Logo Artemidy
Trening Księżycowej Łapy
#16
Terminatorka zastrzygła uchem, gdy kocur wspomniał o pajęczynie. Zupełnie o niej zapomniała, prawdę mówiąc, a była chyba najczęściej używanym przez Łososiową Łuskę medykamentem. Choć mniej więcej znała jej zastosowanie, powtórzyła mniej więcej to, co powiedział jej medyk, żeby lepiej zapamiętać. Kremowa kotka należała do istot o perfekcjonistycznej naturze i wręcz anielskiej cierpliwości, jeśli w grę wchodziło robienie czegoś precyzyjnego, powinna więc szybko się nauczyć jak władać pajęczyną. Jednak jak będzie w rzeczywistości, czas pokaże. Skupiła się na dalszych słowach medyka, tym razem dotyczących mysiej żółci. Odetchnęła z ulgą, słysząc polecenie, którego wykonanie wymagało od niej ruszenia się. Ciągła koncentracja była trudna dla Księżycowej Łapy, która miewała z nią problemy, nawet jeśli miejsce pokroju Królikarni było ciche i uczyła się nowych, interesujących ją rzeczy. Powtórzyła jeszcze po cichu informacje na temat mysiej żółci, przy okazji ogarniając, że to było najpewniej coś, co znajdowało się w myszy. Gdy skończyła, przyspieszyła swe kroki, aż znalazła się na zewnątrz. Wzięła głęboki oddech, pozwalając świeżemu powietrzu dostać się do swoich płuc, i ruszyła w kierunku stosu ze zwierzyną. W przeciwieństwie do medyka nie wiązała z nim żadnych silniejszych emocji. Właściwie z wieloma rzeczami kotka ich nie wiązała, wręcz pewne rzeczy zwyczajnie nie istniały w jej głowie. Nie zastanawiała się nad nimi. Była kotem, który działał, a nie poddawał się głębokim myślom - właśnie dlatego tak nie lubiła siedzieć w miejscu. Potrzebowała mieć zajęcie, któremu mogła poświęcić całą swoją uwagę. Wtedy łatwiej było jej się skoncentrować, chyba że ktoś ją co chwilę zaczepiał.
Znalazłszy się przy stosie, Księżyc obrzuciła spojrzeniem znajdujące się na nim zwłoki. Owszem, były tu jakieś myszy, ale nie była pewna, czy odpowiednio świeże. Zmarszczyła czoło i poruszyła ogonem na boki. Po chwili w jej polu widzenia pojawiły się czyjeś masywne, trójbarwne łapy. Kremowa kotka podniosła pysk do góry i zauważyła, że nad stosem stała Kolczasta Mordka, trzymająca w pysku mysz i wiewiórkę. Terminatorka poprosiła ją o szaroburego gryzonia, tłumacząc krótko, że był potrzebny medykowi. Wojowniczka kiwnęła głową i pozwoliła zabrać swoją zdobycz bez zbędnych przepychanek. Tak zaopatrzona Księżycowa Łapa powróciła do lecznicy i po chwili znalazła się z powrotem przy buro-białym kocurze. Położyła mysz przed nim i spojrzała wyczekująco w miedziane ślepia Łososia.
x x
[Obrazek: ItvDGz5.png]
x
x
x
x
x
x
xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
my birds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we have fewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline from throwing fuel to the fire of that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring me nothing that.
x
x
LVL 5 65 / 400
MedLVL 7 645 / 1100
8
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
#17
Gdy terminatorka bez szemrania wstała i wyszła ze składzika Łososiowa Łuska zmrużył ślepia, a następnie całkiem je zamknął, biorąc głęboki wdech. Intensywna woń ziół połaskotała nos burego medyka, który w myślach powtórzył to, co powiedział do tej pory i zasępił się z lekka. Czy to było wystarczająco, by uznać to za owocny dzień treningu i zwolnić kotkę z zajęć, by mogła zająć się... czymkolwiek innym? Nie był pewien, jednak wolał porcjować informacje i mieć pewność, że ta wszystko zapamięta tak, jak powinna. Bez żadnych niedociągnięć czy niedomówień. Przesunął czarnym ogonem po ziemi i czekał w milczeniu. Uchylił powieki dopiero, gdy Księżycowa Łapa znów stanęła przed nim, kładąc mysz u jego łap. Mruknął cicho i zgarbił się, spoglądając na mysz, po czym... przesunął ją w stronę terminatorki. Wsparł się na niesprawnej łapie i wysunął pazury, by jednym z nich nieznacznie zmierzwić futerko na brzuchu myszy, tworząc linię nieco pod żebrami gryzonia.
- Natnij - mruknął, po czym zabrał łapę i usiadł, garbiąc się i wyglądając niczym posępny gargulec, jaki jedynie błyskał ogniem swoich przymrużonych ślepi. Uniósł spojrzenie i zawiesił je na mordce Księżycowej Łapy. - Ostrożnie. Tylko skórę - poinstruował ją jeszcze i czekał, aż ta wykona zadanie.
x
★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
x
LVL 6 190 / 500
MedLVL 8 916 / 1300
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
#18
Gdyby medyk postanowił obrać sobie za punkt honoru opisanie wszystkich znanych mu ziół w ciągu jednego dnia treningu, Księżycowa Łapa najpewniej nie zapamiętałaby nawet trzeciej części przekazanych jej informacji. Niestety, choć nie brak u niej chęci do zdobywania wiedzy, posiadała również słabo rozwiniętą zdolność koncentracji. Owszem, potrafiła z tym walczyć dzięki swojej perfekcjonistycznej naturze i dużych pokładach cierpliwości, ale było to dość męczące, szczególnie w obliczu natłoku nowych danych. Jednak Łososiowa Łuska, podobnie jak Karasiowy Kieł, nie należał do kotów, które wyrzucały z siebie informacje z zawrotną prędkością. I całe szczęście.
Księżycowa Łapa poruszyła lekko jednym z niedużych uszu, gdy kocur przesunął mysz w jej stronę. Obserwowała uważnie jak ten przesuwa pazurem po brzuchu gryzonia. Na polecenie odpowiedziała krótkim kiwnięciem głową. Ostrożnie naciąć pod żebrami, tylko skórę. Kremowa terminatorka medyka przygryzła dolną wargę, po czym odetchnęła przez nos i pochyliła się nad myszą, wysuwając pazury lewej łapy. Przechyliła głowę, przymierzając się do wykonania powierzonego jej zadania, wpierw niepewna jak powinna zacząć by niczego nie zepsuć, aż wreszcie po prostu przycisnęła prawą łapą ogon gryzonia, by ten jej nigdzie nie uciekł, i jednym z pazurów, ostrożnie i powoli, przejechała po jego brzuchu. Zacisnęła zęby, gdy poleciała odrobina krwi, jednak nie zatrzymała się aż nie była pewna, że skończyła. Nie trwało to długo. Zerknęła na medyka, szukając w jego oczach potwierdzenia czy dobrze zrobiła i oczekując na jakieś słowa wyjaśnienia albo kolejne polecenie.
x x
[Obrazek: ItvDGz5.png]
x
x
x
x
x
x
xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
my birds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we have fewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline from throwing fuel to the fire of that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring me nothing that.
x
x
LVL 5 65 / 400
MedLVL 7 645 / 1100
8
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
#19
Gdy Księżycowa Łapa rozpoczęła swoją, hm, jakby nie patrzeć - pierwszą operację, powoli przeniósł spojrzenie z jej mordki na jej łapy. Nie był do końca świadom tego, że takie patrzenie na łapy, na każdy, nawet najmniejszy ruch może stresować i być źródłem głupich błędów... jednak nawet gdyby był, i tak nie zmieniłby zachowania. Nieświadomie więc nastawił ją na pracę w stresie i pod presją ze strony czasu, a także i Łososiowej Łuski w formie egzaminatora - coś, do czego będzie musiała prędzej czy później przywyknąć, by jej kark nie pękł jak sucha gałązka pod naporem odpowiedzialności, jaka na nią spadnie gdy przyjdzie jej leczyć koty, a nie kroić gryzonie.
Gdy wykonała pierwsze cięcie rozchylił płaty skóry, jakie powstały, po czym pazurem wskazał na spory, czteropłatowy, ciemno zabarwiony organ i zahaczył pazurem o przewód innego organu, jaki ciągnął się pomiędzy dwoma jej płatami.
- Oczyść krew - polecił, nie unosząc spojrzenia znad okrwawionych zwłok myszy. - Potem przebij pęcherz. Wyciśnij żółć - dodał zaraz. Mech potrzebny do tej operacji znajdował się w kącie składzika, nieopodal miejsca, w którym siedziała Księżycowa Łapa. Cofnął łapę, tym samym dając Księżyc pełne pole do popisu w kwestii wyciskania żółci z mysich zwłok. Uniósł zakrwawione pazury do pyska i oczyścił je z juchy gryzonia.
x
★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
x
LVL 6 190 / 500
MedLVL 8 916 / 1300
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
#20
Działanie pod presją wzroku medyka nie należało do najprzyjemniejszych przeżyć dla Księżycowej Łapy, ale nie miała innego wyboru jak wykonać powierzone jej zadanie, choćby miały jej się łapy zacząć strasznie trząść ze zdenerwowania. Póki co jednak udawało jej się jako tako utrzymywać względny spokój, starała się również oddychać spokojnie i równo. Zastrzygła uszami, gdy medyk rozchylił skórę, ukazując jej wnętrze myszy i zwracając uwagę na ciemno zabarwiony organ i jakiś inny, o który kocur zahaczył pazurem. Nigdy wcześniej nie zwróciła na to większej uwagi, prawdę mówiąc. W ogóle nie zastanawiała się nad tym jak dokładnie wygląda wnętrze zwierząt, które jadła. Takie niepogryzione, pozostawione w całości. Teraz jednak nie był na to czas. Na polecenie ze strony Łososiowej Łuski pochyliła się, by zlizać przeszkadzającą krew, jednak nawet to starała się zrobić ostrożnie, jakby w obawie, że coś zepsuje. Mimo wszystko wolałaby wykonać wszystko poprawnie za pierwszym podejściem. Ponownie wzięła głęboki oddech, starając się dalej zachować spokój. Zadanie wydawało się łatwiejsze, gdy się je słyszało; w praktyce okazywało się być inaczej. Czuła się niezręcznie jak małe kocię, które dopiero się uczy precyzyjniejszych ruchów. Nieświadomie zacisnęła zęby i zmarszczyła czoło, wwiercając wzrok w woreczek znajdujący się pomiędzy dwoma płatami. Gdyby była człowiekiem, na jej twarzy zaczęłyby się w tej chwili pojawiać drobne kropelki potu. Przysunęła pazur do pęcherzyka i ostrożnie zaczęła naciskać na niego samym czubkiem pazura, aż zaczęła się wydostawać jakaś dziwna, żółta ciecz, o którą najpewniej chodziło medykowi. Po tym nacisnęła jeszcze raz, obok, przez co żółć zaczęła wychodzić trochę bardziej. Nie podnosząc pyszczka do góry zerknęła na kocura, niepewna, co powinna zrobić dalej. Pozwolić cieczy wypłynąć? Podłożyć obok liść i przechylić mysz tak, by żółć spłynęła? Z jej głowy wyparowały wcześniejsze słowa medyka o tym, że nasączony płynem mech przykłada się do kleszczy. Poza tym, informacja nie była na tyle jasna, by połączyła ją z faktem, iż to własnie na mech trzeba nabrać mysiej żółci. Już nie wspominając o tym, że nie była w tej chwili świadoma obecności czegoś takiego jak "mech", który przecież leżał nieopodal. Jej wzrok lawirował między sylwetką medyka a gryzoniem, jakby spojrzenie gdziekolwiek indziej miało sprawić, że automatycznie wszystko zepsuje.
x x
[Obrazek: ItvDGz5.png]
x
x
x
x
x
x
xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
my birds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we have fewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline from throwing fuel to the fire of that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring me nothing that.
x
x
LVL 5 65 / 400
MedLVL 7 645 / 1100
8
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
#21
Oczywiście, że działanie pod presją nie było proste. Zwłaszcza wtedy, gdy robiło się coś po raz pierwszy i było się tak naprawdę jak dziecko we mgle, niepewne i poszukujące jakichkolwiek wskazówek. Odsunął oczyszczoną łapę od pyska i oparł ją na ziemi, przyglądając się temu, co robiła Księżycowa Łapa. Nie popędzał jej, nie mówił nic, w zasadzie trudno było wyczytać z jego pyska cokolwiek - jak zwykle widać było jedynie posępnie zmarszczony pysk i przymrużone i tak już wąskie, skośne ślepia medyka. Pozwolił jej działać, w myślach oceniając każdy jej ruch. Wszystko szło dobrze do momentu, w którym nie musiała wspomnianej już żółci faktycznie wycisnąć... na coś. Uniósł powoli spojrzenie na jej ciemne oczy i trzymał je nieruchomo, dając jej kilka, może nawet kilkanaście uderzeń serca na to, by przetrząsnęła pamięć i to, co usłyszała nie tak dawno temu. Nie wiedział, czy wyłapała niuans, który zawarł w swoim opisie - celowo nie tłumaczył jej wszystkiego od początku do końca, chcąc sprawdzić to, jak poradzi sobie z postawionym przed nią zadaniem.
- Mech - powiedział w końcu gdy uznał, że dany jej czas minął i nie było szans na to, by ta samodzielnie dobrnęła do rozwiązania. W jego głosie nie było złości ani ponaglenia, był taki jak zwykle: cichy, szorstki, specyficznie drapiący gdzieś we wnętrzu ucha rozmówcy.
x
★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
x
LVL 6 190 / 500
MedLVL 8 916 / 1300
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
#22
Księżycowa Łapa była zbyt podenerwowana powierzonym jej zadaniem, by zajmować się przetrząsaniem pamięci w poszukiwaniu informacji, które zdążyły na tę chwilę zaszyć się gdzieś na dnie jej umysłu. Nie należała do elastycznych kotów, które nie bały się eksperymentować na własną łapę. Co prawda potrafiła działać bez instrukcji, ale było to dla niej niekomfortowe i przypominało błądzenie po ciemku w labiryncie. Gdy nie musiała, wolała unikać takich sytuacji. Preferowała, by każdy jej pierwszy raz był udany i perfekcyjny, nawet jeśli gdzieś tam w głębi duszy miała świadomość, że jej własne możliwości nie na wszystko pozwalały. Jednak jakoś nie podobała jej się myśl, że mogła zrobić coś nie tak przed Łososiową Łuską, nawet jeśli przecież nie doprowadziłoby to do żadnej tragedii, bo ona, w przeciwieństwie do kocura, nie posiadała jeszcze żadnego doświadczenia - jeśli nie liczyć ich wspólnego zbierania ziół niedługo po tym, jak zagościli na nowych terenach. Gdyby nie to, byłaby zupełnie zielona w medycznym świecie.
Spojrzenie terminatorki zawiesiło się na dwa uderzenia serca na pysku buro-białego kota, gdy ten wyrzucił z siebie pojedyncze słowo. Mech. Jaki mech? Wreszcie jednak Księżyc połączyła jedno z drugim w swojej głowie. No tak, mech. Przecież on był bardzo chłonny. Całkiem logiczne, że to jego powinno się tutaj użyć. Kotka wypuściła powietrze przez zaciśnięte zęby, starając się zatuszować lekkie drżenie własnego oddechu. Rozejrzała się uważnie i po krótkiej chwili zlokalizowała to, co było jej potrzebne. Rzuciła krótkie spojrzenie myszy i ostrożnie odsunęła pazur od woreczka żółciowego, by następnie nieco zbyt pospiesznie chwycić w zęby mech, ułożyć go przy myszy i wziąć się dalej do roboty. Zerknęła jeszcze tylko na Łososiową Łuskę, uchylając pysk, jakby chciała coś powiedzieć, ale szybko się rozmyśliła i zamknęła go z cichym kłapnięciem, zaciskając zęby. To nie było do końca w jej stylu, nie pytać o dokładne instrukcje, ale coś w jej wnętrzu się buntowało na myśl, że musiała zapytać medyka o coś tak - zdawałoby się - trywialnego jak wyciśnięcie żółci na mech. Nie rozumiała do końca tego, co czuła i co uniemożliwiało jej zadanie pytania, za to zmusiło do dalszego działania. Być może to wina jej perfekcjonistycznej natury, tym razem z nieco innej strony: nie chciała być kotem, który musiał pytać nawet o tak proste rzeczy. Po prostu jej się to nie podobało. Tym bardziej, że miała przed sobą kota, który najpewniej robił to już od wielu księżyców; któremu nie chciała jawić się jako ktoś bezużyteczny, co nic nie potrafi zrobić sam. Były to bardziej odczucia niż konkretne myśli, ale wystarczyły, by w oczach kremowej terminatorki pojawiła się odrobina determinacji, gdy chwyciła w zęby mech i naruszyła mocniej powłokę woreczka, by następnie pochylić się i przyłożyć mech do wyciekającej żółci, pozwolić jej nasiąknąć, ostrożnie dociskając roślinę łapą. Choć na zewnątrz wyglądała na skoncentrowaną i zdeterminowaną, w środku - obok tych emocji - czuła gromadzące się napięcie i niepewność, czy aby na pewno zrobiła wszystko dobrze. Jawiło się to z postaci nieco zbyt ruchliwego ogona, który wbrew woli właścicielki zamiatał nerwowo po podłożu, choć Księżycowa Łapa tego nie lubiła. Gdy podniosła spojrzenie na Łososiową Łuskę, w jej oczach i na pyszczku odbijała się już tylko zżerająca ją trema, choć nie tak intensywna, jak była w rzeczywistości - uboga mimika twarzy Rzeczniaczki skutecznie uniemożliwiała ukazanie wszystkiego, co w niej siedziało. Sama z resztą nie była pewna jak bardzo była zestresowana, choć zaczęła czuć nieprzyjemny ścisk w żołądku. Nigdy nie była szczególnie dobra w odczytywaniu, rozumieniu, a nawet odczuwaniu własnych emocji. Najchętniej wymazałaby całkowicie ich istnienie - wtedy życie byłoby dużo prostsze. Nie posiadała jednak takiej opcji, toteż nieszczególnie się nad nią zastanawiała. Przełknęła swoją niepewność, a jej wargi zacisnęły się w cienką linię. Czekała na werdykt, jakby niepoprawne wykonanie zadania miało przekreślić jej szansę na kontynuowanie kariery medyka. Nawet nie zauważyła kiedy aż do tego stopnia zaangażowała się w polecone jej zadanie. Jednego była pewna - nie chciała niczego zepsuć, nawet jeśli to był dopiero jej pierwszy raz.
x x
[Obrazek: ItvDGz5.png]
x
x
x
x
x
x
xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
my birds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we have fewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline from throwing fuel to the fire of that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring me nothing that.
x
x
LVL 5 65 / 400
MedLVL 7 645 / 1100
8
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
#23
Atmosfera zgęstniała w całej lecznicy do tego stopnia, że koty, które dochodziły do siebie w komorze dla chorych ani chybi niedługo zaczną się dusić od braku tlenu. Było to absurdalnie zabawne z perspektywy kogoś obserwującego - oto wydobywanie mysiej żółci przybrało niesłychaną wagę, a Księżycowa Łapa była co najmniej Zbigniewem Religą przeprowadzającym zabieg przeszczepu serca. Ostatecznie jednak, po wielu dramatycznych uderzeniach serca, cała operacja dobiegła końca i zakończyła się sukcesem. Łososiowa Łuska skinął głową, powoli zamykając ślepia.
- Dobrze - powiedział, na nowo uchylając powieki by móc spojrzeć na swoją terminatorkę. - To wszystko na... dziś - dodał po chwili i wstał powoli, z wyraźnym ociąganiem. Mięśnie zdążyły mu zesztywnieć, a prawa stopa chyba mu ścierpła, ponieważ miał wrażenie że oprócz niesprawnej lewej przedniej łapy nie czuł także i swojej prawej tylnej. Wypuścił powoli powietrze z płuc. - Będziemy powtarzać. Aż zapamiętasz wszystko - mruknął jeszcze, po czym przystąpił do odkładania ziół na swoje miejsce. Nie było ich dużo, więc zajęło mu to zaledwie chwilę. Po skończonym zadaniu spojrzał na Księżycową Łapę, nakazując jej odłożenie swojej mysiej żółci na korzenną półkę, obok pozostałych kępek mchu nasączonych cuchnącą substancją.
- Możesz wrócić do swoich zajęć - bąknął jeszcze i, jeżeli Księżycowa Łapa nie miała żadnych pytań odnośnie dzisiejszej sesji, oddalił się, by wrócić do swoich... innych obowiązków.

jeżeli Księżyc nie ma pytań możesz zacząć kolejny dzień uvu
x
★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
x
LVL 6 190 / 500
MedLVL 8 916 / 1300
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
#24
Księżycowa Łapa poruszyła lekko uchem, kiedy dotarło do niej słowo Łososiowej Łuski: "dobrze". Część napięcia momentalnie z niej uleciała, część chyba od zawsze tu była, a więc wszystko powróciło względnie do normy, jeśli nie licząc drżących łap i nerwowych ruchów ogona. Kiwnęła głową na wiadomość, że będą powtarzać aż to wszystko zapamięta. Dobrze, że medyk nie zamierzał tak od razu przechodzić do dalszej części materiału przed doszlifowaniem pierwszej. Nie do końca wiedziała, jak wyglądał medyczny system nauczania w porównaniu do wojowniczego, ale teraz była pewna, że oba były do siebie trochę podobne, ale różniły się pod oczywistymi względami. Proste, logiczne wnioski. Odłożyła mech nasączony żółcią, tak jak polecił jej kocur. Wtedy mogła wrócić do swoich zajęć... ale nie do końca. I to nawet nie była kwestia tego, że nie miała za bardzo żadnych innych zajęć, chyba że zamierzała zrobić przegląd legowisk w celu wymiany tego co trzeba. Zerknęła niepewnie na szarobure stworzenie z otwartym brzuchem.
- Mysz. Co z nią - mruknęła, patrząc na medyka i przechylając lekko głowę na bok.
Niezbyt podobała jej się wizja zostawienia tutaj myszy, a Łososiowa Łuska jeszcze do tego czasu jej nie ruszył, toteż wolała się zapytać, w jakiś sposób zwrócić na nią uwagę.

chyba jednak ty musisz w takim razie zacząć kolejny dzień. księżyc zrobi z tą myszą co jej tam łosoś poleci. xD
x x
[Obrazek: ItvDGz5.png]
x
x
x
x
x
x
xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
my birds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we have fewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline from throwing fuel to the fire of that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring me nothing that.
x
x
LVL 5 65 / 400
MedLVL 7 645 / 1100
8
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
#25
- Możesz ją komuś dać. Do zjedzenia - odparł szybko, niemalże w momencie w którym Księżycowa Łapa ledwo zdołała zamknąć mordkę po zadaniu swojego pytania. - Albo... sama zjeść - mogła dać ją w prezencie, no nie wiem, mamie. Karasiowemu Kłowi. Bratu, o ile wciąż jeszcze się przyjaźnili. Mogła też wepchnąć ją sobie do pyska i połknąć w całości lub nakarmić nią ryby w Grzmiącej Rzece. Cokolwiek, naprawdę; mysz w tym momencie była pustym opakowaniem po medykamencie, dla medyka: bezużyteczna. Łososiowa Łuska nie jadł ssaków, nie potrafił przełknąć ich mięsa, dlatego też nigdy nie widział upolowanej myszy jako źródło pożywienia dla siebie, a bardziej - dla innych kotów. Jeżeli to było wszystko - oddalił się.

Ostatnie kilka spotkań spędzili na powtarzaniu informacji na temat najpopularniejszych ziół i medykamentów, sprawdzał pamięć Księżycowej Łapy dotyczącą ich wyglądu, zapachu oraz zastosowania. Gdy uznał, że jest gotowa by kontynuować naukę oraz przestąpić kolejny krok naprzód zaprosił ją znów do składzika, tak, jak przy każdym poprzednim spotkaniu.
- Dzisiaj - zaczął powoli swoim nieco ochrypłym, wymuszenie niskim głosem, gdy powoli rozkładał przed swoimi łapami liście kilku ziół. - Zioła rosnące... przy wodzie. Bagna, brzegi rzek, stawów - ciągnął dalej, układając w równym rządku czerwoną jagodę, trzy korzenie oraz pięć liści. Najpierw łapę oparł przy najbardziej charakterystycznym medykamencie - niepozornym, szkarłatnym owocu - To powinnaś znać - dodał, unosząc tym samym spojrzenie na swoją terminatorkę i tym samym oddał jej głos. Być może znała już jego zastosowanie, być może resztę podpowie jej intuicja. Zobaczymy.
x
★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
x
LVL 6 190 / 500
MedLVL 8 916 / 1300
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
#26
O ile Księżycowa Łapa nie czuła wstrętu do zjadania ssaków i sama już nie raz w życiu zjadła podobną mysz, to teraz, gdy patrzyła na otwarty brzuch stworzenia, nie była pewna czy byłaby w stanie ją przełknąć. W oczach kremowej terminatorki zwierzątko stało się teraz obiektem, który przestał mieć jakąkolwiek wartość poza byciem tymczasowo intrygującym, gdy powierzone jej zadanie zostało już wykonane. Nie mając już nic więcej do powiedzenia Księżyc zdecydowała się ostrożnie chwycić mysz w zęby i zanieść ją do Liliowej Sadzawki. To był jedyny kot, który jej przyszedł w tej chwili do głowy. Mimo wszystko nie chciała, by mięso się zmarnowało, a wmuszanie w siebie jedzenia, gdy się nie chciało jeść, nie wchodziło w grę. Zbyt dużo razy Księżycowa Łapa zwróciła takie wmuszone jadło, by próbować po raz kolejny.

Terminatorka medyka usilnie starała się zapamiętać dotąd przekazane jej informacje, powtarzając je nawet poza treningami, aż wreszcie wyryły się w jej pamięci na tyle, by przestała popełniać błędy. Wciąż potrzebowała czasu i utrwalania, ale teraz mogła to robić już we własnym zakresie, bez pomocy Łososiowej Łuski.
Choć tego dnia jak zwykle mieli odbywać lekcje w składziku, już po pierwszym wypowiedzianym przez medyka słowie Księżycowa Łapa poczuła lekkie, pełne oczekiwania napięcie. Dzisiaj zioła rosnące przy wodzie. Poruszyła jednym z uszu, wlepiając spojrzenie w miedziane oczy buro-białego kocura. Nie kojarzyła większości wykładanych przez niego medykamentów, a przynajmniej nie po pobieżnym przyjrzeniu się im, ale czerwoną jagodę rozpoznała od razu - najpewniej dlatego, że nie znała innych czerwonych jagód.
- Ostrokrzew. Trucizna, zabija. Podaje się... gdy koty bardzo cierpią - powiedziała, wahając się tylko przy ostatnim zdaniu, ale tylko dlatego, że nie była pewna jak dokładnie je ubrać w słowa.
x x
[Obrazek: ItvDGz5.png]
x
x
x
x
x
x
xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
my birds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we have fewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline from throwing fuel to the fire of that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring me nothing that.
x
x
LVL 5 65 / 400
MedLVL 7 645 / 1100
8
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
#27
- Gdy umierają. Powoli. W cierpieniu. I nie można im w żaden... sposób pomóc - doprecyzował, mówiąc powoli. Choć wyglądało to jak ostrożne ważenie każdego kolejnego słowa, był to naturalny sposób mówienia Łososiowej Łuski. Niekiedy przez to koty wątpiły w kompetencję oraz inteligencję medyka, jednak wówczas pozwalał, by jego własne działania przekonywały niedowiarków - bądź też i nie. Wyzbył się swojej młodzieńczej chęci dopasowania się na siłę i nurzał się obecnie we własnej ekscentryczności aż po czubki uszu, przepełniony apatią wobec tego, co myślały o nim koty. - Ostrokrzew ma... charakterystyczne liście. Płaskie, ciemnozielone... kolczaste na brzegach. Błyszczą w słońcu. Kwiaty są małe. Białe - wyjaśnił, jednak nim przeszedł do kolejnego z ziół uprzytomniał sobie jeszcze dwie ważne kwestie. - To krzew. I tylko owoce są... trucizną. Liście są tylko gorzkie - rzucił, ostatnią informację traktując bardziej jako ciekawostkę, w razie gdyby Księżycowa Łapa zapragnęła ugryźć liść ostrokrzewu z jakiegoś powodu. Nie wiedział dlaczego miałaby to robić i po co, jednak skoro jelenie czasem skubały liście tej rośliny, to nie zamierzał nikogo powstrzymywać przed poznaniem na własnej skórze (czy raczej języku) jej wątpliwych walorów smakowych. Następnie przeszedł do kolejnego z ziół, a dokładniej, jak się okazało, pary medykamentów: jasnego, wrzecionowatego korzenia i średniej wielkości, pierzastego liścia.
- To - powiedział, wskazując łapą na medykamenty. - Trybula. Korzeń jako maść. Na rany, zwalcza infekcję. Liść na ból... brzucha. Sama trybula jest... wysoka. Na lisią długość, czasem więcej. Kanciasta, ulistniona łodyga. Bez plam. Kwiaty białe. W baldachach. Liście mają małe włoski - to mówiąc podsunął ususzony liść bliżej terminatorki, by mogła się przyjrzeć. Były to dość istotne różnice, bo taką trybulę łatwo było pomylić z chociażby szczwołem plamistym, a pakowanie sobie liści szczwołu do pyska mogło oznaczać tylko początek niezapomnianej przygody z rzyganiem dalej, niż się widzi i duszeniem się z pełną świadomością tego, że się umiera i nie może zaczerpnąć oddechu, bo ma się porażone mięśnie oddechowe. Super zabawa. - Rośnie też przy lesie. Na skraju, przed... drzewami.
x
★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
x
LVL 6 190 / 500
MedLVL 8 916 / 1300
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
#28
Księżycowa Łapa kiwnęła sztywno głową. Chodziło jej właśnie o to, co powiedział na głos Łososiowa Łuska, tylko słabiej to rozwinęła. Kremowa terminatorka nigdy nie wątpiła w kompetencje buro-białego kocura, chociaż kiedyś nieco ją przerażał; ostatecznie nie aż tak bardzo, bo zebrała się i poprosiła go o możliwość porządkowania lecznicy. Później nawet zaczęła widzieć w nim wzór do naśladowania, coraz bardziej w zachowaniu upodabniając się do medyka i jego siostry, Karasiowego Kła, tak jak kiedyś nieświadomie próbowała naśladować pewne gesty wykonywane przez Słońce. Krótkie, nierozwinięte zdania były proste, nie trzeba zbyt dużo się zastanawiać nad słowami. Ograniczona pula zachowań to kolejny problem z głowy. Jednak, w przeciwieństwie do Łososiowej Łuski, Księżyc wciąż nie do końca potrafiła obojętnie podchodzić do tego, co mówili o niej inni. Czuła się źle, kiedy koty ją obrażały za to kim była, wciąż czuła w środku niepewność w wielu sytuacjach, w głębi duszy obawiała się, że w Klanie Rzeki wcale jej nie chcieli na stanowisku terminatora medyka - starała się jednak przekładać te negatywne emocje na motywację do tego, by być coraz lepszą, by móc pokazać, że posiada dużą wiedzę, odpowiednie umiejętności, że nie zamierza się przed nikim i niczym ugiąć. Nie wiedziała czy robi dobrze, czy w ten sposób nie wyniszczy siebie samej prędzej czy później, jednak jeśli czegoś jej nie brakowało, to z całą pewnością uporu i cierpliwości w dążeniu do celu. Prędzej czy później znajdzie w Klanie Rzeki miejsce, które będzie niepodważalnie jej. A jeśli jej podejście okaże się niewłaściwe, życie to zweryfikuje.
Jak na wcześniejszych spotkaniach, Księżycowa Łapa powtórzyła pod nosem najważniejsze - jej zdaniem - informacje, by je zapamiętać na dobry początek. Przyjrzała się także uważnie pierwszemu ze wskazanych przedmiotów, czyli czerwonym jagodom ostrokrzewu. Postarała się zapamiętać opis wyglądu liści tak dokładnie jak była w stanie, bo nie potrafiła na jego podstawie ich sobie wyobrazić. Musiała zobaczyć. Może kiedyś będzie miała okazję.
Kolejna roślina, trybula. Jej korzeń zwalczał infekcje, tak jak łopian. Liść za to służył jako pomoc przy bólu brzucha. Powtórzyła większość tego, co powiedział medyk, po czym obejrzała uważnie roślinę, która rosła nie tylko przy wodzie, ale też na skraju lasu. Uznawszy, że skończyła swoją inspekcję, uniosła głowę znad rośliny i wyprostowała nieco, wlepiając spojrzenie w Łososiową Łuskę.
x x
[Obrazek: ItvDGz5.png]
x
x
x
x
x
x
xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
my birds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we have fewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline from throwing fuel to the fire of that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring me nothing that.
x
x
LVL 5 65 / 400
MedLVL 7 645 / 1100
8
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
#29
Liście ostrokrzewu były mimo wszystko dość charakterystyczne i nie sposób było ich pomylić z żadną inną rośliną - sprawę identyfikacji zdecydowanie ułatwiał też fakt, że czerwone jagody obecne były na krzewie przez prawie pełen obieg pór, dzięki czemu zawsze kilka świeżych jagód znajdowało się w składziku Klanu Rzeki. Natomiast jeżeli chodzi o trybulę... skoro już poruszyli temat korzeni, mogli swobodnie go kontynuować, przechodząc do kolejnych dwóch. Na pierwszy ogień poszedł ten o barwie ciemnej, niemalże czarnej, o długości mniej-więcej kociego ogona.
- Wężowy korzeń - powiedział, wskazując na wspomniany korzeń. Czy wyglądał jak wąż? Trudno stwierdzić. Jednak jego nazwa wskazywała na to, do czego mógł być przydatny. - Na ukąszenia węży. Owadów. Kleszczy. Też na... drobne rany. Rośnie przy wodzie, przy lasach, między drzewami też. Część zielona... niska. Długość ogona. Łodyga gęsto owłosiona. Liść długi, wąski. Na szczycie łodygi kwiat. Ma... żółte, wąskie płatki - wyjaśnił powoli, na moment unosząc głowę by rzucić okiem na Księżycową Łapę. - Korzeń w środku jest biały - dodał jeszcze uznając, że to dość istotna wiadomość nim przeszedł do drugiego z korzeni. Był bardzo podobny do wężowego korzenia. Miał barwę czarną, przechodzącą w fiolet, jednak rozgałęział się silnie i był grubszy niż poprzedni.
- Żywokost - przedstawił roślinę, opierając przy niej łapę. - Rośnie tam, gdzie... wilgotno. Okolice rzek. Skraj lasu. Rów przy Grzmiącej Ścieżce. Mokre łąki - generalnie wszędzie tam, gdzie ziemia była dobrze nawodniona, bo ziele lubiło wilgoć. - Maść wspomaga gojenie złamań, zwichnięć, skręceń... może być użyty na poparzoną skórę. Lub świąd. Roślina jest wysoka. Łodyga szorstko owłosiona. Pusta w środku. Rozgałęzia się. Liście długie, zaostrzone. Też szorstko owłosione. Kwiaty charakterystyczne, ciemno... fioletowe. Rzadko białe. Wiszące, zamknięte, na całej długości łodygi - powiedział i zamilkł, potrzebując chwili na przeanalizowanie tego, co właśnie z siebie wypluł i jak długo jeszcze będzie w stanie przekazywać tak dużą ilość wiadomości na raz. Zwilżył językiem czubek warg w krótkiej chwili zastanowienia. - Korzeń jest trujący. Nie miel go w pysku - mruknął jeszcze, a jego garbaty nos zmarszczył się lekko. Nie był zadowolony z tego, że tę informację niestety odkrył na własnej skórze, gdy chciał szybko wykonać leczniczą papkę by wykonać opatrunek na oderwanym ogonie Tonącego Słońca oraz własnej, pogruchotanej kończynie.
x
★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
x
LVL 6 190 / 500
MedLVL 8 916 / 1300
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
#30
Terminatorka spojrzała na dużo ciemniejszy korzeń, który wskazał medyk. Z całych sił starała się skoncentrować na słowach, jednak skoro opanowała wcześniejsze medykamenty, to tych również jej się uda nauczyć. Nie oznaczało to, że zamierzała się z tym ociągać, po prostu nie była już tak spięta w tej kwestii jak wcześniej. Jej pamięć i zdolność skupiania się nie były najlepsze, ale nie przeszkadzało jej to tak bardzo w nauce, jeśli próbowała powtarzać informacje również we własnym zakresie, poza treningiem. Księżycowa Łapa oblizała pyszczek i powtórzyła informacje na temat wężowego korzenia, następnie przenosząc swoją uwagę na korzeń żywokostu. Zastrzygła uszami na wiadomość, że był trujący. Tym razem trochę gorzej jej poszło z cichym powtarzaniem, bo za bardzo skupiła się na ostatnim zdaniu. Chciała jednak mieć to z głowy, póki wciąż jako tako pamiętała chociaż część słów. Nie lubiła uczucia, kiedy nie mogła sobie czegoś przypomnieć, ani zapamiętać wszystkiego od razu po usłyszeniu tego. To było jednak zdecydowanie za dużo słów jak na jeden raz, a ona absolutnie nie musiała po pojedynczym usłyszeniu informacji być chodzącą encyklopedią.
- Jak inaczej mielić - zapytała, przechylając głowę delikatnie na bok. - Co to świąd - dodała jeszcze po krótkiej chwili zastanowienia, nim Łososiowa Łuska zdążył zabrać się za wyjaśnianie.
x x
[Obrazek: ItvDGz5.png]
x
x
x
x
x
x
xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
my birds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we have fewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline from throwing fuel to the fire of that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring me nothing that.
x
x
LVL 5 65 / 400
MedLVL 7 645 / 1100
8
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości