Sowa powoli osiągnęła swój limit wielkości. Jest wysoka, masywna i ciężka, będąc nie lada przeciwnikiem. Jest typowym kotem europejskim więc nie posiada żadnych unikalnych cech fizycznych. Jej ciało okryte jest gęstym, ale krótkim rudym futrem ozdobionym klasycznymi pręgami i białymi łatami na piersi i łapach. Jej mimika twarzy przeważnie przyjmuje kształt protekcjonalny i arogancki patrząc z góry na każdego swymi pomarańczowymi oczami.
Jest niczym bomba zegarowa, która w każdej chwili może wybuchnąć. Nie ma sobie ani krzty litości czy wyrozumiałości dla słabszych od niej, czy to pod względem psychicznym, czy fizycznym. Gardzi nimi jak rozdeptaną żabą w błocie. Przetrwają tylko najsilniejsi. Nie zawaha się użyć siły, jeśli jej rozmówca jest uparty i nie wykona jej życzenia (tudzież rozkazu). Są chwile, gdy jest całkiem spokojna, lecz prędko może się to zmieć. Z trudem powstrzymuje się od reagowania impulsywnie, a tym bardziej ukrywania swoich odczuć wobec kogoś. Ci którzy ją zdradzą odpłaci się tym samym bez względu na to kim ktoś dla niej jest. Staje się jednak całkiem inna gdy ma do czynienia z kimś na kim jej zależy.
Iskrzący Nos [KRz]
- W takim razie na dziś koniec. - Dziś zrobili wystarczająco dużo więc Sowa ze spokojem może uznać, iż dzień zakończony. Jutro polowanie, granice, trochę kodeksu, a później zobaczy się czy Wschód o coś się nie zapyta. No i łowienie ryb, które wojowniczka uwielbia.
Kiwnął głową, uznając te słowa za zakończenie ich rozmów i, pożegnawszy się ze swoją mistrzynią, ruszył żwawo na poszukiwania rodzeństwa - Deszczowej Łapy i Śnieżnej Łapy. Musiał im opowiedzieć ze szczegółami swój pierwszy dzień treningu przecież!
* * *
Kolejny dzień, kolejny trening! W międzyczasie tyle się wydarzyło, że to było aż dziwne, że Wschodząca Łapa pamiętał o treningu. A jakże, zapomniał na moment, ale zbierający się terminatorzy "na trening" mu o tym przypomnieli. Jednak miał jeszcze trochę czasu, który poświęcił na posiłek i pobieżną toaletę. Niby nie musiał o siebie aż tak dbać, bo teraz idealnie powinien się czyścić wyłącznie dla Ulewnej Łapy, no ale nie zaszkodzi przemyć się tu i ówdzie też dla Sówki. Bądź co bądź, polubił swoją rudą mistrzynię. Głównie dlatego, że ruda, ale jakieś tam inne zalety też miała.
Tak więc wyruszył, niczym się nie przejmując na spotkanie z wojowniczką, jak zwykle trzymając swój ogon wysoko uniesiony.
Sowa powoli osiągnęła swój limit wielkości. Jest wysoka, masywna i ciężka, będąc nie lada przeciwnikiem. Jest typowym kotem europejskim więc nie posiada żadnych unikalnych cech fizycznych. Jej ciało okryte jest gęstym, ale krótkim rudym futrem ozdobionym klasycznymi pręgami i białymi łatami na piersi i łapach. Jej mimika twarzy przeważnie przyjmuje kształt protekcjonalny i arogancki patrząc z góry na każdego swymi pomarańczowymi oczami.
Jest niczym bomba zegarowa, która w każdej chwili może wybuchnąć. Nie ma sobie ani krzty litości czy wyrozumiałości dla słabszych od niej, czy to pod względem psychicznym, czy fizycznym. Gardzi nimi jak rozdeptaną żabą w błocie. Przetrwają tylko najsilniejsi. Nie zawaha się użyć siły, jeśli jej rozmówca jest uparty i nie wykona jej życzenia (tudzież rozkazu). Są chwile, gdy jest całkiem spokojna, lecz prędko może się to zmieć. Z trudem powstrzymuje się od reagowania impulsywnie, a tym bardziej ukrywania swoich odczuć wobec kogoś. Ci którzy ją zdradzą odpłaci się tym samym bez względu na to kim ktoś dla niej jest. Staje się jednak całkiem inna gdy ma do czynienia z kimś na kim jej zależy.
Iskrzący Nos [KRz]
Sowa z gotowym planem na trening udała się do Kocich Grzbietów. Oczywiście zastała już tam Wschodzącą Łapę co przyjęła z zadowoleniem. Punktualność to dobry atut.
- Dzień dobry, Wschodząca Łapo. - Skinęła przy okazji głową. - Jesteś wypoczęty? Bo dziś się trochę nachodzimy. - A najbardziej to ty, bo będziesz polować. Sowa wysłuchała odpowiedzi terminatora chociaż nie miała ona większego znaczenia i ruszyła najpierw w kierunku granicy z Gromem. Specjalnie wybrała dłuższy scenariusz zwiedzania granic żeby Wschód trochę się rozruszał i wyrobił w sobie wytrzymałość. Ruszyła przed siebie w żwawym tempie.
- Wpierw pójdziemy na granicę z klanem Gromu. Niby są tymi silnymi. Phi. Tak mówią, ale to bzdura. - Gdyby to była prawda Zachód nie wygrałaby ze starszą terminatorką starcia, a skoro Sowa rozkładała jedną łapą Zachód to co dopiero jakiegoś gromiaka. - Wiesz kto tam rządzi bo robiliśmy to wczoraj więc zapamiętaj sobie tylko, że to miejsce to granica, którą trzeba oznaczać naszym zapachem.
Gdy zauważył rude futerko swojej mistrzyni, potruchtał do niej, ciekaw tego, co na dziś dla nich zaplanowała.
- Dzień dobry! - miauknął, gdy był już blisko. - Oczywiście!
Zawsze był wypoczęty, a przynajmniej tak się czuł, dopóki nie dopadło go ziewanie, teraz jednak był w pełni swoich sił, jak sądził. Kiedy Sówka ruszyła, od razu ruszył za nią, starając się utrzymać jej tempo, by dreptać obok.
No proszę, zaczynają od Gromu! Te pokraki mają to nieszczęście, że dzielą granicę z Rzeką! Wschód parsknął, słysząc słowa o tym że niby są silni. Jaasne.
- Żaden gromiak niech się nie waży choćby o wąs przekroczyć naszych granic! - miauknął głośno, kiedy córka Ciemniejącego Nieba wspomniała, że granice trzeba oznaczać zapachem. Coś podobnego chyba było ujęte w Kodeksie, a przynajmniej tak się wydawało jaskrawemu kocurkowi.
Sowa powoli osiągnęła swój limit wielkości. Jest wysoka, masywna i ciężka, będąc nie lada przeciwnikiem. Jest typowym kotem europejskim więc nie posiada żadnych unikalnych cech fizycznych. Jej ciało okryte jest gęstym, ale krótkim rudym futrem ozdobionym klasycznymi pręgami i białymi łatami na piersi i łapach. Jej mimika twarzy przeważnie przyjmuje kształt protekcjonalny i arogancki patrząc z góry na każdego swymi pomarańczowymi oczami.
Jest niczym bomba zegarowa, która w każdej chwili może wybuchnąć. Nie ma sobie ani krzty litości czy wyrozumiałości dla słabszych od niej, czy to pod względem psychicznym, czy fizycznym. Gardzi nimi jak rozdeptaną żabą w błocie. Przetrwają tylko najsilniejsi. Nie zawaha się użyć siły, jeśli jej rozmówca jest uparty i nie wykona jej życzenia (tudzież rozkazu). Są chwile, gdy jest całkiem spokojna, lecz prędko może się to zmieć. Z trudem powstrzymuje się od reagowania impulsywnie, a tym bardziej ukrywania swoich odczuć wobec kogoś. Ci którzy ją zdradzą odpłaci się tym samym bez względu na to kim ktoś dla niej jest. Staje się jednak całkiem inna gdy ma do czynienia z kimś na kim jej zależy.
Iskrzący Nos [KRz]
- Dopilnuj tego. Los klanu jest w twoich łapach. - W końcu Wschodząca Łapa jest przyszłością klanu. - Nie szczędź na siłach kiedy przeganiasz kogoś. Niech widzą, że w klanie rzeki nie ma żadnych cherlawców. - A przynajmniej na patrolach o ile już dawno nie wszyscy wyrobili sobie opini, że od granic ich klanu trzeba się trzymać z daleka.
- Jesteśmy coraz bliżej. Wytęż węch, wczuj się w ten zapach i zapamiętaj czym śmierdzi grom. - Choć dla Sowy nie robi to żadnej różnicy kto z jakiego jest klanu. Wszyscy są równie nieważni jeśli nie należą do rzeki. -Po drodze jest miejsce zgromadzeń, a dokładniej tam gdzie rosną cztery dęby. Rzekomo odbywają się w czasie pełni czy to z woli przywódców czy gwiezdnych, ale jakoś żyję piętnaście księżyców i jedyne co się stało, to ten punkt został zmieniony. - Fajne zgromadzenia, nie ma co. - Chcesz się o coś zapytać czy idziemy teraz na granicę z wichrem?
Kiwnął energicznie głową, słysząc słowa kotki. O tak, on jest przyszłością klanu, on będzie bronił go przez tymi wszystkimi, gorszymi, nie-rzecznymi kotami! Nie będzie im pozwalał na przebywanie na ich terenie!
Wciągnął głęboko powietrze, a po tym demonstracyjnie zmarszczył nos i trzepnął głową.
- Ale cuchnie! - przytknął łapę do nosa, jakby chciał nią wyczyścić ten gromowy fetor, przez co na moment się zatrzymał. Szybko jednak opuścił łapę i doskoczył do mistrzyni.
Słuchał o zgromadzeniach, które nie miały sensu dla niego. Po co koty z różnych klanów miałyby się spotykać w nocy, przy pełni księżyca? Żeby ze sobą tak pogadać, jak kumple, a potem znowu wrócić do życia w rywalizacji? Bez sensu, więc kocurek nie chciał tego tematu nawet ciągnąć. Za to inna rzecz mu przyszła go głowy.
- A gdzie jest nasza granica z Klanem Cienia? - zapytał. Czuł już zapaszek Gromiaków, mają iść na granicę z Wichrem, a o cienistych nie było ani słowa.
Sowa powoli osiągnęła swój limit wielkości. Jest wysoka, masywna i ciężka, będąc nie lada przeciwnikiem. Jest typowym kotem europejskim więc nie posiada żadnych unikalnych cech fizycznych. Jej ciało okryte jest gęstym, ale krótkim rudym futrem ozdobionym klasycznymi pręgami i białymi łatami na piersi i łapach. Jej mimika twarzy przeważnie przyjmuje kształt protekcjonalny i arogancki patrząc z góry na każdego swymi pomarańczowymi oczami.
Jest niczym bomba zegarowa, która w każdej chwili może wybuchnąć. Nie ma sobie ani krzty litości czy wyrozumiałości dla słabszych od niej, czy to pod względem psychicznym, czy fizycznym. Gardzi nimi jak rozdeptaną żabą w błocie. Przetrwają tylko najsilniejsi. Nie zawaha się użyć siły, jeśli jej rozmówca jest uparty i nie wykona jej życzenia (tudzież rozkazu). Są chwile, gdy jest całkiem spokojna, lecz prędko może się to zmieć. Z trudem powstrzymuje się od reagowania impulsywnie, a tym bardziej ukrywania swoich odczuć wobec kogoś. Ci którzy ją zdradzą odpłaci się tym samym bez względu na to kim ktoś dla niej jest. Staje się jednak całkiem inna gdy ma do czynienia z kimś na kim jej zależy.
Iskrzący Nos [KRz]
- Nie graniczymy już z nimi. Kiedyś faktycznie byli naszymi sąsiadami, ale po przenosinach dzielą nas teraz te cztery dęby. Jak chcesz to chodź, czuć tam ich zapach. - Sowa w tamtych czasach nie była nawet planowana i nie pamięta tamtych czasów. Trudno pamiętać jeśli się nie istniało. Ruszyli dalej kierując się w stronę Klanu Wichru, choć wcześniej pozwoliła terminatorowi na zapoznanie się z czterema dębami i na poznanie zapachu klanu cienia.
- Wicher. Podobno są najszybsi, bo uciekają przed królikami... A może to było na odwrót? Nie spodziewaj się kłopotów od nich. Prędzej taki przyjdzie na granice by pogadać niż robić coś na złość. - Krótko opisała wstępnie kolejny klan i poznawanie sąsiadów mają z głowy, wystarczyło jeszcze dojść do końca granicy. Chyba że Wschód ma jakieś pytania i zagwozdki do rozwiązania.
Sąsiedzi czy nie sąsiedzi, obcy zapach trzeba znać. Wschód więc zatrzymał się przy czterech drzewkach i wciągnął nowości, zapamiętując, że to zapach cienistych. Okej, poznane, powąchane, można dalej!
Zachichotał, słysząc żarcik Sówki. A po późniejszym opisie wywnioskował, że Wicher to raczej takie ciepłe kluchy, które nie potrafią walczyć, więc próbują dyplomacji. Sprytne, ale nie dla niego, ha!
Tak idąc wzdłuż wichrowej granicy, rozglądał się po niej. Nie widział tu właściwie drzew.
- Czy oni nie mają wcale drzew na terytorium? - zapytał, patrząc to tu, to tam, ale poza pojedynczymi krzaczorami raczej lasów nie widział.
Sowa powoli osiągnęła swój limit wielkości. Jest wysoka, masywna i ciężka, będąc nie lada przeciwnikiem. Jest typowym kotem europejskim więc nie posiada żadnych unikalnych cech fizycznych. Jej ciało okryte jest gęstym, ale krótkim rudym futrem ozdobionym klasycznymi pręgami i białymi łatami na piersi i łapach. Jej mimika twarzy przeważnie przyjmuje kształt protekcjonalny i arogancki patrząc z góry na każdego swymi pomarańczowymi oczami.
Jest niczym bomba zegarowa, która w każdej chwili może wybuchnąć. Nie ma sobie ani krzty litości czy wyrozumiałości dla słabszych od niej, czy to pod względem psychicznym, czy fizycznym. Gardzi nimi jak rozdeptaną żabą w błocie. Przetrwają tylko najsilniejsi. Nie zawaha się użyć siły, jeśli jej rozmówca jest uparty i nie wykona jej życzenia (tudzież rozkazu). Są chwile, gdy jest całkiem spokojna, lecz prędko może się to zmieć. Z trudem powstrzymuje się od reagowania impulsywnie, a tym bardziej ukrywania swoich odczuć wobec kogoś. Ci którzy ją zdradzą odpłaci się tym samym bez względu na to kim ktoś dla niej jest. Staje się jednak całkiem inna gdy ma do czynienia z kimś na kim jej zależy.
Iskrzący Nos [KRz]
Zmarszczyła lekko czoło usłyszawszy pytanie terminatora.
- Szczerze nie wiem. Może gdzieś dalej rosną, albo serio ich nie mają. - Wielka strata. Najważniejsze to, żeby u nich były drzewa i koniecznie rzeka, w końcu gdzie będą ćwiczyć łowienie ryb, jak nie nad wodą?
- Poznałeś już naszych rozkosznych sąsiadów i wiesz gdzie kończy się nasza granica, a zaczyna ich, a to jest ważne. W końcu w kodeksie jest zaznaczone abyśmy nie wkraczali na ich teren, ani polowali. - Skoro Wschód to już wie to znaczy, że może zacząć polować. - Pokażę ci teraz postawę łowiecką która jest tak ważna jak oddychanie. Bez tej wiedzy nic nie upolujesz. - Ugięła się na łapach na tyle ile mogła bez tykania gleby brzuchem, ogon również trzymała nisko i ściszyła oddech. Następnie przeszła parę cichych kroków by pokazać jak w takiej pozycji się poruszać i nie robić jakiegokolwiek hałasu. Przeniosła ciężar na tylne łapy i poruszała się bezszelestnie, ale jednocześnie tłumaczyła terminatorowi każdy szczegół.
- Zrozumiane? Musisz być najniżej jak tylko możesz, ale bez szurania brzuchem po ziemi, ogon trzymaj nisko, a najlepiej na linii ciała i nie wydawaj żadnych dźwięków. Musisz iść pod wiatr i ukrywać się przed wzrokiem zwierząt. Pamiętaj że mysz cię wyczuje, ptak zobaczy, królik usłyszy. Więc musisz uważać na drgania ziemi czyli przenosić ciężar na tylne łapy, ptaki zachodzić od tyłu i zastygać w bezruchu jak spojrzy w twoją stronę, a przy zającach być bardzo cicho. - Kiwnęła głową Wschodzącej Łapie na znak by teraz ten spróbował i pokazał jej ile z tego zrozumiał.
Przypatrywał się jeszcze przez chwilę terenom wichrzaków, po czym ze wzruszeniem barkami przeniósł wzrok na mistrzynię, kiedy ta już zaczęła mówić. Na pysk wkradł mu się szeroki uśmiech, kiedy usłyszał o polowaniu. Może to i oznaczało koniec lenienia się w obozie, jednak Wschód nie należał do leniuszków. Będzie mógł pokazać Klanowi Rzeki że jest najlepszym myśliwym i upoluje górę zdobyczy! Tylko najpierw musi się tego nauczyć. Patrzył więc uważnie, skupiając wszystkie swoje zmysły na ciele Sówki, starając się wszystko zauważyć, choć w analizowaniu nigdy dobry nie był. Dobrze, że mistrzyni później skomentowała to, co zrobiła, bo jaskrawy mógłby się wygłupić, a tego nikt nie chce, prawda? No.
Kocurek przypadł do ziemi, rozglądając się niczym wprawiony zabójca, uświadomił sobie, że brzuch praktycznie dotyka śniegu, więc trochę się podniósł, tak, jak mówiła córka Ciemniejącego Nieba. Ciężar ciała przeniósł na tylne łapy. Co tam jeszcze... Rudy ogon obniżył z poziomu antenki do poziomu ciała, tak samo ustawił głowę. No! Tak ustawiony skradał się kilka kroków, po czym skoczył w stronę Sówki i położył łapę na jej barku.
- Złapałem cię! - miauknął zadowolony, po czym odsunął się o krok. - Idę pod wiatr i chować się przed zdobyczą. Ptak mnie usłyszy, królik wyczuje a mysz zobaczy... - zmarszczył nos, pod koniec się wahając, bo chyba coś pomylił, a przynajmniej tak mu się zdawało.
Sowa powoli osiągnęła swój limit wielkości. Jest wysoka, masywna i ciężka, będąc nie lada przeciwnikiem. Jest typowym kotem europejskim więc nie posiada żadnych unikalnych cech fizycznych. Jej ciało okryte jest gęstym, ale krótkim rudym futrem ozdobionym klasycznymi pręgami i białymi łatami na piersi i łapach. Jej mimika twarzy przeważnie przyjmuje kształt protekcjonalny i arogancki patrząc z góry na każdego swymi pomarańczowymi oczami.
Jest niczym bomba zegarowa, która w każdej chwili może wybuchnąć. Nie ma sobie ani krzty litości czy wyrozumiałości dla słabszych od niej, czy to pod względem psychicznym, czy fizycznym. Gardzi nimi jak rozdeptaną żabą w błocie. Przetrwają tylko najsilniejsi. Nie zawaha się użyć siły, jeśli jej rozmówca jest uparty i nie wykona jej życzenia (tudzież rozkazu). Są chwile, gdy jest całkiem spokojna, lecz prędko może się to zmieć. Z trudem powstrzymuje się od reagowania impulsywnie, a tym bardziej ukrywania swoich odczuć wobec kogoś. Ci którzy ją zdradzą odpłaci się tym samym bez względu na to kim ktoś dla niej jest. Staje się jednak całkiem inna gdy ma do czynienia z kimś na kim jej zależy.
Iskrzący Nos [KRz]
Ruda uważnie przypatrywała się pozie łowieckiej terminatora. Nie miała żadnych zastrzeżeń, a przynajmniej na ten moment. Przekazała mu jedynie żeby trochę uniósł ogon bo ten znajdował się na tyle nisko, że mógł zahaczyć o ziemię, a powinien znajdować się na linii grzbietu i żeby ugiął jeszcze trochę łapy, ale poza tym nic nie wyłapała. Okaże się przy pierwszej zwierzynie na jaką trafi. Sowia Przełęcz przybrała kamienny wyraz twarzy kiedy Wschodząca Łapa postanowił polowanie poćwiczyć na niej. Jak dziecko. Odchrząknęła i zmarszczyła lekko czoło postanawiając zignorować ten wyskok.
- Ptak zobaczy, królik usłyszy, a mysz wyczuje. - W sumie może być nawet i tak, bo mysz ma więcej niż jeden zmysł, ale formuła jest taka, a nie inna głównie dlatego, że każde ze zwierząt ma jeden zmysł szczególnie wyczulony. -I ostania rzecz nim pójdziesz. Kodeks nakazuje dziękować za każdą zwierzynę Gwiezdnym. Wystarczy odbębnić w myślach i spokój, wiesz, zabijesz zwierzę i pomyśl sobie "dzięki, Gwiezdni", tyle im starczy. A teraz ruszaj, upoluj tyle zwierzyny, żeby zawstydzić wszystkich terminatorów. Dziś to ty będziesz najlepszy.
Oczywiście od razu poprawił to, co Sówka skomentowała, że jest źle. Słuchał poprawnej formułki, co które zwierzę zrobi. No, może i tak być, dobra!
Przewrócił oczami na myśl o Gwiezdnych. Że niby ma dziękować martwym kotkom za to, że jakaś myszka czy inna zdobycz wpadła w jego łapy? Tak jakby to od nich zależało. Wschód miał wielkie wątpliwości co do tego, czy istnieli, czy faktycznie po śmierci koty stają się gwiazdkami i obserwują wszystko z nieba, a nawet jeśli, to jaki mają wpływ na zasady i zwierzynę? Nijak jednak tego nie skomentował, bo kiedy mistrzyni poleciła mu zapolować, rozpromiemił się i te myśli wyleciały mu z głowy.
- Upoluję tyle że każdy się naje! - zawołał, po czym ruszył z wysoko uniesionym ogonem na swoje pierwsze polowanie.
Kilka lisich ogonów dalej przystanął. Uniósł pyszczek do góry, jakby stąd już chciał poczuć całą zwierzynę w okolicy, po czym ustawił się pod wiatr. Ugiął łapy, pilnując, by brzuchem nie sunąć po ziemi, ogon ustawił w linii grzbietu. Ciężar ciała na tył i ruszamy! Skradał się więc, rozglądając się dookoła, próbując wypatrzyć, wyniuchać albo usłyszeć cokolwiek, co będzie się nadawało do upolowania.
Sowa powoli osiągnęła swój limit wielkości. Jest wysoka, masywna i ciężka, będąc nie lada przeciwnikiem. Jest typowym kotem europejskim więc nie posiada żadnych unikalnych cech fizycznych. Jej ciało okryte jest gęstym, ale krótkim rudym futrem ozdobionym klasycznymi pręgami i białymi łatami na piersi i łapach. Jej mimika twarzy przeważnie przyjmuje kształt protekcjonalny i arogancki patrząc z góry na każdego swymi pomarańczowymi oczami.
Jest niczym bomba zegarowa, która w każdej chwili może wybuchnąć. Nie ma sobie ani krzty litości czy wyrozumiałości dla słabszych od niej, czy to pod względem psychicznym, czy fizycznym. Gardzi nimi jak rozdeptaną żabą w błocie. Przetrwają tylko najsilniejsi. Nie zawaha się użyć siły, jeśli jej rozmówca jest uparty i nie wykona jej życzenia (tudzież rozkazu). Są chwile, gdy jest całkiem spokojna, lecz prędko może się to zmieć. Z trudem powstrzymuje się od reagowania impulsywnie, a tym bardziej ukrywania swoich odczuć wobec kogoś. Ci którzy ją zdradzą odpłaci się tym samym bez względu na to kim ktoś dla niej jest. Staje się jednak całkiem inna gdy ma do czynienia z kimś na kim jej zależy.
Iskrzący Nos [KRz]
Wschód może dziękować gwiezdnym albo nie, ruda tego nie ma jak skontrolować, a sama często ma gdzieś ten nakaz i zwyczajnie o nim zapomina. Bo akurat ma czas ciągle dziekować, dziękować i dziękować komuś kto pewnie i tak nie istnieje. Ale powiedzieć o tym trzeba, Czarny Bez mówił, że to jeden z punktów kodeksu. Grunt to odklepać. Wschodząca Łapa ruszył i chociaż pora roku jest surowa to na swoje szczęscie szybko natrafił na zwierzę. Wiewiórka biegała u stóp drzewa szukając pożywienia zagrzebanego pod śniegiem. Była niespokojna i co chwila rozglądała się czujnie wokół. Podkradnięcie się do niej nie będzie proste.
O proszę, szalony rudy kawaler znalazł szaloną rudą wiewiórkę jako potencjalną zdobycz numer jeden. Kiedy tylko zorientował się o jej obecności, zatrzymał się w miejscu, wytężając zmysły i ani drgnął. Dobra, jak to szło, ptak zobaczy, królik usłyszy, mysz wyczuje. Panna kitka nie była żadnym z tych trzech, ale drogą dedukcji Wschód uznał, że najbliżej jej do myszy. Rozpoczął więc podkradanie do gryzonia pod wiatr w pozycji łowieckiej - ugięte nogi ale brzuch nad ziemią, głowa i ogon na tej samej wysokości, co ciało, ciężar ciała na tylnych łapach. Starał się oddychać jak najciszej. Nie spieszył się, raczej wyjątkowo postawił na ostrożność i delikatnie kładł łapy na śniegu, starając się nie zaalarmować nowej znajomej hałasem czy choćby skrzypnięciem śniegu. Delikatność też miała nie dać poczuć małemu rudzielcowi żadnych wstrząsów podłoża.
Chciał zbliżyć się możliwie jak najbliżej, by później jednym celnym skokiem dopaść do rudej poszukiwaczki i złapać ją w łapy z wysuniętymi pazurami.
Sowa powoli osiągnęła swój limit wielkości. Jest wysoka, masywna i ciężka, będąc nie lada przeciwnikiem. Jest typowym kotem europejskim więc nie posiada żadnych unikalnych cech fizycznych. Jej ciało okryte jest gęstym, ale krótkim rudym futrem ozdobionym klasycznymi pręgami i białymi łatami na piersi i łapach. Jej mimika twarzy przeważnie przyjmuje kształt protekcjonalny i arogancki patrząc z góry na każdego swymi pomarańczowymi oczami.
Jest niczym bomba zegarowa, która w każdej chwili może wybuchnąć. Nie ma sobie ani krzty litości czy wyrozumiałości dla słabszych od niej, czy to pod względem psychicznym, czy fizycznym. Gardzi nimi jak rozdeptaną żabą w błocie. Przetrwają tylko najsilniejsi. Nie zawaha się użyć siły, jeśli jej rozmówca jest uparty i nie wykona jej życzenia (tudzież rozkazu). Są chwile, gdy jest całkiem spokojna, lecz prędko może się to zmieć. Z trudem powstrzymuje się od reagowania impulsywnie, a tym bardziej ukrywania swoich odczuć wobec kogoś. Ci którzy ją zdradzą odpłaci się tym samym bez względu na to kim ktoś dla niej jest. Staje się jednak całkiem inna gdy ma do czynienia z kimś na kim jej zależy.
Iskrzący Nos [KRz]
Wiewiórka okazała się trudniejszym celem niż Wschodząca Łapa się spodziewał. Ruda menda była nerwowa, trudno powiedzieć dlaczego. Zgubiła jedzenie lub dopiero co uciekła jakiemuś drapieżnikowi, to dobre wytłumaczenie jej stanu. Ofiara nie dostrzegła terminatora, ale na pewno przyprawiła go o palpitacje serca i nerwowość bo ciągle się obracała i skakała wkoło. I właśnie z tego powodu terminator Sowy spudłował. Wiewiórka w ostatniej chwili skoczyła do przodu chociaż pazury łowcy zatopiły się w jej ogonie zatrzymując ją w miejscu.