Księżyce: 118
Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez
Płeć: kotka
Matka: Śliwkowa Gałązka[*]
Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*]
Partner: Kornik
Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Niezauważalnie przewróciła szybko oczami, słysząc uwagę swojego brata. Ogon. Co ogon? Gdyby nie fakt, iż przez to, że mogła się utopić, to nigdy nie położyła by go na wodzie. No cóż, przepłynęła tak jedno niezgrabne i niezbyt równe koło, nim usłyszała to słowa. "Możesz wyjść". Oczywiście zignorowała wcześniejsze uwagi, tylko stopniowo wróciła na brzeg, a gdy tylko jej poduszki łap dotknęły dna, stanęła pewniej. Zaczęła powoli wychodzić z wody, a krople spływać z jej czekoladowego futra. Dolna część jej ciała, jak i psują, ociekała wręcz od wody, niczym wodospad.
- To co teraz? Kodeks? Walka? - zapytała spoglądając na brata. Nawet jeśli poruszy temat kodeksu, to Zachód i tak nie będzie go przestrzegać. A przynajmniej połowy zasad. Przy okazji odsunęła się nieco od brata, aby ten nie dostał wodą, podczas gdy ona otrzepała się gdzieś obok.
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Patrząc na długie łapy zapewniające mu nie tylko wysoki wzrost, ale i szybkość, oraz smukłą, harmonijną sylwetkę, można stwierdzić, że należy on do kotów całkiem urodziwych. Mimo to jego futerko nie należy do jakoś szczególnie niezwykłych – jest krótkie i zadbane, w kolorze jednolicie czekoladowym, takim jakie ma jego matka, Śliwkowa Gałązka. Po niej też Rudzik odziedziczył żółte oczy, zazwyczaj pełne powagi. Zawsze chodzi z dumnie uniesioną głową.
Przez te wszystkie księżyce Rudzik w gruncie rzeczy niewiele się zmienił. Jedynie jego ego nieco się zmniejszyło (chociaż wciąż jest całkiem spore), jednak nie uważa się już za ósmy cud świata i potrafi dostrzec coś więcej niż tylko czubek własnego nosa. O ile chce, oczywiście. Ogień jest też kocurem poważnym, dokładnie spełniającym swoje obowiązki, który w pewnym sensie nawet cieszy się z tego jak zwyczajne i rutynowe jest jego życie. Pełen lojalności dla Klanu Rzeki, nawet jeśli nie wszystko w nim mu się podoba. Nie zrobił się milszy niż wcześniej, jednak już nie prowokuje kłótni do rozrywki aż tak często. Łatwo ocenia inne koty i równie łatwo je przekreśla, a wtedy zazwyczaj jego niechęć (zazwyczaj bardzo silna), przenosi się też na inne koty bliżej związane z nielubianym osobnikiem. Łatwo się irytuje i szybko wpada w gniew. Ma problemy ze zrozumieniem, że inni mogą myśleć inaczej niż on.
Chociaż Zachód sama się od niego odsunęła, to Rudzik i tak dla pewności zrobił jeszcze jeden krok w bok, nie chcąc by przypadkiem na jego zadbanym futrze wylądowały jakieś przypadkowe krople wody tylko dla tego, że jego droga siostrzyczka postanowiła się z niej otrzepać jak jakiś pies. Kiedyś, kiedy był młodszy, nie dbał aż tak bardzo o swój wygląd, jednak teraz, będąc w wieku nieco poważniejszym, zaczął o siebie dbać bardziej. W końcu musiał się jakoś prezentować, prawda?
Uniósł lekko brwi na pytanie terminatorki. Wcześniej martwiła się o to, czy mają czas na pływanie, a teraz rwie się do kolejnych rzeczy, patrzcie to państwo!
- Teraz, to wrócisz do Obozu - oznajmił Rudzik. - Myślę, że na ten moment zasłużyłaś na odpoczynek. Widzimy się jutro, tak jak zwykle - dodał jeszcze, zanim sam ruszył do Obozu. W końcu trening treningiem, ale inne obowiązki też trzeba wypełnić. Takie już życie.
//zacznij nowy dzień, potrzebuje aktualniejszej czasoprzestrzeni lmao.
and we dream of the day, when our kids can play
in the streetswith no fear of them being taken away fathers raise their sons with respect and love
handle anger and pain with no need for no guns
Księżyce: 118
Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez
Płeć: kotka
Matka: Śliwkowa Gałązka[*]
Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*]
Partner: Kornik
Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Gdy tylko ostatnie krople wody spadły na ziemię, czekoladowa wygładziła swoje futerko, aby to przylegało do jej ciała, jak to miało w zwyczaju, a nie latało na wszystkie strony, bo tak do obozu wejść nie mogła. No cóż, dalszych instrukcji co będą robić też nie dostała, tylko Rudzik kazał jej wrócić do obozu. Kiwnęła tylko głową, po czym chwyciła rybę dla Śliwkowej Gałązki i ruszyła z wysoko uniesionym ogonem za swoim starszym braciszkiem.
===NOWY DZIEŃ===
Zachód można powiedzieć, że teraz to wlokła się powoli w stronę Kociego Grzbietu. Jej ogon mimo wszystko był położony wysoko, bo od tego tak szybko odzwyczaić się nie mogła. Tylko zielone oczy patrzyły na wszystko z taką pustką. No, może czasem ponownie przeszywał je lód, aby po prostu kogoś nim zmierzyć - a od ostatniego czasu było to łatwe do zrobienia więc cóż poradzić - gdy wejdzie jej w drogę.
Wreszcie docierając na Koci Grzbiet, kotka usiadła powoli na ziemi. Biczowaty ogon przycisnęła do swojego ciała, po czym rozglądała się dookoła, w poszukiwaniu swojego brata, mistrza.
Patrząc na długie łapy zapewniające mu nie tylko wysoki wzrost, ale i szybkość, oraz smukłą, harmonijną sylwetkę, można stwierdzić, że należy on do kotów całkiem urodziwych. Mimo to jego futerko nie należy do jakoś szczególnie niezwykłych – jest krótkie i zadbane, w kolorze jednolicie czekoladowym, takim jakie ma jego matka, Śliwkowa Gałązka. Po niej też Rudzik odziedziczył żółte oczy, zazwyczaj pełne powagi. Zawsze chodzi z dumnie uniesioną głową.
Przez te wszystkie księżyce Rudzik w gruncie rzeczy niewiele się zmienił. Jedynie jego ego nieco się zmniejszyło (chociaż wciąż jest całkiem spore), jednak nie uważa się już za ósmy cud świata i potrafi dostrzec coś więcej niż tylko czubek własnego nosa. O ile chce, oczywiście. Ogień jest też kocurem poważnym, dokładnie spełniającym swoje obowiązki, który w pewnym sensie nawet cieszy się z tego jak zwyczajne i rutynowe jest jego życie. Pełen lojalności dla Klanu Rzeki, nawet jeśli nie wszystko w nim mu się podoba. Nie zrobił się milszy niż wcześniej, jednak już nie prowokuje kłótni do rozrywki aż tak często. Łatwo ocenia inne koty i równie łatwo je przekreśla, a wtedy zazwyczaj jego niechęć (zazwyczaj bardzo silna), przenosi się też na inne koty bliżej związane z nielubianym osobnikiem. Łatwo się irytuje i szybko wpada w gniew. Ma problemy ze zrozumieniem, że inni mogą myśleć inaczej niż on.
Coś się kończy i coś się zaczyna. Rudzik dorobił się potomstwa, jednak stracił matkę. Od pogrzebu Śliwkowej Gałązki przypominał deszczową chmurę, ciemną i ponurą, a najłatwiej spotkać go było albo w kociarni, albo gdzieś na terenach Klanu, gdzie udawał się na samotne i długie polowania.
Jednak mimo swoich emocji nie mógł zaniechać swoich obowiązków - chociaż wcześniej powiedział Zachód, że spotkają się następnego dnia, po pogrzebie ich rodzicielki dał terminatorce dwa dni luzu, tyle, by mogła chociaż trochę ochłonąć i ponownie kazał jej się stawić na miejscu treningów.
Tego dnia sam pojawił się ledwie chwilę po Zachodzącej Łapie. Usiadł przed nią i wbił w nią poważne spojrzenie.
- Witaj - rzucił, kiwając jej lekko głową. - Musimy porozmawiać. Poważnie. Wiesz może, o czym? - To nie tak, że Rudzik, nawet jeśli zdarzało mu się omijać ceremonie ponieważ akurat był na polowaniu czy patrolu, nie miał pojęcia o tym, co dzieje się w Klanie i co robi jego własna terminatorka.
and we dream of the day, when our kids can play
in the streetswith no fear of them being taken away fathers raise their sons with respect and love
handle anger and pain with no need for no guns
Księżyce: 118
Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez
Płeć: kotka
Matka: Śliwkowa Gałązka[*]
Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*]
Partner: Kornik
Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Czekoladowa czekała tak w ciszy, głuchej i przygnębiającej. Pazurami delikatnie przejeżdżała po ziemi, aby chodź trochę rozładować swoje tak zwane emocje. Nienawidziła czuć straty, nienawidziła czuć żalu. Nie potrafiła się jednak ich pozbyć. To było okropne, nie, to jest ogromne.
Spojrzenie zielonych oczu przeniosło się na wojownika, gdy ten przybył na miejsce. Zachodząca ponownie okryła - jeśli można to tak w ogóle nazwać - ponownie swoje łapy biczowatym ogonem. Nie dostała jednak polecenia, aby wstać. Miała po prostu... Siedzieć. Najwyraźniej w końcu jej brat również sobie usiadł ale wbił w nią jakieś poważne spojrzenie. Zachód kiwnęła mu również głową na powitanie, jednak w zgadywanki bawić się zamiaru nie miała. Jeszcze czego no, nie miała humoru. - No też tak uważam - mruknęła tylko.
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Patrząc na długie łapy zapewniające mu nie tylko wysoki wzrost, ale i szybkość, oraz smukłą, harmonijną sylwetkę, można stwierdzić, że należy on do kotów całkiem urodziwych. Mimo to jego futerko nie należy do jakoś szczególnie niezwykłych – jest krótkie i zadbane, w kolorze jednolicie czekoladowym, takim jakie ma jego matka, Śliwkowa Gałązka. Po niej też Rudzik odziedziczył żółte oczy, zazwyczaj pełne powagi. Zawsze chodzi z dumnie uniesioną głową.
Przez te wszystkie księżyce Rudzik w gruncie rzeczy niewiele się zmienił. Jedynie jego ego nieco się zmniejszyło (chociaż wciąż jest całkiem spore), jednak nie uważa się już za ósmy cud świata i potrafi dostrzec coś więcej niż tylko czubek własnego nosa. O ile chce, oczywiście. Ogień jest też kocurem poważnym, dokładnie spełniającym swoje obowiązki, który w pewnym sensie nawet cieszy się z tego jak zwyczajne i rutynowe jest jego życie. Pełen lojalności dla Klanu Rzeki, nawet jeśli nie wszystko w nim mu się podoba. Nie zrobił się milszy niż wcześniej, jednak już nie prowokuje kłótni do rozrywki aż tak często. Łatwo ocenia inne koty i równie łatwo je przekreśla, a wtedy zazwyczaj jego niechęć (zazwyczaj bardzo silna), przenosi się też na inne koty bliżej związane z nielubianym osobnikiem. Łatwo się irytuje i szybko wpada w gniew. Ma problemy ze zrozumieniem, że inni mogą myśleć inaczej niż on.
Wyjaśnijmy w tym momencie jedno - Rudzik nie był zły na na Zachodzącą Łapę. Właściwie to w tym momencie nie czuł niczego. Ot, pustka. Czarna dziura w piersi, która w ostatnich dniach towarzyszyła mu dosyć często. Można nawet powiedzieć, że się zaprzyjaźnili.
- Jakiś czas temu Świetlikowa Gwiazda nałożył na ciebie karę, za pobicie się z innym kotem. Ostatnio, na pogrzebie Poziomkowej Ścieżki też nie zachowałaś się zbyt dobrze - powiedział bez owijania w bawełnę, przy okazji posyłając kotce krzywe spojrzenie za to jej mamrotanie pod nosem. - Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę, iż nie jest to zachowanie, które przystaje wojownikowi tak? - zapytał, jego wzrok nadal utkwiony był w młodszej siostrze, bo tak się jakoś składało, że nie miała ona monopolu na przeszywające chłodem spojrzenie. - Musisz panować nad swoimi emocjami - oznajmił. Nie miał zamiaru prawić Zachód morałów i urządzać kazań, chciał jedynie, by uświadomiła sobie, że wraz z byciem wojownikiem nałożona zostaje na kota pewna odpowiedzialność. Że to może coś więcej, niż polowania i patrole. Że zachowywanie się jak byle przeładowywany hormonami nastolatek to nie jest coś, co przystoi dobremu wojownikowi Klanu Rzeki.
and we dream of the day, when our kids can play
in the streetswith no fear of them being taken away fathers raise their sons with respect and love
handle anger and pain with no need for no guns
Księżyce: 118
Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez
Płeć: kotka
Matka: Śliwkowa Gałązka[*]
Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*]
Partner: Kornik
Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Ogon kotki uderzył kilkukrotnie w ziemię, spadając tym samym z jej łap. Tylko oto chodziło tak? No cóż. Najwyraźniej obydwoje mili inne pojęcie o świecie.
- No na mnie nałożył - przyznała po chwili - Mnie ukarano za to, że broniłam swojego. Jej nawet nic nie powiedziano, ale wiesz co jest w tym wszystkim najlepsze? Że ta ruda mysz, Winogrono, została w y n a g r o d z o n a, za wtrącanie się w cudze sprawy - burknęła po chwili, wstając na cztery łapy - A na pogrzebie? O nie, to nie moje zachowanie było niewłaściwe. To NIE ja chciałam znaleźć trupa na stos, tylko dzieciak Maku. Mimo to, znowu JA zostałam obrzucona uwagami a ta czarna larwa nie. Czy to jest uczciwe traktowanie? Może rzeczywiście Tonące Słońce miał rację - ostatnie zdanie mruknęła bardziej do siebie, niż do brata, ale nie spuszczała z niego wzroku, mimo wszystko mało lodowatych oczu. - Panować nad emocjami? Wiesz co Ci powiem? PANUJE - fuknęła marszcząc nos oraz machając ogonami na boki. Och panowała, bo gdyby nie to, to pewnie uśmiechała by się jak te inne koty. Śmiała by się jak inni. Jedyna jej słabość, jaką pokazała to był pogrzeb matki, kiedy zaczęła płakać. Uroniła pierwsze prawdziwe łzy.
- Dlaczego nie powiedziałeś mi, że będziesz miał dzieci co? Wiesz jak ja się czułam, dowiadując się po fakcie? - burknęła tylko ponownie siadając.
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Patrząc na długie łapy zapewniające mu nie tylko wysoki wzrost, ale i szybkość, oraz smukłą, harmonijną sylwetkę, można stwierdzić, że należy on do kotów całkiem urodziwych. Mimo to jego futerko nie należy do jakoś szczególnie niezwykłych – jest krótkie i zadbane, w kolorze jednolicie czekoladowym, takim jakie ma jego matka, Śliwkowa Gałązka. Po niej też Rudzik odziedziczył żółte oczy, zazwyczaj pełne powagi. Zawsze chodzi z dumnie uniesioną głową.
Przez te wszystkie księżyce Rudzik w gruncie rzeczy niewiele się zmienił. Jedynie jego ego nieco się zmniejszyło (chociaż wciąż jest całkiem spore), jednak nie uważa się już za ósmy cud świata i potrafi dostrzec coś więcej niż tylko czubek własnego nosa. O ile chce, oczywiście. Ogień jest też kocurem poważnym, dokładnie spełniającym swoje obowiązki, który w pewnym sensie nawet cieszy się z tego jak zwyczajne i rutynowe jest jego życie. Pełen lojalności dla Klanu Rzeki, nawet jeśli nie wszystko w nim mu się podoba. Nie zrobił się milszy niż wcześniej, jednak już nie prowokuje kłótni do rozrywki aż tak często. Łatwo ocenia inne koty i równie łatwo je przekreśla, a wtedy zazwyczaj jego niechęć (zazwyczaj bardzo silna), przenosi się też na inne koty bliżej związane z nielubianym osobnikiem. Łatwo się irytuje i szybko wpada w gniew. Ma problemy ze zrozumieniem, że inni mogą myśleć inaczej niż on.
Oh, oczywiście, że mieli inne pojęcie o świecie, ponieważ pomimo powierzchownych różnic wcale nie byli aż tak bardzo do siebie podobni i najwyraźniej kierowali się zupełnie innymi wartościami.
- Broniłaś? - Uniósł lekko brew. Cóż, wygląda na to, że nie znał całej historii i mogło się w tym kryć coś więcej, jednak czy zmieniało to coś w ogólnym przekazie jego słów? Nie. - Wiesz, że konflikty można rozwiązywać bez użycia pazurów, prawda? - Rudzik na ten przykład nigdy nie był wielkim fanem przemocy fizycznej i zawsze najpierw wolał porozmawiać. Jedyny raz kiedy nie załatwił sprawy w sposób dyplomatyczny był wtedy, kiedy zdzielił po pysku córeczkę Gila na ceremonii, jednak cóż, należało jej się i już.
Kiedy Zachód wstała, Rudzik zrobił to samo.
- Jeśli Czerwony Mak nie wychowała odpowiednio swojego dziecka, to tylko jej sprawa, nie twoja. Zdaje się, że sama właśnie przed chwilą plułaś się o Winogrono wtrącającą się w nie jej sprawy, czyż nie? - Cień uśmieszku zatańczył na ustach kocura, jednak szybko przygasł. - I tak, właśnie widzę, jak panujesz - parsknął, spoglądając na przecinający powietrze ogon kotki i jej zmarszczony nos.
Ponownie uniósł brew, słysząc kolejne słowa, które padły z czekoladowego pyszczka Zachodzącej Łapy. Prawdę mówiąc - tego się nie spodziewał. Właściwie, to nie pomyślał nigdy, żeby komukolwiek obwieścić to, że zostanie ojcem. To była tylko jego sprawa i nie musiał się z niej w żaden sposób tłumaczyć czy komukolwiek o tym mówić, bo wszyscy i tak dowiedzieli się w odpowiednim momencie.
- To moje dzieci - odpowiedział i chociaż Zachód usiadła, on nadal stał. Jego długi, biczowaty ogon drgał lekko, zdradzając, że i w nim zrodziła się odrobina poirytowania, jednak nie na tyle duża, by przejęła nad nim kontrolę i nie pozwoliła prowadzić normalnej rozmowy. - Nie muszę ci się ze wszystkiego tłumaczyć, w końcu dowiedziałabyś się tak, czy inaczej.
and we dream of the day, when our kids can play
in the streetswith no fear of them being taken away fathers raise their sons with respect and love
handle anger and pain with no need for no guns
Księżyce: 118
Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez
Płeć: kotka
Matka: Śliwkowa Gałązka[*]
Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*]
Partner: Kornik
Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
- Och ależ ja NIE używałam pazurów - warknęła tylko chwili. No oczywiście, że wiedziała. W końcu sama nie była się na pazury, bez argumentów, którymi nie mogłaby się wybronić. - To, że Kropeleczka jest taka delikatna to już nie moja wina - dodała po chwili, ponownie nerwowo bijąc ogonem o ziemię. No i prawda. Sama jakieś mega wypicowanej postury nie miała, a mimo to, taka delikatna nie była i nie potrzebowała do obrony rudej myszy.
Nie zdziwiła się, gdy jej braciszek sobie również wstał, gdyż najwyraźniej zwykła poważna rozmowa została zamieniona w taką rodzinną kłótnię. Zachodząca Wiedźma położyła uszy po sobie, słysząc słowa syna Śliwkowej Gałązki. Zaraz potem ponownie je postawiła. - Ah rozumiem. Czyli co, Ty byś w ogóle nie zareagował, gdyby takie coś zaczęło wpychać truchła na stos? - zapytała podnosząc brew do góry. Machnęła ponownie ogonem, słysząc jeszcze, jak to panuje nad emocjami. - Żebyś wiedział, że panuje - mruknęła - Gdybym tego nie robiła, każdy irytujący mnie kot, leżałby martwy już dawno temu - syknęła po chwili, delikatnie pokazując kły. Zaraz jednak je schowała, gdyż to przecież jest okazywanie, że nie panuje nad emocjami no bo jak inaczej.
Mimo, iż ona usiadła, Rudzik dalej stał. Skierowała tylko na niego swoje zielone oczy, nie zamierzając spuszczać wzroku. - A moi bratankowie - dodała zaraz po jego słowach, mrużąc ślepia - Dowiedziałam się tak czy inaczej, wiesz jak to brzmi? A może ja chciałam się dowiedzieć od CIEBIE. Wiesz co, ja rozumiem, że wpływu na Twoje życie nie mam, ale jako Twoja siostra. RODZINA. Powinnam chyba o takich rzeczach wiedzieć - fuknęła.
Patrząc na długie łapy zapewniające mu nie tylko wysoki wzrost, ale i szybkość, oraz smukłą, harmonijną sylwetkę, można stwierdzić, że należy on do kotów całkiem urodziwych. Mimo to jego futerko nie należy do jakoś szczególnie niezwykłych – jest krótkie i zadbane, w kolorze jednolicie czekoladowym, takim jakie ma jego matka, Śliwkowa Gałązka. Po niej też Rudzik odziedziczył żółte oczy, zazwyczaj pełne powagi. Zawsze chodzi z dumnie uniesioną głową.
Przez te wszystkie księżyce Rudzik w gruncie rzeczy niewiele się zmienił. Jedynie jego ego nieco się zmniejszyło (chociaż wciąż jest całkiem spore), jednak nie uważa się już za ósmy cud świata i potrafi dostrzec coś więcej niż tylko czubek własnego nosa. O ile chce, oczywiście. Ogień jest też kocurem poważnym, dokładnie spełniającym swoje obowiązki, który w pewnym sensie nawet cieszy się z tego jak zwyczajne i rutynowe jest jego życie. Pełen lojalności dla Klanu Rzeki, nawet jeśli nie wszystko w nim mu się podoba. Nie zrobił się milszy niż wcześniej, jednak już nie prowokuje kłótni do rozrywki aż tak często. Łatwo ocenia inne koty i równie łatwo je przekreśla, a wtedy zazwyczaj jego niechęć (zazwyczaj bardzo silna), przenosi się też na inne koty bliżej związane z nielubianym osobnikiem. Łatwo się irytuje i szybko wpada w gniew. Ma problemy ze zrozumieniem, że inni mogą myśleć inaczej niż on.
- Nie mówiłem tego dosłownie - syknął, akcentując ostatnie słowo. Przecież wcale nie trzeba wyciągnąć pazurów, żeby komuś przylać, to po pierwsze. A po drugie, gdyby Zachód pazurów faktycznie użyła, to prawdopodobnie była by to zupełnie inna rozmowa (albo by w ogóle jej nie było, bo znając humorki Świetlikowej Gwiazdy, to kto wie, czy terminatorka w ogóle nadal była by w Klanie).
Oh, do dobra, tu go może faktycznie miała. Co nie znaczy jednak, że Rudzik miał jakikolwiek zamiar w tej ich małej rodzinnej kłótni ustąpić. Kiedy chciał, potrafił być dosyć uparty, zwłaszcza jeśli w grę wchodziło udowodnienie, że to on ma rację.
- Może trzeba było pozwolić jej mistrzyni zareagować, co? - odpowiedział. Co prawda zupełnie w tym momencie odwrócił kota ogonem, jednak cóż innego miał zrobić?
Brew Rudzika uniosła się do góry, gdy usłyszał kolejne słowa, jakie niemal wypluła z siebie Zachód. Irytacja powoli narastała w nim co raz bardziej, ogon co raz szybciej przecinał powietrze.
- Oh, faktycznie, jakaś ty łaskawa, że nie próbujesz pozabijać własnych Klanowiczy - parsknął. W tym momencie wyraźnie widać było, że oboje są siebie warci i że w gruncie rzeczy w ich żyłach kotłowała się ta sama krew.
Rudzik nigdy nie patrzył na tę sprawę tak, jak patrzyła na to Zachód. Dla niego to, od kogo jego siostra dowiedziała się, że dorobi się kuzynostwa było tylko drobnostką. W końcu dla niego samego jej urodzenie było pewną niespodzianką, jednak nigdy nie przyszło mu od głowy robić z tego Śliwkowej Gałązce jakąś aferę tego rodzaju.
- Nie przesadzaj - parsknął tylko. - Nie ma sensu wykłócać się o taką drobnostkę! - I pomyśleć, że Rudzik miał tylko zamiar upomnieć swoją terminatorkę i przejść do dalszej części treningu. Najwidoczniej Gwiezdny Klan miał dla nich dzisiaj inne plany.
and we dream of the day, when our kids can play
in the streetswith no fear of them being taken away fathers raise their sons with respect and love
handle anger and pain with no need for no guns
Księżyce: 118
Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez
Płeć: kotka
Matka: Śliwkowa Gałązka[*]
Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*]
Partner: Kornik
Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Kocica machnęła ponownie ogonem, który już niemal nie utrzymywał się na miejscu, tylko drgał z oburzenia, jaka została wywołana przez kłótnie z bratem. Jednocześnie starała się nie wysuwać pazurów, które niemal chciały wbić się solidnie w ziemię. Jednocześnie jednak dalej siedziała na ziemi.
Parsknęła jedynie słysząc "propozycję" jaką dostała od brata. Czyli co, mała czekać, aż ta półkrwi larwa zaniesie ciało zmarłej na stos, a później może jeszcze zje co?
- Miałam czekać, aż TO COŚ zareaguje na to, że JEJ terminatorka zanosi ciało na stos? Pff. Miło mi wiedzieć, że dostaje mi się za to, że robię coś DOBRZE - syknęła zaraz potem, patrząc na brata zielonymi oczami. Zaraz potem zmrużyła je wściekła, że w nawet jeśli już postanowi zrobić coś, co jest dobre, to dostaje opr. Co to ma w ogóle być? Najwyraźniej nie opłacało się w ogóle starać, bo i tak ona za wszystko jej się dostanie.
- No widzisz jaka ja jestem dobra- mruknęła z ironią w głosie. Zaraz potem wstając, gdyż już po prostu nie mogła wytrzymać w siedzącej pozycji. Bo jak się kłócić to tylko na stojąco, co nie?
- DOSYĆ - podniosła nagle głos, podchodząc bliżej czekoladowego kocura - Już. Koniec - dodała zaraz potem, z cichym sykiem - Jedno z nich idzie DO MNIE na nauki - zarządziła zaraz. Nie miała zamiaru prosić. Ona wręcz rozkazała, aby jedno z dzieci Rudzika i Ognistej miało nauki u niej a nie u kogoś innego.
Patrząc na długie łapy zapewniające mu nie tylko wysoki wzrost, ale i szybkość, oraz smukłą, harmonijną sylwetkę, można stwierdzić, że należy on do kotów całkiem urodziwych. Mimo to jego futerko nie należy do jakoś szczególnie niezwykłych – jest krótkie i zadbane, w kolorze jednolicie czekoladowym, takim jakie ma jego matka, Śliwkowa Gałązka. Po niej też Rudzik odziedziczył żółte oczy, zazwyczaj pełne powagi. Zawsze chodzi z dumnie uniesioną głową.
Przez te wszystkie księżyce Rudzik w gruncie rzeczy niewiele się zmienił. Jedynie jego ego nieco się zmniejszyło (chociaż wciąż jest całkiem spore), jednak nie uważa się już za ósmy cud świata i potrafi dostrzec coś więcej niż tylko czubek własnego nosa. O ile chce, oczywiście. Ogień jest też kocurem poważnym, dokładnie spełniającym swoje obowiązki, który w pewnym sensie nawet cieszy się z tego jak zwyczajne i rutynowe jest jego życie. Pełen lojalności dla Klanu Rzeki, nawet jeśli nie wszystko w nim mu się podoba. Nie zrobił się milszy niż wcześniej, jednak już nie prowokuje kłótni do rozrywki aż tak często. Łatwo ocenia inne koty i równie łatwo je przekreśla, a wtedy zazwyczaj jego niechęć (zazwyczaj bardzo silna), przenosi się też na inne koty bliżej związane z nielubianym osobnikiem. Łatwo się irytuje i szybko wpada w gniew. Ma problemy ze zrozumieniem, że inni mogą myśleć inaczej niż on.
Rudzik tylko wywrócił oczami. Z nieziemskim wręcz uporem odganiał od siebie myśli, że może Zachodząca Łapa ma jednak rację. Że może to on tutaj niepotrzebnie się uniósł. Że może samo napomknięcie o tym, że Zachód powinna nieco zmienić swoje zachowanie i zachowywać się nieco poważniej, bez wspominania o konkretnych sytuacjach było by o wiele lepszym rozwiązaniem, które oszczędziło by tej całej kłótni. Bo przecież w sytuacji, w jakiej obecnie się znajdowali, nie powinni się kłócić. Powinni się wspierać jeszcze bardziej niż zwykle, bo przecież ich rodzina powoli, kawałek po kawałku, wykruszała się. Nie było już Cis. Nie było Biedronki, nie było Szuwara, nie było połowy tego drugiego miotu. Nie było ich rodziców. I to chyba właśnie była myśl, która w jakiś sposób go tknęła. Przecież Rudzik zawsze starał się być dobrym wojownikiem, kimś, z kogo jego matka mogła by być dumna. Ale czy teraz, obserwując cały ten absurd ze Srebrnej Skórki, Śliwkowa Gałązka czuła dumę? Czy była zadowolona z faktu, że jej własne dzieci, wcale nie tak długo po jej śmierci, stoją tutaj, niemal na środku terenów Rzeki i wykłócają się o drobnostki?
Ogon Rudzika, do tej pory miarowo przecinający powietrze, teraz powoli zatrzymał się. Ten dziwny wyraz zawziętości zupełnie zniknął z jego pyszczka.
- Miałem taki plan, wiesz? - odpowiedział trochę cichszym tonem, niż mówił jeszcze przed chwilą. - Naprawdę. Bo w gruncie rzeczy, jesteś dobrą terminatorką. - Urwał na chwilę. - I rozumiem, że jesteś rozdygotana po... po tym wszystkim. Oboje jesteśmy, ale twoje zachowanie pozostawia wiele do życzenia. Zamiast spokojnie wyjaśnić sytuację i przedstawić argumenty na swoją obronę, ty zaczęłaś się rzucać. - Bo Rudzik, to Rudzik. Kot, który z trudem przyznawał się do błędów i potrafił zachowywać się niemal absurdalnie, byle by tylko zachować twarz. - Właśnie o tym mówiłem wcześniej. O panowaniu nad emocjami. Bycie wojownikiem to nie jest zabawa, to nie świecący tytuł, który dostajesz za to, że potrafisz obić komuś pysk i fuknąć parę razy, rozumiesz? - Rudzik naprawdę chciał, żeby jego siostra powiedziała, że tak, że rozumie. Chciał dać jej szansę na zrehabilitowanie się, na niejakie odkupienie swoich win, które sprawiło by, że najzwyczajniej w świecie zapomnieli by o całej tej sytuacji, a Rudzik bez wahania mógłby powierzyć w łapy Zachód edukację swojego dziecka.
and we dream of the day, when our kids can play
in the streetswith no fear of them being taken away fathers raise their sons with respect and love
handle anger and pain with no need for no guns
Księżyce: 118
Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez
Płeć: kotka
Matka: Śliwkowa Gałązka[*]
Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*]
Partner: Kornik
Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Terminatorka spojrzała na swojego brata, gdy ten zaczął mówić już ciszej. Jednocześnie postawiła uszy na sztorc, po czym delikatnie przechyliła głowę w bok. Czyli od początku zamierzał powierzyć jej jedną ze swoich pociech? No nieźle. Nie spodziewała się tego. Machnęła tym razem już delikatnie ogonem, po czym na jej pysku zagościł grymas, słysząc dalsze słowa Rudzika.
- Ja... ja... - mruknęła zaraz lekko zamurowana. Dalej jednak nic już nie mówiła. W tej chwili wolała sobie sama przeanalizować, co to ona zrobiła nie tak. Chociaż jakby na to popatrzeć, to nic. Jeśli wyjeżdża się na kogoś z pretensjami, bo próbował pomóc - co do Zachód podobne nie było - to jak miała na to zareagować? Pozytywnie? Fakt faktem, może rzeczywiście trochę za bardzo najechała na brata, ale nie wiedziała, czy chce się do tego przyznać. - Prze... prze... - skrzywiła się bardziej, nie umiejąc wypuścić tego słowa przez gardło. Cóż, nigdy go nie używała, plus, jeszcze do niej to nie pasowało. Zaraz jednak przełknęła ślinę i tą swoją dumę, po czym rzekła ciche i krótkie - Przepraszam - Gdyby zapewne mogła, to pokazała by język w obrzydzeniu, jakie żywiła do tego słowa, ale postanowiła już nic więcej nie robić.
- Eh - mruknęła zaraz, spoglądając w łapy. Co prawda rozumiała, że tak właśnie było, ale jej się to nie podobało. Z resztą, umiejętności walki i obijania komuś pyska, też się przydadzą, jak nie bardziej od reszty. Kiwnęła jednak zaraz potem głową, na zgodę, z cichym westchnieniem - Rozumiem - dodała zaraz, zielonymi oczami spoglądając w stronę czekoladowego wojownika. - Możemy już przejść do treningu? - zapytała zaraz podnosząc brew pytająco.
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Patrząc na długie łapy zapewniające mu nie tylko wysoki wzrost, ale i szybkość, oraz smukłą, harmonijną sylwetkę, można stwierdzić, że należy on do kotów całkiem urodziwych. Mimo to jego futerko nie należy do jakoś szczególnie niezwykłych – jest krótkie i zadbane, w kolorze jednolicie czekoladowym, takim jakie ma jego matka, Śliwkowa Gałązka. Po niej też Rudzik odziedziczył żółte oczy, zazwyczaj pełne powagi. Zawsze chodzi z dumnie uniesioną głową.
Przez te wszystkie księżyce Rudzik w gruncie rzeczy niewiele się zmienił. Jedynie jego ego nieco się zmniejszyło (chociaż wciąż jest całkiem spore), jednak nie uważa się już za ósmy cud świata i potrafi dostrzec coś więcej niż tylko czubek własnego nosa. O ile chce, oczywiście. Ogień jest też kocurem poważnym, dokładnie spełniającym swoje obowiązki, który w pewnym sensie nawet cieszy się z tego jak zwyczajne i rutynowe jest jego życie. Pełen lojalności dla Klanu Rzeki, nawet jeśli nie wszystko w nim mu się podoba. Nie zrobił się milszy niż wcześniej, jednak już nie prowokuje kłótni do rozrywki aż tak często. Łatwo ocenia inne koty i równie łatwo je przekreśla, a wtedy zazwyczaj jego niechęć (zazwyczaj bardzo silna), przenosi się też na inne koty bliżej związane z nielubianym osobnikiem. Łatwo się irytuje i szybko wpada w gniew. Ma problemy ze zrozumieniem, że inni mogą myśleć inaczej niż on.
Tak szczerze mówiąc, to Rudzikowy Ogień nigdy nie spodziewał się, że kiedykolwiek usłyszy, jak Zachodząca Łapa mówi przepraszam, faktycznie mając to na myśli, a tu proszę, życie jest pełne niespodzianek jak widać. I już za samo to słówko gotów był odsunąć to, co właśnie się zdarzyło na bok i kontynuować trening, tak, jakby to był każdy inny zwyczajny dzień. Oczywiście, wciąż będzie miał to wszystko na uwadze, jednak może nie dzisiaj.
- W porządku - powiedział tylko, tonem zaskakująco jak na niego łagodnym. Ponownie usiadł, owijając łapy swoim cienkim ogonem. W teorii mógłby zabrać swoją uczennicę na mały spacerek po terenach, co nie było by takim złym rozwiązaniem, biorąc pod uwagę fakt, że aktualnie było dosyć zimno, a oni oboje mieli średnio do takich temperatur przystosowane futerka, jednak wojownik uznał, że siedzenie i odmrażanie sobie zadków będzie lepsze. Bo tak. Bo mógł. - Więc dzisiaj zajmiemy się Kodeksem Wojownika. Na początek powiedz mi, co w ogóle o nim wiesz - poprosił, przenosząc swoje poważne spojrzenie na Zachód. Dobrze, że wszystko wróciło do starego porządku.
and we dream of the day, when our kids can play
in the streetswith no fear of them being taken away fathers raise their sons with respect and love
handle anger and pain with no need for no guns
Księżyce: 118
Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez
Płeć: kotka
Matka: Śliwkowa Gałązka[*]
Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*]
Partner: Kornik
Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Cóż, pierwszy i zapewne ostatni, bo Zachód nie miała najmniejszego zamiaru ponownie strzępić sobie języka, byle żeby powiedzieć t o słowa. Dziwne, pozbawione sensu. No może miało jakiś lekki, bo mówiło się je, kiedy było komuś przykro, albo wyrażał skruchę. To właśnie w tej chwili zrobiła czekoladowa. Pierwszy i ostatni raz w swoim życiu, bo więcej powtarzać tego nie chciała. W sumie, to z przyjemnością usunęła by to słowo. No cóż, ale niech zostanie. Na razie .
Ton Rudzika również się zmienił, gdyż ostatnie słowa wypowiedział wyjątkowo łagodnie. Kotka podniosła tylko jedną brew do góry, po czym pozwoliła jej wrócić na swoje miejsce. Następnie usiadła, gdyż to samo zrobił jej brat, gdyż rozmrażanie sobie zadów było najwyraźniej czymś, co mu się podobało. Nie skomentowała jednak tego, pamiętając dalej słowa brata, że to jest dziecinne. Wypuściła tylko powoli powietrze, słysząc, że dzisiaj ten szlachetny Kodeks Wojownika. No cóż. - Zasady utworzone przez tych całych Gwiezdnych, które mówią jak mamy żyć, żeby trafić tam do nich. Skoro już przy tym jesteśmy. To oni serio istnieją czy to tylko bajka dla kociąt? - mruknęła zaraz.
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas