Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Terminatorka przyjrzała się wskazanym medykamentom, starając się je zapamiętać. Mgliście kojarzyła rumianek z wyglądu, a raczej głównie jego kwiat, który miał białe liście i średniej wielkości, żółtawy środek. Skrzyp za to po chwili zastanowienia wydawał się być dość charakterystyczną rośliną, jego liście wyglądały prawie jakby były zwykłymi łodyżkami. Albo igłami, tak jak to określił bury medyk. Księżycowa Łapa zerknęła na liść stokrotki, który był inny od liścia rumianku, chociaż z opisu rośliny były bardzo podobne do siebie. Będzie musiała pamiętać, by zawsze zwracać uwagę na szczegóły. Powtórzyła po cichu otrzymane informacje, przyglądając się intensywnie medykamentom, nim znów przeniosła wzrok na pysk Łososiowej Łuski, czekając, aż ten poda jej informacje dotyczące kolejnych medykamentów, które wyciągnął.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Najniższy spośród wszystkich Rybek, jednak zbudowany najmocniej z nich. Ma szerokie barki, grubą szyję i ogon oraz dużą, kanciastą głowę. Garbaty nos kończy się brudnoróżowym, szerokim nosem i wywiniętymi w górę wąsami. Uszy małe, lekko zaokrąglone, oczy wąskie i lekko skośne, w kolorze bursztynu. Burą, klasycznie pręgowaną sierść ma gęstą i często potarganą na lewej stronie pyska. Biel oblewa pysk, pierś, brzuch, palce przednich łap oraz goleń wraz ze stopą tylnych. Na lewej przedniej łapie ponad nadgarstkiem szpetna blizna, pod nią - wykrzywiony nadgarstek i dłoń pozbawiona czucia.
Na pierwszy rzut oka - nieprzyjemny gbur. Na drugi, trzeci i wszystkie inne... w sumie też.
Nie było pytań, nie było więc potrzeby, by się zatrzymywać.
- Zostały dwa - powiedział przenosząc spojrzenie pod swoje łapy, na dwie jagody jakie pozostały im do nazwania. Różniły się dość wyraźnie; ta niebiesko-szara była bardziej podobna do ostrokrzewu, choć nim, oczywiście, nie była. Najpierw wskazał więc na tę ciemniejszą, bardziej konwencjonalną w wyglądzie jagodę. - Jagoda jałowca. Leczy kaszel. Zielony i biały. Uśmierza też ból... brzucha - zaczął, przez większość czasu spoglądając nieruchomo na jedną, ciemną jagodę jałowca. Dopiero na sam koniec uniósł wzrok na Księżycową Łapę. - Iglaste drzewo. Pień brunatny, do szarego. Kora odchodzi włóknami. Rośnie... w lasach - na sam koniec skrzywił lekko pysk, bo było to trochę... oczywiste. Jak większość drzew, które używane były do leczenia jałowiec można znaleźć było głównie w lesie. W łęgach było co najmniej jedno. Następnie przesunął łapę bliżej dość charakterystycznej jagody. Nie była tak intensywnie czerwona jak ta ostokrzewu.
- Cis - powiedział przymrużając powieki. - Również drzewo iglaste. Pień brunatny, do szarego... z odchodzącą korą. Również rośnie w lasach. Każda część cisu... jest śmiertelnie trująca.
x ★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Kolor jagody jałowca był na tyle charakterystyczny, że trudno ją było pomylić z resztą. Kiwnęła wolno głową, starając się powtórzyć informacje dotyczące zarówno owocu, jak i drzewa. Gdy skończyła, zerknęła znów na medyka i poruszyła uchem, gdy ten zaczął mówić o kolejnej, czerwonej kulce - tym razem trującej, podobnie jak ostrokrzew. Jednak, w przeciwieństwie do tej rośliny, cały cis był trujący. Mordka terminatorki medyka zachmurzyła się na moment, gdy zmusiła swój umysł do nieco intensywniejszej pracy, i prawie zapomniała powtórzyć pod nosem informacje. Po zakończeniu owej czynności spojrzała w pysk kocura.
- Jak zrywać - zdecydowała się zapytać, w razie jakby w tej sytuacji istniała jakaś nieco inna procedura. - Trzeba być... bardzo ostrożnym - mruknęła jeszcze, mrużąc orzechowe oczy i przechylając głowę na bok, gest nieświadomie skopiowany od Łososiowej Łuski, który często tak robił.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Najniższy spośród wszystkich Rybek, jednak zbudowany najmocniej z nich. Ma szerokie barki, grubą szyję i ogon oraz dużą, kanciastą głowę. Garbaty nos kończy się brudnoróżowym, szerokim nosem i wywiniętymi w górę wąsami. Uszy małe, lekko zaokrąglone, oczy wąskie i lekko skośne, w kolorze bursztynu. Burą, klasycznie pręgowaną sierść ma gęstą i często potarganą na lewej stronie pyska. Biel oblewa pysk, pierś, brzuch, palce przednich łap oraz goleń wraz ze stopą tylnych. Na lewej przedniej łapie ponad nadgarstkiem szpetna blizna, pod nią - wykrzywiony nadgarstek i dłoń pozbawiona czucia.
Na pierwszy rzut oka - nieprzyjemny gbur. Na drugi, trzeci i wszystkie inne... w sumie też.
- Ostrożnie - odparł prosto i zmarszczył lekko czoło. Nie wiedział, jak wytłumaczyć jej zbiór cisu bo zawsze była to kwestia improwizacji. - Możesz potrącać gałęzią, aż jagody spadną - powiedział po chwili, sugerując już jakieś faktyczne rozwiązanie. Nie było może szczególnie praktyczne, chyba że używało się narzędzia do poruszenia cisowymi gałązkami, jednak było już jakimś wyjściem. - Lub... normalnie. Strącać jagodę łapą. Musisz wtedy pamiętać o opłukaniu łap - dodał po jakimś czasie. Jego gruby, czarny ogon poruszył się z wolna i prześlizgnął po podłożu, by zaraz znów przylgnąć do jego pręgowanego uda. Wejrzenie Łososiowej Łuski, spokojne i dość... puste, nieruchomo trwało utkwione w mordce Księżycowej Łuski.
- Masz jeszcze jakieś pytania - spytał po dłuższej pauzie, w myślach debatując czy powinien przejść od razu do następnej części, czy może pozostawić ją na następne ich spotkanie.
x ★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Księżyc wysłuchała uważnie opcji przedstawionych przez medyka. Umyć łapy, czyli jak po ugniataniu żywokostu na maść. Poruszyła lekko głową na znak, że wszystko zrozumiała. Skoro miała przed sobą kota z księżycami doświadczenia na karku, wolała się go dopytać, by mieć pewność w niektórych kwestiach. Oczywiście, była w stanie ugryźć się w język i sama wymyślić rozwiązanie, ale zawczasu pytając miała pewność, że nie zrobi nic źle.
Na pytanie ze strony kocura zaprzeczyła nieco sztywnym ruchem głowy. Przedstawione przez niego informacje były takimi, które musiała po prostu zapamiętać i później umieć użyć ich w praktyce. W tej chwili nie trzeba było tu już nic rozjaśniać.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Najniższy spośród wszystkich Rybek, jednak zbudowany najmocniej z nich. Ma szerokie barki, grubą szyję i ogon oraz dużą, kanciastą głowę. Garbaty nos kończy się brudnoróżowym, szerokim nosem i wywiniętymi w górę wąsami. Uszy małe, lekko zaokrąglone, oczy wąskie i lekko skośne, w kolorze bursztynu. Burą, klasycznie pręgowaną sierść ma gęstą i często potarganą na lewej stronie pyska. Biel oblewa pysk, pierś, brzuch, palce przednich łap oraz goleń wraz ze stopą tylnych. Na lewej przedniej łapie ponad nadgarstkiem szpetna blizna, pod nią - wykrzywiony nadgarstek i dłoń pozbawiona czucia.
Na pierwszy rzut oka - nieprzyjemny gbur. Na drugi, trzeci i wszystkie inne... w sumie też.
- Chcę cię widzieć jutro. To wszystko - powiedział wstając, po czym zajął się układaniem ziół. Skoro nie miała żadnych pytań nie było powodu, by ją dłużej przetrzymywać.
***
Księżycowa Łapa długo już była terminatorką medyka i jej wiedza była dostatecznie duża, by objąć stanowisko pomocnika medyka. Jej braki były minimalne, w większości była to kwestia znajomości kilku ziół lub praktyki w zakresie leczenia trudniejszych lub rzadziej spotykanych chorób - było to jednak coś, co można było bez problemu nadrobić. Nie było pośpiechu w działaniu Łososiowej Łuski, w żaden sposób też nie próbował pokazać Księżycowej Łapie, że jej trening zbliża się do linii mety. Pośpiech nikomu ani niczemu nie służył, był wręcz szkodliwy zwłaszcza w takich kwestiach. Tworzyło to jedynie niepotrzebną presję, niepotrzebny stres i pytania "dlaczego tak długo?" i "ile jeszcze muszę czekać?". Tak było, według Łososia, o wiele lepiej. Gdy Księżycowa Łapa pojawiła się w lecznicy czarny ogon medyka poruszył się niespokojnie, kołysząc się pomiędzy jego białymi piętami.
- Księżyc - odezwał się i odczekał, aż ta się do niego zbliży. W międzyczasie obrócił łeb, zerkając w stronę legowiska chorych. - Co się stało... tej terminatorce. I jak ją leczyłaś - zapytał, tak na dobry początek.
x ★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Z reguły od razu po wojowniczym treningu terminatorka brała coś ze stosu i jadła w Królikarni, jednak coraz częściej decydowała się sama łapać własne pożywienie. Dziś najchętniej by tak zrobiła, ale wciąż męczyły ją raz na jakiś czas lekkie nudności po niedawnym zatruciu i wolała zwyczajnie nie ryzykować tym, że większy wysiłek doprowadzi ją do zwrócenia pokarmu. Musiała też chwilowo nieco zwolnić z treningiem wojowniczym i zająć się na razie powtarzaniem teorii z Czaplim Skrzydłem, przynajmniej dopóki jej stan nie będzie już takim utrudnieniem.
Po spożyciu w spokoju posiłku(BARDZO ostrożnie wybranego) córka Ubłoconej Mordki poleżała jeszcze jakiś czas, aż nadeszła pora na medyczny trening. Podniosła się wtedy i przeciągnęła krótko, po czym weszła do Królikarni. Skinęła sztywno medykowi, do którego się skierowała, gdy ten wypowiedział jej imię. Zastrzygła uszami, gdy zwrócił uwagę na leżącą w legowisku chorych terminatorkę. W pierwszej chwili jej serce zabiło szybciej, a umysł nawiedziła myśl, że może zrobiła coś źle, ale szybko się ogarnęła - w końcu bury medyk nic takiego nie powiedział.
- Bójka. Dostała w pysk... i bark. Maść z liści stokrotki na obite miejsca. Pajęczyna.. niepotrzebna. Nie może się dużo ruszać. Terminatorka. Żeby maść nie zeszła - odpowiedziała, starając się zdać jak najprecyzyjniejszy, ale zarazem najbardziej treściwy raport.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Najniższy spośród wszystkich Rybek, jednak zbudowany najmocniej z nich. Ma szerokie barki, grubą szyję i ogon oraz dużą, kanciastą głowę. Garbaty nos kończy się brudnoróżowym, szerokim nosem i wywiniętymi w górę wąsami. Uszy małe, lekko zaokrąglone, oczy wąskie i lekko skośne, w kolorze bursztynu. Burą, klasycznie pręgowaną sierść ma gęstą i często potarganą na lewej stronie pyska. Biel oblewa pysk, pierś, brzuch, palce przednich łap oraz goleń wraz ze stopą tylnych. Na lewej przedniej łapie ponad nadgarstkiem szpetna blizna, pod nią - wykrzywiony nadgarstek i dłoń pozbawiona czucia.
Na pierwszy rzut oka - nieprzyjemny gbur. Na drugi, trzeci i wszystkie inne... w sumie też.
Ach. Bójka. Zmarszczył lekko czoło, jednak nie odezwał się dając terminatorce czas na wyjaśnienie w spokoju co zaszło i jakie leczenie zastosowała w wypadku poszkodowanej terminatorki. Była jedynym kotem z obrażeniami po jakimś mordobiciu, więc dość szybko w mózgu zapaliła mu się ostrzegawcza lampka.
- Czy... to Klan Gromu - spytał więc, a jego gruby, czarny ogon poruszył się niespokojnie uderzając o udeptane, chłodne podłoże. Naprawdę, ostatnie czego im było trzeba to terminatorzy, którzy muszą na własnej skórze dowiedzieć się dlaczego Świetlikowa Gwiazda nakazał szczególną ostrożność podczas zbliżania się do granic z tym Klanem. - Nie mają szacunku do Kodeksu. Nie mają... - wyburczał jeszcze dość gniewnym tonem, nim Księżycowa Łapa zdołała się w jakikolwiek sposób odezwać. Zamknął zaraz oczy i wziął głębszy wdech. Nie dało mu to niczego, nie potrafił uspokajać się od tak, jednak z przyzwyczajenia wykonywał ten gest by zasygnalizować innym, że jego gniew jest pod kontrolą.
x ★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Terminatorka medyka poruszyła niedużym uchem, gdy medyk od razu zaczął podejrzewać, że to sprawka Klanu Gromu. Nawet ona słyszała, że ostatnio nie było najlepiej z relacją pomiędzy ich klanem i sąsiadami, a najwięcej dowiedziała się od Liliowej Sadzawki, która opowiadała jej sytuację w trakcie sprzątania jej legowiska. Poza tym, nie była ona jedynym źródłem informacji, w końcu czasem wystarczyło położyć się gdzieś na uboczu i słuchać tego co mówią koty. Księżyc wypuściła powoli powietrze przez nos, nie przerwała jednak kocurowi burczenia pod nosem; najwyraźniej był zły na sytuację z Gromem. Terminatorka sama miała trudności ze zrozumieniem co się tam w ogóle działo, ale też nie dopytywała nikogo wprost. Posiadała zaledwie zlepek różnych informacji. Upewniwszy się, że medyk już nie zamierzał nic mówić i jego emocje były pod kontrolą, zaprzeczyła sztywnym ruchem głowy.
- Rzeczniaczka. Zachodząca Łapa - odparła krótko, mrużąc orzechowe oczy. - Rzuciła się... na tę czarną - doprecyzowała, żeby nie było wątpliwości odnośnie tego, co się wydarzyło, bo jakoś nie sądziła, by Ulewna Łapa mogła tak po prostu skłamać.
Zachodząca Łapa miała już swoją historię związaną z pobiciem się z Gromiaczką i późnym przyjściem do medyka. Była... butna. Wpierw jej agresja przeniosła się na kota z innego klanu, ale teraz zaczynała dobierać się do skóry swoim - tak wyglądała ta sytuacja w oczach Księżycowej Łapy. Nie podobało jej się to. Przypominało niebezpiecznie sytuację, w której młoda kotka zaatakowała inną, choć tu były mniej poważne skutki. Co jednak, jeśli bezmyślność tej kotki dotknie kiedyś jednego z młodszych członków Klanu Rzeki? Terminatorka westchnęła ciężko, a końcówka jej ogona drgnęła nerwowo.
- Powiedziałam... Świetlikowej Gwieździe. Nie wiem czy dobrze - powiedziała jeszcze, rozchylając uszy na boki.
Jeśli nie było to konieczne, to miała nadzieję, że bury kocur rozjaśni jej tę kwestię; ona sama mogła podjąć nieco zbyt drastyczne kroki, bo sytuacja ta wywołała u niej dziwne, nieprzyjemne odczucia, budzące wspomnienia z czasów, kiedy była jeszcze młoda i, cóż, głupia - kiedy była świadkiem wygnania innego kota z klanu.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Najniższy spośród wszystkich Rybek, jednak zbudowany najmocniej z nich. Ma szerokie barki, grubą szyję i ogon oraz dużą, kanciastą głowę. Garbaty nos kończy się brudnoróżowym, szerokim nosem i wywiniętymi w górę wąsami. Uszy małe, lekko zaokrąglone, oczy wąskie i lekko skośne, w kolorze bursztynu. Burą, klasycznie pręgowaną sierść ma gęstą i często potarganą na lewej stronie pyska. Biel oblewa pysk, pierś, brzuch, palce przednich łap oraz goleń wraz ze stopą tylnych. Na lewej przedniej łapie ponad nadgarstkiem szpetna blizna, pod nią - wykrzywiony nadgarstek i dłoń pozbawiona czucia.
Na pierwszy rzut oka - nieprzyjemny gbur. Na drugi, trzeci i wszystkie inne... w sumie też.
Na dźwięk imienia tej brązowej, durnej terminatorki sierść na grzbiecie Łososiowej Łuski uniosła się, a jego ogon wściekle uderzył o ziemię, a następnie świsnął w powietrzu i klepnął o jego pręgowany bok. Oczywiście, że terminator tego żabiego flaka miał jeszcze mniej mózgu niż on sam. To był już drugi raz, jak imię Zachodzącej Łapy przewinęło się przez lecznicę i to było wystarczające by Łosoś uznał ją za tępego smarkacza, jednego z wielu. Zapomniał wół jak cielęciem był, chciałoby się powiedzieć, i było to prawdą. Łosoś uważał swoje błędu przeszłości za naukę, za którą już odbył karę z nawiązką; pociągnięcie za ucho skończyło się jego oderwaniem. Dlatego też brak takich konsekwencji, jakie spotkały jego samego irytowały go niezmiernie, zwłaszcza że Zachodząca Łapa była w zupełnie innej sytuacji niż on.
- Dobrze - mruknął, po czym sapnął głośno z niezadowoleniem. - Wzór do naśladowania - parsknął jeszcze kręcąc głową i wstał czując, że trochę go ta sytuacja przerasta i złość bierze nad nim górę. Zrobił jedno niespokojne kółko po wnęce, zatrzymał się, spojrzał na swoje palce u przednich łap i poruszył tymi u prawej kończyny, jako że tylko te miał sprawne. Z głośnym świstem wypuścił powietrze przez nos.
- Zostało nam do omówienia dwa zioła - powiedział, może zbyt ostrym tonem, jednak chwilowo nie potrafił oddzielić się od swoich emocji. Ale to była kwestia czasu. - Nawłoć i złocień. Słyszałaś coś o nich.
x ★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Księżyc pamiętała, jak jeszcze jakiś czas temu Świetlikowa Gwiazda publicznie pochwalił terminatorkę, która już przy pierwszej wizycie w Królikarni zachowywała się jakby wymieniła rozum oraz zdrowy rozsądek na arogancję i butę. Miała nadzieję, że Przywódca wyciągnie z tego odpowiednie konsekwencje, bo jeszcze tego brakowało, by go lecznicy zaczęły trafiać kolejne koty, na które czekoladowa kotka postanowiła się rzucić. Nie znała co prawda konkretnych powodów, ale dotychczasowe zachowanie Zachodzącej Łapy pozwalało jej sądzić, że to ona nie dała rady utrzymać nerwów na wodzy.
Najwyraźniej bury Medyk nie przepadał za Terminatorką i jej mistrzem, czemu Księżycowa Łapa się nie dziwiła. Szybko zorientowała się, że kocur nie był zły na nią, dlatego też postanowiła nie reagować w żaden sposób na emocje, które wyraźnie wzięły nad nim górę w tej chwili. Powoli wciągnęła powietrze przez nos i następnie je wypuściła. Skoro zrobiła dobrze, to nie miała czym się stresować, a do tego typu zachowań u Łososiowej Łuski... cóż, zdążyła się przyzwyczaić na tyle, by się nie przejmować, przynajmniej dopóki to nie ona była obiektem jego złości. Na pytanie dotyczące dwóch ziół kiwnęła sztywno głową.
- Złocień na ból głowy. Nawłoć... nie pamiętam - odparła, siadając w miejscu, w którym stała i owinęła ogon wokół własnych łap.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Najniższy spośród wszystkich Rybek, jednak zbudowany najmocniej z nich. Ma szerokie barki, grubą szyję i ogon oraz dużą, kanciastą głowę. Garbaty nos kończy się brudnoróżowym, szerokim nosem i wywiniętymi w górę wąsami. Uszy małe, lekko zaokrąglone, oczy wąskie i lekko skośne, w kolorze bursztynu. Burą, klasycznie pręgowaną sierść ma gęstą i często potarganą na lewej stronie pyska. Biel oblewa pysk, pierś, brzuch, palce przednich łap oraz goleń wraz ze stopą tylnych. Na lewej przedniej łapie ponad nadgarstkiem szpetna blizna, pod nią - wykrzywiony nadgarstek i dłoń pozbawiona czucia.
Na pierwszy rzut oka - nieprzyjemny gbur. Na drugi, trzeci i wszystkie inne... w sumie też.
Gniew Łososiowej Łuski miał to do siebie, że gorzał jasnym, mocnym płomieniem przez długi czas, jednak nie palił - przynajmniej teraz, gdy nauczył się panować nad sobą na tyle, by nie dopuszczać się do naruszania przestrzeni drugiego kota. W dalszym ciągu łatwo było go wyprowadzić z równowagi, jednak nie tak łatwo było już oberwać w pysk, jak było to jeszcze obieg pór temu. Nabrał powietrza w płuca, po czym wypuścił je przez nos raz jeszcze w długim wydechu.
- Złocień zmniejsza też gorączkę - uzupełnił jej wypowiedź, zataczając kolejne kółko wokół terminatorki. Choć wyglądał jak rekin okrążający swoją ofiarę, Księżycowa Łapa nie miała się czego obawiać. Medyk w ten sposób rozładowywał napięcie, które musiał w pewien sposób spożytkować, a nie chciał przerywać treningu z powodu takiej pierdoły. - Rośnie przy Grzmiącej Ścieżce. Na łąkach. Jest niski. Pojedyncza łodyga. Niebieskozielona. Duży, żółty kwiat - ciągnął, po czym zamilkł, w końcu się zatrzymując. Stał bokiem do siedzącej Księżycowej Łapy. Zmarszczył czoło, myśląc nad czymś intensywnie... po czym potrząsnął łbem. - Maść z liści nawłoci. Ból stawów, obicia, płytkie rany. Wysoka, czerwonozielona łodyga. Wewnątrz pusta. Naga, czasem rzadko owłosiona. Kwiaty małe, żółte, do czternastu w... kępce. Rośnie pod lasem. Pytania.
x ★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Terminatorka Medyka kiwnęła sztywno głową, mrucząc pod nosem słowa, które wypowiedział bury kocur. Początkowo odwracała za nim głowę, gdy krążył wokół niej, aż zdecydowała się tylko podążać za nim wzrokiem gdy znalazł się w polu widzenia. Początkowo czuła się nieswojo z byciem okrążaną, ale w gruncie rzeczy nic złego się nie działo, dlatego jej umysł się po chwili uspokoił. W końcu Medyk i tak się zatrzymał, i przekazał jej informacje dotyczące nawłoci. Nie była zadowolona z faktu, że czegoś nie pamiętała, a miała wrażenie, że słyszała już o tej roślinie. Mogła jednak ją pomylić z czymś innym. Powtórzyła po cichu otrzymane wiadomości, mrużąc przy tym oczy, a gdy przyszedł czas na zadawanie pytań, tym razem zmarszczyła lekko czoło, myśląc. Po chwili jednak uznała, że takowych nie posiadała, bo nie sądziła, by w przypadku dwóch ziół potrzebowała jeszcze jakiegoś dopełnienia wiedzy. Łososiowa Łuska miał to do siebie, że podawał konkrety. Zaprzeczyła więc krótkim ruchem głowy, czekając na dalsze słowa kocura.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Najniższy spośród wszystkich Rybek, jednak zbudowany najmocniej z nich. Ma szerokie barki, grubą szyję i ogon oraz dużą, kanciastą głowę. Garbaty nos kończy się brudnoróżowym, szerokim nosem i wywiniętymi w górę wąsami. Uszy małe, lekko zaokrąglone, oczy wąskie i lekko skośne, w kolorze bursztynu. Burą, klasycznie pręgowaną sierść ma gęstą i często potarganą na lewej stronie pyska. Biel oblewa pysk, pierś, brzuch, palce przednich łap oraz goleń wraz ze stopą tylnych. Na lewej przedniej łapie ponad nadgarstkiem szpetna blizna, pod nią - wykrzywiony nadgarstek i dłoń pozbawiona czucia.
Na pierwszy rzut oka - nieprzyjemny gbur. Na drugi, trzeci i wszystkie inne... w sumie też.
Odchrząknął krótko unosząc głowę, by jego słowa zabrzmiały nieco bardziej oficjalnie.
- To koniec. Znasz już wszystkie zioła. Choroby. Sposoby leczenia - odezwał się po dłuższej chwili milczenia, pozwalając ciszy odpowiednio dobitnie wybrzmieć pomiędzy nimi. - Medyk to nie tylko zioła. Medyk jest przewodnikiem. Z przywódcą tworzy jeden organizm - mówił powoli, nie spuszczając wzroku z Księżycowej Łapy. Powtarzał to, co kiedyś powiedział mu Świetlikowa Gwiazda na temat tego, kim jest medyk i co się z tą rangą wiąże. - Tego nie nauczysz się tutaj - mruknął marszcząc nos, po czym dźwignął się na łapy. Zakołysał się nieznacznie na palcach. - To wiedza, która przychodzi z czasem.
Nie musiał mówić niczego więcej, bo to, co chciał jej przekazać, było dość oczywiste. Sam nie do końca wiedział w jaki sposób to przedstawić, a stwierdzenie "ufam ci, ale boję się od razu cię mianować z różnych powodów"... nie brzmiało zbyt dobrze. Przygryzł lekko język gdy odwrócił wzrok w bok, na składzik.
- Wyruszymy na spotkanie z Przodkami gdy uznam, że jesteś... gotowa - oświadczył gwałtownie odwracając głowę w stronę swojej terminatorki. Gotowa... i nie będzie cię bolał brzuch, bo ostatnio chyba trochę narzekałaś. - Do tego czasu... nie marnuj czasu - dodał jeszcze swoją mało wyszukaną uwagę, jednak nigdy nie był erudytą, nie umiał ładnie wyrażać tego, co myśli.
x ★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Jeśli już nie była prosta jak struna, Księżycowa Łapa wyprostowała się, gdy kocur oznajmił, że to koniec treningu. Serce w jej klatce piersiowej zabiło mocniej, ale starała się zachować spokój i przy okazji stłumić nudności, które momentami wciąż jej doskwierały. Kiwnęła głową z powagą. Medyk to nie tylko zioła, a doświadczenia dopiero z czasem miała nabrać, na własną łapę. Wiedziała to i sama się na to zapisała. Jednak nie mieli iść już teraz; nic dziwnego, w końcu musiała powtórzyć wiedzę z dzisiejszego dnia. Upewnić się, że opanowała już wszystko i nic jej nie umknie z czasem. Znów poruszyła głową w geście oznaczającym zgodę. Łososiowa Łuska nie umiał się ładnie wyrażać, ale Księżyc była ostatnim kotem, któremu by to przeszkadzało. Jeśli kocur zamierzał pozwolić się jej oddalić, tak też uczyniła, choć na lekko drżących łapach, z wrażenia. Chyba, że miała zostać i powtórzyć informacje, wtedy postarała się przełknąć tę mieszaninę emocji i skupiła na nauce.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.