Księżyce: 154 Mistrz: Kuni Syk Płeć: kocur Matka: Białowąsa Ojciec: Dębowy Pień Trwałe urazy: Oderwane 2/3 lewej małżowiny usznej.
Szeroki, ciężki kocur o długiej, złotej sierści z pręgowaniem tygrysim. Ma białe znaczenia, które ciągną się od żuchwy, poprzez pierś i brzuch, aż do końca ogona. Biel rozjaśnia również końce wszystkich jego łap oraz wnętrze ud. Jego ślepia są ciemnozielone, lekko szarawe.
Może medycy po prostu tak się zachowywali, może to była cecha profesji. Może to dlatego tak miał, bo powinien zostać terminatorem medyka? Na pewno nadałby się do tego lepiej niż Ziąb. Ziąb nadawał się tylko do ziemi. To byłoby świetne, gdyby mógł przejść trening leczenia. Znałby wszystkie zioła i wiedziałby jak odurzyć kogoś makiem tak, żeby go nie zabić.
Ciężko mu było się skupić, jego myśli chaotycznie rozbiegały się między przeszłością a przyszłością, jego spojrzenie było mętne. Patrzył jednak na powoli zbliżającą się kotkę. Pochylił się lekko, żeby zapewnić jej łatwiejszy dostęp do rany. Zastanawiał się, co Gwiezdni powiedzieliby, gdy zgłosił się do nich z pytaniem o to, czy pozwolą mu zostać medykiem. Czy w ogóle odpowiedzieliby, bo dotąd nie odpowiadali. Nie ukarali też Ziąba za bluźnierstwo.
- mówiła coś. dziwne rzeczy. nie wiem czy mnie nie otruje - mamrotał sucho, nie zrywając kontaktu wzrokowego ze rdzawą. - jest bardzo. zadufana.
Właściwie to byłoby całkiem żałosne, gdyby Gwiedzni potrzebowali pomocy do ukarania głupiego śmiertelnika. Był taki mały i słaby. Może po prostu już się nie obudzi? Gryziel rankiem wróci do obozu i zastanie tam jego pogrzeb.
his face lit up under yellow street light
with eyes of fear as he caught me in sight
i won't hurt him but he knows that i might
Mistrz: Błękitna Toń Płeć: kocur Matka: Kolorowy Wiatr Ojciec: Chłodny Nos Partner: już nieważne...
Niski czarno biały kot o żółtych oczach i smukłej sylwetce. Bardziej tyka niż kupa mięsa. Biel rozciąga się na pysk, gardło, podbrzusze i łapy. Posiada żółte oczy. Długie puszyste futro utrzymywane w czystości.
Znacznie szczęśliwszy niż przedtem spokojny osobnik który jednak będzie bronił swojej opinii. Stroni od dotyku i mimo wszystko lubi mieć czas dla siebie, co nie zmienia faktu iż przepada za rozmową.
Jadowita Łapa [gk] Trzask [nk] Sierpówka [kg]
Będąc szczerym nie szczególnie zwracał uwagę na tą konwersację. To nie tak że był tu z własnej woli czy coś, przecież gdyby mógł wróciłby do obozu. Albo nie, po prostu jak najdalej od Gryzącej Łapy. Równie dobrze mogli wziąć go jako więźnia, jeśli będzie tam pilnowany i złoty terminator nie będzie miał wstępu do miejsca gdzie przebywa, czemu nie? Ciekawe czy jakby powiedział terminatorce lub wojownikowi że obawia się o własne życie i najchętniej by wrócił do siebie to może go puszczą? Przetrzymają starszego ucznia a on bezpiecznie wróci do legowiska? Raczej nie powie tego przy zielonookim, bo jeszcze przy drodze powrotnej naprawdę coś mu zrobi. Jak tylko uzyska chwilę to powie, a tak to będzie siedział cicho. Chyba że pytany, ale tak to nic.
Patrzył w swoje łapy licząc czas. Musiało paść na niego? Czemu postanowił że może spróbuje "zrozumieć" kota który był zagrożeniem? Może niech zrozumieją jego, bo w przeciwieństwie do niego potrzebował faktycznej pomocy. Nieistniejący Klanie Gwiazdy, zabierzcie go stąd!
Księżyce: 118 Mistrz: Księżycowy Pył Płeć: kotka Matka: brak Ojciec: Bukowa Kora
Drobna, koścista, żylasta, z mięśniami jak u wróbla. Ma trójkątną głowę z bardzo mocno uwydatnionymi kośćmi policzkowymi, które niemal przebijają przez gładkie, krótkie futerko. Zajmujące sporą część pyszczka oczy w barwie bladej, niepokojącej żółci są lekko skośne, obrysowane jasnymi obwódkami. Obraz uzupełniają czarne wargi oraz charakterystyczna czarna plamka na języku. Czarne ma również poduszki łap. Uszy kotki rozchodzą się natomiast szeroko na boki, duże oraz szpiczaste jak u nietoperza. Futro Goryczy z wierzchu jest koloru ciemnej rdzy, zaś subtelnie pod brodą i na brzuchu nieco się rozjaśnia. Od nasady głowy aż po kraniec cienkiego ogona ciągnie się z kolei czarny, ostrzegawczy pas. Lekko zadarty, mały nos jest brązowy i okalany krótkimi, sprężystymi wąsikami.
Chochliczka nie zmieniła się za bardzo, odkąd ślad po niej zaginął. W dalszym ciągu chodzi najczęściej skrzywiona, urażona tępotą otoczenia, które nie czyta jej w myślach; nienawidzi niczego tłumaczyć ani tym bardziej tłumaczyć z czegoś siebie. Słów używa zdawkowo, komunikuje się powłóczystymi spojrzeniami i mimiką. Interesuje ją tylko wiedza i eksperymenty. Gdyby dodać do tego spore uszczerbki w emocjach, klaruje nam się wzorowy asperger. Jest arogancką, pewną siebie, denerwującą wszą, która - gdy ktoś jej podpadnie - może próbować się mścić. Czuje się bardzo pewnie na pozycji samozwańczej medyczka-znachorki i doskonale wie, że ma właściwie monopol na decydowanie kto umrze, a kto przeżyje. Lepiej niż dawniej znosi wszechobecne dźwięki i zapachy, które przez wzgląd na doskonałe zmysły były w przeszłości jej utrapieniem i źródłem bólu. Niemniej, podczas tułaczki zdołała się zahartować.
Widmo (kc) l Szara Kora (gk)
Wycelowane w Sroczą Łapę ucho trzepnęło ze zdenerwowaniem i rezygnacją, po czym skoczyło na przód, w kierunku rannego, który mimo swojego stanu wziął na siebie cały ciężar udzielania wyjaśnień. Bezużyteczny łaciaty chwast nie odpowiedział Lisiemu Ogonowi, w porządku, poradzą sobie bez niego, ale po co w ogóle targać przy nodze takie zahukane coś? Żadna z niego eskorta, żadne oparcie. Jedno wielkie nic.
Skośne oczy małego kościotrupka znów powędrowały ze szczątek ucha do mordy Gromiaka. Mówił ciekawe rzeczy. Sytuacja u sąsiadów nie mogła być zbyt kolorowa, jeżeli wałęsali się po granicach w poszukiwaniu kota, który ich opatrzy. Nawet ona, niesympatyczna żmija, nie budziła u Rzeczniaków takiej awersji - póki co. A gdyby jednak? Czy by ją to obeszło? Nie, raczej nie. Na dodatek jaka oszczędność ziół... Ciekawe, czy w oczach jakiejś terminatorskiej hołoty była zadufana tak samo jak Truskawkowy Gąszcz zdaniem tego zbożowego grubasa. Może w takim razie powinna go przykładnie spacyfikować i odesłać do klanu z niczym, na żebraninę do ich Medyczki? Cały proces myślowy zajął Gorzkiej tyle, ile błyskawicy przeszycie granatowego nieba - przy mrugnięciu okiem już można by ją przegapić. Pozbierała się szybko, z gotowym werdyktem w głowie. Na szczęście dla zbuntowanego kocura wiele konceptów było jej po prostu obcych - nie rozumiała za bardzo klanowości, ani jej reguł, tak samo jak i nie pomyślała o tym, że mogłaby pójść z gorącymi ploteczkami do Ćmiej Gwiazdy, bo z pewnością obiektywnie było o czym z nią pogawędzić. To, co do niej docierało, to że dzięki nieznanym i nieobchodzącym ją problemom w interakcjach między Gromiakami dostała darmowy materiał do nauki. Mogła spróbować wyleczyć poważniejszą ranę, a kocur nie nakapuję na nią Przywódcy, ani nie wróci z pretensjami - to znaczy mógł próbować, ale po wszystkim Chochlik zaszyje się w swojej norce w Królikarni i tyle ją widzieli. Bardzo korzystna sytuacja.
- Połóż się - rozkazała z ostrym wyrzutem. Wprawdzie się do niej nachylił, ale z co z tego - i tak nie sięgała mu do ucha. Przeklęte mutanty. Ten tu, Kornik, Mętna... Co oni żarli w dzieciństwie?
Gdyby posłusznie się rozpłaszczył na ziemi, kocięcym krokiem podeszłaby do jego opuszczonej głowy; ślipka ponownie zaczęłyby iskrzyć chorobliwą fascynacją. Ciemna zaschnięta krew oblepiała delikatną tkankę, ale co ważniejsze i co od razu zwróciło uwagę Goryczki, rana nie była czysta. Wobec takiego obrotu spraw posłała do boju swój zacięty, szorstki języczek, żeby zmyć brud, a przy okazji zakosztować gromowej krwi.
✺ ✺ ✺ ✺ myślisz, że mnie znasz
że ze mnie już jest mokry ślad
że na pamięci płodny pająk siadł
licho złego nie bierze
nici mam w złej wierze a ty
zaraz się poplujesz
Księżyce: 154 Mistrz: Kuni Syk Płeć: kocur Matka: Białowąsa Ojciec: Dębowy Pień Trwałe urazy: Oderwane 2/3 lewej małżowiny usznej.
Szeroki, ciężki kocur o długiej, złotej sierści z pręgowaniem tygrysim. Ma białe znaczenia, które ciągną się od żuchwy, poprzez pierś i brzuch, aż do końca ogona. Biel rozjaśnia również końce wszystkich jego łap oraz wnętrze ud. Jego ślepia są ciemnozielone, lekko szarawe.
Przez kilka uderzeń serca przypatrywał się pyskowi medyczki, starając się wyłapać najsubtelniejsze zmiany w krzywiącej go mimice. Dostrzegł jej irytację zachowaniem Sroki, i właściwie rozumiał ją doskonale. Sroka był jaki był - uległy i tchórzliwy. Był doskonałą ofiarą. Ale dlatego też miło było z nim przebywać, szczególnie gdy nikt nie patrzył na to, co robili. Później posłusznie schylił łeb i chwiejnym ruchem przywarł do śliskiej gleby.
Trwał w zupełnym bezruchu, gdy brązowa kotka skrobała językiem po jego uchu. To było dziwnie przyjemne, gdy tak podrażniała brzegi rany. Doświadczał przez nią bólu, owszem, ale nie był to ból obezwładniający. Bardziej przypominał nieco intensywniejszą wersję rozciągania rozbolałych od długiego wysiłku mięśni. Nic złego. Z jego gardła mimowolnie wydobył się cichy, przeciągły pomruk.
- co w zamian chcesz - wyszeptał beznamiętnie do Goryczy.
his face lit up under yellow street light
with eyes of fear as he caught me in sight
i won't hurt him but he knows that i might
Mistrz: Błękitna Toń Płeć: kocur Matka: Kolorowy Wiatr Ojciec: Chłodny Nos Partner: już nieważne...
Niski czarno biały kot o żółtych oczach i smukłej sylwetce. Bardziej tyka niż kupa mięsa. Biel rozciąga się na pysk, gardło, podbrzusze i łapy. Posiada żółte oczy. Długie puszyste futro utrzymywane w czystości.
Znacznie szczęśliwszy niż przedtem spokojny osobnik który jednak będzie bronił swojej opinii. Stroni od dotyku i mimo wszystko lubi mieć czas dla siebie, co nie zmienia faktu iż przepada za rozmową.
Jadowita Łapa [gk] Trzask [nk] Sierpówka [kg]
W całkowitej ciszy obserwował proces jaki następował. Po prostu, uważnie patrzył, nie bezpośrednio w oczy, choć i tak bacznie. Nawet nie wiedział czego lecząca mogłaby chcieć, szczerze go to nie obchodziło. No chyba że tyczyłoby się jakiejś personalnej rzeczy związanej z nim, ale tak to nic. Wprawdzie samo mruczenie Gryzącej Łapy sprawiało mu dyskomfort, ale już niedługo wróci bezpiecznie do Klanu... Albo i będzie uciekał po swoje życie, zobaczy się.
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Pierwszy raz zapędził się na tereny Czterech Dębów i jednak prawdą było, że nazwa wprowadzała w rzepak. Jedno drzewo po prostu. Tak o. Chociaż jak rzucił na nie okiem to wydawało się dość dziwne i wyjątkowe w swojej dziwacznej naturze... może opowie o tym Vernonowi? W końcu chyba by mu się spodobało, a może by i kiedyś go tutaj zabrał? To też jest ciekawe miejsce, a przecież wyjątkowemu burasowi powinien pokazać wszystko co najlepsze i najładniejsze...
Wracając jednak do wyprawy to czemu Go tu łapy przyprowadziły? W końcu miał zrobić obchód po granicach, a tym razem wylądował tutaj i coś Go korciło, by zajść zobaczyć co u rzecznych kolegów. W sumie może by spotkał przyjaciela mamy? Wtedy mógłby się pochwalić kiedyś Hubie, że zna już dwójkę przyjaciół obu rodziców. Niby powinno wywołać w Mim to smutek, ale może znalezienie nadziei i realny plan na wyruszenie na poszukiwania Go uspokoiły? Dały ten kawałek gałęzi, której mógłby się złapać.
Otrząsnął się idealnie po wkroczeniu kawałek na tereny przeciwnego klanu i aż miał ochotę pacnąć się łapą w łeb za tę gafę. Nawet jakby teraz spotkał przyjaciela mamy to co on by sobie o Nim pomyślał? A może za bardzo się przejmuje? W końcu to nie tak, że pierwszy raz robi coś głupiego... Chyba za bardzo się zaczął przejmować ostatnimi czasy, szczególnie o tym co inni myślą, a to głupie. Co Go to w sumie obchodzi, ale chwila... czy to motylek? Wytężył wzrok i zaczął powoli skradać się do śmiesznego stworzonka.
Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
Kwitnąca Łapa akurat szedł granicą. Musiał trochę ochłonąć po ostatnich wydarzeniach jakie działy się w jego życiu, więc postanowił wybrać się na spacer a jednocześnie pseudo-patrol kiedy dzisiejszy trening miał już za sobą -w końcu nie może go przegapić, nie?! Przykładem ktoś świecić musi.
Najpierw wszystko było spokojnie, cicho i bez żadnych dziwnych akcji ze strony wichrowiczów obok granicy których akurat przechodził… dopóki srebrny kocur nie zauważył jakiegoś nieznajomego mu kota. Syn Ślimaczej Muszli zmarszczył brwi i zmrużył oko, żeby przyjrzeć się uważniej kto to taki. Widać jakiś beztroski typ, bo nie dość że wkroczył na rzeczny teren to jeszcze chyba nie za bardzo się tym przejął, sądząc po tym że gania za jakimś motylkiem jak małe kocię.
-Hej ty! -zawołał i podszedł bliżej. Nie zamierzał się jeszcze rzucać z pazurami na nieznajomego, ale w jego głosie słychać było, że jest czujny i w każdej chwili może spróbować przegonić szarego tak bardziej dobitnie niż tylko słowami- Kim jesteś i co robisz na terenach Klanu Rzeki? -zapytał, dopisując sobie teorię że może to być wichrzak, ponieważ pachnie podobnie do tej granicy z Klanem Wichru.
✭✭✭✭
Gotta gohard(gotta go hard) I ain't got time to waste(I ain't gottime) I gotta gohigh(gotta go high) I gotta elevate(I gotta elevate)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Zapomniał się gdzie jest i co robi, ale ostatnio zdarzało mu się to dość często, gdy próbował zapomnieć o problemach. W pewnym sensie tego nie rozumiał, chociaż jak najbardziej była to reakcja obronna, odganiająca Jego myśli od złego, by znowu nie załamał się. Głos nieznajomego przywrócił Go dopiero do świata prawdziwego, a chwilę mu zajęło zrozumienie co się wydarzyło.
– Och – wydukał na początek i spojrzał szybko w stronę kocura, który to wydawał się mało groźny na razie, bo jednak szaraczek nie byłby nawet zły, gdyby ten się na Niego rzucił. Wszedł na tereny, bo się zamyślił, ale wszedł. – Korzenna Woń, jestem z Wichru, zamyśliłem się i wszedłem nieostrożnie na Wasze tereny. Zwiedzałem pierwszy raz Cztery Dęby, a potem cóż... głupio wyszło po prosto. Już się wynoszę – powiedział z krzywym uśmiechem i skinieniem głowy miał nadzieję, że da kocurowi znak, że jest niegroźny i nie trzeba się obawiać. – Jak Tobie na imię? – zapytał, gdy wstał, by ruszyć w stronę granicy, ale że spodziewał się być odprowadzonym to poczekał na srebrzystego.
Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
Kwitnąca Łapa był zadowolony z tego, że wichrowicz -czyli jego teoria okazała się poprawna co jeszcze podbiło samoocenę srebrnego- przyznał się do błędu i nie zamierzał robić problemów, udając, że to jego wtargnięcie na rzeczne tereny wcale nie miało miejsca. Przynajmniej ułatwiało to sprawę względem jak najszybszego pozbycia się szarego kocura z terenów Klanu Rzeki. To srebrnemu bardzo odpowiadało.
-Kwitnąca Łapa -powiedział, starając się nie ukazywać zazdrości jaką czuł względem młodszego kocura. On miał mniej księżyców na karku od Kwiatka a już był wojownikiem! On zdecydowanie też by tak chciał, ale los rzucał mu kłody pod nogi z mistrzami. Starając się odepchnąć te myśli syn Ślimaczej muszli postanowił odprowadzić intruza do granicy z Czterema Dębami. Skoro młody stamtąd przyszedł to nie było sensu ciągnąć go stricte do granicy z Wichrem, bo to była już opcja na dłuższe łażenie, a Korzenna Woń powinien zniknąć z rzecznych ziem jak najszybciej.
✭✭✭✭
Gotta gohard(gotta go hard) I ain't got time to waste(I ain't gottime) I gotta gohigh(gotta go high) I gotta elevate(I gotta elevate)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
– Hm, zapamiętam – odpowiedział, gdy zrozumiał, że chyba starszy kocur nie jest za bardzo skory do rozmowy, ale czemu by nie spróbować. – Często się zdarza, że wichrzacy wchodzą Wam na tereny, czy jestem wyjątkiem? Bo jak się powtarza to przypilnuję by się więcej tak nie działo i ode mnie, i od innych – zaśmiał się chcąc rozluźnić atmosferę, bo nie zamierzał nic dziwnego tutaj odwalać. Kwitnąca Łapa nie musiał oczywiście brać tego za pewniak i od razu spuścić gardę, ale zawsze można się zapoznać bardziej... chyba?
Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
-Jak na razie tylko z tobą -odparł mrukliwie- i wolałbym, żeby raczej tak zostało, chociaż znając życie to nie będzie. Ktoś na pewno jeszcze kiedyś się zamyśli -niestety ale świat nie był taki idealny i piękny, żeby Kwiatek mógł być pewny, że nikt już nigdy w życiu nie popełni błędu Korzennej Woni. Na pewno znajdzie się jeszcze jakiś taki młody i beztroski kot, który przejdzie sobie granicę bez większego zwracania uwagi na to co się dookoła niego dzieje- następnym razem powinieneś bardziej uważać, bo nie każdy kot jest taki… w miarę miły jak ja -odparł zgodnie z prawdą. Może Kwitnąca Łapa nie był najmilszym kotem, ale w Klanie Rzeki znajdowały się jeszcze bardziej wyrywne indywidua niż on.
✭✭✭✭
Gotta gohard(gotta go hard) I ain't got time to waste(I ain't gottime) I gotta gohigh(gotta go high) I gotta elevate(I gotta elevate)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Widział po rzeczniaku, że nie był on najbardziej przyjemną jednostką, ale aktualnie nie czuł się przez to szczególnie przytłoczony. Może i trudno było prowadzić rozmowę, ale nie czuł się źle jeszcze z rytmiką tej pogawędki. Posiadał w sobie spore pokłady cierpliwości, a też dopiero udawało mu się powoli składać po tym jak bardzo życie przybiło Go i nie chciało puścić.
– Domyślam się, że pewnie nie każdy będzie taki miły, a szkoda. Żyjemy jako klany bardzo długo, a i tak niepotrzebnie się potrafimy nienawidzić, czy bić. Rozumiem jakbym nie chciał odejść, ale się zwyczajnie zamyśliłem, dopiero niedawno wróciłem do pełni sił – zdradził trochę o sobie i spojrzał na srebrnego kocura. – Jednak ciekawi mi co Tobie się stało? O ile w ogóle chcesz powiedzieć – wypowiedział spokojnie po chwili odwracając wzrok. Był zainteresowany, ale też nie miał zamiaru być jakiś nietaktowny z tym wszystkim, nadal posiadał w sobie delikatność Huby, która gdzieś tam w nim siedzi. Tęsknił za rozmowami z nią.
Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
-Każdy ma inny charakter, nic na to nie poradzimy -wzruszył barkami obojętnie. Czy niepotrzebnie potrafią się nienawidzić? No nie był tego taki pewien czy niepotrzebnie. Kwiatek wiedział, że jeśli pewnych kotów nie przyciśnie się twardą łapą to wejdą ci na głowę bez skrupułów. Dlatego właśnie granice są pilnowane przez wojowników i terminatorów danego Klanu- nie wiem czy to taka nienawiść, wydaje mi się bardziej, że pokazanie siły, żeby nikt nie próbował kombinować -spojrzał się na wichrzaka z uniesioną brwią.
Przez chwilę musiał zastanowić się co powinien odpowiedzieć na pytanie wojownika. Nie był fanem zdradzania tajemnic Klanowych, ale sytuacja z Czarną Łapą była chyba przecież przekazywana patrolom innych Klanów, prawda? Więc to chyba nie było zdradzanie tajemnic ani nic skoro każdy wiedział o co chodzi... przynajmniej w teorii. Rana na ciele i duchu była już stara, więc łatwiej się o niej mówiło.
-Mówisz o moim oku? -przycisnął trochę wichrzaka. Chciał, żeby ten sam się przyznał zanim Kwiatek powie cokolwiek.
✭✭✭✭
Gotta gohard(gotta go hard) I ain't got time to waste(I ain't gottime) I gotta gohigh(gotta go high) I gotta elevate(I gotta elevate)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Zastanowił się chwilę nad odpowiedzią jaką dostał, ale nie potrafił się z tym zgodzić w stu procentach, nie sądził, by przemoc była odpowiedzią na wszystko. Niestety wiedział, że niektórzy z czystej nienawiści do drugiego klanu potrafili atakować. Nie podobało mu się to.
– Zawsze można najpierw porozmawiać, nie sądzę, że pokazywanie od razu swojej siły jest czymś wartym zachodu. Dopóki ktoś nam nie zagraża można przeprowadzić rozmowę. Nie lubię niepotrzebnego rozlewu krwi, ale też jak ktoś będzie się stawiać nie będę stał bezczynnie nie broniąc swoich granic. Zdaję sobie sprawę z powagi sytuacji i tego, że bronienie naszych terenów jest jedną z najważniejszych zasad. – wyjaśnił opanowanym głosem swoje miejsce w tej dyskusji, raczej nie pozostawiając na temacie suchej nitki. Nie był fanem przemocy, nieważne jak bardzo ktoś by chciał Go przekonać to siostra zasiała w Nim zbyt dużo delikatności. Lubił to w sobie, bo przypominało mu to o kimś tak ważnym jak najbliższa rodzina. Nawet jeśli jej obok już nie było.
– Tak. Chociaż zdaję sobie sprawę, że może być to niekomfortowe, więc jak nie chcesz... to wiesz. Nie musisz mówić, nie zmuszam – dodał równie spokojnie i posłał towarzyszowi lekki uśmiech.
Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
Kwitnąca Łapa postanowił upiec dwie piszczki na jednym ogniu i załatwić od razu opowieść oraz wypowiedzieć się jakoś dokładniej na temat swojego zdania w ich dyskusji. Może i wojownik był od niego sporo młodszy, ale nie wydawał się taki głupi jak Kwiatek na początku myślał.
-Nie mówię, że od razu trzeba się bić -odparł- ja i moja historia jesteśmy idealnym dowodem dlaczego przemoc nie powinna być pierwszym rozwiązaniem. Wiem też po tym, że powinna być ona raczej ostatecznością, dopiero kiedy ktoś cię zaatakuje. Słyszałeś może kiedyś takie imię jak Czarna Łapa? -zapytał, wiedząc, że wygnany terminator był opisywany partolom innych Klanów.
✭✭✭✭
Gotta gohard(gotta go hard) I ain't got time to waste(I ain't gottime) I gotta gohigh(gotta go high) I gotta elevate(I gotta elevate)