Najniższy spośród wszystkich Rybek, jednak zbudowany najmocniej z nich. Ma szerokie barki, grubą szyję i ogon oraz dużą, kanciastą głowę. Garbaty nos kończy się brudnoróżowym, szerokim nosem i wywiniętymi w górę wąsami. Uszy małe, lekko zaokrąglone, oczy wąskie i lekko skośne, w kolorze bursztynu. Burą, klasycznie pręgowaną sierść ma gęstą i często potarganą na lewej stronie pyska. Biel oblewa pysk, pierś, brzuch, palce przednich łap oraz goleń wraz ze stopą tylnych. Na lewej przedniej łapie ponad nadgarstkiem szpetna blizna, pod nią - wykrzywiony nadgarstek i dłoń pozbawiona czucia.
Na pierwszy rzut oka - nieprzyjemny gbur. Na drugi, trzeci i wszystkie inne... w sumie też.
Z początku nie działo się nic, jednak nie był tym zaskoczony - nie oczekiwał przecież, że straci przytomność natychmiast, wpadając na pysk do sadzawki i topiąc się, by przy okazji wycieczki na Srebrną Skórkę od razu tam zostać na stałe. W końcu jednak poczuł, jak odpływa, bo obraz pod powiekami zaczął drżeć, a on zapadł w sen, z którego wybudził się nieco zbyt gwałtownie, podnosząc głowę tak szybko, że pociemniało mu przed oczami... a przynajmniej pociemniałoby, gdyby wokół nich nie roztaczała się ciemność. Serce Łososiowej Łuski zadrżało, jednak gdy dostrzegł pierwsze gwiazdy, jakie roziskrzały otoczenie uspokoił się. Trafili na miejsce. Widząc, że ktoś zmierza w ich stronę dźwignął się na łapy, starają się o to, by stać prosto i nie garbić się tak, jak robił to zawsze; wymagało to od niego napięcia partii mięśni, które nie były zbyt często używane tak intensywnie. Gdy Łabędzia Pieśń podeszła on pochylił głowę w wyrazie szacunku. Nie odezwał się, zamiast tego spojrzał na swoją terminatorkę, do której śnieżnobiała Gwiezdna się zwróciła. Pysk Łososiowej Łuski pozostawał niewzruszony, mimika jego twarzy z reguły była dość skąpa, jednak tym razem jego skośne, ciemne ślepia, które były tak podobne do oczu Łabędziej Pieśni, nie były przymrużone, nie świdrowały jej na wylot. Można było nawet pokusić się o stwierdzenie, że spoglądał na terminatorkę łagodnie. A teraz czas na twoją ceremonię. Łososiowa Łuska skinął sztywno, mechanicznie głową na te słowa, po czym przetoczył spojrzeniem po okolicy, po sylwetkach Gwiezdnych, którzy obserwowali ich z daleka, przemieszczali się w oddali, choć nie można było określić, do jakich kotów należały te świetliste pary oczu. Odwrócił zaraz głowę, by spojrzeć na swoją terminatorkę. Wziął krótki wdech.
- Ja, Łososiowa Łuska. Medyk Klanu Rzeki - zaczął dość cicho, tak, że słyszała go tylko Księżycowa Łapa i Łabędzia Pieśń. Każde kolejne słowo jednak było głośniejsze, pewniejsze. - Wołam do naszych Przodków, by spojrzeli na tego terminatora - powiedział, a jego głos był mocniejszy, gdy rzucił okiem na Łabędzią Pieśń. Czy robił to dobrze? Stresował się, choć po jego skąpej mimice trudno było to określić, co najwyżej po spiętych ramionach i lekko rozbieganym wzroku. - Ciężko trenowała, by zrozumieć wasze ścieżki. Z waszą pomocą będzie mogła służyć swojemu klanowi... przez wiele księżyców - mówił dalej, na sam koniec przenosząc czujne spojrzenie miedzianych ślepi na orzechowe oczy Księżycowej Łapy. - Księżycowa Łapo. Czy przyrzekasz postępować według Kodeksu Medyka. Pozostawać z dala od rywalizacji między klanami. Na równi chronić wszystkie koty, nawet kosztem własnego życia - zapytał, tym samym milknąc. Zrobił krótki, drżący wydech, tym samym pozwalając swojej terminatorce na złożenie przysięgi.
x ★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Minęło kilka sekund, jednak nic się nie działo, a spod przymrużonych powiek widziała kątem oka burego kocura, który leżał obok niej. Zaraz jednak nienaturalna senność zamknęła jej oczy nim zdążyła nawet pomyśleć o zrobieniu czegokolwiek. I nagle, chwilę później, znów była w stanie podnieść powieki. Podniosła się gwałtownie i zaczerpnęła oddech, jak prawie-topielec, któremu cudem udało się wydostać ponad powierzchnię wody, a jej serce było jak oszalałe. Ciemność w pierwszej chwili ją przeraziła, jednak zaraz po rozejrzeniu się ujrzała gwiazdy, a dokładniej krajobraz zbudowany z gwiezdnego pyłu. Jej oczy rozszerzyły się w czymś na kształt zdumienia, a ogon zakołysał nerwowo między jasnymi piętami. Spojrzała na Łososiową Łuskę, który był obok. Jego widok dodał jej nieco otuchy i była w stanie się odrobinę rozluźnić. Dość szybko jej uwagę przykuła kocica, która zbliżała się w ich stronę. Jej śnieżnobiała sierść zdawała się błyszczeć, jakby były w nią wplecione gwiazdy. Wzorem burego kocura, Księżyc pochyliła przed nią głowę, oddając jej szacunek. Choć sytuacja była nowa, dziwna i nienaturalna dla Terminatorki Medyka, aura, jaką roztaczała wokół siebie kocica sprawiała, że nie czuła się tutaj niebezpiecznie. Nieduże uszy kremowej Terminatorki drgnęły, gdy Łabędzia Pieśń zwróciła się do niej jak do kotki. W jej głowie pojawiły się słowa, które kiedyś powiedział jej Łososiowa Łuska: Gwiezdni wiedzą, kim jestem. Na Srebrnej Skórze wszyscy są tymi, kim powinni być. Księżyc odetchnęła, pozwalając jeszcze odrobinie napięcia zejść z barków, jednak jej postawa pozostawała prosta, a mordka neutralna. Tylko w orzechowych oczach czaiły się iskierki podziwu, gdy patrzyła na kocicę, która siedziała przed nimi. Kojarzyła jej imię, słyszała je parę razy, jednak przedtem nie miała okazji poznać jego właścicielki, i nic dziwnego, skoro zmarła dość dawno temu.
Księżyc poruszyła lekko głową, nie wiedząc do końca jak odpowiedzieć na ostatnie słowa Łabędziej Pieśni, nigdy nie była najlepsza w przyjmowaniu pochwał. Nie musiała jednak się w ogóle zastanawiać nad słowami do wypowiedzenia, bo śnieżnobiała kocica oznajmiła Łososiowej Łusce, by rozpoczął ceremonię. Dopiero wtedy odwróciła głowę w stronę burego kocura, czując jak jej serce przyspiesza. Wszystko to było takie... nowe. Nieco dziwne. Ale w tej chwili jej to nie przeszkadzało. Poczuła lekką dumę z tego, że udało jej się dojść do tego punktu. Teraz miała zostać Pomocnikiem Medyka i u boku Łososiowej Łuski leczyć Klan Rzeki. Stała poważnie i na pewnych łapach przed Medykiem, słuchając słów, które wypowiadał, aż w końcu przyszła jej kolej. Jeśli kiedyś się zastanawiała nad tym, czy powinna leczyć koty spoza klanów, to właśnie w tej chwili otrzymała odpowiedź. Miała na równi chronić wszystkie koty. Leczyć wszystkich, którzy potrzebowali pomocy. A więc tak właśnie miało być.
- Przyrzekam - powiedziała pewnym głosem, patrząc prosto w miedziane oczy kocura.
To była jedyna właściwa odpowiedź, jakiej mogła udzielić.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Najniższy spośród wszystkich Rybek, jednak zbudowany najmocniej z nich. Ma szerokie barki, grubą szyję i ogon oraz dużą, kanciastą głowę. Garbaty nos kończy się brudnoróżowym, szerokim nosem i wywiniętymi w górę wąsami. Uszy małe, lekko zaokrąglone, oczy wąskie i lekko skośne, w kolorze bursztynu. Burą, klasycznie pręgowaną sierść ma gęstą i często potarganą na lewej stronie pyska. Biel oblewa pysk, pierś, brzuch, palce przednich łap oraz goleń wraz ze stopą tylnych. Na lewej przedniej łapie ponad nadgarstkiem szpetna blizna, pod nią - wykrzywiony nadgarstek i dłoń pozbawiona czucia.
Na pierwszy rzut oka - nieprzyjemny gbur. Na drugi, trzeci i wszystkie inne... w sumie też.
Łososiowa Łuska uniósł wyżej łeb, obserwując swoją uczennicę i to, jak wypowiada przysięgę, to jedno, krótkie słowo. Nie wiedział, co czuł; serce łomotało mu w piersi, jednak był to dobry typ jego szaleńczego biegu. Miał dobre przeczucia. Nie bał się tego, nie wątpił w słuszność swojej decyzji. Wiedział, że Księżycowa Łapa jest kotem, którego wybrał na to stanowisko nie bez powodu; była pewna siebie, pewna tego, co chce osiągnąć. Była bystra i potrafiła na trzeźwo ocenić sytuację. Pozbycie się Słonecznej Łapy sprawiło, że rozkwitła jak kwiat, stając się w oczach burego medyka doskonalszą wersją siebie. Trening medyczny wyciągnął jej potencjał, bystrość jej umysłu, zmusił do działania o wiele lepiej, niż zrobiłby to ukończony trening wojowniczy i życie jako wojownik Klanu Rzeki. Nie mógł wyobrazić sobie lepszego terminatora, lepszego pomocnika, lepszego następcy. Choć tak bardzo bał się utraty tego, co wypracował i chciał chronić swojej pozycji kłami i pazurami, Księżycowa Łapa zdobyła jego zaufanie. Nie obawiała się go, rozumiała go, a on rozumiał ją. Nadając na podobnych falach stworzyli duet, który był najlepszym możliwym dla Łososiowej Łuski dopasowaniem.
Księżycowa Łapa w ogóle miała talent. Potrafiła zjednać sobie dwie najbardziej aspołeczne Ryby, wycisnęła z nich pozytywne emocje jak pastę z tubki. Być może gdyby i on, i jego zaginiona siostra zdawali sobie sprawę z tego, jak wielką wagę mają uczucia i jak prawidłowo je nazwać, bez obaw nazwaliby rzecz po imieniu. Tak jednak nie było, a relacja między Księżycową Łapą a Karasiowym Kłem i Łososiową Łuską pozostawała pewnym nieoczywistym niedomówieniem.
- Z mocy Gwiezdnego Klanu nadaję ci prawdziwe imię medyka - orzekł więc. Ściągnął brwi, a przez środek jego pręgowanego czoła przeciągnęła się płytka bruzda; cały wyraz jego pyska był poważny i patetyczny. - Księżycowa Łapo. Od tej chwili będziesz znana jako Księżycowy Pył. Gwiezdny Klan uznaje twoje oddanie. Bystrość umysłu... A my witamy cię jako pełnoprawnego medyka Klanu Rzeki - oświadczył, a kąciki jego warg drgnęły lekko w ledwo widocznym półuśmiechu. Wbrew tradycji nie dotknął swojej terminatorki, zamiast tego pochylił głowę w pełnym, powitalnym geście. Była teraz jedną z nich. Był kotem prostym, toteż imię, jakie wybrał, było stosunkowo proste, a jednocześnie - miało w sobie moc, było po nim czuć, że to miano medyka, który miał być blisko gwiazd. Nie było tak bezczelne jak imię Gwieździstej Ścieżki, która swoim wręcz bluźnierczym imieniem pakowała się wszystkimi łapami pomiędzy gwiazdy, a mimo to odnosiło się do gwiazd, do Przodków i tego miejsca. Księżycowy Pył iskrzył wśród gwiazd i obok nich oświetlał nocne niebo, nie zaś - na równi z nimi. Bo chodziło o to, by wciąż pamiętać, kim się jest, by nie zatracić się w pozycji, jaką dawała ta ranga. Nie zdecydował się na nazwanie jej Księżycową Nocą ze względu na swoją mistrzynię, w dość zaborczym, może dziecinnym myśleniu, że jest to człon który należał się tylko jej. Spojrzał na Łabędzią Pieśń poszukując w niej potwierdzenia tego, że zrobił wszystko prawidłowo i że wszystko jest tak, jak powinno być.
x ★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Pomimo szybko bijącego serca powaga dalej utrzymywała się na kremowej mordce Terminatorki Medyka, gdy Łososiowa Łuska kontynuował zaraz po jej przysiędze. Fakt, że znajdowali się na Srebrnej Skórce nadawał jeszcze więcej patosu całej sytuacji, niż jakby znajdowali się pod Mroźną Skałą, jak na ceremonii wojownika. Tutaj było zupełnie inaczej; świadkami jej mianowania nie byli Rzeczniacy, których znała, przynajmniej w większości. Były tutaj koty, które zmarły, niektóre pewnie tak stare, że nawet Świetlikowa Gwiazda i wielu jego poprzedników ich nie znały. Jednak to już było coś tak odległego, że Księżycowa Łapa nie zastanawiała się nad tym dłużej, szczególnie, że właśnie skupiona była na burym Medyku, który ją mianował, aż dotarł do części, w której wymówił jej nowe imię. Księżycowy Pył.
Gdyby córka Ubłoconej Mordki była kilka, może kilkanaście księżyców młodsza, skrzywiłaby się wewnętrznie po usłyszeniu męskiej formy. Teraz jednak, gdy odnalazła się już w pełni i wiedziała kim była - kiedy miała świadomość, że Gwiezdni również i jej sprzyjali - poczuła dumę ze swego nowego miana, wejścia na kolejny stopień. Nie była specjalistą w ocenie piękna, jednak doceniła jego prostotę i brzmienie. Nie było ono tak twarde jak imię jej mistrza albo jego zaginionej siostry, jednak nie oznaczało to, że było słabe, wręcz przeciwnie. Miało w sobie coś, jednak Księżycowy Pył nie była kotem, który potrafił to coś ubrać w konkretne słowa, więc pozostało po prostu jako wrażenie na dnie umysłu. Również pochyliła głowę, powtarzając gest Łososiowej Łuski niekoniecznie celowo, ot, sytuacja była stresująca i nie wiedziała jak inaczej zareagować. Odetchnęła; już po wszystkim, została oficjalnie pomocnikiem burego kocura. Jego następcą. Wzorem syna Pierzastego Serca spojrzała znów na śnieżnobiałą kocicę.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
O ile na pierwszy rzut oka przypomina ona białym futrem swego ojca, to jednak po dłuższym zastanowieniu wygląda nieco jak kopia swojej matki z tym, że w odwróconej kolorystyce sierści. Ma bardzo długie, chude łapki i szczupłą sylwetkę z dodatkowo długim, cienkim ogonem. Prawie dorównuje swojej matce wysokością, czyli jest naprawdę wysoką kotką. Ma duże, nieco skośne oczy które patrzą na świat wzrokiem znanym kotom z Klanu Gromu - gdyż są orzechowo-bursztynowe.
Od momentu, w którym Łabędzia Pieśń skończyła mówić i dała pole do popisu Łososiowej Łusce zaczęły do nich podchodzić kolejne koty. Nie stały jednak tak blisko a biała rzeczniaczka a jakieś trzy, cztery lisie długości dalej, stanowiąc dla nich swoistą widownię. Niektóre z nich bury medyk mógł kojarzyć jako koty które zmarły w Klanie Rzeki podczas jego życia, natomiast inne były mu całkowicie obce. Większość z nich wpatrywała się w ceremonię ze wzniosłych zaciekawieniem, niektóre z nich się uśmiechały. Część stała, część siedziała. Niektóre były ze swoją rodziną, partnerami albo przyjaciółmi, inne samotnie. Gdzieś z boku jakiś biało szary kocur machnął entuzjastycznie łapą, ale bardziej w stronę Łabędziej Pieśni niż medyków, na co orzechowooka posłała mu nieco zakłopotane i karcące spojrzenie, w którym jednak nie było widać złości.
Księżycowy Pył. Gdy Łososiowa Łuska nadał swojej uczennicy nowe imię i powitał ją na nowej randze na pysku białej kocicy pojawił się szeroki uśmiech. To było dobre imię. Ładne, krótkie i eleganckie, pasujące do kremowej kotki i do piastowania funkcji medyka. - Cały Gwiezdny Klan wita cię jako nowego medyka Klanu Rzeki. Księżycowy Pył! - zawołała zmarła, po czym pochyliła łeb z szacunkiem przed nowomianowaną. Wokół nich kolejne koty przyłączyły się do prowadzącej ceremonią i również zaczęły skandować nowe imię rzeczniaczki, jedne głośno i entuzjastycznie, inne ciszej i bardziej wzniośle. Atmosfera się zmieniła i otaczające ich koty przestały być tak cicho, a zaczęły między sobą rozmawiać i uśmiechać się do siebie, jakby komentując między sobą wydarzenie.
Łabędzica w końcu uniosła swoją kształtną głowę by znowu spojrzeć na swojego wnuka oraz jego nową pomocnicę. Zrobiła w ich stronę kilka kroków, by następnie, pochylając się, dotknąć każdego z nich nosem w czoło. - Gwiezdny Klan będzie oświetlał wasze ścieżki. Dzięki waszej ochronie Klan Rzeki jest i pozostanie silny. Teraz jednak nastał już czas, byście do niego powrócili gdyż są w nim koty potrzebujące waszej pomocy. - Zakończyła donośnie ceremonię, a obraz wokół Księżycowego Pyłu i Łososiowej Łuski zaczął się powoli rozmywać. W końcu zapadła wokół nich ciemność, a po kolejnych kilku chwilach oboje obudzili się przy Szepczącej Sadzawce, prawie jakby ta cała sytuacja i ich wizyta na nocnym niebie nigdy się nie wydarzyła.
Bije nam zaklętydzwon Wświęconejwodzie palce brudnychrąk Bliżej podszedł pod nasz próg Zimny odśmierciduch Czasem tylko zerkamy za siebie ukradkiem I to, co nas bardzo boli, żyje w nasnajbardziej, wiem...
Najniższy spośród wszystkich Rybek, jednak zbudowany najmocniej z nich. Ma szerokie barki, grubą szyję i ogon oraz dużą, kanciastą głowę. Garbaty nos kończy się brudnoróżowym, szerokim nosem i wywiniętymi w górę wąsami. Uszy małe, lekko zaokrąglone, oczy wąskie i lekko skośne, w kolorze bursztynu. Burą, klasycznie pręgowaną sierść ma gęstą i często potarganą na lewej stronie pyska. Biel oblewa pysk, pierś, brzuch, palce przednich łap oraz goleń wraz ze stopą tylnych. Na lewej przedniej łapie ponad nadgarstkiem szpetna blizna, pod nią - wykrzywiony nadgarstek i dłoń pozbawiona czucia.
Na pierwszy rzut oka - nieprzyjemny gbur. Na drugi, trzeci i wszystkie inne... w sumie też.
Jego wybór nie został skrytykowany, nie dostrzegł również sprzeciwu ze strony Księżycowego Pyłu. Długo zastanawiał się nad jej mianem, próbując wybrać coś, co byłoby dla niej odpowiednie i dopasowane, choć w zasadzie już od pierwszej chwili gdy ją dostrzegł wiedział, jakie będzie jej imię. Bezwiednie nazywał kocięta i terminatorów, dopasowując ich przyszłe imiona do pierwszego wrażenia, jakie na nim zrobili. Z jednej strony Księżycowy Pył odnosiło się do Gwiezdnego Klanu, do całej Srebrnej Skórki i było doskonałym imieniem dla medyka, a z drugiej - wtedy, gdy widział ją po raz pierwszy, wydała mu się właśnie tym: pyłem. Niewidocznym, nieistotnym, zagubionym, zawieszonym gdzieś w powietrzu, bo pierwsze skrzypce grał zawsze głośny, bezczelny Słoneczna Łapa, a ona stała z boku, próbując znaleźć swoje miejsce, swoje powołanie i samą siebie.
Drgnął widocznie, gdy Łabędzia Pieśń dotknęła jego głowy, jednak nie odezwał się. Spoglądał ze spokojem na Gwiezdną, a gdy orzekła, że czas ceremonii dobiegł końca skinął jej głową. Nim krajobraz Srebrnej Skórki całkiem rozmył się przed jego oczami, a gwar rozmów zamienił się w biały szum w uszach, rzucił jeszcze krótkie, ostatnie spojrzenie w poszukiwaniu Kruchej Łapy. Nie było jej wśród zebranych.
Odetchnął z ulgą, gdy otworzył ślepia. Zamrugał kilkakrotnie i rozejrzał się, próbując zogniskować na czymś rozmyty mgłą wzrok. Zacisnął w końcu powieki i spiął mięśnie wstając z miejsca, a następnie spojrzał na swoją terminatorkę.
- Księżyc. Księżycowy Pył - odezwał się, bo wydawało mu się, że ta jeszcze nie wybudziła się ze snu dzielonego z Przodkami. - Wracajmy - powiedział skinąwszy jej głową, a gdy rozprostowała łapy ruszył wraz z nią w drogę powrotną. Tak długo, jak nie zmorzy ich zmęczenie, nie miał zamiaru się zatrzymywać... choć prawdopodobnie w tym momencie powinni odczekać przynajmniej do świtu. Uniósł jeszcze spojrzenie na niebo w nadziei na pierwszy śnieg.
x ★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Księżyc zwróciła uwagę na widownię złożoną ze zmarłych kotów, gdy skierowała swe oczy ku białej kocicy. Nie spodziewała się takiego widoku. Tym bardziej nie spodziewała się, że jej imię miało być skandowane przez samych Przodków. W pierwszej chwili jej uszy drgnęły ku tyłowi, jakby się nieco speszyła, jednak szybko uspokoiła nerwy i wyprostowała się trochę bardziej, o ile to w ogóle było możliwe. Przesunęła spojrzeniem po obecnych kotach, nim te zajęły się sobą, a Łabędzia Pieśń do nich podeszła. Księżycowy Pył nie przepadała za dotykiem, toteż skrzywiła się wewnętrznie, jednak na jej pyszczku pozostał neutralny wyraz, jakby nie kryły się za nim żadne emocje, może prócz większego niż zwykle ożywienia. W jej środku panowała burza, a serce nie zwalniało rytmu, jakby chciało spowodować jeszcze większy chaos. Po słowach pożegnania skinęła sztywno głową białej kocicy, nie spuszczając z niej wzroku, dopóki pole widzenia nie zaczęło się rozmywać, aż w końcu przestała widzieć cokolwiek. Tylko w jej głowie pozostał obraz byłej wojowniczki Klanu Rzeki. Łabędzia Pieśń była dumna i pewna siebie. Ona też powinna taka być. Chciała taka być, i to już od wielu księżyców, do tego cały czas dążyła.
Tym razem kremowa kotka nie poderwała się tak panicznie. Usłyszawszy głos Łososiowej Łuski otworzyła oczy, mrugając kilkukrotnie, jakby przez chwilę nie była pewna gdzie się znalazła. Po chwili jednak wszystko połączyło się w jedną całość, i odwróciła głowę ku buremu Medykowi. Wspomnienie Srebrnej Skórki pozostało żywe w jej głowie, zbyt wyraźne i intensywne, by można było je uznać za sen. Podniosła się z cichym westchnieniem i nastroszyła krótką sierść, po czym skinęła sztywno na słowa kocura. Czas wracać. Bez słowa ruszyła za nim. Klan Rzeki nie mógł pozostać długo bez opieki medycznej. Byli tam potrzebni.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Kotka ma krótką sierść w kolorze intensywnie rudym, pokrytą nieco ciemniejszymi pręgami (pręgowanie tygrysie). Charakterystycznego wyglądu dodaje jej biały pyszczek oraz ciemniejszy kolor końcówek uszu. Jest nieco większa i mocniej zbudowana niż przeciętne kotki w jej wieku. Oczy ma koloru bursztynowego. Od innych kotów łatwo można ją rozpoznać patrząc na jej puchaty ogon, który nienaturalnie przekrzywia się w lewo. Od urodzenia przeszkadzał on kotce w swobodnym poruszaniu się - został jednak naprawiony przez medyka i od tego czasu funkcjonuje prawidłowo, jednak wygląda nieco inaczej niż ogony innych kotów. W dodatku zdarza się jej być nieco niezdarną, ponieważ jej rozwój przebiegał inaczej niż u przeciętnego kociaka.
Z nieco wycofanej, nieśmiałej kotki przeistoczyła się w jedną z najodważniejszych kocic w Klanie Rzeki - o ile nie w całym lesie. Nie jest może zbyt wygadana czy charyzmatyczna, ale zdecydowanie nie boi się wyrażać swojej opinii, a jej wypowiedzi są zawsze przemyślane. Przez zdecydowaną większość swojego życia na pierwszym miejscu stawiała sprawy Klanu Rzeki i jest gotowa do poświęceń, co niejednokrotnie udowodniła ratując życia współklanowiczom. Po przejściu do Starszyzny jednak przestała być na bieżąco ze sprawami Klanu, skupiając się bardziej na swojej rodzinie.
Gradowy Podmuch (KW), Bagienna Trzcina (KC), Dymne Niebo (KC), Kamienny Potok (KG), Niski Krok (GK), Lady (P/Z), Kacza Łapa (KR)
Najważniejsza część Wyprawy była już za nimi. Teraz pozostało tylko wrócić do Obozu Klanu Rzeki. Nie było to takie proste. Była późna Pora Opadających Liści i zmrok zapadał już dosyć szybko. Gdy Łososiowa Łuska i Księżycowy Pył dotarli do Grzmiącej Ścieżki, było już właściwie całkiem ciemno. Zatrzymali się przed tym niebezpiecznym miejscem słysząc odgłos nadciągającego potwora. Blask jego dziwnych oczu na chwilę oślepił Rzeczniaków. To było uczucie podobne do tego, gdy za długo patrzy się na słońce - ale zdecydowanie bardziej nagłe i niespodziewane. Musiało minąć parę mrugnięć oczu, aby koty z powrotem przyzwyczaiły się do ciemności.
Panie dzieju, ja to już nie jednych takich przeżyłam.
Panie dzieju, nie jedno widziałam, gdy się tak tu kręciłam.
Nosiłam wdechy takich, wdechy takich, wdechy takich cnych
Nosiłam gnojów jak but głupich, tych do cna, tych do cna złych.
Najniższy spośród wszystkich Rybek, jednak zbudowany najmocniej z nich. Ma szerokie barki, grubą szyję i ogon oraz dużą, kanciastą głowę. Garbaty nos kończy się brudnoróżowym, szerokim nosem i wywiniętymi w górę wąsami. Uszy małe, lekko zaokrąglone, oczy wąskie i lekko skośne, w kolorze bursztynu. Burą, klasycznie pręgowaną sierść ma gęstą i często potarganą na lewej stronie pyska. Biel oblewa pysk, pierś, brzuch, palce przednich łap oraz goleń wraz ze stopą tylnych. Na lewej przedniej łapie ponad nadgarstkiem szpetna blizna, pod nią - wykrzywiony nadgarstek i dłoń pozbawiona czucia.
Na pierwszy rzut oka - nieprzyjemny gbur. Na drugi, trzeci i wszystkie inne... w sumie też.
Powrót do domu zdawał się być w tym momencie niesamowicie nużący. Gdy dobiło się do celu i emocje już powoli zaczynały przygasać droga powrotna stawała się mało przyjemnym obowiązkiem, jaki należało wykonać. Mięśnie Łososiowej Łuski były już zmęczone, szczególnie nieprzyjemne mrowienie czuł w swojej prawej przedniej łapie i całej obręczy barkowej, która musiała balansować ciężarem przedniej części jego ciała, która nie oszukujmy się - była stosunkowo ciężka. Najstarsza Rybka zawsze charakteryzowała się tym, że była szersza; podczas gdy Karaś, Płotka i oszukana rybka, Okoń były wysokie, on był spośród nich najmniejszy. Nie pamiętał, jak wyglądała relacja wzrostowa jego oraz Burego, przedwcześnie zmarłego Kreta czy Strumyk, która zaginęła nim otrzymali swoje imiona terminatorskie. Rzadko kiedy miał tę trójkę na myśli, gdy mówił o swoim rodzeństwie.
Dotarcie do Grzmiącej Ścieżki zajęło im jakiś czas. Było już ciemno, a blade światło księżyca i gwiazd odbijało się od ich oczu. Nagły błysk ślepi potwora oślepił Łososiową Łuskę,który odruchowo przypadł do ziemi i zacisnął powieki, jeżąc sierść na grzbiecie. Zamrugał, chcąc pozbyć się mroczków, jakie falowały mu przed oczami, choć przyzwyczajenie się do nocnego krajobrazu z całą pewnością znów zajmie mu jakiś czas. Spojrzał za potworem, który ich minął i zmarszczył czoło widząc, że z tyłu również miał ślepia o czerwonej barwie. Przetarł łapą ślepia, po czym znów się rozejrzał. Jeżeli na Grzmiącej Ścieżce znów nie pojawiły się świecące ślepia potworów szybkim krokiem zamierzał przeprowadzić swoją pomocnicę na drugą stronę, a stamtąd - bezpiecznie dostać się do obozu.
x ★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Księżycowemu Pyłowi udzielił się ponury nastrój Łososiowej Łuski. O ile spotkanie na Srebrnej Skórce było wydarzeniem co najmniej magicznym i nienaturalnym, to gdy pokonali ten kawał drogi dzielący ich od Szepczącej Sadzawki do Grzmiącej Ścieżki, pomocnica medyka miała ochotę opaść na ziemię i się nie podnieść do rana. Była zmęczona wrażeniami, wciąż przejęta swoją nową funkcję i zestresowana wydarzeniami dnia dzisiejszego. Była jednak zbyt uparta, by faktycznie zatrzymać swe łapy, przynajmniej dopóki nie znaleźli się przy wydzielającej ostrą woń nawierzchni. Odskoczyła w tył, spłoszona, gdy ślepia potwora oślepiły ją na moment. Zamrugała mocno, pozwalając przy okazji swojej sierści opaść i sercu się uspokoić. Gdy wreszcie jej wzrok powrócił do normy, zlokalizowała szybko burego medyka, a gdy ten ruszył, zamierzała podążyć przy jego boku, przy okazji na własną łapę utrzymując ostrożność, mimo zmęczenia, które coraz intensywniej osnuwało jej umysł mgiełką senności. To jednak nie był jeszcze czas, poza tym, nie czuła się tu bezpiecznie. Przebiegnięcie potwora i chwilowe oślepienie dostatecznie ją ocuciło, by była w stanie na spokojnie wytrzymać do powrotu do obozu. Miała dużo spraw do ułożenia sobie w głowie... to jest, o ile nie zaśnie natychmiast po położeniu się na swoim legowisku, wcześniej upewniwszy się jednak, czy z niczym nie potrzeba było pomocy. To był zdecydowanie jeden z najbardziej męczących dni w życiu Księżyc, i to nie przez jakiś niesamowity wysiłek fizyczny, a same wydarzenia. No i po części również przez przebytą drogę, w końcu musieli się trochę nachodzić.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Kotka ma krótką sierść w kolorze intensywnie rudym, pokrytą nieco ciemniejszymi pręgami (pręgowanie tygrysie). Charakterystycznego wyglądu dodaje jej biały pyszczek oraz ciemniejszy kolor końcówek uszu. Jest nieco większa i mocniej zbudowana niż przeciętne kotki w jej wieku. Oczy ma koloru bursztynowego. Od innych kotów łatwo można ją rozpoznać patrząc na jej puchaty ogon, który nienaturalnie przekrzywia się w lewo. Od urodzenia przeszkadzał on kotce w swobodnym poruszaniu się - został jednak naprawiony przez medyka i od tego czasu funkcjonuje prawidłowo, jednak wygląda nieco inaczej niż ogony innych kotów. W dodatku zdarza się jej być nieco niezdarną, ponieważ jej rozwój przebiegał inaczej niż u przeciętnego kociaka.
Z nieco wycofanej, nieśmiałej kotki przeistoczyła się w jedną z najodważniejszych kocic w Klanie Rzeki - o ile nie w całym lesie. Nie jest może zbyt wygadana czy charyzmatyczna, ale zdecydowanie nie boi się wyrażać swojej opinii, a jej wypowiedzi są zawsze przemyślane. Przez zdecydowaną większość swojego życia na pierwszym miejscu stawiała sprawy Klanu Rzeki i jest gotowa do poświęceń, co niejednokrotnie udowodniła ratując życia współklanowiczom. Po przejściu do Starszyzny jednak przestała być na bieżąco ze sprawami Klanu, skupiając się bardziej na swojej rodzinie.
Gradowy Podmuch (KW), Bagienna Trzcina (KC), Dymne Niebo (KC), Kamienny Potok (KG), Niski Krok (GK), Lady (P/Z), Kacza Łapa (KR)
Rzeczniakom udało się bezpiecznie przebiec przez Grzmiącą Ścieżkę, na której nie pojawił się już kolejny potwór. Potem czekał ich jeszcze kawałek drogi. Po całym dniu wrażeń powrót do Obozu dłużył się kotom niemiłosiernie. Musieli zachowywać czujność mimo zmęczenia. Gdy dotarli na bezpieczne ziemie i poziom adrenaliny opadł, Łososiową Łuskę i Księżycowy Pył ogarnęło okropne zmęczenie. Być może nigdy wcześniej nie czuli się aż tak padnięci. Jeśli zamierzali porozmawiać z innymi klanowiczami o wyprawie czy przekazać im nowe imię córki Ubłoconej Mordki, to będą musieli zrobić to rano, gdy chociaż trochę odpoczną po wyprawie.
Księżycowy Pył +15 EXP Łososiowa Łuska +15 EXP
Panie dzieju, ja to już nie jednych takich przeżyłam.
Panie dzieju, nie jedno widziałam, gdy się tak tu kręciłam.
Nosiłam wdechy takich, wdechy takich, wdechy takich cnych
Nosiłam gnojów jak but głupich, tych do cna, tych do cna złych.