Biały, średnich rozmiarów, niezbyt wyróżniający się kocur. No chyba że zaniedbane, białe, krótkie futro, wychudzone ciało i zielone oczy, które straciły swój blask, ukazując teraz tylko czający się w nich smutek są czymś wyróżniającym się na tle innych kotów - w takim wypadku Komar powinien dostać specjalną nagrodę, bo tak właśnie wygląda, czego obraz dodatkowo dopełnia bezsilny wyraz pyska kota, który stracił zapał i chęci do... Czegokolwiek.
Zmienił się i to dość mocno. Śmierć jego siostry, Słonecznikowej Pestki, miała na niego duży wpływ. Nie jest już tak często szczęśliwy i zdecydowanie nie tak bardzo jak kiedyś. Nie pokazuje tak bardzo emocji, jest raczej wycofany. Dalej chętnie poznaje nowe koty, ale teraz nie jest już tego tak pewny i bardziej uważa przy tym na swoje zachowanie. Wcisnął swoją wrażliwość głęboko do środka i jeśli nadal w nim jest, to bardzo głęboko. Pojawiły się u niego wybuchy złości i chamskie odzywki, co w wieku kocięcym wydawało się być nierealne. Dla niemiłych kotów odpowiada tym samym, już nie płaszczy się przed każdym i nie boi się tak bardzo zasygnalizowania innym, że coś mu nie pasuje. Unika kotów, za którymi nie przepada, ale jeśli dochodzi do spotkania, to wcale nie kryje się ze swoim nastawieniem i zdarza mu się fuknąć. Preferuje rozmowę niż czyny, nie jest fanem agresji, chociaż nie boi się użyć trochę siły w uzasadnionych przypadkach. Przy bliskich mu kotach jest bliższy swojego starego charakteru, chociaż już nie tak nadpobudliwy, tylko spokojny.
Nie chodził często na samotne spacery po granicach, ale czasami mu się zdarzało. Jeśli już chodził to częściej jednak odwiedzał tą Gromową w jakiejś nadziei, że spotka tam kotkę, którą kiedyś poznał. Ile razy jednak tam nie był, nigdy na nią nie trafił. Nie mógł się pochwalić tym co osiagnął.
Tym razem jednak łapy skierowały go w inną stronę, a mianowicie na granicę z Cieniem. Pamiętał jak niedawno na właśnie tej granicy usłyszał od Deszcz, że... Skończyli. Że powie dla Lawendowej Gwiazdy o jego ukończeniu treningu. Cieszył się, ale jednocześnie bał.
Nie spodziewał się, że na kogoś trafi, ale najwidoczniej szczęście mu dopisało. Albo pech. Sam nie wiedział za co ma uznać to, że blisko granicy ujrzał jakiegoś kota, najwidoczniej młodszego od niego. Po krótkim namyśle podszedł bliżej, ale nie na tle by naruszyć oznaczenia zapachowe i zmrużył lekko oczy na widok nieznajomego w... Błocie? Prawie się zaśmiał na ten widok.
-cześć? - przywitał się. Nie bał się go, na treningu nauczył się wystarczająco by umiał się obronić gdyby mu coś odbiło. No i był od niego na pewno starszy, dodatkowo bardzo prawdopodobne, że silniejszy. -co tu robisz? - zapytał, bez jakiegoś... Zarzutu w głosie. Chciał po prostu wiedzieć. Musiał. Młody nie wydawał się być odpowiednio stary by być chociaż blisko rangi wojownika. Mógł jeszcze sporo nie wiedzieć. Sam Komar przecież zaczął swój trening dużo później niż inni, przez... Różne problemy z mistrzami.
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Ciężki do uchwycenia osobnik, wyraźnie lubiący kamuflować się wśród leśnej roślinności, dzięki swojemu ciemnemu umaszczeniu. Imponującego wzrostu, atletycznie zbudowany, smukły kocur. Łapy ma długie i szczupłe, a gibkie i sprężyste ciało zwinnie porusza się między drzewami i krzewami. Na klatce piersiowej widnieją delikatne zarysy żeber, pysk ma suchy, z wyraźnie zaznaczonymi kośćmi policzkowymi. Czarna, miejscami nieco zbrązowiała od słońca. krótka sierść jest szorstka, mocno poczochrana i zmierzwiona, często brudna. Ślepia szaroniebieskie. Dziąsła i język poplamione są ciemnymi znaczeniami, a kilka jego wibrysów połamało się lub skrzywiło.
Chodzi ścieżkami, które sam sobie wyznacza. Powsinoga i włóczykij, kocha wałęsać się całymi długimi godzinami, a nawet i dniami po lesie, i robi to non-stop, od kiedy zostawił za sobą swój Klan i wszelkie pętle zakładane na łapy, które go ograniczały. Wolność dodała mu wyraźnej werwy i chęci do zwiedzania tego, czego jeszcze nie odkrył. Nie toleruje słabeuszy, miękkich kotów, które nie są w stanie udowodnić swojej siły, nieważne, czy psychicznej, czy fizycznej, bo on sam musiał nauczyć się na przestrzeni księżyców przeskakiwać wszystkie kłody, jakie życie rzuca pod łapy. Nie brak mu pewności siebie i brawury. Wolna dusza o niewielkich hamulcach i małych pokładach cierpliwości.
Nie spodziewał się jakichkolwiek problemów ze strony kogokolwiek. Zdecydowanie lepiej radził sobie sam i nie odczuwał potrzeby przebywania w czyimś towarzstwie, zwłaszcza po ostatnich wydarzeniach. Odsunął się od swoich klanowiczów, z wyjątkiem rodziny, ale ta zmniejszała się coraz bardziej. Zmarszczył nos, spoglądając w kierunku, z którego usłyszał kroki, a potem wyczuł obcy zapach, który drapał go nieco w nos. Biała sylwetka zbliżała się do niego coraz bardziej. Uniósł ostrzegawczo czarny, biczowaty ogon i zniżył łeb, jednak po pytaniu obcego rozluźnił ówcześnie spięte mięśnie. – Stoję – stwierdził, jakby była to oczywista oczywistość. – A ty, co tu robisz? – odbił dziarsko piłeczkę, patrząc białemu kocurowi prosto w jego zielone oczy. Nie wyglądał groźnie, ba, mizernie wręcz, sylwetkę miał podobną do tej, jaką posiadał Tonąca Łapa, chudy i mizerny. To sprawiło, że nawet na moment zaciekawił się jego personą i zmrużył szare ślepia, jakby próbował przejrzeć wszystkie jego myśli i ruchy, jakie planował. Mimo wszystko czekał. W ciszy, otrzepując jeszcze raz morką od świeżego błota łapę.
Urosła... niewiele od czasów bycia kociakiem, z pewnością będąc najmniejszą z miotu. Jest średniej budowy i niższego niż przeciętny wzrostu. Ciało jej pokrywa długie, bure futro które przemieszane jest z rudą barwą w każdym miejscu, dokładniej widoczne będąc na tułowiu, głowie i łapach. Przez sierść przedzierają się pręgowania tygrysie, rozłożone na całej budowie kotki. Podgardle jej zabarwione jest na biało, ciągnąc się aż do jej podbródka, znajdując swoje miejsce również na palcach jej łap oraz końcówce ogona, przechodząc przez jej brzuch. Przy tylnych łapach biel ciągnie się jak skarpetki. Wysoko postawione uszy zakończone są delikatnymi frędzelkami, a pod nimi znajduje się para czujnych oczu w zielono-złotej barwie. Nos na czubku pyszczka jest miedziany, zawsze patrząc w stronę kolejnych przygód.
Od pierwszych księżycy życia bardzo aktywa i żywa, wściubiająca swój nos wszędzie, gdzie się da. Cechuje ją pogoda ducha i nieokrzesana radość i ekscytacja, którą okazuje w każdej chwili interakcji z innymi, nigdy nie powstrzymując uśmiechu i zawsze zalewając rozmówcę kolejnymi tematami. Martwi się o swoją rodzinę i bliskich, chcąc dla nich jak najlepiej i zawsze starając się być dla nich wsparciem - uwielbia dotyk i wszelkiego rodzaju przytulanie się i czułości, prezentując je zwłaszcza rodzeństwu. Dosyć głośna i czasami roztrzepana, potrafi się skupić wtedy, kiedy potrzeba, będąc żądną wiedzy i nauczenia się więcej, chcąc być jak najlepszą terminatorką, a później wojowniczką. Ma wielkie ambicje, jak i serce - nie potrafi zdzierżyć krzywdy innych, chcąc zrobić wszystko co możliwe, by sprawić uśmiech na mordkach innych.
Korzystając z chwili odpoczynku po treningu, pragnąc... uciec od wszystkich myśli, które ją dręczyły - wyszła na spacer. Tym razem niedaleko, dołączając się do któregoś z patroli i idąc tyłem za nimi, nie chcąc przeszkadzać dorosłym już wojownikom, którzy o wiele bardziej wiedzieli, co robią. Powiedziała im, że za chwilę zawróci do obozu i skinęła im głową, gdy znikali za zakrętem.
Szła spokojnym krokiem, nasłuchując dźwięków wokół i upewniając się, że nic nie wyskoczy nagle na nią z zarośli. Ciekawiła się, czy... rozpozna granicę innego Klanu, o czym ostrzegła ją Krokusowa Łąka parę momentów wcześniej. Przyśpieszyła kroku, wdychając głęboko zapach - rzeczywiście, powoli zaczynał różnić się od tego, którym otoczone były koty Klanu Wichru. Przystanęła, zaczynając rozglądać się i wyciągać szyję, by zobaczyć więcej zza granicy drugiego klanu. Ciekawe, czy kogoś zobaczy?
Księżyce: 150 Mistrz: Tnąca Zawieja Płeć: kotka Matka: Złotooka Ojciec: Zwichrzony Ogon Trwałe urazy: znaki po kocich pazurach na lewym boku, rozcięcie lewego ucha w kształcie litery “v”
Czernica po latach nabrała okrągłości na swoim ciele, można by uznać, że niegdyś Krogulcowa Gwiazda mogła przewidzieć, że czarna niczym smoła kocica nabierze ciała. Poza lekką nadwagą niegdyś cienista terminatorka wciąż pozostaje księżniczką przeciętności. Ni łapy za długie ani ogon za krótki. Dalej utrzymuje się w foremce normalnego kota skazany na życie w tłumie, nic więc dziwnego, że i jej wygląd też jest przeciętny, posiadając nudne czarne futro, z którego można wyłapać jeszcze dwa kolory - żółty oraz biały. Żółty kolor to jej tęczówki, wiecznie wyglądające na poważne oraz znudzone, biały zaś zawdzięcza małej, białej łacie na piersi w kształcie zdeformowanego rombu.
Niegdyś nachalnie chciała, aby każdy ją polubił, teraz już ją to nie obchodzi. Życie w osiedlu oraz z ludźmi sprawiło, że ujrzała na oczy i nie chce dobrze wypadać z każdym - bo tak się nie da. Stała się większym samolubem, szukając sposobów, aby jej było lepiej, wygodniej w życiu. Wciąż pamięta swój czas w klanie, do którego się zbierała do powrotu gdy tylko była na siłach. Postanowiła, że powrót do rodzinnych ziem jej przypisze, że będzie dobrze, gotowa na ten etap swojego życia. Do nieznajomych podchodzi oschłym tonem, starając się odstraszać ich, jednak do maleństw i niezdarnych młodzików podchodzi z zaskakującą delikatnością. Stała się twardszą kobietą, która pragnie łyk starych, młodych czasów i powrotu do tego, co kiedyś było jej przepisane - zostanie wojownikiem.
Ogółem do wojowników podchodzi z lekkim zaciekawieniem, w końcu jej ojciec piastuje tę samą rangę i również do niej dąży. Z chęcią zapoznałaby się z każdym, nie obchodząc ją zbytnio charakter, przynajmniej będzie wiedziała, do kogo warto zagadać a od kogo trzymać się z daleka i omijać szerokim łukiem. Do terminatorów podchodzi tak samo, jednak nie dba aż tak bardzo o to, aby przedstawiać się jako elegancka kotka, która jest zainteresowana ich rangą, bardziej zależy jej na tym, aby wyssać jak najwięcej informacji i wiadomości jak się tylko da, aby szybko przeprowadzić swój trening. Resztę kociaków, w szczególności rodzeństwo, traktuje na równi i lubi być nieco bardziej uszczypliwa dla własnej rozrywki.
Sosna [KC] | Zroszona Łapa [GK]
Skończyła swój trening, jednak nie miała ochoty, aby wrócić do obozu, może i było zimno, ale wolała wyjść coś upolować, zamiast marznąć w obozie, zmieniając mech. Co jak co, ale trzy dni z rzędu zmieniając nieświeży mech, było aż za dość dla niej. Mógł się tym bawić któreś z tych młodszych dzieciaków. Najbardziej czasochłonne było znajdywanie dobrego mchu i staranne otrzepywanie go z białego puchu, aby nie dodać pracy siostrom. Westchnęła głęboko po dłużej chwili szukania, bo nie wyłapała ani jednej woni, a jedyną zwierzynę, jaką zauważyła to przelatującą nad nią para gołębi, które i tak były na tyle wysoko, że tylko mogła sobie pomarzyć o złapaniu ich.
Wstała i rozciągnęła się, upominając się, że przecież teraz już była niebezpiecznie blisko granicy z Klanem Wichru. Chodzenie spięta, w jednej linii i z ugiętymi łapami było męczące, szczególnie gdy się uważało na kilka rzeczy naraz. Otrzepała się i wydała z siebie lekkie westchnięcie. Cóż, nic nie upolowała, tak że chciała chwilę odsapnąć i ewentualnie w drodze powrotnej znajdzie coś, aby dorzucić na stos. Z oddali zauważyła jakąś młodszą kotkę, która wystawiała głowę na ich stronę granicy. Pomiędzy nią a młodą wichrową kotką była spora odległość, którą skróciła długimi krokami. Była, cóż, zaintrygowana obcą kotką.
— Młoda, bo naciągniesz szyję i tak ci zostanie! — Krzyknęła z odległości parę lisich ogonów, patrząc w jej stronę, ale na cienistej stronie granicy.
Urosła... niewiele od czasów bycia kociakiem, z pewnością będąc najmniejszą z miotu. Jest średniej budowy i niższego niż przeciętny wzrostu. Ciało jej pokrywa długie, bure futro które przemieszane jest z rudą barwą w każdym miejscu, dokładniej widoczne będąc na tułowiu, głowie i łapach. Przez sierść przedzierają się pręgowania tygrysie, rozłożone na całej budowie kotki. Podgardle jej zabarwione jest na biało, ciągnąc się aż do jej podbródka, znajdując swoje miejsce również na palcach jej łap oraz końcówce ogona, przechodząc przez jej brzuch. Przy tylnych łapach biel ciągnie się jak skarpetki. Wysoko postawione uszy zakończone są delikatnymi frędzelkami, a pod nimi znajduje się para czujnych oczu w zielono-złotej barwie. Nos na czubku pyszczka jest miedziany, zawsze patrząc w stronę kolejnych przygód.
Od pierwszych księżycy życia bardzo aktywa i żywa, wściubiająca swój nos wszędzie, gdzie się da. Cechuje ją pogoda ducha i nieokrzesana radość i ekscytacja, którą okazuje w każdej chwili interakcji z innymi, nigdy nie powstrzymując uśmiechu i zawsze zalewając rozmówcę kolejnymi tematami. Martwi się o swoją rodzinę i bliskich, chcąc dla nich jak najlepiej i zawsze starając się być dla nich wsparciem - uwielbia dotyk i wszelkiego rodzaju przytulanie się i czułości, prezentując je zwłaszcza rodzeństwu. Dosyć głośna i czasami roztrzepana, potrafi się skupić wtedy, kiedy potrzeba, będąc żądną wiedzy i nauczenia się więcej, chcąc być jak najlepszą terminatorką, a później wojowniczką. Ma wielkie ambicje, jak i serce - nie potrafi zdzierżyć krzywdy innych, chcąc zrobić wszystko co możliwe, by sprawić uśmiech na mordkach innych.
Ona natomiast przyzwyczajona była do wymieniania mchu - nawet zaczynało jej to sprawiać przyjemność! Było dosyć spokojnym, niewymagającym wiele pracy umysłowej wysiłkiem, który Kminkowa Łapa akceptowała jako część swoich obowiązków. I tak... nie miała nic więcej do roboty. Chaotyczny Lot przejęła jej trening, jednak wciąż nie szedł on do przodu w jakimś zatrważającym tempie - nikogo za to nie winiła, jednakże... chciałaby móc już przyczyniać się Klanowi do czegoś więcej, niż tylko zajmowanie się legowiskami i mchem.
Rozglądała się, mrugając zaintrygowana, po raz pierwszy od księżycy wyglądając tak... beztrosko. Choć jej oczy były zmęczone, iskrzył w nich delikatny płomień zainteresowania czymś nowym, co odkryła na własną łapę. Zamyśliła się przez dłuższy moment, odcinając się od świata w swoich własnych myślach.
Słysząc nieznajomy głos, od razu podskoczyła w miejscu i odwróciła głowę w stronę, z której nadszedł dźwięk. Nie kojarzyła tej kotki... czy była z innego klanu? Na pewno! Mimowolnie szylkretka poczuła dreszcz ekscytacji, jak i niepewności, przebiegający po jej grzbiecie.
- P-przepraszam? - miauknęła zdezorientowana i od razu się wyprostowała, chrząkając lekko. Nie chciała wyjść na jakiegoś dziwaka na pierwszym spotkaniu. - Jak się nazywasz? Z jakiego jesteś Klanu? - zapytała zainteresowana, przez chwilę przypominając dawną, podekscytowaną siebie. W całym tym zamieszaniu zapomniała sama się przedstawić!
Księżyce: 150 Mistrz: Tnąca Zawieja Płeć: kotka Matka: Złotooka Ojciec: Zwichrzony Ogon Trwałe urazy: znaki po kocich pazurach na lewym boku, rozcięcie lewego ucha w kształcie litery “v”
Czernica po latach nabrała okrągłości na swoim ciele, można by uznać, że niegdyś Krogulcowa Gwiazda mogła przewidzieć, że czarna niczym smoła kocica nabierze ciała. Poza lekką nadwagą niegdyś cienista terminatorka wciąż pozostaje księżniczką przeciętności. Ni łapy za długie ani ogon za krótki. Dalej utrzymuje się w foremce normalnego kota skazany na życie w tłumie, nic więc dziwnego, że i jej wygląd też jest przeciętny, posiadając nudne czarne futro, z którego można wyłapać jeszcze dwa kolory - żółty oraz biały. Żółty kolor to jej tęczówki, wiecznie wyglądające na poważne oraz znudzone, biały zaś zawdzięcza małej, białej łacie na piersi w kształcie zdeformowanego rombu.
Niegdyś nachalnie chciała, aby każdy ją polubił, teraz już ją to nie obchodzi. Życie w osiedlu oraz z ludźmi sprawiło, że ujrzała na oczy i nie chce dobrze wypadać z każdym - bo tak się nie da. Stała się większym samolubem, szukając sposobów, aby jej było lepiej, wygodniej w życiu. Wciąż pamięta swój czas w klanie, do którego się zbierała do powrotu gdy tylko była na siłach. Postanowiła, że powrót do rodzinnych ziem jej przypisze, że będzie dobrze, gotowa na ten etap swojego życia. Do nieznajomych podchodzi oschłym tonem, starając się odstraszać ich, jednak do maleństw i niezdarnych młodzików podchodzi z zaskakującą delikatnością. Stała się twardszą kobietą, która pragnie łyk starych, młodych czasów i powrotu do tego, co kiedyś było jej przepisane - zostanie wojownikiem.
Ogółem do wojowników podchodzi z lekkim zaciekawieniem, w końcu jej ojciec piastuje tę samą rangę i również do niej dąży. Z chęcią zapoznałaby się z każdym, nie obchodząc ją zbytnio charakter, przynajmniej będzie wiedziała, do kogo warto zagadać a od kogo trzymać się z daleka i omijać szerokim łukiem. Do terminatorów podchodzi tak samo, jednak nie dba aż tak bardzo o to, aby przedstawiać się jako elegancka kotka, która jest zainteresowana ich rangą, bardziej zależy jej na tym, aby wyssać jak najwięcej informacji i wiadomości jak się tylko da, aby szybko przeprowadzić swój trening. Resztę kociaków, w szczególności rodzeństwo, traktuje na równi i lubi być nieco bardziej uszczypliwa dla własnej rozrywki.
Sosna [KC] | Zroszona Łapa [GK]
Każdy miał swoje, Czernica była kocicą, która wolała coś zrobić, być i zdołać coś zrobić, coś, co ona uznała za pożytecznego i atrakcyjnego, przynajmniej bardziej, niż ganienie z mchem w pysku. Jak trzeba było, to zrobiłaby to, ale gdy istniał wybór, wolała zapolować albo pójść z innymi na patrol niż grzebać poza obozem w poszukiwaniu mchu. Marnowanie czasu.
Żółte oczyska miała wlepione w ciało Wichrowej terminatorki. Po tym, jak się do niej odezwała swoim lekko uszczypliwym komentarzem, stwierdziła, że mogłaby podejść nawet do granicy nieco bliżej i przyjrzeć się szylkretce. Reakcja obcej wywołała lekki uśmiech u smolistej, była taka zaskoczona, że ktoś z innego klanu się do niej odezwał. Kochana, jesteśmy na granice, raczej pasuje popilnować, aby ktoś nie wszedł tam, gdzie nie powinien.
— Hm? Podchodzisz do granicy, nie wiedząc, z jakim klanem ona graniczy? — Spytała, podnosząc lekko brew, ale utrzymując lekki uśmiech na pysku. Och ta klanowa młodzież. — Księżycowa Łapa. Cień. Pilnuj zadek, bo jakiś kot z mojego klanu Cię w niego ugryzie, jak przekroczysz granice, hm? — Mruknęła z rozbawiana, zmrużając oczy. — A ty kochana? Jak się nazywasz? — Miała dobry humorek, więc z chęcią posiedzi i porozmawia z sąsiadką, ale każda na swoim balkonie. Zgoda?
Urosła... niewiele od czasów bycia kociakiem, z pewnością będąc najmniejszą z miotu. Jest średniej budowy i niższego niż przeciętny wzrostu. Ciało jej pokrywa długie, bure futro które przemieszane jest z rudą barwą w każdym miejscu, dokładniej widoczne będąc na tułowiu, głowie i łapach. Przez sierść przedzierają się pręgowania tygrysie, rozłożone na całej budowie kotki. Podgardle jej zabarwione jest na biało, ciągnąc się aż do jej podbródka, znajdując swoje miejsce również na palcach jej łap oraz końcówce ogona, przechodząc przez jej brzuch. Przy tylnych łapach biel ciągnie się jak skarpetki. Wysoko postawione uszy zakończone są delikatnymi frędzelkami, a pod nimi znajduje się para czujnych oczu w zielono-złotej barwie. Nos na czubku pyszczka jest miedziany, zawsze patrząc w stronę kolejnych przygód.
Od pierwszych księżycy życia bardzo aktywa i żywa, wściubiająca swój nos wszędzie, gdzie się da. Cechuje ją pogoda ducha i nieokrzesana radość i ekscytacja, którą okazuje w każdej chwili interakcji z innymi, nigdy nie powstrzymując uśmiechu i zawsze zalewając rozmówcę kolejnymi tematami. Martwi się o swoją rodzinę i bliskich, chcąc dla nich jak najlepiej i zawsze starając się być dla nich wsparciem - uwielbia dotyk i wszelkiego rodzaju przytulanie się i czułości, prezentując je zwłaszcza rodzeństwu. Dosyć głośna i czasami roztrzepana, potrafi się skupić wtedy, kiedy potrzeba, będąc żądną wiedzy i nauczenia się więcej, chcąc być jak najlepszą terminatorką, a później wojowniczką. Ma wielkie ambicje, jak i serce - nie potrafi zdzierżyć krzywdy innych, chcąc zrobić wszystko co możliwe, by sprawić uśmiech na mordkach innych.
Powinna być ostrożniejsza, wiedząc, że w pobliżu może być granica! Momentalnie skarciła się w myślach, gdy widziała, że starsza kotka się przybliża i nie odrywała z niej wzroku, tym razem utrzymując swoją czujność, by nie dać się wziąć z zaskoczenia. Bycie zagryzionym na granicy byłoby chyba najgorszym sposobem, na jaki szylkretowa kotka mogła zejść z tej ziemi! A nawet jeśli ostatnimi czasy spotykały ją same tragedie - nie spieszyło jej się do zakończenia ziemskiego żywota, co to to nie!
Cienista kotka była zwyczajna, ot co, o czarnym futrze, które ozdobione było białą plamą. Jednakże ze względu na swoje pochodzenie, od razu wzbudziła zainteresowanie w Kminkowej Łapie, która wpatrywała się w kocicę jak w obrazek. Na jej słowa speszyła się lekko, choć jej serce zakłuło nieprzyjemnie. Nie pamiętała dobrze granic, zwłaszcza, iż jej trening był... no, po prostu, był. Najpierw to ona przestała na niego uczęszczać, związana żałobą po matce, a później... cóż, córka Błękitnej Łapy odpuści jej tę historię na tym spotkaniu.
- ...Gdybym tylko przekroczyła, od razu bym się wróciła! Nie jestem typem kota, który zrobiłby to z premedytacją! - próbowała się obronić, wypinając do przodu białą pierś i patrząc błyszczącymi oczętami na - jak się okazało - Księżycową Łapę. Choć wizja bycia ugryzionym w tyłek przez kogoś groźniejszego i to w dodatku z innego klanu była przerażająca, szylkretka nie chciała tego okazywać. Gdyby tylko była człowiekiem, w tej chwili z pewnością zacząłby spływać jej pot po czole z nerwów. - Jestem Kminkowa Łapa... miło poznać! - przedstawiła się grzecznie, uśmiechając się lekko na słowo "kochana". Skoro rozmówczyni była w dobrym humorze, to nie ugryzie jej w zadek... prawda? Przy okazji wyminęła kwestię tego, z jakiego klanu ona pochodzi - jeśli czarna kotka tak bardzo zna się na granicach, to powinna wiedzieć z kim ma do czynienia!
Z myślą o tym cofnęła się od razu o parę kroków, upewniając się, że nie przekracza żadnej granicy i sama usiadła, utrzymując spokojny wyraz pyska. Księżycowa Łapa nie wyglądała na złą kocicę, więc miała nadzieję, że rozmowa którą przeprowadzą też będzie... niezła.
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
***
Nosiło mnie. W klanie było ostatnio spokojnie, chorych było niewiele, a układnie ziół po raz setny już mnie trochę nudziło. Zdecydowałam się więc na spacer wzdłuż granic, tak o, żeby nieco rozruszać stare kości. Nie chciałam wyglądać jak upasiony pieszczoch pomimo tego, że lada moment będzie po mnie widać już pierwsze znaki ciąży, jeśli tym razem nosiła będę tyle samo kociąt co za pierwszym razem. Teraz nie musiałam się z tym kryć, więc cóż, nie musiałam zostawiać sadła na potem, żeby nie wzbudzać podejrzeń.
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana [*] Płeć: kotka Matka: Trzcinowa Sadzawka [*] Ojciec: Miekki Obłok Partner: wspomnienia Trwałe urazy: rozległa blizna na prawym udzie, blizna na kufie, zasłonięte ślady ugryzienia na karku
Wysoka;krótkowłosa;zgrabna.
Kocica ma długie łapy, łabędzią szyje, kształtny łepek i biczowaty ogon. Szatą przypomina dzikiego zająca, a dokładnie jest szaro-niebieska z ciemniejszym nalotem na czole, karku, grzbiecie który stopniowo przechodzi w jaśniejsze tony i zlewa się w ciepły krem na pyszczku, policzkach oraz podbrzuszu i wewnętrznej części łap jak i stopach. Córka Trzcinowej Sadzawki nie ma widocznego pręgowania! (pręgowanie ticked) Jej oczy są żywo pomarańczowe, nosek w kolorze dojrzałej czereśni, a uszy nieco większe niż u przeciętnego kota z różowawym wnętrzem. Porusza się z gracją i pewnością siebie, a na jej pyszczku niezmiennie jawi się spokojny i łagodny uśmiechem.
Opanowana;doświadczona;pewna siebie;silna;
Obecna Popielny Żar w dalszym ciągu jest łagodną i miłą kocicą, jednak o wiele bardziej doświadczoną i ostrożną. Początkowa panika i strach, teraz przerodziły się w siłę, która ułatwiła niebieskiej przebrnięcie przez trudne dla siebie okresy. Dzięki niemu wykształciła większą pewność siebie i inny pogląd na świat. Wyzbyła się tej dziecinnej naiwności, którą kierowała się tyle księżyców. Spokojna i opanowana, jednak wciąż gotowa do skoku prosto do gardła temu, który śmie zagrozić jej najbliższym. Mimo tego, że okres odchowywania kociąt ma daleko za sobą, wciąż poczuwa się do tego, aby figurować jako ktoś kto będzie wsparciem jak i tym wytyczającym jawne granice. Trudno wyprowadzić ją z równowagi przy zwykłej rozmowie, oraz odznacza się sporą wyrozumiałością i poczuciem humoru. Potrafi dosadnie postawić na swoim kiedy wymaga tego sprawa i nie zamierza się przed nikim płaszczyć. Czasy potulnej i przesadnie milutkiej kotki już dawno minęły, jednak pewne lęki wciąż w niej siedzą, nie jest bez wad. Mimo starań, może być czasem nieco zbyt pobłażliwa.
xxxPopielny Żar nie zamierzała długo odpoczywać po powrocie do klanu. Gdy załatwiła formalności w kwestii tego, gdzie była i dlaczego zniknęła, od razu powróciła do swoich wcześniejszych obowiązków jako wojowniczka. Pomimo początkowych trudności przez upominającą się łapę, kocica dość sprawnie polowała i chadzała na patrole do których była wyznaczana. Ostatnim czego by chciała, to była litość czy oszczędzanie jej ze względu na wiek, nieobecność czy nabyte podczas niej rany. Po jej trupie! Niczym więc dziwnym było również to, że pomiędzy obowiązkowymi polowaniami i patrolami, udawała się również na samotne spacery. xxxDzisiaj nie było inaczej. Kocica zapragnęła przejść się na Wichrową granicę i złapać jakiś patrol, by zamienić z nim parę słów odnośnie jej ojca; a dokładnie dopytać o jego zdrowie, oraz poprosić o to by został powiadomiony o jej powrocie do klanu (i to w jednym kawałku!). Dlatego też żwawym truchtem puściła się w kierunku Dzięciolego Drzewa. Musiała przyznać sama przed sobą, że okropnie jej brakowało Cienistych terenów i powrót na nie sprawił, że poczuła się w końcu kompletna. Znajome zapachy i kąty dodawały jej energii i siły, a równie znajome pyszczki w samym obozie - również. Chociaż zauważyła też wiele takich, które pierwszy raz widziała na oczy! Cieniste koty nie próżnowały w kwestiach zakładania rodzin. Chociażby z tego co się dowiedziała, samemu Polnej Gwieździe poszczęściło się w zostaniu ojcem. Nie żeby się tego nie spodziewała; w końcu miał długoksiężycową partnerkę, Ostry Kwiat. To, że wspólnie założą rodzinę było kwestią ledwo paru księżyców. xxxGdy dotarła w okolice granicy, westchnęła z lekką nostalgią i już znacznie spokojniejszym krokiem, zaczęła przechadzać się tuż przy linii granicznej, czujnym spojrzeniem rozglądając się za czymkolwiek, co mogłoby zwiastować zbliżający się patrol. Długo nie musiała się rozglądać, i chociaż nie był to patrol, i tak nie była zawiedziona. xxx— Lśniąca Sadzawko! — zawołała, gdy tylko dojrzała białe futro Wichrowej medyczki. — A niech mnie wrona w ucho udziobie, dawno się nie widziałyśmy. — dodała pogodnie, zatrzymując się po swojej stronie granicy i posyłając medyczce wesoły, spokojny uśmiech. Szczerze? Popielny Żar cieszyła się, że ze wszystkich kotów Klanu Wichru, spotkała właśnie Lśniącą Sadzawkę. Chociaż ich znajomość zaczęła się w niezbyt przyjemny sposób to niebieska uważała medyczkę za kogoś sobie bliskiego. Nic więc dziwnego, że jej widok na granicy był dla niej, cóż, dość radosny.
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Czy spodziewałam się spotkać kogoś na tejże granicy? Owszem, poniekąd na to liczyłam. Nie wiedziałam jednak, że tym kimś okaże się Popielny Żar - wojowniczka, której dawno nie widziałam. Mimowolnie uśmiechnęłam się na jej widok. Myślałam że po tym co się stało z moim bratem jednak nie podołała i macierzyństwo ją przerosło, ale jak widać trzymała się całkiem nieźle. To dobrze. Nie zasłużyła na cierpienie z powodu Iskry. Nikt nie zasłużył.
- Popielny Żarze, miło cię widzieć. - odpowiedziałam, kiwając jej głową z szacunkiem. Kiedy ostatnio się widziałyśmy, byłam dużo młodsza i sporo mniejsza, więc dziw bierze, że kocica w ogóle mnie rozpoznała. Niektórzy w moim własnym klanie mają z tym problem.
- Co u ciebie? Nie pamiętam nawet kiedy ostatnio miałyśmy szansę porozmawiać.
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Ciężki do uchwycenia osobnik, wyraźnie lubiący kamuflować się wśród leśnej roślinności, dzięki swojemu ciemnemu umaszczeniu. Imponującego wzrostu, atletycznie zbudowany, smukły kocur. Łapy ma długie i szczupłe, a gibkie i sprężyste ciało zwinnie porusza się między drzewami i krzewami. Na klatce piersiowej widnieją delikatne zarysy żeber, pysk ma suchy, z wyraźnie zaznaczonymi kośćmi policzkowymi. Czarna, miejscami nieco zbrązowiała od słońca. krótka sierść jest szorstka, mocno poczochrana i zmierzwiona, często brudna. Ślepia szaroniebieskie. Dziąsła i język poplamione są ciemnymi znaczeniami, a kilka jego wibrysów połamało się lub skrzywiło.
Chodzi ścieżkami, które sam sobie wyznacza. Powsinoga i włóczykij, kocha wałęsać się całymi długimi godzinami, a nawet i dniami po lesie, i robi to non-stop, od kiedy zostawił za sobą swój Klan i wszelkie pętle zakładane na łapy, które go ograniczały. Wolność dodała mu wyraźnej werwy i chęci do zwiedzania tego, czego jeszcze nie odkrył. Nie toleruje słabeuszy, miękkich kotów, które nie są w stanie udowodnić swojej siły, nieważne, czy psychicznej, czy fizycznej, bo on sam musiał nauczyć się na przestrzeni księżyców przeskakiwać wszystkie kłody, jakie życie rzuca pod łapy. Nie brak mu pewności siebie i brawury. Wolna dusza o niewielkich hamulcach i małych pokładach cierpliwości.
XXXXMusiał sobie ochłonąć, odseparować się na kilka godzin od innych Cienistych, bo miał wrażenie, że jego kocie punkty IQ mu uciekają od przebywania z tą bandą półgłówków. Dotarł aż na granice z terenami Klanu Wichru, ale na szczęście nie spotkał żadnego patrolu, który akurat tędy przechodził, i dobrze, będzie mógł spędzić czas w mądrym towarzystwie samego siebie. XXXXPrzystanął przy jednym z drzew, podniósł się na tylnych łapach i zaczął skrobać pazurami przednich łap i szorstką korę na pniu. Cały czas pozostawał jednak czujny na ewentualne niebezpieczeństwa, jego uszy wychwytywały wszystkie dźwięki, nawet, jeżeli nie wyglądał na takiego.
Księżyce: 107 Mistrz: Ostry Kolec, Jodłowa Gałązka Płeć: kotka Matka: Błękitna Łapa Ojciec: kto to wie Partner: a takie drzewko może kiedyś
Jabłoniowa Łapa jest jednym z największych kotów w klanie, jeśli nie największym, nie ważne jak bardzo tego nie chce. Góruje nad rodzeństwem, a gdyby mama żyła górowałaby i nad nią. Próbuje znaleźć sposoby na wydawanie się mniejszą - garbiąc się, chowając we własnym futrze, starając się być niewidoczną, ale jest to uciążliwe zadanie. Jej rozmiary jak i jaskrawo rudy kolor futra sprawia, że zawsze pozostaje widoczna.
Gdyby spróbowała część jej futra dałaby radę wtopić się w śnieg. W końcu posiada też trochę bieli na ciele - na pyszczku nieregularna biała plamka otacza pyszczek i część nosa, niżej bo od gardła, przez pierś aż do brzucha rozlewa się duża biała łata, a na łapach ma białe skarpetki, z przodu otaczające tylko palce, z tyłu całe stopy. Jednak reszta jej długiego futra bardziej przypomina pstrokate liście pory opadających liści, błyszcząc jaskrawo, z grubymi tygrysimi pręgami, które zdają się pochłaniać cały grzbiet, nie zostawiając dużo miejsca dla jaśniejszych części futra.
Tylko jej oczy zdają się wtapiać w otoczenie. Ciemnobrązowe i niezbyt wielkie oczy patrzą na świat wypełnione lękiem, unikając spojrzeń innych.
Dominującym uczuciem w życiu Jabłonki stał się lęk. Nie do końca wie przed kim lub przed czym, ale boi się praktycznie zawsze. Świat wydaje się odrealniony, jakby istniał obok niej, a ona szła przez mgłę ciemną nocą. Chciałaby by było inaczej. Chciałaby być odważna. Ale nie jest. I nie umie tego zmienić. Słowa które wychodzą z jej pyszczka często są urywane, nieskładne, niepewne. Ma trudność z zebraniem myśli na tyle, by tworzyć zbyt długie wypowiedzi, a gdy już próbuje są one poszarpane.
Wciąż ma nadzieje, wciąż ma marzenia, wciąż ma rodzinę. Ale zupełnie nie wie, co z tym wszystkim zrobić.
Zbożowa Łapa, Śpiewająca Knieja, Miód
Świat był kolorowy. Pełen zieleni. Po niebie toczyły się chmury. Po ziemi zaś toczyła się Błonka. Niezbyt majestatyczna, dość zamyślona, a do tego nieco oddalona od kotów które towarzyszyły jej w patrolu. Pohukująca Sowa i Klekoczący Bocian byli zatopieni w swojej rozmowie, chociaż Błonka nie wiedziała o czym mówią. Szli przed siebie, a Błonka szła za nimi, myśląc.
Myślała o wielu rzeczach. Klasycznie o rodzinie. Prawie równie klasycznie o emocjach które czuje względem Jodłowej Gałązki. Próba rozplątania ich i zdecydowania co z nimi zrobić zaczynała spędzać jej sen z powiek. Za to nową myślą była myśl o Klanie Wichru jako... Domu. Czy czymś na ten kształt. I była to myśl kłopotliwa. Szczególnie po ostatniej ceremonii. Bo ostatnia ceremonia...
Błonka nie wiedziała jak rozplątać uczucia towarzyszące myślom o Lawendowej Gwieździe. Nie wiedziała co zrobić z nićmi łączącymi ją z Baranim Runem. Nie wiedziała, co widziała w niej Jodłowa Gałązka. Co widzieli w niej wszyscy. Bo jedyne co umiała zobaczyć Jabłonka to podstarzałą kotkę, która tak samo jak wszyscy, wcale nie wyciągnęła do niej łapy gdy Błonka tego potrzebowała. A ponoć od tego była Lawenda. I za to wszyscy ją kochali. Za opiekę.
I Błonka też nie wiedziała jak rozplątać inne uczucia - uczucia które sprawiły, że sama nigdy nie wyciągnęła łapy by znaleźć pomoc.
Nikt nie był niczemu winny. I to była spokojna myśl. I to była myśl, która wykrzywiała Błonkowy wyraz pyszczka w coś paskudnego.
Zatopiona w wielu, wielu myślach prawie nie zauważyła kota, którego mijała. Jednak dźwięki były inne. Nie dzięciole. Znała to drzewo. Wiedziała, czego się spodziewać. Zamiast iść dalej stanęła. Przysłuchała się bardziej. Popatrzyła, aż w końcu podeszła do drzewa. A tam - kocur. Ostrzył pazury. Huh.
- Dzień dobry? - powiedziała Błonka. Nie była co do tego przekonana. Pachniał Cieniem. Raczej nie intruz. Może nowy znajomy? Być może.
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Ciężki do uchwycenia osobnik, wyraźnie lubiący kamuflować się wśród leśnej roślinności, dzięki swojemu ciemnemu umaszczeniu. Imponującego wzrostu, atletycznie zbudowany, smukły kocur. Łapy ma długie i szczupłe, a gibkie i sprężyste ciało zwinnie porusza się między drzewami i krzewami. Na klatce piersiowej widnieją delikatne zarysy żeber, pysk ma suchy, z wyraźnie zaznaczonymi kośćmi policzkowymi. Czarna, miejscami nieco zbrązowiała od słońca. krótka sierść jest szorstka, mocno poczochrana i zmierzwiona, często brudna. Ślepia szaroniebieskie. Dziąsła i język poplamione są ciemnymi znaczeniami, a kilka jego wibrysów połamało się lub skrzywiło.
Chodzi ścieżkami, które sam sobie wyznacza. Powsinoga i włóczykij, kocha wałęsać się całymi długimi godzinami, a nawet i dniami po lesie, i robi to non-stop, od kiedy zostawił za sobą swój Klan i wszelkie pętle zakładane na łapy, które go ograniczały. Wolność dodała mu wyraźnej werwy i chęci do zwiedzania tego, czego jeszcze nie odkrył. Nie toleruje słabeuszy, miękkich kotów, które nie są w stanie udowodnić swojej siły, nieważne, czy psychicznej, czy fizycznej, bo on sam musiał nauczyć się na przestrzeni księżyców przeskakiwać wszystkie kłody, jakie życie rzuca pod łapy. Nie brak mu pewności siebie i brawury. Wolna dusza o niewielkich hamulcach i małych pokładach cierpliwości.
XXXXA jednak coś postanowiło zburzyć jego spokój. A raczej ktoś, i to nie był nikt, kogo znał. Po zapachu rozpoznał kota, płci żeńskiej dokładnie i nie minęło wiele czasu, zanim ją dojrzał. Była ładna, i zadziwiająco wręcz spora, jak na swoją płeć. Zmrużył szarawe ślepia, przyglądając się jej, bo ta najwyraźniej była zbyt pochłonięta myśleniem, huh, dobrze, że się jeszcze o nic nie potknęła. Opadł na ziemię i podszedł powoli. Zauważyła go. Przekrzywił łeb na bok. Śmierdziała mu Wichrem, więc nie miał wątpliwości co do tego, skąd pochodzi, ale nie wyglądała na zbyt pewną siebie, pomimo postury. XXXX– Bry – odpowiedział jej ochryple. Odchrząknął i wyprostował się, wyciągając łeb do góry. Byli praktycznie tacy sami, jeśli chodziło o wzrost, a to ciekawe, Tonący Kamyk raczej rzadko kiedy spotykał takie koty, najwyraźniej ta tutaj wpasowywała się choć trochę w stereotypową aparycję Wichrzaka. Nic dziwnego, żrąc duże króliki, chcąc nie chcąc rosło się dość znacząco. Cienki ogon leniwie trzymał się nisko, a jego końcówka podrygiwała co jakiś czas. Czujność czarnego wojownika jednak wciąż dawała o sobie znać, nastawił uszu, rozglądając się i wlepiając na moment wzrok w przestrzeń za długowłosą, rudo-białą kotką. XXXX– Sama jesteś? – zapytał, chcąc upewnić się, że będą mogli na spokojnie poprowadzić miłą konwersację, znaczy, ha, miłą to za duże słowo, znośną. Toń nie przepadał za kotami z innych Klanów, ale nieraz przekonał się, że niektóre jednostki były całkiem w porządku, może ta tutaj też taka będzie i nie zdenerwuje go, albo nie znudzi za szybko. Byłoby szkoda, bo przyjemnie się na nią patrzyło.
Księżyce: 107 Mistrz: Ostry Kolec, Jodłowa Gałązka Płeć: kotka Matka: Błękitna Łapa Ojciec: kto to wie Partner: a takie drzewko może kiedyś
Jabłoniowa Łapa jest jednym z największych kotów w klanie, jeśli nie największym, nie ważne jak bardzo tego nie chce. Góruje nad rodzeństwem, a gdyby mama żyła górowałaby i nad nią. Próbuje znaleźć sposoby na wydawanie się mniejszą - garbiąc się, chowając we własnym futrze, starając się być niewidoczną, ale jest to uciążliwe zadanie. Jej rozmiary jak i jaskrawo rudy kolor futra sprawia, że zawsze pozostaje widoczna.
Gdyby spróbowała część jej futra dałaby radę wtopić się w śnieg. W końcu posiada też trochę bieli na ciele - na pyszczku nieregularna biała plamka otacza pyszczek i część nosa, niżej bo od gardła, przez pierś aż do brzucha rozlewa się duża biała łata, a na łapach ma białe skarpetki, z przodu otaczające tylko palce, z tyłu całe stopy. Jednak reszta jej długiego futra bardziej przypomina pstrokate liście pory opadających liści, błyszcząc jaskrawo, z grubymi tygrysimi pręgami, które zdają się pochłaniać cały grzbiet, nie zostawiając dużo miejsca dla jaśniejszych części futra.
Tylko jej oczy zdają się wtapiać w otoczenie. Ciemnobrązowe i niezbyt wielkie oczy patrzą na świat wypełnione lękiem, unikając spojrzeń innych.
Dominującym uczuciem w życiu Jabłonki stał się lęk. Nie do końca wie przed kim lub przed czym, ale boi się praktycznie zawsze. Świat wydaje się odrealniony, jakby istniał obok niej, a ona szła przez mgłę ciemną nocą. Chciałaby by było inaczej. Chciałaby być odważna. Ale nie jest. I nie umie tego zmienić. Słowa które wychodzą z jej pyszczka często są urywane, nieskładne, niepewne. Ma trudność z zebraniem myśli na tyle, by tworzyć zbyt długie wypowiedzi, a gdy już próbuje są one poszarpane.
Wciąż ma nadzieje, wciąż ma marzenia, wciąż ma rodzinę. Ale zupełnie nie wie, co z tym wszystkim zrobić.
Zbożowa Łapa, Śpiewająca Knieja, Miód
Kocur wyciągnął głowę - i był w stanie spojrzeć Błonce prosto w oczy. Zaskoczyło ją to. Zrobiła krok do tyłu. Zmierzyła go wzrokiem, ale był w nim podziw bardziej niż strach. Nie patrzyła kotom w oczy z taką łatwością... Od kiedy była kocięciem. Dawno, dawno temu. Teraz na wszystkich musiała patrzeć z góry. Rozmowa na równi była... Miłym zaskoczeniem.
- Nie. Klekoczący Bocian i Pohukująca Sowa są... Tam - odpowiedziała wskazując kierunek, gdzie można było dostrzec dwa kłócące się koty. Byli od nich kawałek już. Ale Bocian i Sowa tak się kłócili, że zatrzymali się w miejscu. Błonka nie słyszała o czym mówią, ale na pewno żywo gestykulowali. Wróciła wzrokiem do czarnego kocura. Przechyliła głowę. - A ty?
Wydawał się być sam. Ale może nie był? Cieniści, być może, byli w stanie ukryć się w cieniu. Błonka nie znała żadnych cienistych. Ani gromowych. Ani rzecznych. Samotników też nie. Jeszcze do niedawna bała się wychodzić poza obóz. A teraz? Teraz nadarzyła się okazja. I Błonka czuła rosnącą ekscytację.
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Ciężki do uchwycenia osobnik, wyraźnie lubiący kamuflować się wśród leśnej roślinności, dzięki swojemu ciemnemu umaszczeniu. Imponującego wzrostu, atletycznie zbudowany, smukły kocur. Łapy ma długie i szczupłe, a gibkie i sprężyste ciało zwinnie porusza się między drzewami i krzewami. Na klatce piersiowej widnieją delikatne zarysy żeber, pysk ma suchy, z wyraźnie zaznaczonymi kośćmi policzkowymi. Czarna, miejscami nieco zbrązowiała od słońca. krótka sierść jest szorstka, mocno poczochrana i zmierzwiona, często brudna. Ślepia szaroniebieskie. Dziąsła i język poplamione są ciemnymi znaczeniami, a kilka jego wibrysów połamało się lub skrzywiło.
Chodzi ścieżkami, które sam sobie wyznacza. Powsinoga i włóczykij, kocha wałęsać się całymi długimi godzinami, a nawet i dniami po lesie, i robi to non-stop, od kiedy zostawił za sobą swój Klan i wszelkie pętle zakładane na łapy, które go ograniczały. Wolność dodała mu wyraźnej werwy i chęci do zwiedzania tego, czego jeszcze nie odkrył. Nie toleruje słabeuszy, miękkich kotów, które nie są w stanie udowodnić swojej siły, nieważne, czy psychicznej, czy fizycznej, bo on sam musiał nauczyć się na przestrzeni księżyców przeskakiwać wszystkie kłody, jakie życie rzuca pod łapy. Nie brak mu pewności siebie i brawury. Wolna dusza o niewielkich hamulcach i małych pokładach cierpliwości.
XXXXCofnęła się o krok, czemu? Czyżby ją przestraszył? Wprowadził w zakłopotanie? Nie wyglądał chyba na niebezpiecznego czy szczególnie podejrzanego, a może tak mu się tylko wydawało. Nie uciekła jednak, a podjęła rozmowę, co ucieszyło go w duchu. Niby nie miał ochoty na towarzystwo kogokolwiek, ale koty z innych Klanów zawsze miały w sobie coś interesującego, nie spotykało się ich na co dzień, nie, jak tych swoich idiotów, z którymi musiał się mijać w obozie cały czas. XXXXPodążył spojrzeniem za nią, mrużąc oczy i wyciągając suchy pysk. Zlokalizował obu wojowników bez najmniejszego problemu, ale chyba mieli oni pod ogonami to, że ich towarzyszka rozmawiała z jakimś Cienistym wojownikiem. No cóż, bardzo odpowiedzialnie, nie ma co. O coś się sprzeczali, ale Tonący Kamyk miał to gdzieś, osoba rudej kotki interesowała go bardziej. XXXX– Ach, rozumiem – odpowiedział krótko. – Sam. Nie preferuję chodzenia na patrole z innymi kotami. Zwłaszcza takimi, które kłócą ci się nad uchem – stwierdził, pozwalając sobie na uniesienie kącików ust w lekkim uśmiechu. Na jej miejscu już dawno zostawiłby ich w tyle i poszedł w swoim kierunku, skoro nie potrafili skupić się na tak prostej robocie. – Jestem Toń.