Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
— Bardzo prawdopodobne. Gdyby Klan Rzeki im pomagał, na pewno bym o tym wiedział, interesuję się historią. Po tym jednak, co klan Gromu nam zrobił, nie wydaje mi się, by Trzmiela Gwiazda miał chociażby odwagę prosić nas o pomoc — odpowiedział. Interesował się historią i to bardzo - chciał znać jak najwięcej szczegółów z poprzednich czasów. Uważał to za ciekawe, a przede wszystkim, edukujące. Ważne bowiem dla niego było to, by nie powielać błędów swoich przodków. Dlatego wiedział o poprzednim gromowładnym gwałcicielu (choć nie wiem, czy w Rzece wiadomość o tym, że to właśnie Czerwię zgwałcił jest powszechna, czy po prostu kogoś z rzeki, czy po prostu KOGOŚ) i nie uważał, by dopuszczanie kogoś takiego do stanowiska było czymś odpowiednim, i wiedział także o niejednokrotnych naruszeniach ich granicy ze strony tego właśnie klanu. Musieliby mieć zatem niezły tupet, bo po tym wszystkim mimo wszystko przyjść do nich z podkulonym ogonem i błagać o pomoc. Jeszcze czego!
— Oczywiście. Gdy posiądzie całą potrzebną wiedzę, będzie jeszcze lepiej, ale do tego raczej jeszcze trochę czasu. W końcu to ogromna odpowiedzialność, trzeba wszystko dokładnie przyswoić, nieprawdaż?
Duży, masywny kocur o długim i gęstym futerku w barwie niebieskiej pręgowanej klasycznie. Ma przeciętnej wielkości łapy, a jego ogon jest długi i puszysty. Nosek jest ciemno kremowy, a oczy duże, jasnożółte. Uszy o średniej wielkości postawione do góry. Na nieco jaśniejszym końcu pyszczka ma długie sterczące wąsy.
wyluzowany; podwyższona samoocena; analityk; dosyć spokojny; łatwo się irytuje, ale stara się tego nie okazywać; ambitny; perfekcjonista
- Co zrobił Klan Gromu? Jeśli to nie tajemnica.. - dopytał. Gdyby to była jakaś tajna sprawa i Skrzące Słowo by o niej nie powiedział, to Szczypiący Mróz by się przecież nie obraził. Rozumiał, że są takie informacje, których nie podaje się innym klanom, bo byłaby to zwyczajnie głupota. Zawsze jednak warto spróbować zapytać. Nie chciał potem pluć sobie w brodę, że nie wykorzystał okazji do zdobycia jakiejś nowej wiedzy na temat historii i/lub innych klanów. W zasadzie to niewiele wiedział na ten temat, co tylko go w tym momencie lekko zirytowało. Pragnął wiedzy wszelkiego rodzaju - medycznej, wojowniczej, historycznej, teoretycznej. Wszystko było mile widziane. Na razie jednak ta sprawa wydaje się być poważna, a przynajmniej tak wynikałoby ze słów Skrzącego Słowa.
- Owszem, to nie coś, co można przerobić na szybko i byle jak. Zresztą, niczego nie powinno się uczyć w ten sposób. Tutaj też chodzi o czyjeś życie, nie ma miejsca na pomyłkę - Szczypiący Mróz i tak miał do tej pory sporo szczęścia. Niekiedy medyk nie może zrobić nic więcej i to, czy dany kot wyzdrowieje, pozostaje tylko w łapach Gwiezdnego Klanu, ale w tych podstawowych sprawach nie można choćby pomylić się w podaniu zioła. Zresztą, cienisty medyk nawet sobie u kogokolwiek na tej randze czegoś takiego nie wyobraża.
<img><img src="https://i.imgur.com/dhJkGwH.png" height="150" /> i don't have any answers themore i know, the m or e i grow i wanna tear DOWN boundaries i wannagreet myenemies i wanna see what i haven't seen xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx≡ cause i k n o w there's more ≡
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
— Naruszali nasze granice. Parokrotnie. Musiało dojść do rozlewu krwi — odpowiedział bez najmniejszego problemu. Nie uważał bowiem, by była to wiedza jakoś bardzo "tajna". Zresztą, przed takimi należy przestrzegać. Skoro klan Gromu nie przestrzegał tego jednego punktu w Kodeksie i łamał go nagminnie (choć od dawna, na szczęście, podobne zajście nie miało miejsca), to oznaczało, że podobne podejście mogli mieć i do pozostałych punktów, a wtedy należało być gotowym na najgorsze.
— Oczywiście. Aczkolwiek... niedokładna nauka władz w innych klanach, choć uważam to za niedopuszczalne, jest o wiele mniej szkodliwa niż niedokładne uczenie się o czymś, od czego zależeć będzie życie innych kotów — przyznał. Uważał, że wszystkiego należało uczyć się dokładnie, a nie pół gwizdka, aczkolwiek był materiał ważny i ważniejszy.
Duży, masywny kocur o długim i gęstym futerku w barwie niebieskiej pręgowanej klasycznie. Ma przeciętnej wielkości łapy, a jego ogon jest długi i puszysty. Nosek jest ciemno kremowy, a oczy duże, jasnożółte. Uszy o średniej wielkości postawione do góry. Na nieco jaśniejszym końcu pyszczka ma długie sterczące wąsy.
wyluzowany; podwyższona samoocena; analityk; dosyć spokojny; łatwo się irytuje, ale stara się tego nie okazywać; ambitny; perfekcjonista
- Rozumiem. Nie świadczy to o nich zbyt dobrze - nie zamierzał jednak więcej się wypowiadać na ten temat, bo nie znał całej sytuacji. Może to były pojedyncze jednostki w Klanie Gromu, może robili to specjalnie, może, aby zrobić na złość Klanowi Rzeki albo po prostu te klany się nie lubią - możliwości jest naprawdę wiele. Tak czy inaczej, zapamiętał tę informację. Kiedyś jakby spotkał jeszcze kogoś z Klanu Gromu, to zapyta, jak wygląda to z tej drugiej strony. Szczypiący Mróz zawsze wolał sugerować się dwoma stronami i na tej podstawie wyrobić sobie opinię.
- Zgadza się. Ciężko też, aby medyk niedokładnie uczył.. Gdyby taka sytuacja miała miejsce, to co świadczy to o nim? - odpowiedział. Mróz już prędzej widziałby takiego mistrza, który niedokładnie uczy władz w innym klanie niż medyka, który niedokładnie przekazuje wiedzę o ziołach. Jak w tym pierwszym wypadku można szybko to zweryfikować, tak przy medyku byłby potrzebny kontakt i rozmowa z kotem z innego klanu na tym stanowisku. Chociaż to też budzi spore wątpliwości. Tak jak Lśniąca Sadzawka, która poprawiała niektóre rzeczy przekazane przez Ciernisty Kwiat, co niekoniecznie z góry musiało oznaczać, że cienista medyczka była niekompetentna. Kocur wtedy nawet zastanawiał się, czy wiedza medyczna może się po prostu minimalnie różnić w czterech klanach. Aczkolwiek, i tak weryfikacja tego jest bardzo ryzykowna - w końcu chodzi o życie innych kotów.
<img><img src="https://i.imgur.com/dhJkGwH.png" height="150" /> i don't have any answers themore i know, the m or e i grow i wanna tear DOWN boundaries i wannagreet myenemies i wanna see what i haven't seen xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx≡ cause i k n o w there's more ≡
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
— Łamanie Kodeksu o nikim nie świadczy za dobrze — zauważył. Ktoś, kto łamie Kodeks nie dawał o sobie dobrego świadectwa. Oznaczało to, że taki kot nie potrafi przestrzegać podstawowych zasad zesłanych ich przez Przodków i nie wiadomo, czego się po nim spodziewać. Skoro nie przestrzega tych kilku zasad, to mógł także nie przestrzegać pewnych zasad moralnych i na przykład wyżywać się na kociętach, czy robić inne obrzydliwe rzeczy, jak gwałty, czego swoją drogą także i klan Gromu dokonał w swojej karierze.
— W przypadku, gdy mowa o Medyku uczącym Terminatora z innego klanu, stwierdzić by można, iż robi to celowo i stara się umyślnie osłabić kogoś, komu zobowiązał się pomóc. Nie świadczyłoby to zbyt dobrze o takim kocie. Uczenie natomiast w taki sposób kogoś od siebie jest... troszkę dziwne, bo po co działać przeciwko swoim? — stwierdził. Klany chyba jednak wyrosły z ciągłej walki o tereny i były przeważnie pokojowo do siebie nastawione, stąd też brak takich pomysłów ze strony klanu Wichru (a trzeba przyznać, że klan ten miałby całkiem spore pole do popisu).
Duży, masywny kocur o długim i gęstym futerku w barwie niebieskiej pręgowanej klasycznie. Ma przeciętnej wielkości łapy, a jego ogon jest długi i puszysty. Nosek jest ciemno kremowy, a oczy duże, jasnożółte. Uszy o średniej wielkości postawione do góry. Na nieco jaśniejszym końcu pyszczka ma długie sterczące wąsy.
wyluzowany; podwyższona samoocena; analityk; dosyć spokojny; łatwo się irytuje, ale stara się tego nie okazywać; ambitny; perfekcjonista
Skinął głową, nie dodając już nic więcej w tym temacie. Sam uważał, że pewne punkty mają dosyć niską szkodliwość. W końcu nie pójdzie się do Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd po tym, jak raz nie podziękowało się Gwiezdnym za zesłaną zwierzynę. Z kolei zabicie kogoś, porzucenie na śmierć kociaka czy jawna zdrada klanu to już o wiele poważniejsze przewinienia. Tak czy inaczej, jeśli ktoś łamie nawet tę jedną zasadę o zwierzynie czy milczącym czuwaniu, to już świadczy to o tym, że ma lekceważące podejście. Może zacząć się na błahostkach i skończyć na czymś gorszym. Zresztą, Gwiezdni i tak wszystko widzą. Szczypiący Mróz czuł ich obecność w swoim życiu - spotkał się z nimi, został przez nich wybrany na medyka.. Nic się przed nimi nie ukryje.
- Medycy są ponad klanową rywalizacją, gdyby ktoś specjalnie źle nauczał w ten sposób, to na pewno nie uszłoby mu to płazem. Może nawet Gwiezdni by się tym zainteresowali - w końcu coś takiego by wyszło. Mróz nawet sobie nie wyobrażał, że jakikolwiek medyk postąpiłby w ten sposób.
<img><img src="https://i.imgur.com/dhJkGwH.png" height="150" /> i don't have any answers themore i know, the m or e i grow i wanna tear DOWN boundaries i wannagreet myenemies i wanna see what i haven't seen xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx≡ cause i k n o w there's more ≡
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Skrzące Słowo także czuł obecność przodków w swoim życiu i wydawało mu się, że regularnie widywał się z Mysim Krokiem w snach, choć w rzeczywistości przyszła do niego jedynie raz. Nie był niestety wszechwiedzący, ale był pewien, że zasiadający na Srebrnej Skórce już tak i nic im nie umknie.
— Oh, nie wiedziałem — przyznał szczerze. Nie czuł się jednak zły z tego powodu, Kodeks Medyka nie był czymś, czego uczyło się wojowników, więc miał pełne prawo, by takiej wiedzy nie posiadać. Teraz jednak był mądrzejszy o ten jeden punkt przynajmniej, tak przynajmniej mu się wydawało, bo skąd mogłoby się wziąć takie stwierdzenie i dlaczego Gwiezdni mieliby interweniować?
— Skoro tak to wygląda, to rzeczywiście. Nie wiedziałem, że Kodeks Medyka reguluje takie rzeczy.
Duży, masywny kocur o długim i gęstym futerku w barwie niebieskiej pręgowanej klasycznie. Ma przeciętnej wielkości łapy, a jego ogon jest długi i puszysty. Nosek jest ciemno kremowy, a oczy duże, jasnożółte. Uszy o średniej wielkości postawione do góry. Na nieco jaśniejszym końcu pyszczka ma długie sterczące wąsy.
wyluzowany; podwyższona samoocena; analityk; dosyć spokojny; łatwo się irytuje, ale stara się tego nie okazywać; ambitny; perfekcjonista
Dla medyka w ogóle to powinno być nie do pomyślenia. Medyk leczy, medyk ratuje życie i dba o zdrowie Klanu. Nie może również odmówić pomocy, wedle Kodeksu Medyka. Celowe przekazywanie złej wiedzy, by osłabić dany klan, w ogóle mija się z tym wszystkim. Na szczęście do tej pory chyba taka sytuacja nie miała miejsca, a przynajmniej Szczypiący Mróz o czymś takim nie słyszał. Może to i lepiej, bo samo wspomnienie o tym, że coś takiego mogłoby się wydarzyć, go irytowało. Może w pewnym sensie to dlatego, że sam dokończył trening pod okiem medyczki z Klanu Wichru i nie wyobrażał sobie, by ta przekazywała mu złą wiedzę, przez co zmarłyby koty z Klanu Cienia. Gdyby i jemu może przyszło kogoś trenować, również zrobiłby wszystko tak, jak trzeba.
- Kodeks Medyka reguluje różne rzeczy. Więcej nic nie mogę powiedzieć na ten temat, choć to i ta zasada jest akurat dosyć oczywista - odpowiedział prosto. Trochę dziwnie, gdyby wojownik znał Kodeks Medyka. To, co teraz podał kocur, to nawet nie jest pełna zasada, a nic więcej na ten temat mówić nie zamierzał. Uważał, że wiedza medyczna włącznie z Kodeksem jest zarezerwowana dla medyka i jego ucznia. Chociaż w zasadzie to, że medycy są ponad klanową rywalizacją, wydawało mu się być dosyć powszechną wiedzą.
<img><img src="https://i.imgur.com/dhJkGwH.png" height="150" /> i don't have any answers themore i know, the m or e i grow i wanna tear DOWN boundaries i wannagreet myenemies i wanna see what i haven't seen xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx≡ cause i k n o w there's more ≡
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
— Nawet nie zamierzałem pytać, Szczypiący Mrozie — zapewnił. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że mimo wszystko wiedza medyczna dostępna była tylko dla kotów piastujących rangę Medyka i nawet nie przyszłoby mu do głowy, by prosić o uchylenie rąbka tajemnicy i zdradzenie mu co nieco. Pragnął zdobywać wiedzę, pragnął dowiadywać się nowych rzeczy, ale wiedział że są zagadnienia, których nigdy nie będzie mu dane poznać, chyba że przodkowie zmienią co do niego plany. Na ten moment jednakże do bawienia się ziołami niespecjalnie go ciągnęło, a ten znajomy punkt kodeksu uzna jedynie za ciekawostkę.
— To, że Medyk nie może mieć partnera ani kociąt też jest podyktowane Kodeksem, czy jest to po prostu zasada, do której każdy już przywykł, choć nie jest nigdzie spisana? — zapytał jeszcze. Nie uważał tego pytania za złe, ale przypomniało mu się, że słyszał coś takiego i wolał się upewnić, czy dobrze myśli, aby w przyszłości nie popełnić błędu i nie przekazać komuś niechcący głupoty.
Spojrzał na słońce i podniósł się leniwie.
— Móc z tobą porozmawiać to prawdziwy zaszczyt, jednakże muszę już wracać. Nie powinienem się spóźniać na treningi. Do zobaczenia — pożegnał się, uprzednio się usprawiedliwiając i kiwając z szacunkiem głową na odchodne, odwrócił się i ruszył w głąb swoich terenów na spotkanie ze Wzburzoną Łapą.
Duży, masywny kocur o długim i gęstym futerku w barwie niebieskiej pręgowanej klasycznie. Ma przeciętnej wielkości łapy, a jego ogon jest długi i puszysty. Nosek jest ciemno kremowy, a oczy duże, jasnożółte. Uszy o średniej wielkości postawione do góry. Na nieco jaśniejszym końcu pyszczka ma długie sterczące wąsy.
wyluzowany; podwyższona samoocena; analityk; dosyć spokojny; łatwo się irytuje, ale stara się tego nie okazywać; ambitny; perfekcjonista
Skinął po prostu głową, bo cóż innego mógłby dodać. Nie uważał dopytywania o medyczną wiedzę za odpowiednie. Może też z tego powodu czuł się w pewien sposób uprzedzony do Lodowego Pyłu, z którym to stoczył dyskusję na temat tego, czy wojownicy powinni tę wiedzę posiąść. Tak czy siak, on zdania nie zmienił. Chociaż w zasadzie rozróżniał wiedzę czysto o ziołach i wiedzę o Kodeksie, bo to drugie aż takie straszne nie jest. I - jak widać - wiele z tych punktów jest powszechnie znanych i to na pewno nie tylko w Klanie Rzeki.
- To również jeden z punktów Kodeksu Medyka - odpowiedział. W zasadzie wiedza o tym, że medycy nie muszą polować, również jest powszechna. A nawet jeśli nikt nie powiedziałby tego wprost, to można się jakoś domyślić, że taka zasada istnieje. Chociaż w zasadzie zależy gdzie - Szczypiący Mróz czasami sobie polował i ktoś mało zorientowany mógłby pomyśleć, że robi to, bo musi.
- Rozumiem, dobrze się rozmawiało, Skrzące Słowo. Do widzenia - również pożegnał się z kocurem i skinął lekko głową. Dobrze jest widzieć, że jest szanowany, naprawdę to doceniał i dostrzegał. Sam również ruszył w stronę terenów Klanu Cienia - nie może za długo się włóczyć i gadać. W końcu jest medykiem, czyż nie?
[zt]
<img><img src="https://i.imgur.com/dhJkGwH.png" height="150" /> i don't have any answers themore i know, the m or e i grow i wanna tear DOWN boundaries i wannagreet myenemies i wanna see what i haven't seen xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx≡ cause i k n o w there's more ≡
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
Co prawda, powinien siedzieć w obozie, na tyłku, pilnować porządku, czy coś, tak jak kazała mu to zrobić matka, nim radośnie nie wyszła z obozu zostawiając go zawiedzionego i poszła na wyprawę życia po... no, życia.
Jednak każdy, kto choć trochę go znał, wiedział zapewne, że nie wytrzyma długo. I faktycznie nie wytrzymał. Nie minęło dużo czasu, nim jego łapy przekroczyły cieniste tereny, by stanąć na tych nie należących fizycznie do żadnego z czterech klanów - albo jakby niektórzy uznali - równocześnie do nich wszystkich, skoro łączyły się dosłownie z każdym klanem. Puchacz nie często tu przebywał, wolał chodzić po dosłownie niczyich terenach, przechadzać się niedaleko siedliska koni, czy po prostu podróżować po drugiej stronie czarnego ogona, niż przebiegały cieniste tereny.
Tutaj bywał rzadko, choć nie mógł powiedzieć, że robił to specjalnie. Ot, tak jakoś wychodziło. Niemniej, teraz skierował swoje kroki właśnie tutaj, by przejść się gdzieś dalej, ale nie jakoś specjalnie daleko, bo przecież jego matka, już jako Gwiazda, mogła wparować radośnie do obozu ze swoją drużyną pierścienia w każdej chwili, a on przecież musiał być przy tym, jak wybiera sobie jakąś niedorajdę na zastępcę. I pośmiać się z Topniejącego, że to znów nie jego czas, a przynajmniej miał nadzieję, że będzie mógł się z niego pośmiać, prosto w nos.
W każdym razie, skierował swe kroki ku czterem dębom, po czym je przeszedł bezceremonialnie, rozglądając się dookoła. Ciekawił się, czy może jakiś kot szukający przygód i rozrywki również tu nie zawędrował, bo dawno nie miał okazji porozmawiać z kimś z wichru, czy rzeki, przykładowo. Ostatnio miał raczej szczęście do gromowych granic, jeśli już.
Księżyce: 86 Mistrz: niedźwiedzi kieł [*] Płeć: kotka Matka: świetlikowy zagajnik Ojciec: co to; bycza łapa Partner: po co :/ Trwałe urazy: spora blizna na lewej łopatce, podłużna blizna na szyi
Niegdysiejsza rzeczna ślicznotka, z wiekiem nie straciła wiele ze swej urody. To kotka wysoka i masywna, acz jednocześnie obdarzona sporą dawką naturalnej gracji i elegancji, o kształtnym pyszczku, migdałowych oczach barwy zielonej niczym trawa i różowym nosie otoczonym długimi, białymi wąsami. Tym, co w jej przypadku zawsze rzucało się w oczy, było jej długie, wyjątkowo puchate futerko, zawsze miękkie, idealnie czyste i ułożone (o taki skarb grzechem byłoby przecież nie dbać!), oraz — co chyba najważniejsze — wyjątkowo pstrokate. Odcienie czerni i szarości tworzą na jej ciele barwną mieszankę; najwięcej rudego widać na uszach, prawej łapie oraz plamce nad oczami. Paletę kolorów dopełnia biel, zaczynająca się między oczami i ciągnąca przez pyszczek i pierś, aż do brzucha. Również jej łapy poznaczone są bielą — na przednich łapach obejmuje tylko palce, na tylnych zaś sięga aż do pięt. Kilka rzeczy się w niej jednak zmieniło; schudła nieco i zmizerniała a jej futro zdaje się być bardziej matowe. Największą i najbardziej rzucającą się w oczy zmianą jest jednak spora blizna na lewej łopatce oraz mniejsza, podłużna blizna na szyi.
Dumna, pewna siebie kotka o optymistycznym nastawieniu, sympatyczna i łatwo nawiązująca nowe znajomości, dość próżna, skupiona na tym, co tu i teraz, oddana swojemu Klanowi.
Ciężko było powiedzieć, by Czereśniowa Gałązka szukała tu przygód czy rozrywki. Rzadko wychodziła z Obozu w takich właśnie celach — jeśli już chodziła po terenach, zwykle była na patrolu lub polowaniu, ewentualnie była na spacerze z którymś ze swoich znajomych albo szukała czegoś konkretnego. Włóczenie się ot, bo tak, nie mając w tym żadnego jasnego celu, zwyczajnie nie było czymś, co robiła, trochę dlatego, że pomiędzy wojowniczymi obowiązkami nie miała zbyt wiele czasu na takie rzeczy, a trochę dlatego, że zwyczajnie wolała przebywać w Obozie, gdzie ciągle miała towarzystwo. Ostatnio jednak potrzebowała chwili spokoju i samotności, a gdzie łatwiej ją znaleźć niż na granicach Klanów, z dala od wszystkich innych kotów?
Po śmierci Niedźwiedziego Kła nie miała zamiaru się załamywać, o nie. Ciotka nie chciałaby, by Czereśnia spędzała całe dnie w swoim legowisku, płacząc w mech, więc kotka postanowiła wziąć się za siebie i być silną. Długie, samotne spacery pozwalały jej zebrać emocje, spakować w ładne pudełeczko, które później mogła schować gdzieś w głębi siebie, by nie musieć o nich myśleć.
Nie patrzyła, gdzie idzie, pozwalając łapom nieść się gdzie bądź, a samej wbijając wzrok w podłoże. Z zamyślenia wyrwała ją obca woń, gryząca w nos. Gwałtownie uniosła głowę, dostrzegając obcego kocura. Był brudny i śmierdział cieniem, co... mało przyjemne pierwsze wrażenie. Czereśnia natychmiast spięła się, obrzucając kocura mało przyjaznym spojrzeniem.
— Co tu robisz? — zapytała ostro, zupełnie, jakby wojownik zrobił coś złego, przebywając tutaj, w pobliżu Czterech Drzew, to jest w miejscu, w którym miał perfekcyjne prawo do przebywania. Wciąż, kocur był obcym wojownikiem w pobliżu granic jej Klanu, a Czereśnia miała tendencję do bycia nieco paranoiczną jeśli chodziło o takie rzeczy.
Tak bym chciał Cię. . . . .⁺ spotkaćraz
₊. . . . .w tenjedyny dzień
Lub o tydzieńcofnąć czas, a l enie da się Chociaż { SAMOTNOŚCI SMAK } aż do bólu znam
Kiedy innychniedzielbrak, . . . . . . . . . . . . . . . .trudno co mi tam . . .
[ wszyscy gwiezdni balują w niebie ]
˗ˏˋ . .Złoty. ˎˊ˗ . sypie się k u r z A jawłóczę sięznówbez Ciebie
I do { P I E K Ł A } mam t u ż Świat się tylko już ze mną kręci Gwiazdyp ł o n ą jak stal
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
Wirek był więc jej totalnym przeciwieństwem, jeśli o kwestie wychodzenia z obozu i siedzenia w nim chodzi. Rzadko bywał w obozie, w otoczeniu innych kotów, nie otaczał się wianuszkiem przyjaciół i znajomych. Nie należał do tych towarzyskich typów, co to zagadują do każdego, szybko dają innym łatkę przyjaciela, i co często przebywają w otoczeniu innych. Wolał przebywać sam. Tak jakoś mu zostało, po księżycach lekkiego odizolowania się od innych kotów. Wolał wyjść z obozu, pozwiedzać, pobyć sam, aniżeli siedzieć w obozie i rozmawiać z kotami. Chyba dostałby do głowy, szczególnie że był dość aktywny i nie potrafił długo usiedzieć w jednym miejscu, jeśli akurat nie jadł, bądź nie wrócił z długiego spaceru, czy wyjątkowo męczącego polowania - wtedy owszem, potrafił usiedzieć długo w jednym miejscu, bo odpoczywał, czy no właśnie - jadł, ale tak? Zobaczenie go jak siedzi na dupie dłużej, niż parę uderzeń serca w innym przypadku znaczyło najczęściej, że jest chory. Poważnie chory.
Sam, ponieważ był nieco bardziej uważny, niż rzeczna wojowniczka, dojrzał ją nieco szybciej, niż ona jego, więc przystanął, wpatrując się w nią złocistym spojrzeniem, czekając, aż ona dojrzy jego, coby nie podejść z buta i jej nie przestraszyć, szczególnie że znajdowali się dość blisko granicy z rzeką, więc raczej nie powinien podchodzić za blisko, bo jeszcze szylkretowa uzna go za zagrożenie. Oczywiście, że nie miałby nic przeciwko jakiejś krótkiej bijatyce, czy coś, gdzie on by miał mieć! Aczkolwiek wolał nie być tym, za którym wysłano list gończy, że przekroczył czyjeś granice. Respektował je, i bardziej w tych przepychankach liczył, że to on będzie tym, co broni swoich granic.
Jednak, żeby nie było tak kolorowo, jak już obca kotka go zauważyła, to wręcz natychmiast na niego naskoczyła. Uniósł wyżej brwi, nawet nie udając zdziwienia, jakie go napadło, gdy to ona na niego napadła.
- Spaceruję. Czy to już nielegalne? - odparł, nieco złośliwym tonem, mrużąc złociste oczy i wpatrując się w kotkę oceniająco. Jeszcze nie wszedł na jej tereny, więc nie musi być tak agresywna, tsk.
Księżyce: 86 Mistrz: niedźwiedzi kieł [*] Płeć: kotka Matka: świetlikowy zagajnik Ojciec: co to; bycza łapa Partner: po co :/ Trwałe urazy: spora blizna na lewej łopatce, podłużna blizna na szyi
Niegdysiejsza rzeczna ślicznotka, z wiekiem nie straciła wiele ze swej urody. To kotka wysoka i masywna, acz jednocześnie obdarzona sporą dawką naturalnej gracji i elegancji, o kształtnym pyszczku, migdałowych oczach barwy zielonej niczym trawa i różowym nosie otoczonym długimi, białymi wąsami. Tym, co w jej przypadku zawsze rzucało się w oczy, było jej długie, wyjątkowo puchate futerko, zawsze miękkie, idealnie czyste i ułożone (o taki skarb grzechem byłoby przecież nie dbać!), oraz — co chyba najważniejsze — wyjątkowo pstrokate. Odcienie czerni i szarości tworzą na jej ciele barwną mieszankę; najwięcej rudego widać na uszach, prawej łapie oraz plamce nad oczami. Paletę kolorów dopełnia biel, zaczynająca się między oczami i ciągnąca przez pyszczek i pierś, aż do brzucha. Również jej łapy poznaczone są bielą — na przednich łapach obejmuje tylko palce, na tylnych zaś sięga aż do pięt. Kilka rzeczy się w niej jednak zmieniło; schudła nieco i zmizerniała a jej futro zdaje się być bardziej matowe. Największą i najbardziej rzucającą się w oczy zmianą jest jednak spora blizna na lewej łopatce oraz mniejsza, podłużna blizna na szyi.
Dumna, pewna siebie kotka o optymistycznym nastawieniu, sympatyczna i łatwo nawiązująca nowe znajomości, dość próżna, skupiona na tym, co tu i teraz, oddana swojemu Klanowi.
— A zależy, gdzie spacerujesz — odparła równie ostrym tonem co wcześniej i... cofnęła się o krok, tuląc uszy do czaszki, gdy w pełni uderzyło ją, co właściwie robi i jak głupio się zachowywuje. Kocur miał rację, spacerowanie tutaj, na ziemiach technicznie niczyich, nie robił niczego złego, a ona nie miała podstaw, by podejrzewać, że ma zamiar... co właściwie zrobić? Przejść przez granicę z Rzeką i zacząć sikać pod ich krzaczkami? Po co? — Przepraszam — westchnęła, odwracając wzrok od wojownika i ponownie zwracając go ku swoim łapom. — Ciężki dzień — dodała w ramach wyjaśnienia, chociaż z nadzieją, że kocur nie będzie pytać o nic więcej w tym temacie. Nie była w nastroju na otwieranie się emocjonalnie przez obcym wojownikiem, którego w życiu nie spotkała. — Spaceruj sobie, ile chcesz.
Tak bym chciał Cię. . . . .⁺ spotkaćraz
₊. . . . .w tenjedyny dzień
Lub o tydzieńcofnąć czas, a l enie da się Chociaż { SAMOTNOŚCI SMAK } aż do bólu znam
Kiedy innychniedzielbrak, . . . . . . . . . . . . . . . .trudno co mi tam . . .
[ wszyscy gwiezdni balują w niebie ]
˗ˏˋ . .Złoty. ˎˊ˗ . sypie się k u r z A jawłóczę sięznówbez Ciebie
I do { P I E K Ł A } mam t u ż Świat się tylko już ze mną kręci Gwiazdyp ł o n ą jak stal
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
Jego brwi powędrowały gwałtownie do góry, gdy z pyska szylkretowej kocicy wydobyły się znów ostro powiedziane słowa, i już właściwie otwierał pysk, żeby wywalić jakąś ripostę na te słowa, już nawet nieco najeżył sierść na ogonie, ze zdenerwowania, gdy kotka cofnęła się o krok i położyła po sobie uszy. Dlatego zawahał się na moment, a ostatecznie zamknął pysk niemal z trzaskiem, bo kolorowa, wow, przeprosiła. Chyba faktycznie doszła do wniosku, że zareagowała za ostro, szczególnie że jeszcze nie przeszedł tej ich świętej granicy, ba, nawet nie miał takiego zamiaru. Kto o zdrowych zmysłach wpakowałby się na tereny, które śmierdzą rzeczniakami? Kto wie, może wystarczyłyby dwa kroki, żeby zapaść się w jakieś bagno, jeszcze większe, niż te na ich, cienistych terenach. W końcu rzeka, nie?
- Chyba będę na tyle wspaniałomyślny, że wybaczę - parsknął, poruszając powoli ogonem, który też już całkowicie się uspokoił i nie był tak najeżony, jak jeszcze chwilę wcześniej. Co prawda, nadal nie był całkowicie spokojny, jako kot, nie ogon, bo ciężki dzień nie dawał jej praw do wydzierania się niemal na niego, gdy nawet w stronę rzeki nie patrzył, a nawet jakby patrzył, to nie był masochistą, żeby się tak wpakowywać, ale może małe przyzwolenie... Uznajmy. - Ale dziękuję za pozwolenie, o pani - rzucił jeszcze, z delikatnie kpiącym uśmiechem, choć w oczach widoczne już były rozbawione iskierki. Nie należał do kotów, które trzymały długo urazę - choć zależy też o kim mowa. Takiego Leszczyny, Płonącego czy Topnieja dalej nie lubił, pf. - Przyrzekam nawet nie postawić łapy na waszych terenach, inaczej będziesz mogła mi ją, hm, odgryźć - dodał, podnosząc delikatnie jedną z przednich łap, i cofając ją nieco pod brzuch.