Na typ etapie pozostał już bez złudzeń i wielkich nadziei na powodzenie, a tu niespodzianka - żadnego połowicznego ataku, żadnego udanego czy przynajmniej koślawego uniku. Nie, pełen sukces na koncie Łabędzia. Może i bez fajerwerków, aczkolwiek na tamten moment już za czyste powodzenie należały mu się oklaski.
- A teraz? Czujesz się przekonana? - spytał niewinnie, trzymając głowę wichrzaczki jak jeńca. Nie mniej jednak nie chciał przypadkiem udusić jej kłaczkami (albo doprowadzić do niekontrolowanego ataku kichania), dlatego nie starał się utrzymać tej pozycji na dłużej. Korzystając z tymczasowej przewagi, uniósł wysoko jedną łapę w zamiarze sprzedania kuksańca w czoło przyjaciółki. Skoro się droczyli, to miło byłoby to pociągnąć, prawda?
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
No ok, jednak walki z parteru traciły mocno na mobilności i nieco się przeliczyła z tym unikiem, przez co wkrótce utonęła w puchatej kryzie. Na krótki moment co prawda, bo Łabędzia Szyja najwyraźniej nie chciał mieć przyjaciółki na sumieniu i wkrótce ją puścił. Wtedy mogła wrócić do poprzedniego pytania. Znaczy najpierw chciała wziąć porządny wdech.
– Pf, jeszcze nie, brzmiało jak zwykły fart. – żachnęła się, szczerząc zęby w krótkim uśmiechu. Prawdziwa zdrada nastąpiła uderzenie serca później, gdy point przebiegle wykorzystał jej rozkojarzenie i przywalił w bure czoło. – To też. – dodała krótko i nieco mniej dziarsko, chociaż pogorszenie nastroju nie trwało długo, właściwe wyjście z sytuacji znalazło ją samo. – Wiesz co, odgryzę ci tę łapę teraz. – ostrzegła Łabędzia i nie czekając na reakcję rzuciła się do przodu jak szczupak z zamiarem pochwycenia wspomnianej kończyny w pysk. Bo oczywiście nie żartowała z tym odgryzaniem!
Uśmiech wypełzł na jego mordkę i wydawał się niezrażony nieprzekonaniem kotki. Uparta sztuka, kolejny argument siłowy również do niej nie przemówił! Wesoły grymas nie zniknął nawet wtedy, kiedy po krótkim ostrzeżeniu część łapy Łabędzia została bezczelnie pochłonięta przez niebezpiecznego szczupaka. A pomyślałby kto, że szczupaki to raczej motyw rodem z Klanu Rzeki.
- No czy to się godzi? - westchnął kręcąc łbem w głębokim rozczarowaniu. Tak się złożyło, że delikatność, z jaką go chwyciła, pozwalała na dalsze pajacowanie zamiast wicia się w agonii. - Ja do ciebie tak miło, po przyjacielsku, a ty próbujesz wstąpić na wojenną ścieżkę?
Skoro tak, to niestety, choćby bardzo chciał, nie mógł nie przystąpić do kontrataku, prawda? Decydując się nie marnować czasu na próby odzyskania kończyny, co naturalnie nastawiłoby Roziskrzoną Noc na to, że tuż po tym zaatakuje, bez ostrzeżenia machnął głową w przód. Oko za oko, łapa za łapę. Teraz to on złapie tę jej. Bez zaciskania szczęk, rzecz jasna; niech zna jego dobre serce.
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Tak między Gwiezdnymi, a prawdą – wcale nie zamierzała aż tak lekko chwycić przecież. Jasne, nie celowała w jakiś popisowy chwyt, że nic tylko pociągnąć za łapę i Łabędzia Szyja zrobiłby fikołka, ale to był właśnie ten moment, w którym dotarło do niej, że oraz mocniej łapie ją zmęczenie. To było tragiczne, bo była niemal w stu procentach pewna, że gdyby walczyli uczciwie ze skakaniem, bieganiem i pozostałymi wygibasami to byłaby mniej zmęczona niż po takim leniwym sparingu. To nie miało sensu, a jednak tak właśnie było.
– Ja próbuję? A kto zaczął, co? – rzuciła puszczając oficjalnie pojmaną łapę. Znaczy umówmy się, że nie trzymała jej od paru chwil, ale dopiero teraz uniosła łeb by wisieć nad kończyną z niemą groźbą ponownego ataku. I zaraz to jej prawa łapa została pojmana. Wystarczająco mocno by to odczuła, wystarczająco lekko by mogła się uwolnić przy odrobinie dobrej woli.
– Nieuprzejmie, nie powiem. – westchnęła dramatycznie zamiast tego. A następnie, tym razem bez uprzedzania, uniosła wolną łapę z zamiarem strzelenia Łabędzia po uszach.
Łabędź właściwie nie narzekał. Chciał sparing? Chciał. Chciał też poleżeć i porozmawiać (tak bezpiecznie, bez wchodzenia na trudne tematy)? Owszem. No to brawo, udało się załatwić obie rzeczy za jednym zamachem, geniusz planowania. Gdyby przymknąć oko na to, że cała akcja wyszła spontanicznie i w zasadzie bez żadnego planowania.
- Nie przypominam sobie, bym to był ja - odparł utrzymując niewinny ton. I więcej powiedzieć nie mógł, bo w następnym ruchu złapał Roziskrzoną Noc za łapę.
Nie zostało to przez nią dobrze odebrane. Na pewno nie pogodziła się ze swoim losem, o czym przekonał się na własne... uszy, które przetrąciła mu druga łapa wichrzaczki. I może to tylko w porównaniu do wcześniejszych, lekkich trąceń i uderzeń, a może tak po prostu, ale to był całkiem zdecydowany cios. Point przybrał skrzywdzony wyraz pyska nie z samego bólu, lecz, rzecz jasna, wewnętrznego poczucia niesprawiedliwości. Czy zasłużył sobie na takie brutalne traktowanie?
Wypuścił z pyska własność przyjaciółki i teraz to on zamachnął się na nią, opierając się silniej na leżącej łapie oraz przechylając nieznacznie ciało na bok. Jednak on nie celował w uszy, a ciemny policzek.
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Dobra, prowadzenie takiego ciągłego i składnego dialogu przy jednoczesnych próbach trafienia przeciwnika, minimalnie przerastało podzielność uwagi burej. I jeszcze szybciej męczyło niż samo obijanie pysków, więc mogła zacząć przypuszczać, że Łabędzia Szyja sobie tak to wszystko sprytnie i z premedytacją zaplanował.
Widząc jak point bierze zamach łapą, odchyliła maksymalnie głowę – na tyle na ile mogła bez uszkadzania swojej szyi, w nadziei na to, że uda jej się w ten sposób uciec poza zasięg ciosu.
– No niech ci będzie, przekonałeś mnie. – zgodziła się ostatecznie i zamiast planować kolejny atak, położyła się wygodniej.
I udało jej się, Łabędź chybił. A jednak, mimo porażki, doczekał się kapitulacji ze strony Roziskrzonej Nocy. No... a przynajmniej przyznania, że go nie doceniła, co w połączeniu z brakiem następnego morderczego ruchu jasno wskazywało na koniec wygłupów. Nie miał nic przeciwko temu; teraz już sam nie czuł, jakby miał nadmiar sił do spożytkowania i gdyby pociągnąć ten ich sparing odrobinę dłużej, wyszłoby na to, że przecenił własne możliwości.
- Taką miałem nadzieję - odparł z uśmiechem na pysku.
A skoro wręcz rytualne obijanie pysków mieli za sobą, nie mieli też ciążących nad głową obowiązków, spędzili czas na lekkiej rozmowie, po której rozstali się w dobrych humorach. A na pewno on; wracając do obozu zrozumiał, jak potrzebna była mu taka chwila beztroski i niemyślenia o przykrych rzeczach, które czekały na niego w domu.
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Dzisiejsze okno pogodowe umożliwiło Roziskrzonej Nocy nieco dłuższy spacer bez przejmowania się, że w połowie wyprawy złapie ją burza. Oczywiście z cukru nie była i odrobiny wody się nie bała, ale możliwości przeziębienia i spędzenia kolejnego księżyca w Ziołowym Wzgórzu? Jak najbardziej. Nie żeby znowu aż tak wierzyła w możliwość zachorowania od jednego spaceru w deszczu, ale wątpiła by w takich warunkach można było liczyć na towarzystwo.
Gdy dotarła do Żabiego Schronienia, okolica była już względnie sucha, ale za to tłumnie powyłaziły te okropne, brązowe ślimaki bez skorupek. Zdecydowanie najgorszy element tej pogody, szczególnie, gdy w czasie patroli zdarzało jej się takiego rozdeptać. Albo co gorsza – poślizgnąć na takim podczas polowania. Bura rozejrzała się dookoła, ale nigdzie nie dostrzegła sylwetki przyjaciela. Normalnie by ruszyła dalej ze spacerem, by nie sterczeć głupio w miejscu pół dnia (szczególnie ze ślimaczym towarzystwem), ale dzisiaj postanowiła poczekać chociaż chwilę. Szczególnie, że sądząc po niebie, nie zanosiło się prędko na kolejna ulewę. Może akurat jej się poszczęści.
Łabędź nie patrzył na pogodę. Niewiele z tego, co działo się wokół niego, miało dla niego znaczenie. Czuł się odsunięty od rzeczywistości, jak gdyby przyglądał się jej zza zaszklonej ściany; jakby do niej nie należał. Jak podróżnik z przyszłości mogący bezradnie przyglądać się obrazom przeszłości, bez możliwości jakiejkolwiek ingerencji. Jednak on nie przywiązywał wagi do tego, co pokazywały mu oczy. Idąc bez celu wzdłuż granicy Klanu Rzeki prawie w całości zawierzył swój los łapom i wytrenowanej przez niezliczoną ilość odbytych patroli pamięć mięśniową. Był zbyt zaabsorbowany samym sobą i mętlikiem, jaki panował w jego wnętrzu, na myślenie o sprawach znajdujących się w oddaleniu od łabędziego ja.
To też nie tak, że poza bańką wypełnioną gęstością ciężkich uczuć, które władały wojownikiem, czekało na niego coś dobrego, co dobrowolnie, z uporem od siebie odrzucał. Jeżeli akurat nie próbował po raz tysięczny rozgryźć, gdzie znajdowała się Mętna Łapa, czy powinien wyruszyć na poszukiwania (jeśli tak, to dokąd? Poszedłby wszędzie, ale dokąd?), czy przegapił ważne sygnały, czy mógł temu zapobiec... Wtedy jego spojrzenie łapało ostrość na niepokój panujący w klanie. Przypominało mu się, że z Kosową Gwiazdą chyba nie było najlepiej i z lękiem spoglądał na swoją matkę, Płonący Świt. Zresztą... Kosowa Gwiazda była bliska nie tylko jego rodzinie; była ważną, o ile nie najważniejszą kotką w życiu Mętlik. Czy jeśli zgaśnie ich Gwiazda, tak samo zgasną szanse na powrót ukochanej?
Tego typu myśli pożerały go żywcem.
Kumkanie żab świadczące o tym, że dotarł do miejsca spotkań z Roziskrzoną Nocą, ledwo dotarły do jego uszu, stały się niewyraźnym szmerem z tła. Nie odnotował ich obecności, tak jak jego uwaga zgrabnie ominęła rdzawe futerko po drugiej stronie granicy. Łabędź nie widział zielonej trawy przed sobą ani chmurnego nieba nad sobą. Wydawało mu się, że widzi słońce. A raczej jego wyjątkowo ulotną wersję, gotową zniknąć, gdy on przestanie odtwarzać płytę wspomnień.
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
I poniekąd rzeczywiście jej się poszczęściło niewiele później. A przynajmniej – wystarczająco szybko, by nie zdążyła się zniechęcić i ruszyć dalej. To co było nietypowe, to natomiast fakt, że nie usłyszała żadnej radosnej zaczepki, ani nawet nie została potraktowana okruszkiem uwagi. Zupełnie jakby była jednym z tych pełzających wszędzie ślimaków o błyszczących, rdzawych ciałach. No, kolorystycznie teoria miała sens, ale wymiarowo? Niekoniecznie. Łabędzia Szyja jednak nigdy nie dał Iskrze powodów do przypuszczania, że nie przepada za jej towarzystwem, więc ani jedna pesymisyczna myśl nie zmąciła humoru Wichrzaczki. Pewnie się zamyślił, uznała bez głębszych rozkmin i ruszyła z miejsca, by truchtać na równi z przyjacielem, ale po swojej stronie granicy, oczywiście.
– Ładna dziś pogoda, nie uważasz? – zagaiła w najmniej wyszukany sposób, w jaki się dało, ale chciała przecież tylko wyrwać Łabędzia z zamyślenia.
Wrażenie, jakie wywarł na nim głos, który niespodziewanie przedarł się do jego świadomości, porównywalne było do bycia zaatakowanym z zaskoczenia. Zamiast Roziskrzonej Nocy mógł spacerować przy nim lis, a sympatyczne pytanie mogło być drapieżnymi pazurami wbijającymi się w skórę. Łabędź drgnął wyraźnie, sierść na grzbiecie stanęła mu dęba, oczy natomiast rozwarły się w zaalarmowaniu. Krótki rzut okiem na źródło dźwięku pozwolił rozeznać się w sytuacji i wojownik, choć nadal w ciężkim szoku, zaczął powoli wracać do neutralnego stanu. Tylko łomoczące w piersi serce potrzebowało dodatkowej chwili na uspokojenie, ale to nie zajęło nawet cząstki uwagi jego umysłu. Umysł skupił się na przetworzeniu, gdzie był, skąd wzięło się towarzystwo i czy o czymś powinien pamiętać. Bo że powinien coś powiedzieć, to nie ulegało wątpliwości. Tylko co? O co ona właściwie pytała...?
- O rany, borsuk mógłby mi stanąć na drodze, a chyba bym w niego wpadł. - Zdobył się na wymuszony uśmiech. - Roziskrzona Noc! Dobrze cię widzieć. Co słychać?
Prawdę mówiąc, niespecjalnie zależało mu na towarzystwie akurat dzisiaj, kiedy nie czuł się na siłach być w pełni tą spokojną, poukładaną wersją siebie, która potrafiła w pełni zaangażować się w rozmowę i w pewnym sensie zapomnieć o sobie. Ale przecież by jej tego nie powiedział. Równocześnie... naprawdę dobrze było ją zobaczyć.
Dobrze wiedzieć, że chociaż ona nie rozpłynęła się w powietrzu.
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Jego kolejna reakcja pozostawiała nieco mniej (znacznie mniej) miejsca dla optymizmu. O czym takim myślał, że aż tak mocno odciął się od rzeczywistości? No z pewnością o czymś istotnym na tyle, by zapomnieć o ciągnącym się za każdym kotem w dziczy widmie śmierci. Skoro już na borsuki chciał wpadać. Jasne, to pewnie miał być żart, ale Roziskrzona Noc była w stu procentach skłonna uwierzyć, że do takiej sytuacji mogłoby dojść. Niepokojące, krótko mówiąc.
– No, na szczęście to tylko ja, a nie borsuk. – machnęła nisko burą kitą, zamiatając listek czy dwa z poprzedniego sezonu. – Chyba nic takiego, wszystko po staremu u mnie. – odparła i dopiero wtedy się uczciwie zastanowiła, próbując poukładać wydarzenia w czasie i przestrzeni. Bez skutku, nie była w stanie określić co się działo od ich ostatniego spotkania, a o czym mogła mieć jeszcze okazję wspomnieć. Pokręciła łbem i uśmiechnęła się krzywo. – Poddaję się. Chyba nic takiego nie znajdę bez ryzyka, że już ci o tym wspominałam ostatnio. – a przynajmniej ze wszystkim co było miłe i przyjemne był na bieżąco, resztą nie chciała go obciążać. Milczała przez trzy czy cztery uderzenia serca, ale biorąc pod uwagę ilość myśli, która przez ten czas przemknęła jej przez burą głowę była w stanie przysiąc, że pół dnia się wahała nim padło krótkie, niepozorne pytanie. – A co tam?
Łabędź zrozumiał, że Roziskrzona Noc nie zamierzała być dzisiaj łatwą rozmówczynią. Nie zaoferowała mu żadnego wątku, który mógłby bez większego wysiłku pociągnąć, a zarazem zapomnieć o całym tym bagażu, jaki przytargał w swojej głowie aż pod granicę z Klanem Wichru.
Podobnie jak ona, nie chciał obarczać jej swoimi problemami. Czy było coś, co mogła dla niego zrobić? Nie. Nie sprawi przecież, że Mętlik wróci, nie powie mu, że tak się akurat składa, że widziała ją niedawno i jest w stanie wskazać mu drogę, którą poszła. No nie brzmiało to ni trochę prawdopodobnie. Zatem gdyby powiedział jej o zniknięciu najważniejszego kota w jego życiu, wprowadziłby do atmosfery sporą dawkę niezręczności i nic więcej; a nie chciał przecież, by przyjaciółka czuła się jakkolwiek skrępowana czy zobligowana do udzielenia mu pomocy. Sam się z tym upora.
W związku z powyższym najchętniej odpowiedziałby kłamstwem, może po prostu niedopowiedzeniem, jednak przeoczenie czegoś tak ważnego bądź zbywanie tego stwierdzeniem, że wszystko gra nie przechodziło mu przez gardło. Bo, jakkolwiek irracjonalne to mogło się wydawać, brzmiałoby to w uszach pointa jak kompletny brak poszanowania dla tragedii i dla Mętlik samej w sobie. Nie odeszła dobrowolnie. A on nie przeszedł nad tym do porządku dziennego, zdecydowanie nie.
- Chciałbym móc powiedzieć to samo - odparł lekko poruszając końcówką ogona. Westchnął z cicha i popatrzył w niebo. - Mętna Łapa zniknęła. Szukałem wszędzie, ale bez śladu. Normalne przy tej pogodzie, deszcz już dawno zmył wszelkie tropy... Ale przez to kręcę się bez celu, zamiast działać.
Brzmiał rzeczowo, nie jak kot, któremu grozi rozsypanie się na kawałki lada moment, choć Gwiezdni mu świadkiem, bliżej mu było tego drugiego.
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Och, gdyby tylko Gwiezdni dali Roziskrzonej Nocy zdolność spojrzenia o parę chwil w przyszłość, z całą pewnością rozgrzebałaby swoje życie i znalazła jakiś okruszek sympatycznej historii, o którą by można zaczepić dialog. Odwlec w czasie pytanie Łabędziej Szyi o jego życie. Bo to nie tak, że bura nie chciała wiedzieć, że wolałaby być oszukiwana, że wszystko w porządku i żeby przyjaciel trzymał to wszystko w sobie, ale...
Nie wiedziała jak pomóc.
– Och... – Tak mi przykro. Na pewno jest cała i zdrowa, gdziekolwiek jest. Niech Gwiezdny Klan ma ją w opiece. Wróci, jestem pewna, że wróci, gdy tylko nadarzy się do tego okazja. Może tylko trochę się zgubiła w okolicy. Może to nic poważnego. Nie wiedziała co powiedzieć, wszystko brzmiało sztywno. Brzmiało jakby wcale nie przejmowała się tym problemem. – No ta pogoda rzeczywiście... żadne tropy się nie utrzymają zbyt długo. Ale może ktoś coś widział, ktoś coś wie? Może jakby popytać koty w okolicy? Jest jakaś szansa, że ktoś coś widział. – zasugerowała w pierwszym odruchu. Pierwsze co wpadło jej do głowy przy tak ograniczonej liczbie szczegółów.
Niebieskie oczy błysnęły przepraszająco, co najmniej jakby musiał podzielić się złymi wieściami z najbliższą rodziną Mętlik, a nie zwyczajnie przyznać przed przyjaciółką, że trochę mu w ostatnim czasie ciężko. Trochę za ciężko i znosił to odrobinę gorzej niż resztę zaginięć, do których po niezliczonych księżycach doświadczenia w pewnym sensie przywykł. Tak mu się wydawało, ponieważ gdy jeden za jednym znikali jego siostrzeńcy, których kochał niesamowicie, potrafił nie zadręczać się myślami o ich samopoczuciu w równym stopniu, co niegdyś zadręczał się własnym zaginionym rodzeństwem. Potrafił spojrzeć poza siebie i być wsparciem dla Ciemnej Mordki, której to kocięta znikały, czasem bez śladu, a czasami... Ze śladem wysoko martwiącym, tak jak Żar, prawdopodobnie zaatakowana przez drapieżnego ptaka i może, tylko może, odratowana przez dwunogów. Ale to, jak bardzo odchodził od zmysłów, wolał zachować dla siebie i liczył na to, że nic go nie zdradzało. Nic, co mogłoby do reszty spłoszyć Roziskrzoną Noc, która przecież nie pisała się na dźwiganie cudzych ciężarów, i która stanowczo nie pozwalała jemu dźwigać swoich.
- Wiesz... nawet na to nie wpadłem - przyznał z rozbrajającą szczerością i uśmiechnął się subtelnie. - Jakieś takie mam szczęście, że rzadko natykam się na samotników. Co nie znaczy, że ich nie ma i nie rozglądają się wokół, prawda? - Zamilkł na chwilę, zbierając wirujące myśli do kupy. Miał wielką ochotę rozpłakać się wprost w bure futerko wojowniczki. Jakże egoistyczny gest to by był. - Chyba lepsze podpytywanie niż szukanie na własną łapę, daleko za terenami klanu. Choć przyznam, że moje łapy aż się rwą do drogi... Miałaś tak kiedyś?
Kochał swój dom i pragnął w nim pozostać, jednak Mętlik kochał ponad wszystko. Czyż nie obiecał jej podążyć za nią wszędzie, gdzie zdecyduje się pójść? Przez rwące rzeki i daleko poza nie, byle trwać u jej boku. Och, gdyby tylko wiedział dokąd poszła... Gdyby wiedział cokolwiek poza szarym, smutnym nic.