- Nie musisz!! - skoro nie lubi - jego strata, a nie Szpona!!! Szpon sobie będzie darł mordę ile się mu podoba, tak jak zresztą zawsze. Bardziej się skupił na tym, że Jaśmin w ogóle chciał robić “jakieś głupoty”. Cokolwiek dla niego głupotą mogło być - biały chętnie się dołączy do robienia tego. - Ano, powiem!! Ty w sumie też mnie zatrzymuj jak… o, patrz!
Krzyknął, robiąc parę susów do przodu, aż zatrzymał się przy kwiatku. Niedużym, niebieskim, o pięciu płatkach i żółtym środku. Pachniał dość… miło, ale Szpon raczej skupiał się na samym wyglądzie. Jakby zaczął zbyt dużo wąchać, pewnie chodziłby cały zasmarkany. - Wygląda jak moje oczy! Tylko ciemniejsze. Moje są jak srebrna skórka, taka… no, fajna, jasna! Z chmurami - uśmiechnął się wesoło, potem… zwyczajnie przytakując. No, Jaśmin to nie Szczerbatek, nie spodziewał się na to, że przystanie na pomysł o dręczeniu biednych kitek. - Spoko! Tylko to jak już się wyspacerujemy, nie? Wiesz, żeby mieć fajne wspomnienia na koniec dnia!!
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
Całe szczęście nie musiał. Choociaż może gdyby Szpon go namówił, to wyładowanie nagromadzonych emocji przez jeden głośny krzyk nie byłoby takie złe? No bo jeśli chodziło o ciągłe darcie się, jak to Szpon lubił, to Jaśmin raczej wolałby siedzieć cały czas cicho.
- O, niezapominajka, nie ruszaj się... i pochyl głowę, bo inaczej nie sięgnę - rzucił, niby troszkę rozbawiony, a jednak z drugiej strony głupio tak mu się zrobiło. Był starszy, a jednak przy Szponie to on wyglądał na młodszego. Jak świeży terminator ze swoim mistrzem czy coś. Tak czy siak, Jaśminek zerwał kwiatka i całkiem sprawnie wplótł go w kryzę Szpona. Tak za lewym uchem, by niebieskie kwiatki były widoczne, gdyby ktoś rozmawiał z długowłosym twarzą w twarz. A szybko to zajęło, bo miał całkiem niezłą wprawę dzięki przyjacielowi! - I już, pasują ci bardzo, choć oczywiście nie są tak ładne, jak twoje oczy - wymruczał, wiedząc jak bardzo białowłosy uwielbia swoje ślepia. Poza tym, kiedyś mu chyba te kwiatki wplótł, w końcu niezapominajek rosło trochę w obozie i poza nim, ale były tak ładne i tak pasowały do kocura, że mógłby je mu wplatać równie dobrze codziennie. - Brzmi dobrze! Tylko trzeba będzie w ogóle znaleźć jakieś wiewiórki - dorzucił, a następnie oblizał pyszczek pozbywając się gorzkiego posmaku kwiatowej łodyżki i już czekał, aż Szpon poprowadzi go dalej w jakieś fajne miejsce.
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
Jak na rozkaz, w moment zesztywniał. W końcu nie chciał przerywać Jaśminkowi ani zrywania, ani wplatania mu kwiatka w futro. No, do tego drugiego już nieco się rozluźnił, ale nadal pozostawał grzecznie w miejscu. Jedynie głowę pochylił, jak poprosił łaciatek. Nie czekał też specjalnie długo, bo ledwo parę chwil i już - gotowe. - No, no!! Słusznie powiedziane. Kto wie, może doczekamy czasów jak kwiatki nauczą się ode mnie bycia ślicznymi - zaśmiał się cicho, zaraz jeszcze głowę przechylając tak, żeby Jaśmin sam mógł się przyjrzeć temu jak wyglądało jego dzieło. Szpon wierzył, że wspaniale. W końcu jego kolega miał talent, na słowo mógł uwierzyć, że wykonał kawał wspaniałej roboty. - Się je znajdzie. Szukaj drzew i dziupli. Mamy wtedy pół szans na to, że to wiewiórka!
Uśmiechnął się wesoło, robiąc kolejnych parę kroków do przodu, rozglądając się za kolejnymi kwiatkami. I oczywiście, za dziuplami też! - Chcesz, żebym też ci coś wplótł?? No, albo bardziej, skołtunił! Ale wiesz o co biega, chcesz kwiatuszka? - zamruczał wesoło, posyłając mu szybkie spojrzenie. Bo na siłę by go nie upiększał…
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
Uśmiechnął się szerzej, słysząc wzmiankę o uczeniu się kwiatków. Miło, że chociaż jeden z ich dwójki uważał się za ładnego. No ale odciągając smęty na bok, to Jaśminek skorzystał z pozowania długowłosego i przyjrzał się efektom swojej szybkiej pracy. No całkiem nieźle wyszło! Jak łaciaty nie może sam wpłynąć zbytnio na swój wygląd, to chociaż może upiększać innych zdobiąc ich futerka kwiatkami. Chociaż czy Szpon w ogóle potrzebował upiększania to inna kwestia.
- Pół szans? A drugie pół to szansa na co? - zapytał luźno, licząc może na jakiś drobny żarcik ze strony Szpona. Albo nie żarcik? W końcu kto wie, co się czaiło w dziuplach poza klanowymi terenami... Jak jakieś drapieżniki to on chyba podziękuję.
- O, jasne! Jeśli tylko uda ci się cokolwiek wpleść bez używania śliny, żywicy czy innych takich... - zarzucił, samemu się troszkę bardziej rozglądając za... w sumie czymkolwiek wartym uwagi. Wcześniej było dziwnie fajnie, a teraz zaczynało być coraz mniej dziwnie i coraz bardziej fajnie. Czego on się bał przez całe życie?
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
- Puchacz czy inny hu-hu! - odpowiedział, być może aż zbyt lekko i wesoło, biorąc pod uwagę że jedno z tych “hu-hu” niedawno mu złamało łapę. Ale szczerze, co miał zrobić? Bać się do końca życia, że znowu coś się mu stanie? To trochę słabe i męczące. Czyli dwie rzeczy, jakich Szpon nienawidził z całego serca. - Ach, no to problem! Nie wiesz, że najlepiej wszystko się trzyma na ślinie, żywicy i modlitwie? Jak tak po prostu ci wplotę, to przecież jeden ruch głową i wypadnie - zażartował. Bardziej się martwił o to, że kwiatek skończy poszarpany i pognieciony, niż obśliniony czy coś… ale skoro sam proponował, czemu miałby sobie z tego nie żartować? - O, patrz.
Mruknął, uderzając w jego bok delikatnie. - Dziura… w ziemi. Tam to wiewiórek nie będzie, ale chcesz może się przyjrzeć co tam kopało?
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
Puchacz... Czyyli Jaśminek zgadł. Chociaż całe szczęście ton przyjaciela wskazywał bardziej na żart, ale wciąż, samo wspomnienie o ptaszorze trochę zniechęciło łaciatka do szukania wiewiór... - Czyli, mówisz, że mamy pół szans na znalezienie wiewiórki i pół szans na drapieżnego ptaszora... Wolę chyba karmić żaby niż walczyć z czymś tak daleko od obozu - podsumował, ale z drugiej strony karmienie żabek nie brzmiało na taki zły pomysł! Chociaż wciąż, wiewiórki fajniejsze.
- O! Możemy też wianki porobić. Nie jestem w tym mistrzem, ale coś tam umiem. Plus chętnie bym zasłonił nim moje uszko... - zaproponował, ostatnie zdanie jednak wyleciało z jego mordki najciszej. Kiedyś Zmierzch mu zaproponowała, by zebrać razem kwiatki i schować w nich nawet oba uszka łaciatka, ale nigdy nie nadszedł ten upragniony dzień...
Z zamyślenia wyrwało go dopiero szturchnięcie wojownika. Ano, dziura. Niby taka zwykła, ale skoro była poza terenami klanowymi, to jednak tak nie do końca - Można, o ile nie wyskoczy z niej jakiś lis, stado szczurów czy coś innego co by nas mogło zjeść - wyrzucił, wyjątkowo luźno jak na wzmiankę o niebezpieczeństwie... Ale miał Szpona przy sobie, a w takiej dziurce nie powinien się zadomowić lis czy nic większego, nie?
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
- Żaby?! Nooo… ale co jedzą żaby? - i gdzie są?? Musieliby iść pod sam brzeg chyba, ale czy w ogóle tam byłyby żaby? Będąc szczerym, nigdy żywej na oczy nie widział. Martwe owszem, ale… no… żaby chyba przed śmiercią też gdzieś bywają, a nie nagle wydostają się z ziemi i już są klapnięte jakieś?? - Hee? Czemu masz je zasłonić? - uniósł jedną brew do góry. Samo robienie wianków - super. Bawiłby się w to i niszczyłby każdy wianek jaki by robił, bo ze swoim talentem, pręcej robiłby chaotyczne krzaczki, niż coś do ozdoby. - Mówił ci coś ktoś o nim?? Bo jak tak tooo!!!
To niech się ma na baczności. Nikt mu Jaśminka ani oklapłego ucha nie będzie terroryzował. By sobie raz i na zawsze z takim bezczelem pogadał, dosłownie, wbijając mu rozum i kulturę do głowy. - A przy okazji borsuk jadący na psie! Spokojnie, pewnie nie ma tam nic specjalnego. Wejść pierwszy? - dorzucił, szczerze uradowany że ten sobie zażartował, a nie się bał. Czyżby Jaśminek faktycznie się luzował coraz bardziej poza obozem?! To byłoby całkiem fajne, bo przynajmniej - miałby trochę miłych wspomnień, a nie tylko takich, że się stresował!!!!
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
- Noo, owady różne. Byśmy musieli jakieś gąsienice złapać, więcej roboty niż zebranie żołędzi, ale może jakieś ładne robaczki przy okazji znajdziemy... Inne niż pszczoły - zaproponował, przypominając sobie w ostatniej chwili o pszczelich planach kocura. Całe szczęście żaden nowy ul się w klanie nie pojawił, ale Jaśminek nie chciał się narażać na użądlenia. Plus te zapylały kwiatuszki! Nie ma karmienia żab tak superowymi owadami.
Na pytanie na krótki moment, spojrzał gdzieś na bok. Nie był do końca co powiedzieć, ale całe szczęście dalsze słowa białowłosego przyszły pierwsze i o Gwiezdni, Jaśmin poczuł bardzo miłe ciepło w środku je słysząc. Czym sobie zasłużył, by mieć takiego super przyjaciela... - Nie, spokojnie, nikt nie wypominał mi o nim. No może oprócz Kostka, który nazywa mnie czasem zgiętym uchem, ale to takie przekomarzanie się! Po prostu chce je zasłonić... dla siebie - spróbował wyjaśnić, bo oj bieda temu, kto podpadnie Szponowi... Całe szczęście nikt w klanie specjalnie go nie zaczepiał o uszko. Niektórzy pytali, co się stało, albo chcieli je prostować, ale poza tym nie spotkał się z niczym niemiłym. No oczywiście nie licząc liliowego, ale on tak nie specjalnie!
Cóż, jego żart był bardziej pół żartem, bo Jaśminek nigdy nie widział na żywo lisiej nory... Ani innego drapieżnika. A jak byli poza klanowymi terenami to nigdy nic nie wiadomo, więęęc. - Tak, tak, idź pierwszy - pospiesznie się zgodził, a dopiero po dwóch uderzeniach serca ogarnął, że mogło to zabrzmieć troszkę niegrzecznie. - Znaczy, jeśli coś wyskoczy i cię zaatakuje albo wciągnię w głąb to nie chce byś tam właził pierwszy, uhhhh, będę tuż za tobą i ten. Uważaj tylko na borsuki jeżdżące na psach - spróbował się szybko wytłumaczyć, bo to serio zabrzmiało, jakby pchał Szpona prosto do potencjalnego niebezpieczeństwa, a łaciatek by se bezpiecznie z tyłu czekał... Kurcze.
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
- ...Ale tak w pysk? - skrzywił się. No... nie był... fanem pomysłu łapania gąsienic czy innych much do mordy. Bo to z lekka... fuj?... Czuć jak się ruszają i w ogóle, jak musi je nieść, a co jak jakąś połknie?! F U J!! Pszczoły to jeszcze, bo mógłby je do żab przywołać będąc irytującym i je zaczepiając, ale nie brałby ich tak no... do pyska! Szczególnie, że żeby w ogóle taką złapać, musiałby wpierw ją zabić, a to w ogóle fuj... - Ale czemu - dopytał raz jeszcze. Kostek to szczególnie powinien uważać, bo Szpon już go znał. I pierwsza obawa jaką miał, że gdyby mu przywalił, to z Kościstego Wybrzeża byłby Pogruchotanymi Kośćmi, gdyby tylko na niego mocniej dmuchnął. - Ja uważam, że twoje ucho jest całkiem urocze. Kiedyś poznałem kota i mu o tym mówiłem, że lubię twoje ucho.
Zaznaczył z lekkim uśmiechem. Bo to prawda, ucho Jaśmina było urocze, śmieszne (ale w ten super sposób!) i zwyczajnie... jego. Naturalnie, dobrze się mu kojarzyło, z przyjacielem.
Na potwierdzenie, że to on pierwszy ma wejść, kiwnął szybko głową i hyc! Jak długi, dał nura do nory, chwilę w niej kopiąc i węsząc, aż nagle. - JAŚMIN!! NA GWIEZDNYCH!!! - ryknął głośniej. Niespecjalnie przerażony, czy w ogóle - ubarwiony JAKĄKOLWIEK emocją. Krzyknął. Tak po prostu, by zwrócić jego uwagę.
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
...Pysk? Jaśmin zamrugał dwa razy. Jasne, żołędzie mogli zebrać w pysk, ale robaki... O Gwiezdni. - Nienienie, fuj, skąd ten pomysł? Nie musimy ich trzymać w pysku, możemy zawinąć je w listki na przykład! Chyba że wolisz nosić je tak nosić, to, um, droga wolna? - wypruł z siebie pośpiesznie, choć raczej skrzywienie mordki białowłosego wskazywało, że on też nie był zbytnio pozytywnie nastawiony na ten pomysł... I dobrze! Nie ma mowy, że Jaśmin weźmie do mordki jakieś robaczki. Jakkolwiek ładne by nie były.
- Oooo, miło, dziękuję - wymruczał wdzięcznie, choć z drugiej strony, szkoda, że ten nieznajomy będzie pamiętał Jaśmina jako kota z oklapniętym uchem, a nie, znawcę kwiatków, łaciatego, czy cokolwiek innego. - Ja... po prostu go nie lubię. Bez większego powodu - wyjaśnił tak, bo w sumie nie do końca wiedział, co powiedzieć. Jasne, mógł się zadręczać ogólnie o swój okrągły wygląd, o nudne szarawo-zielone oczka, brzydkie plamki, ale o tym Szpon raczej by nie chciał słuchać. Plus ogólnie, nie chciał wylewać swoich kompleksów na długowłosego.
Tak czy inaczej, kryjówka. Dalej był troszkę niepewnie nastawiony na ten pomysł, ale to Szpon był znawcą pozaklanowych terenów i łaciaty mu ufał. Pozostało mu jedynie powoli i ostrożnie iść za Szponem i, uh, poza białym zadkiem nic zbytnio nie widział. Próbował coś kiwać głową, zajrzeć do środka, ale długie futro zasłaniało mu cały widok! Choć ta cisza, wyjątkowa jak na Szpona jakoś tak mu się nie podobała i... WRZASK! Jaśmin nie wyłapał braku strachu w głosie białowłosego, tylko sam wrzask. A krzyk w takiej sytuacji oznacza jedno, czyli niebezpieczeństwo! - SZPON! WYŁAŹ!! - odpowiedział wrzaskiem na wrzask, choć już zdecydowanie bardziej przerażony. Zielone oczka się załzawiły ze strachu, a łaciata mordka złapała za ogon przyjaciela i zaczęła ciągnąć. Wojownik nie miał wiele siły w łapach, ale MUSI wyciągnąć stamtąd przyjaciela, zanim nie wiadomo co odgryzie mu tę wygadaną mordkę!!
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
- No jasne że nie chcę ich tak nosić!! Przecież to obrzydliwe!! A co jakby jakiś mi się spaskudził w pysku?! Chyba bym do końca życia lizał trawę - oznajmił, machając łbem na boki. A jakby przypadkiem takiego zagryzł?! Gwiezdni, każda opcja sprawiała, że długie nogi robiły się jak z waty, a do gardła zbliżało się śniadanie. - Będziemy je w liście łapać. Trzeba było od razu, bym sobie nie wyobrażał wszystkich fuj rzeczy!!
Przy kolejnych jego słowach jedynie mruknął. Po prostu nie lubi… dziwne. Szpon tak nie miał. Nie lubił wielu rzeczy, ale samego siebie? W życiu. Z wyglądu był piękniejszy niż cała srebrna skórka, a to i tak tylko powierzchowny, szybki komentarz. Nie miał w sobie niczego, co mu się nie podobało. Ani nie dobił dobitnej muskulatury - która defacto, by mu przeszkadzała bardziej niż go cieszyła - ani… nic. Nie umiał na siebie spojrzeć źle. Stąd to podejście Jaśmina było dla niego nieziemsko dziwne. - Jesteś super krytyczny do siebie - rzucił w końcu. Nie było to ani obelgą, ani niczym - ot szczery komentarz, że Jaśmin był śliczny, że jego uszko było kochane i nie było czego nie lubić. A jak on miał to robić, to Szpon będzie go lubił podwójnie, tak dla zasady.
Teraz jednak ważniejsze były zwiady. Po zarzuceniu okrzyku, liczył na… hm. Panikę. Na strach, krzyki i niepewność. Ewentualnie na ciekawość i gotowość. Ale nie na ciągniecie go do wyjścia!! Zrobił parę “au, au”, wysuwając się z nory. - NIE UWIERZYSZ CO TAM JEST!! - powiedział szybko, kiedy ubrudzony ziemią i pajęczynami pysk był już na powierzchni. - TOTALNE!! ABSOLUTNE!!! Nic. No, nie było co się bać. Nie wiem, czy w ogóle coś tam mieszka. Poza smrodem wilgoci, nie czuć tam niczego specjalnego…
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
Jaśminek zachichotał lekko. To było chyba oczywiste, że nie będą ich nosić w pysku!! Tylko Szpon był taki, by pomyśleć, że pomysł łapania ich do mordki był na serio. Poza tym, gdyby długowłosy o tym nie wspomniał, to by jaśminek również sobie by tego nie wyobraził!! Oboje byli teraz poszkodowani, pf.
- Może... - wyrzucił, z lekko wymuszonym uśmiechem, choć jego smutne oczka mogły zdradzić, że na rzeczy jest coś więcej. Komentarz może był wyłącznie szczery i długowłosy nim rzucając miał raczej dobre zamiary, ale wciąż... Lekko zabolał. Chciałby mieć tak wysoką samoocenę, jak Szpon albo nawet jej okruszek by wystarczył, ale cóż, w klanie, w którym co drugi kot wygladął jak chodzący ideał było to... trudne.
A wracając do zwiadów, to... Wciąż trzymał ogon Szpona w pysku, gdy ten wylazł z nory. Wyglądał na całego, troszkę pobrudzonego, ale całego, choć kto wie co się tam stało... Jego dalsze krzyki zresztą nie pomogły Jaśminowi w uspokojeniu się, bo ten bez przerwy patrzył wielkimi, zszokowanymi i wpół załzawionymi oczami na długowłosego i... Nic. Nic tam nie było. Normalny kot pewnie by się teraz roześmiał i rzucił jakimiś lekkimi obelgami w stronę Szpona tak w żartach, ale nie Jaśminek. Chwilkę tak stał zamrożony, dalej z ogonem w mordce i gdy jego główka przeanalizowała wszystko... Po prostu się rozpłakał. Tama w oczach pękła i ten wypuścił z siebie potok łez, wreszcie puszczając białą kitę. - Szpon n-nie strasz mnie tak! N-nawet nie wiem - przerwa na szybkie pociągnięcie noskiem - co bym zrobił, gdyby rzeczywiście c-coś c-c-ci się stało. - Znowu pociągnięcie noskiem - N-nie masz p-pojęcia, jak się p-przestras-syłem... - czując lekkie zmęczenie od tej nagłej paniki, po prostu klapnął sobie na zadku i wzrok skierował na swoje łapki, pozwalając łzom lecieć. Czuł się też troszkę... Zdradzony. Szpon wiedział, że to pierwsza wyprawa łaciatka poza obóz i ten się jej bał, więc... czemu wpadł na taki żart?
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
O Gwiezdni, ostatnim o czym by pomyślał to TAKA reakcja. Owszem, myślał że Jaśmin może być zły, poirytowany, może przeszedł przez malutki zawał, ale.... żeby się popłakać do tego stopnia, że aż musi usiąść? Wesoły uśmiech z przymkniętymi ślepiami w moment się zmienił w szczerze przerażoną minę. Bo co TERAZ?? - Ej ej!!! No, już, sorki!! Myślałem, że to nic takiego, przecież gdyby coś tam było to bym zareagował inaczej!! - rzucił szybko, siadając obok niego. Aj aj, to się porobiło. - No, patrz, przecież jestem cały i zdrowy, i nic mi nie ma, i tobie też nie, i gdyby działo się coś złego to bym to załatwił zanim byś zdążył w ogóle wziąć i coś powiedzieć, mrugnąć nawet!! Nie ma o co płakać Jaśmin, weź... Kto jak kto, ale przy mnie nie ma się o co bać tak na serio.
Powiedział, zaraz lekko bokiem napierając na niego. No, nie wpadłby na to, że to go może przestraszyć aż tak. Może powinien. Z drugiej strony, mowa tu o Szponie, a nie o żadnym innym kocie. Łączyć go ze zdrowym rozsądkiem było szczytem szaleństwa! - Nie bądź zły, nie wiedziałem że się serio wystraszysz...
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
A w międzyczasie Jaśmin pociągał noskiem, probując opanować ten niekontrolowany wodospad łez. Czemu w ogóle się aż tak rozbeczał? Przecież wszystko było już okej... Jeszcze Szpon teraz się zamartwiał i był pewien, że łaciatek się obraził... O rety. - N-nie jestem zły... Po prostu n-nie spodziewałem się, że zaczniesz tak krzyczeć i, uh, serio m-myślałem, że coś ci się mogło stać... W końcu jesteśmy kawałek od i nie wiedzia-ałem czego się spodziewać... Przepraszam... - wydusił z siebie, a następnie pozwolił sobie oprzeć swoją główkę o bark przyjaciela, zatapiając się lekko w jego przyjemnym futrze. Zamiast być złym na niebieskookiego, czuł się po prostu głupio, że zrobił aż taką scenę o w sumie nic. - Ważne, że nic ci nie jest... Daj mi chwilkę, ogarnę się i możemy wrócić do zwiedzania... - wyrzucił, choć nie do końca był przekonany co do kontynuowania... Było fajnie, ale gdyby teraz miał wybierać między dalszym nieznanym a miłym i bezpiecznym obozem, wybrałby to drugie. Choć z drugiej strony dopiero zaczęli dzisiejszą wycieczkę, więc głupio tak przyznać się, że woli wrócić...
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
Nie był zły - i ta informacja mu wystarczyła, żeby ewentualne obawy odrzucić na bok. Okej, czyli nie ma AŻ TAKIEJ tragedii. Jest źle, ale nie krytycznie okropnie. Wysłuchał go do końca, machnął głową. - Ja też. Serio nie myślałem, że bym cię przestraszył aż tak. Um, wiesz, po prostu mi chyba tego brakuje... I jak mam okazję, to czasem jestem nieco zbyt bezmyślny, nawet jak na swoje standardy - mruknął, dociskając się do niego bardziej. Też wypadało dać słowo wyjaśnienia, które zresztą było w pełni szczere. Bez Szczerbatka, mimo że było o niebo spokojniej, to Szpon po prostu... tęsknił za przyjacielem. - Och, nie, na luzie!! Możemy tu jeszcze posiedzieć. Wiesz, żebyś był pewien, że jesteś gotowy. Już nie będę tak robił, obiecuję.
Dodał, łeb lekko przekrzywiając tak, żeby móc na niego spojrzeć. - Jest okej. Nie? Jak nie jest to możemy o tym pogadać... Tak, żebyś z siebie wyrzucił co tam chcesz. Mi na ogół gadanie pomaga!