Płeć: kocur Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień
Kruczoczarny krótko włosy kocur, z plamką na tylnej lewej łapie, ma jedno niebieskie i drugie pomarańczowe oko KP
Ponury KP
Orle Skrzydło [KG] Brzozowa Łapa [KC]
Spojrzałem przerażony na wojowniczkę Klanu Rzeki, jednak po chwili się uspokoiłem...nie chciała mi nic zrobić to już coś! Uśmiechnąłem się do niej.
- Bawiłem - powiedziałem i spojrzałem na nią dwu kolorowymi ślepkami - Przepraszam że tu się znalazłem...nie wiedziałem... - przyciszyłem głos, i spojrzałem na nią...bo ZAŚ wszedł na czyjąś granice, fajnie prawda? Spojrzałem trochę zawstydzony po czym usłyszałem "Dzień Dobry" znajomego głosu, Czyżby to...
- Zajęczy Sus! - powiedziałem i obróciłem się do mistrza który mnie uczył - Tak i nie...trochę to była moja wina, uciekłem z obozu i potem zostałem złapany....Przepraszam Zajęczy Susie! Pewnie i tak mnie już tam nie chcecie, sam przecież uciekłem - powiedziałem i usiadłem na co mój dzwoneczek z obroży zadzwonił cichutko.
Futro kotki jest czekoladowe, podchodzące trochę pod kasztanowe. Jest krótkie i gęste bez żadnych znaczeń. Fiołek jest wysoka i posiada smukłe ciało. Jej łapy są długie i kościste, ma też pokaźnej długości ogon który odziedziczyła po matce tak jak jej brat Trucizna. Uszy kotki są duże i szerokie u nasady, bez pędzelków na końcach.Poniżej uszu znajduje się para pięknych błękitnych oczu. Pyszczek kotka odziedziczyła po swoim ojcu, jest smukły, wydłużony i klinowaty iście orientalny
Fiołek jest kotką, która z pewnością nie grzeszy odwagą. Zdecydowanie bardziej lubi siedzieć i rozmawiać z innymi, w ciepłym kąciku czy tam legowisku. Najlepiej by było gdyby na świecie nie istniał żaden drapieżnik, koty nie byłyby podzielone na klany i zwierzyna rosłaby na krzakach niczym ziółka. Szkoda jej każdego żywego stworzonka i nawet z niechęcią podchodzi do zabijania zwierzyny. Robi to bo musi. Czasem lubi sobie pożartować i powygłupiać się, a bliski kontakt z innymi jej absolutnie nie przeszkadza. Fiołek nie jest naiwna, oj nie i jeżeli ktoś jej się nie spodoba, będzie za wszelką cenę go unikała. Nie jest zdolna do pyszczenia czy nawet mówienia podniesionym głosem, a więc po prostu nie potrafi dogryźć innemu klanowiczowi. Woli uciec z podkulonym ogonem. Wierzy w Gwiezdny klan oraz przestrzega zasad. Nie ma też za bardzo własnego zdania, woli podporządkować się pod innych aniżeli żyć z nimi w niezgodzie. Kolejną charakterystyczną cechą Fiołka jest niezwykła niepewność i ogrom kompleksów. Kiedy Orientalce coś nie wyjdzie, lub inni ją wyśmieją, po prostu ma ochotę zapaść się pod ziemię i płakać, płakać i płakać. Swój klan, przyjaciół natomiast bardzo szanuje oraz oddałaby za nich życie jeśli tylko byłby taka potrzeba.
Jeżynowy Jar [KG], Oszroniona Łapa [KC], Burzowa Łapa, Żywokost [KW]
Kocurek z którym rozpoczęłam rozmowę okazał się być na szczęście miłym osobnikiem, który nie próbował rzucać się o byle co. Ucieszyło mnie to... nawet bardzo mnie ucieszyło, bo w końcu spotkałam kogoś z poza klanu Rzeki, wreszcie. Nie było tak, że nie lubiłam Rzeczników, bo bardzo kochałam cały nasz klan, ale po prostu spotkanie kogoś innego było pewnego rodzaju nowym doświadczeniem.
-Nie no, nie szkodzi. Po prostu następnym razem uważaj - odpowiedziałam w stronę czarnofutrego, a na moim pysku pojawiło się niemałe zdziwienie, gdy podszedł do nas wojownik z Klanu Wichru. Czyżby to był terminator, któremu zachciało się wyjść na granicę? niee. Z tego co mogłam usłyszeć, kociak został złapany przez tych parszywych dwunogów!
-yyy... dzień dobry - mruknęłam szybko w stronę burego Wichrzaka, aby przypadkiem nie wyszło iż jestem nieuprzejma. Cała ta sytuacja niezbyt mi się podobała, chciałam już wracać do obozu, ale przecież musiałam przypilnować granicy. Ostatecznie zdecydowałam siedzieć cicho i poczekać aż obojga kocurów odejdzie wgłąb Wichrowych ziem.
//gniotek :[
Whenweare sad and hardonthe soul, then thep i c t u r e emerges withdifficulties.
A good word,awarmsmilecanmove andgive usimpetusto acta g a i n.
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
– Przepraszam, że tak się wtrącam – pozwolisz, że się oddalimy? – odezwał się do Rzecznej wojowniczki, która została postawiona w dosyć niekomfortowej sytuacji. Zajęczy Sus miał jednak poważną sprawę do rozwiązania… bardziej poważną, niż mu się wydawało, bowiem okazywało się, że jego terminator nie tylko został porwany przez dwunogów, ale i doszło do tego przez to, że kocurek… uciekł z obozu, mimo iż wojownik wyraźnie go prosił, żeby nie opuszczał go samotnie, dopóki nie nauczy się walczyć. Na dodatek jeszcze sobie usiadł, jakby spodziewał się przyjaznej rozmowy w momencie, w którym wkroczył na tereny klanu, nie będąc jego członkiem. Poza tym… słowa Skrzydlatej Łapy sugerowały potencjalnie coś… więcej. Jeżeli kocica z klanu Rzeki nie miała im tego za złe, Zajęczy Sus kiwnął lekko głową na swojego terminatora, żeby wyruszyć… nie w stronę obozu, a w kierunku granicy z Ziemiami Niczyimi. Bo najpierw musieli porozmawiać, a odpowiedź terminatora sprawiła, że entuzjazm Zająca do sprowadzania go do obozu gwałtownie ostygł i opadł.
– Co to znaczy, że „przecież uciekłeś”, Skrzydlata Łapo? Mam rozumieć, że nie chcesz wrócić do klanu? I czemu pojawiasz się na środku naszych terenów, na dodatek prawie naruszając granicę z innym klanem?
Płeć: kocur Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień
Kruczoczarny krótko włosy kocur, z plamką na tylnej lewej łapie, ma jedno niebieskie i drugie pomarańczowe oko KP
Ponury KP
Orle Skrzydło [KG] Brzozowa Łapa [KC]
Spojrzałem na mojego mentora, przecież on to wszystko źle zrozumiał! Wstanąłem kiedy on mi pokazał że mam iść za nim ale ja się nie ruszyłem.
- No... Bo wszyscy w obozie mnie wkurzali aż uciekł em z obozu, wiem że to głupie! - powiedział - i chcę wrócić do klanu.... Tylko czy wy mnie tam chcecie?
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Wszyscy go wkurzali, więc uciekł? A teraz bawił się beztrosko w kałużach na środku granicy Wichru z Rzeką… i nie chciał za nim iść. Zającowi coraz bardziej coś mu się nie podobało w tej sytuacji… i zdał sobie sprawę, że odczuwa rozczarowanie swoim terminatorem, który jednego dnia entuzjastycznie podchodził do treningu, a potem nagle zniknął, bo „wszyscy go wkurzali”. Rozumiał, że syn Trawiastej Polany to ledwie kociak, ale… to było trochę dziwne.
– To nie zależy ode mnie – odparł stanowczo, a przynajmniej tak stanowczo, jak tylko potrafił. Zamierzał pozostawić tę decyzję w łapach Malinowej Gwiazdy lub Sokolego Cienia. – Musisz udać się ze mną na ziemie niczyje. Wrócę do obozu i przyjdę do ciebie z Malinową Gwiazdą, a ona podejmie decyzję – oznajmił bezpośrednio, zatrzymując się i patrząc na swojego terminatora. Nie dawał mu wyboru, co było dla niego naprawdę trudne; najchętniej zabrałby go od razu do obozu, ale zachowanie i słowa czarnego kocura wzbudziły jego podejrzliwość.
Płeć: kocur Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień
Kruczoczarny krótko włosy kocur, z plamką na tylnej lewej łapie, ma jedno niebieskie i drugie pomarańczowe oko KP
Ponury KP
Orle Skrzydło [KG] Brzozowa Łapa [KC]
Spojrzałem tylko na burego kocura i powoli odmachałem głową po czym za nim poszłam oczywiście nie zapomniałem o Rzecznej wojowniczce.
- Dowidzenia! - odpowiedział grzecznie do kotki i spojrzał ponownie przed siebie, Czyli skoro Zająć przyszedł do mnie...to mnie wszyscy jednak lubią? Nie wiedziałem ale i tak poszedłem za kocurem.
-Zajęczy Susie? A jak mnie Malinowa Gwiazda decyduje ze nie będę mógł wrócić do klanu? - zapytałem niepewnie.
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Pożegnał się z Rzeczniaczką i w końcu wyruszyli w stronę granicy z Szarymi Topolami. Analizując sytuację i zachowanie swojego terminatora, faktycznie czuł zawód, ale jednocześnie liczył na to, że Malinowa Gwiazda przyjmie terminatora do klanu… o ile ten w ogóle rozumiał swój błąd. Na razie Zając tego nie dostrzegał, ale może do czasu spotkania z przywódczynią syn Wietrznego Dnia sobie to trochę przemyśli. Miał pewien opór przed udzieleniem odpowiedzi na pytanie kocurka…. bowiem była tylko jedna, która nie byłaby kłamstwem.
– Skoro czułeś się na tyle pewnie, żeby wyjść samodzielnie poza obóz… – zaczął nieco gorzko. Przecież prosił go, żeby nie wychodził. Nawet nie zdążył mu opowiedzieć o zagrożeniach, jakie czyhały poza obozem, a ten stwierdził, że wszyscy go wkurzają i to doskonały pomysł do tego, żeby sobie polecieć nie wiadomo gdzie. – Cóż, będziesz musiał wtedy sobie sam poradzić – powiedział ciszej, ale jednak bezpośrednio, odwracając wzrok, by spojrzeć przed siebie.
Płeć: kocur Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień
Kruczoczarny krótko włosy kocur, z plamką na tylnej lewej łapie, ma jedno niebieskie i drugie pomarańczowe oko KP
Ponury KP
Orle Skrzydło [KG] Brzozowa Łapa [KC]
Spojrzałem na kocura obok którego szedłem...teraz pożałowałem, Zajęczy Sus miał racja...byłe wtedy takie pewny i odważny! Że aż zeszedłem na złą ścieżkę z której teraz nie łatwo mi się wydostać.
- Teraz żałuje - powiedziałem cicho....cicho tak jakby do siebie - Wtedy za bardzo nie przejmowałem się co ze mną będzie, nie przejmowałem się co ze mną się stanie....zawsze mogłem też umrzeć. Ale i tak poszedłem i nie wiem jak to teraz odkręcić - odezwałem się cichutko do siebie....może i to Zając usłyszał ale teraz nie wiedziałem co zrobić! Po prostu musiałem to zrobić sam, sam musze teraz z tego wyjść! Spojrzałem na łapy, a po moim ciele przeszedł dreszcz, zimne podmuchy wiatru muskały moje futro jakby chciały mi coś powiedzieć. Dziwnym Trafem potem przeleciała wrona, a jej pióro spadło mi na głowę zostawiłem je bo po co się tym przejmować? Cisza, i niepokój.
To teraz czułem...nie wiedziałem co zrobić jednak coś tam musze wykombinować...coś muszę!
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Wysłuchał cichych słów terminatora w milczeniu, dalej idąc w stronę granicy z Ziemiami Niczyimi. Powstrzymał ciężkie westchnięcie i uznał, że po prostu zostawi to w łapach Malinowej Gwiazdy; to i tak ostatecznie do niej należała ta decyzja, a on w ogóle nie wiedział, co na ten temat sądzić. Skrzydlata Łapa zachował się głupio i niedojrzale, ale… mimo wszystko był prawie że kociakiem i trochę miał do tego prawo; inna sprawa, że równie dobrze mógł stracić życie albo znaleźć się u dwunogów, od których nie dałby rady uciec przez długie księżyce… albo nigdy.
W końcu znaleźli się przy Szarych Topolach, ale kocur po przekroczeniu granicy nie odwrócił się i nie zostawił kocura samego. Zamiast tego zaprowadził go do Ukrytego Pagórka i tam się zatrzymał.
– Spotkajmy się tutaj jutro, o tej samej porze, co dzisiaj. Przyjdę z Malinową Gwiazdą albo Sokolim Cieniem – poinformował cichym, zgaszonym głosem, ale zmusił się do lekkiego uśmiechu. Następnie pożegnał się ze Skrzydlatą Łapą i wrócił na tereny klanu.
Mistrz: Zawilec Płeć: kotka Matka: Mama Szmalina Ojciec: Tata Fiołeczek Partner: do zbrodni?
Raczek zdecydowanie wdała się w tatusia. Jej futerko jest rude, pokryte klasycznym pręgowaniem i zalane bielą, jakby cały czas kąpała się w mleczku. Na dokładkę kotka naciągnęła na siebie skarpetki, zdaje się tylko, że nie od pary, bo ich długości nie są wcale jednolite! Trudno powiedzieć, jak to się właściwie stało, ale może po prostu nie miała cierpliwości czekać, aż dostanie wszystko, co wręcz idealne. Oczy, na razie niebieskie, spoglądają całkiem bystro na otaczający je świat szukając już, teraz i natychmiast jakiejkolwiek rozrywki. Wąsiki Raczek są bardzo, ale to bardzo długie, przez co może przypominać jakiegoś suma albo chrabąszcza, który stara się nawiązać kontakty pozaziemskie. Ogon ma również długi, pewnie za długi w stosunku do reszty ciała. Chyba niejedna małpa byłaby o niego zazdrosna! Ukoronowaniem wszystkiego jest bez wątpienia malinowy nosek!
Raczek już w chwili, w której się urodziła, jasno i wyraźnie dała o sobie znać. Żadne tam ciche kwilenie i dopraszanie się o chociażby chwilę uwagi. Ryk, jaki wydarł się z jej gardła, z całą pewnością słyszał cały obóz i okolica, bowiem gardło koteczki pracowało z pełną mocą. Od chwili, kiedy zaczęła pełzać była żądna przygód, chęci sprawdzenia, co kryje się za kolejnym źdźbłem trawy i kępką mchu. Im dalej w las, tym z całą pewnością gorzej, bowiem w głowie Raczka na pewno bardzo szybko zaczęło kształtować się przeświadczenie, że zakazy są po to, żeby je łamać. A jeśli tylko ktoś powie jej, że czegoś robić nie należy, to córka Fiołka i Maliny zakrzyknie zapewne, ile fabryka dała: [i]Ja nie mogę? To przez nogę i znowu mogę![/i] A jak będzie ostatecznie? Czy coś z tych młodzieńczych wzlotów, jakie zapowiadało wiercenie się Raczka w brzuchu, pozostanie do późniejszych etapów jej życia - zobaczymy.
Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Koziczy Skok, Sokoli Cień, Jasny Poranek, Srebrzysty Pazur, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Pomysł może wydawał się dziwny i nieco śmieszny, ale od kiedy rozmawiała z Szybującym, czuła, że powinna zaciągnąć języka u kogoś, kto zna się na tym lepiej niż ona. Mówiąc inaczej — szukała wiarygodnego źródła, które powie jej, jak dokładnie wygląda rak i gdzie powinna go szukać, jeśli chciała się dowiedzieć, jak prezentował się jej imiennik, o co dokładnie chodziło z tym pancerzem i czy naprawdę był rudy tak jak i ona, co nie? Nie było zatem w całej okolicy zapewne żadnego kota, który byłby lepiej zorientowany w sprawie, niż jakiś członek Klanu Rzeki, nic zatem dziwnego, że młoda wojowniczka dziarsko skierowała się w stronę wspólnej granicy, by tam móc porozmawiać, oczywiście o ile kogoś spotka, o dręczących ją tematach i nie zamierzała za mocno przejmować się spojrzeniami, jakie mogą być jej posyłane, co nie? Bo i dlaczego by miała, skoro po prostu poszerzała własne horyzonty i uczyła się, jak ten świat jest zbudowany, a że nigdy raka nie widziała, nie powinno nikogo dziwić, bo i też nie zajmowała się zbyt mocno wodnymi stworzeniami, zaś poddawanie w wątpliwość wiadomości uzyskanych od wujka Zająca, nigdy nie przyszło jej do głowy. Teraz zaś pchała ją na przód ciekawość, bo aż ją skręcało na myśl, że może raki można jeść, tak samo, jak żaby, i czy one aby na pewno dobrze smakują, czy nie wchodzą w zęby i czy być może nie są jakieś wielkie albo niebezpieczne, bo to też była kwestia co najmniej istotna, to znaczy z jej punktu widzenia, rozumie się.
Poza tym miała na czym skupić myśli. Nie miała czasu na to, żeby zadręczać się sprawą Mlecznego czy Chybotu, nie miała czasu analizować znowu, po raz nie wiadomo który, czy to aby nie jest jednak jej wina i co powinna w sobie zmienić, żeby jednak terminatorzy chcieli z nią przebywać i chcieli się uczyć, bo bez tego to ani rusz. Rozumiała już lepiej, że chęci potrzeba z obu stron, ale nadal jednak miała poczucie winy, w gruncie rzeczy była bowiem jeszcze mało gruboskórna, a wrażliwość jakoś ją tam dosięgała, zaś takie porażki w młodym wieku były dla niej tak wielkie, jak jakieś góry lodowe, nic zatem dziwnego, że ciągle się tym zadręczała. Mając jednak wielki cel, uśmiechała się lekko i właściwie aż drżała z oczekiwania na to, co może się wydarzyć tego dnia. W końcu prędzej czy później na granicy na pewno pojawi się jakiś kot, co nie? Nie mogli omijać tego skrawka ziemi cały czas, a Raczek mogła tam spacerować, po prostu odbywając tym samym samotny patrol. Aż wystawiła na moment czubek języka, gdy znalazła się już na granicy i zaczęła węszyć intensywnie w poszukiwaniu świeżego tropu jakiegoś sąsiada, który jeszcze był nieświadom tego, co zaraz może na niego spaść.
//Śliwka
She's gonna'come to herown conclusion Rightw h e n you t h i n k you know what to say
Someone comes along and shows you a brandnewway She said I wantsomething that I want Something that I tell myselfIneed SomethingthatIwant
And I need everythingI see
Mistrz: Kosowa Pieśń Płeć: kotka Matka: Kosowa Pieśń Ojciec: Głogowy Cień Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Nieświadomy sąsiad właśnie nadszedł!
Śliwkowa Pestka uwielbiała patrole. Chyba nawet bardziej od polowań, chociaż te również zajmowały bardzo wysokie podium w hierarchii wartości młodej Głogówny. Zawsze jak Ćmi Zmierzch wybierała i przydzielała ją do patrolu nie odmawiała, a posłusznie szła z lekkim uśmiechem na pyszczku. Mogłaby nawet cały dzień spędzić na patrolach! Wiedziała jednak, że ma na swoich barkach również Pajęczą i Sroczą Łapę oraz wojowniczy obowiązek polowania. Dlatego w wolnym czasie między wymienionymi, innymi obowiązkami udawała się na samotne patrole wzdłuż granic, które uważała za bezpieczne. Do takich należała właśnie granice z Klanem Wichru. Wolała nie przechodzić obok granicy z Gromiakami całkiem sama czy ruszyć ponownie do Czterech Dębów. W tym drugim miejscu czuła się wyjątkowo niekomfortowo, chociaż w jej głowie istniało znacznie więcej przyjemnych niż negatywnych wspomnień związanych z tym miejscem. Dlatego też udała się w kierunku Błotnistych Ścieżek, będących granicami z Klanem rządzonym przez Malinową Gwiazdę. Nie widziała w tym klanie zagrożenia. Nawet podobno miała tam rodzinę! Jednak o niezbyt przyjemnej historii i nie zamierzała tego rozkopywać. Sama myśl musiała jej wystarczyć. Wolała nie rozdrapywać już najpewniej zabliźnionych ran. Przecież z tego co się dowiedziała, jej wuj był gwałcicielem. Jednak poprzedni przywódca i jego ofiara - właśnie kotka z Wichru - cóż, zgładzili go. Tyle wiedziała od Czerwonej Gwiazdy i tyle jej wystarczyło aby podświadomie wybrać się właśnie tu a nie gdzieś indziej! Poruszała się sprawnie, na lekko ugiętych łapach w każdej chwili gotowa, aby możliwie zapolować. W końcu pora jak pora; stos był marny a w wodzie malała ilość ryb, chociaż sama rzeka nie zamarzała. Zielonooka nie mogła się doczekać jak przyjdzie cieplejsza pora i znów zwierzyny będzie pod dostatkiem. Chyba nie znała kota, który lubiłby Porę Nagich Drzew! W dość krótkim czasie udało jej się sprawnie dojść do granicy i z lekkim uśmiechem na pyszczku się rozejrzała, wciągając w nozdrza świeże powietrze zmieszane z oznaczeniami dwóch klanów; Rzeki i Wichru. Może przez zachwycanie się okolicą, przyszło jej od razu nie dojrzeć rudo-białej, Wichrowej Wojowniczki czającej się na nieszczęśnika przy granicy aby zaczepić kogoś do rozmowy? Śliwkowa Pestka dojrzała więc córkę Maliny z opóźnieniem i jej ogon zafalował niespokojnie. Nie spodziewała się towarzystwa! Nie spięła się jednak tak mocno jak...zazwyczaj. Znała dużo przyjaznym kotów z klanu łowców zajęcy. I każdy był dla niej bardzo miły! Dlatego też nieśmiałe podeszła i wysunęła się i wskoczyła na powyginane, skarlałe drzewo o grubej korze pochylające się przegrano nad zdradliwą, błotnistą masą. Postawiła uszy i wbiła spojrzenie w nieznajomą. xx— C-cześć?
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Mistrz: Zawilec Płeć: kotka Matka: Mama Szmalina Ojciec: Tata Fiołeczek Partner: do zbrodni?
Raczek zdecydowanie wdała się w tatusia. Jej futerko jest rude, pokryte klasycznym pręgowaniem i zalane bielą, jakby cały czas kąpała się w mleczku. Na dokładkę kotka naciągnęła na siebie skarpetki, zdaje się tylko, że nie od pary, bo ich długości nie są wcale jednolite! Trudno powiedzieć, jak to się właściwie stało, ale może po prostu nie miała cierpliwości czekać, aż dostanie wszystko, co wręcz idealne. Oczy, na razie niebieskie, spoglądają całkiem bystro na otaczający je świat szukając już, teraz i natychmiast jakiejkolwiek rozrywki. Wąsiki Raczek są bardzo, ale to bardzo długie, przez co może przypominać jakiegoś suma albo chrabąszcza, który stara się nawiązać kontakty pozaziemskie. Ogon ma również długi, pewnie za długi w stosunku do reszty ciała. Chyba niejedna małpa byłaby o niego zazdrosna! Ukoronowaniem wszystkiego jest bez wątpienia malinowy nosek!
Raczek już w chwili, w której się urodziła, jasno i wyraźnie dała o sobie znać. Żadne tam ciche kwilenie i dopraszanie się o chociażby chwilę uwagi. Ryk, jaki wydarł się z jej gardła, z całą pewnością słyszał cały obóz i okolica, bowiem gardło koteczki pracowało z pełną mocą. Od chwili, kiedy zaczęła pełzać była żądna przygód, chęci sprawdzenia, co kryje się za kolejnym źdźbłem trawy i kępką mchu. Im dalej w las, tym z całą pewnością gorzej, bowiem w głowie Raczka na pewno bardzo szybko zaczęło kształtować się przeświadczenie, że zakazy są po to, żeby je łamać. A jeśli tylko ktoś powie jej, że czegoś robić nie należy, to córka Fiołka i Maliny zakrzyknie zapewne, ile fabryka dała: [i]Ja nie mogę? To przez nogę i znowu mogę![/i] A jak będzie ostatecznie? Czy coś z tych młodzieńczych wzlotów, jakie zapowiadało wiercenie się Raczka w brzuchu, pozostanie do późniejszych etapów jej życia - zobaczymy.
Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Koziczy Skok, Sokoli Cień, Jasny Poranek, Srebrzysty Pazur, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
- O, cześć! Patrz, właśnie miałam nadzieję, że spotkam kogoś z waszego Klanu i jesteś, co nie? Racza Sadzawka jestem, córka Maliny i Fiołka, a ty? - rzuciła z miejsca, bardzo entuzjastycznie ruda brzózka, która wyglądała nieco śmiesznie, z tymi swoimi długimi, szczupłymi łapami, niewielką głową i krótkim futerkiem, z ciałem właściwie jeszcze niepokrytym ranami, bo ta od kruka jakoś tak sama zaczęła zanikać i zarastać sierścią. Była jeszcze wyraźnie młoda, być może sprawiała nawet wrażenie młodszej przez sposób, w jaki się zachowywała, ale nie mówiła o tym wcale, bo nie miało to najmniejszego znaczenia, co nie? Ostatnimi czasy nie była zbyt entuzjastycznie nastawiona do życia, ale rozmowa z Szybującym skłoniła ją do tego, by poznała odpowiedzi na swoje pytania i przestała zwieszać nos na kwintę, bo do niczego to nie prowadziło. Już rozmowa ze Ślimaczą i z tatusiem pokazała jej, że nie może cały czas tulić tylko uszu do czaszki, ale oczywiście kolejna porażka w postaci Chybota, jakoś jej nie pomogła. Miała cichą nadzieję, że faktycznie do trzech razy sztuka i tym razem mama znajdzie dla niej terminatora, który będzie chciał się uczyć i nie zniknie nagle, w bliżej nieokreślonych okolicznościach.
Tak czy inaczej, obserwowała Śliwkę od dłuższej chwili, kiedy ta tylko pojawiła się na horyzoncie, ale nie chciała do niej krzyczeć, bo ta wydawała się być dość mocno skupiona, nie chciała więc jej przestraszyć, ani wypaść na jakiegoś agresora, niemniej jednak dzielnie siedziała po swojej stronie granicy, chociaż musiała przyznać, że niezmiernie korciło ją, by pognać gdzieś dalej i poszukać tych nieszczęsnych raków. Nie wiedziała, gdzie miałaby to zrobić, ale ziemie Rzeki wydawały jej się ku temu zdecydowanie lepsze, niż ziemie jej rodzimego Klanu, co nie? Gdyby ją tylko zapytać o to, dlaczego tak sądziła, pewnie nie znalazłaby żadnej mądrej odpowiedzi. Postanowiła zatem poczekać i przekonać się, czego może się dowiedzieć, nie chciała jednak być nachalna, bo pewnie to nie wyszłoby zbyt dobrze, czy coś, a ona nie chciała przypadkiem popsuć stosunków między Klanami, bo to wcale nie byłoby dobre i mama pewnie byłaby zła.
She's gonna'come to herown conclusion Rightw h e n you t h i n k you know what to say
Someone comes along and shows you a brandnewway She said I wantsomething that I want Something that I tell myselfIneed SomethingthatIwant
And I need everythingI see
Mistrz: Kosowa Pieśń Płeć: kotka Matka: Kosowa Pieśń Ojciec: Głogowy Cień Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Zdziwienie jakie się wylało na czarno-biały pyszczek Śliwkowej Pestki na pewno było bardzo widoczne. Właściwie od razu po tym jak się odezwała została uraczona wesołym głosem Wichrowej kocicy. Poruszyła delikatnie uszami w zaskoczeniu i zamrugała powoli przekrzywiając pyszczek. Ona...tu na kogoś czekała? Właściwie to na byle jakiego Rzeczniaka? Było to zastanawiające i córka Kosowej Pieśni nie do końca wiedziała jak powinna zareagować na tak żywe przywitanie i przedstawienie się. Dopiero po chwili połączyła pierwsze człony imion podanych rodziców uśmiechniętej, rudo-białej kotki. Fiołek nie brzmiał jej znajomo, jednak Malina kojarzyła się jej z jedynym kotem z Klanu Wichru jakiego mogłaby przypasować do tego imienia. Wątpiła, aby w klanie w którym przywódca nosi takie imię miał znajdować się jeszcze taki wojownik. xx— Ja... Ja jestem Śliwkowa Pestka — przedstawiła się z grzecznością i delikatnie pochyliła łeb z szacunkiem do swojej rozmówczyni, nie spuszczając z niej zaciekawionego i zwyczajniej zdziwionego spojrzenia. Zastanawiała się, czy w ogóle opłaca jej się mówić o tym czyją jest córką. Jej rodzice nie zajmowali ważnych stanowisk. Jedynie Czerwona Gwiazda, siostra jej babci była przywódczynią, a jej córka zastępczynią. Jednak tym nie mogła się tak pochwalić jak uczyniła to Raczek. Jednak skoro ona tak zrobiła, to wypadałoby również odchylić nieco tajemnicy i podzielić się imionami rodziców. Coś za coś, prawda? — C-córka, Kosowej Pieśni i Głogowego Cienia. A...ty, mm...Jesteś c-córką samej Malinowej Gwiazdy? — niezręczne pytanie, które w bolesnych skurczach opuściło jej gardło jakby jej własny organizm hamował ją przed jego zadaniem. Było głupie, ale kotka chciała się nieco upewnić. Kiedy w zawstydzeniu szukała miejsca, w które mogłaby wbić wzrok dojrzała, że jej rozmówczyni niebezpiecznie zbliża się do błotnistych pazurów, w których mogłaby ugrzęznąć. Mogła się założyć, że dla Wichrzaka nie byłoby to nic przyjemnego. Westchnęła zatroskana i nieco mocniej nacisnęła na jedną z grubszych gałęzi dając tym samym znak, aby rudo-biała wspięła się i zajęła miejsce na grubym, pochylonym pniu obok młodszej kotki. Dała tez znak ogonem aby Raczek spróbowała się wdrapać i w razie problemów jakkolwiek jej pomogła. Nie chciała, aby ta zrobiła sobie jakąś krzywdę. Może i była z innego klanu i najpewniej Sokół by ją za to ofuczał, ale...Kot z innego klanu to nadal kot! Dopiero kiedy możliwie obie kotki siedziały na suchym, wygiętym konarze, Owocówka owinęła ogon wokół łap, które nerwowo pazurami skubały korę i zadała pytanie, które gotowało się w niej od usłyszenia wesołego przywitania. xx— Coś się stało, że...czekałaś tu n-na kogoś? Potrzebujesz p-pomocy? — zaniepokoiła się koteczka i poruszyła delikatnie wibrysami. Oby nie!
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Mistrz: Zawilec Płeć: kotka Matka: Mama Szmalina Ojciec: Tata Fiołeczek Partner: do zbrodni?
Raczek zdecydowanie wdała się w tatusia. Jej futerko jest rude, pokryte klasycznym pręgowaniem i zalane bielą, jakby cały czas kąpała się w mleczku. Na dokładkę kotka naciągnęła na siebie skarpetki, zdaje się tylko, że nie od pary, bo ich długości nie są wcale jednolite! Trudno powiedzieć, jak to się właściwie stało, ale może po prostu nie miała cierpliwości czekać, aż dostanie wszystko, co wręcz idealne. Oczy, na razie niebieskie, spoglądają całkiem bystro na otaczający je świat szukając już, teraz i natychmiast jakiejkolwiek rozrywki. Wąsiki Raczek są bardzo, ale to bardzo długie, przez co może przypominać jakiegoś suma albo chrabąszcza, który stara się nawiązać kontakty pozaziemskie. Ogon ma również długi, pewnie za długi w stosunku do reszty ciała. Chyba niejedna małpa byłaby o niego zazdrosna! Ukoronowaniem wszystkiego jest bez wątpienia malinowy nosek!
Raczek już w chwili, w której się urodziła, jasno i wyraźnie dała o sobie znać. Żadne tam ciche kwilenie i dopraszanie się o chociażby chwilę uwagi. Ryk, jaki wydarł się z jej gardła, z całą pewnością słyszał cały obóz i okolica, bowiem gardło koteczki pracowało z pełną mocą. Od chwili, kiedy zaczęła pełzać była żądna przygód, chęci sprawdzenia, co kryje się za kolejnym źdźbłem trawy i kępką mchu. Im dalej w las, tym z całą pewnością gorzej, bowiem w głowie Raczka na pewno bardzo szybko zaczęło kształtować się przeświadczenie, że zakazy są po to, żeby je łamać. A jeśli tylko ktoś powie jej, że czegoś robić nie należy, to córka Fiołka i Maliny zakrzyknie zapewne, ile fabryka dała: [i]Ja nie mogę? To przez nogę i znowu mogę![/i] A jak będzie ostatecznie? Czy coś z tych młodzieńczych wzlotów, jakie zapowiadało wiercenie się Raczka w brzuchu, pozostanie do późniejszych etapów jej życia - zobaczymy.
Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Koziczy Skok, Sokoli Cień, Jasny Poranek, Srebrzysty Pazur, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Raczek miała wcześniej nieco kiepski czas, ale teraz było jej już o wiele lepiej, a ponieważ miała jakiś cel i nawet nie przypuszczała, że na ceremonii może wydarzyć się coś złego, zdawała się tryskać humorem i optymizmem, na dokładkę wydawało jej się, że za chwilę zacznie przebierać w miejscu wszystkimi łapami, bo mimo wszystko miała wrażenie, że oto zbliża się do niej wielka chwila i jakby nie chciała, jakby się od tego odwracała, to była przekonana, że będzie w stanie otrzymać teraz odpowiedzi, więc po prostu nie umiała się o tak wziąć i uspokoić, co to, to nie, ani trochę i w ogóle, a co! Uśmiechnęła się zatem ciepło, całkiem promiennie, kiedy kocica się do niej odezwała, a później zmarszczyła nieco brwi, bo ta jakby się bała, czego zupełnie nie rozumiała, w końcu ona do niej radośnie, z sercem na łapie, a ta jakby serce miała, owszem, ale w gardle.
- Śliwka... Śliwka... A wiesz, że ja chyba nigdy śliwki nie widziałam? Znaczy, może widziałam, tylko nie wiem, bo u nas to jest takie miejsce, gdzie są stare, ale dzikie drzewa, na których czasem są owoce - powiedziała z namysłem, aż wystawiła czubek języka, taka to była dla niej ważna informacja, a później energicznie pokiwała głową na znak, że owszem, jest córką przywódczyni. Zapytała również bardzo uprzejmie, czy oboje rodzice Śliwki są wojownikami i nastawiła uszu, czekając na odpowiedź, bo w końcu może jej matka była po prostu matką, a może coś tam, coś tam, Raczek chyba nie do końca była skupiona na tym, o czym mówiły, a kiedy Śliwka zadała swoje pytanie, młoda aż się zapowietrzyła.
- Tak! Znaczy nie. Znaczy się, dla mnie jest coś ważnego, o co chciałam zapytać. Czy na waszych ziemiach żyją raki? - wypaliła prosto w mostu, prostując się i aż przebierając przednimi łapami, a jej ogon niemalże się wyprostował, w jakiejś parodii, czy czymś podobnym, miała wrażenie, że za chwilę po prostu eksploduje od oczekiwania, jakie gwałtownie ją wypełniło i nie mogła nic na to poradzić.
She's gonna'come to herown conclusion Rightw h e n you t h i n k you know what to say
Someone comes along and shows you a brandnewway She said I wantsomething that I want Something that I tell myselfIneed SomethingthatIwant
And I need everythingI see
Mistrz: Kosowa Pieśń Płeć: kotka Matka: Kosowa Pieśń Ojciec: Głogowy Cień Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Stres i serce w gardle były nieodłącznymi elementami Śliwki. Jakby się nie stresowała, nie byłaby sobą! Zawsze, ale to zawsze odczuwała stres przed nieznajomymi i chociaż naprawdę czuła, że Raczek stara się być w jej kierunku jak najbardziej przyjazna, otwarta i miła - to i tak nie mogła pozbyć się niemiłego, kwaśnego uczucia niepokoju z języka. Taką już miała naturę i nic na to nie zdołała jak na razie na to poradzić. Właściwie większość sytuacji w jej życiu tylko i wyłącznie pogarszała ten stan. Przynajmniej wcześniej dzięki determinacji Kosowej Pieśni nauczyła się mówić jak kot. Niezrozumiała mowa, niepewność i zwyczajna w świecie wstydliwość, połączona z jąkaniem i nieprzyjemnymi sytuacjami, mogłaby naprawdę wprowadzić czarno-białą w niezłe bagno! A tego chciała uniknąć. Pokiwała krągłym łebkiem kiedy padło odbicie pytania po entuzjastycznym potwierdzeniu, że kotka z którą rozmawia jest córką Wichrowej przywódczyni. Zielono-żółtooka zamrugała zaskoczona i nieco się uśmiechnęła, pośpiesznie mrugając. Nie mogła uwierzyć, że rozmawiała z kimś...takim? Właściwie to Raczek nie różniła się od niej niczym, przez to, że miała matkę przywódczynię. W każdym razie i tak robiło to swoje wrażenie. Po chwilowym otępieniu pokiwała łebkiem jeszcze raz, aby tym razem nieco bardziej rozgadać się co do pytania o własnych rodziców. Ich rangi mogły być...zagadkowe? Chociaż jak chodzi o Głoga, to raczej wiadomym było, że piastował on rangę wojownika. Kosowa Pieśń miała już większe pole możliwości. xx— Moja m-mama jest wojowniczą, t-tata również. — potwierdziła swój podwojony gest słowami i milczała aż do wybuchu odnośnie swojego imienia. Cofnęła lekko uszy aby po chwili je postawić z zainteresowaniem. Tak jak Raczek nie wiedziała, czy an ich terenach rosną śliwki, tak Owocówka doskonale wiedziała od czego wzięło się imię wichrowej wojowniczki! Jednak nie wiedziała skąd też przyszło Malinowej Gwieździe nazwać swoje kocię od tego wstrętnego stworzenia gotowego oderwać kotu palec! Jakby na samo wspomnienie, zapiekła ją lekka ranka na paluszku. Brr!— W-wiesz, ja t-też nie widziałam chyba śliwki. Imię dostałam po m-mojej przyszywanej ciotce. — wyznała z lekkim wzruszeniem barkami. Czereśnie, albo im podobne widziała. Mróz? Nurt? Świetlik? Również! O, Łabędzia również widziała, ale uciekła przed nim tak szybko, że nie zdążył nawet na nią nasyczeć. Pąki i Chabry również śmiało mogła wpisać do zeszytu rzeczy widzianych. Jednak śliwka? Cóż, to już trudniejsze zadanie. Owinęła ogon nieco ciaśniej wokół łap i już chciała oddać się chwilowej zadumie, czy kiedykolwiek widziała owoc od którego wzięło się imię czekoladowej ciotki, jednak przerwało jej to pytanie Raczej Sadzawki. xx— Czy...żyją? — powtórzyła z niedowierzaniem i lekko uniosła obie brwi, po czym cichutko się zaśmiała, czując jak atmosfera między nimi zaczyna w końcu wracać do normy, a jej stres nieco opadać. — O tak tak. Przez jednego to nawet trafiłam do medyczki! A...u was są? — dopytała, przekręcając nieznacznie głowę na bok. Skoro przywódczyni nazwała tak kocię to...chyba musiała wiedzieć, co to rak. Jednak czy Klan Wichru ma jakieś rzeki o których nie wie? Raki nie skaczą po polanach i nie uciekają jak zające!
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l