Zaśmiała się na Słowa Ostrej. Sama uważała, że nowe imię bardzo jej pasuje, do bo przecież kochała rzekę, pływanie i takie tam.
Na pocieszenie lekko westchnęła. Fakt, nie miała problemu aby dogadać się z jakimś kotem, jednak nie była pewna, czy dobrze będzie przekazywać wszystkie informacje. Kto ją lepiej zna to wie, że zwykle posługuje się dosyć chaotycznym językiem i nie zawsze można ją dobrze zrozumieć... Miała jednak ogromną nadzieję, że do czasu dostania terminatora trochę zwolni z mówieniem i zacznie lepić nieco spójniejsze zdania.
- No, muszę dać sobie radę... Ale skoro innym się udało, to mi też powinno się udać! - miałknęła z lekkim uśmiechem.
- Znaczy, to chyba zależy od mentora i trzeba mieć trochę zapału do pracy. Mój brat już skończył trening mając 12 księżycy, miał bardzo fajnego mistrza i lubił się uczyć, za to mama miała chyba z 70 księżycy jak nie więcej. No i jeszcze miała dwa mioty, wcześniej moje starsze rodzeństwo i mój miot, więc parę ksieżycy w kociarni przesiedziała. Jejciu, w sumie to jej współczuję, patrząc na to jakim ja byłam kociakiem, to miała przy mnie trochę roboty... A była nas czwórka! Chyba nie chciałabym mieć kociąt... - Zachichotała wesoło. Faktycznie - siedzenie w kociarni nie mając pojęcia do czego łapy włożyć, bo tu jeden brzdąc ci zwieje, a tamtemu na ogon stanęli jest raczej męczące i nieprzyjemne... Biedna Zwinny Strumyk...
Na jej mordce pojawiło się lekkie zdziwienie, kiedy usłyszała o ojcu przyjaciółki.
- Jak to nie znałaś? Był z innego klanu? Czy on... Nie żyje..?
<center><table><tr><td><center>
<br>i have a hero w h e never i need ONE
<br>i just LOOK up to you and i s e eone
<br> i'm a man 'cause you taught me to be o n e
<br>in case you don't live FOREVER, let me tell you n o w
<br>i LOVE you more than you’ll ever wrap your head around</center></td><td></td><td></td>
<td><img src="https://i.imgur.com/KBT0d3K.png" height="123px"></td></table></td><td></td><td></td>
wysoka, krótkofutra, czarno-biała kocica o atletycznej budowie z zielonymi oczami. Blizny: Ślad po pazurach na lewym policzku, urwane pół prawego ucha i ślad kocich kłów na lewej tylnej łapie //KP
Odważna baba. //KP
Nietoperza Łapa [nkt]
Westchnięcie kocicy nie umknęło uwadze terminatorki. Akurat czarno-biała nie miała prawa narzekać na sposób rozmowy wichrzaczki przez własną wadę wymowy, a i nie czuła takiej potrzeby. - Wiesz, może nie do końca jesdem dobrą osobą, by dawać rady w sprawie przeprowadzania dreningu, ale jeśli czegoś nie wiesz, spróbuj derminadora pydać. Co go inderesuje, czego chciałby się nauczyć, czy rozumie i dak dalej.
Starsza kocica zamruczała pocieszająco, fakt własnego treningu jeszcze nie prowadziła, ale chyba wiedziała, jak to działa, skoro miała aż dwa. - Z własnego doświadczenia mogę ci powiedzieć, że ładwiej jesd zapamiędać coś, co cię inderesuje i do czego dojdziesz w pewien sposób sama.
Córka Kukułki słuchała uważnie, jak Wydra opowiada o treningu z jej perspektywy. - Nas była piądka, w dodadku daka, kdórej ciężko było usiedzieć w miejscu. Nasza mama miała z nami urwanie głowy. Co do kociąd, nie wiem, czy chciałabym je mieć, nie podrafię usiedzieć w miejscu, a kociaków drzeba by było pilnować. No i do nich chyba podrzebny jesd pardner, a ja jakoś jesdem chyba na dego dypu relacje zbyd pospolida.
Ostra zachichotała delikatnie, nabijając się z własnego pospolitego czarno-białego futra i blizn. Kto by chciał kocice bez ucha? - Nie znałam po prosdu, nie wiem, czy nie żyje, czy był z innego klanu. Może nas po prosdu nie chciał? Wiem, że skrzywdził moją mamę, bo miała później problem, by znaleźć sobie pardnera, kdóremu mogłaby zaufać.
»Girlsloveg i r l sandboys« AndNEVERdidithinkthatI Wouldbecaughtinthewayyougotm e Butgirlslovegirlsandboys Andl o v eisNOTachoice
Księżyce: 102 Mistrz: Ślimacza Ścieżka | Lawendowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zaśnieżona Ścieżka (Lśniąca Sadzawka) Ojciec: Skorpion Partner: Nietoperz? Może Chaos? Trwałe urazy: blizna na prawym policzku - trzy dosyć spore szramy po borsuczych pazurach; blizna na prawym barku - długie ślady po borsuczych pazurach, brak futra w tym miejscu; blizna na prawym boku szyi - ukryta pod futrem
Księżyce: 102 Mistrz: Ślimacza Ścieżka | Lawendowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zaśnieżona Ścieżka (Lśniąca Sadzawka) Ojciec: Skorpion Partner: Nietoperz? Może Chaos? Trwałe urazy: blizna na prawym policzku - trzy dosyć spore szramy po borsuczych pazurach; blizna na prawym barku - długie ślady po borsuczych pazurach, brak futra w tym miejscu; blizna na prawym boku szyi - ukryta pod futrem
Kocica o dobrze zbudowanych mięśniach, niebieskim futrze
i zielonych oczach
Nie daje sobie wejść na głowę. Podczas księżyców życia na ulicy nauczyła się radzić sobie jeszcze lepiej sama, niż wcześniej. W końcu żyła w zwartej, zorganizowanej kociej grupie, więc nauczenie się życia na własną łapę było czymś trudniejszym.
U wojowniczki nadal pozostała ta kocięca potrzeba rywalizacji. Nie zawsze zdrowej, ale ważne, że jakiejkolwiek. Ponadto nadal trzyma się swoich ambicji i stara się dążyć do ich spełnienia. Nie po trupach, ale ciężką pracą, którą wkłada we wszystko, co jest dla niej istotne.
Czasami dalej wdaje się w niepotrzebne dyskusje - niestety Ostra ma to do siebie, że czasem szybciej powie, niż pomyśli. Wywołuje to niekiedy nie małe kłopoty, z którymi musi się uporać. Gdy jednak konflikty nabiera na sile, nie waha się użyć siły.
Nie lubi większych zobowiązań - udowodniła to podczas rozmowy z Nietoperzym Niebem, gdzie, mimo, iż obie wyznały sobie swoje uczucia, to niebieska zdecydowała się na nie wchodzenie w stały związek. Nie zauważała również tego, iż kotka cierpi przez jej zachowanie. Po prostu potrzebuje kogoś, kto będzie przy niej a nie koniecznie ona przy nim.
Ostry Kolec.
Wojownicze imię naprawdę bardzo jej się podobało. Dostając je, odcięła się od dawnej Konwaliowej Łapy, oszukiwanej przez przybraną matkę. Teraz czuła się jak ktoś nowy. Jak Ostry Kolec. To imię chyba też nieco bardziej do niej pasowało i zdecydowanie wzbudzało chyba większy respekt, niż Konwalia. Nie chciała jednak zapomnieć o tamtym imieniu i przeszłości. Nie, nie. Mimo wszystko spotkały ją też dobre rzeczy, kiedy była terminatorką.
Na granicę z Klanem Rzeki zawędrowała w sumie bardzo przypadkowo. Po prostu goniła za myszą, która zdążyła schować się do swojej norki, nim udało jej się ją dopaść. Potem po prostu zaczęła sobie chodzić przy granicy, tak o. Z nudów. I może trochę dla upewnienia się, że nikt tej granicy nie przekroczył.
[Węgorz]
x
x <span class="jesion2">All mylifeI’vebeensolonely</span> Allinthenameofbeingholy Still,you’dliketothinkyouknowme
<span class="jesion2">> Youkeepbuyin’stars <</span> Andyoucouldbuyupallofthestars, Butitwouldn’tchangewhoyouare You’restilllivinglifeinthedark
<span class="jesion2">It’sjustwhoyouare</span> ...............................................
Przyjemnie było odnowić kontakty z kotami, których tak długo się nie widziało. Była to jedna z rzeczy, której tak mu brakowało. Przynajmniej wie, że miał dla kogo wrócić z tułaczki. Ale obowiązki obowiązkami - jest wojownikiem i nie może całe dnie siedzieć w obozie i rozmawiać z kotami jakby był starszym. Tym razem wyruszył na samotny patrol wcześniej obiecując sobie, że nie postawi łapy nawet na chwilę poza granicami swojego klanu. Miał dosyć wycieczek, chciał już odpocząć od tych podróż w nieznane. Wolał pałętać się po znanych mu obszarach.
Kroczył wzdłuż granicy uważnie rozglądając się po otoczeniu. Nie chciał przegapić czegoś, co mogłoby stwarzać potencjalne zagrożenie dla Klanu Rzeki. Jak świeże ślady psa lub lisa. Na razie nic nie wskazywało na to, aby napotkał jakąś niespodziankę. Ale jednak. Przy granicy wyczuł woń Klanu Wichru, jednak trochę silniejszą niż zazwyczaj. Być może przechodził tędy niedawno patrol - pomyślał, ale im dalej szedł, tym zapach zdawał się przybierać na sile. Uniósł szeroki łeb wyżej, aby dostrzec, czy po drugiej stronie granicy ktoś nie stoi. Dopiero kiedy pokonał krzaki dostrzegł niebieski, puchaty łebek na terenie Klanu Wichru. Poczuł zakłopotanie. Powinien się odezwać, tak? Ale trochę go zatkało, bo nie spodziewał się spotkać innego kota. Nie chce wyjść źle na tle innego klanu. — Nie spodziewałem się spotkać kogokolwiek - zamruczał Węgorz podchodząc bliżej granicy, ale trzymając się ciągle swojego terytorium. No to zabłysłeś czarny baranie. — Miło mi spotkać kota z Klanu Wichru.
Księżyce: 102 Mistrz: Ślimacza Ścieżka | Lawendowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zaśnieżona Ścieżka (Lśniąca Sadzawka) Ojciec: Skorpion Partner: Nietoperz? Może Chaos? Trwałe urazy: blizna na prawym policzku - trzy dosyć spore szramy po borsuczych pazurach; blizna na prawym barku - długie ślady po borsuczych pazurach, brak futra w tym miejscu; blizna na prawym boku szyi - ukryta pod futrem
Księżyce: 102 Mistrz: Ślimacza Ścieżka | Lawendowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zaśnieżona Ścieżka (Lśniąca Sadzawka) Ojciec: Skorpion Partner: Nietoperz? Może Chaos? Trwałe urazy: blizna na prawym policzku - trzy dosyć spore szramy po borsuczych pazurach; blizna na prawym barku - długie ślady po borsuczych pazurach, brak futra w tym miejscu; blizna na prawym boku szyi - ukryta pod futrem
Kocica o dobrze zbudowanych mięśniach, niebieskim futrze
i zielonych oczach
Nie daje sobie wejść na głowę. Podczas księżyców życia na ulicy nauczyła się radzić sobie jeszcze lepiej sama, niż wcześniej. W końcu żyła w zwartej, zorganizowanej kociej grupie, więc nauczenie się życia na własną łapę było czymś trudniejszym.
U wojowniczki nadal pozostała ta kocięca potrzeba rywalizacji. Nie zawsze zdrowej, ale ważne, że jakiejkolwiek. Ponadto nadal trzyma się swoich ambicji i stara się dążyć do ich spełnienia. Nie po trupach, ale ciężką pracą, którą wkłada we wszystko, co jest dla niej istotne.
Czasami dalej wdaje się w niepotrzebne dyskusje - niestety Ostra ma to do siebie, że czasem szybciej powie, niż pomyśli. Wywołuje to niekiedy nie małe kłopoty, z którymi musi się uporać. Gdy jednak konflikty nabiera na sile, nie waha się użyć siły.
Nie lubi większych zobowiązań - udowodniła to podczas rozmowy z Nietoperzym Niebem, gdzie, mimo, iż obie wyznały sobie swoje uczucia, to niebieska zdecydowała się na nie wchodzenie w stały związek. Nie zauważała również tego, iż kotka cierpi przez jej zachowanie. Po prostu potrzebuje kogoś, kto będzie przy niej a nie koniecznie ona przy nim.
Ona również nie spodziewała się, że kogoś tutaj spotka. Dopiero kiedy usłyszała głos, należący do innego kota, skierowała swoje zielone ślepia w stronę czarnego kocura. Niebieska kotka skarciła siebie w myślach, że nie była na tyle czujna, aby zobaczyć, że ktoś się do niej zbliża.
Niebieska kocica machnęła delikatnie ogonem, starając się zbytnio nie spinać. Zielonooki nie wyglądał na nieprzyjaźnie nastawionego, więc i ona nie chciała wychodzić na jakąś agresorkę. Wypuściła więc powietrze z nosa, aby nieco ochłonąć, a następnie delikatnie uśmiechnęła się na słowa nieznajomego.
- W takim razie mnie również miło spotkać, Ciebie, kocie z Klanu Rzeki - miauknęła w stronę czarnego, prawdopodobnie wojownika. A przynamniej na wojownika wyglądał.
- Jestem Ostry Kolec - przedstawiła się następnie, używając już swojego nowego imienia. Było to wyjątkowe uczucie, kiedy mogła powiedzieć wreszcie coś innego, niż Konwaliowa Łapa.
x
x <span class="jesion2">All mylifeI’vebeensolonely</span> Allinthenameofbeingholy Still,you’dliketothinkyouknowme
<span class="jesion2">> Youkeepbuyin’stars <</span> Andyoucouldbuyupallofthestars, Butitwouldn’tchangewhoyouare You’restilllivinglifeinthedark
<span class="jesion2">It’sjustwhoyouare</span> ...............................................
Ucieszył się na wieść, że kotka nie jest w stosunku do niego źle nastawiona. Widział to po jej gestach. Rozluźniła się, i spojrzała na niego przyjaźnie. On również usiadł po drugiej stronie rozluźniony i owinął ogon wokół łap. Trochę dziwnie się poczuł słysząc określenie "kocie z Klanu Rzeki", ale mogła takowego użyć. Nie znała jego pełnego imienia. — Węgorzowe Gardło - przedstawił się i lekko skinął głową na powitanie. Ostry Kolec? Imię fajne, ale nie pasuje mu ono do kotki. Może ma opisywać jej charakter? Ma nadzieję, że tego charakteru nie zademonstruje Węgorzowi. — Również na samotnej przechadzce, zgadza się? - spytał przekręcając głowę.
Księżyce: 102 Mistrz: Ślimacza Ścieżka | Lawendowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zaśnieżona Ścieżka (Lśniąca Sadzawka) Ojciec: Skorpion Partner: Nietoperz? Może Chaos? Trwałe urazy: blizna na prawym policzku - trzy dosyć spore szramy po borsuczych pazurach; blizna na prawym barku - długie ślady po borsuczych pazurach, brak futra w tym miejscu; blizna na prawym boku szyi - ukryta pod futrem
Księżyce: 102 Mistrz: Ślimacza Ścieżka | Lawendowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zaśnieżona Ścieżka (Lśniąca Sadzawka) Ojciec: Skorpion Partner: Nietoperz? Może Chaos? Trwałe urazy: blizna na prawym policzku - trzy dosyć spore szramy po borsuczych pazurach; blizna na prawym barku - długie ślady po borsuczych pazurach, brak futra w tym miejscu; blizna na prawym boku szyi - ukryta pod futrem
Kocica o dobrze zbudowanych mięśniach, niebieskim futrze
i zielonych oczach
Nie daje sobie wejść na głowę. Podczas księżyców życia na ulicy nauczyła się radzić sobie jeszcze lepiej sama, niż wcześniej. W końcu żyła w zwartej, zorganizowanej kociej grupie, więc nauczenie się życia na własną łapę było czymś trudniejszym.
U wojowniczki nadal pozostała ta kocięca potrzeba rywalizacji. Nie zawsze zdrowej, ale ważne, że jakiejkolwiek. Ponadto nadal trzyma się swoich ambicji i stara się dążyć do ich spełnienia. Nie po trupach, ale ciężką pracą, którą wkłada we wszystko, co jest dla niej istotne.
Czasami dalej wdaje się w niepotrzebne dyskusje - niestety Ostra ma to do siebie, że czasem szybciej powie, niż pomyśli. Wywołuje to niekiedy nie małe kłopoty, z którymi musi się uporać. Gdy jednak konflikty nabiera na sile, nie waha się użyć siły.
Nie lubi większych zobowiązań - udowodniła to podczas rozmowy z Nietoperzym Niebem, gdzie, mimo, iż obie wyznały sobie swoje uczucia, to niebieska zdecydowała się na nie wchodzenie w stały związek. Nie zauważała również tego, iż kotka cierpi przez jej zachowanie. Po prostu potrzebuje kogoś, kto będzie przy niej a nie koniecznie ona przy nim.
Niebieska kotka usiadła po swojej stronie granicy, delikatnie owijając ogonem łapy. Mogła to być naprawdę ciekawa rozmowa. Tak naprawdę to chyba nigdy nie spotkała kota z Klanu Rzeki, ani tym bardziej z nim nie rozmawiała. Mogła więc się dowiedzieć paru ciekawych rzeczy.
Węgorzowe Gardło? Cóż... kojarzyła skądś to imię. Wojowniczka zmarszczyła brwi, zastanawiając się nad tym chwilę i sięgając najgłębiej w swoją pamięć jak potrafiła... I już po chwili wiedziała! Podobnie nazywał się kot z Klanu Wichru, o którym mówił jej Kusowąsy, gdy jeszcze żył. Węgorzowy Grzbiet czy jakoś tak... Stracił ogon w walce z borsukiem a potem... cóż, umarł. Ale przynamniej już wiedziała, skąd kojarzyła takie imię!
- Można tak powiedzieć - miauknęła, dalej przyglądając się czarnemu kocurowi - Wcześniej polowałam, ale kiedy skończyłam to uznałam, że dobrze byłoby zobaczyć, co się dzieje na granicy - wytłumaczyła następnie, po czym delikatnie machnęła ogonem, odwijając go z łap.
- Nie obraź się, Węgorzowe Gardło, ale czy to prawda, że jecie naprawdę dużo ryb? I pływacie w tej zimnej wodzie? - zapytała następnie, czując, że ciekawość przezwycięża.
x
x <span class="jesion2">All mylifeI’vebeensolonely</span> Allinthenameofbeingholy Still,you’dliketothinkyouknowme
<span class="jesion2">> Youkeepbuyin’stars <</span> Andyoucouldbuyupallofthestars, Butitwouldn’tchangewhoyouare You’restilllivinglifeinthedark
<span class="jesion2">It’sjustwhoyouare</span> ...............................................
Kiedy Ostry Kolec skojarzyła sobie imię Węgorza z innym kotem o podobnym imieniu, on za nic nie potrafił przypasować jej imienia do innego kota, którego by mógł znać a nawet kojarzyć. Nie przypomina sobie, aby w klanie był kot z członem "Kolec" albo "Ostry". Albo jest, tylko nie słyszał jego imienia. Może to i lepiej, lepiej mieć oryginalne i niepowtarzające się imię. Z kolei, nie zdziwiło ani nie obraziło go pytanie Ostrego Kolca. Klan Rzeki swoją nazwę zawdzięcza od terytorium i tego, że rzek jest u nich tyle ile drzew w lesie. — Nie wiem, czemu miałbym się obrazić - stwierdził poruszając uchem. — Naszą główną zwierzyną, owszem, są ryby. Ale też trafiają się nam ptaki, które chcą się napić, również gryzonie, ale nie za często. Dzięki takiej diecie dajemy radę pływać w zimnej wodzie - odpowiedział o polizał spokojnie przednią łapę. Było to pytanie jak pytanie, nic obrażającego. Może po prostu kotka była ciekawa tego, czy to prawda, gdyż nigdy przedtem rzeczniaka nie spotkała. Nie jemu to dane oceniać. — Ale w tej porze nie pływamy w rzece. W pierwszych dniach dajemy radę jeszcze przebić lód, by coś złowić, ale potem musimy się zdać na ptaki i gryzonie. A jak z polowaniem w Wichrze w takie pory? Jest ślisko na wrzosowiskach? - spytał, przerywając pielęgnację łapy i spojrzał ciekawie na kotkę. Wicher słynie z tego, iż są urodzonymi biegaczami i łowcami na wrzosowiskach, jednak intryguje go, jak poluje się tam w porę nagich drzew. Czy ślisko jest przez śnieg udeptany od kocich łap?
Księżyce: 102 Mistrz: Ślimacza Ścieżka | Lawendowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zaśnieżona Ścieżka (Lśniąca Sadzawka) Ojciec: Skorpion Partner: Nietoperz? Może Chaos? Trwałe urazy: blizna na prawym policzku - trzy dosyć spore szramy po borsuczych pazurach; blizna na prawym barku - długie ślady po borsuczych pazurach, brak futra w tym miejscu; blizna na prawym boku szyi - ukryta pod futrem
Księżyce: 102 Mistrz: Ślimacza Ścieżka | Lawendowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zaśnieżona Ścieżka (Lśniąca Sadzawka) Ojciec: Skorpion Partner: Nietoperz? Może Chaos? Trwałe urazy: blizna na prawym policzku - trzy dosyć spore szramy po borsuczych pazurach; blizna na prawym barku - długie ślady po borsuczych pazurach, brak futra w tym miejscu; blizna na prawym boku szyi - ukryta pod futrem
Kocica o dobrze zbudowanych mięśniach, niebieskim futrze
i zielonych oczach
Nie daje sobie wejść na głowę. Podczas księżyców życia na ulicy nauczyła się radzić sobie jeszcze lepiej sama, niż wcześniej. W końcu żyła w zwartej, zorganizowanej kociej grupie, więc nauczenie się życia na własną łapę było czymś trudniejszym.
U wojowniczki nadal pozostała ta kocięca potrzeba rywalizacji. Nie zawsze zdrowej, ale ważne, że jakiejkolwiek. Ponadto nadal trzyma się swoich ambicji i stara się dążyć do ich spełnienia. Nie po trupach, ale ciężką pracą, którą wkłada we wszystko, co jest dla niej istotne.
Czasami dalej wdaje się w niepotrzebne dyskusje - niestety Ostra ma to do siebie, że czasem szybciej powie, niż pomyśli. Wywołuje to niekiedy nie małe kłopoty, z którymi musi się uporać. Gdy jednak konflikty nabiera na sile, nie waha się użyć siły.
Nie lubi większych zobowiązań - udowodniła to podczas rozmowy z Nietoperzym Niebem, gdzie, mimo, iż obie wyznały sobie swoje uczucia, to niebieska zdecydowała się na nie wchodzenie w stały związek. Nie zauważała również tego, iż kotka cierpi przez jej zachowanie. Po prostu potrzebuje kogoś, kto będzie przy niej a nie koniecznie ona przy nim.
- Czyli gdybyście mogli, to łapalibyście króliki? Albo zająca? - zapytała, posyłając Węgorzowemu Gardłu delikatny uśmiech. Nie była negatywnie do kocura nastawiona. Wręcz przeciwnie! Była to doskonała okazja do tego, aby dowiedzieć się, co się dzieje w drugim klanie. I poznać ich zwyczaje inaczej, z pierwszej łapy a nie na treningu.
- Bardzo dobrze! Ale tak, muszę przyznać, że jest dosyć ślisko. Wystarczy jednak wprawa i nie jest to aż taki problem - miauknęła, delikatnie poruszając wąsami. Oczywiście, było to trochę trudniejsze ale co z tego! Wyzwania były czymś, co Konwalia lubiła najbardziej. A łapanie królików po śliskim terenie było wyjątkowym sprawdzianem jej umiejętności.
- Więc, Węgorzowe Gardło, jesteś wojownikiem, tak? Masz może terminatora? O i zawsze mnie interesowało, czy uczycie się pływać na treningu czy może od urodzenia potraficie?
x
x <span class="jesion2">All mylifeI’vebeensolonely</span> Allinthenameofbeingholy Still,you’dliketothinkyouknowme
<span class="jesion2">> Youkeepbuyin’stars <</span> Andyoucouldbuyupallofthestars, Butitwouldn’tchangewhoyouare You’restilllivinglifeinthedark
<span class="jesion2">It’sjustwhoyouare</span> ...............................................
— Wiesz, ciężko mi powiedzieć. Głównie jesteśmy nastawieni ma pływanie niż bieganie za zwierzyną, a jeśli już to nie na pewno na takie dystanse jakie wy potraficie pokonać. Biegamy, kiedy nie trafią nam pod pazury. Ale zające i króliki się u nas trafiają - przyznał zgrabnie wylizując futro na piersi. Przyznał, takiej rozmowy mu brakowało. Może i wojowniczka z obcego klanu, ale przyjemnie z kimś tak porozmawiać od serca. Widzi, że nie jest tu po to by zbierać informacje o obcym klanie. Położył się spokojnie na ziemi bliżej granicy, ogon kładąc obok siebie. Wysłuchał wyraźnie z zainteresowaniem tego, o czym mówiła Ostry Kolec. By było widać, iż słucha, strzygł uszami co jakiś czas, a spojrzenie jaskrawych oczu wbił w niebieskie futerko. — Cóż, miałem terminatora, Muszelkową Łapę. Jednak zaginęła trochę jak rozpoczęliśmy treningi. Nie ma po niej ani śladu, nie zdążyłem z nią nawet praktyki przerobić - powiedział lekko przygnębiony grzebiąc łapą w ziemi, jakby szukał w niej odpowiedzi. Błoto przez lodowatą porę zamarło, ale i tak ciągle to miejsce było niebezpieczne przez śliską pokrywę lodową. — Ale to zależy od rodziców. Niektórzy pozwalają kociakom uczyć się pływać od najmłodszych lat, a niektórzy dopiero uczą się tego na treningu. Ja się tego nie uczyłem, tylko łowienia ryb - wyjaśnił trochę śmialej.
Księżyce: 102 Mistrz: Ślimacza Ścieżka | Lawendowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zaśnieżona Ścieżka (Lśniąca Sadzawka) Ojciec: Skorpion Partner: Nietoperz? Może Chaos? Trwałe urazy: blizna na prawym policzku - trzy dosyć spore szramy po borsuczych pazurach; blizna na prawym barku - długie ślady po borsuczych pazurach, brak futra w tym miejscu; blizna na prawym boku szyi - ukryta pod futrem
Księżyce: 102 Mistrz: Ślimacza Ścieżka | Lawendowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zaśnieżona Ścieżka (Lśniąca Sadzawka) Ojciec: Skorpion Partner: Nietoperz? Może Chaos? Trwałe urazy: blizna na prawym policzku - trzy dosyć spore szramy po borsuczych pazurach; blizna na prawym barku - długie ślady po borsuczych pazurach, brak futra w tym miejscu; blizna na prawym boku szyi - ukryta pod futrem
Kocica o dobrze zbudowanych mięśniach, niebieskim futrze
i zielonych oczach
Nie daje sobie wejść na głowę. Podczas księżyców życia na ulicy nauczyła się radzić sobie jeszcze lepiej sama, niż wcześniej. W końcu żyła w zwartej, zorganizowanej kociej grupie, więc nauczenie się życia na własną łapę było czymś trudniejszym.
U wojowniczki nadal pozostała ta kocięca potrzeba rywalizacji. Nie zawsze zdrowej, ale ważne, że jakiejkolwiek. Ponadto nadal trzyma się swoich ambicji i stara się dążyć do ich spełnienia. Nie po trupach, ale ciężką pracą, którą wkłada we wszystko, co jest dla niej istotne.
Czasami dalej wdaje się w niepotrzebne dyskusje - niestety Ostra ma to do siebie, że czasem szybciej powie, niż pomyśli. Wywołuje to niekiedy nie małe kłopoty, z którymi musi się uporać. Gdy jednak konflikty nabiera na sile, nie waha się użyć siły.
Nie lubi większych zobowiązań - udowodniła to podczas rozmowy z Nietoperzym Niebem, gdzie, mimo, iż obie wyznały sobie swoje uczucia, to niebieska zdecydowała się na nie wchodzenie w stały związek. Nie zauważała również tego, iż kotka cierpi przez jej zachowanie. Po prostu potrzebuje kogoś, kto będzie przy niej a nie koniecznie ona przy nim.
Ostra co prawda sama się nie położyła, jednak zdecydowanie wyglądała na rozluźnioną. Podeszła nieco bliżej granicy, dalej jej jednak nie przekraczając. Usiadła spokojnie, owijając ogonem swoje przednie łapy, nadal patrząc na długowłosego, czarnego rzeczniaka. Na jej mordce widniał delikatny, łagodny uśmiech.
Poruszyła delikatnie uchem, słysząc, że terminatorka kocura zaginęła. - Naprawdę mi przykro - miauknęła w jego stronę. Sama nie wiedziała, co zrobiłaby, gdyby nagle Nietoperzowa Łapa po prostu gdzieś się zapadła. Czarna kotka nie była dla niej tylko terminatorką, ale również... chyba kimś więcej. Niezbyt potrafiła opisać, dlaczego czuła te dziwne motylki w brzuchu i potrzebę bliskości z czarną koteczką.
- U nas, kocięta często same zaczynają biegać po obozie. Potem jest to naprawdę pomocne przy treningach, gdyż od najmłodszych lat kształcą dzięki temu swoje mięśnie i styl biegu. - miauknęła, chcąc dodać coś po prostu od siebie, aby nie wyszło, że w Klanie Wichru w sumie kociaki niczego się nie uczą.
Zamieniła jeszcze z kocurem parę zdań, jednak wiedziała, że musiała już powoli wracać.
- Musisz mi wybaczyć, Węgorzowe Gardło, ale chyba już na mnie pora. Mam nadzieję, że niedługo się spotkamy! - miauknęła, wstając na cztery łapy. Zaraz potem obdarzyła kocura uśmiechem, kiwnęła mu głową na pożegnanie i o ile nie chciał nic dodać, ruszyła w stronę obozu.
[zt]
x
x <span class="jesion2">All mylifeI’vebeensolonely</span> Allinthenameofbeingholy Still,you’dliketothinkyouknowme
<span class="jesion2">> Youkeepbuyin’stars <</span> Andyoucouldbuyupallofthestars, Butitwouldn’tchangewhoyouare You’restilllivinglifeinthedark
<span class="jesion2">It’sjustwhoyouare</span> ...............................................
Nigdy wcześniej nie miał okazji rozmawiać z kotem Wichru. Nie chciał sobie wyrabiać sam o nich opinii, nie spotykając przedtem żadnego. Również nie chciał się sugerować cudzymi opiniami o Wichrze. Miło było spotkać kota, i to jeszcze tak sympatycznego. Który by nie prychał i syczał, za takie zbliżenie się do granicy. Mógł sobie tylko wyobrazić jak wygląda sezon w Klanie Wichru, kiedy wszystkie urodzone kocięta dorosną na tyle, że zaczynają biegać po obozie. Jak oni wtedy funkcjonują! Gdyby mógł, porozmawiał by z nią jeszcze dłużej, ale obowiązki wojownika wzywają. — Nie szkodzi. Liczę, że spotkamy się ponownie - zamruczał zadowolony. Kiedy tylko Kolec odwróciła się by odejść, Węgorz zrobił to samo, wracając do obozu Klanu Rzeki.
Księżyce: 43 Mistrz: Szyszkowy Ogon [*] Płeć: kotka Matka: Szyszkowy Ogon [*] Ojciec: ? Partner: Byłoby super, kiedyś coś może Trwałe urazy: długa blizna przecinająca grzbiet, blizna ciągnąca się od prawego ucha do nosa
Niewielka i drobna, aczkolwiek szczupła czarno-ruda szylkretka o niecodziennym, egzotycznym wyglądzie; rex kornwalijski. Lewa strona twarzy ruda, natomiast prawa w całości czarna. Lewe oko niebieskie, a prawe zielone. Wibrysy dość krótkie i sterczące na wszystkie strony. Na szyi i brodzie ma białą łatę.
Pobyt na osiedlu wpłynął również na jej charakter, ale… Nie przesadnie. Bo wciąż jest miłą, wrażliwą koteczką, którą nie tylko łatwo zawstydzić, ale również w sobie rozkochać. Stała się nieco twardsza i nauczyła się, że w życiu można liczyć tylko na siebie, ale… Tak właściwie od zawsze była samodzielna, więc niewiele się pod tym względem zmieniło. Podobnie z jej cierpliwością. Niełatwo ją zdenerwować, bo granice jej cierpliwości są naprawdę duże, jednak gdy zostaną przekroczone, nie dzieje się nic nadzwyczajnego. Szylkretka bowiem nigdy nie skłania się do przemocy i obrażania innych. Negatywne emocje po prostu chowa w sobie. Zdecydowanie mniej chętnie pomaga innym, szczególnie obcym, bo stała się ciut bardziej podejrzliwa. Mimo to, ciągle jest podatna na manipulacje, bo nie zawsze potrafi się zorientować, że jest wykorzystywana. Na szczęście zrobiła się asertywna, a nawet i odważna, więc potrafi powiedzieć stanowcze “nie”, gdy coś jej się nie spodoba. A zasady? Przestrzega je, chyba, że są skrajnie niezgodne z jej poglądami. W przeciwnym wypadku robi to, co jej każą, bo nie uważa się za odpowiednią do podejmowania ważnych decyzji. Chociaż… Będąc samotniczką tylko ona jest kowalem własnego losu. A właśnie, samotność. Nauczyła się z nią żyć, ale wcale tego nie lubi. To raczej przyzwyczajenie, do którego była zmuszona. I ceną tego jest fakt, że wyciszyła i “wycofała” się. Z jednej strony nie jest taka rozmowna i towarzyska jak dawniej. Gdy nie ma powodu, zazwyczaj nie rozpoczyna rozmowy z drugim kotem. Z drugiej strony jednak chciałaby mieć wokół siebie grupkę przyjaciół, których… Znalezienie przychodzi jej z trudnością. Ale to nie żadna nowość, bo przecież nawet będąc w klanie miała z tym problemy. Różnicą jest to, że wtedy wynikało to raczej z nieśmiałości, której pozbyła się całkowicie.
Przestała chodzić z głową w chmurach i z marzycielki stała się zorganizowaną, lubiącą porządek realistką. Wrażliwość na naturę i otaczający ją świat zniknęła. Rzadko się zamyśla, nie jest ciekawa świata, ani przesadnie kreatywna. Ale na jej twarzy wciąż gości wesoły uśmiech, a w głowie pojawiają się radosne myśli. I zawsze jest pełna energii oraz zmotywowana do działania. Lubi wyzwania, ale nie rywalizację. Dużo oczekuje od siebie, a od innych, wręcz przeciwnie.
Na pewno na dobre wyszło jej to, że nauczyła się unikać, albo rzadziej, radzić sobie ze stresem, który… Na osiedlu był codziennością. Język jej się nie plącze, łapy nie drżą, a ciało nie spina. Podniosła swoją samoocenę, a pomogły jej w tym koty oraz dwunożni, których spotykała na swojej drodze. Zrozumiała, że jej kręcone futro i niecodzienna twarz nie są przekleństwem, a darem, który… Można sprytnie wykorzystać. Ale nie uważa się za lepszą od innych. Opinia innych, ale tylko nieznajomych, zdaje się spływać po niej jak po kaczce. Dlaczego tylko zdaje? Ano, bo sama mówi sobie, że się nią nie przejmuje, jednak… Wiadomo jak to jest. Tak naprawdę ta jej przemiana może być twardą skorupą albo maską, którą stworzyło osiedle. Bo czy koty mogą się zmienić?
Karaczan [KG], Cytrynka [KC] i reszta bandy
Zdecydowała się na krótki spacer po klanowych granicach. Nie miała w tym żadnego celu, no chyba że brać by pod uwagę chęć rozruszania łap. Pora była wieczorna, słońce dopiero chyliło się ku zachodowi. Pogoda była ładna, jednak wiał mocny wiatr, po którego sile koteczka przekonała się dopiero, gdy wyszła na odkryte tereny Klanu Wichru. Ale... Było juz za późno i za daleko, by tak po prostu wrócić do obozu i być skazanym na nudę. Mogła znieść okropne wietrzysko, mogła znieść nawet błoto, które spostrzegła, gdy zbliżyła się do granicy z Klanem Rzeki. Bylo go naprawdę dużo, zdecydowanie więcej niż się spodziewała. Chciała przejść dalej, bliżej granicy, jednocześnie nie brudząc swojego futra. Po ostatnim razie, gdy wpadła i cała się ubrudziła wystarczyło jej wrażeń.
Wpadła na pomysł. Wymyśliła plan, który od razu wdrożyła w życie. Znad błota wystawało kilka mniejszych lub większych kamieni, po których mogłaby przejść, a tak właściwie przeskoczyć dalej. Ale czy w taki sposób nie naruszy granicy? Musi być ostrożna... Wskoczyła niezgrabnie na pierwszy kamień, o mało z niego nie spadając. Było blisko... Nie zatrzymując się, jednym susem przeniosła się na następny, a później na jeszcze jeden. I... Tu zaczął się robić problem. Zatrzymała się na naprawdę malutkim kamieniu. Powoli rozejrzała się w poszukiwaniu kolejnego, większego, który mógłby ją uratować. Ale... Żadnego takiego nie zauważyła. Większe kamienie leżały po stronie Klanu Rzeki, a ona nie miała zamiaru tam wchodzić. Z resztą... Już teraz nie była do końca pewna, czy znajduje się po właściwej stronie. Ale spokojnie! Dopóki jest tutaj sama, to chyba nie ma się czym przejmować, prawda?
/Koperek!
Księżyce: 43 Mistrz: Szyszkowy Ogon [*] Płeć: kotka Matka: Szyszkowy Ogon [*] Ojciec: ? Partner: Byłoby super, kiedyś coś może Trwałe urazy: długa blizna przecinająca grzbiet, blizna ciągnąca się od prawego ucha do nosa
Niewielka i drobna, aczkolwiek szczupła czarno-ruda szylkretka o niecodziennym, egzotycznym wyglądzie; rex kornwalijski. Lewa strona twarzy ruda, natomiast prawa w całości czarna. Lewe oko niebieskie, a prawe zielone. Wibrysy dość krótkie i sterczące na wszystkie strony. Na szyi i brodzie ma białą łatę.
Pobyt na osiedlu wpłynął również na jej charakter, ale… Nie przesadnie. Bo wciąż jest miłą, wrażliwą koteczką, którą nie tylko łatwo zawstydzić, ale również w sobie rozkochać. Stała się nieco twardsza i nauczyła się, że w życiu można liczyć tylko na siebie, ale… Tak właściwie od zawsze była samodzielna, więc niewiele się pod tym względem zmieniło. Podobnie z jej cierpliwością. Niełatwo ją zdenerwować, bo granice jej cierpliwości są naprawdę duże, jednak gdy zostaną przekroczone, nie dzieje się nic nadzwyczajnego. Szylkretka bowiem nigdy nie skłania się do przemocy i obrażania innych. Negatywne emocje po prostu chowa w sobie. Zdecydowanie mniej chętnie pomaga innym, szczególnie obcym, bo stała się ciut bardziej podejrzliwa. Mimo to, ciągle jest podatna na manipulacje, bo nie zawsze potrafi się zorientować, że jest wykorzystywana. Na szczęście zrobiła się asertywna, a nawet i odważna, więc potrafi powiedzieć stanowcze “nie”, gdy coś jej się nie spodoba. A zasady? Przestrzega je, chyba, że są skrajnie niezgodne z jej poglądami. W przeciwnym wypadku robi to, co jej każą, bo nie uważa się za odpowiednią do podejmowania ważnych decyzji. Chociaż… Będąc samotniczką tylko ona jest kowalem własnego losu. A właśnie, samotność. Nauczyła się z nią żyć, ale wcale tego nie lubi. To raczej przyzwyczajenie, do którego była zmuszona. I ceną tego jest fakt, że wyciszyła i “wycofała” się. Z jednej strony nie jest taka rozmowna i towarzyska jak dawniej. Gdy nie ma powodu, zazwyczaj nie rozpoczyna rozmowy z drugim kotem. Z drugiej strony jednak chciałaby mieć wokół siebie grupkę przyjaciół, których… Znalezienie przychodzi jej z trudnością. Ale to nie żadna nowość, bo przecież nawet będąc w klanie miała z tym problemy. Różnicą jest to, że wtedy wynikało to raczej z nieśmiałości, której pozbyła się całkowicie.
Przestała chodzić z głową w chmurach i z marzycielki stała się zorganizowaną, lubiącą porządek realistką. Wrażliwość na naturę i otaczający ją świat zniknęła. Rzadko się zamyśla, nie jest ciekawa świata, ani przesadnie kreatywna. Ale na jej twarzy wciąż gości wesoły uśmiech, a w głowie pojawiają się radosne myśli. I zawsze jest pełna energii oraz zmotywowana do działania. Lubi wyzwania, ale nie rywalizację. Dużo oczekuje od siebie, a od innych, wręcz przeciwnie.
Na pewno na dobre wyszło jej to, że nauczyła się unikać, albo rzadziej, radzić sobie ze stresem, który… Na osiedlu był codziennością. Język jej się nie plącze, łapy nie drżą, a ciało nie spina. Podniosła swoją samoocenę, a pomogły jej w tym koty oraz dwunożni, których spotykała na swojej drodze. Zrozumiała, że jej kręcone futro i niecodzienna twarz nie są przekleństwem, a darem, który… Można sprytnie wykorzystać. Ale nie uważa się za lepszą od innych. Opinia innych, ale tylko nieznajomych, zdaje się spływać po niej jak po kaczce. Dlaczego tylko zdaje? Ano, bo sama mówi sobie, że się nią nie przejmuje, jednak… Wiadomo jak to jest. Tak naprawdę ta jej przemiana może być twardą skorupą albo maską, którą stworzyło osiedle. Bo czy koty mogą się zmienić?
Karaczan [KG], Cytrynka [KC] i reszta bandy
Gdy była tu ostatnim razem, tereny były zalane. W dodatku, było zdecydowanie chłodniej i bardziej wilgotno, a wszystko to ze względu na odwilż. Na szczęście było to tak dawno temu, że teraz nie musiała przejmować się ubłoconymi łapami lub przemoknięty mam futrem.
Zjawiła się przy granicy wczesnym rankiem, jeszcze przed treningiem. Naszła ją ochota na spacer, który... Cóż, nieco się przedłużył. Naprawdę przyjemnie jej się spacerowało, mogła się rozluźnić, słuchając śpiewu rannych ptaków. I jedyne, czego w tej chwili żałowała to faktu, że przyszła tutaj sama. Rozkoszowanie się porankiem byłoby zdecydowanie lepsze, gdyby miała obok siebie Szyszkę lub Traszkę. Mógłby to nawet być ktokolwiek inny, kto cieszyłby się z tego wszystkiego równie mocno, co ona. Poczułaby się wtedy jeszcze lepiej.
Zatrzymała się przy granicy, być może trochę za blisko. Dlaczego? Cóż... Nie chciała stać w błocie, nawet jeśli było ono zaschnięte. Wolała stanąć na suchej trawie, gdzieś obok, nawet jeśli miałoby się to równać z przekroczeniem granicy. Przecież... Przecież i tak nikt nie widzi, prawda?
Zboże jest małym kotem. Ba, wręcz jednym z najmniejszych. Ewidentnie wdało się w mamę ze swoją wielkością, bo pomimo swojego wieku wciąż wygląda jak taki ledwo co terminatorski podrostek. A jakby tego brakowało to jej drugą właściwością jest to, że jest długie i wąskie. Długie kościste łapy na długim tułowiu, z długim ogonem który wiecznie sterczy do góry. Pewnie gdyby nie jej intensywnie rude krótkie futro, pokryte tygrysimi pręgami, to by łatwo po prostu rozpłynęło się w powietrzu od swojej mikrości.
Za to mordę ma dość zwykłą, z takimi o typowymi bursztynowymi oczami, różowym nosem i białymi wąsami. Pewną dozę ciekawości do wyglądu Zboża dodaje brak lewego ucha. Kiedyś było uszczerbione, ale ostatecznie Zboże miało pecha by stracić je zupełnie. Gdzieś pod futrem schowana jest cała gama blizn, które Zboże zawdzięcza samotnikom mieszkającym na osiedlu dwunogów, ale nie są to blizny na tyle duże, by dało się je łatwo zauważyć. Ot, w paru miejscach jej futro jest odrobinę mniej gęste, to tyle.
Ktoś mógłby pomyśleć, że sekretnym planem na życie Zboża jest sprawianie kłopotów. Nie jest to prawdą, bo ono nie planuje tych kłopotów, co nie zmienia faktu, że te kłopoty jakby się jej trzymały. Wszędzie łazi, wszędzie szuka, jest głośne i gadatliwe, a w jej głowie roi się tysiące myśli na minutę. Ale tych wszystkich myśli nie wypowiada, o nie. Trzyma je dla siebie, bo trochę ich za dużo by to wszystko powiedzieć. Z tego co myśli wylewa się na świat tylko co nieco, sprawiając niekiedy wrażenie, jakby przeskoczyło od jednej myśli do drugiej znienacka, ale to nieprawda, po prostu rozmówca nie miał dostępu do jej całego toku myślowego. Mimo tego zewnętrznie miłego obrazu jaki Zboże kreuje, ma ono tendencje do kłamania by zyskać na swoim. Ma też tendencje do wybuchów złości i kumulowania w sobie wszystkiego co najgorsze. Stara się nie pokazywać światu tego wszystkiego tylko dlatego, że żyje w przekonaniu, że więcej zyska wciąż udając nieco głupie i urocze Zboże, jakim było dawniej.
Pochmurny Sen || Poczerniała Łapa, Polna Łapa, Rosiczka
Zboże było samo.
Nie do końca wiedziało jak wcześnie wyszło z obozu. W ostatnich dniach radziło sobie z postrzeganiem pewnych rzeczy gorzej niż zazwyczaj. Mimo to wiedziało, jaki ma plan i co chce osiągnąć, więc łapy same ją poniosły w kierunku granic. Pomysł jaki miało zrodził się w jej głowie już jakiś czas temu. Chciało się przekonać, do czego właściwie jest zdolne. Wiedziało, że umie kłamać prosto w oczy, ale w jakim stopniu? Wiedziało, że umie być otwartą księgą w taki sposób, że koty nie dostrzegały pewnych aspektów jej osoby. Czy umiała być otwarta w sposób absolutnie fałszywy? Chyba nie było lepszego momentu by to sprawdzić niż teraz.
Nie chodziło zbyt blisko granicy. Nie chciało się natknąć na cały patrol i nie chciało się natknąć na cały patrol z własnego klanu. Wypatrywało kotów które szły same, może w dwójkę. I wydawało się, że miało dzisiaj niesamowite szczęście. Długo nie musiało czekać, a na granicy pojawiła się wichrowa kotka, która była... Brzydka. W dość niesamowity sposób. Patrząc na nią z daleka Zboże zmarszczyło czoło. Co było nie tak z jej futerkiem? Eh, nieważne. Ważniejszy był plan, a by go wykonać Zboże musiało się skupić. Więc... Jakie uczucie i zachowanie towarzyszyło Zbożu, gdy faktycznie patrzył na ładnego kota?
Zboże wyszło spośród traw, uśmiechając się przyjemnie i patrząc na szylkretową kotkę z błyskiem w oku. Ostatecznie, nawet jeśli nie wyjdzie to co chciało to wiedziało jak być zwyczajnie miłym kotem, nie?
- A co to za piękność pojawiła się dzisiaj na granicach! - powiedziało, zbliżając się powoli.
MYDRESSISONFIRE
⭑ ⭑ ⭑ ⭑ andIhurlmyself,Ihealmyself,Idragmyself xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxlikearugintherain andmySAINTsheisdancing aseverystepIchoosetotakebeginsto begins to set the world aflame