Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Jak powiedział, tak zrobił: czekał na swoją nową terminatorkę przy wyjściu z obozu w porze górowania słońca, po zjedzeniu posiłku. Był tego dnia już na patrolu połączonym z polowaniem, także był trochę zmęczony, ale nie aż tak, by nie móc prowadzić treningu. W gruncie rzeczy czuł się nawet… podekscytowany w związku z nową terminatorką. W końcu Lawenda niedawno zakończyła trening i teraz miała już własnego terminatora, a Splątana wciąż była chora, co coraz bardziej go martwiło, także do tej pory w praktyce pozostawał mu tylko Imbirowa Łapa. Trenowanie tylko jednego kota było wręcz dziwne dla buro-białego wojownika, który zdążył się już przyzwyczaić do tego, że trenował parę kotów naraz. Teraz w gruncie rzeczy z przyjemnością podejmował się treningu Gęsiej Łapy. Miał zamiar spotykać się z nią i z Imbirem codziennie, bo mając tylko dwójkę terminatorów mógł sobie na to pozwolić, a dzięki temu oboje mieli szanse dość szybko przejść przez edukację. Przysiadł sobie pod Kolczastym Łukiem, nie blokując przejścia innym, i wypatrując Gąski.
Gąska nie jest wysoka, jej wzrost można określić jako przeciętny, nadrabia to jednak swoją całkiem krępą budową. Nie, nie jest gruba. Ma po prostu... ładne kształty, nie to co te chuderlawe, długołape kotki, które nawet imię własnego klanu powinno zwiewać. Pysk ma raczej okrągły, tak samo wygląda kwestia jej dużych oczu o zielonych tęczówkach. Sierść kotki jest krótka, acz bardzo gęsta, o barwie złotej, jednakże wzdłuż linii kręgosłupa i na końcu ogona część składających się na jej futro włosów przybrała kolor czarny. Łapy kotki nie są ani długie, ani krótkie, długi jest natomiast ogon, bardzo puszysty, miękki i gruby, który potrafi plątać się jej pod łapami, jeśli zapomni o tym, by zwracać na niego uwagę. Od jakiegoś czasu sierść kotki stała się znacznie bardziej matowa, nie jest już tak lśniąca i wyczyszczona, jak była dawniej. Całości dopełniają zmęczone spojrzenie i zapuchnięte ze zmęczenia oczy.
Apatyczna, pozbawiona woli do życia, mało rozmowna.
Przyszłam na trening, a jakże. Uśmiechałam się leciutko, poruszając się niespiesznie, tak, aby wyglądało to ładnie. Przez całe dotychczasowe życie starałam się być ideałem, tak, aby wszyscy mnie polubili - w przypadku Śnieżynki się to niestety nie udało, z przyczyn, których nadal nie potrafiłam zrozumieć - i nie zamierzałam porzucać tego planu, który z kolei prowadził do kolejnego Planu, Planu przez wielkie "P". Przyszłam punktualnie i od razu skierowałam się do Zajęczego Susa, pozwalając, by promienie słońca Pory Opadających Liści oświetlały moje złote, wyczyszczone do perfekcji futro. To był pierwszy dzień treningu, dzień, który bez większego wahania można było nazwać wyjątkowym. - Dzień dobryy, Zajęczy Susiee - powiedziałam do burego kocura z uśmiechem, patrząc na niego błyszczącymi oczami o barwie ciemnej zieleni. Lubiłam ich kolor, tak samo, jak lubiłam analizować wszystko wokół mnie - nawet takie zwyczajne, codzienne rzeczy jak wygląd własnych oczu. Nie mówiąc już o tym, jak z pewnością będą mi się podobały rozważania nad zachowaniem Zajęczego Susa, bo czego jak czego, ale wyglądu Szmalisiowej Gwiazdy ani Sokolego Cienia to on nie miał. Był jednak... miły. A to oznaczało, że jego aparycja może być dla mnie kwestią drugo- lub nawet trzeciorzędną.
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Zastanawiał się, od czego powinien zacząć trening Gąski, ale cóż – standardowo, czas pokaże, zobaczy się, co kotka już wcześniej wiedziała i co umiała, a potem jakoś się resztę… dobuduje na tych fundamentach. Nie musiał czekać długo i nie miał w sumie zbyt wiele czasu na tego typu rozważania, bo Gęsia Łapa zjawiła się punktualnie na czas, na co buro-biały kocur podniósł się na równe łapy. Kiwnął głową na powitanie złotej kotki, po czym ruszył w kierunku Wyjących Wzgórz, które było zdecydowanie najważniejszym miejscem w kontekście treningów.
– Dzień dobry, Gęsia Łapo – powitał się jeszcze. Szedł niespiesznym krokiem, takim, który umożliwiał nadążenie za nim ledwie sześcioksiężycowej kotce, która raczej nie miała jakiejś świetnej kondycji. – Idziemy teraz na Wyjące Wzgórza, na których w większości odbywają się treningi. Na razie będziemy się spotykać przy wyjściu z obozu, bo wolałbym, żebyś nie chodziła sama poza obóz, przynajmniej na razie, dopóki nie nauczysz się walczyć – wyłożył od razu swojej nowej terminatorce swoje, cóż, chyba jedyne oczekiwanie i zasadę, której i tak nie egzekwował jakoś szczególnie skrupulatnie, bo nikomu nie zamierzał dawać całkowitego zakazu wychodzenia z obozu za to, że wyszedł trochę za wcześnie. – Powiedziałabyś mi, czego zdążyłaś się już nauczyć? Na temat życia w klanie, zasad, rang…?
Gąska nie jest wysoka, jej wzrost można określić jako przeciętny, nadrabia to jednak swoją całkiem krępą budową. Nie, nie jest gruba. Ma po prostu... ładne kształty, nie to co te chuderlawe, długołape kotki, które nawet imię własnego klanu powinno zwiewać. Pysk ma raczej okrągły, tak samo wygląda kwestia jej dużych oczu o zielonych tęczówkach. Sierść kotki jest krótka, acz bardzo gęsta, o barwie złotej, jednakże wzdłuż linii kręgosłupa i na końcu ogona część składających się na jej futro włosów przybrała kolor czarny. Łapy kotki nie są ani długie, ani krótkie, długi jest natomiast ogon, bardzo puszysty, miękki i gruby, który potrafi plątać się jej pod łapami, jeśli zapomni o tym, by zwracać na niego uwagę. Od jakiegoś czasu sierść kotki stała się znacznie bardziej matowa, nie jest już tak lśniąca i wyczyszczona, jak była dawniej. Całości dopełniają zmęczone spojrzenie i zapuchnięte ze zmęczenia oczy.
Apatyczna, pozbawiona woli do życia, mało rozmowna.
On się uśmiechał, ja się uśmiechałam - możliwe, że trening faktycznie przebiegnie sprawnie i już wkrótce będę mogła wybrać się na Ziemie Niczyje, aby samodzielnie zbadać sprawę tego dziwacznego kota, na którego to niby musiały uważać zwłaszcza kotki. Zastanawiałam się, dlaczego akurat kotki, a nie kocury, nie mówiąc już o tym, że nie podobało mi się takie naginanie planów, jako, że opóźniało to mój ostateczny Plan. - Jaa... dziękuję, że poszedłeś wczoraj do zastępcyy - dodałam jeszcze, zanim Zajęczy Sus rozpoczął wypytywanie mnie o to, co już wiem, a czego jeszcze się nie dowiedziałam - ku mojemu niezadowoleniu przeważającą kategorią była niestety raczej ta druga. - Alee... Śnieżynka nie będzie mieć przez to problemów, prawdaaa? - spytałam, bo przecież wyrażenie troski o siostrę, nawet, jeśli była to t a k a siostra, było raczej rzeczą jak najbardziej stosowną. Podziękować za to powinnam już wczoraj, ale niestety, nie miałam zbytnio jak tego zrobić. - A czemu one są Wyjąceee? - spytałam się kocura. Skoro miałam dostęp do źródła wiedzy, to zamierzałam pić z niego tak długo, aż wyczerpie się cała dostępna w nim woda. Bo wiedza, co już zdążyłam zauważyć, bardzo się przydawała. Podobnie jak i bycie wojownikiem, bo zwiększało to w tej chwili moje możliwości, których zostanie terminatorem w obecnych okolicznościach raczej nie poszerzało. - Doobrze, nie będę chodzić saama - powiedziałam do niego i uśmiechnęłam się ciepło. W sumie to oboje nie byliśmy zbyt za wysocy - mój wzrost był raczej przeciętny, on również do kocich brzózek nie należał. Robiła się z nas całkiem dobrana para w kwestii mistrz i uczeń, ciekawe, czy moglibyśmy stworzyć parę też... w innych kategoriach? Tak czysto teorytycznie, oczywiście, bo dla mnie obiektem wzoru wyglądu, charyzmy i adresatem wszystkich moich westchnień była przede wszystkim Szmalisiowa Gwiazda, która nigdy nie zadawała mi zbytnio trudnych pytań, za to Zajęczy Sus... to był raptem pierwszy dzień treningu, a ja musiałam już teraz wypuszczać całą moją wiedzę z łapek! Przez chwilę uznałam to za zły pomysł, bo przecież starałam się ją gromadzić przez całkiem długi czas, ale potem uznałam, że jeśli nie powiem mu, co już umiem, to mój mistrz będzie marnował czas na uczenie mnie tego, co wiedziałam, a to opóźni zwiększenie ilości moich możliwości, znajomości, a także możliwości znajomości. - No wieęc... wieem, jak nazywa się każdy kot w klaniee, wieem, jaką ma rangeę, słyszałam jeszcze o Gwiezdnyych, o Ciemnym Lesiee, a, wiem jeszczee, że poprzedni przywódcy umarliii, oprócz Kruczej Gwiazdyy, bo on podobno odszeedł, aaale... nie rozumiem w sumie, dlaczego ktoś miałby opuszczać klaan - powiedziałam, przez chwilę utrzymując nieco smutniejszą minę i głos. - Ale Szmalisiowa Gwiazda nie umrze, prawdaa? Zawsze z nami będziee? I ty teeż? - spytałam się kocura, dalej podążając za nim w kierunku ziem treningowych.
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Czy Gąska powinna mu dziękować za to, że poinformował o sytuacji ze Śnieżynką zastępcę i zarazem nowego mistrza białej kotki? Mógł prawdopodobnie zrobić o wiele więcej, na przykład bezpośrednio skonfrontować siostry, albo po prostu samodzielnie urządzić pogadankę Zaśnieżonej Łapie. Dobrze jednak wiedział, że jest zdecydowanie za miękki do tego typu rozmów, a oprócz tego wierzył w możliwości Sokoła, który zresztą w jakiejś części ponosił teraz odpowiedzialność za zachowanie córki Jodłowej Igły. Pomijając już tę kwestię, to on po prostu… zareagował. Po tym, co ostatnio odbyło się w klanie Wichru, Zajęczy Sus zwyczajnie nie chciał, by kocięta wyrastały w przekonaniu, że takie zachowania są w porządku. Nie chciał, żeby w jego klanie groźby były na porządku dziennym, tak samo wyzwiska, krzyki, kłótnie i kłamstwa, na co akurat przykładem byli Sucha Łapa i Szorstki. Potrząsnął więc lekko głową na znak, że nie było za co dziękować.
– Sądzę, że Sokół tylko z nią porozmawia… wiesz, niektóre zachowania uchodzą kociętom płazem ze względu na to, że czasami mogą one nie wiedzieć, że coś jest niewłaściwe, i tak dalej, ale od terminatorów wymaga się więcej. Także raczej na razie skończy się na rozmowie, tak myślę, jednak jeżeli coś by się znowu… stało pomiędzy wami, to wtedy mogłaby ponieść jakieś konsekwencje. Ale mam nadzieję, że nie – odparł kotce, która w tym wszystkim najwyraźniej martwiła się o swoją siostrę i nie chciała sprawiać jej kłopotów. Ale… cóż, groźby nie były czymś drobnym, co tak po prostu można puścić mimo uszu. Jeżeli były one się powtarzające, to kto wie, czy kot, który je wygłasza, faktycznie by czegoś nie zrobił? Nie znał Śnieżynki i wolał nie zakładać, że ta faktycznie by się zachowała w taki sposób, ale na pewno wolał, żeby Gąska coś takiego zgłosiła teraz, niż żeby coś się wydarzyło. – Gdy wieje bardzo silny wiatr, to właśnie wycie słychać w ich okolicy – odpowiedział. Na szczęście Wyjące Wzgórza były bardzo blisko obozu, także kotka mogła od razu je sobie obejrzeć. Nie był jeszcze pewien, czy dzisiaj przejdą granice, czy może spróbują polowania, ale prawdopodobnie nie zostaną tutaj tego dnia na długo.
Wiedza o imieniu każdego kota w klanie była… nieco zaskakująca, bo kocięta raczej nie uczyły się imion aż każdego kota, ale prawda była taka, że w kontekście treningu było to średnio przydatne, czego jednak nie powiedział Gąsce. Kiwnął za to głową, ale gdy dotarła do Kruczej Gwiazdy to jego mięśnie chwilowo się napięły. Wciąż unikał tego tematu, tak było lepiej, bezpieczniej, bo wciąż bolało, chociaż teoretycznie nie powinno, skoro Kruk najwyraźniej odszedł sam z siebie, porzucając rangę, Kodeks, a co najważniejsze – swój klan…
– Sz-szmalisiowa Gwiazda? – powtórzył, a w jego głosie rozbawienie zmieszało się ze zdziwieniem, nie wiedział bowiem, jak kotka doszła do takiej wersji imienia przywódczyni. Malisiowa to jeszcze, ale… no. – Ja… hm, każdy któregoś dnia umiera, Gęsia Łapo, jak pewnie wiesz, ale nie sądzę, by ten dzień nadszedł szybko dla Malinowej Gwiazdy czy dla mnie. W każdym razie – czy jesteś w stanie wymienić mi rangi, jakie są w klanie, i coś mi o nich powiedzieć?
Gąska nie jest wysoka, jej wzrost można określić jako przeciętny, nadrabia to jednak swoją całkiem krępą budową. Nie, nie jest gruba. Ma po prostu... ładne kształty, nie to co te chuderlawe, długołape kotki, które nawet imię własnego klanu powinno zwiewać. Pysk ma raczej okrągły, tak samo wygląda kwestia jej dużych oczu o zielonych tęczówkach. Sierść kotki jest krótka, acz bardzo gęsta, o barwie złotej, jednakże wzdłuż linii kręgosłupa i na końcu ogona część składających się na jej futro włosów przybrała kolor czarny. Łapy kotki nie są ani długie, ani krótkie, długi jest natomiast ogon, bardzo puszysty, miękki i gruby, który potrafi plątać się jej pod łapami, jeśli zapomni o tym, by zwracać na niego uwagę. Od jakiegoś czasu sierść kotki stała się znacznie bardziej matowa, nie jest już tak lśniąca i wyczyszczona, jak była dawniej. Całości dopełniają zmęczone spojrzenie i zapuchnięte ze zmęczenia oczy.
Apatyczna, pozbawiona woli do życia, mało rozmowna.
Jeśli znowu coś się między nami stanie to moja siostra poniesie konsekwencje tej sytuacji? Wybornie. Właśnie takiej tarczy potrzebowałam ze strony Zajęczego Susa, takiego zapewnienia, które sprawi, że przynajmniej wreszcie będę mogła czuć się absolutnie pewnie w obecności jasnofutrej kotki. Naprawdę, szkoda, że nie chciała ze mną trzymać I że zastraszała moją siostrę, pewnie jeszcze nastawiając ją przeciwko mnie, ale... jeśli zamierzała podjąć taką decyzję, to ja nie zamierzałam jej w tym przeszkadzać. Jeśli zaś postanowiłaby jednak zachować się nieodpowiednio, to ja planowałam pobiec w tym wypadku prosto do Zajęczego Susa. Szłam tak sobie i myślałam, że w sumie dobrze byłoby mieć wtedy jakiś namacalny dowód, ślady chociażby, jednakże... wtedy miałabym blizny. Zaszkodziłoby mojej aparycji na tyle mocno, że przestałaby być idealna. Nie byłam w końcu przecież jednym z tych kotów o długiej sierści, która zakrywała wszelakie szramy, nie, chcoiaz moja okrywa włosowa pozostawała niesamowicie gęsta, to jednak i tak obawiałam się, że jakiekolwiek blizny wystawalyby spod niej, kontrastując z przyjaznym wyglądem, który pokazywałam w sumie większości kotów. - Ja teeeż - odpowiedziałam mu, choć w rzeczywistości miałam nadzieję, że Śnieżynka zrobi coś złego w najbliższej przyszłości, bo wtedy będzie stanowić mniejsze zagrożenie dla otoczenia niż w momencie, w którym byłaby w pełni wyszkoloną wojowniczką, nie mówiąc już o tym, że wtedy łatwiej byłoby ją chyba z powrotem naprostować. Tak mi się przynajmniej wydawało. A zdecydowanie wolałam Śnieżynkę po mojej stronie niż po stronie przeciwnej. - Aaach, jak tu łaaaaaadnie - westchnęłam cicho, po czym posłałam uśmiech Zajęczemu Susowi tylko po to, żeby za chwilę ponownie patrzeć na rozciągający się przede mną krajobraz. Faktycznie... wiało! Miałam nadzieję, że nie będziemy schodzić na dół, bo czego jak czego, ale wiatru to ja nie lubiłam chyba na równi ze Śnieżynką.
A potem zrozumiałam, że się zbłaźniłam. I to całkiem mocno, z tego, co wiedziałam i co nawet bez braku wiedzy mogłabym zapewne zrozumieć patrząc na samą minę mojego mistrza. ...ups? - ...przepraszaaam, chodziło mi o Malinową Gwiazdeeę, ja tylko... zawsze tak do niej mówiłaaam, stąd mój błąd - tak, to ja byłam tym kociakiem, który w dość zabawny albo może i uroczy sposób zabiegał o uwagę przywódczyni od czasu swojej pierwszej ceremonii. To ja, to ja, to jaaa, niech się mój mistrz patrzy i uczy, jak się podrywa panią przywódczynię. Albo może lepiej... niech jednak nie obserwuje. - No wieeęc... są kocięta, które nie muszą robić niczego, bo nie mają obowiązkóóów, za to nie wolno im wychodzić z obozuu, Beeez, Bieliczeek, Jasnyyyy, Krzemyyyk, Brzaaask, Mlekooo, Mróóóóz, Niebooo, Pokrzywaaa, Skrzeeek, Skwaaaar, Wiiiilk, i jeszcze... Wróbeeeel - wymieniłam, mając nadzieję, że nie pominęłam w tym wszystkim żadnego kota. - Są terminatorzyyy, ich jest więceeeej, ale też ich mogę wymieniiiić, jeśli potrzebaaa, terminatorka to na przykład jaaa, muszę się uczyyyyć, żeby kiedyś zostać wojownikieeem, musimy polooować i chodzić na patrolowe, tak jak wojownicyyy, ale oni się nie ucząąą, oni uczą innyyych, jest zastępcaaaa, Sokoli Cieeeeeń, o, i jeszcze matki sąąą, one siedzą w kociarni i wychowują kociętaaaa, no i mamy przywódcę, Sama... Malinową Gwiazdęęę, tylko nie wieem, jak to wygląda z tym medykieeem, i pomocnikieem i tak daleej, tylko tyle, że leczy Lśniąca Sadzawkaaa - miałam niewielkie trudności z zapamietaniem, aby używać nowego imienia, jednakże już powoli zaczynałam pamiętać o tym, żeby używać nowego. Dla białej z pewnością było to bardzo ważne - zapewne przestałaby mnie lubić, gdybym zapomniała, jakie jest jej nowe miano, z którego z pewnością była dumna.
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
– Ładnie, ale wiesz co? Poczekaj, aż zobaczysz Barwną Łąkę w rozkwicie – odparł z uśmiechem, wzrokiem omiatając rozpościerający się przed nimi widok. O ile ten był ładny, to jednak… na terenach ich klanu zdecydowanie były miejsca, które bardziej zapierały dech w piersi. Wąsy zadrżały mu z rozbawienia na wytłumaczenie Gęsiej Łapy, jednak kiwnął głową i nie drążył tematu; w końcu nic się nie stało, chociaż teraz… cóż, teraz była terminatorką, wymagało się od niej nieco więcej, od kociaka, także i przychodził czas na bardziej dojrzałe zwracanie się do, bądź co bądź, przywódczyni klanu. – Nie, nie, nie musisz wymieniać kotów z daną rangą – pospieszył z zapewnieniem, wtrącając się co prawda w trakcie wypowiedzi kotki, ale naprawdę nie było takiej potrzeby; wierzył jej na słowo, że znała imię każdego kota w klanie, ale nawet jeśli nie… cóż, nie wymagał tego przecież, tego nie było w programie treningu na wojownika. Milczał przez chwilę, gdy kotka skończyła mówić, by pozbierać myśli i przysiadł na szczycie jednego z niższych pagórków, decydując się na pogawędkę, a potem, jak starczy czasu, może i na trochę praktyki.
– Kocięta teoretycznie nie mają obowiązków, ale wypadałoby, by przygotowały się do życia w klanie, do bycia terminatorem. W sumie ja lubię myśleć w ten sposób, że nawet w pozornie podstawowych czynnościach, takich jak bieganie po obozie, kocię przygotowuje się do treningu, bo wyrabia sobie jakąś kondycję i nawet mięśnie, nie mówiąc już o poznawaniu pojęć – zaczął od kwestii kociąt, zgodnie z kolejnością, jaką podała Gęsia Łapa. To było… cóż, najprostsza z rang, tak szczerze, nie było tu za wiele do gadania, także płynnie przeszedł do kolejnych. – Terminatorzy zaś obowiązków mają trochę więcej, co dotyczyć teraz będzie także ciebie – powinni pomagać starszym, wymieniać mech w legowiskach, pomagać w kociarni i tym podobne. No, i zgodnie z Kodeksem Wojownika nie mogą jeść czegoś ze stosu, zanim nie zostaną nakarmione kocięta i starszyzna, ale dopóki terminator nie umie polować, to… cóż, siłą rzeczy musi coś jeść, prawda? Wojownicy także chodzą na patrole i polują, ale przede wszystkim powinni bronić klanu przed drapieżnikami czy nawet przed innymi klanami, jeżeli zdarzyłoby się tak, że byłaby wojna… no, ale konfliktów nie było już długo, także spokojnie. – W sumie warto było to dodać, bo zazwyczaj po takim czymś pojawiało się pytanie w stylu „o nie, wojna?, a coś takiego może być niedługo?, a kiedy było ostatnio?”. – No, i przestrzegają Kodeksu Wojownika. Matki zaś są też ogólnie odpowiedzialne za kocięta i samą kociarnię, czyli na przykład gdyby było jakieś zagrożenie, to przede wszystkim do nich należy dbanie o bezpieczeństwo młodych… no, i z rang jest jeszcze starszyzna – są to bardzo stare koty, które wcześniej były wojownikami, a teraz należy im się szacunek za długie księżyce służby dla klanu. Jeżeli chodzi o medyka, to zaraz ci o nim powiem więcej, ale ogólnie jest: medyk, pomocnik medyka i terminator medyka. Ten ostatni trenuje, by stać się pomocnikiem albo medykiem, zależy od sytuacji w klanie – Lśniąca Sadzawka na przykład po ukończeniu swojego treningu od razu zostanie medykiem, ale jeśli wytrenuje sobie jakiegoś terminatora to za jej życia on będzie pomocnikiem. No i jeszcze… wiesz może, co właściwie robi zastępca i przywódca? – Było tego dużo, dlatego wolał to sobie jakoś podzielić, w międzyczasie sprawdzając, czy Gąska posiada jeszcze jakąś wiedzę, o której mu nie wspomniała.
Gąska nie jest wysoka, jej wzrost można określić jako przeciętny, nadrabia to jednak swoją całkiem krępą budową. Nie, nie jest gruba. Ma po prostu... ładne kształty, nie to co te chuderlawe, długołape kotki, które nawet imię własnego klanu powinno zwiewać. Pysk ma raczej okrągły, tak samo wygląda kwestia jej dużych oczu o zielonych tęczówkach. Sierść kotki jest krótka, acz bardzo gęsta, o barwie złotej, jednakże wzdłuż linii kręgosłupa i na końcu ogona część składających się na jej futro włosów przybrała kolor czarny. Łapy kotki nie są ani długie, ani krótkie, długi jest natomiast ogon, bardzo puszysty, miękki i gruby, który potrafi plątać się jej pod łapami, jeśli zapomni o tym, by zwracać na niego uwagę. Od jakiegoś czasu sierść kotki stała się znacznie bardziej matowa, nie jest już tak lśniąca i wyczyszczona, jak była dawniej. Całości dopełniają zmęczone spojrzenie i zapuchnięte ze zmęczenia oczy.
Apatyczna, pozbawiona woli do życia, mało rozmowna.
Moje i tak duże oczy zrobiły się jeszcze większe, kiedy usłyszałam "Barwna Łąka" w połączeniu z "w rozkwicie". Podejrzewałam, że nastąpi to nieprędko. Wszystkie stokrotki, jakie rosły w obozie wcześniej zniknęły i nie zamierzały się pojawiać. Mama twierdziła, że to kwestia Pory Opadających Liści i tego, że wkrótce nadejdzie Pora Nagich Drzew, a ja nie miałam żadnego powodu, aby nie ufać jej w tak prozaicznej kwestii. - To... pewnie trochę jeszcze potrwa, prawdaa? - spytałam się swojego mistrza, choć byłam praktycznie pewna, że faktycznie nic już nigdzie nie kwitnie. Podobno kwiatki pojawiały się, kiedy było ciepło, a teraz... panował chłód. Moje nieprzyzwyczajone do niego ciało wcale nie chciało patrzeć na tak wyglądający świat, chciałam, żeby wróciło słońce i żeby nie trzeba było kulić się przy każdym powiewie wiatru, który był jeszcze chłodniejszy, niż powietrze wokół. Nie mówiąc już o tym, że ponoć miało się robić jeszcze zimniej... straszne.
Słuchałam uważnie tego, co Zając opowiadał o rangach i zorientowałam się, że pośród wszystkich tych prób bycia idealną zapomniałam chyba o tym, żeby wymienić starszyznę. Miętowooka pewnie nie byłaby dumna z tego, że zapomniałam o randze, którą dzierżyła między innymi ona sama. - Przywódca rządzi klanem, zwołuje ceremoniee, mianuje terminatoróów i woojoowniików, broni klaanu, a zastępcaa mu pomaga, i jeeszczee... zarządza patrolamii i treningaami, zostaje następnym przywódcąą - odpowiedziałam kocurowi, orientując się, że moje nauki z Fiołkowym Świtem nie były chyba zbyt owocne. Nie dość, że nie nauczyłam się, jak poderwać Szmalisiową Gwiazdę, to jeszcze prawie nic nie wiedziałam, jednakże podejrzewałam, że jeśli zechcę, będę mogła to zrzucić na swoją chorobę sprzed dwóch księżyców. A przynajmniej taką miałam nadzieję.
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
– Tak, niestety. Teraz kwiaty w większości przekwitły, ale na Porę Zielonych Liści znowu zakwitną. Tylko, że do tego czasu to musi minąć jakieś… dwanaście księżyców? Może nawet więcej, jeżeli Pora Nagich Drzew będzie na przykład tak długa, jak ostatnio – odparłem. Po chwili do mnie dotarło, że tak właściwie to ja się urodziłem mniej więcej dwa obiegi pór temu, właśnie podczas Pory Opadających Liści… a na terminatora byłem mianowany, gdy już długo leżał śnieg. Byłem więc od młodego przyzwyczajony do chłodu, zapewne w przeciwieństwie do Gęsiej Łapy, narodzonej, gdy było ciepło. Kiwnąłem głową.
– Tak, zgadza się. Ogólnie Kodeks Wojownika określa pewne kwestie związane z rangami, na przykład to, że terminatorem można zostać dopiero w wieku sześciu księżyców, albo właśnie to, że zastępca zostaje przywódcą po śmierci poprzedniego, ale o tym jeszcze porozmawiamy przy innej okazji. Przywódca otrzymuje swoją rangę i dar dziewięciu żyć od Gwiezdnego Klanu, w takim, hm, specjalnym miejscu, w którym można się skontaktować z przodkami – Szepczącej Sadzawce. Otrzymują od nich też błogosławieństwo, przez co mogą mianować nowych wojowników. Ogólnie Gwiezdni mogą też przychodzić do nas w snach, najczęściej do medyków i przywódców, którzy są najbardziej z nimi powiązani, na przykład żeby zsyłać przepowiednie – kontynuował temat przywódcy, bo tutaj było do powiedzenia dość… sporo, wbrew pozorom. Ale była to jednak ranga obarczona największą odpowiedzialnością w całym klanie, także nie ma co się dziwić, prawda? – A wracając do medyka, to on nie tylko leczy, ale ogólnie też zbiera zioła i może doradzać przywódcy i zastępcy. A, i obowiązuje go Kodeks Medyka, ale nie wiem dokładnie, jaka jest jego treść… i jeszcze nie może mieć kociąt i partnera – dodał, po czym zamilkł, czekając na ewentualne pytania i wątpliwości ze strony terminatorki. Gadania o rangach było zaskakująco sporo, także wolał to dzielić na mniejsze części i w międzyczasie odpowiadać na pytania.
Gąska nie jest wysoka, jej wzrost można określić jako przeciętny, nadrabia to jednak swoją całkiem krępą budową. Nie, nie jest gruba. Ma po prostu... ładne kształty, nie to co te chuderlawe, długołape kotki, które nawet imię własnego klanu powinno zwiewać. Pysk ma raczej okrągły, tak samo wygląda kwestia jej dużych oczu o zielonych tęczówkach. Sierść kotki jest krótka, acz bardzo gęsta, o barwie złotej, jednakże wzdłuż linii kręgosłupa i na końcu ogona część składających się na jej futro włosów przybrała kolor czarny. Łapy kotki nie są ani długie, ani krótkie, długi jest natomiast ogon, bardzo puszysty, miękki i gruby, który potrafi plątać się jej pod łapami, jeśli zapomni o tym, by zwracać na niego uwagę. Od jakiegoś czasu sierść kotki stała się znacznie bardziej matowa, nie jest już tak lśniąca i wyczyszczona, jak była dawniej. Całości dopełniają zmęczone spojrzenie i zapuchnięte ze zmęczenia oczy.
Apatyczna, pozbawiona woli do życia, mało rozmowna.
- Tak dużooo? – spytałam się go, nie wyobrażając sobie tak długiej ilości czasu. To dwa razy więcej, niż liczyło moje dotychczasowe życie! Pora Nagich Drzew, pełna mroźnych wichrów i wszechpanującego chłodu miała panować aż tyle? Aż d w a n a ś c i e księżyców? Nie chciałam takiego obrotu spraw. Chciałam kwitnące kwiatki, zieloną trawę, słońce, którego promienie padały na wszystko dookoła. A podobno miało być jeszcze chłodniej. Podobno teraz było nadal ciepło… - A jakie są inne punktyy? – uznałam za stosowne, żeby go o to dopytać. Skoro o tym wspominał, nawet, jeśli mimochodem, to wydało mi się to ważne. Nie mówiąc już o tym, że słowo „kodeks” brzmiało dość poważnie i wiążąco, brzmiało jak coś, co ktoś trenujący żeby zostać wojownikiem powinien znać. Z resztą, jeśli mogłam wiedzieć choć odrobinę więcej od mojej zdegenerowanej siostry, to zamierzałam skorzystać z tej okazji i skończyć trening szybciej od niej. Ciekawa byłam, jak będzie wyglądała jej mina, kiedy ona będzie mieć zmienione imię po raz pierwszy – bo w teorii było już ono zmieniane, jednakże nosiła je zaledwie kilka uderzeń serca – podczas, gdy moje otrzyma już tę dorosłą wersję, której brzmienia byłam w sumie bardzo ciekawa.
Nadstawiłam uszu, kiedy ten wspomniał o kodeksie medyka, dodając, że nie zna jego pełnej treści, zastanawiając się, gdzie mogłabym poznać jego pełną wersję. Lśniąca Sadzawka szkoliła się na naszego przedstawiciela tej rangi, więc zapewne powinna go znać, prawda? Uznałam, że pójdę do niej tego samego dnia, żeby dopytać ją o tę kwestię, zwłaszcza o to ostatnie zdanie. Czyżby ranga medyka, która, choć wydawała się mi nieodpowiednią dla mnie, acz zdecydowanie wygodniejszą od innych, które zmuszały do walk i uganiania się za pożywieniem, miała jednak aż tak poważne niedogodności? Bo jeśli tak, to współczułam szczerze Lśniącej. Całkiem prawdopodobne, że nie wiedziała, na co się pisała, kiedy wyrażała swoje zainteresowanie nową pozycją w naszym społeczeństwie… ojej.
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
– Tak, każda z pór trwa dość długo, bo sześć księżyców, więc trzeba będzie poczekać – odparł i w sumie podejrzewał, że to może być spore rozczarowanie – przez część Pory Zielonych Liści wyglądasz poza obóz, z podekscytowaniem czekając na to, aż zostaniesz terminatorem i zobaczysz wszystkie tereny, ich kolory, rosnące na nich kwiaty czy śmiało wychodzące ze swoich kryjówek zwierzęta, po czym, gdy już masz swoją ceremonię… robi się coraz chłodniej, po kwiatach nie ma ani śladu, a zaraz z nieba spadnie biały puch, który owszem, ładnie wyglądał sam w sobie, ale jednak zakrywał cały świat i jego piękno, nie wspominając już o zimnie, które bardzo doskwierało, szczególnie krótkowłosym kotom…
– Tak jak mówiłem, porozmawiamy o Kodeksie innym razem. – Może kotka inaczej to zrozumiała, a może nie słuchała, cóż. – Wolałbym poświęcić mu cały czas danego dnia czy dwa dni pod rząd, i potem tylko powtarzać i ewentualnie rozwiewać twoje wątpliwości, a dzisiaj zająć się jeszcze czymś z praktyki – dodał gwoli wyjaśnienia. Nie ukrywał nigdy, że bardzo istotne są dla niego umiejętności praktyczne, dlatego lubił na początku treningu przerobić albo polowanie, albo walkę. Na walkę nie był za bardzo… przygotowany, bo nie zorientował się, czy jest jakiś terminatorów, którego mógłby zabrać ze sobą, żeby poćwiczył z Gąską, a sam wolał nie walczyć z tak młodym kotem. – A, jeszcze co do medyka, to nie musi on wykonywać obowiązków takich jak polowanie, no i nie walczy, chyba że w obronie własnej. Co do polowania, co wiesz już na ten temat?
Gąska nie jest wysoka, jej wzrost można określić jako przeciętny, nadrabia to jednak swoją całkiem krępą budową. Nie, nie jest gruba. Ma po prostu... ładne kształty, nie to co te chuderlawe, długołape kotki, które nawet imię własnego klanu powinno zwiewać. Pysk ma raczej okrągły, tak samo wygląda kwestia jej dużych oczu o zielonych tęczówkach. Sierść kotki jest krótka, acz bardzo gęsta, o barwie złotej, jednakże wzdłuż linii kręgosłupa i na końcu ogona część składających się na jej futro włosów przybrała kolor czarny. Łapy kotki nie są ani długie, ani krótkie, długi jest natomiast ogon, bardzo puszysty, miękki i gruby, który potrafi plątać się jej pod łapami, jeśli zapomni o tym, by zwracać na niego uwagę. Od jakiegoś czasu sierść kotki stała się znacznie bardziej matowa, nie jest już tak lśniąca i wyczyszczona, jak była dawniej. Całości dopełniają zmęczone spojrzenie i zapuchnięte ze zmęczenia oczy.
Apatyczna, pozbawiona woli do życia, mało rozmowna.
Czyli jednak mimo wszystko nie da się przekonać do tego, aby kodeks przerobić już dziś. Szkoda, jednakże skoro zapewnił mnie, że zrobimy to innym razem, to musiałam mu uwierzyć - innego wyboru, jako, że został moim mistrzem, nie miałam. A szkoda, bo jednak posiadanie kilku opcji w zanadrzu zawsze było bezpieczniejsze od ryzyka tego, że ktoś zawiedzie. Oczywiście, nie twierdziłam, że Zajęczy Sus się nie spisze - w końcu w wypadku załatwienia sprawy dotyczącej Śnieżynki zaprezentował się w moich oczach jako mistrz idealny, toteż nie miałam żadnych powodów, żeby nie uwierzyć w to, że robi to, co uważa za najlepsze dla mnie. - Dooobrze, przepraaszaam - odpowiedziałam, uznając, że bycie miłą jest w tej sytuacji najlepszym, co mogłam zrobić. Nie uważałam tego za coś poniżej mojej godności, sądziłam, że czasem przeproszenie jest lepsze od robienia sobie z kogoś wroga praktycznie bez powodu albo od tracenia cudzej przychylności.
Uśmiechnęłam się, słysząc, że dziś zajmiemy się praktyką, choć poczułam również i nutkę niepokoju. Czyżbyśmy mieli walczyć? Nigdy nie czułam, aby specjalnie ciągnęło mnie do walki, skoro jednak miało mi to zapewnić możliwość pójścia na granicę, nawet, jeśli nie będę wtedy sama, to jednak byłam gotowa się na nie zgo... ach. Polowanie. Będziemy się uczyć polowania. Do niego również zbytnio mnie nie ciągnęło, jednakże zdawałam sobie sprawę, że muszę polować, aby stać się wojownikiem czyli żeby dostać rangę, która zapewniała mi swego rodzaju prestiż, nie mówiąc już o swobodzie. Zorientowałam się jednak, że o polowaniu nie wiem praktycznie nic. Wstyd, można by powiedzieć. Z drugiej strony, byłam tu po to, aby nadrobić zaległości... - Niewieele, zawsze mówiono mii, że dowiem się na treninguu... - spuściłam głowę i wzrok, co świadczyło o tym, że "niewiele" zapewne równało się prawie niczemu. Niestety. - Aa na naukaach - urwałam na dwa uderzenia serca, nieco, jakby z zakłopotaniem, szurając po podłożu jedną z przednich łap. - Fio... - urwałam, jako, że mówienie o początku moich nauk z biało-rudym kocurem zapewne nie będzie czymś racjonalnym zdaniem mojego mistrza - też mii nie powiedzielii.
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
– Fio…? – podchwycił, zastanawiając się, czy może chodzić o jego mistrza. Nie żeby specjalnie mu zależało na tej informacji, tak szczerze, ani żeby cokolwiek z nią zrobić – po prostu był ciekaw, kto prowadził nauki Gęsiej Łapy. Na naukach nie było żadnych narzuconych poniekąd z góry rzeczy, które trzeba było zrobić, bardziej to zależało od dotychczasowego stanu wiedzy kociaka i tego, co go interesowało, także nie było to nic złego, że złocista córka Jodłowej Igły niewiele wiedziała na ten temat. Podniósł się na równe łapy. – Rozumiem. Nic się nie stało, nie martw się, po prostu w takim razie zaczniemy od samego początku. Jedną z najważniejszych rzeczy w polowaniu jest to, że trzeba poruszać się po pierwsze bardzo cicho, a po drugie: pod wiatr. To pierwsze można osiągnąć za pozycją odpowiedniej postawy, postawy łowieckiej, i ogólnej ostrożności, to znaczy cichego oddychania i uważnego stawiania łap. Musisz więc ugiąć łapy… – Co też zrobił z zamiarem zaprezentowania całej postawy łowieckiej, tylko że przyjmował ją w spowolnionym nieco tempie. Dlatego właśnie jego ogon wlókł się po ziemi, a głowę wciąż miał wysoko, zaraz jednak zaczęło się to zmieniać. Nieco szerzej niż zwykle rozstawił też tylne łapy, by mieć lepszą równowagę. – …i następnie unieść ogon na wysokość grzbietu, a głowę nieco pochylić do przodu. – Jak powiedział, tak zrobił. W zasadzie w tym momencie wszystko było gotowe do tego, by zacząć iść, więc kocur odwrócił się tak, by iść pod wiatr i ostrożnie przeszedł parę kroków, co chwilę zerkając pod łapy i znowu wbijając wzrok przed siebie. Oddychał przy tym spokojnie i miarowo. – Ważny jest też spokojny oddech. No, to teraz twoja kolej! – oznajmił, powracając do swojej wyjściowej pozycji niedaleko Gęsiej Łapy.
Gąska nie jest wysoka, jej wzrost można określić jako przeciętny, nadrabia to jednak swoją całkiem krępą budową. Nie, nie jest gruba. Ma po prostu... ładne kształty, nie to co te chuderlawe, długołape kotki, które nawet imię własnego klanu powinno zwiewać. Pysk ma raczej okrągły, tak samo wygląda kwestia jej dużych oczu o zielonych tęczówkach. Sierść kotki jest krótka, acz bardzo gęsta, o barwie złotej, jednakże wzdłuż linii kręgosłupa i na końcu ogona część składających się na jej futro włosów przybrała kolor czarny. Łapy kotki nie są ani długie, ani krótkie, długi jest natomiast ogon, bardzo puszysty, miękki i gruby, który potrafi plątać się jej pod łapami, jeśli zapomni o tym, by zwracać na niego uwagę. Od jakiegoś czasu sierść kotki stała się znacznie bardziej matowa, nie jest już tak lśniąca i wyczyszczona, jak była dawniej. Całości dopełniają zmęczone spojrzenie i zapuchnięte ze zmęczenia oczy.
Apatyczna, pozbawiona woli do życia, mało rozmowna.
- Fiołkowy Świiiit, przepraszaaam, że tak urwałaaam, ale nie chciałaaam, żeby ktoś pomyślał, że coś zrobił źleee, to mooja winaa - odpowiedziałam, bo po części była to prawda. Zamiast spytać się go o polowanie, pytałam się go o Szmalisiową Gwiazdę, czego kocur ostatecznie mi nie powiedział. Nie, żebym czuła się źle z tym, że zadałam mu to konkretne pytanie, jako, że zamierzałam kiedyś wrócić do tej rozmowy. I ostatecznie dowiedzieć się, co powinnam zrobić.
Ostatecznie Zajęczy Sus okazywał się być taki, jakim go wcześniej widziałam. Miły. Pozostało mi jedynie ucieszyć się z tego, że to on jest moim mistrzem. Jednakże... to nie było wystarczające. Zamierzałam to zmienić, ale najpierw chciałam poczekać, aż skończy mowict. Tylko przez krótką chwilę, bo zaraz wróciłam do słuchania i patrzenia na to, co mi pokazuje. Nie musiał mi nawet mówić, żebym go naśladowała - często podpatrywam u innych różne postawy i gesty, a potem je wykorzystywałam. Powoli, tuż po tym, jak zrobił to mój mistrz, ugięłam swoje łapy, które zadrżały nieco, nieprzyzwyczajone do takich ekscesów. Zacisnęłam mocniej szczęki, niezadowolona z tego, że nie wyszło mi to idealnie tak, jak mistrzowi, w końcu on stał stabilnie, jednakże po chwili rozluźniłam się, wiedząc, że muszę naśladować Zajęczego Susa dalej, zamiast wyrzucać sobie to, że nie udało mi się to za pierwszym razem - z czasem dojdę w tym do perfekcji. Jak we wszystkim. Rozwinęłam nieco tylne łapy, uniosłam ogon tak, jak mówił, a także nieco pochyliłam głowę, ruszając do przodu, idąc tak na niepewnych nieco łapach, które miały nieco problemów z nietypową postawą, a potem kierując się w stronę Zajęczego Susu krokiem, którego sam mnie nauczył. A potem objęłam jego łapę swoimi łapkami, a głowę przyłożyłam do jego barku, przytulając go. - Dziękujeeę, że mnie uczyyysz - powiedziałam, posyłając mu dość nieśmiały uśmiech i patrząc się na niego przez chwilę. Och... miał tak miękkie futro! Dopiero po dwóch uderzeniach serca odsunęłam się kawałeczek, patrząc na ziemię, na własne łapy, a dopiero potem na swojego mentora. - Co teraaaz? - spytałam się go, powoli ponownie podejmując próbę przybrania pozycji łowieckiej.
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Faktycznie chodziło o jego mistrza, jednak nieco… cóż, nie sądził, by warto było obwiniać którekolwiek z nich, w końcu Gąska mogła się interesować innymi zagadnieniami, albo po prostu niewiele wspólnie zrobili z Fiołkowym Świtem z, cóż, rozmaitych przyczyn. Wzruszył więc lekko barkami na znak, że jemu to w zasadzie nie robi większej różnicy.
Obserwował uważnie kotkę, gdy przyjmowała postawę łowiecką, gotów do wychwycenia ewentualnych błędów i szybkiego poprawienia ich. Od razu zauważył, że stąpa niepewnie, a jej łapy lekko drżą, ale nie ma co się dziwić – to była nowa pozycja, na dodatek to wszystko wymagało dużej świadomości i kontroli swojego ciała, którą większość młodych kotów jeszcze nie dysponowało. Co go jednak bardzo zdziwiło: kotka po przejściu paru kroków zdecydowała się na przytulenie go i w sumie… nieco nie wiedział, co z tym fantem zrobić, dlatego po pierwszym, cóż, szoku po prostu się uśmiechnął do kotki. Nie był za bardzo przyzwyczajony do nagłego zaburzania jego przestrzeni osobistej, szczególnie w wykonaniu kotów, które nie były jego rodziną, ale, o ile było to na pewno pewnym zaskoczeniem, to nie był jakoś specjalnie przeciwny.
– Nie masz za co mi dziękować – odparł, mrugając lekko ślepiami. Gęsia Łapa coraz bardziej go zaskakiwała. Nigdy… nie widział potrzeby w tym, by terminatorzy za cokolwiek mu dziękowali; wystarczyła mu satysfakcja i duma, gdy odnosili pierwsze drobne sukcesy, a potem przyjmowali imię i rangę wojownika. Rozumiał jeszcze, że ktoś mógł dziękować za doprowadzenie do wymarzonej rangi, ale tak o, za pokazanie pozycji łowieckiej? No, nie było potrzeby.
– Z czasem będzie ci to przychodzić naturalnie – stwierdził, zamiast mówić coś wprost o drżących łapach kotki. – Ale musisz pamiętać o spokojnym, cichym oddechu i patrzeniu pod łapy. Jeżeli nastąpisz na listek, gałązkę, potrącisz kamyczek, cokolwiek, to zwierzyna w większości przypadków zacznie przed tobą uciekać, bo po prostu zorientuje się, że ktoś na nią poluje. Jest taka zasada, że „mysz cię wyczuje, królik usłyszy, a ptak zobaczy”. Jak to rozumiesz, jak podchodziłabyś każde z tych zwierząt? – spytał jeszcze, bo to była kolejna ważna rzecz w nauce polowania, a chciał, żeby sama trochę pogłówkowała.