Malutka, prawie cała pokryta białą sierścią kotka. Rude, klasycznie pręgowane plamki pojawiają się na ogonie, dwie na grzbiecie i na twarzy. Pyszczek kotki ma delikatne rysy z wybijającym się różowym noskiem i szaro-niebieskimi oczkami.
Nieśmiała, lecz rozbrykana i pełna zabawy kotka. Przy pierwszym poznaniu atakuje obcego barierą nieśmiałości, lecz podczas przyjemnej rozmowy można się łatwo przez nią przebić. Chciałaby sprawić jak najlepsze wrażenie i jeżeli ktoś nie polubi kotki lub ją skrytykuje, to szuka winy tylko i wyłącznie u siebie. Choć czasem to również jej wina. Często się zamyśli, przejęzyczy, czy wywoła niezręczną ciszę, nie wiedząc jak kontynuować rozmowę. Mimo to stara się nie zamknąć i poznać kogoś innego niż tylko rodzinę!
Atak Krokus > krytyczny! > 5hp Atak Świetlik > udany > 5hp Oślepienie Lisa przez Świetlik > udane na 2 tury Atak Lisa na Świetlik > krytyczny! > 26hp Atak Lisa (na ślepo na Krokus) > udany > 8hp
Kotkom nie szło tragicznie, ale mogło być zawsze lepiej. Świetlik po raz kolejny trafiła piachem w oczy lisa, cóż za celność! A biedak miał się go właśnie pozbyć, co za życie. Z ciosami wyglądało to trooochę gorzej, bo ani Krokus, ani jej partnerce nie udało się zadać żadnych krwawych ran. Zadrapanie na nosie i dziabnięcie w kostkę może były upierdliwe, ale od tego raczej rudzielec nie padnie.
A co do lisa... To chyba złym pomysłem było zwrócenie całej uwagi na siebie. Gdy tylko Świetlik wylądowała mogła poczuć jak coś łapie ją za ogon, a tuż po tym ciche chrup i ogromny ból. W szczękach drapieżnika została połówka ogona Świetlik. O Gwiezdni... A żeby tego było mało, typowi udało się kopnąć i to dość mocno w nosek Krokus. Całe szczęście go nie złamał, ale bolał jak diabli. Tuż po tym wypluł zdobyte trofeum i szybko oblizał pysk, szykując się do kolejnego ataku.
Krokusowy Pląs - lvl: 3 | S: 6(8) | Zr: 11(15) | Sz: 3(5) | Zm: 3(5) | HP: 34-8-2=24 (70) | W: 37-2=35 (50) • rana 2 stopnia: wyrwany spory płat skóry z prawej przedniej łapy, krwawi, -2hp do końca walki • rana 1 stopnia: solidny kopniak w nos • rana 0 stopnia: siniak na brzuchu • rana 0 stopnia: wyrwana sierść z kryzy • rana 0 stopnia: wyrwany kłak z karku
spadek HP do 1/2: od następnej tury statystyki obniżone o 1/4
przerzuty w walce: 2/2
Płochy Świetlik - lvl: 3 | S: 8 | Zr: 11 | Sz: 9 | Zm: 5 | HP: 80-26=54 (80) | W: 26-3-2=21 (40) • rana 2 stopnia: odgryziona połowa ogona, krwawi, -3hp w następnej turze, -2hp do końca walki
spadek W do 1/3: od następnej tury celność obniżona o 1
przerzuty w walce: 2/2
Dorosły Lis - S: 17 | Zr: 10(12) | Sz: 10(12) | Zm: 9 | HP: 44-5-5-1-1-1=31 (80) | W: 47-3-2=42 (65) • rana 1 stopnia: płytkie, ale długie ślady pazurów na brzuchu, krwawi, -1hp do końca walki • rana 1 stopnia: pogryziona skóra na karku, krwawi, -1hp do końca walki • rana 1 stopnia: ślady kłów na szyi, krwawi, -1hp do końca walki • rana 0 stopnia: wyrwana kępa futra z szyi • rana 0 stopnia: zadrapany nosek • rana 0 stopnia: zadrapanie na pysku • rana 0 stopnia: dziabnięcie na kostce • rana 0 stopnia: jeszcze bardziej zadrapany nosek
piach w oczach: celność obniżona o 2 w tej i dwóch następnych turach
spadek HP do 1/2: od następnej tury statystyki obniżone o 1/4
spadek W do 1/3: od następnej tury celność obniżona o 1
walka 1:2: ZR i SZ obniżone o 2
⋆⁺₊⋆☾⋆⁺₊⋆ I holdso manysmallregrets andwhat-ifsdown insidemy head someconfidenceit couldn't hurtme mydemeanoris oftenmisread
Zakręciło jej się w głowie od kopniaka... a potem serce zatrzymało się na chwilę, gdy usłyszała to przerażające chrupnięcie. Przez chwilę bała się, że to kręgosłup Świetlik trzasnął, złamany przez lisa wpół. Zrobiło jej się słabo, a potem zobaczyła to bydle z połową brązowego ogona w pysku.
- ŚWIETLIK!
Krew. Widziała tyle krwi. Miała bronić Świetlik, była jej partnerką, miała dokładnie do takiej sytuacji nie dopuścić, a teraz Świetlik straciła ogon, z jej powodu. Bo ona nie potrafiła sobie poradzić z lisem. Zrobiło jej się czerwono przed oczami, gdy mimo obolałej łapy dała susa w kierunku drapieżnika. - UCIEKAJ, ŚWIETLIK, JUŻ - wrzasnęła przerażona, wskakując pomiędzy partnerkę a lisa. Co prawda to ona była tu w gorszym stanie, słabła od utraty krwi, ale Świetlik przez nią straciła ogon.
Rzuciła się lisowi do gardła, pazurami orając na ślepo po pysku, w pełni jednak skupiona na białym gardle. Chciała zatopić kły w jego gardle i uwiesić się na nim, dopóki ten nie przestanie się ruszać. Zapłaci za to najwyższą cenę - choćby sama miała umrzeć, to go zabije.
niska, pulchna kotka; biała w czekoladowe plamy, ogon czekoladowy z białą końcówką, pysk w większości czekoladowy, krótkie futro, oczy żółte
Cicha,społecznie niezręczna, skromna i łagodna kotka. Słodka, nieco zbyt naiwna. Niepewna siebie, wrażliwa i łatwa do zmanipulownia. Nie jest głupia, poziom inteligencji ma przeciętny, po prostu nie potrafi mówić “nie”, ani póki co wyrażać swojego zdania.
Chaotyczna Łapa (KW), Topik (KR)
Och, zwrócił na nią uwagę. Sama tego chciała, prawda?
Myśli, które przechodziły przez głowę Płochego Świetlika były bardzo dziwaczne. Pierwsze, co pomyślała w chwili odrywania jej ogona to “I tak jestem brzydka, żadna różnica”, jednak zaraz później, dosłownie w chwili kiedy poprzednia zamilkła z jej umyśle, “Obyś się udławił tym ogonem”, co było zdecydowanie bardziej adekwatne do sytuacji.
Strach się nie pogłębił.
Nie dało się bać bardziej.
- Nic nie czuję, nic się nie stało - odpowiedziała rozkojarzona, dziwacznie jak na tę sytuację spokojna, nie patrząc za siebie. Kłamała tylko trochę - adrenalina sprawiła, że ból był o wiele mniejszy, niż się spodziewała po tym, co zobaczyła. Dobrze wiedziała, co się stało, nie zamierzała tylko porzucać tutaj Krokus na pewną śmierć. Jak ona mogła ja o to prosić? - NIE ZOSTAWIĘ CIĘ - wrzasnęła i uderzenie serca później wykonała kolejną próbę wskoczenia lisowi na grzbiet. Tym razem jednak usiłowała skoczyć wyżej i nie łapać go za gruboskórny kark, tylko dostać się do jego uszu i złapać za jedno z nich zębami i mocno, bardzo mocno szarpnąć.
Księżyce: 76 Mistrz: Ostry Szpon Płeć: płeć w płynie [amab] Zaimki: on/jego, ona/jej Matka: Przepiórcza Pieśń Ojciec: Nocny Szkwał Trwałe urazy: blizna na szyi, asymetryczny chód (nierówne zrośnięcie prawej, przedniej łapy), bóle lewego oka i męty po lewej stronie pola widzenia
Księżyce: 76 Mistrz: Ostry Szpon Płeć: płeć w płynie [amab] Zaimki: on/jego, ona/jej Matka: Przepiórcza Pieśń Ojciec: Nocny Szkwał Trwałe urazy: blizna na szyi, asymetryczny chód (nierówne zrośnięcie prawej, przedniej łapy), bóle lewego oka i męty po lewej stronie pola widzenia
Od początku widać, że prawdopodobnie odziedziczył budowę ciała po rodzinie ze strony ojca, gdzie wiele było dużych, silnych kotów. I on ma zadatki na wyrośnięcie na takiego w przyszłości, chociaż na razie pozostaje jedynie dość okrągłą kluseczką, której objętości dodatkowo dodaje puchate, długie futro. Jeśli chodzi o jego kolor, po samych narodzinach można było je uznać za całkiem białe, jednak po kilku dniach zaczęło nabierać innych barw, biel pozostawiając jedynie na stopach wszystkich łap, szyi oraz pyszczku, gdzie tworzy jakby kształt trójkąta z czubkiem znajdującym się między oczami. W innych częściach zaczęło przyjmować przede wszystkim odcienie szarości, w różnym natężeniu, ciemniejsze przede wszystkim na głowie, nogach oraz ogonie, na których widoczne są również pręgi. Wchodząc w bardziej dokładne określenia, Kałużę można nazwać niebieskim srebrnym pointem. Całego obrazu kociaka dopełniają jeszcze okrągłe, niebieskie oczy, które pozostaną również w podobnym kolorze, gdy będzie już starszy.
Zapowiada się na urocze, miłe stworzenie, które nie powinno sprawiać swoim rodzicom większych problemów. Jest wesoły i bardzo optymistyczny, pozytywnie podchodzi do wszystkich napotkanych kotów. Mówi całkiem dużo, o wszystkim co akurat ją zainteresuje, a interesuje i ekscytuje ją właściwie większość rzeczy, chociaż zdarza się jej również zamyślić i przestać się odzywać całkowicie. Poza tym jest też dość niezdarny i zapominalski, wydaje się mieć trudności ze skupieniem się przez dłuższy czas na jednym zadaniu. Jak na razie jednak nie przejmuje się tym zbytnio, wierząc, że w przyszłości zostanie świetnym wojownikiem. Kocha całą swoją rodzinę, w tym oczywiście również rodziców, których stara się słuchać najlepiej jak potrafi. Wolałaby przecież nie łamać żadnych zasad i nie powodować kłopotów. Chociaż czy zawsze wychodzi jej to idealnie, to już inna sprawa.
Rany Kałuży po walce z samotnikiem nareszcie zagoiły się całkowicie, nie tylko wypuszczając dziecko Przepiórczej Pieśni z lecznicy, ale i poza Obóz. Wychodzenie tam, gdy walka w pamięci była jeszcze dość świeża było przeżyciem nieco większym niż zazwyczaj, jednak to nie tak, że się bał. Przecież takie rzeczy nie działy się aż tak często, a poza tym wujek Szpon mówił, że nawet jeśli miały miejsce, wystarczyło zawołać i na pewno znowu znajdzie się ktoś chętny do pomocy, więc nie było się czym martwić. Dlatego mógł spokojnie przemierzać tereny Rzeki, ciesząc się zaczynającą pojawiać się wokół roślinnością.
I wtedy właśnie, do jej uszu dotarł jakiś krzyk. Nie skierowany w jej stronę, nie nazywała się przecież Świetlik, ale i tak wystarczyło to, by bicie serca terminatora przyspieszyło, a zaraz za nim i tempo w którym łapy uderzały o ziemię, kierując się w stronę, z której doszło wołanie. Jeśli coś się tam działo, nie mogła tego tak zostawić, teraz to ona musiała pomóc, tak jak jej tata ostatnim razem.
Niestety, przypuszczenia okazały się słuszne i po krótkiej chwili zobaczył przed sobą scenę walki, przy której nie miał innego wyboru niż do niej dołączyć – dokładniej starając się skoczyć w stronę lisa, by chwycić zębami za jedno z jego uszu i mocno pociągnąć.
Love run,love run,love run,love run For all the things you wished you'd done
Run for all you know that’s coming
Run to show love's worth running to
Malutka, prawie cała pokryta białą sierścią kotka. Rude, klasycznie pręgowane plamki pojawiają się na ogonie, dwie na grzbiecie i na twarzy. Pyszczek kotki ma delikatne rysy z wybijającym się różowym noskiem i szaro-niebieskimi oczkami.
Nieśmiała, lecz rozbrykana i pełna zabawy kotka. Przy pierwszym poznaniu atakuje obcego barierą nieśmiałości, lecz podczas przyjemnej rozmowy można się łatwo przez nią przebić. Chciałaby sprawić jak najlepsze wrażenie i jeżeli ktoś nie polubi kotki lub ją skrytykuje, to szuka winy tylko i wyłącznie u siebie. Choć czasem to również jej wina. Często się zamyśli, przejęzyczy, czy wywoła niezręczną ciszę, nie wiedząc jak kontynuować rozmowę. Mimo to stara się nie zamknąć i poznać kogoś innego niż tylko rodzinę!
Atak Krokus > krytyczny! > 9hp Atak Świetlik > krytyczny! > 8hp Atak Kałuży > krytyczny! > 17hp Atak Lisa na Świetlik > nieudany Atak Lisa (na ślepo na Kałużę) > nieudany
Sytuacja wyglądała beznadziejnie. Lis może wyglądał na wymęczonego i poharatanego, ale wciąż stał na czterech łapach i wciąż był w stanie walczyć dalej. Jednak kotki miały coś o czym mógł jedynie pomarzyć, miały miłość, która dodała dodawała im sił. No i Kałużę, ale o tym zaraz.
Pazury Krokus może niczego nie trafiły, za to kły bez problemu wbiły się w szyję rudzielca. Nie była to śmiertelna rana, jednak wojowniczka mogła poczuć metaliczny smak krwi na języku. Świetlik poszło równie dobrze, pięknie wskoczyła na grzbiet drapieżnika i skubnęła kawałek jego ucha. Nie wielki, ale jednak kawałek. Problem w tym, że rudzielec jednak dalej stał i już miał się rzucać na kotki... Gdy nie przybyło wsparcie! Kałuża zrobiła podobny ruch co Świetlik, ale wykonała go o wiele lepiej. Oderwała porządny kawał ucha lisiska i ten, wymęczony walką wydał siebie ostatni pisk, zanim padł na ziemię martwy.
Krokusowy Pląs - lvl: 3 | S: 6(8) | Zr: 11(15) | Sz: 3(5) | Zm: 3(5) | HP: 24-2=22 (70) | W: 35-3=32 (50) • rana 2 stopnia: wyrwany spory płat skóry z prawej przedniej łapy, krwawi, -2hp do końca walki • rana 1 stopnia: solidny kopniak w nos • rana 0 stopnia: siniak na brzuchu • rana 0 stopnia: wyrwana sierść z kryzy • rana 0 stopnia: wyrwany kłak z karku
spadek HP do 1/2: statystyki obniżone o 1/4
przerzuty w walce: 2/2
Płochy Świetlik - lvl: 3 | S: 8 | Zr: 11 | Sz: 9 | Zm: 5 | HP: 54-3=52 (80) | W: 21-3=18 (40) • rana 2 stopnia: odgryziona połowa ogona, krwawi, -2hp do końca walki
spadek W do 1/3: celność obniżona o 1
przerzuty w walce: 2/2
Dorosły Lis - S: 12(17) | Zr: 6(12) | Sz: 6(12) | Zm: 6(9) | HP: 31-17-9-8-1-1-1=-6 (80) | W: 42 (65) ŚMIERĆ • rana 2 stopnia: odgryzione całe lewe ucho, krwawi, -3hp w następnej turze, -2hp do końca walki • rana 1 stopnia: płytkie, ale długie ślady pazurów na brzuchu, krwawi, -1hp do końca walki • rana 1 stopnia: pogryziona skóra na karku, krwawi, -1hp do końca walki • rana 1 stopnia: ślady kłów na szyi, krwawi, -1hp do końca walki • rana 1 stopnia: nadgryzione prawe ucho • rana 1 stopnia: ślady kłów na gardle, krwawi, -1hp do końca walki • rana 0 stopnia: wyrwana kępa futra z szyi • rana 0 stopnia: zadrapany nosek • rana 0 stopnia: zadrapanie na pysku • rana 0 stopnia: dziabnięcie na kostce • rana 0 stopnia: jeszcze bardziej zadrapany nosek
piach w oczach: celność obniżona o 2 w tej turze
spadek HP do 1/2: statystyki obniżone o 1/4
spadek W do 1/3: celność obniżona o 1
walka 1:3: ZR i SZ obniżone o 3
Początkowo Krokus nie zauważyła nawet, że przybyło wsparcie. Jedyne, co istniało to ona, Świetlik i lis na którego szyi próbowała się uwiesić i dobić. Nigdy nie sądziła, że smak krwi na języku przyniesie jej satysfakcję, a przyniósł ogromną. Sierść zjeżyła jej się na karku, z głębi jej gardła wyrwał się warkot. Chciała gryźć, szarpać, drapać, zabić tego szkodnika jak najszybciej, jak najboleśniejszą śmiercią, bo na to zasłużył, robiąc krzywdę Świetlik.
Była tak wściekła, że nie zorientowała się nawet, kiedy lis przestał się ruszać. I z jakiego powodu - sądziła, że z jej. Że uwiesiła się na nim i go dobiła, i przez chwilę właśnie w to wierzyła. Puściła, gdy rudzielec zwiotczał; rozejrzała się, kątem oka dostrzegła dziecko Nocnego Szkwału, ale to Świetlik była dla niej teraz najważniejsza. - Świetlik! - Krokusowy Pląs w kilku podskokach była przy swojej lubej; łapa ją bolała, teraz to wyczuła, ale... ale Świetlik musiało boleć bardziej.
Przytuliła się bokiem do boku partnerki i zaczęła wylizywać jej mordkę z krwi lisa. - Już, już po wszystkim, już po wszystkim... uratowałaś mnie, Świetlik, kochanie, kocham cię. Zaraz wrócimy do obozu, Cisowa Gałązka nam pomoże, kocham cię, jesteś wspaniała, tak bardzo cię przepraszam - łzy płynęły jej po pysku już od kilku chwil.
niska, pulchna kotka; biała w czekoladowe plamy, ogon czekoladowy z białą końcówką, pysk w większości czekoladowy, krótkie futro, oczy żółte
Cicha,społecznie niezręczna, skromna i łagodna kotka. Słodka, nieco zbyt naiwna. Niepewna siebie, wrażliwa i łatwa do zmanipulownia. Nie jest głupia, poziom inteligencji ma przeciętny, po prostu nie potrafi mówić “nie”, ani póki co wyrażać swojego zdania.
Chaotyczna Łapa (KW), Topik (KR)
Wraz z opadającymi emocjami, do Płochego Świetlika docierało coraz więcej nieodczuwanych wcześniej faktów. Wszystko trafiało do niej powoli, kiedy szum krwi w uszach starała się coraz cichszy. Najpierw, najszybciej, wojowniczka uświadomiła sobie ból. Ogromny, o zupełnie nieznanym dotąd natężeniu. Dopiero teraz brak połowy ogona w pełni ją uderzył. Nie miała części ciała! Gwiezdny Klanie, aż zakręciło jej się w głowie. Sam ogon dalej tkwił w pysku bestii, którą powalili. Teraz zdecydowanie barwy bardziej czerwonej, niż brązowo- białej, jednak bez żadnych wątpliwości był to ogon, który kiedyś (a właściwie to całkiem niedawno) należał do niej.
Powalili bestię. Właśnie, nie “powaliły”. Był tu ktoś jeszcze, na sam koniec walki. Rozejrzała się i szybko dostrzegła Kałużową Łapę, jednego z synów zastępcy. Zupełnie nie zarejestrowała jego pojawienia się w trakcie. Bez słowa skinęła kocurowi głową, będąc przekonaną, że terminatorka mógł uratować życie Krokusowemu Plusowi. Jej samej również ale to mniej istotne.
- Dziękuję - miała powiedzieć coś więcej ale wtedy odezwała się Krokus. Czuła jej język na pysku, dotyk ciała przy boku. Sama Świetlik wciąż była w szoku. Otępiała, powtarzała w głowie, jak blisko obie były przed chwilą śmierci. Mogła ją stracić. W ciągu kilku chwil mogła stracić cały sens życia.
- Wszystko dobrze - powiedziała, przytulając ją do siebie. Jej spokój był tylko pozorny, kryło się za nim ogromne oszołomienie, które póki co nie chciało jej opuścić.
- Kałużowa Łapo, możesz proszę… zabrać mój ogon i go pogrzebać? Nie chcę żeby zgnił razem z tym potworem. - poprosiła, jednocześnie będąc świadomą, że prosi o bardzo wiele, że to zadanie może być bardzo dla terminatora trudne, jednak ona sama nie była w stanie tego zrobić
Księżyce: 76 Mistrz: Ostry Szpon Płeć: płeć w płynie [amab] Zaimki: on/jego, ona/jej Matka: Przepiórcza Pieśń Ojciec: Nocny Szkwał Trwałe urazy: blizna na szyi, asymetryczny chód (nierówne zrośnięcie prawej, przedniej łapy), bóle lewego oka i męty po lewej stronie pola widzenia
Księżyce: 76 Mistrz: Ostry Szpon Płeć: płeć w płynie [amab] Zaimki: on/jego, ona/jej Matka: Przepiórcza Pieśń Ojciec: Nocny Szkwał Trwałe urazy: blizna na szyi, asymetryczny chód (nierówne zrośnięcie prawej, przedniej łapy), bóle lewego oka i męty po lewej stronie pola widzenia
Od początku widać, że prawdopodobnie odziedziczył budowę ciała po rodzinie ze strony ojca, gdzie wiele było dużych, silnych kotów. I on ma zadatki na wyrośnięcie na takiego w przyszłości, chociaż na razie pozostaje jedynie dość okrągłą kluseczką, której objętości dodatkowo dodaje puchate, długie futro. Jeśli chodzi o jego kolor, po samych narodzinach można było je uznać za całkiem białe, jednak po kilku dniach zaczęło nabierać innych barw, biel pozostawiając jedynie na stopach wszystkich łap, szyi oraz pyszczku, gdzie tworzy jakby kształt trójkąta z czubkiem znajdującym się między oczami. W innych częściach zaczęło przyjmować przede wszystkim odcienie szarości, w różnym natężeniu, ciemniejsze przede wszystkim na głowie, nogach oraz ogonie, na których widoczne są również pręgi. Wchodząc w bardziej dokładne określenia, Kałużę można nazwać niebieskim srebrnym pointem. Całego obrazu kociaka dopełniają jeszcze okrągłe, niebieskie oczy, które pozostaną również w podobnym kolorze, gdy będzie już starszy.
Zapowiada się na urocze, miłe stworzenie, które nie powinno sprawiać swoim rodzicom większych problemów. Jest wesoły i bardzo optymistyczny, pozytywnie podchodzi do wszystkich napotkanych kotów. Mówi całkiem dużo, o wszystkim co akurat ją zainteresuje, a interesuje i ekscytuje ją właściwie większość rzeczy, chociaż zdarza się jej również zamyślić i przestać się odzywać całkowicie. Poza tym jest też dość niezdarny i zapominalski, wydaje się mieć trudności ze skupieniem się przez dłuższy czas na jednym zadaniu. Jak na razie jednak nie przejmuje się tym zbytnio, wierząc, że w przyszłości zostanie świetnym wojownikiem. Kocha całą swoją rodzinę, w tym oczywiście również rodziców, których stara się słuchać najlepiej jak potrafi. Wolałaby przecież nie łamać żadnych zasad i nie powodować kłopotów. Chociaż czy zawsze wychodzi jej to idealnie, to już inna sprawa.
Na moment zamarł w bezruchu trzymając w pyszczku oderwane ucho drapieżnika, nim zdecydował się je wypluć na ziemię. Zrobił to, zabił lisa, prawdziwego lisa! Tak jak tata poradził sobie z tamtym samotnikiem, ona zdołała teraz uratować teraz dwie ranne kotki i… Co dalej? Przynajmniej w pierwszej chwili wydawało się, że żadna z wojowniczek nie zwracała zbyt dużej uwagi na obecność Kałuży, zamiast tego zajmując się sobą nawzajem.
Co terminator obserwował po prostu w milczeniu, niezbyt wiedząc co ma zrobić i jak zareagować. Nie chciała im przeszkadzać, czuła, że musi to być dla nich ważne, ale jednocześnie nie były to widoki w pełni zrozumiałe. Oczywiście, czasem widział jak mama i tata poliżą się po pysku czy zrobią coś podobnego, ale zwykle nie obejmowało to Kałuży stojącego po prostu gdzieś obok bez żadnego zajęcia, a dodatkowo z truchłem lisa leżącym pod łapami. Może zrozumie to kiedyś. Gdy również stoczy taką poważną walkę przeciwko jakiemuś drapieżnikowi w towarzystwie kogoś odpowiedniego?
Na razie jednak z dalszego zamyślenia wyrwała go niecodzienna prośba jednej z kotek. - D-dobrze. – zgodziła się, nie wiedząc co innego miałaby zrobić. Czy istniały jakieś konkretne zasady grzebania ogonów? Ogony same w sobie chyba nie szły do Gwiezdnego Klanu, gdzie czekały na właściciela? Może był to też sposób, by uniknąć podążania do Obozu z niezręcznej atmosferze z dwoma wojowniczkami, dlatego nie mówiąc nic dalej chwycił wspomniany wcześniej ogon, by następnie odejść kawałek i zagrzebać go w ziemi, a ostatecznie również ruszyć w stronę Obozu.
// zt x3?
Love run,love run,love run,love run For all the things you wished you'd done
Run for all you know that’s coming
Run to show love's worth running to
najzwyklejszej wielkości kocur (nie za duży, nie za mały) / biały krótkowłosy z plamami czarnego na uszach i końcówce ogona / prawe oko niebieskie, lewe oko złote / wredne spojrzenie
Zmora jest kocurem, który wszystko bierze sobie do serca - no chyba, że dana narracja mu w ogóle nie pasuje - dlatego też, gdy tylko pojął znaczenie swojego imienia, nie mógł odpuścić okazji, by dać najlepszy pokaz jakie jest jego prawdziwe znaczenie.
Szedł wyprostowany, głowę miał podniesioną, a wzrok… opuszczony, patrzył pod łapy z wielkim zainteresowaniem, prawdopodobnie większym, niż powinien. Nie żałował niczego, nie czuł się też winny, nic nie zrobił, a już na pewno nie był odpowiedzialny za to co się wydarzyło. Niesmak w pysku jednak pozostał. Wydawał się gorzki z nutką wściekłości. Wzrok ojca zjadł go, pochłonął i wypluł. Jakim sposobem to on był tym, na którego patrzył w ten sposób? Przeżył. Wychodził z obozu. Umiał się bić. Zadbać o siebie. Był lepszy. Lepszy. Najlepszy.
— Co Ty chcesz ze mną dziś przerobić? — zapytał z obojętnym wyrazem pyska, chociaz wściekłość odbijała się od krtani, przelewając się przez język, aż wylewając się z pyska. Agh. Rozwaliłby coś najchętniej. Komuś pysk. Płotkowy Potok… była teraz łatwym celem, ale można powiedzieć, że ją tolerował, mimo wszystko. Świerzbiło go w pazurach. Może jednak powinien poprawić Kasztanowi drugi policzek?
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Z wiecznie nierozgarniętej kupy futra stała się naprawdę śliczną kotką! Posiada długie rudo-bure futro wraz z tygrysimi pręgami, o które bardzo dba w wolnym czasie. Widnieje na nim również kilka białych znaczeń, a mianowicie na brodzie, końcówkach łap i brzuchu. Wzrostem nie dominuje, choć jest trochę wyższa od przeciętnego kota. Z figury jest trochę chuda, jednak przez puchate futro na pierwszy rzut oka wydaje się że jest wręcz odwrotnie. W jej charakterystycznych bursztynowych oczach często widać iskierki. Idealnie wraz z nimi komponują się spore uszka oraz długie białe wibrysy.
Jej wieczna energia zdecydowanie przygasła, pozostawiając za sobą inną Płotkę, niż za czasów, gdy była wszystkiego ciekawym terminatorem, mimo tego w jej oczach często znajdują się iskierki, a na pyszczku widnieje ciepły uśmiech. Wciąż jest gadatliwa i chętna do poznawania nowych rzeczy. Będąc u dwunożnych, miała aż nadto czasu do namysłu i zregenerowania się. Nie wróciła do marzenia, by zostać przywódczynią, jednak chce dać z siebie wszystko jako wojownik. Najważniejsza jest dla niej rodzina i przyjaciele, to oni jako jedyni są dla niej cenniejsi niż klan czy własne życie.
Oj to się zadziało... Płotka zupełnie nie wiedziała o co poszło, kto był winny a kto nie. Widziała jedynie zamieszanie i o rety, nie wiedziała, czy zgarnięcie swojego ucznia na trening tylko nie pogorszy jego sytuacji... No ale trudno, byli już na terenach, mogli pogadać o tym wszystkim i w ogóle. Problem w tym, że jej terminator może nie wyglądał, ale zdecydowanie był podirytowany przez to wszystko... Kotka westchnęła cicho, zastanawiając się od jakiej strony to ugryźć.
- Granice, a przynajmniej ich kawałek. Przerwa od sparingów dobrze ci zrobi... - i od tych wszystkich fajerwerków. A przynajmniej tak kotka myślała... No ale warto by było pierw pogadać o tym co w ogóle zaszło. - Będę z tobą całkowicie szczera. Nie mam pojęcia, co się stało ze Słoną Łapą, ale nie wygląda to dla ciebie dobrze... Jej rany wyglądały jak zrobione przez innego kota. Kasztan też wrócił poraniony a twoje zachowanie wyglądało, jakbyś wręcz się prosił, by zostać oskarżonym... Ale wiem, że nie jesteś idiotą. Nie zabiłbyś własnej siostry. Więc zanim przejdziemy do materiału... Opowiedz mi, co tam zaszło - zaczęła, finalnie zatrzymując się gdzieś na Mszarze i spoglądając na swojego ucznia. Mówiła twardo, bo... No średnio było miejsce tu na żarty. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że młody był sprawcą tego całego zamieszania, ale naprawdę chciała usłyszeć, że to nie jego sprawka.
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady,runningdownto theriptide taken awayto thedarkside i wannabe yourleft-handman i loveyouwhen you'resingingthat song and I gota lumpin mythroat 'causeyou're gonnasingthe wordsw r o n g
najzwyklejszej wielkości kocur (nie za duży, nie za mały) / biały krótkowłosy z plamami czarnego na uszach i końcówce ogona / prawe oko niebieskie, lewe oko złote / wredne spojrzenie
Zmora jest kocurem, który wszystko bierze sobie do serca - no chyba, że dana narracja mu w ogóle nie pasuje - dlatego też, gdy tylko pojął znaczenie swojego imienia, nie mógł odpuścić okazji, by dać najlepszy pokaz jakie jest jego prawdziwe znaczenie.
Strzepnął uchem na przedstawione mu informacje, znał granice na tyle, by na nich nie zginąć, nie musiał się ich uczyć, ale chyba i tak wolał to, niż wrócenie do obozu. Nie wychodził sporo poza obóz z faktu, że nie miał po co. Uczenie się zachowań kotów i obserwowanie ich głupich pysków wydawało się czasami ciekawszym zajęciem, niż bieganie bez sensu po terenach. Nie miał jednak problemu z wyjściem poza bezpieczne krzaki i takim oto sposobem zapoznał się z rzecznymi ziemiami. Czasami denerwował kogoś specjalnie za nim chodząc, ale ogólnie nie wchodził nikomu w paradę od kiedy został terminatorem.
— No tak. Sól nie żyje, więc to moja wina — zaśmiał się… sucho. — Moja kochana siostra na Ceremonii wykrzyczała, że Śnieżny Płatek powinna mnie utopić jak jeszcze miała szansę, a niezliczoną ilość razy groziła mi śmiercią, ale… — wypowiedział beznamiętnie, spoglądając w bok na pysk Płotkowego Potoku. — na pewno ją zabiłem z zimną krwią, co nie? — zapytał prześmiewczo. — Pewnie nikomu przez te głupie główki nie przeszło pewnie, że mogłem się tylko bronić, co nie? Nigdy nie rzuciłem się z pazurami na kogoś pierwszy. — W sumie to nawet nie kłamał w tej kwestii. Sól dostała po pysku, bo sama zaczęła, a to że nie umiała trafić w przeciwieństwie do niego to czy to jego sprawa? A przede wszystkim wina? Ha. Mogła być lepsza. Nie była. A Kasztan? Również się na niego rzucił, jeszcze chyba z głupszym powodem, niż kotka. — Nie wiem tylko skąd ten pomysł, że to kot ją zabił — wzruszył ramionami. — Wydawało mi się, że to raczej jakiś pies ją zaatakował. — W sumie to tak wyglądała, a to że zabił ją jakiś samotnik to inna sprawa. Nie chciał tak po prostu podawać informacji podsuwając je pod nos jakby Sól na to zasługiwała, ale też przecież nie skłamał. Nigdy nie odpowiedział na żadne pytanie, bo go denerwowali, ale teraz kazano mu opowiedzieć bez specyficznych pytań. Nie kłamał. Nie mówił po prostu całej prawdy, a to że robił to bez mrugnięcia okiem to inna sprawa.
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Z wiecznie nierozgarniętej kupy futra stała się naprawdę śliczną kotką! Posiada długie rudo-bure futro wraz z tygrysimi pręgami, o które bardzo dba w wolnym czasie. Widnieje na nim również kilka białych znaczeń, a mianowicie na brodzie, końcówkach łap i brzuchu. Wzrostem nie dominuje, choć jest trochę wyższa od przeciętnego kota. Z figury jest trochę chuda, jednak przez puchate futro na pierwszy rzut oka wydaje się że jest wręcz odwrotnie. W jej charakterystycznych bursztynowych oczach często widać iskierki. Idealnie wraz z nimi komponują się spore uszka oraz długie białe wibrysy.
Jej wieczna energia zdecydowanie przygasła, pozostawiając za sobą inną Płotkę, niż za czasów, gdy była wszystkiego ciekawym terminatorem, mimo tego w jej oczach często znajdują się iskierki, a na pyszczku widnieje ciepły uśmiech. Wciąż jest gadatliwa i chętna do poznawania nowych rzeczy. Będąc u dwunożnych, miała aż nadto czasu do namysłu i zregenerowania się. Nie wróciła do marzenia, by zostać przywódczynią, jednak chce dać z siebie wszystko jako wojownik. Najważniejsza jest dla niej rodzina i przyjaciele, to oni jako jedyni są dla niej cenniejsi niż klan czy własne życie.
Ehh, no liczyła na szczerość i średnio ją dostała. Z początku lekko zmarszczyła brwi na informacje o groźbach ze strony Soli, tu akurat mu uwierzyła. Nie wiedziała, czy to cała prawda, czy odpowiadał siostrze podobnie, czy też nie, ale nie brzmiało to, jak jakieś brednie wyssane z palca. Gorzej z jego następnymi słowami, o bronieniu się i ranach zadanych przez psa. Szylkretka po raz kolejny westchnęła, tym razem trochę głośniej. Boże, że też bachor jej się trafił na terminatora... Miał już dziesięć księżyców, nie mógł dorosnąć?
- Ja też nie jestem idiotką. Nawet nie wiesz ile pogrzebów przeżyłam, widziałam koty zabite przez psy. Psy gryzą, nie używają pazurów. Tylko kot był w stanie zadać jej takie rany - o Gwiezdni, już zaczynała czuć jak ją głowa zaczyna boleć. Byłoby wojowniczce o wiele lżej, gdyby tylko Zmora się tak nie zachowywał, gdyby rzeczywiście chciał udowodnić, że jest niewinny. Bo jak na razie jedynie kopał pod sobą coraz większy dół. Jeśli nie przestanie, to nawet i szylkretka mu nie pomoże i skończy się jego przygoda w klanie.
- Chce być po twojej stronie, ale jeśli będziesz dalej rzucał sarkazmami to nie będę w stanie. Więc proszę jeszcze raz. Powiedz co tam zaszło, po kolei i ze szczegółami - dodała już troszeczkę delikatniej. Tylko no, jak na razie wszystko wskazywało, że działał w samoobronie... O ile o tym też nie skłamał.
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady,runningdownto theriptide taken awayto thedarkside i wannabe yourleft-handman i loveyouwhen you'resingingthat song and I gota lumpin mythroat 'causeyou're gonnasingthe wordsw r o n g
najzwyklejszej wielkości kocur (nie za duży, nie za mały) / biały krótkowłosy z plamami czarnego na uszach i końcówce ogona / prawe oko niebieskie, lewe oko złote / wredne spojrzenie
Zmora jest kocurem, który wszystko bierze sobie do serca - no chyba, że dana narracja mu w ogóle nie pasuje - dlatego też, gdy tylko pojął znaczenie swojego imienia, nie mógł odpuścić okazji, by dać najlepszy pokaz jakie jest jego prawdziwe znaczenie.
Nie skomentował tego, bo no możliwe, że miała rację co do tego, że psy gryzły. Czy zamierzał jednak to mówić na głos w tym momencie? Oczywiście, że nie. Inna sprawa, że widział swoimi własnymi oczami jak szkieletowy samotnik zbiera kawałki skóry z ziemi i ucieka z nią… także najwyraźniej było mu bliżej do psa, niż do kota, a więc jednak nie miała racji do końca. Kocur zresztą wydawał się odklejony bardzo i ciekawiło go trochę jakim sposobem takie coś przetrwało poza klanem… czy było łatwiej? Może i tak, skoro wszyscy już patrzyli na niego jak na wroga numer jeden.
— Kiedy przyszedłem już nie żyła. Czułem jakiś zapach, nigdy wcześniej takiego nie czułem. No prawdopodobnie samotnik ją załatwił, a że była słaba to się dała zabić — wypowiedział spokojnie i spojrzał lodowato na kotkę. — Nieważne co powiesz, ani zrobisz oni już mają swoją własną teorię. Także nie widzę powodu, by się dalej bawić w opisywanie tego. — zaśmiał się pod nosem. — Jak staniesz po mojej stronie jeszcze na Ciebie zrzucą winę… chociaż muszę przyznać, że nie spodziewałem się, że będziesz chciała mnie wysłuchać — Spojrzał na Płotkowy Potok nieobecnym wzrokiem, jakby chciał coś powiedzieć. Przekazać? Ale już żadne słowa nie wydobyły się z jego pyska, a tak jak dziwna chwila szybko się zaczęła tak szybko minęła i białofutry już zdążył zbudować wokół siebie ściany, które kompletnie wyłączyły go z tej rozmowy. Zastanawiał się co zrobił źle. Gdzie niby zawiodły jego plany i słowa, że mu nie uwierzono. Ugh.
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Z wiecznie nierozgarniętej kupy futra stała się naprawdę śliczną kotką! Posiada długie rudo-bure futro wraz z tygrysimi pręgami, o które bardzo dba w wolnym czasie. Widnieje na nim również kilka białych znaczeń, a mianowicie na brodzie, końcówkach łap i brzuchu. Wzrostem nie dominuje, choć jest trochę wyższa od przeciętnego kota. Z figury jest trochę chuda, jednak przez puchate futro na pierwszy rzut oka wydaje się że jest wręcz odwrotnie. W jej charakterystycznych bursztynowych oczach często widać iskierki. Idealnie wraz z nimi komponują się spore uszka oraz długie białe wibrysy.
Jej wieczna energia zdecydowanie przygasła, pozostawiając za sobą inną Płotkę, niż za czasów, gdy była wszystkiego ciekawym terminatorem, mimo tego w jej oczach często znajdują się iskierki, a na pyszczku widnieje ciepły uśmiech. Wciąż jest gadatliwa i chętna do poznawania nowych rzeczy. Będąc u dwunożnych, miała aż nadto czasu do namysłu i zregenerowania się. Nie wróciła do marzenia, by zostać przywódczynią, jednak chce dać z siebie wszystko jako wojownik. Najważniejsza jest dla niej rodzina i przyjaciele, to oni jako jedyni są dla niej cenniejsi niż klan czy własne życie.
No nareszcie dostała jakieś informacje z jego perspektywy! I o dziwo brzmiał wyjątkowo... poważnie. Była przygotowana na więcej żartów i sarkazmów, ale jednak młody podzielił się z nią prawdą. A przynajmniej sytuacją z jego perspektywy. Naprawdę chciała uwierzyć w to co mówi, jednak nie może też ślepo podążać za swoim terminatorem, który już wcześniej sprawiał kłopoty... Tak czy siak, sukces! Robili postępy!
A co ważniejsze... Czy on się o nią martwił??? Huh??? No tego to się totalnie nie spodziewała. Aż musiała się powstrzymać, by nie zacząć skakać z radości. - Kiedyś nie potrafiłam i nie chciałam wysłuchać mojej terminatorki i skończyło się to tym, że się znienawidziłyśmy. Nie chcę wpaść w taką relację z żadnym innym terminatorem. A jak zrzucą na mnie winę to co? Jestem za stara by się przejmować takimi pierdołami. Więc nie myśl o mnie tylko jak się wydostać z tego bagna - dodała promiennie, posyłając młodemu ciepły uśmiech. Ah, już czuła, że są dla siebie jak rodzina! Jeśli Płatek i Warkot go nie chcą to kotka młodego chętnie zaadoptuje.
- Tak czy siak, przedstawienie twojej wersji na pewno nie zaszkodzi. Co się zadziało później? Kto tak poturbował Kasztana? - dopytała, bo prosiła o szczegóły a dostała tylko jakiś marny skrawek informacji. W końcu byli rodziną, a rodzina mówi sobie o WSZYSTKIM.
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady,runningdownto theriptide taken awayto thedarkside i wannabe yourleft-handman i loveyouwhen you'resingingthat song and I gota lumpin mythroat 'causeyou're gonnasingthe wordsw r o n g
najzwyklejszej wielkości kocur (nie za duży, nie za mały) / biały krótkowłosy z plamami czarnego na uszach i końcówce ogona / prawe oko niebieskie, lewe oko złote / wredne spojrzenie
Zmora jest kocurem, który wszystko bierze sobie do serca - no chyba, że dana narracja mu w ogóle nie pasuje - dlatego też, gdy tylko pojął znaczenie swojego imienia, nie mógł odpuścić okazji, by dać najlepszy pokaz jakie jest jego prawdziwe znaczenie.
Nie widział powodu do bycia bardziej chamskim, niż już był… nie dla Mistrzyni, która jako jedyna starała się jednak wyciągnąć z niego prawdę, której sam nie do końca starał się przedstawić. Wyczuł zapach, ale również i widział pysk winowajcy, którego nie potrafił zapomnieć, niby byle jaki bury kocur, a mimo to niespotykanie… obrzydliwy. Niezadbany. Wygłodniały?
Biedny Zmora, gdyby usłyszał słowa o martwieniu się o kogoś byłby zniesmaczony i oburzony, jak dla niego było to jedynie stwierdzanie faktów. Branie jego strony równało się z byciem przeciwko sporej ilości kotów, które oceniały go zanim mógł cokolwiek wytłumaczyć… chociażby sam Kasztan. Ten idiota. Parszywa morda.
— Bagna — powtórzył prychając… chociaż ta drobna oznaka roześmiania nie trwała długo kiedy usłyszał następne słowa. “Przedstawienie swojej wersji”. A na co mu to było? Już wiedział jak to się będzie kończyło. Śnieżny Płatek odwróciła się od niego, a ojciec nie zamierzał już pewnie z nim rozmawiać, rodzeństwo nie zasługiwało na jego wybaczenie. Komu się miał tłumaczyć? Banda szajbusów. — Ja. — odpowiedział dumnie z uśmiechem na ostatnie pytanie. — A kto? — zaśmiał się krótko. — Idiota się na mnie rzucił. Dostał za swoje.