Najniższy spośród wszystkich Rybek, jednak zbudowany najmocniej z nich. Ma szerokie barki, grubą szyję i ogon oraz dużą, kanciastą głowę. Garbaty nos kończy się brudnoróżowym, szerokim nosem i wywiniętymi w górę wąsami. Uszy małe, lekko zaokrąglone, oczy wąskie i lekko skośne, w kolorze bursztynu. Burą, klasycznie pręgowaną sierść ma gęstą i często potarganą na lewej stronie pyska. Biel oblewa pysk, pierś, brzuch, palce przednich łap oraz goleń wraz ze stopą tylnych. Na lewej przedniej łapie ponad nadgarstkiem szpetna blizna, pod nią - wykrzywiony nadgarstek i dłoń pozbawiona czucia.
Na pierwszy rzut oka - nieprzyjemny gbur. Na drugi, trzeci i wszystkie inne... w sumie też.
Było tak, jak zapowiedział.
Spoglądał w górę stojąc przed lecznicą i mrużył oczy, próbując dostrzec coś na chmurnym niebie. Próbował odszukać gwiazdę, którą mogła być Deszczowa Noc; wierzył, że mistrzyni spoglądała na niego i była z niego zadowolona. Że dokonał odpowiedniego wyboru, choć z tyłu głowy wciąż miał obraz bielejących kości, których nie mógł się pozbyć z pamięci. Nie miał wątpliwości, czy jego wybór był dobry. Księżycowa Łapa była ambitna, a jej umysł bystry i chłonny na wiedzę. Spośród wszystkich kotów, jakie zabiegały o rangę klanowego medyka ona jedna pokazała, że chce robić coś ponad to. Ona jedna udowodniła, że bycie terminatorem medyka jest tym, czego oczekuje od niej Gwiezdny Klan. Wypuścił z wolna powietrze z płuc, po czym odwrócił się, wchodząc do nory. Nie był pewien, czy jego terminatorka (sam fakt, że mógł nazwać ją własną terminatorką sprawiał, że po jego sercu rozlewało się przyjemne ciepło) była w środku; stała się obowiązkowym elementem wystroju lecznicy, że nawet nie dostrzegał jej obecności. Zupełnie jakby to, że zawsze gdzieś krzątała się w okolicy było oczywiste.
- Księżyc - odezwał się więc unosząc głowę, gdy wszedł do głównej komory lecznicy, po czym skierował się w stronę korytarza, jaki prowadził do składzika. Była tam już, czekała na niego?
x ★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Słowa Łososiowej Łuski długo tłukły się po umyśle Księżycowej Łapy, gdy ta próbowała sobie wszystko ułożyć w głowie. Na dodatek jakiś czas po tym pojawiła się Karasiowy Kieł, oznajmiając, że wznowią trening. Terminatorka nie zdobyła się jednak na to, by jeszcze tego samego dnia powiedzieć mistrzyni o wyborze Rzecznego medyka. To nie tak, że uciekała, po prostu wolała poczekać do następnego dnia. Sama musiała wiele rzeczy ułożyć w swojej głowie. O dziwo wieczorem udało jej się zasnąć bez większych problemów, najpewniej ze zmęczenia psychicznego od myśli, które tłoczyły jej się w głowie.
Po wojowniczym treningu kremowa kotka zajrzała do legowiska starszyzny, by tam trochę posprzątać i zamienić parę słów z Liliową Sadzawką, choć więcej mówiła starsza kocia niż terminatorka. Wciąż pozostało trochę czasu, toteż Księżyc wróciła do Królikarni, i położyła się w swojej wnęce, by odpocząć. Nie była jednak w stanie na dłużej zamknąć oczu. Wreszcie postanowiła ułożyć się na jednym z kamieni obok wejścia do Królikarni, obserwując koty wchodzące i wychodzące z obozu. Podniosła się dopiero, gdy uznała, że zbliżała się pora treningu. Była niespokojna do tego stopnia, że gdy usiadła w wyznaczonym jako miejsce spotkania składziku, ledwo była w stanie usiedzieć w miejscu. Wreszcie zawinęła ogon wokół łap i zabrała się za mycie swojej sierści. Pomogło jej to się odrobinę uspokoić, i w pewnym momencie czas przestał się tak niemiłosiernie dłużyć. Oderwała się od wykonywanej czynności dopiero w momencie, kiedy usłyszała swoje imię. Poczekała aż medyk wejdzie do korytarza, tym samym znajdując się w jej polu widzenia.
- Łososiowa Łusko. - Skinęła sztywno głową.
Nie spuszczała spojrzenia z buro-białego kocura, czekając aż ten powie coś więcej, rozpocznie trening. Jedno z niedużych uszu terminatorki drgnęło, ale poza tym pozostawała nieruchoma, jeśli nie liczyć miarowego oddechu, który unosił jej klatkę piersiową w równym rytmie.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Najniższy spośród wszystkich Rybek, jednak zbudowany najmocniej z nich. Ma szerokie barki, grubą szyję i ogon oraz dużą, kanciastą głowę. Garbaty nos kończy się brudnoróżowym, szerokim nosem i wywiniętymi w górę wąsami. Uszy małe, lekko zaokrąglone, oczy wąskie i lekko skośne, w kolorze bursztynu. Burą, klasycznie pręgowaną sierść ma gęstą i często potarganą na lewej stronie pyska. Biel oblewa pysk, pierś, brzuch, palce przednich łap oraz goleń wraz ze stopą tylnych. Na lewej przedniej łapie ponad nadgarstkiem szpetna blizna, pod nią - wykrzywiony nadgarstek i dłoń pozbawiona czucia.
Na pierwszy rzut oka - nieprzyjemny gbur. Na drugi, trzeci i wszystkie inne... w sumie też.
Dostrzegł Księżycową Łapę, której skinął sztywno, dość mechanicznie głową w geście powitania. Skoro była tu, zwarta i gotowa, nie było tak naprawdę na co czekać. Im szybciej uwiną się z treningiem, tym lepiej dla wszystkich, tak naprawdę; Księżycowa Łapa będzie mogła wówczas całkowicie skupić się na doskonaleniu swoich umiejętności wojowniczych, jednocześnie posiadając podstawowe umiejętności z zakresu medycyny i wszystkiego innego, co dotyczyło funkcji klanowego medyka.
- Medyk - zaczął, zatrzymując się przy korzennych półkach, jakie tworzyły składzik. Przysiadł ciężko na zadzie, przyciskając czarny ogon do swojego uda i zakrywając jego końcówką niesprawną dłoń. - Nie tylko leczy. Leczyć może każdy, kto... się tego nauczy. Zielarz - ciągnął powoli, a jego głos był miarowy, jednostajny; brzmiał trochę jak idealny szum, który tworzył przyjemne tło do drzemki na wykładzie, szczerze mówiąc. - Medyk jest duchową podporą klanu i przywódcy. Łącznikiem. Między żywymi... i martwymi. Jest jedynym kotem, którego obowiązują dwa kodeksy. Wojownika i medyka - zamilkł na krótką chwilę, zaciskając szczęki. Zerknął na zioła, które leżały pomiędzy korzeniami, zebrane w małe, intensywnie pachnące kupki. Myślał. - Karaś przekazała ci pierwszy. Wymień.
x ★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Terminatorka nadstawiła uszu, gdy medyk się odezwał, od razu przechodząc do rzeczy. Odpowiadało jej to, właściwie trudno było się spodziewać czegoś innego po buro-białym kocurze. Księżyc wysłuchała uważnie słów latimerii, starając się w pełni na nich skoncentrować. Mimo wszystko nie chodziło tu tylko o przetrwanie treningu do końca, a zapamiętanie wszystkiego, czego miała się na nim nauczyć. Odetchnęła przez nos, gdy medyk wspomniał, że obowiązywały ją dwa kodeksy. Na starych terenach omawiała z Karasiowym Kłem kodeks i jego punkty dość długi czas, starała się też go czasem powtarzać w głowie nawet teraz, by nie zapomnieć. Mimo wszystko zapytana o kodeks wojownika potrzebowała chwili na zebranie myśli. Zmarszczyła lekko brwi i wbiła spojrzenie w podłoże, po czym powoli przeniosła spojrzenie z powrotem na pysk Łososiowej Łuski. Odchrząknęła cicho, biorąc głębszy oddech.
- Broń klanu, nawet kosztem życia. Przyjaźnie poza klanem... można zawierać. W razie walki lojalność musi pozostać przy własnym klanie. Nie poluj i nie wstępuj na tereny innych klanów. Starszyzna i kocięta... muszą być nakarmieni pierwsi. Przed terminatorami i wojownikami. Terminatorom nie wolno jeść bez pozwolenia. Muszą nakarmić starszyznę. - Terminatorka oblizała pysk, na moment znów przenosząc spojrzenie na podłoże i próbując sobie przypomnieć jakie punkty były następne. - Zwierzynę zabija się tylko po to, by ją zjeść. Podziękuj za jej życie Gwiezdnym. Kocię... zostaje terminatorem mając sześć księżyców. Nowy wojownik odbywa milczące czuwanie. Noc po ceremonii. Kot może być zastępcą po wytrenowaniu choć jednego terminatora. - Księżycowa Łapa zmuszona była znów przerwać i dać chwilę odpocząć strunom głosowym, które nie nawykły do długich, prawie nieprzerywanych dialogów, nawet jeśli starała się mówić wolno i robić przerwy pomiędzy konkretnymi punktami. - Zastępca zostaje przywódcą, kiedy poprzedni przywódca umiera. Nowy... musi zostać wyznaczony nim księżyc dojdzie do szczytu nieba. Zgromadzenie odbywa się w każdą pełnię, kiedy trwa rozejm. Wtedy nie powinno być żadnych walk. Granice trzeba sprawdzić i oznakować każdego dnia. Intruzów trzeba przegonić. Wojownik nie może opuścić kocięcia w bólu, niebezpieczeństwie. Słowo przywódcy jest prawem. Honorowy wojownik nie potrzebuje zabijać innych. Może... w obronie własnej. Lub gdy kot jest wyjęty spod kodeksu. Wojownik odrzuca życie pieszczoszka. Wszystko. - Odetchnęła, wymieniwszy wszystkie punkty kodeksu, i odchrząknęła po raz kolejny, czując nieprzyjemne drapanie w gardle.
Była niemal pewna, że zapamiętała cały kodeks dobrze, chociaż pewnie nie w dokładnej formie, w jakiej przekazywała go Karasiowy Kieł. Mimo wszystko trudno było za każdym razem powtórzyć tyle zdań słowo w słowo. Nie o to tu chodziło, a o to, by znać sens tego, co się mówiło.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Najniższy spośród wszystkich Rybek, jednak zbudowany najmocniej z nich. Ma szerokie barki, grubą szyję i ogon oraz dużą, kanciastą głowę. Garbaty nos kończy się brudnoróżowym, szerokim nosem i wywiniętymi w górę wąsami. Uszy małe, lekko zaokrąglone, oczy wąskie i lekko skośne, w kolorze bursztynu. Burą, klasycznie pręgowaną sierść ma gęstą i często potarganą na lewej stronie pyska. Biel oblewa pysk, pierś, brzuch, palce przednich łap oraz goleń wraz ze stopą tylnych. Na lewej przedniej łapie ponad nadgarstkiem szpetna blizna, pod nią - wykrzywiony nadgarstek i dłoń pozbawiona czucia.
Na pierwszy rzut oka - nieprzyjemny gbur. Na drugi, trzeci i wszystkie inne... w sumie też.
Przymrużył powieki, by w pełni skupić się na jednym rodzaju bodźca, jaki do niego docierał, to jest: informacja, jaką przekazywała mu Księżycowa Łapa. Tak zbyło zdecydowanie wygodniej, zwłaszcza że musiał jednocześnie kontrolować, czy żaden punkt nie został pominięty, bądź też czy istotna część Kodeksu nie została przekręcona, umyślnie bądź też nie. Gdy skończyła mówić znów uchylił powieki by spojrzeć na kremową terminatorkę; przez chwilę nie poruszał się i dopiero po uderzeniu serca skinął głową.
- Dobrze - mruknął, po czym zacisnął wargi w prostą kreskę, myśląc. W jaki sposób przedstawić kodeks? W jaki sposób przedstawiono kodeks jemu? Nie pamiętał. Nie wiedział, w jaki sposób powinien przekazać go Księżycowej Łapie. Stresował się. Miał wrażenie, że pęka mu głowa od nadmiaru myśli, albo że za chwilę zwymiotuje - własnymi myślami właśnie. Uderzył czarną końcówką ogona o chłodne, udeptane podłoże.
- Kodeks medyka - zaczął więc po tym, jak odchrząknął. - Dziewięć punktów. Medyk nie może mieć partnera. Ani kociąt. Nie może pozwolić, żeby uczucia wzięły górę... nad obowiązkami - kontynuował, mrużąc wąskie, miedziane ślepia. Pierwszy punkt sprawiał, że czuł dziwne mrowienie w piersi. Takie, którego nie do końca potrafił zrozumieć. Wysunął nieznacznie język spomiędzy szczęk, by zwilżyć jego czubkiem białe wargi. - Nie może odmówić udzielenia pomocy. Żadnemu kotu. Ma obowiązek zrobienia wszystkiego, by pomóc. Pytania - zakończył, unosząc nieznacznie brwi i spoglądając dość natarczywie na Księżycową Łapę.
x ★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Najwyraźniej wszystko zostało powiedziane dobrze, bo medyk nie poprawiał Księżycowej Łapy ani nie dodawał nic od siebie. Na szczęście już nie miała takich trudności z przypominaniem sobie kodeksu jak na początku nauki. Teraz jednak czekała ją przeprawa z drugim zbiorem zasad, który będzie ją obowiązywał. Terminatorka była cierpliwa, więc nie czuła się zniechęcona tą perspektywą. Szczególnie, gdy kocur oznajmił, że ten drugi kodeks - medyczny - dla odmiany miał tylko dziewięć punktów. Skoncentrowała się na słowach medyka, nie chcąc niczego pominąć. To oczywiste, że nie zapamięta wszystkiego za pierwszym powtórzeniem, ale jeśli nie będzie słuchać uważnie to nauka mijała się z celem.
Kodeks medyka, podobnie jak ten wojowniczy, już na wstępie okazał się zawierać punkty, które pozornie były proste, ale Księżycowa Łapa nie potrafiła odkryć ich sensu. Zmarszczyła lekko brwi, nie spuszczając spojrzenia z pyska latimerii.
- Czemu nie może partnera - zapytała, lekko przechylając głowę na bok. - Udzielać pomoc... samotnikom i zdrajcom też? - Cień konsternacji pojawił się na mordce terminatorki, jednak szybko zniknął.
Nie miała najmniejszego zamiaru kłócić się z zasadami, które z całą pewnością były dużo starsze niż Świetlikowa Gwiazda i Czerwony Mak razem wzięci; pytała, bo chciała w pełni je zrozumieć. Po to był trening, by się tego wszystkiego dowiedziała. Była co prawda lekko zestresowana i czuła się dziwnie z faktem, że teraz uczył ją również Łososiowa Łuska, ale nie było to wymówką do tego, by zaciskać uparcie zęby i milczeć. Poza tym, Księżycowa Łapa naprawdę chciała znać odpowiedź na postawione przez siebie pytania.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Najniższy spośród wszystkich Rybek, jednak zbudowany najmocniej z nich. Ma szerokie barki, grubą szyję i ogon oraz dużą, kanciastą głowę. Garbaty nos kończy się brudnoróżowym, szerokim nosem i wywiniętymi w górę wąsami. Uszy małe, lekko zaokrąglone, oczy wąskie i lekko skośne, w kolorze bursztynu. Burą, klasycznie pręgowaną sierść ma gęstą i często potarganą na lewej stronie pyska. Biel oblewa pysk, pierś, brzuch, palce przednich łap oraz goleń wraz ze stopą tylnych. Na lewej przedniej łapie ponad nadgarstkiem szpetna blizna, pod nią - wykrzywiony nadgarstek i dłoń pozbawiona czucia.
Na pierwszy rzut oka - nieprzyjemny gbur. Na drugi, trzeci i wszystkie inne... w sumie też.
Nie... spodziewał się pytań, tak naprawdę. Wspomniał o nich głównie dlatego, że tak się nauczył; tyle zaobserwował podczas treningów innych kotów, które czasem obserwował gdy zbierał w okolicy zioła. Dlatego pytanie, w dodatku o punkt kodeksu którego nigdy nie kwestionował w żaden sposób sprawiło, że zmarszczył pysk, zupełnie jakby właśnie polizał cytrynę.
- Mm. Uczucia mogą wziąć górę nad... rozsądkiem - mruknął po dłuższej chwili milczenia, przenosząc spojrzenie na własne łapy. Też nie rozumiał dlaczego tak było, jednak tego nie kwestionował. To był kodeks, coś, co otrzymali od Gwiezdnych. Musieli mieć powód, by wspomnieć o tym punkcie. - Kodeks mówi o każdym. Nie tylko z własnego klanu - odparł w związku z drugim, już nieco łatwiejszym pytaniem. - Nie precyzuje. Sumienie. Ono jest tu twoim kodeksem - dodał po chwili unosząc głowę i spoglądając na bark Księżycowej Łapy spod na wpół przymkniętych powiek. Był zmęczony. Nagle poczuł taką niesamowitą, obciążającą senność, której nawet nie potrafił wytłumaczyć, co go zirytowało. Gruby, czarny ogon poruszył się i klapnął o ziemię. Nie mógł pozwolić, by chęć położenia się, zwinięcia w ciasną kulę i zaśnięcia tu i teraz zwyciężyła nad zdrowym rozsądkiem.
- Dalej. Medyk jest poza rywalizacją między klanami. Powinien jednak umieć walczyć... żeby się bronić. Może przejść trening na wojownika... nie może nim zostać. Nie ma obowiązku polowania. Medyk ma prawo zrzec się obowiązków i przejść do starszyzny. Tylko, gdy jego terminator opanował wiedzę medyczną i jest... gotowy - powoli wymienił kolejne punkty Kodeksu Medyka, przymykając przy tym powieki. Gdy skończył tę część ze świstem nabrał powietrza do płuc przez nieznacznie uchylony pysk, zrobił powolny wydech, po czym wysunął język i zwilżył nim wargi. Nie lubił mówić zbyt dużo. Nie czuł się komfortowo słuchając własnego głosu.
- Medyk ma obowiązek uczestniczyć w spotkaniach medyków. Dawniej w Bursztynowej Grocie... teraz nie wiadomo, gdzie. Jeszcze. Tam wszyscy dzielą sny z Gwiezdnymi. Przekazują ważne informacje - odezwał się po dłuższej chwili milczenia. Uchylił powieki, a jego miedziane ślepia błysnęły w półmroku podziemnej komory, w jakiej się znajdowali. - Nie byłem na takim spotkaniu. Być może niedługo będzie. Trzeba odnaleźć miejsce kontaktu.
x ★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Księżycowa Łapa nie chciała kwestionować, chciała po prostu nie mieć wątpliwości - stąd zapytała. Potrzebowała jasno określonych zasad, ale musiała też wiedzieć dlaczego działały w taki sposób, jakie miały znaczenie. Kiwnęła sztywno głową, słysząc odpowiedzi Łososiowej Łuski. Były zrozumiałe. Uczucia mogły wziąć górę nad rozsądkiem. Miała nadzieję, że u niej się to nigdy nie stanie. Nie lubiła czuć. Najchętniej wyłączyłaby te wszystkie drobne sensacje, które czasem się pojawiały gdzieś w jej klatce piersiowej i powodowały zamęt w umyśle. Poczuła jednak lekką konsternację, gdy kocur wspomniał o sumieniu, które w sytuacji leczenia wyrzutków miało być jej kodeksem. Mimo wszystko w jej głowie pojawiła się masa wątpliwości. Czy chciałaby leczyć kogoś takiego jak tamtego kocura, którzy skrzywdził kotkę z Klanu Wichru? Sądząc po reakcjach innych kotów, jego czyn był bardzo zły. Ba, do tego stopnia, że przywódca wyraził zgodę na zabicie go. Terminatorka westchnęła ciężko, jednak nie dopytywała dalej, bo wątpiła, aby medyk potrafił jej dać jaśniejszą odpowiedź. Wszystko zależało od niej. Medyk nie mógł odmówić udzielenia pomocy, jednak Księżyc czuła lekką niechęć na samą myśl, że musiałaby leczyć kota, który uczynił coś karygodnego i złamał kodeks wojownika, z którym - bądź co bądź - była już całkiem związana i znała go na pamięć. Wypuściła powoli powietrze przez nos, strzepując lewym uchem. Być może udzieliła jej się niechęć tłumu, reakcje kotów na ceremonii. Miała nadzieję, że gdy przyjdzie co do czego, będzie w stanie postawić własną opinię i zdecydować. Przymknęła oczy, starając się rozluźnić, jednak było to dość trudne. Na chwilę przeniosła spojrzenie na ścianę tunelu, jednak jedno z jej uszu pozostawało skierowane ku buremu kocurowi na znak, że go słuchała uważnie. Zacisnęła zęby, gdy dotarło do niej, że medyk nie mógł zostać wojownikiem. Cóż... to było do przewidzenia. Nie widziała, by Łososiowa Łuska chodził na patrole i wyprawy łowieckie tak jak inne koty. Czerwony Mak też coś o tym wspominała. Księżycowa Łapa nie była zaskoczona. Wciąż potrzebowała przetrawić wiele faktów i przyzwyczaić się do pewnych zmian, ale nie zamierzała się teraz poddawać. Właściwie to nie zamierzała się poddawać nigdy. Spotkania medyków nieco ją zainteresowały i sprawiły, że z powrotem spojrzała na kocura, który był teraz jej mentorem. Drugim. Kiwnęła powoli głową. Tym razem nie miała żadnych pytań ani wątpliwości. Te punkty nie dotyczyły rzeczy związanych z uczuciami i podejmowaniem wyborów.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Najniższy spośród wszystkich Rybek, jednak zbudowany najmocniej z nich. Ma szerokie barki, grubą szyję i ogon oraz dużą, kanciastą głowę. Garbaty nos kończy się brudnoróżowym, szerokim nosem i wywiniętymi w górę wąsami. Uszy małe, lekko zaokrąglone, oczy wąskie i lekko skośne, w kolorze bursztynu. Burą, klasycznie pręgowaną sierść ma gęstą i często potarganą na lewej stronie pyska. Biel oblewa pysk, pierś, brzuch, palce przednich łap oraz goleń wraz ze stopą tylnych. Na lewej przedniej łapie ponad nadgarstkiem szpetna blizna, pod nią - wykrzywiony nadgarstek i dłoń pozbawiona czucia.
Na pierwszy rzut oka - nieprzyjemny gbur. Na drugi, trzeci i wszystkie inne... w sumie też.
Taki był już los medyka, niestety. Zaczynało się od dylematu moralnego - pomagać kotom spoza klanu czy też nie - a kończyło się na dużo cięższych, dużo poważniejszych wyborach, od których mogło zależeć dobro kilku kotów, całego klanu lub nawet wszystkich czterech klanów. To na barkach medyka spoczywała odpowiedzialność za bezpieczeństwo swojego klanu i to on, ramię w ramię z przywódcą, będzie prowadził go naprzód. Wybory jednak nie zawsze będą tak dramatyczne. Nie zawsze będą dotyczyły spraw tak dużego kalibru. Czasem będą to małe, osobiste tragedie. Takie, które spadną na grzbiet medyka, który nie dał rady wyleczyć. Który nie dotarł na czas do rannego. Który zdecydował się skrócić cierpienie zamiast zmuszać kota do tego, by umierał powoli, boleśnie, obdarty z resztek własnej godności w ostatnich dniach życia. Miała czas, by tego wszystkiego się nauczyć, miała czas by to wszystko zrozumieć. Miała również jego; mógł poprowadzić ją i wskazać ścieżki, które musiał odnaleźć sam, przedwcześnie pozbawiony patronatu swojego mistrza. Gwieździsta Ścieżka przekazała mu wiedzę odnośnie leczenia, jednak nie potrafiła powiedzieć mu, kim był medyk i jaka była jego rola w klanie, a dokładniej - w Klanie Rzeki. Nie można było tego przekazać jedynie na treningu, bez towarzyszenia medykowi podczas zwykłych, codziennych spraw.
Odnośnie patroli i polowań - wychodząc na zioła okazjonalnie natrafiał na zwierzynę. Nie był zbyt dobry w polowaniu, jednak jeżeli udało mu się coś złowić, dorzucał się do klanowego stosu. Poza tym polował jedynie dla siebie i swoich pacjentów, łowiąc ryby. To było znacznie spokojniejsze i mniej wymagające zajęcie; takie, w którym niesprawna kończyna nie była, cóż, kulą u nogi. Od czasu do czasu towarzyszył również ojcu w patrolach, jednak i tak nawet wtedy głównie chodziło mu o poszukiwanie ziół bądź też zwykłe rozprostowanie łap przy jednoczesnym, milczącym wysłuchaniu aktualnych nowinek z klanu i tego, kto złowił ostatnio największego zająca albo kogo podczas łowienia ryb ugryzł w łapę szczupak. Wskazał sztywnym ruchem głowy na zioła poukrywane na półkach wytworzonych z plątaniny korzeni.
- Które z ziół znasz. Umiesz nazwać albo powiedzieć, do czego służą - mruknął, zamierzając nie certolić się w tym tańcu i od razu przejść do przedstawiania Księżycowej Łapie poszczególnych medykamentów.
x ★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Księżycowa Łapa miała zdecydowanie lepszy start niż Łososiowa Łuska; taki start, jaki powinien mieć każdy terminator medyka, a wciąż nie każdemu było to dane. Terminatorka jednak nie wiedziała, ile miała szczęścia, zwyczajnie się nad tym nie zastanawiała. Przyjmowała rzeczywistość taką jaka była, a wyglądała ona tak: została terminatorem medyka i teraz będzie się uczyć pod okiem Łososiowej Łuski, a także będzie uczęszczać na trening wojowniczy wraz z Karasiowym Kłem. Przy okazji znajdowała sobie inne zajęcia, chociażby w postaci sprzątania legowisk. Daleko jej było do bycia pasożytem, którym kiedyś bała się zostać.
Kremowa kotka przeniosła powoli spojrzenie na zioła, na które wskazał medyk. Przyglądała się im dłuższą chwilę, marszcząc czoło i próbując sobie przypomnieć, które z nich znała. Wreszcie podeszła bliżej, by móc lepiej się im przyjrzeć, być w stanie wyczuć poszczególne zapachy. Wonie były dość mocne, ale udało jej się skoncentrować na tyle, by móc je rozróżnić. Wtedy jej uwagę przykuły czerwone jagody, które chyba najbardziej zapadły jej w pamięć.
- Ostrokrzew. Zabija - oświadczyła poważnym tonem, mocniej marszcząc czoło i próbując zmusić mózg do wyłowienia nieco przestarzałych informacji. - Mak. Czerwony kwiat z ziarenkami. Krwawnik, silny zapach. Rumianek... uspokaja. Skrzyp odkaża. - Terminatorka zacięła się, próbując nazwać resztę medykamentów, które wydawały się jej znajome, ale ostatecznie nie mogła sobie przypomnieć, toteż odwróciła się nieco bardziej ku Łososiowej Łusce, czekając.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Najniższy spośród wszystkich Rybek, jednak zbudowany najmocniej z nich. Ma szerokie barki, grubą szyję i ogon oraz dużą, kanciastą głowę. Garbaty nos kończy się brudnoróżowym, szerokim nosem i wywiniętymi w górę wąsami. Uszy małe, lekko zaokrąglone, oczy wąskie i lekko skośne, w kolorze bursztynu. Burą, klasycznie pręgowaną sierść ma gęstą i często potarganą na lewej stronie pyska. Biel oblewa pysk, pierś, brzuch, palce przednich łap oraz goleń wraz ze stopą tylnych. Na lewej przedniej łapie ponad nadgarstkiem szpetna blizna, pod nią - wykrzywiony nadgarstek i dłoń pozbawiona czucia.
Na pierwszy rzut oka - nieprzyjemny gbur. Na drugi, trzeci i wszystkie inne... w sumie też.
Wydał z siebie krótki, gardłowy pomruk gdy skinął potakująco głową. Informacje były okrojone, jednak były prawdziwe; oznaczało to, że Księżycowa Łapa ma całkiem niezłą pamięć. Przyda jej się to. Będą jeszcze długo uczyć się i powtarzać, do czego używa się konkretnych ziół i w jaki sposób, by uniknąć potknięć, jakich można uniknąć. Musiała pewnie operować ziołami i nie wątpić w swój własny osąd, a do tego wymagane było nauczenie się jak wygląda, pachnie, gdzie rośnie i na co działa dany medykament. Póki co będzie to omówione tylko czysto teoretycznie.
- Medykamenty, które można znaleźć na każdym terenie. Łopian, ogórecznik, gwiazdnica, miód, pajęczyna, mysia żółć - oświadczył, tym samym rozpoczynając kolejny etap nauki. Wyjął po jednym liściu z każdej przegródki, poza ostatnimi trzema, gdzie zaprezentował medykament na losowym liściu, a także jeden korzeń, który położył na jednym z liści.
- Łopian - to mówiąc położył niesprawną łapę przy największym z liści, tym, na którym leżał korzeń. Poza tym, że był duży, miał sercowaty kształt, a po lekko zawiniętych krawędziach widać było, że jest od spodu jaśniejszy. Korzeń zaś był mięsisty i białawy - Wysoki, charakterystyczny. Tworzy rzepy, które boleśnie czepiają się sierści. Liść i korzeń na rany i infekcje - powiedział i przesunął korzeń bliżej Księżycowej Łapy; mogła poczuć teraz jego zapach. Był dość słaby, jednak wyczuwalny i dość nieprzyjemny. Nie sposób było pomylić łopianu z czymś innym. Następny w kolejce był również dość spory, jednak nie aż tak jak ten łopianowy. Miał owalny kształt i był pomarszczony, a przede wszystkim - miał dość silny zapach.
- Ogórecznik - mruknął i chwycił liść w pysk, by podsunąć je pod nos Księżycowej Łapy. Zapach był tym, co w wypadku ogórecznika doprowadzało medyków do ziela, a nie wygląd, bo ten nie był szczególnie charakterystyczny. Odłożył liść tam, gdzie leżał poprzednio nim znów zaczął mówić. - Ma owłosioną łodygę. Kwiaty duże, wiszą na szczycie. Liść zbija gorączkę i stany zapalne. Moczopędny. Do tego zwiększa... ilość mleka. Idealny dla matek, które mają dużo kociąt. Lub nie potrafią wykarmić - przymrużył ślepia. Był szczególnie przydatny gdy kotki miały ponad szóstkę kociąt, a ponieważ czasy były dobre, to praktycznie każda kotka była w stanie bez większych problemów wydać na świat siódemkę kociąt.
Przerwał, spoglądając pytająco na Księżycową Łapę. Jeżeli miała jakieś pytania bądź wątpliwości, to teraz był czas na ich wyrażenie.
x ★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Wymienienie aż tylu ziół to raczej była kwestia skojarzeń niż pamięci, w której i tak terminatorka musiała nieźle nagrzebać, by wyciągnąć na wierzch chociaż część informacji, które pozostały w jej głowie. Całe szczęście Łososiowa Łuska zawsze był oszczędny w słowach, bo wątpliwe, aby Księżyc zapamiętała długie, kwieciste formułki. Od zawsze miała spore problemy z wyławianiem konkretnych informacji z obszernych, pełnych cudacznych zwrotów monologów.
Księżycowa Łapa nadstawiła uszu, gdy medyk zaczął mówić. Zacisnęła zęby, starając się nie rozpraszać byle szelestami i skoncentrować w pełni na ziołach, które wyciągnął Łosoś. Siedzenie w miejscu w trakcie treningu było dla niej nienaturalne. Razem z Karasiowym Kłem od początku chodziły po terenach Klanu Rzeki, więc terminatorce łatwiej było się skupić na słowach mistrzyni. Teraz czuła lekkie mrowienie w łapach i uczucie, jakby od tej całej koncentracji groził jej prędzej czy później ból głowy. Była jednak na tyle zacięta, że nie zamierzała przez to sobie odpuszczać mimo wszystko. Chciała już tego dnia coś zapamiętać. Będzie musiała zdecydowanie powtarzać otrzymane informacje wielokrotnie w głowie, ale teraz - jak sądziła - mogła się zbliżać do składzika, więc nie powinno to stanowić problemu. Miała dużo czasu, by się nauczyć. Więcej możliwości.
Terminatorka rozluźniła na chwilę żuchwę i wysunęła język, by zwilżyć nim wargi. Powtórzyła sobie w głowie informacje na temat ziół, które miała przed sobą, co zajęło jej dłuższą chwilę, w trakcie której ze zniecierpliwieniem wypuściła powietrze przez nos, zdenerwowana na samą siebie. Spojrzała na największy z liści, wskazany jako pierwszy przez Łososiową Łuskę.
- Łopian. Wysoki, tworzy rzepy. Wczepiają się w sierść. - Kremowa kotka zmarszczyła czoło. - Liść i korzeń... na rany i infekcje - zakończyła wreszcie, po czym przeniosła wzrok na drugi wskazany chwast. - Ogórecznik. Ma owłosioną łodygę... i duże kwiaty, wiszą. Zbija gorączkę. I... stany zapalne. Moczopędny. Zwiększa ilość mleka u matek. - Księżyc wypuściła powoli powietrze przez pyszczek, a zmarszczki na jej czole się wygładziły.
Wolała wszystko powtórzyć na głos. Zajęło jej to trochę czasu, ale liczyła, że pomoże jej to zapamiętać więcej szczegółów już na wstępie.
- Stany zapalne, co to - mruknęła, patrząc pytająco na medyka.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Najniższy spośród wszystkich Rybek, jednak zbudowany najmocniej z nich. Ma szerokie barki, grubą szyję i ogon oraz dużą, kanciastą głowę. Garbaty nos kończy się brudnoróżowym, szerokim nosem i wywiniętymi w górę wąsami. Uszy małe, lekko zaokrąglone, oczy wąskie i lekko skośne, w kolorze bursztynu. Burą, klasycznie pręgowaną sierść ma gęstą i często potarganą na lewej stronie pyska. Biel oblewa pysk, pierś, brzuch, palce przednich łap oraz goleń wraz ze stopą tylnych. Na lewej przedniej łapie ponad nadgarstkiem szpetna blizna, pod nią - wykrzywiony nadgarstek i dłoń pozbawiona czucia.
Na pierwszy rzut oka - nieprzyjemny gbur. Na drugi, trzeci i wszystkie inne... w sumie też.
Trening medyka był zupełnie inny niż trening, jaki przechodzili wojownicy. Od medyka nikt nie wymagał sprawności fizycznej na poziomie przeciętnego wojownika, nikt nie wymagał polowania, walki, czy innych tego typu spraw. To wszystko było dobrowolne, a samych podstaw znajomości ziół i tak należało się uczyć nie na szukaniu roślin na łące, a w składziku, by móc przyswoić sobie w spokoju informacje i móc przypisać je do konkretnego kształtu, zapachu czy tekstury liści. Wepchnięcie Księżycowej Łapy w świat medykamentów w sposób nieuporządkowany wydawał mu się absurdalny i wręcz krzywdzący dla młodego umysłu terminatorki. Byłoby to marnotrawienie jej potencjału. - Pod skórą tworzy się obrzęk. Czerwony, bolesny. Powoduje gorączkę - wyjaśnił mrukliwie, a jego czarny ogon zaszurał pomiędzy małymi korzonkami, jakie wystawały z podłoża komory, w jakiej się znajdowali. Skoro było to jedyne pytanie, mogli kontynuować nazywanie najpopularniejszych, najłatwiej dostępnych medykamentów.
- Gwiazdnica - to mówiąc wskazał na liść drobny, gładki, jajowaty i ostro zakończony. Nie rzucał się szczególnie w oczy. - Rośnie w dużych skupiskach. Wysoka na długość ogona, ma drobne kwiaty. Białe. Zwróć uwagę na nerwację - podsunął liść bliżej Księżycowej Łapy. - Pierzasta. Inna roślina... nie zioło, jest podobna. Ma tylko trzy nerwy - dodał. Możylinek nie był rośliną o znanych przez koty właściwościach leczniczych, więc lepiej było go unikać zamiast testować na nieświadomych kotach, do czego może zostać wykorzystany. Nie popierał takiego działania. - Liście podaje się do zjedzenia. Na zielony kaszel - doprecyzował jeszcze po chwili i odsunął liść na bok, by przejść do tego, na którym znajdował się słodko pachnący ulepek. Łososiową Łuskę od jego zapachu mdliło, więc nie pochylał się szczególnie nad plastrem.
- Miód. Na ból gardła. Można też dać z innymi ziołami. Koty chętniej jedzą - mruknął mrużąc ślepia. Kocięta szczególnie nie chciały jeść ziół, jeżeli nie były one słodkie od miodu. Ułatwiał on przełykanie, ale i zwyczajnie łagodził gorycz niektórych medykamentów, które były zwyczajnie obrzydliwe w smaku. - Najczęściej w dziuplach. Czasem po prostu w szczelinach. Tam, gdzie są pszczoły, będzie miód. Będą żądlić w jego ochronie. Należy więc działać szybko... i zdecydowanie - powiedział, po czym znów zamilkł. Nie słyszał jeszcze o kotach pożądlonych na śmierć, jednak nie wykluczał, że coś takiego nie mogło mieć miejsca. Należało więc zachować ostrożność podczas obchodzenia się z pszczołami i ich miodem.
x ★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Sama Księżycowa Łapa nie chciałaby być wprowadzona w medyczny świat w sposób chaotyczny, bo wątpliwe, aby w ten sposób nauczyła się wiele. Potrzebowała w spokoju móc powtarzać informacje, by je zapamiętać, i nie zamierzała pozwolić, by konieczność siedzenia w miejscu i potencjalny ból głowy jej przeszkodziły w nauce. Była uparta i starała się walczyć ze słabościami, szczególnie, że miała świadomość swoich braków w pewnych kwestiach, takich jak pamięć czy koncentracja. Musiała po prostu ciężej pracować, by nie stanowiło to dla niej żadnej poważniejszej bariery.
Terminatorka wydała z siebie cichy pomruk na znak, że zrozumiała tłumaczenie Łososiowej Łuski. Nigdy nie widziała tego typu obrzęków. Strzepnęła lewym uchem, przyglądając się kolejnym roślinom, na które wskazał medyk. Początkowo nie zrozumiała czym była "nerwacja", jednak gdy dodał, iż była ona pierzasta, udało jej się dostrzec coś w rodzaju linii przechodzących przez liść. Imitowały w ten sposób pióra. Po tym zwróciła uwagę na miód, i nawet nie musiała się przysuwać bliżej, by wyczuć jego słodki zapach. Pewnie trudno byłoby go przeoczyć. Wysłuchała z uwagą instrukcji kocura, po czym, tak jak poprzednio, powtórzyła cicho informacje. Nie tak dokładnie jak powiedział je medyk, ale na tyle, by cokolwiek zapamiętać. I tak jeszcze niejednokrotnie będą to pewnie powtarzać, żeby kremowa kotka była w stanie wszystko zapamiętać. Nawet kot o doskonałej pamięci prawdopodobnie nie byłby w stanie ogarnąć całej wiedzy w jeden dzień. Tym razem Księżyc się nie odezwała, nie mając żadnych pytań.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Najniższy spośród wszystkich Rybek, jednak zbudowany najmocniej z nich. Ma szerokie barki, grubą szyję i ogon oraz dużą, kanciastą głowę. Garbaty nos kończy się brudnoróżowym, szerokim nosem i wywiniętymi w górę wąsami. Uszy małe, lekko zaokrąglone, oczy wąskie i lekko skośne, w kolorze bursztynu. Burą, klasycznie pręgowaną sierść ma gęstą i często potarganą na lewej stronie pyska. Biel oblewa pysk, pierś, brzuch, palce przednich łap oraz goleń wraz ze stopą tylnych. Na lewej przedniej łapie ponad nadgarstkiem szpetna blizna, pod nią - wykrzywiony nadgarstek i dłoń pozbawiona czucia.
Na pierwszy rzut oka - nieprzyjemny gbur. Na drugi, trzeci i wszystkie inne... w sumie też.
Materiał obowiązujący medyka był zbyt duży, by można go było pojąć w ciągu zaledwie kilku dni. Wymagał on poświęcenia wielu godzin na żmudne kucie nazw, wyglądu roślin i ich zastosowań, a także miejsc, w jakich można je znaleźć. Dlatego nie zamierzał zrzucać wszystkiego na Księżycową Łapę na raz. Sam też miał limity tego, jak dużo był w stanie powiedzieć w ciągu jednego dnia, a ponieważ o ziołach mógł mówić długo a i tak nie wyczerpałby tematu całkowicie... musiał dzielić go na drobne części. Księżyc nie odezwała się, nie miała pytań, mógł więc kontynuować opisywanie najbardziej podstawowych medykamentów, na jakie można było się natknąć i jakich pozyskiwanie i stosowanie medyk winien mieć w małym palcu. Poruszył się niespokojnie, usadawiając się wygodniej i przekrzywiając nieco na prawą stronę, by odciążyć lewy bark, jaki zaczął go uwierać od wspierania na nim ciężaru całej przedniej części masywnego ciała medyka.
- Pajęczyna służy do tamowania... krwawień - mruknął, wskazując na lepką, srebrzystą nić nawiniętą gęsto na patyk. - Utrzymuje maści. Zapobiega zabrudzeniu rany - znów zamknął powieki i nabrał powietrza w płuca przez nos z cichym świstem, jednocześnie odchylając głowę w tył. - Należy ostrożnie nawijać na patyk. Jest niezwykle cenna... ale lepka, delikatna, łatwo zniszczyć. Nigdy nie spiesz się zbierając. Lub używając pajęczyny - powiedział, na sam koniec uchylając ślepia by móc łypnąć bacznie na Księżycową Łapę. Obchodzenie się z pajęczyną wymagało od medyka doświadczenia i pewności tego, co robił; nie mógł się spieszyć, denerwować, bo to jedynie prowadziło do tego, że pajęczyna oblepiała wszystko, tylko nie pacjenta. Roztargnienie medyka było niedopuszczalne; mogło kosztować drugiego kota utratę zdrowia lub życia.
- Mysia żółć - szorstki, mrukliwy głos Łososiowej Łuski znów rozległ się po składziku ziół. Postawił prawą łapę przy liściu z żółtą mazią o przykrym zapachu, wyraźnie kontrastującym z wonią miodu. - Nasączony mech przykłada się do kleszcza. Ten dusi się. Umiera - powiedział spokojnie, po czym zerknął w bok, na korytarz prowadzący do głównej komory lecznicy. - Sprawdź stos. Jeżeli jest świeża mysz, przynieś - polecił terminatorce nie odwracając głowy w jej stronę. Wiedział, że ona zrobi to szybciej niż on, zresztą, wciąż brzydził go stos i nie potrafił się do niego zbliżyć; odrzucał go jego zapach i wygląd zwłok rzuconych jedna na drugą.
x ★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...