Kolejny biały kociak, niezbyt wyróżniający się swoim futrem, czy też posturą. No, tyle tylko, że wydaje się być nieco szarawy, ba, czasami nawet pojawiają się czarne plamy! Z tym, że te plamy migrują to tu, to tam bo wcale nie są łatami innego koloru - to brud. Obłok jakoś nie potrafi zatrybić o co chodzi z tym całym "myciem". Co prawda mama Wirka próbowała mu to tłumaczyć i czasami coś tam go liźnie... Ale on chwilę później pobiegnie na zwiedzanie i to by było na tyle jego czystości.
Za to tym co go może wyróżnić zdecydowanie są oczy. Odziedziczył je po tatusiu! Szkoda, że go nie zna, bo by go pewnie polubił i wtedy może mama powiedziałaby mu, że te oczy to ma po nim... A tak to jedyne co może zrobić to patrzeć na świat tymi tak jasno błękitnymi oczami, że czerwone nitki krwi nadają im fioletowego odcieniu.
Przyjazny, nieogarnięty marzyciel którego pełno jest wszędzie. Właściwie to by starczyło za opis, bo mniej-więcej tyle widzą wszyscy którzy go znają. Ale jak jest głębiej? No cóż, na pewno przez jego głowę ciągle biegnie gonitwa myśli, którą ciężko zdiagnozować. Ciągle wpada na inne pomysły, inne rzeczy, ale ma pewne stałe punkty których stara się trzymać. Na przykład bezwzględna miłość do rodziny. Nie potrafi się na nich gniewać, czy żywić do nich jakichkolwiek innych negatywnych emocji, a na dodatek za rodzinę uznaje praktycznie cały Klan Wichru. Kolejnym punktem jest chęć bronienia ich i niesienie pomocy, ale już jakiś czas temu zrezygnował z robienia tego poprzez bycie wojownikiem. Absolutnie nie wierzy w swoje możliwości zostania na tyle dobrym wojownikiem by móc chronić kogokolwiek, nawet siebie. Ciągle zastanawia się nad byciem medykiem. Ale tylko w skrytości i nigdy o tym nikomu nie powiedział. Dlaczego? Trochę się boi, a z drugiej strony ma wrażenie, że zostanie wyśmiany, albo delikatnie mu oświadczą, że Medyk ma już dwóch terminatorów więc trzeci jest zbędny…
Dlatego można powiedzieć, że pomimo całej otwartości i braku kłopotów z kontaktami, oraz tego, że wydaje się dość głupiutki, jest całkiem inteligentny i dość skryty. Wszystko co go dręczy i wszystkie ważniejsze uczucia chowa głęboko w sobie, nie dając światu dostępu do nich.
Cała trójka wyruszyła na poszukiwanie pelikanów wspólnie, bez większego planu względem rozdzielania się. I każde z nich faktycznie coś wyszukało! Ale żadnemu nie udało się wyłapać ani śladu pelikana.
Łabędzia Gwiazda zauważył, że na pobliskim kamieniu wyleguje się jaszczurka. W promieniach słońca prawie całkowicie zlewała się z kamieniem, a jednak gdy już ją się dało zauważyć, to wyglądała naprawdę kusząco.
Skrzące Słowo najpierw zauważył ruch w trawie, a jak się przyjrzał bliżej, jego oczy wyłapały futro bardzo podobne do swojego. Ruda kita wiewiórczego ogona przemykała między trawami, próbując zakopać orzech w coraz to kolejnych miejscach.
Czereśniowa Gałązka za to usłyszała najpierw to, co później odnalazła wzrokiem. Kawałek dalej, wśród traw, drobna mysz zajadała się nasionami traw.
Nie byle kto, umie się cieszyć byle czym I byle co, choć byle jak, bylebyś ty, byleby być Bylebym mógł, odkurzyć mózg choć trochę Igdybędzieszjakskałazawszezmieniaćsięwwodę
Nie zdążył przejść do omawiania strategii, wyprzedził go Skrzące Słowo. Było to dość nieoczekiwane, niemniej Łabędź nie czuł się z tym źle, tylko od razu skupił się na analizowaniu jego wypowiedzi. Na koniec skinął głową; plan brzmiał niegłupio, choć znając życie, praktyka i tak odbiegnie od pierwotnych założeń. Niemniej dobrze jakieś założenia mieć, by nie kręcić się później wokoło jak kurczak bez głowy i wpadać na siebie wzajemnie.
— To ja skupię się na oczach — dopowiedział, gdy wojownicy wyrazili już swoje zdanie. Był zadowolony z takiego podziału. Czuł, że właśnie jemu powinno przypaść atakowanie przy niebezpiecznym dziobie, który rzekomo mógł pomieścić całego kota. To on miał dziewięć żyć, należało zrobić z nich użytek, a nie wiecznie chować się za Klanowiczami. A zarówno Czereśniowej Gałązce, jak i Skrzącemu Słowu zawdzięczał ochronę przed lecącym pociskiem, jakim był Paprociową Łapą.
— Teraz trzymajmy się blisko siebie, tak byśmy mieli się cały czas na widoku — polecił jeszcze. — Musimy być gotowi na każdą ewentualność. W tym taką, że pelikan zaatakuje pierwszy i wówczas możemy nie mieć dużo czasu na przegrupowanie.
Póki co jednak żadnego śladu po ptactwie nie było. Łabędź dostrzegł jaszczurkę, ale ta nie pochwyciła jego uwagi na długo. Nie był tu na zwykłym polowaniu — w przeciwnym razie prawdopodobnie powitałby ją cieplejszymi uczuciami. Byli na misji i kocur był zdania, że nie powinni się rozpraszać ani marnować energii na zbędne łowy. Kontynuował przechadzkę, wypatrując bladoróżowej postaci z raportów.
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Kiwnął głową do Łabędzia, również zgadzając się z tym, co powiedział. Zdecydowanie lepiej było teraz trzymać się razem, bo nigdy nie wiadomo gdzie pojawią się te przeklęte ptaszyska. Z tegoż właśnie powodu wojownik nie zamierzał gonić za wiewiórką. Nie byli na polowaniu na zwykłą zwierzynę - mieli konkretny cel i musieli się go trzymać. Nawet, jeśli schwytanie czegoś innego niesamowicie kusiło.
Księżyce: 86 Mistrz: niedźwiedzi kieł [*] Płeć: kotka Matka: świetlikowy zagajnik Ojciec: co to; bycza łapa Partner: po co :/ Trwałe urazy: spora blizna na lewej łopatce, podłużna blizna na szyi
Niegdysiejsza rzeczna ślicznotka, z wiekiem nie straciła wiele ze swej urody. To kotka wysoka i masywna, acz jednocześnie obdarzona sporą dawką naturalnej gracji i elegancji, o kształtnym pyszczku, migdałowych oczach barwy zielonej niczym trawa i różowym nosie otoczonym długimi, białymi wąsami. Tym, co w jej przypadku zawsze rzucało się w oczy, było jej długie, wyjątkowo puchate futerko, zawsze miękkie, idealnie czyste i ułożone (o taki skarb grzechem byłoby przecież nie dbać!), oraz — co chyba najważniejsze — wyjątkowo pstrokate. Odcienie czerni i szarości tworzą na jej ciele barwną mieszankę; najwięcej rudego widać na uszach, prawej łapie oraz plamce nad oczami. Paletę kolorów dopełnia biel, zaczynająca się między oczami i ciągnąca przez pyszczek i pierś, aż do brzucha. Również jej łapy poznaczone są bielą — na przednich łapach obejmuje tylko palce, na tylnych zaś sięga aż do pięt. Kilka rzeczy się w niej jednak zmieniło; schudła nieco i zmizerniała a jej futro zdaje się być bardziej matowe. Największą i najbardziej rzucającą się w oczy zmianą jest jednak spora blizna na lewej łopatce oraz mniejsza, podłużna blizna na szyi.
Dumna, pewna siebie kotka o optymistycznym nastawieniu, sympatyczna i łatwo nawiązująca nowe znajomości, dość próżna, skupiona na tym, co tu i teraz, oddana swojemu Klanowi.
Ptaszysk ani widu, ani słychu. Zamiast tego uwagę Czereśni przykuł szelest w trawach — odnalazła źródło hałasu, którym okazała się być niewielka mysz. W innych okolicznościach wojowniczka z pewnością byłaby wniebowzięta, teraz jednak doskonale zdawała sobie sprawę, że nie ma co tracić energię na piszczki, nie ważne, jak bardzo by ją łapy nie świerzbiały. Nie była przecież na polowaniu.
Szła więc dalej, cicho jak się tylko dało, wytężając zmysły w poszukiwaniu pelikanów.
Tak bym chciał Cię. . . . .⁺ spotkaćraz
₊. . . . .w tenjedyny dzień
Lub o tydzieńcofnąć czas, a l enie da się Chociaż { SAMOTNOŚCI SMAK } aż do bólu znam
Kiedy innychniedzielbrak, . . . . . . . . . . . . . . . .trudno co mi tam . . .
[ wszyscy gwiezdni balują w niebie ]
˗ˏˋ . .Złoty. ˎˊ˗ . sypie się k u r z A jawłóczę sięznówbez Ciebie
I do { P I E K Ł A } mam t u ż Świat się tylko już ze mną kręci Gwiazdyp ł o n ą jak stal
Kolejny biały kociak, niezbyt wyróżniający się swoim futrem, czy też posturą. No, tyle tylko, że wydaje się być nieco szarawy, ba, czasami nawet pojawiają się czarne plamy! Z tym, że te plamy migrują to tu, to tam bo wcale nie są łatami innego koloru - to brud. Obłok jakoś nie potrafi zatrybić o co chodzi z tym całym "myciem". Co prawda mama Wirka próbowała mu to tłumaczyć i czasami coś tam go liźnie... Ale on chwilę później pobiegnie na zwiedzanie i to by było na tyle jego czystości.
Za to tym co go może wyróżnić zdecydowanie są oczy. Odziedziczył je po tatusiu! Szkoda, że go nie zna, bo by go pewnie polubił i wtedy może mama powiedziałaby mu, że te oczy to ma po nim... A tak to jedyne co może zrobić to patrzeć na świat tymi tak jasno błękitnymi oczami, że czerwone nitki krwi nadają im fioletowego odcieniu.
Przyjazny, nieogarnięty marzyciel którego pełno jest wszędzie. Właściwie to by starczyło za opis, bo mniej-więcej tyle widzą wszyscy którzy go znają. Ale jak jest głębiej? No cóż, na pewno przez jego głowę ciągle biegnie gonitwa myśli, którą ciężko zdiagnozować. Ciągle wpada na inne pomysły, inne rzeczy, ale ma pewne stałe punkty których stara się trzymać. Na przykład bezwzględna miłość do rodziny. Nie potrafi się na nich gniewać, czy żywić do nich jakichkolwiek innych negatywnych emocji, a na dodatek za rodzinę uznaje praktycznie cały Klan Wichru. Kolejnym punktem jest chęć bronienia ich i niesienie pomocy, ale już jakiś czas temu zrezygnował z robienia tego poprzez bycie wojownikiem. Absolutnie nie wierzy w swoje możliwości zostania na tyle dobrym wojownikiem by móc chronić kogokolwiek, nawet siebie. Ciągle zastanawia się nad byciem medykiem. Ale tylko w skrytości i nigdy o tym nikomu nie powiedział. Dlaczego? Trochę się boi, a z drugiej strony ma wrażenie, że zostanie wyśmiany, albo delikatnie mu oświadczą, że Medyk ma już dwóch terminatorów więc trzeci jest zbędny…
Dlatego można powiedzieć, że pomimo całej otwartości i braku kłopotów z kontaktami, oraz tego, że wydaje się dość głupiutki, jest całkiem inteligentny i dość skryty. Wszystko co go dręczy i wszystkie ważniejsze uczucia chowa głęboko w sobie, nie dając światu dostępu do nich.
Gdy szli dalej przed siebie uwagę Czereśniowej Gałązki przyciągnął gawron, który wylądował niedaleko i zajął się łażeniem po okolicy bez celu. Skra za to zwrócił uwagę na konstrukcję wśród traw, która przy dokładniejszym przypatrzeniu się okazała się być gniazdem pełnym jajek. Czy to gniazdo pelikana? Nie był w stanie określić.
Za to Łabędź znalazł to czego szukali. Wśród traw, kawałek dalej, znajdowało się dokładnie to gniazdo którego szukali. Skąd to wiedział? A no w tym właśnie gnieździe siedział właśnie jeden z pelikanów zajęty wysiadywaniem jaj.
Nie byle kto, umie się cieszyć byle czym I byle co, choć byle jak, bylebyś ty, byleby być Bylebym mógł, odkurzyć mózg choć trochę Igdybędzieszjakskałazawszezmieniaćsięwwodę
Przyczajony, zastygł w miejscu dostrzegłszy ptaka, który nie przypominał żadnego, jakiego Łabędź miał zaszczyt zobaczyć w swoim życiu, a zarazem pasującego idealnie do opisów z raportów. Żałował, że akurat właściciel gniazda był na miejscu — może wystarczyłoby konsekwentnie pozbywać się jaj, by pelikany zniechęciły się do osiedlania na rzecznych terenach? Nie wiedział i teraz, kiedy miał jedno z ptaszysk przed sobą, odpadła opcja przekonania się o tym. Musieli działać, skoro mieli taką możliwość. Dalsze zwlekanie nie wyszłoby im na dobre.
Rozejrzał się dookoła, chcąc pochwycić spojrzenia towarzyszy i gestem głowy zasygnalizować, że znalazł to, czego szukali. O ile udało mu się skutecznie przyciągnąć uwagę wojowników i wszyscy zgodnie zamierzali przystąpić do ataku, kocur wyskoczył przed siebie, nie spuszczając bacznego spojrzenia z dziobatego. Zamachnął się lewą przednią łapą, chcąc pazurami przejechać mu po oczach.
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Skrzące Słowo znalazł za to gniazdo i już zamierzał poinformować o tym towarzyszy aby zaproponować zniszczenie go, gdy jego spojrzenie spotkało się z Łabędzią Gwiazdą i okazało się, że przywódca znalazła prawdopodobnego właściciela plątaniny gałęzi. Tyrpnął delikatnie Czereśniową Gałązkę aby zwrócić jej uwagę i spróbował zakraść się do ptaka, w miarę możliwości pod wiatr, by następnie skoczyć (najlepiej na jego grzbiet, ale to było najmniej istotne) i wbić z całej sił kły w tę chudą, parszywą szyję. Musieli załatwić to szybko, bo jeszcze przyleci towarzystwo, a z więcej niż jednym mogliby sobie nie poradzić.
Księżyce: 86 Mistrz: niedźwiedzi kieł [*] Płeć: kotka Matka: świetlikowy zagajnik Ojciec: co to; bycza łapa Partner: po co :/ Trwałe urazy: spora blizna na lewej łopatce, podłużna blizna na szyi
Niegdysiejsza rzeczna ślicznotka, z wiekiem nie straciła wiele ze swej urody. To kotka wysoka i masywna, acz jednocześnie obdarzona sporą dawką naturalnej gracji i elegancji, o kształtnym pyszczku, migdałowych oczach barwy zielonej niczym trawa i różowym nosie otoczonym długimi, białymi wąsami. Tym, co w jej przypadku zawsze rzucało się w oczy, było jej długie, wyjątkowo puchate futerko, zawsze miękkie, idealnie czyste i ułożone (o taki skarb grzechem byłoby przecież nie dbać!), oraz — co chyba najważniejsze — wyjątkowo pstrokate. Odcienie czerni i szarości tworzą na jej ciele barwną mieszankę; najwięcej rudego widać na uszach, prawej łapie oraz plamce nad oczami. Paletę kolorów dopełnia biel, zaczynająca się między oczami i ciągnąca przez pyszczek i pierś, aż do brzucha. Również jej łapy poznaczone są bielą — na przednich łapach obejmuje tylko palce, na tylnych zaś sięga aż do pięt. Kilka rzeczy się w niej jednak zmieniło; schudła nieco i zmizerniała a jej futro zdaje się być bardziej matowe. Największą i najbardziej rzucającą się w oczy zmianą jest jednak spora blizna na lewej łopatce oraz mniejsza, podłużna blizna na szyi.
Dumna, pewna siebie kotka o optymistycznym nastawieniu, sympatyczna i łatwo nawiązująca nowe znajomości, dość próżna, skupiona na tym, co tu i teraz, oddana swojemu Klanowi.
Nie miała szczęścia; dostrzegła ptaka, owszem, lecz był to zwyczajny gawron, a nie jeden z tych przeklętych pelikanów. Zaraz jednak oboje jej towarzyszów zwróciło jej uwagę na to, że wreszcie odnaleźli swój cel. Spięła się, czując jak adrenalina buzuje w jej żyłach.
Skoro jej towarzysze przystąpili do ataku zgodnie z planem, ona również zakradła się do ptaszyska i skoczyła, celując w skrzydła. Chciała chwycić za nie zębami by uszkodzić w jakikolwiek sposób, który mógłby utrudnić mu lot.
Tak bym chciał Cię. . . . .⁺ spotkaćraz
₊. . . . .w tenjedyny dzień
Lub o tydzieńcofnąć czas, a l enie da się Chociaż { SAMOTNOŚCI SMAK } aż do bólu znam
Kiedy innychniedzielbrak, . . . . . . . . . . . . . . . .trudno co mi tam . . .
[ wszyscy gwiezdni balują w niebie ]
˗ˏˋ . .Złoty. ˎˊ˗ . sypie się k u r z A jawłóczę sięznówbez Ciebie
I do { P I E K Ł A } mam t u ż Świat się tylko już ze mną kręci Gwiazdyp ł o n ą jak stal
Kolejny biały kociak, niezbyt wyróżniający się swoim futrem, czy też posturą. No, tyle tylko, że wydaje się być nieco szarawy, ba, czasami nawet pojawiają się czarne plamy! Z tym, że te plamy migrują to tu, to tam bo wcale nie są łatami innego koloru - to brud. Obłok jakoś nie potrafi zatrybić o co chodzi z tym całym "myciem". Co prawda mama Wirka próbowała mu to tłumaczyć i czasami coś tam go liźnie... Ale on chwilę później pobiegnie na zwiedzanie i to by było na tyle jego czystości.
Za to tym co go może wyróżnić zdecydowanie są oczy. Odziedziczył je po tatusiu! Szkoda, że go nie zna, bo by go pewnie polubił i wtedy może mama powiedziałaby mu, że te oczy to ma po nim... A tak to jedyne co może zrobić to patrzeć na świat tymi tak jasno błękitnymi oczami, że czerwone nitki krwi nadają im fioletowego odcieniu.
Przyjazny, nieogarnięty marzyciel którego pełno jest wszędzie. Właściwie to by starczyło za opis, bo mniej-więcej tyle widzą wszyscy którzy go znają. Ale jak jest głębiej? No cóż, na pewno przez jego głowę ciągle biegnie gonitwa myśli, którą ciężko zdiagnozować. Ciągle wpada na inne pomysły, inne rzeczy, ale ma pewne stałe punkty których stara się trzymać. Na przykład bezwzględna miłość do rodziny. Nie potrafi się na nich gniewać, czy żywić do nich jakichkolwiek innych negatywnych emocji, a na dodatek za rodzinę uznaje praktycznie cały Klan Wichru. Kolejnym punktem jest chęć bronienia ich i niesienie pomocy, ale już jakiś czas temu zrezygnował z robienia tego poprzez bycie wojownikiem. Absolutnie nie wierzy w swoje możliwości zostania na tyle dobrym wojownikiem by móc chronić kogokolwiek, nawet siebie. Ciągle zastanawia się nad byciem medykiem. Ale tylko w skrytości i nigdy o tym nikomu nie powiedział. Dlaczego? Trochę się boi, a z drugiej strony ma wrażenie, że zostanie wyśmiany, albo delikatnie mu oświadczą, że Medyk ma już dwóch terminatorów więc trzeci jest zbędny…
Dlatego można powiedzieć, że pomimo całej otwartości i braku kłopotów z kontaktami, oraz tego, że wydaje się dość głupiutki, jest całkiem inteligentny i dość skryty. Wszystko co go dręczy i wszystkie ważniejsze uczucia chowa głęboko w sobie, nie dając światu dostępu do nich.
Atak Łabędzia: Krytyczny! (150%) ➤ [(11 + 13) - (10 + 11)]*1.5 ➤ 5 HP Atak Skry: Udany! (100%) ➤ (14 + 25) - (10 + 11) ➤ 18 HP Atak Czereśni: Udany! (100%) ➤ (20 + 14) - (9 + 11) ➤ 14 HP
Atak pelikana na Łabędzia: Krytyczny! (150%) ➤ [(14 + 19) - (11 + 14)]*1.5 ➤ 12 HP Atak pelikana na Czereśnię: Nieudany! (0%)
Gdy zaczął się harmider po całej okolicy poniósł się okropny krzyk atakowanego ptaka. Gdy koty się na niego rzuciły ten poderwał się z miejsca i machając skrzydłami próbował je od siebie odstraszyć, odegnać jak najdalej od gniazda, jednak wojownicy byli zdeterminowani by pozbyć się zagrożenia. Łabędzia Gwiazda wziął na siebie pierwszy gniew ptaka, atakując oczy, jednak rozmiary ptaka były zaskakujące w każdym znaczeniu, i udało mu się zadrapać prawy policzek ptaka wyrywając mu przy tym kilka piór. W odwecie olbrzymi dziób pelikana z rozmachem przygrzmocił przywódcy w lewy bok, odrzucając go od całej akcji na kilka króliczych susów.
Pozostali wojownicy mieli łatwiej, gdy ptak skupił się na ich przywódcy. Skrzące Słowo wbił się w szyję pelikana mocno i nie chciał puścić, przez co skrzeki ptaka zaczęły brzmieć jeszcze gorzej. Czereśni poszło trochę gorzej, bo zdążyła wbić zęby w skrzydło tylko na chwilę zanim musiała uskoczyć unikając kolejnego ataku ptaka.
Pelikan
S: 19 | Zr: 11 (14) | Sz: 9 (12) | Zm: 7 | W: 60-3-1= 56/60 | HP: 140-5-18-14= 103/140
» statystyki obniżone przy walce 1:3
» rana 0. stopnia: płytkie zadrapanie pod prawym okiem.
» rana 2. stopnia: ugryzienie w szyję. krwawienie: 3 HP w następnej kolejce. później 2 HP do końca walki.
» rana 1. stopnia: płytkie ugryzienie w skrzydło. krwawienie: 1 HP aż do końca walki od kolejnej rundy.
Nie byle kto, umie się cieszyć byle czym I byle co, choć byle jak, bylebyś ty, byleby być Bylebym mógł, odkurzyć mózg choć trochę Igdybędzieszjakskałazawszezmieniaćsięwwodę
Zaatakował bez zwątpienia, bez zawahania, które wpłynęłoby na jego ruchy — ale Gwiezdni mu świadkiem, ujrzenie pelikana na żywo było szczególnym doświadczeniem i Łabędź skłamałby mówiąc, że olbrzymi dziób nie zrobił na nim wrażenia. Jednak w momencie, w którym walka się rozpoczęła, fizjonomia niechcianego gościa przestała mieć znaczenie, pełne skupienie kocura poszło na pozbycie się intruza.
Jak na razie z miernym skutkiem. Jego pazury drasnęły nie oczy, a policzek ptaka, w zamian dość solidnie oberwał w bok; obyło się bez rozlewu krwi, niemniej samo uderzenie i odrzut zawróciły mu w głowie. Ze ślizgiem wylądował kilka króliczych susów od centrum wydarzeń, gdzie potrząsnął łbem, aby pozbyć się metaforycznych gwiazdek nad głową. Przelotnie spojrzał na swój bok. Wyglądał normalnie, ale jak na niepozorny wygląd, nienormalnie pulsował bólem. Adrenalina robiła swoje i już zaraz syn Płonącego Świtu wrócił do akcji; ponownie wyskoczył na przeciwnika z wyciągniętymi przed siebie łapami, z tym samym zamiarem, co poprzednio. Chciał zranić go w oczy, możliwie dotkliwie. Kiedy ustalali szczegóły, nie przypuszczał jeszcze, jak ciężkie to będzie zadanie — w porównaniu do długiego i mocnego dzioba, oczka to ten ptak miał maleńkie. Jeśli i tym razem atak się nie powiedzie, powinien może pomyśleć nad inną taktyką. Tyle dobrego, że jego towarzysze zdawali się radzić sobie lepiej.
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Plan nie był taki zły i zdawał się działać, przynajmniej połowicznie. Skra zrobił to, co chciał, Czereśni też nie poszło najgorzej, tylko Łabędzia Gwiazda nie miał szczęścia. To jednak nie był problem - przynajmniej na razie. Skrzące Słowo bowiem trzymał szyję ptaka i miał nad nim konkretna przewagę. Spróbował zacisnąć szczęki jeszcze mocniej, szarpiąc przy tym głową, aby zadać pelikanowi większy ból i powiększyć już zadaną ranę, o ile było to mozliwe. Spróbować warto.
Księżyce: 86 Mistrz: niedźwiedzi kieł [*] Płeć: kotka Matka: świetlikowy zagajnik Ojciec: co to; bycza łapa Partner: po co :/ Trwałe urazy: spora blizna na lewej łopatce, podłużna blizna na szyi
Niegdysiejsza rzeczna ślicznotka, z wiekiem nie straciła wiele ze swej urody. To kotka wysoka i masywna, acz jednocześnie obdarzona sporą dawką naturalnej gracji i elegancji, o kształtnym pyszczku, migdałowych oczach barwy zielonej niczym trawa i różowym nosie otoczonym długimi, białymi wąsami. Tym, co w jej przypadku zawsze rzucało się w oczy, było jej długie, wyjątkowo puchate futerko, zawsze miękkie, idealnie czyste i ułożone (o taki skarb grzechem byłoby przecież nie dbać!), oraz — co chyba najważniejsze — wyjątkowo pstrokate. Odcienie czerni i szarości tworzą na jej ciele barwną mieszankę; najwięcej rudego widać na uszach, prawej łapie oraz plamce nad oczami. Paletę kolorów dopełnia biel, zaczynająca się między oczami i ciągnąca przez pyszczek i pierś, aż do brzucha. Również jej łapy poznaczone są bielą — na przednich łapach obejmuje tylko palce, na tylnych zaś sięga aż do pięt. Kilka rzeczy się w niej jednak zmieniło; schudła nieco i zmizerniała a jej futro zdaje się być bardziej matowe. Największą i najbardziej rzucającą się w oczy zmianą jest jednak spora blizna na lewej łopatce oraz mniejsza, podłużna blizna na szyi.
Dumna, pewna siebie kotka o optymistycznym nastawieniu, sympatyczna i łatwo nawiązująca nowe znajomości, dość próżna, skupiona na tym, co tu i teraz, oddana swojemu Klanowi.
Nie szło im tak źle, jak mogłoby się wydawać patrząc na rozmiary ptaszyska i jego morderczy dziób. Poczuła pióra na języku lecz nie zdziałała zbyt wiele, zaraz muszą uskoczyć. No cóż.
Nie chcąc tracić czasu, natychmiast przystąpiła do kolejnego ataku, stosując tą samą metodę, co wcześniej; skoczyła, chcąc po raz kolejny chwycić zębami za skrzydła, modląc się do Gwiezdnych, żeby tym razem wyrządzić większe szkody.
Tak bym chciał Cię. . . . .⁺ spotkaćraz
₊. . . . .w tenjedyny dzień
Lub o tydzieńcofnąć czas, a l enie da się Chociaż { SAMOTNOŚCI SMAK } aż do bólu znam
Kiedy innychniedzielbrak, . . . . . . . . . . . . . . . .trudno co mi tam . . .
[ wszyscy gwiezdni balują w niebie ]
˗ˏˋ . .Złoty. ˎˊ˗ . sypie się k u r z A jawłóczę sięznówbez Ciebie
I do { P I E K Ł A } mam t u ż Świat się tylko już ze mną kręci Gwiazdyp ł o n ą jak stal
Kolejny biały kociak, niezbyt wyróżniający się swoim futrem, czy też posturą. No, tyle tylko, że wydaje się być nieco szarawy, ba, czasami nawet pojawiają się czarne plamy! Z tym, że te plamy migrują to tu, to tam bo wcale nie są łatami innego koloru - to brud. Obłok jakoś nie potrafi zatrybić o co chodzi z tym całym "myciem". Co prawda mama Wirka próbowała mu to tłumaczyć i czasami coś tam go liźnie... Ale on chwilę później pobiegnie na zwiedzanie i to by było na tyle jego czystości.
Za to tym co go może wyróżnić zdecydowanie są oczy. Odziedziczył je po tatusiu! Szkoda, że go nie zna, bo by go pewnie polubił i wtedy może mama powiedziałaby mu, że te oczy to ma po nim... A tak to jedyne co może zrobić to patrzeć na świat tymi tak jasno błękitnymi oczami, że czerwone nitki krwi nadają im fioletowego odcieniu.
Przyjazny, nieogarnięty marzyciel którego pełno jest wszędzie. Właściwie to by starczyło za opis, bo mniej-więcej tyle widzą wszyscy którzy go znają. Ale jak jest głębiej? No cóż, na pewno przez jego głowę ciągle biegnie gonitwa myśli, którą ciężko zdiagnozować. Ciągle wpada na inne pomysły, inne rzeczy, ale ma pewne stałe punkty których stara się trzymać. Na przykład bezwzględna miłość do rodziny. Nie potrafi się na nich gniewać, czy żywić do nich jakichkolwiek innych negatywnych emocji, a na dodatek za rodzinę uznaje praktycznie cały Klan Wichru. Kolejnym punktem jest chęć bronienia ich i niesienie pomocy, ale już jakiś czas temu zrezygnował z robienia tego poprzez bycie wojownikiem. Absolutnie nie wierzy w swoje możliwości zostania na tyle dobrym wojownikiem by móc chronić kogokolwiek, nawet siebie. Ciągle zastanawia się nad byciem medykiem. Ale tylko w skrytości i nigdy o tym nikomu nie powiedział. Dlaczego? Trochę się boi, a z drugiej strony ma wrażenie, że zostanie wyśmiany, albo delikatnie mu oświadczą, że Medyk ma już dwóch terminatorów więc trzeci jest zbędny…
Dlatego można powiedzieć, że pomimo całej otwartości i braku kłopotów z kontaktami, oraz tego, że wydaje się dość głupiutki, jest całkiem inteligentny i dość skryty. Wszystko co go dręczy i wszystkie ważniejsze uczucia chowa głęboko w sobie, nie dając światu dostępu do nich.
Atak Łabędzia: Słaby! (50%) ➤ [(17 + 13) - (6 + 11)]*0.5 ➤ 6 HP Atak Skry: Słaby! (50%) ➤ [(15 + 25) - (13 + 11)]*0.5 ➤ 8 HP Atak Czereśni: Krytyczny! (150%) ➤ [(9 + 14) - (8 + 11)]*1.5 ➤ 6 HP
Atak pelikana na Czereśnię: Słaby! (50%) ➤ [(20 + 19) - (9 + 14)]*0.5 ➤ 8 HP Atak pelikana na Skrę: Nieudany! (0%)
Atakowanie ptaka z zaskoczenia było wyraźnie łatwiejsze, niż gdy ten już wiedział co się dzieje. Skra wciąż wisiał wbity w jego szyję, ale próba powiększenia rany się nie udała, jedynie na szyi ptaka pojawiły się dodatkowe zadrapania z wbitych po bokach pazurów, za to nie ulegało wątpliwości, że Skra był kolejnym kotem w kolejce by zostać zaatakowanym przez ptaka. Jak tylko pelikan wykombinuje, jak pozbyć się wbitego w jego szyję burego wojownika, ma się znaczyć.
Czereśnia zaś znów próbowała złamać skrzydło, ale to co jej wyszło to wyrwanie paru piór, za co dostała boleśnie skrzydłem w głowę. W oczach jej pociemniało, a obraz stał się na chwilę niewyraźny.
Łabędź musiał poświęcić chwilę na powrót na pole walki, ale i tym razem nie udało mu się trafić w oczy. Zamiast tego wyrwał kolejne pióra, tym razem z głowy ptaka.
Pelikan
S: 19 | Zr: 11 (14) | Sz: 9 (12) | Zm: 7 | W: 56-3-1= 52/60 | HP: 103-6-8-6-3-1= 79/140
» statystyki obniżone przy walce 1:3
» rana 0. stopnia: płytkie zadrapanie pod prawym okiem.
» rana 2. stopnia: ugryzienie w szyję. krwawienie: 3 HP w tej kolejce. później 2 HP do końca walki.
» rana 1. stopnia: płytkie ugryzienie w skrzydło. krwawienie: 1 HP aż do końca walki.
» rana 0. stopnia: wyrwane pióra z głowy.
» rana 1. stopnia: zadrapania na szyi. krwawienie: 1 HP aż do końca walki od kolejnej tury.
» rana 0. stopnia: wyrwane pióra ze skrzydła.
Nie byle kto, umie się cieszyć byle czym I byle co, choć byle jak, bylebyś ty, byleby być Bylebym mógł, odkurzyć mózg choć trochę Igdybędzieszjakskałazawszezmieniaćsięwwodę
Niewielkie oczy rzeczywiście nie były najłatwiejszym celem, a może wręcz nie były celem wartym zachodu. Łabędź przypuszczał, że czy ślepy, czy nie, pelikan atakował silnie. Jego gabaryty znacznie ułatwiały mu walkę, bowiem nie musiał specjalnie przykładać uwagi do celowania, i tak miał spore szanse trafić któregoś z oblegającego go kotów.
Walka trwała i błękitnooki, korzystając, że tym razem to nie jemu się oberwało i nadal znajdował się blisko, zaatakował raz jeszcze. Kolejny cios zamachniętej łapy wycelowany w okolice oczu — jeśli uda się trafić bezpośrednio w nie to super, aczkolwiek atakował z myślą, że jakiekolwiek uderzenia w głowę powinny przynieść swój skutek. Jeśli omsknie mu się łapa to nic nie szkodzi, byle trafić go pazurami. W międzyczasie wojownicy atakowali w szyję i skrzydła, nie chciał niepotrzebnie im zawadzać drastyczną zmianą taktyki.
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Wyszło nie do końca tak, jak tego chciał, ale dalej utrzymywał się na ptaku, nie dając się zrzucić. Był też jedynym, któremu udało się zadać większą ranę pelikanowate, więc ponownie spróbował powiększyć ranę na szyi, mocno sie wgryzając i szarpiąc. Oby tym razem poszło lepiej.