Dość duży choć szczupły, lekko zbudowany kocur o gładkiej sierści. Oczy zadziwiające, niezwykłe, o głęboko orzechowej barwie. Lekko postrzępione prawe ucho i cienka długa blizna ciągnąca się po prawym boku od kręgosłupa, poprzez żebra aż do brzucha. Wyraźne oznaki siwizny widoczne na pyszczku i świadczące o zaawansowanym wieku kota przed śmiercią. Futro miedziano rude poprzecznie prążkowane czarnym pigmentem. Wierzch głowy, grzbiet oraz pyszczek wyraźnie ciemniejsze- czarna pręga wzdłuż kręgosłupa oraz końcówka ogona. Spód ciała nieco jaśniejszy.
To typ który nigdy nie mówi niczego wprost. Jest tajemniczy, małomówny, stoicko spokojny i cierpliwy. Nie ma sposobu rozszyfrowania go, a tym bardziej wyciągnięcia z niego jakiejkolwiek informacji.
Wśród gęstych cieni centralnego skrawka granicy, nieśmiało wyrasta karłowaty bez o dziwnie wygiętych gałęziach. Niedobór światła osłabił wzrost drzewka, a liczne ciernie, oplatające jego pień, podkradają również życiodajna wodę. Słodko pachnąca roślina wygląda niczym uwięziona w tym miejscu, a kotom pozostaje co najwyżej podziwianie dzieła natury.
Wysoki, długołapy, proporcjonalny kocur o długim, jasnoszarym futrze, które jest pokryte gęstymi ciemniejszymi zawijasami. Na mordce, szyi, podgardlu, podbrzuszu, przednich stopach i tylnych łapach znajdują się białe znaczenia. Na świat spogląda dużymi, złotymi oczami.
kp
Zajęczy Sus (KW), Łania Łapa (KG), Szerszeniowy Jad (GK)
Ostatnimi czasy wypuszczał się coraz dalej. Dość niechętnie, ale jednak, zwiedzał okolice Topiołków, tam jednak… tereny te wydawały się pozbawione żywej duszy. Może koty wolały mieszkać bliżej siedliska koni czy siedliska dwunogów? Dlatego właśnie zdecydował się na podróż w tamte okolice. Miał ochotę zabrać ze sobą Bystrą, jednak akurat, jak na złość, nie mógł jej znaleźć w swojej okolicy, a nie chciał tracić czasu na poszukiwanie jej, więc wyruszył sam. Przemierzanie siedliska w samotności było czymś całkiem innym, wyjątkowym wręcz – nie był wiecznie na celowniku przez to, że podróżował z wielką grupą, w której na dodatek były kocięta, starcy i nawet chorzy czy ranni. I szczerze… zachwycił go ten świat, którego jeszcze nie rozumiał, ale który z pewnością chciał lepiej poznać. Przed pełnym zanurzeniem się w urokach i brudach miasta powstrzymywało go jedno: świadomość, że może szukać go matka. Więc postanowił sam ją odnaleźć.
Na osiedlu spędził dobre kilka dni, podczas których nieźle się nachodził. Dla skrócenia wędrówki, po opuszczenia osiedla przeszedł przez Powalone Drzewo nad Grzmiącą Rzeką, po czym szybko przemierzył okolicę Szorstkich Skał, Króliczych Nor i Łanu Rzepaku. Prychając cicho, gdy nieprzyjemny zapach kociego moczu wdarł się do jego nozdrzy, szaro-biały kocur stanął na granicy z klanem Rzeki od strony Kłującego Gąszczu. Przysiadł sobie kawałek od obsikanych krzaków. I czekał.
Nie rzuca się w oczy. Jest kocurem średniego wzrostu o dość lekkiej budowie ciała, co nadrabia półdługą sierścią; najdłuższa jest na szyi gdzie tworzy kryzę, brzuchu i ogonie, ale również u nasady szczęki i na policzkach, łokciach i udach; dłuższy kosmyk na jego potylicy często lekko odstaje. Jego kruczoczarna szata nie jest szczególnie gęsta, przypomina nieco pióra; jest też często niedokładnie ułożona bądź wyczesana jedynie w połowie, gdyż stracił zainteresowanie w trakcie pielęgnacji. Biel pojawia się na jego pysku, skąd spływa na szyję, pierś i brzuch, białe ma również przednie łapy od palców po nadgarstki i tylne - aż po kolana. Głowę ma kwadratową, oczy stosunkowo wąskie, o barwie bladej żółci. Różowy nos okolony długimi, białymi wąsami jakie wywijają się ku dołowi.
Cechuje go dość lekkie podejście do życia; nie ma szczególnie wygórowanych ambicji i zadowala się tym, że płynie z prądem. Oportunista, który zawsze ocenia sens swoich poczynań oraz ewentualny zysk z podjętej akcji. Wolny duch, elastyczny i szybko przystosowujący się do zmian. Nie lubi się wysilać, ma stosunkowo słomiany zapał i jest wybitnie energooszczędny. Nie dla niego długie patrole i polowania, choć lubi się włóczyć samotnie, daleko poza ziemie swojego klanu. Nie czuje się szczególnie przywiązany ani do ziemi, ani do zasad, ani do kotów; ignoruje większość poleceń jeżeli nie widzi w nich zysku dla samego siebie. Z lubością nurza się we własnym cynizmie i nie stroni od pełnych kpiny uśmiechów; roztacza wokół siebie aurę tajemniczości, nie stroni od drobnych kłamstw i manipulacji słowem. Lubi towarzystwo pięknych kocic i rozmowy o niczym, rozwija wówczas skrzydła i czuje się jak w swoim żywiole. Życie traktuje z przymrużeniem oka i mało co bierze na poważnie.
Niestety, a może i jednak stety, nie dane było mu spotkać matki. Krzewy poruszyły się, a spomiędzy liści bzu wyjrzały bladożółte ślepia; przymrużyły się w wyrazie rozbawienia, gdy rozpoznał kota, który kręcił się przy granicy. Wyślizgnął się więc spomiędzy gałęzi krzewów, opuszczając swoją kryjówkę. W pysku trzymał młodego wróbla - widać, że był to podlot i z pewnością był to główny powód, dla którego w ogóle trzymał coś w pysku. Uśmiech, jaki wykwitł pod burymi piórkami, mógł zostać zinterpretowany dwojako. Z dwojga złego z całą pewnością obecność Głoga była lepsza, niż spotkanie negatywnie nastawionego patrolu. Chyba.
- Osika - odezwał się, upuszczając drobne truchełko pod własne łapy. Przekrzywił lekko głowę w bok, przyglądając się bratu. - Czekasz na coś? Albo kogoś? - spytał, unosząc przy tym brwi, a długie, białe wąsy poruszyły się w wyrazie zaciekawienia. Nie miał pojęcia, czego Osika mógł szukać w klanie, zwłaszcza że, jak sądził, Chabrowy Pąk dołączyła do niego i nie miał w zasadzie powodu, by tu przychodzić.
if itook youeverywhere, thenwell, youwouldn't knowhow to walk
if i spokeon yourbehalf,then well,you wouldn'tknow how totalk if igave youeverythingand everythingis what ibought
icantake it allback, i nevercared'bout whatyou thought
Wysoki, długołapy, proporcjonalny kocur o długim, jasnoszarym futrze, które jest pokryte gęstymi ciemniejszymi zawijasami. Na mordce, szyi, podgardlu, podbrzuszu, przednich stopach i tylnych łapach znajdują się białe znaczenia. Na świat spogląda dużymi, złotymi oczami.
kp
Zajęczy Sus (KW), Łania Łapa (KG), Szerszeniowy Jad (GK)
Czekał na… cóż, najlepiej na matkę, jednak liczył po prostu na to, że akurat jego zapach zwęszy niczym pies gończy jakiś normalny Rzeczniak, który nie robiłby mu problemów. Spomiędzy krzewów wypełzł nie kto inny, jak jego brat. W pysku trzymał truchło wróbla. Zapewne polował dla klanu, by w ogóle pozwolili mu tam być; zapewne pozbyliby się pasożyta, który umiał polować, a tego nie robił, a żałosnym by było, gdyby kot w ich wieku nie potrafił tego robić. Czyżby stał się jednym z wiernych żołnierzyków? W końcu przesiąknął tą paskudną propagandą o wypełnianiu obowiązków i oddawaniu życiu za klan? Zmrużył lekko oczy. Nie cieszył się na jego widok, na jego pysku na pewno nie pojawił się nawet cień uśmiechu, a jednak mogło być o wiele gorzej, mógł natknąć się na samego przywódcę, Czerwony Mak czy Jaśniejącego Pazura. Z dwojga złego niby lepiej, ale jednak nie do końca dobrze. Zamyślił się lekko, obserwując kota. Głóg. Głogowa Łapa. A może Głogowa Głowa czy inny głupi człon, jaki wymyślił Świetlikowa Gwiazda? Nieistotne. Nie liczyło się jego imię, nie liczyło się nawet to, że był jego bratem. Ważna była tylko jedna jego… właściwość: pozostawał członkiem Klanu Rzeki, cuchnął jak oni, więc będzie mógł także przekazać Chaber, że chce się z nią spotkać jej inny syn.
– Tak – odparł prosto, darując sobie jakiekolwiek powitania, pozdrowienia, pytania o samopoczucie, imię, rangę, cokolwiek. Nie był tu po to, by tracić czas na pogaduszki z kimś, kto nie był jego matką. – Możesz poprosić mamę, by tu przyszła? Teraz… albo kiedy tylko jej będzie pasowało? – spytał wręcz cicho, wbijając wzrok w czarno-białego kocura, brata, a jednak obcego, chociaż zapewne nie tak obcego, jak Chmielograb, którym gardził o wiele bardziej, niż kiedykolwiek Głogiem.
Nie rzuca się w oczy. Jest kocurem średniego wzrostu o dość lekkiej budowie ciała, co nadrabia półdługą sierścią; najdłuższa jest na szyi gdzie tworzy kryzę, brzuchu i ogonie, ale również u nasady szczęki i na policzkach, łokciach i udach; dłuższy kosmyk na jego potylicy często lekko odstaje. Jego kruczoczarna szata nie jest szczególnie gęsta, przypomina nieco pióra; jest też często niedokładnie ułożona bądź wyczesana jedynie w połowie, gdyż stracił zainteresowanie w trakcie pielęgnacji. Biel pojawia się na jego pysku, skąd spływa na szyję, pierś i brzuch, białe ma również przednie łapy od palców po nadgarstki i tylne - aż po kolana. Głowę ma kwadratową, oczy stosunkowo wąskie, o barwie bladej żółci. Różowy nos okolony długimi, białymi wąsami jakie wywijają się ku dołowi.
Cechuje go dość lekkie podejście do życia; nie ma szczególnie wygórowanych ambicji i zadowala się tym, że płynie z prądem. Oportunista, który zawsze ocenia sens swoich poczynań oraz ewentualny zysk z podjętej akcji. Wolny duch, elastyczny i szybko przystosowujący się do zmian. Nie lubi się wysilać, ma stosunkowo słomiany zapał i jest wybitnie energooszczędny. Nie dla niego długie patrole i polowania, choć lubi się włóczyć samotnie, daleko poza ziemie swojego klanu. Nie czuje się szczególnie przywiązany ani do ziemi, ani do zasad, ani do kotów; ignoruje większość poleceń jeżeli nie widzi w nich zysku dla samego siebie. Z lubością nurza się we własnym cynizmie i nie stroni od pełnych kpiny uśmiechów; roztacza wokół siebie aurę tajemniczości, nie stroni od drobnych kłamstw i manipulacji słowem. Lubi towarzystwo pięknych kocic i rozmowy o niczym, rozwija wówczas skrzydła i czuje się jak w swoim żywiole. Życie traktuje z przymrużeniem oka i mało co bierze na poważnie.
Niezależnie od tego, co miało się stać - Głóg był Głogiem. Dla siebie zawsze pozostał właśnie tym, tak samo jak Bławatek pozostała Bławatkiem, czy Osika - Osiką. Nie to, że nie lubił zmian - nie interesował go po prostu idiotyczny zwyczaj klanowych kotów związany ze zmianą imienia. Jednak nie było to istotne; ani Osika nie zamierzał pytać o to, jakie są poglądy Głoga, ani sam czarno-biały kocur nie miał ochoty tak po prostu opowiadać mu o tym, co się wydarzyło w jego szalenie intrygującym życiu.
Pierzasty, czarny ogon syna Chabrowego Pąku poruszył się za jego grzbietem, obijając się o kolczaste gałązki niskich krzewów. Pociągnął cicho nosem, nieruchomo wpatrując się w Osikę i czekając na odpowiedź, jednak gdy ją otrzymał uchylił pysk i zamrugał powiekami, zupełnie jakby nie był pewien, czy aby na pewno dobrze usłyszał. Brwi najpierw powędrowały mu w górę, a następnie zsunęły się na dół, tworząc na środku jego czoła wąską bruzdę.
- ... co - odparł w końcu, dość powoli i nieufnie wypowiadając to słowo. Nie spuszczał skonsternowanego spojrzenia z Osiki, zupełnie jakby podejrzewał, że ten zaraz mu powie, że się tylko z niego zgrywa, bo chciał go nastraszyć. - Jak to nie ma jej z tobą?! - syknął unosząc sierść i ukradkowo strzelając spojrzeniem zwężonych źrenic na bok.
if itook youeverywhere, thenwell, youwouldn't knowhow to walk
if i spokeon yourbehalf,then well,you wouldn'tknow how totalk if igave youeverythingand everythingis what ibought
icantake it allback, i nevercared'bout whatyou thought
Wysoki, długołapy, proporcjonalny kocur o długim, jasnoszarym futrze, które jest pokryte gęstymi ciemniejszymi zawijasami. Na mordce, szyi, podgardlu, podbrzuszu, przednich stopach i tylnych łapach znajdują się białe znaczenia. Na świat spogląda dużymi, złotymi oczami.
kp
Zajęczy Sus (KW), Łania Łapa (KG), Szerszeniowy Jad (GK)
Reakcja Echa na pytanie Głoga… wyglądała bardzo podobnie, jak reakcja Głoga chwilę wcześniej, bowiem drugi syn Chaber również się zdziwił, gdy usłyszał słowa swojego brata. Może byli sobie bardziej bliscy, niż się wydawało, jednak szaro-biały na pewno nie zamierzał tego przyznawać, ba, nie zastanawiał się w tym momencie nad takimi sprawami. Ślepia samotnika rozszerzyły się, gdy uświadomił sobie, co w ogóle oznaczają słowa Głoga. Nie było jej w klanie Rzeki? Najwyraźniej nie. Jego mięśnie napięły się lekko, chociaż nie dlatego, że zamierzał zaatakować drugiego; raczej… ze stresu.
– Żartujesz sobie? Jak to nie ma jej z tobą, Głóg? – powtórzył równie bojowym tonem, po raz kolejny będąc częściowo lustrem dla terminatora. Jego ogon uniósł się w górę, a futro lekko nastroszyło. – Widziałem się z nią… kilka księżyców temu, o czym ty mówisz? – Zrezygnował z poprzedniego tonu, jednak nie był też do końca obojętny, raczej zdziwiony i wciąż lekko oburzony, jednak potrafił się pohamować. Gdzie była Chabrowy Pąk? Czy…
Czy odeszła w poszukiwaniu jego samego? Albo gorzej: Chmielograba?
Nie rzuca się w oczy. Jest kocurem średniego wzrostu o dość lekkiej budowie ciała, co nadrabia półdługą sierścią; najdłuższa jest na szyi gdzie tworzy kryzę, brzuchu i ogonie, ale również u nasady szczęki i na policzkach, łokciach i udach; dłuższy kosmyk na jego potylicy często lekko odstaje. Jego kruczoczarna szata nie jest szczególnie gęsta, przypomina nieco pióra; jest też często niedokładnie ułożona bądź wyczesana jedynie w połowie, gdyż stracił zainteresowanie w trakcie pielęgnacji. Biel pojawia się na jego pysku, skąd spływa na szyję, pierś i brzuch, białe ma również przednie łapy od palców po nadgarstki i tylne - aż po kolana. Głowę ma kwadratową, oczy stosunkowo wąskie, o barwie bladej żółci. Różowy nos okolony długimi, białymi wąsami jakie wywijają się ku dołowi.
Cechuje go dość lekkie podejście do życia; nie ma szczególnie wygórowanych ambicji i zadowala się tym, że płynie z prądem. Oportunista, który zawsze ocenia sens swoich poczynań oraz ewentualny zysk z podjętej akcji. Wolny duch, elastyczny i szybko przystosowujący się do zmian. Nie lubi się wysilać, ma stosunkowo słomiany zapał i jest wybitnie energooszczędny. Nie dla niego długie patrole i polowania, choć lubi się włóczyć samotnie, daleko poza ziemie swojego klanu. Nie czuje się szczególnie przywiązany ani do ziemi, ani do zasad, ani do kotów; ignoruje większość poleceń jeżeli nie widzi w nich zysku dla samego siebie. Z lubością nurza się we własnym cynizmie i nie stroni od pełnych kpiny uśmiechów; roztacza wokół siebie aurę tajemniczości, nie stroni od drobnych kłamstw i manipulacji słowem. Lubi towarzystwo pięknych kocic i rozmowy o niczym, rozwija wówczas skrzydła i czuje się jak w swoim żywiole. Życie traktuje z przymrużeniem oka i mało co bierze na poważnie.
Zmarszczył pysk w odpowiedzi na gniewny ton ze strony brata, jednak podobnie jak i on dość szybko się uspokoił, a przynajmniej z zewnątrz. Jego sierść na karku wciąż była lekko uniesiona, a drżące od czasu do czasu wąsy jasno wskazywały na napięcie, jakie odczuwał terminator, jednak przynajmniej nie okazywał już agresji, której, szczerze mówiąc, i tak nie chciał pokazać. Oboje zresztą zareagowali podobnie: w stresie przeszli do ofensywny, w dodatku bardzo oczywistej i, być może, przesadnej. Potrząsnął głową, zupełnie jakby miało mu to pomóc w próbie logiczne ułożenia sobie całości.
- Mówiła mi, że nie wie gdzie jesteś - powiedział, ewidentnie trochę źle pamiętając słowa Chabrowego Pąku i łącząc informację o Osice z tą na temat Jaśmin. - Powiedziała matkom, że idzie się przejść ale one stwie'dziły, że szukała czegoś za grzmiącą - machnął głową w stronę ulicy. - Z Liliową myśleliśmy, że poszła za tobą - to było jedyne rozwiązanie, które przyszło im do głowy, a raczej: które przyszło ich babce do głowy i którym podzieliła się z Głogiem, który dopiero dziś rano dostrzegł, że Chabrowego Pąku nie było w obozie już drugą noc. Raz jeszcze majtnął ogonem i nerwowo spojrzał w stronę grzmiącej ścieżki, przygryzając przy tym wewnętrzną stronę policzka.
if itook youeverywhere, thenwell, youwouldn't knowhow to walk
if i spokeon yourbehalf,then well,you wouldn'tknow how totalk if igave youeverythingand everythingis what ibought
icantake it allback, i nevercared'bout whatyou thought
Wysoki, długołapy, proporcjonalny kocur o długim, jasnoszarym futrze, które jest pokryte gęstymi ciemniejszymi zawijasami. Na mordce, szyi, podgardlu, podbrzuszu, przednich stopach i tylnych łapach znajdują się białe znaczenia. Na świat spogląda dużymi, złotymi oczami.
kp
Zajęczy Sus (KW), Łania Łapa (KG), Szerszeniowy Jad (GK)
– Wiedziała. Powiedziałem jej, gdzie będę: w okolicach Leśnych Ostępów – wyrzucił z siebie szybko, patrząc nieco nieufnie na brata. Ale co z tego, skoro mnie tam nie było, bo akurat poszedłem na wycieczkę. Przełknął ślinę i przez chwilę nie reagował na słowa Głoga, wreszcie jednak drgnął lekko, jakby miał zamiar odwrócić się od czarno-białego Rzeczniaka i czym prędzej odejść w stronę Leśnych Ostępów. Szczerze… przeszło mu to przez głowę. Wiedział jednak, że emocje – stres, niepokój, złość – nie są dobrym doradcą, klan Rzeki go tego dobrze nauczył, dlatego po prostu milczał, próbując się uspokoić i jakoś dojść do zrozumienia tego, co się właściwie stało z ich matką. Wdech, wydech. Czemu, skoro wiedziała, że zamierza zamieszkać w okolic Leśnych Ostępów, udała się… za Grzmiącą Ścieżkę? Musiał natychmiast tam iść. Była jakaś szansa, że natknie się na jej zapach, ślady, cokolwiek; może ta niepomocna staruszka, Krzywucha, ją widziała? Jego ślepia powiodły w tę samą stronę, co zerknął Głogowa Łapa. – Dam ci znać, jak ją znajdę – oświadczył w końcu, ponownie spoglądając na swojego niższego brata. Zmarszczył nieco nos, po czym machnął ogonem i odszedł pospiesznym krokiem w prostej linii w stronę Grzmiącej Ścieżki.
Przechodzenie przez ulicę nie było jego ulubionym zajęciem; smród dziwnego materiału, z jakiego była wykonana, drażnił jego nozdrza, a co dopiero zapach przejeżdżających czasem potworów. Poczekał, aż jeden z nich w szaleńczym tempie przejedzie, po czym przebiegł na drugą stronę. Z Wysokich Traw od razu odbił w stronę Nory Krzywuchy. Pamiętał jednak, jak skończyły się jego ostatnie próby wyciągnięcia czegoś od buro-białej staruchy (został zwyzywany i przegoniony), więc postanowił szybko zapolować. Szczur może nie był szczególnie atrakcyjną przekąską, ale podejrzewał, że ta się zadowoli cokolwiek. Zresztą, tym razem nie zamierzał prosić jej ani o wyleczenie, ani o przekazanie wiedzy na temat ziół – chciał po prostu się dowiedzieć, czy była tam jego matka.
I była, a i owszem. Ponad dwa dni wcześniej, na osty i ciernie. Parsknął z irytacją, że miał takie opóźnienie wobec Chaber, jednak niechętnie podziękował starej medyczce i udał się w dalszą drogę. Najwyraźniej koniec końców i tak udała się w stronę Leśnych Ostępów, ale przez kawałek drogi towarzyszył jej jakiś inny samotnik. Może… Nie chciał nawet myśleć o tym, co jego matce mógł zrobić jakiś szemrany typ. Szedł tak szybko, jak mógł, jednak podróż z terenów Rzeki do Nory Krzywuchy, a potem do jego rewiru zajęła mu praktycznie cały dzień. Węszył, szukał. Nawet nawoływał, narażając się na niebezpieczeństwo, a im dłużej szukał, tym bardziej się martwił. W końcu, W KOŃCU, natknął się na… kłębki jej futra przy drzewie. To na pewno była jej sierść, poznałby ten zapach wszędzie, jednak to go bardzo zaniepokoiło, bowiem… wyglądało tak, jakby coś się tu wydarzyło, coś złego się stało jej matce. Ślady dużego zwierzęcia wciąż były odbite w podłożu, bo od paru dni nie padał deszcz, ale czy to mogło mu jakkolwiek pomóc? Zdecydował się podążyć tym tropem, bo… nic innego mu nie zostawało.
Błądził, krążył. Trwało to… cóż, dobrych parę dni. Ziemie nie były mu znane, a i szukał trochę na ślepo, licząc… na co? Na cud? Chyba tylko to mogło go uratować. W końcu jednak natknął się na mieszkającego miedzy siedliskiem koni a miastem pieszczocha, który bardzo podekscytowanym tonem oznajmił mu, że parę dni temu widział, jak niosą rudą kocicę do pobliskiego gniazda dwunogów. To mógł być ktokolwiek inny, ale… ale może jednak jego matka?
I była. Miał szczęście, że natrafił na moment, gdy akurat znalazła się w okolicach przezroczystej ściany, która zapewne była wyjściem na zewnątrz, jak sobie wydedukował. Kamień z serca; Echo nikomu nie potrafiłby opisać ulgi, jaka wypełniła jego ciało na widok matki. Tyle tylko, że… była ranna. Niesprawna. Niezdolna do życia poza gniazdem dwunoga. Rozdzierało to jego serce, jednak… odczuł też ulgę. Była wolna od klanu Rzeki, a jednocześnie nie było to życie pełne ryzyka i niebezpieczeństwa, jakie wiódł on sam. Była tu teraz, będzie za księżyc i będzie za trzydzieści księżyców. Sam oczywiście nie miał zamiaru zamieszkać razem z nią, razem z dwunogami chociaż trzeba przyznać, że kusiła go nieco wygoda takiego życia, to zbyt bardzo kochał wolność, poznawanie innych ziem i kotów – ale… mógł przynajmniej opuścić okolice Czterech Klanów. Nic go tam nie trzymało. Nie Głóg. Nie Bławatek. Nie… nie Lampart, który pojawiał się w jego myślach częściej, niż powinien. Nie Chmielograb. Mógł wziąć Bystrą, która też przyszła za klanami chyba tylko po to, by ratować swój tyłek, i udać się do miasta. Może nawet podróżować. A po wszystkim wracać tutaj, do domu, w którym mieszkała jego matka.
Jednak to nie było takie proste. Mimo wszystko dał słowo Głogowi, że da mu znać, gdy odnajdzie Chaber, dlatego powtórzył swoją podróż – z okolic siedliska koni i siedliska dwunogów udał się na granicę z klanem Rzeki, a pierwszy napotkany patrol (w którym, na szczęście, znalazł się jego dawny znajomy, Jastrzębiopióry, w jego odczuciu jeden z niewielu sensownych kotów w klanie Rzeki) poprosił o „wezwanie” na granicę Głoga. Gdy ten się zjawił, przekazał mu, że ich matka mieszka teraz z dwunogami, ponieważ ma sparaliżowane tylne łapy i nie jest w stanie żyć na wolności. Opisał mniej więcej okolicę, w jakiej żyła teraz Chaber. Dodał mu także, by zrobił z tą informacją co chce, jeżeli chodzi o przekazanie reszcie tego żałosnego klanu… jednak poprosił go, by nie mówił im dokładnie, gdzie w ogóle znajduje się matka, o ile w ogóle powie im, że trafiła do dwunogów. Następnie pożegnał się z bratem, aczkolwiek obojętnie, bez uczuć. W końcu nigdy nie byli sobie bliscy.
Dwa dni później, gdy dotarł do swojego rewiru i zregenerował siły, zdecydował się odnaleźć Bystrą i zaproponował jej wspólne odejście w stronę nie zachodzącego słońca, a miasta. Po czym… odeszli.
Nie rzuca się w oczy. Jest kocurem średniego wzrostu o dość lekkiej budowie ciała, co nadrabia półdługą sierścią; najdłuższa jest na szyi gdzie tworzy kryzę, brzuchu i ogonie, ale również u nasady szczęki i na policzkach, łokciach i udach; dłuższy kosmyk na jego potylicy często lekko odstaje. Jego kruczoczarna szata nie jest szczególnie gęsta, przypomina nieco pióra; jest też często niedokładnie ułożona bądź wyczesana jedynie w połowie, gdyż stracił zainteresowanie w trakcie pielęgnacji. Biel pojawia się na jego pysku, skąd spływa na szyję, pierś i brzuch, białe ma również przednie łapy od palców po nadgarstki i tylne - aż po kolana. Głowę ma kwadratową, oczy stosunkowo wąskie, o barwie bladej żółci. Różowy nos okolony długimi, białymi wąsami jakie wywijają się ku dołowi.
Cechuje go dość lekkie podejście do życia; nie ma szczególnie wygórowanych ambicji i zadowala się tym, że płynie z prądem. Oportunista, który zawsze ocenia sens swoich poczynań oraz ewentualny zysk z podjętej akcji. Wolny duch, elastyczny i szybko przystosowujący się do zmian. Nie lubi się wysilać, ma stosunkowo słomiany zapał i jest wybitnie energooszczędny. Nie dla niego długie patrole i polowania, choć lubi się włóczyć samotnie, daleko poza ziemie swojego klanu. Nie czuje się szczególnie przywiązany ani do ziemi, ani do zasad, ani do kotów; ignoruje większość poleceń jeżeli nie widzi w nich zysku dla samego siebie. Z lubością nurza się we własnym cynizmie i nie stroni od pełnych kpiny uśmiechów; roztacza wokół siebie aurę tajemniczości, nie stroni od drobnych kłamstw i manipulacji słowem. Lubi towarzystwo pięknych kocic i rozmowy o niczym, rozwija wówczas skrzydła i czuje się jak w swoim żywiole. Życie traktuje z przymrużeniem oka i mało co bierze na poważnie.
Uniósł jedynie brwi w reakcji na słowa brata. Wiedziała? On zapamiętał to inaczej. A może po prostu nie wiedziała, gdzie jest bo nie było go, gdy go próbowała odszukać? Nie miał pojęcia, co się dzieje. W tej chwili był równie zdezorientowany, co Osika; nie potrafił stwierdzić, co tak właściwie się stało i dlaczego Chaber zdecydowała się opuścić klan rzeki. A przede wszystkim: dlaczego mu o tym nie powiedziała. To on mówił jej o tym, by nie dała sobą pomiatać i żyła poza klanem, jednak miał na myśli ich wszystkich. Sama myśl o tym, że matka nie uwzględniła go we własnych planach sprawił, że poczuł nieprzyjemne, bolesne ukłucie w piersi. Pierwszy raz poczuł jak fakt, że nie został dostrzeżony odbił się na nim negatywnie; że cień klanu rzeki nie dostał żadnej informacji o planach Chabrowego Pąku, kota który był dla niego najbliższym kotem oprócz Bławatka. Był... pominięty? Zagryzł szczęki, niezadowolony z takiego obrotu spraw. Gdy Osika oświadczył, że da mu znać jeżeli ją znajdzie skinął głową, zgadzając się; chciał powiedzieć o wszystkim Bławatek. Pomimo tego, że mieli dość... napięte stosunki, to jednak była jego siostrą i zasługiwała na to, by chociaż wiedzieć. A jeżeli jej nie znajdzie - cóż, przynajmniej próbował.
Gdy otrzymał informację zwrotną poczuł gorzki posmak na języku, którego nie potrafił wytłumaczyć. Zmarszczył pysk i skinął głową; nie zamierzał nikomu mówić o tym, gdzie się znajduje, nie wiedział czy w ogóle komukolwiek przekaże informację o zaginięciu Chabrowego Pąka. Być może lepiej będzie jeżeli będą myśleć, że zginęła. Być może tak będzie bezpieczniej dla niej i dla nich wszystkich; po prostu przestaną o niej myśleć, a jeżeli już będą chcieli pamiętać - to nie jako zdrajcę czy dezertera. Zawsze mógł wymyślić bajkę o tym, że walczyła w obronie klanu, tak jak reszta tresowanych małpek rzucających się na psy, które następnie żegnano z honorami. Musiał jeszcze o tym pomyśleć.
Pożegnał się z bratem i oddalił się. Choć z początku szedł w stronę obozu, dość szybko odbił w stronę Grzmiącej Ścieżki. Nie wiedział, czego chciał tam szukać, jednak serce pchało go właśnie w tamtym kierunku. Czuł, że musi coś sprawdzić.
zt
if itook youeverywhere, thenwell, youwouldn't knowhow to walk
if i spokeon yourbehalf,then well,you wouldn'tknow how totalk if igave youeverythingand everythingis what ibought
icantake it allback, i nevercared'bout whatyou thought
Witajcie, przybysze z dalekiej wsi.
Wspaniały Panda jak to Panda szybko się nudził, więc postanowił uraczyć Klanowe koty swoją obecnością na granicy. Szkoda, że trafił chyba na Klan Rzeki. Cuchniało rybami na kilometr, duh. No ale, może spotka jakąś ciekawą personę? Z drugiej strony...czy w Klanach potrafiły być interesujące koty? Znaczy. Potrafiły, jak Zawilcowa Łapa! Ale to chyba tylko jeden jedyny wyjątek. Reszta to tylko lisie bobki, racja? No, racja. On się nie liczył, on był pieszczochem, nie klanowym śmieciem, nie ma o czym rozmawiać.
Zgrabnym krokiem, gdy tylko się obudził, co było...po południu, gdy słońce górowało, uznał, że wybierze się na spacer do lasu. Słońce tak przyjemnie grzało jego futerko, więc w sumie czemu nie? Było sucho, nie padało, nie miał raczej jak się pobrudzić. I łapy doniosły go aż do Kłującego Gąszczu, na granicę z Klanem Rzeki. Point wciągnął w nozdrza słodki zapach bzu i...przysiadł nagle w miejscu. Robiło się ciemno, słońce zachodziło, a jego zaczęły nieco boleć łapy, a dalej...nie chciał iść dalej. Dalej były ciernie, wtedy dopiero by się pobrudził, poharatał i co wtedy! Katastrofa. Rozłożył się więc na suchej trawie z lekkim uśmiechem na pysku i jak gdyby nigdy nic zaczął lizać sobie łapy. Może ktoś tu przyjdzie? Oby nie, ale w sumie, kto wie.
//Ślimaczek
ever__since__he__was__a child healwaysknew h o wto gethisway ✧・゚*just actalittlebitwild*・゚✧ andsomeone willsurelycometo play it'satruthhetookto___♡heart♡ buthumilityandpatiencedidn'tcomewith age he's..born..to..play..this..part
☆?????'?alwayscenterstage☆
Kotka podskoczyła trochę do góry, czyli stała się dużo wyższa. Powodem tego są jej długie, chude łapy. Także dzięki nim potrafi bardzo szybko biegać, w tym też pomaga jej smukła sylwetka. Czyli także jest bardzo chuda, ale na całe szczęście nie na tyle, żeby było jej już widać kości. Posiada również nieco dłuższy ogon niż normalny kot. Cała jest pokryta krótkim, lśniącym, białym futrem. Praktycznie nigdy ono nie jest ubrudzone. Jej oczy są koloru błękitnego, lecz jedno z nich jest mętne. Dokładniej mówiąc, to na lewe oko nie widzi, ale na całe szczęście drugie jest całe i zdrowe.
Od momentu już drugiej choroby jej charakter zmienił się o 180°. Wcześniej lubiła logikę, być tą poważną, a teraz już taka nie jest. Stało się to za sprawą śmierci jej ojca. Na początku załamała się, ale z biegiem czasu zrozumiała, że nie może wiecznie być taka smutna i poważna. Postanowiła trochę wyluzować, w ten sposób chce o tym wszystkim zapomnieć. Dokładniej mówiąc, zaczęła mniejszą wagę przykładać do prawie wszystkiego. Dla Ślimaczek już mniej ważna jest logika, liczy się żeby jak najlepiej wykorzystać każdy dzień. Teraz największą uwagę zwraca co najwyżej na swoje futro, chce aby zawsze było czyste i lśniące, dzięki temu może się szczycić nim. Zazwyczaj chodzi z uśmiechem na pysku i uważając, że nic się nie dzieje. Czyli ciągle myśli, że nic się nie stało i jest wszystko w porządku. Może nawet sprawiać wrażenie takiej głupiutkiej i beztroskiej kotki, którą też teraz jest. Łatwo można ją rozproszyć, często w rozmowie bardziej uwagę zwraca na otoczenie, o ile jest ciekawe, niż na temat rozmowy. Ponadto uważa, że jest wyjątkowa. W końcu nie każdy ma dwa kolory oczu i to tak do siebie podobnych.
Czy może ktoś tu przyjdzie? A owszem, Lśniącą można było wszędzie spotkać, nawet na granicy! I mimo iż rzadko wychodziła z obozu, to tym razem znów tak trochę nielegalnie załapała się na jakiś patrol. I z tego powodu też cieszyła się, bo czyż to nie fajnie wyjść z obozu? Jak cały czas tam się siedzi to trochę to może być nudne i chyba Rozmaryn doskonale wiedział, o czym tu była mowa. Bo byli teraz w podobnej sytuacji, tylko Ślimaczek miała bliżej do swojego domy, w przeciwieństwie do Pandy.
Jak już było wcześniej wspomnienie, to udała jej się pójść na patrol z jakimiś dwoma NPC. Oczywiście załapała się na taki dość krótki patrol, ale przynajmniej doszli do granicy! Po drodze oglądała te wszystkie drzewa, kwiatki i całe to piękne otoczeni! Nawet jeśli już zapadał wieczór to i tak było pięknie, w końcu po raz pierwszy widzi teren poza obozem w innej porze dnia niż południe. A to przynajmniej zawsze jakaś nowość! Choć na tym to nie skończy się, jak widać przy granicy Lśniąca zobaczyła jakiegoś obcego kota z czymś dziwnym na szyi...Jako, że jej towarzysze poszli w dwie inne strony, to ona postanowiło podbiec do tego nieznajomego, stanął praktycznie przed nim i uśmiechnąć się szeroko. Bo w końcu czemu nie? - Cześć! Co tutaj robisz? Jak masz na imię i o, co nosisz na szyi? - Od razu zadała masę pytań, oczywiście podekscytowanym głosem, kocur najwidoczniej nie był z klanu, więc Ślimaczek tym bardziej cieszyła się! W reszcie może spotkać jakiegoś samotnika. - O i tak poza tym, nazywam się Lśniąca Łapa! - Przedstawiła się równie szybko co wcześniej. A swoim zdrowym okiem uważnie przypatrywała się towarzyszowi i niecierpliwie czekała na odpowiedź.
światłoxxciemnośćxxnoci dzień bowżyciunamlepiejbyćniżmieć wielkamiłość,pięknydzień
Gdyby królewicz umiał czytać w myślach, i gdyby wiedział, że w narracji Rzeczniaczka śmiała nazwać jego, cudownego, pachnącego i wspaniałego Pandę samotnikiem, to chętnie zdzieliłby ją po pysku, albo raczej...usiadł jej na ambicjach, na samoocenie i wszystkim innym, co biała posiadała, swoimi umiejętnościami charyzmy i tak dalej i tak dalej, bo ta tutaj nie wyglądała na zbyt inteligentną osobniczkę. Jak większość kotów z Klanów.
W sumie point w duszy liczył, że nikt tutaj nie przyjdzie, w końcu, hej! nie zrobił nic złego, granicy nie przekroczył, po prostu się położył w blasku zachodzącego słońca i zaczął wylizywać swoje futerko. No co, do osiedla był kawałek i był całkiem zmęczony tą NIEBYWALE długą podróżą, musiał chwilkę odetchnąć. I wtedy jak Filip z konopi wypadła ta białą torpeda, z piskiem, zasypując księcia Rozmarynów masą pytań. Poczuł wewnętrzną irytację, co okazał jedynie co prawda drgającym lekko czarnym ogonem, i jeszcze chwilę wylizywał łapy, jakby dając terminatorce do zrozumienia, że ma jej obecność poniżej ogona. Dopiero po chwili raczył łaskawie obrzucić wywłokę pojedynczym spojrzeniem lodowatych ślepi, z których biła czysta pogarda. Niech jej będzie, że ma całkiem ładne, zadbane futerko, nie można jej tego ująć, ale rozum miała chyba co najwyżej wielkości króliczego bobka. Panda oblizał nonszalancko wąsy i ziewnął, podwijając już czyste i błyszczące łapy pod brzuch.
- Leżę - mruknął takim tonem, jakby nie tyle, co stwierdzał fakt, co mówił Lśniącej Łapie coś w stylu "raczę wasz zapchlony Klan swoją obecnością, żabie móżdżki", co pewnie nie zdziwiłoby kogoś, kto zna syna Gronostaj dłużej, niż pięć minut, ale Ślimaczek takową personą nie była, więc. Uśmiechnął się zadziornie. O Boże, jaka ona była tępa, że aż to królewicza szczerze rozbawiło w pewnej chwili. Tępa i naiwna. - Obroża, kochanieńka - dostała tylko taką odpowiedź w temacie kawałka mieniącej się skóry na szyi pieszczocha. - Mów mi Panda, lub Rozmaryn - jedno i drugie brzmi dobrze.
ever__since__he__was__a child healwaysknew h o wto gethisway ✧・゚*just actalittlebitwild*・゚✧ andsomeone willsurelycometo play it'satruthhetookto___♡heart♡ buthumilityandpatiencedidn'tcomewith age he's..born..to..play..this..part
☆?????'?alwayscenterstage☆
Kotka podskoczyła trochę do góry, czyli stała się dużo wyższa. Powodem tego są jej długie, chude łapy. Także dzięki nim potrafi bardzo szybko biegać, w tym też pomaga jej smukła sylwetka. Czyli także jest bardzo chuda, ale na całe szczęście nie na tyle, żeby było jej już widać kości. Posiada również nieco dłuższy ogon niż normalny kot. Cała jest pokryta krótkim, lśniącym, białym futrem. Praktycznie nigdy ono nie jest ubrudzone. Jej oczy są koloru błękitnego, lecz jedno z nich jest mętne. Dokładniej mówiąc, to na lewe oko nie widzi, ale na całe szczęście drugie jest całe i zdrowe.
Od momentu już drugiej choroby jej charakter zmienił się o 180°. Wcześniej lubiła logikę, być tą poważną, a teraz już taka nie jest. Stało się to za sprawą śmierci jej ojca. Na początku załamała się, ale z biegiem czasu zrozumiała, że nie może wiecznie być taka smutna i poważna. Postanowiła trochę wyluzować, w ten sposób chce o tym wszystkim zapomnieć. Dokładniej mówiąc, zaczęła mniejszą wagę przykładać do prawie wszystkiego. Dla Ślimaczek już mniej ważna jest logika, liczy się żeby jak najlepiej wykorzystać każdy dzień. Teraz największą uwagę zwraca co najwyżej na swoje futro, chce aby zawsze było czyste i lśniące, dzięki temu może się szczycić nim. Zazwyczaj chodzi z uśmiechem na pysku i uważając, że nic się nie dzieje. Czyli ciągle myśli, że nic się nie stało i jest wszystko w porządku. Może nawet sprawiać wrażenie takiej głupiutkiej i beztroskiej kotki, którą też teraz jest. Łatwo można ją rozproszyć, często w rozmowie bardziej uwagę zwraca na otoczenie, o ile jest ciekawe, niż na temat rozmowy. Ponadto uważa, że jest wyjątkowa. W końcu nie każdy ma dwa kolory oczu i to tak do siebie podobnych.
Cóż, Lśniąca na razie nie umiała rozróżnić Pieszczocha od Samotnika, nikt nie mówił jej czym się różną, a jedynie co o niech wie, to że żyją poza klanem. I w sumie na tym jej wiedza na ten temat kończy się. Ale przecież to to samo i to żyje poza klanem i to, o! Choć kotka nie posiada takich umiejętności dzięki którym czytała w myślach, więc nawet nie wiedziała iż uraziłaby w ten sposób Pandę, ups.
Mimo chwilowego braku odpowiedzi ze strony kocura, Ślimaczek nadal uśmiechała się, a czasami jej ogon uderzył o ziemię, z ekscytacji oczywiście. Bo w końcu poznała kogoś nowego, jakiegoś kota z poza klanu! Czyż to nie fajne? Rzadko jej się zdarzało iż spotykała jakieś koty z poza klanu, dlatego trzeba wykorzystać to teraz póki może! Nawet takie wolne tępo odpowiedzi kocura na pytania jej nie przeszkadzał. Nadal była radosna tak jak zawsze. A jak już usłyszała odpowiedź, to zadawanie pytań zaczęło się na nowo. - O, a czemu tu leżysz? - Zapytała bez chwili zawahania uważniej przyglądając się królewiczowi. Nigdy wcześniej nie widziała takiego kota, ale wyglądał bardzo ładnie. Ma zadbane futro i w ogóle. Lśniąca wychwyci każdy najmniejszy szczegół, pomimo swojej połowicznej ślepioty. - No to witaj Rozmarynie! I co ta obroża robi? O i co to ta Panda? To jakiś kwiatek jak rozmaryn? Albo może jakaś zwierzyna, jak mysz? - Dodała dość szybko, ale zrozumiale. Aż w jej oczach pojawiły się iskierki radości. Ile dziś nowych rzeczy się dowie! A sam Rozmaryn wydawał się dość miły, przynajmniej w oczach Lśniącej. Zawsze starała się patrzeć na te dobre cechy, a nie te złe.
światłoxxciemnośćxxnoci dzień bowżyciunamlepiejbyćniżmieć wielkamiłość,pięknydzień
- Bo mogę - odparł bez chwili namysłu, uśmiechając się nonszalancko do białej kotki. Bo mógł. Leżał sobie poza tymi śmierdzącymi terenami rybojadów i nikt nie miał prawa mu nic zrobić dopóki tej granicy nie przekroczył, prawda? Ano prawda. A tutaj słońce tak fajnie grzało. I miał okazję w spokoju się wylizać, gdyby nie obecność tej...tej szurniętej białej kulki energii. Czym ona w ogóle była, na pewno była kotem? Bo śmiał w to szczerze wątpić. Jakieś to takie wszędzie tego pełno i nie wiadomo co z tym robić. Wyjątkowo wnerwiająca osobniczka, trzeba przyznać. Parsknął cicho, przez chwilę znowu ignorując jestestwo córki Popiela, dopóki nie zaczęła znowu zadawać tych głupich pytań. Czarne ucho pieszczocha drgnęło, gdy odezwała się do niego imieniem Rozmaryn. Dawno nikt go nie używał. Wywrócił oczami i dopiero, gdy skończył wylizywać jedną łapę podniósł wzrok na białą kotkę i postanowił odpowiedzieć, a raczej, spróbować odpowiedzieć na pytanie rozbrykanej Rzeczniaczki.
- Obroża, to...znak, że ktoś mnie kocha i że komuś na mnie zależy. Moim ludziom. Pandy to zwierzęta - stwierdził krótko, przypominając sobie, jak jego państwo pokazywali mu w tym dziwnym pudełku z ruchomymi obrazkami jakieś dziwne, czarno-białe zwierzęta i mówili na nie jego imieniem. Doszedł więc do wniosku, że to są pandy od których ma imię, tylko...dlaczego, skoro nawet go nie przypominały? Cóż. Niektórzy ludzie jednak byli dziwni, ale tak długo, jak kochali syna Gronostaj i zwracali na niego całą swoją uwagę, nie miał co narzekać. A przedstawić to się mógł każdym imieniem jakim by mu się chciało i nikt mu nie ma prawa naskoczyć. - Ale raczej nie są zwierzyną - dodał po dramatycznej przerwie na wylizywanie kolejnej z kończyn.
ever__since__he__was__a child healwaysknew h o wto gethisway ✧・゚*just actalittlebitwild*・゚✧ andsomeone willsurelycometo play it'satruthhetookto___♡heart♡ buthumilityandpatiencedidn'tcomewith age he's..born..to..play..this..part
☆?????'?alwayscenterstage☆
Owca ma zawsze dość apatyczny i chłodny wyraz pyska, a jej beznamiętne spojrzenie nie zdradza żadnych emocji, chyba że sztuczne. Wygląda niezwykle młodo - aparycja dziwnie nie pasuje do przeżytych księżyców - ale w tym tkwi jej urok. Ciało ma drobne, przeciętnej wielkości, a ruchy niezwykle ostrożne i zgrabne zarazem. Już na pierwszy rzut oka widać, że to kotka. Szczupłą sylwetkę pokrywa kremowobiałe futro średniej długości - nie jest ono ani klasycznie krótkie, ani też przesadnie długie i splątane. Jej pyszczek, uszy, łapki i ogon są zabarwione na rudo, zaś na grzbiecie z pewnością uwydatni się podobny, może nieco bledszy odcień. Ślepia Owczej są ciemnoniebieskie - niezmiennie od momentu narodzin.
Jest chodzącą, egoistyczną obojętnością. Na koty z reguły łypie neutralnym okiem, być może nieco podejrzliwym, aczkolwiek pod chłodną maską czystej surowości skrywa wiele procesów myślowych, planów i podstępów, które mogą jej utorować drogę do przyjemnego życia. Niezbyt martwi się tym, że kogoś boli, że ktoś nie umie, że płacze, że jojczy, że smęci - cały świat może mieć źle, dopóki ona będzie miała dobrze. Nie pokaże tego jednakże na zewnątrz. Będzie udawała zatroskaną, być może przejętą, a monotonny, melodyjny głos wypluje rady, które być może jeszcze bardziej dokopią leżącego. Lubisz to, co słyszysz? Świetnie. O to właśnie chodziło. Owca jest bowiem istnym wilkiem w owczej skórze, który bardzo lubi słuchać i pochłaniać informacje.
Czereśniowa Łapa, Echo [RZ], Słowicza Łapa [G]
Po obejściu wojowniczego lasu dookoła dotarła do Kłującego Gąszczu, który ewidentnie graniczył z Klanem Rzeki. Rzeczniacy... koty te były dla niej niemalże jak legenda. Zasnuci mgłą tajemnicy, odlegli, rzadko spotykani. Nie byli sąsiadami cienistych, a teraz, kiedy była samotnikiem, mogła przemierzać świat do woli. Przyglądać się każdemu źdźbłu trawy tak długo, jak tylko chciała. Porównywać je między sobą, wspinać się na wszystkie drzewa i wskakiwać w kałuże, by potem przez pół dnia czyścić długie futro. Niegdyś koty spoza klanów traktowała niczym jednostki słabe, przykre, bardzo tragiczne. W rzeczywistości było inaczej. Teraz wiedziała, że charakteryzuje ją niebywała wolność i samodzielność. Nikt nie łypał na nią spode łba, nie życzył źle, nie musiała dusić się na małej przestrzeni z tymi samymi, zakazanymi mordkami.
Przed jej oczyma nagle rozpostarł się ciekawy widok - Bez. Nie byle jaki, był bowiem mniejszy od swoich kuzynów, skrępowany kolczastymi krzewami, nędznymi cierniami, które ograniczały jego rozwój. Uniemożliwiały pozyskanie wody, wspięcie się do słonecznych promieni. Och, co za ironia losu... zupełnie jakby widziała dawną siebie.
/Jaskrowa Łapka.
Somewhere deep in the dark
A howling beast hears ustalk I dare you to close your eyes
And see all the colours in disguise