką śnieżnobiałą sierścią nie odznaczająca się żadnymi szczególnymi znaczeniami. Jak jesteśmy już przy ciele należy wspomnieć że jest ono utrzymywane przez długie, mocne, choć jeszcze nieco pulchne łapki. Dzięcioł posiada niebieskie oczka, które z wiekiem zabarwią się na kolor jasno zielony. Nie wiele wyżej nad oczami znajdują się średniej wielkości trójkątne uszka. Pysk kocura jest niemalże okrągły, można powiedzieć że praktycznie zawsze, choć mimowolnie wyraża on obojętność.
Charakter kocura można porównać z tym jego matki. Jest spokojny i jak na swój wiek dość cierpliwy lecz w przeciwieństwie do Jałowcowej Jagody nie stroni od towarzystwa. Chętnie zamieni słówko lub dwa z innym klanowiczem. Jeżeli już mowa o rozmowach trzeba przyznać że kocurek jest lepszym słuchaczem niż rozmówcą, ale gdy już ma zamiar się odezwać stara się być przy tym uprzejmy i odnosić się z szacunkiem do rozmówcy. Przez specyficzny sposób wychowania swoich rodziców uważa że Klan Cienia jest najważniejszy i najwspanialszy, ponadto ceni sobie zasady i dyscyplinę. Lecz mimo tych wszystkich poglądów i słów rodziców na temat brudnokrwistych nie wywyższa się ponad nich, ani nie czuje się lepszy, wręcz przeciwnie stara się traktować je niemal na równi z pełnokrwistymi członkami Klanu, jednak nie oznacza to że nie jest wobec nich czujny, bo jest i to bardzo, jeden fałszywy ruch i uprzejmość syna Zroszonego Pąku może przemienić się w zniewagę.
Atak Sosny -> nieudany -> przerzut -> udany -> 12HP
Zadek był chyba lepszym planem, bo gdy tylko kotka do niego dopadła, polała się krew, a lis zawył głośno. W tym samym momencie Pożarek zrobił unik, ale właściwie to nie było przed czym. Lis zatoczył się raz w lewo, raz w prawo, aż w końcu padł na ziemię bez życia. Zadane wcześniej rany i zmęczenie zrobiły swoje. Świeżo upieczony wojownik mógł odsapnąć, a siostra triumfować po swoim zwycięstwie.
+115exp dla Sosnowego Szmeru
+15exp dla Pożerającej Paszczy
Sosna: lvl: 7 | S: 12(16) | Zr: 13(18) | Sz: 9(12) | Zm: 8(11) | HP: 33-3=30/90 | W: 24-3=21/70 |
• wykorzystane przerzuty: 19/21
• wykorzystane przerzuty w walce: 5/6
• statystyki obniżone o 1/4 ze względu na spadek HP do połowy
• od następnej tury statystyki obniżone o 3 ze względu na spadek W do 1/3
• celność obniżona o 1 ze względu na spadek W do 2/3
> rana 1.stopnia: obity lewy bark
> rana 2.stopnia: oderwane znacznej części lewego ucha (krwawi, -3HP do końca walki)
> rana 0stopnia: siniak na ramieniu
> rana 0.stopnia: siniak na barku
> rana 0.stopnia: wyrwana sierść z łapy
> rana 0.stopnia: siniak na piersi
> rana 0.stopnia: siniak na łapie po dziobnięciu
> rana 0.stopnia: siniak nad prawym okiem
Amadeusz Wolfgang Mozart: S: 9(17) | Zr: 4(12) | Sz: 4(12) | Zm: 5(9) | HP: 9-12-1-1-2-2=ŚMIERĆ/80 | W: 49/65 |
• -2Zr i -2Sz ze względu na walkę 1:2
• statystyki obniżone o połowę ze względu na spadek HP do 1/4
> rana 1.stopnia: podrapany zad (krwawi, -1HP do końca walki)
> rana 1.stopnia: ślady pazurów na barku (krwawi, -1HP do końca walki)
> rana 1.stopnia: ślady pazurów na lewym boku (krwawi, -1HP do końca walki)
> rana 1.stopnia: głębokie zadrapanie na nosie (krwawi, -2HP do końca walki)
> rana 2.stopnia: głębokie ślady pazurów na boku (krwawi, -2HP do końca walki)
> rana 0. stopnia: zadrapanie powyżej nosa
> rana 0. stopnia: zadrapanie nad ramieniem
> rana 0. stopnia: zadrapanie na boku
> rana 0.stopnia: wyrwana sierść nad nosem • statystyki obniżone o 1/4 ze względu na spadek HP do połowy
• obniżenie celności o 2 na 3 tury spowodowane oślepieniem
Księżyce: 53 Mistrz: Rześka Pszczoła Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Śnieżny Płatek [npc] Ojciec: ??? [npc] Trwałe urazy: -1 Zr, -1 Sz na stałe Urazy mechaniczne: -1Zr, -1Sz na stałe (powód: złamanie kości promieniowej)
czarny srebrny cętkowany; z białymi znaczeniami na tylnych łapach, brzuchu i brodzie; zielone oczy;
"Miał całkiem ładne, srebrzyste futerko i głupie oczka. Dla niej wyglądał zupełnie jak rybka, którą ktoś wyrzucił na brzeg." ~Pustynna Róża
trochę people pleaser, trochę idealna owieczka Śnieżnego Płatka, która bardzo chciałaby być wilkiem, ale nie ma ku temu predyspozycji
Roziskrzona Gwiazda, Traszkowy Grzbiet [KW], Wędrujące Światła [S]; Ruletka [P]
Rześka Pszczoła spytała go dzisiaj przy śniadaniu czy już się widział ze swoim Wichrowym kolegą. Pokręcił przecząco głową i chciał po cichu wrócić do czebaczka, ale wojowniczka nie zamierzała tak łatwo odpuszczać. Albo zależało jej na tym by jej były podopieczny wrócił do życia i miał kolegów, albo- tak, sądząc po błysku w jej oczach, chciała się nad nim serdecznie poznęcać. Zaczęła opowiadać o swoim spotkaniu z kolegą Popiołka. O tym jaki to uprzejmy młody kot; o tym jakie to kochane, że się tak przejmował zdrowiem Popiołka; o tym, że Popiołek powinien mu przynieść ładny prezent w ramach wdzięczności; o tym, że-
Obiektywnie nie było nic złego w tej rozmowie, ale Popiołek chciał się zamienić miejscami z czebaczkiem. Albo zapaść pod ziemię. Rześka Pszczoła dobrze się bawiła, on niekoniecznie. Nie wiedział dlaczego – nie towarzyszył mu przecież wstyd bycia wyśmiewanym – choć prędko stwierdził, że nie musi rozumieć, musi jak najszybciej dokończyć śniadanie i uciec Rześkiej.
Nie udało mu się uciec Rześkiej.
A raczej – wydawało mu się, że się udało, ale jakoś później w ciągu dnia znowu go zaatakowała tematem. I nawet nie zauważył, w którym momencie wypchnęła go z obozu i podprowadziła kawałek trasy. Nie zamierzał dzisiaj iść na granicę z Wichrem, ale teraz już nie miał wyboru. Może i mistrzyni nie zaciągnęła go za ucho do sąsiadów, ale skoro już wyszedł... nie miał powodu żeby nie iść. Miał jedynie kilka sprzecznych emocji w sobie, bo z jednej strony naprawdę chciał się spotkać z Wichrzakiem, a z drugiej coś mu mówiło, że powinien się trzymać od niego jak najbardziej z daleka. Dlaczego? Nie wiedział dlaczego, Nieuchwytna Łapa był przecież... no, zasługiwał na każde miłe słowo jakie Rześka Pszczoła powiedziała na jego temat, a nawet na więcej. Samo rozmawianie z sąsiadem w czasach pokoju nie było zbrodnią, nie łamał kodeksu, nie zdradzał Klanu. Co niby zdradzał tą znajomością? Och, matka na pewno by coś znalazła. Ale czy w ogóle traciła czas na oglądanie swojego marnotrawnego syna? Czy już dawno spisała go na straty? Jeszcze na długo przed spotkaniem rudego pointa.
Wszystkie myśli rozpłynęły się w powietrzu, gdy kolejny podmuch przyniósł woń krwi. Łapy ugięły się pod cętkowanym. Podziękował Gwiezdnym, że to nie na terenach Rzeki. Przeprosił Gwiezdnych, bo wcale nie życzył źle Wichrowi. Chwilowa ulga okazała się fałszywa – mdlący, metaliczny zapach był na tyle intensywny, że Popiołek spodziewał się zobaczyć krwawe pobojowisko tuż za najbliższym pagórkiem. Pagórkiem, który nie należał do jego Klanu, więc nie musiał zastanawiać się co się tam działo. Mógł pójść dalej, w stronę Czterech Dębów, podejść tu innego dnia. Obrócił się bokiem do granicy i zrobił pierwszy krok. Coś go powstrzymało przed kolejnym. Coś go pchało na drugą stronę. Coś kazało mu sprawdzić co się dzieje i mógłby przysiąc, że coś miało formę obcego głosu w głowie.
Więc to chyba nie była jego decyzja, że ruszył szybkim krokiem i na sztywnych łapach przez Wichrowe tereny. Ale chyba będzie musiał podziękować temu głosowi. Później. Teraz był daleki od jakiejkolwiek wdzięczności – serce mu skoczyło do gardła, krew szumiała w uszach, łapy mu drżały przy kolejnych krokach, więc resztki dystansu pokonał w kilku susach, lądując między Wichrzakiem, a lisem. Lisem, który padł uderzenie serca temu. Nie ruszał się. Chyba umarł. Zielone spojrzenie przeskoczyło na obcą kotkę. Była w ich wieku, miała zakrwawione ucho i ładne futerko, musiała być Wichrzaczką i nie było możliwości by stanowiła zagrożenie.
Nie potrafił się ruszyć, wciąż odgradzając rudego pointa od wszystkiego. Wciąż patrząc na szylkretkę.
In the { fullmoon's } light — I listen. to the stream— andin between the silence. . . . . . . . . . . .ˏˋ°•*⁀➷hear you callingme But I don't know whereI am. . . . . . . . . . . .and I don'ttrustwho I've been ╭────── · ☾ · ──────╮ And if I comehome . . . how will I everleave? ╰────── · ☾ · ──────╯
Nie rozumiał co się wydarzyło. Kręciło mu się w głowie. Znowu chciał postawić łapę na ziemi, ale od razu poczuł dziwne uczucie, no tak. Było chrup. Chrup. Zrobiło mu się niedobrze, lis upadł, a on skrzyżował spojrzenie z martwym stworzeniem. Przydał się do czegoś? Nie wiedział. Chciał zapytać czy Sosenka się czuła lepiej, niż wyglądała… ale to chyba brzmiałoby niemiło? Nie był pewien, źle się czuł. Było chrup. Niedobrze. Nie chciał tego. Znowu zebrało mu się na wymioty. Czuł swąd krwi, właściwie to miał wrażenie, że nim przesiąkł, że był krwią i tym smrodem. Ugh. Niebieskie oczy zwróciły się ku łapie, a dziwne wybrzuszenie na niej… odwrócił wzrok. Znowu było mu niedobrze.
Ból przestał do niego przemawiać, czuł się odrobinę błogo, jakby nic się nie działo, jakby wszystko było w porządku. Usiadł i tępo patrzył przed siebie, chyba odpływał. Zasypiał? Jakim sposobem?
Podmuch wiatru. Spodziewał się następnego ataku… a może czegoś innego? Nie był pewien. Nie spodziewał się zapachu Rzeki, co tu robiła rzeka? Znał to futerko, delikatnie uśmiechnął się pod nosem, och, ale jak to? Co się działo? Może naprawdę śnił. Nie sądził, że umarł, bo łapa nadal była nieprzyjemnie… taka. Zebrał ostatki sił na podniesienie głowy i spojrzenie na sytuację. Sytuacją był: Popiołek. Czemu tak stał? Zezowatego oczka spotkały się ze wzrokiem Sosenki, a on nie rozumiał co się działo.
— Znacie się? — zapytał lekko nieobecnie, praktycznie mamrocząc słowa. A potem zachwiał się i poleciał w bok na chwilę tracąc przytomność. Ups.
➡Theycallyoucrybaby⬅xxxxxxxxx 【 CrYbAbY 】xxxxxxxx
xxxxxxxxxxxx
YouS E E M to(replace)your brainwithyour heart xxxYou takethingsso hardand THEN youfall apart xxxxxxYoutry toexplainbut__before__you canSTART xxxxxxxxxTHOSEcry babytears<comeoutofthedark>
-ˋˏ✄┈┈┈┈ Someone'sturningthe handleto│thatf a u c e t│inyoureyes
Youpouritoutwhereeveryonecansee
Y o u rheart'stoo BIGf o r your bodyit's whyIT won't fitinside
Księżyce: 57 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kotka Matka: Czarny Koń [NPC] Ojciec: Jęczmienne Ziarno [NPC] Trwałe urazy: blizny na lewym barku po szponach jastrzębia, rozcięty czubek prawego ucha
średniej wielkości kotka; szylkret czarno-rudy z białym pasmem od pyszczka aż po brzuch; bielutkie skarpetki na łapkach sięgające do nadgarstków; gdzieniegdzie beżowe futerko znajdujące się na prawym uchu, czole oraz nikłymi beżowymi, tygrysimi paskami na grzbiecie; ciemny grzbiet i ogon; długie i mięciutkie futerko; zielone oczy
Cicha? Może kiedyś. Teraz jest jedną z energiczniejszych z miotu. Pewnie to przebywanie z Donośnym Krzykiem tak ją zmieniło. Kocha swoją rodzinę, klan. Ogólnie bardzo jest głupiutka, ale troskliwa, czasem się wkurza, lecz momentami powagi jej nie brakuje.
Jeżyk [KW], Oszroniony Poranek, Senna Mara [KC], Opieńka [GK]
Kiedy nie wiesz, gdzie najlepiej celować, celuj w zadek! Lis padł, a ona wzięła kilka potężnych wdechów powietrza. Nie spodziewała się ani trochę, że jej własny mały brat, Pożarek przybiegnie jej tak męsko na ratunek. Wydoroślał, nie ma co! To dopiero była walka ramię w ramię z bratem. Ostatnimi czasy aż za dużo walczyła, takie miała wrażenie. Oj zdecydowanie za dużo. Ostatnio samotnik, teraz lis... Co jeszcze? I w tym momencie, zanim dobrze przyglądnęła się bratu, srebrzysty kot wyleciał z krzaków, jakby goniło go stado dzikich wróbli. Zatrzymał się on przed Pożerającą Paszczą i patrzył się to najpierw na lisa, to później na samą Sosnę, tak dziwnie jakby była dwunożnym. Pachniał jak rzeczniak, więc na pewno musiał być z Klanu Rzeki, w końcu przybiegł też z ich granicy. Kilka razy mrugnęła, a cisza przeciągnęła się. Popatrzyła się pytająco na Pożarka, a ten zabrał głos, by potem paść na trawę.
- Bracie! - krzyknęła tylko, minęła srebrnego rzeczniaka i susem znalazła się przy rudym pointcie. Kij, z ranami, ważniejszy brat. - Ej, ej, brat, halo! Wstawaj, nie mdlej mi teraz no! - mówiła szybko, spojrzeniem próbując ocenić rany brata. Nie widziała żadnych... Musiały być! W końcu lis ugryzł go w... Łapę. Cholera, co robić... Nie ma pojęcia co zrobić w takiej sytuacji. Sama nie jest w stanie go zanieść... Ale! Spojrzała na rzeczniaka. Pożarek musiał go znać, skoro przez pewien okres był w rzecznym obozie, daleko za granicą.
- Ty, jak się nazywasz? Znasz Pożarka, prawda? - spytała lekko.
Dzięcioł jest przeciętnej wielkości kociakiem o szczupłej sylwetce. Może teraz tego nie widać z powodu kocięcego tłuszczyku, ale w przyszłości kocur będzie mógł poszczycić się dobrze zbudowanym ciałem o widocznych dobrze zarysowanych mięśniach Całe ciało młodzika pokryte jest krótką, gładką śnieżnobiałą sierścią nie odznaczająca się żadnymi szczególnymi znaczeniami. Jak jesteśmy już przy ciele należy wspomnieć że jest ono utrzymywane przez długie, mocne, choć jeszcze nieco pulchne łapki. Dzięcioł posiada niebieskie oczka, które z wiekiem zabarwią się na kolor jasno zielony. Nie wiele wyżej nad oczami znajdują się średniej wielkości trójkątne uszka. Pysk kocura jest niemalże okrągły, można powiedzieć że praktycznie zawsze, choć mimowolnie wyraża on obojętność.
Charakter kocura można porównać z tym jego matki. Jest spokojny i jak na swój wiek dość cierpliwy lecz w przeciwieństwie do Jałowcowej Jagody nie stroni od towarzystwa. Chętnie zamieni słówko lub dwa z innym klanowiczem. Jeżeli już mowa o rozmowach trzeba przyznać że kocurek jest lepszym słuchaczem niż rozmówcą, ale gdy już ma zamiar się odezwać stara się być przy tym uprzejmy i odnosić się z szacunkiem do rozmówcy. Przez specyficzny sposób wychowania swoich rodziców uważa że Klan Cienia jest najważniejszy i najwspanialszy, ponadto ceni sobie zasady i dyscyplinę. Lecz mimo tych wszystkich poglądów i słów rodziców na temat brudnokrwistych nie wywyższa się ponad nich, ani nie czuje się lepszy, wręcz przeciwnie stara się traktować je niemal na równi z pełnokrwistymi członkami Klanu, jednak nie oznacza to że nie jest wobec nich czujny, bo jest i to bardzo, jeden fałszywy ruch i uprzejmość syna Zroszonego Pąku może przemienić się w zniewagę.
Lisek pokonany, łapka prawie urwana, teraz tylko zostało rozprawić się z rzecznym patrolem i niezręcznością. Yuppie!
Sosna: lvl: 7 | S: 12(16) | Zr: 13(18) | Sz: 9(12) | Zm: 8(11) | HP: 30/90 | W: 21/70 |
• wykorzystane przerzuty: 19/21
• wykorzystane przerzuty w walce: 5/6
• statystyki obniżone o 1/4 ze względu na spadek HP do połowy
• od następnej tury statystyki obniżone o 3 ze względu na spadek W do 1/3
• celność obniżona o 1 ze względu na spadek W do 2/3
> rana 1.stopnia: obity lewy bark
> rana 2.stopnia: oderwane znacznej części lewego ucha (krwawi, -3HP do końca walki)
> rana 0stopnia: siniak na ramieniu
> rana 0.stopnia: siniak na barku
> rana 0.stopnia: wyrwana sierść z łapy
> rana 0.stopnia: siniak na piersi
> rana 0.stopnia: siniak na łapie po dziobnięciu
> rana 0.stopnia: siniak nad prawym okiem