Krótkie biało-rude futro | średniej wielkości | szczupły | złoto-pomarańczowe ślepia
wesoły, skory do zabawy, wręcz no można by powiedzieć, że figlarny haha
Rdest, Szczurza Łapa i Kurza Łapa
Słysząc imię, które padło z pyszczka kocurka, pomarańczowe ślepia Kłopota przesunęły się w lewo i prawo, a kiedy to nie pomogło, przekręcił cały łebek w poszukiwaniu tego całego Trawiastego. Byli sami. Spojrzał więc ponownie na towarzysza z niemym pytaniem wymalowanym na pyszczku. - Ooo… - mruknął po uderzeniu serca. - Jesteś jednym z tych stukniętych? Widzisz rzeczy, których nie ma? - Zagadnął zainteresowany. W końcu jeszcze nigdy nie spotkał kogoś takiego. - Poza tym Trawiastym, to jeszcze ktoś tu jest? - Ciągnął sadzając zadek na ziemi, tak że zrównał się z jego do tej pory pochyloną przednią częścią ciała, marszcząc lekko brwi na brak entuzjazmu ze strony kocurka. - To nie mogą być ryby. Widziałeś, kiedyś rybę? - Kłopot widział nawet dwie na stosie zwierzyny. - Są płaskie i większe. To wygląda jak kuleczka ze śmiesznym ogonem. I spróbuj tego - zachęcił wkładając łapkę ponownie do wody. Kijanki z ciekawością zaczęły podpływać, łaskocząc skórę rudzielca i sprawiając, że jego pyszczek ponownie wygiął się w uśmieszku.
My snails got humor They’re the sniggle at a funeral Knows everybody's disapproval I should've worshiped snails sooner! If the snails ever did speak She's the last true snailpiece Every Snailday's getting more bleak A fresh snoison each week "We were born snick" You heard them say it
Uchylił pyszczek w jeszcze większym zakłopotaniu, niezrozumieniu. Skrzywił się na tyle mocno, że jeden z policzków zaczął mu mrużyć oko. Zmarszczone brwi nie pomagały, odbierając mu praktycznie całe pole widzenia po jednej stronie. Nic nie mógł jednak zrobić, głupota rudzielca była tak duża, że nie mieściła się w Korkowej głowie.
- Że...co? - zaburczał, robiąc nacisk na drugim słówku. Miał wrażenie, że jest właśnie obrażany, choć nie do końca rozumiał o co chodzi. - Ty jesteś Trawiasty. Wlazłeś w trawę więc tak się nazywasz! - wyjaśnił. Miał wrażenie, że to było oczywiste. Przecież nie nazwał go jakoś bez sensu, na przykład Kaczka. Nie było kaczek w okolicy. Ani nie mówił o żadnej.
Przysiadł na ziemi, odsuwając się nieco od rudego. Nie chciał siedzieć zbyt blisko. - Ryby nie są płaskie - zmarszczył brwi. - Huh?? - przekręcił łeb. To już rzeczywiście było fajne. Nie mógł się nie pokusić o spróbowanie, więc i on wsadził delikatnie łapę do wody, by spojrzeć jak kijanki oblegają ją dookoła. Nawet się uśmiechnął, szczerze i niewinnie, pierwszy raz od dawna. A może od zawsze.
Krótkie biało-rude futro | średniej wielkości | szczupły | złoto-pomarańczowe ślepia
wesoły, skory do zabawy, wręcz no można by powiedzieć, że figlarny haha
Rdest, Szczurza Łapa i Kurza Łapa
Kłopot przyglądał się krzywiącemu pyszczkowi z rosnącym zainteresowaniem, co ten mu odpowie. Może część z tych widzianych przez młodzika kotów była nieprzyjemna? A może nikt go jeszcze nigdy nie uświadomił, że tak naprawdę nie istnieją? Właściwie, to byłoby nawet bardziej zabawne. Gdyby kocurek brnął w to i próbował go przekonać, że tam są, Kłopot mógłby zacząć udawać, że też je widzi! - O... - mruknął, kiedy rzeczywistość okazała się nieco mniej barwna. - Nazywam to się Kłopot. Mogłeś zwyczajnie zapytać, wiesz? - Zauważył, ruszając nieśpiesznie łapką w wodzie i przyglądając się jak małe kuleczki wędrują za nią. Zignorował uwagę o rybach. W końcu wiedział, co widział. Były płaskie i miały tylko po jednym oku z każdej strony i zabawne malutkie nóżki nie tylko na dole, ale też jedną na grzbiecie!
Kiedy kątem oka zauważył, że kocurek również przysiadł na ziemi, przekręcił łebek w jego stronę, obserwując w milczeniu, jak ten wkłada łapkę do wody. Kąciki jego wark uniosły się leciutko ku górze, kiedy na jasnym pyszczku nerwowego kolegi pojawił się uśmiech. - A jak ty się nazywasz, Topielec? - Zagadnął w końcu, sam złośliwie również nadając mu imię.
My snails got humor They’re the sniggle at a funeral Knows everybody's disapproval I should've worshiped snails sooner! If the snails ever did speak She's the last true snailpiece Every Snailday's getting more bleak A fresh snoison each week "We were born snick" You heard them say it
Kłopot? Czyżby wcale się tak od siebie nie różnili? Czyżby jego matka również go nie kochała? Tylko najwidoczniej była bardziej dosadna w nadawaniu mu imienia, skoro Mruk stać było na pokazanie, że jej syn jest bezużyteczny przez nazwanie go po rzeczy, której Korek nawet nie znał. Może tak właśnie miało być, nikt nie zna żadnego Korka, to tylko rzecz, o której nikt nigdy nie słyszał.
- Znam ten ból - mruknął, zatracając się w chwilowych przemyśleniach o matce. Był święcie przekonany, że starsza rudego też święta nie była. Może to znak? Powinni trzymać się razem, pokazać wszystkim, w tym swoim rodzicielkom, że nie są wcale beznadziejni.
- Hm? Korek - przedstawił się ze zgrzytem. Nie lubił tego imienia. Przyzwyczaił się i nie zamierzał się z nim kryć ani zmieniać, bo z przyzwyczajenia by już je wymawiał. Było jednak przykre. - Dziwne są te okolice...Mam wrażenie, że więcej tu kotów niż gdziekolwiek indziej gdzie byłem.
Krótkie biało-rude futro | średniej wielkości | szczupły | złoto-pomarańczowe ślepia
wesoły, skory do zabawy, wręcz no można by powiedzieć, że figlarny haha
Rdest, Szczurza Łapa i Kurza Łapa
- Jaki? - Zagadnął, nie rozumiejąc co jasny dokładnie do niego mówi. W końcu Kłopot nie wspomniał nic o żadnym bólu i przekręcając łebek nie zauważył również na swoim ciele, żadnej nowej rany. Wiedział co prawda, że ma tu i ówdzie kilka zadrapań od kolców krzewów, które stanowiły część jego bazy, ale te ukrywały się pod futrem. - Korek - powtórzył, przytakując łebkiem. - Co to właściwie korek? - Najwyraźniej Kłopot zaliczał się do tych wszystkich, albo nikogo, o których ten myślał, ale nie mógł o tym wiedzieć.
Słowa srebrnego sprawiły, że język kocura po raz kolejny wydał z siebie kliknięcie. Był lekko zdziwiony doborem jego słów. Dziwne te okolice? Dużo kotów? Skoro już doszli do tego, że Korek nie był stuknięty, a przynajmniej nie miał omamów wzrokowych, to chyba nie chodziło mu jedynie o okolice stawu. A przynajmniej tak Kłopot postanowił założyć. - Mi się wydaje, że jest nas tak normalnie, ale nigdy nie byłem gdzieś indziej niż w klanach. Właściwie to jestem poza granicami, tylko dlatego bo się zgubiłem - zauważył. W końcu nie opuszczał Obozu zbyt często, bo Korzeń mu zabronił. Wychodził jedynie na patrole, albo niedaleko Kolczastych Krzewów zbierać mech, czy kiedy udało mu się przyczepić do jakiegoś innego wojownika, czy terminatora, który nosił tą rangę jakiś dłuższy czas. - Ale w takim razie skąd w ogóle jesteś?
My snails got humor They’re the sniggle at a funeral Knows everybody's disapproval I should've worshiped snails sooner! If the snails ever did speak She's the last true snailpiece Every Snailday's getting more bleak A fresh snoison each week "We were born snick" You heard them say it
- No, bycia zawodem dla swojej matki - zmarszczył brewki. Może rzeczywiście powinien był rozwinąć myśl, ale to chyba było oczywiste? Ani Korek, ani Kłopot nie byli kochani. Ani jeden ani drugi nie miał dumnego imienia, które by mogło oznaczać, że są warci coś więcej niż przeżuty kłaczek. Ale może rudy się już z tym pogodził. Był mimo wszystko starszy, może gorycz przeszłości nie paliła aż tak, jak gdy był kociakiem. Korek dalej to czuł. - Coś bezużytecznego, niepotrzebnego, śmieć - westchnął. Tak mu tłumaczyła znaczenie Mruk. Raz usłyszał i więcej nie zadawał pytań z obawy na odpowiedź.
- W czym? W sensie...W sensie jesteś pupilkiem? U ludzi? - dopytał. Granice? Może miał na myśli płoty albo ogrody. Granica domu. Miało to chyba sens. Nigdy nie słyszał, żeby pupile nazywały mieszkanie z ludźmi klanem, ale co miejsce to obyczaj. - No...nie stąd? Nie wiem, skąd. Byliśmy ciągle w ruchu.
Krótkie biało-rude futro | średniej wielkości | szczupły | złoto-pomarańczowe ślepia
wesoły, skory do zabawy, wręcz no można by powiedzieć, że figlarny haha
Rdest, Szczurza Łapa i Kurza Łapa
- O, nie, nie. Moja mama mnie bardzo kocha. Tata też i w ogóle bardziej niż moich braci - uśmiechnął się nieco złośliwie. Cóż, co prawda mijało się to prawdą, ale nie mógł się powstrzymać, przed byciem wrednym dla rodzeństwa, nawet kiedy tych nie było w okolicy. - O, to raczej słabo być tak nazwanym po śmieciu - zauważył, bez cienia współczucia w głosie, ponownie koncentrując się na małych stworkach i refleksach światła odbijających się od tafli wody. Cóż nie był najlepszy w okazywaniu empatii dla kogokolwiek. - Aha... I lubisz to imię? I swoją mamę? - Zagadnął, po chwili ponownie przenosząc wzrok na kocurka. Może jednak był trochę stuknięty? - W K-L-A-N-I-E - przeliterował powoli, w obawie, że Korek znowu nie załapie. - No wiesz... Em... Mamy przywódcę i wojowników i matki… O i Korzeń jest moim mistrzem. Nie nauczył mnie jeszcze niczego kekekeke - zaśmiał się zadowolony z siebie. Życie terminatora w sumie mu odpowiadało, mógł w końcu robić co chciał i nie miał prawie obowiązków. Jedynym minusem był fakt, że nie mógł sam wychodzić z obozu. - Więc jesteś samotnikiem. Tata mi o was mówił. Nie należycie do klanów i nie mieszkacie u dwunogów, tylko szwędacie się bez celu - skinął łebkiem, jakby chcąc potwierdzić własne słowa. - Ale co to ten pupil? I to ludzie?
My snails got humor They’re the sniggle at a funeral Knows everybody's disapproval I should've worshiped snails sooner! If the snails ever did speak She's the last true snailpiece Every Snailday's getting more bleak A fresh snoison each week "We were born snick" You heard them say it
To niespodziewane. Czyli nie byli tacy sami. Nawet nie stali w tym samym bajorze, nie oddychali tym samym powietrzem. Dobrze dla rudego, mniej dobrze dla Korka, który miał nadzieję, że znalazł bratnią duszę. - To czemu cię nazwała Kłopot? - nie rozumiał tego. Kto, kochając własne dziecko, nazywa je takim imieniem? Przecież to brzmiało przykro. - Nie - odpowiedział krótko. Nie lubił ani imienia ani swojej mamy. Bo za co by miał? Może i gdzieś głęboko ukryta tęsknota za matką próbowała się wyrywać, ale starał się ją tłamsić kiedy tylko zaczynała się objawiać.
- Ja...Co? - pogubił się. Kłopot mówił dużo i niezrozumiale, a Korek nie miał nawet czasu żeby się namyślić. - Dwunogów? W sensie ludzi? Oni chodzą na dwóch nogach - może o to mu właśnie się rozchodziło. - Ale ja nie rozumiem. Co to jest klan jeśli nie to, że mieszkasz z ludźmi? Czemu masz jakiegoś mistrza, czemu matki a nie matkę?
Krótkie biało-rude futro | średniej wielkości | szczupły | złoto-pomarańczowe ślepia
wesoły, skory do zabawy, wręcz no można by powiedzieć, że figlarny haha
Rdest, Szczurza Łapa i Kurza Łapa
Kłopot nigdy nie zastanawiał się szczególnie nad swoim imieniem. Lubił je, dziwnie byłoby być czymś innym niż Kłopot, ale nie widział w nim nic szczególnego, czy obraźliwego. - Nie mam pojęcia, ale mogę jej spytać i wtedy ci powiem - stwierdził bez chwili namysłu. Gdyby bowiem się nad tym zastanowił, musiałby zorientować się, że Korek był innym kotem niż wszystkie, które do tej pory znał i nie mógł być pewnym, że spotka go ponownie. - To czemu nie wymyślisz jakiegoś innego znaczenia? Nikt nie załapie, skoro nie wie co to. Możesz każdemu opowiadać coś innego! Na przykład, że to nazwa wielkiego potwora, który zjada koty - pokazał kiełki w szerokim uśmiechu. Kocurek mógłby wciskać innym kit jak miło i w środeczku umierać ze śmiechu, kiedy mu uwierzą! - Ale z mamą to kiepsko, jak jej nie lubisz. I ona chyba ciebie też nie... - rzucił, kiedy przypomniał sobie, że ten wspominał coś o byciu zawodem dla matki.
- Em... Może tak? Nigdy ich nie widziałem, ale podobno są wielcy i mają łyse pyski i chodzą na dwóch łapach. I na pewno z nimi nie mieszkamy. Dwunogów trzeba unikać - przytaknął, sam jednak nieco skołowany. Tym bardziej, kiedy Korek zaczął zadawać więcej pytań i najwyraźniej wciąż nie ogarniał. Kłopot nigdy nie musiał jeszcze nikomu tłumaczyć czym jest klan. - Dobra... to, słuchaj - mruknął po chwili wyciągając łapkę z wody i wysuniętym pazurem wyrył w ziemi pomiędzy nimi okrąg. - To jest obóz, jasne? Tam wszyscy mieszkamy. Ja i inne koty w Wichrze. Łapiesz?
My snails got humor They’re the sniggle at a funeral Knows everybody's disapproval I should've worshiped snails sooner! If the snails ever did speak She's the last true snailpiece Every Snailday's getting more bleak A fresh snoison each week "We were born snick" You heard them say it
- Wolałbym inne imię - tak się składało, że Korek do najkreatywniejszych nie należał niestety. Chciałby mieć imię, które nosiłby z dumą. A przynajmniej takie, które nie pochodziłoby od kogoś, kto go nienawidzi. Nie wymagał zbyt wiele. Czy Korek mógłby nazwać się sam? Teoretycznie tak, nikt by nie zadawał pytań. Problem w tym, że nie był pewien, co czuje sam do siebie. Nienawiść? Niechęć? Akceptację? Wszystko na raz?
- Nie potrzebuję jej. Świetnie sobie radzę sam. Poluję i chodzę, gdzie mnie nogi poniosą. I nie mam żadnych zmartwień - oprócz tego gdzie spać, jak stawiać łapy, gdzie polować i jak uniknąć śmierci każdego dnia.
- Niektórych trzeba. A niektórych nie. Jeden raz dał mi jedzenie. Nigdy czegoś takiego nie widziałem, właściwie wyglądało dość obrzydliwie, ale było pyszne - rozmarzył się. Gdyby nie był tak uparty i dumny, to może poszedłby w długą i kręcił się przy dwunogach i dożył spokojnej starości. - A inny zrobił mi tak - przysunął się do rudzielca i uniósł łapę, przejeżdżając mu nią po głowie i grzbiecie. Było to zadziwiająco miłe, a na samo wspomnienie zaczął cicho mruczeć z przyjemnością.
Spojrzał na ziemię. - Łapię.
Krótkie biało-rude futro | średniej wielkości | szczupły | złoto-pomarańczowe ślepia
wesoły, skory do zabawy, wręcz no można by powiedzieć, że figlarny haha
Rdest, Szczurza Łapa i Kurza Łapa
Pomarańczowe ślepka Kłopota, aż rozbłysły w reakcji na słowa nowego kolegi. - Mogę ci pomóc! - Zaproponował szybko. W końcu uwielbiał je nadawać, a do tego miał w tym doświadczenie! To on ochrzcił swojego ślimaka mianem Piorun-Orion, a braci Nadętym Łbem i Wytrzeszczem Oczu... no dobrze, te dwa ostatnie to tylko w myślach i wątpił, żeby synowie Bociana byli szczególnie z nich zadowoleni, ale rudzielcowi się podobały. - Um... to spoko, że możesz wszędzie łazić i robić co chcesz. Ja też bym tak chciał, zamiast się uczyć - mruknął nadymając policzek. Było w końcu tak wiele fajniejszych zajęć od nudnego przyswajania wiedzy. Łapanie pasikoników, jak choćby, albo dokuczanie Jagnięciu. - Ale jak możesz nie potrzebować mamy? To kto cię kocha i się o ciebie martwi? - Zagadnął nie do końca rozumiejąc.
Pyszczek Kłopota otworzył się w niemym "O!", kiedy Korek wspomniał nie o tym, że spotkał dwunoga. I to najwyraźniej nie jednego, skoro wiedział, że niektórych się trzeba bać a innych nie. Już chciał dopytać gdzie dokładnie i jak ich rozróżnić, bo może też poszedłby spróbować tego obrzydliwego, acz pysznego żarcia, kiedy łapka kocura przejechała po jego ciele. - Kekekeke, zrób jeszcze raz! - Rozkazał, chichocząc pod wpływem nieco łaskoczącej pieszczoty. Jednocześnie nachylił się nad własnym dziełem i wysuniętym pazurem zaznaczył miejsce na boku okręgu. - No dobra, to tu jest kociarnia, co nie? W kociarni to mieszkają kociaki i matki się nimi zajmują. Wiesz, żeby nic się im nie stało i opowiadają bajki i takie tam. Moja mama jest też matką - wyjaśniał trzy po trzy, bo ciężko było przekazać wiedzę, która dla niego była oczywistością. - W sumie może ty byś tam też mieszkał. Ile masz księżyców? - Zagadnął unosząc spojrzenie na jasny pyszczek.
My snails got humor They’re the sniggle at a funeral Knows everybody's disapproval I should've worshiped snails sooner! If the snails ever did speak She's the last true snailpiece Every Snailday's getting more bleak A fresh snoison each week "We were born snick" You heard them say it
Zmrużył oczy. Coś nie do końca ufał kreatywności Kłopota. Może jednak za bardzo oceniał po pozorach. A nuż nie jest tak kreatywny jak jego matka, może w tej rudej główce dzieje się więcej niż chciałoby się przyznać. Nikt w końcu Korkowi nie każe potem zostawać z takim mianem. Raz kozie śmierć. - No dobra. To jaką masz propozycję? - zapytał, cicho prosząc żeby nie było to coś głupiego. Chociaż może i lepiej głupie imię, niż takie oznaczające śmiecia.
- To czemu nie łazisz? Ja...Ja bym cię wszystkiego nauczył. I byś mógł łazić gdzie chcesz - razem ze mną. Właściwie perspektywa potencjalnego towarzystwa brzmiała kusząco. Zimne noce przestałyby być zimne, samotne posiłki mógłby dzielić z przyjacielem. I życie nabrałoby jakiegoś smaku. - Nikt.
Dziwna euforia Kłopota była satysfakcjonująca, i to najwidoczniej dla obu stron. Nie sądził, że zwykłe pogłaskanie kocurka sprawi im taką radość. Bez zastanowienia powtórzył czynność, gdy ten o to poprosił, tym razem przyciskając łapę nieco mocniej do jego grzbietu. - Mhmmm. Czyli...Czyli mama i matka to co innego? - tak przynajmniej to brzmiało. Czy każda matka była mamą albo odwrotnie? - Umm...Z sześć? Siedem? - zastanowił się, choć niewiele mu to dało. Stracił rachubę już jakiś czas temu.
Krótkie biało-rude futro | średniej wielkości | szczupły | złoto-pomarańczowe ślepia
wesoły, skory do zabawy, wręcz no można by powiedzieć, że figlarny haha
Rdest, Szczurza Łapa i Kurza Łapa
Kłopot ukazał kiełki w uśmiechu, kiedy Korek przystał na propozycję nadawania mu imienia i zamilkł na moment, a raczej prawie zamilkł, chichocząc jednak z powodu ponowionej pieszczoty. Zastanawiając się co mogłoby do kolegi pasować, nadstawił łebek do przodu, żeby ten nie przestawał i dalej miział go po grzbiecie. - Może... Szadź? Twoje futerko wygląda jakby cię przymroziło - zauważył przyglądając się srebrnym smugom, przeplatającym z bielą. - Albo Rosa - mruknął po kolejnej chwili, z uwagi na powoli wysychający łebek. - Emm... Albo Jasny? Potem mógłbyś nazywać się jakoś śmiesznie. Jasny Sen, albo Jasna Kość! Albo możesz zostać przy Topielcu - Wyliczył coraz bardziej luzując cugle wyobraźni, oczywiście najbardziej zadowolony z ostatniego pomysłu. Śmiech, jednak zdusiła mu w gardle propozycja kocurka. - Nie, to głupie - odparł bez ogródek. - Wtedy musiałbym zostawić Psota i Promyczka i rodziców i Falę i Korzenia. Totalnie by im się nudziło beze mnie. Ale jak chcesz, to ja cię mogę kochać - zaproponował. Co prawda nie był szczególnie empatyczny, ale nawet jego serduszko ścisnęła myśl o tym, że Korka nikt nie obdarzał takim uczuciem.
- Moja mama jest matką też dla kociaków, które nie są moim rodzeństwem. Więc tak chyba musi być - stwierdził nie bardzo przejmując się tym w jaki sposób funkcjonowała ta ranga. - O! To byłbyś już terminatorem, jak ja - stwierdził entuzjastycznie. - Terminatorzy mieszkają, o tu - zaznaczył miejsce po przeciwnej stronie okręgu. - Bycie terminatorem jest ogólnie trochę beznadziejne. Musisz się słuchać twojego mistrza i uczyć, co jest strasznie nudne, mówię ci. Ale z drugiej strony możesz wychodzić z obozu... tylko no, nie wszyscy mogą sami. I rodzice już ci nie mogą mówić, że masz się położyć spać, czy umyć, albo czegoś zabraniać - wyliczył, a tego ostatniego był najlepszym przykładem. Jego futerko od czasu ceremonii nosiło bowiem coraz częściej ślady w postaci błota, przebarwień od trawy, czy krwi z zadrapań od kolczastych krzewów.
My snails got humor They’re the sniggle at a funeral Knows everybody's disapproval I should've worshiped snails sooner! If the snails ever did speak She's the last true snailpiece Every Snailday's getting more bleak A fresh snoison each week "We were born snick" You heard them say it
Imiona zaczęły się niewinnie, ale Kłopot przeszedł od 0 do 100 w mgnieniu oka, zaczynając rzucać dwuczłonowe propozycje. Imię to jednak nie była aż tak poważna sprawa. Jasny Sen? Jasna Kość? Miałby się tak przedstawiać i czekać aż go wyśmieją? - Czekaj, tso - pogubił się. - Co masz na myśli, że potem mógłbym się nazywać? Głupie te imiona strasznie - bąknął. No, prawie wszystkie były głupie. - Topielec chyba jest najlepsze z tego wszystkiego, ale to bez sensu mówić każdemu, że nazywam się Topielec. No bo...Tylko ty to zrozumiesz - zmarszczył brwi. - Kochać?? Ale jak to?? - cofnął się aż o krok, zabierając łapę z rudego grzbietu. Znali się dosłownie chwilę, a ten już wyznawał mu miłość?? Czy on coś źle rozumiał czy po prostu koty z Klanów były takie dziwne?
- Terminatorem... - powtórzył, jakby chciał sobie utrwalić nazwę, choć wcale a wcale nic by mu to nie dało. - A czemu nie możesz być mistrzem? Wtedy ty byś uczył, nie? I ty jesteś tu sam, więc tobie wolno już samemu wychodzić z obozu? Strasznie to wszystko skomplikowane.
Krótkie biało-rude futro | średniej wielkości | szczupły | złoto-pomarańczowe ślepia
wesoły, skory do zabawy, wręcz no można by powiedzieć, że figlarny haha
Rdest, Szczurza Łapa i Kurza Łapa
Kłopot aż nadął policzek, kiedy Korek stwierdził, że jego imiona są głupie. No na pewno lepsze niż Korek! Leciutko udobruchany tym, że przynajmniej Topielec przypadło mu do gustu przeniósł ponownie spojrzenie na jasny pyszczek, tylko po to, żeby być świadkiem przedziwnej reakcji kocurka. Zamrugał nie rozumiejąc, a powietrze z nadętego policzka uciekło w akompaniamencie odgłosu przypominającego pierdnięcie. - Oooo! Kekekeke - wyrwało mu się z pyszczka, kiedy zrozumiał, a kiełki pokazały się w szerokim uśmiechu. - Terminatorzy nie mogą być mistrzami. Znaczy no nigdy o takim nie słyszałem. I jak jesteś terminatorem to nazywasz się Łapa co nie? Jak... Jak Kłopotliwa Łapa na przykład. A wychodzić mogę, ale nie sam. Tylko już ci mówiłem, że sie zgubiłem - zaczął najpierw wyjaśniać kwestię imienia i rangi i swojej obecności, żeby Korek na pewno zrozumiał jego pełne zamiary. - A jak już sie wszystkiego nauczyłeś to jesteś wojownikiem. Wtedy to raczej na pewno możesz być mistrzem. I zmienią ci imię znowu. Jak byłeś Kościstą Łapą to na przykład... Roztrzaskana Kość - wymienił przykład. - I tu śpią wojownicy - namalował punkt przypominający kształtem kupę na swojej "mapie", po czym podniósł spojrzenie, w którym tańczyły psotne iskierki na pyszczek młodzika. - Więc musisz zrozumieć, że kocham cię i nie mogę bez ciebie żyć! Ale musisz najpierw ukończyć trening i zostać wojownikiem. Inaczej moi rodzice się nie zgodzą żebyśmy byli razem.
My snails got humor They’re the sniggle at a funeral Knows everybody's disapproval I should've worshiped snails sooner! If the snails ever did speak She's the last true snailpiece Every Snailday's getting more bleak A fresh snoison each week "We were born snick" You heard them say it