Księżyce: 118 Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez Płeć: kotka Matka: Śliwkowa Gałązka[*] Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*] Partner: Kornik Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Zachód miała już odchodzić, iść po tą korę do swojego legowiska. Ale nie! Bo tu nagle, ta głupia terminatorka ze śmierdzącego Gromu, postanowiła sobie przekroczyć granicę. I ironio! I to jeszcze przy czekoladowej. Teraz miała prawo do dania jej po pysku. Wreszcie wyładuje złość.
Za to zielonooka córka Zakurzonego Grzbietu oraz Śliwkowej Gałązki, uskoczyła w bok, w celu uniknięcia ataku czarno-białej.
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Mistrz: Dumny Wąs || Krucze Serce Płeć: kocur Matka: Nie pamiętam Ojciec: Nie pamiętam Partner: Rosa
Srebrzysty nie jest już małym kocięciem o wielkich dwukolorowych oczach. Teraz jego ciało stało się masywne, pod gęstym długim futrem szarej barwy kryją się mięśnie. Oczy - prawe zielone i lewe błękitne - straciły już swój dziecięcy blask nabierając chłodu oraz pewnej dozy nieczułości. Białe końcówki łap oraz ogona zdają się już nie rzucać tak bardzo w oczy, tak samo jak i jasna sierść na lewym uchu. Poduszki łap przybrały bardziej liliową barwę, nos jednak pozostał niemalże czarny odznaczając się na tle całego jego ciała. Na końcach jego uszu pojawiły się niewielkie, ledwie dostrzegalne, pędzelki, a szczęka wydłużyła się nieznacznie nadając mu bardziej drapieżny wygląd. Pomimo iż nie jest już kocięciem, które wciąż jeszcze miałoby prawo, by rosnąć, jego ciało wciąż zdaje się zmieniać, jakby Gwiezdny Klan pragnął uczynić z niego największego kota we wszystkich czterech Klanach.
Srebrzysty wyrósł już ze swej zadziorności, lecz złośliwość i pewna doza sarkazmu pozostała w nim już na zawsze. Z reguły skryte są one pod maską wiecznego opanowania, które niejednego może zmęczyć i zirytować. Jemu zaś daje przewagę nad rozmówcą. Uczucia potrafi okazywać jedynie bliskim sobie kotom, które zdołały wedrzeć się do jego serca osłoniętego grubą skorupą. Pomimo oschłej powierzchowności Srebrzysty jest do głębi dobry i szlachetny, jakby niektórzy powiedzieli - rycerski. Choć jest niezwykle dumnym i pewnym siebie kocurem, który z wielkim trudem gnie kark okazując pokorę, usłyszawszy raz jakąś uwagę pod swym adresem, rozważy ją i z pewnością postara się uczynić wszystko, by stać się jeszcze lepszym kotem. Głęboko wierzy w to, iż Gwiezdny Klan przeznaczył mu jakieś nieodkryte jeszcze, lecz z pewnością wielkie, zadanie.
Racza Sadzawka (KW); Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa, Sokoli Cień, Koziczy Skok i inni (GK)
Na co się tutaj właściwie zanosiło? Kwiecista Łapa zaatakowała Zachodnią Łapę, ale widać, że nie miała na to wcale tak dużo siły, a może gniew nie był takim dobrym doradcą. Kocica z Klanu Rzeki zrobiła krok w bok, przez co jej oponentka z Klanu Gromu ledwie obiła jej prawą część grzbietu i sama opadała tuż obok niej odczuwając na własnych łapach siłę uderzenia. Trzeba jednak oddać Kwiecistej, że pomimo reakcji ze strony Zachód, jej łapy dosięgnęły młodszej terminatorki. Teraz zaś znajdowały się tuż obok siebie. Na ziemiach Rzeki.
Czarno-biały kwiat, który już od jakiegoś czasu rozkwitał i rósł na coraz to większą i większą. Białe plamy zasłaniające czarne futro układają się nieregularnie, granice między bielą a czernią, wędrowały krętą drogą, tworząc zawijasy i ciekawą kompozycję. Największa z owych plam, zaczyna się tuż na prawej stronie pyszczka, ciągnie się przez dolną szczękę, omijając mały element na brodzie z tego oto powodu na brodzie koteczki znajduje się czarne futerko. Biała nieregularna plama ciągnie się przez brzuch aż do wewnętrznej strony ud, ostatecznie jednak wchodzi na zewnętrzną stronę lewego uda, a tam spływa już w dół tworząc swego rodzaju krzywą skarpetkę. Białe skarpetki zostały nałożone również i na pozostałe łapy, na każdej jednak różnej długości. Na pyszczku osadzone żółte oczy. Na jej karku widnieje duża blizna, pamiątka po walce z rzeczną terminatorką. Brak 3/4 małżowiny lewego ucha. Na szyi obroża z pudroworóżową apaszką.
Ze wszystkich sił stara się zaistnieć w oczach wymagającego ojca, nie chce zawieść jego zaufania, ani sprawić, że będzie się jej wstydził. Po długim czasie spędzonym z ojcem zaczęła od siebie sporo wymagać i oczekuje tego również od rodzeństwa. Kwiatuszek nie ma czasu na głupie zabawy - ona jest poważnym kotem - a jeśli już zaplątała się w jakąś zabawę, starała się wyciągnąć z niej coś pożytecznego, coś co przyniesie jej potrzebną wiedzę i umiejętności. Jak na tak młody wiek jest bardzo ambitna i pewna swoich racji, a jej ogromna pewność siebie tylko to pogłębia.
Była pewna, że wyląduje na grzbiecie rzeczniaczki i przyszpili jej ciało do ziemi. Tak bardzo skupiła się na swoim ataku, że zapomniała wziąć pod uwagę, że terminatorka może wykonać unik, a Kwiatek wyląduje tuż obok z obolałymi łapami. Z jej pyszczka wydobył się warkot i niemal natychmiast przystąpiła do kolejnego ataku. Rzuciła się tuż na bok Zachodzącej Łapy, z zamiarem wgryzienia się w jej brązowy kark.
Księżyce: 118 Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez Płeć: kotka Matka: Śliwkowa Gałązka[*] Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*] Partner: Kornik Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Zachodząca Łapa zrobiła dosyć zgrabny unik, ale niestety trochę jej się oberwało. Stała teraz bokiem, do tej durnej kotki, która śmiała przekroczyć granicę. Teraz przynajmniej ma prawo dać jej w pysk i nie zawaham się użyć pazurów i kłów. Gdy tylko ta czarno biała kupa futra wylądowała, czekoladowa w natychmiastowym tempie, rzuciła się ku niej, wyciągając pazury, chcąc ją wywalić na bok, a przy okazji, narobić kilka ran ciętych.
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Mistrz: Dumny Wąs || Krucze Serce Płeć: kocur Matka: Nie pamiętam Ojciec: Nie pamiętam Partner: Rosa
Srebrzysty nie jest już małym kocięciem o wielkich dwukolorowych oczach. Teraz jego ciało stało się masywne, pod gęstym długim futrem szarej barwy kryją się mięśnie. Oczy - prawe zielone i lewe błękitne - straciły już swój dziecięcy blask nabierając chłodu oraz pewnej dozy nieczułości. Białe końcówki łap oraz ogona zdają się już nie rzucać tak bardzo w oczy, tak samo jak i jasna sierść na lewym uchu. Poduszki łap przybrały bardziej liliową barwę, nos jednak pozostał niemalże czarny odznaczając się na tle całego jego ciała. Na końcach jego uszu pojawiły się niewielkie, ledwie dostrzegalne, pędzelki, a szczęka wydłużyła się nieznacznie nadając mu bardziej drapieżny wygląd. Pomimo iż nie jest już kocięciem, które wciąż jeszcze miałoby prawo, by rosnąć, jego ciało wciąż zdaje się zmieniać, jakby Gwiezdny Klan pragnął uczynić z niego największego kota we wszystkich czterech Klanach.
Srebrzysty wyrósł już ze swej zadziorności, lecz złośliwość i pewna doza sarkazmu pozostała w nim już na zawsze. Z reguły skryte są one pod maską wiecznego opanowania, które niejednego może zmęczyć i zirytować. Jemu zaś daje przewagę nad rozmówcą. Uczucia potrafi okazywać jedynie bliskim sobie kotom, które zdołały wedrzeć się do jego serca osłoniętego grubą skorupą. Pomimo oschłej powierzchowności Srebrzysty jest do głębi dobry i szlachetny, jakby niektórzy powiedzieli - rycerski. Choć jest niezwykle dumnym i pewnym siebie kocurem, który z wielkim trudem gnie kark okazując pokorę, usłyszawszy raz jakąś uwagę pod swym adresem, rozważy ją i z pewnością postara się uczynić wszystko, by stać się jeszcze lepszym kotem. Głęboko wierzy w to, iż Gwiezdny Klan przeznaczył mu jakieś nieodkryte jeszcze, lecz z pewnością wielkie, zadanie.
Racza Sadzawka (KW); Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa, Sokoli Cień, Koziczy Skok i inni (GK)
Atak Kwiecistej: w ogóle się nie udał (0%)
Atak Zachód: udał się dobrze (100%) (13 + 6) - (6 + 4) = 9
Kwiecista: lvl: 1 | S: 10 | Zr: 4 | Sz: 4 | Zm: 2 | HP: 75 - 9 = 66 | W: 24 - 2 = 22
Rana 1 stopnia: mocne obicie prawego boku i nieznaczne zadrapania, - 1 HP do końca walki
Zachód: lvl: 1 | S: 6 | Zr: 4 | Sz: 6 | Zm: 4 | HP: 45 | W: 49 - 3 = 46
Rana 0 stopnia: stłuczenie prawej części grzbietu
Kwiecista chyba powinna była się bardzo poważnie zastanowić nad tym, co właściwie robiła. I po co to robiła, bo kolejny jej atak był jedynie niewiele znaczącą próbą. Chyba gniew, jaki w niej buzował nie pozwalał jej zbyt trzeźwo myśleć. Minęła się z Zachód, która huknęła ją całkiem poważnie w bok rzucając ją na ziemię i zostawiła jej lekkie zadrapanie na lewym boku. Terminatorka Klanu Rzeki była teraz zdecydowanie górą.
Czarno-biały kwiat, który już od jakiegoś czasu rozkwitał i rósł na coraz to większą i większą. Białe plamy zasłaniające czarne futro układają się nieregularnie, granice między bielą a czernią, wędrowały krętą drogą, tworząc zawijasy i ciekawą kompozycję. Największa z owych plam, zaczyna się tuż na prawej stronie pyszczka, ciągnie się przez dolną szczękę, omijając mały element na brodzie z tego oto powodu na brodzie koteczki znajduje się czarne futerko. Biała nieregularna plama ciągnie się przez brzuch aż do wewnętrznej strony ud, ostatecznie jednak wchodzi na zewnętrzną stronę lewego uda, a tam spływa już w dół tworząc swego rodzaju krzywą skarpetkę. Białe skarpetki zostały nałożone również i na pozostałe łapy, na każdej jednak różnej długości. Na pyszczku osadzone żółte oczy. Na jej karku widnieje duża blizna, pamiątka po walce z rzeczną terminatorką. Brak 3/4 małżowiny lewego ucha. Na szyi obroża z pudroworóżową apaszką.
Ze wszystkich sił stara się zaistnieć w oczach wymagającego ojca, nie chce zawieść jego zaufania, ani sprawić, że będzie się jej wstydził. Po długim czasie spędzonym z ojcem zaczęła od siebie sporo wymagać i oczekuje tego również od rodzeństwa. Kwiatuszek nie ma czasu na głupie zabawy - ona jest poważnym kotem - a jeśli już zaplątała się w jakąś zabawę, starała się wyciągnąć z niej coś pożytecznego, coś co przyniesie jej potrzebną wiedzę i umiejętności. Jak na tak młody wiek jest bardzo ambitna i pewna swoich racji, a jej ogromna pewność siebie tylko to pogłębia.
Wszystko potoczyło się zupełnie inaczej, niż Kwiatek miała zaplanowane. Buzujący w niej gniew przejmował stery, a racjonalne myślenie zostało gdzieś z tyłu i na obecną chwilę nic nie zapowiadało, że wyjdzie na przód.
Jak tylko znalazła się na ziemi, potrząsnęła głową, by jak najszybciej jak to możliwe wstać na cztery łapy i ponownie podjąć się działania. Chcąc w jakimkolwiek stopniu zmylić przeciwniczkę, wzrok skupiła na brązowych łapach, choć atak wymierzyła w jej bok. Skacząc w stronę rzeczniaczki, zamachnęła się łapą uzbrojoną w pazury.
Księżyce: 118 Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez Płeć: kotka Matka: Śliwkowa Gałązka[*] Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*] Partner: Kornik Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Wszystko szło idealnie. Dokładnie tak, jak sobie Zachodząca Łapa zaplanowała. Najwyraźniej los jej sprzyjał. Kotka ponownie postawiła na atak. Bo, halo nie będzie unikać teraz, gdy tak dobrze jej idzie! I na pewno nie na swoim terenie. W końcu, musi bronić granic, no nie?
Czekoladowa ponownie rzuciła się ku Gromowej, mając teraz na zamiarze, wgryzienie się w jej kark. Powinna dostać nauczkę, za naruszenie granicy. JEJ granicy. Rzecznej terminatorki nie powinno się lekceważyć. Zwłaszcza tej terminatorki.
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Mistrz: Dumny Wąs || Krucze Serce Płeć: kocur Matka: Nie pamiętam Ojciec: Nie pamiętam Partner: Rosa
Srebrzysty nie jest już małym kocięciem o wielkich dwukolorowych oczach. Teraz jego ciało stało się masywne, pod gęstym długim futrem szarej barwy kryją się mięśnie. Oczy - prawe zielone i lewe błękitne - straciły już swój dziecięcy blask nabierając chłodu oraz pewnej dozy nieczułości. Białe końcówki łap oraz ogona zdają się już nie rzucać tak bardzo w oczy, tak samo jak i jasna sierść na lewym uchu. Poduszki łap przybrały bardziej liliową barwę, nos jednak pozostał niemalże czarny odznaczając się na tle całego jego ciała. Na końcach jego uszu pojawiły się niewielkie, ledwie dostrzegalne, pędzelki, a szczęka wydłużyła się nieznacznie nadając mu bardziej drapieżny wygląd. Pomimo iż nie jest już kocięciem, które wciąż jeszcze miałoby prawo, by rosnąć, jego ciało wciąż zdaje się zmieniać, jakby Gwiezdny Klan pragnął uczynić z niego największego kota we wszystkich czterech Klanach.
Srebrzysty wyrósł już ze swej zadziorności, lecz złośliwość i pewna doza sarkazmu pozostała w nim już na zawsze. Z reguły skryte są one pod maską wiecznego opanowania, które niejednego może zmęczyć i zirytować. Jemu zaś daje przewagę nad rozmówcą. Uczucia potrafi okazywać jedynie bliskim sobie kotom, które zdołały wedrzeć się do jego serca osłoniętego grubą skorupą. Pomimo oschłej powierzchowności Srebrzysty jest do głębi dobry i szlachetny, jakby niektórzy powiedzieli - rycerski. Choć jest niezwykle dumnym i pewnym siebie kocurem, który z wielkim trudem gnie kark okazując pokorę, usłyszawszy raz jakąś uwagę pod swym adresem, rozważy ją i z pewnością postara się uczynić wszystko, by stać się jeszcze lepszym kotem. Głęboko wierzy w to, iż Gwiezdny Klan przeznaczył mu jakieś nieodkryte jeszcze, lecz z pewnością wielkie, zadanie.
Racza Sadzawka (KW); Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa, Sokoli Cień, Koziczy Skok i inni (GK)
Kwiecista: lvl: 1 | S: 10 | Zr: 4 | Sz: 4 | Zm: 2 | HP: 66 | W: 22
Rana 1 stopnia: mocne obicie prawego boku i nieznaczne zadrapania, - 1 HP do końca walki
Zachód: lvl: 1 | S: 6 | Zr: 4 | Sz: 6 | Zm: 4 | HP: 45 | W: 46
Rana 0 stopnia: stłuczenie prawej części grzbietu
Kwiecista: lvl: 1 | S: 10 | Zr: 4 | Sz: 4 | Zm: 2 | HP: 66 - 26 - 1 - 3 = 36 | W: 22 - 4 = 18
Rana 1 stopnia: mocne obicie prawego boku i nieznaczne zadrapania, - 1 HP do końca walki
Rana 2 stopnia: zerwany płat skóry na karku, - 3 HP, - 2 HP do końca walki
Zachód: lvl: 1 | S: 6 | Zr: 4 | Sz: 6 | Zm: 4 | HP: 45 - 11 = 34| W: 46 - 5 = 41
Rana 0 stopnia: stłuczenie prawej części grzbietu
Rana 1 stopnia: długie zadrapania na boku, - 1 HP do końca walki
Zabawa, jaką tutaj uskuteczniały właśnie przestała być przepychanką, a poważną walką. Nic nie wskazywało również na to, żeby terminatorki miały przestać, co zaczynało skutkować coraz poważniejszymi i bolesnymi ranami, o czym najlepiej przekonała się Kwiecista. Zachód, która runęła na nią niespodziewanie, zerwała płat skóry z jej karku bez żadnego ostrzeżenia, namysłu, czy czegokolwiek takiego. I chociaż terminatorka z Klanu Gromu również włożyła sporo siły w swój cios, to najwyraźniej ból nieco ją spowolnił i osłabił, przez co na boku Zachód pojawiły się jedynie długie, krwawiące zadrapania.
Jest jedną z wyższych kotek w Klanie Rzeki, choć nie w klanach. Łapy ma długie, smukłe, choć umięśnione. Na pewno nie można jej zaliczyć do grubych - o nie! Wręcz przeciwnie, podczepia się ona jeszcze pod te szczupłe koty. Pysk ma idealnie proporcjonalny, nie za długi, nie za krótki, oczy odrobinę skośne, choć wiecznie bijące miłym, radosnym blaskiem. Są one koloru zielonego, czasami zaś błyszcząc trochę bardziej na zielono-żółto. Futro ma krótkie, szorstkie, koloru czekoladowego z białym pyszczkiem, szyją, brzuchem i odrobinę łapami, jak i ogonem. Na nim zaś jest sobie pamiątka po pewnym polowaniu - żyłka wędkarska, która zawinęła się i zasupłała wokół jej ogona, której do tej pory nie potrafi zdjąć; jest po prostu zbyt ścisło zawiązana.
Spoważniała - to na pewno. Nadal jest miła, entuzjastyczna, pewna swego. Dąży do ideału, za cel swój obejmując bycie jak Czerwony Mak, jednak nie dokładnie. Chce być najlepsza... oh nie, ona jest najlepsza! Druga najlepsza wojowniczka Klanu Rzeki. Jej dziecięce zachowania jednak przygasły. Nie jest już takim kompletnym dzieckiem, choć nie można powiedzieć, że jest dojrzała. Ma swoją opinię na różne tematy, jednak nie narzuca jej nikomu. Jest obojętna wobec czyiś poglądów nawet, jeśli nie zgadzają się one z jej własnymi. Lubi żartować i czasem odpocząć od klanowej rutyny, ale to nie tak, że męczy ją klan, o nie! Klan jest miłością, Klan jest życiem. Nigdy by go nie zdradziła. Stara się za wszelką cenę trzymać kodeksu i bronić współklanowiczy, bo przecież to robi przykładny wojownik.
No i ładnie. Historia zatacza koło. Prawie.
Mleczny Kieł właściwie patrolowała. A może zwyczajnie wybrała się na spacer? Nieważne. Ważne, że podczas spaceru usłyszała dźwięki walki, a zaraz potem do jej nozdrzy dotarł zapach Klanu Gromu. Niby nic dziwnego, w końcu tutaj jest granica, jednak dodając do siebie fakty zorientowała się, co się mogło dziać. Wypruła więc do przodu, a walczące kotki, jakby się przysłuchały, to mogłyby pewnie usłyszeć, jak jej łapy uderzały w ziemię. Skoro ktoś walczył na granicy, to pewnie ktoś przekroczył granicę.
Zastała dwie kotki. Walczące. Bodajże Zachodzącą Łapę i jakąś gromiaczkę. Obie krwawiły, ale wydawało się, że przeciwniczka uczennicy jej brata bardziej. Była świadkiem zerwania płata skóry z karku czarnej kotki.
- Co się tu dzieje? - huknęła głośno, tak, że z pewnością obie kotki mogły ją usłyszeć. Natychmiast doskoczyła do nich, aby rozdzielić walczące terminatorki. - Wystarczy. - syknęła do obu, jakby te jeszcze miały zamiar bez powodu się bić. Znaczy powód był, kotka z Klanu Gromu przekroczyła granicę i Mleczna wiedziała, że jeszcze paręnaście księżyców temu postąpiłaby tak samo, jednak tak zażarta walka pomiędzy dwiema terminatorkami nie powinna mieć miejsca.
Czarno-biały kwiat, który już od jakiegoś czasu rozkwitał i rósł na coraz to większą i większą. Białe plamy zasłaniające czarne futro układają się nieregularnie, granice między bielą a czernią, wędrowały krętą drogą, tworząc zawijasy i ciekawą kompozycję. Największa z owych plam, zaczyna się tuż na prawej stronie pyszczka, ciągnie się przez dolną szczękę, omijając mały element na brodzie z tego oto powodu na brodzie koteczki znajduje się czarne futerko. Biała nieregularna plama ciągnie się przez brzuch aż do wewnętrznej strony ud, ostatecznie jednak wchodzi na zewnętrzną stronę lewego uda, a tam spływa już w dół tworząc swego rodzaju krzywą skarpetkę. Białe skarpetki zostały nałożone również i na pozostałe łapy, na każdej jednak różnej długości. Na pyszczku osadzone żółte oczy. Na jej karku widnieje duża blizna, pamiątka po walce z rzeczną terminatorką. Brak 3/4 małżowiny lewego ucha. Na szyi obroża z pudroworóżową apaszką.
Ze wszystkich sił stara się zaistnieć w oczach wymagającego ojca, nie chce zawieść jego zaufania, ani sprawić, że będzie się jej wstydził. Po długim czasie spędzonym z ojcem zaczęła od siebie sporo wymagać i oczekuje tego również od rodzeństwa. Kwiatuszek nie ma czasu na głupie zabawy - ona jest poważnym kotem - a jeśli już zaplątała się w jakąś zabawę, starała się wyciągnąć z niej coś pożytecznego, coś co przyniesie jej potrzebną wiedzę i umiejętności. Jak na tak młody wiek jest bardzo ambitna i pewna swoich racji, a jej ogromna pewność siebie tylko to pogłębia.
Zupełnie nie wiedziała, że są obserwowane przez kogoś trzeciego. Tak bardzo skupiła się na swoim gniewie, że poza racjonalnym myśleniem, utraciła również zmysły. Nie wiedziała, że jest na terenach rzeki, jak i nie wiedziała, że właśnie jakaś wojowniczka zmierza w ich kierunku. Ból przeszedł jej ciało, w momencie gdy skóra z jej karku została oderwana. Zacisnęła szczęki, wraz z powiekami, odskakując jak najszybciej od przeciwniczki, a tuż po tym rozbrzmiało: ”Co tu się dzieje?” Odwróciła głowę w stronę dźwięku i z niechęcią stwierdziła iż to kolejna rzeczniaczka. Nie odpowiadając, syknęła pod nosem, przenosząc wzrok na brązową terminatorkę. Gotowa by uniknąć jej ataku, gdyby na takowy się zdecydowała. - Nie pozwolę obrażać siebie, ani mojego klanu! - wrzasnęła, piorunując rzeczną terminatorkę wzrokiem. Starała się ignorować ból spowodowany oderwanym płatem skórnym. Stała jedynie i czekała na to co będzie dalej. Chciała już wrócić do obozu, tam gdzie nie było takich mysich bobków jak tutaj.
Księżyce: 118 Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez Płeć: kotka Matka: Śliwkowa Gałązka[*] Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*] Partner: Kornik Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Szczerze? Zachód była zadowolona z tego obrotu sprawy. Wyrywając płatek skóry z karku terminatorki, czuła satysfakcję. I to ogromną. Sama nic praktycznie sobie nie robiła, z kapiącej krwi na swoim boku. Już miała przejść do ataku, gdy usłyszała głos... swojej starszej siostry, Mlecznego Kła. Spojrzała lodowatymi, zielonymi oczami w jej kierunku.
- Nie pozwolę przekraczać granicy, takim śmierdzącym kupą futra, jak ty! - warknęła w kierunku Gromowej terminatorki. Syknęła przy okazji w jej kierunku. Nie zamierzała jednak atakować. Mimo, iż praktycznie nic sobie nie robiła z zakazu starszej siostry. Pfff. Miała jakąś litość w sobie.
- A teraz, spadaj na swój śmierdzący teren! - ostry ton, wydobył się z pyska córki Śliwkowej Gałązki.
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Jest jedną z wyższych kotek w Klanie Rzeki, choć nie w klanach. Łapy ma długie, smukłe, choć umięśnione. Na pewno nie można jej zaliczyć do grubych - o nie! Wręcz przeciwnie, podczepia się ona jeszcze pod te szczupłe koty. Pysk ma idealnie proporcjonalny, nie za długi, nie za krótki, oczy odrobinę skośne, choć wiecznie bijące miłym, radosnym blaskiem. Są one koloru zielonego, czasami zaś błyszcząc trochę bardziej na zielono-żółto. Futro ma krótkie, szorstkie, koloru czekoladowego z białym pyszczkiem, szyją, brzuchem i odrobinę łapami, jak i ogonem. Na nim zaś jest sobie pamiątka po pewnym polowaniu - żyłka wędkarska, która zawinęła się i zasupłała wokół jej ogona, której do tej pory nie potrafi zdjąć; jest po prostu zbyt ścisło zawiązana.
Spoważniała - to na pewno. Nadal jest miła, entuzjastyczna, pewna swego. Dąży do ideału, za cel swój obejmując bycie jak Czerwony Mak, jednak nie dokładnie. Chce być najlepsza... oh nie, ona jest najlepsza! Druga najlepsza wojowniczka Klanu Rzeki. Jej dziecięce zachowania jednak przygasły. Nie jest już takim kompletnym dzieckiem, choć nie można powiedzieć, że jest dojrzała. Ma swoją opinię na różne tematy, jednak nie narzuca jej nikomu. Jest obojętna wobec czyiś poglądów nawet, jeśli nie zgadzają się one z jej własnymi. Lubi żartować i czasem odpocząć od klanowej rutyny, ale to nie tak, że męczy ją klan, o nie! Klan jest miłością, Klan jest życiem. Nigdy by go nie zdradziła. Stara się za wszelką cenę trzymać kodeksu i bronić współklanowiczy, bo przecież to robi przykładny wojownik.
Dobrze. Kotki przestały walczyć. To już połowa sukcesu. Teraz tylko trzeba było nakłanić kotki do tłumaczenia się. I o ile Mleczna czuła ulgę, że to nie terminatorka jej brata przekroczyła granicę, to jednak nie była zadowolona z faktu, że te nadal nie chciały odpowiedzieć na jej pytanie.
- Dobra, co się tu dokładnie stało? - spytała, patrząc na obie kotki z góry. Jednak mimo wszytko była od nich trochę wyższa. W jej oczach nie było surowości, ale była stanowczość. Chciała odpowiedzi. Nie była zła na żadną z kotek, bo nie znała sytuacji. Owszem, czuła się nieswojo i piekł ją nieco pod futrem fakt, że Gromowa terminatorka - bo na wojowniczkę się nie zachowywała - stała na ich terenach, ale musiała poznać powód tejże bójki. W końcu nie powie przywódcy, że kotki po prostu się pobiły. Ich obecne słowa odrobinę zarysowały jej sytuację, ale to wciąż nie wystarczyło. - Kto zaczął. Od początku. - dodała, aby było jasne, czego chce się dowiedzieć.
Czarno-biały kwiat, który już od jakiegoś czasu rozkwitał i rósł na coraz to większą i większą. Białe plamy zasłaniające czarne futro układają się nieregularnie, granice między bielą a czernią, wędrowały krętą drogą, tworząc zawijasy i ciekawą kompozycję. Największa z owych plam, zaczyna się tuż na prawej stronie pyszczka, ciągnie się przez dolną szczękę, omijając mały element na brodzie z tego oto powodu na brodzie koteczki znajduje się czarne futerko. Biała nieregularna plama ciągnie się przez brzuch aż do wewnętrznej strony ud, ostatecznie jednak wchodzi na zewnętrzną stronę lewego uda, a tam spływa już w dół tworząc swego rodzaju krzywą skarpetkę. Białe skarpetki zostały nałożone również i na pozostałe łapy, na każdej jednak różnej długości. Na pyszczku osadzone żółte oczy. Na jej karku widnieje duża blizna, pamiątka po walce z rzeczną terminatorką. Brak 3/4 małżowiny lewego ucha. Na szyi obroża z pudroworóżową apaszką.
Ze wszystkich sił stara się zaistnieć w oczach wymagającego ojca, nie chce zawieść jego zaufania, ani sprawić, że będzie się jej wstydził. Po długim czasie spędzonym z ojcem zaczęła od siebie sporo wymagać i oczekuje tego również od rodzeństwa. Kwiatuszek nie ma czasu na głupie zabawy - ona jest poważnym kotem - a jeśli już zaplątała się w jakąś zabawę, starała się wyciągnąć z niej coś pożytecznego, coś co przyniesie jej potrzebną wiedzę i umiejętności. Jak na tak młody wiek jest bardzo ambitna i pewna swoich racji, a jej ogromna pewność siebie tylko to pogłębia.
Z jej pyszczka wydobyło się parsknięcie i po raz pierwszy od pojawienia się wojowniczki, Kwiatek odwróciła wzrok od terminatorki. Rzeczywiście, znajdowała się na terenach Rzeki... Czarne futro na grzbiecie najeżyło się jeszcze bardziej, a z jej gardła wydobyło się kolejne parsknięcie. - Tak?! A kto mnie zaciągnął na te tereny!? - podjęła spontaniczną próbę odwrócenia kota ogonem i rozegrać wszystko tak by wyglądało to tak, że rzeczna niedorajda ją tu zaciągnęła - Zapewne się teraz nie przyzna bo boi się konsekwencji! - coraz bardziej drążyła swój mały ”przekręt”, a wszystko po to, by narobić młodej terminatorce kłopotów. Nie zamierzała tu jednak dalej tkwić i tłumaczyć się przed obcymi jej kotami, podjęła próbę odejścia, cofając się o dwa kroki w stronę swoich terenów. Oczywiście nie byłaby sobą gdyby nic nie powiedziała: - Dopilnuję by o zajściu dowiedziały się ODPOWIEDNIE koty. A jak Błyskająca Gwiazda się zjawi na rozmowie... - cofała się cały czas, przybliżając z każdym posunięciem do terenów gromu - ...nie skończy się tylko na dupczeniu waszej zastępczyni! - odwróciła się tyłem do rzeczniaczek i szybszym krokiem ruszyła w głąb swoich terenów, przyśpieszając z każdym krokiem. Ktoś musi zająć się jej ranami...
Księżyce: 118 Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez Płeć: kotka Matka: Śliwkowa Gałązka[*] Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*] Partner: Kornik Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Zachód parsknęła śmiechem, bardzo szyderczym. - Teraz próbujesz odwrócić kota ogonem co? - powiedziała przez śmiech. Jak można być tak idiotycznym, aby próbować zrzucić na nią winę. Czekoladowa była kotem, który nie ukrywał swojej nienawiści do reszty klanów, dlatego też nie miała powodu, aby rzekomo zaciągnąć tą małą kupę futra, na swój teren. - To ty moja droga boisz się konsekwencji. Trzeba było na mnie nie wskakiwać i jednocześnie przekraczać granicę, kupo lisiego łajna - syknęła pokazując kły.
Jednocześnie okazało się, iż dowiedziała się czegoś przydatnego. Czyli małe larwy Czerwonego Maku, należały również do Błyskającej Gwiazdy tak? Idealna okazja, aby zdjąć ją ze stanowiska, bo Zachodząca, nie przegapi takiej okazji. Idealnie. - To ty powinnaś się bać konsekwencji, gdyż to nie ja przekorczyłam granice. Proszę bardzo poskarż się Twojemu Szlachetnemu Przywódcy, chętnie z nim pogadam - odparła spokojnie, po czym odprowadziła kotkę zimnym wzrokiem na jej teren.
- No to co siostro? Wracamy do siebie, aby przekazać klanowi super wiadomość - powiedziała patrząc na Mleczny Kieł. Następnie odwróciła się i ruszyła w stronę obozu z szerokim uśmiechem na pyszczku.
//zt
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Jest jedną z wyższych kotek w Klanie Rzeki, choć nie w klanach. Łapy ma długie, smukłe, choć umięśnione. Na pewno nie można jej zaliczyć do grubych - o nie! Wręcz przeciwnie, podczepia się ona jeszcze pod te szczupłe koty. Pysk ma idealnie proporcjonalny, nie za długi, nie za krótki, oczy odrobinę skośne, choć wiecznie bijące miłym, radosnym blaskiem. Są one koloru zielonego, czasami zaś błyszcząc trochę bardziej na zielono-żółto. Futro ma krótkie, szorstkie, koloru czekoladowego z białym pyszczkiem, szyją, brzuchem i odrobinę łapami, jak i ogonem. Na nim zaś jest sobie pamiątka po pewnym polowaniu - żyłka wędkarska, która zawinęła się i zasupłała wokół jej ogona, której do tej pory nie potrafi zdjąć; jest po prostu zbyt ścisło zawiązana.
Spoważniała - to na pewno. Nadal jest miła, entuzjastyczna, pewna swego. Dąży do ideału, za cel swój obejmując bycie jak Czerwony Mak, jednak nie dokładnie. Chce być najlepsza... oh nie, ona jest najlepsza! Druga najlepsza wojowniczka Klanu Rzeki. Jej dziecięce zachowania jednak przygasły. Nie jest już takim kompletnym dzieckiem, choć nie można powiedzieć, że jest dojrzała. Ma swoją opinię na różne tematy, jednak nie narzuca jej nikomu. Jest obojętna wobec czyiś poglądów nawet, jeśli nie zgadzają się one z jej własnymi. Lubi żartować i czasem odpocząć od klanowej rutyny, ale to nie tak, że męczy ją klan, o nie! Klan jest miłością, Klan jest życiem. Nigdy by go nie zdradziła. Stara się za wszelką cenę trzymać kodeksu i bronić współklanowiczy, bo przecież to robi przykładny wojownik.
Gromowa kotka ją drażniła. Zachowywała się, jakby była niewiadomo kim. Wyglądała na starszą od Zachód, to było wręcz pewne, że ta nie dałaby rady zaciągnąć jej na tereny. Nie żeby Mleczko nie doceniała swojej siostry, ale patrzyła realistycznie.
Na ostatnie zdania kotki, jej wrzask i pretensje zjeżyło jej się futro. Ale na ten pokaz braku szacunku wobec jej mistrzyni pazury same wysunęły się z poduszek jej łap. Musiała się powstrzymać, żeby nie rzucić się na uciekającą terminatorkę. Powtarzała sobie, że nie warto, zapłaci za to jak przyjdzie co do czego. Zacisnęła zęby i odprowadziła czarno-białą kotkę wzrokiem, aż zniknęła z jej pola widzenia i rozluźniła się.
- Wracamy, ale masz mi powiedzieć, co się stało. - powiedziała stanowczo, dotrzymując rannej kotce kroku. - No i musisz pójść do medyka. Te rany same się raczej nie zagoją. - rzuciła okiem na zadrapania na boku kotki. Były długie, ktoś musiał się tym zająć. - Ale mimo wszystko jestem z ciebie dumna. Przekażę Świetlikowej Gwieździe, że broniłaś dzisiaj granic przed Gromową terminatorką i posłałaś ją z podkulonym ogonem do siebie. - uśmiechnęła się delikatnie. Nie interesowało ją, co ta wariatka krzyczała, wolała wierzyć swojej własnej siostrze. Przecież nikt normalny nie zaciągnąłby kogoś innego na własne tereny. Dla niej zeznania Gromiaczki nie miały najmniejszego sensu.