Logo Artemidy
Pajęcza Nora
#16
Koniec zataiania tego wszystkiego, czas działać! Mimo tego, że Ringo nie była atencjuszką, musiała podzielić się własnymi problemami, aby nie zrazić do siebie kogoś ważnego... I jak tu żyć? Wytarła łebek o jedną ze swoich łap, cicho jeszcze pociągając nosem, próbując się jakoś uspokoić. Całe jej ciało drżało z powodu nagłego ataku płaczu, a klatka piersiowa gwałtownie unosiła się i opadała, a z ust co parę uderzeń serca wydobywało się ciężkie westchnienie. W końcu łzy zniknęły, wsiąkając w grube futro Ringo, a jej oddech przypominał szum, który wydają liście drzew, gdy powieje w nie trochę wiatru. Odwróciła się do niego tyłem, stawiając łapę na ziemi, a lekko drżące barki po raz kolejny mogły poczuć nacisk spowodowany powolnym ruchem dużego cielska kotki. Machnęła ogonem, niczym jakimś wahadłem, dając przy tym znak, żaby jej brat ruszył za nią. Nie, nie chciała mu pokazać nic. Chciała jedynie z nim porozmawiać z dala od ich schroniska, bo "nory mają uszy". Nie odeszła zbyt daleko, na wszelki wypadek gdyby Pajęczyna nie zrozumiał jej przekazu, albo gdyby nie chciał z nią pójść, i usiadła na zimnej ziemi, delikatnie wyciągając pyszczek ku górze, a chłodny podmuch niemalże od razu uderzył ją w pysk, mieszając się z ciepłą parą, która obecnie wydostawała się z pyszczka kotki. Zaczęła mącić swoją dużą łapą w glebie, pozwalając aby chłód z ziemi przeszył jej palce, powodując delikatne mrowienie z zimna. Rozruszała barki i przymknęła oczy, delikatnie otulając się swoim puszystym ogonem.
- Z-Zbyt m-martwie się o-o moją r-rodzinę... I-I... - jej szczęka zadygotała, a po jej ciele przeszły kolejne ciarki. Czy mówić?... - ... I-I ja p-po prostu n-nie chce c-cię s-sobą m-mar-rrtwić...
Co prawda nie była to przemowa idealna, ale w końcu jakaś. Uzasadniona i co najważniejsze; prosto z serca. Bez żadnych przekrętów, kłamstw i zapewniania, że wszystko jest dobrze. Tępo wlepiła wzrok w przestrzeń, zastanawiając się, o czym jeszcze nie pomyślała i gdzie uda się potem?... Ma duże zapasy tłuszczu i w boczkach, i na brzuszku, więc ani zimno, ani głód nie będą jej dokuczać, a czuła się na tyle głupio i na tyle winna, że z chęcią już by tutaj nie wracała. Poruszyła lewym uchem, dalej rozmyślając nad tym, co najlepszego może zrobić, aby dalej nie martwić Pajęczyny, i przy okazji go nie opuszczając... A tu nagle... Wprost genialny plan! Gwałtownie podniosła uszy do góry, a wcześniej zgarbiona i zmęczona postawa zmieniła się w prostą jak drut, pełną szczęścia i wiary w siebie posture.
- M-Może b-będę z-zaa-aabierać cie w-wszędzie z-z s-so-oobą?... - zaproponowała cicho, świdrując kocurka dość zmęczonym wzrokiem, a na pyszczku, na którym znajdowały się ciemniejsze smugi, haniebnie znaczące o tym, że poddała się i płakała; po raz kolejny pojawił się... Uśmiech. Co prawda nadal czuła się wprost okropnie, a serce ciągle ją bolało, ale z tak dobrego planu trzeba się cieszyć, a nie płakać! Teraz została jedynie kwestia wyboru Pajęczyny.
XXXXXXXXX[Obrazek: ringooo.png]
◤XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX◥
Gdy chłód obejmie tę cierpiącą glinę,
Z niej dusza w jakąż wędruję krainę?
Nie mogąc umrzeć ni zostać z żywemi,
Proch swój sczerniały porzuca na ziemi.
Czy niewcielona górny loт swój wzbije
Gdzie się niebieska planeta promieni,
Albo zapełni królestwo przestrzeni,
Tę rzecz dla oka, co wszystko przeżyje?
◣XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX◢
LVL 1 25 / 100
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
5
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#17
Obserwowałem ją przez cały czas. Byłem coraz to bardziej zmieszany tą całą sytuacją. Z jednej strony Ringo nie powinna cały czas mnie unikać i mnie okłamywać, jednak z drugiej... Moja reakcja na jej wyjście z nory wydawała się być o wiele za ostra. Nie wiedząc co ją tak naprawdę trapi i że być może jej unikanie mnie mogło mieć jakieś uzasadnienie, po prostu nawrzeszczałem na nią i zadałem ewidentnie niewygodne pytania. Czułem, że postąpiłem słusznie, jednak zarazem też i źle.
Ruszyłem za nią, po czym usiadłem nieopodal, wciąż wbijając w nią swój wzrok. Gdy tylko Ringo się odezwała, nagle uderzyła we mnie ogromna fala żalu. Poczułem się na siebie niesamowicie zły, za nakrzyczenie na ją oraz obwinianie za powodowanie u mnie paniki. Ona sama nie miała lepiej - ba! Ona miała o wiele gorzej. Nie było jej dane spotkać się już nigdy ze swoją prawdziwą rodziną, przez wiele księżyców martwiła się o nią i starała się przy tym nie obciążać mnie niepotrzebnie swoimi problemami. Wreszcie jednak odezwała się nie aż tak smutnym tonem głosu. Chciała od teraz zabierać mnie wszędzie ze sobą. Prawie od razu odpowiedziałem na jej propozycję "tak", jednak uznałem, że nie powinienem podejmować tej decyzji gdy wciąż targają mną od wewnątrz emocje.
- Muszę się nad tym zastanowić - muszę po prostu ochłonąć. Doskonale wiedziałem, że moje zdanie raczej się nie zmieni, jednak chciałem po prostu dać zupełnie inny upust emocjom niż wrzeszczenie na nią. Nagle wstałem i bez słowa ruszyłem po prostu przed siebie. Nie miałem zamiaru jej zostawić, a jedynie przejść się i postarać się poukładać w sobie wszystkie myśli. Wciąż była noc i było bardzo prawdopodobne, że wrócę do nory zanim nastanie ranek.

// zt
LVL 1 25 / 100
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
6
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
30
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#18
I co? Zostawił ją, poszedł. Ona mogła tylko patrzeć jak jej brat odchodzi, rzucając krótkie "Muszę się nad tym zastanowić"... Czy tak działała zasada " jak ty komu, tak on tobie?"... Wydaje mi się, że tak. Ale obiecał jej, że nie zostawi jej na pastwę losu, nie opuści. Na pysk kotki wkradł się smutny uśmiech, a ona sama zaczęła odprowadzać wzrokiem brata tam... Gdzie szedł, dopóki jego sylwetka rozmyła się a jedynie co po nim zostało to zapach. Była wolna, mogła teraz równie dobrze zostać w domu, albo złamać przysięgę i uciec... Czego spodziewać się o kocie łamiącym kodeks?
Dość ciężko odwróciła się w przeciwną stronę od tej, w którą udał się jej brat. Przełknęła ślinę, gdy uświadomiła sobie, że będzie ciągle musiała patrzeć w te niebieskie, przepełnione wściekłością oczy codziennie, i tak w kółko będzie musiała spróbować utrzymać normalną pozę, nie uginając się pod wzrokiem kocura, którego potrafiła tak zranić własnym łazęgowaniem. Ruszyła przed siebie, niczym więzień smagany batami po plecach przyjmując zgarbioną, wyjawiającą ból sylwetkę. Ucieknie, tak. Znajdzie jakąś norę i przesiedzi tam aż do świtu, jak obrażone dziecko, usiłujące przeczekać przyjazd znienawidzonej ciotki. Usiłowała siedzieć cicho, tak aby żaden dźwięk, nawet najmniejsze drganie szczęk z zimna nie wydobyło się z jej pyska, upodabniając ją do wchodzącego, dużego, rozczochranego cienia. W końcu jej nie ma, rozpłynęła się za widnokręgiem, a sam zapach w końcu się urwał, z powodu wytarzania się w różnokolorowych liściach, na których walkę prowadziło tak wiele pigmentów, dlatego też powstawały na nich rozmaite wzory i one same przybierały naprawdę zadziwiające kolory, podobnie jak futro niektórych kotów.

// zt
XXXXXXXXX[Obrazek: ringooo.png]
◤XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX◥
Gdy chłód obejmie tę cierpiącą glinę,
Z niej dusza w jakąż wędruję krainę?
Nie mogąc umrzeć ni zostać z żywemi,
Proch swój sczerniały porzuca na ziemi.
Czy niewcielona górny loт swój wzbije
Gdzie się niebieska planeta promieni,
Albo zapełni królestwo przestrzeni,
Tę rzecz dla oka, co wszystko przeżyje?
◣XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX◢
LVL 1 25 / 100
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
5
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#19
***
Podróż zajęła dwójce co prawda długo, ale chociaż Ringo była dumna ze swojego małego chłopczyka, który niczym prawdziwy mężczyzna wciągnął kebaba. Oczywiście za takie zachowanie należy zostać pochwalonym, dlatego ten fakt nie umknął Ringo i w nagrodę przedłużyła trochę ich wycieczkę, aby pokazać Tygrysowi, jak pięknie wygląda łan rzepaku o tej porze, gdy szron powoli pożera jego pozostałości, aby wiosną na nowo rozkwitł, powstał jak feniks z popiołu. Pff, natura. Jednak i złość nie minęła. Próbowała ją ukryć, zakładając tony wesołych masek, oczywiście w przenośni; ale to i tak na nic. Nienawiść do klanów odebrała jej zdrowy rozsądek, wraz ze stalowymi nerwami i uczynił z niej jeden wielki chodzący mętlik złości i odrazy na wszystko i wszystkich.
- To tutaj - mruknęła oschłym tonem, liżąc Tygrysa za uchem. Niestety, ale nawet to liźnięcie było przejawem złości i było robione na siłę. Teraz czas się policzyć z tym hajtającym się z rybojadami obleńcem. Parsknęła cichym śmiechem, zakładając, że nie będzie miał nic na własną obronę. Jeszcze parę uderzeń serca dzieliło ją od rozpętania kolejnej "strasznej dramy™".
- Pajęczyna! - wycedziła, stając w wiejściu do schronienia, a mięśnie na jej calusieńkim ciele gwałtownie się napięły. Wzrokiem zaczęła szukać orientalnej sylwetki, którą w duchu liczyła na zgromienie spojrzeniem miodowych oczu, domagających się szybkiego i przemyślanego tłumaczenia.
- Gdzieś się szlajał? Co, wolisz zostać rozszarpany na ziemiach jakiegoś klanu, hę? Na terenach taplających się w wodzie rybich oddechów? - zaczęła, nie zwracając zbytnio uwagi na to, jak bardzo agresywny kształt nabrały jej słowa - Klanowe koty mogą cie zabić! Splunąć na twoje zwłoki, mogą je nawet olać moczem! Wtedy żaden z twoich klanowych kotów ci nie pomoże
Uuu, ostro się zapowiada. Ringo nawet nie liczyła się z jego uczuciami i niczym czołg bombardowała go raz po raz dość surowymi nawet jak na nią tekstami. Puchaty ogon niczym grzebień przerzedzał powietrze, a oczy przymknięte oczy nie zwracały uwagi na fakt, że mogły nie trafić na kocura. Musiała się wydrzeć, wyładować w tej chwili.


//Tygrys i Pajęczyna uvu
XXXXXXXXX[Obrazek: ringooo.png]
◤XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX◥
Gdy chłód obejmie tę cierpiącą glinę,
Z niej dusza w jakąż wędruję krainę?
Nie mogąc umrzeć ni zostać z żywemi,
Proch swój sczerniały porzuca na ziemi.
Czy niewcielona górny loт swój wzbije
Gdzie się niebieska planeta promieni,
Albo zapełni królestwo przestrzeni,
Tę rzecz dla oka, co wszystko przeżyje?
◣XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX◢
LVL 1 25 / 100
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
5
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#20
Wracałem właśnie do naszej nory, w pyszczku niosąc drobnego wróbelka którego dosyć niedawno upolowałem. Nadal miałem dosyć dobry humor po kolejnym spotkaniu z Lwią Łapą. Nie sądziłem, że cokolwiek zdoła mi dzisiaj go popsuć, gdy nagle spostrzegłem Ringo, która również szła do naszej nory, z jakimś kocurkiem u boku. Nie to mi jednak popsuło humor, zaś nagły wybuch pręgowanej kotki którą przez długi czas nazywałem swoją siostrą. Zmarszczyłem pysk, gdy ta zaczęła się drzeć na temat mojego chodzenia w okolice Klanu Rzeki i mimowolnie sierść na moim grzbiecie się zjeżyła. Mój ogon dosyć agresywnie przecinał powietrze, a ja sam puściłem ptaszynę i jedynie lekko przysypałem piaskiem, po czym zbliżyłem się do Ringo, która wcześniej nawet nie zauważyła, że nie jestem w norze, a tuż za jej puchatym, niebieskim ogonem.
- Byłem się jedynie spotkać z przyjaciółką, która w przeciwieństwie do ciebie lubi ze mną spędzać czas - starałem się nie unieść tym razem głosu, zwłaszcza, że oprócz nas znajdował się tu kocurek. - To, że Klan Gromu nie przyjął cię z powrotem nie oznacza, że wszystkie klanowe koty są okrutne i zabiją wszystko co się rusza. Gdybyś poznała kogoś z klanu tak miłego jak Lwia Łapa, to może sama byś dobrze o tym wiedziała - syknąłem, nadal bujając swoim chudym ogonem w powietrzu. Przecież sama należała niegdyś do klanu. Jak mogła sądzić, że klanowe koty są takie okropne w stosunku do wszystkich samotników?
LVL 1 25 / 100
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
6
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
30
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#21
Od razu po zjedzeniu kebaba ruszyli w drogę. Szli długo, Tygrys nawet się zmęczył, ale nie pokazywał tego, bo nie chciał specjalnie niczego przedłużać. Szedł po prostu i nie narzekał, tak jakby był już dużym. Przy okazji Ringo pokazała mu Łan Rzepaku. Spodobał mu sie ten widok. Był już śnieg, który przykrył okolicę. Kocurek obiecał sobie w myślach, że ulepi sobie przyjaciela i będzie z nim rozmawiał, może nawet bawił sie w berka. Ale to tylko na czas mrozów, bo potem może być ciężko.
-Dzień dobry!- Krzyknął, wchodząc do dziwnej nory. Zrobił to z przyzwyczajenia, Oko go tak uczyła. Tygrysek chciał od razu podejść do kota, o którym mówiła mu siostra, ale nie zrobił tego, ponieważ usłyszał ostry ton "matki". Na szczęście nie mówiła ona do niego, tylko do tego całego Pajęczyny. Pręgus słysząc go, odwrócił sie. Nie mógł uwierzyć... On był taki jak on! Miał takie uszy duże i garbaty nos! Hmm... Nie spodziewał sie tego, wyobrażał go sobie inaczej.
Kiedy oni rozmawiali, Tygrysiątko odwróciło sie i oglądało norę. Nie chciał słyszeć Krzyśków, podejrzewał, że ta rozmowa jest dla niego za poważna. Kiedy rodzice tak rozmawiali, to on wychodził, mimo tego, że i tak nie rozumiał powagi sytuacji i niezbyt słuchał.
religion is a breeding grond
when devil's work is deeply found
▪ ▪ ▪

teeth as sharp as cathedral spires
• slowly
• sinking

• in

[Obrazek: XvBhnlJ.png]
LVL 2 5 / 150
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
6
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#22
Oho, a jednak Pajęczyna postanowił ją zaskoczyć
- Mój tyłek to nie mój pysk, nie wiem jak ta sprawa wygląda u ciebie - zwróciła mu dość ostro uwagę i kiwnęła łebkiem w stronę Tygrysa, dając mu w taki sposób wolną rękę i spore pole do manewru. A niech sobie poogląda norę, chociaż nie było w nie nic zbyt specjalnego, no chyba, że schronienia u Rzeczników są na poziomie wczesnej epoki kamienia łupanego, to naprawdę miał co podziwiać. Głęboki, gardłowy pomruk po chwili zagościł w rozmowie między dwójką "rodzeństwa". Kim na wszystkie koty z miejsca gdzie brak gwiazd była ta cała "przyjaciółka"? Miss mody klanu rzeki 2018?
- W przeciwieństwie do ciebie mam nos i nie pałętam się po granicach, albo nawet po terenach innych klanów - do diabła ciężkiego, jak bardzo trzeba mieć ujemny poziom inteligencji, aby łazić po granicach, tylko dlatego, że się spotkało jakąś leśną niedojde, której nie wytłumaczono schematu życia? Nawet zwykły kociak nie ubiegał się tak o atencje jak jej brat, który niestety już dawno przerósł go rozumem i doświadczeniem. "Lwia łapa", czyli z pewnością jakaś świeżo mianowana terminatorka. Sprytne, dobry wybór.
- Masz mi to odszczekać w tej chwili. Nie tak będziesz się do mnie odzywać, rozumiesz? Z takimi tekstami leć lepiej do swojej Kotkowej łapy - nie będzie się powstrzymywać, i tak to wszystko kończy się fochem i płakaniem nad rozlanym mlekiem. Idiotyczne, na co płakać o taką błahostkę? Kotkowa łapa... Ciekawy wybór imienia. W końcu i lew, i kot pochodzą z tej samej, wielkiej "rodziny"
- Chcę ci uświadomić, jak bardzo było żałosne i głupie to, co zrobiłeś. Jedyne czym mi teraz zaimponowałeś to idiotyzmem. A co gdyby oprócz twojej przyjaciółeczki był ktoś jeszcze? Z pewnością cały klan rzeki trąbi o tym, że samotnik upodobał sobie ich granice i jak cie złapią, to z pewnością cię zabiją - jej wzrok ciągle spoczywał na tym hatfu, krzywym pysku swojego brata, pokazując mocne rozczarowanie, jednak po chwili złagodniał, a Ringo upust reszcie swoich emocji, dała w postaci porządnego, głośnego westchnięcia. No i znowu wszystko jest "git", jest uśmiech i w dość małych ilościach wesoła atmosfera
- Źle robię, posądzając cie o to, że chcesz mieć innych przyjaciół niż mnie. Robię to tylko dlatego, że się martwię. Nie chce cię stracić, tak jak mamy i ojca - wytłumaczyła się, unosząc pyszczek delikatnie do góry, pokazując w ten sposób to, że jej brat może się do niej przytulić. Ale chwila, nie dzielmy tutaj każdego na lepszych i gorszych. Rzuciła okiem w stronę Tygrysa, by po chwili znowu wydobyć z siebie ciepły, wesoły pomruk
- Chodź mały, bo o tobie jeszcze przez przypadek zapomnę - zaśmiała się, odsłaniając część swojejgo tylnego, masywnego uda. Z pewnością Tygrysowi starczy miejsca, o ile nie będzie go miał za duzo.
Jak ktoś się ma z kimś przytulać samotnie, to o wiele lepiej zrobić to wraz z innymi, z calusieńką rodziną, a spory, wedle kultury trzeba odłożyć na bok, albo na inną okazje.
XXXXXXXXX[Obrazek: ringooo.png]
◤XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX◥
Gdy chłód obejmie tę cierpiącą glinę,
Z niej dusza w jakąż wędruję krainę?
Nie mogąc umrzeć ni zostać z żywemi,
Proch swój sczerniały porzuca na ziemi.
Czy niewcielona górny loт swój wzbije
Gdzie się niebieska planeta promieni,
Albo zapełni królestwo przestrzeni,
Tę rzecz dla oka, co wszystko przeżyje?
◣XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX◢
LVL 1 25 / 100
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
5
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#23
Wszystko wydawało się... takie dziwne. Jakby czas stanął w miejscu.
Błogosławieństwo bądź żart Gwiezdnego Klanu sprawił, że Pora Nagich Drzew nie nadeszła. Sasanka, która obawiała się paraliżującego zimna, głodówek oraz braku stabilnego schronienia, nie mogła ukryć satysfakcji, kiedy poziom dyskomfortu zatrzymał się na jesiennych przymrozkach, nie zagrażając jej zdrowiu ani życiu. Nic nie powstrzymywało także jej wędrówek - nie spędzała zbyt wiele czasu w jednym miejscu, krążąc wokół terenów Czterech Klanów, nie zatrzymując się ani nie szukając przyjaźni w przelotnym towarzystwie włóczęg. Wielu z nich nawet nie obchodziło, kim była, sprawiając, że powoli ulegała przyjemnemu uczuciu zapomnienia... by otrząsnąć się nazajutrz i gniewnie wyruszyć swoją drogą, prosto przed siebie, z gorejącą świeżym płomieniem nienawiścią. Nie mogła zapomnieć. Nie mogła odpuścić. Nawet, jeśli tak byłoby łatwiej. Nawet, jeśli znalazłaby swoje miejsce wśród lekkodusznych samotników, żyjąc do końca dni w dostatku na wolności, oddając się rozrywkom i rozpuście.
Zupełnie, jakby takim postępowaniem robiła, z braku laku, samej sobie na złość. Jakby celowo otwierała dawno zagojoną ranę, by każdy w pobliżu wiedział, jakim jest groźnym, niebezpiecznym bojownikiem. Istny emblemat życiowej vendetty, pisanej przewrotnym losem... oraz własnym pazurem.
Ostatnio zrobiła to znowu, specjalnie, z tylko sobie znanej przyczyny. Zamiast wyruszyć do miasta u boku Czosnek, by podbić Siedliska Dwunogów oraz spróbować swoich sił w gangsterskim rewirze, pnąc na szczyt lub hobbistycznie szukając guza, zdecydowała ostentacyjnie przyssać się do starych śmieci i nie puszczać. Nie żegnając tych, z którymi zabawiała się przez ostatnie księżyce, po prostu zniknęła, okrążając ziemie niczyje w samotności.
Powietrze, jak na tę porę roku, było ciepłe i wilgotne, a drobny śnieżek, jaki zaskoczył ją w trakcie polowania, niknął bezpowrotnie w pierwszym kontakcie z ziemią lub futerkiem. Nie chcąc zmoknąć, zaniosła upolowanego królika do tymczasowego legowiska, będącego porzuconą przez właściciela dawno temu, przestronną norą.
Siadając tuż w wejściu, okryła łapy pręgowanym ogonem, a świetliste spojrzenie mosiądzowych oczu powędrowało w odległy, splamiony bielą horyzont Króliczych Nor. Wciąż pamiętała dokładnie poprzednią Porę Nagich Drzew. Sople, zaspy sięgające brzucha, łapanie płatków buzią i śnieżne bitwy z Niedźwiedziem. A teraz...?
Teraz już nic nie było takie samo.
<table><td>[Obrazek: HOz3QDY.png]</td>
<td>so much i have lost
and so much i resent
my spite became the steps
upon the stairway of descent
</td>
</table>
LVL 5 30 / 400
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#24
Myślała o założeniu rodziny coraz poważniej. To znaczy, nie że była bliższa temu, by przy pierwszej lepszej okazji oddać się Żółtemu i cieszyć się ciążą, skądże. Po prostu zaczynała o tym myśleć coraz więcej. Wyobrażała sobie siebie wychowującą maluchy, wyobrażała sobie, jak mogłaby je nazwać, wymyślała imiona, śniła o tym po nocach - wszystko. Po wizycie matki była jednak pewna, że nie będzie w stanie być dobrą matką, jeśli nie zakopie topora wojennego z tymi, na których jej najbardziej zależało, a poza Żółtym był tylko jeden taki kot. Odwiedziny Łaniego Kroku przypomniały jej, jak ważna była dla niej rodzina, gdy jeszcze ją miała i jak bardzo tęskniła nie tylko za mamą, ale i za Sasanką, z którą nie rozstała się w pokoju. Oprócz tego, śniło jej się, jak razem z siostrą zdemolowały stos zwierzyny, jak się pobiły, pogodziły, zupełnie jakby wszystkie wspólne wspomnienia z buro-białą przeleciały jej przed oczami. Po przebudzeniu się, poczuła ogromną potrzebę, by Sasankę odnaleźć i spróbować się z nią pogodzić, nawet jeśli zdawała sobie sprawę z tego, że może jej nie odnaleźć, że kocica może być daleko stąd. Mimo to spróbowała. Wyszła z obozu i ruszyła w kierunku osiedla, bo z jakiegoś powodu było to pierwsze miejsce, jakie przyszło jej do głowy, choć nie pasowało jej to do siostry. I nigdy by jej tam nie znalazła, bo jak się okazało, znajdowała się w innym miejscu.
Plamka po drodze spotkała samotniczkę. Nieco nieprzyjemną, należącą chyba do jakiegoś gangu, ale widziała ona buro-białą kotkę, albo kogoś pasującego do jego opisu. Bez chwili namysłu czarno-biała podziękowała za pomoc i pognała we wskazanym kierunku. Szła tam, gdzie kazała jej nieznajoma i gdy okazało się to być strzałem w dziesiątkę, poczuła że jej łapy zaczynają robić się jak z waty, a w oczach automatycznie zaczynają gromadzić się łzy.
— Obiecałaś, że będziemy się spotykać jeśli zostaniesz wygnana — mruknęła cicho, a na jej pyszczku pojawił się blady uśmiech. Nie robiła siostrze wyrzutu, wręcz przeciwnie - wspominała ich starą rozmowę. Jedną z wielu, których jej teraz tak bardzo brakowała. Zaraz po tym jednak przymknęła oczy, pozwalając pojedynczej łezce spłynąć po policzku. Wiedziała, że Sasanka może zareagować różnie i ze wszystkim możliwych opcji, spodziewała się najgorszego. Ale nie mogła powiedzieć, że nie zasłużyła na to, żeby oberwać. Nawet jeśli widać było po niej w dalszym ciągu, że również nie miała najłatwiej i trochę przeszła, o czym świadczyły wystające żebra, to wiedziała, że zasłużyła na cios od tej, której krzywdę wyrządziła swoją biernością. I tchórzostwem.
<span class="plm3">jedna chwila wystarczy, by bez końca biec pod wiatr</span>
<div class="plm">
<div class="plm2">☆ choćby los sypał w oczy piach
choćby czas nie chciał <span class="plm1">leczyć ran</span>
nawet tęczy jest potrzebny deszcz
więc <span class="plm1">nie możesz</span> teraz poddać się</div></div>
<style>.plm{height:98px;width:333px;background:url('https://64.media.tumblr.com/ffe51413c6cce3feb381766c77498ffb/tumblr_ogc158bjKy1qf8em3o7_400.jpg');border-bottom:solid 2px #B2AB51;border-radius:0px 8px;box-shadow: 0 0 8px rgba(0,0,0, 0.6);} .plm1{font-family:'Dancing Script';font-size:16px;line-height:11px;color:B2AB51;} .plm2{font-family: 'Poppins';font-size:11px;color:C9BBA6;text-shadow: 0 0 5px #000000;width: 230px;line-height:11px;text-align:center; background-color: rgba(0,0,0, 0.3);padding:8px;border-radius:8px 0px;} .plm3{font-family:'Dancing Script';font-size:18px;line-height:15px;color:B2AB51;text-shadow: 0 0 8px rgba(0,0,0, 0.6);}</style><link href="https://fonts.googleapis.com/css2?family=Dancing+Script&family=Poppins" rel="stylesheet">
LVL 6 280 / 500
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
21
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#25
Widok opadających mozolnie, słabych płatków śniegu zaczynał ją nużyć. Natrętny rój myśli zbierał swe żniwo, wspomnienia nacierały ze wszystkich stron, a cisza otaczającej jej samotności sprzyjała atakom nostalgii. Czy poprzedniej Pory Nagich Drzew była szczęśliwa? Nie. Nigdy nie była do końca szczęśliwa w Klanie Gromu, zawsze mając coś na sumieniu lub kogoś pod skórą. Lecz czy była szczęśliwsza, niż teraz? Momentami.
Tymi, które teraz nie miały więcej znaczenia. Czasem spędzonym z rodziną, dla której zawsze była tylko złem koniecznym, a każda przyjaźń stanowiła otoczkę próby ujarzmienia jej niczym wściekłego zwierzęcia. Przyjaciółmi, dla których nie była warta zachodu oraz dłużnikami mającymi gdzieś udzieloną im pomoc. Może była głupia, naiwna albo zbyt młoda, nie dostrzegając bandy zawszonych lisów w ciele bliskich? Może. To nie miało więcej znaczenia. To nie mogło jej dłużej trapić. To nie mogło jej już nigdy więcej odnaleźć. Nie pozwoli na to.
...ale czy aby na pewno? Trzepnęła uchem, rejestrując kroki na skrzypiącej od zimna trawie. Czyżby właściciel postanowił po długim czasie przeprosić się z porzuconą norą? Ha, znalezione nie kradzione. Sasanka, prostując się dumnie u wylotu legowiska, nie zamierzała odejść stąd po dobroci. Jak inaczej zdołałaby przetrwać te długie księżyce, niż wewnętrznym uporem i zatwardziałością? Choć szczerze powiedziawszy, stokroć bardziej wolała wrogą zasadzkę, niż... to. Niż ten jeden znajomy głos.
- Plamka? - zduszone miauknięcie wymsknęło się w szoku, kiedy wstała na równe łapy, lustrując zbliżającą się z naprzeciwka sylwetkę, po dłuższej chwili zaprzeczenia rozpoznając w niej... cień swojej siostry.
Swej ukochanej, starszej siostry, którą od samego początku uwielbiała zarówno dręczyć, jak i wspierać, strzegąc i ufając wprost bezgranicznie. A którą ledwo poznawała, nawet po upływie długich uderzeń serca pełnych konsternacji. Bo nawet teraz, wydusiwszy z gardła długo niewypowiadane imię, nie dowierzała własnym oczom, dla własnego egoistycznego komfortu pragnąc zaprzeczyć jej tożsamości. Nie było tajemnicą, że odkąd widziała ją ostatnio, czarno-biała kotka makabrycznie schudła i zmarniała, jeszcze niedawno przypominając trupa na czterech anemicznych nóżkach, którego niczym wrony zewsząd dziobały wyrzuty sumienia. Nigdy nie sądziła też, że zobaczy ją tutaj, cytującą brzmienie starej obietnicy. To był widok, którego po prostu nie chciała mieć przed sobą. Imię, które powinna wyprzeć z pamięci. Przekląć, a potem na zawsze zapomnieć!
Kiedy nie miała więcej gardy pod postacią wątpliwości, dziwny skurcz ogarnął ją od klatki piersiowej, przez żołądek, nie poprzestając na świerzbiących od mieszanych emocji łapach. Wykorzystała niewyobrażalne pokłady samozaparcia, by nie rzucić się do biegu - lub raczej ucieczki - lecz stać sztywno w miejscu i patrzeć na swoją najlepszą przyjaciółkę, którą znała i kochała od momentu urodzin. To ja powinnam teraz tak wyglądać. Na karnym wygnaniu. Tymczasem czuła się silniejsza niż kiedykolwiek. To nie jest moja wina. Zaprzeczyła natychmiast, na przekór sumieniu, z zewnątrz ukazując jedynie skołowany wyraz pyszczka oraz nerwowy tik okupujący prawą powiekę. Obietnice są obustronne. Lecz jeśli Błękitna Toń podjęła świadomą decyzję, by razem z matką ją zdradzić, dlaczego miałaby zadręczać się z tego powodu? Dlaczego miałaby jej szukać, dlaczego zechciałby zapuszczać się wgłąb terenów niczyich w taką pogodę, zdana na łaskę kilku wystających żeber? Nie... to musi być przypadek. Zbieg okoliczności. Może to wszystko tylko gra pozorów? Może, po raz pierwszy, Sasanka wcale nie ma racji?
- Siostrzyczko... - dodała zdławionym półszeptem, kładąc uszy wzdłuż czaszki, ewidentnie nie będąc w stanie wykonać pierwszego kroku.
Poznała ją i nazwała rzeczy po imieniu, co prawdopodobnie ją przerosło. Emocje, niezrozumiałe uczucia, przeszłość, wspomnienia, mocny, lodowaty wstrząs.
Naprawdę odnalazła to, czego szukała? Zbliży się? Podejdzie? Rozpłacze? A może znowu odwróci plecami od rzekomej morderczyni?
<table><td>[Obrazek: HOz3QDY.png]</td>
<td>so much i have lost
and so much i resent
my spite became the steps
upon the stairway of descent
</td>
</table>
LVL 5 30 / 400
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#26
Oczekiwała ataku. Oczekiwała tego, że za moment poczuje na swoim policzku łapę siostry - z pazurami lub bez, ale nic takiego nie miało miejsca. Stała przez paręnaście uderzeń serca z zamkniętymi oczami, z których mimo to wypływały łzy i otworzyła je dopiero po czasie, prawdopodobnie krzyżując spojrzenie z siostrzyczką. Z ukochaną, młodszą siostrzyczką.
Nie wiedziała na ile może sobie pozwolić i jak szybko przekroczy granice, doprowadzając swoją obecnością Sasankę do szału, dlatego przełknęła nerwowo ślinę i powoli zrobiła krok do przodu. Potem drugi, a po nim trzeci, czwarty, piąty i tyle jeszcze, ile było konieczne by stanąć na wprost buro-białego pyszczka. Czuła, jakby serce za moment miało jej wyskoczyć z piersi. Była taka szczęśliwa, że Sasance nic nie jest. Że stoi przed nią cała i zdrowa, że żyje i ma się dobrze. Była też załamana. Załamana tym, że w zależności od przebiegu tej rozmowy, to spotkanie może być ich ostatnim, albo pierwszym, początkującym kolejne.
Choć czuła, że tamtego dnia postąpiła słusznie wybiegając za mamą, miała wyrzuty sumienia. Nie zdążyła się z siostrą nawet pożegnać, wybiegła z obozu jak tchórz. I Sasanka miała pełne prawo, by ją za to nienawidzić. Prawdopodobnie nigdy nie zebrałaby się na odwagę, by wyruszyć na jej poszukiwania, by spróbować z nią porozmawiać, pogodzić się, ale... czuła, że musi. Musi, jeśli chce w przyszłości przekazać swoim dzieciom, jak być jak najlepszą osoba, członkiem rodziny. Że musi... jeśli chce dorosnąć. Że musi zostawić za sobą wszystko to, co jej ciąży i nawiedza w koszmarach, nawet jeśli będzie ciężko. Ciężej, niż kiedykolwiek przypuszczała, że będzie.
— Przepraszam — wyszeptała, starając się cały czas utrzymać kontakt wzrokowy z samotniczką. A było ciężko. Była na siebie zła, że płakała. Znowu. Że rozpłakała się na sam widok siostry, choć obiecała sobie, że będzie się starała unikać takich sytuacji. Była zła, że znowu płacze przy niej. — M-mogę cię przytulić? — zapytała dość niepewnie, czekając na odpowiedź. Gotowa była przyjąć cios, albo odmowę. Tylko nie chciała.
<span class="plm3">jedna chwila wystarczy, by bez końca biec pod wiatr</span>
<div class="plm">
<div class="plm2">☆ choćby los sypał w oczy piach
choćby czas nie chciał <span class="plm1">leczyć ran</span>
nawet tęczy jest potrzebny deszcz
więc <span class="plm1">nie możesz</span> teraz poddać się</div></div>
<style>.plm{height:98px;width:333px;background:url('https://64.media.tumblr.com/ffe51413c6cce3feb381766c77498ffb/tumblr_ogc158bjKy1qf8em3o7_400.jpg');border-bottom:solid 2px #B2AB51;border-radius:0px 8px;box-shadow: 0 0 8px rgba(0,0,0, 0.6);} .plm1{font-family:'Dancing Script';font-size:16px;line-height:11px;color:B2AB51;} .plm2{font-family: 'Poppins';font-size:11px;color:C9BBA6;text-shadow: 0 0 5px #000000;width: 230px;line-height:11px;text-align:center; background-color: rgba(0,0,0, 0.3);padding:8px;border-radius:8px 0px;} .plm3{font-family:'Dancing Script';font-size:18px;line-height:15px;color:B2AB51;text-shadow: 0 0 8px rgba(0,0,0, 0.6);}</style><link href="https://fonts.googleapis.com/css2?family=Dancing+Script&family=Poppins" rel="stylesheet">
LVL 6 280 / 500
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
21
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#27
Dlaczego, po tylu księżycach, Błękitna Toń wciąż postępowała nawinie, wbrew swoim przeświadczeniom? Dlaczego, po tylu księżycach i życiowych nauczkach, Sasanka nadal pozostawała potworem?
Zdumienie pojawiającą się znikąd siostrą leżało w zakresie rzadko spotykanej szczerości. Instynktownej, nigdy nie wykorzenionej troski nad jej stanem, bezpieczeństwem oraz zachowaniem, co przez większość czasu należało do Sasankowych priorytetów. Teraz miała Łani Krok, ciotki i pewnie zdradą siostry wkupiła się z powrotem w łaski dziadka, ale bądźmy szczerzy, które z nich powyrywa Żółtemu łapy z tyłka, jeśli ten kiedykolwiek sprawi Plamce przykrość? Taki rodzaj troski, mocny, zżyty i nieprzewidywalny, był tylko jeden. Był, zanim wszystko runęło w gruzach, a ich życia podzieliła zionąca przepaść.
Dlaczego tu przyszła. Dlaczego opuściła terytorium Klanu Gromu. Dlaczego jest sama. Dlaczego jest taka chuda. Dlaczego płacze. Dlaczego... dlaczego do niej podchodzi? Nie, nie, nie rób tego. Nie podchodź. Nie...
Sasanka, wstrzymując oddech, nie była w stanie zatrzymać tego, co nieuniknione. Gniew, który spędzał jej sen z powiek, a który miał wielu winowajców, nie mógł być powstrzymany tak prymitywną reakcją, jak tęsknota za czymś, co przepadło dawno temu. Przez chwilę stuliła się w sobie jeszcze bardziej, przyciskając uszy do czaszki, aż zaciśnięte kurczowo zęby zatętniły bólem u nasady dziąseł. Co, jeśli to ona od zawsze była tą naiwną siostrą? Tą, która ulega cieknącym wzdłuż policzków łzom, która będzie im potrzebna tak długo, jak bawi i pociesza, a której tak łatwo się pozbyć. Samo uczucie, że nie chce krzywdzić Plamki było naiwnością. Zasługiwała na to. Po tym wszystkim, do czego dopuściła, zasługiwała na to!
Kiedy Wojowniczka stanęła tuż przed nią, mięśnie Sasanki zastygły w bezruchu. Serce zwolniło, oddech spłycił się, a źrenice zwęziły. Brakowało tylko Łaniego Kroku wychodzącej zza rogu, by dopełnić scenę hucznych przeprosin, jakie dawno temu miały miejsce na środku Obozu. Czy to kolejne zbyt żywe wspomnienie, jakie ją zadręcza? Czy to kolejny żart losu, zwykłe deja vu? Mimo usilnych prób, grymas kocicy zaczął drgać bezwolnie, a pazury wysuwać się z pochewek. Zdawało się, że każda kolejna łza dolewa oliwy do wrzącego w niej ognia. To znowu się działo. ZNOWU!
- Oczywiście.
W akompaniamencie wysyczanej odpowiedzi, bura, uzbrojona w pazury łapa runęła w stronę mokrego policzka siostry. Miała temu zapobiec, a nie to powielać! Tym razem nie powstrzymywała się, uderzając z całej wytworzonej księżycami wygnania siły, by rozciąć lub powalić siostrę w afekcie. By uzupełnić scenę, jaką najwyraźniej chciała tu odtworzyć. By... by znowu ją upokorzyć. By znowu zadać jej ból.
- No, to co było dalej? Zostawienie mnie na pastwę losu, tak? Czy może coś pominęłam, siostrzyczko. - warknęła wściekle, niezależnie od efektów uderzenia, pragnąc wwiercić się wściekłym spojrzeniem prosto w błękitne oczy siostry.
Nie rób tego. Odejdź. Uciekaj. Podjęłaś swoją decyzję. Już raz to zrobiłaś!
<table><td>[Obrazek: HOz3QDY.png]</td>
<td>so much i have lost
and so much i resent
my spite became the steps
upon the stairway of descent
</td>
</table>
LVL 5 30 / 400
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#28
Poczuła ogromny niepokój, gdy siostra jej odpowiedziała. Wyczuwała z jej tonu agresję, złość i wiele, wiele innych negatywnych emocji. Nie zrobiła nic, gdy pazury samotniczki orały jej policzek. Przymknęła jedynie oczy w momencie uderzenia i poczuła nieprzyjemne szczypanie, spowodowane rozcięciem skóry. Nie zamierzała oddawać, nie zamierzała się o to wściekać - za to, co zrobiła Sasance w pełni na to zasłużyła i poniekąd po to tutaj przyszła. Żeby dostać to, na co zasłużyła według buro-białej. Albo wieczne potępienie i potwierdzenie obaw, że ta jej nienawidzi, albo przebaczenie i możliwość widywania się co jakiś czas. Innych opcji raczej nie było.
Zacisnęła zęby. Oczywiście, że nieprzyjemnie słuchało się o swoich błędach. Zwłaszcza, kiedy wypominał je ktoś ważny, ktoś, kogo się bardzo kochało. Plamka wiedziała, że zraniła Sasankę, że nie powinna była jej tam zostawiać, ale mimo wszystko czuła, że mamy też nie powinna była... Była w rozsypce w tamtej chwili, a potem było tylko gorzej, o czym świadczyć mogła jej wychudzona figura.
— Przepraszam! — krzyknęła, łamiącym się głosem, podczas gdy łzy spływające po jej policzku mieszały się z krwią wyciekającą ze świeżej rany. — Ch-chciałam cię poszukać! Na-naprawdę! Ale kiedy znalazłam ciało mamy... Kiedy wszyscy mnie zostawili, a potem ten kocur...! Nie potrafiłam myśleć o ni-niczym innym, niż tylko o tym jak ba-bardzo siebie nienawidzę. Naprawdę przepraszam... — ostatnie słowa właściwie wyszeptała. Od początku wiedziała, że powinna chociażby iść Sasanki poszukać, ale w czasie, w którym zmarła Łani Krok i buro-biała została wygnana, nawarstwiło się tylko problemów, że Plamka nie była w stanie. I miała nadzieję, że siostra przynajmniej częściowo to zrozumie.
<span class="plm3">jedna chwila wystarczy, by bez końca biec pod wiatr</span>
<div class="plm">
<div class="plm2">☆ choćby los sypał w oczy piach
choćby czas nie chciał <span class="plm1">leczyć ran</span>
nawet tęczy jest potrzebny deszcz
więc <span class="plm1">nie możesz</span> teraz poddać się</div></div>
<style>.plm{height:98px;width:333px;background:url('https://64.media.tumblr.com/ffe51413c6cce3feb381766c77498ffb/tumblr_ogc158bjKy1qf8em3o7_400.jpg');border-bottom:solid 2px #B2AB51;border-radius:0px 8px;box-shadow: 0 0 8px rgba(0,0,0, 0.6);} .plm1{font-family:'Dancing Script';font-size:16px;line-height:11px;color:B2AB51;} .plm2{font-family: 'Poppins';font-size:11px;color:C9BBA6;text-shadow: 0 0 5px #000000;width: 230px;line-height:11px;text-align:center; background-color: rgba(0,0,0, 0.3);padding:8px;border-radius:8px 0px;} .plm3{font-family:'Dancing Script';font-size:18px;line-height:15px;color:B2AB51;text-shadow: 0 0 8px rgba(0,0,0, 0.6);}</style><link href="https://fonts.googleapis.com/css2?family=Dancing+Script&family=Poppins" rel="stylesheet">
LVL 6 280 / 500
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
21
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#29
Czując metaliczny zapach krwi drażniącej śluzówkę nosa, rozjuszyła się jeszcze bardziej, nie będąc w stanie zapanować nad drżącym w agresji ciałem. Zwłaszcza, że nie walczyła teraz z żadnym lisem ani innym przeciwnikiem, lecz... własną siostrą, której krwi przenigdy nie chciała mieć na pazurach. Do czasu. Teraz, reagując na widok rozciętego przed sekundą policzka nagłym zawrotem głowy, wygięła grzbiet, ostatkiem świadomości wbijając rozcapierzone szpony w zziębniętą ziemię przed Pajęczą Norą, by przynajmniej częściowo zaprzeć się przed wymierzeniem kolejnego ciosu.
- JAK ŚMIESZ! - wrzasnęła, strosząc sierść i obnażając kły przed biedną, korzącą się przed nią koteczką. Tak chudą, tak osłabioną. Kryjącą w sobie tak głęboki smutek. Ale dlaczego? Skąd? Jeśli zdradziła siostrę, nie powinna mieć z tego tytułu żadnych wyrzutów - misja wykonana, problem z głowy, gromowy happy end.
Czyżby sumienie znowu odezwało się po czasie? A może sytuacja Klanu Gromu uległa takiemu sparszywieniu, że wszyscy strażnicy moralności poszli po rozum do głowy, wnioskując, że Sasanka przez cały ten czas miała RACJĘ? I wtedy raptem Błękitna Toń przypomniała sobie o przyjaciółce, o swojej młodszej siostrzyce, więc postanowiła wytropić ją jak gdyby nigdy nic?
Reszta słów nie miała dla buro-białej absolutnie żadnego sensu. Bełkot. Bełkot tchórza, któremu mogłaby teraz przegryźć gardło i wrzucić do Grzmiącej Rzeki. Wątpiła jednak, czy taka forma zemsty zrobiłaby na Łanim Kroku i Trzmielej Gwieździe jakiekolwiek wrażenie po tym, z jaką łatwością wydziedziczali kłopotliwych członków rodziny. Plamka też była kłopotliwa. Kto inny ryzykowałby życiem, żeby błagać o wybaczenie wygnaną morderczynię? Żeby bronić się przy użyciu łez? Nawet jej nie oddała. Nawet nie chciała z nią walczyć. Nawet nie zamierzała się postawić, poza serią niezrozumiałych dla Sasanki szlochów, przed których manipulacją stuliła wściekle uszy.
- Ciało? CIAŁO? Łani Krok doskonale wiedziała, kiedy odejść! Niech zgadnę, odetchnęła świeżym powietrzem, a wszystkie problemy usunęły się same? - skąd w ogóle nazwanie matki "ciałem"? Sasanka wprawdzie nie zdziwiłaby się, jakby teatralnie omdlała gdzieś w leśnym zagajniku albo po prostu przesiedziała moment wygnania w bezpiecznej odległości. - Ci twoi WSZYSCY znaczyli właśnie TYLE, ale nigdy nie chciałaś mnie słuchać! Nigdy nie chciałaś wiedzieć, jakimi kotami są naprawdę! ILE znaczy dla nich twoja i moja obecność!! - och, czyli siostrze zaczęła doskwierać samotność? I wtedy przypomniała sobie, że miała kiedyś kogoś bliskiego, zanim pozwoliła, by cały las okrzyknął ją tytułem zabójczyni?
- Kocur!? Kto znowu? Żółty, Mroźny? Kto znowu cię skrzywdził, Plameczko? - splunęła, nie wytrzymując więcej nonsensu podżegającego moc negatywnych emocji. Ruszyła z miejsca, podchodząc prosto do Błękitnej Toni, tak blisko, by mogła poczuć zimno jej świszczącego nienawiścią oddechu na swoim rozciętym policzku.
- Nigdy nie liczyłam, że będziesz za mnie walczyć. Nigdy nie liczyłam, że wpłyniesz na kogokolwiek, że będziesz bronić mnie albo swojego zdania. - wysyczała, przeszywając siostrę zwężonymi ślepiami bez cienia litości. Te i wiele innych ograniczających ją cech porzuciła dawno temu, kiedy po raz ostatni przekroczyła granicę. - Ale wiesz, na co liczyłam? Czego od ciebie oczekiwałam...? - uniesiona warga zadrżała, a tafla oczu zwilżyła się, choć Sasanka nie ośmieliłaby się uronić nad losem zdrajców żadnej łzy. To przeszłość.
- Na pożegnanie. To byłaś mi winna.
<table><td>[Obrazek: HOz3QDY.png]</td>
<td>so much i have lost
and so much i resent
my spite became the steps
upon the stairway of descent
</td>
</table>
LVL 5 30 / 400
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#30
Nie przyszła się kłócić. Naprawdę, nie chciała się kłócić. Chciała porozmawiać, pogodzić się, albo odejść, nim zdąży dojść do słowa. Ale Sasanka wybrała inną opcję i z każdym kolejnym słowem wbijała siostrze coraz to większe szpile, które ta przyjmowała, by wybuchnąć na końcu. Wbijała pazury w ziemię, zaciskała zęby, pociągała nosem. Chciała, żeby Sasanka się wygadała, żeby powiedziała wszystko, co ma powiedzieć, by móc się do tego wszystkiego odnieść. Chciała zachować spokój, ale nie potrafiła. Słowa siostry raniły ją bardziej, niż cokolwiek innego, a wzmianka o Żółtym wzbudziła w niej także gniew. To... zdecydowanie nie było to, czego od tej rozmowy oczekiwała.
— Mama NIE ŻYJE — krzyknęła rozpaczliwym, łamiącym się głosem, prosto w pysk buro-białej. — Wybiegłam za nią z obozu, a i tak nie zdążyłam jej pomóc. Moimi WSZYSTKIMI byłaś ty, mama, Żółty i Lampart. Mama została ZAMORDOWANA przez samotników, ty zostałaś wygnana, a Żółty i Lampart zniknęli. Wszystko w tym samym czasie. Nie wiem, co stało się z Lampart, ale wiem, co działo się z moim PARTNEREM, bo WRÓCIŁ. I nie uciekł z własnej woli. Wiem, że mu na mnie naprawdę zależy. A w tym momencie najbardziej krzywdzisz mnie TY. NIE MASZ POJĘCIA, jak wiele w tamtym czasie przeszłam. Wyobraź sobie, że zostałabym ZGWAŁCONA, gdyby nie patrol klanu Cienia, który zjawił się w ostatniej chwili. Wyobraź sobie, że jedną łapą byłam w Gwiezdnym Klanie, bo przez to wszystko nie byłam w stanie jeść. MARTWIŁAM się o CIEBIE, tęskniłam, płakałam za tobą, mamą i Żółtym przez księżyce i płakałam też przez to, że nie mogę iść poszukać żadnego z was, bo się bałam, że znowu spotka mnie coś złego. Broniłam cię wiele razy i doskonale o tym wiesz, ale skoro jedyne co widzisz, to to, że nie wstawiłam się za tobą ten jeden raz, za co obwiniam się cały czas i przez co w ogóle tutaj przyszłam, to ŚWIETNIE — wyrzuciła z siebie wszystko jednym ciągiem, nie szczędząc sobie gardła na krzyki. Nie wiedziała nawet które zdanie wyprowadziło ją z równowagi aż tak, ale miotały nią takie emocje, że nie zwracała uwagi na to, co mówi. Poczuła... jakby dostała z liścia, ale tak naprawdę bardzo, bardzo mocno. Sasanka miała prawo być na nią zła, w istocie, jednak po krótszej analizie doszła do wniosku, że nie zasłużyła na aż takie traktowanie. Wstawiała się za siostrą wiele razy, starała się ratować jej zad przy każdej możliwej okazji. Kochała ją ze wszystkich sił, cierpiała po jej stracie przez księżyce i jedyne co ją powstrzymywało przed odnalezieniem jej, był jej ówczesny stan. Fizyczny i psychiczny.
Od zawsze się różniły i często zdarzało jej się kłócić - ich przeszłość była dość burzliwa, zatem taki rozwój wydarzeń nikogo nie powinien dziwić. Ich rozmowy czasem tak wyglądały. Sasanka była jedynym kotem, który potrafił doprowadzić Błękitną Toń do takiego stanu rozchwiania emocjonalnego, a mimo to, czarno-biała ją kochała. Nie zamierzała jednak pozwolić sobą pomiatać. Pozwalała na to całe życie, pozwoliła nawet teraz, podczas tej rozmowy, parę uderzeń serca temu. Chciała się jednak zmienić, a to był pierwszy, ogromny krok ku temu. — A wiesz na co ja teraz liczę? Czego oczekuję? Zrozumienia — wyszeptała, pociągając nosem. Bo na przebaczenie już nie liczyła. Chciała jedynie zrozumienia.
<span class="plm3">jedna chwila wystarczy, by bez końca biec pod wiatr</span>
<div class="plm">
<div class="plm2">☆ choćby los sypał w oczy piach
choćby czas nie chciał <span class="plm1">leczyć ran</span>
nawet tęczy jest potrzebny deszcz
więc <span class="plm1">nie możesz</span> teraz poddać się</div></div>
<style>.plm{height:98px;width:333px;background:url('https://64.media.tumblr.com/ffe51413c6cce3feb381766c77498ffb/tumblr_ogc158bjKy1qf8em3o7_400.jpg');border-bottom:solid 2px #B2AB51;border-radius:0px 8px;box-shadow: 0 0 8px rgba(0,0,0, 0.6);} .plm1{font-family:'Dancing Script';font-size:16px;line-height:11px;color:B2AB51;} .plm2{font-family: 'Poppins';font-size:11px;color:C9BBA6;text-shadow: 0 0 5px #000000;width: 230px;line-height:11px;text-align:center; background-color: rgba(0,0,0, 0.3);padding:8px;border-radius:8px 0px;} .plm3{font-family:'Dancing Script';font-size:18px;line-height:15px;color:B2AB51;text-shadow: 0 0 8px rgba(0,0,0, 0.6);}</style><link href="https://fonts.googleapis.com/css2?family=Dancing+Script&family=Poppins" rel="stylesheet">
LVL 6 280 / 500
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
21
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości