Księżyce: 105 Mistrz: Pokrzywa -> Tundra Płeć: kotka Zaimki: ono/jej Matka: Tundra i Pokrzywa Ojciec: nie potrzebny
Mała chuda, cienkie, patykowate nóżki. Długie, kremowe i wiecznie powykręcane na wszystkie strony futro dodaje jej rozmiarów. Pokryte ciemniejszymi klasycznymi pręgami, widocznymi w okolicach pyska, łap i ogona. Parę pomarańczowo-złotych ślepi, spory, różowy nos i poduszki wszystkich czterech łap w tym samym kolorze. Długie, białe, powykręcane wibrysy i grymas na pysku wygląda jakby była zawsze wkurzona.
Oschła, nieprzyjemna. Mówi krótkimi zdaniami. Nieufna, filtruje zasłyszane informacje. Tundra, Pokrzywa i cała jej rodzina były centrum jej istnienia, a ich strata boli niemiłosiernie, chociaż stara się tego nie okazywać. Zmęczona i podłamana stratą większości rodziny. Tylko wobec nich potrafi się ocieplić. Boi się wody. Bardzo pewna siebie. Zerowa cierpliwość i łatwo ją zdenerwować. Nie boi się powiedzieć swojego zdania i jest gotowa go bronić. Chce stać się silniejsza.
Nietoperze Niebo and else
Nie obchodziło ją czy wierzył jej czy nie. Wiedziała że mówi prawdę i miała w dupie zdanie jakiegoś obcego kocura. Też nie miała pojęcia czemu Rzeczniacy to takie dupki, ale chyba po prostu tacy byli. Wszyscy. Czarnowron utwierdził ją w tym przekonaniu. Nie wiedziała co dokładnie zrobił jej siostrze, ale wystarczało jej tyle ile widziała by go ocenić. Był jedynie kolejnym suczkisynem, z Klanu Rzeki. Wszyscy tacy byli. Jedynie Zroszony Listek wydawała się znośna, ale ona była stara i nadal miała charakterek. A jeżeli któryś z Rzeczniaków był przydupasem, to jedynie czekał na dobry moment by wbić ci nóż w plecy.
- Twoja mistrzyni, musiała ci powiedzieć że nie radzisz sobie sam? Nie zauważyłeś że głodujesz albo coś? - stwierdziła. Gnojek nie zauważył że prawie umiera? Albo ta jego mistrzyni go okłamała? Tak szczerze nie obchodziło ją to. Jak chciał być naiwnym frajerem, to będzie naiwnym frajerem. - Rozeszli się, nie było sensu walczyć skoro było ich mniej i byli słabsi. Sporo wśród nich było kociarni i staruchów. Po co mieli ryzykować że taka banda wariatów zrobi im krzywdę. Chciałam dołączyć, ale no cóż nie zdążyłam -
Don't carewhat yousay Don't carehow youfeel Get outof myway 'Cause I gotaheart ofsteel
Bury, krótkowłosy, cętkowany bengal. Jego ślepia z wiekiem przybrały oliwkowo-zieloną barwę. Ogólnie, nie bardzo wyróżnia się od byle kota w swoim wieku. Choć nie można nazwać go najwyższym z kotów w lesie, jest wysoki jak na swój wiek.
Zirytowany kłak futra
Wężowy Błysk, Kamień, Wiaterek [KG]
- Nie, nie... Znalazła mnie jak byłem w sumie mały i wiedziała, że nie dam rady sobie nic upolować, ani tym bardziej się obronić przed psami czy innymi lisami. Razem bezpieczniej, prawda? - powtórzył jej słowa. To, że głodował może i by zauważył, ale co mu po tym, skoro nie miałby kto go nauczyć polować? Mógł żreć padlinę, ale wystarczyłoby mu wyczekać do zimy i wtedy mogłoby być trudno nawet i o nią. Nie mówiąc już o tym, że ze swoim charakterem nie umiałby nic załatwić. Może by go sobie wyrobił, z czasem, tak jak teraz był znacznie pewniejszy... ale mógłby tego nie zrobić nigdy i być wygłodzonym, wychudzonym, ledwo żywym popychadłem. - Mam nadzieję, że Klan Rzeki ich nie dopadł i nie pozabijał mimo wszystko... To byłoby niezgodne z zasadami, z kodeksem. Nie powinni atakować nikogo, tym bardziej kociąt. Tym bardziej, jeśli jak mówisz, byli daleko. Inne Klany o tym w ogóle wiedziały? Nie chcieli ich powstrzymać?...
Księżyce: 105 Mistrz: Pokrzywa -> Tundra Płeć: kotka Zaimki: ono/jej Matka: Tundra i Pokrzywa Ojciec: nie potrzebny
Mała chuda, cienkie, patykowate nóżki. Długie, kremowe i wiecznie powykręcane na wszystkie strony futro dodaje jej rozmiarów. Pokryte ciemniejszymi klasycznymi pręgami, widocznymi w okolicach pyska, łap i ogona. Parę pomarańczowo-złotych ślepi, spory, różowy nos i poduszki wszystkich czterech łap w tym samym kolorze. Długie, białe, powykręcane wibrysy i grymas na pysku wygląda jakby była zawsze wkurzona.
Oschła, nieprzyjemna. Mówi krótkimi zdaniami. Nieufna, filtruje zasłyszane informacje. Tundra, Pokrzywa i cała jej rodzina były centrum jej istnienia, a ich strata boli niemiłosiernie, chociaż stara się tego nie okazywać. Zmęczona i podłamana stratą większości rodziny. Tylko wobec nich potrafi się ocieplić. Boi się wody. Bardzo pewna siebie. Zerowa cierpliwość i łatwo ją zdenerwować. Nie boi się powiedzieć swojego zdania i jest gotowa go bronić. Chce stać się silniejsza.
Nietoperze Niebo and else
- Och, samotne kocięta to bardzo kijowa sprawa. Miałeś szczęście gratki - stwierdziła dość nieobecnym tonem, wspomnienie rzeki po raz kolejny do niej wróciło. Cholera czy ten mały szczyl może przestać gadać o jednym? To jego wina że ciągle sobie o tym przypomina. Skurczysyn jeden. - Ta razem bezpieczniej, a ja wole być sama. Radzę sobie, nie jestem już kociakiem. Znaczy mam rodzine i to mi wystarcza. Nikt więcej mi nie jest potrzebny -
Razem bezpieczniej, to niejako motto Nowego Świtu. Kiedyś praktycznie że przyjmowali wszystkich jak leci, ale od kiedy ona tam rządzi, to zasady się zmieniły i teraz ładnie proszę nie wystarczy. Nie przyjmie byle kogo, nie była taka jak Żelazo. Nie wpuści kogoś o kim nie ma zielonego pojęcia. Nie zaryzykuje bezpieczeństwem swojej rodziny dla jakiejś podejrzanej przybłędy. - Z tego co słyszałam to się jakoś trzymają i nikt nie zginął. Co nie zmienia faktu że gdyby nie rybie gęby i ich durne pomysły to Klan Pożogi dalej by istniał. O innych klanach nic nie wiem. Może wiedzą, może nie, nie jestem jasnowidzem by to wiedzieć geniuszu. Zapytaj swoją mistrzynie, może ona ci odpowie -
Don't carewhat yousay Don't carehow youfeel Get outof myway 'Cause I gotaheart ofsteel
Bury, krótkowłosy, cętkowany bengal. Jego ślepia z wiekiem przybrały oliwkowo-zieloną barwę. Ogólnie, nie bardzo wyróżnia się od byle kota w swoim wieku. Choć nie można nazwać go najwyższym z kotów w lesie, jest wysoki jak na swój wiek.
Zirytowany kłak futra
Wężowy Błysk, Kamień, Wiaterek [KG]
- Rozumiem - odparł krótko. To rozumiał, jemu też nie było nic więcej potrzebnego od grupy kotów bliskich jego sercu. Ci, którzy byli mu obcy czy nieznajomi, najlepiej kiedy nie starali się mu wchodzić w drogę. Rozmowy, śmiechy i wygłupy to jedno, ale nie chciał niczego więcej od kotów takich jak właśnie Sekwoja czy... ktokolwiek inny. Nie, żeby ich skreślał z bycia potencjalnym przyjacielem czy znajomym, po prostu nie mógł takim kotom ufać jak chociażby Korzeniowi czy Czubatce, będącymi jego przyjaciółmi. - I popieram. Rodzina jest chyba jedynym, co będzie się miało przy sobie do końca. Życzę ci, abyś ze swoją była po kres świata.
Skinął delikatnie głową, jakoby to miało być najbardziej oficjalnym, co mógł zadeklarować. Później skupił się na reszcie jej wypowiedzi. Uspokajające, że nikt z nich nie zmarł i że dobrze się trzymają. - Właściwie... faktycznie, mógłbym z nią o tym porozmawiać. Jestem niemal pewien, że chociaż raz czy dwa przewinęło się jej to koło uszu. Jeśli się dowiem; chciałabyś wiedzieć co się działo z Klanami w tym czasie? Czy Rzeka była ukarana za swoje czyny?
Księżyce: 105 Mistrz: Pokrzywa -> Tundra Płeć: kotka Zaimki: ono/jej Matka: Tundra i Pokrzywa Ojciec: nie potrzebny
Mała chuda, cienkie, patykowate nóżki. Długie, kremowe i wiecznie powykręcane na wszystkie strony futro dodaje jej rozmiarów. Pokryte ciemniejszymi klasycznymi pręgami, widocznymi w okolicach pyska, łap i ogona. Parę pomarańczowo-złotych ślepi, spory, różowy nos i poduszki wszystkich czterech łap w tym samym kolorze. Długie, białe, powykręcane wibrysy i grymas na pysku wygląda jakby była zawsze wkurzona.
Oschła, nieprzyjemna. Mówi krótkimi zdaniami. Nieufna, filtruje zasłyszane informacje. Tundra, Pokrzywa i cała jej rodzina były centrum jej istnienia, a ich strata boli niemiłosiernie, chociaż stara się tego nie okazywać. Zmęczona i podłamana stratą większości rodziny. Tylko wobec nich potrafi się ocieplić. Boi się wody. Bardzo pewna siebie. Zerowa cierpliwość i łatwo ją zdenerwować. Nie boi się powiedzieć swojego zdania i jest gotowa go bronić. Chce stać się silniejsza.
Nietoperze Niebo and else
Dobrze że chociaż tyle pojmował w tym swoim małym móżdżku. Ona za to nie potrzebowała nikogo poza Nowym Świtem. Lubiła pownerwiwć koty z poza, pożartować, czy nawet posłuchać tych ich łzawych historyjek by móc się potem z nich nabijać.
- Ta, nawzajem. Chociaż nie wiem czy masz w Klanie Wichru kogoś kogo możesz nazwać rodziną. Lepiej dla ciebie, jeżeli masz głąbie, ale nie moja sprawa - rzuciła już zdecydowanie mniej protekcjonalnym tonem, nie dało się w nim jednak wyczuć żadnych pozytywnych uczuć czy ciepła. Szczerze chciała być z swoją rodziną po kres swoich dni. Kochała ich jak tylko mogła i chciała chronić ich, tak jak oni chronili ją gdy była młodsza. Wiedziała że ma w nich oparcie i że w razie czego staną po jej stronę, ale z drugiej strony nie chciała być ciężarem. Była już dorosła i samodzielna, więc jeżeli nie było to absolutnie koniecznie to nie zniżała się do proszenia o pomoc. Tak swoją drogą robiło się już późno i przydałoby się wracać do obozu, bo zaczną się o nią martwić.
- Mkej, nara, do zobaczenia może kiedyś - odpowiedziała i poszła w swoją stronę. Jeżeli uda jej się jeszcze kiedyś spotkać Orzeła, to chętnie posłucha, jaka niesamowita kara spotkała Klan Rzeki. Prawdopodobnie żadna, skoro nadal są burakami, ale może chociaż im pogrozili paluszkiem.
//zt i dziękuje za sesje
Don't carewhat yousay Don't carehow youfeel Get outof myway 'Cause I gotaheart ofsteel
Bury, krótkowłosy, cętkowany bengal. Jego ślepia z wiekiem przybrały oliwkowo-zieloną barwę. Ogólnie, nie bardzo wyróżnia się od byle kota w swoim wieku. Choć nie można nazwać go najwyższym z kotów w lesie, jest wysoki jak na swój wiek.
Zirytowany kłak futra
Wężowy Błysk, Kamień, Wiaterek [KG]
Mimo, że wydźwięk nie był ni trochę przyjemny, Orzeł uśmiechnął się delikatnie pod nosem na jej słowa. Nie jej sprawa, owszem, ale równie miło było słuchać, że dobrze dla niego, że kogoś w Wichrze takiego miał. Bo miał, jak najbardziej. Niedługo później przyszło się im jednak rozstać. Orzeł machnął delikatnie głową. - Do zobaczenia, Sekwojo! Dużo zdrowia! - miauknął za nią, niedługo po niej również odchodząc w swoim kierunku.
Księżyce: 106 Płeć: transpłciowa kotka Matka: Rzeżuchowy Kiełek & Deszczowa Pogoda Ojciec: co Partner: ;) Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry na grzbiecie, blizna na tylnej prawej łapie po ugryzieniu przez młodego lisa
Księżyce: 106 Płeć: transpłciowa kotka Matka: Rzeżuchowy Kiełek & Deszczowa Pogoda Ojciec: co Partner: ;) Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry na grzbiecie, blizna na tylnej prawej łapie po ugryzieniu przez młodego lisa
Wysoka, szczupła, długowłosa, klasycznie pręgowana ruda kotka z białymi znaczeniami. Prawe oko jest niebieskie, zaś lewe jest pomarańczowe. Blizna po oderwanym płacie skóry na grzbiecie i ślad po lisich zębach na tylnej prawej łapie
fajny
zawilcowy gaj, gwiezdna łapa [KRz], omen [NŚ]
Nie każdy klanowy kot z aktualbych terenów ma okazję w swoim życiu zobaczyć morze, czy jak to jest powszechnie wśród klanowych kotów znane; wielką słoną wodę. I z jednej strony Śnienie nie żałowało, że mogło je zobaczyć. Ale z drugiej strony żałowało, że nie było w stanie wrócić wcześniej. Nawet nie wiedziało, że sądzono, że najpewniej zmarło zabite prze lisa. Gdyby wiedziało, żałowałoby jeszcze bardziej. Gdyby Śnienie potrafił(a) sam(a) polować, pamiętał(a)by drogę powrotną, sam(a) wrócił(a)by wcześniej, ale zamiast tego był(a) tu dopiero teraz. Ale przynajmniej w ogóle był(a). I to się ostatecznie liczyło.
Z Wiatrem pożegnał(a) się jakiś czas temu i z dudniącym sercem czekał(a) na granicy na kogoś. Tak szczerze na kogokolwiek, kto przywitałby go ją z powrotem, zaprowadził do obozu, do domu. Do rodziny. Do mam. Tęsknota ściskała jego jej serce. Nie ważne ile czasu spędził(a) z Wiatrem, ten nigdy nie zastąpiłby jemu jej Rzeżuchowego Kiełka i Deszczowej Pogody. I każdej nocy myślał(a) o nich. Chciał(a) je znowu zobaczyć, wtulić się w ich futerko i powiedzieć im jak bardzo je kocha. Przeprosić za zniknięcie. Ale na razie jedyne co może zrobić, to czekać. Więc czeka.
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Gwiezdny Klanie, ty wiesz sam najlepiej, że Deszczowa Pogoda miała w swoim życiu kilkanaście doprawdy emocjonujących momentów. Śmierć tylu bliskich kotów, walka z jaszczurem, próba siostry, widok ducha, można byłoby wymieniać długo. I ty wiesz też doskonale, że gdyby miała wybrać ten jeden najbardziej emocjonujący kiedykolwiek...
... to wybrałaby ten, do którego doprowadził ją zwykły poranek, zwykłe przebudzenie o zwykłej porze, zwykłe wyjście na zwykły patrol i zwykłe obejście granic. I dokładnie tutaj zwykłość się kończy, bo coś ją akurat podkusiło, by skręcić ku Szarym Topolom, gdzie zwykle się nie zapuszczała podczas patroli. Jakby jakieś przeczucie. Intuicja. Wewnętrzny przymus.
Nabrała przekonania, że miała słuszność, gdy w oddali dostrzegła sylwetkę kota oczekującego na granicy. Jeszcze nie rozpoznała postaci, przyspieszyła kroku, wytężyła wzrok, zmrużyła nieco ślepia - i nagle jej ciało targnęło się do przodu, jakby bez udziału woli pognała do przodu, nieskładnie, nieharmonijnie, łapy się jej plątały, a z piersi rwał się szarpany krzyk, który dopiero po chwili przekształcił się w artykułowane słowo.
- Śnienie! Śnienie! Śnienie!
Już, już była obok, zdyszana, roztrzęsione, dopadła dziecka, przez łzy niewiele widziała, ale tak, to było Śnienie, jej dziecko, jej...
Przycisnęła pysk najpierw do jej karku, potem oparła się o jej czoło, wreszcie przytuliła głowę do jej piersi, poczuła bicie jej serca, bo, o Gwiazdy, jak ona wyrosła, jaka była duża! Większa od niej!
- Ty mi się nie śnisz! - skontestowała wreszcie, unosząc głowę, i dalej mówiła głosem raz przechodzącym w zdławiony szept, raz zawyżonym ld radości, podnosząc się i przyciskając jej głowę łapą do swojej piersi. - O na Gwiazdy, ty jesteś naprawdę! Śnienie! I nie jesteś zjawą! Co za szczęście, nie wierzę własnym oczom! Wiedziałam, że ci nikt nie da rady, nikt nie miałby serca, żeby cię zabić, nawet drapieżnik. Nikt cię nie skrzywdził, prawda? Gwiazdy, ty masz blizny. Nie boli już, prawda? Dlaczego mnie tam nie było, żeby ci pomóc, wzięłabym te rany na siebie! Ale ty żyjesz, już nic mnie nie obchodzi. Twoja mama będzie taka szczęśliwa, będziemy musieć ją powstrzymywać, żeby nie tańczyła po obozie. Ha, patrz i dziwuj się, świecie, mam z powrotem dziecko, i to najpiękniejsze na świecie, tak będzie mówiła! Gwiazdy, pognam zaraz do obozu co sił w łapach, przyprowadzę Lawendową Gwiazdę, nie, zaraz, nie mogę, nie zostawię cię tu przecież. Och, co robić, co robić? - przy ostatnich słowach przygarnęła dziecko bliżej do siebie, i nie znało się w jej słowach rozpaczy czy rozterki.
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Księżyce: 106 Płeć: transpłciowa kotka Matka: Rzeżuchowy Kiełek & Deszczowa Pogoda Ojciec: co Partner: ;) Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry na grzbiecie, blizna na tylnej prawej łapie po ugryzieniu przez młodego lisa
Księżyce: 106 Płeć: transpłciowa kotka Matka: Rzeżuchowy Kiełek & Deszczowa Pogoda Ojciec: co Partner: ;) Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry na grzbiecie, blizna na tylnej prawej łapie po ugryzieniu przez młodego lisa
Wysoka, szczupła, długowłosa, klasycznie pręgowana ruda kotka z białymi znaczeniami. Prawe oko jest niebieskie, zaś lewe jest pomarańczowe. Blizna po oderwanym płacie skóry na grzbiecie i ślad po lisich zębach na tylnej prawej łapie
fajny
zawilcowy gaj, gwiezdna łapa [KRz], omen [NŚ]
Z początku nie widział(a) nikogo w oddali, więc czekał(a). I Czekał(a). Aż w końcu zauważył(a) z daleka powoli zbliżającą się sylwetkę rudego kota. Nie rozpoznał(a) go od razu, ale w końcu gdy kot zbliżył się bardziej, doskonale wiedział(a) kto to i ledwo powstrzymywał(a) się od pobiegnięcia do niej i przekroczenia granicy.
- Mamo! - jego jej głos się złamał, nawet nie zauważył(a) kiedy w jego jej oczach stanęły łzy. Czy to na pewno jemu jej się nie śni? Czy naprawdę Gwiezdni zesłali na jego jej przywitanie mamę? Jej dotyk był tak samo kojący jak te księżyce temu. Och, jak bardzo za tym tęskniła. Jak bardzo za nią tęskniła.
I och, tak dawno jej nie widział(a). I nawet jeśli nocami śnił(a) o ponownym spotkaniu, nie było to w ogóle porównywalne do faktycznego spotkania po księżycach. Najzwyczajniej w świecie rozpłakał(a) się jak małe kocię. Małe kocię, które wreszcie wróciło do matki, za którą tak bardzo tęskniło.
- Tak bardzo tęskniłem - Śnienie szepnęło. Wtulone w pierś matki czuło wreszcie wewnętrzny spokój, nawet jeśli wciąż drżało pod wpływem silnych emocji. Było wreszcie tutaj. Z Deszcz. Wszystko teraz będzie już w porządku. Mama tak bardzo się radowała. I był(a) pewny pewna, że druga mama również będzie płakać ze szczęścia. Bo on(a) pewnie sam(a) również się popłacze widząc znowu mamę Rzeżuchę.
- Proszę, idź po Lawendową Gwiazdę. Chcę już do domu - powiedział(a) cicho, z głową wtuloną w pierś mamy. Chociaż ostatnie co w tej chwili chciał(a), to ponownie rozstać się z mamą, to żeby mógł mogła faktycznie wrócić, Deszcz musiała pójść po Lawendę. A potem razem wrócą do obozu. Do domu, za którym Śnienie tak bardzo tęskniło. Do którego tak bardzo chciało wrócić. I po tym już nigdy nie opuści swojej rodziny.
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Nadal głaskała Śnienie, lizała czule, policzkiem ocierała łzy z pyszczka dziecka, choć sama płakała nieposkromienie. Miała swoje dzieciątko z powrotem, patrz świecie, miała je z powrotem! Żywe, całe! Nigdy już nic jej go nie zabierze.
- Nie zostawię cię tu - sprzeciwiła się i już miała mówić dalej, kiedy na horyzoncie zamajaczyła znajoma jej sylwetka. Klekoczący Bocian w nader jowialnym nastroju spacerował sobie po granicy i niezmiernie się zdziwił, kiedy powszechnie znana jako kocica spokojna do bólu i flegmatyczna Deszczowa Pogoda rzuciła się ku niemu pędem z dzikim wyrazem pyska.
- Przyjacielu mój, bracie najmilszy w Wichrowej krwi, najlepszy z kotów - wyrzuciła z siebie zduszonym szeptem, po którym znać było, że płakała - cały księżyc, ba! dwa księżyce będę polować za ciebie, tylko pobiegnij co sił w łapach do obozu, przyprowadź tu Lawendową Gwiazdę albo Biały Puch, powiedz, że to sprawa życia lub śmierci! Pędź, błagam!
Ledwie wszystko to z siebie wydobyła i ledwie skołowany tym słowotokiem Klekoczący Bocian ruszył ku obozowi, ona była już przy Śnieniu. Nie chciała, nie mogła jej stracić z oczu.
- Lawendowa Gwiazda zaraz tu będzie, wrócisz do Klanu, będziemy znowu razem... Co się z tobą działo przez te księżyce, słonko?
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Klekoczący Bocian wydawał się zmieszany. Zaczął coś mówić o sprawie życia i śmierci oraz, że na Granicy czeka na niego Deszczowa Pogoda wraz z Śnieniem. Skoro to tak poważna sprawa, czemu nie wezwano Medyków? Córka/syn Rzeżuchowego Kiełku musi być naprawdę w złym stanie. Lawenda postanowiła nie czekać ani chwili dłużej i udała się do Ukrytego Pagórka zbadać sprawę. Gdy dotarła na miejsce okazało się, że wszystko jest w porządku. - Witajcie!- przywitała się. Następnie spojrzała na Śnienie i uśmiechnęła się ciepło. Fajnie widzieć kolejnego powracającego do domu Klanowicza. Potrzeba im kotów, aby Klan mógł funkcjonować. Wicher musi rosnąć w siłę i pokazać, że nie jest z nim tak tragicznie jak to przedstawiła Lśniąca Sadzawka. - Co się stało, Śnienie?- zapytała łagodnie. Chciała znać przyczynę nieobecności bąbelka Deszczowej Pogody.
Księżyce: 106 Płeć: transpłciowa kotka Matka: Rzeżuchowy Kiełek & Deszczowa Pogoda Ojciec: co Partner: ;) Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry na grzbiecie, blizna na tylnej prawej łapie po ugryzieniu przez młodego lisa
Księżyce: 106 Płeć: transpłciowa kotka Matka: Rzeżuchowy Kiełek & Deszczowa Pogoda Ojciec: co Partner: ;) Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry na grzbiecie, blizna na tylnej prawej łapie po ugryzieniu przez młodego lisa
Wysoka, szczupła, długowłosa, klasycznie pręgowana ruda kotka z białymi znaczeniami. Prawe oko jest niebieskie, zaś lewe jest pomarańczowe. Blizna po oderwanym płacie skóry na grzbiecie i ślad po lisich zębach na tylnej prawej łapie
fajny
zawilcowy gaj, gwiezdna łapa [KRz], omen [NŚ]
Mama nie miała zamiaru zostawiać go jej samej. I nawet nie musiała. Śnienie nie poznało wojownika, ale to może dlatego, że nie miało okazji, zwiedzając tylko kawałek obozu i zapamiętując tylko pojedyncze koty spoza kociarni. Ale to nie ważne, że jeszcze nie zna jego imienia. Pozna go jeszcze, Ważne jest to, że poszedł po Lawendową Gwiazdę. I Śnienie wróci oficjalnie do domu.
A potem mama znowu była u jego jej boku.
- Byłem nad morzem. O tym, o którym mi mówiłyście. Było piękne - przed oczami nadal miał(a) widok morza, wciąż czuł(a) tą morską bryzę i piasek pomiędzy palcami. Chciał(a), by mamy też mogły zobaczyć morze na własne oczy. Zwiedzić miejsce, w którym niegdyś żyli ich przodkowie.
Witajcie! Dopiero słysząc głos przywódczyni Śnienie zorientowało się, że niebieska kotka już jest. Nie widziało, jak ta się zbliża, zbyt pochłonięt(a) samą obecnością mamy, której tak mu jej brakowało - Lawendowa Gwiazdo - obrócił(a) się w jej stronę, łapą ocierając łzy szczęścia i skinął skinęła jej głową na przywitanie.
- Gdy obudziłem się pewnej nocy... Myślałem, że nadal śnię. I wymknąłem się z obozu by podróżować. A potem napotkałem lisa - i żałował(a), że nie myślał(a) wtedy o sprawdzaniu, czy śni i że musiało dojść do takiej sytuacji, by zaczął zaczęła to robić - Następne co pamiętam, to obudzenie się w norze jakiegoś nieznajomego kocura. Powiedział mi, że mnie uratował. Gdy doszedłem do siebie, chciał, bym wyruszył z nim w podróż, a potem obiecał mi, że mnie zaprowadzi z powrotem do domu. Zabrał mnie nad morze. Ale potem nie chciał mnie zabrać z powrotem do domu. Dopiero niedawno się ugiął i spełnił dzisiaj tą obietnicę - wreszcie wrócił(a). Ale mógł mogła wrócić wcześniej. O wiele wcześniej. A wspomnienia pięknych widoków znad morza wciąż by były. Nie aż tak dużo, ale kilka dni, może maksymalnie dwa księżyce by starczyły. A wrócił(a)... Właśnie, dopiero teraz. To było zbyt długo - Tak bardzo tęskniłem za domem... - powiedział(a) cicho, wtulając bardziej pyszczek w krótkie futerko mamy. Brakowało jej mu jej tak bardzo. I nie mógł mogła się doczekać, kiedy wytuli również mamę Rzeżuchę. Chciał chciała też wytulić Kruczka i Zorzę. Bo za nimi również tęsknił(a) z całego serca. Ale jeszcze nie wiedził(a), że tego nie zrobi. Bo oni również zniknęli, zostawiając w sercach mam ogromną dziurę.
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Córka Mknącego Ptaka słysząc powód zniknięcia Śnienia zamknęła oczy i westchnęła głośno. Następnie spojrzała w niebo myśląc, że Gwiezdny Klan to wszystko widzi i nie grzmi. Podróży się zachciało! Czy Śnienie w ogóle wiedział/a na jakie niebezpieczeństwo się naraził/a? Jak cierpieli jej bliscy, bo jej/jego zaginięciu? Czy zdawał/a sobie sprawę, że Klan jest w potrzebie i potrzebują każdego? Co za lekkomyślność! Z drugiej strony też odwaga. Ona też bardzo chciała odwiedzić Wielką Słoną wodę, ale nie potrafiła na tak długo opuścić Klanu, a jak została Przywódcą to już w ogóle było to wykluczone. Dane jej było mieszkać blisko tego miejsca, niestety zanim osiągnęła wiek terminatorski to nadeszła wielka wyprawa, przez co nie udało jej się zobaczyć plaży i wody. - Co to morze?- wyrwało się z pyszczka Lawendowej Gwiazdy. Powinna być zła, że Śnienie zachował/a się nieodpowiedzialnie, ale zamiast tego była ciekawa tej przygody. Zresztą nie będzie robić wielkiej awantury, ważne, że córka Rzeżuchowego Kiełku i Deszczowej Pogody jest cała i zdrowa. - Postąpiłaś bardzo nieodpowiedzialnie. Naraziłaś siebie na wielkie niebezpieczeństwo, przysporzyłaś dużo zmartwień swoim mamom i nie rozpoczęłaś treningu, a Klan potrzebuje Wojowników, aby przetrwać- oznajmiła bardzo poważnie przeszywając Śnienie wzrokiem. Następnie wzięła głęboki wdech i otworzyła pyszczek, aby przemówić. - Możesz wrócić, o ile raz na zawsze pożegnasz się z podróżami. Nie będziesz opuszczać samodzielnie Obozu do momentu poznania Granic i Kodeksu Wojownika. Czy takie warunki Ci odpowiadają?- powiedziała już łagodnym tonem.
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
- Morze! - wyrwało się z jej pyska mimowolnie. Morze! O na Gwiazdy, morze więc jednak istnieje naprawdę! To na tych Polach Elizejskich przebywało zatem jej dziecko! - Czy... Czy jest takie, jak opowiadał Fiołkowy Świt? Tonie w nim słońce?
Na przybycie Lawendowej Gwiazdy zamilkła. Milczała, kiedy Śnienie opowiadała swoją historię, opierając jedynie brodę na jej głowie, tuląc się do niej, czule obejmując. Tylko w oczach błyszczały jej łzy bólu i radości. Jej szczęście do niej wróciło.
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Księżyce: 106 Płeć: transpłciowa kotka Matka: Rzeżuchowy Kiełek & Deszczowa Pogoda Ojciec: co Partner: ;) Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry na grzbiecie, blizna na tylnej prawej łapie po ugryzieniu przez młodego lisa
Księżyce: 106 Płeć: transpłciowa kotka Matka: Rzeżuchowy Kiełek & Deszczowa Pogoda Ojciec: co Partner: ;) Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry na grzbiecie, blizna na tylnej prawej łapie po ugryzieniu przez młodego lisa
Wysoka, szczupła, długowłosa, klasycznie pręgowana ruda kotka z białymi znaczeniami. Prawe oko jest niebieskie, zaś lewe jest pomarańczowe. Blizna po oderwanym płacie skóry na grzbiecie i ślad po lisich zębach na tylnej prawej łapie
fajny
zawilcowy gaj, gwiezdna łapa [KRz], omen [NŚ]
- Oj tak! Słowa nie mogą opisać jak piękny to jest widok... - gdy słońce tonie w wodzie na tle złocistego nieba, a twoje futerko jest delikatnie muskane słoną, morską bryzą... To coś, czego nie da się przeżyć tutaj, na aktualnych terenach klanów. Ale może jako Gwiezdny da się zejść tutaj do świata żywych i tego posmakować? Albo gdzieś tam na Srebrnej Skórce również mają morze?
- Morze to... Taka wielka, słona woda w której tonie słońce - Śnienie było zdziwione faktem, że Lawendowa Gwiazda nie wiedziała co to morze, nie zdając sobie sprawy z tego, że tylko tak się śmiesznie złożyło, że jego obie mamy w którymś momencie w swoich życiach poznały to określenie na Wielką Słoną Wodę, nieznane dla większości klanowych kotów.
Śnienie doskonale wiedziało, że postąpiło nieodpowiedzialnie. Ale czego innego można się spodziewać po dwuksiężycowym kociaku? Czy wymaganie odpowiedzialnej decyzji od małej kulki puchu która nie ma nawet jak wrócić samej do domu jeśli nieznajomy nie zgodziłby się zaprowadzić jej do domu po nie zgodzeniu się na wyruszenie na wspólną wyprawę nie było zbyt nierealne? Nie powiedziało jednak nic, bardziej skupiając się na tym, jak Lawendowa Gwiazda się do niego niej zwracała. Postąpiłaś. Nie był(a) przecież kotką... A jednak tak bardzo pasowało. Nie wywoływało tego dziwnego dyskomfortu, jak gdy zwracano się do Śnienia normalnie. Nie Śmiał(a) więc jej nawet zwracać na to uwagę.
- Jak najbardziej odpowiadają, Lawendowa Gwiazdo - nie planował(a) żadnych innych podróży. Ta jedna jak najbardziej wystarczała. A gdyby był(a) starszy starsza gdy było mu jej to zaproponowane... Najpewniej nawet i tej podróży nie było i jakoś sam(a) by wrócił(a) do domu. Teraz chciał(a) zostać w klanie, z rodziną i nigdzie się nie ruszać.