Logo Artemidy
Błotniste Ścieżki
- Czasem rzeczywiście warto przewietrzyć głowę i przemyśleć parę spraw, a obozowy zgiełk w tym nie pomaga. - zgodziła się, nie wnikając w szczegóły. Jeśli potrzebował się komuś wygadać to sam zacznie temat, prawda? Nie ma co na niego naciskać, bo jeszcze tylko osiągnie się efekt odwrotny od zamierzonego, a robienie sobie wrogów wśród znajomych Łabędziej Szyi to ostatnie czego by chciała. Nie żeby ogólnie ciągnęło ją do wrogich relacji, ale tutaj wybitnie wolała uniknąć kłopotów. Tak samo jak w Gromie, chociaż chyba tam za późno na takie rozważania, już i tak część patroli krzywo na nią patrzyła.
Widząc niezręczność, która wkradła się w postawę pręgusa, chciała szybko skierować rozmowę na przyjaźniejsze tory. Nim jednak przewertowała wszystkie opcje luźniejszych tematów, nim zdecydowała się na któryś z nich, kocur się wyprostował i odezwał. O? Poćwiczyć? No i elegancko.
- Oo, ćwiczenia to dobry sposób na spędzanie czasu. - szczególnie w ramach ucieczki przed swoimi myślami i problemami - A co takiego postanowiłeś poćwiczyć? - spytała z wątłym ożywieniem. Wszelkie aktywności to była jej działka, więc może tak będzie prościej się na coś przydać niż w rozmowie. Czekając na odpowiedź przypomniała sobie o drobnym szczególe. - A właśnie, Roziskrzona Noc jestem.
[Obrazek: vKPdv6t.png]
LVL 9 25 / 500
MedLVL 3 18 / 400
23
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
16
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
-Cieszę się, że nie jestem uziemiony w obozie jak kociaki -odparł na słowa wichrowej kotki o przewietrzeniu się i obozowym zgiełku. Tak naprawdę to dopiero teraz uświadomił sobie dokładniej jak to dobrze wyjść i pobyć czasami sam na sam ze światem. Wcześniej był tak zamyślony i zaślepiony swoimi problemami życiowymi i pechem, że nawet nie zdawał sobie z tego sprawy. Kwitnąca Łapa aż wziął w płuca głęboki wdech świeżego powietrza i zamknął złote oko, żeby cieszyć się przez kilka uderzeń serca zapachem lasu, zapachem i szumem pobliskiej rzeki. A potem otworzył je i znów spojrzał na wichrowiczkę, gotów do dalszej rozmowy z nią.
-Um... tak ogólnie, ale skoro tu jest pełno błota i wystających z niego kamieni... to pomyślałem, że skoki poćwiczę. Jeszcze się... przyzwyczajam do tego -odparł, pokazując łapką na ziejącą czernią w jego czaszce dziurę.
-Ładne imię... ja jestem Kwitnąca Łapa -on również się przedstawił kiedy usłyszał imię wojowniczki. Oh jak on jej zazdrościł, że ta ma już wojowniczy tytuł. Nie wyglądała na wiele starszą od niego, a już była wojowniczką... a on dalej tkwił na początku swojego treningu. Kiedy on do tego wszystkiego dojdzie?
✭✭✭✭

Gotta go hard (gotta go hard)
I ain't got time to waste (I ain't got time)
I gotta go high (gotta go high)
I gotta elevate (I gotta elevate)

✭✭✭✭
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
9
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Noo... one to rzeczywiście mają przekichane. Nie wiem jak ja wytrzymałam tyle czasu w obozie za kociaka. I nie zwariowałam. - rzuciła wesoło. Chociaż odpowiedź na to pytanie była bardzo prosta. Za dzieciaka niewiele wiedziała o świecie i większość dni schodziła jej na nękaniu starszych kotów w próbach zdobycia wiedzy. Co prawda praktycznie nic z tego nie wychodziło, ale jakoś zajmowało jej to kocięce dni. Jakoś. Och, żałoba po śmierci matki też była zajmująca. Nieistotne.
- Ach, czyli to świeże. - mruknęła pod nosem, bardziej do siebie niż towarzysza. I gdyby tylko anatomia pozwalała, to po tej krótkiej chwili zasępienia, klasnęłaby radośnie w łapy i odbiła temat w bardziej pozytywne rejony. - Ale to dobry pomysł w sumie. Sprawne poruszanie po różnorodnym terenie później się przydaje na polowaniach czy walkach. - skomentowała. Pewnie zalet było jeszcze więcej, ale ta pierwsza przyszła do rdzawej głowy. I trochę szkoda, bo w takich ćwiczeniach to ona nie będzie miała jak pomóc.
- O, to miło poznać, Kwitnąca Łapo. - odparła, szczerząc białe kiełki w uśmiechu. Przez krótki moment, ale jednak szczerze.
[Obrazek: vKPdv6t.png]
LVL 9 25 / 500
MedLVL 3 18 / 400
23
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
16
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Otworzył pyszczek, żeby dodać coś jeszcze do tego tematu, jednak doszedł do wniosku, że takiego detalu nie musi zdradzać wichrowej kotce... jeśli w ogóle komukolwiek. Kwitnąca Łapa chciał ponownie ruszyć na przód, a nie po raz kolejny cofać się przez pech jaki go od jakiegoś czasu prześladuje. To chyba był dobry pomysł zapomnieć, zakopać gdzieś nieprzyjemne wspomnienia i iść dalej. Najwyraźniej tak po prostu miało być i kropka. Teraz po prostu musi się starać bardziej i tyle.
-Pewnie masz rację -odparł, odkrywając nowy aspekt swojego pomysłu wyjścia z obozu i dało się w tym momencie zauważyć, że humor mu się chyba trochę poprawił. Produktywność, nawet przypadkowa, była czymś co zawsze wprawiało go w lepszy nastrój, bo czuł się potrzebny, czuł że nie jest więcej ciężarem dla innych. To było miłe uczucie po tym wszystkim co się stało.
-Ciebie też -nie do końca wiedział co innego mógłby odpowiedzieć, więc rzucił po prostu "wzajemnie" w trochę innej formie. W kontaktach z innymi raczej nie był dobry, zwłaszcza że dużo czasu spędził tak naprawdę samotnie.
-Mogę się ciebie o coś zapytać? -postanowił zadać pytanie na temat, który nurtował go jeszcze przed chwilą- Długo ci zajął trening?
✭✭✭✭

Gotta go hard (gotta go hard)
I ain't got time to waste (I ain't got time)
I gotta go high (gotta go high)
I gotta elevate (I gotta elevate)

✭✭✭✭
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
9
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Potrząsnęła przecząco łbem, słysząc pytanie.
- Nie, w zasadzie sam trening był intensywny, ale krótki. - odparła, a po krótkim namyśle postanowiła rozwinąć myśl, by pokazać, że nie było u niej aż tak kolorowo. - Ale długo czekałam na jego rozpoczęcie. Przedłużało się niemiłosiernie z powodu choroby pierwszego mistrza, a ja siedziałam bezczynnie w obozie. Wreszcie wzięłam sprawy w swoje łapy i poprosiłam przywódczynię o zmianę na kogoś kto będzie w stanie poprowadzić mój trening. I dzięki temu udało mi się być mianowaną wraz z bratem w wieku dwunastu księżyców. - zakończyła z uśmiechem, licząc na to, że jej historia będzie raczej motywująca niż dobijająca.
Niestety rozmowę wkrótce przerwało pojawienie się szylkretowej wojowniczki. Splątany Wąs odciągnęła Iskrę na bok, szepcząc jej coś na uszko o sytuacji wymagającej jej pomocy, więc rdzawa uśmiechnęła się tylko przepraszająco do Kwitnącej Łapy.
- Wybacz, obowiązki wzywają. Może jeszcze kiedyś uda się dłużej porozmawiać. - rzuciła w ramach pożegnania, nim ruszyła za Wichrzaczką.

z.t
[Obrazek: vKPdv6t.png]
LVL 9 25 / 500
MedLVL 3 18 / 400
23
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
16
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Intensywny, ale krótki. No, Kwitnąca Łapa raczej by nie narzekał gdyby on też taki trening miał. Do tej pory to tak naprawdę nic nie zrobił, tylko tracił księżyce przez brak nowej mistrzyni, ponieważ jego stara zaginęła po ich pierwszym spotkaniu. A już myślał, że życie się zmieni. Niech to Gwiezdny Klan. Tej drugiej części praktycznie nie usłyszał przez swoje rozmyślania. Niechcący wpuścił jednym uchem, a drugim wypuścił, bo w zadumaniu nie pomyślał, że wypowiedź wichrowiczki będzie miała swoją kontynuację. Dopiero ogarnął się pod koniec, a kiedy chciał się zapytać o powtórzenie nagle pojawił się ktoś inny, zabierając Roziskrzoną Noc na bok.
-Oh… okej -odparł smętnie, bo chciał jeszcze trochę się powypytywać o to czy tamto, ale nie zdążył, bo rdzawa jak szybko się pojawiła tak szybko zniknęła. Kwitnąca Łapa fuknął do samego siebie, uderzył łapą w błoto, a potem postanowił dalej kontynuować skakanie po kamieniach w ramach swoich własnych ćwiczeń.

//zt
✭✭✭✭

Gotta go hard (gotta go hard)
I ain't got time to waste (I ain't got time)
I gotta go high (gotta go high)
I gotta elevate (I gotta elevate)

✭✭✭✭
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
9
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wiedziałam, które kocięta pójdą do ojców, które chcą iść do ojców, a które zostają ze mną i poprosiłam patrol, by zaprosił Barwną Wodę na granicę. Kocięta skończyły jeden księżyc, powoli zaczynały odkrywać wszystko wokół i był to idealny moment, by oddać je pod opiekę aspirujących rodziców. Chciałam jednak, by wszystkie maluchy mogły poznać swojego ojca i przede wszystkim pożegnać dwójkę maleństw, które odchodzą do innego klanu. Zdawałam sobie jednak sprawę z tego, że spacer na granicę z ósemką kociąt nie jest zbyt bezpieczny, więc wzięłam do obstawy Klekoczącego Bociana i Bażancie Pióro. Mieli być tylko po to, żeby zająć się drapieżnikiem w razie czego.
Pilnowałam, by nikt się nie zgubił i powiedziałam każdemu że jest to jednorazowa wycieczka poza obóz i mają kategoryczny zakaz wychodzenia beze mnie pod groźbą poważnej kary. Tak na wszelki wypadek.
Po dotarciu na miejsce usiadłam, owijając ogonem każde z kociąt, które grzecznie siadło. Ochronę poprosiłam o zajęcie miejsc gdzieś dalej, żeby nie podsłuchiwali. Pozostało czekać.
[Obrazek: Podpis.png]
LVL 7 265 / 500
MedLVL 13 11 / 1500
15
Siła
S
18
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
26
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Rozumiałam. Oczywiście, że tak. Mama dokladnie wyjaśniła, jak to wszystko działa. I może kiedyś o tym zapomnę, ale teraz wiedziałam co i jak. Mamy tatę. Nie należy jednak do Klanu Wichru... a Klanu Rzeki. I tata chciał, aby wychować jakieś kocię, albo i dwa. Ja się nie zgłosiłam, bo chciałam zostać z mamą. Ale zgłosiły się dwa kocięta, rodzeństwo, które będę widzieć zdecydowanie rzadziej niż resztę. Czy mnie to obchodziło? Może trochę. To jednak nie ja rozstawałam się z mamą. Zresztą, to nie tak że zdążyłam się przywiązać do Nagietka i Gwiazdnicy. Przecież dopiero ostatnio otworzyłam oczy, ostatnio wyszłam oglądać piękny zachód słońca! Stało się tak dużo, ale jednak tak mało. Czy będę tęsknić? Nie wiem.
Szlam dziarsko za mamą, obserwując przez chwilę co robią tamci mniej ważni wojownicy. Prędko znudziłam się jednak ich widokiem i zdecydowałam oglądać to, co mam pod łapami i to, co jest wokół mnie. Piękne rośliny, lecące czarne punkty na błękitnym tle... To przynajmniej było w stanie dorosnąć mi do łap swoją urodą. Tak więc to obserwowałam. W końcu trochę potrwa, aż ponownie opuścimy obóz. Słuchałam mamy, wiedziałam, że sama nie będę mogła wyjść z obozu. Może kiedyś ją przekonam, ale musiałabym znaleźć do tego jakiś powód. Teraz jednak usiadłam obok mamy, jak najbliżej mogłam. Czekałam na spotkanie z tatą i na pożegnane rodzeństwa.

hehe

════ ⋆★⋆ ════
So now you've done a little wrong
And you swear you didn't do it
But volition left you burdened with a curse
hehe

And you conjure up a fictionnever gonna give you up
never gonna let you downTo get the pretty girl to listen

LVL 2 5 / 150
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
11
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Kocięta Lśniącej Ścieżki miały wielkie szczęście urodzić się na samym początku pory nowych liści. Zazwyczaj niosła ona ze sobą dobrobyt i całe stosy piszczków, zatem miał pewność, że nie będzie im niczego brakowało, a same będą rosły duże i silne. Lśniące Futerko, zawodowa matka, miała okazję wielokrotnie wykładać mu o rozwoju dzieci. Tak, jak ojcowie patrzyli w niebo i przepowiadali deszcz, tak ona wieszczyła ze zwierzyny kondycję nowego pokolenia klanu.
Sroczy Ogon przylizał futerko na barku, widząc na horyzoncie orszak Wichrzaków. Nigdy nie miał okazji spotkać Lśniącej Sadzawki, odbieranie od niej (za chwilę swoich, miał nadzieję. Chociaż gdyby marudziły, nie byłby zdziwiony, w końcu wedle nich równie dobrze mogłyby zostać porwane i oddane strasznym obcym panom, którymi w normalnych warunkach straszy się dzieci) kociąt wydawało się nieco… niezręczne, jednak wojownik nie miał najmniejszych wątpliwości, że była dobrym wyborem. Cóż, może nie tyle wyborem, w końcu to ona zaproponowała Barwnej Wodzie układ! Otarł się bokiem o partnera, posyłając mu niepewny uśmiech i nie dając się stresowi stanął przed wichrową medyczką.
— Dzień dobry, Lśniąca Sadzawko. Klekoczący Bocianie, Bażancie Pióro. — Kiwnął głową białej kocicy, siadając. Pozostałą dwójkę wojowników kojarzył głównie z patrolów granic, niekiedy zdarzało mu się zagadać z tym pierwszym, przesympatyczny kocur. Spojrzał na ukryte za puchatym ogonem kocięta. Raz, dwa… ojej, jak dużo. — Jestem Sroczy Ogon, partner waszego taty — miauknął, uśmiechając się łagodnie. Mama byłaby w Gwiezdnym Klanie.
✖ ✖ ✖
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
10
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Pajęczyna rozumiał wszystko, tak samo jak siostra. Mieli jakiegoś tatę, poza Klanem - oczywiście, że poza Klanem! Nie potrzebowali go tutaj, bez niego radzili sobie doskonale! Rozumiał także, że kilkoro z jego rodzeństwa pójdzie i zamieszka z tatą w Klanie Rzeki, innym (wrogim, może nawet?) Klanie, gdzie będą wychowywać się z dala od niego. Phi! On ich i tak nie potrzebował do szczęścia! Jak chcieli, to niech sobie idą i na sam koniec świata! Pajęczyna nie chciał iść do Barwnej Wody, ale stwierdził, że wypadałoby się z rodzeństwem pożegnać, jako że nie wiadomo kiedy znów się zobaczą... Wcale nie będzie tęsknił, i na pewno nie był o to wszystko zły! To po prostu bezsensu, to wszystko!
Mały królewicz szedł z zadartą w górę główką, co chwilę zerkając na mamę i rozglądając się po rodzeństwie. Nie docierało do niego zapewne jeszcze to, że od tego dnia będzie ich o dwójkę mniej, że kogoś faktycznie w jego życiu zabraknie - nie chciał o tym myśleć, bo gdy to robił, czuł się jakby coś rozpalało mu gniew w sercu! Ah, jak oni mogli się na to zgodzić? Kto mógł chcieć zdradzić tak swój Klan i rodzinę, i odejść do wroga? Nie podobało mu się to, ale wolał zachować spokój, bo tak wypadało. Zwłaszcza na oczach mamy...

Widząc przed sobą obce koty Pajęczyna przyspieszył nieco, kilka razy ślizgając się na jakichś starych liściach, ale finalnie łapiąc jednak równowagę. Uniósł wysoko swój krótki, puchaty ogonek i stanął obok mamy, uparcie, prawie jakby był gotowy walczyć z rzeczniakami o swoje rodzeństwo. Naprawdę nie podobała mu się ta cała sytuacja... Kto to widział! Na pyszczek małego kocurka wkradł się grymas, ale młody nie odezwał się ani słowem - jedynie mierzył nieznajomych groźnym spojrzeniem. Zwłaszcza tego Sroczego Ogona, który właśnie się odezwał.
LVL 5 225 / 400
MedLVL 0 0 / 100
15
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Ekscytacja i radość to niedopowiedzenie. Usłyszawszy, że jest wzywany przez Lśniącą Sadzawkę na granicę doskonale wiedział, czego ma się spodziewać. Nie prosiła o kolejne spotkanie po ostatnim razie, medyk wywnioskował zatem, że jedna próba wystarczyła, że kocica spodziewała się młodych... a teraz mijało już kilka księżyców. A ona wzywa go na granicę.

Pozna swoje dzieci. On, medyk który nigdy nie miał ojca, sam został ojcem i pozna swoje dzieci. Przynajmniej jedno z nich przyprowadzi do domu ze sobą, do drugiego ojca - nie, kocięta poznają swojego drugiego ojca od razu, bo uradowany Barwinek zamierzał zabrać na granicę ze sobą Kapustkę.

Ich dwójka wystarczyła.

Był podekscytowany. Był szczęśliwy, szczerze szczęśliwy, pierwszy raz od tylu księżyców, ale też szczerze nerwowy, widząc białą kocicę, dwóch wojowników i gromadkę włochatych, jeszcze nieforemnych kłębuszków kręcących się u łap Lśniącej Sadzawki. Odwzajemnił czuły gest Sroczego Ogona i uśmiechnął się, szeroko. Barwinkowi serce kołatało tak, jak ptak w potrzasku który desperacko chciał się uwolnić. Były tak maleńkie... i były jego.

Podszedł bliżej, kiwając głową dwóm Wichrowym wojownikom, Lśniącej Sadzawce, wzrok jednak zawiesił na kociętach. Raz, dwa, trzy, cztery, pięć... - Osiem. Ośmioro - wydusił z siebie z niedowierzaniem, oczami zaszklonymi od pozytywnych emocji i wyszczerzył się jeszcze szerzej, nieśmiało, powoli przysuwając nieco bliżej gromadki maluchów. Dwa były w pełni białe, jak ich matka. Kolejne dwa - łaciate. Z czarnymi plamkami na ogonie, mordce... och, to tak, jak Sroka... jedno czarne. Jedno bure, pozostałe dwa szaro-srebrzyste, z białymi plamami. Barwna Woda przełknął ślinę. Były idealne, wszystkie były absolutnie perfekcyjne. - Cześć, skarby... jestem Barwna Woda, wasz tata... bardzo miło mi was wszystkich poznać. Jakie macie imiona? - spytał, nie wiedząc, jak inaczej rozpocząć interakcje z kociętami tak kruchymi, tak małymi. Kociętami, dla których na razie był... obcym.

Uniósł wzrok na Lśniącą Sadzawkę. Wdzięczność, radość. To było widoczne na jego mordce. - Więc... które? - spytał, doskonale wiedząc, że medyczka również wie.
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte


zostawię drzwi otwarte


[Obrazek: barwna_woda_ale_gwiazdki.png]
LVL 5 140 / 400
MedLVL 9 321 / 1500
7
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
22
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Dzisiaj, dokladnie dzisiaj był ten dzień! Chciał poznać tatę i... Chciał iść do taty. A dlaczego? Nie zamierzał już sprawiać kłopotów mamie i... Hehe, z tatą pewnie będzie miał o wiele, wiele więcej tematów do rozmów! Bo to tata, a nie mama! Będzie mu opowiadał o... O żukach! Biedronkach! Kulkach mchu! Wszystkim!
Przez całą podróż obserwował otoczenie, raz po raz głośno informując o swoim zachwyceniu. Było... Ślicznie! Pięknie! Cały ten dzień wydawał się tak piękny!... Gdyby tylko nie nagły uścisk w gardle, nagła... Niepewność, która w końcu się wykluła i zawładnęła jego ciałem. Próbowała właśnie zgasić jego szczęście. Zdmuchnąć zaraz to zapaloną świecę. Ale on postara się chronić ten płomień własnym uśmiechem. Przykryć go pozytywnymi emocjami, tak! Stanęli. Usiadł zaraz obok mamy i przeleciał wzrokiem po swoim rodzeństwie, posyłając do nich delikatny uśmiech, by zaraz spojrzeć na białą medyczkę.
- Mamo, mamo, MAMO!... A-... Bęciesz odfiecac mnie i Gfiastnice? I-I... Pajęcyna, Malina, Miót, Mięta, Mak, Sto-... STO-KLO-TKA tes? Bo jak- Jak macie mnie ne odfiecac, to- to ja nie ce! Bo byloby mi ftedy... Smutno. BO WAS KOCHAM! BALDZO! - wbił wzrok w rodzicielkę, głośno wyrażając własne zdanie. Nie chciał być sam. Nie, wiedział, że nie zostanie sam, ale... Właśnie miał pójść do obcego klanu, być tam ze swoim... Tatą, którego widział pierwszy raz na oczy. Bał się. To białe futro Lśniącej Sadzawki było jego pierwszym komfortem. Głos jego rodzeństwa, ich wszystko... To było jego szczęście, pierwsze szczęście. Czy miał miejsce na to drugie?
Ale wtedy właśnie przyszedł... Jakiś pan i... Tata? Szeroko otworzył oczy, wpatrując się w nich bez wyrazu. Bez niczego. Myślał. Sroczy Ogon, Barwna Woda... Partner taty, skarby, imiona... Ojojoj.
Wziął głęboki oddech i zaraz szeroko się do nich wyszczerzył. Byli... Byli super! Mieli takie... Fajne imiona! I cali byli fajni! W dodatku Sroczy Ogon- Pan Sroczy ogon był bardzo podobny do niego! Też czarno-biały!
- TATA, TATA, TATA!!! NAGIETEK! JESTEM NA GIE TEK! Mi tes- Mi tes jest baldzo miło! Panie Slocy Ogon- PAN SLOCY OGON! MA PAN FUTELKO! TAKIE! JAK! JA!! ALE SIĘ CIESĘ!! Jestescie!! Supel! Jestescie tacy DUZI! DOLOSLI!! ALE FAJNIE!! - nie mógł dłużej już wytrzymać. Rozpierała go radość na tyle silna, że ochroniła jego szczęście przed zniknięciem. Pochłonięciem przez uprzedni niepokój. Rozwiązała mu węzeł w gardle i podarowała mu siłę na najładniejszy uśmiech. Podszedł bliżej, w pełni zafascynowany wpatrując się w dwójkę kocurów. TATA! I PAN PARTNER TATY! Stali tutaj! Pójdzie z nimi! Będzie z nimi! I będzie... I BĘDZIE SIĘ Z NIMI BAWIŁ! ROZMAWIAŁ! WSZYSTKO! To był świetny dzień, wspaniały. Dzień, który z pewnością zapamięta. Będzie miał szczególne znaczenie wśród innych ''najlepszych dni''.
*:・゚✧*:・゚
your voice it carries over
the hubbub and
the hum
and it paints the sky and circles high
like the beating of a drum



you will scream "i won’t forget you"
but i’ll cover my cold ears
[ it cannot be a lie if no-one hears ]
LVL 4 45 / 300
MedLVL 0 0 / 100
15
Siła
S
9
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Tak jak część rodzeństwa wiedziała, rozumiała to co mówiła mama... tak Stokrotka był w tym troszkę... powolny. Mieli tatę, poza klanem, nie tutaj... i miała do niego pójść dwójka z jego rówieśników. Nagietek i Gwiazdnica. Ale... dlaczego oni chcieli tam iść...? Nie woleli zostać tutaj, gdzie większość ich rodziny, gdzie jest mama, gdzie jest braciszek Krwawnik? Burasek... nie potrafiłby ich zostawić. Nie dałby rady... nawet, jeśli w tym... drugim klanie, był jego drugi rodzic.
Szedł jednak grzecznie za mamą i resztą, spoglądając na dwójkę wojowników, którzy szli z nimi. Bał się, mimo... że to nie on przecież odchodził. On wróci z powrotem do Ziołowego Wzgórza i jego życie będzie trwać dalej, będzie dorastał w Wichrze i... kto wie, jak się potoczy jego przyszłość? Spiął się lekko, a stres tylko narastał bardziej, im bliżej byli.

Usiadł bliżej mamy, czując, jak zaczyna drżeć. Milczał jednak, przebierając łapami pod sobą i oczekując przybycia... ojców. Podniósł zaskoczony główkę, gdy Sroczy Ogon się przedstawił jako partner taty, a bury kocurek zamrugał parę razy oczętami. Skinął mu w niepewności głową, dostrzegając jego obecność, po czym wzrok zwrócił w stronę... tego oficjalnego taty? Nie rozumiał.
Barwna Woda. Kolejne imię wyrysowane w głowie syna Lśniącej Sadzawki, który w zdziwieniu spoglądał na postać Rzecznego medyka. Był... taki biały, ale też trochę... plamiasty. Wyglądał jak Gwiazdnica, a Nagietek wyglądał jak pan Sroczy Ogon... co za przypadek, że akurat oni chcieli iść.
A Stokrotka... nie wyglądał jak żadne z nich. Nie wyglądał jak tata, nie wyglądał jak... partner taty, nie wyglądał jak matula. Do kogo był podobny? Dlaczego tak bardzo różnił się od swojego rodzeństwa i najbliższych? Mimowolnie jego mordka wykręciła się w smutną podkówkę, ale milczał, póki tata nie zapytał o imiona, a Nagietek nie zaczął bardzo głośno się wypowiadać. Wzdrygnął się lekko, spoglądając najpierw na brata, a potem na ojca.

- ...Sto...klotka... - pisknął cicho, od razu przełykając ślinę, niepewnie mrugając ślepiami. Miło mu ich poznać... więc na jego widok też się cieszy, prawda...? Odwrócił się po krótkiej chwili do Nagietka, czując, jak do jego oczu napływają łzy. Dlaczego... dlaczego on musi iść. On nie rozumie. Dlaczego wszyscy rozumieją, tylko nie on. - ...Będę cię... odfiecać... cęsto. Będę... tęsknić. - wymamrotał, spoglądając na brata i czując, jak jego żołądek nieprzyjemnie się zaciska. Będzie mógł go odwiedzać, ale... za ile to będzie? Minie mnóstwo czasu, zanim będzie mógł sam wyjść. Było ich dużo, cała ósemka... ale na pewno poczuje różnicę, gdy będzie ich szóstka, o dwójkę mniej. Spojrzał jeszcze na Gwiazdnicę, będąc ciekawym jej zdania na ten temat.
[Obrazek: dcqfaxh-49c6b465-6256-4224-9deb-1757ea62...F7NPg0PGLY]
accustomed to being forgotten
thats my immaturity
trauma arising from my doubts
what is the reason im alive?
LVL 1 10 / 100
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
5
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
30
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Ten dzień miał być niesamowity, jedyny w swoim rodzaju. Mama przygotowała ich już jakiś czas temu, wytłumaczyła wszystko, opowiedziała jak to będzie wyglądać. Nie sprawiło to, że Miód rozumiał co to znaczy, na pewno nie do końca. Nie pojmował jeszcze konceptu szerokiego świata, cały czas szukając spokoju w lecznicy, praktycznie nie wychodząc z mroku. Ale tego dnia nie zamierzał zostawać sam w domu - trochę się tego bał. Krwawnikowy Liść by ich przypilnował, to na pewno ale mama... Nie chciał być bez niej.

Najpierw odbyli długą wyprawę. Głośny kolorowy obóz, wypełniony kolorami głosów rozlegających się z każdej strony, zamienił się w ciszę, której Miód do tej pory nie znał. Nie była to cisza głębokiej ziemi pozbawionej kolorów. Była to raczej cisza rozrywana drobnymi dźwiękami z daleka. Trawa pod stopami szumiała, ptaki odzywały się z różnych kierunków, cała rodzina wydawała z siebie różnorodne dźwięki, poruszając się po okolicy. Miód wpatrywał się w to wszystko wielkimi oczami, powoli przekonując się, że świat jest naprawdę różnorodny i może nie aż tak straszny. Bolały go łapki, uszy co chwilę kładł po sobie chroniąc się przed ostrzejszymi dźwiękami, ale szedł wytrwale przed siebie, czując jak mu serce bije z ekscytacji.
Gdy mama zatrzymała się Miód wciąż szedł, przez kilka kolejnych kroków, zagapiony w chmurę płynącą po niebie. Ale gdy zorientował się, że idzie sam szybciutko potruchtał bliżej mamy. Nie chciał się zgubić i nie chciał być sam, bo to wszystko było niesamowite, ale czuł, że jak wrócą to będzie musiał zaszyć się gdzieś w jakiejś norce i to wszystko odespać. Jeszcze nie było tego za dużo, ale to tylko kwestia czasu, gdy okaże się, że świat był jednak zbyt wymagający dla małego kociaka.

Rozglądając się po świecie w końcu zauważył, że od przeciwnej strony ktoś się zbliża, nawet dwójka ktosiów. Wiatr niósł ich zapachy i to były dziwne zapachy, rażące nosek Miodu. Kociak zmarszczył nos ale patrzył jak idą, co chwilę zerkając na mamę, która wydawała się być bardzo spokojna.
I w końcu przyszli. Przedstawili się. Tata.

Miód przekrzywił główkę. Tata. Co za dziwne słowo. Miód nie do końca je rozumiał, nawet jeśli mama tłumaczyła. Wiedział, że to ważne słowo. Że ten kot jest ważny w jakiś sposób.
Nagietek krzyczał gdzieś z boku a znaczenie jego słów gdzieś umykało Miodowi. Obcy kocur spytał ich o imiona. Nagietek wykrzyczał swoje wraz z całą gamą innych kolorów. Było to głośne i było to dziwne, Miód nie rozumiał tych emocji, chociaż sam był ciekaw nowoprzybyłych. Dlatego wstał z miejsca i trochę niepewnie podszedł do kota który przedstawiał się jako tata. Podszedł do jego łapy i powąchał uważnie, wyczuwając zapachy ziół tak jak na mamie czy Krwawnikowym Liściu. To były dobre zapachy, więc Miód od razu poczuł się trochę lepiej. Postawił swoją drobną łapkę na dużej łapie pachnącego ziołami, by ściągnąć na siebie swoją uwagę.
- Miod - przedstawił się cichym głosem, nie patrząc wcale na kocura. Natychmiast zabrał swoją łapkę i strzepnął ją, by pozbyć się tego uczucia dotyku.
Nie wiedząc co ze sobą zrobić dalej podszedł do drugiego kocura i też zaczął go wąchać, ale nie wyczuwszy tak intensywnego zapachu ziół poczuł się zawiedziony. Ze zmarszczonym czołem wrócił do mamy i usiadł koło niej, tak by przypadkiem nie dotknąć żadnego z rodzeństwa ani samej mamy.
LVL 1 80 / 100
MedLVL 0 55 / 100
6
Siła
S
4
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
45
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wreszcie nadszedł ten dzień. Z jednej strony Gwiazdnica się ekscytowała, z drugiej strony była nerwowa. Z jednej storny chciała iść do pana taty, a z drugiej... Bała się. Nie chciała zostawiać rodziny. Ale gdyby Gwiazdnica i Nagietek sami się nie zgłosili, mama by kogoś i tak musiałaby wybrać, kto by poszedł do pana taty. A reszta rodzeństwa nie chciała iść. Chcieli zostać z mamą, w Klanie Wichru, w ich domu. Gwiazdnica bardzo nie chciała, by ktoś z jej rodzeństwa został zmuszony do odejścia. Sama również nie chciała odchodzić, ale... Ona była odważna! Silna! Da sobie radę! To... Przecież i tak nie jest chyba tak, że już nigdy się nie spotkają, prawda? Tak, na pewno się będą spotykać gdy będą starsi... Ale rany, kiedy to będzie?

Gdy wyszli z obozu, Gwiazdnica dumnie szła obok mamy... Dopóki nie zaczęła się zachwycać wielkim światem poza ich byłym domem. Co chwilę się zatrzymywała, zerkała na mijane robaczki, patrzyła do góry na szybujące ptaki, patrzyła pod łapki na superowe kamyczki pośród trawy i... Zostawała czasami z tyłu i musiała doganiać resztę. Ale... Ale było superowo! Ci dorośli to dopiero musieli mieć fajnie! Mogą podziwiać to wszyściuteńko bez niczyjej opieki! Jak będzie dorosła, to na pewno będzie zwiedzać ten ogromny świat i będzie się nim do woli zachwycać! O! W końcu jednak nadszedł koniec ich podróży. Gwiazdnica grzecznie klapnęła, chociaż łapki ją świerzbiły i chciała biegać, skakać... Robić wszystko, tylko nie siedzieć! Mama okryła ją swoim fajowym, białym ogonem pewnie ostatni raz. Nie, nie może myśleć o minusach tego wyjścia. Będzie super! Tak! Będzie silna.

Ale gdy Nagietek się spytał, czy będą ich odwiedzać, coś w niej pękło. Ona przecież nie chce ich zostawiać! Nie chce iść! Dlaczego nie może na raz być z nimi i z panem tatą? Czy pan tata nie mógł zamiast tego zamieszkać z nimi? Wtedy miałby ich wszystkich, nie tylko ją i Nagietka! Zapłakała cichutko.

- Będę tęsknić! Kocham was baldzo! Zawse będę o was pamiętać! Wy tes będziecie o mnie pamiętać, plawda? - pociągnęła noskiem. Niech o niej nie zapominają. O niej i Nagietku. To, że odchodzą do innego klanu... To nie oznacza, że nie będą dalej rodzeństwem, prawda? Nadal będą się nawzajem kochać , tak? - Mamo, będziemy cię jesce widzieć, tak? I... I wsystkich, tak? Bo jak nie to my... To my nie idziemy do pana taty! O! - i jeszcze tupnęła łapką. Jeśli pójście do pana taty oznacza, że nie będą się już widzieć z mamą i rodzeństwem, to oni się na takie coś nie zgadzają! O nie! Niech pan tata znajdzie sobie jakieś inne, całkowicie własne kociaki.

Ale gdy Gwiazdnica i reszta ferajny zobaczyli, jak w ich stronę zbliżają się dwa koty, negatywne emocje koteczki zostały przysłonięte ciekawością i ekscytacją. Który to pan tata? Który? Może ten czarno-biały? Wygląda trochę jak Nagietek! Ale ten drugi wyglądał trochę chyba... Trochę jak ona! W końcu przyszli i wszelkie wątpliwości zostały rozwiane. Czyli pan tata to ten trochę taki jak ona! Zrozumiałe! A ten drugi pan, to pan partner pana taty... O rany, coś dużo tego "pan". Chyba się za chwilę jednak pogubi.

Koteczka wystąpiła pewnie do przodu, podchodząc do dwóch dużych kocurów - Dzień dobly panie Slocy Ogonie!! Dzień dobly panie tato!! Jestem Gfiastnica!! Mi tes jest baldzo, baldzo miło! Jesteście... Fajni! Supelowi!! Klan zeki tez jest taki fajowy, plawda? O! O! Cy będziemy mieć tam kolegów? Cy w klanie zeki tez się fajnie bawi? Gdzie będziemy spać? Będziemy spać z wami? Bo ja baldzo nie lubię spać sama! Kiedy idziemy? Kiedy? - była ciekawa jak wygląda Klan Rzeki, jak wygląda ich obóz, jak wyglądają tamtejsze koty, jak brzmią, jak pachną! Bo pan tata i pan Sroczy Ogon pachnęli na pewno zupełnie inaczej, niż koty z ich... No, za chwilę już nie ich... Klanu Wichru. Była bardzo niecierpliwa, chciała wiedzieć wszystko już teraz. Była ciekawa, jak od teraz będzie wyglądać jej życie. Życie z panem tatą i panem Sroką. No i Nagietkiem. Będą w tym razem.
LVL 1 0 / 100
MedLVL 0 150 / 100
2
Siła
S
7
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości