Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Lawendowa Gwiazda jadła posiłek, jednocześnie rozmawiając z Miękkim Obłokiem. Jak zwykle brat wybrał dla niej bardzo apetyczny kąsek, a sobie... jeszcze lepszy. Niebieska kotka kończyła wróbla, kiedy podeszła do niej Nietoperzowa Łapa. Jak tylko Lawenda dowiedziała się, że Rzeżuchowa Łapa czeka na Granicy to postanowiła ruszać. Po drodze dopytała o szczegóły oraz wysłuchała wszystkiego, co córka Trawiastej Polany ma do powiedzenia. Lawenda już z daleka wypatrzyła trzy sylwetki, o dziwo dwójki swoich podopiecznych, Owsianej Łuski, któremu dokończyła trening oraz Fiołkowej Łapy, obecnej uczennicy, no i Rzeżuchowej Łapy, która chce wrócić do Klanu. Fiołkowy Świt się ucieszy, że kolejna wnuczka dotarła do domu szczęśliwie. Oczywiście, jeśli Lawenda ją przyjmie. Oby miała dobre usprawiedliwienie swojej nieobecności. Swoją drogą, niebieska kotka czuła ulgę, że Fiołek stosuje się do jej poleceń i nie wybiera się samotnie poza Obóz. Trochę dziwnie, że z Owsianą Łuską, który jest specyficzny, ale jak się dogadują to fajnie. - Witajcie!- przywitała się pogodnie. Następnie spojrzała na Rzeżuchową Łapę i uśmiechnęła się do niej.
Niska, chudziutka, krótkowłosa, buro-ruda, cętkowana koteczka o patykowatych łapach, pokryta białymi znaczeniami. Jej oczy są duże i dwukolorowe - lewe jest niebieskie, zaś prawe jest zielone.
Rzeżucha wciąż jest tą samą, głupiutką i kochającą wszystko i wszystkich koteczką! Wciąż z chęcią obdarowałaby wszyściuteńko swoją miłością - wciąż kocha ptaszki, kocha kwiaty, swój calusieńki klan i nawet koty, których nie zna, albo były dla niej niemiłe! W jej wielkim serduszku nie ma miejsca na prawdziwą nienawiść. Zmieniła się jednak odrobinkę. Otóż jest bardziej ostrożna! Nie chce przecież znowu zaginąć w taki głupiutki sposób jak ostatnio!
Kotka jest niezwykle śmiała oraz wypełniona dziecinną niewinnością i masą energii. Naprawdę nie lubi patrzeć na cudzą krzywdę i nigdy nie przepadała za myślą o walczeniu z innymi kotami, gdy można przecież porozmawiać! Na pewno nie należy do leniwych kotów - koteczka wręcz tryska energią i niekiedy wydawać się może, że jest w kilku miejscach na raz. Jest strasznie dziecinna i nadal dużo papla o niekoniecznie sensownych rzeczach, na jej pyszczku bardzo często widnieje uśmiech i wciąż ekscytuje się nawet najdrobniejszymi rzeczami. Potrafi jednak być poważna, a czasami po prostu od tak mówi mniej, pokazując, że mimo wszystko w jakimś stopniu dorosła.
Pomimo swojej wielkiej chęci zdobywania wiedzy, Rzeżucha wciąż jest tą samą, głupiutką i niekiedy zapominalską koteczką. Nadrabia to jednak swoimi dobrymi chęciami, miłością do innych, opiekuńczością oraz niezwykłym optymizmem.
Omen [NŚ], Gwiazdnica [KRz]
Ojej? Ale dziwna reakcja na Rzeżuchę! Ale ojej, właśnie, przecież mało kto chyba ją tak o kojarzy, no nie? Bo zaginęło się jej już jakiś czas temu i czarna koteczka mogła się jej po prostu wystraszyć, myśląc, że Rzeżucha to jakiś zły, agresywny samotnik który przyszedł się poklepać z klanowymi kotami! Ale Fiołeczek pomogła jej się uspokoić, także chyba wszystko już w porządku! - Ja też tęskniłam! I powiem ci, że z chęcią na nie wszystkie odpowiem, nawet jeśli ma to zająć kilka dni!! - miauknęła, nie zwracając zbytnio uwagi na to, co tam dokładniej jej siostra robi z czarną koteczką. Nie będzie się przecież wtrącać w czyjeś relacje, a opowiadanie o przyjaciółce dla Rzeżuchy wolała Fiołek zostawić na później, gdy znajdą się już w obozie, albo w ogóle na później.
Cętkowana nie słyszała co tam kotka szepnęła Fiołek na ucho, ale chyba chodziło pójście po przywódcę, bo chwilę potem wzięła i się zabrała. Przez chwileczkę siostry trwały w ciszy, aż Fiołek się nie odezwała - Ah. Czyli przez ten cały czas musiał nade mną czuwać. Co mu się stało? Albo nie! O wszystkim opowiesz mi już w domu, ale tak o wszystkim-wszystkim! Muszę wiedzieć co się działo w klanie gdy mnie przez ten cały czas nie było! - powiedziała. Musiało dziać się tyle fajowych, ale również i nie fajowych rzeczy gdy jej nie było! Jedną z tych nieprzyjemniejszych rzeczy była śmierć wujka, a z tych fajniejszych... - Czekaj, ty sobie żartujesz, no nie? Młodsze rodzeństwo? Mamy młodsze rodzeństwo? O rajusiu, młodsze rodzeństwo! Ale... Fajowo!!! Jak mają na imię? Kiedy się urodzili? Czy są tacy super fajowi i w ogóle? Ale nie mogę się doczekać ich poznać!! - pisnęła podekscytowana, w jej oczach było widać normalnie iskierki. Młodsze rodzeństwo... Na pewno się ucieszą, że mają jeszcze jedną starszą siostrę! I oh, jak rodzice się ucieszą na jej widok! Musieli tak tęsknić! I na pewno nadal jeszcze tęsknią, bo chyba nie wiedzą jeszcze, że Lawendowa Gwiazda przyszła odebrać nikogo innego, jak ich cętkowaną, kochaniutką Rzeżuchę! No i nie zapomnijmy o dziadku! Miała nadzieję, że dziadek Fiołek nadal żyje i ma się dobrze! Chciała się jeszcze z nim zobaczyć!
- Byłam na osiedlu dwunożnych! Ale opowiem ci o tym dopiero jak przyjdzie Lawendowa Gwiazda! Bo normalnie uszy by ci odpadły gdybyś musiała słuchać dwa razy pod rząd jak opowiadam ci jedno i to samo! - zaśmiała się, a jej wąsiki śmiesznie zadrżały. Po tym córy Krokus czekały na przywódczynię a gdy ta się zjawiła, Rzeżucha kiwnęła jej z szacunkiem głową, po czym podekscytowana się z nią przywitała.
- Witaj Lawendowa Gwiazdo! Bardzo miło mi cię widzieć i w ogóle poznać tak, że faktycznie poznać, a nie tylko tak z widzenia!! I gratuluję ci rangi!! - miauknęła do niebieskiej przywódczyni, uśmiechając się przy tym szeroko. - Widzicie byłam bardzo, ale to bardzo podekscytowana faktem, że zostałam terminatorką i poszłam na taki o superancki spacer! Ale trochę się zagalopowałam i chyba musiałam przekroczyć granicę, albo nawet nie przekroczyłam, a tu nagle na mojej drodze stanęło o takie agresywne psisko i zaczęło mnie gonić! I o tak - przerwała na chwilę, by nagle energicznie kłapnąć przed kotkami szczękami, udając psa o którym opowiadała - kłapał szczękami, próbując mnie złapać!! Ale ja mu się nie dałam! O nie, ja uciekałam tak, że aż dym za mną normalnie leciał! Ale o zgrozo, natrafiliśmy razem na coś o wiele straszniejszego niż on - na dwunoga! Był taki dziwny i łysy... Ale nie całkowicie łysy, bo miał takie śmieszne futerko na głowie! I on mnie tak wziął i uniósł wyysooooko w powietrze i zaniósł mnie aż na osiedle! Ale ja mu się nagle wyrwałam i wzium! popędziłam w krzaczory, że nie mógł mnie już znowu złapać! I... - mówiła tak szybko i energicznie, aż w pewnym momencie zabrakło jej tchu i musiała zdyszana musiała wziąć kilka głębokich oddechów. Ale ojoj, ależ się rozgadała! Zamęcza biedną Lawendową Gwiazdę, a na pewno ma wiele, ale to wiele ważnych obowiązków i nie powinna spędzać tyle czasu na słuchaniu paplającej Rzeżuchy. Chyba się przyda opowiedzieć resztę historii w skrócie... No, nawet niekoniecznie by zaoszczędzić przywódczyni czas, ale też by zostać jak najszybciej przyjętą z powrotem, by móc szybciutko zobaczyć się wreszcie z mamą i tatą i by móc wyściskać i poznać się z młodszym rodzeństwem!!
- ... No i nie mogłam znaleźć drogi powrotnej! Próbowałam wrócić, ale dopiero dzisiaj udało mi się tutaj dotrzeć! Pomógł mi taki fajowy samotnik i powiedział którędy mogę dojść do klanów!! I bardzo, ale to bardzo chcę wrócić do klanu by móc mu służyć i zostać superancką wojowniczką! I obiecuję, że będę bardziej ostrożna i już takie coś się nie powtórzy, bo niefajnie byłoby znowu zniknąć i straszyć tak rodzinę! - i oto Rzeżucha wreszcie skończyła mówić, pozwalając na ewentualne komentarze co do jej historii.
⁕ ⁕ ⁕
SEETHEROADFLOWPASTYOURDOORSTEP callingforyourfeettostray likeadeepandrollingriver itwillsweepthemfaraway! justbeyondthefarhorizonliesawaitingworldunknown LIKETHEDAWNITSBEAUTYBECKONSWITHAWONDERALLITSOWN
all its own!
Księżyce: 124 Mistrz: Węglowy Pył -> Ostry Kolec Płeć: kotka Zaimki: wszystkie Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień Trwałe urazy: blizny po kocich pazurach, na lewym policzku, jąkanie się
Księżyce: 124 Mistrz: Węglowy Pył -> Ostry Kolec Płeć: kotka Zaimki: wszystkie Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień Trwałe urazy: blizny po kocich pazurach, na lewym policzku, jąkanie się
Chucherko, o krótkim, czarnym, lekko przykurzonym futrze. Niebieskie oczy, czarny nos i blizna na lewym policzku.
Nietoperze Niebo jest nieśmiała i nerwowa. Ma tendencje do wahań nastroju lub okazjonalnych dołków. Chce być wsparciem dla swoich najbliższych. Kłopoty z samooceną. Stara się stawiać na swoim i samemu się bronic. Jąka się i nie patrzy rozmówcy w oczy.
Zanim Toperz w ogóle weszła do obozu musiała wziąć kilka głębszych wdechów. Obawiała się że coś zepsuje podczas swojej pierwszej rozmowy z przywódczynią. Że powie coś nie tak albo nic nie powie bo nie będzie w stanie się odezwać. Gdy w końcu, odważyła się do przywódczyni, serce podskoczyło jej do gardła, a pod futrem zrobiło się gorąco. Miała wrażenie że za chwile zemdleje albo zwymiotuje. Jednak jakimś cudem udało jej się w miarę spójnie przekazać to co miała do powiedzenia.
Po drodze Lawenda zadawała sporo pytań, i Nietoperz niby nie powinna się dziwić że przywódczyni chce poznać szczegóły, więc musiała odpowiadać. Za każdym razem serce znowu podchodziło jej do gardła. Poza odpowiadaniem na pytania Nietoperz mało się odzywała. Nie chciała być nietowarzyska, ale rozmowa z Lawendową Gwiazdą była dla niej po prostu zbyt stresująca.
Gdy wreszcie dotarły na Jasne Skały Toperz dyskretnie podeszła do Fiołkowej Łapy i przylgnęła do jej boku. W obecności przywódczyni nie czuła się zbyt komfortowo. Była ona przecież najważniejszym kotem w klanie i na jej rozkaz Nietoperz mogłaby wylecieć na zbity pysk z klanu. Co prawda Lawendowa Gwiazda nie wydawała się takim przywódcą, który wyrzuca koty z byle powodu. Co jeśli jednak Nietoper taki powód jej da? Coś zepsuję, powie coś nie tak czy cokolwiek innego? To co czuła wydawało jej się absurdalne, jednak chciała po prostu zniknąć, być w tej chwili gdziekolwiek indziej.
Patrzyła się na Rzeżuchową Łapę z nerwowym uśmiechem na pyszczku. Pomimo że widziała że Rzeżucha coś właśnie mówi, to jednak zupełnie nie wiedziała co. Nie odróżniała słów, bo wszystkie jej się zlewały
Miała wrażenie że zaraz zwymiotuje tego wróbla którego wczoraj jadła. Jej łapy zrobiły się ciężkie jak kamienie, więc nawet jakby chciała to by nie mogła ich podnieść. Chciała zapaś się pod ziemie, wolałaby nawet samodzielnie zajmować się starszymi niż być tu teraz. Czuła się jakby zrobiła coś złego, ale przecież tak nie było. Przecież grzecznie poszły z Fiołek na polowanie. Nawet wzięły se sobą wojownika, żeby nie było. Jednak coś sprawiało że nie mogła poczuć się swobodnie.
Miała nadzieje że nikt nie zauważył jak się czuła, bo nie chciała się tłumaczyć lub by ktoś się nią przejmował. Przecież nic się jej nie działo, po prostu złapała lekkiego stresa i jedynie wszystko wyolbrzymia. Użalała się nad sobą, jak zawsze.
Poza tym oni nie byli tu dla niej, tylko po to by przyjąć Rzeżuchę z powrotem do klanu. Nie powinna myśleć tyle o sobie, o tym co ona sama czuje, a o Fiołek dla której ta chwila była bardzo ważna. Przecież to siostra szylkretki właśnie się odnalazła, a nie jej.
I'm alright, I'm okay
I'm alright I'm okay I'm not a monster, I'm just human
And I've made a few mistakes I'm alright, I'm okay,
I'm alright, I'm okay I'm not gruesome, just human
And I've made a few It's alright, It's okay,
It's alright, It's okay You're not a demon, there's a reason
You behaved in that way It's alright, It's okay,
It's alright, It's okay I belive, yes I belive that
you will see a better day
Fiołek podrosła, a jej ciałko ładnie się zarysowało. Córka Krokusowej Łąki jest raczej smukła, nie ma nadwagi lub niedowagi, mieści idealnie się w zdrowej normie. Jej wcięcie pod brzuchem jest widoczne najbardziej z boku, nie przepada za nim, ale jest to część wyglądu więc już trudno.
[ reszta w kp]
spokojna, trochę gaduła i prawie zawsze uśmiechnięta
Fiołkowa Łapa została z z Rzeżuszką, ale i tak nie zdążyły za dużo pogadać, bo przyszła Lawenda wraz z Nietoperz. Gdy tylko zobaczyła jej ciemny pyszczek ponownie zauważyła, że coś nie jest dobrze. Czy bała się Przywódczyni? Wcześniej była bardziej rozluźniona, a teraz była bardzo pospinana. Fiołek nie rozumiała, co się dzieję, ale naprawdę chyba nic dobrego, niby się uśmiechała, a jednak zachowywała się, jakby miała się zaraz położyć na ziemi i nie wstać. Albo co najmniej jakby miała kamień w pluchach i nie mogła normalnie oddychać. Zmartwiło ją to dosyć mocno, bo nie chciała by ktokolwiek czuł się niekomfortowo obok niej. Przywitała się z Mistrzynią, ciekawe, czy wie co się święci? Znowu rodzina Krokus powraca do żywych!
Co prawda ona była pierwsza i już dawno wróciła do Klanu, ale teraz i Rzeżuszka będzie w Klanie! Czyż to nie cudowne? Znowu razem! No i jedyne, które zostały z pierwszego miotu, reszta, och, może lepiej nie kończyć tej myśli. Wrócą do niej tylko te okropne myśli o tym, co się wydarzyło. Zacisnęła mocniej szczęki i postanowiła posłuchać siostry, która właśnie zaczynała opowiadać swoją historię. Odwróciła pyszczek do ciemno futrej koleżanki, trochę się martwiła jej zachowaniem. Przede wszystkim tym, że nie była jakby obecna, niby czuła jej oddech, obecność przy swoim boku, ale to nie było to samo, gdy wychodziły z obozu. Czuła, jakby była w innym świecie, zdala od nich, chyba naprawdę ta cała sytuacja była dla niej niezbyt miła. - Psst, wszystko dobrze? Wyglądasz niemrawo. - Wyszeptała do ucha Toper jednocześnie słuchając, jak Rzeżuszka wróciła na tereny Klanu Wichru, ona na jej miejscu by nie była pewna, by ufać jakiemuś samotnikowi, ale liczyło się, że wróciła i udało jej się wydostać od tego całego dwunoga. - To niesamowita historia, siostrzyczko! Tylko więcej nie uciekaj, dobrze?- Spojrzała w jej stronę z czułym wzrokiem licząc, że już nigdy nie wykręci takiego numeru. Naprawdę za nią tęskniła, nie chciała, zeby znów jej legowisko było puste, a mam była smutna.
Jak tylko wrócą do obozu razem to będzie taka szczęśliwa! No i małe rodzeństwo pozna kogoś innego z poprzedniego miotu niz ją! Czyż to nie wspaniała myśl? Znowu razem, a do tego jeszcze z Toperz! Spojrzała na Lawendową Gwiazdę, czy przyjmie Rzeżuchę znowu do Klanu? Bo w sumie bez jej potwierdzenia nic z tego, co wcześniej wymieniła się nie spełni, a to by była dopiero szkoda! Ciekawe, czy jasna szylkretka też dostanie nadzór Wojownika, jak jej siostra, a może nie? No cóż, szara Przywódczyni zaraz im wszystko opowie i powie, co o tym myśli. W końcu jest tu najważniejsza, a jej słowo jest prawem, prawda? Także mając to na uwadze skierowała jeszcze raz wzrok na szarą koteczkę. Tym razem pewniejszy i bardziej gotowy na to, co powie. W razie czego będzie próbować ją namówić, żeby przyjęła Rzeżuchę ponownie do Klanu. Obiecała przecież, że będzie superową Wojowniczką!
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Niebieska kotka zamrugała kilka razy słysząc słowotok z pyszczka Rzeżuchowej Łapy oraz jej entuzjazm. Lawenda miała wrażenie, że to druga Fiołkowa Łapa tylko, że w innym ciele. - Mnie również miło poznać, dziękuje- odpowiedziała przyjaźnie i zamieniła się w słuch, gdyż Rzeżucha relacjonowała przyczynę swojego zniknięcia. Słysząc o przekroczeniu granicy córka Czyżyka spojrzała zrezygnowana w niebo. Od Fiołkowej Łapy słyszała podobną historię, że wybrała się na spacer i się zgubiła. Widać to rodzinne i trzeba teraz temu zaradzić. Dla bezpieczeństwa nowy miot Krokusowej Łąki należy poddać baczniejszej obserwacji lub od razu zabronić samodzielnego opuszczania Obozu dla ich własnego dobra. Na wieść o psie Lawenda zrobiła wielkie oczy. Współczuła, że biedna Rzeżucha musiała przed nim uciekać. Następnie niebieska kotka zrobiła grymas obrzydzenia. Do teraz nie rozumie, dlaczego Dwunożni ich porywają. Na szczęście wnuczce Malinowego Nosa udało się uciec i powrócić do Klanu. - Zgadzam się z Fiołkową Łapą, to niesamowita historia i dużo przeszłaś...- oznajmiła współczująco, po czym westchnęła głośno. Zastanawiała się co teraz z Rzeżuchową Łapą zrobić. Skoro Fiołeczek przyjęła to i Rzeżuchę powinna. Fiołkowy Świt na pewno się ucieszy, że jego wnuczka powróciła. Niedługo dołączy do Gwiezdnego Klanu i będzie spokojniejszy wiedząc, że jego rodzina jest w ukochanym Klanie. - Mogę cię przyjąć do Klanu pod pewnym warunkiem- powiedziała poważnie i spojrzała swoimi szmaragdowymi oczami w ślepia Rzeżuchy. Potraktuje ją tak samo jak Fiołek, aby była jakaś sprawiedliwość. - Do odwołania nie będziesz mogła samodzielnie opuszczać Obozu, tylko pod nadzorem wojownika- wydała swój werdykt i czekała czy córka Krokusowej Łąki przyjmie warunki. Chętnie by jeszcze Lawenda przeprowadziłaby wywiad, co Rzeżuchowa Łapa już potrafi i jakie były jej postępy w treningu, ale nie chciała jej przepytywać w obecności tylu kotów. Jeszcze by ją upokorzyła czy coś i byłoby nieprzyjemnie.
Niska, chudziutka, krótkowłosa, buro-ruda, cętkowana koteczka o patykowatych łapach, pokryta białymi znaczeniami. Jej oczy są duże i dwukolorowe - lewe jest niebieskie, zaś prawe jest zielone.
Rzeżucha wciąż jest tą samą, głupiutką i kochającą wszystko i wszystkich koteczką! Wciąż z chęcią obdarowałaby wszyściuteńko swoją miłością - wciąż kocha ptaszki, kocha kwiaty, swój calusieńki klan i nawet koty, których nie zna, albo były dla niej niemiłe! W jej wielkim serduszku nie ma miejsca na prawdziwą nienawiść. Zmieniła się jednak odrobinkę. Otóż jest bardziej ostrożna! Nie chce przecież znowu zaginąć w taki głupiutki sposób jak ostatnio!
Kotka jest niezwykle śmiała oraz wypełniona dziecinną niewinnością i masą energii. Naprawdę nie lubi patrzeć na cudzą krzywdę i nigdy nie przepadała za myślą o walczeniu z innymi kotami, gdy można przecież porozmawiać! Na pewno nie należy do leniwych kotów - koteczka wręcz tryska energią i niekiedy wydawać się może, że jest w kilku miejscach na raz. Jest strasznie dziecinna i nadal dużo papla o niekoniecznie sensownych rzeczach, na jej pyszczku bardzo często widnieje uśmiech i wciąż ekscytuje się nawet najdrobniejszymi rzeczami. Potrafi jednak być poważna, a czasami po prostu od tak mówi mniej, pokazując, że mimo wszystko w jakimś stopniu dorosła.
Pomimo swojej wielkiej chęci zdobywania wiedzy, Rzeżucha wciąż jest tą samą, głupiutką i niekiedy zapominalską koteczką. Nadrabia to jednak swoimi dobrymi chęciami, miłością do innych, opiekuńczością oraz niezwykłym optymizmem.
Omen [NŚ], Gwiazdnica [KRz]
- Spokojnie Fiołeczek, nie będę już więcej uciekać! - zachichotała, jej wąsiki lekko zadrgały. Przecież Rzeżucha nie chciała, by rodzina znowu za nią tęskniła! Nie zrobiłaby tego Fiołeczek, ani dziadkowi, ani mamie, ani tacie, ani... No, nikomu by tego nie zrobiła! Nie chciała już nigdy, ale to nigdy, nigdy opuszczać klanu! Chciała zostać w Klanie Wichru, gdzie jest jej miejsce i dom. Zostanie wspaniałą wojowniczką, a może kiedyś... A może kiedyś nawet taką przywódczynią jak babcia, albo wujek, albo Lawendowa Gwiazda! Ale to kim zostanie nie jest ważne. Ważne jest to, że strasznie bardzo chciała służyć klanowi i nie było mowy o tym, że kiedyś znowu jej się zniknie!
- Oczywiście zgadzam się na ten warunek! Bo ojej, co gdybym wyszła znowu samej z obozu i napotkała kolejne psisko? Albo nawet i dwunoga? O Gwiezdni, wtedy to dopiero byłoby niefajnie! Nie chciałabym znowu znikać z klanu! Bo tak bardzo, ale to bardzo się za nim stęskniłam i w ogóle! A gdyby mi się by jeszcze nie udało uciec dwunogowi i byłabym zmuszona żyć w gnieździe dwunoga, nie wytrzymałabym i chyba normalnie umarłabym z tęsknoty! - ale teoretycznie nie byłaby wcale sama! Bo przecież czuwał nad nią wujek i nawet inni członkowie jej dużej, kochającej rodziny. Może i nawet ciocie o których kiedyś słyszała od mamy!! Ale to nie zmieniłoby faktu, że tęskniłaby za swoją wciąż żywą rodziną. Ale tak szczerze, to ten warunek wcale nie był taki zły! Bo oznaczało to, że zawsze poza obozem będzie miała jakiegoś towarzysza, a przecież bardzo kochała towarzystwo innych kotów! I to bardzo, ale to bardzo! No i jeśli Trawa... Czy on nadal jest w klanie? Ale jeśli jest i ukończył już trening i jest już wojownikiem, oznaczałoby to, że będzie mogła z nim wyjść na spacer poćwierkać z ptakami! Bo wtedy byłaby przecież pod nadzorem wojownika, także nie łamałaby warunku postawionego jej przez Lawendową Gwiazdę! O, ale ciekawe jakie Trawa ma imię, jeśli faktycznie jest wojownikiem! Rzeżucha bardzo nie mogła się doczekać wrócić do obozu i usłyszeć o wszyściusieńkich, ale to serio wszystkich klanowych nowinkach!
- O! O! Lawendowa Gwiazdo, mam jeszcze tylko takie pytanie. Czy w klanie nadal jest Barwna Ścieżka? Czy ktoś inny przejmie mój trening? - bo jeśli nie ma Barwnej Ścieżki, to... No, niefajnie, bo bardzo się cieszyła gdy usłyszała, że to ta ładniutka, szylkretowa wojowniczka będzie jej mistrzynią. Jej futerko było taaakie fajowe!! I w ogóle sama w sobie była superowa!! Ale jeśli jej nie ma, to... No, trudno. Czasami tak w życiu bywa i trzeba się z tym pogodzić.
⁕ ⁕ ⁕
SEETHEROADFLOWPASTYOURDOORSTEP callingforyourfeettostray likeadeepandrollingriver itwillsweepthemfaraway! justbeyondthefarhorizonliesawaitingworldunknown LIKETHEDAWNITSBEAUTYBECKONSWITHAWONDERALLITSOWN
all its own!
Księżyce: 124 Mistrz: Węglowy Pył -> Ostry Kolec Płeć: kotka Zaimki: wszystkie Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień Trwałe urazy: blizny po kocich pazurach, na lewym policzku, jąkanie się
Księżyce: 124 Mistrz: Węglowy Pył -> Ostry Kolec Płeć: kotka Zaimki: wszystkie Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień Trwałe urazy: blizny po kocich pazurach, na lewym policzku, jąkanie się
Chucherko, o krótkim, czarnym, lekko przykurzonym futrze. Niebieskie oczy, czarny nos i blizna na lewym policzku.
Nietoperze Niebo jest nieśmiała i nerwowa. Ma tendencje do wahań nastroju lub okazjonalnych dołków. Chce być wsparciem dla swoich najbliższych. Kłopoty z samooceną. Stara się stawiać na swoim i samemu się bronic. Jąka się i nie patrzy rozmówcy w oczy.
Bała się że zrobi coś nie tak, powie coś nie tak. Jej serce waliło jakby miało za chwile wyskoczyć z piersi. Choć oczywiście tego nie zrobi, nawet gdyby bardzo chciało. Miała nadzieje że nikt tego nie słyszy. Nawet jej przyjaciółka Fiołek, o ile mogła ją tak nazwać. Chociaż czy w ogóle dało się słyszeć bicie czyjegoś serca, jeśli mu się ucha do piersi nie przystawi? Chyba nie, więc o to mogła być spokojna.
Ojoj, chyba jednak ktoś zauważył że coś jest nie tak. Tym kimś była Fiołkowa Łapa, mogła się spodziewać że jak stanie u jej boku, to zauważy że coś jest nie tak. No, ale lepiej ona niż taka Rzeżuchowa Łapa czy Lawendowa Gwiazda. Ta druga to już szczególnie, umarłaby ze wstydu. No, ale przydałoby się coś odpowiedzieć i jak na złość nie mogła otworzyć pyszczka, a raczej nie dała rady. Sama nawet nie wiedziała czemu, po prostu chyba była zbyt przerażona obecnością przywódczyni swojego klanu. Więc zamiast cokolwiek mówić, machnęła potakująco głową.
Może gdyby udało jej się otworzyć pyszczek to by powiedziała, na ucho dla szylkretki, że coś jednak było nie tak. Że nie czuła się zbyt komfortowo w obecności ich niebieskiej przywódczyni. Może w tedy zaproponowała by jej by poszły gdzieś na bok, na coś zapolować. Może gdyby nie była takim tchórzem, to by w ogóle się tak nie czuła. No, ale to co mogło się wydarzyć zostawało jedynie w strefie jej domysłów.
Nietoperzowa Łapa dalej się nie uspokajała, dalej nie do końca wiedziała co się wokół niej dzieje, głos Lawendowej Gwiazdy mieszał się z tym należącym do Rzeżuchowej Łapy. Nie wiedziała o czym rozmawiają. Nie wiedziała jak to się stało że siostra jej przyjaciółki zaginęła. Nie wiedziała czy została ona przyjęta do klanu czy nie i pod jakim warunkiem. Nie wiedziała zupełnie niczego, tak jakby jej tam w ogóle nie było.
I'm alright, I'm okay
I'm alright I'm okay I'm not a monster, I'm just human
And I've made a few mistakes I'm alright, I'm okay,
I'm alright, I'm okay I'm not gruesome, just human
And I've made a few It's alright, It's okay,
It's alright, It's okay You're not a demon, there's a reason
You behaved in that way It's alright, It's okay,
It's alright, It's okay I belive, yes I belive that
you will see a better day
Fiołek podrosła, a jej ciałko ładnie się zarysowało. Córka Krokusowej Łąki jest raczej smukła, nie ma nadwagi lub niedowagi, mieści idealnie się w zdrowej normie. Jej wcięcie pod brzuchem jest widoczne najbardziej z boku, nie przepada za nim, ale jest to część wyglądu więc już trudno.
[ reszta w kp]
spokojna, trochę gaduła i prawie zawsze uśmiechnięta
Fiołek cieszyła się, że Rzeżucha zostaje. Tak naprawdę to cieszyła się, że ws ogóle ją widzi, tak długo jej nie widziała. Tak długo nie widziała ich, jej rodzeństwa. Wszyscy zniknęli z jej życia tak szybko, że nawet nie zdążyła ich dobrze poznać. Nie mogła się powstrzymać od kilku łez, ale szybko wytarła je w futro Nietoperz. Korzystając z tego, że kotka jest obok schowała w niej swój szylkretowy pyszczek na kilka odbić serca. Miała nadzieję, że nie jest na nią zła, bo to zrobiła. Czuła jednak, że puszczenie łez jest ważną częścią życia kotów. Śmiała się, płakała, to wszystko było ważne w jej nowym życiu. Nowym życiu, bo odkąd znalazła drogę powrotną się wszystko zmieniło. Pewnie też tak będzie z życiem Rzeżuchowej Łapy, wszystko powróci do poprzedniego ładu i składu. Spojrzała na swoją siostrę podnosząc łeb z nad futra przyjaciółki, wciąż w nosie miała jej słodki zapach choć przed oczami widziała już szarą przywódczynię i siostrę.
Na jej pyszczek wkradł się zgrabny uśmieszek, Lawendowa Gwiazda dała jej obowiązek nie wychodzenia poza obóz tak samo, jak drugiej córce Krokusowej Łąki. Rodzinny warunek, żeby zostać w zasięgu wzroku kotów w Klanie chyba był odpowiedni, jak dla niej. Poza tym mogła dostać o wiele poważniejszą karę, jak na przykład całodniowe pomaganie w lecznicy albo na przykład nigdy nie będzie mogła pójść sama na granice. Cieszyła się, że Lawenda jest wyrozumiała dla każdego kota i podchodzi do niego osobiście. - Och, tak się cieszę, że z nami zostajesz! - Wymruczała to z całym swoim entuzjazmem, ale i ten długo nie potrwał, bo padło pytanie o Barwną Ścieżkę, no tak, biedna nie wie, gdzie ona jest. Tak naprawdę musi nauczyć się znowu żyć z kotami mimo, że tęskniła to wcale nie tak łatwo się przystosować do czegoś znowu. Znowu zasady, znowu treningi, znowu trzeba wstawać, kiedy zimno, a i czasem śnieg spada na futra! Moczy je niepotrzebnie, tylko powoduje, że się przeziębiają, a potem Lśniąca Sadzawka skrzeczy, bo wszyscy się pochorowali. Mimo to - życie w Klanie dla Fiołek jest czymś tak naturalnym i potrzebnym, że nie wyobraża sobie znów opuścić domu. Przycisnęła się mocniej do boku ciemnej Toperki, jej ciepło pomogło ułożyć zdanie na tyle, by nie bolało Rzeżuchy, a jednocześnie by opisywało prawdę. - Wiesz, Rzeżuszko, dawno jej nie widzieliśmy. Być może ktoś przejmie twój trening. Nie martw się tym, teraz ważne, żebyś wróciła do domu cała i zdrowa. - Było jej przykro, bo długo nie widziała szylkretowego pyszczka wojowniczki, ale kto wie? Może ją też porwał jakiś dwunożny i chce wrócić? Na razie pozostawało załatwić to, żeby ktoś przejął treningi jej terminatorów. Trzeba chyba też wyznaczyć tymczasowego zastępce, ale to były sprawy Lawendy, które na pewno załatwi. Jej tylko pozostaje liczyć, że siostra poczuje się dobrze znowu w Klanie i nie będzie chciała znowu od nich uciec.
Tak samo miała nadzieje, że zaraz wrócą do obozu, a w drodze opowie im resztę przygód. Choć mogłaby też zostać z Nietoperz tutaj i zapolować na jakąś zwierzynę, w sumie nowy pysk do wykarmienia, a ktoś musi ich wszystkich wykarmić! Też taki był główny cel tego wyjścia. Złapać zwierzynę dla Klanu. Alee dla Fiołek była to okazja, żeby jeszcze spędzić czas z najlepszą przyjaciółką sam na sam. No prawie sam na sam. Na szczęście Owsiana Łuska nie pilnował ich namiętnie więc miały trochę swobody w ruchu.
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Skoro Rzeżuchowa Łapa przyjęła warunki to nie ma potrzeby dalszego debatowania i tracenia czasu. Oczywiście, Lawenda jest bardzo ciekawa, jak Rzeżucha żyła u Dwunogów i jak udało jej się uciec, ale nie chciała wszystkich zatrzymywać, najwyżej później złapie gdzieś koteczkę i wtedy zaspokoi swoją ciekawość. Najpierw niech spotka się z rodziną oraz odnajdzie się po nieobecności w Klanie. - Dobrze, witamy w Klanie- oznajmiła z uśmiechem, po czym westchnęła głośno. Zastanawiała się czy jest jeszcze jakieś dziecko Krokusowej Łąki, które zaginęło i może wrócić albo ogólnie jakiś krewny Fiołkowego Świtu. Jego rodzina ostatnio tłumnie wraca do Klanu. Czyżby to jakieś przeczucie, że kocur wkrótce odejdzie polować z Gwiezdnym Klanem i chcą się z nim pożegnać? - Mistrza przydzielę Ci podczas najbliższej ceremonii- powiedziała pogodnie. Akurat tak się składa, że na następnej ceremonii będzie mianowanych sporo terminatorów na wojowników, także nie będzie powodu do zmartwień, że jakiś Mistrz będzie przeciążony. To naprawdę ogromna ulga dla Lawendy. - Wracajmy do Obozu- oznajmiła i ogonem dała znać, aby wszyscy ruszyli za nią. Musi ogłosić Klanowi, że do domu wróciła Rzeżuchowa Łapa oraz powiedzieć jaką ma karę, aby inni Wichrowcy mogli ją egzekwować.
mała, wychudzona kotka o półdługiej, przerzedzonej sierści(czarna dymna szylkretka z białymi znaczeniami). Na jej grzbiecie widać wystające kręgi. Ma oczy w kolorze błękitnym, który przez widoczne żyłki przechodzi w lawendowy; raz zdają się mętne i nieobecne, a innym razem ich spojrzenie jest ostre i pełne ostrożności. Na szyi nosi woreczek z kocimiętką.
Szałwia jest specyficzna, zaś jej zachowanie bardzo chaotyczne. Trudno powiedzieć w jakim stanie się ją odnajdzie. Raz jest dość spokojna i lekko otumaniona - wyraźnie pod wpływem ziół poprawiających nastrój - zaś innym razem może próbować ci wbić pazury za zaskoczenie jej. Jest przesadnie ostrożna i nieufna, szczególnie w stosunku do kotów znacznie większych i silniejszych od niej. Zdenerwowana ma tendencje do mamrotania pod nosem. Źle znosi długotrwały stres i presję. Nie straciła jednak całkowicie swojej kocięcej osobowości, gdyż wciąż potrafi być bardzo uparta i kłótliwa, jeśli ktoś poruszy drażliwą dla niej kwestię. Posiada dość czarne poczucie humoru i ma skłonności do sarkazmu.
Mak[KRz]; Księżycowy Pył[GK]
Pchanie swojego słabego organizmu do granic możliwości sprawiło, że u progu domu Szałwia stanęła wyczerpana i wygłodzona. Odczuła jednak ulgę, która pozwoliła jej wpierw odpocząć i doprowadzić się do ładu. Powolnymi ruchami języka wyczyściła swoje rzadkie futerko, które nazbierało sporo brudu przez ostatnie dni. Nie miała już energii na pośpiech. Pozwoliła sobie na drzemkę pod krzewami. Nie czuła się tu bezpiecznie, dlatego minęła dobra godzina, nim wreszcie udało jej się zasnąć. Przed dawno niewidzianymi klanowiczami chciała prezentować się... jakoś. Lepiej niż źle. Nauczyła się cenić swoją niezależność i nie chciała już na wstępie sprawiać wrażenia bezużytecznego, wyniszczonego ciężaru, który nie poradzi sobie z twardym klanowym życiem. Przeszła tak wiele, a mimo to wciąż żyła. Nie chorowała już tak często. Nie łudziła się, że przestała być słaba, ale przynajmniej nauczyła się radzić sobie mimo przeciwności losu, a tych napotkała wiele na swojej drodze.
Drzemka nie dała jej wiele, ale przynajmniej nie chwiała już się tak na łapach. Ulizała swoje futerko i poprawiła wiszący na jej szyi worek. Mimowolnie powąchała go i otarła się o niego nosem. Zignorowała żołądek dopominający się o jedzenie. Później. Teraz była zbyt rozkojarzona bliskością domu, by ze swoimi marnymi umiejętnościami móc cokolwiek upolować. Wolnym krokiem zbliżyła się do granicy, zaś jej mętne, lawendowo-błękitne oczy przesuwały się po otoczeniu. Wyglądała niemal na zamyśloną, choć w rzeczywistości czujnie wypatrywała Wichrowego patrolu.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Patrole stały się dla Płomyka rutynową czynnością wykonywaną dość mechanicznie. Nie tyle, co nieostrożnie, ponieważ gadożery nie są czymś, co można lekceważyć, ale z naturalnych - i tych trochę mniej - przyczyn jego terminatorska żądza przygód została zastąpiona chęcią odbębnienia obowiązku. I tyle. Zwłaszcza odkąd to jedno ogniwo trzymające Jaśniejącego w przekonaniu, że to co robi, ma sens, zgasło. Mgiełka zaginęła.
Tego dnia jest znośnie, nie został bowiem wysłany na patrol z kimś niekompetentnym, a z Iskrą. Kiedy dochodzą do granicy, kocur zaczyna się zastanawiać, czy nie jest to moment idealny na zaczęcie rozmowy, która i tak ich nie ominie. Im prędzej będą mieli to za sobą, tym lepiej, a może nie ma co się łudzić, że niebezpieczeństwo pod postacią drapieżnych ptaków będzie tak łatwe do wyplenienia i wystarczy je przeczekać. Jednak nim podejmuje męską decyzję, dostrzega nieznajomą postać podejrzanie blisko ich terenów. I najwyraźniej wcale tym faktem nieprzejętą, choć w nie najlepszej formie. Czyżby znowu trafili na umierającego-ale-wcale wygnańca?
Chyba dotyka go pokręcone deja vu, bo samotniczka, którą przecież widzi na oczy pierwszy raz w życiu, budzi w nim coś na kształt wyblakłego wspomnienia, poczucia czegoś znajomego, jakby spotkali się wcześniej. Zabawne, bo w niczym nie przypomina Wzbierającej Fali, a tylko z nią może kojarzyć mu się ta sytuacja.
Odwraca łeb w kierunku bliźniaczki.
- Kogo my tu mamy - mówi cicho, z niechęcią. Jeśli znowu będzie trzeba biec po Lśniącą Sadzawkę, to on się wypisuje z tej akcji. Niech sobie Iskra sama radzi. Syn Czerwonego Pazura przyspieszonym krokiem zbliża się do granicy i staje blisko, jak najbliżej nieznajomej, przybierając przy tym pozę gotową do walki.
- Czego chcesz? - rzuca marszcząc brwi.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Od pamiętnej ceremonii, po której wszystko się posypało, niezbyt cieszyła się na patrole z bratem, a od kiedy zaginęła jego terminatorka - nie podobała jej się myśl o zbliżaniu do granic z Płomykiem. Przypominały jej się jego słowa, wracała świadomość, że jej lustrzane odbicie wcale nie chce tkwić w tym wichrowym bagnie. I że teraz to już nie jest nawet pytanie czy odejdzie tylko kiedy. Ale nie miała przed nosem żadnych dowodów na to, by miało to nadejść w najbliższym czasie. Więc była w stanie o tym nie myśleć zbyt mocno. Mogła z krzywo przyklejonym uśmiechem opowiadać mu o wszystkim co jej akurat ślina na język przyniosła. Mogła udawać, że wszystko jest w porządku.
No, prawie wszystko. Niewiele później od brata zwróciła uwagę na postać przy granicy. Futro miała dziwnie znajome, Iskra dałaby sobie łapę odgryźć, że już gdzieś, kiedyś widziała identyczny układ plam, jednak nim zdążyła dopasować je do konkretnego imienia czy kota z przeszłości, Jaśniejący Płomień już wyrwał do przodu, gotowy pobić się z tym szkieletem na chudych łapkach. Może to i lepiej, w końcu ile podobnych kotów mogło być w jednym lesie? Nie wspominając o świecie poza nim, takie zastanawianie się skąd może kojarzyć zupełnie obcego kota tylko mieszało w głowie. Bura zatrzymała się nieco z boku, nie zamierzając wkraczać między koty, nawet jeśli nie do końca (a w zasadzie wcale) nie pasowała jej postawa brata. Po co on tak? Jaki kot w takim stanie zjawia się na granicach by szukać problemów?
- Wszystko w porządku? - spytała z cieniem troski, pobieżnie oglądając nieznajomą. Żadnych wielkich, zagrażających życiu, ran nie widziała, więc chyba nie sterczała tu by poprosić o spotkanie ze Lśniącą Sadzawką? Może jednak reakcja Płomyka nie była przesadzona, może kotka czekała tu na idealny moment by zakraść się na małe polowanie na ich terenach?
mała, wychudzona kotka o półdługiej, przerzedzonej sierści(czarna dymna szylkretka z białymi znaczeniami). Na jej grzbiecie widać wystające kręgi. Ma oczy w kolorze błękitnym, który przez widoczne żyłki przechodzi w lawendowy; raz zdają się mętne i nieobecne, a innym razem ich spojrzenie jest ostre i pełne ostrożności. Na szyi nosi woreczek z kocimiętką.
Szałwia jest specyficzna, zaś jej zachowanie bardzo chaotyczne. Trudno powiedzieć w jakim stanie się ją odnajdzie. Raz jest dość spokojna i lekko otumaniona - wyraźnie pod wpływem ziół poprawiających nastrój - zaś innym razem może próbować ci wbić pazury za zaskoczenie jej. Jest przesadnie ostrożna i nieufna, szczególnie w stosunku do kotów znacznie większych i silniejszych od niej. Zdenerwowana ma tendencje do mamrotania pod nosem. Źle znosi długotrwały stres i presję. Nie straciła jednak całkowicie swojej kocięcej osobowości, gdyż wciąż potrafi być bardzo uparta i kłótliwa, jeśli ktoś poruszy drażliwą dla niej kwestię. Posiada dość czarne poczucie humoru i ma skłonności do sarkazmu.
Mak[KRz]; Księżycowy Pył[GK]
Początkowo nie rozpoznała dwójki kotów. Gdy jeden z nich się odezwał i ruszył pospiesznie w jej kierunku, cofnęła się o krok. Strach ścisnął jej żołądek, a sierść na grzbiecie uniosła się do góry. Zaraz jednak podmuch wiatru zaniósł do jej nosa dziwnie znajomą woń, przez co zatrzymała się nagle. Zamrugała, próbując poukładać mieszaninę mglistych wspomnień, po czym uniosła wzrok na rdzawą mordkę. Następnie na drugą, niemal identyczną. Bliźnięta... czy w jej rodzeństwie takie były? Nie pamiętała zbyt dobrze. Lśniąca Sadzawka źle znosiła wizyty nieproszonych gości w lecznicy. Poza tym... w tamtym czasie Szałwia unikała socjalizacji, szczególnie z innymi dziećmi Jodły.
Przez chwilę milczała, tocząc wewnętrzną walkę. Jakaś część jej chciała się odgryźć. Wiedziała jednak, że to było co najmniej nierozsądne. Jej sytuacja była kiepska i nie mogła sobie pozwolić na żadne omsknięcia języka. Poza tym... naprawdę nie chciała dostać w pysk. Miała już dość przeżyć w swoim krótkim życiu.
Kotka poruszyła niespokojnie ogonem i przełknęła ślinę. Wreszcie uniosła nieco brodę. Sierść na jej grzbiecie powoli opadła, na powrót odsłaniając wystający kręgosłup. Miała do czynienia z klanowymi kotami, nie barbarzyńcami. Sama była klanowa. Nie miała czego się bać... prawdopodobnie.
- Jestem Szałwia... córka Jodłowej Igły i Czerwonego Pazura. - Odetchnęła dyskretnie, zmuszając swoje mięśnie do rozluźnienia się. - Chciałabym wrócić do klanu... - dodała półszeptem, nie spuszczając nieco nieobecnego spojrzenia z mordki wyższego kocura.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Nieznajoma się cofa, na co Płomyk przestaje się złowrogo puszyć i tylko przygląda się kotce czujnie, tak w razie jakby coś głupiego przyszło jej do głowy. Jakkolwiek obecność samotniczki nieopodal ich terenów niespecjalnie go rusza i wbrew pozorom Płomyk nie życzy szylkretce śmierci na granicy z klanem, nie ciągnie go do interakcji większej, niż przekazanie jej, gdzie się znajduje oraz uświadomienie, że tak nie powinno być. Powód jest prosty, widząc jej stan można przypuszczać, iż nie przyszła tutaj bez celu i, podobnie jak niegdyś Wzbierająca Fala, szuka pomocy. A co za tym idzie, w razie dłuższej konwersacji poprosi jego albo Roziskrzoną Noc po udanie się po Lśniącą Sadzawkę, ewentualnie Lawendową Gwiazdę. A naprawdę, kontakt z którąkolwiek z nich to ostatnie, czego sobie aktualnie życzy.
Kolejne słowa kotki potwierdzają podejrzenia, ale sprawiają też, że płomykowy ogon drga w podenerwowaniu. Chwila, co? Córka Jodłowej Igły i Czerwonego Pazura? Przecież ta rodzina już dawno się rozpadła, a nad ich ósemką chyba krąży jakaś klątwa, bo większość zaginęła albo spędziła w lecznicy niewiarygodnie wiele czasu, wyłącznie po to, by przez moment ponownie zaistnieć w klanowym życiu i znów zniknąć. Ale dobra, Jaśmin i Tęcza długo chorowali, zrozumiałe. A Szałwia? Zaginęła w akcji, przypuszczalnie stała się kolejną ofiarą Klanu Wichru. A tu nie. Nie wiadomo czy cała i zdrowa, ale jest. I chce wrócić.
- Szałwia? - mówi zbity z tropu i kątem oka zerka na bliźniaczkę. Ciekawe co ona na takie rewelacje. No i gdyby jakimś cudem samotniczka próbowała ich okłamać, to tylko Iskra będzie potrafiła ją zdemaskować. Jednak przede wszystkim - domniemana siostra wygląda nie najlepiej, a jeśli trzeba do niej podejść z rozwagą i empatycznie, to... Płomyk woli przekazać pałeczkę burej. Jedyne co jemu wychodzi naturalnie to podjudzanie do bitki.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Z każdym kolejnym uderzeniem serca rosło przekonanie, że Roziskrzona Noc powinna kojarzyć stojącą przed nimi kotkę. Nijak to nie pomagało na problemy z rozpoznaniem, oczywiście. Szylkretka nie była jej obca, zdecydowanie nie, ale nie była też jej raczej znana. W skrócie - dezorientujące. I to na tyle, że bura (po raz kolejny) zdecydowała się porzucić ten temat i zająć się głównym problemem, z nadzieją, że jak się skupi wystarczająco mocno to żadna nieproszona myśl jej nie zaatakuje. ... córka Jodłowej Igły. Iskra zamrugała zdziwiona, następnie szukając potwierdzenia na mordce brata, że również usłyszał to co ona. Wyglądał na równie zdezorientowanego, więc raczej słuch jej nie mylił. Bura zmrużyła dwukolorowe oczy, starając się zestawić zastaną na granicy kotkę z mglistym wspomnieniem siostry. I nagle coś zaskoczyło w głowie, ostatni brakujący element znalazł się na miejscu, a na burą mordkę wpełzło zrozumienie. Och, gdyby tylko Lśniąca jej nie przepędzała ilekroć Iskra przychodziła w odwiedziny do chorującego rodzeństwa. Może wtedy nie miałaby takich dziur w pamięci i od razu rozpoznała kogo ma przed sobą. Iskra nie wiedziała co robić, to spotkanie było dość niespodziewane - dotychczas zakładała, że z resztą rodzeństwa zobaczy się najprędzej na Srebrnej Skórce. Tym bardziej, że Szałwia zniknęła już tak dawno temu. Nigdy nie zdążyła wyraźniej zaistnieć w życiu burej, której krążyły po głowie teraz tysiące pytań. Co się z Szałwią stało? Gdzie była przez ten czas? Jak odnalazła drogę do domu? Czemu nie wróciła wcześniej? Czemu wróciła akurat teraz? Jak sobie radziła?
Minęło parę uderzeń serca nim otrząsnęła się z zamyślenia i machnęła rdzawą kitą. To nie była pora na zasypywanie osłabionej siostry lawiną pytań, najpierw ważniejsze sprawy.
- Słyszałeś? Chce wrócić. Idź po Lawendę. - rzuciła do brata, skupiając na nim spojrzenie na moment. Skoro nie palił się do rozmowy to chociaż w ten sposób mógł się przydać. Właśnie... czy Szałwia miała świadomość, że nie wpadła na przypadkowy patrol tylko na swoje rodzeństwo? Jeśli Gwiezdni istnieli to na pewno stała za tym Jodłowa Igła.
- Jestem Iskra. A to Płomyk. - przedstawiła ich, szukając na mordce kotki jakiejkolwiek oznaki, że coś jej te imiona mówią.