Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
Nie była pewna, czy dalej ciągnąć tę zabawę, bo tak jak bawiło ją igranie z ogniem, tak nie było to aż tak ciekawe i jej ostateczna scena aktu dobiegała do końca. xxxx– Och, nie odchodź, bo chyba padnę tu na zawał – załkała leciutko do futra kocura. Nie wiedziała czy miała szczęście trafiając na naiwnego gentlemena, ale powoli uznawała to za uwielbienie od losu. Bo czemu wszystko szło po jej myśli? Znaczy mogła policzyć parę niepowodzeń, które na pewno były słabe i na pewno mogła uznać to za chamstwo. Chociaż zniknięcie Rosy. Złamane serce i obsesja już jej minęły, ale czy nie czuła gorzkości, gdy o nie myślała? No tego nie mogła powiedzieć. – Babcia ma na imię Parasolka – wymyśliła na szybko coś. Nie było to zbyt pomysłowe... no i przede wszystkim miała nadzieję, że rzeczniak się nie skapnie, że to takie dość słabe imię szczególnie dla kogoś takiego pokroju jak ona... no ale cóż. Akt powoli dobiegał do końca, ale nadal nie mogła przestać by wiarygodna, więc docisnęła się lekko do boku kremowo-białego. Nie mógł odejść, bo się zanudzi. Najbardziej chciała zobaczyć jego minę.
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Księżyce: 80 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: Kocur Matka: Owocowa Gałązka[*] Ojciec: Łopianowy Korzeń[*] Partner: A zapraszam Trwałe urazy: rozcięte prawe ucho, ślady kłów na karku po ataku lisa - częściowo ukryte pod sierścią
Księżyce: 80 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: Kocur Matka: Owocowa Gałązka[*] Ojciec: Łopianowy Korzeń[*] Partner: A zapraszam Trwałe urazy: rozcięte prawe ucho, ślady kłów na karku po ataku lisa - częściowo ukryte pod sierścią
Pierwiosnek to stosunkowo wysoki kocur, o długim lśniącym futerku, któro jest kremowo -białe. Krem ulokował się na głowie, plecach, a także ogonie kocurka. Biel natomiast jako dominująca część jego urody obejmuje go niemalże całego. Pierwiosnek niczym kopia Owocowej Gałązki może pochwalić się dwukolorowymi ślepiami. Jedno jest barwy żywego bursztynu, drugie zaś zimnego błękitu.
Nie jest to już pulchny kociak, wyrósł z tego okresu, ale księżyce w lecznicy sprawiły, że nie miał szczęścia zbyt częstego ćwiczenia mięśni, w przeciwieństwie do swoich rówieśników, także pomimo swojego wieku nie ma jak pochwalić się muskulaturą. Z biegam czasu jednak ma się to zmienić, tak sobie postanowił.
Cierpliwy, uprzejmy, skory do pomocy, uparty, spokojny, ułożony. Rodzina jest dla niego najważniejsza. Super sąsiad, a co ważniejsze synalek mamusi.
Więcej informacji w KP.
Myślał, że kotka udzieli odpowiedzi na jego pytanie. W końcu tak bardzo martwiła się o swoją nieszczęśliwie zaginioną babcię. Nie spodziewał się jednak tego, co miało nadejść. - Oh... -Na prawdę musiała martwić się o babcie. Oparł delikatnie ogon o jej bark, gładząc po nim przy tym.- Boisz się zostać sama? Nic ci się nie stanie, dopóki nie przekroczysz granicy. Wątpię też, żeby w taką mgłę kręcił się tutaj jakiś drapieżnik. - Mówił delikatnie, kiedy nagle do głowy wpadła mu pewna myśl. Niezbyt przyjemna myśl.- Ktoś was ściga? Jesteście w niebezpieczeństwie? -Wymknęło się z jego pyska, a on sam jakby uwierzył we własną wersję rozejrzał się czujnie wokół. Chociaż mgła mu tego nie ułatwiła. Oczywiście, nie mógł tego stwierdzić pt tak, bo może kotka rzeczywiście zwyczajnie nie chce zostać sama, ale ostrożności nigdy za wiele. Nie zareagował jakoś bardzo na wspomniane imię. Co prawda było dziwne, ale podejrzewał, że to jest to słynne nazewnictwo typowe dla samotników i pieszczoszków. Nie wiedział nawet co to znaczy, więc nie jemu oceniać.
Przestąpił niezręcznie z łapy na łapy, czując jak kotka przybliża się do jego futra. Skarcił się za to niemalże od razu. W końcu on przez większość czasu naruszał jej strefę komfortu, więc nie miał w tym momencie prawa odmawiać jej tego samego takimi reakcjami. Bała się, więc jeśli miało to ją uspokoić to może nawet go ugryźć.- W-wiesz, dalej trzeba znaleźć twoją babcie. Mogę tu z tobą poczekać na jakiś patrol, ż-żeby to on jej poszukał, skoro się boisz. Czy taka opcja ci odpowiada...? -Na jego pysku na pierwszym planie malowali się zmartwienie, ale gdyby się przyjrzeć można było dojrzeć na nim nutę niepewności.
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxx– Jedyne co może ścigać mnie to przeszłość... – wyszeptała delikatnie, a oczy zaszkliły się ostatni raz i łzy ustały, nie było nawet mowy o tym, że więcej popłynie. Widziała w biednym frajerze jakąś dobroć i może gdyby nie jej rozbawione serce to by mu współczuła tego jak zostaje przez nią wkręcony. Takie zabawy jednak były miały ją ekscytować, dodawać coś ciekawego do życia, przynosić nutkę niebezpieczeństwa w rejony, które często ustawały na rzecz spokoju, nie umiała stać w miejscu. Był to jej problem i wada, która zawsze w końcu ją męczyła. xxxxWidziała jak ten reaguje na dotyk, jak się wzdryga i nie wie co ze sobą zrobić, wyczuwała niepewność, a oczy lekko jej się zaświeciły, gdy kocur plątał się w słowach i jąkał. Sympatia... tego właśnie nie poczuła, widziała jak ten okazuje swoją słabość i nie podobało jej się to. Oczywiście ona pokazując swoją słabość też mogła wzbudzić takie uczucia, ale to nie ona w tym momencie była tutaj ofiarą i było jej zwyczajnie obojętne co zrobi rudo-biały. Kończyły jej się chęci na te gierki, pokazywał za mało emocji, które chciała w nim wzbudzić, a miała idealny plan. xxxx– Słyszałeś? Och... I znowu! Chyba kogoś słyszałam – mówiła z lekkim przerażeniem przenosząc wzrok to na rzeczniaka to na drzewa, czy tereny za nimi. Wyglądała na przestraszoną, aż nagle wyłączyła wszystkie uczucia, rozluźniła mięśnie i uśmiechnęła się lekko pod nosem. – Och... już wiem co to było. Głosy w głowie! – zaśmiała się jak wariatka, która dopiero co uciekła z psychiatryka, zwróciła wzrok na kocura. – Zapomniałam, że babcia nie żyje! Och, przepraszam za te najście, już sobie pójdę, papa! – rzuciła ostatecznie i odbiegła w susach, bo nie mogła z tego jak głupi był ten pomysł, a jak dobrze wypalił! Może rzeczniacy już tacy byli? Niezbyt ogarnięci? Miała dobry humor, oby tak zostało.
/zt
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Księżyce: 80 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: Kocur Matka: Owocowa Gałązka[*] Ojciec: Łopianowy Korzeń[*] Partner: A zapraszam Trwałe urazy: rozcięte prawe ucho, ślady kłów na karku po ataku lisa - częściowo ukryte pod sierścią
Księżyce: 80 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: Kocur Matka: Owocowa Gałązka[*] Ojciec: Łopianowy Korzeń[*] Partner: A zapraszam Trwałe urazy: rozcięte prawe ucho, ślady kłów na karku po ataku lisa - częściowo ukryte pod sierścią
Pierwiosnek to stosunkowo wysoki kocur, o długim lśniącym futerku, któro jest kremowo -białe. Krem ulokował się na głowie, plecach, a także ogonie kocurka. Biel natomiast jako dominująca część jego urody obejmuje go niemalże całego. Pierwiosnek niczym kopia Owocowej Gałązki może pochwalić się dwukolorowymi ślepiami. Jedno jest barwy żywego bursztynu, drugie zaś zimnego błękitu.
Nie jest to już pulchny kociak, wyrósł z tego okresu, ale księżyce w lecznicy sprawiły, że nie miał szczęścia zbyt częstego ćwiczenia mięśni, w przeciwieństwie do swoich rówieśników, także pomimo swojego wieku nie ma jak pochwalić się muskulaturą. Z biegam czasu jednak ma się to zmienić, tak sobie postanowił.
Cierpliwy, uprzejmy, skory do pomocy, uparty, spokojny, ułożony. Rodzina jest dla niego najważniejsza. Super sąsiad, a co ważniejsze synalek mamusi.
Więcej informacji w KP.
- Oh... Jest aż tak źle? -Co się musiało wydarzyć w życiu kocicy, że teraz musiała przed tym uciekać. Skoro tak mówiła to podejrzewał, że jej przeszłość nie jest usiana różami, a wyścielona ciernistym szlakiem pełnym cierpienia i strachu. Prawdopodobnie tak to tylko nadinterpretował. W końcu w ogóle jej nie znał, i nie zamierzał wypytywać o przeszłość. Ale co za tym idzie, chyba również nie powinien wymyślać sobie niepotwierdzonych teorii.
Już miał się odezwać, gdy nieznajoma postanowiła go uprzedzić. Wytężył zmysły, rozejrzał się dookoła, ale nie usłyszał, ani nie ujrzał niczego co mogłoby wzbudzić jego podejrzliwość.- Nic nie słyszę. Pewnie się przesłyszałaś, albo mógł to być tylko wiatr. -Mruknął delikatnie, chciał ją uspokoić i zapewnić, że nic złego na nią nie czyha. Nie było to nawet konieczne. To znaczy chyba, bo całkowicie nie rozumiał co wydarzyło się potem. Śmiech. Głosy w głowie. Babcia nie żyje. Odsunął się z lekka, nie do końca wiedząc co powinien zrobić, ze sobą, z kotką, z całą sytuacją.- W-wszystko ... -Już jej nie było. Odbiegła, zostawiając go w tyle.
Co.. co się tak właściwie stało. Stał tak przez dłuższą chwilę nie wiedząc co ze sobą zrobić. Powinien za nią pobiec? Nie wydawała się w pełni zdrowa. Może potrzebuje pomocy. Czy może powinien poinformować najbliższy patrol, żeby na nią uważał. Albo zwyczajnie go oszukała. To też mogła być opcja. Chociaż bardziej skłaniał się ku tej pierwszej. Szczególnie przez ten śmiech i nagłe odwrócenie się na pięcie. Chcąc nie chcąc przeszedł się jeszcze po terenach w poszukiwaniu wyimaginowanej babci. Wolał się upewnić, że Parasolka jej istnieje, to ma się dobrze i nie będzie krążyć po ich terenach. Zresztą i tak potrzebował chwili samotności, żeby sobie wszystko ułożyć w głowie.
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
Minęło już kilka dni odkąd postanowił się wypisać z tego nowoświtowego biznesu. Tak szczerze? Od dawna nie czuł się tak… miło i swobodnie. Atmosfera która panowała w obozie stada zawsze była napięta, koty kłóciły się ze sobą, gryzły się i nawet okładały. To nie było już miejsce do którego Artem z początku dołączył. Na początku było inaczej. Ciemnobrązowy point westchnął głęboko na samą myśl.
Jednak, musiał przyznać że życie w grupie go zepsuło. Artem czuł się teraz tak jakoś mniej pewnie jako samotnik. Kiedyś mu to nie przeszkadzało w ogóle, ale teraz przyzwyczaił się już do życia w jakiejś większej grupie przez tyle księżyców. Pewnie po jakimś czasie znowu by się wbił w rytm samotniczego funkcjonowania… ale na razie postanowił poszukać szczęścia w Klanach. Może tutaj będzie lepiej, bo patrząc po tym jak wygląda Nowy Świt to ciemnobrązowy point jakoś przestał wierzyć w te ich opowiastki o Klanach i o tym jakie okropne są. Pamiętał jak spotkał dawno, dawno temu Antylopią Łapę i nie wydawała się taka zła. Jednak nie chciał iść do Wichru, to by mu o niej za bardzo przypominało. Tak więc zrobił małą wyliczankę i trafiło akurat na ich sąsiada, Klan Rzeki.
Tak więc podszedł do rzecznej granicy od strony, która była bliżej jego samotniczej kryjówki i czekał na kogoś z kim mógłby porozmawiać o swoim postanowieniu, mając nadzieję że może go przyjmą do siebie. Może była na to jakaś szansa? Artem nie był awanturniczy, umiał walczyć i polować, mimo wszystko coś do zaoferowania swoją osobą miał.
//Łabędzia Gwiazda
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Łabędź mógł się pochwalić całkiem pokaźną dozą pecha w swoim życiu, ale jeżeli los chciał mu jakkolwiek wynagrodzić te wieczne straty moralne, to prawdopodobnie niezwykłym szczęściem w terenie. Nie spotykał drapieżników często, a kiedy już się zdarzało, spacyfikowanie ich nie nastręczało mu większych trudności i nigdy nie wrócił do Obozu potężnie poharatany. Ponadto nigdy nie został zaskoczony podczas swych samotnych przechadzek po terenach, i nie była to bynajmniej zasługa jego ponadprzeciętnego skupienia oraz godnej jastrzębia spostrzegawczości, tylko ślepego fartu — syn Płonącego Świtu miał tę konkretną wadę, że pozostawiony sam sobie, miał zwyczaj się wyłączać, oddając się zamyśleniu.
Nie inaczej było tamtego dnia, może wręcz jego rozkojarzenie było większe niż zwykle. Majaczącego na horyzoncie pointa dostrzegł ze znacznym opóźnieniem, a i to spostrzeżenie mógł zawdzięczać wyłącznie jakimś pierwotnym instynktom. Nawet gdy zatrzymał się jak wryty tuż obok nieznajomego, potrzebował kilku ładnych uderzeń serca, by jego oczy zyskały trzeźwego wyrazu a sam Łabędź zrozumiał, że na kogoś patrzy i przydałoby się nawiązać kontakt.
— Znajdujesz się na granicy z Klanem Rzeki — poinformował go uprzejmie, z automatu, kupując sobie tym samym trochę czasu na powrót do rzeczywistości.
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
Trochę musiał poczekać, ale w końcu się doczekał. Ktoś szedł w jego stronę. Artem nie wiedział kto to, nie znał się na klanowych kotach, nie wiedział kto jest kim. Dosłownie przyszedł tu bez znajomości i z nadzieją, że wszystko potoczy się dobrze. Nawet nie miał pojęcia, że właśnie natrafił na przywódcę Klanu Rzeki we własnej osobie. Zwłaszcza, że kot który się zbliżał do niego wyglądał na rozkojarzonego i znajdującego się gdzieś w swoim własnym świecie. Nawet kiedy ich spojrzenia się spotkały ten potrzebował chwili na powrót do rzeczywistości. Ciekawe.
-Witaj. Czyli dobrze trafiłem -powiedział bardziej do siebie niż kocura, który znajdował się po drugiej stronie zapachowej granicy- Chciałbym porozmawiać z kimś o możliwości… dołączenia -zdecydowanie nie przećwiczył tego co powiedzieć. Ojć. No cóż, będzie kminił na bieżąco. Byleby tylko wykminić tak żeby wypaść jak najlepiej. Jeśli chciał dołączyć to musiał się jakoś sprzedać- jeśli w ogóle taka istnieje -dodał. Nie chciał brzmieć jakby komuś swoją wolę narzucał czy coś podobnego- Czy… mógłbyś powiadomić kogoś takiego? -Artem uśmiechnął się z lekkim zakłopotaniem- Obiecuję że nie ruszę się nawet na krok.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Samotnicy na granicy się zdarzali. I gdyby Łabędź miał poddać się bezlitosnej generalizacji, koty te nierzadko bywały zarozumiałe, opryskliwe w obyciu, natomiast musiał przyznać, zwykle nie robiły problemów, więc ich obecność nie wywoływała w nim większych emocji. Z zasady nie przejawiały agresji, ale też... nie były zainteresowane staniem się częścią Klanu, co dopiero mówić o dobrowolnym spytaniu o taką możliwość. Słowa nieznajomego wyraźnie wprawiły go w zdumienie, a wszelkie resztki zamyślenia z dzikim piskiem uciekły w stronę zachodzącego słońca, zostawiając go sam na sam z zagadkowym jegomościem.
— Witaj — odpowiedział na przywitanie, mierząc kocura zaciekawionym, acz nienachalnym wzrokiem. Chyba byli w zbliżonym wieku, co tym mocniej zadziwiało. Starych drzew się nie przesadza i tak dalej — to powiedzenie z powodzeniem można zastosować też u kotów. Z wyjątkami, oczywiście, pierwszym z brzegu był Sopel, który z miłości do swoich partnerów postanowił radykalnie zmienić prowadzony tryb życia i przyłączyć się do nich. Mimo wszystko, sytuacja raczej nietypowa i błękitnooki chciał poznać powody takiego stanu rzeczy.
Uśmiechnął się lekko.
— W takim wypadku podwójnie dobrze trafiłeś. Łabędzia Gwiazda — przedstawił się z grzecznym ukłonem. Nie mając żadnej pewności, czy nieznajomy orientuje się w nomenklaturze Klanów, dodał: — Przywódca Klanu Rzeki. Co sprawia, że chcesz dołączyć?
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
O! To miał w takim razie całkiem niezłe szczęście skoro trafił przypadkowo na samego przywódcę. To przy okazji zaoszczędzi im dużo czasu, który mógłby zostać stracony na przekonywaniu jakiegoś losowego kota, żeby ten przyprowadził kogoś kto będzie mógł podjąć decyzję co do przyjęcia Artema lub odprawienia go z kwitkiem.
-Nazywam się Artem -przedstawił się zanim zacznie tłumaczyć o co chodzi.
Tylko teraz co mu powiedzieć? Nie miał pojęcia jak wrogo czy nie wrogo Klany nastawione są do Nowego Świtu. No i czy w ogóle wiedziały o ich istnieniu, to też dobre pytanie. Znał tak naprawdę jedynie jedną stronę medalu. A jak dobrze wiadomo, każdy kij ma dwa końce. Zawsze istnieje ta druga strona, która może być zupełnie inna.
Ciemnobrązowy point westchnął. Chyba powinien być szczery. Jeśli prawda wyjdzie na jaw kiedy będzie już zbyt późno na uratowanie pyska może być jeszcze gorzej niż jakby przyznał się teraz. Teraz w najgorszym wypadku po prostu usłyszy od przywódcy odmowę. Później mogłoby być gorzej.
-Kiedyś byłem samotnikiem, jednak całkiem sporo księżyców temu dołączyłem do stada zwanego Nowym Świtem -zaczął- Chciałem zdobywać wiedzę medyczną a oni dawali taką możliwość. Zostałem tam znachorem. Jednak cały mój czas tam -a było go całkiem sporo- wszyscy traktowali mnie jak gorszego. Kogoś niewartego tak naprawdę niczego. Nie ważne jak się starałem. I to wszystko tylko dlatego że nie byłem tam z nikim spokrewniony -westchnął znowu- Ale muszę przyznać… że życie tyle czasu w grupie sprawiło że teraz nie wyobrażam sobie żyć inaczej, więc… chciałbym dołączyć do Klanu. Kiedyś spotkałem kotkę z jednego z Klanów i… traktowała mnie lepiej niż ktokolwiek w Nowym Świcie, nawet jeśli się nie znaliśmy zbyt dobrze. Pomyślałem, że może w Klanach… będzie więcej takich kotów.
Po tym przydługim monologu zamilkł na chwilę, żeby zastanowić się co robić dalej.
-Nie wiem jak spojrzysz na moje wyjaśnienia, czy są głupie, czy nie… -powiedział- ale proszę, rozważ to. Umiem walczyć i polować, trochę leczyć -chociaż nie muszę być waszym znachorem- e… znaczy, medykiem, mogę być zwykłym, szarym członkiem Klanu- nie będę darmozjadem -zakończył. Teraz trzeba było czekać na następne słowa Łabędziej Gwiazdy. Nie wiedział jak to pójdzie dalej.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Chyba szczerość popłacała, bo po wyjaśnieniach Artema Łabędź nie czuł, jakby miał przed sobą kota o lisim sercu, który mógł zaszkodzić jego Klanowi w ten czy inny sposób, a kogoś, kto po prostu chciał znaleźć swoje miejsce na ziemi, uciec od samotności i ustatkować się w przyjaznym środowisku. Potrafił utożsamić się z tymi pragnieniami, a współczucie odbiło się w błękitnych oczach, kiedy dotarło do niego, jak ciężkie księżyce były za samotnikiem. Osobiście nigdy nie przeżywał niczego choćby zbliżonego, Rzeka była jego domem od zawsze, bez przerwy. I nie wyobrażał sobie, co by zrobił, gdyby został zmuszony szukać szczęścia gdzie indziej. Dokąd by się udał?
— Klany raczej nie mają w zwyczaju przyjmować nikogo z zewnątrz. Nie mówię, że to się nie zdarza, ale musisz mieć na uwadze, że nie jest to częsta praktyka i spotyka się z różnymi reakcjami. Nie mogę zagwarantować ci ciepłego przyjęcia, nawet jako przywódca nie mam wpływu na nastawienie wszystkich Rzeczniaków — zastrzegł na wstępie. — Nie wiem, jak wiele wiadomo ci o Klanach, ale żeby stać się jednym z nas, musiałbyś porzucić swoje dotychczasowe imię, podjąć się treningu z jednym z wojowników i dostosować się do naszego trybu życia, który zwykle jest niekonwencjonalny w oczach samotników. Cóż, może mniej wśród członków Nowego Świtu, przyznam że wiem o was... nich jedynie z plotek i krótkich wspominek. To niewiele. A, jeśli nie masz nic przeciwko pytaniu — ten klanowy kot, którego poznałeś... to ktoś z Klanu Rzeki? Swoją drogą, dlaczego akurat Rzeka?
Być może próbował dostać się gdzie indziej, ale bezskutecznie? Tej opcji nie dało się wykluczyć. Jakkolwiek Łabędź przypuszczał, że Lawendowa Gwiazda byłaby skłonna dać nieznajomemu szansę, tak nastawienie Polnej Gwiazdy było mu obce, a po Żubrzej Gwieździe spodziewał się kategorycznej odmowy. Rzeka z zewnątrz i wewnątrz emanowała Klanem rodzinnym, co mogło działać na niektórych jak wabik. Ale chyba nie na Artema, który ledwo co opuścił jedno takie rodzinne miejsce?
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
-Rozumiem, tak to w życiu jest -powiedział spokojnie. Rozumiał, że koty mogą zareagować różnie na pojawienie się samotnika w Klanie. Nie dało się kontrolować takich reakcji, koty mogą myśleć i mówić co chcą. Jednak, tak szczerze powiedziawszy, miał wrażenie że wszystko będzie lepsze od Nowego Świtu pod tym względem. Ile to już księżyców w stadzie minęło? Trzydzieści? Czterdzieści? I dalej nic się nie poprawiło w tamtym miejscu, a może nawet i jedynie pogorszyło. A niby miało być to takie tolerancyjne miejsce- Jednak uwierz mi… jestem pewien że nie byłoby to nic gorszego od tego co spotykało mnie w Nowym Świcie. A przynajmniej nie trwałoby to tyle czasu -dodał.
-Wydaje mi się że trochę wiem -odparł niepewnie. Pamiętał co mówiła mu kiedyś Antylopia Łapa, no i co na szkoleniu mówiła mu kiedyś Kos. Nie wiedział czy jest tego więcej, czy to było wszystko, ale coś tam wiedział. To chyba najważniejsze, nie? Że nie pcha się na ślepo w to wszystko- Wiem, że żyjecie zgodnie z Kodeksem Wojownika -tak to się chyba nazywało, nie?- Hierarchię macie, ale z tego co kojarzę to przywódca wybiera zastępcę? W Nowym Świcie wygląda to trochę inaczej, ale mi to nie przeszkadza. Nigdy nie ciągnęło mnie do władzy… chciałbym po prostu żyć spokojnie. No i Nowy Świt też ma swoje zasady, więc to nie jest mi obce. Takie przykłady -po tych słowach zamilkł na chwilę- I o tych imionach też mi mówiła. Cóż, ja lubię swoje imię, jednak jeśli miałbym je zmienić, żeby się dopasować to zrobiłbym to. Tak samo z treningiem, domyślam się że nie mogę tak po prostu, no, rzucić się na głęboką wodę i że też pewnie musicie mnie sprawdzić, czy nie jestem jakiś trefny. Nie chcę i nie potrzebuję kłopotów -jestem na to za stary dodał w myślach.
Artem pokręcił głową.
-Nie, to była kotka z Klanu Wichru. Dawno temu. Antylopia Łapa się nazywała -powiedział- Może zastanawiałbym się nad Wichrem, jednak… muszę przyznać że byłoby to zbyt bolesne, bo już jej tam od dawna nie ma -przyznał się- Przez chwilę zastanawiałem się, bo wiem że jest was cztery, i mój wybór padł na Klan Rzeki. Dlaczego? Słyszałem o was najwięcej, więc wydało mi się to najrozsądniejszym wyborem -to prawda. O Rzece słyszał najwięcej, może i rzeczy niezbyt pochlebnych w sumie, ale jego wiara w te słowa została mocno zachwiana już dawno temu, ponieważ mówiły to koty nowoświtowe, które były… takie jakie były.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
— Mógłbyś... opowiedzieć mi więcej o Nowym Świcie? — spytał z wolna, jakby w czasie wypowiadania tych słów zastanawiał się, czy w ogóle chce o to prosić. I owszem, trochę nie chciał, głównie dlatego, że Artem nie wyniósł z tamtego miejsca pozytywnych wspomnień, a i mógł nie mieć najmniejszej chęci opowiadać o starych znajomych, skoro nie miał gwarancji, że Klan Rzeki stanie się jego sprzymierzeńcem.
Ale chciał wiedzieć. Słyszał o stadzie coraz częściej, lecz to wciąż było mało. Karasiowa Ość mówiła mu, że nie musi się zajmować tą kwestią, bo raczej nie ma co się spodziewać zagrożenia ze strony rodziny żyjącej na uboczu, więc chętnie odsunął temat na bok, mając w tamtym czasie inne, bliższe jego Klanowi zmartwienia. Jednakże późniejsze pojawienie się Hiacynta ponownie zwróciło jego uwagę w tę stronę, a mając naprzeciw siebie dawnego członka Nowego Świtu, byłby głupcem nie dopytując o nic. Zwłaszcza że może, kto wie, zdobyte od niego informacje pomogą mu w podjęciu decyzji.
— Och, nie traktowałbym treningu jako surowy sprawdzian, po którym ocenimy, czy chcemy cię wśród nas. Każdy młody kot przez niego przechodzi i jakkolwiek nie zaczynałbyś od zera — tu już nie chodziło nawet o wiarę na słowo, Artem musiał potrafić polować i walczyć, jak inaczej przeżyłby w dziczy? — to jest kilka rzeczy, z którymi musiałbyś się zaznajomić. Jak hierarchia czy Kodeks Wojownika właśnie. Po ukończonym treningu każdy z nas składa przysięgę, w której przyrzeka postępować według Kodeksu Wojownika i bronić Klanu nawet kosztem własnego życia, bo właśnie z tym wiąże się bycie w Klanie. To przysięga, którą powinno się składać świadomie i z własnej woli, i to kolejny powód, dlaczego trening, zasmakowanie tego życia przed podjęciem decyzji jest tak ważne.
Ciemne uszy drgnęły na brzmienie imienia "Antylopia Łapa". Równocześnie brzmiało klanowo... i nie brzmiało. W gruncie rzeczy to drobne zdziwienie nie miało znaczenia, Łabędziowi nie zależało na weryfikacji prawdziwości słów samotnika. Jego wyjaśnienia oceniłby jako sensowne, składne i wiarygodne. Było też coś w Artemie, co kojarzyło mu się z Soplem, gdy omawiał z nim jego dołączenie do Rzeki. Tyle że Sopel nie miał na koncie przynależności do tajemniczej grupy, którą on znałby wyłącznie z pogłosek.
— Nowy Świt nie będzie miał ci za złe, że odłączyłeś się od nich, by zasilić szeregi Klanu? — Pytająco przechylił łeb do boku. Nie wiedział, jak tamci zapatrywali się na zdrajców, czy w ogóle odejście wiązało się z jakimikolwiek przykrymi konsekwencjami. A powinien brać to pod uwagę, zapraszając ex-Nowoświtowca do Obozu.
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
Czy mógłby opowiedzieć więcej o Nowym Świcie? Pewnie mógłby, jednak nie do końca chciał w tym momencie wracać do wspomnień z jeszcze dość świeżej rany. Mimo wszystko zostawił tam jakąś część swojego życia i ciężko się myślało o tym oraz o samym Nowym Świcie jako takim. W dodatku… co jeśli opowie coś więcej a Łabędzia Gwiazda postanowi go nie przyjąć i to wszystko pójdzie na marne z jego strony. Musiał przyznać, że był to dość spory dylemat. Może i nawet dylemat moralny? Kto wie?
-Ja… nie wiem czy chciałbym tak szybko wracać myślami do Nowego Świtu… ten czas… nie był jakoś super przyjemny -zaczął dość niepewnie- Przynajmniej nie chciałbym wracać całkowicie -postanowił dodać jeszcze- Czy jest coś konkretnego czego chciałbyś się dowiedzieć? -zapytał. Może coś powie a resztę zachowa na później. Zależy wszystko od tego o co Łabędzia Gwiazda zapyta. Niektóre tematy mogą być mniej bolesne od innych.
Przysięga. Hm. Teoretycznie to nic nowego… musiał przyznać, że on jako kot który dotrzymuje danego słowa okropnie się czuł że złamał przysięgę Nowego Świtu, którą składał… jednak jeśli by tam został to chyba by psychicznie nie wytrzymał w tym ścisłym gronie, które na obcych patrzyło wilkiem bez żadnego zmiłowania. Nie ważne jak starali się dopasować.
-Rozumiem -odparł i kiwnął głową- Ma to sens. Jeśli ktoś przysięga bez świadomości i wbrew własnej woli to taka przysięga nie ma sensu -skomentował.
-Tak jak mówiłem. Nie czułem się ani pewnie nie byłem zbyt mile widziany w Nowym Świcie -powiedział ze smutkiem- dlatego nie wydaje mi się że będą mnie szukać w jakikolwiek sposób, pewnie zajmą się swoimi wewnętrznymi sprawami nawet bez zwracania uwagi na moje odejście. Mam nawet kilka kotów w głowie, które pewnie cieszą się że mnie tam już nie ma. Jeden z nich ostatnio nawet został Radnym, więc tym bardziej nie będę tam zbyt mile widziany kiedykolwiek -westchnął.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Poczuł drobne ukłucie rozczarowania, niemniej nie zamierzał naciskać. Może, hipotetycznie, jeśli Artem spędzi z nimi więcej czasu i odnajdzie się w Klanie, zdecyduje się opowiedzieć więcej o swojej przeszłości. A nawet jeśli nie, wiedza o Nowym Świcie nie była im niezbędna do życia tyle czasu, że Łabędź nie sądził, by mogła okazać się kluczowa teraz. Byle rozwiać główną wątpliwość.
— W porządku, rozumiem to, ale o jedno muszę zapytać. Jaki stosunek do Klanów ma Nowy Świt? — To raczej nie powinno być pytanie wykraczające poza granice taktu, a chciał dostać potwierdzenie słów Karasiowej Ości, że sąsiadami zza Grzmiącej Ścieżki nie musi się przejmować. Tu jednak nie kończyły się pytania. — Jest coś jeszcze... Czy jest wśród nich kot o imieniu Raniuszek? Wiem, jak to brzmi, ale przysięgam, nie mam złych intencji. Przeciwnie, niedawno na naszej granicy zostało znalezione kocię, które zgubiło swoją rodzinę. Nie pamięta wiele, ale pamięta swojego ojca. Niestety, nikt z nas nie wie, gdzie go szukać, prócz tego, że być może w sąsiedztwie skał.
Po rozmowie z Hiacyntem wiedział co nieco zarówno o losach chyba-Rannej-Łapy oraz... o czymś jeszcze, ale młode zniknęło tak prędko, że Łabędź nie wiedział, jak traktować jego rolę w tej historii, o wiarygodności nie wspominając. Czuł się, jakby kocię tak naprawdę nigdy nie zjawiło się w Obozie, a wszelkie informacje od niego zaczerpnięte były niczym delikatny podmuch wiatru; ulotne i niepewne.
Na dalszą odpowiedź skinął jedynie głową. We łbie formowała mu się powoli decyzja, natomiast do pełnego podjęcia jej potrzebował poobserwować rozwój ich rozmowy, dlatego nie wychylał się z oficjalnymi postanowieniami.
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
Wysłuchał pytań Łabędziej Gwiazdy w spokoju. Na szczęście te pytania nie były jakieś wielce trudne. Łatwo mógł na nie odpowiedzieć i jakoś nie musiał się specjalnie przy tym zagłębiać w nieprzyjemne wspomnienia związane z tamtym miejscem.
Jaki stosunek do Klanów miał Nowy Świt? Jak na razie to nowoświtowcy mieli zbyt wiele swoich własnych, wewnętrznych problemów, żeby zajmować się w jakikolwiek sposób sprawami dotyczącymi Klanów. Jedyne co to mogli się na nich tam z jakiś swoich powodów wewnętrznie złościć, ale nic poza tym. Poza Sekwoją w sumie Artem nie zauważył, żeby ktoś otwarcie wrogo traktował chociażby Raniuszka, który przecież podobno był z Klanu Rzeki.
-Szczerze powiedziawszy, to według mnie, nawet nie za bardzo patrzą się w stronę Klanów. Zajmują się swoimi wewnętrznymi sprawami, które ostatnio coraz bardziej zaczęły się sypać a które muszą pozbierać żeby w ogóle przetrwać -powiedział szczerze, bo taka była jego opinia. Coraz więcej kotów znikało, koty były wyrzucane z rady, jakaś ich głupawa wojenka między familią i całą resztą, która burzy tę całą ideę, która podobno przyświecała Nowemu Świtowi przy jego zakładaniu. Nie mają czasu na patrzenie się w jakikolwiek sposób na Cztery Klany.
Na imię Raniuszka… nie zdziwił się chyba tak bardzo jak powinien. Kiedy kocur był w lecznicy to mówił mu przecież że odszedł z Klanu Rzeki. To nie była dla niej żadna nowa wiadomość.
-Tak, owszem. Jest -odparł po chwili wahania, Łabędzia Gwiazda faktycznie nie wyglądał ani nie brzmiał jakby miał złe zamiary, więc chyba mógł mu powiedzieć- Nawet ostatnio przyszły na świat jego kocięta -z tego co kojarzył. Niedługo przed swoim odejściem przestał się aż tak interesować sprawami Nowego Świtu. Kojarzył to w sumie jedynie dlatego, że były to również kocięta jego przybranego syna- Drugi miot, jak widać -kolejny dodatek do familii nowoświtowej, który ją zasili.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.