- W płytkiej wodzie nie byłoby ryb! - chyba? A może? Nie wiedział, tak szczerze, nigdy nie miał szansy na nie polować... Ale dobrze było powiedzieć co chciał. Przynajmniej Barwna Historia wiedział czego się po nim spodziewać (zupełnie niewiele!). Szpon po prostu nie miał, jak na razie, ochoty myśleć. Leciał z tokiem słów, wyłapując te najbardziej bazowe rzeczy. A te mądrzejsze przemyślenia zostawi do samego siebie, cwaniak jeden. - Nie do końca samobójstwem, nie zrobiłby ci nikt nic, o ile byś przeprosił, oddalił się i powiedział że się nieco zgubiłeś. Czemu ktoś miałby karać kogoś za pomyłkę? To jest, ha, głupie pytanie! Ja dostaję kary za aaabsolutnie wszystko. Ale to ja, ciebie by potraktowali lepiej. No, ale wiadomo, świadomie nie ma po co się kręcić po niebezpiecznych miejscach - bo nawet jak wiedział że nikt nie jest tak brutalny - lepiej nie ryzykować. Rzeczniacy byli chyba pokojowo nastawieni do każdego, przynajmniej on nigdy nie słyszał o bójkach. Co najwyżej, że ktoś kogoś z Rzeki pobił, ale nie na odwrót. - Ciekawe imię. Jesteś z Klanu?
Jakiegokolwiek? Był kiedyś w Klanie? Miał zamiar być w Klanie, stąd te imię? Nie ważne co, po prostu był ciekaw genezy. Bo było to imieniem... faktycznie interesującym. A może tylko on tak o nim myślał, a wcale takie nie było. - CO NIE!!! Ja też je lubię. Są naaajładniejsze na całym świecie! Ja jestem w ogóle śliczny. Taki super specjalny! Nawet jak są inne koty bardzo podobne do mnie, mam wrażenie że ja jestem odrobinę lepszy. Bo jestem... um... uh... delikatniej... zbudowany? Ale nie słaby! Po prostu, jestem śliczny - a nie chociażby przystojny. I to mu się podobało. Nie potrzebował być wielkim, silnym macho, o szczęce tak ostrej że aż mogłaby przeciąć korę drzewa. Chciał być... ładny. Ładny jak kotka, silny jak kocur. Lubił być ładny. Lubił być taki, jaki jest. - ODPOCZYNKU!!! Nie wyglądasz na starszego ode mnie! Nooo... nie na dużo starszego. I już jesteś zmęczony?! - to był szok, przerażenie! Jak mógł się męczyć życiem już?! Szpon nie mógł sobie tego wyobrazić. - Mów! Mów! Chcę posłuchać, chociaż trochę!
Średniej wielkości kocur o długim, puszystym futrze. Białe bokobrody łączą się z jego kryzą, tworząc kręg włosów, przypominający lwią grzywę. Rysy pyska ma delikatne, niemalże okrągłe. Uszy są dosyć małe, niezakończone frędzelkami. Jego ładne, duże oczy są w wyjątkowo specyficznym kolorze. Najbliżej im do określenia mianem oliwkowych. W zależności od światła albo przyjmują barwę zieleni, albo mienią się na żółto. Może pochwalić się urodą i wrodzoną elegancją. Ostrożny krok, niepozbawiony gracji. Zadbany ogon podobny do tego pawiego trzyma przy ziemi, okazjonalnie ruszając nim na boki. Nos ma różowy, podobnie jak opuszki. Jego umaszczenie jest mieszanką rudego - z ledwie przebijającymi się ciemniejszymi tygrysimi pręgami - i czarnego; jest szylkretem. Jednak i to nie odbiera mu powabności, bo jego łaty rozłożone są wyjątkowo uporządkowanie. Tak, jakby ich mieszanka była efektem zupełnie zamierzonym. Starannym i dobrze wymierzonym. Biel zajmuje połowę jego ciała, ustępując miejsca tylko na czubku głowy, torsie i ogonie.
Jeżeli tylko szukasz dobrej zabawy, możesz mieć pewność, że Barwny zdecydowanie ci ją zapewni. Język ma miękki niczym puch, a słowa jeszcze bardziej. O co go nie zapytasz - chętnie uraczy cię anegdotką z własnego życia, przytaczając kolorowe porównania i własne przemyślenia. Wiedzę. Bardzo pewny siebie, ale na całe szczęście nie zahacza o arogancję. Wierzy we własne rację i osobę, sam też uważając swoje historyjki za źródło największej prawdy. Szkoda tylko, że znacząca część z nich jest wymyślona. Jest bardzo nieszkodliwym mitomanem. Nie kłamie dla jakiegoś określonego celu, a bardziej dla akceptacji ze strony innych. Stworzenia z siebie zupełnie innej osoby, będącej jego największym źródłem komfortu. Uprzejmy, nie denerwuje się i trudno go zmieszać. Ze wszystkiego potrafi wyjść z twarzą, często chroniąc się od wstydu spokojnym żartem. Optymista uważający, że wszystko da się osiągnąć. Tylko czasami niektóre ścieżki do celu są wyjątkowo kręte. Impulsywny, szybko myśli. Empatyczny, pozytywnie nastawiony do każdego i pełen zrozumienia. Nie naciska i często woli sam przejąć inicjatywę w dyskusji, przytaczając przyjemne tematy do rozmowy dla obydwóch stron, aby nikt nie był urażony. Inteligentny, nie potrzebuje konkretów i kieruje się swoim "widzi mi się" czy też przypuszczeniami. Pasywny, momentami nawet uchodzący za rozleniwionego. Woli rozmowę od działania i potrafi spędzić na niej nawet całe dnie, wymyślając coraz to nowsze opowieści. Czy też koty, które spotkał na swojej wyimaginowanej drodze, już jako Barwna Historia. Bo jego własna osoba właśnie taką historią jest, opowiastką. Nie przejmuje się tym, że może plątać swoje dzieje, każdemu przestawiając ich inną wersję. Nie zwraca na to żadnej uwagi, najbardziej skupiając się na tym, aby jego myśli w pełni opuściły jego pysk. Aby pełen pewności siebie mógł powiedzieć to, czego przez tyle księżyców nie mógł. Dalej kształtował siebie, nawet na niezbyt trwałej ułudzie. Bo najlepiej go ogrzewa. Obejmuje go, twardo trzymając. Nie pozwalając na to, aby w jego ciele tliła się choćby jedna mała iskiereczka wcześniejszego smutku, zmieszania. Braku tożsamości. Spokojny, ale i wyjątkowo bezwstydny robiący to, co żywnie mu się podoba. Nie bojący się mówiąc "a" powiedzieć i "b", a nawet cały alfabet. Maskuje swoje wszelkie pomyłki, sprawnie wygrzebując się nawet z najgłębszego dołu. Oczywiście po szczeblach swoich wymysłów. Odrzuca frustracje z powodu braku kontroli nad niektórymi rzeczami, przyjmując je jako coś naturalnego. Nieodwracalnego. Każdą niedoskonałość, odmienność. Nie widzi najmniejszego sensu w przejmowaniu się nimi, chwytając tym samym wszystkie kłody rzucane mu pod nogi.
Patrzył na niego przez chwilę, jakby w zadumie. Lecz prawda jest taka, że w głowie kocura nie gościło wcale żadne zamyślenie. Prawda, w płytkiej wodzie można zapomnieć o rybach. Przynajmniej o tych bardziej dorodnych, mających… Jakikolwiek zalążek rozumu. Chyba. Zależy od zwierzęcia. Bo on tak samo jak Szpon – o rybach jedynie słyszał, nigdy jeszcze nie podejmując się polowania na nie.
Nie spodziewał się szczerze, że kocur będzie chciał mu wytykać błąd logiczny, jednak… Uśmiechnął się do niego, mimo wszystko zadowolony z tego, że chociaż odrobinę go słucha. Nawet, jeżeli rozumiał najbardziej podstawowe rzeczy. Nadal w swojej głowie przystał przy swoim stwierdzeniu, jednak pozwolił, aby z jego ust padło niebezpośrednie potwierdzenie słów białego.
— Żywych z pewnością nie — wyszczerzył się, sprawnie maskując swój niby-błąd. Zmartwił się, słysząc jego namowę do kłamstwa. Z nieco udawaną pokorą; pewną nieśmiałością, odwrócił wzrok, pozostawiając go w grobowej ciszy.
— … Nie mogę kłamać. Gdybym miał udać się na wasze tereny to… Byłoby pewnie z premedytacją. Zdążyłem już tyle przechodzić, że miejsce, w którym się znajduję potrafię poznać z samego smaku ziemi… Z resztą… Jakbym skłamał, to… — zastopował, przerywając swoją wypowiedź i przełykając ślinę. — … To historia na inną porę, mój drogi
Roześmiał się. Z klanu? Jasne, że nie. Był samotnikiem z charakteru, wyboru, pochodzenia i wszystkiego innego.
— Nie ma mowy! Miałem przodków z klanu, ale się z niego wynieśli, bo nie podobał im się system narzuconych tam zasad. I moja rodzina… W pewnym sensie, aby nie zapomnieć o naszych korzeniach - nie zatrzeć śladu, który wyprowadził nas z klanu na ziemie niczyje, ma tradycję przyjmowania właśnie takich imion. A ja… Wstyd trochę się przyznać, ale ledwo co o nich wiem — pokręcił głową. Wiedział odrobinę o klanach, ale… Nigdy na własne oczy nie widział, jak funkcjonują. I chyba nie chciałby zobaczyć, zważając na to, że już z jednego teoretycznego klanu uciekł. Nie dla niego życie w skupisku, w tłumie. Zatapianie się w futra innych kotów, po drabinie na szczyt. Po drabinie do jakiejkolwiek rozpoznawalności.
— Owszem, owszem. Niczym łabędź – elegancki, piękny, niezbrukany… Istota wyglądająca tak łagodnie, jednak tylko z wierzchu. Bo fakt faktem potrafi się obronić i nie będzie się wahać tego zrobić w chwili zagrożenia, nie zważając na swój perfekcyjny wygląd — bezpodstawne komplementy, wymyślone na poczekaniu. Ale i takimi z pewnością się zadowoli jego rozmówca.
— Hm… Skoro tak, muszę przybliżyć ci pewną… Rzecz. Pamiętasz, jak wcześniej wspominałem, że nie mogę kłamać? No właśnie. Jeżeli tylko to zrobię, język mi uschnie i odpadnie. Dlatego poszukiwałem rośliny zwanej orlim lotem, która mogłaby uleczyć mnie z przekleństwa, przypisanego mi przez los… A chcesz usłyszeć, co napotkałem podczas mojej dzisiejszej podróży, czy ten temat cię zanudzi? — uniósł jedną brew pytająco, czekając na jakieś potwierdzenie z jego strony.
- Awww, czemu na inny raz? Jak zacząłeś to możesz mówić! Obiecam, że... że... że udam, że nigdy nie słyszałem tej historii, nawet jak mi ją powiesz, na mały paluszek! - jęknął głośno, uszy odsunął do tyłu. Jak to tak, zaczynać i nie kończyć?! Bezczelność! Co prawda, nie mógł wiele zrobić by spotkała go sprawiedliwość w tym co się stało i mu odpowiedział tę historię, ale wyrazić swoje niezadowolenie i obiecać że będzie milczeć, jeśli faktycznie zdradzi mu coś więcej. - Ooo... a ja mogę ci o Klanach opowiedzieć. Nie, żebym się przechwalał, ale jestem ekspertem w sprawie Klanów! Wiem o nich... praaawie wszystko, ale to i tak na tyle dużo, że jestem jak prawdziwy ekspert, serio! - zaproponował czym prędzej, pokazując mu do tego szereg zębów w uśmiechu. Dziwne tak, nie wiedzieć o miejscu skąd się jest. Szpon sobie tego nie wyobrażał, bo jakby nie było - on wszędzie wścibiał nos, w każdą jedną sprawę. Nawet gdyby nie wiedział skąd się wziął wstępnie, zrobiłby wszystko, żeby się dowiedzieć tego czym prędzej. Taki już był, nic tego chyba nie zmieni.
Później chwilę milczał, wydając z siebie cichy pomruk. - Mmm... nie wiem, Łabędź jakiego ja znam jest trochę... mało... zgrabny. Jest masywny i wielki i ciężko chodzi... i... no... ja chcę być ładniejszy. Nie, żeby on był brzydki czy coś, żeby nie było!!!!! Ale... ja chcę... Bardziej? - uśmiechnął się krzywo, w wyraźnym dyskomforcie przyznawania się do tej sprawy. Tu mógł. Nie było tutaj nikogo, kto mógłby go oceniać. Chociaż nie, inaczej. Oceniać mógłby go każdy. Nie obchodziło go to w najmniejszym stopniu. Nie chciał, aby słyszał o tym ktokolwiek z jego rodziny. Nie Noc, nie Kora, nie mama, a już na pewno nie tata. Może przesadzał, ale... nie chciał, po prostu. Jak nie bał się niczego, tak tutaj byłby niepewny reakcji. - Zresztą, nie ważne. Będę wyglądał najlepiej jak tylko będę mógł, wiesz? Drugiego tak ślicznego kocura nie znajdziesz!
I znów - uśmiech. Pewny siebie, dumny z postanowienia. Najśliczniejszy kocur na świecie. Już nim był! Ale jak dorośnie, może będzie jeszcze śliczniejszy.
W następstwie, słysząc historyjkę, uniósł brew do góry. Język uschnie? Brzmiało jak bajka do kociąt. Z drugiej strony, wyjaśnił mu coś, co chciał wiedzieć - więc cieszył się, że usłyszał to... wyjaśnienie. - Żaden temat mnie nie nudzi! Lubię słuchać o historiach, bo może kiedyś przeżyję podobne?! Chcę ich przeżyć sto! Lub dwieście! Chcę być na tylu przygodach, że aż głowa mała! - nie ważne w sumie gdzie miałyby ona być. Tutaj, w Klanie, w mieście... gdzieś indziej? A byleby coś się ciągle działo. - A czemu miałeś takie przekleństwo? Jak do tego doszło?
Zagadał jeszcze. Klątwa, też coś! A co jak jego taka dopadnie?! Trzeba wiedzieć jak się bronić, co w ogóle je ściąga!
Średniego wzrostu niebieski pręgowany tygrysio point bez bieli o budowie europejskiej i błękitnych oczach. Jest nieco przychudy. Ma zarysowane mięśnie.
pozytywny, pajac, szuka plusów we wszystkim co się dzieje, ambitny, chętny do rozmów, boi się wstydu, szybko się nudzi i łatwo traci koncentrację, milutki, people pleaser, kocha każdego kto go lubi (jak go nie lubi to też go kocha), nienawidzi się kłócić
Dla Kanciarza dzień był jak każdy inny; do Cienia trafi... kiedyś, a póki co po prostu chodził i szukał jakichkolwiek wskazówek jak się w ogóle tam dostać. Bez specjalnej presji, wiedział że trafi w końcu do siebie, a na ten moment mógł po prostu cieszyć się tym, co jest wokół niego. Nie było śniegu, nie było zimna, nie było niczego co sprawiało, że miałby nie chcieć chodzić i się cieszyć dniem. To jest, khe, mógłby mieć tu jakiegoś towarzysza do rozmowy, bo samemu to wiadomo, nudnawo się robiło... I nie pogardziłby czymś do zjedzenia, do wypicia, i generalnie - po prostu mogłoby być lepiej, niż jak jest teraz. ALE! Mogło być też gorzej. Więc dobrze było się skupiać na pozytywach.
Point trafił akurat na norę, która zdecydowanie była opuszczona. I... nie było w niej niespecjalnie nic ciekawego, ale chociaż mógł się cieszyć tym, że w środku jest ciut chłodniej niż na zewnątrz. Minimalnie, ale zawsze coś!
długie, czarne z białymi znaczeniami futerko niekiedy sterczy mu na boki, żółte oczy; bardzo wysoki, na patykowatych łapach, chuderlak i wypłosz
śmieszny taki, wcale mądry, wieczny optymista, ma trochę problemów z pamięcią, lubi zbierać kwiatki i chodzić na przygody, jego jedna szara komórka dawno temu wyjechała na wakacje i utknęła gdzieś na ciepłych wyspach
Bączkowa Łapa [KW]
Ostatnio coraz odważniej uciekał, znaczy się no, oddalał się od Mruk. Zazwyczaj jak nie patrzyła, a jeszcze częściej jak po prostu na chwilę znikała i kazała mu siedzieć i się nie ruszać. ALE NIE MÓWIŁA, GDZIE MIAŁ SIEDZIEĆ I SIĘ NIE RUSZAĆ! Ha. Ależ ten Ziemniaczek był sprytny. On po prostu czuł zew przygody, też chciał zwiedzać wszystko dookoła tak jak ona! I sam! I jej potem o wszystkim opowiedzieć! No i przecież nigdy nie oddalał się aż tak daleko, nie? Co mogło pójść nie tak? Wszystko było w jak największym porządku!
Podczas swojej niezwykłej samodzielnej przygody postanowił na chwilę odsapnąć i- Och, przepraszam!! Tu zajęte?? Jest tu coś ciekawego? - Nieco się zdziwił, że nora jednak nie była pusta, jak podejrzewał, ale nie był przecież najlepszy w te całe polowania czy inne głupotki, które próbowała wmówić mu mama.
Średniego wzrostu niebieski pręgowany tygrysio point bez bieli o budowie europejskiej i błękitnych oczach. Jest nieco przychudy. Ma zarysowane mięśnie.
pozytywny, pajac, szuka plusów we wszystkim co się dzieje, ambitny, chętny do rozmów, boi się wstydu, szybko się nudzi i łatwo traci koncentrację, milutki, people pleaser, kocha każdego kto go lubi (jak go nie lubi to też go kocha), nienawidzi się kłócić
I miał gościa - jak sobie życzył. Zamrugał dwukrotnie, kiedy usłyszał dziecięcy głosik, a potem aż uszy odsunął. Z matką to przyszło? Bez matki? Jak bez, to w sumie chyba problem. Jak z - cholera, jak pilnuje dzieciaka, że jej nawet nie ma nigdzie w okolicy? Uśmiechnął się półpyskiem, barkami wzruszył. - Trzy pajęczyny, grudka kurzu, trochę kamieni i ziemia... Mógłbym ci nawet coś oddać, ale nie wiem czy miałbyś coś dobrego do dania mi w zamian. No, no - a swoją drogą, co tu robisz? - rzucił w jego kierunku. Bez nerwów, bez stresów. Bo i po co? Jak kiedyś, er, zgarniał Śmierć z terenów i sobie dał radę z nią, to i z tym dzieciakiem sobie poradzi. Tylko musi być cierpliwy i... jaki był. Wyluzowany, bez nerwów.
długie, czarne z białymi znaczeniami futerko niekiedy sterczy mu na boki, żółte oczy; bardzo wysoki, na patykowatych łapach, chuderlak i wypłosz
śmieszny taki, wcale mądry, wieczny optymista, ma trochę problemów z pamięcią, lubi zbierać kwiatki i chodzić na przygody, jego jedna szara komórka dawno temu wyjechała na wakacje i utknęła gdzieś na ciepłych wyspach
Bączkowa Łapa [KW]
Kiwał powoli głową z każdą kolejną wymienianą przez nieznajomego rzeczą. Same wspaniałości! Ależ mu się trafił dobry łup, nie ma co!
- Ale ekstra! Nie nie, ja nic nie chcę, to w końcu twoje znaleziska! - Jakby chciał jakąś z tych rzeczy na własność, to zapewne mógłby znaleźć je gdzieś w okolicy. Może nie te same, ale podobne, a dla Ziemniaczka to było wystarczające. - Yyyy...poszedłem na spacer! Tak! Na miły spacer po okolicy! A ty? - Rozejrzał się niepewnie po wnętrzu - Mieszkasz tu?
Średniego wzrostu niebieski pręgowany tygrysio point bez bieli o budowie europejskiej i błękitnych oczach. Jest nieco przychudy. Ma zarysowane mięśnie.
pozytywny, pajac, szuka plusów we wszystkim co się dzieje, ambitny, chętny do rozmów, boi się wstydu, szybko się nudzi i łatwo traci koncentrację, milutki, people pleaser, kocha każdego kto go lubi (jak go nie lubi to też go kocha), nienawidzi się kłócić
Tym lepiej dla nich obu, bo gdyby Kanciarz miał się natknąć w pajęczynie na pająka - aj! Niespecjalnie chyba mu się to uśmiechało. Niemniej, zgodnie z dobrą grą, pomachał lekko głową na boki, a i później uśmiechnął się pod nosem, niby na znak, że "szkoda, ale nie szkodzi". - Spacerujesz... a twoja mama wie o tym? Wiesz, tutaj średnio jest miło i bezpiecznie, więc czasem lepiej nie być samemu... w ogóle, nigdzie. Szczególnie jak się jest niezbyt dorosłym jeszcze! Bo ty, to ile masz księżyców, gagatku mały? - zagadał, odsuwając się trochę na znak, że jak chce, to może wejść. Jemu, to tak szczerze, jedno było! - Nieee, ja mieszkam gdzieś...err... w okolicy! Ale nie tutaj.
długie, czarne z białymi znaczeniami futerko niekiedy sterczy mu na boki, żółte oczy; bardzo wysoki, na patykowatych łapach, chuderlak i wypłosz
śmieszny taki, wcale mądry, wieczny optymista, ma trochę problemów z pamięcią, lubi zbierać kwiatki i chodzić na przygody, jego jedna szara komórka dawno temu wyjechała na wakacje i utknęła gdzieś na ciepłych wyspach
Bączkowa Łapa [KW]
Czy mama o tym wiedziała? A skąd! Jakby tylko wiedziała, to pewnie już dawno siedziałby w nowo wykopanym dołku, a ona prawiłaby mu kolejne kazanie. Uśmiechnął się na samo wspomnienie. Jak ona o niego dbała! I jak bardzo by się zdenerwowała, wiedząc, że nazywa ją mamą!
- Tak! Oczywiście! Odpoczywa sobie niedaleko, a ja postanowiłem zrobić mały, malusieńki spacerek! - Może kłamał, ale tylko połowicznie, bo w końcu nie oddalił się od niej aż tak. - Chcę pozwiedzać, a potem jej opowiedzieć, co widziałem i może pokazać! - Skoro kot mu dawał wejść, to oczywiście, że młody skorzystał, gramoląc się do środka i przysiadając, myśląc nad pozostałym pytaniem, na które jeszcze nie udzielił odpowiedzi. - Umm cztery! Albo pięć! W sumie to nie wiem do końca, ale mama mówiła, że jakoś tyle. - Pokiwał ochoczo głową, bo jemu pasowało takie określenie. Nie skomentował informacji o miejscu zamieszkania nieznajomego, kontynuując kiwanie głową, żeby dać mu znak, że przyjął to do wiadomości. - To co tu robisz?? I jestem Ziemniaczek! - W końcu rozmowa bez przedstawienia się była niemiła, prawda??
Średniego wzrostu niebieski pręgowany tygrysio point bez bieli o budowie europejskiej i błękitnych oczach. Jest nieco przychudy. Ma zarysowane mięśnie.
pozytywny, pajac, szuka plusów we wszystkim co się dzieje, ambitny, chętny do rozmów, boi się wstydu, szybko się nudzi i łatwo traci koncentrację, milutki, people pleaser, kocha każdego kto go lubi (jak go nie lubi to też go kocha), nienawidzi się kłócić
A…ha, niech będzie. Nie miał w sumie podstaw mu nie wierzyć w te słowa, czemu miałby? Jak jest gdzieś w okolicy, po prostu później go do niej odprowadzi. - Skoro tak… ale tutaj do zwiedzania super dużo nie ma. W ogóle, Klany są niedaleko! A jak na teren takiego wejdziesz, to mogą cię przegonić. No, na pewno to zrobią! A wiesz, nie warto chyba sobie nimi psuć humoru - mruknął, chyba bardziej ostrzegawczo niż po cokolwiek innego. Bo faktycznie, wtargnięcie na teren żadnego z Klanów nie byłoby dobrym pomysłem. Jakby jeszcze ktoś wpadł na Puchacz? Kanciarz ją lubił, śmieszna była, nawet jak mało rozmowna, ale kto wie co zrobi innym!
Do pięciu księżyców… mało. Mniej niż terminator. Ale on sam chyba w takim wieku zaczynał podróże i tym podobne? Nie mógł więc mówić mu, że tak nie wypada. Ale pilnować go, żeby nic się mu nie działo, mógł jak najbardziej! - Też zwiedzam. Świat jest wielki, wiesz?? I w sumie, jest dużo miejsc jakich jeszcze nie widziałem. Tu na przykład, jestem tu pierwszy raz! Ja to Kanciarz - odparł zaraz, kiwając głową. Tak, by i on wiedział jak się do starszego zwracać.
długie, czarne z białymi znaczeniami futerko niekiedy sterczy mu na boki, żółte oczy; bardzo wysoki, na patykowatych łapach, chuderlak i wypłosz
śmieszny taki, wcale mądry, wieczny optymista, ma trochę problemów z pamięcią, lubi zbierać kwiatki i chodzić na przygody, jego jedna szara komórka dawno temu wyjechała na wakacje i utknęła gdzieś na ciepłych wyspach
Bączkowa Łapa [KW]
Ziemniaczek był przekonany, że nawet najmniej interesujące miejsce mogło być pełne rzeczy do oglądania i zachwycania się, chociaż to nie na tej części wypowiedzi się skupił.
- Klany? Co to są Klany? I czemu miałyby mnie przeganiać? - Zamyślił się, po Mruk mu nigdy o czymś takim nie mówiła. Teraz musiał się dowiedzieć o nich wszystkiego! A przynajmniej tyle, ile się dało! Klany brzmiały jak zupełnie nowe miejsca pełne przygód, więc zamierzał wyciągnąć z kota jak najwięcej informacji, a potem je wszystkie przekazać mamie. Nawet jakby miał to robić z głębokiego dołka.
- Ja też jestem tu pierwszy raz! - Uśmiechnął się, przebierając łapkami w miejscu. - Fajne imię! - Pochwalił kocura, bardzo zadowolony z tego, że jednak na wycieczkę się wybrał, bo poznał kogoś nowego.
Średniego wzrostu niebieski pręgowany tygrysio point bez bieli o budowie europejskiej i błękitnych oczach. Jest nieco przychudy. Ma zarysowane mięśnie.
pozytywny, pajac, szuka plusów we wszystkim co się dzieje, ambitny, chętny do rozmów, boi się wstydu, szybko się nudzi i łatwo traci koncentrację, milutki, people pleaser, kocha każdego kto go lubi (jak go nie lubi to też go kocha), nienawidzi się kłócić
- Takie grupki kotów. Mają kodeks, wojowników, przywódców i... w ogóle, dużo tam rzeczy! A przeganiać, bo to ich teren. I jak ktoś nie jest od nich, to nie może wejść na ich teren... - chociaż to głupie. Ziemniaczek tutaj to, nawet by nie wiedział przecież, że tak nie wolno. I czemu miałby mieć przez to kłopoty? Nie robił tego celowo. Zgubił się. - Mm... oboje jesteśmy! Całkiem tu fajnie, co nie? Nie ma co prawda za dużo rzeczy, na których można zawiesić oko, aaaale... wiesz, skoro to miejsce jest w sumie niczyje, to możemy udawać, że jest nasze, co? - zagadał zaraz. Mogli się bawić, czemu nie. Nikt ich stąd akurat nie wygoni przecież!
długie, czarne z białymi znaczeniami futerko niekiedy sterczy mu na boki, żółte oczy; bardzo wysoki, na patykowatych łapach, chuderlak i wypłosz
śmieszny taki, wcale mądry, wieczny optymista, ma trochę problemów z pamięcią, lubi zbierać kwiatki i chodzić na przygody, jego jedna szara komórka dawno temu wyjechała na wakacje i utknęła gdzieś na ciepłych wyspach
Bączkowa Łapa [KW]
- Och! To brzmi bardzo ciekawie! A ty jesteś z takiego Klanu? Możesz mi jeszcze coś o nich opowiedzieć?? - Ciekawość w Ziemniaczku rosła z każdym kolejnym słowem. - I powiem mamie wszystko, żebyśmy uważali i do nich nie weszli! Nie chcę, żeby coś jej się stało... - Był przekonany, że Mruk z każdym dałaby sobie radę, ale wolał nie ryzykować niebezpieczeństwa!
- Bardzo fajnie! - Przytaknął ochoczo, chociaż z pyszczka Ziemniaczka te słowa nie miały zbyt dużej wagi. Wszystko było dla niego bardzo fajne albo wspaniałe. - Oooo! Jak taka sekretna kryjówka tylko dla nas? - Oj, o tym mamie na pewno nie powie, to będzie tajemnica! Między nim a nowym kolegą!
Średniego wzrostu niebieski pręgowany tygrysio point bez bieli o budowie europejskiej i błękitnych oczach. Jest nieco przychudy. Ma zarysowane mięśnie.
pozytywny, pajac, szuka plusów we wszystkim co się dzieje, ambitny, chętny do rozmów, boi się wstydu, szybko się nudzi i łatwo traci koncentrację, milutki, people pleaser, kocha każdego kto go lubi (jak go nie lubi to też go kocha), nienawidzi się kłócić
- Jestem z Klanu Cienia... i w sumie, powoli tam wracam! Wiesz, na spacer wyszedłem, trochę mnie nie było, a teraz wypada wrócić. Mama pewnie się martwi - może. Kto tam wie?... Równie dobrze mogłaby o nim zapomnieć, czy uznać że faktycznie jak głupi się zgubił, to w końcu też wróci. Zawsze wracał. Jeśli mama była jakkolwiek podobna do niego, powinna myśleć w ten sam sposób. Wyszedł to wróci. - Tylko w sumie, co chciałbyś wiedzieć? W Klanach jest dużo rzeczy do gadania! Wiesz, tam jest... no, Klan cały!
Bo ha, skoro wiedział o tym miejscu wszystko, jasne że nie wiedział nawet od czego zacząć! A jak Ziemniaczek coś popyta, tooo... może łatwiej będzie zacząć! - Aha, dokładnie!
długie, czarne z białymi znaczeniami futerko niekiedy sterczy mu na boki, żółte oczy; bardzo wysoki, na patykowatych łapach, chuderlak i wypłosz
śmieszny taki, wcale mądry, wieczny optymista, ma trochę problemów z pamięcią, lubi zbierać kwiatki i chodzić na przygody, jego jedna szara komórka dawno temu wyjechała na wakacje i utknęła gdzieś na ciepłych wyspach
Bączkowa Łapa [KW]
- To tak jak ja! - Ale byli do siebie podobni! Ziemniaczkowi bardzo się ten fakt podobał, lubił poznawać podobne koty. Mruk wyglądała jak on, a ten tutaj robił podobne rzeczy i to było takie fascynujące. - Moja mama też się pewnie martwi, więc nie będę mógł za długo tu zostać... - Przyznał z lekkim zawodem w głosie, bo przecież tak miło im się siedziało, ale jednocześnie z mamą też było fajnie.
- Jeśli ty jesteś z Klanu Cienia, to są też inne? Ile ich jest? Jak się nazywają? Czy czymś się różnią? Jak można do nich trafić? - Głęboki wdech - Jak to jest być w takim Klanie, fajnie?