Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Dostała to, co wiedziała. Kocur-robak? Nie miało to żadnego sensu. Był łaciaty, szmaragdowe oczy... Brzmiało jak opis kota, a Szkiełko mówi coś o robaku.
- Postaram się go odnaleźć - zapewniła. - Zrobię to nawet zaraz po naszym spotkaniu. Czyli jest to kot, który wygląda jak robak, tak? - zapytała po raz kolejny zaskoczona, absurdem tych słów. To się nie łączyło. I tak nie miała co robić, a taka wyprawa, po której będzie miała przysługę u magika kusiła jak nigdy. Nawet jeśli zobaczy uśmiech na twarzy przedziwnego kocura, to już będzie coś.
No i zaczęło się przepowiadanie. Z początku nie rozumiała sensu tych słów, jednak z każdym kolejnym zaczynały go przybierać. Chodziło o Olchę? Na pewno. Później ta, która zraniła ją najbardziej... Krogulec?! Kocur dobrze prawił. Mimo że nie dowiedziała się niczego nowego, poczuła się... lepiej i radośniej. Olcha nie żył? Krogulec nie żyła?! Och, jak dobrze! Uśmiechnęła się słysząc nowe wieści.
- Dziękuję za poradę. Przyda się - spojrzała na kocura wdzięcznie. Poczuła jeszcze większą chęć odnalezienia kocura-robaka. Ma nie ufać wszystkim ani nikogo nie krzywdzić. Proste.
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Szkiełku się aż, o ironio, zaszkliło zielone oko, gdy kocica obiecała mu znaleźć kocura-robaka. Zaraz jednak pokręcił głową, gdy Fala zapytała, czy poszukiwany kot faktycznie wygląda jak robak.
- Nie! Jest wart tyle co robak, i nazywa się jak robak! - zaprotestował. Wydawało się, że nie potrafi przekazać swojej idei w słowach. Jakby nauczył się tylko czegoś na pamięć i teraz powtarzał to samo w kółko i w kółko.
- Jakaś iskra cię dotknęła, ale nie poparzyła. Płomień liznął twoje futro, ale cię nie spalił. Nie utonęłaś w sadzawce, ale w zamian za to ta sama sadzawka chce, żebyś się jej odwdzięczyła. Tyle wiesz - stwierdził, wycelowując w kocicę rudą łapę. - A wiesz, jaką jej wyświadczysz przysługę? Poszukując. Dowiedz się, gdzie jest kocica, którą uciekły kolory. Ona odeszła. Nikt jej nie umie znaleźć, chociaż szukają, nawet u mnie i nawet ja nie wiem, gdzie ona może być.
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Uśmiechnęła się ciepło, widząc reakcję Szkiełka. Aż miło było widzieć ile znaczy to dla niego. Pomoże mu. Byłby jej wdzięczny jak nigdy, a to uśmiech i to szczęście byłoby jej zapłatą. Skoro może uchronić kogoś przed startą bliskiego, zrobi to, nawet targając się na własne życie.
- Znasz jego dokładne imię? - spytała. Jakaś część jej była kompletnie poirytowana. Zero dokładnych informacji! Czemu nie poda jej konkretnego imienia? Jak ktoś może być wart tyle co robak, i co to w ogóle znaczy? Już wyobrażała sobie, jak będzie podchodzić do samotnika i pytać o kocura robaka. Zostanie zapamiętana jako szaleniec, jednak czyż nie warto? Gdyby tylko Szkiełko mówił konkretnie, a nie tym swoim dziwno-magiczno-tajemniczym językiem, ugh. Jak na domiar złego, rozpoczął swoją gadkę, która w interpretacji była o wiele cięższa niż wcześniejsza.
Płomień? Iska? Płomyk? Kocur mówił o tym samotniku? Był miły... Nie oparzył jej, zgadza się. Ale co ma znaczyć sadzawka? Odwdzięczenie się? Po co miała by komuś się odwdzięczać? Jaka kocica? Odeszła? Zbyt wiele pytań, zbyt mało odpowiedzi.
- Jaka kocica i sadzawka? Kto jeszcze jej szukał? Nie rozumiem - przyznała otwarcie. Nie było jej ani trochę wstyd, gdyż ten mówił okropnie pogmatwanym językiem.
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Samotnik pokręcił słabo głową; gdyby mógł, zapewne rozłożyłby łapy w geście absolutnej bezradności.
- Nie wiem, nie mam pojęcia; ja go nie spotkałem, ale ktoś, kto mnie zna, go spotkał, i teraz ja go muszę spotkać - rzekł zrozpaczonym tonem. Ślepe oko zalśniło w świetle słońca.
- Kto zaleczył twoje rany? Kto odjął ból? Kto pomógł ci przeżyć? - teraz mówił niskim, bezemocjonalnym głosem, paradoksalnie uśmiechając się enigmatycznie pod nosem. Wreszcie zaśmiał się krótko i puścił oczko do Wzbierającej Fali. Oczywiście, to zielone. - Niedawno spośród nich odeszła jedna kocica. Kocica, która miała pewnego dnia patrzeć na wszystkich z gałęzi najrozłożystszego drzewa. Niech ryczy z bólu ranny łoś, zwierz zdrów przebiega knieje... Ona odeszła, i nawet ja nie wiem, dokąd. Ale jeżeli ją znajdziesz, z pewnością zasłużysz sobie na ich wdzięczność.
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Wszystko było poplątane. Kocur go nie spotkał, ale musiał go spotkać, bo ktoś, kogo zna, spotkał go. Czemu Szkiełko pragną spotkać robaka? Nic nie składało się w logiczną całość, jednak ona coraz bardziej zaczynała nabierać wrażenia, że tak to już z rudym będzie. Musi się przyzwyczaić, jeśli chce odnaleźć Robaka. Tyle ja w życiu rzeczy spotkało, że to wydawało się nie być niezmiernie trudne.
- Znajdę go - zapewniła po raz kolejny, zamykając tym samym rozmowę, przynajmniej dla niej. Liczyła w duchu iż Szkiełku coś się przypomni i da radę uzyskać choć trochę sensownych informacji. Później przeszyła do analizy słów.
Lśniąca Sadzawka. Pomogła jej, aż zapomniała. Musiała opowiedzieć tamtej dwójce o życiu samotnika... Wiele rzeczy ja czekało. Ma się jej odwdzięczyć. Ale jak? Co może zrobić poza "dziękuję"? Przekazywać informacje od samotników czy co? Gdyby tylko mogła lub dostałaby misję, zrobiłaby to. Drugą rzeczą była kocica, która miała jakiś problem z kolorami. Jesionowa...? Miała wypłowiałe kolory, ale czy to faktycznie mogła być ona? Ma ją znaleźć? Przecież jest martwa! Znała jeszcze jakąś inną kocicę...? Tylko jej matka, ukochana matka pasowała do tego opisu. Znajdzie ją dopiero jak umrze, czy coś.
- Widzisz coś jeszcze?
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Szkiełko wyraźnie westchnął z ulgą, gdy kocica obiecała mu pomóc w poszukiwaniu tajemniczego robaka. Najwyraźniej naprawdę zależało mu na jego odnalezieniu; ciekawe tylko, jakie miał wobec niego zamiary. Może poszukiwał zaginionego przyjaciela, a może wprost przeciwnie; zamierzał zadać robakowi ból?
- Jeżeli mi go przyprowadzisz - rzekł uroczyście - przyniosę ci coś, co da ci szczęście i oświecenie.
Obserwował uważnie reakcję kocicy na swoje słowa - i chyba wyczytał z jej pyska to, co miał wyczytać, bo na jej następne słowa powrócił do grzebania w organach. Ułożył je tym razem w jakiś zupełnie nowy wzór, kilkukrotnie zmienił ich konfigurację i dopiero potem ponownie się odezwał. - Sprawy są niejasne, niebo zachmurzone, życie smutne i krótkie. Ktoś odrzucił wiarę w przodków, aby podążać nową drogą, i chociaż nie musisz już bać się niczego ze strony tych, którzy kiedyś położyli pazur na twoich ranach, to możesz poszukać swojego celu wśród kotów z Królestwa Zmarłych.
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Fala była radosna, widząc uśmiech Szkiełka. Widać było, że kocur jest dla niego strasznie ważny. A nawet jej coś zaoferował... Teraz poczuła jeszcze większą chęć, aby wyruszyć na poszukiwania. Była trochę wściekła iż nie uzyskała żadnych solidnych informacji, a jedynie suche, bezsensowne fakty, jednak to musiało jej wystarczyć. Pytanie jednak co to było. Mądre słowa? Czy mądre słowa można przynieść. Skinęła głową na znak że rozumie, uznając temat za zakończony. Chociaż nie pogardziłaby informacjami.
Zachmurzone niebo? Czyżby to miało opisywać jej życie? Całkiem trafne. Jaką wiarę? Co to miało znaczyć? Czy ona w ogóle wierzyła w Gwiezdnych? Może trochę...Było to strasznie pomieszane i dziwne, ale czuła że w znacznej części mądrości kocura są przez nią rozumiane. Ma się nie bać tych, którzy ją zranili. Dobrze.
- Jakiego celu? Jakiego Królestwa Zmarłych? Co to w ogóle jest Królestwo Zmarłych? - jacyś nowi Gwiezdni? Pogmatwane, a narodziło się u niej wiele pytań bez odpowiedzi.
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Kaskada pytań, która runęła na głowę Szkiełka, najwyraźniej go nie przeraziła. Wysłuchał ich wszystkich, nieznacznie marszcząc brwi, po czym znowu zanurzył się w układance, którą wytworzył z organów. Wysunął dolną wargę i jeszcze przez chwilę studiował konfigurację, po czym odezwał się ponownie.
- Królestwo zmarłych, ale nie twoich zmarłych. Dwunożni kładą swoich do snu w jednym miejscu. Kiedyś tam wałęsały się ich duchy, które uznały to miejsce za swoje królestwo; królestwo obdarowywane kwiatami, świecącymi kamieniami i innymi cudami przynoszonymi im przez żywych - wyjaśnił, zapewne gmatwając sprawę jeszcze bardziej. - Ale teraz zamieszkały tam koty. Kto wie, może to one obdarują cię cudownym życiem, i będziesz tak pełna szczęścia, jak kałuża jest pełna wody, a twoje smutki odejdą od ciebie, jak strup odpada od rany. Kiedy będziesz przynosić zwierzynę, nie noś jej po jednej stronie pyska, inaczej będzie ci trudno zachować równowagę - dodał, ostatnie słowa wypowiadając zupełnie innym tonem, jakby wyrwane były z całkowicie innej wypowiedzi.
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Królestwo Zmarłych Dwunożnych Czyli tacy Gwiezdni dwunożnych? I oni tam składają martwe ciała? W jakimś miejscu, do którego powinna się udać? Brzmiało skomplikowanie, ale z każdym uderzeniem serca przyswajała coraz więcej informacji i mimo że nie miała jednej, logicznej odpowiedzi, wszystko składało się w jakiś sposób. Nie klarowny i prosty, ale miała jakieś odpowiedzi. Kiedyś ram wałęsały się duchy... Skomplikowanie, ale czuła, że jeśli zobaczy to miejsce to zrozumie. Gdzie jest to miejsce? Czy ona w ogóle może się do niego dostać? Skoro to są Gwiezdni, to nici z jej prób. Żaden kot nie ma wstępu na srebrną skórę. Świecące kamienie? Bezsensu. Teraz zamieszkały tam koty. Jakie koty? Skoro mogły dać jej szczęście, musiała je odnaleźć!
- Jakie koty? Gdzie jest to miejsce? - zapytała natychmiastowo. Odnajdzie te koty. Jakie to były koty? Magiczne? O co tu chodziło? Jaka zwierzyna? Czemu to brzmiało tak dziwnie? - Dlaczego ostatnie słowa słowa powiedziałeś tak dziwnie?
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Trudno stwierdzić, czy Szkiełko kiedykolwiek powiedział coś prosto i klarownie. Jeżeli tak, to raczej nikomu żywemu nie było dane tego oglądać, a przynajmniej nikomu spośród Czterech Klanów ani samotników żyjących nieopodal.
- Tam, gdzie góruje słońce - podał pierwszą rzetelną informację w całej rozmowie. - Teraz tam mieszkają koty, które odrzuciły wiarę w tych, co cię skrzywdzili. Nieprzyjaciele twoich nieprzyjaciół bywają twoimi przyjaciółmi, nie zapominaj; módl się jednak do Przedwiecznych, żeby strzegli cię od przyjaciół, bo od nieprzyjaciół obronisz się sama - jakby to wszystko nie było już zdecydowanie zbyt zagmatwane. - Ha! zatem nie masz się czego bać po twoich prześladowcach. Najpierw znajdź tą, po której kroczą barwy, następną po kwiecistej władczyni. Gdy ją odnajdziesz, mniej lub bardziej żywą, zdobędziesz wielu przyjaciół. Poszukaj jednocześnie azylu wśród Królestwa Zmarłych, bo to tam Twoja dusza może znaleźć ukojenie. Pamiętaj jednak, by nikomu nie ufać, jak długo nie przekonasz się, że będą gotowi oddać za Ciebie życie - obwieścił, po czym - jakby na znak zakończonych wróżb - chlasnął wysuniętym pazurem przez stosik wnętrzności i zlizał z apetytem krew plamiącą mu łapę. Podniósł się z ziemi i rzucił jeszcze jedno przeciągłe spojrzenie kocicy. - Pamiętaj o robaku. Ja nie zapomnę nigdy - powiedział niskim, drżącym od emocji głosem. Po tych słowach odwrócił się i spojrzał w niebo, na którym z wolna zaznaczały się punkciki gwiazd. - Wybacz, acz muszę odejść. Zobaczymy się tam, gdzie nie ma mroku - rzucił przez ramię, po czym mrugnął wesoło do Fali. - Chyba, że jeszcze o coś chcesz dopytać.
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Tam, gdzie góruje słońce. Wszędzie góruje słońce. Może chodziło o coś konkretnego? Skoro Szkiełko nie powiedział jej nic dokładnego nawet po zapytaniu o co chodzi, pewnie nic lepszego w odpowiedzi nie dostanie. Cóż. Zaraz kontynuował... Wypowiedź brzmiała niezwykle pogmatwanie, ale dała radę ją zrozumieć. Musiała znaleźć koty, które są wrogami jej wrogów. Będą jej przyjaciółmi? Rozumiała całą sentecję, jednak nie tak dokładnie jakby chciała. Ta, po której kroczą barwy? Następną po kwiecistej władczyni? Jej matka nie miała w przodkach nikogo z kwiecistym imieniem. Zaraz dał jej radę... Miała wiele, wiele pytań, jednak nie chciała już o nie pytać Szkiełka. Najwidoczniej ten musiał już iść, a i tak kocur pomógł jej bardzo i wyznaczył ścieżkę w życiu. Gdzie powinna się udać najpierw? Odszukać robaka? Iść po kocimiętkę, o której wspominała Lśniąca? A może na granice? Odszukać koty mieszkające na Królestwie Zmarłych? Miałą zbyt wiele rzeczy. To dobrze, przynajmniej przeżyje parę przygód, a jej życie nie będzie nudne. Najpierw jednak musi odpocząć i wszystko przemyśleć.
- Dziękuję Ci bardzo. Chyba wszystko zrozumiałam, chociaż nie do końca wiem o co chodzi z "kroczącymi barwami" i kwiecistą władczynią. A niedługo wyruszę na poszukiwania Robaka - zapewniła, ze zdziwieniem przypatrując się kocurowi, który ze smakiem zajadał się wnętrznościami. Spojrzał jeszcze w gwiazdy. Dziwne. - Szkiełko, pomogłeś mi niezmiernie. Dziękuję Ci raz jeszcze - zakończyła z uśmiechem. Nie rozumiała niektórych zwrotów, ale czuła, że rozszyfruje je po drodze swoich przygód.
//zt?
Średniej wielkości, krótkowłosy rudy kocur o pręgowaniu tygrysim. Ma mocne, długie łapy. Ciało rudego ma atletyczną budowę. Charakterystycznym dla niego są ciemne, niemal czarne plamki na nosie i na łapach. Na brodzie i na policzkach ma ciut dłuższe, poczochrane futerko. Jego oczy są zimno niebieskie, niemal szare.
Buntowniczy; w imię pokoju wywołałby wojnę; rodzina ponad wszystko. Bóg na ziemi (a przynajmniej tak o sobie myśli). Dumny jak nikt.
Stwierdzenie, że Askeladd źle się czuł będąc samotnikiem byłoby chyba na skalę łamania wszystkich praw jakie dotyczyły kotów. Pomijając minimalnie lepszy humor, jakiego doświadczać mogła jedynie Faret bo tylko z nią czuł się swobodnie, rudy po prostu żył sobie... lepiej. Bez myślenia o nieprzemijającej nienawiści do niemal każdego kota w Gromie, bez poczucia uwięzienia, bez myślenia o tym jak źle i niesprawiedliwie jest traktowany. Możliwość wędrówki i wolności była mu potrzebna jak powietrze do życia. Lubił to, po prostu.
Obecnie może ciut mniej. Ostatnio zdobyta rana była nadal w trakcie gojenia się, więc wszystkie jego ruchy były koślawe, a z upartości i dumy próbował polować sam nim weźmie do pysku zdobycze jakie skołowała Faret. Owszem, i tak by je zjadł i i tak się z nich cieszył, ale chciał... sam. Tak po prostu. W tej chwili robił chyba siódme podejście do polowania, tym razem na młodego królika czy innego zająca. I może, w końcu, się uda.
[dym!!!]
✦ ✮ ✦ I'm alive but I'm D E A D hear my voice up in your head watch it fill you full of dread TILL YOU GO POW
Jest dość rozpoznawalny pośród swojego rodzeństwa. Jako jedyny w miocie posiada nieskazitelny odcień futra, jest to czarny dymny kocur z krótką sierścią na której widać tygrysie pręgi. Jeżeli chodzi o pręgi to są nieznacznie ciemniejsze niż futro. Na brzuchu jednak posiada nieco jaśniejszy kolor futra. Jest chudym kocurem, przez co jego ruchy są płynne i spokojne. Jest wysoki więc bardzo łatwo go zauważyć w tłumie. Jego ogon stosunkowo do innych kotów jest dłuższy. Natomiast jego oczy koloru jak na razie niebieskiego wybarwią się niedługo na kolor miętowy które będą przepełnione powagą i spokojem.
Kocur ten jak i wyglądem, jest inny też charakterem. Od młodego wieku nie przepadał za różnymi zabawami, woli rozmawiać i dowiadywać się ciekawych rzeczy. Nie jest typowym śmieszkiem, często podchodzi do spraw poważnie. Mimo, że ma krótkie futro to dba o wygląd i czystość wokół siebie. Zawsze stara się pomóc i niekiedy nie potrafi powiedzieć ,, Nie ". Czasem potrafi być jednak miły i czuję się nieswojo w towarzystwie kotek bo obawia się, że może coś złego powiedzieć.
Ostatnio Dymiący Staw miał problemy ze zdrowiem. I to nie takie błahe. Praktycznie przesiadywał cały czas w lecznicy. Nie dlatego, że chciał ale ciągle łapały go różne choroby. Nic w tym dziwnego. Był już stary i do tego pora Nagich Drzew wykańczała jego organizm. Tak było i tym razem. Przesiadywał w lecznicy. Wybudził się ze swojego snu i czuł się lepiej. Nie miał zawrotów głowy i miał mniejszy kaszel. Wszystko dążyło do tego, że niedługo znów będzie w pełni zdrów. Zrozumiał, że ostatnio nie spotkał Kamienia w obozie. Rzadko w nim był ale zawsze przychodził na posiłek. Ale od kilku dni się nie zjawił. Nikt nie wiedział gdzie jest. Dopiero gdy natknął się na Nurt i jej smutnawą minę, zrozumiał co się wydarzyło. Nie musiała mu nawet mówić. Jej wyraz pyska mówił wszystko. Wstał koślawo ze swojego legowiska i wyszedł z lecznicy. Buhnęło w niego zimne powietrze. Poczuł ciarki na swoim ciele. Nie mógł sobie teraz pozwolić na dalsze wylegiwanie. Jeżeli się nie pospieszy, może nigdy już go nie zobaczyć. Wyruszył więc za jego, wywietrzałym już tropem.
Był wściekły. Doskonale wiedział o jego zamiarach. Dlaczego więc nawet się z nim nie pożegnał? Dlaczego nie odwiedził go w lecznicy gdy doskwierała mu gorączka i nudności? Czy rudy kocur skreślił go totalnie? Byłoby mu to obojętne jakby umarł?
Na chwilę stanął. Czuł się… Źle. Wychowywał go tyle księżycy pod swoim skrzydłem. Naprawdę był dla niego jak syn. Kochał go jak syna. Był jego synem.
Pytanie czy on dalej był dla niego kimś w rodzaju ojca? Kamień nigdy mu nie powiedział kim dla niego jest. Może przez cały ten czas tylko go wykorzystywał by stać się ,, przywódcą”? Dymiący Staw miał teraz jeden wielki mętlik w głowie. Postanowił jednak iść dalej.
Przekroczył granice i znalazł się w głębi lasu na terenach niczyich. Jeszcze nigdy nie opuszczał klanu Gromu… Zupełnie nie znał tych miejsc. Do tego jego trop i ślady były coraz bardziej mniej dostrzegalne. Powoli tracił nadzieje, że go odnajdzie. Możliwe, ze już dawno jest poza Grzmiącą Ścieżką. Nie miał bladego pojęcia gdzie go łapy mogłyby ponieść. Wiedział tylko tyle, że Kamień jest jak najdalej od Gromu. Wyruszył więc na północ.
Trzymał się blisko granicy z Cieniem chcąc nie oddalać się zbytnio od klanów. Dopiero gdy napotkał wodę to musiał zmienić trochę trasę by przez nią się przedrzeć. Tak oto wylądował w Pierzastym Lesie. Już dawno stracił jakikolwiek znak, ze Kamień gdzieś tu jest. Dymny kocur więc błądził. W brzuchu zaczynało mu burczeć i czuł zmęczenie. Postanowił zapolować. Miał szczęście gdyż w pobliżu wyczuł zapach nornicy. Chwilowa praca się opłaciła i wojownik mógł zjeść ciepły posiłek. Znalazł sobie zaciszne miejsce. Znalazł sobie dziurę w pniu i tam szybko zjadł swoją zdobycz. Jego powieki zrobiły się cięższe.
– Nie ma się już tyle energii co kiedyś… – powiedział cicho sam do siebie. Owinął się szczelnie i postanowił się ogrzać zanim znów wyruszy.
Było południe. Dymiący Staw szukał swojego podopiecznego od wczesnego poranka. Z każda kolejną godziną, wojownik tracił nadzieje.
Starał się nie zasnąć i pusto patrzył się przed siebie, oglądając z dziury zimowy krajobraz.
Gdy jego temperatura wróciła do normy, Dym ruszył dalej. Szedł w głąb iglastego lasu pokrytego białym puchem. Wyczuwalna była woń cienistego klanu więc wiedział, że nie zaszył się bardzo daleko. Postanowił wyjść trochę z lasu i iść za rzeką graniczącą z Cieniem. Bo co mu innego pozostało?
Wokoło panowała cisza. Kocur mógł usłyszeć bicie własnego serca. Z jego pyska wydobywała się co chwilę para. Nic… Zupełna pustka.
Gdy nagle… Gromowy wojownik usłyszał szelest. Za krzaków wyskoczył szarawy królik. Najwidoczniej uciekający w popłochu przed kimś. Dymiący Staw napiął swoje mięśnie, gotów do ataku na wszelki wypadek.
Od razu po tym poczuł jak serce zaczyna mu szybciej łomotać widząc rudawy przebłysk w krzakach a po chwili zobaczył znane mu dobrze ślepia.
Kamienne Serce zwinnie pochwycił uszaka, przy okazji odkrywając całego siebie. Bez zwątpienia to był on. Wszędzie rozpoznałby ten kolor futra i dzikie oczy.
Przez chwilę, Dym stał jak zamurowany, po chwili jednak wyskoczył ze swojego miejsca jak poparzony. Jakby bojąc się, ze rudzielec znów gdzieś zniknie. Bez pytania i nie dając mu czasu na reakcje… Dymiący Staw zacisnął go szczelnie w swoich łapach, wręcz dusząc go. Po czym puścił go i przywalił mu z liścia w policzek. – WIESZ ILE JA CIĘ SZUKAŁEM?! – wydarł się na niego bo przez tą całą podróż był kłębkiem nerwów. Kamień mógł zobaczyć ogromną wściekłość na pysku wojownika ale szybko doszły do tego łzy…? Oczy Dymiącego Stawu były szkliste! To był naprawdę rzadki widok. – Czy już tak masz wszystko gdzieś, że mnie też zmieszałeś z błotem? – powiedział łamliwie. – Czemu nawet się ze mną nie pożegnałeś…? – jego spojrzenie cały czas było wbite w oczy Kamienia. Żądał odpowiedzi. Jeżeli nic dla niego już nie znaczył… Po prostu odejdzie.
Średniej wielkości, krótkowłosy rudy kocur o pręgowaniu tygrysim. Ma mocne, długie łapy. Ciało rudego ma atletyczną budowę. Charakterystycznym dla niego są ciemne, niemal czarne plamki na nosie i na łapach. Na brodzie i na policzkach ma ciut dłuższe, poczochrane futerko. Jego oczy są zimno niebieskie, niemal szare.
Buntowniczy; w imię pokoju wywołałby wojnę; rodzina ponad wszystko. Bóg na ziemi (a przynajmniej tak o sobie myśli). Dumny jak nikt.
Nie ma absolutnie słów, które by opisały rollercoaster emocji, jaki Askeladd przeszedł. Zabił zwierza, stękając i jękając - ale zabił. I teraz będzie mógł wrócić do Faret, pokazać jej w jakiej cudownej formie jest i ile to on sam nie może. Teraz chyba bardziej w formie żartu i podparcia samego siebie na duchu, że może i nie zdechnie na byle polowaniu jak wyjdzie sam po jedzenie.
Duma szybko była zastąpiona szokiem, kiedy to nagle ktoś na niego wyskoczył. Nie ważne kto by to miał być, nawet Nurt, nawet Krzyżak, pierwszym odruchem był syk i nastroszenie całej sierści. Atak był atakiem, proszeniem się o walkę i rany. I gdyby była tu Faret, najpewniej wydałby szybko odpowiednie polecenie, aby pozbyć się zagrożenia.
Dopiero w chwili kiedy się odsunął, a potem ośmielił się zdzielić go w pysk, Askeladd miał zamiar zluzować, ale Dym sobie nakreślił już ton rozmowy. Nie pozostał mu dłużny, oddał mu w pysk nawet mocniej. - Między innymi za to - odparł, strzepując łapę. - Jesteś najbardziej żałosny jak się da w powitania. W pysk?
Dmuchnął nosem. Za to chyba każdy by się poczuł urażony, nie ważne jakie miał o sobie mniemanie. - Mówiłem tylko Nurt. Nie miałem po co mówić komukolwiek innemu, nie potrzebowałem ceremonii pożegnalnej - on zaś mówił twardo. Ostro, pewnie siebie. Nie potrzebował mówić całemu Klanowi, że odchodzi. Owszem - Faret też wiedziała, Puchacz też. I chyba w każdym wypadku był powód. Nurt, bo... kochał. I go mogła leczyć. Faret jest jego siłą. Puchacz po prostu nie będzie go szukać i za nim łazić. - Mówiłem ci że pójdę, jakiś czas temu. Nie mam po co się żegnać z kimkolwiek, skoro i tak jestem w okolicy, po prostu nie w tym obszczanym Klanie.
Trzepnął ogonem, położył łapę w końcu na ziemi, przyglądając się teraz starszemu. Miał zamiar płakać? Obrzydliwe. Nie miał absolutnie ku temu powodu. Nie rozmawiali ze sobą praktycznie cały obieg pór roku. Nawet po pierwszym wyjściu, kiedy szukał Bagna. Nie rozmawiali. A z Nurt jakoś się umiał spotkać. Po co, po kiego miał o nim myśleć? - Po co mnie szukałeś? - ściągnął brwi.
✦ ✮ ✦ I'm alive but I'm D E A D hear my voice up in your head watch it fill you full of dread TILL YOU GO POW
Księżyce: 98 Mistrz: Kunie Gardło †, Muchomorowy Bór †, Rześki Zmierzch, ˙✦Wędrujące Światła˙✦ Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga † [npc] Ojciec: Płonący Liść † [npc] Rodzic: Iskra ♥ † (Roziskrzona Gwiazda) Partner: Serce oddane tylko jednej Trwałe urazy: blizna po psich zębach na grzbiecie, poniżej karku;
Wielka, wysoka i szeroka; długie rude, wręcz ogniste futro, pręgowane tygrysio z dodatkiem bieli na brodzie, piersi, brzuchu, końcówce ogona i czterech łapkach (tylko do kostek, jeden palec rudy u prawej przedniej łapy); wielkie miodowe oczy; różowy nosek; patyczki i liście w sierści to codzienność tak samo z drobinki ziemi, jedynie kwiatki wsadza w nie sama, bo lubi. Lekki krok, praktycznie bezszelestny, a mimo to z gracją.
Tonąca w żałobie, pijąca winę, obmyta w smutku, spokojna, cierpliwa, lojalna, ciekawa świata, nadal starająca się zachować radość i szczęście, rozważniejsza oraz powolna.
Mój Mistrz niby zdrowiał, niby nie i powoli mnie to zaczynało gdzieś uwierać i martwić, tak jak nie interesował mnie trening to przecież nie chciałam, by coś się mu działo poważnego; oczywiście ufałam najlepszym Medykom w Czterech Klanach, ale jednak nie byłam przekonana, czy dało się czasami zwyciężyć z siłami natury. Nie zamartwiałam się jednak tym cały czas i na pewno nie na zaś, bo nie było to dla mnie coś normalnego i nie lubiłam robić sobie przykrości, gdy się jeszcze nic takiego nie wydarzyło. Czasami tylko miałam takie odruchy.
Idąc wzdłuż jakiegoś ładnego lasku spostrzegłam jakiś ładny kamyczek, który przyciągnął moją uwagę, a gdy podeszłam bliżej okazało się, że to dziwne coś odbijało światło, a gdy tego dotknęłam lekko zraniłam się w poduszeczkę łapki; zadziwiające odkrycie, które całkowicie pochłonęło moją uwagę.
Sol
Heartswill xxxxzxxxxzx╰┈➤dream again Lungswill﴾breathe in﴿
Wash awaythesins
It'swhereitbegins
Feet won'txfail you now Arms won'txlet you down Wash awaythesins