Logo Artemidy
Wyprawa Malinowego Nosa
#31
Usatysfakcjonowana przebiegiem konfrontacji, co nie było więcej zagadką, Gwiezdna skinęła głową, prowadząc Malinowy Nos między obłokami lśniącej mgły. Słysząc komentarz dotyczący Borsuka, zerknęła przez ramię z aroganckim uśmieszkiem.
- Tak. - odburknęła, bo przecież korona spadałaby jej z głowy, gdyby przynajmniej raz dziennie nie wbiła komuś szpilki w plecy. A nuż Borsucze Futro zamiast zamknąć się w sobie potraktuje to za motywację i trochę zmężnieje, stając czymś więcej niż rozmiękłą mysią strawą, zanim ponownie zechce pchać ozór do uświęconej wody sadzawki.
O ile doborowego towarzystwa rodziny jest na Srebrnej Skórce pod dostatkiem... cieszyła się, mając ją teraz przy sobie. Jeszcze nie raz się zobaczą, w nieco swobodniejszych okolicznościach niż dzisiejsza noc, to na pewno!... ale nie miałaby nic przeciwko, gdyby została z nią na dłużej.
Dopiero po kilku lisich długościach kocica zdała sobie sprawę, że sceneria wokół zmienia się, a zamiast nicości otaczają je teraz cztery znajome ściany jaskiń. A pod nimi setki martwych oczu wpatrzonych prosto w nią. Czy to Wietrzny Klif? Wielka, wypełniona uroczystym półmrokiem grota pozbawiona sklepienia to adekwatne miejsce, najbliższe słowu "dom". Brakowało wprawdzie stert gruzu oraz blasku nocnego nieba - wszak to oni, tłumy zgromadzonych duchów przeróżnej maści, znane lub kompletnie obce, stanowiły wspomniane gwiazdy. Byli przecież na Srebrnej Skórce, oficjalnie rozpoczynając Ceremonię przyznania dziewięciu żyć. Wszystko zgodnie z planem. Bluszczowy Syk zatrzymała się, gdy dotarły na sam środek, by obrzucić bratanicę porozumiewawczym spojrzeniem bez zbędnych ceregieli. Gotów.
Następnie ciotka zbliżyła się na krok, wyraźnie zaciskając szczęki, kiedy spoglądała na nią z góry. Nie śpieszyła się, bowiem miała na to całą wieczność. By patrzeć na bratanicę i to, co przyniosła dla niej w swoim sumieniu. Jakie decyzje podjęła. Jakim kosztem. W co wyrosła, co utraciła. Ale, w przeciwieństwie do trupów, Malinowy Nos nie mogła dłużej zwlekać. Miała Klan do poprowadzenia - coś, co było przeznaczone Porannej Rosie, później Bluszczowi, ostatecznie Gradowemu Podmuchowi drogą sukcesji, nie jej! Aczkolwiek personalnie, z czeluści pozbawionego empatii serca, była dla Bluszczu jedynym żywym kotem, który wciąż na to zasługiwał. Ostatnią dobrą rzeczą, jaka pozostała od chwili ich upadku. Ironiczną, choć pełną nadziei.
- Nie zawiodłaś mnie, Malinowy Nosie. - przemówiła jako pierwsza, szorstko i treściwie, lecz z intrygującą namiastką. Tak jak wtedy, podczas ich wspólnych nauk. - Ale masz jeszcze wiele do zrobienia, żeby mi zaimponować. I to jest twoja szansa. Nie zapomnij, kim jesteś. Nie zapomnij, czego cię nauczyliśmy. - obwieściła, gryząc się w język. Nie zapomnij, kim jest twój ojciec. - rozbrzmiało, o dziwo wyłącznie w myślach Maliny. Nawet Bluszczowy Syk nie mogła wymieniać imienia Potępionego, nie teraz, kiedy wokół stało tyle niepowołanych gapiów o różnorakich opiniach na temat pretendentki. Odchrząknęła, unosząc swój połyskujący ogon niczym chorągiew, kiedy wyciągnęła szyję i dotknęła nosa ulubionej bratanicy, przeszywając ją zimnem aż do szpiku kości. - Z twoim pierwszym życiem dostajesz ode mnie siłę. We władzy nie ma i nigdy nie było miejsca na słabość. Bądź rozsądna, ale nie omieszkaj obnażyć jej wobec tych, którzy śmią wątpić w potęgę Klanu Wichru. - zakończyła, odsuwając srebrny pysk, by zmierzyć Wojowniczkę przenikliwym spojrzeniem. Wtedy... wtedy Malinowy Nos poczuła, jak jej łapy drżą, a umysł obezwładnia panika. Czuła, że z każdą przemijającą sekundą staje się mniejsza i mniejsza, ogarnięta pokusą ucieczki i rzucenia tych wszystkich odpowiedzialności precz! Ale co powiedziałaby na to Bluszczowy Syk? Gwiezdna, obserwując uważnie reakcję Maliny, nie strzępiła więcej języka - odwróciła się na pięcie, maszerując dumnym krokiem do pierwszego szeregu Przodków, zostawiając ją samą, kompletnie samą...
...dopóki nie została oblana jaskrawym światłem, wypełniającym półmrok groty niczym wschód słońca. Nagle poczuła się bezpieczniej, a bezwolne drgawki opuściły zdezorientowane ciało, bo oto stała przed nią jej własna, rodzona siostra, Okopcone Serce. Ile to już księżycy? Ile czasu upłynęło odkąd widziały się po raz ostatni? Wprawdzie zamiast rzucić sobie w objęcia, Gwiezdna podeszła do niej z poważną miną, skinąwszy przyjaźnie Malinowemu Nosowi dopiero z bliska. Potem pochyliła się w celu przekazania kolejnego z żyć, przemawiając wówczas głosem, którego brzmienia nie powstydziłby się żaden śpiewający ptak. Głosem, którego nie miała za życia.
- Przywódcą zostaje się na całe życie. Nie ma rezygnacji, przerwy ani ucieczki. To chluba i obowiązek. - stwierdziła stanowczo, choć żaden włosek na cętkowanym futrze ani drgnął. Nagięcie Kodeksu Wojownika jest ceną, jaką musieli zapłacić chroniąc Klan przed widmem wojny domowej... ale priorytetem dzisiejszego spotkania była więź łącząca ongiś obie siostry. - Nie możesz porzucić nikogo w potrzebie, a zwłaszcza nie twoich Klanowiczów. Musisz wiedzieć, gdzie jest twoje miejsce. Niech mój dar lojalności oświeca ci drogę, Malinowy Nosie. - obwieściła, by wraz z zetknięciem nosów zalać Malinę falą wspomnień - o tym, co robiła długie księżyce poza Klanem. O wędrówce, samotności, tęsknocie, a także wyrzutach sumienia. Teraz, na oczach Okopconego Serca, musiała przełknąć je wszystkie niczym gorzkie lekarstwo. - Tyle szacunku, ile wkładasz w swoją rangę i obowiązki, tyle otrzymasz w zamian. Pamiętaj o tym. - zamruczała wdzięcznie, użyczając kocicy nieco ulgi, nim zawróciła, oddalając do grona Gwiezdnych.
Malina nie zdołała jeszcze dobrze złapać oddechu, kiedy w ślady siostry podążył następny duch. W pierwszej sekundzie wzięła go za kogoś zupełnie innego, ponieważ zapachy we śnie rządzą się własnymi prawami, zaś gwiezdny pył skrzący w kosmykach futra potrafił bić blaskiem po oczach proporcjonalnie do dumy lub statusu Przodka. Te pręgi, srebrzyste futro, cętki... Cedrowy Kolec z całą pewnością był synem Osetowego Ciernia. Nie omieszkał jednak poruszyć wibrysami na powitanie, gdy wszelkie przeprosiny ugrzęzły mu raptem w gardle. Czy zdążył ją odpowiednio pożegnać? Nim... On... to nie miało już więcej znaczenia. Nawet, jeśli zostawił ją samą, Malinowy Nos wstała z kolan i sięgnęła gwiazd. Powaga momentalnie wróciła na jego pysk, gdy stanęli oko w oko.
- Ode mnie dostaniesz trzecie życie. I dar ambicji. - mruknął, pośpiesznie dotykając nosa Maliny, by na przekór własnej aurze uraczyć ją strumieniem ciepła. A wraz z nim natrętnymi, chaotycznymi myślami o słodyczy władzy, zazdrosnymi bądź zachwyconymi spojrzeniami tłumu, kontrowersji, absolutowi decyzji oraz bezwzględnym posłuszeństwie. Czy tego pragnął? Czy ona sama tego podświadomie pragnęła? Czy to zgubiło Klan Wichru kilkadziesiąt księżyców temu? - Mierz wysoko, ale nie żyj ciągle wpatrzona w gwiazdy. Dobrze wiesz, czego chcesz, i najwyższa pora to osiągnąć własnymi siłami. Dla ciebie i dla dobra Klanu Wichru, siostro. - urwał, jak gdyby chcąc dodać coś jeszcze, lecz oprócz wymownego spojrzenia, kiwnął głową i zawrócił, mijając po drodze innego bliskiego Wojowniczce kota.
Mianowicie białego, smukłego kocurka, który zamiast formalności niósł na pyszczku pogodny, pełen otuchy uśmiech. Pochmurny Sen. Poruszał się lekko, niczym pozbawiony wagi obłoczek, równie delikatnie wtulając się w jej szyję na powitanie. Tak bardzo tęsknił!
- Wiem, co cię dręczy, siostrzyczko. Jak wiele decyzji, myśli i problemów. Czuwam nad tobą i rozumiem cały ten mętlik jak nikt inny. Ale księżyce mijają, a życie cały czas rozkwita, prawda? Pora Nowych Liści przychodzi nawet po największych mrozach, a świt wstaje po najczarniejszych nocach. Dni na ziemi są piękne, a blask Srebrnej Skórki nigdy nie gaśnie. Musimy czasem po prostu uwierzyć, że będzie lepiej, skoro życie i tak potoczy się dalej. Dlatego chcę podarować ci dar wiary. - rzekł spokojnym, pełnym czułości tonem, odrywając z objęć Maliny, by musnąć ją nosem wedle tradycji. Towarzyszące temu uczucie przypominało wiele emocji niemożliwych do opisania jednym słowem. Mogły być miłością, ugaszonym pragnieniem, inspiracją, nadzieją bądź spontanicznym dodaniem sił. Były też uśmiechem, którego nie widziała od tak wielu księżyców, a teraz miała go tuż na wyciągnięcie łapy. Z pewnością nie wszystkie gwiazdy na niebie świeciły przeciwko niej. - Będzie dobrze, obiecuję.
Odszedł bardzo niechętnie, a właściwie... rozpłynął w powietrzu niczym oddech niknący o mroźnym poranku. Pochmurny Sen nie potrafiłby odwrócić się do siostry plecami, dlatego wolał obserwować wzruszającą Ceremonię do końca w sposób niezrozumiały dla śmiertelników.
- Malinowy Nosie... - wówczas w oddali rozległo się ciche, przypominające szelest miauknięcie. Wojowniczka dopiero teraz zdała sobie sprawę z obecności kolejnej duszy, wychodzącej spomiędzy tłumu o skromnie pochylonej głowie. Nie lśniła jaskrawo jak inne, nie przykuwała do siebie uwagi i nie przeszywała umysłu Maliny sądem ostatecznym, zatem dłuższą chwilę zajęła jej poprawna identyfikacja półprzezroczystej sylwetki... własnej matki. Biały Kwiat, uwolniona od bólu, strachu i rozpaczy, w końcu odnalazła swój spokój w najdalszych zakamarkach Srebrnej Skórki. Ale dzisiaj, wyjątkowo, chyba chciała tu być. Może chciała zobaczyć swoją córkę, mimo szklistych oczu podchodząc do niej pewnym krokiem, by dopiąć swego matczynego obowiązku? A może przekonał ją do tego Obłoczek? Gdy stanęła, zmrużyła powieki, wyciągając głowę, by dotknąć nosa Maliny swoim własnym. Jej dotyk subtelnością przypominał muśnięcie motylich skrzydeł, a głos rozbrzmiewał nie głośniej od szeptu.
- Miłość... - oto przekazany dar. Była świadoma, że nie jest tu mile widziana. Była również świadoma, że ongiś zaszczuta i zbezczeszczona, poddała się, zawodząc jako matka. W mgnieniu oka przez ciało Maliny przemknął skurcz agonalnego bólu, a z obu zielonych oczu popłynęły bezwolne łzy - te same, którymi Biały Kwiat płakała każdego dnia. Natomiast dzisiejszej nocy zjawiła się, żeby ofiarować coś, czego za życia nie była w stanie. - Nigdy nie zapominaj, co to znaczy. Kochaj swój Klan, swoich bliskich, Fiołkowy Świt i... twoje dzieci. Wiedz, że są całe i zdrowe. Podążają teraz własnymi ścieżkami. - zaznaczyła, wszak rzeczywiście, między zgromadzonymi duchami Klanu Wichru nigdzie nie było Osetu, Goździka ani Jabłoni. Oznaczało to, że nadal żyli, tułając gdzieś po wielkim świecie. Potem, spoglądając głęboko w oczy cierpiącej córki... uśmiechnęła się. Blado, delikatnie i po raz pierwszy, sprawiając, że cały ból w sercu Malinowego Nosa prysł, zostawiając ją o trzęsących się nogach. Nim doszła do siebie, Biały Kwiat zawróciła, oddalając do najdalszego zakątka groty, gdzie stała tylko jedna tajemnicza postać - biało-szary kocur, obserwujący wszystko z dumnym uśmiechem od ucha do ucha. Czy go w ogóle znała? Pamiętała? Kim był? Przypadkową duszą czy dalekim krewnym...?
Nie dane było jej rozmyślać zbyt długo, bowiem cały widok zagrodził raptem nie jeden, a dwa czarno-białe duchy - w dodatku identyczne! Po śmierci bliźniacy znowu byli razem, wprowadzając martwych w dezorientację, ale nie Malinowy Nos! Ona potrafiła rozpoznać wujów po cierpkiej ekspresji oraz figlarnym uśmieszku w przeszło uderzenie serca.
- Zostałaś wytypowana, chociaż wcale o tym nie śniłaś, w przeciwieństwie do mojej słodkiej siostry i wielu innych. Życie potrafi być zabawne, co nie? Więc chyba najwyższa pora wziąć się w garść, Malino. - przemówił cynicznym tonem Słodka Woda, posyłając bratanicy oczko. Zbawiennie przyjemne po całej burzy emocji.
- Pora też w to uwierzyć. Bo nie wybrały cię żadne zagmatwane przepowiednie, znaki ani sukcesje... tylko głos twojego Klanu. Uwierz mu, a potem uwierz w siebie. - dokończył posępnie Słona Łapa, choć prawił mądrze. Następnie obaj bracia pochylili głowy, dotykając nosa kocicy, by przemówić wspólnie jednym głosem:
- Z tym życiem dostajesz od nas dar pewności siebie. - ...paradoksalnie zalewając Malinowy Nos potokiem wątpliwości. Czuła, jakby wszyscy naraz wymagali od niej odpowiedzi i naprawy wszystkich błędów przeszłości, jednocześnie nakładając nań każdy możliwy rodzaj presji oraz widmo okropnych konsekwencji. Miała też na karku wzrok popleczników Gradowego Podmucha, przekreślających ją jedną regułką Kodeksu. Osądy, decyzje, tak dużo decyzji, władza, obowiązki, dylematy, wyrzeczenia... przy czym wszystko rozpłynęło się, kiedy Słodka Woda zasadził jej kuksańca.
- Powodzenia. - miauknął, szczerząc zęby.
- Ta, nie spartacz niczego. - odmruknął Słona Łapa, oddalając razem z nim w stronę tłumu.
Niespodziewanie pośród Gwiezdnych rozległy się skonsternowane szepty. Bluszczowy Syk zasyczała gniewnie, lecz ostatecznie wszyscy zostali na swoich miejscach, kręcąc nosami. Wszyscy, oprócz niej. Wysoka jak na swój młody wiek, chuda, szylkretowa kotka o zadziornych oczach wymaszerowała naprzód, od razu dając do zrozumienia swoją intensywną wonią, że nie pochodzi z Klanu Wichru, a Cienia. Teraz, po śmierci, nie odgrywało to istotnej roli, jednak duchy towarzyszące Ceremoniom nie znajdowały się tam przypadkiem, prawda? Bliscy, krewni, legendy, poprzednicy... albo ci, którzy chcieli przekazać przyszłej liderce jakąś ważną lekcję.
- No hej. Pamiętasz mnie? - zaszczebiotała Gwiezdna, darując sobie sypanie gwiezdnym pyłkiem, frazesy, komunały i uprzejmości. Samą swoją obecnością wywołała już wystarczające zamieszanie... oraz metaliczny posmak krwi wypełniający mordkę Malinowego Nosa. W ramach przypomnienia. - Pewnie nie. Nazywam się Zdziczała Łapa i błagałam cię o litość, której nie dostałam. - powiedziała z taką łatwością, jakby wspominała właśnie o pogodzie na niebiańskich łanach Srebrnej Skórki. Nie reprezentowała sobą gniewu, smutku ani nie przyszła tutaj, żeby zdemaskować przyszłą Gwiazdę jako bezlitosną morderczynię na podstawie incydentu sprzed kilkudziesięciu księżyców, by jeszcze bardziej pogrążyć jej prawo do tronu. Najwidoczniej śmierć zmienia poglądy na pewne sprawy, łącznie ze śmiercią samą w sobie. - Wszyscy popełniamy błędy. Ja przeszłam przez niewłaściwą granicę, a ty pociągnęłaś pazurami po niewłaściwym miejscu na mojej szyi. Czasami słuchamy niewłaściwych rad, czasami sami je też tworzymy. - podsumowała, uśmiechając pod wąsem, wyraźnie ciekawa reakcji Maliny. Jak mały brud zza pazurów dający po sobie znać długie księżyce później, kompletnie znikąd. Tak czy inaczej, miała biznes do zrobienia i chyba nie czerpała z tego nazbyt wielkiej satysfakcji: - Teraz będziesz przesądzać o życiu większej ilości kotów, niż tylko moim. Twoja litość, twoje zdanie, zachcianki, decyzje... i twoje błędy. Dlatego z siódmym życiem trzymaj dar sprawiedliwości. Niech przepędza ci wszystkie pchły z legowiska i chroni innych przed twoim złym humo... to znaczy, twoim prawodawczym osądem. - Zdziczała Łapa, zupełnie jak za życia, robiła wszystko po swojemu, ale wcale nie szukała zemsty. Być może widziały się teraz po raz ostatni, stykając nosami od niechcenia, kiedy Malinowy Nos przez nachalny smak posoki zaczęły ogarniać mdłości. Szylkretowa kotka zmierzyła ją wzrokiem po raz ostatni, westchnęła i wycofała się jak gdyby nigdy nic, bezpardonowo mijając Wichrowców i wracając tam, skąd przyszła. Malinowy Nos przez dłuższą chwilę musiała uspokajać protestujący żołądek, nie łapiący aluzji snu ani magicznych halucynacji, podczas gdy reszta zgromadzonych zamilkła na dobre wręcz grobową ciszą. Do czasu.
- MALINKA!!! - ogłuszające, uradowane ryknięcie wstrząsnęło całą grotą, a z tłumu na powitanie wypadł nagle kolejny duch. Tak szybko, że w locie nie zdążyła go poznać, dopóki nie rzucił się w jej objęcia, prawie obalając na ziemię. Wtedy Malinowy Nos nie miała więcej wątpliwości - to Wirujące Skrzydło, jej przyjaciel z młodości! - Tęskniłem, tęskniłem, TĘSKNIŁEM! Wiedziałem, że wrócisz... ale może trochę mniej oficjalnie. - prześwietlił ją wzrokiem od stóp do koniuszków uszu, mrużąc powieki i drgając wąsikami... nim złożył się wpół, wybuchając gromkim śmiechem, który definitywnie osłupił duchy sterczące wokoło - Zatem, moja najdroższa Malinowa Gwiazdo, najjaśniejsza ze wszystkich, mam dla ciebie prezent! To znaczy, życie! Może i masz już całe siedem, ale to ósme przyda ci się na pewno! Taa-daaa, oto dar HUMORU! - zamiauczał głośno i radośnie, przybijając nos do mordki Maliny z impetem. Na przekór negatywnym emocjom towarzyszącym otrzymywaniu poprzednich żywotów, teraz w piersi kocicy zawrzało przyjemne ciepło, a gardło ścisnął inny rodzaj bólu - bowiem wstrzymywany usilnie śmiech bez logicznego powodu. Kąciki ust wykrzywił uśmiech, zaś w oczach stanęły łzy i mogła jedynie patrzeć tępo na srebrzystego kocurka, walcząc o samoopanowanie, żeby nie zepsuć tak wyniosłej atmosfery. - Nawet Przywódcy muszą się czasem śmiać, wiesz? Dobrze im to zrobi! I jesteś taka śliczna, kiedy się uśmiechasz, więc rób to jak najczęściej! - zakończył, żegnając starą przyjaciółkę serdecznym liźnięciem w policzek. Potem odszedł, jak to miał w zwyczaju - sprintem, zostawiając po sobie smugę gwiezdnego pyłu. Cały Wirek.
Chwilę po nim... zjawiła się ona i Malinowemu Nosowi w mgnieniu oka przestało być do śmiechu. Kocica potrafiąca utrzymać cały Klan w ryzach bez oficjalnego "stołka", rewolucjonistka oraz poniekąd prekursorka dzisiejszego mianowania. Wybrana w podobny sposób przez poparcie Klanu, który sama stworzyła. Ponadto... babcia. Dla której Kodeks Wojownika nie stanowił ograniczenia ani przeszkody, by w bardzo krótkim czasie kompletnie zmienić ustrój, zdobyć władzę, a potem zalśnić intensywnym blaskiem na nocnym niebie. Pewnie tu, na Srebrnej Skórce, też zaprowadziła swój porządek, kto wie? Poranna Rosa we własnej osobie zamierzała uroczyście dopiąć Ceremonię do końca, winszując przetrwanie jej rodziny. Nie wszystko, co stworzyła, zostało spisane na straty za sprawą omsknięcia łapy, a ostatnia wnuczka mogła odmienić parszywe kroniki wichrowych Gwiazd raz na zawsze. Krew jej krwi.
- Zabrnęłaś daleko, to trzeba ci przyznać. Mało komu pisane jest stanąć tutaj, z predyspozycjami czy bez. Bo jak zapewne słyszałaś na własne uszy, Kodeks Wojownika i zdanie poprzedniego Przywódcy to za mało, by przekonać własny Klan, żeby faktycznie za tobą podążał. A czym jest Gwiazda bez szacunku? Kim jest Przywódca bez posłuchu? Co to za władza bez umiejętności? - pytała retorycznie, niemal z rozbawieniem przywołując postacie Gradowego Podmucha oraz Kruczego Ogona. Historia kolejnego lidera odrzuconego przez Wicher zatoczyłaby koło albo przyniosła znacznie tragiczniejsze skutki, do czego Malinowy Nos, przejąwszy inicjatywę, nie zamierzała dopuścić. Samo zdobycie dziewięciu żyć było przysługą dającą Klanowiczom przynajmniej krztę wytchnienia w tych trudnych chwilach. Wreszcie ich prośby zostały wysłuchane, odkąd mają za lidera kocicę, którą sami widzieli w tej roli, a nie zostali nią ukarani. - Wraz z twoim dziewiątym życiem otrzymujesz dar przywództwa. Nie jesteś już niczyją doradczynią, nie musisz stać w cudzym cieniu ani jednoczyć twojego Klanu na boku, wyręczając w tym innych. Skoro potrafiłaś zdobyć autorytet większy niż ich własny Zastępca, zasługujesz, by poprowadzić Wicher jako ktoś więcej. Jako ich nowa Przywódczyni! - kiedy Poranna Rosa dotknęła nosa wnuczki, ta odniosła wrażenie, jakby z otchłani wyżej spłynął snop jasnego, uroczystego światła. Miała na sobie spojrzenie całego Gwiezdnego Klanu, przychylne bądź nie, lecz mimo to wszystkie mięśnie w ciele ogarnął przyjemny zryw energii. Nawet serce przyspieszyło swój rytm, czując, jak komplet dziewięciu żyć zmienia kocicę, dodając sił witalnych oraz psychicznych. Pod bacznym wzrokiem Porannej Rosy potrafiła zadrzeć wysoko głowę ze świadomością nachodzącej misji oraz słodkiej determinacji zrodzonej wraz z ostatnim podarunkiem. Srebrzysta kocica odstąpiła na krok, jako pierwsza rozpoczynając skandowanie nowego imienia, co reakcją kaskady natychmiast wypełniło grotę oraz gardła prawie wszystkich obecnych w niej dusz:
- Malinowa Gwiazda! Malinowa Gwiazda! Malinowa Gwiazda!
Po bokach Porannej Rosy wnet stanęli najbliżsi, wszyscy wykrzykujący te same słowa. Bluszczowy Syk o święcących triumfalnie oczach, wujkowie, ciocie, kuzyni, nawet Tymiankowy Listek oraz Jastrzębi Szpon, którzy także byli obecni podczas dzisiejszej Ceremonii. Nie mogło zabraknąć Niedźwiedziego Serca, Stokrotkowej Łąki, Pluskającej Kropli, Dżdżystej Łapy wraz z Potokiem, Srebrnej Łapy, Czyżykowego Głosu, Jaśminowego Płatka, Mroźnego Podmuchu, Piaszczystego Brzegu oraz wielu innych, otaczających Malinową Gwiazdę ze wszystkich stron, coraz bliżej i bliżej, z pozdrowieniami, wyrazami szacunku, życzeniami...
...gdy niespodziewanie otworzyła oczy, leżąc nieruchomo przy brzegu sadzawki, w której wciąż migotało odbicie blednących gwiazd. Czar prysł. Ciepłe, nocne powietrze Pory Zielonych Liści sprawiło, że wybudziła się rześka i wypoczęta, choć w umyśle nadal krążyło echo głosu Gwiezdnych. Koniec końców, to wszystko było tylko snem. Znacznie bardziej liczy się to, co nastąpi teraz. Czy okaże się godna? Godniejsza? Poza Srebrną Skórką wszystko zależało już od niej: od Malinowej Gwiazdy, Przywódczyni Klanu Wichru wybranej wolą własnego Klanu.
[Obrazek: wEwLrGV.png]
??????? ???? ????? ???
LVL 4 0 / 300
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
18
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
59
Punkty Życia
HP
79
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#32
Poruszyła wąsami na komentarz ciotki, ale nie protestowała. Szkoda jej było Borsuka, ale koniec końców ciotka nawet go nie musnęła poza kilkoma ostrymi słowami i chłodnym spojrzeniem. A mogła zabić. Borsucze Futro powinien się z tego jakoś wykaraskać. Wciągnęła powietrze w płuca z cichy świstem, kiedy otoczenie przekształciło się stopniowo, odsłaniając znajome kamienne ściany. Jak trafnie. Oczywiście, że wiedzieli, znali jej myśli i tęsknoty, byli świadomi tego, jak często wraca myślami do tego miejsca. A teraz dokładnie ta grota miała stać się miejscem jej ceremonii. Uniosła głowę, przyglądając się nocnemu, pozbawionemu gwiazd niebu - bo Gwiazdy były tuż przed nią. Gotowe, by przyznać jej swoje dary.
Pierwsza była Bluszczowy Syk i zielone oczy Malinowego Nosa zamigotały ciepło, kiedy gwiezdna przyglądała się jej w milczeniu i gdy wyciągnęła szyję, by zetknąć się z nią nosami. Wstrzymała oddech słysząc znajomy głos we własnych myślach, a przekazana sekretna wiadomość przebiegła dreszczem po białym grzbiecie. Miałaby zapomnieć?
- Nigdy. - obiecała ciotce mocnym, twardym głosem, oczy błyszczące wyraźnie w półmroku groty, zanim jej łapy zmiękły, a serce zatrzepotało w piersi w panice i pragnieniu ucieczki. Siła. Bluszczowy Syk zaczęła się już odwracać, a Malinowy Nos otworzyła odruchowo mordkę, ledwo tłumiąc cichy, desperacki odgłos który chciał z niej uciec. Nie zostawiaj mnie. Czuła się jak kociak, słaba, mała i taka bezradna, a gorące łzy zapiekły ją pod powiekami. Zostań ze mną. Bluszczowy Syk jednak nie posłuchała, a cała grota wypełniła się jaskrawym światłem. Zamrugała kilkakrotnie, czując jak przebiegające po ciele drgawki stopniowo łagodnieją, aż poczuła się znowu... sobą. Wypuściła z siebie powietrze, a przed nią stanął już kolejny Gwiezdny. Tę mordkę również znała. Przyglądała się w milczeniu obliczu siostry, odwzajemniając skinięcie głową gdy do niej podeszła... ale gdy się odezwała Malinowemu Nosowi lekko opadła szczęka, a zielone oczy otworzyły się szerzej. Patrzyła bez słowa na kocicę z mordką sformułowaną w małe, zdziwione "o" dopóki ta nie pochyliła się w jej kierunku, a jej dotyk zalał myśli Malinowego Nosa falą wspomnień, tych gorzkich i tych mniej. Lojalność. Nie zdążyła odnaleźć słów, wciąż w lekkim szoku, a siostra zaraz zawróciła i cofnęła się do szeregu Gwiezdnych, a jej miejsce zajął...
I to był moment, w którym Malinowy Nos zaczęła pękać.
Wzięła ostry, drżący oddech na widok kocura, w pierwszym odruchu biorąc go za kogoś innego, a jej łapy wyraźnie zadrżały. Jedno uderzenie serca wystarczyło, żeby pozbyć się iluzji i rozpoznać Gwiezdnego, ale to nijak nie uspokoiło kołaczącego w piersi serca. Cedr. Ambicja. Kiedy dotknął jej nosa, nawet pod wpływem chaotycznych emocji i myśli nie mogła się powstrzymać, by nie przekręcić lekko głowy i nie przylgnąć policzkiem do jego policzka, chociaż na moment. Nigdy nie dane jej było się pożegnać, ale teraz miała drugą szansę. A to jeszcze nie koniec. Zamrugała gwałtownie, odprowadzając brata spojrzeniem... by zaraz napotkać spojrzenie drugiego. Stojący przed nią Bobłoczek rozmył jej się przed oczami gdy gromadzące się w nich łzy chwilowo przysłoniły jej wzrok. Nawet nie wiedziałam, że nie żyjesz. Wydała z siebie bezgłośne, drżące westchnięcie kiedy przylgnął do jej futra, gdzieś pomiędzy śmiechem a szlochem, a gdy się odsunął jej spojrzenie przebiegło po jego obliczu, chłonąc chciwie każdy detal, jego uśmiech, błysk w jego oczach. Wiara. Będzie dobrze, obiecuję. Śledziła brata spojrzeniem dopóki nie rozpłynął się w powietrzu jak mgła. Dopiero gdy ją zawołano zmusiła się do oderwania wzroku od miejsca, gdzie przed chwilą zniknął... a wtedy zamarła jak posąg. Po jej policzkach popłynęły gorące łzy, których nie była nawet w stanie powstrzymać, a całe jej ciało zadygotało, wstrząsane konwulsyjnym szlochem. Prawie nie widziała stojącej przed nią matki, która oprócz swojego daru - Miłość - dała jej coś jeszcze. Nadzieję. Świadomość, że jej dzieci nie ma na Srebrnej Skórce, gdziekolwiek by teraz nie były... i że mogą wkrótce wrócić do domu. Dziękuję, wyszeptała bezgłośnie, kiedy kocica uśmiechnęła się blado i odprowadziła ją spojrzeniem gdy się odwróciła, a w zielonych, wciąż wilgotnych oczach nie było nawet gniewu czy żalu. Już nie. Teraz Malinowy Nos wiedziała więcej, rozumiała więcej i w gruncie rzeczy... była szczęśliwa, że Biały Kwiat odnalazła spokój. Przyglądała się przez moment niewyraźnemu widmo szaro-białego kocura, obok którego usiadła jej matka, jakby z zastanowieniem... ale chwila namysłu została prędko przerwana, a widok zagrodziły jej dwie bliźniacze sylwetki. Mordka Malinowego Nosa drgnęła, chcociaż łzy na jej futrze nie zdążyły nawet wyschnąć to najwyraźniej udzielała jej się ta chaotycznie zmienna atmosfera i uśmieszek w kącikach wujowego pyska. Pora wziąć się w garść? Och, zdecydowanie. Ich darem była pewność siebie, ale ją jakby na przekór zalała fala wątpliwości i lęku przed odpowiedzialnością. Szybko jednak przeminęła, szybciej niż wszystkie poprzednie, a łapy nie drżały jej tak mocno. Może dlatego... że pewna siebie i swego była w gruncie rzeczy z natury, a nawet pod ostrzałem negatywnych skutków darowanego jej właście żywota była w stanie stwierdzić, że ta przytłaczająca niepewność nie pochodziła od niej. Fala przyszła, przemknęła po jej ciele i odpłynęła łagodnie, zostawiając Malinowy Nos stojącą na nogach pewniej niż kiedykolwiek wcześniej. Parsknęła cicho gdy Cukier zasadził jej kuksańca i odprowadziła Sól lekkim uśmieszkiem w kącikach mordki.
Do Zdziczałej Łapy nie powiedziała niczego, jedynie słuchając. Nie poczuła niczego. Co najwyżej wyrzuty sumienia, że nie poczuła więcej, patrząc prosto w oczy zamordowanej niegdyś terminatorki. Była taka młoda. Całe życie przed nią, dopóki nie zostało wydarte siłą z jej gardła. Ale Malinowy Nos nie mogła zmusić się, by odczuć coś ponad lekkim ukłuciem litości do kocicy z Klanu Cienia. Koniec końców - ona była wtedy jeszcze młodsza. Wśród krwi i stokrotek.
Odetchnęła głęboko, próbując zwalczyć ogarniąjące ją mdłości, gdy nagle gwałtowny, głośny ryk rozległ się wśród zebranych, a Malinowy Nos odruchowo podskoczyła, obracając się w stronę dźwięku. Prosto na nią pędził rozmazany, srebrny pobłysk i kocica wydała z siebie zaskoczony, mało dystyngowany skrzek, odruchowo zapierając się łapami o podłoże. Zachwiali się oboje, Malinowy Nos z bezradnym poczuciem rosnącego absurdu ledwo utrzymała się na nogach, jej zdezorientowanie niemal namacalne w powietrzu... aż w pobliżu jej mordki błysnęły znajome, ni to zielone, ni to niebieskie oczy i wszystko stało się przejrzyście jasne. Zaśmiała się otwarcie, nie przejmując się już zachowaniem powagi czy godności, odpowiadając uściskiem na uścisk z desperacką wręcz siłą. Gwiezny Klanie, jak za nim tęskniła. Zmusiła się jednak do opanowania kiedy dawał jej swój prezent - Humor - bo nawet jeśli Wirujące Skrzydło wprowadził w tę ceremonię powiew radości i koloru to wypadało jednak zachować się w miarę godnie. Przecież nie była już biegającą z nim po Szerokiej Łące terminatorką, a Przywódczynią Klanu. Wichrzacy jednak nie musieli wiedzieć o tym, jak ich liderka prawie udusiła się ze śmiechu słuchając paplania swojego najlepszego przyjaciela. Nikt się nie dowie - koniec końców, wszyscy tutaj poza nią byli już dawno martwi. A ci nie zdradzają tajemnic... a przynajmniej nie powinni.
Wirek pożegnał się i odleciał ze świstem, pewnie by dalej biegać po nieskończonych terenach łowiecki Srebrnej Skórki, a atmosfera zmieniła się natychmiast, tężejąc jak lód osadzajacy się na powierzchni sadzawki. Temperatura również odczuwalnie spadła, a Malinowy Nos zwalczyła dreszcz, gdy chłód przebiegł po białym grzbiecie. Uniosła podbródek i spojrzała prosto w zielone, błyszczące intensywnie oczy, tak podobne do jej własnych. Poranna Rosa. Nie miała pojęcia, że nikt inny jak ona stanął również przed Szałwiowym Dymem, prowadząc goi kierując ku rozwiązaniu. Medyk wybrał sam, ale kto wie, czy bez udziału srebrzystej kocicy również wszystko potoczyłoby się w tym kierunku. Słuchała w milczeniu słów babki, utrzymując kontakt wzrokowy chociaż - w przeciwieństwie do ciotki, która była może zjawiskiem niemniej groźnym, ale przynajmniej oswojonym - czuła się jakby mniejsza pod mocą tego spojrzenia. Ale to nie miało już żadnego znaczenia, bo Poranna Rosa zetknęła się z nią nosami, dając jej ostatni, finałowy dar Przywództwa, a na jej ciało nagle spłynęło światło. Malinowa Gwiazda rozległo się po grocie dziesiątkami różnych głosów, niektóre z nich znajome i wyraźne, a niektóre mniej, wszystkie coraz bliżej, tętniące w jej uszach coraz głośniejszym echem. Zdążyła tylko spojrzeć po raz ostatni w lśniące triumfalnie błękitne oczy ponad głowami otaczających ją Przodków...
...a wtedy gwałtownie uniosła powieki i wzięła głęboki, roztrzęsiony oddech. Jakby dopiero co wyłoniła się spod wody, łapczywie biorąc pierwszy haust powietrza. Odruchowo uniosła głowę, jak przez mgłę szukając wzrokiem Fiołkowego Świtu i Borsuczego Futra. Echo skandujących Przodków ucichło stopniowo w jej uszach, a Malinowy Nos zamrugała parokrotnie. Czuła się... gotowa. Do drogi i do wszystkiego, co czeka ją po powrocie do obozu, siła otrzymana od Gwiezdnego Klanu wciąż krążąca pod skórą. Ale najpierw... obmiotła uważniejszym spojrzeniem srebrnego wojownika, tak bezpardonowo wyrzuconego z ich dzielonego snu. Warto sprawdzić, czy aby nie umarł. W końcu - Bluszczowy Syk na niego warknęła i spojrzała dość krzywo. Odważniejsi od niego już od tego umierali. - W porządku? - zapytała cicho, trochę drżącym, ale pozbawionym strachu głosem, a na mordce stopniowo rozlał się uśmiech. U ok, kiddo?
[Obrazek: zqG2Jtv.png]
Caviar and cigarettes, well versed in
etiquette,
extraordinarily nice, she's a

=「 K I L L E R = Q U E E N 」=
gunpowder, gelatine; dynamite with a laser beam
Guaranteed to blow your mind
      • Anytime ♡  ̖́-
LVL 6 80 / 500
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
11
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#33
To nie widowisko dla jąkających się nieudaczników.
Głos Bluszczowego Syku było ostatnim, co zostało mu dane usłyszeć w trakcie snu, do którego przypadkiem wszedł. To nie było miejsce dla niego. Nastała ciemność. W trakcie snu Borsuk nerwowo przebierał łapami, kulił się i drżał, co było dostępne jedynie dla wzroku Fiołkowego Świtu strzegącego dwójki śniących kotów. Zimy dreszcz przeszedł go po grzbiecie, gdy poczuł się bardziej... przyziemny. Leżał na boku cały obolały od spiętych mięśni, czując wilgotną, choć wciąż twardą ziemię pod swoim gęstym, srebrzystym futrem.
Wrócił?
Ostrożnie podniósł powieki, żeby sprawdzić, czy nie leży teraz przed obcą kocicą, z którą rozmawiała przyszła przywódczyni oraz czy to jego konturów nie powleka teraz srebrna nić, a ciało nie lśni gwieździstym blaskiem. Na szczęście dla Borsuczego Futra tak nie było. Udało mu się przeżyć tę rozmowę, choć... czuł się martwo. Zmęczony spojrzał na śpiącą kocicę, po czym rzucił okiem na Fiołkowy Świt, którego ruda sylwetka była doprawdy pocieszająca po tym, czego przypadkowo uświadczył. Nie odezwał się do wojownika, a jego limonkowe spojrzenie było pozbawione życia oraz jakiejkolwiek werwy, czy chęci, a także radości, która tak często tam wcześniej witała. Właściwie nie było w nich nic. Spojrzenie miał puste.
"To nie widowisko dla jąkających się nieudaczników." ponownie zabrzmiało w jego głowie. Nie pasował tam. Nie pasował do przodków Klanu Wichru. Może dlatego ojciec do niego nie przyszedł? Srebrzysty syn Twardej Gwiazdy nigdy nie czuł się częścią klanu, ani żeby tam pasował, a mimo to dla Zajączka i innych kotów chciał się dopasować. Chciał pokazać, że jednak może do niego przynależeć i być w miarę przydatny, ale teraz... teraz zrozumiał, że to nigdy nie był jego dom. Przełknął ślinę i ułożył pysk na łapach, a powolne, nieprzyjemne myśli przesuwały się po jego skołowanej głowie. Gwiezdni byli okropni. Niemalże zamordowali Kruczą Gwiazdę, a o mały włos i Borsuk by tam zszedł. Wolałby, żeby nie istnieli. Ze smętnym, nieco trupim wyrazem pyska czekał w bezruchu na to aż przyszła przywódczyni zbudzi się ze snu.
I w końcu to nastało.
Wróciła do nich jako Malinowa Gwiazda, obdarzona życiami i siłą od Gwiezdnego Klanu. Czy naprawdę tę "dobrą" instytucję reprezentowały właśnie takie koty jak tamta kocica? Borsuk nie chciał być ich częścią. Brzydził się tym, a na dodatek lękał się, że kiedyś sam trafi w ich szeregi, gdy już umrze i nie zniesie wieczności z takimi kotami. Tępe spojrzenie przesunęło się na Malinę, gdy jej głos dotarł do uszu syna przeszłego przywódcy. Milczał cztery, może pięć uderzeń serca aż w końcu powiedział:
- Ja... ja chyba z wami nie wrócę - miauknął cicho, później przełykając ślinę. Odwrócił wzrok na bok, żeby nie patrzeć na żadne z nich.
wcisnę się w bezpieczny kąt
w dziurawą ścianę wbiję wzrok
do sieci wrzucę płaczliwy post
p o l u b i s z g o
[Obrazek: zHxYpKl.png]
ty tylko popatrzysz, a ja
poczuję się gorzej na samą myśl
zaczynam zamykanie bram
LVL 5 265 / 400
MedLVL 2 16 / 300
13
Siła
S
14
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#34
Obserwował w milczeniu, jak oboje zasypiają i westchnął cicho. Obserwował przez chwilę Borsucze Futro, jednak ten nie wybudził się gwałtownie; mogło to więc oznaczać, że Gwiezdni wyrazili zgodę na to, by był świadkiem ceremonii bądź też by spotkał się z Przodkami w innym miejscu. Odwrócił więc głowę i obserwował okolicę, pogodzony z tym, że sam będzie pilnował tej dwójki. Było cicho i spokojnie do momentu, w którym srebrzysty wojownik nie zaczął szamotać się i rzucać we śnie, co przykuło uwagę Fiołkowego Świtu. Kocur obserwował przez chwilę towarzysza podróży i zmarszczył czoło; w pierwszej chwili miał ochotę nim potrząsnąć, by przerwać jego sen i wybudzić go siłą, w obawie przed tym, że miał do czynienia z kotem z Miejsca Gdzie Brak Gwiazd. Ostatecznie jednak uznał, że przy uświęconym miejscu, jakim była Szepcząca Sadzawka nikt z Ciemnego Lasu nie odważyłby się wdzierać w sen; dlatego oparł jedynie łapę na barku wojownika i zamruczał cicho. Nie chciał tracić czujności, jednak stan, w jakim nalazł się Borsucze Futro był... przykry. Co działo się w jego śnie? Uniósł spojrzenie na rozgwieżdżone niebo wierząc, że ci nie pozwoliliby na to, by stała mu się krzywda.
Cofnął gwałtownie łapę zaskoczony nagłym wybudzeniem się Borsuczego Futra. Zamrugał zaskoczony i wymruczał ciche "co się stało", jednak chyba było zbyt ciche lub wojownik był zbyt przejęty tym, co zobaczył, by w ogóle zarejestrować ten fakt. Spojrzał na niego pytająco, jednak nic więcej już nie powiedział; gdy Malinowy Nos... nie, teraz już Malinowa Gwiazda się wybudziła spojrzał na nią i uśmiechnął się lekko. Miał wystarczająco dużo czasu, by myśleć i by gorycz jego własnego wewnętrznego głosu podeszła mu żółcią do gardła, dlatego też ocknięcie się obojga było ulgą dla jego umysłu, wyzwolonego z autopilota wymuszonego otaczającą go ciszą. Zbliżył się do niej i potarł policzkiem o jej policzek, a na jej pytanie odwrócił głowę w stronę Borsuczego Futra, którego odpowiedź go zaskoczyła. Patrzył na niego z niedowierzaniem.
- O czym ty mówisz? - powiedział marszcząc czoło w konsternacji. - Przecież nie zostawimy cię tutaj. Co się stało? - spytał zaraz, przeskakując spojrzeniem z syna Twardej Gwiazdy na białą kotkę i z powrotem, nie mając pojęcia co się dzieje i o co chodzi. Czy postąpił źle, nie wyrywając Borsuka siłą ze snu? Czy w istocie nie widział Gwiezdnych, a potępionego, który jedynie podawał się za członka Gwiezdnego Klanu?
قالوا: تموت بها حبـاًً؟ قلـت: ألا آذكروها علـى قبـري لتحيينـي
they asked: "do you love her to death?"
I said "speak
of her over my grave and
watch
how she brings me back to l i f e"
LVL 8 530 / 500
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
18
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#35
Chyba się przesłyszała. To na pewno echo skandujących jej imię głosów zakręciło się gdzieś w uszach i spowodowało takie... zniekształcenie w odbiorze. Zmarszczyła czoło, przenosząc zdezorientowane spojrzenie na Fiołka - rozumiesz coś z tego? - by powrócić do Borsuczego Futra zaraz potem.
- Słucham? - zapytała, unosząc lekko brwi, tak jakby Borsuk właśnie stwierdził, że niebo jest zielone. A jemu o co chodzi? Bluszczowy Syk spojrzała na niego krzywo i syknęła parę nieprzyjemnych słów, fakt, ale wciąż nie widziała związku między byciem obruganym przez martwą Gwiezdną a nagłym stwierdzeniem "phew, to ja nie wracam!". Obraził się tak strasznie, że aż na cały obóz? Foch z przytupem i melodyjką? Niezbadane są głębie Borsukowego umysłu. Zmierzyła kocura spojrzeniem od góry do dołu, nie chłodnym, ale też nieszczególnie ciepłym, bardziej... skonfundowanym niż cokolwiek innego.
- Nie wygłupiaj się. Idziemy. - żachnęła się od niechcenia, przywołując na mordkę sceptyczną minę pod tytułem "nie wydaje mi się." Nie na mojej zmianie, bub. Jeśli nagle doznał olśnienia, że nie chce wracać do obozu, to nie musiał w nim tkwić - droga wolna, wyjście było otwarte. Może spotka Ptaszynę i Grada po drodze, ona nie zamierzała trzymać nikogo w Klanie siłą. Ale taką figę jeśli myślał, że tak po prostu sobie tutaj zostanie, a ona albo Fiołek odwalą za niego brudną robotę w postaci przekazania nowin Zajęczemu Susowi, Krzykliwej Mewie i komu tam jeszcze na Borsuku zależało. Niedoczekanie twoje.
- Nie wiem skąd ten pomysł.... ale nie sądzę. - odpowiedziała takim tonem, jakby Borsuk wpadł na plan godny wyjątkowo kreatywnego trzylatka. Nie, zabazgranie całej ściany świecówkami to nie jest dobry pomysł. Odłóż kredkę. - Zabrałam cię na tę wyprawę i wrócisz ze mną z tej wyprawy. A teraz w drogę. - zdecydowała jakby nigdy nic, niechętnie odrywając policzek od policzka partnera i podnosząc się na łapy. Otrzepała futro, poruszyła wąsami i wbiła w srebrnego wojownika naglące, twarde spojrzenie. Raz dwa, żebym nie musiała powtarzać.
[Obrazek: zqG2Jtv.png]
Caviar and cigarettes, well versed in
etiquette,
extraordinarily nice, she's a

=「 K I L L E R = Q U E E N 」=
gunpowder, gelatine; dynamite with a laser beam
Guaranteed to blow your mind
      • Anytime ♡  ̖́-
LVL 6 80 / 500
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
11
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#36
Zanim zdążył odpowiedzieć Fiołkowemu Świtowi do jego uszu dotarł głos Malinowego Nosa... Gwiazdy(?). Ugh, ona się jeszcze temu wszystkiemu dziwiła? Stało się bardzo dużo. Oj, bardzo. Borsucze Futro przełknął gulę, która stanęła mu w gardle, sprawiając, że miał poczucie lekkie poczucie duszności. Całe szczęście w tej sytuacji jego zajęcze serducho nie biło w przyśpieszonym tempie i nie miało zamiaru wyskakiwać z jego piersi.
- Gwie-Gwiezdna miała rację... Klan Wi-Wichru to nie miejsce dla ta-takich nieudaczników, jak ja - wypalił bez życia, odwracając pysk na bok. Nie chciał na nich patrzeć było mu wstyd, a okropna kocica miała rację. Przynajmniej jego zdaniem. Nigdy nie był niczego wart, chociaż inne koty próbowały mu wmówić coś zupełnie innego. Pewnie chciały, żeby czuł się lepiej. Podobno gdy często powtarza się jakieś kłamstwo, to samemu zaczyna się w nie wierzyć. W klanie był tylko dla Zajączka, swoich przyjaciół i poniekąd również dla matki, ale przynosił im jedynie wstyd. Nie chciał tego. Wiedział, że jeśli odejdzie, to ich skrzywdzi, jednakże... miał świadomość tego, że teraz jest jeszcze gorzej. Oni wkrótce by o nim zapomnieli i byliby wolni od takiego nieudacznika, jak on, który bał się kociąt!
Nie patrzył na Malinową Gwiazdę, która zabrała po raz kolejny głos i nakazała powrót do obozu, ale mimo tego czuł na sobie jej świdrujące spojrzenie. Mięśnie mu drgnęły, lecz... nadal się nie podniósł. Wciąż leżał przy brzegu sadzawki.
- Mu-muszę so-sobie wszy-wszystko prze-przemyśleć - szepnął bardziej do siebie, niż do nich. A może zostanie strażnikiem Szepczącej Sadzawki, albo włóczykijem z misją odnalezienia własnego "ja" i szczęścia?
wcisnę się w bezpieczny kąt
w dziurawą ścianę wbiję wzrok
do sieci wrzucę płaczliwy post
p o l u b i s z g o
[Obrazek: zHxYpKl.png]
ty tylko popatrzysz, a ja
poczuję się gorzej na samą myśl
zaczynam zamykanie bram
LVL 5 265 / 400
MedLVL 2 16 / 300
13
Siła
S
14
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#37
Spojrzał najpierw na Malinę, a później na Borsuka. Gdy ten się odezwał zmarszczka przecinająca jego czoło pogłębiła się tylko, gdy posłał pełne niezrozumienia spojrzenie swojej partnerce. Wiedziała coś o tym? Co stało się w jego śnie? Potrząsnął głową znów spoglądając na kocura i zmarszczył pysk w krzywym, niezadowolonym grymasie.
- Borsucze Futro - odezwał się podchodząc do wojownika. Trącił jego bark, patrząc mu na pysk; nie musiał na niego patrzeć by czuć, że starszy wojownik obserwował go uparcie. - Wrócisz z nami do obozu. Tam nikt nie będzie cię trzymać w miejscu. Ale jesteś wojownikiem, jesteś dorosły, więc to ty poinformujesz o swojej decyzji swoją matkę, brata, siostrę, Krzykliwą Mewę, Szałwiowy Dym, a także naszą córkę, Krokusową Łąkę. Nie my - powiedział spokojnie patrząc na kocura. Pomimo stanowczości nie było w nim groźby, w końcu nie było to coś, do czego Fiołkowy Świt by się posunął. Nie w takiej sytuacji. - A teraz chodź. Klan na pewno wyczekuje naszego powrotu - powiedział i odszedł na pół kroku od kocura, posyłając mu wyczekujące spojrzenie.
قالوا: تموت بها حبـاًً؟ قلـت: ألا آذكروها علـى قبـري لتحيينـي
they asked: "do you love her to death?"
I said "speak
of her over my grave and
watch
how she brings me back to l i f e"
LVL 8 530 / 500
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
18
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#38
Stłumiła niecierpliwe prychnięcie, które chciało wyrwać się z jej mordki, zamiast tego zaciskając jedynie wargi w ciasną kreskę. Spędziła chyba za dużo czasu z ciotką. Ledwo kilka chwil w jej towarzystwie, a gdzieś w środku jej stare nawyki już czujnie podniosły łeb z cichym sykiem. Bluszczowy Syk pewnie złapałaby go za twarz i wepchnęłaby go pyskiem naprzód w tę sadzawkę, może chłodna woda wybiłaby mu z głowy takie głupie pomysły. Poranna Rosa pewnie parsknęłaby chłodnym śmiechem i stwierdziła, że jeśli chce gnić nad tym brzegiem to niech gnije, ona nie ma czasu na kwękanie jakiegoś słabeusza.
Malinowa Gwiazda jedynie westchnęła, pozwalając by bulgocząca pod skórą irytacja rozeszła się powoli po jej ciele, aż zniknęła całkiem, tak jak stopniowo zanika fala na wzbudzonej powierzchni stawu.
- I to jest twój plan? Udowodnić jej, że miała rację? - zapytała cicho, wręcz łagodnie, marszcząc lekko białe czoło. Pęknąć pod wpływem kilku ostrzejszych słów jak wysuszona gałązka? Załamać się, położyć i poddać, najlepiej nie ruszając się nawet z miejsca, w którym Bluszczowy Syk go tak pogardliwie wypluła? Żałosne, syknął cicho głos gdzieś w jej głowie, tak łudząco podobny do głosu ciotki.
- Spójrz na mnie, Borsucze Futro. - nakazała mu zdecydowanym głosem, licząc na to, że miękki wojownik nie oprze się tak bezpośredniej, wydanej mu komendzie. Umiała być bardzo przekonująca kiedy chciała. - Bluszczowy Syk cię nie zna i nie ma pojęcia kim jesteś. Ty wiesz kim jesteś. A do tej pory wydawało mi się, że wojownikiem Klanu Wichru. - przyglądała się wojownikowi pochmurnie, bez gniewu, ale również bez uśmiechu. Przysięgałeś. Może i nie spodziewała się po nim wiele, może i miał wręcz groteskowo uległy, miękki kark, ale nigdy nie sądziła, że był tchórzem. Twarde, nieugięte spojrzenie nabrało wyrazu, kiedy przemknęło w stronę stojącego tuż obok Borsuka Fiołka - i z powrotem na srebrzystego wojownika. - I tak jak mówi Fiołkowy Świt. Będziesz miał czas, żeby to sobie przemyśleć. W obozie. - dokończyła nieznoszącym sprzeciwu tonem, odwracając się już, by wznowić marsz. Dokądkolwiek Borsucze Futro zdecyduje się pójść i czy w ogóle - jego decyzja, jego życie, tak jak zauważył Fiołek - był dorosły. Szkoda tylko, że w tym konkretnym momencie zachowywał się jak samolubny, roztrzęsiony szczeniak. I dokładnie tak zostanie potraktowany - jak kociak zawleczony z powrotem do kociarni, czy mu się to podoba czy nie. - A zanim pójdziesz gdziekolwiek wpierw pożegnasz się z bratem. Tyle mu jesteś winny, nie uważasz? Za mną. - trzepnęła uchem, nie patyczkując się dłużej i ruszając w drogę powrotną. Póki co powolnym marszem, upewniając się, czy aby na pewno Borsucze Futro jednak ruszył swój srebrny zadek. Lepiej żeby nie próbował uciekać - wciąż czuła siłę udzieloną jej przez Gwiezdny Klan, miała teraz całe dziewięć żyć na podorędziu, a Fiołkowy Świt był z nich wszystkich najsprawniejszym biegaczem. Na jego miejscu poczłapałaby grzecznie do obozu, póki jeszcze ma wybór, by człapać o własnych siłach.
[Obrazek: zqG2Jtv.png]
Caviar and cigarettes, well versed in
etiquette,
extraordinarily nice, she's a

=「 K I L L E R = Q U E E N 」=
gunpowder, gelatine; dynamite with a laser beam
Guaranteed to blow your mind
      • Anytime ♡  ̖́-
LVL 6 80 / 500
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
11
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#39
Jaki był w tym sens? On chciał tutaj po prostu zostać i już nie wracać, a przynajmniej nie przez jakiś czas. Tymczasem oni kazali mu nadkładać drogi i na dodatek po raz kolejny się upokorzyć. Wystarczyło mu już to, co miał teraz. Dlaczego nie okazali chociaż krzty zrozumienia? Posłał krótkie spojrzenie Malinowej Gwieździe, które powoli przestawało być puste i zaczęło napełniać się bólem oraz goryczą. Przecież tam była, słyszała to wszystko i widziała, a mimo to... nie rozumiała. Słowa taty Krokus wydawały się w jakimś stopniu słuszne, jednak okropnie kłóciły się z tym, co faktycznie czuł.
Odwrócił od niego głowę, ale wciąż się nie podnosił. Wtedy właśnie głos zabrała nowa Gwiazda Klanu Wichru.
Co miał jej udowadniać? Że nie miała? Przecież każdy jeden wiedział, nawet Ty, Malinowy Nosie, że miała. Nie nazwała go de facto tchórzem, ale zwyczajnym nieudacznikiem i o to się rozchodziło. Nim właśnie był. Co do jednego miała rację, Borsuk wiedział kim jest i słowa Bluszczowego Syku były bardziej niż trafne. Nie patrzył na nią, chociaż mu kazała. Futro zjeżyło mu się na karku, a uszy przylgnęły do czaszki. To wszystko zapowiadało się tragicznie. Jeśli wróci, to najwyraźniej byli gotowi go upokorzyć i publicznie stwierdzić, że chciał odejść, zmuszając go do "pożegnań". To wszystko szło źle. Zdecydowanie nie tak, jak powinno. Na gwiezdny klan, czemuś ty się w ogóle zgłosił na tę wyprawę? Sam nie wiedział.
- Je-jestem nie-nieudacznikiem - wypalił tylko. Fakt, że złożył przysięgę, a teraz chciał ją złamać... Chociaż przecież słowa były dla niego takiego ważne.
Nie, nie zachowuj się jak kocię. Skończyłeś trening na wojownika, złożyłeś przysięgę, zawarłeś przyjaźnie i niedawno otrzymałeś swojego pierwszego terminatora. Wyłamałeś się z tłumu, kiedy sytuacja tego wymagała, powiedziałeś nie, gdy potrzebowałeś, a teraz chcesz tak po prostu uciec, bo jakaś od wielu księżyców martwa kocicą powiedziała ci, że jesteś robakiem? Kim ona była, żeby podważać opinie innych? Jesteś synem swojej ojca. Może nie ma w Tobie takiej emanującej siły, jak w Sokole, czy Malinowym Nosie, ale przecież potrafiłem pokazać, że jesteś wart więcej niż strawa dla wron.
To wszystko brzmiało w jego głowie, jakby jakiś obcy głos do niego mówił, choć tak naprawdę to jedynie jego własne myśli biły się między sobą.
Wtem wstał i chwiejnym krokiem zaczął iść w kierunku terytorium Klanu Wichura, nie patrząc się za siebie.
wcisnę się w bezpieczny kąt
w dziurawą ścianę wbiję wzrok
do sieci wrzucę płaczliwy post
p o l u b i s z g o
[Obrazek: zHxYpKl.png]
ty tylko popatrzysz, a ja
poczuję się gorzej na samą myśl
zaczynam zamykanie bram
LVL 5 265 / 400
MedLVL 2 16 / 300
13
Siła
S
14
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#40
Choć chciał westchnąć, głośno i ciężko, to powstrzymał się i jedynie zamknął oczy, pozwalając by chłodne, nocne powietrze wypełniło jego płuca i uniosło klatkę piersiową. Czuł się trochę tak, jakby rozmawiał z obrażonym terminatorem, nie zaś z dorosłym wojownikiem, od którego był niewiele starszy. Mimo to jednak wiedział, że nie mógł tak po prostu parsknąć i zignorować tego, co powiedział Borsucze Futro oraz tego, co czuł. Nie wiedział, jak mu pomóc, nie wiedział czy kocur w ogóle chciał pomocy... co utrudniało sprawę. Nie chciał być nieczuły, jednak też nie miał w tej chwili zbyt wiele sił emocjonalnych, by poświęcać je na pociągnięcia go w górę.
- Jesteś wojownikiem Klanu Wichru - powiedział spokojnie na jego słowa. - Widzę przed sobą kota, który pomimo lęku ukończył trening. Który poluje i broni swojego klanu. Który pomagał w zbieraniu ziół. Który odważył się odezwać na poprzedniej ceremonii i zaproponować rozwiązanie. Który ostatecznie odważył się wyrazić chęć uczestniczenia w wyprawie przyszłego przywódcy - mówił spokojnym, łagodnym tonem, gdy już ruszyli naprzód. Zerknął kątem oka na Borsucze Futro i uśmiechnął się do niego serdecznie, choć dość słabo i blado. Był zmęczony i chciał wrócić do domu.
- Nie daj sobie wmówić, że jesteś nieudacznikiem, kiedy bez problemu mogę podać argumenty przeciw takim słowom - dodał jeszcze i majtnął zamaszyście ogonem, mimowolnie przyspieszając kroku.
قالوا: تموت بها حبـاًً؟ قلـت: ألا آذكروها علـى قبـري لتحيينـي
they asked: "do you love her to death?"
I said "speak
of her over my grave and
watch
how she brings me back to l i f e"
LVL 8 530 / 500
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
18
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#41
Ktoś mniej przychylny powiedziałby pewnie, że trwały tutaj emocje jak na grzybobraniu, ale prawd była taka, że cała ta sytuacja była bardzo poważna. Jeśli Borsuk po słowach Gwiezdnej nie czuł się najlepiej, to z całą pewnością po powrocie do obozu będzie potrzebował kogoś, kto go wysłucha i doda mu nieco więcej sił. Na razie Fiołek i Malina mieli wiele racji w swoich słowach, a najmłodszy członek wyprawy przynajmniej częściowo poszedł po rozum do głowy i zdecydował się ruszyć w stronę rodzinnych ziem. Może podróż do domu w chłodny pornek jakoś mu pomoże? Bo, tak, noc powoli ustępowała dniu, Gwiazda spędziła więcej czasu u przodków niz przypuszczała, ale teraz w końcu ruszyli. Nie uszli jednak daleko, gdy zaczęli odczuwać dojmujacy głód i pragnienie, musieli więc zatrzymać się, żeby napełnić brzuchy. W tym czasie słońce wyłoniło się już na horyzoncie, a potem wędrowało wraz z nimi. Musieli nieco nałożyć drogi, gdyż spotkali Dwunożnych wybierających się na jakiś romantyczny spacer, przy Grzmiącej Ścieżce trafili nawet na ich potwora. Czas zatem płynął, słońce tak jak oni wędrowało po widnokregu.
Gdy zmęczeni znaleźli się w pobliżu obozu, dzień chylil się już ku końcowi. Robiło się przyjemnie chłodniej, zanosilo się na wspaniały wieczór i noc, trawa wkrótce miała pokryć się rosą, a okoliczne ptaki odbywały ostatnie loty przed snem głośno krzycząc. Malina spostrzegła kogoś czekającego przed wejściem, ale nim upewniła siw, który to z członków Klanu, jego już nie było. Pobiegł najwyraźniej zawiadomić cały Klan, że wrócili. I najpewniej mieli znowu Gwiazdę.

+15 exp dla Maliny
+10 exp dla Fiołka
+10 exp dla Borsuka
[Obrazek: jasny_240px.png]

Someday, when we are wiser
When the worlds older
When we have learned
I pray
Someday we may yet
Live to live and to let live
Someday, life will be fairer
Need will be rarer
And greed will not pay
LVL 5 285 / 400
MedLVL 7 285 / 1100
7
Siła
S
13
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#42
Czy aby na pewno taka poważna? Biała kocica czuła się bardziej, jakby po drodze do domu użądliła ją pszczoła. Irytujące, niepotrzebne, spowalniające wędrówkę - ale w sumie bez znaczenia. To co Borsucze Futro ostatecznie zdecyduje nijak nie wpływało na to, co miała przed sobą - powrót do obozu, ceremonia, pełne nadziei i oczekiwań oczy Wichrzaków. Psioczył, że nie wykazali zrozumienia - och, wykazali aż nadto. Gdyby tak nie było byłby właśnie do obozu ciągnięty, albo gorzej - byłby zostawiony tam, nad brzegiem sadzawki. Malinowy Nos... nie, Malinowa Gwiazda nie miała zamiaru się tłumaczyć nikomu, czemu wyszła z obozu z dwoma wojownikami, a wróciła tylko z jednym. Nie wziął tego pod uwagę. Malinowa Gwiazda nie zamierzała spojrzeć w oczy Zajęczego Susa, Krzykliwej Mewy i Szałwiowego Dymu i powiedzieć im "przepraszam, że zostawiłam gdzieś po drodze ważną dla was osobę". Tego również nie wziął pod uwagę. Cała ta wymiana zdań bardziej przypominała egoistyczny, kocięcy kaprys niż cokolwiek innego, bo nie myslał w tym momencie o nikim innym, jak tylko o sobie - i tak został potraktowany, jakby to była przelotna zachcianka ciągniętego na wycieczkę kociaka. Idź do swojego pokoju i przemyśl swoje zachowanie. Porozmawiamy jak dojrzejesz. Malinowa Gwiazda trzepnęła z irytacją uchem, nabierając tempa, z Fiołkowym Świtem u swojego boku, gdy nagle otworzyła szerzej oczy. Stokrotka. Biały Kwiat. Przekazała jej wiadomość, a ona musiała dopilnować, by i on wiedział. Lekko szturchnęła rudego wojownika barkiem, pochylając głowę i zniżając nieco głos.
- Jeden z Gwiezdn- moja matka... powiedziała mi coś, dajac mi swój dar. - zaczęła cicho, nerwowo poruszając wąsami, ale zielone oczy lśniły wyraźnie i jasno. - Powiedziała mi, że Jabłoń, Oset, Goździk... żadnego z nich nie ma tam, na górze. - wyszeptała, a biała mordka drgnęła wyraźnie, rozciągając się powoli w uśmiechu. Powinien wiedzieć co to oznacza. Ich dzieci żyją, gdzieś z dala od domu, ale wciąż. I może pewnego dnia do niego wrócą. Nie było jednak czasu na więcej słów, bo wędrówka dobiegła końca, a oni mogli już zobaczyć wejście do obozu. Uśmiechnęła się pod nosem na widok wojownika, który na ich widok zerwał się na nogi i wbiegł do obozu, najprawdodpobniej niosąc już radosną nowinę. Po raz ostatni potarła policzkiem o policzek Fiołkowego Świtu i wysunęła się naprzód, jako pierwsza wchodząc do obozu i zaraz biorąc głęboki oddech rześkiego, porannego powietrza. Jak dobrze być w domu.

// :szmalina:
[Obrazek: zqG2Jtv.png]
Caviar and cigarettes, well versed in
etiquette,
extraordinarily nice, she's a

=「 K I L L E R = Q U E E N 」=
gunpowder, gelatine; dynamite with a laser beam
Guaranteed to blow your mind
      • Anytime ♡  ̖́-
LVL 6 80 / 500
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
11
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#43
Prawdę mówiąc... ledwo ich słyszał. Czuł się, jak w jakiejś bańce, która oddzielała go od pozostałej dwójki Wichrzaków. Co prawda, głosy docierały do jego uszu, a szczególnie ten Fiołkowego Świtu, ale Borsuk miał wrażenie, że są jakieś przytłumione i dalekie, jakby kocur stał gdzieś w oddali, a srebrzysty słyszał jedynie stłumione krzyki.
Przełknął tylko ślinę, gdy kocur powiedział, że ma argumenty na to, że nieudacznikiem nie jest i ma nie dawać go z siebie robić. To go trochę... podniosło na duchu, ale tylko trochę. W każdym razie na tyle, że zaczął stawiać faktyczne kroki zamiast sunąć łapami po ziemi, brudząc swoje białe futro od trawy.
Szli przed siebie prosto na tereny Klanu Wichru, a gdy w końcu dotarli na własne terytorium dzień chylił się już ku końcowi. Cała trójka była już bardzo zmęczona, kiedy dotarli do samego obozu, a ze zmęczenia Borsucze Futro nie miał po prostu głowy do rozmyślania o tym co zaszło i najchętniej poszedłby spać. Sęk w tym, że pewnie ze zmęczenia nie dałby rady zasnąć. W końcu nie był zmęczony jedynie fizycznie, ale również psychicznie. Wyprawa i spotkanie z Gwiezdnymi mocno odbiło się na jego psychice. On podczas całej tej drogi nie był w stanie pomyśleć zbyt wiele, ponieważ po prostu odebrało mu sił, ale najwyraźniej Malinowa Gwiazda przejęła się całą sprawą i myślała też o bliskich mu kotach, które mógłby w ten sposób skrzywdzić. Dobrze, że chociaż raz ktoś myślał o innych za niego. Może w końcu Klan Wichru był w dobrych ręk... znaczy się, łapach.

zt
wcisnę się w bezpieczny kąt
w dziurawą ścianę wbiję wzrok
do sieci wrzucę płaczliwy post
p o l u b i s z g o
[Obrazek: zHxYpKl.png]
ty tylko popatrzysz, a ja
poczuję się gorzej na samą myśl
zaczynam zamykanie bram
LVL 5 265 / 400
MedLVL 2 16 / 300
13
Siła
S
14
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości