Logo Artemidy
Ukryty Pagórek
#61
Bieliczek mruczała cicho. Nie czuła teraz żadnych negatywnych uczuć. Podekscytownie faktem, że za niedługo wróci do obozu, do Klanu Wiatru niszczyło inne złe odczucia, które mogłaby teraz czuć. Gdy Orliczek poprawił ją, że teraz jest już Orlikową Łapą, kotka lekko się zawstydziła. Jak mogła sądzić, że nie został jeszcze mianowany! Lecz mimo tego, Bieliczek zaraz poczuła niezwykłą dumę. W końcu jej brat był już uczniem! Niesamowite! W zupełnie jeden sekundzie stała się tak szczęśliwa, jakby to ona sama została mianowana.
–Gratulajce! –wręcz wykrzyknęła.
Polizała parę razy brata w policzek i po szyi. Gdy wspomniał o powrocie do klanu, pokiwała głową. Na małym pysku pojawił się uśmiech. Trzeba wrócić do obozu. Oraz oczywiście porozmawiać z Malinową Gwiazdą. Miała nadzieję, że przywódczyni przyjmie ją z powrotem, bo inaczej będzie musiała wrócić do takiego życia, jak ostatnio. Co jednak nie było w jej stylu... Kotka podniosła się. Spojrzała na Orlikową Łapę z uśmiechem i miłością w oczach. Jej ogon drgnął z podekscytowania.
–Chodźmy, Orlikowa Łapo!
LVL 1 10 / 100
MedLVL 0 0 / 100
3
Siła
S
4
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#62
– Zobaczysz, ty też za chwilkę staniesz się terminatorką – miauknął, zdradzając, że jest nastawiony pozytywnie co do jej ponownego przyjęcia do klanu. Wierzył, że Malinowa Gwiazda wykaże zrozumienie wobec Chłodnego Powiewu i Jodłowej Igły oraz pozwoli burej na powrót stać się Wichrzaczką. Tak oficjalnie, bo nie wątpił, że serce Bieliczek wciąż należy do Klanu Wichru.
Targały nim nieco sprzeczne emocje, chociaż bardzo pilnował się, by ich nie okazywać. Po cichu troszkę bał się, że Malinowa Gwiazda podejmie decyzję dla nich niekorzystną… I co byłoby potem? Nie mógł stracić siostry znowu. Z tą stratą nie pogodziłby się nigdy w życiu! Nie, takie myśli trzeba odpędzić. Wszystko leży w łapach Gwiezdnych, wystarczy wierzyć i nieustannie modlić się, żeby przyszłość się ułożyła.
– Tak, chodźmy. W drodze opowiesz mi o wszystkim, co cię spotkało, dobrze?
Ruszyli przed siebie, idąc niemalże krok w krok. Tempo utrzymywali dosyć szybkie, ale nie męczące, tak, by nie zdążyli zmarznąć, lecz jednocześnie, żeby Bieliczek mogła streścić swoje dzieje. Po krótkim czasie przekroczyli granicę, ponownie stając na ziemiach ukochanego klanu.
Szli w kierunku obozu, aby jak najprędzej uzyskać zgodę bądź odmowę liderki.

z/t. za Orlika i Bielika!
LVL 4 185 / 300
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
13
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#63
Jestem w lewym dolnym rogu granicy jakby co, w momencie, w którym potknęła się o wystający z ziemi kamień, leży pyskiem dosłownie na niej, resztą ciała poza nią.

Biegła przed siebie, uciekając, bo wiedziała, tak, wiedziała, co czeka za nią, co za nią goni, co ją dopadnie, jeśli się zatrzyma. Cienie. Cienie, cienie, cienie, cienie, cienie. Z każdym krokiem biegła coraz szybciej, aż w końcu nie była w stanie rozpędzić się bardziej, nie była, nie mogła, nie była w stanie, nie, nie, nie, nie...
Coś stanęło pod jej łapą. Uderzyła się, mocno, ból... co to był za ból, straszliwy, okropny ból, przeszywający jej ciało, ale to nie to bolało, nie, nie, to nie to, bolało coś innego, bolała śmierć, śmierć jej synów, Dęba i Buka. Nie żyli, Dąb i Buk nie żyli, nie żyli oboje, nie, nie, nie, nie... nie żyli!
- CIENIE! - krzyknęła na cały głos. Robiło się ciemno, zachodziło słońce, a ciemność była ochroną, ochroną potworów, potworów, które zabili jej synów, jej jedynych, kochanych, cudownych synów.

// Leszczy
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
LVL 4 5 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#64
xxSpacerowała samotnie po terenach, trochę idąc wzdłuż granicy, trochę polując i korzystając z wolnego od treningów i patroli czasu. Lubiła swoje własne towarzystwo, kiedy nikt jej nie działał na nerwy, szczególnie w zatłoczonym i pełnym hałasu obozie. Oczywiście gdzieś w głębi siebie chciałaby mieć do kogo otworzyć pyszczek tak bez żadnego interesu czy z obowiązku. Czuła potrzebę jakiegoś bliższego towarzystwa, jednak póki co jedyny kandydat Chłodny chyba znalazł sobie kogoś innego, a poza tym byli Owies i Żyto, z którymi bura wojowniczka codziennie miała do czynienia i to jej wystarczało. A przynajmniej tak jej się wydawało.
xxSzła cicho po topniejących śniegu, zbliżając się do Ukrytego Pagórka, gdy nagle do jej uszu dotarł wcale nie tak odległy krzyk. Momentalnie wyprostowała się i postawiła uszy na sztorc w kierunku, z którego dochodził dźwięk. Niestety wiatr wiał w bok pyska Leszczynowej Gałązki, to też nie mogła wyczuć, kto krzyczał. Czy to ktoś z klanu, czy intruz? Nie zastanawiając się długo ruszyła galopem w stronę źródła dźwięku, pod górę, gdy w pewnym momencie zza śniegu wyłoniła się biała, drobną postać leżącą na ziemi. Wojowniczka zwolniła kroku i zjeżyła sierść na karku, podchodząc jeszcze kawałek do nieznajomej, po czym stanęła w odległości lisa od niej. Na wszelki wypadek.
xx– Naruszasz granicę klanu Wichru. Cofnij się, albo zrobię to za ciebie. – miauknęła niskim, głośnym, lecz na pozór spokojnym tonem ku białej koteczki, która wyglądała jakby była w wieku młodego terminatora albo nawet wyrośniętego kociaka. Kim była i co tu robiła, leżąc i drąc pysk? Pachniała samotnikiem. Może zgubiła mamę i jest zmęczona i zagubiona? Zaraz się być może przekonamy.
Na gałązkach wierzb pod miedzą
Szarosrebrne
kotki siedzą
A tuż we wsi, wśród opłotków
Skacze
mnóstwo burych kotków
Możesz
wybrać je do woli
- ̗̀☆ Powiedz, które kotki wolisz? ☆ ̖́-

[Obrazek: ArCsNRL.png]

LVL 4 160 / 300
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
13
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#65
- Tak, tak, zrób to za mnie, zrób, musisz się cofać, UCIEKAĆ, OBIE MUSIMY UCIEKAĆ, MUSIMY! - krzyknęła w kierunku tamtej. Przed chwilą leżała, tak, ale teraz podskoczyła i wylądowała prosto na czterech łapach, otrzepując się z kurzu. - Uciekać, uciekać, musimy uciekać, ziemista pani, NATYCHMIAST, CIENIE, ONE IDĄ, IDĄ, PRZYSZŁY NA NAS TAŃCZYĆ, TAK, TAK, MUSIMY UCIEKAĆ, BO NA NAS ZATAŃCZĄ, ZATAŃCZĄ TAK, JAK TAŃCZĄ NA KOCIAKACH, TAKICH, KTÓRE DOPIERO CO ZABRALI MATCE! - krzyknęła, i spojrzała się w lewo. W lewo, w lewo, tak, tak, tam, daleko, na horyzoncie, był cień drzew, był, a zza niego szła ciemność, a jak ich dogoni, jak ich dogoni, dogoni, ogodogodogoni to już nic, nic, NIC, nic ich nie uratuje!!! - Tańczą na nich, krwawo tańczą, tańczą pani, TAŃCZĄ, TAŃCZĄ, TAŃCZĄ, ZIEMNA, MNAZIE, NAZIEM PANI! - krzyknęła jeszcze głośniej, ale na tamtą patrzyła tylko podczas mówienia. Mówienie. Każdy z nas mówi, tak. Każdy z nas mówi, ale jak mówi się złe rzeczy, można zostać uderzonym, a uderzenie to przemoc, ja nie mówiłam złych rzeczy, nie, nie, ale CIENIE, POTWORY, one mówiły złe rzeczy, mówiły, złe rzeczy robiły też, więc były złe, podwójnie złe, Gwiezdni powinni ich ukarać, ukarać ich wszystkich, tak, TAK, TAK!!!
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
LVL 4 5 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#66
* * *

Minęło trochę czasu, od kiedy ostatni raz widział się z Lawendą, toteż postanowił podejść do granicy z Klanem Wichru, by sprawdzić, czy nie znajdzie gdzieś przyjaciółki. Miał nadzieję, że u niej wszystko w porządku, że ma się dobrze, że nie zachorowała, że nie próbowała bez niego pływać, czy coś podobnego. Zrobiło się już ciepło, zazieleniło się, wszystko wskazywało na to, że już wkrótce kocica będzie mogła wymknąć się ponownie ze swoich ziem, by spędzić z nim trochę czasu, na co bardzo czekał i miał wielką nadzieję, że córka Czyżyka nie rozmyśliła się i nadal o nim pamiętała. I o obietnicy, jaką jej złożył, gdy ostatnim razem pokazywał jej, jak wygląda świat po drugiej stronie Grzmiącej Ścieżki. Trudno jednak było umawiać się z wojowniczką z wyprzedzeniem, co do tego, kiedy i gdzie dokładnie się spotkają, aczkolwiek oczywiście Toń próbował, bo w końcu chciał utrzymywać z nią kontakt, nie było w tym zresztą nic dziwnego, bo naprawdę bardzo ją lubił, miał wrażenie, że z każdym następnym spotkaniem mocniej i już poruszał lekko uszami obserwując niebo, słońce i zastanawiając się, czy temperatura jest odpowiednia, by chociaż moczyć łapy, ale woda była jeszcze zimna. Nic zatem dziwnego, że dawny wojownik Klanu Rzeki przemknął przez Grzmiącą Ścieżkę i zbliżył się do granicy mając nadzieję, że spotka Lawendę. A jeśli nie - chociaż kogoś, kto zechce z nim porozmawiać i może nawet powie mu coś na temat jego przyjaciółki. Zastanawiał się, czy nie poszukać jakiś kwiatków, ale nie był do końca przekonany co do tego pomysłu. Może lepsza byłaby mysz?
Zatrzymał się, gdy zorientował się, że dotarł do granicy, a do jego nosa doleciała woń obcego kota, niewątpliwie jednak członka Klanu Wichru. Nastawił swoje śmieszne uszy i zaczął się prędko rozglądać, by po chwili spostrzec kocicę, o śmiesznym, nietypowym futerku. Nigdy jeszcze jej tutaj nie widział, ale nie był to powód, dla którego miałby ją wytykać palcami, czy jakoś do niej skakać. Nie zamierzał się z niej również śmiać, w końcu sam był co najmniej nienaturalny. Uśmiechnął się od razu w formie powitania, bo nie należał do jakiś małomównych buców, a potem skinął jej łbem.
- Dzień dobry, mam nadzieję, że nie przeszkadzam? - odezwał się przyjaźnie przysiadając po swojej stronie granicy.

//Chmurka
[Obrazek: hWuzYF6.png]
SEE THE WORLD IN GREEN AND BLUE
see China right in front of you
see the canyons broken by cloud
see the tuna fleets clearing the sea out
see the Bedouin fires at night
see the oil fields at first light

[Obrazek: TLFqTpa.png][Obrazek: TLFqTpa.png][Obrazek: TLFqTpa.png]
LVL 6 90 / 500
MedLVL 3 160 / 400
9
Siła
S
11
Zręczność
Zr
18
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#67
Czy to co właśnie Chmurka robiła można było nazwać patrolem? Powiedzmy. Sfilcowana pointka wędrowała wzdłuż Wichrowych granic, już drugi raz tego dnia, chcąc poznać je dostatecznie dobrze. Miała dużo do nadrobienia, dużo nowych miejsc, nowych nazw, nie mówiąc już o nowych kotach. Z tego wszystkiego wolała ten niby-patrol, zdecydowania. Tym razem, nauczona poprzednimi doświadczeniami, postanowiła być znacznie czujniejsza niźli kiedyś, częściej się rozglądała, częściej zwracała uwagę na szmery i szelesty. Nie mogła pozwolić dać się ponownie złapać czy coś w tym guście...
Idąc tak wzdłuż Szarych Topoli do jej różowego noska doleciała obca woń. Nie był to drapieżnik, toteż nie musiała brać łap za pas z powrotem do Obozu i informować kogoś, że lis czy borsuk grasuje sobie w najlepsze po terenach. Był to kot, obcy, ale kot, a z daleko Chmurne Niebo widziała już iż delikwent siedzi na granicy, a raczej za. Jakby na kogoś czekał. Wyglądał też jakby nie zamierzał ów granicy przekraczać, ale nigdy nic nie wiadomo. Chmurka przełknęła więc ślinę, licząc, że nie będzie musiała walczyć z obcym kocurem, gdyż z jej siłą zapewne by go tylko połaskotała i przyśpieszyła nieco kroku. W obowiązku wojownika było przeganianie intruzów, a chociaż ten jeszcze intruzem nie był, to mógł się nim stać.
- D-dzień dobry - odpowiedziała koteczka w pierwszej chwili stając lisią długość od burego kocura z nietypowymi, ale jakże urokliwymi uszami. - N-nie, skąd... A-ale mam nadzieję, że n-nie zamierzasz iść dalej... Przed tobą z-znajdują się ziemie Klanu Wichru i n-nie możesz się na nich znaleźć - powiedziała dość grzecznie jednak starając się jak tylko mogła. Oh, proszę Gwiezdny Klanie, niech ten kocurek nie chce przekraczać granicy, proszę! - P-przepraszam, ale... Wyglądasz jakbyś... Cz-czekasz tu na kogoś...? - zapytała koteczka po chwili i rozejrzała się jakby szukała postaci, której oczekuje śmiesznouchy.
[Obrazek: JwLtvG3.png]
[Obrazek: sprout_by_blushbun-dacgj74.gif]
If there's so much I m u s t be
Can I s t i l l just be me
♡The w a y I am?♡
LVL 3 70 / 200
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
15
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#68
Kocur zdecydowanie nie zamierzał przekraczać granicy, ale oczywiście o tym Chmurne Niebo nie mogła wiedzieć. Na razie jednak siedział spokojnie po swojej stronie, na Ziemiach Niczyich, i rozglądał się z zaciekawieniem zastanawiając się, czy może trafi na kota, który będzie mógł mu powiedzieć, czy tego dnia Lawenda będzie tędy przechodziła, a gdyby tak się nie stało, na pewno poprosiłby o pozdrowienie jej. Do tej pory nie spotkał jeszcze Wichrowca, który byłby względem niego jakiś szczególnie oschły, czy niemiły, nie próbowano go przeganiać ani robić mu krzywdy, a on tylko kulturalnie przekazywał swoje słowa, prośby i pozdrowienia. Nie zamierzał jednak nadwyrężać ich cierpliwości, ani robić problemów wojowniczce, w końcu nie o to mu chodziło i gdyby tylko zażyczono sobie, by nie pojawiał się tutaj tak często albo gdyby uznano, że jego obecność jest niewskazana, pewnie grzecznie odszedłby w swoją stronę. Nie był kimś, kto jakoś szczególnie się narzucał, aczkolwiek łapy go aż świerzbiły, by móc znowu wybrać się gdzieś ze swoją przyjaciółką. Nie było jeszcze na tyle malowniczo, by pokazywać jej kolejne zachody słońca, ale okolica pełna była różnych dziwów i liczył na to, że będą mogli zobaczyć je wspólnie.
Kiedy kocica się odezwała, uśmiechnął się do niej przyjaźnie, ale nie poruszył się, chociaż miał na początku ochotę zerwać się i podejść bliżej, by przywitać się jak najbardziej kulturalnie. Nie był jednak z nieznajomą na stopie przyjacielskiej, dlatego też jego zadek nie oderwał się ostatecznie od ziemi. Poruszył nieznacznie uszami, co z jej perspektywy wyglądało na pewno zabawnie, ale nie skomentował w żaden sposób tego, że nieco się jąkała, gdy mówiła. Każdy mógł mieć jakąś wadę, prawda? On chociażby nie miał ogona i kolebał się na boki jak wielka kaczka, więc nie zamierzał szydzić z jej problemów.
- Ależ nie, nie. Wiem, że tam są tereny Klanu Wichru i w żaden sposób nie zamierzam ich naruszać - powiedział od razu kręcąc lekko łbem, jakby nieco rozbawiony jej podejrzeniami. Nie znała go jednak i nie wiedziała, czego może się po nim spodziewać, nie winił jej zatem za to, jak podchodziła do całej tej sprawy. Musiała w końcu chronić swoje ziemie i swój Klan przed różnymi intruzami, a on się do takich zaliczał. - A tak, miałem nadzieję, że może spotkam dzisiaj Lawendę, już nieco się nie widzieliśmy i chciałem przekonać się, czy wszystko u niej dobrze. Tonące Słońce jestem, tak poza tym - dodał jeszcze i znowu się uśmiechnął, dość łagodnie. Nie zamierzał ukrywać przed nieznajomą swoich intencji, w końcu nie był jakimś oszustem czy innym obszczymurkiem.
[Obrazek: hWuzYF6.png]
SEE THE WORLD IN GREEN AND BLUE
see China right in front of you
see the canyons broken by cloud
see the tuna fleets clearing the sea out
see the Bedouin fires at night
see the oil fields at first light

[Obrazek: TLFqTpa.png][Obrazek: TLFqTpa.png][Obrazek: TLFqTpa.png]
LVL 6 90 / 500
MedLVL 3 160 / 400
9
Siła
S
11
Zręczność
Zr
18
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#69
//z tego co zauważyłam, to sesja wygasła przed weekendowym nb Chmurki, więc siup :'D

Monotonność Porannej Łapy była zaskakująco częsta. Przynajmniej raz na kilkanaście wschodów słońca robiła sobie niedługą wędrówkę do granic rodzinnych ziem by pooglądać przeszłe tereny, powspominać i czasami pobeczeć nad obrotem spraw. Szła właśnie wzdłuż lasu Topoli, nadal rozpoznawając znajomy jej zapach Wichrowych Terenów. Domostwa Dwunożnych śmierdziały duszącym dymem głośnych stworów i brudem, o które wysokie istoty nie śmiały zadbać. Jedzenie tam było stare i bez smaku, jednak to była jedyna deska ratunkowa dla niebieskiej, w końcu o polowaniu nie ma mowy, a tam poza groźnymi kotami którym zawsze ustępowała śmietników i ewentualną agresją ze strony dwunożnych i potworów którym łatwo można uciec, nie musiała martwić się o to, że w pewnej chwili przed pysk wyskoczy jej wielki borsuk czy inny lis, nie wspominając o polowaniu na zwierzęta. Nie wiedziała co wyżerała z kubłów pod domostwami, ale brała wszystko co wydawało się być strawne. Czasami jakiś dwunożny ustąpił jej lepszego jedzenia, gdy zauważył jej matowe i szorstkie futro przy przechodzeniu przez posesje, ale sytuacja ta była bardzo rzadka. Takiego wypłocha woleli wyganiać albo poszczuć butem, lub nawet grabiami.
Kichnęła cicho, od dłuższego czasu czuła się trochę rozchorowana, ale kompletnie nie znała się na ziołach. Westchnęła cicho, non-stop drżąc, robiła to mimowolnie, a strach przed łażeniem po dziczy wcale jej nie pomagał. Zawsze gdy wędrowała przy topolach, ostatecznie siadała na, wyczajonym już przy poprzednich wędrówkach, skrytym pagórku. Zauważyła, że z dołu nie widać za wiele co znajduje się na nim bądź za nim, więc z reguły nie martwiła się o spostrzeżenie przez jakiegoś Klanowicza. Oh! W tej chwili mogliby ją zabić dwoma zamachnięciami pazurów, a kto wie... przez te kilka księżyców mogło wiele się zmienić, może.. może wszyscy ją już zapomnieli! I tak niemal nikt nie kojarzył jej nawet gdy znajdowała się jeszcze w Klanie, jej zniknięcie zapewne przeszło z wiatrem. Ale to lepiej, w końcu przynajmniej wie, że nikt się o nią nie martwi. Przysiadła na wzniesieniu i ze smutkiem obserwowała jak wysokie trawy polany unoszą się wraz z miłym wiatrem. Nie chciała by jej oczy się zaszkliły, a to zdarzało się często, jednak wszystkie wspomnienia były bardzo bolesne. Przed wejściem na tereny jedynie powstrzymywała ją myśl strachu przed Gwiezdnymi i reakcją Klanowiczów. Wychyliła się lekko zza krzewów, mrugając kilka razy oczami i postępując kilka kroków w przód... Ojej...
Przez swoją nieuwagę nie spostrzegła wystającego korzenia, o którego szybko zahaczyła, przez co sturlała się raz-dwa z górki. Z cichym łomotem uderzyła i zatrzymała się o jakąś większą skałkę, przez chwilę tracąc kontrolę nad tym co się dzieje. - O-ojej! - Szepnęła, zaciskając oczy, próbując stłamsić ból jaki przeszedł wzdłuż jej ciała. Gdy odzyskała pełną świadomość zorientowała się, że o mało co a za bardzo zbliżyłaby się do granic Klanu. Szybko, ale jakby ospale, wskoczyła za skałkę, przez swoją nieuwagę zostawiając końcowkę ogona poza kamieniem. Błagała tylko w ciszy, by nikt tego nie usłyszał, a tym bardziej by nikt tego nie spostrzegł!

//Irys, come here sis
then I see the colors fading <br>gentleness o f light escaping <br>shadows of m y fear invading<br> have I seen this all before? <br><br>I know that there's something residing <br>A TERROR DEEP INSIDE M E<br>maybe I'll find myself smiling ..............<br>............................on that distant shore<br> M A Y B E I'M NOT A L O N E
<br>[Obrazek: dcenwll-63b328f1-5c92-4001-86c7-bb315af7...YRjJ-7T6qE]
LVL 2 15 / 150
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
9
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#70
A kogo my tu mamy.
Poranna Łapa mogła i błagać, bić pokłony do Gwiezdnych, Zębowej Wróżki, czy do świętego Mikołaja i wysyłać specjalne, oficjalne listy, by nikt jej nie przeszkadzał w paradowaniu przy klanie, ale to nie znaczyło, że wszystkie te dziwy by ją w ogóle wysłuchały. W końcu wszelkie istoty z nadprzyrodzonymi mocami niespecjalnie przepadały za ich rodziną, więc nic dziwnego, że i tym razem nie posłuchały jednej z córek Burzowego Pomruku. Z tym, że tym razem, jakoś tak przypadkiem sprawiły, by marzenie jednej z nich się spełniło. Przypał troszkę, postarali by się lepiej, jeśli chcieli dalej uprzykrzać im życie.
Irys wprawdzie miała coraz mniej zapału, ale nieustannie nie traciła nadziei, że natrafi na jakiś trop, ślad, cokolwiek, co wskazywałoby na to, że siostra żyje. Jakiś czas temu, kiedy odważyła się wypełznąć aż do Granic, wyczuła inny zapach. Inny niż zwykle, w co sama nie chciała wierzyć. Bała się przekonać do tego, że mogła to być jej zaginiona siostra, dlatego też przed następną wyprawą, chciała odszukać jakieś towarzystwo. Dlatego też na tą wyprawę wyruszyła wraz z Gładkim Grzbietem, co nie zdarzało jej się nadzwyczaj często, ale po prostu...powiedzmy, że inni chyba mieli jej dość, albo najzwyczajniej w świecie zbyt dużo nasluchali się historii o jej wybrykach i cyrkach z klątwą. Ups.
Sam spacer nie zapowiadał się jakoś nadzwyczaj inaczej, dotarli szybko w okolice granic, kiedy zdarzyło się coś, czego Irys z pewnością by się nie spodziewała. Niebieski, pręgowany kot, przerażająco znajomy efektownie spadający z pagórka. W sumie to dzień jak co dzień, koty od zawsze spadają jak jakiś deszcz, czyż nie? No w sumie to nie do końca, fakt. I cóż, niebieską terminatorkę aż zmroziło na moment, stanęła wryta w ziemię, czując jak serce podchodzi jej do gardła. Czy to duch? Oh, no proszę, Gwiezdni z niej żartują! Znaczy, tak z początku pomyślała, kiedy chciała jeszcze utrzymać jakieś pozory, że myśli trzeźwo. Nadal jednak była tą samą, impulsywną i - heh, jakby to stwierdził jeden braciszek - naiwną Irys. Dlatego też łzy szybko napłynęły do jej złotych oczu, a ona sama po chwili szoku wystrzeliła przed siebie, zostawiając za sobą zdezorientowanego wojownika. No bo co miał sobie pomyślec? Becząc raczej by nie zaatakowała teoretycznego intruza. Więc ruszył za nią truchtem, analizując jedynie to całe zdarzenie.
Od zawsze takie działania były typowe dla kotki, nieprzewidywalna, humorki zmieniające się jak pory roku, już wszystko chyba przerabialiśmy.
– BRZASK! – Nikogo chyba więc nie zdziwi, że pod wpływem impulsu rzuciła się na kotkę z wyciągniętymi łapami - oczywiście bez pazurów - by, cóż, niezbyt delikatnie ją powitać. No, no, ryzykowała wcześniej, że mogła powitać jakiegoś przypadkowego samotnika, ale ona...ona miała sny, tyle razy widziała że spotyka swoją siostrę, tyle razy sobie to wyobrażała, że musiała to być ona, nie?!
Powalając drobną istotkę, nie pomyślała nawet, że w sumie mogło ją coś boleć, że przed chwilą zaryła o skałę, że różne dzikie rzeczy mogły się stać. Po prostu chciała móc wtulić się znowu w jej krótkie futerko, znowu wypłakać się do swojej najbliższej osoby. W końcu przestać się bać o jej los, wyjaśnić też wszystkie sprawy. Może i przeprosić ją, jeśli to przez nią zniknęła, opowiedzieć co się działo. Nie zdążyła w przepływie adrenaliny zauważyć, że wyglądała faktycznie inaczej. Nie zauważyła ran, czy innych takich uszczerbków, bo narazie liczyło się to, że żyła, oddychała i była tu z nią. Pozostało tylko to, żeby wróciła do niej, żeby było jak wcześniej.
Gładki natomiast utrzymał pewien dystans od tej dwójki, zastanawiając się co miał z nimi zrobić.
“see you again” and all the same............
I . really . didn’t . want . to . say............
x all of the tears I couldn’t dry x............

all of my words were lies, were lies

...............remaining friends, just you and me
...............I really didn’t want to b e, although
...............you’re never to h e a r my thoughts

sorry and hey... .....
.....I loved you a lot
LVL 4 10 / 300
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
12
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#71
Rzeczywiście, na pomoc ze strony Gwiezdnych kotów nie miała co liczyć, było to wręcz oczywiste! Jednak tym razem to co jej się przydarzyło nie było kontynuacją męk i cierpień, a... czymś dobrym. Dobrym, bardzo dobrym! Mało powiedziane! Jednak w tej chwili kotka nie myślała o tym co zastanie za kilkanaście uderzeń serca. Jej wychudzone ciałko drżało, a każda następna chwila której nie towarzyszyło nic poza ciszą mroziła jej krew w żyłach. Była nadal po części oszołomiona przez ten mało elegancki upadek i uderzenie w skałkę, która w tej chwili służyła jej za jedyną ochronę przed ewentualnymi napastnikami. Trzepnęła kilka razy głową, mrużąc złote oczy, odganiając mroczki które momentami zasłaniały jej pole i tak już wystarczająco ograniczonego widzenia. Nagle.. co się dzieje?! Usłyszała sprawne susy w jej strone, już miała uciekać od agresora gdy w jednej chwili jakiś potężny kot dorwał ją i przygniótł do ziemi. O nie! Czy to jest sposób w który umrze? Ona nie chce trafić do Klanu Gwiazdy, nie chce trafić gdziekolwiek! Nie było mowy, by w takim stanie kotka mogła sprawnie obronić się przed atakującymi, więc po kilku momentach słabego wyrywania się, po prostu zawinęła swój ogon i zakryła łapami oczy... błagając
- P-proszę, ni-nie rób m-mi nic, ja-ja je-st-tem t-tutaj tylk-ko na chw-wilę, ju-już id-dę, pr-roszę! - Pisknęła, kuląc się ze strachu, jej serce wydawało się zaraz wyskoczyć z kremowej klatki piersiowej! Już nie wspominając tego, że ten nieznany kot wykrzyknął jej imię. Trwała tak w chwilach, które wydawały się dłużyć przez wieczność, jednak nadal nie poczuła żadnego bólu wyrządzonego przez pazury lub kły. Czy... ona nie żyje? To tak łatwo się umiera? Nie, nie może być, w końcu nadal czuje ból po uderzeniu o skalę, nadal jest słaba i poturbowana. Z przerażeniem zsunęła jedną łapę z pyska i otworzyła złote ślepia. Poza chwilowym olśnieniem przez padający na nie blask słońca, zobaczyła posture ciemniejszego od niej kota, który był niebieskiej wyjątkowo znajomy... Otworzyła pyszczek w niedowierzaniu, a łzy strachu spłynęły po jej policzkach, zastąpione nagłym szczęsciem, którego nie była w stanie odczuć przez ostatnie księżyce. - I-irys... - Szepnęła, a na jej poranionym i drobnym pyszczku zaświtał lekki uśmiech. Dotknęła drżącą łapą jej klatki piersiowej, nie mogąc uwierzyć że trafiła właśnie na nią. Oczywiście, na pewno nie Gwiezdni za tym stoją, oni nigdy nie prowokują dobrych sytuacji, albo... ewentualnie robią sobie żarty. Ale to nie było teraz tak ważne.
-[b] J-jeju... wy-wygląd-dam ok-kropn-nie wiem, prz-rzepr-raszam że w-was opuści-ciłam, ale j-ja już nie mog-głam wytrzym-mać, jesz-szcze... tat-ta znikn-nął... nie znal-lazłam g-go. Ale pr-róbował-łam![\b] - Wytłumaczyła się, z typowym dla siebie jąkaniem. Nie miała nadziei w powrót do Klanu, w końcu kto by przyjął taką wywłokę, jednak mogła przynajmniej chwilę pobyć ze swoją siostrą.
then I see the colors fading <br>gentleness o f light escaping <br>shadows of m y fear invading<br> have I seen this all before? <br><br>I know that there's something residing <br>A TERROR DEEP INSIDE M E<br>maybe I'll find myself smiling ..............<br>............................on that distant shore<br> M A Y B E I'M NOT A L O N E
<br>[Obrazek: dcenwll-63b328f1-5c92-4001-86c7-bb315af7...YRjJ-7T6qE]
LVL 2 15 / 150
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
9
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#72
Ah, no tak. Irys wciąż się nie nauczyła, że do Brzask w taki sposób nie powinna startować, ale cóż miała poradzić? Była niewyobrażalnie szczęśliwa. Tak bardzo tęskniła za byciem blisko tej kochanej, strachliwej kupy futra, tak bardzo zawsze potrzebowała jej towarzystwa, rozmów z nią. Tym bardziej, że przed jej zniknięciem w końcu nauczyła się przy niej bardziej otwierać, ufała jej najbardziej na świecie i teraz gdy wróciła nagle jakby cała nadzieja powróciła do niebieskiej. Może jeszcze zostanie wojowniczką, dla swojej siostry, nie dla...uhm, innych. Tym razem będzie jej bronić jak należy, nie da jej uciec, nie zniknie jej znowu z życia. Będą znowu razem, prawda? No bo Poranna musi wrócić do klanu! Na pewno...na pewno wszyscy ją ciepło przyjmą, Burzowy Pomruk pewnie się ucieszy, tak. Ona...ona z nią zostanie wojowniczką! Skoro Słonecznik sobie znalazła innych, kogoś lepszego od swojej przyjaciółki...eh, bywa. Kiedyś przestanie boleć, nie? W każdym razie! Teraz nie ma na to miejsca.
Wkrótce po ataku siostrzanej miłości, Brzask zaczęła się tłumaczyć i błagać, na co terminatorka jedynie zaśmiała się, kiedy po policzkach dalej spływały jej łzy szczęścia. Nie śmiała się z niej, po prostu brakowało jej tego wszystkiego. Tak dobrze było ją słyszeć, widzieć, spotkać.
– N-nigdzie już nie idziesz mysi móżdżku – załkała pociągając nosem. Teraz Irys nigdzie jej nie puści, nie samej! Jeśli będzie chciała znowu odejść, ona pójdzie za nią i nie będzie odstępować jej ani na krok. Fakt, że zaraz po tym kotka otworzyła ślepia sprawił, że niebieska znowu drgnęła, a po jej policzkach znowu spłynęła fala łez. Nie czuła teraz wstydu, że płakała, nie czuła się słaba jak przy Słonecznik. Nie przeszkadzało jej to, że siostra widzi ją płaczącą, że może pomyśleć, że się strasznie zmieniła, że stała się miękka. Ona może wiedzieć, w końcu ona zna ją najlepiej! Szczęśliwa przejechała czule szorstkim językiem po jej łebku, by po tym spojrzeć na nią zmartwiona. Dopiero teraz dostrzegła rany, na co uchyliła pyszczek.
– N-nie, nie, wcale nie – zaprzeczyła kręcąc głową. – Ja...ja też go szukałam i-i t-też nic nie znalazłam, ale...ale to nic, Brzask. Ważne, że ty wrrróciłaś, ja tak bardzo się marrtwiłam! – załkała znowu. Tym samym ostrożnie zeszła z kotki, by nie przygniatać jej tak dalej i nic nie utrudniać przypadkiem, czy coś. Pozwoliła jej by się podniosła, a sama Irys usiadła obok niej i wlepiła zmartwione spojrzenie na jej sylwetkę.
– Gdzieś ty się podziewała! Boli cię coś jeszcze? K-ktoś cię tam skrzywdził!? – zapytała, a przy ostatnim pytaniu w jej tonie można było wyczuć nutkę zdenerwowania. Wyprułaby flaki komukolwiek, kto podniósłby łapę na nią!
“see you again” and all the same............
I . really . didn’t . want . to . say............
x all of the tears I couldn’t dry x............

all of my words were lies, were lies

...............remaining friends, just you and me
...............I really didn’t want to b e, although
...............you’re never to h e a r my thoughts

sorry and hey... .....
.....I loved you a lot
LVL 4 10 / 300
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
12
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#73
//Skapnelam sie, że na Brzask pisałam w 1. os XD

W tym momencie nie byłam zła o nic, co wyprawiała Irys. W końcu dobrze znałam moją siostrę i jej dosyć... nieprzewidywalne ruchy! Jak można było się domyślić, nauki jakie mi dawała za kociaka w celach walki poszły na marne... ale przynajmniej przez tą chwilę mam jakąś obronę... w postaci Irys! Moja siostra była osobą której najbardziej mogłam zaufać, w końcu to przy niej czułam się najbezpieczniej, w tej chwili nawet wizja okropnych borsuków nie wydawała się być taka groźna. To właśnie Irys jako pierwsza zrozumiała mój strach przed gwiezdnymi, nawet go poparła! Otarłam delikatnie łzy ze swojego pyska i wbiłam wzrok złotych oczu w przyjaciółkę. Pewnie jest już Wojownikiem, a kto wie, może nawet trenuje jakiegoś ucznia? Kilku uczniów!
Uspokoiłam się nieco na radosny śmiech siostry, próbując ochłonąć po tym wielkim, jak dla mnie, wydarzeniu. W tej pozycji rzeczywiście dosyć trudno mi się rozmawiało, ale nie będę zawracać jej głowy o takie drobnostki! Zaśmiałam się cicho i zmarszczyłam brwi w zmartwieniu na następne słowa niebieskiej kotki. Ona... myślała że tu zostaje. Nie ma mowy, że ponownie wpuszczą mnie do Klanu jako pasożyta jakim kiedyś byłam. Zamrugałam oczami, nie wiedząc co z początku powiedzieć — I-irys, bo... j-ja się bo-boję, że ra-raczej nie dost-tanę si-się p-ponown-nie do Kl-lanu. W końc-cu go zd-dradził-łam — Już nie mówiąc o tym, jakby zareagowała Lśniąca Sadzawka na to, że taka jak ja powróciła do żywych! — Al-le... mo-możemy się tutaj spot-tykać co ja-jakiś czas — Krzywo się uśmiechnęłam, jednak można było zobaczyć po moich oczach że nie jestem aż taka radosna na tą myśl. Nie chciałam opuszczać Irys, poza tym chciałam znowu zobaczyć inne bliskie mi koty, jak Wilk, Igła, lub nawet Słońce, o ile ktokolwiek mnie w ogóle pamięta. Chociaż się powstrzymywałam, to w płaczu przebijałam aktualnie niebieską siostrę, ale komu się dziwić, w tym bylam zawodowcem. Zauważyłam, że kotka spostrzegła moje rany, przez co poczułam się trochę nieswojo. Ba, bardzo nieswojo! Byłam w okropnym stanie, moje futro było szorskie, matowe i potargane, ciało wychudzone, a skóra porozcinana w niektórych miejscach. Nigdy nie chciałam doprowadzić do takiego stanu, a tym bardziej nie miałam w zamiarach pokazać się tak komukolwiek znajomemu. — N-nie mus-siałaś si-się martw-wić... ma-masz tyl-le inn-nych blisk-kich osób w Kl-klanie! — Chociaż kto wie, z pewnością dużo się zmieniło, może ma teraz ważniejsze osoby ode mnie? O to nie było trudno. Uff, czułam się lżej gdy już nie byłam pod naporem większej siostry, dlatego powoli, trochę ospałym ruchem wstałam do siadu, lekko się kuląc. — To d-dług-ga hi-historia, al-le większość cz-czasu spędz-dziłam na drog-gach dw-wunożnych — Nie chciałam jej mówić o tych wszystkich okropieństwach na jakie natrafiłam, dlatego próbowałam skłamać, jednak... teraz to było o wiele trudniejsze, niż może się wydawać! W końcu po aparycji można dobrze wywnioskować źle warunki przez które przechodziłam, a ja nie umiałam skłamać siostrze prosto w oczy
— Ł-łatwo tam zn-naleźć jedz-dzenie — Walnęłam, ukrywając wystające żebra — Schr-ronienie też, a k-koty ra-racz-czej są... są... — Mruknęłam, urywając, bo mój głos był coraz cichszy, a słowa coraz trudniej przechodziły mi przez gardło. Jest mi źle na samą myśl o tym, do czego zdolne są koty, które tam poznałam, tak samo jak dwunożni. Zacisnęłam zęby i zmrużyłam oczy, z których poleciało trochę więcej łez. Wcisnęłam głowę w miękkie futro siostry i cicho łkałam, już nie mogąc zdzierżyć następnych słów. Nie chciałam tam wracać, tak bardzo nie chciałam
then I see the colors fading <br>gentleness o f light escaping <br>shadows of m y fear invading<br> have I seen this all before? <br><br>I know that there's something residing <br>A TERROR DEEP INSIDE M E<br>maybe I'll find myself smiling ..............<br>............................on that distant shore<br> M A Y B E I'M NOT A L O N E
<br>[Obrazek: dcenwll-63b328f1-5c92-4001-86c7-bb315af7...YRjJ-7T6qE]
LVL 2 15 / 150
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
9
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#74
Na moment oczy kotki zwężyły. Haha, co? Nie, nie, ona musi wrócić, ona wróci, już Irys o to zadba. Pokręciła znowu głową, w międzyczasie spoglądając na Gładki Grzbiet. Rzuciła mu krótkie "idź po Malinę, albo Sokoła", by potem, kiedy już odszedł na pewien dystans, wrócić do siostry.
– Nie, nie, nie zdrrradziłaś! Wystarrczy...wystarrrczy powiedzieć, że wyrrruszyłaś na poszukiwania taty i się zgubiłaś, nie wiedziałaś jak wrrrócić, cokolwiek, ale...ale ja bez ciebie nie...ty... – zaczęła się nieco gubić w swoich słowach. Nie wyobrażała sobie tam wrócić bez niej, nie ma opcji! Zadrżała znowu na kolejne słowa Brzask, a kolejne jej łzy wcale nie były radosne. Jak pomyślała o kłótniach z braćmi, o tym jak miały się sprawy ze Słonecznik...po prostu nie.
– Brzask...wcale...w-wcale nie. Dużo się zmieniło, wiesz? – załkała gorzko. Przecież Igła wypomniał, że to ona powinna zaginąć, z Gołąbkiem i nią nadal było niezbyt super, a reszta miała jej ewidentnie dość. Ruda z kolei miała...miała Kijanka, więc to żaden argument. Irys byłaby sama bez niej!
Zaczęła ciężej oddychać wysłuchując dalej siostry. Łatwo? Widać było, że wygląda jak siedem nieszczęść, co bolało jeszcze bardziej niebieską terminatorkę. Kiedy wtuliła się w nią, Irys jeszcze bardziej szarpnął smutek i zmartwienie. Pociągnęła nosem, wracając do przeczesywania językiem matowego futra siostry popłakując.
– Jeśli...jeśli nie będziesz mogła wrrócić...ja...ja odejdę z tobą. Nie pozwolę ci znowu zostać samej! – miauknęła jeszcze lekko drżąc.


//jsbdjshdjsh gniot wyszedł wrrr
“see you again” and all the same............
I . really . didn’t . want . to . say............
x all of the tears I couldn’t dry x............

all of my words were lies, were lies

...............remaining friends, just you and me
...............I really didn’t want to b e, although
...............you’re never to h e a r my thoughts

sorry and hey... .....
.....I loved you a lot
LVL 4 10 / 300
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
12
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#75
— Zd-dradziłam. — Mruknęłam smutno, spoglądając w mniej radosne oczy siostry. Nie było innego wytłumaczenia na to, co zrobiłam, już nie mówiąc o tym, że odeszłam nie tylko by szukać ojca, ale też w strachu przed gwiezdnymi i tym, co mogą wyrządzić reszcie rodziny! Ohh, Sokoli Cień zapewnie wstydził się, kogo miał za terminatora. — Ja... pora-radzę s-sobie ja-jakoś, zob-baczysz, w końc-cu nadal żyje... — Uśmiechnęłam się pocieszająco i stłamsiłam kaszel, spowodowany lekką chorobą. Nie chciałam by Irys była smutna, bo mi zachciało się uciekać przed problemami, już nie wspominając o tym że nie zdobędę się na spojrzenie w oczy Malinowej Gwieździe lub Sokołowi — M-moż-żemy... ustali-lić jak-kąś datę, po-podcz-czas której będz-dziemy si-się spotykać, n-no i pozdrow-wisz in-nnych od-de mnie... C-co się zmien-niło? — Popatrzyłam na nią w zmartwieniu, jednak z iskrą ciekawości w oczach. — Co u r-rodziny, u m-mamy? — Miałam tyle pytań, chciałam dowiedzieć się jak trzyma się reszta rodzeństwa, co u Wilka, u Słońca, jak trzyma się cały Klan. Jednak o to zapytam później, nie chcę być zbyt nachalna, a sama już odpuściłam nadzieję na bliższą przyjaźń z jakimkolwiek wymienionym kotem, w końcu oni szli do przodu, gdy ja zniknęłam. Wilczy Pomruk pewnie już od dawna jest szczęśliwy z Zaśnieżoną Ścieżką, a Słońce zapewne znalazł wyjście na lepsze relacje z mentorem i kto wie, może odszukał jakąś bratnią duszę. Może Iglasta Łapa lub Mleczna Łapa o mnie nie zapomnieli?
— C-co? — Wydukałam, z bólem wgapiajac się w masywny pysk siostry. — Nie, nie, Irys, t-ty ma-masz tyle ż-życia przed so-sobą, tyl-le... celów! N-nie możesz tego za-zaprzep-paścić dl-la mnie.
then I see the colors fading <br>gentleness o f light escaping <br>shadows of m y fear invading<br> have I seen this all before? <br><br>I know that there's something residing <br>A TERROR DEEP INSIDE M E<br>maybe I'll find myself smiling ..............<br>............................on that distant shore<br> M A Y B E I'M NOT A L O N E
<br>[Obrazek: dcenwll-63b328f1-5c92-4001-86c7-bb315af7...YRjJ-7T6qE]
LVL 2 15 / 150
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
9
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości