Wysoka, chuda, o długich łapach; o krótkiej, cętkowanej rudej sierści z burymi rękawkami i stópkami. Białe plamki na mordce, piersi, brzuchu i łapkach. Rozbiegane, szalone, duże oczy o piwnej tęczówce.
peron dawno jej odjechał
Uchyliła mordkę, by odpowiedzieć, ale nie padło żadne słowo; zamiast tego zamrugała kilkakrotnie, po czym potrząsnęła głową i wzruszyła barkami.
— Nie wiem! — powiedziała w końcu, całkowicie szczerze, a na jej pysk wpełzł asymetryczny, gorzki uśmiech. — Naprawdę nie wiem! — dodała, tuląc po sobie uszy i chociaż jej głos brzmiał na rozbawiony, to uśmiech na jej mordce nie sięgał jej oczu, które pozostawały twarde, poważne... zagubione. Gdy o tym myślała, nie było tak źle, jednak gdy przedstawiała swoje myśli na głos, jej gardło zaciskało się z bólu i czuła przerażającą pustkę w klatce piersiowej.
— Też myślałam, że jest rozsądny! Ułożony! Dobry! A okazuje się, że oprócz mnie była nie tylko Błękitna Łapa, ale też Tsunami i kto wie, jak wiele innych szylkretek! — jęknęła, na powrót siadając. — Bo drań miał typ, wszystkie byłyśmy szylkretkami...
wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
Była zszokowana tymi wiadomościami, które w tak krótkim czasie otrzymała od Rogatej Łapy i jednocześnie współczuła szylkretce. Dowiedzieć się, że twój były mistrz jest zwykłym podrywaczem nie jest doświadczeniem przyjemnym, ale poznanie zdrady jako partner takiego kota na pewno jest sto razy gorsze niż to. W końcu Jodłowa Łapa z Baranim Runem znała się tak naprawdę bardziej na gruncie treningowym niż prywatnym czy emocjonalnym tak jak na przykład właśnie Rogata Łapa, Pszeniczna Łapa, Jabłoniowa Łapa czy Kminkowa Łapa. Córka Zwinnego Strumyka raczej nie mogła się do nich nawet w żaden sposób porównywać.
-Przykro mi to słyszeć, brzmi to okropnie -odparła, nie wiedząc co innego mogłaby powiedzieć w tej sytuacji. Nie chciała także jeszcze bardziej rozgniewać starszej terminatorki, nie po to tutaj przyszła- Jeszcze tak się wszystko nawarstwiło... to szokująca wiadomość nawet dla mnie -po tych słowach zamknęła pyszczek na chwilę, żeby zastanowić się co dalej mówić, ale nic nie przyszło jej do głowy, więc poczekała na dalszy rozwój wydarzeń.
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-
Wysoka, chuda, o długich łapach; o krótkiej, cętkowanej rudej sierści z burymi rękawkami i stópkami. Białe plamki na mordce, piersi, brzuchu i łapkach. Rozbiegane, szalone, duże oczy o piwnej tęczówce.
peron dawno jej odjechał
Wzięła głęboki, drżący wdech, który wypełnił jej płuca chłodnym powietrzem.
— Czuję się tak, jakbym traciła rozum — powiedziała nagle cichym, łamiącym się głosem. Patrzyła gdzieś w przestrzeń, na trawę, która kołysała się łagodnie na wietrze kilka długości drzewa od nich. Pozwoliła ciszy zawisnąć pomiędzy nimi na kilkanaście uderzeń serca. Nie wiedziała, co miała zrobić; odwróciła głowę w stronę Jodłowej Łapy i uchyliła mordkę, by powiedzieć coś jeszcze, jednak nic nie przychodziło jej do głowy i ostatecznie zamknęła ją, zrezygnowana. Nie powinna tego drążyć. To znaczy: czuła, że powinna, ale Jodłowa Łapa nie była odpowiednim kotem, by robić to razem z nią. Czuła się tak, jakby wszystko, co miała, te liche fundamenty, które zdołała zbudować, runęły i posypały się jak piasek pomiędzy jej palcami.
— Dzięki, że za mną poszłaś i to ze mnie wyciągnęłaś — odezwała się wreszcie. — Nie wiem, co bym zrobiła, kisząc się sama z tymi myślami tylko w mojej głowie — pokręciła ze zrezygnowaniem głową.
Nawet nie były przyjaciółkami, znały się jedynie przelotnie, a mimo to Rogata Łapa widziała w Jodłowej Łapie kogoś, kto był jej obecnie najbliższym kotem. Jeszcze nie wiedziała, czy niebawem nie pożałuje tego, co tu powiedziała.
wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
-Może wydaje ci się tak dlatego, że tyle na raz ci się zebrało na głowie -powiedziała współczująco do starszej terminatorki- Bo ja osobiście nie uważam, żebyś traciła rozum. Po prostu reagujesz po swojemu -zastanowiła się chwilę co powiedzieć dalej, mistrzynią konwersacji to ona na pewno nie była, ale chciała spróbować może jakoś podnieść na duchu szylkretkę- Ja na przykład kiedy zobaczyłam Królika i Zająca na pogrzebie nie potrafiłam nic z siebie wydusić, ledwo rozumiałam, że ktoś obok mnie jest, czułam jakbym spadała w czarną odchłań. Może u ciebie jest podobnie?
-Jeśli będziesz potrzebowała się wygadać to wiedz, że ja zawsze posłucham -powiedziała, starając się brzmieć przyjaźnie. Może i nie zawsze będzie zdolna znaleźć odpowiednie słowa, żeby odpowiedzieć, jednak na pewno wysłucha każdego, który do niej przyjdzie, nie ważne z czym- Czasami nawet samo wygadanie się komuś pomaga znów wejść na dawny szlak.
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-
Wysoka, chuda, o długich łapach; o krótkiej, cętkowanej rudej sierści z burymi rękawkami i stópkami. Białe plamki na mordce, piersi, brzuchu i łapkach. Rozbiegane, szalone, duże oczy o piwnej tęczówce.
peron dawno jej odjechał
Uśmiechnęła się z wdzięcznością do młodszej terminatorki; naprawdę doceniała jej wsparcie oraz jej słowa. Nawet jeżeli nie była najlepsza w rozmowach, a przynajmniej tak się czuła, to jej słowa i obecność były naprawdę pomocne.
— Może — przytaknęła, kiwając głową. Westchnęła cicho. — Dzięki. Jeszcze raz. Jesteś cudowną przyjaciółką — powiedziała, podchodząc bliżej, by móc dotknąć nosem jej policzka w wyrazie wdzięczności. Nie była jeszcze pewna, czy Jodłowa Łapa była jej przyjaciółką, ale... w tym momencie wydawała jej się być jedyną, jaką posiadała, dlatego też nie miała oporów przed nazwaniem jej w ten sposób. Nawet jeżeli Jodłowa Łapa nie czuła wobec niej tego samego — to nie było istotne.
— Nie chcę wracać do obozu — powiedziała cicho, robiąc krok w tył. — Chcesz się ze mną przejść? — spytała. Nie chciała dłużej tu być, miała wrażenie, że cała zła energia, jaką z siebie wyrzygała, zalegała w tym miejscu i tylko czekała na moment, w którym będzie mogła powrócić do ciała Rogatej Łapy jak woda wyciśnięta z gąbki. Mogła pójść sama, ale jeżeli miała opcję towarzystwa, to zamierzała z niej skorzystać.
wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
-N-nie ma za co -zająknęła się na uderzenie serca kiedy Rogata Łapa dotknęła nosem jej policzka w wyrazie wdzięczności. Tego córka Zwinnego Strumyka się nie spodziewała, jednak nie wyglądało na to, żeby ten gest jej w jakiś sposób przeszkadzał. Po prostu trochę ją zaskoczył- Cieszę się, że udało mi się ci pomóc -uśmiechnęła się do szylkretki przyjaźnie i ciepło.
Jodłowa Łapa spojrzała odruchowo w stronę obozu kiedy starsza terminatorka wspomniała o nim w kolejnych słowach. No… może się tam teraz trochę dziać, bo to co było na ceremonii dalej jest świeże… może nie wracanie jeszcze nie było wcale takim złym pomysłem. Zwłaszcza, że Rogata Łapa zaproponowała jej wspólny spacer, co było bardzo miłym gestem z jej strony. Chyba czarno-biała terminatorka nie miała oporów co do skorzystania z tej propozycji.
-Pewnie -odparła znów odwracając się w stronę drugiej wichrowiczki- A czemu by nie?
Postanowiła pozwolić prowadzić szylkretce, więc Jodłowa Łapa poszła w wybranym przez nią kierunku bez jakiś oporów. Spacer w dobrym towarzystwie jest przyjemny nie ważne gdzie pójdą.
//zt
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-
Pierworodne kocię. Musi więc być najlepsze, prawda? Taka, swoim skromnym zdaniem, jest Malina. Nazwana po poprzedniej przywódczyni Klanu Wichru kotka o bielutkim futrze z delikatną nutą żółci, gdyby ją postawić obok młodej babci, Zawilcowej Skórki, byłyby serio podobne, nie licząc rzecz jasna szarości pokrywającej część futra wcześniej wspomnianej babki. Duża jak na kocię, z długim futrem, prawdopodobnie dorówna matce w wielkości, o okrągłych uszkach, które w przyszłości przerodzą się w szpiczaste trójkąty. O skórze w intensywnej, można by powiedzieć malinowej barwie, najbardziej na nosie oraz z długimi, białymi wibrysami, lekko skręconymi na końcach. Jej wąski pyszczek zdobi para dużych oczu, przymrużonych, świecących świecących na kolor na ten moment niewybarwiony, szaro-niebieski. W przyszłości kolor ten zmieni się na dwa różne sposoby. Lewe oko (ze strony obserwatora) pozostanie niebieskie, ale będzie w bardziej lazurowym odcieniu, drugie zaś będzie mieć odcień przydymionej zieleni, z błękitnymi przebłyskami gdy spojrzy się z innego kąta. Przechodząc w dół mamy długie łapy z bialutkimi pazurami na paluszkach, których jest tyle, ile należy. Malina ma dość krótki ogon jak na kota, o równie długim, białym futrze jak reszta. Bez skaz, o cudownej urodzie, wręcz oślepiającej, strzeż więc swoje oczy!
Z charakteru jest... Mieszanką. Mieszanką pokoleń charakterów przed nią. Gdyby jeszcze żył ktoś, znający młodą Maślak, zauważyłby podobieństwo. Pewnie trochę też ma wspólnego z pierwszą wichrową Maliną, bo o, taka jest specjalna. Jest takim powrotem do tak zwanej Wichrowej Szlachty, teraz już mniej intensywnej niż kiedyś. Może i nawet przywróci jej dawny blask. Zaczynając od początku jednak, jest to istna córeczka mamusi. Jako, że jest młoda, nie wykształciła jeszcze w pełni charakteru, posiada jednak parę odróżniających ją cech. Dość sprytne kocię, lubiące towarzystwo, będące w stanie również siedzieć w samotności. Możliwe że ma trochę kompleksu wyższości, zwłaszcza że była pierworodną córką. Pewna siebie, odpowiada jej bycie w centrum uwagi. Lubi też być skryta, siedzieć w cieniu i po prostu obserwować, w większości nie są to koty, nie mają niczego w sobie aby zająć uwagę królewny. Preferuje naturę, jej zmiany i zjawiska, bo przynajmniej one, niektóre, zbliżają się do poziomu jej własnej urody. Jest spokojna i cicha, nie odzywa się często, chyba że specyficznie jest o to proszona. Oczywiście cechy te pewnie ujawnią się trochę później, może nie od razu, ale w tę stronę zmierzają.
Wydmowy Wiatr [KRz], Aura [NŚ], Ćma [KC]
Od czasu ceremonii często opuszczałam obóz, aby czas spędzać w milszym towarzystwie roślin i cichych zwierząt. Nigdy nie wzięto mnie na trening (nie żebym była zainteresowana lekcjami prowadzonymi przez Deszczową Pogodę), tak więc nigdy nie nadano mi żadnych restrykcji dotyczących wychodzenia z obozu. Tak więc robiłam to praktycznie codziennie, głównie sama. Dobrze wiedziałam, że gdyby miałoby się coś stać, to jakiś kot był w pobliżu. Upewniałam się, że był. Ale po prostu z nim... Nie rozmawiałam. Błoga ignorancja.
Akurat spacerowałam w pobliżu jakiś skał, nie wiedziałam jak nazywają ten teren koty Klanu Wichru. Rozmyślałam nad tym, czy to już odpowiedni moment, aby pójść do Ziołowego Wzgórza i poprosić mamę, aby rozpoczęła mój prawdziwy trening.
hehe ════⋆★⋆════ So nowyou'vedonea littlewrong And youswearyoudidn'tdo it Butvolition left youburdenedwith a curse hehe Andyouconjureupafictionnever gonna give you up never gonna let you downTogettheprettygirltolisten
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Musiałam porozmawiać z Maliną. Nie tylko dlatego, że musiałyśmy zacząć jej przygotowania do zostania Gwiazdą, ale przede wszystkim po to, by mówić o jej relacji z Pajęczyną. Z ich dwójki to ona była tą rozsądną. Chciałam, by Pajęczyna był jej zastępcą i ją chronił, a w razie konieczności - zastąpił. Do tego czasu zdążyłby się jeszcze od niej wiele nauczyć. Żeby jednak tak się stało, będą musieli się dotrzeć, a póki co w głowie im tylko walka i rywalizacja.
Na całe szczęście nie musiałam jej długo szukać, bo zjawiła się nieopodal Ziołowego Wzgórza. W samą porę.
- Witaj, Malino. - przywitałam się jak zawsze, zajmując miejsce. Tym samym dałam znać córce, aby również usiadła. - Chciałabym z tobą porozmawiać o Pajęczynie. - zaczęłam, patrząc na nią uważnie. Chciałam sprawdzić jej reakcję na samo to oświadczenie.
Smukła, krótkowłosa, szylkretowa (niebiesko-kremowa) kotka z białymi znaczeniami (pierś, stopy, brzuch, pyszczek i od nosa nad wysokość oczu), ma złociste oczy. Futerko na głowie jest ulizane pod włos: sterczące, zjeżone, imitujące czub.
Złośliwa zołza, nieusłuchana, uparciuch, ale da się z nią porozmawiać, jeśli znajdzie się temat, który ją interesuje.
Potrzebowała więcej wypadów poza obóz. Jej przygnębienie brało się stąd, że w obozie za dużo miejsc kojarzyło się jej z ojcem. Ale hej, nie jest już Czubatkową Łapą, może wychodzić poza obóz. To też dzisiaj postanowiła. Po treningach złapał ją spacer wieczorem, ale nie sama. Zabrała ze sobą ulubioną duszyczkę, Brzozową Łapę. W jej towarzystwie jakoś czuła się lepiej. No, ba, aż ciężko nie! — Sora, że tak kiepsko wyszło z tym pelikanem. Chciałaś mu nakopać do dupy, nie? - z tematu o trening zeszła na coś lepszego, niż tak męczyć córkę Lawendy samymi oklepanymi tematami.
Krótkie, jednolite, szare futerko. Zielono-żółte oczy. Wysoka jak brzoza...
... głupia jak koza. Kabelki w mózgu nie do końca stykają i czasem jej wychodzi to na dobre, a czasem jak zwykle, czyli źle.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Brzózka z kolei technicznie nie może wychodzić poza obóz, ale nie ze względu na rangę, a karę, której mama wciąż jej nie zniosła. I to już się robi z lekka frustrujące, bo ciężko być dobrym dzieckiem przez tak masakrycznie dużo czasu! Księżyc czy dwa jeszcze ujdzie, ale szara terminatorka jest pewna, że jej uziemienie ciągnie się przynajmniej sześć księżyców. Albo od zawsze. Coś pomiędzy tym. Dlatego tym chętniej wyrusza na przechadzkę z ciocią.
– Eee, no chciałam, ale nie twoja wina, nie? – wzrusza niedbale barkami, nie przerywając marszu. Było to było, córka Lawendy już się tym nie przejmuje, niczego to nie zmieni. Więc zamiast płakać nad odległą przeszłością, ożywia się, gdy przypomina się jej ostatni z sukcesów. – O! Ale za to ostatnio pokonałam takie jedno wredne ptaszysko całkiem sama, wiesz??
Smukła, krótkowłosa, szylkretowa (niebiesko-kremowa) kotka z białymi znaczeniami (pierś, stopy, brzuch, pyszczek i od nosa nad wysokość oczu), ma złociste oczy. Futerko na głowie jest ulizane pod włos: sterczące, zjeżone, imitujące czub.
Złośliwa zołza, nieusłuchana, uparciuch, ale da się z nią porozmawiać, jeśli znajdzie się temat, który ją interesuje.
Brzozowa Łapa to wiedziała jak przykuć uwagę Czubatkowego Mroku. Kiedy wspomniała o potyczce z jakimś ptakiem spojrzała na terminatorkę i uśmiechnęła się ciekawsko. — Tak? A co to było za ptaszysko? Chyba jakieś małe jak cię nie łyknął - zarechotała i szturchnęła córkę przywódczyni biodrem. Ale nie wątpiła w jej umiejętności z walką. Wręcz przeciwnie - Brzozowa Łapa potrafiła zadbać o własne dupsko. Ale wtedy pelikan był zbyt dużym zagrożeniem, i nawet z przewagą liczebną nie chciała jej narażać na uszczerbek.
Krótkie, jednolite, szare futerko. Zielono-żółte oczy. Wysoka jak brzoza...
... głupia jak koza. Kabelki w mózgu nie do końca stykają i czasem jej wychodzi to na dobre, a czasem jak zwykle, czyli źle.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Nadyma policzki jak żaba czy inna ropucha na komentarz cioci.
– A wcale, że nie!! Było ogromne!! – zaczyna bronić swojego honoru i umiejętności. Nie podejrzewa szylkretki o jakieś niecne naśmiewanie się, tak po prawdzie, więc jesli usiądzie na moment i się zastanowi to dojdzie do wniosku, że nie ma potrzeby się pultać. Ale to Brzózka. Nie ma czasu by się usiąść i zastanowić. Więc tylko podskakuje jak młoda kózka. – A jak rozłożył skrzydła to już w ogóle ho ho!! Zresztą spytaj Żbikopręgą to potwierdzi, że ptaszysko było ol-brzy-mie. Serio!! Znaczy nie tak jak pelikan, ale!!
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
No i ostatni z głównych punktów na liście. Najgorszy zdaniem Iskry i to na wielu płaszczyznach, o których wolała teraz nawet nie myśleć by przypadkiem nie odbić w bok i nie rzucić się do ucieczki. Jedyne pytanie jakiego nie mogła się pozbyć z głowy za żadne to – czy Płomyk się domyślał o czym koniecznie chciała porozmawiać, bo zaokrąglające boki ją zdradzały czy może nie zwrócił na nie uwagi? Obie opcje miały swoje plusy i minusy, musiała przyznać. Maszerowali przez chwilę w ciszy nim ostatecznie się odezwała.
– To ten. Mam dobre i złe wieści w pewnym sensie? – zaczęła słabo i zaraz się skrzywiła, gdy tylko jej własne słowa wybrzmiały w ciemnych uszach.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Domyśla się. Nie jest ślepy i do nabrania podejrzeń nie są mu potrzebne codzienne rozmowy z siostrą czy utrzymywanie kontaktu na poziomie tych udanych, stawianych za wzór rodzin. Prawdę mówiąc, domyśla się od dobrych kilku wschodów słońca i rzecz jasna pierwszym impulsem była chęć złapania siostry za kłaki, by następnie kategorycznie domagać się wyjaśnień, ale już w kolejnej chwili przyszło zastanowienie ciągnące za sobą chęć przeprowadzenia eksperymentu. Kiedy zamierza mu powiedzieć z własnej nieprzymuszonej woli? Dziś? Jutro? Jak będzie po rozwiązaniu? Nigdy? Mógł cierpliwie poczekać, wyniki eksperymentu z góry były przesądzone i zakwalifikowane jako rozczarowujące, skoro na tym etapie obserwacja uświadomiła go prędzej od kochanej siostrzyczki. Pytanie tylko jak bardzo rozczarowujące.
Godzina zero w końcu wybija. Idą w milczeniu i Płomyk powoli zaczyna rozważać, jak zareaguje, kiedy Iskra nie przejdzie od razu do rzeczy, tylko zacznie skręcać i skakać między bezpiecznymi tematami pobocznymi. I finalnie rzeczywistość nie różni się skrajnie od założeń, bo ta na początku zaznacza, że istnieją jakieś dobre wieści. No, na pewno. Znalazła sobie wyjście awaryjne, takie to dobre wieści.
- Zamieniam się w słuch - odpowiada sucho. Nie zamierza jej niczego ułatwiać, nie po tym, jak go potraktowała.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Położyła po sobie uszy i pożegnała nadzieję na względnie sympatyczną rozmowę. Oczywiście, że to było naiwne z jej strony, nawet gdy nie miała nic do przekazania nie potrafili przecież ze sobą rozmawiać. Każda konwersacja kończyła się jakimś zgrzytem przecież. Liczyła jednak na to, że Płomyk będzie minimalnie współpracował. Że chociaż uzna, że w porządku, to najpierw te złe, albo cokolwiek podobnego. Otóż nie. Spotkała się z reakcją tak rozbudowaną, że równie pomocna byłaby totalna cisza. Nie wiedziała więc od czego zacząć. Wykręcało jej wnętrzności z tego stresu. No albo jej podły nastrój na tyle udzielił się rozwijającym fasolkom, że właśnie okręcały sobie pępowiny wokół szyjek by jak najszybciej wycofać się z tego świata.
Nie dziwiła im się.
– Jestem w ciąży. – wydusiła z siebie wreszcie. I czekała na katastrofę, z jaką przyjdzie jej się zmierzyć.