Masywna, postawna kotka, o długim, zadbanym szylkretowym futrze w kolorach: srebrzystym i jasno rudawym, przecinanym przez ciemniejsze, tygrysie pręgi. Z wiekiem przyszło jej uzyskać imponujące rozmiary dzięki którym z łatwością zalicza się go prawdziwych Gromowych gigantów o długich łapskach i ciężkim kroku. Posiada charakterystyczną, rudą plamę na pysku na której znajduje się cieniutka, biała kreska kończąca się pomiędzy chłodno-zielonymi ślepiami. Trójkątny kształt i ułożenie futra na głowie, z lekka zaokrąglone uszy i kudłate bokobrody czy kryza na szyi oraz piersi, upodabniają ją do ojca, tak samo ciągle przymrużone prawe oko i uniesiona jedna z warg wykrzywiające je pysk w wiecznym grymasie. Na wszystkich czterech łapach, piersi oraz brzuchu, ma rozdzieloną biel, która miejscami się rozlewa w inne zakamarki jej futerka. Blizny ma na: gardle; tylnej łapie; grzbiecie; czy rozerwanym uchu od zewnątrz.
Ostra; chłodna; lojalna; ambitna. Księżyce mijały, a wraz z nimi charakter Cyprys nieco ulegał zmianie. Mimo, że nie było to widoczne na pierwszy rzut oka, kocica stała się nieco bardziej rozmowna. Już odrobinę lepiej szło jej rozmawianie z kotami które darzyła jakąkolwiek sympatią czy zaufaniem. Po otrzymaniu rangi wojownika pielęgnuje swoją sumienność, odpowiedzialność i dojrzałość. Stara się dążyć do obranego przez siebie celu jakim jest zostanie szanowanym wojownikiem. Dla większości kotów jest oschła, obojętna, wredna i odznacza się kpiną oraz pogardą. Bez większych ogródek jest w stanie ostro poprzeć swoje zdanie i splunąć jadem prosto w oczy kota, który w jej oczach na to zasłużył. Nie umie okazywać emocji, oraz ich nie rozumie; ukrywa je pod grubą warstwą dystansu, dzięki czemu krytyka i ostre słowa spływają po niej jak po kaczce; Dla kotów bliższych wykazuje się poczuciem humoru czy wsparciem na swój sposób.
Popielny Żar, Pęknięta Łapa, Olcha [KC]
Wolność.
Dla kolorowej kocicy nie było wielkiej różnicy czy była terminatorką czy wojowniczką. Miała wolność w opuszczaniu obozu; nie była małym kociakiem kiedy Trzmiela Gwiazda nadał jej imię terminatorki, ani nie miała za mistrzynie kocicy, która bała się własnego cienia i nie wypuszczała swoich terminatorów w obawie przed Gwiezdny Klan wie czym. Dlatego też przeskok rang i nowe możliwości, były dla srebrzysto-miodowej księżniczki dość...Puste. Dostała przywileje, jednak fakt opuszczania samotnie obozu był dla niej dostępny już od dłuższego czasu i nawet bez tej "Łuski" w imieniu. Musiała meldować się Żubrzycy, jednak z tym nie było akurat problemu. Teraz również zgłaszała samotne polowania czy patrole, aby przypadkiem nie została o coś oskarżona. Wolała dmuchać na zimne i dbać o reputacje jaką powoli i precyzyjnie szlifowała. Dzisiaj padło na samotny patrol w okolicach Czterech Dębów. Nie lubiła tu chodzić, chociaż wiedziała, że musiała. Nie kręciła jej wizja wchodzenia tam i poznawania kotów z innych klanów. Miękkie fajki z jej własnego podwórka napędzały jej koło ciągłej irytacji, nie potrzebowała do tego nowych chomików. Te co już miała, śmierdziały wystarczająco wkurzające. Skierowała swoje kroki w stronę świeżo oznaczonej granicy mając szczerą nadzieje, że nikogo tam nie spotka. Nie myliła się! Śmiałków do przetrzepania futra brak. Dlatego tez po chwilowej bitwie myśli, przekroczyła granice i weszła na teren Czterech Dębów. Nie było tu nic zachwycającego. Takie same krzewy, drzewa i trawę miała na co dzień na własnym terenie. I na co tyle ochów i achów na temat tego miejsca? Trzepnęła grubym ogonem =, przecinając cieplejsze powietrze i rozejrzała się. Cisza, cichy świergot ptaków, lekki wiaterek poruszający sierścią...Pora Nagich Drzew zaczęła stopniowo się oddalać, co zapowiadało tylko lepsze dni. Nagle jednak do jej nozdrzy wpadł znajomy zapach - śmierdziele. Nastroszyła się, jednak szybko opanowała obrzydzenie, zdając sobie sprawę, że w końcu jest w miejscu dawnych zgromadzeń. Miejscem pokoju. Zacisnęła zęby i ruszyła najciszej jak potrafiła w stronę rzecznej granicy z tym miejscem i natrafiła na...Całkiem ciekawy okaz. Czarna kocica beztrosko przechadzała się po terenach niczyich oczekując cudu. I oto on. xx- Proszę. - odparła oschle, wysuwając się z krzaków za Niedźwiedzicą. - Ryba opuściła rzekę. Dzień dobry. -rybi bebechu. dodała kpiąco w myślach, mrużąc ślepia podczas powolnego podchodzenia do nieznajomej. Nie chciała atakować, szanowała nadane temu miejscu znaczenie. Poczeka na prowokacje - wtedy przemyśli wysunięcie pazurów.
I'mnotafraidofdying,dear - ̗̀runwiththewolves,butdisappeaŕ̖ - Alwaysaround,untilyouappear Guessesaretough,theyfuckwiththatgood life
Krępa, czarna kotka, o krótkiej, wiecznie rozczochranej sierści i silnych, mocnych łapach. Większa od przeciętnego kota, jednak zdecydowanie nie należąca do czołówki najwyższych kotów. Ma głęboko zielone oczy, które rozjaśniają się niemal do żółci na krawędziach. Blizny: urwana 1/4 prawego ucha. | KP
Czy czekała na cud? Owszem, trochę tak. CUDEM było wyrwanie się z nudy i z rutyny. Na szczęście Niedźwiadka miała niezwykłą wręcz zdolność do sprawiania, że cudy stawały się realne. I tak też było tym razem, bo niczym magnes przyciągnęła kogoś do tych Czterech Dębów. Mhm, z pewnością. Jej zasługa. Tak. Towarzystwo faktycznie się zjawiło... i mogło być całkiem interesujące, a przynajmniej tak się zapowiadało. Kiedy Chaber wyczuła zapach Gromu i usłyszała jakiś ruch w okolicy, od razu wiedziała, że zapowiada się przednia zabawa. Nie spodziewała się jednak, że zostanie przywitana w taki dość oryginalny sposób. Cyprysowa Łuska miała, doprawdy, wejście smoka. Uniosła brwi, słysząc słowa obcej... wojowniczki?? i przyjrzała się jej dokładnie. Masywna, włochata i wygadana. Jakże miłe i oryginalne spotkanie. Instynkt podpowiadał Niedźwiadkę, że z tą tu albo się polubią, albo zjedzą przy pierwszej okazji. I szczerze? Żadna z tych wersji nie brzmiała źle. Było to wręcz idealne łamanie rutyny, tak czy inaczej.
– Dzień dobrry – odpowiedziała, wciąż przyglądając się uważnie kocicy, z którą miała do czynienia. Na język cisnęło jej się kilka fajnych ripost, którymi mogłaby odpowiedzieć, ale uznała, że wszystkie z nich były trochę niesympatyczne, a mimo wszystko nie zależało jej na zaostrzaniu sytuacji z klanem Gromu, która bywała chwiejna. Miała nadzieję, że z kimkolwiek miała do czynienia, będzie myślała podobnie. – Prroszę, szanujmy się. Rrryby wcale nie są fajne. Śmierrrdzą, są obślizgłe. Chociaż od Rzeki pewnie trrochę nimi daje – stwierdziła. Jakże interesująca dygresja, nieprawdaż, nieznajoma Gromiaczko? – Ale zapewniam cię, że do rrryby mi daleko. Jestem Niedźwiedź. Niedźwiedzi Kieł – przedstawiła się. Uszanowanie. Skoro już tu przylazła z nadzieją na jakieś ciekawe spotkania, to mogła chociaż spróbować zawrzeć pokojową znajomość, czyż nie?
beforeI die,I'mgonna seesomethingthrough standing tall, theplaceIgrewup ★ I BLOW A KISS ★ 'cuzsoonthey'll seea "me" that theyneverknew
Masywna, postawna kotka, o długim, zadbanym szylkretowym futrze w kolorach: srebrzystym i jasno rudawym, przecinanym przez ciemniejsze, tygrysie pręgi. Z wiekiem przyszło jej uzyskać imponujące rozmiary dzięki którym z łatwością zalicza się go prawdziwych Gromowych gigantów o długich łapskach i ciężkim kroku. Posiada charakterystyczną, rudą plamę na pysku na której znajduje się cieniutka, biała kreska kończąca się pomiędzy chłodno-zielonymi ślepiami. Trójkątny kształt i ułożenie futra na głowie, z lekka zaokrąglone uszy i kudłate bokobrody czy kryza na szyi oraz piersi, upodabniają ją do ojca, tak samo ciągle przymrużone prawe oko i uniesiona jedna z warg wykrzywiające je pysk w wiecznym grymasie. Na wszystkich czterech łapach, piersi oraz brzuchu, ma rozdzieloną biel, która miejscami się rozlewa w inne zakamarki jej futerka. Blizny ma na: gardle; tylnej łapie; grzbiecie; czy rozerwanym uchu od zewnątrz.
Ostra; chłodna; lojalna; ambitna. Księżyce mijały, a wraz z nimi charakter Cyprys nieco ulegał zmianie. Mimo, że nie było to widoczne na pierwszy rzut oka, kocica stała się nieco bardziej rozmowna. Już odrobinę lepiej szło jej rozmawianie z kotami które darzyła jakąkolwiek sympatią czy zaufaniem. Po otrzymaniu rangi wojownika pielęgnuje swoją sumienność, odpowiedzialność i dojrzałość. Stara się dążyć do obranego przez siebie celu jakim jest zostanie szanowanym wojownikiem. Dla większości kotów jest oschła, obojętna, wredna i odznacza się kpiną oraz pogardą. Bez większych ogródek jest w stanie ostro poprzeć swoje zdanie i splunąć jadem prosto w oczy kota, który w jej oczach na to zasłużył. Nie umie okazywać emocji, oraz ich nie rozumie; ukrywa je pod grubą warstwą dystansu, dzięki czemu krytyka i ostre słowa spływają po niej jak po kaczce; Dla kotów bliższych wykazuje się poczuciem humoru czy wsparciem na swój sposób.
Popielny Żar, Pęknięta Łapa, Olcha [KC]
Kiedy w końcu kocica podeszła na odpowiednią odległość do czarnej wojowniczki, zatrzymała się i powoli poruszyła grubym ogonem, przecinając chłodnawe powietrze leniwym ruchem. Miała przed sobą całkiem postawną, krótkowłosą Rzeczniaczkę. Gdyby spotkały się na granicach, Cyprysowa Łuska nie byłaby taka przyjazna, a od razu postawiłaby na przepędzenie mysiego a może rybiego móżdżka spod granic. Tu, na terenie Czterech Dębów jednak panowały zasady przodków. Skoro niegdyś odbywały się tu jakieś zgromadzenia, należałoby uszanować przeszłość. Dlatego też po tym jak to czarna zabrała głos, masywna córa zmarłego wojownika przysiadła i owinęła ogonem łapy. Była w każdej chwili gotowa na atak i obronę, jednak...Postawa jej przypadkowej rozmówczyni na to nie wskazywała. Zdawała się całkiem przychylnie do niej nastawiona a co za tym idzie, zmniejszała ryzyko bycia przez kocicę rozszarpana. Kiedy następne słowa wypłynęły z ust jak się później okazało; Niedźwiedziego Kła, brew Gromiaczki uniosła się jednak jej pysk nadal pozostał obojętny. W zielonych ślepiach błysnęło zainteresowanie jednak jedynie na krótką chwilę. No proszę? Rzeczna glizda z poczuciem humoru? I to jeszcze takim, który jakkolwiek podchodził księżniczce? Było to całkiem ciekawe doświadczenie bowiem w ogóle się go nie spodziewała. Zawsze na granicach spotykała takie koty z tego klanu, że miała ochotę je rozszarpać nawet kosztem przekroczenia granicy. Dopiero teraz przez jej głowę przeszła myśl, że w końcu miała do czynienia z samymi kocurami i nieliczny procent napotkanych Rzecznych patroli składał się z kotek do których nie wyskakiwała z pyskiem od razu. Potrzebowała zachęty, bowiem wychodziła z założenia nauczona doświadczeniem, że kotki mają w głowie o wiele więcej niż kocury. Klan Gromu obfitował w takich, co też ani nie mieli charakteru, ani też wyglądu. Zdawało się więc, że wszystko u nich kulało i głowami tego klanu były kotki. Najgorszym jednak było to, że jedyne kocury jakimi też Cyprys mogłaby w ostateczności się zainteresować albo były jej rodziną, albo był nim Trzmiela Gwiazda. A...przywódca, zdecydowanie nie wchodził w grę; zasady jej na to nie pozwalały i imię Gwiazdy widniało w jej głowie na szaro. Nie dopuszczała jednak do siebie myśli, że Klan Rzeki mógłby mieć równie mądre koty; chociaż Niedźwiedź wydawała się całkiem przystępna. xx- Jak wiatr dobrze zawieje, to czuć wasz odór u nas w obozie. - wychrypiała a jej połamane nieco wibrysy poruszyły się w kąśliwym geście. - Czasem myślę, że się w nich tarzacie dla lepszego efektu. Jednak skoro zapewniasz, uznajmy, że ci wierzę. - kącik jej pysk drgnął a nos nieznacznie naznaczył się na grzbiecie marszczkami, kiedy przejechała językiem po obu wargach, najbardziej na tej wiecznie nieco uniesionej. Na dźwięk imienia, trzepnęła ogonem i wyprostowała się. Niedźwiedzi Kieł. xx- Tyle dobrego, że nie żaden Rybi Odchodek. Cyprysowa Łuska. - przedstawiła się również, wbijając czujne spojrzenie w kocicę, chcąc badać jej najmniejsze drgnięcie; a co najważniejsze! Mimikę.
I'mnotafraidofdying,dear - ̗̀runwiththewolves,butdisappeaŕ̖ - Alwaysaround,untilyouappear Guessesaretough,theyfuckwiththatgood life
Krępa, czarna kotka, o krótkiej, wiecznie rozczochranej sierści i silnych, mocnych łapach. Większa od przeciętnego kota, jednak zdecydowanie nie należąca do czołówki najwyższych kotów. Ma głęboko zielone oczy, które rozjaśniają się niemal do żółci na krawędziach. Blizny: urwana 1/4 prawego ucha. | KP
A i owszem, Rzeczniak z poczuciem humoru! Jeśli było to jedno z kryteriów oceny Cyprys, to trafiła dobrze, bo Chaber potrafiła się na granicy zabawiać wręcz wspaniale. Aż jej się z tego wszystkiego przypomniało spotkanie z zajęcojadką; w sumie szkoda, że już nigdy nie miała okazji spotkać jej ponownie, bo równa była z niej kocica, nawet jeśli obrażała jej siostrę, pft. Ach, ale kto by się nie lubił czasem trochę przyjacielsko powyzywać? Odkąd ego Niedźwiedziego Kła trochę się zmniejszyło, mogła nawet luźno pożartować z siebie samej i z własnego klanu. Zabawne, bo gdyby była wciąż taka, jak była jako kocię, pewnie chętnie sprałaby po mordzie każdego, kto powiedział cokolwiek złego o Rzece. Teraz jednak sama widziała pewne nieprawidłowości. Nie wszystko było kolorowe... a ryby naprawdę mocno jechały, więc podejście szylkretowej kocicy nawet jej się spodobało. Jak to było, wróg twojego wroga jest twoim przyjacielem? Coś takiego. Poza tym, hej, odkąd zabrakło jej w klanie Pliszki, właściwie mogła sobie z czegoś luźno pokpić tylko razem z Bratek, Świetlik lub Czereśnią. To aż o JEDNEGO kota mniej, żałosne. Chaber potrzebowała atencji, potrzebowała działania, a im więcej tym lepiej. Skoro nie miała gdzie szukać w klanie, to trzeba było znaleźć zastępstwo dla Ostrej gdzieś poza nim.
– To chyba jakoś blisko grranic ten wasz obóz – parsknęła. Wiadomo, że ryby były okropne, ale żeby aż tak? No ja cię błagam, pani wojowniczko. Albo to obóz jakiś marny, albo ktoś tu ma wyjątkowo wrażliwy nosek, ha. – Ale wiesz co, coś w tym jest. Od niektórrrych tak daje, że chyba faktycznie nie mają co rrrobić, tylko gniją nad jakimś brzegiem i rrryby łowią. Do tarzania się już od tego niezbyt daleko – dodała po chwili. Oczywiście teraz sama przesadzała, ale naprawdę nie rozumiała, jaką przyjemność oni w tym mieli i co było w rybach takiego smacznego. Niedźwiadka też sobie od czasu do czasu jakąś skubnęła, no ale bez przesady. To żałosne, że takie śmierdzące coś zostało uznane za ich znak rozpoznawczy.
– Pft, prroszę cię. Co jak co, ale w imionach Czerrrwona Gwiazda jest całkiem niezła. Część z pewnością zasłużyłaby na bycie jakimś Rrybim Odchodkiem albo Żabim Bobkiem, ale chyba w każdym klanie znajdą się oferrrmy – mruknęła. Wiedziała, gdzie były granice. Były rzeczy, których nie mogła powiedzieć byle kotce z Gromu, ale skoro mogła sobie pomarudzić na bliżej niezidentyfikowanych wojowników, to czemu by nie? – Cyprrysowa Łuska, mówisz? Nieźle. Do czegoś drrapieżnego jeszcze brakuje, ale lepsze to niż jakiś Mysi Flaczek czy inny Kwiatuszek – stwierdziła po chwili w nieco podobnym tonie.
beforeI die,I'mgonna seesomethingthrough standing tall, theplaceIgrewup ★ I BLOW A KISS ★ 'cuzsoonthey'll seea "me" that theyneverknew
Masywna, postawna kotka, o długim, zadbanym szylkretowym futrze w kolorach: srebrzystym i jasno rudawym, przecinanym przez ciemniejsze, tygrysie pręgi. Z wiekiem przyszło jej uzyskać imponujące rozmiary dzięki którym z łatwością zalicza się go prawdziwych Gromowych gigantów o długich łapskach i ciężkim kroku. Posiada charakterystyczną, rudą plamę na pysku na której znajduje się cieniutka, biała kreska kończąca się pomiędzy chłodno-zielonymi ślepiami. Trójkątny kształt i ułożenie futra na głowie, z lekka zaokrąglone uszy i kudłate bokobrody czy kryza na szyi oraz piersi, upodabniają ją do ojca, tak samo ciągle przymrużone prawe oko i uniesiona jedna z warg wykrzywiające je pysk w wiecznym grymasie. Na wszystkich czterech łapach, piersi oraz brzuchu, ma rozdzieloną biel, która miejscami się rozlewa w inne zakamarki jej futerka. Blizny ma na: gardle; tylnej łapie; grzbiecie; czy rozerwanym uchu od zewnątrz.
Ostra; chłodna; lojalna; ambitna. Księżyce mijały, a wraz z nimi charakter Cyprys nieco ulegał zmianie. Mimo, że nie było to widoczne na pierwszy rzut oka, kocica stała się nieco bardziej rozmowna. Już odrobinę lepiej szło jej rozmawianie z kotami które darzyła jakąkolwiek sympatią czy zaufaniem. Po otrzymaniu rangi wojownika pielęgnuje swoją sumienność, odpowiedzialność i dojrzałość. Stara się dążyć do obranego przez siebie celu jakim jest zostanie szanowanym wojownikiem. Dla większości kotów jest oschła, obojętna, wredna i odznacza się kpiną oraz pogardą. Bez większych ogródek jest w stanie ostro poprzeć swoje zdanie i splunąć jadem prosto w oczy kota, który w jej oczach na to zasłużył. Nie umie okazywać emocji, oraz ich nie rozumie; ukrywa je pod grubą warstwą dystansu, dzięki czemu krytyka i ostre słowa spływają po niej jak po kaczce; Dla kotów bliższych wykazuje się poczuciem humoru czy wsparciem na swój sposób.
Popielny Żar, Pęknięta Łapa, Olcha [KC]
xx- Albo to od was tak jedzie. - odparowała kocica, również cicho parkając pod nosem, a połamane wibrysy delikatnie drgnęły. Oczywistym było, że najzwyczajniej w świecie kocica wyolbrzymia ten charakterystyczny zapach będący na granice Klanem Rzeki. Nieprzyjemna dla nozdrzy mieszanina ryb, mułu i szczyn wcale nie podchodziła Cyprysowej Łusce, chociaż dystansowała się od tego, mając na względzie, że granice z Gromem muszą równie nieprzyjemnie pachnąć. Jednak taki miał być ich cel - odwodzić od przekraczania ich i naruszania terenu innego klanu. A jak się znajdzie taki, co też ma problemy z powonieniem; Cyprys z wielką chęcią zajmie się nim i wbije do pustego łba zasady kodeksu. Ucho jej delikatnie drgnęło, kiedy to usłyszała następne słowa. Czatowanie przy rzece i polowanie na ryby? Ta, zdecydowanie było blisko przy tarzaniu się w ich odchodach i truchłach. Córa Kwaśnego Pyska miała w sobie tyle cierpliwości, co Barwna Łapa rozumu we łbie; czyli nic. Jednak jak chodziło o polowanie, jakaś magiczna kropelka cierpliwości nawiedzała jezioro w jej łbie, pozwalając jej na długie polowania i równie długie szukanie zwierzyny. Za to jak idzie o zachowanie kotów czy nauczanie; nie dogadasz się jak cię księżniczka nie polubi. Wiele różnych czynników mogło albo przechylić szale na korzyść rozmówcy, a jeszcze więcej - na niekorzyść. Znikąd też nie pojawiła się czarna lista u Cyprysicy, prawda? Z każdym dniem dopisywane są tam nowe imiona i rzadko komu udaje się z niej awansować na rangę "znośnego". Co się zaś tyczy Niedźwiedzicy? Zobaczymy. xx- I to nie jedna. - odparła, owijając ogon wokół łap, kiedy to usiadła wygodniej masywnym cielskiem. Rozmowa o ofermach wydawała ej się całkiem ciekawa. Zaskoczyło ją to, bowiem spodziewała się czegoś niższych lotów, a tu proszę. Niedźwiedzi Kieł zdawała się całkiem udaną partią do rozmów. Teraz to chyba już oczywistym było, że kocice zostały obdarowane o wiele większym intelektem niż kocury. Jak już nawet Rzeczniaczka gada rozsądniej niż przeciętny, Gromowy nośnik plemników. Wstyd panowie. Resztę wypowiedzi o imionach przemilczała, bowiem...Cóż. Czerwona Gwiazda nie figurowała w jej mniemaniu jako kot, który myśli o czymś innym niż obrona zaszczanych krzaków i rybich flaków na swoim terenie. Nie chciała psuć też tego wspaniałego poglądu co do imion. Ćmi Zmierzch? Też mi straszne imię. Aż łapy piękną, łapcie bo lecę. Kiedy to padł komentarz do imienia srebrzysto-miodowej szylkretki, obojętnie machnęła uchem. Fakt, Cyprys nie brzmiał ani trochę strasznie. Wolałaby być czymś równie drapieżnym co jej brat; czy właśnie jak Niedźwiedzi Kieł. Cóż, ładnie to kontrastowało z jej wyglądem - a rośliny, od których to została nazwana, chociaż niepozorne, nosiły na swoich barkach ciekawe znaczenie. xx- Nie potrzebuje groźnego imienia, aby wzbudzać w przeciwnikach strach, Niedźwiedzi Kle. - mruknęła i wykrzywiła pysk w drapieżnym grymasie na...jakieś uderzenie serca. Niektóre koty płakały ze strachu na jej widok i trzęsły się jak galarety, a nawet nie uniosła na nie głosu. Ups. - Kwiatuszek. Nie wyobrażam sobie, abym mogła posiadać takie imię. Szanujmy się, krzewy jeszcze przejdą, ale kwiatki?
I'mnotafraidofdying,dear - ̗̀runwiththewolves,butdisappeaŕ̖ - Alwaysaround,untilyouappear Guessesaretough,theyfuckwiththatgood life
Krępa, czarna kotka, o krótkiej, wiecznie rozczochranej sierści i silnych, mocnych łapach. Większa od przeciętnego kota, jednak zdecydowanie nie należąca do czołówki najwyższych kotów. Ma głęboko zielone oczy, które rozjaśniają się niemal do żółci na krawędziach. Blizny: urwana 1/4 prawego ucha. | KP
– Moooże. A może Grromiacy mają po prrostu zbyt wrrażliwe noski i nie potrrafią znieść rrybiego smrrodku, co? – spytała i parsknęła z rozbawieniem. Towarzystwo Cyprysowej Łuski szybko okazało się znacznie bardziej zabawne, niż się na początku spodziewała, nawet jeśli ta nie była taka luźna i przyjazna jak Niedźwiadka. Heh, o ile Niedźwiedzicę można było nazwać przyjazną, co często było kwestią sporną. Ale póki nie miała powodu do złośliwości, to nie było co się na nie silić. A Cyprys wydawała się całkiem fajna i przynajmniej, no, nie tak zupełnie sztywna, skoro dało się z nią pożartować i trochę sobie nawzajem powytykać bez obijania się po mordach. Obijanie się po mordach też byłoby ciekawe, ale nie aż tak, ha! Poza tym, tsk, szanujmy się – najlepiej biło się takich frajerów typu Sokoła, co to wszystkie rozumy pozjadali i zachowywali się jak ostatnie gbury. Sprawiało znacznie większą przyjemność, niż bicie się z jakimiś losowymi kotkami. A taki Sokoli Móżdżek BARDZO sobie zasłużył. Szkoda tylko, że nie było jeszcze stosownej okazji.
– Tsk, prrawda. Dobrze, że nie tylko Rzeka ma ten mały... prroblem. Czasami mam wrrażenie, że niektórrre jednostki powinny zostać cofnięte do rrrangi kociaka za ogrraniczone umiejętności myślenia – prychnęła. OCZYWIŚCIE, że miała na myśli na przykład takiego Sokoła właśnie. Ale nie tylko – jej własny, rodzony brat Mrozik z pewnością by na to zasługiwał, skoro był frajerem na tyle, że Czerwona Gwiazda mianowała go matką. KOCURA! Co za wstyd.
– Ha, no prroszę, dobrra ta twoja drrapieżna mina! Starrrczy ci, to prrawda – przyznała w końcu. Niedźwiadka też tak potrafiła, ale niech tam Cyprysowej Łusce będzie, ma swoje atuty, to trzeba jej tam przyznać. – No DOKŁADNIE. A wyobrraź sobie, że jako kociak nazywałam się Chaberrr! Ja. Chaberrr. Marrrny, pospolity, malutki, niebieski kwiatuszek. Dobrze, że przynajmniej Czerrrwona Gwiazda się poznała i zostałam Niedźwiedziem, bo jakbym miała być Chabrowym Płateczkiem czy innym Listeczkiem, to chyba wymyśliłabym sobie inne imię – parsknęła. Jej pierwsze imię było... słabe, ale ładnie kontrastowało z jej charakterem. I było dobrym porównaniem, kiedy przedstawiała się jako Niedźwiedź.
beforeI die,I'mgonna seesomethingthrough standing tall, theplaceIgrewup ★ I BLOW A KISS ★ 'cuzsoonthey'll seea "me" that theyneverknew
Masywna, postawna kotka, o długim, zadbanym szylkretowym futrze w kolorach: srebrzystym i jasno rudawym, przecinanym przez ciemniejsze, tygrysie pręgi. Z wiekiem przyszło jej uzyskać imponujące rozmiary dzięki którym z łatwością zalicza się go prawdziwych Gromowych gigantów o długich łapskach i ciężkim kroku. Posiada charakterystyczną, rudą plamę na pysku na której znajduje się cieniutka, biała kreska kończąca się pomiędzy chłodno-zielonymi ślepiami. Trójkątny kształt i ułożenie futra na głowie, z lekka zaokrąglone uszy i kudłate bokobrody czy kryza na szyi oraz piersi, upodabniają ją do ojca, tak samo ciągle przymrużone prawe oko i uniesiona jedna z warg wykrzywiające je pysk w wiecznym grymasie. Na wszystkich czterech łapach, piersi oraz brzuchu, ma rozdzieloną biel, która miejscami się rozlewa w inne zakamarki jej futerka. Blizny ma na: gardle; tylnej łapie; grzbiecie; czy rozerwanym uchu od zewnątrz.
Ostra; chłodna; lojalna; ambitna. Księżyce mijały, a wraz z nimi charakter Cyprys nieco ulegał zmianie. Mimo, że nie było to widoczne na pierwszy rzut oka, kocica stała się nieco bardziej rozmowna. Już odrobinę lepiej szło jej rozmawianie z kotami które darzyła jakąkolwiek sympatią czy zaufaniem. Po otrzymaniu rangi wojownika pielęgnuje swoją sumienność, odpowiedzialność i dojrzałość. Stara się dążyć do obranego przez siebie celu jakim jest zostanie szanowanym wojownikiem. Dla większości kotów jest oschła, obojętna, wredna i odznacza się kpiną oraz pogardą. Bez większych ogródek jest w stanie ostro poprzeć swoje zdanie i splunąć jadem prosto w oczy kota, który w jej oczach na to zasłużył. Nie umie okazywać emocji, oraz ich nie rozumie; ukrywa je pod grubą warstwą dystansu, dzięki czemu krytyka i ostre słowa spływają po niej jak po kaczce; Dla kotów bliższych wykazuje się poczuciem humoru czy wsparciem na swój sposób.
Popielny Żar, Pęknięta Łapa, Olcha [KC]
xx- Zawsze mogłoby go nie być, mniej problemów. - syknęła z zębatym uśmiechem kocica, wykrzywiając nieznacznie swój pysk, a jej wibrysy z lekka zadrżały za sprawą nikłego rozbawienia jakie odczuwała podczas tej wymiany zdań. Neutralny grunt robił swoje, bo gdyby spotkała Niedźwiedzi Kieł na granicy - nie byłoby tak przyjemnie. Na razie jednak owa rozmowa jej się podobała i nie mogła temu zaprzeczyć. Prychnęła cicho pod nosem i po chwili dodała. - Hodujecie niezłych śśmierdzieli, pogratuluj ode mnie Czerwonej Gwieździe. - może jeszcze przyleci na granice i zacznie toczyć pianę z pyska bo ktoś obraził jej ukochany grajdołek? Cyprys naprawdę byłaby ciekawa takiej konfrontacji z Rzeczną przywódczynią. Na pewno okazałaby jej chociaż odrobinę szacunki przez fakt, że jest przywódcą. Poza tym nic więcej i bardzo chętnie oddałaby jej za hm...Powiedzmy rachunki kogoś innego. Trzepnęła uchem na słowa Niedźwiadki co do klanowych miernot i delikatnie zmrużyła zielone ślepia. Nie miała w tym temacie nic do ujęcia - również szczerze uważała, że niektóre jednostki nie zasługiwały na swoją rangę i tylko psuły opinie klanu na granicach jak udało im się tam dotrzeć. Od terminatorów po wojowników. W każdej grupie znajdzie się kilku takich, którzy na to aby się tam znaleźć zwyczajnie w świecie nie zasługują. Kocica mogłaby w nieskończoność wymieniać imiona kotów, których z łatwością by zdegradowała gdyby tylko mogła. Czekałaby cierpliwie na podwinięcie łapy i...Siup. W oczach córy Kwaśnego Pyska to własnie degradacja zostawiała większe piętno niż wywalenie na zbity pysk. Kot wtedy dobrowolnie zmieniał sobie imię bądź zostawał przy tym które mu wcześniej nadano. Degradacja obdzierała z godności dwa razy dobitniej niż banicja. Dlatego też masywny łeb szylkretowej wojowniczki ruszył się w jasnym geście zgody ze słowami Rzeczniaczki. To aż dziwne! Cóż, przynajmniej nie uczy się pływać jak jej brat, który przejął tę umiejętność od zapewne pierwszego, lepszego kota. Pfi! Nie zareagowała jakoś szczególnie na jej słowa o swojej minie. Jak już sama uznała, że coś jest w niej odpowiednie to musiało tak być. Rzadko kiedy cokolwiek jej w sobie odpowiadało, więc...Nie potrzebowała potwierdzenia jakiegoś Rzeczniaka aby się w tym upewniać. Znacznie bardziej zaciekawiła się następnym tematem - imiona. Niedźwiedzi Kieł najwyraźniej miała podobne zdanie o tych wszystkich kwiatkach, listkach i króliczkach. Z gardła masywnej kocicy wydobył się rozbawiony i krótki pomruk, który równocześnie mógł zostać odebrany jak niezadowolony bulgot. Interpretacja dowolna. Niedźwiedź chyba umie dodać dwa do dwóch, nie? xx- Chaber? Groźne. - charknęła w końcu i poruszyła końcówką ogona. - Ja znałam kocura, którego nazwano Motyl. Był tak miękką i rozlazłą kupą mysiej strawy, że się nie dziwie, że dali mu imię od tak mizernego robala. I do tego był rudy! A głupszy niż kijanka, bleh. - skrzywiła się na sam koniec, marszcząc demonstracyjnie grzbiet nosa. Naprawdę, takie zestawienie było już przesadą! Przynajmniej przodkowie mieli niezły ubaw podczas oglądania tego teatrzyku z jego udziałem. Szkoda, że Cyprys nie koniecznie.
I'mnotafraidofdying,dear - ̗̀runwiththewolves,butdisappeaŕ̖ - Alwaysaround,untilyouappear Guessesaretough,theyfuckwiththatgood life
Krępa, czarna kotka, o krótkiej, wiecznie rozczochranej sierści i silnych, mocnych łapach. Większa od przeciętnego kota, jednak zdecydowanie nie należąca do czołówki najwyższych kotów. Ma głęboko zielone oczy, które rozjaśniają się niemal do żółci na krawędziach. Blizny: urwana 1/4 prawego ucha. | KP
Niezależnie od tego, czy to neutralny grunt, czy też granica... Chaber bawiła się DOSKONALE gadając z kotami z innych klanów. Czy to ten Płonący Las, który był niezwykle zabawną postacią, czy to Cyprys, która okazała się niezwykle przyjemnym towarzyszem do ploteczek. Niedźwiadka bawiła się wybornie; wreszcie mogła sobie ponarzekać, popsioczyć na to, co jej nie pasowało i w swoim, i w innych klanach, a w dodatku trochę przełamać rutynę i poznać kogoś fajnego. Miała w obozie spore towarzystwo do wyboru, ale niegdyś było większe, a więc trzeba było sobie jakoś uzupełnić braki, nie?
– Nie sposób się nie zgodzić, bez rrybiego smrrodku każdemu żyłoby się lepiej – parsknęła. Przede wszystkim, no, jej samej na przykład. Ryby łowiłoby się znacznie przyjemniej, gdyby nie śmierdziały. Ale Niedźwiadka w ogóle nie przepadała za łowieniem ryb, chyba że chciała akurat zaszpanować, że potrafi coś WIĘCEJ niż standardowy wojownik z innego klanu. Bla, bla, chluba Rzeki i tak dalej. Łowienie ryb wymagało jeszcze więcej cierpliwości niż zwykłe polowanie i trzeba było siedzieć w CISZY i BEZRUCHU, a to zdecydowanie nie było mocną stroną Chaber. – Pewnie, jeżeli ty przekażesz Trzmielej Gwieździe, żeby nie hodował takich wrrażliwców i przyzwyczajał swoich wojowników do niedogodności takich jak byle smrrodek – powiedziała i zaśmiała się krótko, a potem puściła Cyprys oczko. Proszę bardzo, jak sobie życzysz, moja droga. Mogła przekazać Czerwonej co tam tylko wojowniczka chciała, ale jak wojna, to wojna, prawda? Słysząc pomruk ze strony kocicy, nie zastanawiała się długo nad tym, jak go interpretować. W takim kontekście, w rozmowie z NIĄ? Oczywiście, że musiało to być coś pozytywnego, pfft.
– Niezwykle grroźne – zgodziła się, a następnie dramatycznie wzniosła oczy ku niebu. – Och, nie! Przerrrażający niebieski kwiatuszek, co ja terrraz zrrobię? – rzuciła z rozbawieniem, ale jednocześnie wciąż utrzymując dramatyczną narrację. Zdecydowanie bardzo groźne te chabry. – Pfft, frrajerrr. Co takiego zrrobił, że aż tak z nim źle? Poza tym, że był na tyle miękki, że takie imię do niego pasowało? – spytała czystej ciekawości. – Chociaż może to nawet lepiej, że pasowało. Bo znam jednego, którrry został nazwany Sokołem, a sokoli to może mieć co najwyżej móżdżek. Gburrrowaty, zaślepiony egoista... i niezwykle głupi, bo nawet nie rrrozumie tych najprrostszych zasad Kodeksu – prychnęła. Ach, jak przyjemnie było sobie porozmawiać o jej ulubionym wojowniku, czyż nie?
beforeI die,I'mgonna seesomethingthrough standing tall, theplaceIgrewup ★ I BLOW A KISS ★ 'cuzsoonthey'll seea "me" that theyneverknew
Masywna, postawna kotka, o długim, zadbanym szylkretowym futrze w kolorach: srebrzystym i jasno rudawym, przecinanym przez ciemniejsze, tygrysie pręgi. Z wiekiem przyszło jej uzyskać imponujące rozmiary dzięki którym z łatwością zalicza się go prawdziwych Gromowych gigantów o długich łapskach i ciężkim kroku. Posiada charakterystyczną, rudą plamę na pysku na której znajduje się cieniutka, biała kreska kończąca się pomiędzy chłodno-zielonymi ślepiami. Trójkątny kształt i ułożenie futra na głowie, z lekka zaokrąglone uszy i kudłate bokobrody czy kryza na szyi oraz piersi, upodabniają ją do ojca, tak samo ciągle przymrużone prawe oko i uniesiona jedna z warg wykrzywiające je pysk w wiecznym grymasie. Na wszystkich czterech łapach, piersi oraz brzuchu, ma rozdzieloną biel, która miejscami się rozlewa w inne zakamarki jej futerka. Blizny ma na: gardle; tylnej łapie; grzbiecie; czy rozerwanym uchu od zewnątrz.
Ostra; chłodna; lojalna; ambitna. Księżyce mijały, a wraz z nimi charakter Cyprys nieco ulegał zmianie. Mimo, że nie było to widoczne na pierwszy rzut oka, kocica stała się nieco bardziej rozmowna. Już odrobinę lepiej szło jej rozmawianie z kotami które darzyła jakąkolwiek sympatią czy zaufaniem. Po otrzymaniu rangi wojownika pielęgnuje swoją sumienność, odpowiedzialność i dojrzałość. Stara się dążyć do obranego przez siebie celu jakim jest zostanie szanowanym wojownikiem. Dla większości kotów jest oschła, obojętna, wredna i odznacza się kpiną oraz pogardą. Bez większych ogródek jest w stanie ostro poprzeć swoje zdanie i splunąć jadem prosto w oczy kota, który w jej oczach na to zasłużył. Nie umie okazywać emocji, oraz ich nie rozumie; ukrywa je pod grubą warstwą dystansu, dzięki czemu krytyka i ostre słowa spływają po niej jak po kaczce; Dla kotów bliższych wykazuje się poczuciem humoru czy wsparciem na swój sposób.
Popielny Żar, Pęknięta Łapa, Olcha [KC]
Wargi kocicy drgnęły w drapieżnym, rozbawionym uśmiechu na słowa Niedźwiedziego Kła na temat smrodu. Cyprys cicho prychnęła i poruszyła połamanymi wibrysami. Wstyd było się przyznać, jednak podobała jej się ta wymiana zdań. Była przyjemnie prosta, a jednak odpowiednio zabarwiona czystymi doczepkami po których żadna z kocic nie obruszała się i nie stroszyła z frustracją. - Przekaże. - odparła i cicho prychnęła. Oj tak, już leci w podskokach do Trzmielej Gwiazdy, aby przekazywać mu taką pierdołę. Było w tym coś zabawnego, bo żadna z kocic w życiu nie rzuciłaby taką pierdołą w kierunku przywódcy, a jednak bardzo przyjemnie było sobie z tego pożartować. Kto by pomyślał, że Rzeczniak z taką lekkością przyzna iż smród ryb jest jednak irytujący. Oczywiście, że Cyprysowa Łuska wyolbrzymiała i tak naprawdę już dawno przyzwyczaiła się do zapachów innych klanów. Zdawała sobie sprawę z tego, że każdy Klan ma swój indywidualny, śmierdzący zapach aby odpychał nieproszonych gości. Cóż jak już o zapachu moczu i jego zabezpieczających właściwościach mowa, będzie musiała kiedyś porozmawiać z Truskawką co do możliwego wzbogacenia intensywności ów zapachu dzięki jakiemuś zielsku, bo samotnicy zdawali sobie nie robić kompletnie NIC z wyznaczonych granic stając się istną, plagą szkodników na Gromowych terenach. Tu już nawet nie chodziło o czystą niechęć ze strony kocicy wobec tych szczurzych wypluwek, a fakt, że klan cierpiał z tego powodu. No dobra, nienawiść kocicy do samotników też grała w tym ważne skrzypce. Nie oszukujmy się. Przecież jako jedna z pierwszych skakała do gardła aby wyruszyć i zamordować okolicznych samotników w momencie, jak ledwo została mianowana. Aż się łezka w oku kręci... Widząc, jak Chaber puszcza w jej kierunku oczko, trzepnęła uchem, wykrzywiając się ponownie w grymasie, który miał być najpewniej uśmiechem. Skoro nawet pomruki Chaber uznawała za pozytywy to i z takimi kwiatkami nie powinna mieć problemów. Dramatyczną mowę ku niebu kocica nieco pominęła, jedynie mrużąc lekko ślepia, jednak...w rozbawieniu. Skupiła się bardziej na zadanym przez Niedźwiedź pytaniu o Barwnego. Zmarszczyła grzbiet z obrzydzeniem na samo wspomnienie rudej wywłoki i nastroszyła lekko ogon. Co takiego zrobił? Czego NIE zrobił! - Matka mu chyba oszczędziła mózgu jak go nosiła w brzuchu. Wyobraź sobie, że pchał mi się pod łapy w naiwnych próbach zbliżenia się. Raz go prawie zmiażdżyłam, a ten dalej swoje. - wręcz wypluła te słowa. Z biegiem księżyców zachowanie kocura zdawało jej się jeszcze bardziej idiotyczne. Bo co on chciał przez to uzyskać? Sympatie? Coś więcej? Jak tak, to naprawdę musiał nieźle uderzyć tym pustym łbem o ziemię podczas porodu. Kiedy też i Niedźwiadka wyprowadziła swojego kandydata na mysią strawę, Cyprys nadstawiła uszu w zaciekawieniu. Sokół. No proszę, kolejny kocur. - Najwyraźniej kocury z natury to skończeni debile. - prychnęła kpiąco i trzepnęła ogonem. Nic nowego, zrozumiała to już kupę czasu temu. - Jeszcze mi powiedz, że jest już wojownikiem. - na pewno już jest. Rozerwane Ucho była wojowniczką już jak Cyprys była kociakiem, a jednak nie rozumiała podstaw. Więc czemu niby ten cały Sokół miałby nie być? Niech chociaż sprawiedliwość działa na ten niż intelektualny.
I'mnotafraidofdying,dear - ̗̀runwiththewolves,butdisappeaŕ̖ - Alwaysaround,untilyouappear Guessesaretough,theyfuckwiththatgood life
Krępa, czarna kotka, o krótkiej, wiecznie rozczochranej sierści i silnych, mocnych łapach. Większa od przeciętnego kota, jednak zdecydowanie nie należąca do czołówki najwyższych kotów. Ma głęboko zielone oczy, które rozjaśniają się niemal do żółci na krawędziach. Blizny: urwana 1/4 prawego ucha. | KP
Kąciki jej pyska uniosły się w figlarnym uśmiechu, kiedy Cyprys poinformowała ją, że w istocie przekaże Trzmielej Gwieździe wiadomość od rzecznej wojowniczki. Oczywiście doskonale wiedziała, że Cyprysowa Łuska nie miała zamiaru latać do przywódcy i zawracać mu głowy takimi PIERDOŁAMI, podobnie jak ona sama nie zamierzała lecieć do Czerwonej Gwiazdy, ale mimo wszystko była to satysfakcjonująca wymiana zdań. Kto by pomyślał, że spotka kogoś faktycznie tak ciekawego, tsk. Wiedziała, że rozmawianie z kotami z innych klanów to dobra rozrywka, ale żeby tak?
– W takim rrazie umowa stoi – powiedziała więc, żeby oficjalnie to przypieczętować. Ha, jasne, OFICJALNIE. Bardzo. Już pędzę do przywódcy, Cyprysowa Łusko. A gdzie tam! Zbyt przyjemnie jej się rozmawiało, żeby teraz sobie iść, no nie? Szczególnie że po chwili temat zszedł na ploteczki, a to lubiła wręcz WYBITNIE. Mogłaby całymi dniami gadać o Sokolim Skrzydle, a ani trochę by się nie znudziła, bo nawet sformułowanie "rybi móżdżek" nie oddawało jego głupoty. Serio, co ta Śliwka w nim widziała? Bleh. Musiała być jakaś zaślepiona, bo ani nie gadało się z nim przyjemnie, ani nawet nie wyglądał jakoś przesadnie dobrze. No i kto jak kto, ale Śliwka chyba nie śliniłaby się do jakiegoś kocura, tylko dlatego, że wyglądał dobrze, nie? Do jej kochasia mogły jednak przejść za chwilę, bo na razie była ciekawa tego Motyla od Cyprys. Słysząc, że pchał się jej pod łapy, aż się zaśmiała.
– Zwykły durrreń, z tego co słyszę – prychnęła ze zdegustowaniem. Na uwagę o kocurach poruszyła z kolei wąsami z zainteresowaniem. – Ty wiesz, coś w tym jest – skomentowała, bo chociaż personalnie nic do kocurów nie miała, to jeszcze nie spotkała za bardzo takich, które byłyby spoko. Może tylko Skra, khe. – Wyobrraź sobie, że jest! Nie wiem, jak nim został, serrrio. Miał prroblem z zasadą, że można zawierrrać przyjaźnie poza klanem i nawrzeszczał na moją siostrrę, że jest nielojalna w stosunku do klanu, bo rrrozmawiała z kocurrrem z klanu Cienia. Wyobrrażasz sobie, Cyprrysowa Łusko? Norrrmalnie popełniamy terrraz zbrrodnię, może powinnyśmy się rrrozejść, zanim będzie za późno – zarechotała. Zobacz, towarzyszko, jak stylowo zdradzamy swoje klany. Parsk.
beforeI die,I'mgonna seesomethingthrough standing tall, theplaceIgrewup ★ I BLOW A KISS ★ 'cuzsoonthey'll seea "me" that theyneverknew
Masywna, postawna kotka, o długim, zadbanym szylkretowym futrze w kolorach: srebrzystym i jasno rudawym, przecinanym przez ciemniejsze, tygrysie pręgi. Z wiekiem przyszło jej uzyskać imponujące rozmiary dzięki którym z łatwością zalicza się go prawdziwych Gromowych gigantów o długich łapskach i ciężkim kroku. Posiada charakterystyczną, rudą plamę na pysku na której znajduje się cieniutka, biała kreska kończąca się pomiędzy chłodno-zielonymi ślepiami. Trójkątny kształt i ułożenie futra na głowie, z lekka zaokrąglone uszy i kudłate bokobrody czy kryza na szyi oraz piersi, upodabniają ją do ojca, tak samo ciągle przymrużone prawe oko i uniesiona jedna z warg wykrzywiające je pysk w wiecznym grymasie. Na wszystkich czterech łapach, piersi oraz brzuchu, ma rozdzieloną biel, która miejscami się rozlewa w inne zakamarki jej futerka. Blizny ma na: gardle; tylnej łapie; grzbiecie; czy rozerwanym uchu od zewnątrz.
Ostra; chłodna; lojalna; ambitna. Księżyce mijały, a wraz z nimi charakter Cyprys nieco ulegał zmianie. Mimo, że nie było to widoczne na pierwszy rzut oka, kocica stała się nieco bardziej rozmowna. Już odrobinę lepiej szło jej rozmawianie z kotami które darzyła jakąkolwiek sympatią czy zaufaniem. Po otrzymaniu rangi wojownika pielęgnuje swoją sumienność, odpowiedzialność i dojrzałość. Stara się dążyć do obranego przez siebie celu jakim jest zostanie szanowanym wojownikiem. Dla większości kotów jest oschła, obojętna, wredna i odznacza się kpiną oraz pogardą. Bez większych ogródek jest w stanie ostro poprzeć swoje zdanie i splunąć jadem prosto w oczy kota, który w jej oczach na to zasłużył. Nie umie okazywać emocji, oraz ich nie rozumie; ukrywa je pod grubą warstwą dystansu, dzięki czemu krytyka i ostre słowa spływają po niej jak po kaczce; Dla kotów bliższych wykazuje się poczuciem humoru czy wsparciem na swój sposób.
Popielny Żar, Pęknięta Łapa, Olcha [KC]
Kocica prychnęła chrapliwie pod nosem, uderzając lekko ogonem o ziemie, jednak nie było w tym geście żadnej złości. O dziwo naprawdę dobrze bawiła się w towarzystwie Chaber, a raczej NIEDŹWIEDZIEGO Kła, bo na co komu kwiatuszki. Czerwona Gwiazda wiedziała komu dać odpowiednie imię, bo jakby dalej czarna kocica nazywana była od jakiegoś mizernego, niebieskiego kwiatuszka, to Cyprys naprawdę mocno by jej współczuła. Wystarczy, że jej matka ma do gustu tyle imion, co kocury mózgu w pustych łbach. Cyprys. Kto to słyszał. Coraz bardziej podobał jej się tor w jaki skręcała ich wymiana zdań, bo kto jak kto, ale Cyprys z wielką chęcią lubiła popluć jadem na koty, które w jej mniemaniu, zasłużyły na to jak najbardziej. Motyl był więc idealną kukłą do sprezentowania kwiatu Gromowych kocurów. Owszem, znalazłoby się kilku takich, których Cyprys uznawała za myślących i całkiem znośnych, jednak miała do nich takiego pecha, że...Pożal się Gwiazdy Klanie! Czy przypadek Barwnej Łapy nie był idealnym podsumowaniem? - I to jaki. - prychnęła szyderczo wojowniczka, szczerząc ostre kły w drapieżnym grymasie, a grzbiet jej nosa sam się zmarszczył aby dodać pikanterii. Jak ona żałowała, że wtedy blokowała się przed spraniem tego frajera. W ryzach trzymało ją tylko dobre imię i fakt, że byli w OBOZIE. Gdyby przyszło jej rozmawiać z terminatorem zastępczyni gdzieś poza nim...Cóż, mogłoby się okazać, że jedno z nich by nie wróciło w całości. Jedno, rude, coś. - Niesstety zmył się z Klanu nim zdołałam wyścielić nim swoje legowisko. Chociaż nie żałuje, jeszcze bym się od niego czegoś nabawiła, ugh. - syknęła nawet nie musząc udawać swojego obrzydzenia. Tak jak zrobienie sobie z kocura legowiska, tym samym cóż - łagodnie mówiąc, posyłając go do Gwiezdnych w długie odwiedziny, tak łamanie przy tym kodeksu i możliwe zarażenie się od niego jakimś robactwem skutecznie gasiło zapał gigantki do tego typu myśli. Bo...były to jedynie myśli. Nigdy nie odważyłaby się zabić klanowicza, chociażby wkurzał ją tak jak Motyl. Były zasady, których nie należało przekraczać, a to była jedna z nich. - Oczywiście, że coś w tym jest. Patrząc na to ile kocic jest na wysokich rangach, łatwo to stwierdzić. - rzuciła pewnie. Nie trudno było wywnioskować, że Cyprys za kocurami nigdy nie była, nie jest i nie będzie. Kilka porządnie nadepnęło jej an odcisk i...Tylko niewiele uważała za coś dobrego. Hm...chyba już o tym myślała. Kąśliwie prychnęła, unosząc wyżej podbródek w momencie jak Niedźwiadka oznajmiła jej, że wspomniany przegryw jest wojownikiem. Najwyraźniej Czerwona Gwiazda miała chwilowe zaćmienia - raz mianowała koty, które rzeczywiście się do ego nadają, raz...Takie wypluwki. Nic wstydliwego, Trzmiel też miał za uszami parę...Niewypałów i to jeszcze spod własnych łap! Dymiący Staw raczej do najlepszych produktów przywódcy nie należał. Phi! - Do żabojadów mi daleko. - sama zarechotała chrapliwie, pochylając się lekko do przodu, poruszając wibrysami w rozbawieniu. Na to wyglądało, że ten cały Sokół, miał niezdrowy instynkt kontroli. Czyżby dał się omotać uczuciom względem siostry Dźwiadki? - A gdyby chciał i tu i teraz, zarzucić tobie zdradę, cóż. Może on lepiej nada się na moje legowisko, niż Motyl?
I'mnotafraidofdying,dear - ̗̀runwiththewolves,butdisappeaŕ̖ - Alwaysaround,untilyouappear Guessesaretough,theyfuckwiththatgood life
Krępa, czarna kotka, o krótkiej, wiecznie rozczochranej sierści i silnych, mocnych łapach. Większa od przeciętnego kota, jednak zdecydowanie nie należąca do czołówki najwyższych kotów. Ma głęboko zielone oczy, które rozjaśniają się niemal do żółci na krawędziach. Blizny: urwana 1/4 prawego ucha. | KP
No cóż, tak już było, że niektórzy mieli dobry GUST do imion, a niektórzy nie potrafili odpowiednio nazywać kotów. Na przykład, pft, Chaber nie miała pojęcia, co sobie myślała Kosowa Pieśń, kiedy nadawała jej imię po babci, ale musiała już pewnie dobrze wiedzieć, że zrobiła w tym nazywaniu POMYŁKĘ. He, przynajmniej nie ona jedna. Było wiele kotów, które latały po świecie z głupawymi imionami, chociażby... ta, no, przywódczyni Cienia, Płomykówkowa Gwiazda. Bardziej wymyślnie się nie dało? Hmpf. Matkom się chyba czasem przy tym nazywaniu kociąt przewracało w głowie.
– Przynajmniej dzięki takim durrrniom widać, kto faktycznie się nadaje – mruknęła, kiedy Cyprys przyznała jej rację. Plaga głąbów to było najgorsze, co mogło się przytrafić klanowi, bo nijak się było tego pozbyć, ale przynajmniej dzięki temu PEWNE jednostki się wyróżniały. Takie jak sama Niedźwiedzica czy też jej nowa zagraniczna koleżanka, Cyprysowa Łuska. – Jak alerrrgii na rrrudych głąbów? Czaję. Ale trrochę szkoda, że nawet na to się nie przydał – prychnęła z rozbawieniem. Mógłby chociaż zostać dywanikiem, a tak... tsk. Coś nie wyszło. Kiedy Cyprys wspomniała o tym, że głównie kotki były na wysokich stanowiskach, Chaber pokiwała lekko głową. Fakt. W większości klanów przywódcami były kotki, medyczkami też. Z zastępcami było różnie, ale zdaje się, że kocice wciąż miały przewagę. Proszę, cóż za obserwacje. – Ano. Ale w Grromie przywódcą jest kocurrr, nie? Trzmiela Gwiazda. Co o nim sądzisz? – spytała, o dziwo nie po to, żeby wydobywać jakieś informacje o Gromiakach, a z czystej ciekawości.
– Może. Jak nie przepadasz za rrrudymi, to on jest szarrro-biały, a w dodatku ma długie futrro, więc wiesz. Rrobiłby za całkiem wygodną wyściółkę – parsknęła. Poduszka z Sokoła, mm, idealnie. – Ale wtedy musimy się nim podzielić. Też chcę sobie czymś wyłożyć legowisko – powiedziała poważnie. Nie ma zabierania sobie całej nagrody, pft.
beforeI die,I'mgonna seesomethingthrough standing tall, theplaceIgrewup ★ I BLOW A KISS ★ 'cuzsoonthey'll seea "me" that theyneverknew
Masywna, postawna kotka, o długim, zadbanym szylkretowym futrze w kolorach: srebrzystym i jasno rudawym, przecinanym przez ciemniejsze, tygrysie pręgi. Z wiekiem przyszło jej uzyskać imponujące rozmiary dzięki którym z łatwością zalicza się go prawdziwych Gromowych gigantów o długich łapskach i ciężkim kroku. Posiada charakterystyczną, rudą plamę na pysku na której znajduje się cieniutka, biała kreska kończąca się pomiędzy chłodno-zielonymi ślepiami. Trójkątny kształt i ułożenie futra na głowie, z lekka zaokrąglone uszy i kudłate bokobrody czy kryza na szyi oraz piersi, upodabniają ją do ojca, tak samo ciągle przymrużone prawe oko i uniesiona jedna z warg wykrzywiające je pysk w wiecznym grymasie. Na wszystkich czterech łapach, piersi oraz brzuchu, ma rozdzieloną biel, która miejscami się rozlewa w inne zakamarki jej futerka. Blizny ma na: gardle; tylnej łapie; grzbiecie; czy rozerwanym uchu od zewnątrz.
Ostra; chłodna; lojalna; ambitna. Księżyce mijały, a wraz z nimi charakter Cyprys nieco ulegał zmianie. Mimo, że nie było to widoczne na pierwszy rzut oka, kocica stała się nieco bardziej rozmowna. Już odrobinę lepiej szło jej rozmawianie z kotami które darzyła jakąkolwiek sympatią czy zaufaniem. Po otrzymaniu rangi wojownika pielęgnuje swoją sumienność, odpowiedzialność i dojrzałość. Stara się dążyć do obranego przez siebie celu jakim jest zostanie szanowanym wojownikiem. Dla większości kotów jest oschła, obojętna, wredna i odznacza się kpiną oraz pogardą. Bez większych ogródek jest w stanie ostro poprzeć swoje zdanie i splunąć jadem prosto w oczy kota, który w jej oczach na to zasłużył. Nie umie okazywać emocji, oraz ich nie rozumie; ukrywa je pod grubą warstwą dystansu, dzięki czemu krytyka i ostre słowa spływają po niej jak po kaczce; Dla kotów bliższych wykazuje się poczuciem humoru czy wsparciem na swój sposób.
Popielny Żar, Pęknięta Łapa, Olcha [KC]
Zdecydowanie. Właśnie dzięki niżowi intelektualnemu dało się wyłapać koty, które naprawdę były godne uwagi i współpracy. Gdyby każdy był tak samo inteligentny i silny, byłoby...nudno, a Cyprys nią miałaby na kogo syczeć i prychać czy też zwyczajnie wypluwać jadu. A tak dzięki Motylowi czy Jenotowi z Soplem doceniła to co przekazał jej ojciec nie tylko w słowach czy gestach, ale i genach. Na pierwszy rzut oka widać czyją jest córką i pomimo niezbyt wielkiej sympatii do kocura jako ojca, cieszyła się mając go za swój wzór. Dał jej odpowiednią edukację, którą pociągnęła również Żubr dzięki czemu kocica stała się taką a nie inną wojowniczką. Nie mogła więc zbytnio narzekać na idiotów we własnym klanie, bo gdyby nie ich pajacowanie, nie wyróżniałaby się tak jak teraz i nie wspinała się po drabinie sukcesów. I pewnie podobnie było z Niedźwiedź. Nie od dziś wiadomo, że to lojalne i wytrzymałe jednostki zyskują w oczach przywódców a nie jakieś miękkie wypluwki, czy też idioci niepojmujący kodeksu. Można więc uznać, że srebrzysto-miodowa kocica przytaknęła czarnej znajomej, co później pokazała otwarcie przez skinienie łbem i zębatym grymasem. - Robaków. - odparła złośliwie, mrużąc oczy i unosząc zadziornie wargi powiększając swój grymas. - Mam nadzieje, że już coś go rozszarpało. - parsknęła chrapliwie. O tak, nie było jej trudno wyobrazić sobie jaki jakiś pies czy borsuk rozrywa to chuderlawe ciałko. Kocur przejawiał głupotę będąc w klanie, więc to było niemożliwe aby nagle zmądrzał będąc samotnikiem, chociaż prędzej oskarżałaby go o bycie pieszczochem. Nadawał się do tego idealnie. Nijaki i pusty, pozbawiony tego, co powinien posiadać kocur. Czasem Cyprys się zastanawiała, czy Ukruszony Kieł przypływie złości przypadkiem nie pozbawił go również i godności. Gdyby ona była z nim spokrewniona - zrobiłaby to bez wahania. - Owszem, jesst. - odparła luźno, poruszając przy tym uszami. Nie miała nic do Trzmielej Gwiazdy, ba! Szanowała go i była na każde skinienie jego ogona w razie wydawanych poleceń. Nie widziała w nim tego, co w każdym, pospolitym kocurze. Obecny przywódca Gromu był na odpowiednim miejscu i potrafił chwycić ten klan za mordę, bo...Cóż, jak poluzował uścisk i przymykał oko na Sasankę, nie było zbyt ciekawe. A właśnie tego Grom potrzebuje. Silnego i zdecydowanego przywódcy, który nie da sobie w kasze dmuchać. - To odpowiedni kot na odpowiednim dla siebie stanowisku, Niedźwiedzi Kle. Szanuje go, ponieważ jest konsekwentny i nie ugina karku przed byle podlotkiem, bo nie na tym polega bycie przywódcą. - wyjaśniła, znów przywołując na swój pysk obojętność, jednak w jej zielonych oczach było widać przebłyski sympatii. No i kto by pomyślał, że obdarzy nimi rybojada. Ciekawe. - Oczywiście, uczciwe dzielenie skóry ofiary brzmi dobrze - parsknęła z rozbawieniem. Motyl miał krótkie futro, więc też i w byciu wyściółką do legowiska byłby kiepski. Sokole Skrzydło brzmiał o wiele lepiej w tej roli. - Więc jesteśmy umówione, Niedźwiedzico. Gdyby znowu coś zrobił, chętnie się z nim spotkam. Podobnie jak z tobą. - podniosła się i przecięła kudłatym ogonem powietrze, unosząc lekko brodę ku górze. Posłała szybkie spojrzenie czarnej wojowniczce po czym odwróciła się i końcówką ogona przejechała po piersi koleżanki. - Za parę księżyców przy granicy? - odwróciła w jej kierunku łeb z uniesioną brwią. Powiedzmy, że ją polubiła na tyle, że w sumie drugie spotkanie by jej nie zaszkodziło. Po możliwiej odpowiedzi, Cyprys skinęła łbem i zniknęła na Gromowych terenach, sunąc dumnym krokiem w kierunku obozu, po drodze jeszcze polując.
/zt! Szykuj się na następną w najbliższym czasie wink
I'mnotafraidofdying,dear - ̗̀runwiththewolves,butdisappeaŕ̖ - Alwaysaround,untilyouappear Guessesaretough,theyfuckwiththatgood life
Krępa, czarna kotka, o krótkiej, wiecznie rozczochranej sierści i silnych, mocnych łapach. Większa od przeciętnego kota, jednak zdecydowanie nie należąca do czołówki najwyższych kotów. Ma głęboko zielone oczy, które rozjaśniają się niemal do żółci na krawędziach. Blizny: urwana 1/4 prawego ucha. | KP
Zyskiwanie w oczach Czerwonej Gwiazdy było dla Chaber wielkim plusem. Była PEWNA, że przywódczyni jakoś tam sobie ją ceniła, skoro dawała jej tylu terminatorów, a część nawet kierowała do niej na ustawianie, hehe. I SŁUSZNIE, bo było mało kotów, które nadawałyby się do tego tak jak ona. IDEALNIE znała swoją wartość i wiedziała, że jest dla klanu Rzeki ważna, taka perełka wśród miękkich bułek i pokrak, które jakimś cudem zostawały wojownikami. Jakby nie patrzeć, było... naprawdę mało kotów, które jeszcze w jej jakiś sposób nie podpadły. Ale to nawet lepiej. Dzięki temu to ONA była w świetle reflektorów, więc czego można chcieć więcej? Za to narzekanie i plucie na jednostki takie jak Sokole Skrzydło czy Zachodzące Światło było szalenie wręcz rozrywkowe. Zdecydowanie jedno z jej ulubionych zajęć.
– Jakby nie patrzeć, sam też był rrobakiem – parsknęła z rozbawieniem. Motylek, co za wspaniały robaczek! Pft. Niedźwiedzi Kieł naprawdę nie rozumiała, jak matki mogły nazywać w ten sposób swoje kocięta. Ona sama W ŻYCIU nie chciała mieć kociąt, ale gdyby już do tego doszło, nazwałaby je od czegoś SILNEGO. Borsuki, jastrzębie, sokoły, lisy! Imion do wyboru było niezwykle dużo, ale oby nigdy jej się nie przydały. – Dla niektórrrych nie ma innych opcji – mruknęła, przypominając sobie Białego. O nim też mogłaby sporo opowiedzieć, bo mało kto denerwował ją tak, jak kocur, którego gdzieś tam wcięło jeszcze za kociaka. Nie miał SZANS, żeby przeżyć, ale to jego strata. Było się słuchać i ładnie zostać w kociarni, kiedy Chaber go tam wtrąciła.
– Mhm, prrawda. Gdyby przywódcą był jakiś miękki ciołek pokrroju tego Motylka, tak na przykład, klan nie skończyłby najlepiej – zaśmiała się krótko, próbując sobie wyobrazić kogoś o imieniu Motyla Gwiazda. Żałosne. Z drugiej strony Ćmia Gwiazda wcale nie brzmiało wiele lepiej, niestety. A szkoda, bo Czerwonej Gwieździe księżyce leciały.
– Barrrdzo dobrze. Udaje twarrrdego, ale podejrzewam, że skórrrę to ma miękką. – Bo był GŁUPI. Zbyt głupi jak na kogoś, kto miałby mieć twardą skórę i kręgosłup. Zamiast gadać z sensem, zachowywał się jak totalny gbur i zjadał wszystkie rozumy, a tego Chaber nie potrafiła znieść. Żeby chociaż którykolwiek z jego argumentów był porządny, ble. – Obawiam się, że jeśli ponownie coś odwali, to możesz się spotkania z nim nie doczekać – powiedziała, unosząc głowę w górę i uśmiechając się z pewnością siebie, a na koniec puściła jeszcze porozumiewawcze oczko do Cyprys.
– Z chęcią – dorzuciła na sam koniec. Jakoś Cyprysową Łuskę znajdzie, o to kocica nie musiała się obawiać. Granica była rozległa, ale przejście jej w tę i z powrotem nie było dla Chaber żadnym problemem. Mogła się pokręcić przy tym Gromie, a co! Przez chwilę obserwowała jeszcze Cyprys, a potem sama skierowała się w swoją stronę. Trochę się jeszcze pokręci, a w końcu wróci do obozu. Kto by pomyślał, że w Gromie można było spotkać takie ciekawe osobistości.
/zt. z chęcią :ha:
beforeI die,I'mgonna seesomethingthrough standing tall, theplaceIgrewup ★ I BLOW A KISS ★ 'cuzsoonthey'll seea "me" that theyneverknew
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Jak każdy wojownik, Skrzące Słowo patrolował. Nie robił tego jednakże tylko wtedy, gdy był do tego wyznaczony, ale i wtedy, gdy miał po prostu chwilę dla siebie, a był już po treningu "personalnym". Tak było i tego dnia. Rozwiązywanie problemów rodzeństwa (lub Z rodzeństwem) było dość męczące, nawet jeśli kocur czuł się do tego zobowiązany jako najstarszy z nich wszystkich, toteż korzystał z okazji, mając czas na relaks i spacerował wzdłuż rzecznych granic, zatrzymując się przy Czterech Drzewach jak zawsze. Jakoś tak lubił patrzeć na to ogromne drzewo. Było takie... niesamowite. Syn Mysiego Kroku zawsze zastanawiał się, jak wiele musiało przeżyć, jak wiele obiegów pór musiało przejść i jak wiele rzeczy widziało.