Księżyce: 43 Mistrz: Szyszkowy Ogon [*] Płeć: kotka Matka: Szyszkowy Ogon [*] Ojciec: ? Partner: Byłoby super, kiedyś coś może Trwałe urazy: długa blizna przecinająca grzbiet, blizna ciągnąca się od prawego ucha do nosa
Niewielka i drobna, aczkolwiek szczupła czarno-ruda szylkretka o niecodziennym, egzotycznym wyglądzie; rex kornwalijski. Lewa strona twarzy ruda, natomiast prawa w całości czarna. Lewe oko niebieskie, a prawe zielone. Wibrysy dość krótkie i sterczące na wszystkie strony. Na szyi i brodzie ma białą łatę.
Pobyt na osiedlu wpłynął również na jej charakter, ale… Nie przesadnie. Bo wciąż jest miłą, wrażliwą koteczką, którą nie tylko łatwo zawstydzić, ale również w sobie rozkochać. Stała się nieco twardsza i nauczyła się, że w życiu można liczyć tylko na siebie, ale… Tak właściwie od zawsze była samodzielna, więc niewiele się pod tym względem zmieniło. Podobnie z jej cierpliwością. Niełatwo ją zdenerwować, bo granice jej cierpliwości są naprawdę duże, jednak gdy zostaną przekroczone, nie dzieje się nic nadzwyczajnego. Szylkretka bowiem nigdy nie skłania się do przemocy i obrażania innych. Negatywne emocje po prostu chowa w sobie. Zdecydowanie mniej chętnie pomaga innym, szczególnie obcym, bo stała się ciut bardziej podejrzliwa. Mimo to, ciągle jest podatna na manipulacje, bo nie zawsze potrafi się zorientować, że jest wykorzystywana. Na szczęście zrobiła się asertywna, a nawet i odważna, więc potrafi powiedzieć stanowcze “nie”, gdy coś jej się nie spodoba. A zasady? Przestrzega je, chyba, że są skrajnie niezgodne z jej poglądami. W przeciwnym wypadku robi to, co jej każą, bo nie uważa się za odpowiednią do podejmowania ważnych decyzji. Chociaż… Będąc samotniczką tylko ona jest kowalem własnego losu. A właśnie, samotność. Nauczyła się z nią żyć, ale wcale tego nie lubi. To raczej przyzwyczajenie, do którego była zmuszona. I ceną tego jest fakt, że wyciszyła i “wycofała” się. Z jednej strony nie jest taka rozmowna i towarzyska jak dawniej. Gdy nie ma powodu, zazwyczaj nie rozpoczyna rozmowy z drugim kotem. Z drugiej strony jednak chciałaby mieć wokół siebie grupkę przyjaciół, których… Znalezienie przychodzi jej z trudnością. Ale to nie żadna nowość, bo przecież nawet będąc w klanie miała z tym problemy. Różnicą jest to, że wtedy wynikało to raczej z nieśmiałości, której pozbyła się całkowicie.
Przestała chodzić z głową w chmurach i z marzycielki stała się zorganizowaną, lubiącą porządek realistką. Wrażliwość na naturę i otaczający ją świat zniknęła. Rzadko się zamyśla, nie jest ciekawa świata, ani przesadnie kreatywna. Ale na jej twarzy wciąż gości wesoły uśmiech, a w głowie pojawiają się radosne myśli. I zawsze jest pełna energii oraz zmotywowana do działania. Lubi wyzwania, ale nie rywalizację. Dużo oczekuje od siebie, a od innych, wręcz przeciwnie.
Na pewno na dobre wyszło jej to, że nauczyła się unikać, albo rzadziej, radzić sobie ze stresem, który… Na osiedlu był codziennością. Język jej się nie plącze, łapy nie drżą, a ciało nie spina. Podniosła swoją samoocenę, a pomogły jej w tym koty oraz dwunożni, których spotykała na swojej drodze. Zrozumiała, że jej kręcone futro i niecodzienna twarz nie są przekleństwem, a darem, który… Można sprytnie wykorzystać. Ale nie uważa się za lepszą od innych. Opinia innych, ale tylko nieznajomych, zdaje się spływać po niej jak po kaczce. Dlaczego tylko zdaje? Ano, bo sama mówi sobie, że się nią nie przejmuje, jednak… Wiadomo jak to jest. Tak naprawdę ta jej przemiana może być twardą skorupą albo maską, którą stworzyło osiedle. Bo czy koty mogą się zmienić?
Karaczan [KG], Cytrynka [KC] i reszta bandy
Wzięła głębszy wdech, jak gdyby miało jej to pomóc w stwierdzeniu, czy w okolicy jest jakiś kot. Nie wyczuła niczego co mogłoby ją zaniepokoić albo ożywić. Czuła tylko wicher, czuła rzekę i tak właściwie to tyle. Widziała jednak, że ktoś zbliża się w jej kierunku. Nieznajomy szedł z naprzeciwka. Wlepiła w niego spojrzenie dwukolorowych oczu, czekając, aż kot zbliży się na wystarczającą odległość, by mogli porozmawiać. Chyba właśnie tego potrzebowała. Rozmowy, integracji, nowych przyjaciół, skoro w Klanie Wichru nie potrafi sobie żadnych znaleźć.
Rzeczniak wyglądał dość przyjaźnie. Na jego twarzy tkwił przyjemny uśmiech. Wzrostem byli podobni do siebie, równie mali i drobni. Można to chyba uznać za jakiś plus, tak? Futro kota było krótkie i rude, zupełnie jakby płonęło, a oczy bursztynowe. I... Tak właściwie to tyle. A, jeszcze rozerwane ucho, dostrzegła to dopiero po chwili.
- Piękność...? - powtórzyła za nim cicho, zbytnio nie wiedząc co mogłaby na taki komplement odpowiedzieć. Nie sądziła, że rozmowa zacznie się w taki sposób. Poczuła się nieco... Zawstydzona i zapewne było to widać na kilometr! Nigdy przecież nie potrafiła ukrywać takich stanów i emocji. Teraz... teraz wychodzi jej to lepiej niż na początku, ale to tylko dlatego, że w końcu sama zaczęła uznawać się za piękną. Jeśli na początku jej klanowej kariery kędzierzawe futro oraz jego pstrokaty wzór były przekleństwem, teraz mogła je określić raczej jako... Dar. Coś, co sprawia, że jest wyjątkowa i jedyna. Znaczy, prawie, bo jest jeszcze Owieczka. Szkoda tylko, że w ostatnim czasie siostra wydaje się być wyjątkowo nieobecna. - Znaczy, nazywam się Wierzbowa Łapa. - odparła w końcu, przerywając długą ciszę, która nastała między nimi. Posłała nieznajomemu... Albo... Nieznajomej nerwowy uśmiech. I to nie tylko dlatego, że miała male problemy z określeniem jakiej płci jest jej rozmówca. Na odległość woniał różnymi kwiatami, do tego stopnia, że Kusa miała pewne wątpliwości. Ten zapach jest celowy, czy raczej przypadkowy? Teoretycznie mogłaby o to zapytać, ale... Czy jej wypada? Tak się chyba nie robi. - No. A ty jak masz na imię? - Więc odsunęła od siebie kuszące pytanie i postanowiła zadać inne, prostsze, bezpieczniejsze i co najważniejsze, konieczne. Nie wyobrażała sobie jak mogłaby rozmawiać z kimś, nie znając jego imienia.
Zboże jest małym kotem. Ba, wręcz jednym z najmniejszych. Ewidentnie wdało się w mamę ze swoją wielkością, bo pomimo swojego wieku wciąż wygląda jak taki ledwo co terminatorski podrostek. A jakby tego brakowało to jej drugą właściwością jest to, że jest długie i wąskie. Długie kościste łapy na długim tułowiu, z długim ogonem który wiecznie sterczy do góry. Pewnie gdyby nie jej intensywnie rude krótkie futro, pokryte tygrysimi pręgami, to by łatwo po prostu rozpłynęło się w powietrzu od swojej mikrości.
Za to mordę ma dość zwykłą, z takimi o typowymi bursztynowymi oczami, różowym nosem i białymi wąsami. Pewną dozę ciekawości do wyglądu Zboża dodaje brak lewego ucha. Kiedyś było uszczerbione, ale ostatecznie Zboże miało pecha by stracić je zupełnie. Gdzieś pod futrem schowana jest cała gama blizn, które Zboże zawdzięcza samotnikom mieszkającym na osiedlu dwunogów, ale nie są to blizny na tyle duże, by dało się je łatwo zauważyć. Ot, w paru miejscach jej futro jest odrobinę mniej gęste, to tyle.
Ktoś mógłby pomyśleć, że sekretnym planem na życie Zboża jest sprawianie kłopotów. Nie jest to prawdą, bo ono nie planuje tych kłopotów, co nie zmienia faktu, że te kłopoty jakby się jej trzymały. Wszędzie łazi, wszędzie szuka, jest głośne i gadatliwe, a w jej głowie roi się tysiące myśli na minutę. Ale tych wszystkich myśli nie wypowiada, o nie. Trzyma je dla siebie, bo trochę ich za dużo by to wszystko powiedzieć. Z tego co myśli wylewa się na świat tylko co nieco, sprawiając niekiedy wrażenie, jakby przeskoczyło od jednej myśli do drugiej znienacka, ale to nieprawda, po prostu rozmówca nie miał dostępu do jej całego toku myślowego. Mimo tego zewnętrznie miłego obrazu jaki Zboże kreuje, ma ono tendencje do kłamania by zyskać na swoim. Ma też tendencje do wybuchów złości i kumulowania w sobie wszystkiego co najgorsze. Stara się nie pokazywać światu tego wszystkiego tylko dlatego, że żyje w przekonaniu, że więcej zyska wciąż udając nieco głupie i urocze Zboże, jakim było dawniej.
Pochmurny Sen || Poczerniała Łapa, Polna Łapa, Rosiczka
Czy Zboże już zepsuło?
Zastrzygło uchem, starając się nie zmienić wyrazu pyska. Skoro już zaczęło to równie dobrze może kontynuować w tym kierunku. I chyba zdziwienie kotki było lepszym początkiem niż gdyby się okazało, że ma do czynienia z kimś, kto jest pewien swojej wartości. Właściwie to skoro była zdziwiona, wręcz zakłopotana, to znaczyło, że nie miała doświadczenia z niczym co Zboże planowało. A skoro nie miała doświadczenia to powinno pójść łatwiej, nie? Szkoda tylko, że Zboże też nie miało doświadczenia w tym co robiło, i tylko jakieś strzępki wyobrażenia na ten temat.
No dobra, ale jakby do Zboża w ten sposób ktoś zagadał, to co chciałoby usłyszeć?
- Jestem Zboże - przedstawiło się z uśmiechem, zbliżając się do kotki coraz bardziej. - A ty, Wierzbowa Łapo, jesteś kotem niebywałej urody! W Klanie Rzeki nie mamy nikogo o takim futerku... - zamilkło na chwilę, lustrując kocicę aż w końcu spojrzało jej prosto w oczy. - Ani takich oczach.
Uśmiechnęło się do niej, starając się nadać sobie wyglądu i charakteru pewnego... Łobuzerstwa. Cwaności, ale takiej cwaności, co to mówi że wie co robi i że widzi to co widzi i że mówi tylko prawdę. Kogoś gotowego przekraczać granice dla przekraczania granic, kogoś gotowego na wszystko, i kogoś kto gdy widzi kogoś pięknego mówi to wprost, bo piękno to rzecz, która przyciąga do ciebie, ale jeśli jej nie masz to musisz nadrobić charakterem.
MYDRESSISONFIRE
⭑ ⭑ ⭑ ⭑ andIhurlmyself,Ihealmyself,Idragmyself xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxlikearugintherain andmySAINTsheisdancing aseverystepIchoosetotakebeginsto begins to set the world aflame
Księżyce: 43 Mistrz: Szyszkowy Ogon [*] Płeć: kotka Matka: Szyszkowy Ogon [*] Ojciec: ? Partner: Byłoby super, kiedyś coś może Trwałe urazy: długa blizna przecinająca grzbiet, blizna ciągnąca się od prawego ucha do nosa
Niewielka i drobna, aczkolwiek szczupła czarno-ruda szylkretka o niecodziennym, egzotycznym wyglądzie; rex kornwalijski. Lewa strona twarzy ruda, natomiast prawa w całości czarna. Lewe oko niebieskie, a prawe zielone. Wibrysy dość krótkie i sterczące na wszystkie strony. Na szyi i brodzie ma białą łatę.
Pobyt na osiedlu wpłynął również na jej charakter, ale… Nie przesadnie. Bo wciąż jest miłą, wrażliwą koteczką, którą nie tylko łatwo zawstydzić, ale również w sobie rozkochać. Stała się nieco twardsza i nauczyła się, że w życiu można liczyć tylko na siebie, ale… Tak właściwie od zawsze była samodzielna, więc niewiele się pod tym względem zmieniło. Podobnie z jej cierpliwością. Niełatwo ją zdenerwować, bo granice jej cierpliwości są naprawdę duże, jednak gdy zostaną przekroczone, nie dzieje się nic nadzwyczajnego. Szylkretka bowiem nigdy nie skłania się do przemocy i obrażania innych. Negatywne emocje po prostu chowa w sobie. Zdecydowanie mniej chętnie pomaga innym, szczególnie obcym, bo stała się ciut bardziej podejrzliwa. Mimo to, ciągle jest podatna na manipulacje, bo nie zawsze potrafi się zorientować, że jest wykorzystywana. Na szczęście zrobiła się asertywna, a nawet i odważna, więc potrafi powiedzieć stanowcze “nie”, gdy coś jej się nie spodoba. A zasady? Przestrzega je, chyba, że są skrajnie niezgodne z jej poglądami. W przeciwnym wypadku robi to, co jej każą, bo nie uważa się za odpowiednią do podejmowania ważnych decyzji. Chociaż… Będąc samotniczką tylko ona jest kowalem własnego losu. A właśnie, samotność. Nauczyła się z nią żyć, ale wcale tego nie lubi. To raczej przyzwyczajenie, do którego była zmuszona. I ceną tego jest fakt, że wyciszyła i “wycofała” się. Z jednej strony nie jest taka rozmowna i towarzyska jak dawniej. Gdy nie ma powodu, zazwyczaj nie rozpoczyna rozmowy z drugim kotem. Z drugiej strony jednak chciałaby mieć wokół siebie grupkę przyjaciół, których… Znalezienie przychodzi jej z trudnością. Ale to nie żadna nowość, bo przecież nawet będąc w klanie miała z tym problemy. Różnicą jest to, że wtedy wynikało to raczej z nieśmiałości, której pozbyła się całkowicie.
Przestała chodzić z głową w chmurach i z marzycielki stała się zorganizowaną, lubiącą porządek realistką. Wrażliwość na naturę i otaczający ją świat zniknęła. Rzadko się zamyśla, nie jest ciekawa świata, ani przesadnie kreatywna. Ale na jej twarzy wciąż gości wesoły uśmiech, a w głowie pojawiają się radosne myśli. I zawsze jest pełna energii oraz zmotywowana do działania. Lubi wyzwania, ale nie rywalizację. Dużo oczekuje od siebie, a od innych, wręcz przeciwnie.
Na pewno na dobre wyszło jej to, że nauczyła się unikać, albo rzadziej, radzić sobie ze stresem, który… Na osiedlu był codziennością. Język jej się nie plącze, łapy nie drżą, a ciało nie spina. Podniosła swoją samoocenę, a pomogły jej w tym koty oraz dwunożni, których spotykała na swojej drodze. Zrozumiała, że jej kręcone futro i niecodzienna twarz nie są przekleństwem, a darem, który… Można sprytnie wykorzystać. Ale nie uważa się za lepszą od innych. Opinia innych, ale tylko nieznajomych, zdaje się spływać po niej jak po kaczce. Dlaczego tylko zdaje? Ano, bo sama mówi sobie, że się nią nie przejmuje, jednak… Wiadomo jak to jest. Tak naprawdę ta jej przemiana może być twardą skorupą albo maską, którą stworzyło osiedle. Bo czy koty mogą się zmienić?
Karaczan [KG], Cytrynka [KC] i reszta bandy
Nieznajomy przedstawił się. Zboże. Zbożowa Łapa? Zbożowe... Coś? Nie potrafiła stwierdzić, czy ma do czynienia z terminatorem, czy raczej z wojownikiem. Wydawało jej się, że są w podobnym wieku i... Tak właściwie to nic więcej nie wiedziała. Ale to nic. Mają dużo czasu, by się poznać. Nikt przecież nie powiedział, że ich znajomość musi się zakończyć na jednym spotkaniu. Chociaż... W głębi duszy Kusa myślała, że właśnie tak się stanie. Wszystkie koty, które są spoza klanu i jednocześnie przypadły jej do gustu, w jakimkolwiek tego słowa znaczeniu, spotkały się z nią tylko raz i na tym się skończyło. Niektóre nawet całkowicie zniknęły. Czy to przypadek? Wolała wierzyć, że tak.
- Cóż... - zaczęła, nieco zawstydzona i onieśmielona. Mogła wprost przyznać się, że tak, jest jedyna w swoim rodzaju, ale tylko dlatego, że pochodzi spoza klanu. Powstrzymała się jednak, a to dlatego, że bała się reakcji Zboża. Nie każdy jest przyjaźnie nastawiony do kotów pochodzących z poza klanu i nic dziwnego w tym, że Kusa zdążyła się o tym przekonać naprawdę dużo razy. Zapewne to dlatego obawiała się mówić o swoim pochodzeniu kotom, których praktycznie nie zna. - Ty też jesteś dość... - Ładny? Ładna? Wciąż miała wątpliwości. Z drugiej strony nie wiedziała, czy powinna pytać o płeć rozmówcy. Czy nie będzie to niemiłe? Czy tak wypada? - Ładnym kotem - o! I znalazła idealne dokończenie, które... Trochę zamaskuje jej wahania. By dodać temu autentyczności, posłała nieznajomemu łagodny uśmiech. Powinno zadziałać. - Znaczy, w Klanie Wichru jest mało rudych - Dodała jeszcze. No tak, futro Zboża nie było niecodzienne, a najzwyklejsze, rude, ale to nic. Nawet takie koty mogą być ładne i się komuś podobać. Tak właściwie ona też byłaby "zwykła", gdyby jej futro nie było kędzierzawe. Z tą różnicą, że wtedy ona byłaby całkowicie brzydka, a Zboże taki nie jest.
Zboże jest małym kotem. Ba, wręcz jednym z najmniejszych. Ewidentnie wdało się w mamę ze swoją wielkością, bo pomimo swojego wieku wciąż wygląda jak taki ledwo co terminatorski podrostek. A jakby tego brakowało to jej drugą właściwością jest to, że jest długie i wąskie. Długie kościste łapy na długim tułowiu, z długim ogonem który wiecznie sterczy do góry. Pewnie gdyby nie jej intensywnie rude krótkie futro, pokryte tygrysimi pręgami, to by łatwo po prostu rozpłynęło się w powietrzu od swojej mikrości.
Za to mordę ma dość zwykłą, z takimi o typowymi bursztynowymi oczami, różowym nosem i białymi wąsami. Pewną dozę ciekawości do wyglądu Zboża dodaje brak lewego ucha. Kiedyś było uszczerbione, ale ostatecznie Zboże miało pecha by stracić je zupełnie. Gdzieś pod futrem schowana jest cała gama blizn, które Zboże zawdzięcza samotnikom mieszkającym na osiedlu dwunogów, ale nie są to blizny na tyle duże, by dało się je łatwo zauważyć. Ot, w paru miejscach jej futro jest odrobinę mniej gęste, to tyle.
Ktoś mógłby pomyśleć, że sekretnym planem na życie Zboża jest sprawianie kłopotów. Nie jest to prawdą, bo ono nie planuje tych kłopotów, co nie zmienia faktu, że te kłopoty jakby się jej trzymały. Wszędzie łazi, wszędzie szuka, jest głośne i gadatliwe, a w jej głowie roi się tysiące myśli na minutę. Ale tych wszystkich myśli nie wypowiada, o nie. Trzyma je dla siebie, bo trochę ich za dużo by to wszystko powiedzieć. Z tego co myśli wylewa się na świat tylko co nieco, sprawiając niekiedy wrażenie, jakby przeskoczyło od jednej myśli do drugiej znienacka, ale to nieprawda, po prostu rozmówca nie miał dostępu do jej całego toku myślowego. Mimo tego zewnętrznie miłego obrazu jaki Zboże kreuje, ma ono tendencje do kłamania by zyskać na swoim. Ma też tendencje do wybuchów złości i kumulowania w sobie wszystkiego co najgorsze. Stara się nie pokazywać światu tego wszystkiego tylko dlatego, że żyje w przekonaniu, że więcej zyska wciąż udając nieco głupie i urocze Zboże, jakim było dawniej.
Pochmurny Sen || Poczerniała Łapa, Polna Łapa, Rosiczka
A, nie, chyba jednak Zboże wcale jeszcze nie zepsuło. Koteczka była mikra w swojej osobowości. Taka, że pewnie dałoby się ją złapać w jakiejś małej dziurce i ta dziurka zawierałaby całą jej pewność siebie. W sumie dość zabawnie i dość odpowiednie. Szkoda tylko, że Zboże absolutnie nie miało pojęcia co robi i gdzieś w samym jej środeczku zaczęła się rodzić panika.
No dobra, raz kozie śmierć, czas zacząć przekraczać granice czy cokolwiek.
Podeszło jeszcze bliżej do Wierzbowej Łapy. Starało się przy tym stawać na większych, wyższych kamieniach i kępach trawy, by dodać sobie wzrostu. Chciało być blisko, bliziutko, wytworzyć atmosferę pewnej intymności, pokazać, że uczucia które zupełnie udawało były prawdziwe w tej chwili, nagłe i olbrzymie. Tylko ta bliskość, ten zapach obcego kota, to dziwne kręcone futerko - to wszystko sprawiało, że Zboże zaczynało zapominać języka w gębie. I wcale nie pomagało, że ta brzydota kotki zaczynała ją autentycznie fascynować.
- Powiedz, często pojawiasz się na granicach? Nie zaprzeczę, że poznanie cię bliżej... Lub chociaż tak piękne widoki w większej częstotliwości niż raz w życiu.... Byłyby mi miłe.
MYDRESSISONFIRE
⭑ ⭑ ⭑ ⭑ andIhurlmyself,Ihealmyself,Idragmyself xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxlikearugintherain andmySAINTsheisdancing aseverystepIchoosetotakebeginsto begins to set the world aflame
Księżyce: 43 Mistrz: Szyszkowy Ogon [*] Płeć: kotka Matka: Szyszkowy Ogon [*] Ojciec: ? Partner: Byłoby super, kiedyś coś może Trwałe urazy: długa blizna przecinająca grzbiet, blizna ciągnąca się od prawego ucha do nosa
Niewielka i drobna, aczkolwiek szczupła czarno-ruda szylkretka o niecodziennym, egzotycznym wyglądzie; rex kornwalijski. Lewa strona twarzy ruda, natomiast prawa w całości czarna. Lewe oko niebieskie, a prawe zielone. Wibrysy dość krótkie i sterczące na wszystkie strony. Na szyi i brodzie ma białą łatę.
Pobyt na osiedlu wpłynął również na jej charakter, ale… Nie przesadnie. Bo wciąż jest miłą, wrażliwą koteczką, którą nie tylko łatwo zawstydzić, ale również w sobie rozkochać. Stała się nieco twardsza i nauczyła się, że w życiu można liczyć tylko na siebie, ale… Tak właściwie od zawsze była samodzielna, więc niewiele się pod tym względem zmieniło. Podobnie z jej cierpliwością. Niełatwo ją zdenerwować, bo granice jej cierpliwości są naprawdę duże, jednak gdy zostaną przekroczone, nie dzieje się nic nadzwyczajnego. Szylkretka bowiem nigdy nie skłania się do przemocy i obrażania innych. Negatywne emocje po prostu chowa w sobie. Zdecydowanie mniej chętnie pomaga innym, szczególnie obcym, bo stała się ciut bardziej podejrzliwa. Mimo to, ciągle jest podatna na manipulacje, bo nie zawsze potrafi się zorientować, że jest wykorzystywana. Na szczęście zrobiła się asertywna, a nawet i odważna, więc potrafi powiedzieć stanowcze “nie”, gdy coś jej się nie spodoba. A zasady? Przestrzega je, chyba, że są skrajnie niezgodne z jej poglądami. W przeciwnym wypadku robi to, co jej każą, bo nie uważa się za odpowiednią do podejmowania ważnych decyzji. Chociaż… Będąc samotniczką tylko ona jest kowalem własnego losu. A właśnie, samotność. Nauczyła się z nią żyć, ale wcale tego nie lubi. To raczej przyzwyczajenie, do którego była zmuszona. I ceną tego jest fakt, że wyciszyła i “wycofała” się. Z jednej strony nie jest taka rozmowna i towarzyska jak dawniej. Gdy nie ma powodu, zazwyczaj nie rozpoczyna rozmowy z drugim kotem. Z drugiej strony jednak chciałaby mieć wokół siebie grupkę przyjaciół, których… Znalezienie przychodzi jej z trudnością. Ale to nie żadna nowość, bo przecież nawet będąc w klanie miała z tym problemy. Różnicą jest to, że wtedy wynikało to raczej z nieśmiałości, której pozbyła się całkowicie.
Przestała chodzić z głową w chmurach i z marzycielki stała się zorganizowaną, lubiącą porządek realistką. Wrażliwość na naturę i otaczający ją świat zniknęła. Rzadko się zamyśla, nie jest ciekawa świata, ani przesadnie kreatywna. Ale na jej twarzy wciąż gości wesoły uśmiech, a w głowie pojawiają się radosne myśli. I zawsze jest pełna energii oraz zmotywowana do działania. Lubi wyzwania, ale nie rywalizację. Dużo oczekuje od siebie, a od innych, wręcz przeciwnie.
Na pewno na dobre wyszło jej to, że nauczyła się unikać, albo rzadziej, radzić sobie ze stresem, który… Na osiedlu był codziennością. Język jej się nie plącze, łapy nie drżą, a ciało nie spina. Podniosła swoją samoocenę, a pomogły jej w tym koty oraz dwunożni, których spotykała na swojej drodze. Zrozumiała, że jej kręcone futro i niecodzienna twarz nie są przekleństwem, a darem, który… Można sprytnie wykorzystać. Ale nie uważa się za lepszą od innych. Opinia innych, ale tylko nieznajomych, zdaje się spływać po niej jak po kaczce. Dlaczego tylko zdaje? Ano, bo sama mówi sobie, że się nią nie przejmuje, jednak… Wiadomo jak to jest. Tak naprawdę ta jej przemiana może być twardą skorupą albo maską, którą stworzyło osiedle. Bo czy koty mogą się zmienić?
Karaczan [KG], Cytrynka [KC] i reszta bandy
Zboże zbliżyło się jeszcze bardziej, na co na początku zareagowała dość nerwowo. Cofnęła się o krok, jednak szybko zrobiła kolejny i nieco większy, tym razem do przodu, ciągle mając gdzieś tam z tyłu głowy, że powinna być ostrożna. Nie rozmawia z Traszką, nie rozmawia z Szyszką, ani z nikim innym, kogo mogłaby określić mianem znajomego. Tym razem miała przed sobą całkowicie obcego kota, w dodatku pochodzącego z innego klanu. Powinna uważać, mimo wszystko. Wlepiła więc spojrzenie w jego sylwetkę, gdy podchodził coraz bliżej. Wciąż czuła się dość niekomfortowo, jednak starała się jak najbardziej odsunąć od siebie to nieprzyjemne uczucie. No bo przecież wszystko jest w porządku. Nic się nie dzieje, rozmowa jest przyjemna i hej! W końcu się komuś... Spodobała? Czy mogła tak to nazwać? Powinna się z tego powodu jakkolwiek cieszyć i być może nawet czuć dumnie.
- Czasami tutaj przychodzę. Lubię sobie pospacerować, tak... W samotności i ciszy. - Wyjaśniła powoli, a gdy skończyła, na jej twarzy pojawił się łagodny i nieśmiały uśmiech. Czy Zboże było naprawdę zainteresowane jej... Życiem? Albo raczej osobą. Na to wychodzi. - Ale częściej można mnie spotkać gdzieś przy Czterech Dębach. Rosną tam ładne kwiatki, lubię je zbierać - Dodała jeszcze, mimo, że nie uważała tej informacji za istotną. Zapewne powiedziała o tym tylko dlatego, że... No cóż, zbytnio nie wiedziała jak ma się zachować i co mówić. Najchętniej to by w ogóle milczała i tylko słuchała, co Zboże ma jej do powiedzenia. Jednak wtedy pewnie rzeczniak szybko by się do niej zraził, poszedłby sobie i nigdy więcej by się nie spotkali. Wolała, by się tak nie stało, bo w końcu posiadanie kolegów w innych klanach jest świetne.
Zboże jest małym kotem. Ba, wręcz jednym z najmniejszych. Ewidentnie wdało się w mamę ze swoją wielkością, bo pomimo swojego wieku wciąż wygląda jak taki ledwo co terminatorski podrostek. A jakby tego brakowało to jej drugą właściwością jest to, że jest długie i wąskie. Długie kościste łapy na długim tułowiu, z długim ogonem który wiecznie sterczy do góry. Pewnie gdyby nie jej intensywnie rude krótkie futro, pokryte tygrysimi pręgami, to by łatwo po prostu rozpłynęło się w powietrzu od swojej mikrości.
Za to mordę ma dość zwykłą, z takimi o typowymi bursztynowymi oczami, różowym nosem i białymi wąsami. Pewną dozę ciekawości do wyglądu Zboża dodaje brak lewego ucha. Kiedyś było uszczerbione, ale ostatecznie Zboże miało pecha by stracić je zupełnie. Gdzieś pod futrem schowana jest cała gama blizn, które Zboże zawdzięcza samotnikom mieszkającym na osiedlu dwunogów, ale nie są to blizny na tyle duże, by dało się je łatwo zauważyć. Ot, w paru miejscach jej futro jest odrobinę mniej gęste, to tyle.
Ktoś mógłby pomyśleć, że sekretnym planem na życie Zboża jest sprawianie kłopotów. Nie jest to prawdą, bo ono nie planuje tych kłopotów, co nie zmienia faktu, że te kłopoty jakby się jej trzymały. Wszędzie łazi, wszędzie szuka, jest głośne i gadatliwe, a w jej głowie roi się tysiące myśli na minutę. Ale tych wszystkich myśli nie wypowiada, o nie. Trzyma je dla siebie, bo trochę ich za dużo by to wszystko powiedzieć. Z tego co myśli wylewa się na świat tylko co nieco, sprawiając niekiedy wrażenie, jakby przeskoczyło od jednej myśli do drugiej znienacka, ale to nieprawda, po prostu rozmówca nie miał dostępu do jej całego toku myślowego. Mimo tego zewnętrznie miłego obrazu jaki Zboże kreuje, ma ono tendencje do kłamania by zyskać na swoim. Ma też tendencje do wybuchów złości i kumulowania w sobie wszystkiego co najgorsze. Stara się nie pokazywać światu tego wszystkiego tylko dlatego, że żyje w przekonaniu, że więcej zyska wciąż udając nieco głupie i urocze Zboże, jakim było dawniej.
Pochmurny Sen || Poczerniała Łapa, Polna Łapa, Rosiczka
Przysunęła się. Dobrze. Bardzo dobre. A co najmniej ciekawie. W ogóle cała ta sytuacja była taka zabawna! Ciekawa na swój sposób i niesamowicie stresująca. Serce Zbożu biło szaleńczo, ale w oczach świeciła się iskierka ekscytacji. Niesamowite, inne, dziwne, szalone, zabawne! To było takie! Takie niesamowite uczucie! Robiło to co chciało, jak chciało, i prowadziło rozmowę po swojemu, sterowało tym co się miało stać! Miało plan i powoli dążyło do jego wykonania i wykonywało to co sobie zaplanowało i to skutkowało jakoś! To wszystko było! Bardzo niesamowite!
Bardzo się Zbożu podobało, że mogło tak po prostu mówić rzeczy i nikt nie mógł powiedzieć, czy kłamie czy nie.
- O, jakie są twoje ulubione? - zapytało ze szczerą ekscytacją, po czym zaraz skarciło się w głowie. To nie była reakcja jaką powinno teraz wykonać. Ale... Z drugiej strony? Z drugiej strony niechże Wierzbowa Łapa coś o sobie opowie.
MYDRESSISONFIRE
⭑ ⭑ ⭑ ⭑ andIhurlmyself,Ihealmyself,Idragmyself xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxlikearugintherain andmySAINTsheisdancing aseverystepIchoosetotakebeginsto begins to set the world aflame
Księżyce: 43 Mistrz: Szyszkowy Ogon [*] Płeć: kotka Matka: Szyszkowy Ogon [*] Ojciec: ? Partner: Byłoby super, kiedyś coś może Trwałe urazy: długa blizna przecinająca grzbiet, blizna ciągnąca się od prawego ucha do nosa
Niewielka i drobna, aczkolwiek szczupła czarno-ruda szylkretka o niecodziennym, egzotycznym wyglądzie; rex kornwalijski. Lewa strona twarzy ruda, natomiast prawa w całości czarna. Lewe oko niebieskie, a prawe zielone. Wibrysy dość krótkie i sterczące na wszystkie strony. Na szyi i brodzie ma białą łatę.
Pobyt na osiedlu wpłynął również na jej charakter, ale… Nie przesadnie. Bo wciąż jest miłą, wrażliwą koteczką, którą nie tylko łatwo zawstydzić, ale również w sobie rozkochać. Stała się nieco twardsza i nauczyła się, że w życiu można liczyć tylko na siebie, ale… Tak właściwie od zawsze była samodzielna, więc niewiele się pod tym względem zmieniło. Podobnie z jej cierpliwością. Niełatwo ją zdenerwować, bo granice jej cierpliwości są naprawdę duże, jednak gdy zostaną przekroczone, nie dzieje się nic nadzwyczajnego. Szylkretka bowiem nigdy nie skłania się do przemocy i obrażania innych. Negatywne emocje po prostu chowa w sobie. Zdecydowanie mniej chętnie pomaga innym, szczególnie obcym, bo stała się ciut bardziej podejrzliwa. Mimo to, ciągle jest podatna na manipulacje, bo nie zawsze potrafi się zorientować, że jest wykorzystywana. Na szczęście zrobiła się asertywna, a nawet i odważna, więc potrafi powiedzieć stanowcze “nie”, gdy coś jej się nie spodoba. A zasady? Przestrzega je, chyba, że są skrajnie niezgodne z jej poglądami. W przeciwnym wypadku robi to, co jej każą, bo nie uważa się za odpowiednią do podejmowania ważnych decyzji. Chociaż… Będąc samotniczką tylko ona jest kowalem własnego losu. A właśnie, samotność. Nauczyła się z nią żyć, ale wcale tego nie lubi. To raczej przyzwyczajenie, do którego była zmuszona. I ceną tego jest fakt, że wyciszyła i “wycofała” się. Z jednej strony nie jest taka rozmowna i towarzyska jak dawniej. Gdy nie ma powodu, zazwyczaj nie rozpoczyna rozmowy z drugim kotem. Z drugiej strony jednak chciałaby mieć wokół siebie grupkę przyjaciół, których… Znalezienie przychodzi jej z trudnością. Ale to nie żadna nowość, bo przecież nawet będąc w klanie miała z tym problemy. Różnicą jest to, że wtedy wynikało to raczej z nieśmiałości, której pozbyła się całkowicie.
Przestała chodzić z głową w chmurach i z marzycielki stała się zorganizowaną, lubiącą porządek realistką. Wrażliwość na naturę i otaczający ją świat zniknęła. Rzadko się zamyśla, nie jest ciekawa świata, ani przesadnie kreatywna. Ale na jej twarzy wciąż gości wesoły uśmiech, a w głowie pojawiają się radosne myśli. I zawsze jest pełna energii oraz zmotywowana do działania. Lubi wyzwania, ale nie rywalizację. Dużo oczekuje od siebie, a od innych, wręcz przeciwnie.
Na pewno na dobre wyszło jej to, że nauczyła się unikać, albo rzadziej, radzić sobie ze stresem, który… Na osiedlu był codziennością. Język jej się nie plącze, łapy nie drżą, a ciało nie spina. Podniosła swoją samoocenę, a pomogły jej w tym koty oraz dwunożni, których spotykała na swojej drodze. Zrozumiała, że jej kręcone futro i niecodzienna twarz nie są przekleństwem, a darem, który… Można sprytnie wykorzystać. Ale nie uważa się za lepszą od innych. Opinia innych, ale tylko nieznajomych, zdaje się spływać po niej jak po kaczce. Dlaczego tylko zdaje? Ano, bo sama mówi sobie, że się nią nie przejmuje, jednak… Wiadomo jak to jest. Tak naprawdę ta jej przemiana może być twardą skorupą albo maską, którą stworzyło osiedle. Bo czy koty mogą się zmienić?
Karaczan [KG], Cytrynka [KC] i reszta bandy
Ekscytacja Zboża była... Duża, no. Kusa usłyszała to w głosie rzeczniaka oraz... Mogła wywnioskować po jego ruchach i gestach, ale w tym była zdecydowanie gorsza. Została zapytana o ulubione kwiaty i tak naprawdę dopiero wtedy zaczęła się nad tym głębiej zastanawiać. Które są jej ulubione? Wszystkie bardzo lubi! Każde są na swój sposób inne, ładne i wyjątkowe, zupełnie tak jak koty. Może to dlatego tak upodobała sobie te małe, kolorowe roślinki?
- Najbardziej lubię... Maki. Chyba maki. Ale tak właściwie wszystkie kwiatki lubię - Odpowiedziała po chwili namysłu. Dlaczego Zboże było tym wszystkim tak zainteresowane? Zaciekawione jej osobą? Przecież to... Nudziara totalna, doskonale to wiedziała i nawet nie starała się tego ukryć. Tchórzliwa, nieśmiała, słaba, nie tylko fizycznie, ale również psychicznie. I żadna z jej dobrych cech, czy zalet nie zakrywa tej... Gorszej strony. A przynajmniej ona nie była w stanie tego dostrzec. - A ty? Co lubisz? Wiesz, ja... Lubię słuchać, bardziej słuchać, niż mówić. Możesz dużo opowiadać, o sobie i... O wszystkim. Ja poznam ciebie, a ty mnie. - Skoro obie strony tak bardzo tego chciały. Jak dobrze, że trafili akurat na siebie. Zboże wydawało się być zdecydowanie bardziej odważne i rozmowne niż Kusa. Dzięki temu rzeczywiście mogą przyjemnie porozmawiać, a nie być skazanym na to, rozmowa nie będzie się kleić i zrobi się niezręcznie. Już teraz szylkretka była w stanie stwierdzić, że... Czuje się lepiej.
Zboże jest małym kotem. Ba, wręcz jednym z najmniejszych. Ewidentnie wdało się w mamę ze swoją wielkością, bo pomimo swojego wieku wciąż wygląda jak taki ledwo co terminatorski podrostek. A jakby tego brakowało to jej drugą właściwością jest to, że jest długie i wąskie. Długie kościste łapy na długim tułowiu, z długim ogonem który wiecznie sterczy do góry. Pewnie gdyby nie jej intensywnie rude krótkie futro, pokryte tygrysimi pręgami, to by łatwo po prostu rozpłynęło się w powietrzu od swojej mikrości.
Za to mordę ma dość zwykłą, z takimi o typowymi bursztynowymi oczami, różowym nosem i białymi wąsami. Pewną dozę ciekawości do wyglądu Zboża dodaje brak lewego ucha. Kiedyś było uszczerbione, ale ostatecznie Zboże miało pecha by stracić je zupełnie. Gdzieś pod futrem schowana jest cała gama blizn, które Zboże zawdzięcza samotnikom mieszkającym na osiedlu dwunogów, ale nie są to blizny na tyle duże, by dało się je łatwo zauważyć. Ot, w paru miejscach jej futro jest odrobinę mniej gęste, to tyle.
Ktoś mógłby pomyśleć, że sekretnym planem na życie Zboża jest sprawianie kłopotów. Nie jest to prawdą, bo ono nie planuje tych kłopotów, co nie zmienia faktu, że te kłopoty jakby się jej trzymały. Wszędzie łazi, wszędzie szuka, jest głośne i gadatliwe, a w jej głowie roi się tysiące myśli na minutę. Ale tych wszystkich myśli nie wypowiada, o nie. Trzyma je dla siebie, bo trochę ich za dużo by to wszystko powiedzieć. Z tego co myśli wylewa się na świat tylko co nieco, sprawiając niekiedy wrażenie, jakby przeskoczyło od jednej myśli do drugiej znienacka, ale to nieprawda, po prostu rozmówca nie miał dostępu do jej całego toku myślowego. Mimo tego zewnętrznie miłego obrazu jaki Zboże kreuje, ma ono tendencje do kłamania by zyskać na swoim. Ma też tendencje do wybuchów złości i kumulowania w sobie wszystkiego co najgorsze. Stara się nie pokazywać światu tego wszystkiego tylko dlatego, że żyje w przekonaniu, że więcej zyska wciąż udając nieco głupie i urocze Zboże, jakim było dawniej.
Pochmurny Sen || Poczerniała Łapa, Polna Łapa, Rosiczka
To zaczynało iść w złą stronę. Zboże zaczynało czuć, że traci kontrolę, nie tyle nad sytuacją, co sobą. Ekscytacja zaczynała brać górę i czuło, po prostu czuło, jak słowotok się zbliża, i uśmiech chce wypełznąć na pysk i że mogłoby mówić i mówić i mówić, a to nie do końca to co chciało zrobić, no i jak miało się zachowywać inaczej? Dlaczego tak bardzo nie szło tak jak Zboże sobie to wyobraziło że pójdzie? Yyyyyy i co teraz?
Cofnęło się o krok. Zmierzyło Wierzbową Łapę od góry do dołu, uśmiechając się przyjaźnie i szarmancko.
- Maki... - zaczęło. - Pasują do ciebie. - Chwila przerwy. Zerknięcie przez ramię. Smutne westchnięcie skierowane w stronę obozu. - Ale obawiam się, że obowiązki mnie już wzywają i muszę wracać. Bardzo chętnie poopowiadam ci o kwiatach, moich ulubionych i wszelkich innych, ale niestety nie dzisiaj. Być może powinniśmy znaleźć sposób na ponowne spotkanie się? Na przykład podczas najbliższego nowiu, w okolicy Czterech Dębów? - zaproponowało z nadzieją w głosie. O tak, tak dużo czasu na pewno da Zbożu czas by przemyśleć sobie to wszystko i ułożyć nowy plan działania. I autentycznie miało nadzieję, ze Wierzbowa Łapa się zgodzi.
MYDRESSISONFIRE
⭑ ⭑ ⭑ ⭑ andIhurlmyself,Ihealmyself,Idragmyself xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxlikearugintherain andmySAINTsheisdancing aseverystepIchoosetotakebeginsto begins to set the world aflame
Księżyce: 43 Mistrz: Szyszkowy Ogon [*] Płeć: kotka Matka: Szyszkowy Ogon [*] Ojciec: ? Partner: Byłoby super, kiedyś coś może Trwałe urazy: długa blizna przecinająca grzbiet, blizna ciągnąca się od prawego ucha do nosa
Niewielka i drobna, aczkolwiek szczupła czarno-ruda szylkretka o niecodziennym, egzotycznym wyglądzie; rex kornwalijski. Lewa strona twarzy ruda, natomiast prawa w całości czarna. Lewe oko niebieskie, a prawe zielone. Wibrysy dość krótkie i sterczące na wszystkie strony. Na szyi i brodzie ma białą łatę.
Pobyt na osiedlu wpłynął również na jej charakter, ale… Nie przesadnie. Bo wciąż jest miłą, wrażliwą koteczką, którą nie tylko łatwo zawstydzić, ale również w sobie rozkochać. Stała się nieco twardsza i nauczyła się, że w życiu można liczyć tylko na siebie, ale… Tak właściwie od zawsze była samodzielna, więc niewiele się pod tym względem zmieniło. Podobnie z jej cierpliwością. Niełatwo ją zdenerwować, bo granice jej cierpliwości są naprawdę duże, jednak gdy zostaną przekroczone, nie dzieje się nic nadzwyczajnego. Szylkretka bowiem nigdy nie skłania się do przemocy i obrażania innych. Negatywne emocje po prostu chowa w sobie. Zdecydowanie mniej chętnie pomaga innym, szczególnie obcym, bo stała się ciut bardziej podejrzliwa. Mimo to, ciągle jest podatna na manipulacje, bo nie zawsze potrafi się zorientować, że jest wykorzystywana. Na szczęście zrobiła się asertywna, a nawet i odważna, więc potrafi powiedzieć stanowcze “nie”, gdy coś jej się nie spodoba. A zasady? Przestrzega je, chyba, że są skrajnie niezgodne z jej poglądami. W przeciwnym wypadku robi to, co jej każą, bo nie uważa się za odpowiednią do podejmowania ważnych decyzji. Chociaż… Będąc samotniczką tylko ona jest kowalem własnego losu. A właśnie, samotność. Nauczyła się z nią żyć, ale wcale tego nie lubi. To raczej przyzwyczajenie, do którego była zmuszona. I ceną tego jest fakt, że wyciszyła i “wycofała” się. Z jednej strony nie jest taka rozmowna i towarzyska jak dawniej. Gdy nie ma powodu, zazwyczaj nie rozpoczyna rozmowy z drugim kotem. Z drugiej strony jednak chciałaby mieć wokół siebie grupkę przyjaciół, których… Znalezienie przychodzi jej z trudnością. Ale to nie żadna nowość, bo przecież nawet będąc w klanie miała z tym problemy. Różnicą jest to, że wtedy wynikało to raczej z nieśmiałości, której pozbyła się całkowicie.
Przestała chodzić z głową w chmurach i z marzycielki stała się zorganizowaną, lubiącą porządek realistką. Wrażliwość na naturę i otaczający ją świat zniknęła. Rzadko się zamyśla, nie jest ciekawa świata, ani przesadnie kreatywna. Ale na jej twarzy wciąż gości wesoły uśmiech, a w głowie pojawiają się radosne myśli. I zawsze jest pełna energii oraz zmotywowana do działania. Lubi wyzwania, ale nie rywalizację. Dużo oczekuje od siebie, a od innych, wręcz przeciwnie.
Na pewno na dobre wyszło jej to, że nauczyła się unikać, albo rzadziej, radzić sobie ze stresem, który… Na osiedlu był codziennością. Język jej się nie plącze, łapy nie drżą, a ciało nie spina. Podniosła swoją samoocenę, a pomogły jej w tym koty oraz dwunożni, których spotykała na swojej drodze. Zrozumiała, że jej kręcone futro i niecodzienna twarz nie są przekleństwem, a darem, który… Można sprytnie wykorzystać. Ale nie uważa się za lepszą od innych. Opinia innych, ale tylko nieznajomych, zdaje się spływać po niej jak po kaczce. Dlaczego tylko zdaje? Ano, bo sama mówi sobie, że się nią nie przejmuje, jednak… Wiadomo jak to jest. Tak naprawdę ta jej przemiana może być twardą skorupą albo maską, którą stworzyło osiedle. Bo czy koty mogą się zmienić?
Karaczan [KG], Cytrynka [KC] i reszta bandy
Na jej mordę wstąpił nieśmiały uśmiech, gdy usłyszała, że maki do niej pasują. To... Naprawdę miłe, że Zboże tak uważa. Sama wcześniej nie zastanawiała się nad tym, co w makach mogłoby do niej pasować, ale skoro rzeczniak tak jej powiedział, to może coś w tym jest? Może dziś wieczorem, gdy będzie zasypiać, powinna nad tym pomyśleć? Zdecydowanie tak zrobi, ustalone.
- Dobrze. Przyjdę punktualnie. - Kiwnęła krótko głową. Do spotkania jeszcze trochę czasu, ale... Ale ona już była zadowolona. Na pewno będzie fajnie i świadomość o tym sprawiała, że Kusa czuła, że się nie doczeka. Ah, tak niecierpliwość! - No to tymczasem... Do zobaczenia - Powiedziała chwilę później, a następnie powoli odwróciła się i pognała w głąb terenów Klanu Wichru. Zapach kwiatów... Cóż, na pewno będzie jej tego brakować.
Zboże jest małym kotem. Ba, wręcz jednym z najmniejszych. Ewidentnie wdało się w mamę ze swoją wielkością, bo pomimo swojego wieku wciąż wygląda jak taki ledwo co terminatorski podrostek. A jakby tego brakowało to jej drugą właściwością jest to, że jest długie i wąskie. Długie kościste łapy na długim tułowiu, z długim ogonem który wiecznie sterczy do góry. Pewnie gdyby nie jej intensywnie rude krótkie futro, pokryte tygrysimi pręgami, to by łatwo po prostu rozpłynęło się w powietrzu od swojej mikrości.
Za to mordę ma dość zwykłą, z takimi o typowymi bursztynowymi oczami, różowym nosem i białymi wąsami. Pewną dozę ciekawości do wyglądu Zboża dodaje brak lewego ucha. Kiedyś było uszczerbione, ale ostatecznie Zboże miało pecha by stracić je zupełnie. Gdzieś pod futrem schowana jest cała gama blizn, które Zboże zawdzięcza samotnikom mieszkającym na osiedlu dwunogów, ale nie są to blizny na tyle duże, by dało się je łatwo zauważyć. Ot, w paru miejscach jej futro jest odrobinę mniej gęste, to tyle.
Ktoś mógłby pomyśleć, że sekretnym planem na życie Zboża jest sprawianie kłopotów. Nie jest to prawdą, bo ono nie planuje tych kłopotów, co nie zmienia faktu, że te kłopoty jakby się jej trzymały. Wszędzie łazi, wszędzie szuka, jest głośne i gadatliwe, a w jej głowie roi się tysiące myśli na minutę. Ale tych wszystkich myśli nie wypowiada, o nie. Trzyma je dla siebie, bo trochę ich za dużo by to wszystko powiedzieć. Z tego co myśli wylewa się na świat tylko co nieco, sprawiając niekiedy wrażenie, jakby przeskoczyło od jednej myśli do drugiej znienacka, ale to nieprawda, po prostu rozmówca nie miał dostępu do jej całego toku myślowego. Mimo tego zewnętrznie miłego obrazu jaki Zboże kreuje, ma ono tendencje do kłamania by zyskać na swoim. Ma też tendencje do wybuchów złości i kumulowania w sobie wszystkiego co najgorsze. Stara się nie pokazywać światu tego wszystkiego tylko dlatego, że żyje w przekonaniu, że więcej zyska wciąż udając nieco głupie i urocze Zboże, jakim było dawniej.
Pochmurny Sen || Poczerniała Łapa, Polna Łapa, Rosiczka
- Do zobaczenia - powiedziało Zboże, wciąż z uśmiechem na pysku.
Stało przez chwilę, patrząc jak wichrzaczka się oddala, po czym gdy zniknęła jej z oczu... Odetchnęło z ulgą i rozluźniło wszystkie mięśnie. Uśmiech opadł z pyska jak maska, a ciało zaczęło się trząść delikatnie. To wszystko było dziwne i stresujące i ekscytujące za razem. I szczerze? Nie mogło się doczekać kolejnego spotkania. Było bardzo ciekawe i bardzo zainteresowane i bardzo bardzo chciało próbować dalej i zobaczyć co z tego wyjdzie i koteczka, choć dziwaczna i nieco brzydka, wydawała się być... Interesująca. W sposób w jaki bardzo nudne koty są interesujące. Ciekawy obiekt do zbadania. Ciekawa osoba do próby... Czegokolwiek co Zboże próbowało osiągnąć.
Uśmiechnęło się jeszcze raz, tym razem zupełnie do siebie, po czym w podskokach pomknęło w kierunku obozu.
//zt
MYDRESSISONFIRE
⭑ ⭑ ⭑ ⭑ andIhurlmyself,Ihealmyself,Idragmyself xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxlikearugintherain andmySAINTsheisdancing aseverystepIchoosetotakebeginsto begins to set the world aflame
Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
Kwitnąca Łapa nie mógł już dłużej siedzieć w obozie. Chciał się gdzieś ruszyć, wrócić do nauki, ale jego mistrzyni zaginęła, a on żadnego nowego mentora jeszcze nie dostał i tak naprawdę nie wie kiedy go dostanie. Jedyne co to mógł mieć nadzieję, że stanie się to już niedługo. To spowodowało, że dzisiejszego dnia wybył z obozu i z frustracją zaszedł aż pod granicę z Wichrem, bo akurat w tę stronę łapy go poniosły. Srebrny pręgus przystanął kilka króliczych skoków od granicy i uderzył lekko łapą w skałkę, na której akurat stał, żeby nie brodzić w błocie. On to jednak miał pecha, który nie chciał się od niego w żaden sposób odczepić i właśnie przez to rodziło się zirytowanie Kwiatka.
Syn Ślimaczej Muszli mruknął coś do siebie pod nosem, a potem postanowił przeskoczyć z jednej skałki na drugą, żeby nie siedzieć w miejscu… i w tym momencie to się stało jego zgubą. Kwitnąca Łapa, który cały czas nie był przyzwyczajony jeszcze do końca do braku oka źle wymierzył i zamiast trafić na kolejną w kolejce skałkę to minął ją i wpadł w błoto, które znajdowało się wszędzie dookoła niej, a że było ślisko to wyłożył się na glebę jak długi.
-A niech to! -zakrzyknął kiedy błoto plusnęło i wyleciało w górę, a potem osadziło się na jego długim srebrzystym futerku razem z pozostałymi na ziemi liśćmi, które jeszcze nie wyrwały się gdzieś w świat razem z wiatrem. Kwiat burknął i walnął jeszcze do kompletu głowę w błoto w geście poddania, w końcu gorzej już być nie mogło, nie?
//Roziskrzona Noc
✭✭✭✭
Gotta gohard(gotta go hard) I ain't got time to waste(I ain't gottime) I gotta gohigh(gotta go high) I gotta elevate(I gotta elevate)
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Z dnia na dzień robiło się coraz zimniej, więc ulubiony sposób burej na spędzanie wolnego czasu zaczynał grozić przeziębieniem. Ciepła pora odchodziła w niepamięć, a chłodne podmuchy wiatru zniechęcały do bezczynnego sterczenia w okolicach Czterech Dębów. Wciąż jednak w grę wchodziły nieoficjalne patrole wzdłuż granicy z Klanem Rzeki w nadziei na dostrzeżenie znajomego niebiesko-białego futerka. Tak jak podczas ostatniego spotkania zauważyła - opieka nad dwójką kociąt wcale nie pochłaniała tak wiele czasu jak by Łabędzia Szyja zakładał. Co prawda, idąc teraz wzdłuż granicy, Roziskrzona Noc zaczynała się zastanawiać czy aby na pewno nie była wyrodnym, nieobecnym rodzicem. Jak ten ojciec co wyszedł po upolowaną wcześniej piszczkę i ślad po nim zaginął. No dobra, aż tak tragicznie to nie było, Iskra wciąż wracała do kociaków, spędzała z nimi czas. Teraz, gdy ich ceremonia na wojowników zbliżała się coraz większymi krokami, tym bardziej nie widziała sensu w pilnowaniu ich od świtu do zmierzchu. To wydawało się logiczne, pozwolić im żyć swoim życiem, poznawać klan na własnych zasadach, nie patrzeć im ciągle pod łapy.
A jednak jakieś wątpliwości się wkradały w myśli burej. Okazjonalne przeświadczenie, że nie robi wystarczająco wiele, że się izoluje, że jest zbyt odległa, bo wybrała samotny spacer ponad zabawianie kociąt w obozie. Bez sensu.
Na znajomego pointa nie wpadła, za to jej dwukolorowe oczy dostrzegły innego nieszczęśnika, który poślizgnął się prosto do błota. Nim zdążyła podejść bliżej nieznajomy całkowicie wyłożył się w rozpaćkanej ziemi, chowając w niej również pysk.
- Pechowy dzień, co? - zagaiła, zatrzymując się przy granicy. Nie mogła przecież obojętnie przejść koło cudzego nieszczęścia, musiała przynajmniej spróbować zorientować się co doprowadziło do próby utopienia się w błocie.
Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
-Pechowe całe życie -odparł kiedy usłyszał głos, nawet nie zastanawiając się kto to mógłby być.
Dopiero po kilku uderzeniach serca zrozumiał, że przecież on przychodził tutaj sam, że nikogo z Rzeki ze sobą nie zabierał, a wątpliwe było to, że ktokolwiek będzie za nim szedł. Klanowicze mieli ciekawsze rzeczy do roboty niż łażenie za pechowym kaleką. To sprawiło, że Kwitnąca Łapa uniósł pysk z błota, wstał szybciutko, otarł łapą twarz z błota tak żeby jakoś chociaż średnio wyglądać, ale żeby przede wszystkim coś widzieć pozostałym mu przy życiu okiem, a potem odwrócił się w stronę głosu.
-Um... hej? -syn Ślimaczej Muszli zaczął trochę niepewnie po tym co się przed chwilą stało i jak teraz jego długie, srebrzyste futerko okropnie wyglądało. W końcu był cały w błocie po swoim śmiechu wartym skoku na drugi kamień- Co... robisz na granicy?
Jego głowa zaczęła poruszać się lekko na boki, a prawe złote oko lustrowało teren za wichrowiczką, która stała po swojej stronie granicy. Sprawdzał czy jest sama, czy może więcej kotów widziało jego porażkę i teraz będzie na swoje nieszczęście na językach całego Wichru. Na szczęście kotka była sama i Kwitnąca Łapa westchnął z ulgą. Już jego użeranie się z raną i przyzwyczajanie się do nowej rzeczywistości było wystarczająco wyczerpujące, nie potrzebował walki z nową "sławą" przy spotkaniach z każdym wichrzakiem w jakiejkolwiek sytuacji.
✭✭✭✭
Gotta gohard(gotta go hard) I ain't got time to waste(I ain't gottime) I gotta gohigh(gotta go high) I gotta elevate(I gotta elevate)
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Kiwnęła łbem z malującym się na pyszczku współczuciem. Szybka reakcja, więc rzeczywiście los raczej go nie rozpieszczał. Całkiem prawdopodobne więc, że trafiła na przypadek, któremu zwykła rozmowa nie pomoże. Niedobrze, bo zupełnie obcym kotom ciężej pomóc niż poprzez dialog.
Dopiero, gdy srebrny zaczął się podnosić, Iskra przybrała neutralniejszy wyraz mordki. Znaczy - pozbawiony tej nuty współczucia, żeby nie pomyślał, że patrzy na niego z góry. Wciąż życzliwy, ale nie przesadnie, żeby nie pomyślał, że ma do czynienia z jakąś wariatką, która ewidentnie czegoś od niego chce. Więc neutralny, dokładnie.
- Hej. - przywitała się, nie potrafiąc się powstrzymać od chwilowego zawieszenia spojrzenia na pustym oczodole. Kocur był niewiele młodszy od niej, chyba rzeczywiście miał pechowe całe życie. Szybko się jednak skupiła na pozostałym mu oku, bo było nie było, nieuprzejmie jest wgapiać się w blizny i tym podobne już na starcie. Nie była małym kociakiem, potrafiła się kontrolować.
- Spacerowałam. - wyjaśniła. - Często spaceruję wzdłuż tej granicy, bo czasem udaje się wpaść na znajomą mordkę. A ty co tu robisz?
Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
Kwiatek zdążył już wyczulić się na temat swojego oka, więc zdążł zauważyć to zawieszenie zanim wichrowiczka przesunęła wzrok dalej. Spiął się i zacisnął zęby, jednak tym razem postanowił nie reagować. Jak małe kocię to można przestraszyć czy okrzyczeć żeby sobie poszło to raczej nie będzie krzyczał na dorosłego kota... i to na dodatek z innego Klanu niż on sam jest. A poza tym kotka wydawała się miła... chyba by trochę przesadził gdyby od razu się do niej przysapał... tak jak wtedy do Czarnej Łapy.
-Ummm -przez chwilę zawahał się. Nie wiedział czy w ogóle się przyznawać. Zdradziłby swoją słabość, ośmieszyłby się...- Wkurzyłem się i wyszedłem z obozu, potrzebowałem świeżego powietrza -teoretycznie to nie skłamał, po prostu nie powiedział dlaczego się wkurzył, to nie jest kłamanie- nawet nie zauważyłem kiedy znalazłem się przy granicy.
Srebrny kocur spojrzał w dół na swoje łapy. Jedną z nich zaczął grzebać lekko w ziemi w akcie niezręczności. Nie wiedział co powinien dalej zrobić. Nie miał jeszcze żadnych doświadczeń z kontaktami z kotami poza Klanem Rzeki. To był pierwszy raz kiedy tak naprawdę poznał kogoś innego, obcego. Myślał przez chwilę, a potem wyprostował się i wypiął dumnie pierś. Musiał pokazać, że nie jest żadną ofiarą mimo iż skok mu nie wyszedł i przy okazji może pokaże jak zdeterminowane potrafią być koty Rzeki. Tak! Zrobi to dla reputacji swojej i Klanu! Rodzice byliby z niego dumni. Na pewno!
-No, a skoro już wyszedłem to postanowiłem poćwiczyć.
✭✭✭✭
Gotta gohard(gotta go hard) I ain't got time to waste(I ain't gottime) I gotta gohigh(gotta go high) I gotta elevate(I gotta elevate)