Patrząc na długie łapy zapewniające mu nie tylko wysoki wzrost, ale i szybkość, oraz smukłą, harmonijną sylwetkę, można stwierdzić, że należy on do kotów całkiem urodziwych. Mimo to jego futerko nie należy do jakoś szczególnie niezwykłych – jest krótkie i zadbane, w kolorze jednolicie czekoladowym, takim jakie ma jego matka, Śliwkowa Gałązka. Po niej też Rudzik odziedziczył żółte oczy, zazwyczaj pełne powagi. Zawsze chodzi z dumnie uniesioną głową.
Przez te wszystkie księżyce Rudzik w gruncie rzeczy niewiele się zmienił. Jedynie jego ego nieco się zmniejszyło (chociaż wciąż jest całkiem spore), jednak nie uważa się już za ósmy cud świata i potrafi dostrzec coś więcej niż tylko czubek własnego nosa. O ile chce, oczywiście. Ogień jest też kocurem poważnym, dokładnie spełniającym swoje obowiązki, który w pewnym sensie nawet cieszy się z tego jak zwyczajne i rutynowe jest jego życie. Pełen lojalności dla Klanu Rzeki, nawet jeśli nie wszystko w nim mu się podoba. Nie zrobił się milszy niż wcześniej, jednak już nie prowokuje kłótni do rozrywki aż tak często. Łatwo ocenia inne koty i równie łatwo je przekreśla, a wtedy zazwyczaj jego niechęć (zazwyczaj bardzo silna), przenosi się też na inne koty bliżej związane z nielubianym osobnikiem. Łatwo się irytuje i szybko wpada w gniew. Ma problemy ze zrozumieniem, że inni mogą myśleć inaczej niż on.
Słysząc pierwszą część wypowiedzi Zachodzącej Łapy, Rudzik skinął lekko głową, bo w gruncie rzeczy kotka miała rację. Dopiero przy pytaniu, które zadała, jego brwi uciekły w górę. Dla kocura wątpienie w Gwiezdnych i zastanawianie się, czy oni faktycznie istnieją, czy też nie było czymś niepojętym. Wiara w Gwiezdny Klan była przecież podstawą wojowniczego życia!
- Oczywiście, że istnieją - powiedział stanowczym głosem. - Zapytaj chociażby Świetlikową Gwiazdę czy Łosiosiową Łuskę, oboje mieli kontakt z Gwiezdnymi. - Rudzik czuł się trochę głupio z faktem, że musi wysyłać swoją uczennicę do innych kotów, zamiast samemu opowiedzenia jej jakiejś wspaniałej historii zapewniającej ją o tym, że na tej Srebrnej Skórce to jednak coś jest. - Zresztą, Kodeks Wojownika to nie tylko coś, czego należy przestrzegać, żeby nie trafić do Miejsca Gdzie Brak Gwiazd. Kodeks reguluje życie w Klanie. Mówi ci, co należy robić, żeby być dobrym wojownikiem. Sprawia, że jesteśmy czymś więcej niż tylko bandą dzikusów, żyjących w jednym miejscu. - Gdyby Rudzik byłby człowiekiem, całkiem nadawałby się na kogoś, kto wpychałby innym jakąś swoją religijno-patriotyczną propagandę do głów.
and we dream of the day, when our kids can play
in the streetswith no fear of them being taken away fathers raise their sons with respect and love
handle anger and pain with no need for no guns
Księżyce: 118
Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez
Płeć: kotka
Matka: Śliwkowa Gałązka[*]
Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*]
Partner: Kornik
Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
- Tonące Słońce też mnie do nich wysyłał - mruknęła zaraz, lekko krzywiąc się na tę informację. Gwiezdni to, Gwiezdni tamto. A czy ktoś poza nimi miał logiczny powód aby w nich wierzyć? Nie? Och, czyli równie dobrze lider i ten wariat, mogli sobie to wymyślić. Bo tak. Zmówili się z resztą klanów i zaczęli wciskać kotom kity o umarlakach, które schodzą na ziemię oraz przekazują dar dziesięciokrotnego życia. Serio? Bo to było mało prawdopodobne.
Cóż, gdyby Rudzik był człowiekiem, to zapewne mógłby być księdzem... Tylko to chyba nie wypaliło, gdyż miał już partnerkę i gromadkę dzieci. Pech albo szczęście, zależy kto na to patrzał i z jakiej perspektywy.
- Na przykład mówi, że słowo przywódcy jest prawem co nie? Albo, że nie trzeba zabijać aby być dobrym wojownikiem i nie p r z e k r a c z a ć granic oraz tam nie polować. Ale nie ma nic o tym, że nie wolno bić swoich klanowiczów. Czyli to jest mniej ważne? - podniosła jedną brew do góry.
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Patrząc na długie łapy zapewniające mu nie tylko wysoki wzrost, ale i szybkość, oraz smukłą, harmonijną sylwetkę, można stwierdzić, że należy on do kotów całkiem urodziwych. Mimo to jego futerko nie należy do jakoś szczególnie niezwykłych – jest krótkie i zadbane, w kolorze jednolicie czekoladowym, takim jakie ma jego matka, Śliwkowa Gałązka. Po niej też Rudzik odziedziczył żółte oczy, zazwyczaj pełne powagi. Zawsze chodzi z dumnie uniesioną głową.
Przez te wszystkie księżyce Rudzik w gruncie rzeczy niewiele się zmienił. Jedynie jego ego nieco się zmniejszyło (chociaż wciąż jest całkiem spore), jednak nie uważa się już za ósmy cud świata i potrafi dostrzec coś więcej niż tylko czubek własnego nosa. O ile chce, oczywiście. Ogień jest też kocurem poważnym, dokładnie spełniającym swoje obowiązki, który w pewnym sensie nawet cieszy się z tego jak zwyczajne i rutynowe jest jego życie. Pełen lojalności dla Klanu Rzeki, nawet jeśli nie wszystko w nim mu się podoba. Nie zrobił się milszy niż wcześniej, jednak już nie prowokuje kłótni do rozrywki aż tak często. Łatwo ocenia inne koty i równie łatwo je przekreśla, a wtedy zazwyczaj jego niechęć (zazwyczaj bardzo silna), przenosi się też na inne koty bliżej związane z nielubianym osobnikiem. Łatwo się irytuje i szybko wpada w gniew. Ma problemy ze zrozumieniem, że inni mogą myśleć inaczej niż on.
- I miał rację - przytaknął Rudzik. Na wspomnienie o Tonącym Słońcu kocur przez chwilę zaczął zastanawiać się, co też teraz dzieje się z był wojownikiem Rzeki, ponieważ pomimo, iż ten był wygnańcem, Ogień nigdy nie potrafił wyhodować w sobie faktycznej urazy do niego. - Zresztą, czasem... zwyczajne koty również widzą Gwiezdnych w swoich snach, chociaż tu już musiałabyś bardziej po pytać, jeśli tak bardzo ci zależy. - Wzruszył ramionami. Sam był pewien, iż raczej nie znał nikogo poza przywódcą i medykiem, kogo nawiedził Gwiezdny, jednak jeśli Zachód tak zależało na znalezieniu dowodów, to proszę bardzo, niech idzie i ich szuka.
Skinął lekko głową, słysząc co mówi Zachodząca Łapa.
- Tak, to wszystko co wymieniłaś, to zasady znajdujące się w Kodeksie Wojownika, jednak nie, fakt, że nie ma tam zasady mówiącej o tym, że nie wolno atakować współklanowiczów, nie sprawia, że jest to mniej ważne, czy coś, co w ogóle można robić - zaczął wyjaśniać, czując się osłabiony samym faktem, że jego siostra w ogóle o coś takiego pyta. - To, że nie można atakować kotów, które są w tym samym Klanie co ty powinien być dosyć oczywisty. Gdybyśmy jedyne co robili, to okładali się nawzajem po pyskach, to żylibyśmy w totalnym chaosie. No chyba, że są to przyjacielskie potyczki dla ćwiczeń, jednak zakładam, że nie to masz na myśli. - Rudzik dobrze wiedział, że w każdym Klanie znajdą się koty, których pierwszym instynktem w przypadku konfliktu będzie danie komuś po pysku, jednak on sam nigdy nie był fanem stosowania takich rozwiązań i naprawdę chciał, by i Zachód, mimo wszystko, nie stała się takim kotem.
and we dream of the day, when our kids can play
in the streetswith no fear of them being taken away fathers raise their sons with respect and love
handle anger and pain with no need for no guns
Księżyce: 118
Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez
Płeć: kotka
Matka: Śliwkowa Gałązka[*]
Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*]
Partner: Kornik
Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Czekoladowa spojrzała podejrzliwe na brata, jakby ten chciał jej do łba wpuścić jakiś kit. Gwiazdeczkowaci, którzy s c h o d z ą ze swoich gwiazd, czy gdzie to tam oni mieszkają, aby porozmawiać z żywymi. A to Ci heca dopiero. Mimo to, Zachód zaraz zmieniła to swoje spojrzenie, tym razem zielonymi oczami przyglądając się mu tylko. Nie wiedziała, czy on sobie z niej żarty jakieś robi czy jak. Nie w sumie, to nie mogły być żarty bo Rudzik był na to zbyt poważny i raczej z takich... Eh... ważnych rzeczy to od nie żartował. Chociaż Zachód dalej nie dostała dowodu na istnienie umarlaków z Gwiazdek. Ciekawe, czy jakby poszła do Świetlika to też wciskał by jej takie słowa, czy może też zupełnie innego.
- Ah czyli istnieją pod zasady. Bo mogę to tak nazwać prawda? Czekaj... Kolejną pod zasadą będzie zachowanie szacunku do wyższych rang - mruknęła zaraz, lekko uderzając ogonem o ziemię, aby następnie ponownie zatrzymać go na łapach. - Dobra, przejdźmy dalej. Toń mówił coś na naukach, że wojownik nie może być jednocześnie pieszczochem - zadecydowała po chwili, nie chcąc przeciągać zbytnio tej zabawy z kodeksem.
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Patrząc na długie łapy zapewniające mu nie tylko wysoki wzrost, ale i szybkość, oraz smukłą, harmonijną sylwetkę, można stwierdzić, że należy on do kotów całkiem urodziwych. Mimo to jego futerko nie należy do jakoś szczególnie niezwykłych – jest krótkie i zadbane, w kolorze jednolicie czekoladowym, takim jakie ma jego matka, Śliwkowa Gałązka. Po niej też Rudzik odziedziczył żółte oczy, zazwyczaj pełne powagi. Zawsze chodzi z dumnie uniesioną głową.
Przez te wszystkie księżyce Rudzik w gruncie rzeczy niewiele się zmienił. Jedynie jego ego nieco się zmniejszyło (chociaż wciąż jest całkiem spore), jednak nie uważa się już za ósmy cud świata i potrafi dostrzec coś więcej niż tylko czubek własnego nosa. O ile chce, oczywiście. Ogień jest też kocurem poważnym, dokładnie spełniającym swoje obowiązki, który w pewnym sensie nawet cieszy się z tego jak zwyczajne i rutynowe jest jego życie. Pełen lojalności dla Klanu Rzeki, nawet jeśli nie wszystko w nim mu się podoba. Nie zrobił się milszy niż wcześniej, jednak już nie prowokuje kłótni do rozrywki aż tak często. Łatwo ocenia inne koty i równie łatwo je przekreśla, a wtedy zazwyczaj jego niechęć (zazwyczaj bardzo silna), przenosi się też na inne koty bliżej związane z nielubianym osobnikiem. Łatwo się irytuje i szybko wpada w gniew. Ma problemy ze zrozumieniem, że inni mogą myśleć inaczej niż on.
Oczywiście, że Rudzik sobie nie żartował, bo przecież z tak ważnych i poważnych tematów jak istnienie Gwiezdnego Klanu się nie żartuje i już, więc w gruncie rzeczy Zachód nie miała powodu to tego, by mu nie wierzyć. No ale to, co jej się tam w głowie układa to już jej sprawa i Rudzik choć momentami bardzo by chciał, to siłą przekonań i poglądów innych kotów niestety nie zmieni.
- Cóż, nie nazwałbym tego... pod zasadami, jak to ujęłaś. Raczej zasadami, które nie są ujęte w Kodeksie, jednak i tak ich przestrzegamy, czy to przez wzgląd na tradycje, czy też przez to, że nieco ułatwiają one nam życie w Klanie. Uczniowie siedzący na ceremoniach obok swoich mistrzów czy mistrzowie stykający się nosami ze swoimi terminatorami na ich ceremonii - to wszystko nie są rzeczy o których mówi Kodeks, jednak wciąż często się ich trzymamy - wyjaśnił, wzruszając przy tym ramionami. Dla Rudzika fakt, że istnieją pewne tradycje, pewne rytuały, pewne zasady o których Kodeks Wojownika nie koniecznie wspomina, było oczywiste. Zresztą, kocur zawsze był wielkim fanem wszelakich tradycji i rytuałów.
- Tak. - Skinął lekko głową, z niejaką ulga przyjmując fakt, iż Zachód sama postanowiła przejść od właściwego tematu. - Dokładniej mówiąc, punkt ten mówi o tym, że wojownik odrzuca wygodne życie pieszczocha i właściwie znajduje się on na końcu Kodeksu, więc zaczynamy trochę nie od tej strony, co powinniśmy, ale to nie szkodzi. - Przesunął lekko ogonem po ziemi. - Mogłabyś powiedzieć mi, jak rozumiesz ten punkt? - zapytał, ciekaw nieco przemyśleń, które mogły kotłować się w główce Zachodzącej Łapy.
and we dream of the day, when our kids can play
in the streetswith no fear of them being taken away fathers raise their sons with respect and love
handle anger and pain with no need for no guns
Księżyce: 118
Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez
Płeć: kotka
Matka: Śliwkowa Gałązka[*]
Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*]
Partner: Kornik
Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Ah tradycje. Jakie to piękne. No cóż, może nie dla wszystkich, gdyż Zachód jakoś się nie widziało, aby uczyć swoich terminatorów o tym. Sami się nauczyć muszą no sorry. Jeszcze o ile dla kodeksu zrobić wyjątek będzie musiała, to takich podstawowych rzeczy uczyć już nie będzie musiała. Jeszcze tylko by tego brakowało ah. No ale mogli już przejść do dalszej części, więc czekoladowa się już nawet nad tym nie głowiła.
Ah czyli jechali od tyłu. No w sumie to trochę przez nią ale skoro już jadą od tej strony to okej. Przecież nic się wielkiego nie stanie. - No mogłabym - mruknęła po chwili, przesuwając ogonem po ziemi, gdyż jej się już po prostu zimno zrobiło. - No to tak. Rozumiem ten punkt tak, że żeby być wojwonikiem nie można być kulką dla Dwunożnych. Nie da się żyć w dwóch światach na raz. A łatwe zdobywanie jedzenia jest głupie. Wojownicy polują dla klanu a nie dla siebie - dodała zaraz - Więc wniosek z tego taki, że nie można stać jedną łapą w lesie a drugą u Dwunożnych
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Patrząc na długie łapy zapewniające mu nie tylko wysoki wzrost, ale i szybkość, oraz smukłą, harmonijną sylwetkę, można stwierdzić, że należy on do kotów całkiem urodziwych. Mimo to jego futerko nie należy do jakoś szczególnie niezwykłych – jest krótkie i zadbane, w kolorze jednolicie czekoladowym, takim jakie ma jego matka, Śliwkowa Gałązka. Po niej też Rudzik odziedziczył żółte oczy, zazwyczaj pełne powagi. Zawsze chodzi z dumnie uniesioną głową.
Przez te wszystkie księżyce Rudzik w gruncie rzeczy niewiele się zmienił. Jedynie jego ego nieco się zmniejszyło (chociaż wciąż jest całkiem spore), jednak nie uważa się już za ósmy cud świata i potrafi dostrzec coś więcej niż tylko czubek własnego nosa. O ile chce, oczywiście. Ogień jest też kocurem poważnym, dokładnie spełniającym swoje obowiązki, który w pewnym sensie nawet cieszy się z tego jak zwyczajne i rutynowe jest jego życie. Pełen lojalności dla Klanu Rzeki, nawet jeśli nie wszystko w nim mu się podoba. Nie zrobił się milszy niż wcześniej, jednak już nie prowokuje kłótni do rozrywki aż tak często. Łatwo ocenia inne koty i równie łatwo je przekreśla, a wtedy zazwyczaj jego niechęć (zazwyczaj bardzo silna), przenosi się też na inne koty bliżej związane z nielubianym osobnikiem. Łatwo się irytuje i szybko wpada w gniew. Ma problemy ze zrozumieniem, że inni mogą myśleć inaczej niż on.
Jeśli Zachód nie chciała uczyć swoich hipotetycznych terminatorów o drobnych Klanowych tradycjach, które nie są zawarte w kodeksie, to niewielka strata. Większość kotów i tak podłapywała je samoistnie, obserwując otoczenie i wyciągając wnioski.
Pokiwał lekko głową, słysząc to, co mówi Zachodząca Łapa. A mówiła rzeczy całkiem rozsądne.
- Dobrze - powiedział, cień uśmiechu na moment zamigotał na jego pysku. - W dodatku życie Pieszczocha jest niemal dokładnym zaprzeczeniem wartości, które wyznajemy my, wojownicy. - Rudzik sam miał w swoim życiu krótki epizod, kiedy całkiem niedługo po swoim mianowaniu został porwany przez Dwunogi, przez co umknął mu spory kawałek Klanowego życia, w tym i narodziny jego rodzeństwa, i z całą pewnością mógł stwierdzić, że nie chciałby żyć tak, jak żyły Pieszczochy. - A co do dalszych części Kodeksu... Jego pierwszy punkt brzmi broń swojego Klanu nawet kosztem własnego życia. Możesz przyjaźnić się z Kotami z innych Klanów, jednak jeśli przyjdzie taka potrzeba, na przykład w czasie jakiejś walki międzyklanowej, twoja lojalność musi pozostać po stronie Klanu Rzeki. - Dla Rudzika przestrzeganie drugiej części tego punktu nie było jakoś specjalnie trudne, bowiem zwykle nie spoufalał się za bardzo z kotami z innych Klanów, chociaż jeśli już takowe spotykał, starał się być raczej dla nich w miarę uprzejmy.
and we dream of the day, when our kids can play
in the streetswith no fear of them being taken away fathers raise their sons with respect and love
handle anger and pain with no need for no guns
Księżyce: 118
Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez
Płeć: kotka
Matka: Śliwkowa Gałązka[*]
Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*]
Partner: Kornik
Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Poprawka koty klanowe . Zachód jeszcze wojownikiem nie była ale i tak od dziecka uznawała te same wartości. Ba, połowa klanu zapewne również je uznawała. Może nie wszystkie na przykład ten cały Klan Gwiazdeczkowatych. Dlatego też kotka westchnęła tylko po czym zaczęła słuchać dalej.
- Moja lojalność zawsze pozostanie przy Klanie Rzeki - nawet jeżeli władza będzie beznadziejna. Ale to już inna sprawa . Nie powiedziała już tego na głos, gdyż wedle jej brata jej komentarze są dziecinne. Także myśleć tylko mogła o czymś takim. - Następny punkt to było coś o polowaniu i wchodzeniu na teren reszty klanów co nie?
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Patrząc na długie łapy zapewniające mu nie tylko wysoki wzrost, ale i szybkość, oraz smukłą, harmonijną sylwetkę, można stwierdzić, że należy on do kotów całkiem urodziwych. Mimo to jego futerko nie należy do jakoś szczególnie niezwykłych – jest krótkie i zadbane, w kolorze jednolicie czekoladowym, takim jakie ma jego matka, Śliwkowa Gałązka. Po niej też Rudzik odziedziczył żółte oczy, zazwyczaj pełne powagi. Zawsze chodzi z dumnie uniesioną głową.
Przez te wszystkie księżyce Rudzik w gruncie rzeczy niewiele się zmienił. Jedynie jego ego nieco się zmniejszyło (chociaż wciąż jest całkiem spore), jednak nie uważa się już za ósmy cud świata i potrafi dostrzec coś więcej niż tylko czubek własnego nosa. O ile chce, oczywiście. Ogień jest też kocurem poważnym, dokładnie spełniającym swoje obowiązki, który w pewnym sensie nawet cieszy się z tego jak zwyczajne i rutynowe jest jego życie. Pełen lojalności dla Klanu Rzeki, nawet jeśli nie wszystko w nim mu się podoba. Nie zrobił się milszy niż wcześniej, jednak już nie prowokuje kłótni do rozrywki aż tak często. Łatwo ocenia inne koty i równie łatwo je przekreśla, a wtedy zazwyczaj jego niechęć (zazwyczaj bardzo silna), przenosi się też na inne koty bliżej związane z nielubianym osobnikiem. Łatwo się irytuje i szybko wpada w gniew. Ma problemy ze zrozumieniem, że inni mogą myśleć inaczej niż on.
-To dobrze. - Rudzik skinął lekko głową. Tak po prawdzie, to nie wyobrażał sobie, żeby było inaczej. Zachód może i miała swoje wady, jednak nielojalność względem Klanu z pewnością nie była jedną z nich.
-Dokładnie. - Ponownie lekko skinął głową, zadowolony, że jego terminatorka posiada już trochę wiedzy na temat Kodeksu Wojownika. - Nie poluj i nie wstępuj na tereny innego Klanu. Kolejne punkty też dotyczą polowania, to jest - starszyzna i kocięta muszą zostać nakarmieni przed terminatorami i wojownikami. Terminatorzy za to nie mogą jeść zanim nie zapolują. Zwierzyna zabijana jest tylko po to, by się nią pożywić i powinno się za nią podziękować Gwiezdnemu Klanowi - opowiadał wojownik. Miał nadzieję, że jego uczennicy nie zachce się znowu dyskutować na temat Gwiezdnych i tego, czy istnieją, czy też są to bajki dla kociąt. Mimo wszystko dwie kłótnie jednego dnia to nie jest coś, co faktycznie jest im teraz potrzebne. Powinni raczej skoncentrować się na nauce i przerobieniu kolejnych części treningu, tak, by kotka mogła w końcu przestać nosić imię Łapy.
and we dream of the day, when our kids can play
in the streetswith no fear of them being taken away fathers raise their sons with respect and love
handle anger and pain with no need for no guns
Księżyce: 118
Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez
Płeć: kotka
Matka: Śliwkowa Gałązka[*]
Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*]
Partner: Kornik
Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Słuchała uważnie poszczególnych punktów kodeksu. Tyle poświęconych jednej głupiej rzeczy, a brzmiały zupełnie inaczej. Ciekawe. Nawet ciekawe. Co prawda niektóre z nich mogła spostrzec w normalnym, klanowym życiu. Słysząc ostatnią zasadę, końcówka jej ogona drgnęła lekko. Ah tak? Słowo klucz w takim razie Gwiezdny Klan. Nigdy jeszcze nie słyszała o tym, aby dziękować za zwierzynę... im. Bo poco no? Przecież skoro już założyliśmy, że istnieją, to po co ma jeszcze im dziękować za to, że to ona złapie coś dla klanu. Bezsens. Postanowiła jednak nie dyskutować, tylko kiwnąć głową, gdyż jej irytacja z powodu drugiej części imienia z każdym dniem rosła bardziej.
- Kocięta zostają terminatorami w wieku sześciu(6) księżyców a wojownik odbywa milczące czuwanie po mianowaniu
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Patrząc na długie łapy zapewniające mu nie tylko wysoki wzrost, ale i szybkość, oraz smukłą, harmonijną sylwetkę, można stwierdzić, że należy on do kotów całkiem urodziwych. Mimo to jego futerko nie należy do jakoś szczególnie niezwykłych – jest krótkie i zadbane, w kolorze jednolicie czekoladowym, takim jakie ma jego matka, Śliwkowa Gałązka. Po niej też Rudzik odziedziczył żółte oczy, zazwyczaj pełne powagi. Zawsze chodzi z dumnie uniesioną głową.
Przez te wszystkie księżyce Rudzik w gruncie rzeczy niewiele się zmienił. Jedynie jego ego nieco się zmniejszyło (chociaż wciąż jest całkiem spore), jednak nie uważa się już za ósmy cud świata i potrafi dostrzec coś więcej niż tylko czubek własnego nosa. O ile chce, oczywiście. Ogień jest też kocurem poważnym, dokładnie spełniającym swoje obowiązki, który w pewnym sensie nawet cieszy się z tego jak zwyczajne i rutynowe jest jego życie. Pełen lojalności dla Klanu Rzeki, nawet jeśli nie wszystko w nim mu się podoba. Nie zrobił się milszy niż wcześniej, jednak już nie prowokuje kłótni do rozrywki aż tak często. Łatwo ocenia inne koty i równie łatwo je przekreśla, a wtedy zazwyczaj jego niechęć (zazwyczaj bardzo silna), przenosi się też na inne koty bliżej związane z nielubianym osobnikiem. Łatwo się irytuje i szybko wpada w gniew. Ma problemy ze zrozumieniem, że inni mogą myśleć inaczej niż on.
Oh, ależ oczywiście, że Zachód mogła spostrzec zastosowanie niektórych punktów Kodeksu Wojownika w codziennym życiu kotów. Przecież od tego właśnie on był - regulował ich życie, by nie zrobił się z niego totalny chaos, a wojownicy mieli już wyznaczoną ścieżkę, którą mogą podążać.
-Dokładnie - powiedział, zadowolony z faktu, że nie musi Zachód wykładać wszystkiego od a do z, tylko kotka posiada już jakąś tam własną wiedzę. Chociaż gdyby tego nie wiedziała, to Rudzik mógłby się zmartwić, bowiem był to chyba najłatwiejszy do “zaobserwowania” punkt Kodeksu o ile tylko uczęszczało się na ceremonie. - Kolejne punkty Kodeksu też dotyczą rang. Kot nie może zostać pasowany na zastępcę, jeśli wcześniej nie wytrenował przynajmniej jednego terminatora. - I przez to właśnie twój ulubiony braciszek jak na ten moment zastępcą być by nie mógł. Nie żeby mu w jakikolwiek sposób na tym zależało. Rudzik czuł się wystarczająco dobrze jako zwyczajny wojownik zajęty wypełnianiem swoich obowiązków. - Zastępca za to zostaje przywódcą dopiero w momencie, kiedy przywódca umiera. Kiedy zastępca umrze, nowy musi zostać wyznaczony nim księżyc dojdzie do szczytu nieba. - I tym sposobem punkty dotyczące rang mamy już za sobą. Miło. - Dalszy punkt mówi o Zgromadzeniach. Wiesz może co to? - zapytał Rudzik, unosząc lekko jedną brew. W sumie to gdyby kotka nie wiedziała, to aż tak bardzo by się nie zdziwił, biorąc pod uwagę fakt, że zgromadzenia odbywały się w bardzo nieregularnych odstępach czasu i tak właściwie to nie stanowiły na tyle ważnej części życia kotów, by jakoś specjalnie często o nich wspominać.
and we dream of the day, when our kids can play
in the streetswith no fear of them being taken away fathers raise their sons with respect and love
handle anger and pain with no need for no guns
Księżyce: 118
Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez
Płeć: kotka
Matka: Śliwkowa Gałązka[*]
Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*]
Partner: Kornik
Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
No a Zachód na ceremonię uczęszczała. Co prawda czasem zdarzało jej się nie przyjść ale to tylko z powodu tego, iż albo była na patrolu, albo polowaniu. Zdecydowanie jednak częściej była niż jej nie było, więc nie trzeba się o to martwić.
Kotka wysłuchiwała nowych zasad.. a raczej tych, których jeszcze nie znała. Zastępca tylko wtedy, kiedy wytrenowaniu terminatora. No to szansę Zachód w tej chwili zmalały do zera. No przecież ona będzie musiała wytrenować jakiegoś kociaka, aby zdobyć tą pozycję. Eh... No ale jej też pewnie nikt nie weźmie. W końcu po śmierci Świetlika to Czerwia będzie musiała zostać przywódcą, bo kodeks też tak mówiła. Normalnie jakby miał zasady na wszystko.
- Zgromadzenia? Nie, nie wiem co to. Ale podejrzewam, że chodzi o jakieś zebranie
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Patrząc na długie łapy zapewniające mu nie tylko wysoki wzrost, ale i szybkość, oraz smukłą, harmonijną sylwetkę, można stwierdzić, że należy on do kotów całkiem urodziwych. Mimo to jego futerko nie należy do jakoś szczególnie niezwykłych – jest krótkie i zadbane, w kolorze jednolicie czekoladowym, takim jakie ma jego matka, Śliwkowa Gałązka. Po niej też Rudzik odziedziczył żółte oczy, zazwyczaj pełne powagi. Zawsze chodzi z dumnie uniesioną głową.
Przez te wszystkie księżyce Rudzik w gruncie rzeczy niewiele się zmienił. Jedynie jego ego nieco się zmniejszyło (chociaż wciąż jest całkiem spore), jednak nie uważa się już za ósmy cud świata i potrafi dostrzec coś więcej niż tylko czubek własnego nosa. O ile chce, oczywiście. Ogień jest też kocurem poważnym, dokładnie spełniającym swoje obowiązki, który w pewnym sensie nawet cieszy się z tego jak zwyczajne i rutynowe jest jego życie. Pełen lojalności dla Klanu Rzeki, nawet jeśli nie wszystko w nim mu się podoba. Nie zrobił się milszy niż wcześniej, jednak już nie prowokuje kłótni do rozrywki aż tak często. Łatwo ocenia inne koty i równie łatwo je przekreśla, a wtedy zazwyczaj jego niechęć (zazwyczaj bardzo silna), przenosi się też na inne koty bliżej związane z nielubianym osobnikiem. Łatwo się irytuje i szybko wpada w gniew. Ma problemy ze zrozumieniem, że inni mogą myśleć inaczej niż on.
- Dokładnie. - Skinął lekko głową, słysząc odpowiedź Zachód. - Zgromadzenie to zebranie na którym spotykają się wszystkie cztery klany. Znaczy, nie całe Klany oczywiście, bo zostawianie Obozu bez żadnej opieki było by nierozsądne, tylko Przywódca wraz z Zastępcą i Medykiem oraz kilkoro wojowników i terminatorów wybranych przez przywódcę. Odbywa się ono na ziemiach, które do nikogo nie należą i na jego czas pomiędzy Klanami panuje pokój. Kiedyś punkt Kodeksu mówiący o Zgromadzeniach nakazywał Klanom spotykać się co księżyc w czasie pełni. Mimo to Zgromadzenia odbywały się bardzo rzadko - przez większość czasu Gwiezdni zakrywali księżyc chmurami, co oznaczało, że nie był to czas, byśmy mogli się spotkać. Nie pamiętam nawet, kiedy było ostatnie Zgromadzenie. - Wzruszył ramionami. Trochę dziwnie mówiło mu się o czymś, czego tak właściwe nigdy nie doświadczył, bo tak się akurat złożyło, że nigdy nie dane mu było na takie Zgromadzenie pójść. - Jakiś czas temu jednak Medycy dostali od Gwiezdnych sen mówiący, że ten punkt Kodeksu został zmieniony - od teraz Zgromadzenia owszem, nadal odbywają się w czasie pełni księżyca, jednak już nie co księżyc, a wtedy, kiedy przywódcy sobie tego zażyczą. - I ostatecznie te wszystkie słowa, które wyrzucił ze swojego pyszczka Rudzik prowadziły do tej jednej prostej formułki Kodeksu, no ale kocur nie był by sobą, gdyby tego kontekstu do niej nie dodał. Lubił opowiadać o tych innych, dawnych czasach, kiedy młodszych kotów, urodzonych już na tych ziemiach, jeszcze nie było na świecie.
and we dream of the day, when our kids can play
in the streetswith no fear of them being taken away fathers raise their sons with respect and love
handle anger and pain with no need for no guns
Księżyce: 118
Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez
Płeć: kotka
Matka: Śliwkowa Gałązka[*]
Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*]
Partner: Kornik
Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Zachód słuchała tak naprawdę tego całego monologu jednym uchem, aby następnie drugim wypuścić. Nie znała czegoś takiego jak zgromadzenia więc nie miała zamiaru też o niech słuchać. Zwykła zasada, praktycznie nic nie wnosząca do jej życia. Westchnęła tylko cicho, gdy Rudzik wreszcie skończył. Tak więc dobrze, coś tam Gwiezdni zmienili ale trudno, możemy przejść dalej do innych nieco ważniejszych zasad Kodeksu Wojownika.
- Masz jakąś swoją ulubioną zasadę w tym kodeksie? - zapytała zaraz potem, nim nie machnęła ogonem, ponownie spoglądając na czekoladowego - Z granic przeganiamy intruzów oraz słowo przywódcy jest prawem
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Kopytko przypomina swojego ojca w bardzo dużym stopniu. Tak jak on nie jest kotem za wysokim, raczej przeciętnym, dokładnie jak ojciec posiada długie, silne łapy. Jednak od ojca wyróżnia go czarne, błyszczące futerko. Krótkie futro, jednolitego koloru pokrywa całą szczupłą sylwetkę kocurka, na jego ciemnym tle wyróżniają się skośne oczy, które przybrały kolor sztabki złota, bądź jak kto woli zachodu Słońca. Spośród reszty kotów wyróżnia go iście orientalny pysk oraz duże, trójkątne uszy. Ale jego najbardziej charakterystyczną cechą jest brak kilku zębów z lewej strony, najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem tego jest to, że je sobie wybił. Przez brak zębów jego język zwisa z lewej strony pyszczka.
Na pierwszy rzut oka może wydać się strachliwy, nieśmiały, wstydliwy. Taki typowy synalek mamusi. Może był taki przez pewien czas, bardzo krótki czas, ale od zawsze ciągnęło go na jakieś przygody, jakieś nowości, ciekawość wzięła górę i pewnego dnia wrócił bez zębów. Od tamtego momentu stał się spokojniejszy i bardziej opanowany, mimo wszystko nadal ulega swoim emocją, co niekiedy ciągnie za sobą spore konsekwencje. Gdy nie jest czegoś pewien prosi kogoś o radę, najczęściej tą osobą jest jego matka - Mysi Krok. Nawiązywanie nowych znajomości idzie mu z oporem, lecz kiedy się przed kimś otworzy można dostrzec jego gadatliwość, pomimo jąkania się potrafi gadać jak najęty.
Słońce znalazło się u szczytu nieba, a depresyjny wojownik, już zawitał przy wyjściu z obozu. Pewnie Zachód – podobnie co on – nie chce tutaj być i wolałaby zostać już wojownikiem. Całe szczęście Bezik musi sprawdzić tylko pokłady wiedzy terminatorki.... Oszacował, iż nie zajmie to dużo czasu. Co też znaczy, iż trening prędko dobiegnie końca i ich drogi będą mogły się rozejść.
Przysiadł, nieco zgarbiony, chcąc odsunąć od siebie myśli związane z tymi nieszczęściami, które ostatnio na nich spadły. Odejście Sówki to zaledwie część tego wszystkiego. Śmierć Ciemniejącego Nieba i tego... Deszcza... Cóż też się porobiło w tym klanie. Panowania Czerwonej Gwiazdy zapowiadają się iście... krwawo.
mieć złamane serce
i wierzyć w miłość? to największa odwaga