Księżyce: 110 Mistrz: Przepiórczy Śpiew -> Jodłowa Gałązka Płeć: kocur Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień Trwałe urazy: brak
Bardzo niski, gruby kocur. Jego krótkie futro w większości jest koloru niebieskiego i pokrywają je tygrysie pręgi. Ma również białe znaczenia, które pokrywają spód jego ciała, część przednich łap (obie dłonie, prawe zgięcie łokcia i przód lewego przedramienia). Białą ma także szyję i pierś. Białe znaczenia znalazły się również na pysku kocura, mianowicie prawa przestrzeń pod nosem i odrobina lewej powierzchni, z której wyrastają wibrysy. Poduszki jego łap są w dwóch kolorach: czarnym i białym, przy czym większość w tym drugim kolorze.
Ma jasnożółte oczy i małe, ciemne uszy, pozbawione pędzli na końcach.
Wydaje się, że całe życie będzie musiał udowadniać, że jego mały rozmiar to nie wszystko. Całe jego jestestwo zdaje się opierać o fakt, że Wielki próbuje dowieść światu i sobie, że nie jest słaby, miękki czy tchórzliwy. Rozpiera go ogromna ambicja i pragnienie osiągnięcia jak najwięcej. Chce być wielki, nie tylko nazywać się Wielki. Jest zdecydowanie zbyt uparty i póki co nie umie przegrywać. Porażki budzą w nim gniew, wstyd i wielkie rozczarowanie. Bywa nieco zbyt narwany, miewa za dużo energii, której nie nauczył się jeszcze spożytkowywać w zdrowy sposób. Jego wielka ambicja, prężny umysł i dobre zamiary mogą jednak zaprowadzić go w dobre miejsce. Mogą sprawić, że pewnego dnia naprawdę stanie się wspaniałym kotem. Póki co jest nieco zbyt zazdrosny o sukcesy innych, choć jak dotąd nie sprawił, by jakiekolwiek jego relacje się przez to zepsuły. Jest nadzwyczaj uprzejmy i sympatyczny w stosunku do innych, krytyczny i toksyczny jest tylko dla siebie (i to również głównie w zaciszu swojego własnego umysłu). Nie brakuje mu odwagi i gotowości do poświęceń.
Tundra, Pęd (NŚ)
Niebieski był nieco innego zdania, jemu wydawało się, że granica przebiegała już pod nogami Sowiej Łapy. Fakt był jednak taki, że granica nie była linią długości włosa, a raczej pasem, który posiadał swoją szerokość. Nie zamierzał się dalej kłócić, ale cieszył się, że bury terminator zaczął się nieco uspokajać. Takie przynajmniej odniósł wrażenie Wielka Łapa.
- Brzoza przekroczyła granicę? - zapytał Wielka Łapa, lekko zaskoczony, z oczyma otwartymi nieco szerzej. Futro na barkach zaczęło już stopniowo opadać. Nie chciał się kłócić z cienistym kocurem, nie miał co do tego złych zamiarów. Nie chciał też musieć uznać go za dziwaka ani niebezpiecznego typa. Przeciwnie, syn Wietrznego Dnia bardzo chciał Sowią Łapę polubić. Bardzo potrzebował przyjaciela.
- Naprawdę? - upewnił się, chociaż było to pytanie dość retoryczne, po prostu trudno było mu w to uwierzyć. Nie był jednak pewien, dlaczego tak było, w końcu zupełnie tej kotki nie znał. To znaczy… inaczej, ledwie tę kotkę znał.
-Przekroczyła -potwierdził, machając ogonem ze zirytowaniem kilka razy. Po prawdzie, to spodziewał się tego że rozmówca mu nie uwierzy. Sowiej Łapie nikt nie wierzył. Wszyscy uważali go za dziwaka, który bez sensu plecie trzy po trzy… a on mówił to co widział. Po prostu to co miał przed oczami. On widział prawdę, której inni nie widzieli- Dla bójki -dodał jeszcze. Nie lubił jej, więc niech jej klanowicze wiedzą jaka nieobliczalna jest. Że w każdej chwili może ich zaatakować tak jak zaatakowała jego. W jego oczach Brzoza była wariatką, której tylko przemoc w głowie.
I amtherighteous hand of God AndI amthedevilthatyouforgot AndItold you one day you will see That Iʹllbe backIguarantee Andthathellʹs coming,hellʹs coming Hell,hellʹs coming with me
⊗⊗⊗
And it is well, with mysoul Youlineyourpockets full of moneythatyousteal from the poor And on your way down thehill,you hearmering thatbell AndI said, hellʹs coming with me(hellʹs coming with me)
Księżyce: 43 Mistrz: Tnąca Zawieja Płeć: kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast Trwałe urazy: rozcięte lewe ucho; ślady po kocich pazurach na prawym boku;
Księżyce: 43 Mistrz: Tnąca Zawieja Płeć: kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast Trwałe urazy: rozcięte lewe ucho; ślady po kocich pazurach na prawym boku;
Potężny kociak o złotych ślepiach. Futro wybarwiło się na kolor niebieski, jednak brzuch, pysk i łapki opanowała biel. Posiada charakterystyczną niebieską plamę na brodzie.
spokojny, serdeczny, przyjemny, nieco przygaszony
Koślawa Łapa (KC) Jad (S)
Ostatnie dwa dni był w złym humorze, Wiśniowa Łapa nie czuła się najlepiej, on źle sypiał i na dodatek czuł się jakby sztywny. Nie mógł na nic poradzić. Rana na pysku szylkretki się nie goiła, doglądał jej z każdym dniem coraz częściej, wymieniał opatrunki, ale wszystko na nic, a co gorsze zdawało się być tylko gorzej. Z samego rana oświadczył znajomej, że muszą się udać na granicę, niestety z Klanem Wichru. Chciał dać chwilkę spokoju Gwiezdnemu Nurtowi. Zgarnął po drodze mysz i sikorkę ze stosu po czym wraz z kotką wybrał się na niezbyt optymistyczny spacer.
Gdy dotarli na miejsce powiadomił pierwszy patrol o co chodzi i... czekał. Zwierzynę zamierzał przekazać prosto w łapy Krwawnikowego Liścia. Nie odzywał się zbyt dużo, trwał w zadumie. Zastanawiał się czy coś zrobił źle... czy może był w stanie uniknąć tej wycieczki... ale chyba nie. Miał teraz już tylko nadzieję, że wojownik z patrolu się pospieszy i w odpowiedni sposób opisze medykowi ranę, aby ten wiedział co ze sobą zabrać.
//wiśnia i krwawnik
Tell meONCEagain •I couldhave been anyone, anyoneelse• BeforeYOUmade theCHOICEfor me •MyfeetKNEWthepath• Wewalkedin thedark,in thedark INEVERgave a singleTHOUGHT To•where•it•might•lead
Kotka ma szaroniebieskie niewybarwione oczy i długie, białe, wywinięte wąsiska. Z zaokrąglonych, trójkątnych uszu wystają kępki sierści. Sylwetka krępa, masywna, lecz objętości niemal dwukrotnie dodaje puchate, pstrokate futro. Czekoladowa szylkretka. Rude plamy na pysku, plecach, udach, podudziu, barku, zadzie i ogonie znaczone są grubymi, klasycznymi pręgami. Biel u tricolorki pokrywa przednie łapy, szyję, klatkę piersiową i podbrzusze, po obu stronach rozchodząc się na nieregularne kształty. Posiada białe skarpetki na tylnych łapach oraz białą kryzę dookoła łba. Często widziana z kolorowymi kwiatami wplecionymi za uszy.
księżniczka | dramaturg | marzyciel | naiwna | ciekawa
Świerszcz [NŚ; nieaktywny]
Wiśniowa Łapa przez całe dwa dni obserwowała starania terminatora, który dzielnie i pieczołowicie doglądał jej policzka. Szylkretka widziała, jak kocur wyciska z siebie wszystkie poty, aby tylko jej pomóc. Nie winiła Wzburzonej Łapy za stan jej pyska ani tego, że z rana musieli iść na granicę. W końcu sama była sobie winna, że poszła tamtego dnia na ten felerny spacer, a później obarczyła Bobra takim problemem. Kocur dał z siebie wszystko, a ona nie sądziła, aby robił źle. Później powie mu, aby nie martwił się, bo spotkanie z medykiem wichru wcale nie oznaczało, że Wzburzona Łapa był jakiś gorszy lub zrobił coś nie tak. Wręcz przeciwnie. Może to właśnie nastawienie Wiśni sprawiało, że obrzydliwa rana nie chciała się goić, a może miała to być była kara od matki natury za zamordowanie jednego z jej dzieci? Miała po drodze tylko nadzieję, że podczas wędrówki nie szli zbyt uczęszczaną trasą. Jeśli będą mieli szczęście nie będzie widziało jej zbyt wiele kotów.
Wiśniowa Łapa nie odzywała się wiele. Głównie szła u boku swojego towarzysza, dotrzymując mu kroku, pogrążona we własnych myślach. Przez te dwa dni jedynie panikowała i histeryzowała, a teraz nie miała nawet na to ochoty. Kiedy czekali na powrót patrolu, spojrzała jeszcze raz w stronę niebiesko białego i lekko trąciła nosem jego pysk.
— Będzie dobrze — powiedziała.
Przynajmniej tak mogła się odwdzięczyć.
»3 st. oderwany kawałek skóry z prawego policzka, infekcja
Księżyce: 126 Mistrz: Lśniąca Sadzawka Płeć: Kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Skorpion Trwałe urazy: niewielki ślad po lisich zębach na lewym policzku
Medyk, po swojej matce, odziedziczył białe, długie i lśniące futro; widoczne jest to przede wszystkim na jego puchatych policzkach, ponadprzeciętnie owłosionym wnętrzu w uszach i ogonie. Kocur posiada trójkątny pysk i skośne oczy w dwóch kolorach – prawe jest w odcieniach błękitu, natomiast lewe przybrało słoneczną barwę. Jego wąsy są białe, a nos różowy, pudrowy. Jest smukły i słabo umięśniony.
Kocur jest cierpliwy, uprzejmy i spokojny. Medyk jest nieobeznany w żartach, natomiast często się uśmiecha. Rzadko kiedy kogoś skreśla, dopiero wtedy, gdy ktoś mocno mu podpadnie; stara się być wobec każdego wyrozumiały. Wyzbył się już mówienia samej prawdy; nie oznacza to jednak, że kłamanie sprawia mu przyjemność, bo jest wręcz odwrotnie. Zdaje sobie niemniej sprawę, że niekiedy należy sobie darować szczerości, zwłaszcza w zawodzie medyka.
Kiedy do lecznicy wparował Zajęcze Ucho, nie niosąc żadnych oznak choroby, medyk już wiedział, co się działo. Działo się to zbyt często, żeby nie doszedł od razu do słusznych wniosków. Pozwolił wojownikowi zaczerpnąć powietrza po wyczerpującym biegu, a później wysłuchał tego, co miał mu do powiedzenia – a rozchodziło się o rannego, cienistego kota. Prawdę powiedziawszy, miał nadzieję, że po wytrenowaniu Rwącej Łapy przychodzenie po pomoc do niego się skończy. Miała całkowitą wiedzę, ale wychodziło na to, że brakowało im doświadczenia. Westchnął, kierując się do składziku; wziął z niego motek pajęczyny i korzeń łopianu. Wojownik nie był w stanie opisać, czy rana była zainfekowana, toteż Krwawnik wziął na wszelki wypadek medykament, który na infekcje działał. Podziękował buremu za przekazanie informacji i już samemu ruszył do Dzięciolego Drzewa, gdzie rzekomo mieli czekać cieniści.
– Witajcie – przywitał ich uprzejmie, oficjalnie kiwając głową. To były jeszcze dzieci, a jedno z nich miało okrutną szramę na policzku. Czy w Cieniu mieli aż takie problemy z drapieżnikami? Dlaczego dochodziło do takich sytuacji? Drugi z sąsiadów był za to prawdopodobnie nowym terminatorem medyka. Nie rozumiał, dlaczego ktoś wciąż dobierał terminatorów medyka, gdy aktualne terminatorki nie zostały jeszcze medyczkami. I że też Lśniąca Sadzawka miała czelność narzekać na zgromadzeniu na własny klan… Mimo wszystko nie zamierzał dopytywać o tę kwestię, nie zamierzał brać na siebie kolejnego treningu, a poza tym wierzył, że Rwąca i Huraganowa Łapa wkrótce zostaną medyczkami. Będą mogły się wtedy nim zająć.
Najpierw podszedł do szylkretowej kocicy i ściągnął ostrożnie opatrunek. Zapach jej rany od razu sugerował infekcję. Dobrze wobec tego, że wziął łopian. Ostrożnie zaczął wylizywać policzek terminatorki, czyszcząc go z wszelkich zabrudzeń. Następnie sięgnął po przygotowany korzeń i najpierw ugniótł go lekko łapami, a następnie przemielił w pysku na maść, którą wsmarował w szramę. Na koniec owinął to wszystko szczelnie pajęczyną, żeby odpowiednio się trzymało.
– Będzie się goić… półtorra księżyca. Jeśli jednak przez najbliższe parrę dni nie będzie widać żadnej poprrawy, wrróćcie – oznajmił spokojnie, cofając się parę kroków, żeby stanąć przed dwójką kotów. Miał nadzieję, że wszystko będzie się ładnie i gładko goić, ale wcale nie musiało tak być. Nie żegnał się jeszcze; zaczekał, jeśli mieliby – a zwłaszcza terminator medyka – jakieś pytania.
Księżyce: 43 Mistrz: Tnąca Zawieja Płeć: kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast Trwałe urazy: rozcięte lewe ucho; ślady po kocich pazurach na prawym boku;
Księżyce: 43 Mistrz: Tnąca Zawieja Płeć: kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast Trwałe urazy: rozcięte lewe ucho; ślady po kocich pazurach na prawym boku;
Potężny kociak o złotych ślepiach. Futro wybarwiło się na kolor niebieski, jednak brzuch, pysk i łapki opanowała biel. Posiada charakterystyczną niebieską plamę na brodzie.
spokojny, serdeczny, przyjemny, nieco przygaszony
Koślawa Łapa (KC) Jad (S)
- Ja... dziękuję, ale nie wiem. Teraz nie jest dobrze - pokręcił łbem i spojrzał do góry wznosząc kolejną tego dnia cichą modlitwę. - Krwawnikowy Liściu - pochylił łeb z szacunkiem na znak przywitania - Wzburzona Łapa... korzeń łopianu i pajęczyna... użyłem liścia zamiast korzenia ale zrobiło się tylko gorzej... - skrzywił się mocno ale dalej już patrzył tylko na ruchy medyka, co robi jak i dochodził do wniosku, że niewiele cała procedura się różniła od tego co on sam robił. - Rozumiem. Mam pytanie... bo zauważyłem, że niektóre rany um... wyglądają gorzej. Nawet po oczyszczeniu skóra wydaje się być inna, mieć inny zapach - opisał swoje obserwacje przywołując przy tym w myślach chociażby ranę Wiśniowej Łapy sprzed kilku dni - Tyle, że... do teraz nie miałem za bardzo wątpliwości. Używałem łopianu i pajęczyny i było dobrze, przynajmniej Rwąca Łapa się nie skarżyła. Gdybym zrobrobił coś źle raczej bym zauważył albo wiedział tak jak teraz... - i rozgadał się trochę, chociaż nie brzmiał zbyt wesoło, nie brzmiał jak on. Zdecydowanie za mocno przybity, niepocieszony niepowodzeniem, przejęty stanem pyska znajomej. - A. Zapomniał bym, przyjmij to w ramach odwdzięki. Chyba, że wolisz jakieś zioła... - położył pomiędzy sobą a białowłosym sikorkę i mysz - Nie chcę powiększać długu wdzięczności Klanu Cienia moimi błędami.
Tell meONCEagain •I couldhave been anyone, anyoneelse• BeforeYOUmade theCHOICEfor me •MyfeetKNEWthepath• Wewalkedin thedark,in thedark INEVERgave a singleTHOUGHT To•where•it•might•lead
Kotka ma szaroniebieskie niewybarwione oczy i długie, białe, wywinięte wąsiska. Z zaokrąglonych, trójkątnych uszu wystają kępki sierści. Sylwetka krępa, masywna, lecz objętości niemal dwukrotnie dodaje puchate, pstrokate futro. Czekoladowa szylkretka. Rude plamy na pysku, plecach, udach, podudziu, barku, zadzie i ogonie znaczone są grubymi, klasycznymi pręgami. Biel u tricolorki pokrywa przednie łapy, szyję, klatkę piersiową i podbrzusze, po obu stronach rozchodząc się na nieregularne kształty. Posiada białe skarpetki na tylnych łapach oraz białą kryzę dookoła łba. Często widziana z kolorowymi kwiatami wplecionymi za uszy.
księżniczka | dramaturg | marzyciel | naiwna | ciekawa
Świerszcz [NŚ; nieaktywny]
Wiśnia wcale nie czuła się wygodnie z tym, że stała się takim kłopotem dla Wzburzonej Łapy oraz wichrowego medyka. Nie wiedziała, co z tym zrobić ani nawet, jak reagować. Nie chciała dokładać nikomu kolejnych zmartwień. Ona wcale nie powinna mieć szramy. Cały czas marzyła, że to tylko zły sen i następnego dnia obudzi się z pięknym pyskiem, pobiegnie do sióstr i razem ruszą poza obóz. Te myśli od kilku dni zdawały się jednak ulatywać. Nie było już sióstr, nie było dzieciństwa. Każda z nich zmierzała w kompletnie innym kierunku, tylko ona, Wiśnia, pozostawała gdzieś w tyle. Nie mogła już nawet pochwalić się tytułem najpiękniejszej, bo nawet to jej odebrano.
— Witaj Krwawnikowy Liściu — ugięła łapy i skinęła głową, używając nieco bardziej przesadnego tonu, niż miała zamiar. — Zwą mnie Wiśniową Łapą. Odczuwam wdzięczność, że zdecydowałeś się nam pomóc. Więc...dziękuję.
Spojrzała na białasa i delikatnie się uśmiechnęła. Nadal czuła dyskomfort po tym, jak ten wcześniej przyłożył język do jej policzka. Gdyby mogła, najchętniej by uciekła, byle jak najdalej, ale nie mogła zostawić Wzburzonej Łapy samego. Słysząc załamanie w jego głosie czuła coraz większy ucisk w klatce piersiowej, którego nie była w stanie się pozbyć. Przyłożyła koledze ogon do boku, zaciskając zęby, a wzrok wlepiając w dal.
Kolejny pusty gest. Kolejne puste słowa.
Księżyce: 126 Mistrz: Lśniąca Sadzawka Płeć: Kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Skorpion Trwałe urazy: niewielki ślad po lisich zębach na lewym policzku
Medyk, po swojej matce, odziedziczył białe, długie i lśniące futro; widoczne jest to przede wszystkim na jego puchatych policzkach, ponadprzeciętnie owłosionym wnętrzu w uszach i ogonie. Kocur posiada trójkątny pysk i skośne oczy w dwóch kolorach – prawe jest w odcieniach błękitu, natomiast lewe przybrało słoneczną barwę. Jego wąsy są białe, a nos różowy, pudrowy. Jest smukły i słabo umięśniony.
Kocur jest cierpliwy, uprzejmy i spokojny. Medyk jest nieobeznany w żartach, natomiast często się uśmiecha. Rzadko kiedy kogoś skreśla, dopiero wtedy, gdy ktoś mocno mu podpadnie; stara się być wobec każdego wyrozumiały. Wyzbył się już mówienia samej prawdy; nie oznacza to jednak, że kłamanie sprawia mu przyjemność, bo jest wręcz odwrotnie. Zdaje sobie niemniej sprawę, że niekiedy należy sobie darować szczerości, zwłaszcza w zawodzie medyka.
Nie odpowiedział na pierwsze słowa Wzburzonej Łapy, jako że w tym momencie był skupiony na operacji. Dopiero kiedy skończył i stanął przed kotami, mógł odpowiedzieć na ewentualne pytania, które wkrótce nadeszły. Na przedstawienie się i podziękowanie terminatorki jedynie kiwnął głową.
– Rrana Wiśniowej Łapy była zakażona, stąd jej zapach. Infekcję można poznać rrównież po zanieczyszczeniach wokół miejsca zrranienia i białawym nalocie. Jest to skutek zabrrudzenia, dlatego tak ważne jest oczyszczenie rrany – odparł na pierwszą część jego wypowiedzi. – Łopian jest jednym z medykamentów, którre akurrat na zakażenie działają. W każdym rrazie, zdarza się, że rrany nie chcą się goić i nie zawsze ma się na to wpływ. Warrto wtedy użyć innego medykamentu albo części leczniczej – dodał cierpliwie. Dobrze się złożyło, że akurat wziął korzeń.
Zlustrował spojrzeniem sikorkę i mysz – szczególnie mysz, która mogła okazać się przydatna niekoniecznie na stosie – i kiwnął głową.
– Nie trzeba. Dzięki. – Podsunął zwierzynę bliżej siebie. Skoro młodzi zadali sobie trud, żeby przytachać tu truchła, to nie zamierzał im odmawiać i kazać przynieść zamiast nich zioła. Zlustrował szylkretkę ostatni raz spojrzeniem. – Życzę szybkiego powrrotu do zdrrowia. A w rrazie czego służę pomocą. Pozwólcie, że terraz już pójdę – oznajmił, pożegnał się skinięciem głowy i wziąwszy zwierzynę do pyska, wrócił do obozu. Oby się ładnie goiło, psiakrew.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
W ostatnim czasie wycieczki wzdłuż granic z Cieniem dostarczały byłemu samotnikowi rozrywki swego rodzaju. Materiału do plotek, którymi nie bardzo miał się z kim dzielić obecnie, ale to nie szkodzi. Te opowieści z pewnością się nie zestarzeją.
Nie chodził jednak przez tę część Wichrowych ziem z nadzieją na kolejne spotkania, nie polegał na pechu Cienistych terminatorek by jakoś urozmaicić swój dzień. Jedynie ilekroć spacerował przez te okolice, a wiatr przynosił mu mszysty zapach lasu, przypominał mu się widok tancereczki uciekającej przed stadem głodnych szczurów. Z pyska wydobywało się ciche prychnięcie – przecież tamta sytuacja była absurdalna – i zaraz kontynuował swoją wycieczkę. Tym razem też tak było. Żadnych krwiożerczych gryzoni w zasięgu wzroku, więc szedł dalej swoim tanecznym krokiem.
Księżyce: 103 Mistrz: kamienie na brzegu Płeć: kotkaaaaaa Matka: Agrestowy Krzew Ojciec: nie posiada
Natura nie obdarowała tej kotki ani aksamitnym futerkiem Agrestki ani długim, białym jak śnieg okryciem Przymrozka. Dostała za to krótkie, pozlepiane buro-białe futro. Wiecznie skołtunione i brudne, trudno się domyślić gdzie kończy się ciemniejsza część a gdzie zaczyna jaśniejsza. Przy trochę bliższej obserwacji, pod warstwą kurzu i błota, można dostrzec, że grzbiet i część ogona są zdecydowanie ciemniejsze, pręgowane klasycznie, podczas gdy cały front kotki, łącznie z brzuchem, aż do szczęki jest domyślnie 'biały'. Tylnie łapy natomiast do połowy uda również są pokryte brunatną plamą, żeby później przejść w nieco jaśniejszy kolory i tak pokryte wieczną warstwą brudu. Pyszczek ma, dość smukły, z ciemnym nosem i brązowymi oczami, zwieńczony przez cienkie, szerokie uszy. Jej kocie ciało wciąż do końca nie zorientowało się w proporcjach jakie powinien mieć kot, przez co wygląda jak wyrośnięte kocię na łapach bardziej przypominających szczudła. Jest również zaskakująco koścista, skóra wydaje się być w kilku miejscach niesamowicie napięta, jakby ledwo trzymała tą kupę kości razem. Podsumowując, kocica jest dziwnie niekształtna, niedelikatnie mówiąc brzydka, i jak na razie z tego nie wyrosła. Jedyne co się zmieniło to wzrost kotki, pnie się się w górę jak młode drzewko, ale już wiadomo, że nie będzie ani największa ani najwyższa z rodzeństwa.
Mianowanie na Terminatora nie zmieniło wiele w jej podejściu do rzeczywistości. Wciąż jest zafascynowana światem zewnętrznym, szczególnie teraz gdy przestał być ograniczony do czterech ścian obozu. Odpowiedzialności i obowiązki nie interesują ją za bardzo, coś tam niby pomoże, przyniesie, ale odwala minimum (i to nie zawsze) by tylko móc robić to na co ma ochotę. Wciąż nie przejawia nawet ułamków szacunku do autorytetów w jej życiu, a jeśli coś ją zainteresuje, będzie zadawać niewygodne i drążyć temat do bólu. Niestety szybciej powie niż pomyśli i całe szczęście, że umie szybko myśleć, bo co chwila pakuje się w kłopoty i jest gotowa wić się tak długo jak będzie to konieczne, byleby nie przyznać się do winy. Jeśli uważa, że ktoś popełnia błąd to powie o tym głośno. Ma zaskakująco dużą wiarę w siebie, swoje umiejętności i determinację by pokonać każdą, możliwą przeszkodę. Nastoletni wiek cechuje burza emocji, ale u Skowyt to prawdziwy tajfun. Kotka wszystko odczuwa intensywnie, nie ważne, smutek, złość czy radość - wypełnia ją, pochłania i zdaje się kierować nią bardziej niż logika. Obok silnego kompasu moralnego, ma też silną pamięć i jeśli ktoś, według niej, traktuje ją lub innych z góry nie przepuści tego, ani nie zapomni. Wciąż jest młoda i wciąż uwielbia psocić, wygłupiać się i wymyślać psikusy, które może uciąć innym. Pomimo szczerej miłości i troski jakimi darzy swoją mamę i rodzeństwo, nie czuje się komfortowo z wizją trwania w Klanie do końca swoich dni. Ma w sobie silny zew przygody i włóczęgi, za którym chce podążać. ale wciąż jest tylko dzieciakiem, który pod koniec dnia czuje się bardzo mały w bardzo dużym świecie.
Teoretycznie uczestniczyła w patrolu z Bluszczowym Pnączem i Astrowym Płatkiem. Teoretycznie, bo Skowyt bardzo szybko odłączyła się od reszty grupy i poszła na własną łapę. Akurat mały, czarny-biały ptaszek skakał po ziemi, podjęła więc próbę polowania. Niestety dostrzegł jej ogon, wystający ponad trawą i odleciał, zanim ta zdołała podejść. Skoczyła do przodu, próbując go dorwać, ale zanim dobiegła do miejsca gdzie ptaszek wcześniej skakał, ten już dawno schował się w gałęziach drzewa. Fuknęła wściekle, uderzając łapą o ziemie. Była TAK BLISKO! Uderzenie serca zajęło jej zorientowanie się, że stoi dokładnie na granicy pomiędzy Cieniem, a Wichrem. Z zaskoczenia, nie bardzo wiedziała co ma zrobić. Powoli, rozglądnęła się po okolicy. Jak nikt niczego nie zobaczy to nikogo nie zaboli, prawda? Niestety dla niej, na horyzoncie pojawił się kot, ewidentnie spacerujący po stronie wichrzaków. Popatrzyła na niego, na ziemię pod swoimi łapami i znowu na niego, po czym szybko cofnęła się o dwa kroki. Usadziła swój zadek na ziemi i zaczęła myć swoją łapę, jak gdyby nigdy nic. Sytuacja uratowana!
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Czy wszystkie klanowe koty traktowały granice jak największą świętość? Czy po prostu znowu był świadkiem jednego z Cienistych absurdów? Odmawiał uznania, że to zupełnie normalne patrzeć to na umowną granicę, to na kota po jej drugiej stronie i się wycofywać, jakby za niewidzialną linią rozciągała się strefa śmierci. Lubił porównywać tereny klanowe do ogrodowych trawników, jasne, ale w przypadku tych drugich od reszty świata oddzielały je płoty – całkiem namacalne granice. A tutaj? Krzywo osikane krzaki, to wszystko.
– Cóż za niesamowity refleks. – mruknął głośniej, nie zmieniając tempa marszu. Dopiero znalazłszy się na wysokości myjącej łapę koteczki, zatrzymał się i machnął długą kitą. – Nic tylko pogratulować, jeszcze dwa kroki w przód i bym ci musiał odgryźć łapę ku przestrodze. – oblizał leniwie pysk. A może faktycznie coś takiego było praktykowane w klanach tylko się o tym głośno nie mówiło?
Księżyce: 103 Mistrz: kamienie na brzegu Płeć: kotkaaaaaa Matka: Agrestowy Krzew Ojciec: nie posiada
Natura nie obdarowała tej kotki ani aksamitnym futerkiem Agrestki ani długim, białym jak śnieg okryciem Przymrozka. Dostała za to krótkie, pozlepiane buro-białe futro. Wiecznie skołtunione i brudne, trudno się domyślić gdzie kończy się ciemniejsza część a gdzie zaczyna jaśniejsza. Przy trochę bliższej obserwacji, pod warstwą kurzu i błota, można dostrzec, że grzbiet i część ogona są zdecydowanie ciemniejsze, pręgowane klasycznie, podczas gdy cały front kotki, łącznie z brzuchem, aż do szczęki jest domyślnie 'biały'. Tylnie łapy natomiast do połowy uda również są pokryte brunatną plamą, żeby później przejść w nieco jaśniejszy kolory i tak pokryte wieczną warstwą brudu. Pyszczek ma, dość smukły, z ciemnym nosem i brązowymi oczami, zwieńczony przez cienkie, szerokie uszy. Jej kocie ciało wciąż do końca nie zorientowało się w proporcjach jakie powinien mieć kot, przez co wygląda jak wyrośnięte kocię na łapach bardziej przypominających szczudła. Jest również zaskakująco koścista, skóra wydaje się być w kilku miejscach niesamowicie napięta, jakby ledwo trzymała tą kupę kości razem. Podsumowując, kocica jest dziwnie niekształtna, niedelikatnie mówiąc brzydka, i jak na razie z tego nie wyrosła. Jedyne co się zmieniło to wzrost kotki, pnie się się w górę jak młode drzewko, ale już wiadomo, że nie będzie ani największa ani najwyższa z rodzeństwa.
Mianowanie na Terminatora nie zmieniło wiele w jej podejściu do rzeczywistości. Wciąż jest zafascynowana światem zewnętrznym, szczególnie teraz gdy przestał być ograniczony do czterech ścian obozu. Odpowiedzialności i obowiązki nie interesują ją za bardzo, coś tam niby pomoże, przyniesie, ale odwala minimum (i to nie zawsze) by tylko móc robić to na co ma ochotę. Wciąż nie przejawia nawet ułamków szacunku do autorytetów w jej życiu, a jeśli coś ją zainteresuje, będzie zadawać niewygodne i drążyć temat do bólu. Niestety szybciej powie niż pomyśli i całe szczęście, że umie szybko myśleć, bo co chwila pakuje się w kłopoty i jest gotowa wić się tak długo jak będzie to konieczne, byleby nie przyznać się do winy. Jeśli uważa, że ktoś popełnia błąd to powie o tym głośno. Ma zaskakująco dużą wiarę w siebie, swoje umiejętności i determinację by pokonać każdą, możliwą przeszkodę. Nastoletni wiek cechuje burza emocji, ale u Skowyt to prawdziwy tajfun. Kotka wszystko odczuwa intensywnie, nie ważne, smutek, złość czy radość - wypełnia ją, pochłania i zdaje się kierować nią bardziej niż logika. Obok silnego kompasu moralnego, ma też silną pamięć i jeśli ktoś, według niej, traktuje ją lub innych z góry nie przepuści tego, ani nie zapomni. Wciąż jest młoda i wciąż uwielbia psocić, wygłupiać się i wymyślać psikusy, które może uciąć innym. Pomimo szczerej miłości i troski jakimi darzy swoją mamę i rodzeństwo, nie czuje się komfortowo z wizją trwania w Klanie do końca swoich dni. Ma w sobie silny zew przygody i włóczęgi, za którym chce podążać. ale wciąż jest tylko dzieciakiem, który pod koniec dnia czuje się bardzo mały w bardzo dużym świecie.
W myślach pluła sobie brodę, za to, że dała się przyłapać na takim występku. Cóż, ważne żeby nie dowiedział się nikt ważny, a nadchodzący nieznajomy na takiego nie wyglądał. Przekrzywiła lekko łeb, zastanawiając się, czy mówił poważnie, ale pomimo poważnych słówek to nie wydawał się on ani trochę bojowo nastawiony. - Cóż, zrobienie tego mogłoby pogorszyć kontakty między Wichrem a Cieniem dość poważnie... Poza tym, ty również mógłbyś ucierpieć - oznajmiła, woląc podkreślić swoje umiejętności walki i nie tylko. Miała jakieś doświadczenie i mogła być i mniejsza i młodsza od stojącego przed nią kocura, ale nie oznaczało to, że poddałaby się bez walki. Nagle, przypomniała sobie o czymś. - Ej, wy macie u was dwa tak samo wyglądające koty, nie? - zapytała, przypominając sobie wojowników, którzy przybyli z odsieczą jej siostrze podczas walki z puchaczem. - Jak się nazywają? - przy odrobinie szczęścia mogła nie tylko odwrócić uwagę od swojego niewielkiego występku, ale również przekazać wiadomość tamtym z podziękowaniami. Za ocalenie życia siostry i wgl.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Masz rację. Jeszcze potargałabyś mi sierść. Tyle czasu bym stracił na ponowne układanie jej. – zgodził się z asymetrycznym uśmiechem i przygładził językiem odstający kłaczek z piersi. Tak dla podkreślenia argumentu. Nieznajoma mogłaby być i wymiarów psa, a Orion niespecjalnie by się przejął wizją potencjalnej walki. Ale w tej sytuacji? Była zagrożeniem dorównującym stadu szczurów – bardziej irytującym niż niebezpiecznym. Przynajmniej dopóki nie było się Rwącą Łapą, prawda?
– Dużo kotów wygląda tak samo. Więc jak pytasz o jakieś konkretne to wypadałoby opisać ich cechy szczególne. – przysiadł sobie powoli, spodziewając się dłuższej rozmowy niż wymiany trzech słów na krzyż. Po krótkiej przerwie dodał. – I dobrze by było też wyjaśnić czemu ich szukasz.
Księżyce: 103 Mistrz: kamienie na brzegu Płeć: kotkaaaaaa Matka: Agrestowy Krzew Ojciec: nie posiada
Natura nie obdarowała tej kotki ani aksamitnym futerkiem Agrestki ani długim, białym jak śnieg okryciem Przymrozka. Dostała za to krótkie, pozlepiane buro-białe futro. Wiecznie skołtunione i brudne, trudno się domyślić gdzie kończy się ciemniejsza część a gdzie zaczyna jaśniejsza. Przy trochę bliższej obserwacji, pod warstwą kurzu i błota, można dostrzec, że grzbiet i część ogona są zdecydowanie ciemniejsze, pręgowane klasycznie, podczas gdy cały front kotki, łącznie z brzuchem, aż do szczęki jest domyślnie 'biały'. Tylnie łapy natomiast do połowy uda również są pokryte brunatną plamą, żeby później przejść w nieco jaśniejszy kolory i tak pokryte wieczną warstwą brudu. Pyszczek ma, dość smukły, z ciemnym nosem i brązowymi oczami, zwieńczony przez cienkie, szerokie uszy. Jej kocie ciało wciąż do końca nie zorientowało się w proporcjach jakie powinien mieć kot, przez co wygląda jak wyrośnięte kocię na łapach bardziej przypominających szczudła. Jest również zaskakująco koścista, skóra wydaje się być w kilku miejscach niesamowicie napięta, jakby ledwo trzymała tą kupę kości razem. Podsumowując, kocica jest dziwnie niekształtna, niedelikatnie mówiąc brzydka, i jak na razie z tego nie wyrosła. Jedyne co się zmieniło to wzrost kotki, pnie się się w górę jak młode drzewko, ale już wiadomo, że nie będzie ani największa ani najwyższa z rodzeństwa.
Mianowanie na Terminatora nie zmieniło wiele w jej podejściu do rzeczywistości. Wciąż jest zafascynowana światem zewnętrznym, szczególnie teraz gdy przestał być ograniczony do czterech ścian obozu. Odpowiedzialności i obowiązki nie interesują ją za bardzo, coś tam niby pomoże, przyniesie, ale odwala minimum (i to nie zawsze) by tylko móc robić to na co ma ochotę. Wciąż nie przejawia nawet ułamków szacunku do autorytetów w jej życiu, a jeśli coś ją zainteresuje, będzie zadawać niewygodne i drążyć temat do bólu. Niestety szybciej powie niż pomyśli i całe szczęście, że umie szybko myśleć, bo co chwila pakuje się w kłopoty i jest gotowa wić się tak długo jak będzie to konieczne, byleby nie przyznać się do winy. Jeśli uważa, że ktoś popełnia błąd to powie o tym głośno. Ma zaskakująco dużą wiarę w siebie, swoje umiejętności i determinację by pokonać każdą, możliwą przeszkodę. Nastoletni wiek cechuje burza emocji, ale u Skowyt to prawdziwy tajfun. Kotka wszystko odczuwa intensywnie, nie ważne, smutek, złość czy radość - wypełnia ją, pochłania i zdaje się kierować nią bardziej niż logika. Obok silnego kompasu moralnego, ma też silną pamięć i jeśli ktoś, według niej, traktuje ją lub innych z góry nie przepuści tego, ani nie zapomni. Wciąż jest młoda i wciąż uwielbia psocić, wygłupiać się i wymyślać psikusy, które może uciąć innym. Pomimo szczerej miłości i troski jakimi darzy swoją mamę i rodzeństwo, nie czuje się komfortowo z wizją trwania w Klanie do końca swoich dni. Ma w sobie silny zew przygody i włóczęgi, za którym chce podążać. ale wciąż jest tylko dzieciakiem, który pod koniec dnia czuje się bardzo mały w bardzo dużym świecie.
Słysząc kolejne słowo kocura, Skowyt nie umiała powstrzymać przewrócenia oczami. - Już dobrze lalusiu, spokojnie - mruknęła.- Obiecuje, że żadna krzywda z mojej strony twojego pięknego futerka nie spotka - jeśli to stawiał na liście priorytetów, a nie własne bezpieczeństwo, to proszę bardzo, kotka nie zamierza mu tłumaczyć jak głupie to jest. Z resztą, ona nigdy nie zwracała specjalnej uwagi na wygląd czy ułożenie futra. Przejeżdżała po nim językiem raz na kilka wschodów słońca i wszystko było okej. Ważne by nie śmierdziała. Za bardzo. - Nie o to mi chodzi - fuknęła, marszcząc nos z poirytowania. - Nie miałam okazji się przyjrzeć, ale oni wyglądali tak samo, dokładnie kropka w kropkę, chyba nie macie takich za dużo w Wichrze, co? - oznajmiła, ostrym tonem. Nieznajomy rozmawiał z nią dosłownie chwile, a już zdawał się działać jej na nerwy. - Jakiś czas temu moja siostra została zaatakowana przez puchacza i nieźle poturbowana. Była wtedy z kolegą, ale niedołajda niewiele pomógł i gdyby nie tamta dwójka to mogłabym już nie mieć siostry - streściła historię, mając nadzieję, że rozumiejąc jej motywy, kocur będzie chociaż troszeczkę bardziej skory jej pomóc. Wolałaby nie kontynuować tych dziwnych gierek, który tamten ewidentnie chciał prowadzić. - Chciałabym im podziękować - dodała jeszcze, jakby to nie było jasne. Albo jej rozmówca był głupi. To zawsze była możliwość.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Od razu czuję się spokojniej. – oświadczył, bo och, oczywiście niezwykle doceniał te zapewnienia koteczki. Szczególnie w momencie, gdy istniały szanse, że złamie własne przyrzeczenia już po chwili rozmowy z orientalem. Biedna, jeszcze nie wiedziała, że te konwersacje były jak przeprawa przez bagno.
Retoryczne pytania z założenia nie miały spotkać się z odpowiedzią. Niestety tym razem kotek zadający był w błędzie, więc oczywiście Orion nie zamierzał pozostawiać tej kwestii bez komentarza. Był jednak na tyle uprzejmy by nie wcinać się młodej w słowo, by zdążyła wyrzucić z siebie pełną historię i swoje intencje. Uroczo. Niestety uratowanie życia siostry obcej mu kotki to było za mało by odpuścił sobie w stu procentach zabawę.
– Co za szczęście, że akurat byli w okolicy w takim razie. – mruknął w lekkiej zadumie, chociaż procesom zachodzącym pod jasną kopułą daleko było do głębokich rozważań. Spojrzał w dół, na mordkę rozmówczyni. – Ale widzisz, jest jeden problem. W Wichrze faktycznie jest dużo kotów, które są kropka w kropkę identyczne jeśli nie masz czasu się przyjrzeć. Chociażby te cztery białe koty o długiej sierści, w walce może łatwo umknąć kremowa plamka z tyłu ucha. Inny przykład, dwie czarnofutre wojowniczki z krótkim włosem, niewiele się różnią. Rozumiesz do czego zmierzam? – jakkolwiek bawił się wybitnie, starał się przynajmniej z mimiki i tonu udawać kota przejętego sprawą. Przejętego tym, że występowały takie trudności w dojściu do porozumienia, gdy temat był tak istotny. – Jeśli potrafisz opisać ich jakkolwiek to by bardzo pomogło w ich identyfikacji. Bo do obecnego rysopisu pasuje zaskakująco wiele kotów.