Gąska nie jest wysoka, jej wzrost można określić jako przeciętny, nadrabia to jednak swoją całkiem krępą budową. Nie, nie jest gruba. Ma po prostu... ładne kształty, nie to co te chuderlawe, długołape kotki, które nawet imię własnego klanu powinno zwiewać. Pysk ma raczej okrągły, tak samo wygląda kwestia jej dużych oczu o zielonych tęczówkach. Sierść kotki jest krótka, acz bardzo gęsta, o barwie złotej, jednakże wzdłuż linii kręgosłupa i na końcu ogona część składających się na jej futro włosów przybrała kolor czarny. Łapy kotki nie są ani długie, ani krótkie, długi jest natomiast ogon, bardzo puszysty, miękki i gruby, który potrafi plątać się jej pod łapami, jeśli zapomni o tym, by zwracać na niego uwagę. Od jakiegoś czasu sierść kotki stała się znacznie bardziej matowa, nie jest już tak lśniąca i wyczyszczona, jak była dawniej. Całości dopełniają zmęczone spojrzenie i zapuchnięte ze zmęczenia oczy.
Apatyczna, pozbawiona woli do życia, mało rozmowna.
Uśmiechnęłam się do niego, widząc, że zareagował tak, jak przewidziałam – był… miły. Nadal. Nie zaatakował mnie tak, jak wcześniej zrobiła to moja siostra. Mało tego, z początku zrobił zaskoczoną minę, co było w sumie do przewidzenia, bo większość terminatorów zapewne nie dziękowało swoim mistrzom za trening, uważając to jedynie za ich obowiązek i ignorując to, że ktoś musiał poświęcić im swój wolny czas. Owszem, niby był to ich obowiązek, ale mogli wykonywać go byle jak, a mogli się starać… tak, jak Zajęczy Sus. - Maaaam – odpowiedziałam, uśmiechając się do niego i postanawiając, że ja również będę dla niego miła, nawet milsza, niż do większości innych kotów. - Uczysz mniee, i tak się staraasz, i jesteś miłyyy – odpowiedziałam mu, uśmiechając się jeszcze szerzej. Nikt nie będzie mi mówić, że nie powinnam dziękować, kiedy ja uznałam, że tak mówić należy! Oczywiście, nie reagowałam na to złością czy jakimikolwiek negatwnymi emocjami, w końcu to nie jego wina, że był uprzejmy i z powodu tej uprzejmości stwierdzał, że ja tak się zachowywać nie muszę, bo to, że nie muszę, wiedziałam doskonale. Najważniejsze było to, że tak chciałam, bo taki właśnie był mój zamysł. - Będę ćwiiiczyć – obiecałam mu z uśmiechem, który można było określić jako miły i zapewniający o tym, że naprawdę zamierzałam to robić. Walka i tego typu czynności nie były w moim stylu – wolałam słowne dyskusje, w których radziłam sobie zaskakująco dobrze, zupełnie, jakbym wykazywała inteligencję większą, niż ta posiadana przez moich rówieśników. - Mysz taak, żeby mnie nie wyczułaa… - urwałam, zastanawiając się, jak niby miałaby nie poczuć mojej woni. Na pewno jakoś się dało, bo przecież inaczej zapewne by mnie nie pytał. Milczałam więc, postanawiając podejść ten problem z drugiej strony – jakim cudem docierały do nas zapachy? Spojrzałam się w prawą stronę, w kierunku mistrza, w nos zawiał mi chłodny podmuch wiatru, który przyniósł jego woń. Spojrzałam w drugą stronę, wiatr wiał mi w tył głowy… i nadal czułam jedynie trop Zajęczego Susa. - Chodzi o wiaatr, prawdaaa? – spytałam, próbując wyciągnąć jak najwięcej wniosków z mojej obserwacji. - Jeśli wieje w noos, to czuć to, co jest po strooniee, z której wiejee, jak wieje w tył głowyyy, to to samoo, czyliii… musi wiać nam w noos? – spytałam się go, wpatrując się w sylwetkę mistrza oczami błyszczącymi wręcz od ciekawości. - Skoro króólik usłyszyy, to trzeba być cichoo, a skooro ptak zobaczyy, to trzeba… się jakoś ukryyć? – spytałam, w moim głosie zabrzmiała lekka niepewność. Uznałam jednak, że będzie lepiej, jeśli się wypowiem, bo może dzięki temu bardziej mnie polubi.
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Nie wyobrażał sobie, żeby się nie starać na treningach. To nie chodziło nawet o to, że to był jego obowiązek, po prostu to była… oczywistość, a przede wszystkim: jego odpowiedzialność. Jego odpowiedzialność za to, jakim wojownikiem będzie dany kot. Jego odpowiedzialność za to, że ten kot pozostanie lojalny wobec klanu, wobec Kodeksu Wojownika, wobec zasad rządzących tym życiem… wreszcie: jego odpowiedzialność za to, że ten kot będzie w stanie obronić nie tylko siebie, ale także swoich bliskich. Nie mógł wkładać w treningi mniej wysiłku i… dlatego właśnie zareagował tak, jak zareagował – zdziwieniem, chociaż na pewno zrobiło mu się trochę miło, że złocista kotka doceniła jego starania. Ale nie musiała, nie po to to robił.
– Na wiatr zawsze musisz zwracać uwagę. Tu nie chodzi o zapach, nie do końca, a raczej o drżenia ziemi, jakie wywołuje każdy nasz krok. Żeby je zminimalizować, należy przenieść ciężar ciała na tylne łapy, co przydaje się przy każdej zwierzynie, bo wtedy stąpasz ciszej i lżej, ale przy gryzoniach jest to po prostu koniecznością. To samo dotyczy kretów, gdy podchodzisz do kopca… i w sumie wydaje mi się, że bezpiecznie by było także robić to samo przy wężach, jaszczurkach i innych takich – odparł. W gruncie rzeczy o wietrze już mówił na początku, przed pokazaniem kotce pozycji łowieckiej, ale wolał teraz to powtórzyć i sprostować. To, że kot nie poruszał się pod wiatr, było jednym z najczęściej popełnianych błędów na polowaniu, z tego co zauważył, a to najczęściej kosztowało terminatora czy wojownika zwierzynę. – Przy zającach i królikach faktycznie, tu trzeba zwrócić szczególną uwagę na cichy oddech, a z ptakami masz rację. Można to osiągnąć na różne sposoby – chowając się za trawami, drzewami, kamieniami, albo podchodzić ptaka od tyłu lub z boku… no, i ewentualnie, jak nie masz za bardzo możliwości, by zrobić którąś z tych rzeczy, to możesz zamierać w bezruchu. Dobrze, to… to chyba tyle. Masz jakieś pytania? Bo jak nie, to możesz spróbować polowania. Chciałbym, byś dzisiaj upolowała co najmniej dwa piszczki.
Gąska nie jest wysoka, jej wzrost można określić jako przeciętny, nadrabia to jednak swoją całkiem krępą budową. Nie, nie jest gruba. Ma po prostu... ładne kształty, nie to co te chuderlawe, długołape kotki, które nawet imię własnego klanu powinno zwiewać. Pysk ma raczej okrągły, tak samo wygląda kwestia jej dużych oczu o zielonych tęczówkach. Sierść kotki jest krótka, acz bardzo gęsta, o barwie złotej, jednakże wzdłuż linii kręgosłupa i na końcu ogona część składających się na jej futro włosów przybrała kolor czarny. Łapy kotki nie są ani długie, ani krótkie, długi jest natomiast ogon, bardzo puszysty, miękki i gruby, który potrafi plątać się jej pod łapami, jeśli zapomni o tym, by zwracać na niego uwagę. Od jakiegoś czasu sierść kotki stała się znacznie bardziej matowa, nie jest już tak lśniąca i wyczyszczona, jak była dawniej. Całości dopełniają zmęczone spojrzenie i zapuchnięte ze zmęczenia oczy.
Apatyczna, pozbawiona woli do życia, mało rozmowna.
Słuchałam uważnie, tego, co do mnie mówił, słuchałam, starając się zapamiętać. I to by było na tyle, jeśli chodziło o mój udział, choć przez chwilę rozproszyło mnie słońce, które sprawiło, że sierść na kawałku urwanego ucha Zajęczego Susa zabłyszczała nieco w słońcu. Oczywiście nie w tak piękny i zjawiskowy sposób, w jaki mogła zrobić to moja, ale jednak... troszeczkę. Zastanawiałam się, co mogło być na tyle wrogie ( jeśli nie była to Śnieżynka ) żeby urwać komuś całe ucho...? Owszem, uczono mnie o polowaniu, ale co z tymi wszystkimi zwierzętami, na które musiałam uważać? Co z tymi groźnymi mieszkańcami lasu...? - Postaram sięęę - odpowiedziałam, uśmiechając się do syna Miętowookiej i spróbowałam ponownie przybrać pozycję łowiecką. Najpierw ugięłam łapy, potem spróbowałam przenieść ciężar ciała na tylne... zadrżało one trochę przy tym, a ogon, którego jeszcze nie uniosłam, zaszurał nieco o ziemię, co mnie nieco rozproszyło, po chwili jednak uniosłam go do tej samej płaszczyzny, co ciało. Sprawdziłam, z której strony wieje wiatr - czułam podmuch, który sięgał mojego policzka - i odwróciłam się tak, żeby to właśnie w moim kierunku się poruszał. Spróbowałam ściszyć mój oddech i... ruszyłam przed siebie, starając się uważnie rozglądać i utrzymać się w pozycji łowieckiej, a także pilnować wiatru. Liczyłam na to, że nie zawiodę Zajęczego Susa. W końcu, tak samo jak inni, powinien mnie lubić. Wszyscy powinni mnie lubić. O to mi głównie w tej chwili w życiu chodziło.
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Zajęczy Sus, jak to zawsze gdy jego terminatorzy uczyli się polowania, usunął się z widoku, pozostając jednak na tyle blisko, by z jednej strony chociaż trochę widzieć Gąskę, a z drugiej – w razie czego móc szybko zareagować na jakieś zagrożenie. Mimo wszystko te tereny nie były taką sielanką, by mógł sobie pozwolić na utratę czujności i nie pilnowanie świeżo mianowanej terminatorki. Gęsia Łapa została więc sama, ale dalej majaczyły jej sylwetki terminatorów i ich mistrzów, musiała więc obrać jakiś bardziej konkretny kierunek, bo na Wyjących Wzgórzach prawdopodobnie nic nie złapie – zwyczajnie za dużo się tu działo, nawet jeżeli nie bezpośrednio obok niej.
Gąska nie jest wysoka, jej wzrost można określić jako przeciętny, nadrabia to jednak swoją całkiem krępą budową. Nie, nie jest gruba. Ma po prostu... ładne kształty, nie to co te chuderlawe, długołape kotki, które nawet imię własnego klanu powinno zwiewać. Pysk ma raczej okrągły, tak samo wygląda kwestia jej dużych oczu o zielonych tęczówkach. Sierść kotki jest krótka, acz bardzo gęsta, o barwie złotej, jednakże wzdłuż linii kręgosłupa i na końcu ogona część składających się na jej futro włosów przybrała kolor czarny. Łapy kotki nie są ani długie, ani krótkie, długi jest natomiast ogon, bardzo puszysty, miękki i gruby, który potrafi plątać się jej pod łapami, jeśli zapomni o tym, by zwracać na niego uwagę. Od jakiegoś czasu sierść kotki stała się znacznie bardziej matowa, nie jest już tak lśniąca i wyczyszczona, jak była dawniej. Całości dopełniają zmęczone spojrzenie i zapuchnięte ze zmęczenia oczy.
Apatyczna, pozbawiona woli do życia, mało rozmowna.
Po chwili zorientowałam się, że coś było nie tak - o ile przy rozmowie z Zajęczym Susem nie zwracałam większej uwagi na hałas, o tyle podczas ciszy, jakiej wymagała moja próba polowania nie miałam już aż takiego problemu z dostrzeżeniem go i zorientowałam się, że zostałam przez mojego mistrza podpuszczona. Oczywiście nie od razu - najpierw, przez jakiś czas, szłam przed siebie, zastanawiając się, czy to normalne, że w miejscu, w którym miałam polować zwierzyny zbytnio nie było i czy to wina pecha, czy moja, czy może jest to jakiś inny czynnik. Kiedy okazało się, że to inny czynnik... westchnęłam cicho, po czym na ugiętych łapach, z ciężarem przeniesionym na te tylne i kończynami drżącymi leciutko od nieznanego wcześniej wysiłku, pamiętając także i o tym, aby mój brzuch i ogon nie szuraly po ziemi, a ten ostatni lokował się w tej samej płaszczyźnie, co reszta ciała, w kierunku, z którego w danym momencie wiał wiatr, planując oddalenie się od terenów treningowych, nie mając jednak pewności, czy te, na które zmierzam, obfitują w zwierzynę, w końcu o terenach klanu wichru wiedziałam tylko to, że należą do mojego klanu, że mają jakieś granice i że w nich mieszczą się Wyjące Wzgórza oraz Barwna Łąka.
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Oddalenie się od Wyjących Wzgórz z pewnością dobrze zrobiło Gęsiej Łapie, która przestała po pewnym czasie słyszeć odgłosy rozmów kotów. Teraz kotka miała przed sobą drzewa, a bardziej na lewo widziała trawiastą równinę… wreszcie dostrzegła jakiś ruch mniej więcej dwie długości drzewa od siebie, w okolicy Płaczących Wierzb. Przechadzał się tam spory królik, na zmianę grzebiący w ziemi i myjący sobie pyszczek. Najwyraźniej nie zorientował się, że niedaleko przebywa jakiś kot.
Gąska nie jest wysoka, jej wzrost można określić jako przeciętny, nadrabia to jednak swoją całkiem krępą budową. Nie, nie jest gruba. Ma po prostu... ładne kształty, nie to co te chuderlawe, długołape kotki, które nawet imię własnego klanu powinno zwiewać. Pysk ma raczej okrągły, tak samo wygląda kwestia jej dużych oczu o zielonych tęczówkach. Sierść kotki jest krótka, acz bardzo gęsta, o barwie złotej, jednakże wzdłuż linii kręgosłupa i na końcu ogona część składających się na jej futro włosów przybrała kolor czarny. Łapy kotki nie są ani długie, ani krótkie, długi jest natomiast ogon, bardzo puszysty, miękki i gruby, który potrafi plątać się jej pod łapami, jeśli zapomni o tym, by zwracać na niego uwagę. Od jakiegoś czasu sierść kotki stała się znacznie bardziej matowa, nie jest już tak lśniąca i wyczyszczona, jak była dawniej. Całości dopełniają zmęczone spojrzenie i zapuchnięte ze zmęczenia oczy.
Apatyczna, pozbawiona woli do życia, mało rozmowna.
Gdy zauważyłam jakiś ruch w oddali, zamarłam na chwilę, próbując przypomnieć sobie wszystko, co mówił mi Zajęczy Sus. Nie chciałam popełnić błędu i pokazać się od tej mniej udanej strony, jak każdy terminator z resztą. Po pierwsze, miałam iść pod wiatr - upewniłam się, że ten wieje mi w nos i faktycznie tak było. Po drugie, musiałam iść nisko na nogach, z ciężarem przeniesionym na te tylne, ogon miałam trzymać w tej samej płaszczyźnie, co ciało, nie mówiąc już o poruszaniu się tak cicho, jak to tylko było możliwe. Przypomnienie sobie wszystkiego, co usłyszałam całkiem niedawno zajęło mi zaledwie ćwierć uderzenia serca. Dopiero wtedy ruszyłam przed siebie, powolutku, przestrzegając wszystkich zasad, które sobie przypomniałam i stopniowo skradając się do czegoś, co było królikiem, a mogło zostać moją pierwszą zdobyczą. Spróbowałam przybliżyć się do niego tak bardzo, jak to tylko było możliwe, po czym, jeśli mu się to udało, uznałam, że go zaskoczę, skacząc na niego, żeby złapać go za gardło, które wydawało mi się wrażliwym miejscem. Tam chciałam zatopić swoje śnieżnobiałe ząbki, dusząc go i... o dziwo nie czując jakiejś bardzo mocnej ekscytacji, o której opowiadali wracający z polowań terminatorzy. Podbiegam, zabijam i... to tyle? Tak o? Po prostu? Trudno było mi w to uwierzyć.
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Jak to tam szło? Królik usłyszy? No właśnie. Usłyszał. Zarówno z powodu tego, że Gęsia Łapa zwyczajnie zapomniała o kontrolowaniu swojego oddechu, a na dodatek… w ogóle nie patrzyła pod łapy, depcząc po suchych listkach leżących na podłożu. Na nic więc zdały się w takim razie inne środki ostrożności i zwierzę już po chwili poderwało głowę, by spojrzeć prosto na kotkę… i rzucić się do ucieczki w stronę Świszczących Traw. Królik miał już na samym starcie przewagę, ale może terminatorka miała jeszcze szansę… jakąś. Minimalną.
Gąska nie jest wysoka, jej wzrost można określić jako przeciętny, nadrabia to jednak swoją całkiem krępą budową. Nie, nie jest gruba. Ma po prostu... ładne kształty, nie to co te chuderlawe, długołape kotki, które nawet imię własnego klanu powinno zwiewać. Pysk ma raczej okrągły, tak samo wygląda kwestia jej dużych oczu o zielonych tęczówkach. Sierść kotki jest krótka, acz bardzo gęsta, o barwie złotej, jednakże wzdłuż linii kręgosłupa i na końcu ogona część składających się na jej futro włosów przybrała kolor czarny. Łapy kotki nie są ani długie, ani krótkie, długi jest natomiast ogon, bardzo puszysty, miękki i gruby, który potrafi plątać się jej pod łapami, jeśli zapomni o tym, by zwracać na niego uwagę. Od jakiegoś czasu sierść kotki stała się znacznie bardziej matowa, nie jest już tak lśniąca i wyczyszczona, jak była dawniej. Całości dopełniają zmęczone spojrzenie i zapuchnięte ze zmęczenia oczy.
Apatyczna, pozbawiona woli do życia, mało rozmowna.
Liście. Miałam ochotę zareagować irytacją, jednak szybko zdałam sobie sprawę, że nie ma to w tej chwili żadnego sensu i rzuciłam się w pogoń za uciekającą zwierzyną, w sumie... nie czując zbyt wiele oprócz zawiedzenia się samą sobą. Musiałam bardziej się starać, inaczej zamiast być najlepsza, tak, jak zawsze chciałam, zostanę za innymi, będę całkowicie w tyle. Kiedy tylko zwierz rzucił się przed siebie, ruszyłam za nim, starając się jak najdalej wyciągać raczej nieprzystosowane do biegu łapy, nie chcąc, aby moja próba spełzła na niczym. Obiecałam sobie, że złapię tego królika i że mistrz będzie ze mnie dumny, a tak... co będzie, jak go nie złapie? Zawiedzie się na mnie pewnie niemal równie mocno, co ja na sobie. Nie mogłam się teraz jednak nad tym skupiać, nie mogłam, bo czekało mnie ważne zadanie - próba - szaleńcza, acz całkiem prawdopodobne, że możliwa do zrealizowana, jeśli dopisze mi szczęście - dogonienia tego, co wcześniej wypatrzyłam. Nie miałam łap przystosowanych do biegania, nie byłam jedną z tych długonogich, smukłych kotek wysokich jak drzewa, jednakże... nadal liczyłam na to, że mi się uda. Odrobinę.
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Gęsia Łapa nie należała do szybkich kotów, podczas gdy zając… z pewnością należał do najszybszych zwierząt spośród tych, na które polowali. Dodajmy do tego dużą początkową przewagę uszaka i mamy efekt: królik zwyczajnie uciekł. W pewnym momencie skręcił ostro i zniknął z pola widzenia terminatorki; najprawdopodobniej zwyczajnie znalazł jakieś schronienie, w którym zamierzał trochę przeczekać i może wtedy co najwyżej z niego wyjść, teraz jednak córka Jodłowej Igły pozostała z pustymi łapami.
Gąska nie jest wysoka, jej wzrost można określić jako przeciętny, nadrabia to jednak swoją całkiem krępą budową. Nie, nie jest gruba. Ma po prostu... ładne kształty, nie to co te chuderlawe, długołape kotki, które nawet imię własnego klanu powinno zwiewać. Pysk ma raczej okrągły, tak samo wygląda kwestia jej dużych oczu o zielonych tęczówkach. Sierść kotki jest krótka, acz bardzo gęsta, o barwie złotej, jednakże wzdłuż linii kręgosłupa i na końcu ogona część składających się na jej futro włosów przybrała kolor czarny. Łapy kotki nie są ani długie, ani krótkie, długi jest natomiast ogon, bardzo puszysty, miękki i gruby, który potrafi plątać się jej pod łapami, jeśli zapomni o tym, by zwracać na niego uwagę. Od jakiegoś czasu sierść kotki stała się znacznie bardziej matowa, nie jest już tak lśniąca i wyczyszczona, jak była dawniej. Całości dopełniają zmęczone spojrzenie i zapuchnięte ze zmęczenia oczy.
Apatyczna, pozbawiona woli do życia, mało rozmowna.
Królik... uciekł. Zatrzymałam się, próbując stłumić zdyszany oddech i patrząc na miejsce, w którym zniknął. Naprawdę liczyłam na to, że mi się uda, tymczasem... nie, nie mogłam teraz nad tym rozmyślać. Później dokładniej przeanalizuję to, co się przed chwilą stało, póki co wiedziałam jedynie jedno - byłam za głośno, podeptałam liście... to nie powinno wyglądać w ten sposób i musiałam to poprawić. Przez chwilę rozważałam odnalezienie kryjówki, w której zniknęła moja niedoszła zdobycz, po trzech uderzeniach serca odrzuciłam jednak tę opcję - czekanie na to, aż zwierzę wyjdzie, z pewnością zajęłoby sporo czasu, a skoro słyszał tak dobrze, to... siedząc pod ziemią bez problemu zauważy, gdzie właściwie się znajduję i pewnie nie da się nabrać. Uspokoiłam oddech i dopiero wtedy ruszyłam przed siebie, po dwóch krokach zniżając się na łapach, ciężar przenosząc na tylne, pilnując, by wiatr wiał mi prosto w nos, a ogon znajdował się w tej samej płaszczyźnie, co reszta ciała. Przy okazji skupiałam się również na tym, aby zarówno on, jak i mój brzuch nie szurały po ziemi, a także żeby nie nadepnąć na żaden patyk albo liście tak, jak ostatnim razem, żeby oddychać cicho i ogólnie rzecz biorąc nie robić hałasu... i, oczywiście, starałam się przy tym rozglądać i węszyć, licząc na to, że jednak uda mi się coś upolować.
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Pierwsza potencjalna zdobycz uciekła Gęsiej Łapie, zostawiając gorzki posmak pierwszej związanej z polowaniem i treningiem porażki. Ale życie bez porażek nie istniało, sęk był jedynie w tym, by się po nich podnieść i iść dalej, nie zaś roztrząsać i się poddawać, prawda? Złocista córka Jodłowej Igły wybrała dalsze szukanie zwierzyny. Tym razem musiała iść zaskakująco krótko, by do jej nozdrzy dotarła kusząca woń małego zwierzęcia, chociaż kotka nie była w stanie jeszcze określić, jakie dokładniej – mimo wszystko była zbyt niedoświadczona, by móc sobie z tym poradzić. Nawet gdyby się rozejrzała, to nie była w stanie dostrzec właściciela tego zapachu… ani nawet go usłyszeć.
Gąska nie jest wysoka, jej wzrost można określić jako przeciętny, nadrabia to jednak swoją całkiem krępą budową. Nie, nie jest gruba. Ma po prostu... ładne kształty, nie to co te chuderlawe, długołape kotki, które nawet imię własnego klanu powinno zwiewać. Pysk ma raczej okrągły, tak samo wygląda kwestia jej dużych oczu o zielonych tęczówkach. Sierść kotki jest krótka, acz bardzo gęsta, o barwie złotej, jednakże wzdłuż linii kręgosłupa i na końcu ogona część składających się na jej futro włosów przybrała kolor czarny. Łapy kotki nie są ani długie, ani krótkie, długi jest natomiast ogon, bardzo puszysty, miękki i gruby, który potrafi plątać się jej pod łapami, jeśli zapomni o tym, by zwracać na niego uwagę. Od jakiegoś czasu sierść kotki stała się znacznie bardziej matowa, nie jest już tak lśniąca i wyczyszczona, jak była dawniej. Całości dopełniają zmęczone spojrzenie i zapuchnięte ze zmęczenia oczy.
Apatyczna, pozbawiona woli do życia, mało rozmowna.
Porażka porażką, trzeba było ją przełknąć i iść dalej, jeśli chciałam nadrobić moje niepowodzenie, dlatego też uśmiechnęłam się nieco, kiedy tylko do mojego nosa dotarła nieznana mi woń. Nieznana, ale... zapewne oznaczająca jedzenie. Ruszyłam więc w tamtym kierunku, próbując utrzymać pozycję łowiecką. Łapy miałam ugięte, ciężar starałam się utrzymać na tych tylnych, podchodząc pod wiatr w kierunku, z którego dochodziła woń... i oczywiście próbowałam nie popełnić swojego wcześniejszego błędu, czyli nie nadepnąć na żadne listki i gałązki, które mogłyby wywołać hałas. Idąc, nie spieszyłam się zbytnio, bo wtedy łatwiej byłoby mi popełnić błąd. Pamiętałam także i o ogonie, który trzymałam w tej samej płaszczyźnie, co reszta ciała, zapewne dość dobrze zlewając się z otoczeniem Pory Opadających Liści ze względu na złoty kolor mojego futra, choć tego akurat absolutnie pewna jeszcze być nie mogłam. Mimo tego miałam nadzieję, że pomoże mi to w jakiś sposób w złapaniu zdobyczy, której woń przywodził do moich nosdrzy wiejący prosto w mój pysk wiatr.
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Zachowanie ostrożności pomogło: Gęsia Łapa nie zaniepokoiła zwierzęcia, które śledziła. Z każdym krokiem zapach stawał się coraz bardziej wyraźny, aż w końcu złocista kotka wyszła zza kępy traw i ujrzała… bardzo płytką norkę parę lisich długości od siebie, z której wystawał kawałek szarego futerka o lekko żółtawym odcieniu i częściowo zwiniętego długiego, nieowłosionego ogonka. Zwierzę było niewielkie i się nie ruszało, a przynajmniej tak to wyglądało z tej odległości.
Gąska nie jest wysoka, jej wzrost można określić jako przeciętny, nadrabia to jednak swoją całkiem krępą budową. Nie, nie jest gruba. Ma po prostu... ładne kształty, nie to co te chuderlawe, długołape kotki, które nawet imię własnego klanu powinno zwiewać. Pysk ma raczej okrągły, tak samo wygląda kwestia jej dużych oczu o zielonych tęczówkach. Sierść kotki jest krótka, acz bardzo gęsta, o barwie złotej, jednakże wzdłuż linii kręgosłupa i na końcu ogona część składających się na jej futro włosów przybrała kolor czarny. Łapy kotki nie są ani długie, ani krótkie, długi jest natomiast ogon, bardzo puszysty, miękki i gruby, który potrafi plątać się jej pod łapami, jeśli zapomni o tym, by zwracać na niego uwagę. Od jakiegoś czasu sierść kotki stała się znacznie bardziej matowa, nie jest już tak lśniąca i wyczyszczona, jak była dawniej. Całości dopełniają zmęczone spojrzenie i zapuchnięte ze zmęczenia oczy.
Apatyczna, pozbawiona woli do życia, mało rozmowna.
Nie rusza się? To w sumie całkiem ciekawa sprawa - czyżbym właśnie znalazła trupa, którego mogłam podnieść z ziemi i potraktować jak zdobycz, którą mogłam zanieść na stos ze spokojnym uśmiechem na pysku? A może jednak coś trzymało zwierzę od spodu...? Nie, tę ostatnią wersję musiałam prędko odrzucić - w końcu wtedy istota, którą obserwowałam, w takim wypadku zapewne piszczałaby i rzucała się do ucieczki, a przynajmniej wiedziałam, że tak zrobiłabym ja - co do innego zwierzęcia mogłam mieć jedynie takie podejrzenia, nie pewność.
Ruszyłam spokojnie w jego kierunku, planując cicho, na ugiętych łapach ( i ciężarze przeniesionym na tylne kończyny ), pokonać dzielącą mnie od niego odległość tak, aby podążając w jego kierunku pod wiatr, z ogonem w tej samej płaszczyźnie, co reszta ciała, próbując zachować ciszę zarówno omijając patyki i liście, jak i oddychając tak cicho, jak tylko mogłam, dotrzeć tak blisko, jak tylko się dało - najlepiej na odległość skoku - i, jeśli udało mi się podejść, to wykonując skok w kierunku zwierzątka z zamiarem złapania jego głowy w własny pysk i... zapewne zaduszenia go? Nie byłam pewna, jak to zrobić, jednakże uznałam, że spróbuję.