Cechą charakterystyczną kocura jest rozdarte na pół prawe ucho - ślad po walce z jenotem. Rana zdążyła się zagoić, jednak ucho nie zrosło się w całość i mniej-więcej od połowy jest podzielone na dwie połówki. Podczas dorastania, jego chude łapy stały się bardziej masywne, pasujące do reszty ciała. Jest wysoki i dobrze zbudowany, ale absolutnie nie za gruby. Dzięki dużej dawce ruchu jego mięśnie ładnie rysują się pod futerkiem i nie ma miejsca na choćby gram dodatkowego tłuszczu. Jego futro jest koloru szarego, pokryte grubymi, czarnymi pręgami, które nie zlewają się w szaro-burą masę, a bardziej przypominają pręgi tygrysa. Na ciele nie ma białych znaczeń; wyjątkiem jest niewielka plamka na pyszczku, konkretniej na brodzie. Tym, co wyróżnia go od innych są jego przenikliwe, jasnozielone oczy.
Grad od małego umiłował sobie walkę; na początku oczywiście jako zwykłe przepychanki między rodzeństwem. Jest pewny siebie i ciekawski, lubi poznawać nowe rzeczy – ale raczej przez doświadczenie, niż słuchanie starszych. Jego odwaga czasami wpędza go w kłopoty, ale mimo to nie zmienia swojego zachowania.
Dość sporych rozmiarów nora, utworzona przez jakąś zwierzynę, która ją już opuściła. Znajduje w lesie za Czarnym Pazurem, dość blisko rzeki i co za tym idzie - granic z Klanem Wichru i Cienia.
***
Po opuszczeniu terenów Klanu Wichru, Grad i jego towarzysz niedoli udali się na krótkie polowanie. W końcu cokolwiek nie postanowią, lepiej będzie to zrobić z pełnym żołądkiem. Następnie przez dłuższą chwilę szukali miejscówki. Znaleźli w końcu Leśną Norę - nie było to może idealne miejsce, ale póki co powinno wystarczyć.
- Chyba może być, co? - zapytał cicho Gawrona, wchodząc do środka. Na zewnątrz zrobiło się już chłodniej, co oznaczało, że zbliża się wieczór. Było jeszcze jednak dosyć jasno, ponieważ dni były wyjątkowo długie podczas Pory Zielonych Liści. Gdy tylko szaropręgowany poczuł pod łapami dość miękką ściółkę, jaką była wyłożona nora, poczuł, jak ogarnia go zmęczenie. Póki co musieli jednak ustalić, co dalej - to też były Zastępca jedynie usiadł, wpatrując się w czarnego.
- Nie wiem, co planujesz teraz zrobić - zaczął. Jego głos dzisiaj był wyraźnie zgaszony. Nie było w nim werwy, z jaką zazwyczaj mówił - czy to w dobrych, czy w złych sytuacjach w swoim życiu. Zielone oczy też były pozbawione iskry. - Ja... pomyślałem, że możemy udać się do innych klanów. Powiedzieć, co zaszło. Nie wiem, czy nam uwierzą, nie wiem... czy w ogóle będą chcieli z nami rozmawiać - zamknął na chwilę oczy i westchnął głośno. - Czy to w ogóle ma sens, czy... czy nie powinienem się po prostu pogodzić z tym, że odniosłem porażkę - gdy skończył, spuścił na chwilę wzrok. To też wcześniej mu się nie zdarzało. Pierwszy raz w życiu poczuł, że patrzenie na swoje własne łapy jest łatwiejsze, niż patrzenie w pysk swojego rozmówcy.
/Gawron
Uciekaj chłopcze od wielkich idei co
Niczym bajeczne race płoną nad moim miastem
Biegnij teraz jak łagodny zwierz
Biegnij by dowiedzieć się
O sobie samym i o świecie co Zimny jest jak lód
Biegnij dalej sam
Żeby sprawdzić co cię martwi
Żeby sprawdzić komu ufać Kogomijaći siębać
Oczywiście całe ciało młodego spowija czerń, która nie odpuszcza innym kolorom sierści. Gawron już dawno wyzbył się mięciutkiej, puszystej sierści, zamieniając ją na lśniącą, mocno zbitą przy sobie sierścią. Na przekór długowłosym rodzicom, jego sierść jest krótka, niezbyt odstająca od reszty ciała . A skąd się wzięła? Najwyraźniej geny resecywne. Nie przypomina swych rodziców również pod względem wzrostu, bowiem łapy młodzika szybko wyszły w górę niczym tyczki, a dzięki temu staje się najwyższy z rodzeństwa, i najprawdopodobniej w przyszłości króliki i zające nie będą miały szans, ze smukłym i dosyć chudym ciałkiem Gawrona. Z łatwością można stwierdzić, że nie będzie jakoś super silny. Na ładnie zarysowanym pyszczku kocurka widnieją tajemnicze, żółtawo-złote ślepia, które już dawno stracily niebieską barwę, niżej znajduje czarny nosek, a wyżej optymalnej wielkości uszy.
Młodzik, posiada wybujałą dumę i jakże wielkie ego, które kiedy zostanie zranione można wiedzieć, że ten nie odpuści tak łatwo. Kocur działa emocjonalnie, chwilowo, impulsywnie z powodu chwili potrafi zrobić rzeczy, których normalnie nie uczyniłby. Gdy musi zrobić coś szybko uważa, że nie ma czasu na rozmyślenia, a na nieszczęście zazwyczaj kończy się to atakiem z jego strony. Wybuchowy, jednak na pewno nie emocjonalny. W swoim krótkim życiu prawie nigdy nie odczuwał smutku, nawet kiedy nad Wicher nadpłynęły ciemne chmury, on był nieswój oraz niepewny. Niepewność... ku zdziwieniu kociak odczuwa niepewność o wiele więcej razy niż wcześniej, towarzyszy mu coraz częściej, jednak zostaje zatopiona maską odwagi i dumy. Chęć bycia najlepszym wraz z dużą ilością odwagi tworzy nierozwagę i pozbawienie instynktu samozachowczego, że niby wcale się nie boi, co tworzy z niego samozwańczego superbohatera, który uratowałby wszelkiego kota z jego rodziny, no a cała chwała spłynęła by na niego oczywiście. Bywa arogancki, pyskaty i pyszałkowaty, z chłodem i obojętnością patrząc na inne oczywiście gorsze od niego koty. Jednak nie róbmy z niego kota o zimnym, skamieniałym sercu, bo oczywiście tak nie jest, ba w przeciwieństwie do innych wie co to miłość. Kocha swoją rodzinę. Płeć piękna w jego oczach spada jeszcze niżej niż zwykłej do tego jednak nie dochodzi zwykłe obrzydzenie, jak w wypadku kociąt a chęć, a raczej obowiązek chronienia tych istot. Cały w kp
Omszały Kamyk (KR) Musza Łapa (GK)
Gawron pokazał Gradowi miejsce, w którym powinno być sporo zwierzyny, a jak się później okazało miał całkowitą rację. Tak więc jeden punkt można było odznaczyć, teraz tylko jakieś schronienie. Kocury miały sporo szczęścia gdyż nie minęło dużo czasu, a im oczom ukazała się jakaś niezbyt wielka Nora. Czarny pewnie wlazł do środka, brak jakiegokolwiek zapachu przekonał go o tym, że owa jest opuszczona i że samotnicy spokojnie mogą się w niej zadomowić. Przecież jakiś borsuk lub lis nie byłby dobrym współlokatorem. W środku było dość ciasno, lecz i spokojnie, przytulnie. Całe szczęście w środku już znajdował się miękki mech.
- Dzisiaj nic lepszego i tak nie znajdziemy - odparł niby to obojętnie i usiadł obwijając czarnym ogonem równie czarne łapy ziewając przeciągle. O tak. Dzisiaj się dużo działo. Niby kocur wiedział, że Grad nie zostanie Gwiazdą jednak nie spodziewał się, że to wszystko tak się zakończy. Może tak będzie lepiej... no Wichrowcy z pewnością ucieszą się, że ci inni odeszli z ich perfekcyjnie słabego Klanu. Jednak kocur wiedział, że Gradowi trudno jest z tym się pogodzić. Był jakiś zgaszony, był inny, był obcy. A Ptaszyna nie wiedział co ma z tym fantem zrobić.
- Ale... po co? - odpowiedział nieco zdziwionym tonem. Inne klany zapewne nie będą chciały ich słuchać, a nawet jeśli to co? Zaatakują Wicher, oplują go za to, że ci jawnie złamali ten święty Kodeks? Czy nie lepiej było odpuścić i żyć dalej? Pogodzić się z przegraną? Gawron już to zrobił. A raczej niezbyt go obchodził Klan i to, że nikt go tam nie chciał. Miał koło ogona to, że Sokół jest lepszy, że sam sobie zniszczył życie. Ale egzystencja jako samotnik nie jest taka zła. Może jest nawet lepsza - Zostawmy Klany i wszystko co z nimi związane za sobą... Odpuść to... - dlaczego teraz mam w głowie Let it go z Hamiltona ;-; dla mnie, dla siebie, dla większego dobra. Gawron za długo się przejmował, nie chce by z Gradem było tak samo.
Cechą charakterystyczną kocura jest rozdarte na pół prawe ucho - ślad po walce z jenotem. Rana zdążyła się zagoić, jednak ucho nie zrosło się w całość i mniej-więcej od połowy jest podzielone na dwie połówki. Podczas dorastania, jego chude łapy stały się bardziej masywne, pasujące do reszty ciała. Jest wysoki i dobrze zbudowany, ale absolutnie nie za gruby. Dzięki dużej dawce ruchu jego mięśnie ładnie rysują się pod futerkiem i nie ma miejsca na choćby gram dodatkowego tłuszczu. Jego futro jest koloru szarego, pokryte grubymi, czarnymi pręgami, które nie zlewają się w szaro-burą masę, a bardziej przypominają pręgi tygrysa. Na ciele nie ma białych znaczeń; wyjątkiem jest niewielka plamka na pyszczku, konkretniej na brodzie. Tym, co wyróżnia go od innych są jego przenikliwe, jasnozielone oczy.
Grad od małego umiłował sobie walkę; na początku oczywiście jako zwykłe przepychanki między rodzeństwem. Jest pewny siebie i ciekawski, lubi poznawać nowe rzeczy – ale raczej przez doświadczenie, niż słuchanie starszych. Jego odwaga czasami wpędza go w kłopoty, ale mimo to nie zmienia swojego zachowania.
Gawron nie rozumiał. Znikał z klanu, a nawet gdy w nim był... to nigdy nie angażował się tak, jak były zastępca. Dla szaropręgowanego Wicher był zawsze na pierwszym miejscu. Dbał przede wszystkim o swoich bliskich i o klan jako ogół. To była główna motywacja jego działań, a teraz...? Jak powinien działać? Czym się kierować, jeśli nie Kodeksem i dobrem klanu? Urodził się w klanie i spędził tam przeszło pięćdziesiąt księżyców. Podczas tego okresu nie darzył zbytnim szacunkiem samotników, w końcu to koty bez zasad... A teraz miał się stać jednym z nich. To jednak nie było wszystko. Od tej pory Klan Wichru będzie pamiętał go jako nieudacznika. Będzie jedynym Przywódcą, którego klan zmusił do odejścia...
- W ten sposób mogliby chociaż dowiedzieć się, jak było naprawdę - odpowiedział bez przekonania. Gawron miał trochę racji, bo przecież jeśli po ich wizycie Malinowy Nos, czy - już wkrótce - Malinowa Gwiazda wyśle patrole do innych klanów, to komu uwierzy Cień, Rzeka i Grom? Dwóm wyrzutkom czy reszcie wojowników? Wciąż jednak w ten sposób mógł chociaż spróbować, zdziałać cokolwiek... Po co?
- Ten klan to wszystko, co miałem - głos zaczął mu się nieco łamać. - A teraz... nie wiem, co zrobić. Nie wiem, co będzie dalej. Nie wiem, czym się kierować... W zasadzie nie wiem nawet, po co mam dalej żyć - spojrzał smutno na Gawrona. Tak jakby czarny miał mu pomóc rozwiązać te problemy. Choć w zasadzie... po części to robił, będąc przy nim. Samo jego towarzystwo - przynajmniej chwilowo - nie pozwalało, by Grad całkiem się poddał. Jednak jak długo wystarczy mu tylko tyle...?
Uciekaj chłopcze od wielkich idei co
Niczym bajeczne race płoną nad moim miastem
Biegnij teraz jak łagodny zwierz
Biegnij by dowiedzieć się
O sobie samym i o świecie co Zimny jest jak lód
Biegnij dalej sam
Żeby sprawdzić co cię martwi
Żeby sprawdzić komu ufać Kogomijaći siębać
Oczywiście całe ciało młodego spowija czerń, która nie odpuszcza innym kolorom sierści. Gawron już dawno wyzbył się mięciutkiej, puszystej sierści, zamieniając ją na lśniącą, mocno zbitą przy sobie sierścią. Na przekór długowłosym rodzicom, jego sierść jest krótka, niezbyt odstająca od reszty ciała . A skąd się wzięła? Najwyraźniej geny resecywne. Nie przypomina swych rodziców również pod względem wzrostu, bowiem łapy młodzika szybko wyszły w górę niczym tyczki, a dzięki temu staje się najwyższy z rodzeństwa, i najprawdopodobniej w przyszłości króliki i zające nie będą miały szans, ze smukłym i dosyć chudym ciałkiem Gawrona. Z łatwością można stwierdzić, że nie będzie jakoś super silny. Na ładnie zarysowanym pyszczku kocurka widnieją tajemnicze, żółtawo-złote ślepia, które już dawno stracily niebieską barwę, niżej znajduje czarny nosek, a wyżej optymalnej wielkości uszy.
Młodzik, posiada wybujałą dumę i jakże wielkie ego, które kiedy zostanie zranione można wiedzieć, że ten nie odpuści tak łatwo. Kocur działa emocjonalnie, chwilowo, impulsywnie z powodu chwili potrafi zrobić rzeczy, których normalnie nie uczyniłby. Gdy musi zrobić coś szybko uważa, że nie ma czasu na rozmyślenia, a na nieszczęście zazwyczaj kończy się to atakiem z jego strony. Wybuchowy, jednak na pewno nie emocjonalny. W swoim krótkim życiu prawie nigdy nie odczuwał smutku, nawet kiedy nad Wicher nadpłynęły ciemne chmury, on był nieswój oraz niepewny. Niepewność... ku zdziwieniu kociak odczuwa niepewność o wiele więcej razy niż wcześniej, towarzyszy mu coraz częściej, jednak zostaje zatopiona maską odwagi i dumy. Chęć bycia najlepszym wraz z dużą ilością odwagi tworzy nierozwagę i pozbawienie instynktu samozachowczego, że niby wcale się nie boi, co tworzy z niego samozwańczego superbohatera, który uratowałby wszelkiego kota z jego rodziny, no a cała chwała spłynęła by na niego oczywiście. Bywa arogancki, pyskaty i pyszałkowaty, z chłodem i obojętnością patrząc na inne oczywiście gorsze od niego koty. Jednak nie róbmy z niego kota o zimnym, skamieniałym sercu, bo oczywiście tak nie jest, ba w przeciwieństwie do innych wie co to miłość. Kocha swoją rodzinę. Płeć piękna w jego oczach spada jeszcze niżej niż zwykłej do tego jednak nie dochodzi zwykłe obrzydzenie, jak w wypadku kociąt a chęć, a raczej obowiązek chronienia tych istot. Cały w kp
Omszały Kamyk (KR) Musza Łapa (GK)
Prawdę mówiąc to od zawsze ciągnęło go do wiecznej wędrówki. Klan zdawał się być tylko przeszkodą, przeszkodą za którą jednak czasem tęsknił. Dziwne, przyzwyczaił się do takiego życia, teraz miał chociaż cząstkę. Cząstkę, która z każdym uderzeniem serca zdawała się gasnąć. Ptaszyna niezbyt rozumiał emocje innych, nie rozumiał tego, jak ich umysły działają: jednak wiedział jedno: Gradowy Podmuch nie był zadowolony z kolei rzeczy. Nie był taki sam jak przedtem, pewnie nigdy nie będzie. Co również oddziałowywuje na czarnego. Ten jest wiele bardziej skołowany, ba zdaje się, że po raz pierwszy w swym życiu się kimś jakoś mocniej przejmuje. Poszedł na Gradem, co już coś musiało znaczyć... Nie chce po raz kolejny być tylko bezużytecznym wrzodem na dupie. On też chce być... chciany. On też krzywo patrzył na samotników, w pewnym okresie życia oni byli tylko Strawą dla Wron. O ironio. Jakim to on był hipokrytą, cóż całe szczęście nie pamiętał tego... Błogosławieństwo czy przekleństwo?
- Ale czy ich to obchodzi jak było naprawdę? - odpowiedział kwaśno, lecz spokojnie. Może teraz to on przez chwilę będzie tym dobrym, tym mądrym. Przez całe życie ich opinie były czymś gorszym, czymś innym, czymś, czego nikt nie słuchał. Byli takimi czarnymi owcami w stadzie białych baranów. Teraz sytuacja się tylko pogorszyła. Teraz to i oni byli wyjęci spod kodeksu wojownika... Były terminator zbliżył się do burego kocura. Co z tego, że i tak już byli blisko siebie, Gawron myślał, a może miał taką nadzieję, że ten go teraz będzie potrzebował bardziej niż kiedykolwiek indziej. Z pewnym strachem wsłuchiwał się w kolejne słowa burego. Co miał mu odpowiedzieć? Nie wiedział. Lecz za to wiedział, jak ten się teraz czuje, sam też wiele razy kwestionował sens swego życia. A jednak wybrnął jakoś z tego. Grad też da radę, przecież ten jest o wiele silniejszy, o wiele lepszy od samego Ptaszyny.
- Żyj teraz dla siebie... dla własnych zasad, dla własnych Gwiazd - może o bredził, może i gadał bzdury, jednak co na to miał poradzić? Już taki był.
Cechą charakterystyczną kocura jest rozdarte na pół prawe ucho - ślad po walce z jenotem. Rana zdążyła się zagoić, jednak ucho nie zrosło się w całość i mniej-więcej od połowy jest podzielone na dwie połówki. Podczas dorastania, jego chude łapy stały się bardziej masywne, pasujące do reszty ciała. Jest wysoki i dobrze zbudowany, ale absolutnie nie za gruby. Dzięki dużej dawce ruchu jego mięśnie ładnie rysują się pod futerkiem i nie ma miejsca na choćby gram dodatkowego tłuszczu. Jego futro jest koloru szarego, pokryte grubymi, czarnymi pręgami, które nie zlewają się w szaro-burą masę, a bardziej przypominają pręgi tygrysa. Na ciele nie ma białych znaczeń; wyjątkiem jest niewielka plamka na pyszczku, konkretniej na brodzie. Tym, co wyróżnia go od innych są jego przenikliwe, jasnozielone oczy.
Grad od małego umiłował sobie walkę; na początku oczywiście jako zwykłe przepychanki między rodzeństwem. Jest pewny siebie i ciekawski, lubi poznawać nowe rzeczy – ale raczej przez doświadczenie, niż słuchanie starszych. Jego odwaga czasami wpędza go w kłopoty, ale mimo to nie zmienia swojego zachowania.
Czy faktycznie kogokolwiek będzie obchodzić? Większość jego własnego klanu miała głęboko w dupie to, co z nim będzie. Co dopiero koty spoza niego? Gawron miał sporo racji, szkoda tylko, że to wcale nie polepszało sytuacji. Szaropręgowany poczuł, jak przygnębiają go myśli. Znajdował się w sytuacji, z którego jedynym dobrym wyjściem byłaby pobudka i przekonanie się, że to tylko zły sen. Niestety, była to jednak rzeczywistość.
W pewnym momencie czarny kocur zbliżył się do niego. Nie była to duża zmiana i w normalnych warunkach pewnie nie zwróciłby na to nawet uwagi. Jednak teraz, pod wpływem tych wszystkich emocji... ze swojej strony również zbliżył się do syna Czyżykowego Głosu. Jakby na chwilę wyłączając myślenie, oparł głowę na barkach kocura. Przez chwilę nie ruszał się pozwalając, by zapach czarnego wypełnił jego zmysły.
- Nie wiem, co powinienem zrobić - odezwał się słabym głosem Nie zmieniając pozycji wypowiadał te słowa prosto w czarne futro. Nawet nie zorientował się, kiedy zrobiło się nieco mokre. Tak dawno nie płakał i chociaż były to pojedyncze łzy, to było to dość dziwne uczucie dla szaropręgowanego. Do tej pory zawsze znajdował inny sposób, by poradzić sobie z emocjami. Teraz jednak już nic mu nie zostało. - Pomóż mi - szepnął w końcu i sam nieco się zdziwił, że takie słowa padły z jego pyska. Wtulił się w sierść kocura jak gdyby chcąc ukryć swoje zażenowanie i całą niezręczność, jaka go właśnie dopadła.
Uciekaj chłopcze od wielkich idei co
Niczym bajeczne race płoną nad moim miastem
Biegnij teraz jak łagodny zwierz
Biegnij by dowiedzieć się
O sobie samym i o świecie co Zimny jest jak lód
Biegnij dalej sam
Żeby sprawdzić co cię martwi
Żeby sprawdzić komu ufać Kogomijaći siębać
Oczywiście całe ciało młodego spowija czerń, która nie odpuszcza innym kolorom sierści. Gawron już dawno wyzbył się mięciutkiej, puszystej sierści, zamieniając ją na lśniącą, mocno zbitą przy sobie sierścią. Na przekór długowłosym rodzicom, jego sierść jest krótka, niezbyt odstająca od reszty ciała . A skąd się wzięła? Najwyraźniej geny resecywne. Nie przypomina swych rodziców również pod względem wzrostu, bowiem łapy młodzika szybko wyszły w górę niczym tyczki, a dzięki temu staje się najwyższy z rodzeństwa, i najprawdopodobniej w przyszłości króliki i zające nie będą miały szans, ze smukłym i dosyć chudym ciałkiem Gawrona. Z łatwością można stwierdzić, że nie będzie jakoś super silny. Na ładnie zarysowanym pyszczku kocurka widnieją tajemnicze, żółtawo-złote ślepia, które już dawno stracily niebieską barwę, niżej znajduje czarny nosek, a wyżej optymalnej wielkości uszy.
Młodzik, posiada wybujałą dumę i jakże wielkie ego, które kiedy zostanie zranione można wiedzieć, że ten nie odpuści tak łatwo. Kocur działa emocjonalnie, chwilowo, impulsywnie z powodu chwili potrafi zrobić rzeczy, których normalnie nie uczyniłby. Gdy musi zrobić coś szybko uważa, że nie ma czasu na rozmyślenia, a na nieszczęście zazwyczaj kończy się to atakiem z jego strony. Wybuchowy, jednak na pewno nie emocjonalny. W swoim krótkim życiu prawie nigdy nie odczuwał smutku, nawet kiedy nad Wicher nadpłynęły ciemne chmury, on był nieswój oraz niepewny. Niepewność... ku zdziwieniu kociak odczuwa niepewność o wiele więcej razy niż wcześniej, towarzyszy mu coraz częściej, jednak zostaje zatopiona maską odwagi i dumy. Chęć bycia najlepszym wraz z dużą ilością odwagi tworzy nierozwagę i pozbawienie instynktu samozachowczego, że niby wcale się nie boi, co tworzy z niego samozwańczego superbohatera, który uratowałby wszelkiego kota z jego rodziny, no a cała chwała spłynęła by na niego oczywiście. Bywa arogancki, pyskaty i pyszałkowaty, z chłodem i obojętnością patrząc na inne oczywiście gorsze od niego koty. Jednak nie róbmy z niego kota o zimnym, skamieniałym sercu, bo oczywiście tak nie jest, ba w przeciwieństwie do innych wie co to miłość. Kocha swoją rodzinę. Płeć piękna w jego oczach spada jeszcze niżej niż zwykłej do tego jednak nie dochodzi zwykłe obrzydzenie, jak w wypadku kociąt a chęć, a raczej obowiązek chronienia tych istot. Cały w kp
Omszały Kamyk (KR) Musza Łapa (GK)
Grad musiał zaakceptować to, co aktualnie się dzieje. To niestety nie był żaden koszmar. Niestety oczywiście dla Grada, bo Ptaszyna już dawno, dawno temu wybrał sobie taką drogę w życiu, jemu owa odpowiadała. On jeden sam, samolubny i arogancki. Lecz teraz to się zmieni, on też się zmieni. Bo po raz pierwszy będzie miał kogoś. Kogokolwiek, kto go w może chodź częściowo zrozumieć. Nawet mimo tego, że oby dwa koty tak bardzo różniły się od siebie. Zadrżał lekko i może też niewyczuwalnie kiedy poczuł głowę byłego zastępcy na swych czarnych barkach i jakby... skamieniał? No tego oczywiście się nie spodziewał, chciał być blisko, jednak wciąż nie był pewny, czy Grad tego chce, a może to tylko taka chwila słabości? Jednak Gawron nie chciał, nie chciał by owa chwila kiedykolwiek się skończyła, mimo tego, że w jego wnętrzu rozpętała się prawdziwa wojna najróżniejszych emocji, przez którą ten nie do końca wiedział, co ma robić.
A może wystarczy wyłączyć to myślenie?
Kocur zamknął żółte oczy i odetchnął głęboko, czując jak mięśnie na karku mu się rozluźniają. Wdech, wydech. Spokój. Zawsze działał chaotycznie, krzyczał w wściekłości, szarpał się to z innymi to z samym sobą. A może właśnie tego mu brakowało... spokoju i dojrzałości? Bo jakby ktoś z Forum nie wiedział Gawron jest dojrzały na swój odmienny sposób, a w jego głowie wcale nie ma aż tak wiele pszczół.
- Spróbuję... - odpowiedział jedynie nieco zmęczonym, zmartwionym tonem, a chropowatym językiem przeczesał sierść na burej szyi, tę czynność powtarzał parę razy. Obiecuję, obiecuję, obiecuję... Czy kiedykolwiek dotrzymał jakąkolwiek obietnicę? Czy tym razem mu się uda?
Cechą charakterystyczną kocura jest rozdarte na pół prawe ucho - ślad po walce z jenotem. Rana zdążyła się zagoić, jednak ucho nie zrosło się w całość i mniej-więcej od połowy jest podzielone na dwie połówki. Podczas dorastania, jego chude łapy stały się bardziej masywne, pasujące do reszty ciała. Jest wysoki i dobrze zbudowany, ale absolutnie nie za gruby. Dzięki dużej dawce ruchu jego mięśnie ładnie rysują się pod futerkiem i nie ma miejsca na choćby gram dodatkowego tłuszczu. Jego futro jest koloru szarego, pokryte grubymi, czarnymi pręgami, które nie zlewają się w szaro-burą masę, a bardziej przypominają pręgi tygrysa. Na ciele nie ma białych znaczeń; wyjątkiem jest niewielka plamka na pyszczku, konkretniej na brodzie. Tym, co wyróżnia go od innych są jego przenikliwe, jasnozielone oczy.
Grad od małego umiłował sobie walkę; na początku oczywiście jako zwykłe przepychanki między rodzeństwem. Jest pewny siebie i ciekawski, lubi poznawać nowe rzeczy – ale raczej przez doświadczenie, niż słuchanie starszych. Jego odwaga czasami wpędza go w kłopoty, ale mimo to nie zmienia swojego zachowania.
Mięśnie szaropręgowanego na chwilę spięły się, gdy poczuł na karku język drugiego kocura. Był nieco... zdziwiony tym zachowaniem. Szybko jednak się rozluźnił. Nie miał już dzisiaj siły na dalsze analizowanie, myślenie. Na zastanawianie się nad sensem życia i śmierci. Dużo lepiej w tej chwili przemawiało do niego to, co robił Gawron. Powtarzające się ruchy języka podziałały kojąco. Przymknął oczy i przez chwilę nie myślał kompletnie o niczym. Jego umysł skupił się na obecności kocura. Nie poprzestał jednak na tym, co się do tej pory działo. W pewnym momencie ruszył się, ostrożnie odklejając łeb od ramienia czarnego, po to, żeby powoli przejechać językiem po jego szyi, a potem boku pyska, by w końcu złapać lekko w zęby jego ucho i zadziornie je przygryźć. Po tym bądź co bądź dość odważnym ruchu cofnął na chwilę głowę nieco w tył tak, aby mógł spojrzeć Gawronowi w oczy. Był ciekawy jego reakcji. Mógł niemalże wyczuć rosnące napięcie i było to uczucie tak przyjemne w porównaniu do tego, co czekałoby go gdyby dalej rozmyślał o życiu, że wcale nie miał zamiaru przestawać. Zignorował nawet dopadające go zmęczenie, nagle będąc dziwnie pobudzonym. Nie działał racjonalnie - chyba pierwszy raz w życiu dał się ponieść emocjom i zwykłej fizyczności. Wpatrywał się w oczy czarnego, niecierpliwie czekając na jego ruch bądź reakcję.
Uciekaj chłopcze od wielkich idei co
Niczym bajeczne race płoną nad moim miastem
Biegnij teraz jak łagodny zwierz
Biegnij by dowiedzieć się
O sobie samym i o świecie co Zimny jest jak lód
Biegnij dalej sam
Żeby sprawdzić co cię martwi
Żeby sprawdzić komu ufać Kogomijaći siębać
Oczywiście całe ciało młodego spowija czerń, która nie odpuszcza innym kolorom sierści. Gawron już dawno wyzbył się mięciutkiej, puszystej sierści, zamieniając ją na lśniącą, mocno zbitą przy sobie sierścią. Na przekór długowłosym rodzicom, jego sierść jest krótka, niezbyt odstająca od reszty ciała . A skąd się wzięła? Najwyraźniej geny resecywne. Nie przypomina swych rodziców również pod względem wzrostu, bowiem łapy młodzika szybko wyszły w górę niczym tyczki, a dzięki temu staje się najwyższy z rodzeństwa, i najprawdopodobniej w przyszłości króliki i zające nie będą miały szans, ze smukłym i dosyć chudym ciałkiem Gawrona. Z łatwością można stwierdzić, że nie będzie jakoś super silny. Na ładnie zarysowanym pyszczku kocurka widnieją tajemnicze, żółtawo-złote ślepia, które już dawno stracily niebieską barwę, niżej znajduje czarny nosek, a wyżej optymalnej wielkości uszy.
Młodzik, posiada wybujałą dumę i jakże wielkie ego, które kiedy zostanie zranione można wiedzieć, że ten nie odpuści tak łatwo. Kocur działa emocjonalnie, chwilowo, impulsywnie z powodu chwili potrafi zrobić rzeczy, których normalnie nie uczyniłby. Gdy musi zrobić coś szybko uważa, że nie ma czasu na rozmyślenia, a na nieszczęście zazwyczaj kończy się to atakiem z jego strony. Wybuchowy, jednak na pewno nie emocjonalny. W swoim krótkim życiu prawie nigdy nie odczuwał smutku, nawet kiedy nad Wicher nadpłynęły ciemne chmury, on był nieswój oraz niepewny. Niepewność... ku zdziwieniu kociak odczuwa niepewność o wiele więcej razy niż wcześniej, towarzyszy mu coraz częściej, jednak zostaje zatopiona maską odwagi i dumy. Chęć bycia najlepszym wraz z dużą ilością odwagi tworzy nierozwagę i pozbawienie instynktu samozachowczego, że niby wcale się nie boi, co tworzy z niego samozwańczego superbohatera, który uratowałby wszelkiego kota z jego rodziny, no a cała chwała spłynęła by na niego oczywiście. Bywa arogancki, pyskaty i pyszałkowaty, z chłodem i obojętnością patrząc na inne oczywiście gorsze od niego koty. Jednak nie róbmy z niego kota o zimnym, skamieniałym sercu, bo oczywiście tak nie jest, ba w przeciwieństwie do innych wie co to miłość. Kocha swoją rodzinę. Płeć piękna w jego oczach spada jeszcze niżej niż zwykłej do tego jednak nie dochodzi zwykłe obrzydzenie, jak w wypadku kociąt a chęć, a raczej obowiązek chronienia tych istot. Cały w kp
Omszały Kamyk (KR) Musza Łapa (GK)
Zdziwiony? Oh, gdyby Grad tylko wiedział, że Ptaszyna pragnął to zrobić już wiele, wiele księżyców temu, ale... zbyt bardzo się obawiał? Wiedział, że szansa na odwzajemnienie jego uczucia jest tak mała, że nawet nie próbował. To była... tylko przyjaźń? Czy czarny był w stanie mieć przyjaciół? Sam nie wiedział. Teraz, teraz to już się nie liczyło, cała reszta kotów, które miały ich głęboko gdzieś. Nie myślał, po prostu działał, próbując kompletnie się wyluzować, próbując pozbyć się tysiąca myśli które echem odbijały się po jego umyśle. Mógł oczywiście przestać, gdyby tylko Grad tego zechciał, mógł udawać, że nic się nie stało, ba mógł odejść. Wszystko zależało od woli pręgowanego, który w żółtych oczach jest o wiele, wiele ważniejszy od siebie samego... znów był niczym zwykła marionetka, znów był tylko terminatorem. Po kilku chwilach ku radości ptaszyny były zastępca zaczął odwzajemniać tego ruchy, a pod wpływem ruchów szorstkiego języka zaczął zwyczajnie... mruczeć? Cóż, nie robił tego od dawien dawna, niemalże już zapomniał jakie przyjemne to jest. Czując delikatne uszczypnięcie w okolicach ucha poruszył energicznie ogonem mrużąc czarne oczy, po czym uśmiechnął się zawadiacko. Czarny kocur polikiem otarł się o polik pręgowanego, chcąc być jak najbliżej. Zrobił parę kroków do przodu ogonem uderzając o nos burego, po czym odwrócił się i energicznie skoczył w jego kierunku, chcąc zbić syna Stokrotkowej Łąki z łap.
Cechą charakterystyczną kocura jest rozdarte na pół prawe ucho - ślad po walce z jenotem. Rana zdążyła się zagoić, jednak ucho nie zrosło się w całość i mniej-więcej od połowy jest podzielone na dwie połówki. Podczas dorastania, jego chude łapy stały się bardziej masywne, pasujące do reszty ciała. Jest wysoki i dobrze zbudowany, ale absolutnie nie za gruby. Dzięki dużej dawce ruchu jego mięśnie ładnie rysują się pod futerkiem i nie ma miejsca na choćby gram dodatkowego tłuszczu. Jego futro jest koloru szarego, pokryte grubymi, czarnymi pręgami, które nie zlewają się w szaro-burą masę, a bardziej przypominają pręgi tygrysa. Na ciele nie ma białych znaczeń; wyjątkiem jest niewielka plamka na pyszczku, konkretniej na brodzie. Tym, co wyróżnia go od innych są jego przenikliwe, jasnozielone oczy.
Grad od małego umiłował sobie walkę; na początku oczywiście jako zwykłe przepychanki między rodzeństwem. Jest pewny siebie i ciekawski, lubi poznawać nowe rzeczy – ale raczej przez doświadczenie, niż słuchanie starszych. Jego odwaga czasami wpędza go w kłopoty, ale mimo to nie zmienia swojego zachowania.
Gawron sprawiał wrażenie zadowolonego i Grad w zasadzie nie potrzebował innej zachęty. Skoro nie musiał się już zastanawiać, czy czarny czasami nie zaprotestuje, zniknęły wszelkie hamulce i wątpliwości.
Nie spodziewał się, że kocur na niego skoczy - nie działał jak podczas walki, był za bardzo rozluźniony, w końcu nie chciał się czuć jak podczas sparingu. W efekcie więc czarny wylądował na nim. Pręgowany czuł się nieco dziwnie patrząc na kocura z dołu, ale... nie mógł powiedzieć, że mu się to nie podobało. Uśmiechnął się zawadiacko i przez chwilę nie ruszał, wpatrując się jedynie w żółte oczy i czując rosnące napięcie. Nigdy nie podejrzewał, że mógłby się tak czuć w obecności kocura, a jednak los bywał przewrotny. Teraz jednak jego myśli były zbyt zajęte bliskością Gawrona, by mógł się tym przejąć.
Po chwili intensywnego wpatrywania się w swojego towarzysza, wychylił nieco głowę by dosięgnąć mordki czarnego i liznąć go po policzku. Chciał na chwilę uśpić nieco jego czujność, by następnie szybkim ruchem spróbować się oswobodzić i szybko skoczyć na czarnego. Chciał odzyskać kontrolę nad sytuacją - był bardziej doświadczonym wojownikiem niż Gawron, więc ten manewr powinien mu się udać, zwłaszcza że chwilę przed nim rozproszył go pieszczotami. O ile w ogóle czarny miałby coś przeciwko takiemu obrotowi sytuacji.
Stał nad nim, choć nie przyciskał go do ziemi - to nie była walka, młodszy kot nie powinien przecież próbować się wymigać z tej sytuacji jak piszczek walczący o swoje życie. Zamruczał, przyglądając się chwilę czarnemu. Potem schylił łeb i przejechał szorstkim językiem po szyi kocura, dalej po boku pyska i sięgając do ucha, jednocześnie przybliżając całe swoje ciało do jego ciała. Zrobiło się nagle bardzo gorąco, a Grad poczuł jak przechodzi go dreszcz podniecenia. - Powiedz to - wyszeptał niskim głosem prosto do ucha, po czym zaczął je zadziornie podgryzać. Chciał to usłyszeć. Obserwując wcześniejsze reakcje czarnego nie miał wątpliwości co do jego odpowiedzi, ale chciał to usłyszeć. Chciał dostać dowód na to, że ma kogoś, kto go pragnie. Proszę, powiedz to.
Uciekaj chłopcze od wielkich idei co
Niczym bajeczne race płoną nad moim miastem
Biegnij teraz jak łagodny zwierz
Biegnij by dowiedzieć się
O sobie samym i o świecie co Zimny jest jak lód
Biegnij dalej sam
Żeby sprawdzić co cię martwi
Żeby sprawdzić komu ufać Kogomijaći siębać
Oczywiście całe ciało młodego spowija czerń, która nie odpuszcza innym kolorom sierści. Gawron już dawno wyzbył się mięciutkiej, puszystej sierści, zamieniając ją na lśniącą, mocno zbitą przy sobie sierścią. Na przekór długowłosym rodzicom, jego sierść jest krótka, niezbyt odstająca od reszty ciała . A skąd się wzięła? Najwyraźniej geny resecywne. Nie przypomina swych rodziców również pod względem wzrostu, bowiem łapy młodzika szybko wyszły w górę niczym tyczki, a dzięki temu staje się najwyższy z rodzeństwa, i najprawdopodobniej w przyszłości króliki i zające nie będą miały szans, ze smukłym i dosyć chudym ciałkiem Gawrona. Z łatwością można stwierdzić, że nie będzie jakoś super silny. Na ładnie zarysowanym pyszczku kocurka widnieją tajemnicze, żółtawo-złote ślepia, które już dawno stracily niebieską barwę, niżej znajduje czarny nosek, a wyżej optymalnej wielkości uszy.
Młodzik, posiada wybujałą dumę i jakże wielkie ego, które kiedy zostanie zranione można wiedzieć, że ten nie odpuści tak łatwo. Kocur działa emocjonalnie, chwilowo, impulsywnie z powodu chwili potrafi zrobić rzeczy, których normalnie nie uczyniłby. Gdy musi zrobić coś szybko uważa, że nie ma czasu na rozmyślenia, a na nieszczęście zazwyczaj kończy się to atakiem z jego strony. Wybuchowy, jednak na pewno nie emocjonalny. W swoim krótkim życiu prawie nigdy nie odczuwał smutku, nawet kiedy nad Wicher nadpłynęły ciemne chmury, on był nieswój oraz niepewny. Niepewność... ku zdziwieniu kociak odczuwa niepewność o wiele więcej razy niż wcześniej, towarzyszy mu coraz częściej, jednak zostaje zatopiona maską odwagi i dumy. Chęć bycia najlepszym wraz z dużą ilością odwagi tworzy nierozwagę i pozbawienie instynktu samozachowczego, że niby wcale się nie boi, co tworzy z niego samozwańczego superbohatera, który uratowałby wszelkiego kota z jego rodziny, no a cała chwała spłynęła by na niego oczywiście. Bywa arogancki, pyskaty i pyszałkowaty, z chłodem i obojętnością patrząc na inne oczywiście gorsze od niego koty. Jednak nie róbmy z niego kota o zimnym, skamieniałym sercu, bo oczywiście tak nie jest, ba w przeciwieństwie do innych wie co to miłość. Kocha swoją rodzinę. Płeć piękna w jego oczach spada jeszcze niżej niż zwykłej do tego jednak nie dochodzi zwykłe obrzydzenie, jak w wypadku kociąt a chęć, a raczej obowiązek chronienia tych istot. Cały w kp
Omszały Kamyk (KR) Musza Łapa (GK)
Początkowo i Gawron nie wiedział jak daleko może się posunąć, ile może zdziałać. Przecież praktycznie od zawsze Ptaszyna wiedział, że Grad jest zainteresowany kotkami, a on ową nie był. Poddał się nawet nie próbując, jakby od samego początku był spisany na przegraną. Bo przegrał już tyle razy, że jego duch rywalizacji lekko zdawał się zamierać, a tutaj proszę. Wybijając się ze swych łap, nie miał pojęcia, że pójdzie tak gładko i bez większego oporu, dwa ciała się zderzyły, z czego to jedno znajdowało się pod drugim. Z gardła czarnego wydobył się krótki pomruk zadowolenia, a przymrużone oczy wbijały się w te zielone. Teraz był jego, tylko jego. Nie żadnej Bladej, czy kogokolwiek innego, tylko jego. Nawet nie wyczuł intrygi, którą planował Grad, pozwolił by szorstki język Grada pieścił futro na jego poliku, aż nagle... benc. Nie wiedział, kiedy to się stało i jak, ale były terminator nagle znalazł się pod pręgowanym ciałem, znów poruszył ogonem niczym jakimś biczem ukazując tym samym porażkę. Fakt, faktem nie był przyciskany do ziemi i w każdej sekundzie mógłby się oswobodzić, jednak... po co? Teraz, będąc na dole czuł jeszcze większe podniecenie, które niczym jakieś ładunki elektryczne przyjemnie przechodziło po całym jego ciele. Kocur wtulił swój pyszczek w krótkie futro Grada wypełniając swe nozdrza jego kojącym zapachem, ten zapach był niczym narkotyk, Gawron chciał go więcej i więcej. Chciał więcej. Odkleił swój łeb dopiero wtedy, kiedy usłyszał szept pręgowanego. Miał to powiedzieć... co powiedzieć? Spojrzał głęboko w zielone oczęta. Tak go pragnął, tak pragnął jego ciepła od wielu księżyców. Przybliżył swój pysk najbliżej jak tylko mógł, tylko po to by między poszczególnymi liźnięciami wyszeptać spokojnie słowa, których jeszcze nigdy wcześniej nikomu nie powiedział.
- Kocham cię- Zapewne gdyby nie okoliczności nigdy by tego nie powiedział, ba zbytnio by się przejmował tą burzą która odbywa się w jego umyśle. Teraz jednak nie zwracał na to uwagi idąc za głosem serca, instynktu i zwiększającego się z każdą chwilą podniecenia - I chcę cię - dodał po chwil obdarzając go długim, przeciągłym liźnięciem po jego mordce. W swym środku czuł rozrastające się ciepło i zadowolenie, a z gardła wydobywało się przyjemne mruczenie. Teraz już wiedział, że odejście z Klanu nie było błędem, ba było najlepszym co w swym życiu mógł zrobić.
Cechą charakterystyczną kocura jest rozdarte na pół prawe ucho - ślad po walce z jenotem. Rana zdążyła się zagoić, jednak ucho nie zrosło się w całość i mniej-więcej od połowy jest podzielone na dwie połówki. Podczas dorastania, jego chude łapy stały się bardziej masywne, pasujące do reszty ciała. Jest wysoki i dobrze zbudowany, ale absolutnie nie za gruby. Dzięki dużej dawce ruchu jego mięśnie ładnie rysują się pod futerkiem i nie ma miejsca na choćby gram dodatkowego tłuszczu. Jego futro jest koloru szarego, pokryte grubymi, czarnymi pręgami, które nie zlewają się w szaro-burą masę, a bardziej przypominają pręgi tygrysa. Na ciele nie ma białych znaczeń; wyjątkiem jest niewielka plamka na pyszczku, konkretniej na brodzie. Tym, co wyróżnia go od innych są jego przenikliwe, jasnozielone oczy.
Grad od małego umiłował sobie walkę; na początku oczywiście jako zwykłe przepychanki między rodzeństwem. Jest pewny siebie i ciekawski, lubi poznawać nowe rzeczy – ale raczej przez doświadczenie, niż słuchanie starszych. Jego odwaga czasami wpędza go w kłopoty, ale mimo to nie zmienia swojego zachowania.
Słowa Gawrona ucieszyły go chyba jeszcze bardziej, niż cała jego bliskość, której właśnie doświadczał. Potrzebował tego. Grad od zawsze był kotem, który potrzebował czegoś więcej, głębszego sensu. Idei, o którą warto walczyć, dla której warto się starać. Czegoś, co utwierdziłoby go w przekonaniu, że nie jest jedynie zwykłym, fizycznym osobnikiem - że jest czymś więcej niż swoim ciałem i popędami. Gawron nie był w stanie zastąpić mu życia w klanie czy wiary w Gwiezdnych. Dawał jednak iskierkę nadziei na to, że czeka go coś więcej niż codzienne życie Samotnika polegające jedynie na dbaniu o własny byt. To było właśnie to, czego potrzebował w tym momencie. Czarny kocur znalazł się po prostu w odpowiednim miejscu i w odpowiedniej chwili.
Mruknął głośno i przeciągle w odpowiedzi na słowa młodszego kota, czując jeszcze bardziej narastające podniecenie. Nigdy nie podejrzewał, że to kocur doprowadzi go do takiego stanu, jednak od czasu powrotu czarnego czuł między nimi pewne... napięcie, a ich relacja wyglądała dość intrygująco. Teraz, skoro już był pewny, że Gawron pragnie tego samego co on, przywarł jeszcze bliżej do jego ciała. Zapach kocura i taka bliskość jego ciała sprawiły, że pręgowany przez chwilę nie myślał o niczym. Pozwolił działać swojemu pożądaniu i poszukiwaniu przyjemności. (...)
Gdy skończył, przejechał jeszcze leniwie językiem po szyi czarnego i zamruczał mu do ucha. Potem zszedł z niego i, odczuwając narastające zmęczenie, ułożył się na podłożu Leśnej Nory, oczywiście w taki sposób, by zrobić miejsce dla Gawrona. - Chodźmy spać - rzucił cicho - byli na tyle blisko, że nie potrzebował mówić głośno. - Dzisiejszy dzień był intensywny - ale możemy częściej kończyć dni tak intensywnie. Skoro byli teraz trochę skazani na siebie, Grad nie wątpił w to, że jeszcze nie raz tak właśnie będzie. Poczekał, aż czarny również ułoży się do spania i wtedy położył pręgowaną łapę gdzieś na jego grzbiecie. Tak jakby w ten sposób chciał upewnić się, że Gawron od niego nie odejdzie, ale i pokazać, że od tej chwili jest już tylko jego. - Dobranoc, partnerze - szepnął jeszcze z uśmiechem na mordce, po czym wtulił się w czarne futro. O ile jeszcze nie tak dawno - zanim zaczęli - myśli kłębiły mu się w głowie jak oszalałe i wątpił, że uda mu się zasnąć, tak teraz odczuwał pewien... spokój, wynikający zapewne w dużej mierze ze zmęczenia. Zamruczał jeszcze cicho rozkoszując się bliskością kocura, jednak nie musiał długo czekać na sen.
Uciekaj chłopcze od wielkich idei co
Niczym bajeczne race płoną nad moim miastem
Biegnij teraz jak łagodny zwierz
Biegnij by dowiedzieć się
O sobie samym i o świecie co Zimny jest jak lód
Biegnij dalej sam
Żeby sprawdzić co cię martwi
Żeby sprawdzić komu ufać Kogomijaći siębać
Oczywiście całe ciało młodego spowija czerń, która nie odpuszcza innym kolorom sierści. Gawron już dawno wyzbył się mięciutkiej, puszystej sierści, zamieniając ją na lśniącą, mocno zbitą przy sobie sierścią. Na przekór długowłosym rodzicom, jego sierść jest krótka, niezbyt odstająca od reszty ciała . A skąd się wzięła? Najwyraźniej geny resecywne. Nie przypomina swych rodziców również pod względem wzrostu, bowiem łapy młodzika szybko wyszły w górę niczym tyczki, a dzięki temu staje się najwyższy z rodzeństwa, i najprawdopodobniej w przyszłości króliki i zające nie będą miały szans, ze smukłym i dosyć chudym ciałkiem Gawrona. Z łatwością można stwierdzić, że nie będzie jakoś super silny. Na ładnie zarysowanym pyszczku kocurka widnieją tajemnicze, żółtawo-złote ślepia, które już dawno stracily niebieską barwę, niżej znajduje czarny nosek, a wyżej optymalnej wielkości uszy.
Młodzik, posiada wybujałą dumę i jakże wielkie ego, które kiedy zostanie zranione można wiedzieć, że ten nie odpuści tak łatwo. Kocur działa emocjonalnie, chwilowo, impulsywnie z powodu chwili potrafi zrobić rzeczy, których normalnie nie uczyniłby. Gdy musi zrobić coś szybko uważa, że nie ma czasu na rozmyślenia, a na nieszczęście zazwyczaj kończy się to atakiem z jego strony. Wybuchowy, jednak na pewno nie emocjonalny. W swoim krótkim życiu prawie nigdy nie odczuwał smutku, nawet kiedy nad Wicher nadpłynęły ciemne chmury, on był nieswój oraz niepewny. Niepewność... ku zdziwieniu kociak odczuwa niepewność o wiele więcej razy niż wcześniej, towarzyszy mu coraz częściej, jednak zostaje zatopiona maską odwagi i dumy. Chęć bycia najlepszym wraz z dużą ilością odwagi tworzy nierozwagę i pozbawienie instynktu samozachowczego, że niby wcale się nie boi, co tworzy z niego samozwańczego superbohatera, który uratowałby wszelkiego kota z jego rodziny, no a cała chwała spłynęła by na niego oczywiście. Bywa arogancki, pyskaty i pyszałkowaty, z chłodem i obojętnością patrząc na inne oczywiście gorsze od niego koty. Jednak nie róbmy z niego kota o zimnym, skamieniałym sercu, bo oczywiście tak nie jest, ba w przeciwieństwie do innych wie co to miłość. Kocha swoją rodzinę. Płeć piękna w jego oczach spada jeszcze niżej niż zwykłej do tego jednak nie dochodzi zwykłe obrzydzenie, jak w wypadku kociąt a chęć, a raczej obowiązek chronienia tych istot. Cały w kp
Omszały Kamyk (KR) Musza Łapa (GK)
Gawronowi przez większość życia było do szczęścia potrzebne jedynie te podstawowe czynniki. Służba Klanowi była czymś, co kompletnie go nie jarało, a co dopiero bajeczki o wymyślonych Gwiezdnych Kotach. Życie poza Klanem i wieczna wędrówka było czymś, co bardziej przemawiało do jego wypełnionego brzęczącymi pszczołami łebka. Do czasu, do czasu kiedy znów pojawiła się chęć bycia z kimś, chęć bycia potrzebnym. A właśnie tą lukę wypełnił były zastępca, do którego Gawron już od pewnego czasu czuł... coś. Uczucie, które trudno było opisać, mieszanka pożądania i fascynacji, zrozumienie, którego nikt inny w sobie nie posiadał. Może i nie byliby tak blisko siebie gdyby Grad nie zaznał tego samego co Ptaszyna. Jednak skupmy się na tym, co jest tu i teraz. A działo się... sporo. Napięcie rosło z każdym uderzeniem serca, w końcu będąc już nie do powstrzymania, Gawron czekał na kolejne działania byłego zastępcy, ba pragnął, by tak się stało. Z kolejnym wdechem zacisnął mocniej swoje szczęki, a jego powieki przymknęły się. O tym chyba nigdy nie zapomni. (...)
Po raz kolejny wypuścił z świstem powietrze ze swych płuc, oddech powoli się uspokajał. Ostatecznie otarł się łbem o polik Grada, a kąciki jego ust były lekko uniesione ku górze. Wzrokiem śledził każdy ruch swojego partnera (?) a gdy tylko usłyszał jego cichy głos powolnie wstał. Może i teraz odczuwał lekki dyskomfort tam z tyłu, jednak to było zupełnie nic, przeżyje. Kocur legł się blisko Grada próbując wtulić się w jego krótkie futerko, wcale nie miał jego dość, samotnik był jego takim małym uzależnieniem. Kojący zapach wypełniał całe jego nozdrza, a na pysku pojawił się jeszcze większy uśmiech kiedy poczuł łapę okalającą go za grzbiet. Ciepłe uczucie, które zrodziło się w jego środku było najlepszą rzeczą, którą do tej pory Gawronowi udało się spotkać. Świadomość, że ktoś go kocha, że ktoś go pragnie. W Wichrze z pewnością nie zaznałby czegoś równie wspaniałego. Kocur złożył obietnicę, której nie chciał złamać. Spróbuje mu pomóc. Czarny nieco się zdziwił, że Grad tak szybko zasnął w jego objęciach. Za to w sercu obok tego wspaniałego uczucia pojawił się cień... Nie był w stanie utrzymać swych gnębiących myśli na długo. Zaczęły się pytania, pytania na które nigdy nie odnajdzie odpowiedzi. Pytania, zmartwienia, strachy. Oh, dlaczego był taki słaby? Przez dłuższą chwilę leżał bez ruchu wsłuchując się w spokojny oddech Grada. Co, jeżeli okaże się, że to wszystko było jedynie snem? Bał się zasnąć, bał się, że z rankiem wszystko odejdzie w niepamięć, a jednak w końcu i jego powieki zaczęły być niezwykle ciężkie, wszelkie troski rozmyły się, a Gawron spokojnie zasnął.
Cechą charakterystyczną kocura jest rozdarte na pół prawe ucho - ślad po walce z jenotem. Rana zdążyła się zagoić, jednak ucho nie zrosło się w całość i mniej-więcej od połowy jest podzielone na dwie połówki. Podczas dorastania, jego chude łapy stały się bardziej masywne, pasujące do reszty ciała. Jest wysoki i dobrze zbudowany, ale absolutnie nie za gruby. Dzięki dużej dawce ruchu jego mięśnie ładnie rysują się pod futerkiem i nie ma miejsca na choćby gram dodatkowego tłuszczu. Jego futro jest koloru szarego, pokryte grubymi, czarnymi pręgami, które nie zlewają się w szaro-burą masę, a bardziej przypominają pręgi tygrysa. Na ciele nie ma białych znaczeń; wyjątkiem jest niewielka plamka na pyszczku, konkretniej na brodzie. Tym, co wyróżnia go od innych są jego przenikliwe, jasnozielone oczy.
Grad od małego umiłował sobie walkę; na początku oczywiście jako zwykłe przepychanki między rodzeństwem. Jest pewny siebie i ciekawski, lubi poznawać nowe rzeczy – ale raczej przez doświadczenie, niż słuchanie starszych. Jego odwaga czasami wpędza go w kłopoty, ale mimo to nie zmienia swojego zachowania.
Gdy się obudził, czarny kocur jeszcze spał i pręgowany nie zamierzał go budzić. Obserwował, jak jego partner spokojnie oddycha i nawet uśmiechnął się na ten widok. Wydarzenia z wczorajszego dnia wciąż sprawiały, że czuł się nieco... dziwnie. On i związek z kocurem? Kto by pomyślał. A jednak właśnie tak było i zielonooki wcale nie czuł się z tym źle, po prostu... dziwnie. Nie bez znaczenia był też fakt, że pierwszy raz ktoś odwzajemnił jego uczucia, ktoś go pragnął... Teraz wszystko miało się zmienić. Dzięki temu jednak mógł skupić myśli na teraźniejszości, ignorując te wszystkie bolesne wspomnienia.
- Dzień dobry - wymruczał do ucha czarnego gdy zauważył, że ten się przebudził. Dla lepszego efektu liznął go również po policzku. - Chyba będziemy musieli przynieść tutaj trochę mchu, nie uważasz? - zapytał spokojnie. Spało mu się no... średnio wygodnie. Oceniłby jakość snu zapewne jeszcze niżej, gdyby nie to, że po takim męczącym dniu bardzo tego potrzebował no i... spał w dobrym towarzystwie. Przejechał delikatnie łapą po ciele czarnego, głaszcząc go po boku. Zerknął w stronę wyjścia z Nory, przez które do środka dostawały się promienie porannego słońca.
Uciekaj chłopcze od wielkich idei co
Niczym bajeczne race płoną nad moim miastem
Biegnij teraz jak łagodny zwierz
Biegnij by dowiedzieć się
O sobie samym i o świecie co Zimny jest jak lód
Biegnij dalej sam
Żeby sprawdzić co cię martwi
Żeby sprawdzić komu ufać Kogomijaći siębać
Oczywiście całe ciało młodego spowija czerń, która nie odpuszcza innym kolorom sierści. Gawron już dawno wyzbył się mięciutkiej, puszystej sierści, zamieniając ją na lśniącą, mocno zbitą przy sobie sierścią. Na przekór długowłosym rodzicom, jego sierść jest krótka, niezbyt odstająca od reszty ciała . A skąd się wzięła? Najwyraźniej geny resecywne. Nie przypomina swych rodziców również pod względem wzrostu, bowiem łapy młodzika szybko wyszły w górę niczym tyczki, a dzięki temu staje się najwyższy z rodzeństwa, i najprawdopodobniej w przyszłości króliki i zające nie będą miały szans, ze smukłym i dosyć chudym ciałkiem Gawrona. Z łatwością można stwierdzić, że nie będzie jakoś super silny. Na ładnie zarysowanym pyszczku kocurka widnieją tajemnicze, żółtawo-złote ślepia, które już dawno stracily niebieską barwę, niżej znajduje czarny nosek, a wyżej optymalnej wielkości uszy.
Młodzik, posiada wybujałą dumę i jakże wielkie ego, które kiedy zostanie zranione można wiedzieć, że ten nie odpuści tak łatwo. Kocur działa emocjonalnie, chwilowo, impulsywnie z powodu chwili potrafi zrobić rzeczy, których normalnie nie uczyniłby. Gdy musi zrobić coś szybko uważa, że nie ma czasu na rozmyślenia, a na nieszczęście zazwyczaj kończy się to atakiem z jego strony. Wybuchowy, jednak na pewno nie emocjonalny. W swoim krótkim życiu prawie nigdy nie odczuwał smutku, nawet kiedy nad Wicher nadpłynęły ciemne chmury, on był nieswój oraz niepewny. Niepewność... ku zdziwieniu kociak odczuwa niepewność o wiele więcej razy niż wcześniej, towarzyszy mu coraz częściej, jednak zostaje zatopiona maską odwagi i dumy. Chęć bycia najlepszym wraz z dużą ilością odwagi tworzy nierozwagę i pozbawienie instynktu samozachowczego, że niby wcale się nie boi, co tworzy z niego samozwańczego superbohatera, który uratowałby wszelkiego kota z jego rodziny, no a cała chwała spłynęła by na niego oczywiście. Bywa arogancki, pyskaty i pyszałkowaty, z chłodem i obojętnością patrząc na inne oczywiście gorsze od niego koty. Jednak nie róbmy z niego kota o zimnym, skamieniałym sercu, bo oczywiście tak nie jest, ba w przeciwieństwie do innych wie co to miłość. Kocha swoją rodzinę. Płeć piękna w jego oczach spada jeszcze niżej niż zwykłej do tego jednak nie dochodzi zwykłe obrzydzenie, jak w wypadku kociąt a chęć, a raczej obowiązek chronienia tych istot. Cały w kp
Omszały Kamyk (KR) Musza Łapa (GK)
I dla Ptaszyny dzień poprzedni był bardzo... dziwny, intensywny, męczący. Zaczynając na niezbyt przyjemnej ceremonii, wiodąc poprzez trudne rozmowy z Gradowym Podmuchem, kończąc na odnalezieniu pozornego spokoju gdzieś w jego silnych ramionach. Dziwne, jeden dzień a wszystko, co do tej pory Gawron znał wywróciło się dookoła nogami. Nowe przeżycia, nowe doświadczenia. Czarny nigdy nie pomyślał, że uda mu się odnaleźć kogoś, kto będzie aż tak go rozumiał, kogoś, kto będzie go kochał z odwzajemnieniem. Bo tak było. Raczej tak było. Pozornie zdawałoby się, że były Wichrzak odnalazł szczęście, jednak przewrotny i chaotyczny umysł cały czas podsycał niepewność. Starał się odciąć od tej istnej mentalnej burzy, jednak to nie było takie proste...
Całe szczęście podczas snu był całkowicie spokojny, żaden koszmar nie nawiedzał jego główki, a były terminator mógł całkowicie zanurzyć się w przyjemnej, obezwładniającej ciemności. Jednak i to się szybko skończyło. Zamrugał raz. Zamrugał dwa razy, szczęki się uchyliły, a Ptaszyna ziewnął przeciągle, rozglądając się po leśnej norze. Uśmiechnął się delikatnie do pręgowanego kocura, po czym dość ospale usiadł jeszcze raz się przeciągając. Nie chciał przecież cały dzień chodzić niczym jakiś zaspany rosomak.
- No może tak - odpowiedział niedbale zerkając uważnie na partnera - Ale wiesz... jesteś pewny, że chcesz zostać tutaj? Tutaj, tutaj? - Znajdowali się stosunkowo blisko terenów Klanów. Ptaszyna obawiał się, że dla Grada styczność z nimi może być niezwykle raniąca, może być czymś, co cały czas będzie mu przypominać o swojej porażce. Świat był wielki, kto powiedział, że mają się kisić w tym jednym miejscu? Żadne granice już nie istniały, nie dla nich. Droga była wolna...
Cechą charakterystyczną kocura jest rozdarte na pół prawe ucho - ślad po walce z jenotem. Rana zdążyła się zagoić, jednak ucho nie zrosło się w całość i mniej-więcej od połowy jest podzielone na dwie połówki. Podczas dorastania, jego chude łapy stały się bardziej masywne, pasujące do reszty ciała. Jest wysoki i dobrze zbudowany, ale absolutnie nie za gruby. Dzięki dużej dawce ruchu jego mięśnie ładnie rysują się pod futerkiem i nie ma miejsca na choćby gram dodatkowego tłuszczu. Jego futro jest koloru szarego, pokryte grubymi, czarnymi pręgami, które nie zlewają się w szaro-burą masę, a bardziej przypominają pręgi tygrysa. Na ciele nie ma białych znaczeń; wyjątkiem jest niewielka plamka na pyszczku, konkretniej na brodzie. Tym, co wyróżnia go od innych są jego przenikliwe, jasnozielone oczy.
Grad od małego umiłował sobie walkę; na początku oczywiście jako zwykłe przepychanki między rodzeństwem. Jest pewny siebie i ciekawski, lubi poznawać nowe rzeczy – ale raczej przez doświadczenie, niż słuchanie starszych. Jego odwaga czasami wpędza go w kłopoty, ale mimo to nie zmienia swojego zachowania.
- Nie wiem - odpowiedział powoli. Nie miał pojęcia, co powinni robić. Czy lepiej żyć przy klanach, czy jednak całkiem się od nich odciąć? Czy gdzieś, wiele dni wędrówek stąd, mogli znaleźć coś lepszego, skoro to te tereny zostały uznane za bezpieczne przez Cztery Klany? Gdzie indziej mogły czyhać na nich niebezpieczeństwa, tak jak to miało miejsce na poprzednich ziemiach. - Ale póki co chcę tu zostać, na... - na jak długo? Trzy dni? Dziesięć? Na księżyc? Na tak długo, jak to będzie potrzebne. - ...na jakiś czas. Ja... muszę kogoś odnaleźć. To znaczy... Pstrą Chmurę. Muszę z nią porozmawiać - nie mógł jej tak zostawić. Nie wiedział, czy będzie chciała iść z nimi - nie zawsze rozumiał, co się dzieje w głowie kotki o dwukolorowych oczach. Nie było jej na ostatniej Ceremonii, a on... nie mógł zostawić jej bez słowa. Jeśli będzie wolała zostać w Klanie Wichru, nie będzie jej przekonywał. Nie mógł jednak jej zostawić bez pożegnania. Po prostu nie mógł. Była dla niego zbyt ważna.
Uciekaj chłopcze od wielkich idei co
Niczym bajeczne race płoną nad moim miastem
Biegnij teraz jak łagodny zwierz
Biegnij by dowiedzieć się
O sobie samym i o świecie co Zimny jest jak lód
Biegnij dalej sam
Żeby sprawdzić co cię martwi
Żeby sprawdzić komu ufać Kogomijaći siębać