Kroczył przed siebie wesoło i znacznie pewniej siebie, gdy do towarzystwa miał wielkoluda z innego Klanu. Jego obronią, nie? A kocura pobiją albo przegonią. I wszystko będzie git. I w końcu trafi sobie do obozu. Elegancko.
- Nie pamiętam - odparł, wzruszając barkami, ale nie zatrzymując się na zbyt długo. Oczywiście, że pamiętał. Ale Trzmielopręgi wcale nie musiał tego wiedzieć!
Ogromny i puchaty buro-biały kocur o zielonych oczach. Bury znajduje się na czubku głowy, grzbiecie, ogonie i podbródku. Biel z kolei na brzuchu, łapach i szyi. Posiada różową obrożę.
Strachliwy, kłamliwy, nerwowy, a do tego łatwo się stresuje, las przyprawia go o dreszcze. Z pozytywów: raczej sympatyczny, ale mała szansa, żeby za kogoś nadstawiał karku (z małymi wyjątkami).
- To nic, poradzimy sobie. -Wcale nie. Najdroższy Gwiezdny Klanie daj mu odwagę, żeby nie odwrócił się na pięcie. Bardzo chciał to zrobić i rzucić to wszystko. - A poznajesz chociaż okolice? Może jakieś drzewo jest ci znane, albo zbiorowisko kamieni, cokolwiek co podpowiedziało by nam, w którą stronę powinniśmy się kierować. -Dokładnie Trzmiel, nie ma co panikować, na pewno zaraz coś się znajdzie i bezpiecznie dotrzecie do obozu. A potem co? Potem nie dać się zabić...
- No pewnie że tak. W końcu jesteś tu by mnie bronić - wymamrotał wesoło, nie przejmując się absolutnie niczym. Jak będzie trzeba to się schowa pod nim, za nim, przed nim. Zależnie od sytuacji. Był na tyle duży, że nie powinno to stanowić problemu.
- Hmmm. Nie - przyznał, choć kłamał. Poznawał kamień, który ładnie sobie lśnił w słońcu. Był tuż obok krzaczka, a od krzaczka nie było wcale tak daleko do obozu. Ale Trzmiel nie musiał tego wiedzieć.
wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
Czarno-biała wojowniczka nie miała dzisiaj w planach natknąć się na taką sytuację na terenach Klanu Wichru, i to całkiem głęboko na terenach Klanu Wichru, bo prawie przy Wyjących Wzgórzach, które były blisko samego obozu. Jodłowa Gałązka zatrzymała się w jednej chwili i podążyła za zapachem -a dla niej raczej smrodem- który wiatr niósł w jej stronę, i zobaczyła coś przez co kilka razy musiała aż mrugnąć ze zdziwienia. Brat jej terminatora szedł podejrzanie akurat w stronę obozu z jakimś cienistym kotem, więc jej futro od razu zjeżyło się na ten widok.
-Stać! -zawołała i wyskoczyła zza najbliższego drzewa, żeby zagrodzić im drogę- Co to ma znaczyć?! Ty, cienisty, czego chcesz od Jeleniej Łapy?! -warknęła najpierw w stronę nieproszonego gościa- Nie uczyli cię, że na tereny innego Klanu się nie włazi, ptasi móżdżku?!
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-
Ogromny i puchaty buro-biały kocur o zielonych oczach. Bury znajduje się na czubku głowy, grzbiecie, ogonie i podbródku. Biel z kolei na brzuchu, łapach i szyi. Posiada różową obrożę.
Strachliwy, kłamliwy, nerwowy, a do tego łatwo się stresuje, las przyprawia go o dreszcze. Z pozytywów: raczej sympatyczny, ale mała szansa, żeby za kogoś nadstawiał karku (z małymi wyjątkami).
- No, cóż... To żaden problem. -Odpowiedział, choć w rzeczywistości ledwo powstrzymywał poddanie się ogarniającej go coraz bardziej paniki. Trzymał ją słabo na wodzy, dopóki na drogę nie wyskoczyła obca, raczej niezbyt przyjaźnie nastawiona, wojowniczka. Na sam jej widok podskoczył strosząc sierść wszędzie gdzie się tylko dało. Jedynie przerażenie trzymało go przed tym, żeby nie wziąć nóg za pas, spowrotem na bezpieczną stronę cienistej granicy. - No bo on... ja.... Bo no on przecież jest... Tak powiedział... -Patrzył raz na kotkę, raz na Jelonka nie wiedząc co powinien teraz zrobić. Podsumowując był teraz na obcym terenie, odprowadzając obcego kociaka, który ostatecznie chyba okazał się być terminatorem, co za tym idzie dał się tak po prostu oszukać i teraz nawet nie wiedział jak na to wszystko zareagować. Wydał z siebie stłumiony jęk.
Stanął zamurowany, widząc Jodłową Gałązkę. Fakt, że od razu powiedziała jego terminatorskie imię był niepocieszający. Właściwie, fakt że w ogóle trafiła się ona, a nie ktokolwiek inny było słabym rozwiązaniem. Według Jelonka, czarno-biała wojowniczka miała raczej dość długi i sztywny patyk pod ogonem. Ale musiał grać kartami jakie dostał.
- Jodłowa Gałązko, jak to dobrze cię widzieć! - wykrzyczał, przeskakując w jej stronę by uciec od Trzmiela. - Ten tu! On mnie porwał! Wiesz, że nie umiem jeszcze walczyć! Zgubiłem Bociana na granicy z Cieniem i potem ten tu się pojawił!! I powiedział, że sobie mnie wymieni za coś w zamian!! Zabij, Gałązko, zabij!!
wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
Po tym co Jelenia Łapa cudował ze swoim rodzeństwem na ceremonii i "ładnymi słówkami", Jodła nie do końca chciała wierzyć, że ten cienisty tak o porwał sobie wichrzaka z granicy, jednakowoż, mogła również być szansa, że się myli, i faktycznie coś takiego się zadziało. Czarno-biała spojrzała groźnym wzrokiem na cienistego wojownika po wysłuchaniu jęków wichrowego terminatora. Typiarz nie wyglądał na groźnego, ale mógł równie dobrze być świetnym aktorem, wyśmienicie udawać i grać swoją rolę. Ale nic też nie zmieniało faktu, że cienisty był na terenach wichru i szedł sobie o tak w stronę obozu, a do tego nie można było dopuścić.
Z Jelenią Łapą Jodła porządniej pogada sobie później, jak się pozbędzie tego intruza.
-Liczę do trzech -syknęła w stronę burasa- Lepiej wykorzystaj dobrze ten dany ci przeze mnie czas na zaczęcie swojego błyskawicznego powrotu za cienistą granicę, bo jak cię złapię, to ogon odgryzę razem z tylnymi łapami -dodała jeszcze a potem zaczęła liczyć- RAZ.
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-
Ogromny i puchaty buro-biały kocur o zielonych oczach. Bury znajduje się na czubku głowy, grzbiecie, ogonie i podbródku. Biel z kolei na brzuchu, łapach i szyi. Posiada różową obrożę.
Strachliwy, kłamliwy, nerwowy, a do tego łatwo się stresuje, las przyprawia go o dreszcze. Z pozytywów: raczej sympatyczny, ale mała szansa, żeby za kogoś nadstawiał karku (z małymi wyjątkami).
Spojrzał na Jelonka z szeroko otwartymi oczami. Nie dość, że go oszukał, to teraz jeszcze zamierzał obrócić prawdę na swoją korzyść. Pewnie planował to od samego początku. Najgorsze było to, że właściwie znajdował się na przegranej pozycji, bo cokolwiek by nie powiedział, kotka weźmie stronę swojego pobratymca.
Przełknął ślinę nerwowo. Nie trzeba było mu tego powtarzać dwa razy. Zanim jeszcze zdołała powiedzieć "raz" odwrócił się na pięcie i zaczął gnać w stronę granicy. Nie odwracał się, nie dbał nawet o to żeby się wytłumaczyć, po prostu biegł ile sił miał w łapach. Wystarczy, że wyobrażał sobie pazury wściekłej kocicy na swoim futrze, nie chciał przeżyć tego na żywo.
Cofnął uszy, spojrzał to na kocura, to na Jodłę. Musiał przyznać, że miał nadzieję na jakąś walkę. Oczywiście nie był sadystą, by patrzeć jak wojowniczka morduje jego nowego przyjaciela, ale chwila szarpaniny to nie jest wygórowana cena, prawda? Ponownie spojrzał na Jodłę.
- Dajesz mu odejść? Za uprowadzenie?? - zapytał i jak tylko Trzmiel zaczął uciekać, mały oriental zaczął biec za nim, oglądając się za wichrzaczką. - No chodź! Bo nam zwieje!
wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
Nie, nie zamierzała dać mu odejść. Jodłowa Gałązka musiała mieć całkowitą pewność, że intruz przebiegnie przez cienistą granicę i nie wróci. Jednak chciała mu najpierw dać kilka uderzeń serca na ucieczkę... złapanie go od razu mijałoby się z celem zastraszania. Kiedy czarno-biała doliczyła do trzech, tak jak powiedziała, rzuciła się błyskawicznie w pogoń za cienistym wojownikiem, Jelenią Łapę przy okazji wyprzedzając praktycznie od razu, nawet zbyt wiele się nie starając. Typiarz z cienia nie był też nie wiadomo jak szybki, bo Jodłowa Gałązka zbliżała się do niego w miarę szybko, ale przynajmniej był szybszy od wichrowego terminatora. Aczkolwiek i tak szanse na całkowitą ucieczkę w tej sytuacji miał raczej bardziej nijakie niż jakiekolwiek. Przynajmniej tak to wyglądało w tym momencie.
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-
Ogromny i puchaty buro-biały kocur o zielonych oczach. Bury znajduje się na czubku głowy, grzbiecie, ogonie i podbródku. Biel z kolei na brzuchu, łapach i szyi. Posiada różową obrożę.
Strachliwy, kłamliwy, nerwowy, a do tego łatwo się stresuje, las przyprawia go o dreszcze. Z pozytywów: raczej sympatyczny, ale mała szansa, żeby za kogoś nadstawiał karku (z małymi wyjątkami).
Biegł przed siebie, z utęsknieniem wyglądając strumienia, za którym byłby już bezpieczny. A przynajmniej bezpieczniejszy niż teraz, na obcym terytorium. W pewnym momencie jednak obraz przed oczyma został zastąpiony przez pas zieleni, gdy jedna z jego łap zahaczyła o wystający korzeń, a on sam runął na ziemię, turlając się kawałeczek dalej. Jego wzrok niemalże natychmiast padł za siebie, a widok pędzącej w jego stronę kotkę sprawił, że serce podskoczyło mu do gardła. Leżąc w tej samej pozycji, w jakiej się znalazł, przyłożył łapy do pyska, po czym wydusił z siebie jękliwe. - Litości! -Umrze. Oh Gwiezdni, na pewno umrze. Co mu strzeliło do tego pustego łba, żeby zrobić ten jeden dobry uczynek. Teraz musi płacić życiem.
Dogonić tę dwójkę było ciężko. Mimo że Trzmiel był oddalony już kawałek, Jodła wystrzeliła jak pikujący w dół jastrząb, by zgrabnym ruchem wyłowić rybę z wody i pożreć na kolację. Jelonkowe łapy były za grube i zbyt krótkie, żeby nadążyć, ale dużymi uszami nasłuchiwał wszelkich odgłosów ewentualnej walki. Wołanie o litość było dość jednoznaczne. Gdy w końcu dotarł do tejże dwójki, zdyszany i zapocony, padł, zamierzając oprzeć się o brzuch albo chociaż bok kocura, który jak frajer się wywalił gdy uciekał przed śmiercią.
- Mamy go, łuhu! - powiedział zmęczonym głosem. - Nie ma to jak współpraca
wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
Jodła i tak pewnie dogoniłaby cienistego kocura w pewnym momencie, jednak ten ułatwił jej robotę wywalając się na ziemię z donośnym hukiem. Czarno-biała wojowniczka dobiegła do leżącego w kilka susów, nawet nie wyglądała na zmęczoną po tym biegu, w porównaniu do Jeleniej Łapy, który dobiegł do nich jakiś czas potem, zziajany, zadyszany i zapocony jakby przebiegł przynajmniej półmaraton. Chyba trzeba będzie powiedzieć Roziskrzonej Gwieździe, żeby poćwiczyła z nim trochę wytrzymałość czy coś takiego, bo on nie ugoni nawet uciekającej zwierzyny jak tak dalej pójdzie.
Słowa terminatora wojowniczka puściła mimo uszu, bo przecież nic takiego nie zrobił poza tym domniemanym porwaniem, które jeśli było faktycznie trafione to zwyczajnie się dał i tyle, no ale teraz czarno-biała nie miała czasu się z nim wykłócać czy go poprawiać. Te wszystkie dopytki zostawi na później, jeden problem na raz, a na razie problemem był ten wijący się na ziemi wojownik błagający o litość, który nawet nie umie przebiec na tereny Cienia. No cóż, Jodłowa Gałązka upewni się, że ten już nigdy nawet wąsika przez wichrową granicę nie wystawi.
-Słuchaj, ptasi móżdżku -syknęła, przygniatając te łapy którymi się tak bronił do jego pyska, żeby przycisnąć cienistemu łeb do ziemi- Nie wiem, czy faktycznie jesteś taki lękliwy i w ogóle nie powinieneś nawet wychodzić z obozu, czy zwyczajnie wyśmienicie udajesz, ale mnie to nie obchodzi -parsknęła- Słuchaj mnie teraz uważnie, bo się powtarzać nie będę. Jeśli kiedykolwiek chociażby usłyszę, że wystawiłeś choćby wąsik za swoje śmierdzące cieniste tereny, który przeszedł na teren Klanu Wichru, zacznę cię szukać, znajdę cię, i zrobi się naprawdę, naprawdę nieprzyjemnie. Zrozumiałeś?
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-
Ogromny i puchaty buro-biały kocur o zielonych oczach. Bury znajduje się na czubku głowy, grzbiecie, ogonie i podbródku. Biel z kolei na brzuchu, łapach i szyi. Posiada różową obrożę.
Strachliwy, kłamliwy, nerwowy, a do tego łatwo się stresuje, las przyprawia go o dreszcze. Z pozytywów: raczej sympatyczny, ale mała szansa, żeby za kogoś nadstawiał karku (z małymi wyjątkami).
Właściwie to już nie zwracał uwagi na Jelonka, którego cielsko poczuł gdzieś na boku. Całą uwagę poświęcił czarno-białej wojowniczce. Jęknął czując nacisk jej łap, zamknął przy tym mimowolnie oczy, jakby obawiał się, że zaraz zobaczy przed sobą szkarłat krwi. Jego krwi. Powinien się wytłumaczyć, powinien powiedzieć, że była to jedynie niegroźna pomyłka, że chciał dobrze, że inaczej nawet nie pomyślałby o przekraczaniu granicy, ale był zbyt przerażony obecną sytuacją, żeby wydusić z siebie chociażby jedno słowo. Na pytanie kotki po prostu bezgłośnie skinął głową, co zważywszy na ucisk, nie było wcale takie proste. Chciał stąd już po prostu zniknąć i nigdy nie wracać.
wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
Jodłowa Gałązka, zajęta cienistym kocurem, nie zauważyła nawet kiedy Jelenia Łapa się oddalił, jednak tym ewentualnie będzie zajmować się później, najpierw trzeba było pozbyć się wrzoda zza cienistej granicy, który się przypałętał tam gdzie nie powinien. Czarno-biała przetrzymała go jeszcze chwilę przy ziemi, a następnie puściła, odpychając się jeszcze łapą od leżącego wojownika tak na dokładkę.
-Zmiataj stąd, nie chcę cię tu nigdy więcej widzieć, nie chcę nawet o tobie słyszeć -syknęła do niego, dając mu szansę na ucieczkę za cienistą granicę- I to migiem, zanim się rozmyślę -dorzuciła jeszcze groźnie.
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-