Logo Artemidy
Mszar
Tak prawdę mówiąc, to Tojad nie miała właściwie skąd wiedzieć, jak się zachować. Przez większość życia siedziała odizolowana od połowy świata w lecznicy, a jeśli rodzice mieliby jej cokolwiek powiedzieć o kaczuszkach i żabkach, to można było śmiało założyć, że nieśmiała i nieco naiwna Ciemna Mordka prędzej zaczęłaby opowiadać o "darach od Gwiezdnych" i "wielkiej miłości", zamiast o... cielesnym aspekcie tego wszystkiego. Za to z ojcem nie chciała poruszać żadnego tematu bardziej osobistego niż pogoda, a co dopiero relacje międzykocie. Jasne, Tojad miała jakieś wyobrażenie o rzeczach, bo ostatecznie głupia nie była, i gdzieś tam, mniej więcej, podsłuchując czasem co nieco z rozmów medyków z ciężarnymi kocicami zdążyła coś wywnioskować. Nie spodziewała się jednak, że znajdzie się kiedykolwiek w sytuacji, która mogłaby do takiej rozmowy prowadzić, a co dopiero tak szybko i w dodatku z kimś, kto jej właściwie nie przeszkadzał. Zboże było na swój sposób bardzo urokliwe, więc właściwie... Właściwie czemu nie. Jeśli jeszcze kilka uderzeń serca temu nie do końca wiedziała, czego chce, to teraz była prawie pewna.
W jej oczach pojawiła się iskierka jakiejś determinacji, a na pysku można było dostrzec najlżejszy cień uśmiechu. Ona może i nie miała nic konkretnego w głowie, ale Zbożu ewidentnie na czymś zależało, więc... Przysunęła się jeszcze raz do Zboża i wykorzystała ponownie swoje nieco większe rozmiary, tym razem napierając piersią na rudą pierś z zamiarem ponownego sprowadzenia jej do podłoża. Gdy tylko Zboże upadło na ziemię, Tojad przesunęła nosem wzdłuż rudej szczęki i dalej w dół, po szyi, prosto na klatkę piersiową, zmuszając tym samym Zboże do odsłonięcia brzucha, po którym przejechała językiem, raz i drugi, a potem kontynuowała swoją wędrówkę w dół...

[...]
.
.
.
❝i jeśli płynąć to wpław,
zgiąć kolana i kark
❞
mamo, nie tędy
MAMO, NIE TĘDY

kiedy k.a.ż.ą mi być ✧KIMŚ✧
mieć bielszy uśmiech
jestem ▸sobą◂ bardziej i
mam zęby ŻÓŁTE
Obrazek
LVL 3 155 / 200
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
11
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Zbożu podobało się, że Tojad przejęła inicjatywę. Nie stawiało oporów, gdy kotka podeszła bliżej, gdy przewróciła je na ziemię, gdy zaczęła górować nad nią, ani gdy zaczęła lizać. Zamiast tego Zboże zaczęło mruczeć, odwzajemniając pojedynczymi liźnięciami, gdy dawało radę dosięgnąć kocicę. Podobała jej się ta bliskość, a im bliższa bliskość była, tym bardziej zadowolone robiło się Zboże.

[...]

To było przyjemne. I zostawiło Zboże całkiem zadowolone z obrotu sytuacji. Tojad faktycznie była nie byle kim. Stała się nagle nie tylko terminatorką która grała na nerwach Bawełny, ale też kimś... Zboże na ten moment pozostawało bez słów na temat tego co to znaczyło. Miało tylko szczerą nadzieję, że Tojad nie wyobrażała sobie, że ta sytuacja czyniła z nich partnerów. Ale jednocześnie miało nadzieję, że kocicy też się to podobało, więc może kiedyś to powtórzą, może kiedyś coś z tego wyjdzie. Na ten moment jednak Zboże wciąż musiało poukładać w głowie niektóre ze swoich uczuć i planów, bo im dłużej myślało tym mniej wiedziało, i tym bardziej chciało po prostu szukać krótkich radości. Czy to było to, czego w życiu jej trzeba było? Kogoś stałego czy może jednak przypadków których szukało? Nie miało pojęcia i w sumie? W sumie to nie bardzo chciało o tym teraz myśleć. Było zbyt przyjemnie by robić z tego coś zbyt głębokiego.
W końcu Zboże podniosło się z ziemi i popatrzyło na Tojad z szelmowskim uśmiechem.
- To co teraz? Chcesz dalej zwiedzać tereny i się czegoś nauczyć czy może wolisz wrócić do obozu i odpocząć po tym wszystkim?
MY DRESS IS ON FIRE
⭑ ⭑ ⭑ ⭑

and I hurl myself, I heal myself, I drag myself
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxlike a rug in the rain
and my S A I N T she is dancing
as every step I choose to take begins to
begins to set the world aflame
LVL 5 195 / 400
MedLVL 0 41 / 100
15
Siła
S
11
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Partnerzy? Ha, dobre sobie. To słowo kojarzyło się Tojad tylko z byciem bardzo poważnym i ustatkowanym wojownikiem. Dokładnym przeciwieństwem tego, czym były one w tym momencie. Bo Zboże chyba nie sądziło, że Tojad była jakaś wybitnie poważna? Jasne, może nie miała zbyt rozbudowanej mimiki większość czasu, ale całkowicie pozbawiona poczucia humoru czy jakiegoś zmysłu... przygody również chyba nie była. I faktycznie, to, co teraz między nimi zaszło, było całkiem przyjemne, ale w żadnym wypadku córka Ciemnej Mordki nie powiedziałaby, że od teraz będą musiały być ze sobą na wieki i aż po grób. Zboże teraz jednak też w jej oczach awansowało na kogoś, chociaż nie zamierzała tego teraz nazywać w żaden sposób. Po co? Dla kogo? Jej to nie było potrzebne do szczęścia, a jeśli Zbożu tak, to Tojad liczyła na to, że coś by usłyszała na ten temat, mniej więcej teraz. Ale nie. Zamiast tego dostała uśmiech - odwzajemniony właściwie od razu, w zdecydowanie większym stopniu, niż można by się było spodziewać - i propozycję nie do odrzucenia, przynajmniej w jej opinii.
- Mh, opowiedz mi coś jeszcze - powiedziała. Polizała swój szary nos, a jej ogon zafalował. Może niekoniecznie od razu musiały gdzieś iść, ale chętnie posłucha, co Zboże miało jej do powiedzenia. Zwłaszcza teraz.
.
.
.
❝i jeśli płynąć to wpław,
zgiąć kolana i kark
❞
mamo, nie tędy
MAMO, NIE TĘDY

kiedy k.a.ż.ą mi być ✧KIMŚ✧
mieć bielszy uśmiech
jestem ▸sobą◂ bardziej i
mam zęby ŻÓŁTE
Obrazek
LVL 3 155 / 200
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
11
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
No Zboże było zaskoczone nagłym uśmiechem, ale w sposób, który sprawił, że prawie by oszalało ze szczęścia. Zobaczenie jak Tojad się uśmiecha w taki sposób wydawało się być jakimś rodzajem zwycięstwa, sukcesu, przechodzenia przez życie absolutnie najlepszą ścieżką jaką mogło się przejść. Przy wciąż buzujących emocjach Zboże mogło powiedzieć, że to było wręcz jak przeciąganie wszystkiego co przyjemne w nowe kierunki. Bardzo jej się podobało, to co udawało się jej wyciągać z Tojad.
- Ha, poopowiadać! Wiesz, klanowe tereny są całkiem rozległe i ciekawe, bo mamy na nich dużo takich ciekawych rzeczy. Jak jeszcze nie wychodziłaś poza obóz za bardzo to pewnie nie widziałaś ani tego jak dokładnie rzeka przelewa nasze tereny, ani jak wyglądają łąki, ani nie widziałaś granic z innymi klanami, nie czułaś tych zapachów, tego ostrego piaskowego gromu, ani tych zielistych zapachów wichru, czy ziemistego cienia. Nie widziałaś też moich ulubionych części naszych terenów! Odrobinę dalej jest łąka pełna kwiatów, które zbieram gdy kwitną, by później pachnieć tak jak pachnę teraz. Ale tak szczerze? Jeszcze ciekawsze tereny są poza terenami klanów, te ziemie niczyje. Są absolutnie fascynujące, niebezpieczne w trochę inny sposób, ale dzikie i dające prawdziwą wolność. Jakbyśmy poszli dalej to doszlibyśmy do Ptasich Krzewów które graniczą z Kłującym Gąszczem, który jest już poza naszymi terenami. A poza Kłującym Gąszczem jest Łan Rzepaku, który kwitnie intensywną żółcią gdy jest cieplej, a dalej... A dalej jest wszystko inne. Cały świat stojący otworem. Dalej można dostać się do miejsc gdzie żyją dwunogi, można się dostać o wiele dalej gdzie nikt nigdy nie był. A można się dostać od innych stron do innych klanów, albo pójść w innym kierunku, na wschód i dostać się do Szepczącej Sadzawki, którą Gwiezdni sobie upodobali by się przez nią kontaktować. Świat jest wielki. Mam nadzieję, że chciałabyś go zobaczyć, bo ja mam ochotę ci go pokazać.
MY DRESS IS ON FIRE
⭑ ⭑ ⭑ ⭑

and I hurl myself, I heal myself, I drag myself
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxlike a rug in the rain
and my S A I N T she is dancing
as every step I choose to take begins to
begins to set the world aflame
LVL 5 195 / 400
MedLVL 0 41 / 100
15
Siła
S
11
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Pokręciła głową - nie, jeszcze nie wychodziła, niczego nie widziała, niczego nie wiedziała. Słuchała zaciekawiona i trochę cisnęło jej się na pysk pytanie, czy Zboże naprawdę to wszystko widziało na własne oczy. Obiło jej się o uszy, że było jednym z tych kotów, które opuszczały klan, aby potem do niego wrócić, ale do tej pory była pewna wręcz, że życie z dala od obozu równało się tylko mordędze i walce o byt. Nie widokom. Nie pięknemu światowi, który był wielki, a Zboże chciało jej go pokazać.
- Mhm - mruknęła, wciąż z lekkim uśmiechem. Taka wyprawa brzmiała... miło. Milej, niż cokolwiek, co mogłoby ją spotkać w obozie, chociaż to nie był szczególny wyczyn. - Zgoda. Kiedyś. - No bo nie teraz. Teraz Tojad miała jeszcze trochę do nauczenia się o niektórych rzeczach, takich jak podstawy polowania czy cokolwiek więcej o walce, bo sparing, choć owocny, pozostawił w niej pewien niedosyt. No i musiała też wykończyć Bawełnianą.
Zerknęła na słońce, nieubłaganie biegnące przez szarawe niebo.
- Późno - stwierdziła, wbijając wzrok w blady krąg zasłonięty chmurami. Miały nigdzie nie iść, posiedzieć trochę, ale połączenie chłodu idącego w górę łap od ziemi, od którego nie chroniło jej długie futro, oraz coraz dłuższych cieni sprawiło, że zmieniła zdanie. Wolałaby się ruszyć. Albo znów zrobić coś, co przyspieszyłoby krew w żyłach. - Chodź - powiedziała, wstając. Machnęła puszystym ogonem w stronę Zboża. - Pokaż mi coś jeszcze, zanim wrócimy do obozu. Co chcesz.

//zt, bo czaso stareńkie :c
.
.
.
❝i jeśli płynąć to wpław,
zgiąć kolana i kark
❞
mamo, nie tędy
MAMO, NIE TĘDY

kiedy k.a.ż.ą mi być ✧KIMŚ✧
mieć bielszy uśmiech
jestem ▸sobą◂ bardziej i
mam zęby ŻÓŁTE
Obrazek
LVL 3 155 / 200
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
11
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
"Byleby nie iść daleko od obozu, tylko zobaczyć okolicę i wrócić", nenenenneene. Szpon zapomniał tych słów idealnie w chwili, kiedy przedarł się przez krzaczory z bratem. Wówczas szybko, szepcąc prowokacyjnie do Kozibroda, by ten się ruszył, chyba że jest tchórzem. Żartując i poganiając go, biegł przed siebie, aż dotarł tutaj - do Mszaru. I dopiero teraz wziął głęboki oddech, stawiając wysoko do góry uszy.
- No, i jak! Całkiem inaczej niż jak w obozie, co nie?! - zarzucił wesoło, rzucając spojrzenie starszemu bratu. - I całkiem fajniej! I widzisz, nic groźnego się nie dzieje, mówiłem!

[Kozibród!!!]
✧₊⁺ I get by on the dreams I conceive ⁺₊✧
I defy my bad luck with the will to believe

[Obrazek: IMG_1554_kopia.png?ex=65932078&is=6580ab...d2eabff49&]

I just know that I’m destined to be something more
·············· I was born with an ace up my sleeve ··············
LVL 6 275 / 500
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Szpon wybiegł z obozu, a za nim podążał wściekły Kozibród z piórkiem w pysku. Znalazł je poza obozem , więc się cieszył, jednak zaraz przestał się cieszyć, gdy jego brat nagle pobiegł gdzieś daleko. O nie nie nie, nie tak się umówili. Podczas wychodzenia z obozu, po tym jak rozejrzał się czy nikt nie patrzy, szepnął do Szpona "chodź, szybko tam i z powrotem. I się nie zgub" czując się jak szef całej operacji, a tu nagle jego brat zupełnie to zignorował.
- Co ty robisz? Zgłupiałeś? Tam nie! I miałeś mi pokazać chowanie się, a nie uciekać taki kawałek! Pokazuj i zaraz wlacamy - zirytował się, że brat go nie słucha i poszedł dalej niż miał. Dzwonię po policję. Teren poza obozem rzeczywiście ładny, jednak nie tak to zaplanowali. Skoro to Kozibród dowodził w tej wyprawie (a przynajmniej tak mi się wydawało), Szpon powinien robić to co mu mówi, a nie. Sapnął i rozejrzał się po okolicy. Rzeczywiście inna, nowa, mchowa, mokra.
- Jak wpadniesz to tej wody to cię nie będę wyciągał - zagroził. Choć tak naprawdę by go wyciągnął. Podszedł do namokniętego mchu i obwąchał go ostrożnie. Hm. Ciekawy. Tego konkretnego mchu nie ma w obozie. Nikt z rodzeństwa go nie widział, a on tak!
- To co to za sztuczka z chowaniem się? - przypomniał sobie.
Stand up, everybody look alive
Say come on, come on, come on
We gonna get it now
Hands up if you`re ready for a fight
Say come on, come on, come on
We gonna win it now
LVL 3 85 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Zluzuj przecież! Nic się nie dzieje! - uśmiechnął się do niego, machając łapą na znak że ten powinien się nieco rozluźnić. No, byli tu absolutnie sami! Co miałoby się im złego stać?! - Już to robię. Widzisz tu jakiegoś drapieżnika?
Dodał po chwili, wzruszając do tego ramionami. Średnio miły teren do spacerowania po nim. Podmokła ziemia brudziła mu futro, co problemem nie było... chodzenie po niej już nieco większym.
- Po prostu nie możesz rzucać się w oczy, ale jak... jak chcesz to możemy się pobawić w chowanego, wiesz?! I wtedy mnie na pewno nie znajdziesz!
✧₊⁺ I get by on the dreams I conceive ⁺₊✧
I defy my bad luck with the will to believe

[Obrazek: IMG_1554_kopia.png?ex=65932078&is=6580ab...d2eabff49&]

I just know that I’m destined to be something more
·············· I was born with an ace up my sleeve ··············
LVL 6 275 / 500
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wcale się za bardzo nie spinał! Rozejrzał się po okolicy i drapieżników rzeczywiście nie było, ale...
- Mogą przyjść w każdej chwili - upierał się. Dotąd nie myślał zbyt często o niebezpieczeństwach poza obozem i o tym, że nie będzie mógł tam zajmować się czymś tak bardzo, że przestanie patrzeć na otoczenie, tylko być czujny, ale kiedy już zaczęli mówić o wyjściu wyjście, zorientował się, że coś się może tam czaić. Tu jednak ciekawość i chęć pokazania bratu, że wcale się nie boi wzięła górę nad ostrożnością i choć wciąż udawał sceptycznego, podobała mu się ta przygoda.
Teren może nie był najpiękniejszy, lecz miał swój urok. Był tajemniczy. Pochmurne niebo pory opadających liści potęgowało to wrażenie. Kozibród poruszył wąsami. Pachniało tu inaczej niż w obozie.
- Nie, dziękuję. Potem musiałbym tłumaczyć rodzicom w jaki sposób zgubiłem cię poza obozem - przewrócił oczami - Poza tym masz białe futro które dobrze widać. W sumie... No, pokaż jak się chowasz! Ciekawe czy ci się uda tak schować, żebym cię nie widział - stwierdził. Zbyt wielu kryjówek tu nie było - dookoła rozciągały się mokradła poprzetykane mchem i krzewami. Co zrobi Szpon? Zanurkuje w tym błocie? Zobaczymy - Tylko nie uciekaj gdzieś daleko i uważaj pod łapy, żeby cię nie wciągnęło na dno - dodał. Tak by zrobił dzielny, odpowiedzialny wojownik - pilnowałby, żeby nikomu nic się nie stało. Dzielny, odpowiedzialny wojownik prawdopodobnie nie wyszedłby z obozu będąc kociakiem, ale co tam. Rozejrzą się i zaraz wrócą - nikt się nawet nie zorientuje. A czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. Czy jakoś tak.
Piórko! Zapomniałby. Wrócił się kawałek po swoje piórko, które na chwilę odłożył i zwiedzał dalej ze swoim nowym nabytkiem w pysku. Wszystko lepiej się zwiedza z piórkiem w pysku.
Stand up, everybody look alive
Say come on, come on, come on
We gonna get it now
Hands up if you`re ready for a fight
Say come on, come on, come on
We gonna win it now
LVL 3 85 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Szpon mógł na to jedynie odpowiedzieć kręceniem oczu. Ranyy, on sam by się tłumaczył! Szczególnie, że przecież i tak on byłby pierwszym podejrzanym w tym, że zniknęli, że znaleźli się tak daleko od obozu i że w ogóle coś się tutaj dzieje. I jak bardzo go to uwierało, tak... cóż, miał to po prostu gdzieś już chyba. No, miałby kłopoty. I co z tego.
- Dobrze tato - mruknął wesoło, posyłając mu wesoły uśmiech. I jak na raz, odwrócił się tyłem, rozglądając się na boki. - Jak będziesz gotowy, to daj mi znać. Będziemy liczyć do... piętnastu. Nie, do dziesięciu! Wtedy na pewno zdążymy się skryć. I jak się skończy liczyć to nie wolno się przemieszczać z miejsca, w którym się zostało, okej?
Spojrzał na niego zza ramienia. Nie był aż tak szalony, by nagle dziko znikać w chwili, kiedy brat nie patrzy. Byłoby to zabawnym żartem, ale... przykrym. Przestraszyłby i zmartwił Kozibroda, a wtedy zabawa byłaby szczerze nijaka.
✧₊⁺ I get by on the dreams I conceive ⁺₊✧
I defy my bad luck with the will to believe

[Obrazek: IMG_1554_kopia.png?ex=65932078&is=6580ab...d2eabff49&]

I just know that I’m destined to be something more
·············· I was born with an ace up my sleeve ··············
LVL 6 275 / 500
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Ciekawe jakie ptaki tu są? Jakieś wodne, na pewno. Kaczki? Łabędzie? Hm, co tam jeszcze było? Może nawet jakiś zabłąkany pelikan? Oby nie. Najlepiej by było, gdyby...
Nagle jedna z łap mu się omsknęła i zanurzyła głębiej niż miała. Chlup.
- Ej, wciąga mnie to! - przestraszył się, jednak po chwili udało mu się jakoś ją wyjąć. Otrzepał futro. Rybie flaki, właśnie przed chwilą mówił Szponowi żeby uważał na łapy.
- Jednak żyję, ale musimy uważać i być cicho - mruknął. Więc.. jego brat miał teraz się schować. Na pewno go odnajdzie! Oprócz tego, że nie miał się nie przemieszczać, więc będzie mu trudniej go znaleźć. No tak. Wtedy Szpon miał szansę, ale on i tak go znajdzie. Zaraz białofutry brat się o tym przekona. Ciekawe, gdzie się schowa? Kozibród rozejrzał się w poszukiwaniu potencjalnych kryjówek. Sam też będzie musiał jakąś wymyślić. Ale będzie zabawa!
- No dobra. To co, zacznę liczyć! Już jestem gotowy. Raz, dwa, trzy... - zamknął oczy i rozpoczął odliczanie.
Stand up, everybody look alive
Say come on, come on, come on
We gonna get it now
Hands up if you`re ready for a fight
Say come on, come on, come on
We gonna win it now
LVL 3 85 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Cisowa Gałązka znalazł się przy Mszarze, terenowi pod lasem, w którym powinna znajdować się Miodunka. Tak przynajmniej usłyszał od Lśniącej Sadzawki, i choć ona sama nie kazała mu szukać, postanowił, że i tak to zrobi. Zaczął więc penetrować wzrokiem tereny na których się znalazł, żywo patrząc wszędzie gdzie tylko się dało. Potrzebował tego zioła.
I know this love of mine
Will never die
[Obrazek: 1C9UaSF.png%5D]
And I love her



LVL 4 250 / 300
MedLVL 8 869 / 1300
9
Siła
S
9
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
22
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz

Medyk nie musiał długo iść aby coś znaleźć... niestety nie była to jednak miodunka, a dziwny zgięty kawałek śliskiego kartonu, który mienił się przeróżnymi, jaskrawymi kolorami. Na wierzchu były dwa duże wymyślne szlaczki, w środku duuuużo mniejszych. Wszystko to śmierdziało niczym innym jak dwunogami, czyżby kolejny ich dziwny wynalazek?


LVL 4 165 / 300
MedLVL 0 24 / 100
15
Siła
S
12
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Zmarszczył brwi. Kolejna dziwna rzecz? Ostatnio był ich jakiś wysyp! Całe szczęście ta nie śmierdziała jak poprzednia, nie musiał więc pozbywać się jej w trybie natychmiastowym. Podreptał więc dalej, szukając miodunki. Musiał ją znaleźć.
I know this love of mine
Will never die
[Obrazek: 1C9UaSF.png%5D]
And I love her



LVL 4 250 / 300
MedLVL 8 869 / 1300
9
Siła
S
9
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
22
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz

No może niekoniecznie miedunka, ale też nie kolejny śmieć dwunogów. Żółte kwiaty na wysokiej zielonej i włochatej łodydze wybijały się spośród leśnej ściółki. Były one raczej pozbawione liści. Teraz pytanie, czy kocur zatrzyma się aby wydobyć korzeń, czy może w pełni skupi się na miodunce, którą tak potrzebował.

lvl: 1 | S: 5 | Zr: 6 | Sz: 4 | Zm: 8 | HP: 60 | W: 40 |
Stat. Med. - lvl: 3

przerzuty medyczne 2/6


LVL 4 165 / 300
MedLVL 0 24 / 100
15
Siła
S
12
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości