- NIE WIDZISZ?? O ja cie!! A jak to jest nie widzieć?! Co widzisz? Masz czarno przed oczami? - zapytał, znów, nie z bycia wrednym, a czysto z ciekawości. Może nie były to najodpowiedniejsze z wszystkich pytań, ale na pewno były lepsze niż jakby zaczął się z niej naśmiewać, co nie?! - No, ale!! Mów, jak to jest? To nie wiesz jak wygląda to co jesz? A może umiesz to sobie wyobrazić? O, a może wiesz… a… a… jak to jest, no! Nie wiem nawet jak o to pytać. Nie znam nikogo kto ma jak ty! Ach, szkoda że nie widzisz. Byś widziała jakie mam fajne oczy!
Cmoknął cicho. To pech!
Księżyce: 66 Mistrz: Wężowa Gwiazda [*] Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga [NPC] (papa Wąż, bo mama be [*]) Ojciec: Płonący Liść [NPC] [*] Partner: Brzozowa Drzazga Trwałe urazy: niewielka blizna na grzbiecie po ugryzieniu przez lisa, uszczerbione prawe ucho
niewielka; ledwo większa od małego terminatora, chuda, krótkowłosa szylkretka, czarno-ruda z białymi znaczeniami, sporadyczne cętkowane pręgi na rudych partiach ciała, oliwkowe oczy
energiczna, radosna, wszędzie jej pełno, sympatyczna, przyjazna, dziecinna, naiwna, najpierw robi a potem myśli, lubi słuchać opowieści, nie lubi kiedy traktuje się ją jakby nie umiała o siebie zadbać
-Yyyy, no nie widzę. Tak mniej więcej to wygląda, tak -pokiwała głową jeszcze do swojej odpowiedzi na pytanie kocura- A jak to jest nie widzieć? -musiała się chwilę zastanowić. Zwykle starała się nie myśleć jak to jest tylko po prostu iść przed siebie i tyle. Jakby zaczęła o tym myśleć i gdybać to by pewnie się można było normalnie popłakać. Teraz jednak musiała odpowiedzieć na pytanie, więc pomyśleć musiała- No wiesz, czasami nijak, czasami śmiesznie, a czasami smutno. Zależy od tego jaki mam humor danego dnia. Już się do tego przyzwyczaiłam, więc może w sumie smutno to nie aż tak często. Zwykle otoczenie ogarniam słuchem, węchem i dotykiem, więc jeśli chodzi o rozpoznawanie jedzenia to nie mam z tym problemów -zaśmiała się- Jak dotknę łapą taką na przykład mysz to wiem że ma taki okrągły kształt ze spiczastą główką, śmieszne uszka i taki cienki ogonek! No i jeszcze mysz pachnie inaczej niż taki na przykład królik! Każdy kot w Klanie Gromu też ma inny zapach, tak ich właśnie rozpoznaję, wiesz? Każdy ma swój specyficzny! Taki największy problem tak naprawdę sprawiają mi właśnie kolory -zdradziła.
✿✿✿
》Slept in all myclothes like I didnʹt care Hopped into a cab,takemeanywhere Iʹmin if youʹredown to get downtonight ʹCauseitʹsalways a good time《
☼ Good morningandgood night ☾
》Iwake up at twilight Itʹsgonna be alright Wedonʹtevenhaveto try Itʹsalways a good time《
Słuchał z zainteresowaniem, uszy tylko dając coraz wyżej do góry, aż w końcu - przestała mówić. Niby trochę to wyjaśniało, a mimo to, rodziło coraz więcej pytań. Bo przecież jak, od początku wiedziała jak co i w ogóle? Przecież… - A skąd się dowiedziałaś, że nie widzisz?? Myślałaś kiedyś że inni też nie widzą? A twoje rodzeństwo, oni widzą? O, a wdepłaś kiedyś w coś?! A… a… a twój przywódca, co on na to? Daje ci polować? Walczyć? Umiesz się bić, prawda? - nadal - ni krzty wredoty czy czegokolwiek, zwykła, kocięca wręcz ciekawość. Po prostu chciał rozumieć co i jak, wiedzieć co ta ma na co dzień i tym podobne. On tak nie miał - jak już mówił. Więc naprawdę trudno było mu tak o się tych rzeczy domyślić. A Szpon, jak to Szpon, pytał ile wlezie, bez pomyślunku o niczym!
Księżyce: 66 Mistrz: Wężowa Gwiazda [*] Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga [NPC] (papa Wąż, bo mama be [*]) Ojciec: Płonący Liść [NPC] [*] Partner: Brzozowa Drzazga Trwałe urazy: niewielka blizna na grzbiecie po ugryzieniu przez lisa, uszczerbione prawe ucho
niewielka; ledwo większa od małego terminatora, chuda, krótkowłosa szylkretka, czarno-ruda z białymi znaczeniami, sporadyczne cętkowane pręgi na rudych partiach ciała, oliwkowe oczy
energiczna, radosna, wszędzie jej pełno, sympatyczna, przyjazna, dziecinna, naiwna, najpierw robi a potem myśli, lubi słuchać opowieści, nie lubi kiedy traktuje się ją jakby nie umiała o siebie zadbać
-No... łatwo było wywnioskować, że tylko ja nie widzę -zaśmiała się przyjaźnie- Plus... moja mama bardzo dobitnie mi mówiła, że jestem gorsza, bo nie widzę, więc ciężko by było nie zauważyć -powiedziała jakby to było nigdy nic- No cóż, ale nie przeszkadzało mi to w zostaniu pierwszą wojowniczką z całego miotu! Czaisz to? JA! -zawołała i podskoczyła kilka razy w miejscu- Ba! Jak mnie papa Wąż sam nawet trenował! Nauczył mnie polować i bić jak mało kto! Jestem tego pewna -dodała jeszcze, szczerząc kły w uśmiechu- Chociaż ja wolę się nie bić jak nie trzeba. Nie chcę robić nikomu krzywdy. A jeśli chodzi o wdepnięcie to na początku dużo razy wlazłam na przykład w ścianę kociarni, czy wpadłam w dziurę jakąś -zaśmiała się z własnych wspomnień- Ale powiem ci że śmieszne to było. Wyobraź sobie, że idziesz sobie na pewniaku przed siebie i nagle łup! Wchodzisz w krzaka! Albo w igły!
✿✿✿
》Slept in all myclothes like I didnʹt care Hopped into a cab,takemeanywhere Iʹmin if youʹredown to get downtonight ʹCauseitʹsalways a good time《
☼ Good morningandgood night ☾
》Iwake up at twilight Itʹsgonna be alright Wedonʹtevenhaveto try Itʹsalways a good time《
- Psh, starzy to czasem są kompletnymi baranami. Ja jestem idealnie zdrowy, a stary się mnie doczepił bardziej, niż rzep. I to taki nie na ogonie, a pod ogonem, to jeszcze gorszy! Szczególnie z moim futrem, bo jest długie. Coś w nie wejdzie, to koniec - mruknął niechętnie, marszcząc do tego delikatnie nos. Nie było opcji, by nie ponarzekał na to, choćby jednym zdaniem. - A tego, to ci gratuluję! Ja mojemu staremu też dałem dowód, że jestem giga lepszy. Czaisz? Chłop się lenił księżycami z moim treningiem, aż tu nagle poszedłem o zmianę mistrza. Trzask-prask, dostałem nowego, w księżyc dopięliśmy brak i byłem mianowany razem z resztą rodzeństwa. A tak, pewnie dalej bym bąki zbijał na kodeksie!
Pochwalił się jeszcze, w tym swoim czystym, typowym dla siebie stylu bycia… najlepszym. No, z przekory! Bo kto mu miał prawo mówić, że jest inaczej niż jak on chce?! - A to pech w sumie! Ale czaję. U nas to chyba byłoby ciut gorzej. W rzekę jakbyś wpadła, to jazda, nie ma cię. Od razu byś sobie popłynęła hen-hen daleko, i tyle z ciebie!!
Księżyce: 66 Mistrz: Wężowa Gwiazda [*] Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga [NPC] (papa Wąż, bo mama be [*]) Ojciec: Płonący Liść [NPC] [*] Partner: Brzozowa Drzazga Trwałe urazy: niewielka blizna na grzbiecie po ugryzieniu przez lisa, uszczerbione prawe ucho
niewielka; ledwo większa od małego terminatora, chuda, krótkowłosa szylkretka, czarno-ruda z białymi znaczeniami, sporadyczne cętkowane pręgi na rudych partiach ciała, oliwkowe oczy
energiczna, radosna, wszędzie jej pełno, sympatyczna, przyjazna, dziecinna, naiwna, najpierw robi a potem myśli, lubi słuchać opowieści, nie lubi kiedy traktuje się ją jakby nie umiała o siebie zadbać
-To oboje możemy wystawiać język naszym rodzicom! Wiesz, ja nie lubię się kłócić z innymi i się chwalić, ale mama to inna sprawa. Jak ktoś trafi na moją listę niefajnych kotów to amba! A to jest trudne w ogóle, bo ja lubię wszyyyystkich! -podskoczyła kilka razy w miejscu- W ogóle wiesz jakie fajne imię dał mi papa Wąż? Tupocząca Salamandra! Czy to nie zajefajne imię? Ale jest baaaardzo długie, więc możesz mnie wołać Sal! A ty jakie masz? Bo chyba w sumie nie pytałam tak się z tobą zagadałam a przydałoby się znać imię kolegi… bo jesteśmy kolegami, nie? -zapytała trochę nieśmiało, bo w sumie nie wiedziała czy ten kocur z Rzeki chciał się z nią ziomkować. Szylkretka zwróciła niewidome spojrzenie ku dołowi i pogrzebała łapką w ziemi. Ona uznawała, że każdy kot jest jej ziomkiem od momentu poznania, ale zdawała sobie sprawę że nie każdy chciał, więc starała się mieć to w jakiś sposób na uwadze. Nawet jeśli czasami to było trudne.
-O, o! U nas na granicy też jest rzeka! -rozchmurzyła się- Ale u was to chyba więcej z tego co pamiętam, nie? Czy jest aż taka Grzmiąca jak nazwa mówi? Albo my tam mamy też Rybie Oko niedaleko i kiedyś byłam z bratem tam jak byliśmy kociakami. Tam jest spokojnie tak, fajnie, można się pluskać i w ogóle! Tak bardziej na brzegu, oczywiście, bo ja pływać nie umiem… szkoda trochę.
✿✿✿
》Slept in all myclothes like I didnʹt care Hopped into a cab,takemeanywhere Iʹmin if youʹredown to get downtonight ʹCauseitʹsalways a good time《
☼ Good morningandgood night ☾
》Iwake up at twilight Itʹsgonna be alright Wedonʹtevenhaveto try Itʹsalways a good time《
- Ja tam mam gdzieś z kim się kłócę w sumie. Komuś trzeba powiedzieć co trzeba, to wiadomo, się mówi - przyznał zgodnie z prawdą. Brutalnie szczery białas, nie ma co, niejeden kot już to przeżył na własnej skórze! - Sal… spoko. Ja jestem Ostry SZPON. Ale możesz mówić mi tylko Szpon. Lubię to bardziej.
Uśmiechnął się w jej stronę. Przyzwyczajenie i… wiadomo, to JEGO imię. Takie miał od początku i na takie najchętniej reagował. A wszystkie inne, noooo… były okej, ale nie w jego stylu. I mało co go szczerze obchodziły, nie miał zamiaru być żadnym Ostrym czy, tfu, Orlikiem, jak miał być na początku. - O? Jak chcesz, to cię kiedyś nauczę! Nie, żebym się przechwalał, ale jestem EK-SPER-TEM od pływania. No, i wielu innych wodnych rzeczy też. Umiesz łowić ryby? Bo ja tak - uśmiechnął się dumnie. No, hehe, oczywiście że umiał! Bo inaczej trudno byłoby mu żyć w Rzece.
Księżyce: 66 Mistrz: Wężowa Gwiazda [*] Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga [NPC] (papa Wąż, bo mama be [*]) Ojciec: Płonący Liść [NPC] [*] Partner: Brzozowa Drzazga Trwałe urazy: niewielka blizna na grzbiecie po ugryzieniu przez lisa, uszczerbione prawe ucho
niewielka; ledwo większa od małego terminatora, chuda, krótkowłosa szylkretka, czarno-ruda z białymi znaczeniami, sporadyczne cętkowane pręgi na rudych partiach ciała, oliwkowe oczy
energiczna, radosna, wszędzie jej pełno, sympatyczna, przyjazna, dziecinna, naiwna, najpierw robi a potem myśli, lubi słuchać opowieści, nie lubi kiedy traktuje się ją jakby nie umiała o siebie zadbać
-Szpon, okej! -próbowała jakoś zasłonić swój zawód tym że kocur nie odpowiedział w końcu czy są kolegami czy tak raczej nie za bardzo. Może faktycznie nie chciał ziomkować się z nią i rozmawiał z nią tylko żeby jakoś zająć sobie czas i w ogóle takie sprawy.
-Serio?! Nauczysz mnie pływać?! Tak serio, serio?! -zawołała ucieszona i podskoczyła kilka razy w miejscu. Ale by było super nauczyć się pływać. Wtedy to dopiero miałaby wachlarz umiejętności w zanadrzu! I w ogóle fajnie by było popływać chociażby w takim Rybim Oku właśnie. Jak na przykład jest gorąco to woda jest wtedy przyjemnie chłodna a na brzegu nie zawsze wystarcza- Nie umiem łowić. Trudne to jest? Czy tego też byś mnie nauczył? -zapytała. Chociaż jak pływanie mogła jeszcze ogarnąć to w sumie nie wiedziała jak bez wzroku mogłaby ogarnąć łowienie. Czy był na to jakiś trik, do którego nie potrzebowałaby wzroku?
✿✿✿
》Slept in all myclothes like I didnʹt care Hopped into a cab,takemeanywhere Iʹmin if youʹredown to get downtonight ʹCauseitʹsalways a good time《
☼ Good morningandgood night ☾
》Iwake up at twilight Itʹsgonna be alright Wedonʹtevenhaveto try Itʹsalways a good time《
- Normalnie, że serio-serio! Na niby się nie da! - odparł wesoło, posyłając jej przy okazji promienisty uśmiech. No, bo jak inaczej miałby uczyć ją pływać?! Przecież nie mógłby tego zrobić na jaja, inaczej by się utopiła. I w sumie nie jego wina, ale... ale!!! Jakieś poczucie winy na pewno by odczuł. Przecież on jej nie douczył, więc on byłby winny, gdyby coś było nie tak, ajajajaj!!! - Noooo.... nie tyle, że trudne, ale... może trochę. Musisz wiedzieć jak pada twój cień. I czy cię nie widać w wodzie. Ale wiesz, zawsze możesz iść na ryby z kimś, nie? To taki kot by ci mówił, czy twój cień gdzieś pada, czy nie. Bo ty chyba sama nie umiesz określić?... Czy umiesz? - bo tu pewien nie był. W końcu... cóż, kto wie. On z góry wie, jak cień ma na mordzie czy coś. Ale on widzi... więc... hm.
Księżyce: 66 Mistrz: Wężowa Gwiazda [*] Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga [NPC] (papa Wąż, bo mama be [*]) Ojciec: Płonący Liść [NPC] [*] Partner: Brzozowa Drzazga Trwałe urazy: niewielka blizna na grzbiecie po ugryzieniu przez lisa, uszczerbione prawe ucho
niewielka; ledwo większa od małego terminatora, chuda, krótkowłosa szylkretka, czarno-ruda z białymi znaczeniami, sporadyczne cętkowane pręgi na rudych partiach ciała, oliwkowe oczy
energiczna, radosna, wszędzie jej pełno, sympatyczna, przyjazna, dziecinna, naiwna, najpierw robi a potem myśli, lubi słuchać opowieści, nie lubi kiedy traktuje się ją jakby nie umiała o siebie zadbać
-Uuuu, ale fajnie! Dzięki! -zawołała ucieszona. Nawet jeśli by nie nauczył jej teraz, bo nie są nigdzie przy wodzie to i tak przecież jej obiecał, więc kiedyś musi to zrobić, prawda? Może jak spotkają się właśnie nad jakąś wodą? Umówią się gdzieś na neutralnym terenie czy coś, żeby nie było że któreś przekroczyło granicę i tam ją nauczy jak się pływa?
-Wiesz, niby można było się domyślić gdzie pada mój cień, bo on to robi z przeciwnej strony niż z której grzeje słońce, ale nigdy w sumie nie można być tak do końca pewnym. Przynajmniej ja nie mogę -odparła. Niby było to logiczne, że cień będzie padał z innej strony niż słoneczne promienie, ale przecież jak się rusza słońce to i cień się będzie ruszał. A jakby się poruszył mało, ale wystarczająco żeby wszystko zepsuć to by było już ciężej wykryć coś takiego.
✿✿✿
》Slept in all myclothes like I didnʹt care Hopped into a cab,takemeanywhere Iʹmin if youʹredown to get downtonight ʹCauseitʹsalways a good time《
☼ Good morningandgood night ☾
》Iwake up at twilight Itʹsgonna be alright Wedonʹtevenhaveto try Itʹsalways a good time《
- Mmmhm, to mogłoby być problematyczne... ale nie na tyle, że sobie totalnie nie dasz rady. Jak mówiłem, drugi kot i po kłopocie! Nie wiem czy masz kogoś innego, kto by mógł z tobą tak o wychodzić na spacery czy coś, ale jakbyś łowić chciała, to możemy się w sumie serio my do siebie spotykać, co? Dla mnie to nie problem, jakbyś tak chciała - wzruszył delikatnie barkami, uśmiechając się do tego pod nosem. On miał czas, a do tego... chęci. Bo wtedy robiłby coś więcej, niż tylko wychodził na polowania czy patrole. Nie, żeby te go nudziły, lubił to poczucie obowiązku, ale wiadomo, bez dodatkowych urozmaiceń, nawet najfajniejsza rzecz na świecie w końcu zacznie się robić super nudziarska. Stąd takie zajęcie czasu byłoby i-de-al-ne. - No, chyba że masz terminatora na karku i teraz udało ci się tylko od niego uciec?
Księżyce: 66 Mistrz: Wężowa Gwiazda [*] Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga [NPC] (papa Wąż, bo mama be [*]) Ojciec: Płonący Liść [NPC] [*] Partner: Brzozowa Drzazga Trwałe urazy: niewielka blizna na grzbiecie po ugryzieniu przez lisa, uszczerbione prawe ucho
niewielka; ledwo większa od małego terminatora, chuda, krótkowłosa szylkretka, czarno-ruda z białymi znaczeniami, sporadyczne cętkowane pręgi na rudych partiach ciała, oliwkowe oczy
energiczna, radosna, wszędzie jej pełno, sympatyczna, przyjazna, dziecinna, naiwna, najpierw robi a potem myśli, lubi słuchać opowieści, nie lubi kiedy traktuje się ją jakby nie umiała o siebie zadbać
-Hmmm, może Trufla mogłaby ze mną pójść, ona lubi chodzić po terenach tak jak ja! -zarzuciła pomysłem, zastanawiając się w sumie trochę po co zrobiła to na głos skoro Szpon raczej za bardzo jej w podjęciu decyzji nie pomoże, bo przecież nie zna jej siostry- I w ogóle chętnie się spotkam, żeby się nauczyć! -zawołała i podskoczyła kilka razy w miejscu- Nie, terminator mi się jeszcze nie trafił, więc raczej czasu mam sporo. Wszyscy terminatorzy byli mianowani zanim mnie mianowali na wojownika. Trochę smutne, ale może niedługo jakiegoś dostanę. Fajnie by było, wiesz? -uczenie terminatorów w sumie mogłoby być całkiem ciekawym doświadczeniem. Na pewno byłoby czymś nowym, a Salamandra lubiła poznawać nowe rzeczy, osoby, zajęcia, wszystko ogólnie. Salamandra po prostu lubiła zdobywać wiedzę i się uczyć. Kropka.
✿✿✿
》Slept in all myclothes like I didnʹt care Hopped into a cab,takemeanywhere Iʹmin if youʹredown to get downtonight ʹCauseitʹsalways a good time《
☼ Good morningandgood night ☾
》Iwake up at twilight Itʹsgonna be alright Wedonʹtevenhaveto try Itʹsalways a good time《
- To jesteśmy umówieni. I ta, ten, Trufla? Też mogę ją spotkać, o ile będzie chciała wpaść na SUPER! EKSTRA! TOTALNIE! EPICKIE!!! SZPONIASTEEEE!! Nauki pływania i łowienia - uśmiechnął się do siebie. No, dwa w sumie dorosłe koty chyba będą do opanowania, co nie? Nie wierzył, że jak powie że mają czegoś nie robić, to na przekór i tak będą go drażnić. A nawet jeśli. Oho. One dopiero wtedy zobaczą kto kogo drażnił będzie! Szpon miał talent do bycia irytującym. - Dostaniesz kogoś! Kwestia pewnie paru księżyców - zapewnił ją z lekkim uśmiechem. Tuż po tym jednak obejrzał się za siebie. Patrol? Albo cokolwiek to było, szły tu inne koty. Czyli co, obowiązki?... - Będę się zwijał. Umówmy się tak na za cztery księżyce? Będzie cieplej. Pójdziemy gdzieś nad wodę i jazda. Tylko się uzbrój w dużo cierpliwości. Bo to mega wysiłkowe!
Podobieństwo do Promiennej Mordki zniknęło tak szybko, jak się pojawiło bowiem z początkowej drobnej, niezapowiadającej imponujących gabarytów budowy, zostało tyle, co nic... Geny Wężowego Błysku zdecydowanie przeważyły i niemal na pierwszy, przelotny rzut oka, rozwiązane zostają wątpliwości, czyim synem jest Płomyk. Z drobnego, wiotkiego kocięcia przeistoczył się we wprost ogromnego, wysokiego jak drzewko, choć nadal trzcinowatego i wątłego kocurka. Oprócz okazałego wzrostu, po ojcu odziedziczył budowę kota orientalnego wraz z wszystkimi dla niej charakterystycznymi cechami. Jest nazbyt szczupły, pozbawiony mięśni, nieco kościsty, o długim tułowiu i równie długich, patykowatych i może ciut chwiejnych (to z ekscytacji!) lapach. Giętki, szczupły grzbiet, pokryty białymi kępkami futra, tworzącymi koliste kształty na rudym tle. Ogon jakby przydługi, biczowaty i cienki, podrygujący wiecznie z radości. Pyszczek Płomyka jest trójkątny i szczupły, o widocznie zaznaczonych kościach policzkowych i z lekka garbatym, szarym nosie. Klinowata głowa. Uszy, charakterystyczne dla kotów orientalnych, są ogromne, trójkątnawe, jakby ukradzione nietoperzowi. Oczy ma duże, skośne, przywołujące skojarzenie z kształtem migdała, z upływem czasu wybarwione na żywą barwę świeżej trawy, wiecznie błyszczą, ukazując radość i zainteresowanie ich właściciela. Natura postanowiła spłatać mu figla, jakby wygląd Płomyka nie był już dość osobliwy i obdarzyć go umaszczeniem rudy karpati. Jest trochę jak jego rodzeństwo - ale w odwróconej kombinacji (odwrócony point)! Jego krótkie, przylegające płasko do ciała i lśniące, rude futro na pysku, ogonie i łapach przybiera mlecznobiałą barwę, co Płomyk osobiście uważa za coś wyjątkowego, odróżniającego go od reszty kociąt. Często pokryte kurzem, pyłem, czym Płomyk nieszczególnie się przejmuje, wręcz przeciwnie - są one mile widziane! Co jeszcze w nim charakterystycznego? Wystająca z pyszczka końcówka bladoróżowego języka i uśmiech, tak szeroki, że wydawać by się mogło, że wykracza poza ramy pyszczka kocura. Płomyk porusza się, choć trudno określić czy zgrabnie, czy bardziej niezgrabnie (chyba jednak to drugie...), ukazując pełnię energii i gotowości do podboju świata, jakby lekko unosząc się nad ziemią, podskakując.
Gdyby umieścić radość w ciele kota to za całą pewnością byłby to Płomyk, jest on bowiem chodzącą definicją, uosobieniem tej emocji. Do życia podchodzi z ogromną dozą entuzjazmu. Prostolinijny, można czytać z niego jak z otwartej książki. Jest otwarty, może aż nadto otwarty, altruista o tak ogromnym sercu, że pomieściłby w nim każdego kota i zapewne jeszcze więcej. Zawsze pozytywny, łagodny i pewnie znów w nadmiarze przyjacielski, gdyby tylko mógł, z całą pewnością zaprzyjaźniłby się nawet z psem czy drzewem stojącym na drodze. Gadulstwo to następna cecha charakteryzująca Płomyka - nie ma siły, której udałoby się zamknąć mu pyszczek! Bywa wścibski - przecież łączy się to z ciekawością, prawda? A zaciekawiony otaczającym go światem jest bardzo, więc i bywa, że zdarzy mu się wcisnąć nos w nieswoje sprawy, ale nie ma wcale złych intencji! Posiadanie tak ogromnego serca jednak ma swoje wady - Płomyczkowi zdarza się być dość naiwnym, przecież nie byłby w stanie oskarżyć kogoś o nie do końca dobre zamiary! Nie jest pamiętliwy, szybko zapomina o sprawionych przykrościach, a i on sam za wszelką cenę unika sprawienia komuś takowej. Jest ogromnym pacyfistą, o wizji świata pełnego pokoju i piękna. Najwyraźniej klanowe matki, z którymi to spędził tyle czasu wszczepiły mu wrażliwość i chęć niesienia dobra. To właśnie jest celem Płomyka - niesienie dobra! A także próby uczynienia świata lepszym, przyjaźniejszym miejscem, co wychodzi mu z różnym skutkiem... Idealista, zakochany w idei utopijnego świata. Marzyciel, wiecznie z głową w chmurach, może przez to nieco oderwany od otaczającej zewsząd szarej rzeczywistości. Odważny, ale absolutnie nie butny, stroni od konfliktów i walk za wszelką cenę. Właściwie to zamiast polowań, chętnie łapałby małe gryzonie tylko po to, by przyjrzeć się temu, jakie piękne, maleńkie istoty chodzą po świecie... Nie jest leniwy, jednak nie ma ambicji do maniakalnego stawania się najlepszym, nie lubi wykonywać zadań, do których został przymuszony. Brak mu asertywności - jest zapatrzony w innych, szczególnie starszych od siebie wojowników. Stara się być grzeczny, bo przecież zasad się nie łamie, chyba że świat zza granic obozu sam go do siebie przywoła, jak tu odmówić światu, który sam uchyla mu drzwi do swoich jakże ciekawych tajemnic, jest tyle miejsc do odkrycia i kotów do poznania! W dużym skrócie: może i nie będzie z niego najsilniejszego wojownika w całym lesie czy też najpotężniejszej Gwiazdy, za to jego celem jest budowanie lepszego świata - takiego, w którym każdy czuje się kochany i zrozumiany, a wszystko dookoła mieni się w jasnych barwach!
Z Klanem Rzeki, a przede wszystkim z jego granicami i - rzecz jasna, członkami Płomienna Łapa miał wyłącznie dobre wspomnienia. To w końcu jego Rzeczny przyjaciel nauczył go zarazem jakże fascynującej i przydatnej umiejętności, jaką było pływanie. Planowali wówczas wielkie, dalekie podróże, wspólne zrywanie kwiatów z najpiękniejszych gromowych łąk, do czego finalnie jednak nie doszło, a z czym synowi gromowego przywódcy było ciężko na sercu.
Niewykluczone, iż chęć odwdzięczenia się czymś miłym, nawet po upływie tylu księżyców, skłoniło terminatora medyka, by zjawić się niedaleko granicy z Klanem rzek, wód, ryb i podwodnych skorupiaków. Przysiadł więc gdzieś niedaleko, cierpliwie i pokornie czekając, aż los - dobrzy Gwiezdni ześlą mu przyjaciela - bądź innego przyjaźnie nastawionego Rzeczniaka. Patrolujący mogli natrafić jedynie na nader wysokiego, trzcinowatego kota o nieco szczurzym pysku, ale za to z promiennym, szerokim uśmiechem na mordce. Poczciwego młodzieńca, który zjawił się w okolicy wyłącznie w dobrych zamiarach. Był wszak istotą wspaniałomyślną i ostatnim, o co można było go posądzić, były złe zamiary. Czekał niestrudzenie, majtając ogonem i podśpiewując znane melodie pod nieco garbatym, orientalnym nosem.
Ekstrawertyczna, lubi przyjazną rywalizację. Pewna siebie, odważna, lgnie do innych kotów, a do tego ambitna i lubi kiedy może być w centrum uwagi i zabłysnąć.
Cicha Łapa [KC], Prześwitująca Łapa [KG]
Widocznie Gwiezdni wysłuchali próśb Płomiennej Łapy, albowiem zesłali mu przyjaźnie nastawionego rzeczniaka - Gwiezdna Łapa była na spacerze, by na moment odetchnąć od swoich obowiązków i od samego przebywania w Królikarni. Uwielbiała ją oczywiście. Przecież wychowała się w niej i w sumie mieszkała przez cały swój pobyt w Klanie Rzeki i będzie pewnie ją zamieszkiwać aż do końca, ale czasami przydaje się mały odpoczynek. A spacery również pomagały w ogólnie oderwaniu się od myśli, co w ostatnim czasie się jej całkiem mogło przydać.
Z początku nie spodziewała się spotkać kogokolwiek, ale na granicy(nawet nie wiedząc kiedy się tutaj znalazła) z Gromem spostrzegła rudego kota o orientalnej budowie, podobnej do niektórych kotów z jej własnego klanu. Majtał ogonem, a gdy podeszła z zaciekawieniem bliżej, słyszała, jak podśpiewuje coś i przywitał ją zapach ziół na jego futrze. Z lekko uniesionym ogonem, przyspieszyła kroku, na jej pyszczku zagościł przyjazny uśmiech - Dzień dobry!