Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
- W takim razie nie zdziw się, jeśli któregoś dnia po prostu nie wróci. Miała szczęście, że nie spotkała żadnego samotnika - odpowiedział, obojętnym tonem. To nie jemu stanie się krzywda, tylko jej córce, więc... niech robi jak uważa. - Podziękuję, niech Iskierka to zje. Pewnie jest zmęczona - rzucił na odchodne. Małej bardziej się przyda, niż jemu.
Wrócił na tereny klanu Cienia powolnym krokiem. Nie mógł przecież zrezygnować z polowania dlatego, że spotkał jakiegoś kociaka i musiał go odprowadzić, prawda?
Upewnił się więc, że idzie pod wiatr i zgiął łapy, przenosząc ciężar ciała na tylne kończyny. Głowę, ogon i brzuch trzymał nisko, niemalże przy ziemi, jednak po niej nie szurając. Na koniec spłycił oddech i powoli ruszył przed siebie bezszelestnie, uważając nad podłoże, żeby przypadkiem w coś nie wdepnąć. Byłoby słabo, gdyby spłoszył zwierzynę, zanim w ogóle byłby w stanie ją dostrzec.
Niższa niż typowe koty, nie jest ani za gruba, ani za chuda. Właściwie, nic jej nie wyróżnia pośród tych wszystkich kotów, kotka jak każda inna. Szylkretka, której czarna sierść pokrywająca całe ciało, tu i ówdzie zdobiona jest rudymi plamkami. Choć nic szczególnego w jej wyglądzie nie ma co mogłoby sprawić, że rzucałaby się w oczy, jest zauważalna. Nie jest tylko tłem dla innych, jeśli ktoś potrafi patrzeć na pewno dostrzeże ją w tłumie, może to wina jej dużych, złotych oczu? Albo długiego ogona latającego na boki? Albo tego, że w tłumie się jej nie zobaczy.
Oddana swojemu klanowi, stara się wypełniać swoje obowiązki najlepiej jak potrafi. Najczęściej widzi się ją siedzącą, bądź spacerującą, gdzieś samotnie, z dala od wszystkich. Kiedy jednak nadejdzie moment kontaktu z innym kotem, nie chce być sama, chce rozmawiać, nawet o bzdetach, oby jak najdłużej być z kimś. Może stała się samotniczką tylko dlatego, że stresuje się zagadać do innych? Woli by to oni zagadywali do niej. Stara się być miła, pomocna, ale nie zawsze to wychodzi. Nie zawsze dajemy radę z czymś czego od nas wymagają, przez co cały czas się obwiniamy. A problem z okazywaniem uczuć tego nie ułatwia.
Wiewiór ruszył w drogę powrotną, za sobą zdołał jeszcze usłyszeć radosny głos Iskierki: ”DZIĘKUJĘ RUDY KOTECZKU!” a potem chichot biało-czarnej kotki.
Wracając na tereny cienia, ponownie przymierzył się do tropienia. Nie musiał długo szukać, gdyż Gwiezdni w nagrodę – za odprowadzenie Iskierki – zesłali mu rudą kitę. Mały, rudy gryzoń przebiegł między liśćmi, trzymając rudy ogon wysoko. Zatrzymał się przy drzewie, najwyraźniej za chwilę zacznie się po nim wspinać, co znaczy, że gdy wojownik ma zamiar upolować rude stworzonko musi się śpieszyć.
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Wiewiór nie musiał długo szukać. W miarę szybko zobaczył rudą kitę, którą oczywiście zamierzał złapać.
Upewnił się, że dalej idzie pod wiatr i poprawił pozycję. Łapy zgięte, ciężar ciała na tylnych łapach, głowa, brzuch i ogon nisko, prawie przy ziemi, ale nie na tyle nisko, by szurać o podłoże i spłycony oddech. Świetnie, wszystko poprawione.
Wojownik stąpał bezszelestnie, upewniając się, że na nic nie nadepnie i skradał się do gryzonia. Nie mógł pozwolić na to, żeby zwiał na drzewo, więc kiedy był dostatecznie blisko, spróbował skoczyć na ofiarę i pozbawić ją życia poprzez kłapnięcie zębów.
Niższa niż typowe koty, nie jest ani za gruba, ani za chuda. Właściwie, nic jej nie wyróżnia pośród tych wszystkich kotów, kotka jak każda inna. Szylkretka, której czarna sierść pokrywająca całe ciało, tu i ówdzie zdobiona jest rudymi plamkami. Choć nic szczególnego w jej wyglądzie nie ma co mogłoby sprawić, że rzucałaby się w oczy, jest zauważalna. Nie jest tylko tłem dla innych, jeśli ktoś potrafi patrzeć na pewno dostrzeże ją w tłumie, może to wina jej dużych, złotych oczu? Albo długiego ogona latającego na boki? Albo tego, że w tłumie się jej nie zobaczy.
Oddana swojemu klanowi, stara się wypełniać swoje obowiązki najlepiej jak potrafi. Najczęściej widzi się ją siedzącą, bądź spacerującą, gdzieś samotnie, z dala od wszystkich. Kiedy jednak nadejdzie moment kontaktu z innym kotem, nie chce być sama, chce rozmawiać, nawet o bzdetach, oby jak najdłużej być z kimś. Może stała się samotniczką tylko dlatego, że stresuje się zagadać do innych? Woli by to oni zagadywali do niej. Stara się być miła, pomocna, ale nie zawsze to wychodzi. Nie zawsze dajemy radę z czymś czego od nas wymagają, przez co cały czas się obwiniamy. A problem z okazywaniem uczuć tego nie ułatwia.
Coraz bliżej i bliżej. A kiedy był odpowiedni moment by wykonać atak, wiewiórka najzwyczajniej w świecie czmychnęła na drzewo. Rudy wojownik wylądował tuż pod drzewem, w miejscu gdzie jeszcze chwilę temu buszowała ruda kita. Wiewiórka wbiegła na drzewo, by potem przeskoczyć na kolejne i kolejne, a ostatecznie zaszyć się w dziupli.
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Cóż, kocurowi niestety nie udało się złapać wiewiórki, ale to nie powód do smutku, bo przecież dzień był jeszcze młody i miał dość sporo czasu na to, aby jeszcze coś złapać.
Upewnił się, że dalej idzie pod wiatr i poprawił pozycję. Łapy zgięte, ciężar ciała na tylnych łapach, głowa, brzuch i ogon nisko, prawie przy ziemi, ale nie szurał po ziemi. Spłycił również oddech. Następnie ruszył ostrożnie przed siebie, stąpając bezszelestnie i upewniając się, że na nic nie nadepnąć.
Niższa niż typowe koty, nie jest ani za gruba, ani za chuda. Właściwie, nic jej nie wyróżnia pośród tych wszystkich kotów, kotka jak każda inna. Szylkretka, której czarna sierść pokrywająca całe ciało, tu i ówdzie zdobiona jest rudymi plamkami. Choć nic szczególnego w jej wyglądzie nie ma co mogłoby sprawić, że rzucałaby się w oczy, jest zauważalna. Nie jest tylko tłem dla innych, jeśli ktoś potrafi patrzeć na pewno dostrzeże ją w tłumie, może to wina jej dużych, złotych oczu? Albo długiego ogona latającego na boki? Albo tego, że w tłumie się jej nie zobaczy.
Oddana swojemu klanowi, stara się wypełniać swoje obowiązki najlepiej jak potrafi. Najczęściej widzi się ją siedzącą, bądź spacerującą, gdzieś samotnie, z dala od wszystkich. Kiedy jednak nadejdzie moment kontaktu z innym kotem, nie chce być sama, chce rozmawiać, nawet o bzdetach, oby jak najdłużej być z kimś. Może stała się samotniczką tylko dlatego, że stresuje się zagadać do innych? Woli by to oni zagadywali do niej. Stara się być miła, pomocna, ale nie zawsze to wychodzi. Nie zawsze dajemy radę z czymś czego od nas wymagają, przez co cały czas się obwiniamy. A problem z okazywaniem uczuć tego nie ułatwia.
Połową sukcesu jest optymizm! Wiewiór nie poddając się po porażce z wiewiórką, ruszył ponownie. Kierując się pod wiatr, stąpając cicho i omijając przeszkody. Wiatr nie przyniósł mu żadnego zapachu, tak samo jak uszy nie zdołały wyłapać żadnego intrygującego dźwięku. Zapewne wszystko się pochowało, albo rudy wojownik wkroczył właśnie na tereny, gdzie nie za bardzo coś się znajduje. Trzeba jednak szukać dalej, prawda?
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Absolutnie nie wolno się poddawać! Wiewiór był już zaprawiony w boju i wiedział, że czasem może być tak, że czegoś się nie znajduje przez dłuższy czas, a potem Gwiezdny Klan obsypuje go zdobyczami.
W dalszym ciągu kierował się pod wiatr ze spłyconym oddechem. Łapy miał zgięte, a ciężar ciała spoczywał na tylnych. Głowę, brzuch i ogon miał nisko, jednak nie na tyle, bo którakolwiek z tych części ciała sięgała podłoża. Powolnym, acz ostrożnym i bezszelestnym krokiem ruszył przed siebie, uważając żeby w cos nie wdepnąć. W końcu coś złapie, na pewno.
Niższa niż typowe koty, nie jest ani za gruba, ani za chuda. Właściwie, nic jej nie wyróżnia pośród tych wszystkich kotów, kotka jak każda inna. Szylkretka, której czarna sierść pokrywająca całe ciało, tu i ówdzie zdobiona jest rudymi plamkami. Choć nic szczególnego w jej wyglądzie nie ma co mogłoby sprawić, że rzucałaby się w oczy, jest zauważalna. Nie jest tylko tłem dla innych, jeśli ktoś potrafi patrzeć na pewno dostrzeże ją w tłumie, może to wina jej dużych, złotych oczu? Albo długiego ogona latającego na boki? Albo tego, że w tłumie się jej nie zobaczy.
Oddana swojemu klanowi, stara się wypełniać swoje obowiązki najlepiej jak potrafi. Najczęściej widzi się ją siedzącą, bądź spacerującą, gdzieś samotnie, z dala od wszystkich. Kiedy jednak nadejdzie moment kontaktu z innym kotem, nie chce być sama, chce rozmawiać, nawet o bzdetach, oby jak najdłużej być z kimś. Może stała się samotniczką tylko dlatego, że stresuje się zagadać do innych? Woli by to oni zagadywali do niej. Stara się być miła, pomocna, ale nie zawsze to wychodzi. Nie zawsze dajemy radę z czymś czego od nas wymagają, przez co cały czas się obwiniamy. A problem z okazywaniem uczuć tego nie ułatwia.
Zawziętość Wiewióra została wynagrodzona i z czasem, wraz z wiatrem, przybyła do niego dość intrygująca woń. Mianowicie woń piszczka. Jak tylko zdecydował się ruszyć za zapachem, do jego uszu zaczęły dochodzić dźwięki popiskiwania, a niedługo po tym w oczy rzuciło mu się brązowożółte futerko. Mały gryzoń buszował wśród traw.
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Cierpliwość popłaca, jak to mówią! I tym razem nie było inaczej. Wiewiórczy Ogon nie wrócił zdenerwowany do obozu, tylko za wszelką cenę starał się coś znaleźć. I znalazł. Niczego nieświadomego piszczka, którego rzecz jasna zamierzał upolować.
Upewnił się, że idzie pod wiatr i że ma spłycony oddech. Poprawił pozycję, jeśli trzeba było (zgięte łapy, głowa, ogon i brzuch prawie przy ziemi, jednak w żaden sposób jej nie dotykał, ciężar ciała na tylnych łapach) i ruszył ostrożnie przed siebie, stawiając każdy krok bezszelestnie i z niesamowitą precyzją. Uważał, żeby na nic nie nadepnąć, żeby nie spłoszyć gryzonia, ale też starał się iść tak, aby go nie zauważyła. Jeśli mu się udało, będąc w odpowiedniej odległości po prostu skoczył na ofiarę, próbując pozbawić ją życia jednym kłapnięciem zębów.
Niższa niż typowe koty, nie jest ani za gruba, ani za chuda. Właściwie, nic jej nie wyróżnia pośród tych wszystkich kotów, kotka jak każda inna. Szylkretka, której czarna sierść pokrywająca całe ciało, tu i ówdzie zdobiona jest rudymi plamkami. Choć nic szczególnego w jej wyglądzie nie ma co mogłoby sprawić, że rzucałaby się w oczy, jest zauważalna. Nie jest tylko tłem dla innych, jeśli ktoś potrafi patrzeć na pewno dostrzeże ją w tłumie, może to wina jej dużych, złotych oczu? Albo długiego ogona latającego na boki? Albo tego, że w tłumie się jej nie zobaczy.
Oddana swojemu klanowi, stara się wypełniać swoje obowiązki najlepiej jak potrafi. Najczęściej widzi się ją siedzącą, bądź spacerującą, gdzieś samotnie, z dala od wszystkich. Kiedy jednak nadejdzie moment kontaktu z innym kotem, nie chce być sama, chce rozmawiać, nawet o bzdetach, oby jak najdłużej być z kimś. Może stała się samotniczką tylko dlatego, że stresuje się zagadać do innych? Woli by to oni zagadywali do niej. Stara się być miła, pomocna, ale nie zawsze to wychodzi. Nie zawsze dajemy radę z czymś czego od nas wymagają, przez co cały czas się obwiniamy. A problem z okazywaniem uczuć tego nie ułatwia.
Wojownik ruszył z najwyższą ostrożnością w stronę myszki. Mały gryzoń wciąż pozostał nieświadomy iż właśnie stał się celem cienistego wojownika. Wiewiór zdołał podkraść się do gryzonia, by w odpowiednim momencie wykonać atak. Skoczył w stronę zwierzątka, wyciągając przed siebie łapy, uzbrojone w pazury. Złapał, w jego łapach znalazło się truchło myszki. Polowanie udane!
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Wiewiór nie miał żadnych problemów ze złapaniem myszki, z resztą, nigdy nie miał. Zakopał ją i ruszył dalej, pod wiatr, oczywiście. Łapy miał zgięte, a ciężar ciała spoczywał na tylnych łapach. Głowa, brzuch i ogon miał przy ziemi, ale po niej nie szurał. Spłycił też oddech. Szedł przed siebie, uważając pod łapy, żeby w coś nie wdepnąć.
Niższa niż typowe koty, nie jest ani za gruba, ani za chuda. Właściwie, nic jej nie wyróżnia pośród tych wszystkich kotów, kotka jak każda inna. Szylkretka, której czarna sierść pokrywająca całe ciało, tu i ówdzie zdobiona jest rudymi plamkami. Choć nic szczególnego w jej wyglądzie nie ma co mogłoby sprawić, że rzucałaby się w oczy, jest zauważalna. Nie jest tylko tłem dla innych, jeśli ktoś potrafi patrzeć na pewno dostrzeże ją w tłumie, może to wina jej dużych, złotych oczu? Albo długiego ogona latającego na boki? Albo tego, że w tłumie się jej nie zobaczy.
Oddana swojemu klanowi, stara się wypełniać swoje obowiązki najlepiej jak potrafi. Najczęściej widzi się ją siedzącą, bądź spacerującą, gdzieś samotnie, z dala od wszystkich. Kiedy jednak nadejdzie moment kontaktu z innym kotem, nie chce być sama, chce rozmawiać, nawet o bzdetach, oby jak najdłużej być z kimś. Może stała się samotniczką tylko dlatego, że stresuje się zagadać do innych? Woli by to oni zagadywali do niej. Stara się być miła, pomocna, ale nie zawsze to wychodzi. Nie zawsze dajemy radę z czymś czego od nas wymagają, przez co cały czas się obwiniamy. A problem z okazywaniem uczuć tego nie ułatwia.
I znów trafił się gryzoń! Bardzo podobny do wcześniejszej myszki, jednak zabarwienie jej było bardziej żółtawe, a ciałko nieznacznie krótsze. Badylarka, myszkowała wśród traw, w poszukiwaniu pożywienia. Stanowiła tym samym dość łatwy cel. Czy Wiewiór wykorzysta okazję?
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Jak widać Gwiezdni nie zamierzali w żaden sposób kpić z Wiewiórczego Ogona, ale rozpieszczać go zwierzyną również nie zamierzali. No w porządku, myszka czy nie myszka, badylarka, czy nie badylarka, każda zwierzyna była ważna, zwłaszcza teraz, kiedy z każdym wschodem słońca było coraz zimniej.
Upewnił się, że idzie pod wiatr i że ma spłycony oddech. Poprawił pozycję, jeśli trzeba było (zgięte łapy, głowa, ogon i brzuch prawie przy ziemi, jednak w żaden sposób jej nie dotykał, ciężar ciała na tylnych łapach) i ruszył ostrożnie przed siebie, stawiając każdy krok bezszelestnie. Uważał również, aby na nic nie nadepnąć, żeby nie spłoszyć ofiary. Jeśli mu się udało, będąc w odpowiedniej odległości po prostu skoczył na gryzonia, próbując pozbawić go życia jednym kłapnięciem zębów.
Niższa niż typowe koty, nie jest ani za gruba, ani za chuda. Właściwie, nic jej nie wyróżnia pośród tych wszystkich kotów, kotka jak każda inna. Szylkretka, której czarna sierść pokrywająca całe ciało, tu i ówdzie zdobiona jest rudymi plamkami. Choć nic szczególnego w jej wyglądzie nie ma co mogłoby sprawić, że rzucałaby się w oczy, jest zauważalna. Nie jest tylko tłem dla innych, jeśli ktoś potrafi patrzeć na pewno dostrzeże ją w tłumie, może to wina jej dużych, złotych oczu? Albo długiego ogona latającego na boki? Albo tego, że w tłumie się jej nie zobaczy.
Oddana swojemu klanowi, stara się wypełniać swoje obowiązki najlepiej jak potrafi. Najczęściej widzi się ją siedzącą, bądź spacerującą, gdzieś samotnie, z dala od wszystkich. Kiedy jednak nadejdzie moment kontaktu z innym kotem, nie chce być sama, chce rozmawiać, nawet o bzdetach, oby jak najdłużej być z kimś. Może stała się samotniczką tylko dlatego, że stresuje się zagadać do innych? Woli by to oni zagadywali do niej. Stara się być miła, pomocna, ale nie zawsze to wychodzi. Nie zawsze dajemy radę z czymś czego od nas wymagają, przez co cały czas się obwiniamy. A problem z okazywaniem uczuć tego nie ułatwia.
Badylarka, kompletnie nieświadoma iż właśnie w tej chwili, stała się celem cienistego wojownika. Skupiła się na głodzie, który chciała jak najszybciej zaspokoić, posilając się nasionkiem, które właśnie wygrzebała z ziemi. Otworzyła pyszczek by zasmakować ziarenka, jednak nigdy nie udało jej się wbić w nie swoich ostrych ząbków. Minęła zaledwie sekunda, a skończyła w paszczy Wiewióra, martwa.
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Szkoda by było, gdyby tak doświadczony wojownik jak Wiewiórczy Ogon pozwolił na to, by taka mała badylarka mu po prostu uciekła, co to, to nie! Kocur schwytał gryzonia i zakopał go gdzieś w pobliżu, a następnie ruszył na dalsze poszukiwania. Zgiął łapy i spłycił oddech, ruszając cichutko przed siebie. Starał się też na nic nie nadepnąć. Jeszcze go coś usłyszy i zwieje.