Ciężko powiedzieć, co poszło nie tak, ale kocur trafił w powietrze, a Mysz jednie pogłaskała jego brzuch końcówkami uszu, nie doskakując wystarczająco wysoko. Zaćmienie mózgu nie było takim rzadkim zjawiskiem, szkoda tylko że w takim momencie! Szczęśliwie oboje sfrajerzyli, tak więc Mysz mogła pomyśleć o nowym ataku bez potrzeby zapominania o bólu. A skoro bury był taki mobilny z tymi swoimi chudymi nogami, samotniczka uznała że trzeba to ukrócić.
Skoczyła w stronę użytej przed chwilą tylnej nogi, chcąc całym ciałem uwiesić się przy jego kończynie i objąć łapami dookoła.
Rolling 1d10+3: 9 +3 = 12
Lookmeinmyeyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }
──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ──── . Oh,the peopleain't.h a p p y And the riverhas run dry
You thought you could gofree
But { the system } is donefor . ⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅ . if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]
Księżyce: 85 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kocur Matka: Bławatkowa Łąka Ojciec: Zajęcze Ucho Trwałe urazy: prawie niewidoczne przez futro, cienkie blizny na lewym policzku, szyi i bokach
Orientalny, tygrysio pręgowany buras. Olbrzymi jak na swój wiek. Oliwkowe oczy
Zbuntowany, ciekawski nastolatek z problemami ze złością, atakami czkawki i alergią pokarmową
Kłopotliwa Łapa, Szczur (KW), Żabia Łapa.. (GK)
Kura liczył na odrobinę bólu, trzepnięcie kilka razy po pysku i dzięki temu odreagowaniu stresu. Tymczasem ten sparing coraz bardziej zaczynał przypominać próby prowadzenia ślepego przez pijanego. Jego własna łapa minęła się z celem, łaskocząc co najwyżej kotkę po boczku, kiedy prześlizgała się po futrze, a następnie potwierdziły się jego myśli o tym, że ta nie była pchłą, a glizdą. Nawet podskoczyć dobrze nie umiała! Co za to jej wychodziło to najwyraźniej owijanie się wokół jego łap. Zdezorientowany, wykrzywił nieco pysk, bo ta nawet nie starała się go przy tym ugryźć ani nic. Tak jakby na jakieś dziwne czułości jej się zebrało...
- Co ty...? - Zaczął, ale urwał, kiedy przypomniał sobie, że nie było czasu na mlaskanie językiem. W końcu gwiezdni wiedzą co planowała jako następne! Postanowił więc spróbować podnieść łapę z uczepionym jej balastem i zacząć machąć nią na boki. Tak, żeby odczepiła się, a najlepiej jeszcze trzepnęła przy lądowaniu boleśnie o ziemię.
Rolling 1d10+2: 3 +2 = 5
xxx
xxx xxx xxx xxx Everyroommatekept awake... ... byeverysighandscreamwemake... ... all thefeelings thatI get... But I still DON'T MISS YOUyet! xxx ... only whenI stopto think about it... xxx IHATEeverythingabout you! xxxxxxxxxxxxxxx Why doI love you? You hateeverythingabout me! xxxxxxxxxxxxxxx Why do youlove me?
Albo on stracił parę w nogach, albo to Mysz odnalazła w sobie spore nakłady sił, bo choć trzepał kończyną, nie udało mu się jej zrzucić. Czując jednak, jak luzuje jej się objęcie wokół nogi przeciwnika, postanowiła zaatakować, wbijając się pazurami, co by nie zlecieć tak łatwo, a i żeby on to odczuł. Nie był to może najbardziej honorowy ruch, ale co jej po honorze jeśli kocur ją znowu zgniecie.
Rolling 1d10+3: 9 +3 = 12
Lookmeinmyeyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }
──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ──── . Oh,the peopleain't.h a p p y And the riverhas run dry
You thought you could gofree
But { the system } is donefor . ⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅ . if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]
Księżyce: 85 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kocur Matka: Bławatkowa Łąka Ojciec: Zajęcze Ucho Trwałe urazy: prawie niewidoczne przez futro, cienkie blizny na lewym policzku, szyi i bokach
Orientalny, tygrysio pręgowany buras. Olbrzymi jak na swój wiek. Oliwkowe oczy
Zbuntowany, ciekawski nastolatek z problemami ze złością, atakami czkawki i alergią pokarmową
Kłopotliwa Łapa, Szczur (KW), Żabia Łapa.. (GK)
Kącik warg Kury uniósł się do góry w zadowolonym wyrazie, gdy tylko jego właściciel poczuł, jak kocurzyca zsuwa się z łapy, wokół której owinęła się niczym jakaś glizda… którą to w końcu była. Szybko dane było mu się jednak przekonać, że cieszył się za wcześnie. Ból spowodowany pazurami wbijającymi się w jego skórę, sprawił, że dreszcz przeszedł go po plecach i nie tylko zmył z krzywej mordy uśmieszek, ale do tego spowodował drżenie końcówki ogona.
To już nie był sparing. A przynajmniej nie, jeżeli kierować by się jakimiś honorowymi zasadami jego funkcjonowania. Jak dobrze, że żadne z tej dwójki nie było jednak najwyraźniej ich największym fanem i nie mieli problemów w zniżeniu się do poziomu używania czystej przemocy w ramach zabawy. I tak Kura, zamiast szarpać łapą dalej na prawo i lewo, ryzykując piękne szlaczki od pazurów na swoich udach, zanurkował łbem pomiędzy przednimi kończynami. Kierując mordę w stronę kotki, miał zamiar złapać ją zębami za luźniejszą skórę na karku. Nie planował wyrwać jej płatu skóry, ale jeżeli wbiją się troszkę, to już nie jego problem. Jeżeli miało mu się udać, chciał odciągnąć ją niczym niesforne kocię od swojej łapy.
Rolling 1d10+3: 8 +3 = 11
xxx
xxx xxx xxx xxx Everyroommatekept awake... ... byeverysighandscreamwemake... ... all thefeelings thatI get... But I still DON'T MISS YOUyet! xxx ... only whenI stopto think about it... xxx IHATEeverythingabout you! xxxxxxxxxxxxxxx Why doI love you? You hateeverythingabout me! xxxxxxxxxxxxxxx Why do youlove me?
Z pyszczka mimowolnie rzuciło jej się miauknięcie, jakby ją właśnie obdzierano ze skóry. Właściwie to obdzierano, ale z resztek dumy. Nie dość, że zupełnie obcy jej kocur złapał ją za kark jak byle kocię, to jeszcze skutecznie odciągnął od atakowanej przez nią nogi. Trzepnęła niezadowolona ogonem, obijając nim zamaszyście o ziemię, a burkowi rzuciła nieprzyjemne spojrzenie, choć nie sądziła, że był w stanie je dostrzec. Ciężko było jej się pogodzić, że tak dała się zrobić, ale oczywiście nie chciała zostawić go bez odpowiedzi.
Ugięła wszystkie łapki, kiedy to ciągnął ją za skórę pod sobą, a następnie wystrzeliła nimi do góry z zamiarem uderzenia go nimi w brzuch.
Rolling 1d10+3: 6 +3 = 9
Lookmeinmyeyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }
──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ──── . Oh,the peopleain't.h a p p y And the riverhas run dry
You thought you could gofree
But { the system } is donefor . ⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅ . if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]
Księżyce: 85 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kocur Matka: Bławatkowa Łąka Ojciec: Zajęcze Ucho Trwałe urazy: prawie niewidoczne przez futro, cienkie blizny na lewym policzku, szyi i bokach
Orientalny, tygrysio pręgowany buras. Olbrzymi jak na swój wiek. Oliwkowe oczy
Zbuntowany, ciekawski nastolatek z problemami ze złością, atakami czkawki i alergią pokarmową
Kłopotliwa Łapa, Szczur (KW), Żabia Łapa.. (GK)
Kura nie musiał widzieć swojej łapy, żeby być pewnym, że jego atak nie obył się bez poświęceń. Pieczenie skóry zdradzało mu, że nie udało mu się zupełnie uniknąć tej nowej dekoracji uda w postaci zadrapań. Jednak nawet jeżeli byłoby to coś, czym miałby się przejąć w ogniu sparingu, to żałosne miauknięcie, które było niczym muzyka dla jego wielkich uszu, pozwoliło mu zupełnie o tym zapomnieć. Podobnie zresztą jak o tym, że kocurzyca, nawet jeżeli niewielka, to kocięciem nie była i ciągnięta niczym wór kartofli, do ziemi wciąż mogła dostać. Przypomniał mu o tym jakże nagły, a przez to nie mniej mocny ból brzucha, spowodowany łbem, który trafił idealnie w to delikatne miejsce. - Uff... - wyrwało się z kanciastej mordy, którą w szoku otworzył, uwalniając tym samym glizdę na wolność. Bardziej w reakcji, niż przemyślanym kontrataku jednocześnie uniósł tylną kończynę, chcąc trafić kolanem wprost w ciemny nos Twojej Starej. Już raz chyba tego próbował w tej małej potyczce, ale gdyby nawet w tym momencie wystarczyło mu szarych komóreczek na zastanawianie się nad tym, to w końcu nie chodziło tu o oryginalność.
Rolling 1d10+3: 1 +3 = 4
xxx
xxx xxx xxx xxx Everyroommatekept awake... ... byeverysighandscreamwemake... ... all thefeelings thatI get... But I still DON'T MISS YOUyet! xxx ... only whenI stopto think about it... xxx IHATEeverythingabout you! xxxxxxxxxxxxxxx Why doI love you? You hateeverythingabout me! xxxxxxxxxxxxxxx Why do youlove me?
Tym razem krzyknęła głośne 'HA' w akcie triumfu, gdy usłyszała żałosny dźwięk ze strony przeciwnika. Dzięki temu też uwolniła się z zaciśniętych szczęk i podniosła od razu z ziemi, tym samym unikając dziwnego ataku jego kolana. Zmęczyła się całą tą przepychanką, ale chciała mieć ostatnie słowo w całej tej sytuacji.
Odskoczyła od kocura, chcąc znaleźć się tuż przed nim, a następnie najzwyczajniej w świecie uniosła łapę, chcąc sprzedać mu plaskacza w policzek!
Rolling 1d10+3: 2 +3 = 5
Lookmeinmyeyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }
──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ──── . Oh,the peopleain't.h a p p y And the riverhas run dry
You thought you could gofree
But { the system } is donefor . ⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅ . if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]
Księżyce: 85 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kocur Matka: Bławatkowa Łąka Ojciec: Zajęcze Ucho Trwałe urazy: prawie niewidoczne przez futro, cienkie blizny na lewym policzku, szyi i bokach
Orientalny, tygrysio pręgowany buras. Olbrzymi jak na swój wiek. Oliwkowe oczy
Zbuntowany, ciekawski nastolatek z problemami ze złością, atakami czkawki i alergią pokarmową
Kłopotliwa Łapa, Szczur (KW), Żabia Łapa.. (GK)
Atak się nie udał i normalnie Kura byłby w pełnej gotowości dorzucić z tego powodu trochę opału do napędzanej złością lokomotywy w swojej główce. Teraz jednak odczuwał fizyczne zmęczenie po sparingu. Coś, co zawsze uspokajało jego rozchwiane emocje i sprawiało, że potrafił podejść to takich błahostek z dystansem. A jeżeli to miałoby nie wystarczyć, kocurzyca, która w dwóch susach wyskoczyła spod jego cielska, z jakiegoś powodu postanowiła pogłaskać go po policzku i tym samym sprawić, że mózg orientala zupełnie odmówił współpracy. - Tfu! - Splunięcie, które po chwili milczenia w końcu padło, a raczej wypadło z jego wykrzywionego pyska, mimo że spowodowane włosami kotki, które pozostały na jego języku, było przesadnie głośne. - Odchrzań się, bo jeszcze mnie czymś zarazisz - dodał, gdyby ta wizualna reakcja na poziomie kocięcia miała nie wystarczać.
Na tym ich interakcja powinna się skończyć. Poklepali się po pyskach i cześć, fajnie było, teraz jedynie musiał być wystarczająco odpowiedzialny i poczekać, aż ta oddali się z Wichrowych granic. Z jakiegoś powodu, nie był jednak w stanie powstrzymać się od zbadania jej wychudzonej sylwetki po raz kolejny wzrokiem, a garbaty pysk ponownie wykrzywił się w reakcji na widoczne pod futrem żebra. - Te, stara... - mruknął, urywając jednak. To nie był jego problem, że ta wyglądała jak kot, który, jeżeli dalej będzie prowadził taki tryb życia, niedługo mógłby być bliski śmierci głodowej. Mogła w końcu o tym pomyśleć zanim wszystko zjadła! Nie był jakąś ciepłą kluchą jak ten cały Śmierdzący Korzeń, żeby się tym przejmować. - Kiedy ostatni raz coś żarłaś?
xxx
xxx xxx xxx xxx Everyroommatekept awake... ... byeverysighandscreamwemake... ... all thefeelings thatI get... But I still DON'T MISS YOUyet! xxx ... only whenI stopto think about it... xxx IHATEeverythingabout you! xxxxxxxxxxxxxxx Why doI love you? You hateeverythingabout me! xxxxxxxxxxxxxxx Why do youlove me?
Czyżby gburowaty wichrzak miał w sobie dozę współczucia dla maluczkich samotników? Postawa godna pochwały, to jasne, nawet Mysz ją doceniała, choć zdecydowanie z innych pobudek niż mógłby ktokolwiek inny. Jeśli pytał, to może miała szansę to jakoś wykorzystać? Najwyżej się przejedzie na własnym przekonaniu i burek pośmieje się z okrutnego losu biednych samotników, którzy najpewniej sami sobie zgotowali takie życie.
- A bo ja wiem - wzruszyła barkami od niechcenia. - Wczoraj? Przedwczoraj? Kilka wschodów temu? Kto by to tam liczył.
Skrzywiła się. Bądź co bądź, głód nie opuszczał jej na zbyt długo odkąd żyła na własną łapę. Właściwie to byli za pan brat odkąd doświadczyła go po raz pierwszy w takiej skali, jak była kocięciem.
- No nie mów, że się przejmujesz! - zarechotała złośliwie. - Zresztą ty też wyglądasz jakby ci całe wnętrzności wessało. Ojej, biedactwo, nie karmią cię w tym Wichrze? Oj oj.
Lookmeinmyeyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }
──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ──── . Oh,the peopleain't.h a p p y And the riverhas run dry
You thought you could gofree
But { the system } is donefor . ⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅ . if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]
Księżyce: 85 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kocur Matka: Bławatkowa Łąka Ojciec: Zajęcze Ucho Trwałe urazy: prawie niewidoczne przez futro, cienkie blizny na lewym policzku, szyi i bokach
Orientalny, tygrysio pręgowany buras. Olbrzymi jak na swój wiek. Oliwkowe oczy
Zbuntowany, ciekawski nastolatek z problemami ze złością, atakami czkawki i alergią pokarmową
Kłopotliwa Łapa, Szczur (KW), Żabia Łapa.. (GK)
Przedwczoraj?! Coś, zapewne śniadanie, aż się w Kurzym żołądku na tą informację przekręciło, a jedno z wielkich uszu położyło się na bok, gdy w oliwkowych ślepiach na krótki moment zamigotało coś na kształt współczucia. Zgasło jednak tak szybko, jak kolejne słowa opuściły poharatany pysk. On miałby się przejmować?! Dobre sobie! Aż parsknął nazbyt głośno, bardziej jednak po to, żeby zagłuszyć swoje własne myśli. - W twoich snach stara! - Szczeknął zirytowany, tym bardziej, po komentarzu o jego sylwetce. Kompleksy na punkcie swojego wyglądu już dawno przestały być, aż tak dotkliwe, jak kiedy wraz z falą buzujących hormonów wszedł w okres dorastania, ale jednak wciąż leciutko kuły. - Nikt nie musi mnie karmić, bo najwyraźniej w przeciwieństwie do ciebie, sam potrafię ogarnąć coś do żarcia - odpyskował unosząc przy tym lekko pysk do góry. Nie musiał jej w końcu wspominać, że nauczył się tego przed niespełna księżycem i jeszcze niedawno obawiał się, że jego dieta będzie musiała składać się głównie z zamarzniętej padliny, jeżeli ich Gwiazda nie przyjmie go na powrót do klanu. - Więc lepiej stul mordę, bo jak nie zaczniesz żreć i zdechniesz z głodu nie będę mógł ci po raz kolejny obić tego twojego brzydkiego pyska. Chyba, że nie jesteś zainteresowana? - Przesunął łeb i zacisnął razem wargi, w geście, który towarzyszył zawsze blokowym Sebiksom, kiedy ci rzucali wyzwanie jakimś frajerom. Brakowało tylko, żeby rzucił do tego "No co? Idziemy na zewnątrz, czy wnosimy chodnik do środka?".
xxx
xxx xxx xxx xxx Everyroommatekept awake... ... byeverysighandscreamwemake... ... all thefeelings thatI get... But I still DON'T MISS YOUyet! xxx ... only whenI stopto think about it... xxx IHATEeverythingabout you! xxxxxxxxxxxxxxx Why doI love you? You hateeverythingabout me! xxxxxxxxxxxxxxx Why do youlove me?
Uniosła jedną brew, przyglądając mu się uważniej, lustrując dokładnie każdą chudą łapę i ogon, przyglądając się szczupłej sylwetce. Dziwadło! Zamrugała kilkukrotnie, jakby oczy zaczęły ją okłamywać. Nie, to tylko on ją okłamywał.
- Nie widać. Chyba, że polujesz na mrówki w mrowisku, bo tak ci mordę wydłużyło - zauważyła. Miała wrażenie, że w Cieniu był ktoś z takim pyskiem, ale tak po prawdzie to nie mogła dać sobie łapy uciąć. Na pewno spotkała taką jedną samotniczkę, może byli spokrewnieni? Byli równie brzydcy i równie nieśmieszni.
- Oh! - położyła łapkę na piersi z teatralnie przesadzonym zachwytem. - Jednak się martwisz! Taki słodki, taki miły ojej - uśmiechnęła się niewinnie, klepiąc go po barku. O ile dosięgła. - Mną się nie przejmuj, kochanieńki. Jakoś żyję. Czasami mi samo coś w łapy wpadnie, czasami coś się splącze pod korzeniami i się złapie. - odwróciła się, jakby miała zacząć odchodzić, ale gdy pewna myśl wpadła jej do głowy, zatrzymała się nagle i odwróciła pysk, by móc na niego spojrzeć. - Te, ty mnie nie podrywasz przypadkiem? Taki zainteresowany jesteś.
Lookmeinmyeyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }
──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ──── . Oh,the peopleain't.h a p p y And the riverhas run dry
You thought you could gofree
But { the system } is donefor . ⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅ . if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]
Księżyce: 85 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kocur Matka: Bławatkowa Łąka Ojciec: Zajęcze Ucho Trwałe urazy: prawie niewidoczne przez futro, cienkie blizny na lewym policzku, szyi i bokach
Orientalny, tygrysio pręgowany buras. Olbrzymi jak na swój wiek. Oliwkowe oczy
Zbuntowany, ciekawski nastolatek z problemami ze złością, atakami czkawki i alergią pokarmową
Kłopotliwa Łapa, Szczur (KW), Żabia Łapa.. (GK)
Kura uniósł jedynie brew. Pierwszy komentarz na temat jego wyglądu go ruszył, kolejnego się spodziewał i był już na niego mentalnie przygotowany, spłynął więc po nim jak po kaczce. Chociaż nie, właściwie, gdyby miał być szczery, może ten nawet wewnętrznie leciuteńko go rozbawił. Nie miał jednak zamiaru tego pokazać i rzucił kocurzycy zobojętniałe spojrzenie. - Musiałbym w takim razie zeżreć ciebie, konusie - mruknął. - Ale pewnie dostałbym niestrawności, kto wie gdzie się szlajasz - odbił piłeczkę obelg, czując się na wygranej pozycji w tym słownym sparingu. Cóż, był w niej od początku. W końcu to on posiadał wiedzę i robił szkaradzie łaskę, że chciał się nią podzielić. Ha! Jakby Świt to tylko zobaczyła, nigdy już nie odważyłby się nawet pomyśleć o Kurze jako o frajerze!
Szybko został jednak strącony z tego pantałyku, a konkretnie kiedy glizda ponownie rozdziawiła pysk. Nie przez jej pierwsze słowa. Te spłynęły po nim jak po kaczce, w końcu stwierdził już, że wcale się nie martwił. Miły też nie był. Cały Wicher mógłby to potwierdzić. To zarzut, że mógłby próbować flirtować z nią - z kimkolwiek flirtować!!! - sprawiły, że pod futrem, jego policzki stały się gorące, a serce straciło na moment rytm. - Taki miły, że zaraz ci odgryzę tą twoją brudną girę, jak nie ściągniesz jej z mojego barku! - Szczeknął spoglądając na kocurzycę kątem oliwkowego ślepia. - I chyba cię słonko za mocno przygrzało lisi bobku, albo z głodu zaczynasz mieć zwidy. Prędzej bym sobie łapę odgryzł, niż chciał cię podrywać. Jak widzę twoją mordę to jedyne na co mam ochotę, to ją obić! - Za dużo? Najprawdopodobniej, ale Kura chciał, jak najszybciej zamieść temat pod dywan. A Mysz nie była nawet jakoś wybitnie brzydka. Raczej przeciętna i po prostu niezadbana. - Jak wolisz warować pod korzeniami, zamiast potrafić sama sobie coś skombinować do jedzenia, to spadaj - dodał twardo, sam jednak nie ruszając sie z miejsca. Jej wybór. Jak znajdzie gdzieś jej rozkładające się ciało, po tym jak zdechła z braku pożywienia, to przynajmniej nie będzie miał powodów do poczucia winy.
xxx
xxx xxx xxx xxx Everyroommatekept awake... ... byeverysighandscreamwemake... ... all thefeelings thatI get... But I still DON'T MISS YOUyet! xxx ... only whenI stopto think about it... xxx IHATEeverythingabout you! xxxxxxxxxxxxxxx Why doI love you? You hateeverythingabout me! xxxxxxxxxxxxxxx Why do youlove me?
- Wszędzie tam, gdzie ty byś bał się postawić stopę - uśmiechnęła się. Postać Wichrzaka w jej umyśle robiła się coraz bardziej żałosna. Nawet nie wiedziała, czy zaczyna jej być go żal czy powinna go bardziej dobić. Jak nie słownie to fizycznie, nie byłoby problemu z połamaniem tych chudych nóżek. A przynajmniej w jej wyobraźni.
- Już się tak nie unoś. Tak się składa, że też nie jesteś w moim typie - mruknęła z niemałym obrzydzeniem w głosie. - Ale jakbyś spotkał tam u was taką jedną biało-brązową wariatkę to możesz ją ode mnie pozdrowić - zarechotała. Tak, zdecydowanie wolałaby użerać się z płakaniem Sarny.
- Czy ja dobrze słyszę? Czy to była propozycja, hm? Chcesz zrobić coś dobrego w swoim życiu i pomóc biednej samotniczce polować? Szlachetnie!
Lookmeinmyeyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }
──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ──── . Oh,the peopleain't.h a p p y And the riverhas run dry
You thought you could gofree
But { the system } is donefor . ⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅ . if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]
Księżyce: 85 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kocur Matka: Bławatkowa Łąka Ojciec: Zajęcze Ucho Trwałe urazy: prawie niewidoczne przez futro, cienkie blizny na lewym policzku, szyi i bokach
Orientalny, tygrysio pręgowany buras. Olbrzymi jak na swój wiek. Oliwkowe oczy
Zbuntowany, ciekawski nastolatek z problemami ze złością, atakami czkawki i alergią pokarmową
Kłopotliwa Łapa, Szczur (KW), Żabia Łapa.. (GK)
- Czyli w dupie. To wyjaśnia zapach - odparował spokojnie, a kącik jednej z warg uniósł się lekko ku górze. Ha! Ale jej powiedział! Kura nie przyznałby się do tego przed samym sobą, ale w jakiś sposób chyba polubił tą żałosną poczwarę, z którą mógł toczyć słowną walkę na widelce, w której na zmianę kłuli się tępymi ząbkami sztućca w bok. Oczywiście to on był wygranym... Oczywiście. - Biało-brązową...? - Zagadnął przyglądając się kątem oliwkowych ślepi dwukolorowemu pyszczkowi, uspokojony nieco, kiedy ewentualne posądzenie go o flirt zostało sprzątnięte ze stołu. Cóż, był ciekawską bestią, a ten prosty opis pasował aktualnie tylko do jednej Wichrowej terminatorki. - Pewnie. Powiem jej, że chodzące truchło ją pozdrawia - mruknął unosząc łapę i naciskając na bok łba. Nie w formie ataku, a po prostu w nieco agresywny sposób odpychając ją od siebie, skoro sama nie ściągnęła kończyny z jego barku, po czym podniósł się z siadu.
Zamilkł, a jego pysk widocznie pociemniał, kiedy toczył wewnętrzną walkę. Oczekiwał błagania i próśb o przekazanie wiedzy, którą posiadał, a nie dostał nic. Nawet chęci posiadania jej. Więc to był moment, żeby po prostu zakończyć to spotkanie. - Znasz pozycję łowiecką? - Wycedził po chwili przez zęby, zły na samego siebie, bo nie rozumiał czemu to w ogóle robił.
xxx
xxx xxx xxx xxx Everyroommatekept awake... ... byeverysighandscreamwemake... ... all thefeelings thatI get... But I still DON'T MISS YOUyet! xxx ... only whenI stopto think about it... xxx IHATEeverythingabout you! xxxxxxxxxxxxxxx Why doI love you? You hateeverythingabout me! xxxxxxxxxxxxxxx Why do youlove me?
- Delikacik się znalazł - wzruszyła barkami. Jeśli by trzeba było, to i tam by wlazła, to chyba jasne. Niestraszny był jej zły zapach, niezidentyfikowane śluzy czy głębokie bagniska, o ile było to konieczne do spełnienia jakiegokolwiek celu, który sobie akurat wymyśliła. Była raczej uparta i jeśli nie jednym sposobem to drugim, jak nie drugim to trzecim. Oczywiście na pierwszym miejscu zawsze było wykorzystywanie innych do tego typu robót, ale nie będzie płakać jak wdepnie w błoto przecież.
- Miły z ciebie chłopiec - uśmiechnęła się, chcąc go poklepać po barku, ale została wcześniej odsunięta od niego łapą. A że ten miał długie łapska, to bez problemu mógł ją odepchnąć i przytrzymać z pewnością, że nie dosięgnie go.
- Totalnie - przytaknęła, podskakując i niemalże w locie przyjmując odpowiednią pozycję, by przy wylądowaniu będąc odpowiednio kucniętą. Ogon jednak szurał wygodnie po ziemi, a łeb był niżej niż powinien. Poza tym, takich rzeczy uczyła się jedynie z obserwacji Sowy, więc nie mogło to być zbyt idealne.
Lookmeinmyeyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }
──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ──── . Oh,the peopleain't.h a p p y And the riverhas run dry
You thought you could gofree
But { the system } is donefor . ⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅ . if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]